Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołącz do najstarszego forum o pro wrestlingu w Polsce!

    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

Filmy ostatnio widziane


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 131
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  14.04.2010
  • Status:  Offline

Również dzisiaj zaliczyłem seans i choć bawiłem się świetnie, to mam bardzo mieszane uczucia. Humorystycznie bosko - począwszy od BB-8, przez choćby nawet Finna, kończąc na Luke'u! I, jak już wspomniał aRo - nareszcie nie było to tak przewidywalne, jak Siódemka (kiedy wszyscy zdali sobie sprawę, że jadą równo po trasie Nowej Nadziei). I tutaj właściwie zaczynają się moje widzimisię. Otóż tak: mnóstwo momentów, w których po prostu nie bardzo wiedziałem "jak?", "dlaczego?", czy też klasyczne "po chuj?". Może polecę w spoilerze, bo to już mało recenzyjne:

 

  Pokaż ukrytą zawartość

 

 

Tak jak wspomniałem - bawiłem się świetnie. Zwłaszcza, że atmosfera kinowa również dała się we znaki. Może się nie skupiłem, może wyłączyłem myślenie. A może po prostu film przekroczył granicę? Dałem siódemkę na filmwebie, poprzedniej części również. Chociaż Przebudzenie było kalką Nadziei, a Jedi był po prostu lepszy, to na ósemkę nie zasłużył :)

1047920915357ecfbacc6b.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

aRo, ale ukryj spoilery, bo tam masz sporo rzeczy (kto przeżyje, kto zginie, itd), którymi mógłbym się przejmować to oglądając (w sobote). Mógłbym, ale już nie będę. Już wiem

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  4 959
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.07.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Ukryte. W sumie nie spodziewałem się, że będzie to czytał ktoś, kto zamierza obejrzeć film, a jeszcze tego nie zrobił - tak jak opisujemy gale na forum i nie czytam postów przed luknięciem :P OK, wtopa.

 

Ale w sumie nie napisałem zbyt wiele, jak teraz na to patrzę. W sumie jedna rzecz, gdzie ciekawsze niż sam fakt tego są okoliczności sytuacji. O ważniejszych rzeczach w kontekście fabuły jeszcze nie wiesz.

...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.

Typer WWE 2018 - 3 miejsce

Typer NXT 2018 - 1 miejsce

105504318959183a35d96e9.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

  aRo napisał(a):
Ukryte. W sumie nie spodziewałem się, że będzie to czytał ktoś, kto zamierza obejrzeć film, a jeszcze tego nie zrobił - tak jak opisujemy gale na forum i nie czytam postów przed luknięciem OK, wtopa.

 

To recenzja, więc zawsze czytam :wink: Chcesz mi powiedzieć, że nikt nie czyta moich recenzji, bo nie ogladali filmu (a zazwyczaj jestem pierwszy) ? Fuck! :twisted:

 

  aRo napisał(a):
Ale w sumie nie napisałem zbyt wiele, jak teraz na to patrzę. W sumie jedna rzecz, gdzie ciekawsze niż sam fakt tego są okoliczności sytuacji. O ważniejszych rzeczach w kontekście fabuły jeszcze nie wiesz.

 

Dla mnie luz. Jak gdzies będą emocje, to je wyczuje, nawet jakbym znał finał. Poza tym, to Gwiezdne Wojny, a mi do ich fanów daleko (do tej pory najwięcej dostały 6/10). Raczej chciałem chronić innych, którzy mogliby się bardziej wnerwić.

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  4 870
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  29.01.2007
  • Status:  Offline

Szczerze nie wiem co powiedzieć (i jak ocenić) nowe Star Warsy. Z jednej strony nie jestem w stanie powiedzieć że film jest zły, albo że jest gorszy od Przebudzenia Mocy. Z drugiej strony wyszedłem z kina wkurzony (głownie z powodu paru scen), co przy VII części nie miało miejsca i po seansie byłem zadowolony.

Dziwny to film. Zupełnie nie taki jakiego się spodziewałem. I to chyba oczekiwania i różne przypuszczenia jakie miałem przed nim spowodowały taki mętlik w mojej głowie. Myślę, czy nie iść na niego drugi raz i już na spokojnie, wiedząc czego oczekiwać zobaczyć i to ocenić.


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (2017)

 

„Przebudzenie mocy” pozostawiło niedosyt i poczucie niewykorzystanej szansy (z jednej strony młoda obsada zdała egzamin, a z drugiej Abrams zachował się zachowawczo serwując nam remake „Nowej Nadziei”), „Łotr 1” jakoś mnie nie ujął, ale to w żadnym razie nie przeszkodziło mi czekać na „Ostatniego Jedi” z ogromnymi nadziejami. Po pierwsze - Lucas stworzył wspaniały świat, mnogość furtek i kolejni reżyserzy mają szerokie pole do popisu bez względu na to, czy poprzednia część była udana czy nie. Po drugie - wraca Luke Skywalker, bohater z dzieciństwa i po przeszło 30 latach znowu ma chwycić za miecz świetlny. Byłem dziwnie spokojny o rolę starego Luke’a. Hamill żył z piętnem Skywalkera przez lata i teraz ponownie mógł zmierzyć się z postacią, która zdefiniowała jego aktorską karierę na zawsze. Wiedziałem, że się postara i da radę. Ale w tym filmie nie tylko Hamill kradł show. Chwała Johnsonowi za to jak rozwinął w „Ostatnim Jedi” postać Kylo Rena i chwała Adamowi Driverowi, że otrzymanej szansy nie zmarnował.

 

Po kolei jednak. Były obawy, że film będzie powielał schemat „Imperium kontratakuje”. I nie oszukujmy się. Ten schemat zostaje powielony. Główni bohaterowie są porozrzucani po galaktyce. Młoda „dżedajka” dostaje się pod skrzydła ukrywającego się przed światem starego mistrza i oprócz tego, że stara się poznać Jasną Stronę Mocy odkrywa także czym jest Mrok. W drugim końcu galaktyki Nowy Porządek ściga Ruch Oporu, a bohaterowie dokonują niewyobrażalnych wygibasów, żeby ujść pogoni. Brzmi znajomo? Mógłbym jeszcze to rozwinąć, ale musiałbym zbyt dużo zdradzić z fabuły. Inaczej jednak niż w „Przebudzeniu mocy” reżyser postanowił zagrać z widzami w kotka i myszkę. Wykorzystał nasze przyzwyczajenia, żeby zafundować kilka nieoczekiwanych zwrotów akcji. Dzięki tym zabiegom wyprowadził fabułę z torów, które pozwalają mieć nadzieję, że epizod IX nie będzie kolejnym „Powrotem Jedi”.

 

Wracając do kwestii aktorskiej, to dostajemy trochę więcej Oscara Isaaca w roli Poe, który jako pilot-zadziora ma chyba za zadanie przejąć pałeczkę po Hanie Solo (jego przekomarzanie się z Leią trochę nawiązuje do utarczek Solo z księżniczką, ale tutaj wszystko ma rzecz jasna inny charakter i dostajemy to w zminimalizowanej wersji), a Rey trzyma fason tak jak w „Przebudzeniu mocy” i zwyczajnie wzbudza sympatię. Podobnie sprawa ma się z Finnem, któremu partneruje nowa postać, wyciągnięta oczywiście z disnejowskiej galerii postaci opatrzonych etykietką „Ale panowie! Musi być poprawnie politycznie!”, do której jestem średnio przekonany, ale też jestem daleki od ciskania gromami. Jedynie pewna scena z udziałem tej dwójki w finale jest wg mnie najgorszą w całym filmie i jeżeli już obejrzycie, to na pewno będziecie wiedzieli, o którą scenę mi chodzi. W miarę przyzwoicie wypada Leia oraz postaci drugoplanowe (np. del Toro jako DJ, Snoke, Hux), a nielubiana przeze mnie Maz Kanata pojawia się tylko na chwilę i chwała reżyserowi za to. Także skrzeczące ptaszysko-kulka z trailera, która wywołała wkurw fanów Star Warsów z całego świata także pojawia się rzadko i niekoniecznie irytuje. To nie jest starwarsowa wersja Małego Groota ze „Strażników galaktyki”, a pewna scena z udziałem ów sympatycznych stworzonek oraz wookiego - pomyślana zapewne z myślą o młodych widzach - jest całkiem zabawna.

 

Od strony wizualnej film prezentuje się znakomicie. Komnata Snoke’a, rozwałka w kosmosie, planeta znana z trailerów oraz wyspa Luke’a - te wszystkie znakomite obrazki pozostają w głowie po seansie. Jeżeli chodzi o sceny walk, to nie zawsze jest to tylko rozwałka dla rozwałki, ale reżyser stara się w każdej zafundować choć trochę dramatyzmu. Z niezłym zresztą skutkiem.

 

Jeżeli chodzi o muzykę Williamsa to niestety nie ma tutaj pierdolnięć na miarę „Marszu Imperialnego” i pojedynkowych kawałków z trylogii prequeli. Williams w nowych odsłonach Star Wars jest nad wyraz oszczędny, ale muzyka nawiązuje do nut znanych z poprzednich części więc nie jest najgorzej. (Chociaż cholera - mogłoby być zdecydowanie lepiej!)

 

A teraz UWAGA! Będę sypał spoilerami. Zatem dalsza część tekstu jest przeznaczona dla tych, którzy film już widzieli albo mają najnowsze „Gwiezdne wojny” w dupie.

 

 

  Pokaż ukrytą zawartość

 

 

Ocena: 8/10

Edytowane przez Ghostwriter

14453752125651e0a536c69.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

 

Star Wars: The Last Jedi / Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi

Rey dołącza do Luke'a Skywalkera, by zostać rycerzem Jedi. Razem odkrywają tajemnice Mocy i sekrety przeszłości.

 

Powrót Marka Hammilla, to najlepsze, co mogło ich tu spotkać. Mimo niechęci, Luke Skywalker to postać tak kultowa, że trudno nie poczuć nostalgii. Cieszy też, że przez większość czasu był on bardzo fajnie prowadzony, a motywy z nim związane były wiarygodne. Legenda, która zwątpiła – super. Zdecydowanie nr.1 widowiska.

 

Ci, którzy mieli sporo uroku w poprzedniej odsłonie (Finn, Rey), teraz stali mi się totalnie obojętni. Zaś Ci, którzy pozostawiali wiele do życzenia (Kylo Ren), zaczęli nabierać właściwych kolorków i nakręcać akcje.

 

Dobrych momentów „Ostatni Jedi” ma zaledwie garść. Trzeba na nie sporo czekać, a reszta wypchana jest słabiutką zawartością. Z tych wszystkich motywów pobocznych, na wyróżnienie zasługuje tylko misja hakerska – bo Benicio Del Toro. Naciąganym wątkom miłosnym mówimy nie, czarnemu charakterowi o imieniu Snoke, mówimy definitywne nie, a pokazywanie nam bohaterskich poświęceń ludzi, o których nie wiemy nic, to tylko próba włamania sie do naszych serc i wydobycia emocji. Próba nieudana.

 

Gdzieś tam mi się musiał udzielić ten hurra optymizm, który panował w mediach po pierwszych seansach. Gdzieś te głosy o wodzeniu za nos, uruchomiło tryby w głowie, kazało wyczekiwać fajnych momentów. Niestety, im dalej, tym bardziej przypominano mi, dlaczego nie lubię „Gwiezdnych Wojen”. W momencie, kiedy po „Przebudzeniu Mocy”, gdzieś się z tą sagą pogodziłem, gdzieś znaleźliśmy nić porozumienia, „Ostatni Jedi” zaczął wymiotować tymi epickimi momentami, które może trafią do najbardziej zagorzałych (zaślepionych?) fanów, ale dla postronnego widza będą tylko wydmuszką – 5/10

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline

  N!KO napisał(a):
„Ostatni Jedi” zaczął wymiotować tymi epickimi momentami, które może trafią do najbardziej zagorzałych (zaślepionych?) fanów, ale dla postronnego widza będą tylko wydmuszką – 5/10

 

Akurat zagorzali fani Star Warsów bywają też najbardziej krytycznymi widzami. Wystarczy prześledzić dyskusje takowych na facebooku, czy pod recenzjami "Ostatniego Jedi" czy innych odsłon kosmicznej sagi (BTW najnowszy film z serii SW bardzo podzielił fanów - od tych, którzy twierdzą, że to gniot po tych, którzy dają 9/10). Wśród tych "zagorzałych fanów" są często ludzie, którzy wychowali się na tzw. "oryginalnej trylogii" i trudno ich zadowolić. Z moich obserwacji wynika, że zarówno prequel trilogy i to, co kręci obecnie Disney łykają w dużej mierze widzowie, którzy mieli wyjebane na stare części i młoda widownia. Oczywiście zdarzają się starzy wyjadacze, którzy to kupują. Ja np. "Ostatniego Jedi" kupuję. ;)

14453752125651e0a536c69.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

  Ghostwriter napisał(a):
Akurat zagorzali fani Star Warsów bywają też najbardziej krytycznymi widzami. Wystarczy prześledzić dyskusje takowych na facebooku, czy pod recenzjami "Ostatniego Jedi" czy innych odsłon kosmicznej sagi (BTW najnowszy film z serii SW bardzo podzielił fanów - od tych, którzy twierdzą, że to gniot po tych, którzy dają 9/10). Wśród tych "zagorzałych fanów" są często ludzie, którzy wychowali się na tzw. "oryginalnej trylogii" i trudno ich zadowolić. Z moich obserwacji wynika, że zarówno prequel trilogy i to, co kręci obecnie Disney łykają w dużej mierze widzowie, którzy mieli wyjebane na stare części i młoda widownia. Oczywiście zdarzają się starzy wyjadacze, którzy to kupują. Ja np. "Ostatniego Jedi" kupuję.

 

Dobrze wiedzieć, że pozostają obiektywni. Znam fanatyka, który chwali za wszystko. Ale on też wydaje grube tysiące, żeby ubrać się w strój Darth Maula czy Szturmowca :wink:

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  2 258
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.10.2011
  • Status:  Offline

 

Blue Jasmine

 

Jasmine i Ginger, to przybrane siostry funkcjonujące w dwóch różnych światach. Ginger pracuje w sklepie, ma dwóch synów i mniej lub bardziej spokojnie mieszka w San Francisco. Jasmine ma syna, bogatego męża, prowadzi wystawne życie, jeździ po świecie i miejscem jej stałego przebywania jest Nowy York. Kiedy okazuje się, że Hall jest nie tylko oszustem ale i notorycznie zdradza swoją żonę, Jasmine pomimo niesnasek z siostrą, udaje się do San Francisco i chce rozpocząć nowe życie.

 

Można by rzec, że to mój powrót do "klasycznego" Allena. Nie ma wielkiego wow, ale jest zdecydowanie lepiej niż w przypadku Purpurowej róży z Kairu.

 

Narracja jest prowadzona w sposób dwutorowy. Życie Jasmine z San Francisco jest przeplatane tym z Nowego Yorku. Dlaczego tak to formułuję ? Ponieważ to postać w którą wciela się Cate Blanchett, jest głównym i do tego czarnym charakterem tego filmu.

Niby kobieta biedna, oszukana i do tego jeszcze z zaburzeniami natury psychicznej, ale sama nie powstrzymuje się przed kłamstwem, kiedy chce usidlić pasującego jej mężczyznę.

 

Tak zarysowana postać, przypomina tę graną przez Penelope Cruz w Vicky Cristina Barcelona. Jednak przy takim porównaniu, moim zdaniem, Blanchett tej konfrontacji nie wytrzymuje.

 

Dodatkowo FW określa ten film jako komediodramat. Dla mnie jest to dramat z pojedynczymi, humorystycznymi scenami. Nie jest to jednak typowy dla Allena humor niepoprawny politycznie (ten możemy znaleźć chociażby w Co nas kręci, co nas podnieca).

 

Napisałem, że jest to film lepszy niż Purpurowa róża z Kairu, dlatego wystawiam 7/10. Biorąc jednak pod uwagę powyższe, robię to bez przekonania.

"Jeśli mówisz do Boga, jesteś osobą religijną. Jeśli Bóg ci odpowiada, jesteś chory psychicznie"

House M.D. S02E19

211015597452e3a27e841d5.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

 

The Killing of a Sacred Deer / Zabicie świętego jelenia

Steven (Colin Farrell) zostaje zmuszony do podjęcia niewyobrażalnego poświęcenia, gdy przyjęty przez niego pod własny dach chłopiec radykalnie zmienia swoje zachowanie.

 

„Zabicie świętego jelenia”, to w sumie najprostszy film Lanthimosa, z jakim miałem kontakt. To oczywiście nie oznacza, że jest to film bez próby wdarcia się do naszych umysłów, jednak robi to najmniej inwazyjną ścieżką. Grek stał się trochę ofiarą swoich wcześniejszych pomysłów, które miały ten jego dziwaczny urok już po przeczytaniu opisu fabuły.

 

Ten jeleń biegnie powoli. W zasadzie on nie biegnie, on człapie. W zasadzie to nawet nie człapie. Przez pierwszą godzinę wylewane są fundamenty pod obraz, który chce nam reżyser pokazać. Następne pół godziny zaczyna nieco podkręcać tempo, i dopiero ostatnie dwa kwadranse to „Zabicie świętego jelenia”. Ten przydługi prolog jest męczący. Ma atmosferę niejasności, ale poza tym, ciężko mówić o staniu na palcach w oczekiwaniu na następne wydarzenia.

 

Doceniam aktorstwo, które odnalazło wspólny język z reżyserem. Szczególnie wyróżnia się tu Barry Keoghan. Nastolatek, który nawet przez moment nie wydaje się normalny. Jego mimika jest w punkt za kazdym razem.

 

Doczekałem tego finału, był jakiś... ale tylko na tle nijakiej reszty. Ogółem nie sądzę, że był wart czekania, nie został ze mną po napisach końcowych, nie przejąłem się, po prostu. Oczekiwałem ciekawszych, innowacyjnych rozwiązań - 5/10

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

 

Just Getting Started

Ilość Oscarów i nominacji między głównym duetem, nie zaślepi na tyle, żeby zaakceptować ten film. Dwóch starców rywalizuje ze sobą o względy lokalnych kobiet. Na wielu płaszczyznach, karty tu rozdawał Morgan Freeman, ale przybycie Tommy'ego Lee Jonesa, mocno obniża jego notowania. W tle dorzućmy Rene Russo, o którą trzeba rywalizować, szczyptę świątecznej atmosfery i sensacje z podrzędnego akcyjniaka, a dostaniemy "Just Getting Started". Wszystko od gościa, który wydaje film raz na 10-lat. Miejmy nadzieję, że następnego nie doczekamy. Kiedyś to byli "Biali nie potrafią skakać", a teraz "komedia nie potrafi wylądować". Chybiony humor, a jak już coś do widza trafi, to od razu czuć, że to już gdzieś słyszeliśmy. Taki wtórny (po)tworek, który ratuje chyba tylko urok Freemana i Jonesa. Bo nie ma co ukrywać, wciąż go mają. Morgan nawet niedawno wystąpił w czymś podobnym ("W starym dobrym stylu" - 6/10) i szkoda, że dał się namówić i tutaj. Coś kierowane dla ludzi starszych, czego bym nie polecał ludziom starszym - 2/10

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

 

Battle of the Sexes / Wojna płci

Historia rozegranego w 1973 roku meczu tenisowego pomiędzy ówczesną pierwszą rakietą świata, Billie Jean King (Emma Stone), a byłym mistrzem i notorycznym oszustem, Bobbym Riggsem (Steve Carell).

 

Więcej niż tennis. Tylko wszystko co wykracza poza sferę sportową, jest zwyczajnie cieniutkie. „Wojna płci” na tapetę bierze pojedynek dwójki sportowców, ale i ich historie, która jak się okazuje ma spory wydźwięk homoseksualny. Billie Jean King zaczyna eksperymentować zabawy z kobietami, co odciska dość mocne piętno na produkcji. Te sceny miłosne są bardzo słabe, zazwyczaj mocno przedłużone, nie dające żadnej satysfakcji. Mają związek z małżeństwem King, którym też ciężko się przejmować.

 

Steve Carell i jego Riggs, nie pozostają w tle. On ma swoje problemy związane z hazardem. O ile rozpadem jego małżeństwa równie ciężko się przejmować, to przynajmniej w zamian za swoją uwagę dostaniemy odrobinę komedii. Bo Carell jest tu Carellem – pajacuje, śmieszkuje, ale momentami człowiek się uśmiechnie. Szczególnie się rozkręca, kiedy pojedynek dwójki bohaterów jest już zaklepany, a on może pokazać swoje szowinistyczne, showmańskie oblicze.

 

Tennis jak i przebieg ich pojedynku mi się podobał. Nie ma tego jednak aż tak wiele. Był w tym roku świetny film o tej dyscyplinie, ale nazywa się „Borg/McEnroe”. „Wojna płci” sili sie na bycie czymś więcej, nie prezentując sobą nic. Dawno nie widziałem tak słabej i bezbarwnej Emmy Stone. To mógł zagrać chyba każdy – 4/10

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

 

Rebel in the Rye

Biografia uznanego amerykańskiego pisarza i samotnika - J.D. Salingera (Nicholas Hoult), który sławę zdobył za sprawą powieści "Buszujący w zbożu".

 

Mówi się, że autor nie może przekrzyczeć fabuły. Takie były błędy młodego Salingera. Jego głos był głośniejszy. W przypadku filmu jest zgoła inaczej. Świetny początek, kiedy prezentowani byli bohaterowie (dużo ciętych żartów), z czasem zaczyna milknąć na rzecz opowieści, która ma za dużo wątków, nie przebijając się szczególnie z żadnym. Wojna mocno wpłynęła na głównego bohatera, ale wcale jej grozy nie czuć. Różne miłosne wpadki po powrocie - równie bezbarwne.

 

Ilekroć bym się nie wykoleił za sprawą tych wszystkich wątków, wciągali mnie z powrotem. Sam Salinger mi odpowiadał jako autor, któremu cięzko było biec z wiatrem. Nie chciał się przystosować, choć na przestrzeni filmu poznajemy wielu ludzi, którzy go kształtowali – czyli był skłonny słuchać innych. Hoult gra przyzwoicie. Żadna Oscarowa kreacja, prawdopodobnie do zastąpienia, ale nie raził.

 

Spacey jest równie dobry jak zawsze. Nie wiem czemu, ale ten koleś wypada świetnie w rolach nauczyciela/mentora. Zawsze chce się go słuchać. Aż przykro patrzeć, kiedy pomyśleć o jego obecnym wypchnięciu za ramy obrazka Hollywood, i fakcie, że będziemy go oglądać coraz rzadziej.

 

Mi się to oglądało dobrze. Po prostu – 6/10

 

Notka dla siebie - to była ocena nr 4,000 na IMDB.

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

 

Bright

Akcja tego wartkiego thrillera w reżyserii Davida Ayera (reżysera „Legionu samobójców” i „Bogów ulicy” oraz scenarzysty „Dnia próby”) toczy się w alternatywnej teraźniejszości, w której od zarania dziejów ludzie, orki, elfy i wróżki żyją obok siebie. Dwoje policjantów pochodzących z zupełnie różnych środowisk — człowiek Ward (Will Smith) i ork Jakoby (Joel Edgerton) — wyrusza na rutynowy nocny patrol, który zmieni znaną im rzeczywistość. Wspólnie muszą przezwyciężyć osobiste różnice i stawić czoła hordom wrogów, aby ochronić młodą elfijkę i pewien zapomniany przedmiot, który w niewłaściwych rękach może sprowadzić na cały świat zniszczenie.

 

Interesujący pomysł. Wymieszanie gatunków, brudny policyjny klimat. Na papierze pewnie wszystko wygląda w porządku, więc Netflix zainwestował miliony, tworząc kasową produkcję debiutującą w sieci, nie na dużym ekranie. I o ile gdzieś tam był dobry film, to po 2h z „Bright”, ja go nie zobaczyłem. Rzuceni w wir wydarzeń, nie dają nam czasu na zaangażowanie się w nietypowy świat. A to nie jest zwykłe Los Angeles, żebyśmy od początku czuli się jak ryba w wodzie. Zaraz dostajemy strzelaniny, pościgi, ucieczke przed wszystkimi. Natłok wątków, gubienie po drodze innych (rodzina Warda nie musiała być tak nakreślana, skoro potem tak niewiele miała do powiedzenia), to zmora tego filmu. I wcale nie mam wrażenia, że pędzili bo chcieli się wyrobić w przyzwoitym czasie. Te wątki po prostu nie były konieczne, a sam film mógłby być spokojnie krótszy. Pod koniec czułem zmęczenie, a wszelka magia w ogóle mi nie pomagała.

 

Will Smith i Joel Edgerton są zbyt mało rozrywkowym duetem. Kilka ciętych ripost Smitha, to max na co możemy liczyć. To nie „Bad Boys”, gdzie efektowna sztampa zostanie nam wynagrodzona dającymi się lubić bohaterami. A to wymóg takich filmów. Skoro znamy schemat, to musimy polubić aktorów. Jeśli nie - ciężkie 2h przed nami. Dopiero pod koniec łapią jakąś chemię.

 

Jak na 90milionów, to efekty wyglądają dość biednie. Szczególnie slow-motion, które było tu mocno zbędne. Nie wiem czemu przy takim technicznym zaawansowaniu, mamy wrażenie, że zwolnienie czasu jest ciąle „cool”. Kicz straszny.

 

Oddam im to, że fajnie podeszli do tematu rasizmu. Przynajmniej tyle nowości, bo cała policyjna warstwa jest dość oczywista – włącznie z finałem.

 

4/10

50608915156a3743c1fa34.jpg

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

  • Polecana zawartość

    • WWE Backlash 2025
      Dyskusje na temat wydarzenia WWE Backlash 2025!
        • Dzięki
      • 32 odpowiedzi
    • WWE WrestleMania 41
      Spekulacje i dyskusje na temat największego wydarzenia wrestlingowego roku - WrestleManii 41!
        • Dzięki
      • 147 odpowiedzi
    • WWE RAW - dyskusje, spoilery, wrażenia
      Zapraszamy do dzielenia się wrażeniami z Monday Night Raw na Netflix!

      W tym wątku użytkownicy forum dyskutują na temat czerwonego brandu od 2010 roku. Pozostaw swoją cegiełkę w temacie, zawierającym 17,9 tyś. odpowiedzi i 2,9 mln wyświetleń. :)
      • 18 051 odpowiedzi
    • New Japan Pro Wrestling - Dyskusja Ogólna
      Miejsce na ogólne dyskusje związane z New Japan Pro Wrestling.
      • 713 odpowiedzi
    • Kobiecy Pro Wrestling
      Ogólne dyskusje na temat pro wrestlingu w wykonaniu płci pięknej.
        • Lubię to
      • 107 odpowiedzi
    • TNA Wrestling - dyskusje, spoilery, wrażenia
      Miejsce w dedykowane ogólnym dyskusjom na temat TNA/Impact Wrestling!

       

      Wczorajszy IMPACT właśnie się ściąga, więc opinia w późniejszym terminie
        • Lubię to
      • 9 352 odpowiedzi
    • AEW Saturday Collision - ogólne dyskusje i komentarze
      Miejsce gdzie możesz podzielić się wrażeniami z programu AEW Dynamtie!
        • Lubię to
      • 147 odpowiedzi
    • AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia
      Miejsce gdzie możesz podzielić się wrażeniami z programu AEW Dynamtie!
      • 1 187 odpowiedzi
    • WWE SmackDown! - dyskusje, spoilery, wrażenia
      Dziel się wrażeniami z Friday Night SmackDown!
      • 9 606 odpowiedzi
    • WWE NXT - dyskusje, spoilery, wrażenia
      Dziel się wrażeniami z WWE NXT!
      • 4 896 odpowiedzi

  • Najnowsze posty

    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Best Of The Super Junior 32 - Dzień 7 Data: 20.05.2025 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Online Stream Lokalizacja: Takasaki, Gunma, Japan Arena: G Messe Gunma Publiczność: 842 Format: Live Platforma: NJPWWorld.com Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • Bastian
      Milutko, że Roxanne Perez weszła do MITB, i to kosztem Becky Lynch, która - jak widać - nadal będzie tłuc się z Valkyrią. Przyjemna walka Irlandki, Prodigy i Natalyi. Ripley kontra cudem uratowana przed zwolnieniem Zoey Stark i wracająca po 100 latach przerwy Kairi Sane. Kto to ugra, ciekawe...  Stark w pierwszej walce od 100 lat i jeszcze kontuzja, pech...  Rhea wygrywa, oprócz niej w MITB Bliss, Perez, być może Flair. Walizka pasuje do Roxanne idealnie, a wygrana w takim składzie to już byłby potężny kop dla niej. Jak już się tak rozpływam nad Perez to czas na łyżkę dziegciu w tej beczce miodu. Nie wiem, czy jej obecność w Judgment Day to dobry pomysł. Wygląda to na potencjalny face turn Liv Morgan po powrocie i feud z RP, choć uważam, że po tej jej roli w filmie, dobrą opcją byłby helowy gimmick Hollywood Morgan. No i JD do rozpadu, z tej stajni już się chyba nic nie wyciśnie. Dużo o paniach, bo u panów nuda i dłużyzna. 150 osób kręci się wokół Jeya i WHC, podobnie z tą nową stajnią Rollinsa. Śmierdzi to finałem i War Games.  Rusev niedawno zadebiutował, a już znika na tygodnie. Jak już nie było na niego pomysłu i miał od początku być jednym z wielu to mogli z niego zrobić np. przydupasa helowego Ceny, przynajmniej Jaś odhaczyłby kolejny punkt obowiązkowy w byciu tym złym.   
    • Kaczy316
      Lecimy z ostatnim Monday Night Raw przed Saturday Night's Main Event!   Zaczynamy od Loganika uuuu no czyli zaczynamy dość dobrze. Myślałem, że to będzie jakieś mocne dobre promo, a tutaj typowo heelowe i nic ciekawego, w sensie mówi do publiczki to czego ona nie chce zbytnio czyli, że wygra tytuł, że pokona Jeya i zdobędzie tytuł World Heavyweight i zrobi to 12 lat szybciej niż Jey, na szczęście wszystko przerywa Gunther! Nie wiem, dziwny był ten segment, Gunther mówił coś o braku szacunku do niego ze strony Logana Paula, dobrze, że na koniec wbił Jey Uso i wywalił Superkicka dla Paula, Logan mnie na micu strasznie nudzi przez dłuższy czas, gość wbija i jedynie mówi to co publice się nie podoba i zwraca się głównie do publiki, takie zagrywki działają na początku, ale szybko się nudzą przynajmniej mi, segment dobry, ale dziwny dla mnie.   Giulia na SD to Roxanne oficjalnie na Raw! Ulala i od razu walka kwalifikacyjna do walki o walizkę! Dwie walki dzisiaj kwalifikacyjne kobiet, Roxanne vs Becky vs Natalya oraz Rhea vs powracająca Kairi Sane! vs Zoey Stark ulala będzie się działo! Na Backu Jey spotyka Heymana i Paul fajnie tutaj wypadł, jak praktycznie zawsze w sumie.   Pentagon i Styles vs JD McDonagh i Balor, to może być bardzo dobry pojedynek. Lekko ponad 17 minut genialnego starcia, kurde aż sam nie wierzę, że to starcie było na Raw i wyszło tak niesamowicie, ciężko dzisiaj będzie to przebić, AJ i Pentagon wyglądają bardzo dobrze jako Tag Team i ciekawi mnie czy pociągną to dalej, ja bym zobaczył takie połączenie na dłużej zdecydowanie, ale niestety Pentagon i Styles przegrywają, bo Gigacha.....znaczy El Grande Americano znowu atakuję naszego kochanego Luchadora i Balor z JD wygrywa i nawet Finn zdobywa pin ulala, ale walka genialna polecam mega.   Rollins na backu ostrzega w pewnym sensie Logana i wspomina WM 39, że możemy dostać powtórkę z tej WM tylko tym razem z tytułem World Heavyweight ON THE LINE!   Pierwsza walka kwalifikacyjna dzisiaj! Becky vs Natalya vs Roxanne Perez! Liczę oczywiście na Perez i mam nadzieję, że się nie zawiodę! Kurde no kolejna świetna walka 14,5 minuty bardzo dobrego starcia, które oglądało się z mega przyjemnością i mamy powrót Lyry, która przeszkodziła Becky w wygraniu tego starcia i to tak mocno, Becky próbowała wrócić do walki, a Lyra NIE NIE NIE WRACAJ TU KOLEŻANKO! I cyk nawalanka, ale ten feud mi się podoba Lyra jest obecnie tak genialna do oglądania, a Roxanne sobie wygrywa i jest w walce o walizkę! Jak dla mnie to powinna to wygrać, mam nadzieję, że tak się stanie.   Sami na backu sobie gada z Jeyem. Ulala Akira dostanie Ruseva, a wbija jeszcze Gigachad i American Made dostanie szansę na walkę o tytuły World Tag Team za tydzień, dobre wieści, a Gigachad jest wkurzony trochę, bo Julius i Brutus coś dostali, a On z Ivy nic i chcę coś od Pearca, ale ostatecznie nic nie dostaję.   Sheamus vs Grayson, walka raczej poprzednich nie pobiję, ale też może być mega przyjemna. CO JEST Austin Theory dostał najlepszą reakcje swojego życia przy walce, w której nawet nie uczestniczy xDDDD On w ogóle dostał jakąkolwiek reakcję od jakichś dwóch lat xDDD szkoda tylko, że nie wiem za co, bo była reklama i po reklamie nagle słyszę głośne chanty "Austin Theory" xD. Prawie 12 minutowa walka, która była tak samo bardzo dobra i mega przyjemna do oglądania, kolejna tygodniówka na której walki oddają i to niesamowicie, czekam na kolejne pojedynki, Sheamus tutaj wygrywa, a Theory ma beke, że jego ziomek obrywa xD, ajj fajnie się oglądało dzisiaj Austina.   Co to za jakiś wywiad z no namem. No teraz mamy prawilny wywiad z Guntherem, znaczy miał być, ale od razu wbił Seth Rollins, ale Seth nas okłamał, mówił, że Gunther był bardzo dobrym Championem, no niestety nie był Seth nie był. No lekka kłótnia się wywiązała z tego.   Pora na kolejną walkę kwalifikacyjną! Rhea vs Zoey vs powracająca Kairi Sane! Oj kolejny pojedynek, co może oddać zdecydowanie! Kairi imo tutaj mogłaby wygrać, Ripley ta walizka byłaby tak samo potrzebna jak Becky, One tego nie potrzebują i w walce też nie muszą być. Kurde początek walki i jedna z pierwszych walk Zoey i już wypadła z akcji i to chyba był wypadek przy pracy i jakaś prawdziwa kontuzja, nie wyglądało to na nic planowanego, po reklamach mamy już jedynie walkę pomiędzy Ripley i Kairi, dalej to może być dobra walka, ale szkoda Stark, ale no cóż zdarzają się wypadki. No po prawie 10 minutowej walce wygrywa Ripley, dobry pojedynek, ale widać, że Panie były trochę pogubione, ale no nic dziwnego, walka po prostu była w porządku jak na to co się stało, wydaję mi się, że Kairi miała to wygrać, ale jak Zoey odpadła to nie chcieli podkładać Ripley, chociaż może się mylę.   Co jest? Roxanne Perez w Judgment Day? Kurde ciekawie się zapowiada, Balor wprowadza nową zawodniczkę do formacji i to akurat kobietę pod nieobecność Liv oj coś czuję, że Morgan nie będzie zadowolona, Roxanne nawet dała prezenty swoim nowym przyjaciołom, ale Raquel dalej się to nie podobało.   Next Week: Kolejne walki kwalifikacyjne do Money In The Bank Ladder Matchy, no właśnie dzisiaj żadnych walk męskich nie było o dołączenie do tego Ladder Matchu, może za tydzień będą. Akira Tozawa vs Rusev, no może być niezły comedy match xD. Ulala American Made vs The New Day vs War Raiders o pasy World Tag Team, zapowiada się dobrze. Kolejne Raw zapowiada się w porządku, w sumie poza Triple Threatem o tytuły World Tag Team to jest po prostu ok, szczególnie, że walk kwalifikacyjnych jeszcze nie znamy to ciężko coś powiedzieć.   Lecimy z main eventem! Jey Uso vs Bron Breakker! No Ci Panowie dawali bangerki w walkach o IC Title, więc teraz też na to liczę! Prawie 16 minut tak samo bardzo dobrego pojedynku pod koniec oczywiście Heyman zaczął się wtrącać i nawet chciał się bić z Uso xD, śmiesznie to wyglądało, ale ostatecznie Seth zaatakował poza ringiem Jeya i mamy DQ, pojedynek naprawdę fajny i przyjemny, atak na Jeya kontynuowany, ale na ratunek wbija Sami Zayn! Seth i Bron gotowi, a Zayn niepewny, lecz pojawia się też CM Punk! Mamy spory brawl, a Jey był w ringu i jeszcze Logan na sam koniec go rozwalił xD, fajna walka, feudy podbudowane, czekam na Saturday Night's Main Event!   Plusy: Segment otwierający Pentagon i AJ vs Finn Balor i JD McDonagh Roxanne vs Becky vs Natalya Waller vs Sheamus i przyjemna postać Austina Ripley vs Kairi Main event   Podsumowanie: Oj to Raw walkami stało zdecydowanie, każda walka poza tą gdzie Zoey musiała zostać wycofana z walki to były na co najmniej bardzo dobrym bądź świetnym poziomie, ale Rhea vs Kairi mogły dać gorszy pojedynek, bo trochę się pozmieniało i trzeba było improwizować i tak bardzo dobrze z tego wyszły, bo to, że walka była gorsza niż reszta nie znaczy, że była zła, bo była dobra, ogólnie fajne Raw, ostatnio te tygodniówki są świetne dla mnie i tą też polecam, to widzimy się na SD i na Saturday Night's Main Event!
    • Attitude
      Nazwa gali: WWE Monday Night RAW #1669 Data: 19.05.2025 Federacja: World Wrestling Entertainment Typ: Online Stream Lokalizacja: Greenville, South Carolina, USA Arena: Bon Secours Wellness Arena Format: Live Platforma: Netflix Komentarz: Michael Cole & Pat McAfee Karta: Wyniki: Powiązane tematy: World Wrestling Entertainment - dyskusje ogólne WWE SmackDown! - dyskusje, spoilery, wrażenia WWE RAW - dyskusje, spoilery, wrażenia WWE NXT - dyskusje, spoilery, wrażenia
    • CzaQ
      Po wyborach, więc politycznie     Również gratulacje dla Adriana Zandberga :       
×
×
  • Dodaj nową pozycję...