Skocz do zawartości
  • Dołącz do najstarszego forum o pro wrestlingu w Polsce!  

    Dostęp do pełnej zawartości forum wymaga zalogowania się. Możesz przyśpieszyć proces logowania lub rejestracji używając konta na wspieranych przez nas serwisach.

    W przypadku problemów z dostępem do konta prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum(@)wrestling.pl

     

UFC - przekleństwo klatki?


-Raven-

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  10 087
  • Reputacja:   134
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Zastanowiła mnie ostatnio jedna sprawa - dla czego większość topowych zawodników PrIde'a zupełnie gubi się walcząc w UFC? Cro Cop, Shogun, Silva, Sokoudjou... wszyscy oni ponieśli porażki podczas swoich pierwszych walk w octagonie i to z zawodnikami, którzy spokojnie byli w ich "zasięgu". Czym to jest powodowane? Tak na dobrą sprawę to z dobrej strony pokazał się tylko Rampage (chociaż podczas jego pierwszej walki - z Liddell'em - dużą rolę odegrało to, że szybko znokautował rywala i nie miał szansy "pogubić się" w klatce, jak było to w przypadku wyżej wspomnianych zawodników) i ewentualnie Minotauro, który jakoś "wymęczył" Herringa na punktu (wielkim sukcesem jednak tego bym nie nazwał...). Nienajgorzej wypadł też Henderson, który pomimo tego, że przegrał (baaardzo wyrównany pojedynek z Rampage'em. Jednogłośna decyzja była trochę krzywdząca dla Dan'a) to jednak zaprezentował w klatce MMA na najwyższym poziomie. Co jest powodem tego, że jeden z najlepszych zawodników na świecie (Cro Cop) ulega mało znanemu i o wiele mniej doświadczonemu Gonzadze? Że Wand zostaje prawie znokautowany przez Liddella, któremu jeszcze kilka miechów wstecz nikt nie dałby najmniejszej szansy z Silvą? Że Machida zamiata rewelacyjnego "pogromcę Brazylijczyków" (Sokoudjou) jak dzieciaka z podstawówki (totalnie jednostronna walka)? Wg mnie powodów jest kilka...

 

1. Powierzchnia oktagonu. Jest ona zdecydowanie większa niż ring i strikerom pokroju Silvy czy Cro Copa ciężko jest zagonić kogoś do narożnika i tam wykończyć go w stójce. Tutaj potrzeba bardziej inteligentnej strategii niż parcie do przodu aż rywal nie będzie miał się gdzie cofnąć. W klatce, sprytny zawodnik zawsze może utrzymać przeciwnika na dystans, bo powierzchnia oktagonu mu na to pozwala.

 

2. Sama klatka. Podczas walk w ringu - jeżeli zawodnicy dotykają lin, sędzia każe przenieść walkę na środek maty i tam ją wznowić. W oktagonie, pod prętami klatki dopiero zaczyna się jazda w której byli zawodnicy PrIde'a zupełnie się gubią i są demolowani przez "klatkowych" wyjadaczy.

 

3. Walka łokciami + brak kolan oraz stompów w parterze. Jak zabójczą bronią w parterze (oraz stójce) są łokcie przekonał się zarówno Cro Cop (Gonzaga strasznie go głuszył nimi w parterze), Sokoudjou (Machida po prostu zdemolował go nimi na glebie, tak że zapięcie trójkąta rękami było tylko formalnością) jak i Silva (to właśnie combo przy ścianie klatki "sierpy+dojście+łokcie" Liddella zrobiło z twarzy Wanda tatar). Byli zawodnicy PrIde'a nie potrafią się posłużyć łokciami w parterze (nie są do tego przyzwyczajeni), nie bardzo wiedzą jak ich unikać (i często wyłapują je czysto na maskę) a kolan i stompów używać nie pozwalają im przepisy. Zupełnie się gubią w tych elementach walki.

 

4. Publika. Jak ktoś powiedział o piłce nożnej - publiczność jest 12 zawodnikiem:) W MMA jest podobnie a USA to nie Japonia gdzie fani siedzą w ciszy i skupieniu nawet jeżeli nie przepadają za danym fighterem. Tutaj buczenie i gwizdy są na porządku dziennym (najlepiej przekonał się o tym Silva podczas walki z IceMan'em) i myślę że w jakiś sposób wybija to ex-PrIde'owców z rytmu oraz ich deprymuje.

 

5. Zbytnia pewność siebie. No bo jak do takiej walki miał podejść wielki Filipovic, dla którego pojedynek z Gonzagą miał być tylko "przerwą na reklamę" przed walką o mistrzowski pas? Jak miał podejść wielki Shogun, któremu wszyscy dookoła pitolili, że jest #1 na świecie w swojej kategorii wagowej a dali mu do walki "jakiegoś tam" Griffina (forma Rua'y podczas tej walki to był po prostu żart)? Jak miał podejść Silva, skoro Liddella w PrIde pozamiatał "nawet" Rampage, którego to Wand wykończył 2 razy? Myślę, że gros byłych zawodników PrIde przechodziła do UFC z myślą, że zdominowanie tego Fedu to tylko formalność (w końcu największe gwiazdy zawsze były w PrIde), co przełożyło się na jakość i intensywność ich przygotowań do pojedynków oraz ligthowe podejście do oponentów.

 

Myśle, że są to główne przyczyny problemów byłych zawodników PrIde'a w UFC. Sęk w tym, że zawodnicy ci w większości przygotowują się i wychodzą do walki w UFC tak jakby przygotowywali się i wychodzili w PrIde - i to ich gubi. Klatka to zupełnie inny świat, tu potrzebny jest inny plan gry, inna strategia i inne przygotowanie (np. jak prowadzić walkę pod siatką klatki, jak używać łokci, jak ich unikać itp.). Jeżeli taki zawodnik dostanie już przy debiucie w oktagonie jakiegoś doświadczonego "klatkowo" fightera, to gubi się niczym małe dziecko w lesie i często dochodzi do wręcz szokujących wyników (killerski nokaut Gonzagi na Cro Copie, poddanie Shoguna przez Griffina itp). Kuriozalne jest to, że walki te mogłyby mieć zupełnie inny przebieg gdyby odbywały się na innym podwórku (PrIde) - na ringu a nie w klatce (myślę że tam walka Silva vs. Liddell mogłaby mieć trochę inny przebieg...). A to, że większość cwaniaków deklaruje w wywiadach, że dla nich nie ma znaczenia czy walczą w ringu czy w klatce - brzmi w tym kontekście jak kiepski żart.

 

Zastanawia mnie idea walki Fedora z Couture'em. Kiedyś powiedziałbym "Randy daj spokój - Fedor's gonna kill you!":), ale dziś - jeżeli do tej walki miałoby dojść w UFC (mało prawdopodobne...) - to już nie jestem tego taki pewny, czy "klatkowy" wyjadacz pokroju Couture'a nie miałby realnych szans aby pojechać najlepszego zawodnika wagi ciężkiej na świecie (Emelianenko) który walczyłby po długiej przerwie (chodzi mi o to, że przez ostatnie 2 lata Fedor za wiele nie walczył w MMA a jego ostatnia walka z Hong-Man Choi nie powiedziała zbyt wiele o jego formie) i na "obcym podwórku" (klatka). A jak wy sądzicie?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Odpowiedzi 34
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • -Raven-

    13

  • Scythe

    5

  • Ja Myung Agissi

    4

  • Ceglak

    3

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  344
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.04.2006
  • Status:  Offline

Bardzo dobra wypowiedz, dużo zawartej prawdy...

 

Sam bylem kompletnie zdziwiony oglądając UFC 70 i walkę Cro Copa z Gonzagą. Myślę, że Mirka i innych "pridowców" gubi wlaśnie calkiem inne pole, na którym stają do walki. Calkiem inne wymiary pola, nie ma lin, co więcej jeśli w UFC trafi się na dobrego zawodnika to wlaśnie przy kratach koleś ma przysłowiowe "przejebane" :) Dodatkowo wspomniałeś też o publiczności, która bardzo żywo na wszystko reaguje...

 

Gubi ich podejście typu "Ważne że jestem wytrenowany, przecież w PRIDE nokautowalem innych". Niestety zapominają o paru waznych rzeczach ;)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline

na początek kilka wyjaśnień ;) :

 

Cro Cop, Shogun, Silva, Sokoudjou... wszyscy oni ponieśli porażki podczas swoich pierwszych walk w octagonie

 

Cro Cop wygrał swoją pierwszą walkę w UFC. Znokautował Eddie Sanchez'a :) Walka z Gonzagą była jego drugim pojedynkiem.

 

Tak na dobrą sprawę to z dobrej strony pokazał się tylko Rampage (chociaż podczas jego pierwszej walki - z Liddell'em - dużą rolę odegrało to, że szybko znokautował rywala i nie miał szansy "pogubić się" w klatce, jak było to w przypadku wyżej wspomnianych zawodników)

 

To również była druga walka Rampage'a. Pierwszą odbył na UFC 67 nokautując Marvina Eastmana. Quinton przyznał wtedy, że bardzo się spinał i denerwował, ale jestem prawie pewny, że do walki z Liddellem wyszedł już świetnie przygotowany (jeśli chodzi o walkę w klatce) i gotowy na Octagon :)

 

Oprócz Rampage'a, ze ŚWIETNEJ strony pokazał się Anderson Silva, który jest obecnie nie do zatrzymania w wadze średniej i hurtowo nokautuje swoich przeciwników (2 razy pojechał Franklina, który był niekwestionowanym nr 1 w UFC w swojej wadze, zanim pojawił się Silva). Teraz, na UFC 82 ma dojść do pojedynku Spidera z Hendersonem, który po namowach zarządu zgodził się zejść jedną kategorię wagową niżej, bo UFC nie miało już kogo podrzucić Andersonowi ;)

 

Jednogłośna decyzja była trochę krzywdząca dla Dan'a

 

Wiem wiem, zaraz zostanie to odebrane jako nieobiektywny sąd fana Jackson'a, ale prawda jest taka, że Dan wygrał pierwsze 2 rundy, a pozostałe 3 przegrał i było to widać. Krzywdząca mogła być jedynie punktacja, bo ktoś tam wypunktował chyba tylko 1 rundę dla Hendo.

 

Trzeba też wspomnieć, że (dawno, bo dawno, ale jednak) Henderson i Silva mieli już styczność z UFC wiele lat temu. Wand wypadł dosyć słabo (porażka przez decyzję z Tito, porażka z Vitorem przez KO w niecałą minutę!) ale Henderson sobie jakoś radził. Wydaje mi się, że stoczył chyba tylko 2 walki w UFC, ale wygrał te pojedynki.

 

 

3. Walka łokciami + brak kolan oraz stompów w parterze

 

Zgadza się. Wydaje mi się, że zawodnicy Pride kompletnie nie są przyzwyczajeni do walki łokciami, co widać na przykładzie chociażby Cro Copa, jak napisałeś. Co do stompów, kolan i soccer kicków, wydaje mi się, że taki Wand i Shogun (szczególnie on) stracili na tym bardzo dużo, ponieważ większość zwycięstw Shoguna w Pride opierała się na stompach i soccer kickach. W UFC nie mógł z trego skorzystać, więc została mu jedynie stójka, która, jak widać, nie zrobiła wrażenia na Griffinie :] (Rua przekonał się, że jednak trzeba trochę potrenować przed walką, nawet, jeśli wołają na Ciebie "numer jeden" :D).

 

4. Publika. Jak ktoś powiedział o piłce nożnej - publiczność jest 12 zawodnikiem:) W MMA jest podobnie a USA to nie Japonia gdzie fani siedzą w ciszy i skupieniu nawet jeżeli nie przepadają za danym fighterem. Tutaj buczenie i gwizdy są na porządku dziennym (najlepiej przekonał się o tym Silva podczas walki z IceMan'em) i myślę że w jakiś sposób wybija to ex-PrIde'owców z rytmu oraz ich deprymuje.

 

Niestety. Publiczność w USA jest zdecydowanie głupsza od japońskiej publiki. W Japonii ludzie ze skupieniem oglądają walkę, doceniając i szanując zawodników. W Stanach 80% kretynów zaczyna buczeć i gwizdać, gdy w ciągu 30 sekund nikt nie wyprowadzi ciosu, lub kiedy walka w parterze trwa według nich za długo. Fani z USA chcieliby oglądać calutki czas krew, krew i jeszcze raz kreeew. Chorzy ludzie...zawsze uważałem, że fani z USA to idioci.

 

Przykład z Quintonem. Rampage pokonał ich bohatera narodowego (Liddell'a), w dodatku po walce pojechał fanom, którzy na niego buczeli i przez to do dzisiaj jest wrogiem publicznym w UFC i dostaje sporo gwizdów i "booo'ów" :P kiedy pokazuje go kamera :] Na szczeście, Jackson ma to w dupie, bo sam kiedyś powiedział, że publiczność w Japonii jest mądrzejsza i wie trochę więcej o MMA, niż ludzie w Stanach :)

 

5. Zbytnia pewność siebie. No bo jak do takiej walki miał podejść wielki Filipovic, dla którego pojedynek z Gonzagą miał być tylko "przerwą na reklamę" przed walką o mistrzowski pas? Jak miał podejść wielki Shogun, któremu wszyscy dookoła pitolili, że jest #1 na świecie w swojej kategorii wagowej a dali mu do walki "jakiegoś tam" Griffina (forma Rua'y podczas tej walki to był po prostu żart)? Jak miał podejść Silva, skoro Liddella w PrIde pozamiatał "nawet" Rampage, którego to Wand wykończył 2 razy? Myślę, że gros byłych zawodników PrIde przechodziła do UFC z myślą, że zdominowanie tego Fedu to tylko formalność (w końcu największe gwiazdy zawsze były w PrIde), co przełożyło się na jakość i intensywność ich przygotowań do pojedynków oraz ligthowe podejście do oponentów.

 

Z tym w całości się zgadzam. Wydaje mi się, że szczególnie pewni siebie byli Mirko i Shogun. Filipovica ja akurat lubię i szkoda mi go, bo mam do niego sentyment, ale prawda jest taka, że był praktycznie pewny, że pozamiata szybko leszczy, po czym obije dziadka Couture'a i zgarnie pas, który będzie trzymał baaardzo długo.

 

Shogun? No k*rwa, proszę ja Ciebie! Facet nie walczy od ponad pół roku (i nie wiem z jakiej racji przez ten cały czas utrzymywał się na #1 w rankingach), nigdy nie walczył w Octagonie, w dodatku żeni się 2 tygodnie przed walką i przeprowadza na nowe mieszkanie, a ciągle myśli, że debiut będzie dla niego spacerkiem? Rua jest bardzo utalentowanym zawodnikiem, okej...ale bez porządnego i sumiennego treningu nie da się osiągnąć zbyt wiele.

 

Soko był moim zdaniem bardziej zestresowany i spięty, niż pewny siebie. Problem polegał też na tym, że Machida już wiedział, na czym stoi. Minotoro wyszedł do kompletnie nieznanego zawodnika. Arona pewnie był przekonany, że zwycięstwo z Rogerio to był lucky punch i też olał przeciwnika, a Machida przygotował sobie sprytny gameplan, którym pojechał Predatora, jak chłopca z piaskownicy :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 087
  • Reputacja:   134
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Cro Cop wygrał swoją pierwszą walkę w UFC. Znokautował Eddie Sanchez'a Walka z Gonzagą była jego drugim pojedynkiem.

 

Fakt - mea culpa :D Powiem tylko tyle, że ta walka z Sanchezem miała podobny przebieg jak pierwsza walka Lesnara w MMA. Sanchez był tak "obsrany", że myślał tylko o tym by jak najszybciej to się skończyło - dla tego Mirko dał radę. Gonzaga miał już jednak szczelniejszego pampersa i Cro Cop przejechał się na całego.

 

To również była druga walka Rampage'a. Pierwszą odbył na UFC 67 nokautując Marvina Eastmana.

 

Fakt - oj, chyba na starość pamięć zaczyna mi szwankować :twisted:

 

Wiem wiem, zaraz zostanie to odebrane jako nieobiektywny sąd fana Jackson'a, ale prawda jest taka, że Dan wygrał pierwsze 2 rundy, a pozostałe 3 przegrał i było to widać. Krzywdząca mogła być jedynie punktacja, bo ktoś tam wypunktował chyba tylko 1 rundę dla Hendo.

 

Ja powiem tak - walka była cholernie wyrównana i ktokolwiek by nie został uznany za zwycięzce - nie byłoby to jakoś masakrycznie krzywdzące dla drugiej strony. Uważam jednak, że przyznanie totalnej (jednogłośna) wygranej na punkty, było trochę naciąganę (jestem tu raczej obiektywny, bo też wolę Rampage'a, ale Hendo dzielnie stawiał mu czoła)

 

Przykład z Quintonem. Rampage pokonał ich bohatera narodowego (Liddell'a),

 

Taaak, ale rozjebało mnie jak podszedł po walce do leżącego na glebie Liddella i mu zasadził "Dont cry, Chuck. Dont cry!" :twisted: Uwielbiam te heelowe zagrania Quintona.

 

Soko był moim zdaniem bardziej zestresowany i spięty, niż pewny siebie

 

Zgadzam się, raczej Predatora nerwy zjadły niż zadufanie w sobie. Chociaż nie wiem czy samo to, że w PrIde okrzyknięto go "Pogromcą Brazylijczyków" i jako pierwszego przeciwnika w UFC dostał też Brazylijczyka - nie podziałało na niego w ten sposób, że zbyt lightowo podszedł do przygotowań (bycie spiętym - byciem spiętym, ale Soko nie pokazał w tej walce zupełnie nic).

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline

Najsmutniejsze jest to, że byli zawodnicy Pride podchodząc tak do tematu UFC robią tylko i wyłącznie wielką przysługę "Łysemu" :/ Dana wtedy jest dumny, że utwierdził swoich fanów w przekonaniu, iż Pride zawsze odstawało poziomem od UFC i to u niego walczą Ci najlepsi fighterzy. Prawda jest taka, że w pewnym okresie Pride FC po prostu zabijało "rosterem" skład z UFC. Wystarczy wymienić takich zawodników, jak Fedor, Minotauro, Cro Cop, Hearing (wtedy się liczył), Barnett, Coleman, Hunt, Fujita (tu pewnie wielu miałoby ochotę mnie wyśmiać, ja jednak zawsze będę trzymał się tego, że Fujita to był kawałk skurwysyna. Facet prawie znokautował Fedora i szło mu naprawdę nieźle w walce z Ruskiem :)), Silva, Henderson, Shogun, Rampage, Ninja, Arona, Sakuraba itd. itp. A kogo miało w tym samym czasie UFC? Couture, Liddell, Ortiz, Hughes, Belfort...Można tam wciskać jeszcze jakieś Timmahy, Rizzo, Arlovskiego itd. ale to już nie były nazwiska, które przyciągały tłumy.

 

Teraz UFC rządzi. Wykupiło Pride FC i mimo wszystko wciąż (i sądzę, że będzie tak jeszcze przez dłuuugi czas) są poza zasięgiem konkurencji. M-1 Global ma dobre plany, ale nie sądzę, czy zdołają długo pociągnąć promując się tylko i wyłącznie Fedorem, który nie miał jaj, żeby przejść do UFC i stanąć do walki z elitą wagi ciężkiej na świecie. Jest jeszcze EliteXC, Yarennoka (która nie byłaby w stanie działać całkowicie niezależnie), K-1 Hero's, które trzyma się nawet fajnie, a i roster całkiem całkiem, ale na obecny moment, nie ma bata, żeby przegonić UFC.

 

Jaki z tego morał? Dana poczuł się jak Bóg ;) Kiedyś, w czasach istnienia Pride, podejrzewam, że biłby się o Fedora do skutku, teraz osrał jego warunki i puścił go "wolno", bo i tak ma pakę, której nic obecnie nie przebije.

 

Sorry za mały offtop, ale chciałem tu poruszyć te kwestie ;)

 

Podsumowując, szkoda, że byli zawodnicy Pride dają White'owi do zrozumienia, że mówiąc kiedyś o wyższości UFC, miał rację :/ Ja wiem, że nie miał, inni prawdziwi fani też to wiedzą, bo to po prostu kwestia przygotowania i treningów, a Pride miało swego czasu dużo więcej talentów, ale głupi i idiotyczni zapatrzeni w siebie i swój przejebanie superancki kraj amerykanie sądzą, że Pride to było jakieś przedszkole, a ich UFC to prawdziwa szkoła przetrwania. To jest smutne...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 087
  • Reputacja:   134
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Najsmutniejsze jest to, że byli zawodnicy Pride podchodząc tak do tematu UFC robią tylko i wyłącznie wielką przysługę "Łysemu" Dana wtedy jest dumny, że utwierdził swoich fanów w przekonaniu, iż Pride zawsze odstawało poziomem od UFC i to u niego walczą Ci najlepsi fighterzy. Prawda jest taka, że w pewnym okresie Pride FC po prostu zabijało "rosterem" skład z UFC. Wystarczy wymienić takich zawodników, jak Fedor, Minotauro, Cro Cop, Hearing (wtedy się liczył), Barnett, Coleman, Hunt, Fujita (tu pewnie wielu miałoby ochotę mnie wyśmiać, ja jednak zawsze będę trzymał się tego, że Fujita to był kawałk skurwysyna. Facet prawie znokautował Fedora i szło mu naprawdę nieźle w walce z Ruskiem ), Silva, Henderson, Shogun, Rampage, Ninja, Arona, Sakuraba itd. itp. A kogo miało w tym samym czasie UFC? Couture, Liddell, Ortiz, Hughes, Belfort...Można tam wciskać jeszcze jakieś Timmahy, Rizzo, Arlovskiego itd. ale to już nie były nazwiska, które przyciągały tłumy.

 

Jasne, że tak! Podpisuje się pod tym obiema rękami. Swojego czasu UFC było do PrIde'a jak TNA do WWE... Po prostu PrIde wciągał wtedy UFC nosem - tak pod względem rosteru jak i poziomu walk (wystarczy zobaczyć na to, której federacji walki wygrywały plebiscyty u fanów). White może sobie gadać bzdury, ale jeżeli ktoś ogląda MMA dłużej niż rok, czy dwa - doskonale wie, który fed był kiedyś #1.

 

Teraz UFC rządzi. Wykupiło Pride FC i mimo wszystko wciąż (i sądzę, że będzie tak jeszcze przez dłuuugi czas) są poza zasięgiem konkurencji. M-1 Global ma dobre plany, ale nie sądzę, czy zdołają długo pociągnąć promując się tylko i wyłącznie Fedorem, który nie miał jaj, żeby przejść do UFC i stanąć do walki z elitą wagi ciężkiej na świecie.

 

Tutaj nie do końca się zgodzę. Fedor nie tyle nie miał jaj, co White był na tyle upartym osłem, że chciał mieć na niego wyłączność (walczysz w UFC i TYLKO w UFC) a Emelianenko jest przecież ambasadorem sambo bojowego na świecie i nie mógł sobie pozwolić na sytuację, że Dana nie pozwoliłby mu wystąpić w zawodach Sambo, które z resztą Rosjanin wygrywa od lat. Z tego punktu widzenia - ja rozumiem Fedora.

 

Wracając do tematu - jak sądzicie, gdyby doszło do walki Fedora z Couturem w klatce (UFC), jaki byłby jej przebieg? Czy Rosjanin podziliłby los Cro Copa albo Shoguna, którzy wyszli z założenia, że nie ma znaczenia czy klatka czy ring - po czym zostali pozamiatani? Czy może Fedor po raz kolejny udowodniłby jednak niedowiarkom, że nadal jest #1 na świecie???

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  2 817
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.12.2004
  • Status:  Offline

Bazuje na doświadczeniach koleżanki, która ma kilka medali europejskich m.in. w BJJ, a od 4 lat "przesiadła" się na sambo bojowe:

TEORETYCZNIE (przy identycznym poziomie wyszkolenia w poszczegolnych stylach) sambo bojowe nie ma sobie równych wśród sztuk walki. W tym układzie - Fedor nadal byłby #1 w UFC, skoro jest namber łan w sambo. Ale, wszystko zależy od jego psychy - być może jest człowiekiem, którego rozprasza negatywna reakcja widowni - a nie oszukujmy się - dla marków UFC w USA byłbym wrogiem numer 1 - nie dość, że Rusek (historia - zimna wojna), to jeszcze obcy (z Pride)...

A jeśli chodzi o mój pogląd na sprawę - wciąż wierzę w Mirko - Cro Copa można nie lubić, ale gośc jest świetnym taktykiem i cwaniakiem ringowym - wierzę, że porażka z Gonzagą czegoś go nauczyła i że jeszcze pokaże, na co go stać w klatce...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 087
  • Reputacja:   134
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

A jeśli chodzi o mój pogląd na sprawę - wciąż wierzę w Mirko - Cro Copa można nie lubić, ale gośc jest świetnym taktykiem i cwaniakiem ringowym - wierzę, że porażka z Gonzagą czegoś go nauczyła i że jeszcze pokaże, na co go stać w klatce...

 

Chyba jednak ta porażka go niewiele nauczyła, bo później miał w UFC walkę z Cheick Kongo i ewidentnie (jednogłośnie) zmoczył ją na punkty... Nie wiem czy Chorwat po prostu się nie wypalił, podobnie jak Wand. Ja jednak z tego powodu nie rozpaczam, bo nigdy nie lubiłem Cro Copa (walki miał świetne, ale jako człowiek - straszny był z niego buc i drętwol :-x )

 

Co do teoretycznej walki Fedora z Couturem w UFC, to bardzo możliwe że decydującym elementem mogłaby tu być klatka, którą Natural potrafi świetnie wykorzystywać na swoją korzyść a Emelianenko raczej zbytniego doświadczenia w takich klimatach nie ma. Poza tym, tak jak wspomniałeś Grim - publika też zrobiłaby swoje (Rosjanin byłby zabuczany na śmierć). Jeżeli miałbym stawiać kasę - postawiłbym na Fedora (młodość, technika, przekrojowość, rekord, skromność - w znaczeniu, że nie pobłażyłby sobie rywala jak np. Shogun), ale jego zwycięstwa w klatce (gdyby ta walka odbywała się w PrIde - raczej nie byłoby nawet nad czym się zastanawiać) wcale nie byłbym taki pewny...

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline

Ja zauważyłem, że w 2007 roku miałem niesamowitego nosa do tego, jak potoczą się najważniejsze pojedynki w ubiegłym roku :) Stawiałem na Rampage'a w walce z Liddellem, bo uważałem, że Chuck nie ma już dawnej formy. Sporo osób twierdziło, że obecnie Liddell jest o 2 poziomy wyżej, niż Quinton. Jak skończył się pojedynek, każdy wie. Postawiłem również na to, że debiut Shoguna i Wanda skończy się klapą. Tak też było. Do czego dażę? Ano do tego, że mam takie bardzo dziwne przeczucie co do walki Couture'a z Fedorem (jeśli walka dojdzie do skutku). Mianowicie, sądzę, że Randy jest w stanie wygrać w Fedorem...Couture to naprawdę kozacki parterowiec i chyba każdy to wie. Jest świetny w klinczu, a i strikerem jest dobrym. Jeżeli walka miałaby odbyć się w klatce, zaryzykowałbym i postawił hajs na Randy'ego. Nic nie trwa wiecznie, a Fedor miał już kilka fartów w karierze :) Nie wiem czemu, ale ja nie potrafię patrzeć na Emelianenko, jak na jakiegoś super herosa nie do zatrzymania. Wand też był swego czasu nie do zatrzymania i przyszedł czas na niego :) Przyjdzie również na Fedora ;)
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 087
  • Reputacja:   134
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Jasne, że nie nikogo, kto byłby nie do zatrzymania. W końcu to MMA, każdy może mieć zły dzień, pecha, słabszą formę itp. Tak samo jest z Fedorem. Myślę, że walka Rosjanina z Naturalem byłaby cholernie wyrównana, ale Fedor potrafił (do tej pory) rozstrzygać swoje najpoważniejsze walki (z Cro Cop'em, Minotauro itp.) na swoją korzyść i nigdy ni dał się znokautować. Couture'owi zdarzało się moczyć ważne walki i zaliczyć KO (np. z Barnettem), tak więc wychodzi na to, że do tej pory lepszy "instynkt przetrwania" miał Emelianenko. Wynik takiej walki to byłaby jednak jedna wielka niewiadoma (choć ja się nadal skłaniam ku Rosjaninowi).
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  15
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.01.2008
  • Status:  Offline

Jeśli chodzi o walkę Randy Couture vs Fedor Emeliananko, to już dawno twierdzę że "Natural" jako jedyny fighter dywizji heavyweight ma realne szanse na to aby pokonać "Bestie ze Wschodu". Zresztą bym mu kibicował bo bardzo lubię Randy'ego, MMA interesuje się od kilku ładnych lat i zawsze byłem fanem UFC, mimo iż Pride posiadał takich fighterów jak Rampage, Silva czy Shogun to i tak uważałem że Ultimate Fighting Championship jest najlepsze,a ostatnie wyniki mnie w tym utwierdzają. Kiedyś Pride'owcy mówili że UFC to "gówno" i w bezpośrednich pojedynkach zawodnicy Pride'u zjedliby zawodników UFC, teraz jednak jak dochodzi do takich pojedynków jest zupełnie inaczej, to Pride dostaje w dupe a UFC jest górą i szczerze nie szukałbym przyczyn w tym że to jest klatka a tam był ring itd. bo o ile pamiętam na Pride 34: Kamikaze odbyła się walką UFC vs Pride pomiędzy Jeff'em Monsonem,a Kazuyuki Fujita i wygrał zawodnik ze Stanów Zjednoczonych mimo iż walka była na ringu. Możecie się ze mną nie zgadzać ale takie jest moje zdanie.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 087
  • Reputacja:   134
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

To żaden argument. Równie dobrze można przytoczyć przykład walki np. Fedora z Lindlandem - którym to Rosjanin wytarł sobie buty (a w UFC nie było na niego niemal bata), czy Rampage vs. IceMan, który to skopał dupsko Liddella zarówno w ringu jak i w klatce. Żeby definitywnie stwierdzić, kto jest lepszy - należałoby zmontować 2 zawodnikom walkę w klatce a później rewanż na ringu i wtedy dopiero wyszłoby, który jest lepszym fighterem (vide Quinton vs. Liddell). Prawda jest jednak taka, że za czasów swojej świetności - to właśnie PrIde (wg zdania wszystkich ekspertów oraz rankingów na najlepsze pojedynki roku, które układali fani) robiło zawsze ciekawsze, stojące na wyższym poziomie pojedynki. W tej materii UFC było lata świetlne od Japończyków i to jest potwierdzony fakt a nie gdybanie typu "czy Couture zlałby Fedora", bo tego nie dowiemy się dopóki nie dojdzie do takiej walki.
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  1 459
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.09.2005
  • Status:  Offline

to i tak uważałem że Ultimate Fighting Championship jest najlepsze,a ostatnie wyniki mnie w tym utwierdzają. Kiedyś Pride'owcy mówili że UFC to "gówno" i w bezpośrednich pojedynkach zawodnicy Pride'u zjedliby zawodników UFC, teraz jednak jak dochodzi do takich pojedynków jest zupełnie inaczej, to Pride dostaje w dupe a UFC jest górą i szczerze nie szukałbym przyczyn w tym że to jest klatka a tam był ring

 

O Boże...właśnie o tym pisałem kilka postów wyżej :/ Zawodnicy Pride srając na przygotowanie do swoich walk w UFC utwierdzili właśnie takich hardcore fanów federacji z USA w przekonaniu, że UFC zjada i zawsze zjadało Pride...

 

Gwarantuje Ci, panie Thuganomic, że to, czy walka toczy się w klatce, czy na ringu, ma wpływ na przebieg pojedynku i stanowi różnicę dla zawodników, lecz nie to było główną przyczyną "upadku" Mirko, czy Shoguna. Chłopaki podeszli do walki na luzie i osrali swoich przeciwników zakładając z góry, że idą po pewne zwycięstwo, a tak podchodzić do sprawy nie można. Tyle.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  600
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Sprawdzilo sie tu tez to , ze niewazne na rodzaj sportu i to jak dobry jestes - szanuj kazdego przeciwnika nawet tego , ktory ma byc tym workiem do bicia , bo nawet taki moze wygrac .
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  15
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.01.2008
  • Status:  Offline

-Raven-, przykład walki którą przytoczyłem był pierwszym jaki mi namyśl przyszedł więc go napisałem. A jeśli chodzi o Couture'a to tak jak mówię w sumie to tylko on jest w stanie w tej chwili pokonać Fedora i chyba z tym się musisz zgodzić. Raczej innych zawodników dywizji heavyweight którzy mogą pokonać Fedora Emelianenko nie ma. A tak swoją drogą mam wielką nadzieje że ten pojedynek dojdzie do skutku bo wtedy mielibyśmy naprawdę klasową walkę.

 

Scythe, właśnie chodzi mi oto że największym powodem ich słabej postawy nie jest to że to klatka zamiast ringu tylko to że nie przykładają się do treningu, myśląc że zmiażdżą fighterów UFC. A to że UFC uważałem od zawsze za najlepszą organizację MMA to tylko i wyłącznie moje zdanie, jedni markowali Pride inni UFC, ja byłem w tych drugich.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...