Nowy odcinek, ale wciąż to samo - o ile akcja ringowa jest spoko, ciągle brakuje mi konkretnych storyline'ów. Fajnie że Mike wrócił do NXT na stałe, patrząc na ich style to wolałbym street fight między Tony'm i nim, ale powinno być ok. Co mnie martwi, to fakt że Mason Rook zadebiutował atakując Tony'ego. Hendrix to samo, Naraku to samo, teraz Santana się pojawia sprzy Tony'm...czy każdy nowy ziomek będzie miał debiut z mistrzem? Stawia to sporo zawodników w wysokim miejscu a wiemy że na górze nie ma aż tyle miejsca. Tak jakby trochę zaczynało im brakowac pomysłów co zrobić. Za to segment Kendal i Loli był bardzo fajny - dokładnie coś takiego powinniśmy mieć w głównym rosterze. W tym momencie "promocja" do glównego rosteru dla kobiet to prawie jak zwolnienie. Z tygodnia na tydzień coraz bardziej nie chce żeby Lola czy Kelani szły na RAW/SD bo znikną tam z telewizji na dobre.
Ahhh...czekaj, czekaj, tego brakowało - nie można mieć odgrzewania storyline'u Bloodline, bez Romana ściągającego kolejnego kuzyna żeby pomógł mu utrzymac tytuł. W bardzo nieśmieszny, głupi i nielogiczny sposób ma to sens z obecnym WWE.