Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

WWE WrestleMania 42

Dyskusje, spekulacje, spoilery

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  160
  • Reputacja:   199
  • Dołączył:  26.12.2023
  • Status:  Online
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Na wstępie, hot take.

Wrestlemania Day 1 była udana.

 

A teraz wyjaśnienie: Kiedy sie zaczynała, moje oczekiwania były na poziomie 0/10. Dostaliśmy, 1/10. W porywach, 2/10 bo mimo wszystko Liv wygrała.

Gdyby ktoś pokazał mi to show i usunął wszystkie znaki "Wrestlemania", wszystkie materiały promocyjne etc żebym nie wiedział co to za show, powiedziałbym że było solidne. Walki nie były długie, ale nie były bardzo złe, jak na WWE to całkiem średnie PLE - co jak na nich to i tak już jest mega sukces. Niestety, "context is king". 

Na ilość sloganów "Grandest stage of them all", "Biggest event in live entertainment", "Stage of the immortals" etc etc etc...co się będę produkował. Oddam głos komuś kto przekaże moją opinię znacznie lepiej. Miz, take it away.

 

Największe show rok, super mega hiper wrestlemania. A największą niespodzianką którą pokazali było...*Drum roll*...to że Bianca jest w ciąży. Super, dobrze dla niej, oby dziecko urodziło się zdrowe i szczęśliwe. Ale nie umniejszając jej, to jest chyba najlepszy dowód jak bardzo WWE/TKO przejmuje się jakością swojego produktu.

Po krótce o tym co widzieliśmy:

Pierwszy match, meh, whatever. Darmowy na ESPN, Speed musiał być że przyciągnąć casuali i ludzi którzy nie oglądają zazwyczaj. Normalne, jak najbardziej się zgadzam. Rozsądny plan. I chyba najbardziej logiczna część show. Nie mogę się przyczepić, bo ten match był tam tylko po to żeby był w nim Speed. Mission accomplished. 

Unsanctioned match...again, context is king. Ostatni unsanctioned match jaki był to Kevin Owens który prawie zamordował swojego najlepszego przyjaciela Package Piledriver'em na cementowej podłodze. W ruch szło wszystko i opowiedzieli historię. Tutaj...co to było? No DQ matche (a czasami i normalne matche) są bardzie brutalne i ekscytujące niż walka za którą WWE nie bierze odpowiedzialności. Cała Wrestlemania powinna być Unsanctioned, bo nie wiem kto by chciał się przyznawać do produkcji tego. 

WWE Part Timers Championships Match. Punkt kulminacyjny kiedy kolejna part timerka wróciła żeby part time'ować bycie mistrzynią przez następne 2 miesiące, pojawiając się mniej więcej raz na miesiąc i broniąc pasów może z 2 razy (A to i tak byłby rekord) zanim je straci na Evolution. Nie zrozumcie mnie źle, oglądałem na żywo RAW po Wrestlemani gdzie Paige zadebiutowała i pokonała AJ. Dobrze mieć ją z powrotem, ale zaraz do głównego rosteru dołączą Jacy Jane, Sol Ruca i Blake Monroe. Dobrze wiemy że Kuzynka prezesa musi dostać swój czas antenowy. Bella Twins tak samo, bo przecież co innego miałyby robić? WWE kontynuuje robienie żartu z kobiecych pasów.

A mówiąc o żartach z kobiecych pasów - Becky bez powodu odzyskała pas bez powodu, po tym jak AJ straciła go bez powodu zaraz po tym jak wygrała go bez powodu. Intercomedy Championship. Wróć, przepraszam. Komedie zazywczaj są śmieszne.

Gunther i Seth zrobili solidny match, chyba najlepszy tego wieczoru ale co się dziwić, dwóch dobrych zawodników, dostali drugi najdłuższy slot na show i wykorzystali go. Gdyby dostali więcej czasu przed WManią, żeby zbudowac sensowne story to może i nawet całokształt byłby lepszy. Zrobili co mogli żeby odratować ile mogli i przykro mi że muszą wpisać sobie bycie na tym show w CV. 

Liv wygrała, super. Sam match...what? 8 minut? Jak KyRenLo napisał - entrance Cody'ego trwał dłużej. Czy trzeba więcej żeby udowodnić że WWE wciąż nie bierze kobiecej dywizji na poważnie? WWE Evolution to jest chyba całkowicie DEI produkt, tylko żeby pokazać że hej, patrzcie, pomagamy kobietom się rozwijać. Mimo wszystko, Liv wygrała, więc jest *jakiś* pozytyw.

 

Oh boy. It's time. Największy moment tego show. Zapnijmy pasy, bo będzie ostro. 

Bianca jest w ciąży.

 

A skoro Main Event za nami, to przejdźmy do ostatniego matchu dzisiejszego show. 

Po raz kolejny przytoczę swój największy arugment przeciwko Cody'emu. On jest tak bardzo Vanilla, że nawet Vanilla nie jest tak Vanilla.

Cały build up do tego show, który de facto zaczął się od jego utraty pasa mistrzowskiego to:

-> Drew który ciągnął go wbrew jego woli, robiąc proma, atakując go i pchając historię do przodu, podczas gdy Cody robił się czerwony, krzyczał i płakał.

-> Randy który go "zdradził" na EC, odbierając mu wygraną.

-> Nick Aldis który miał ostrzejszy feud na backstage'u z Drew niz Cody miał z Drew w ringu przez ostatnie 12 miesięcy.

-> Jacob Fatu który odegrał w tej historii większą rolę niż Cody.

-> Randy i Pat McAfee którzy wbrew ciagnęli Cody'ego wbrew jego woli za sobą, pchając historię do przodu, podczas gdy Cody robił się czerwony, krzyczał i płakał.

-> JELLY ROLL KTÓRY MIAŁ WIĘKSZY MOMENT W SAMYM MAIN EVENCIE NIŻ CODY RHODES

Po raz kolejny, program Cody'ego jest pamiętany przez wszystko co robią wszyscy inni którzy biorą w nim udział, bo Cody nie jest chyba fizycznie w stanie dostarczyć nic więcej niż 6 Moves of Doom. Najbardziej pamiętną rzeczą jaką Cody zrobił w tym matchu to Cross Rhodes na byłym komentatorze. Szał. Całą historię wewnątrz tego matchu opowiedział Randy i częściowo Pat, od ich próby ataku przed match'em, przez pozbycie się Pat'a (Cameo from Jelly Roll), przez Orton'a który sprzedawał swoją kontuzję po Orton'a który zaatakował go po matchu. Cody chce się chwalić że "He wrestled The Rock, Roman Reigns, John Cena, but they also wrestled him"? Nah-uh, bruv. Oni musieli zadzwonić do HBK'a żeby zapytać go o radę jak sprzedać match z kijem od szczotki i dostać za to pochwałę. 

Ale żeby nie było, to nie jest tylko jego wina. Ktokolwiek był producentem/agentem od tego matchu powinien też oberwać. Po raz kolejny dostaliśmy main event gdzie rzucają tyle finisherów (swoich i przeciwnika) ile wlezie, potem oczywiście ref bump (o tym za moment) tylko po to żeby Cody mógł bohatersko zrobić nic i wygrać bo końcówka to w sumie Randy który skupił się na McAfee'im i sam się ograł, niż to że Cody zrobił coś niesamowitego. 

Ref Bump. Co to miało być? OH NIE RANDY NIE WIDZIAŁ CO ROBI! bs. Cody stał przed nim, dźgnął go w jedno oko i Randy pomyślał że Cody się skurczył o 20cm i teleportował za jego plecy? Nawet Steve Wonder widziałby różnicę między Robinsonem i Cody'm a Randy miał wciąż jedno oko dobre. Bezsensowny, głupi ref bump który był tam niepotrzebny i był tylko po to żeby McAfee mógł wybiec i...hmmm...zrobić co? Taki był dumny że Randy naprawi biznes i że Cody nie powinien być mistrzem a potem zrobił wolniejszy count niż oficjalny sędzia??? Po czyjej on był w końcu stronie?

A żeby nie było że "hejtuje w ciemno nie oglądając nawet" - proszę, szybki pomysł jak odratować ten Main Event.

Po pierwsze, wytnijmy Jelly Roll'a który był tam zbędny po za tym że skoczył sobie na stół na Wrestlemani, super. Cody powinien miec delikatną przewagę w walce i przy każdej okazji McAfee powinien odwracać jego uwagę, łapać go za nogę etc, żeby Randy mógł się odbić. Pod koniec,nieporozumienie i Randy zderza się z Pat'em (pozbywamy się go na finish). W akcie desperacji Randy wciąga sędziego pod Disaster Kick. RKO skontrowane na Cross Rhodes, ale sędziego brak...za to pojawia się Triple H. Sprawdza stan sędziego i udaje że woła lekarzy, po czym wymierza Cody'emu Pedigree. Przybiega nowy sędzia, Randy wygrywa. 

HHH na RAW oznajmia że ma dość smyczy od TKO i Rock'a, który ewidentnie zapomniał czym jest ten biznes i zmiękł, udając gwiazdę w Hollywood i zostawiając kontrolę nad biznesem który go stworzył w rękach ludzi którzy nie mają pojęcia czym jest wrestling. HHH ma dość cukierkowych HR-Friendly mistrzów takich jak Cody Rhodes, którzy dostają wszystko czego chcą i nawe po przegranej w Elimination Chamber, wcisnęli mu na siłę title match do rąk. HHH wykorzystał Pat'a jako "mouthpiece" bo sam nie mógł powiedzieć wszystkiego publicznie. 

Wszystko to prowadzi do dwóch wielkich walk na Wrestlemani w Saudi - Randy Vs Cody II, o pas WWE oraz HHH Vs The Rock. Dobrze wiemy że Saudi będą chcieli największe możliwe nazwiska na Wrestlemani u siebie, nie wiem czy z legend które są w stanie wykręcić jeszcze jeden match znajdziemy lepsze zestawienie niż Rock Vs HHH a w dodatku historia tego matchu sama sie pisze, między kimś kto chce PG/Advertisement friendly produkt dla sponsorów Vs ktoś kto chce twardy, pro wrestling produkt dla fanów którzy chcą być traktowani z szacunkiem.

Wszystko to wiąże ładnie fakt że fani nie trawią Rhodes'a już jako face'a, uwielbiają za to Randy'ego - wykorzystanie Pat'a w tym wszystkim ma sens, jako fana którego HHH użył jako proxy do powiedzenia co chciał powiedzieć i wszystkie odniesienia do Attitude era mają sens bo wyszły domyślnie od HHH'a, jednego z największych beneficjentów Attitude Era. Utrzymujemy jego gimmick "Cerebral Assassin", którego priorytetem jest robienie "What's best for business".

 

Po raz kolejny, creative i booking to nie jest rocket science. 

 

Honorable mention: Widownia. Czy tylko mi się wydaje że wszystkie PLE w tym roku (RR, EC i WM) miały absolutnie martwą widownię przez większość show? W dodatku, poprawcie mnie jeśli się mylę, ale mam wrażenie że Cody został wybuczany i sporo ludzi chantowało "One more time" kiedy Randy kopnął go w głowę. 

  • Lubię to 2
  • Dzięki 1

  • Posty:  4 237
  • Reputacja:   1 494
  • Dołączył:  22.12.2009
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Miałem oglądać, ale jednak obejrzałem jedynie fragmenty i nie żałuję:diabel: Bite 3h z hakiem zaoszczędzone, a i tak dobrego wrs jak na lekarstwo. Już wiele razy pisałem, ale odkąd WMka przeszła na dwa dni kompletnie nie czuje tego wyjątkowego klimatu - obecnie to bardziej przypomina festyn w Ciechocinku niż święto tego biznesu. Ostatnio forma top:diabel:

top.thumb.jpg.131671c37b08ec96a3d2d5372626b18d.jpg

  • Lubię to 4

yes.jpg.84f9338a32d4393e856fdc9bf3231bc8.jpg


  • Posty:  769
  • Reputacja:   994
  • Dołączył:  21.06.2018
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

5 godzin temu, KyRenLo napisał(a):

Wejście Blondasa RKO i Pata zajęło zapewne więcej czasu niż dwie kobiece walki mistrzowskie razem.

Powiem tutaj więcej, wejście Blondasa, Ortona i Pata oraz sytuacja przed gongiem, to wszystko razem wzięte zajęło więcej niż cały main event, liczyłem, przed walką od momentu kiedy Pat zaczął wchodzić do gongu minęło około 25-28 minut, a pojedynek trwał niecałe 23 minuty :D 

  • Lubię to 1
  • Dzięki 1

Top 3 Walk 2k18

 

1.Kenny Omega vs Chris Jericho(Wrestle Kingdom 12)

 

2.Hiromu Takahashi vs Marty Scurll vs Will Ospreay vs Kushida(Wrestle Kingdom 12)

 

3.Johnny Gargano vs Andrade Cien Almas(NXT Takeover: Philadelphia)


  • Posty:  2 265
  • Reputacja:   64
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Mnie się nawet nie chce tego komentować. Zbezczeszczono Wrestlemanię. Dobrze ktoś powyżej napisał, że to była reklama przerywana małą porcją wrestlingu. Aż trudno w to uwierzyć, natomiast łącznie walki trwały ok… 86 kurwa minut. Niecałe 1,5h z 4h całej gali to walki. Przecież to jest absurdalne. 
 

O wynikach nie chce mi się pisać. Moment gali to dla mnie wybuczenie Rhodesa. Szkoda że po RKO z lin było już wiadomo, że ten kmiot utrzyma pas. Wolałbym żeby do dziś panował Reigns walcząc raz w roku. Wszystko lepsze niż Rhodes.

  • Lubię to 6

  • Posty:  160
  • Reputacja:   199
  • Dołączył:  26.12.2023
  • Status:  Online
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

1 hour ago, LegendKiller said:

Mnie się nawet nie chce tego komentować. Zbezczeszczono Wrestlemanię. Dobrze ktoś powyżej napisał, że to była reklama przerywana małą porcją wrestlingu. Aż trudno w to uwierzyć, natomiast łącznie walki trwały ok… 86 kurwa minut. Niecałe 1,5h z 4h całej gali to walki. Przecież to jest absurdalne. 

Pod tym kątem dodam jeszcze dwie krytyki, jedną chyba bardziej dla Netflixa.

 

Jak jest ten ekran "Be right back" i odliczanie 3.5min, nagle magicznie nie ma opcji tego przewinąć, nawet po transmisji na żywo. Nie wiem czy to jakiś bug tylko u mnie, czy to juz "feature".

 

Drugie, beszczelne reklamy hazardu wyglądającego jak gry dla dzieci. Wiedziałem że TKO to gówniane garniaki, ale żeby w firmie której produkt jest skierowany potężnie w strone dzieci (Nie oszukujmy się, na tym polega PG era) robić reklamy hazardu to już trzeba być skurwielem do kwadratu, jak nie sześcianu. 


  • Posty:  985
  • Reputacja:   209
  • Dołączył:  08.01.2009
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

No włączyłem, odbębniłem w 1.5 godziny (byłoby szybciej, ale akurat miałem kilka momentów, że zapomniałem przewinąć bo się skupiłem na czymś innym), moja opinia:

spacer.png

W sumie napiszę coś więcej, żeby nie było że tylko narzekam itpitd:

- fajna walka Gunthera i Rollinsa, jak już pisałem wcześniej - wrestling jest najlepszy, kiedy ma świadomość że proste rzeczy zadziałają i nie próbuje kombinować. Dwa chłopy się nap***dalają i jest super. Końcówka może do przemilczenia, ale ogólnie bardzo przyjemnie.
- fatal 4-way o pasy kobiet mi się przyjemnie oglądało, bo ciężko się było nudzić. Dobre tempo, oczekiwań nie miałem za dużych i dostałem nawet więcej, niż chciałem. Fajnie, że Paige wróciła, najlepiej gdyby po prostu zmieniła AJ.
- Speed się nadaje, cudowny splash, fajny selling, poza ringiem trzyma kayfabe (np na swoich streamach) - takich celebrytów bym chciał.

To chyba tyle wartego uwagi

Edytowane przez Tomos
  • Lubię to 2

6427638215a28716991f4b.jpg


  • Posty:  374
  • Reputacja:   303
  • Dołączył:  05.07.2013
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

A więc na szybko, gala obejrzana na żywo 

- Opener skip, nie interesowało mnie to w ogóle więc oglądając na żywo po prostu nie patrzyłem w tv i nie słuchałem 

- Drew vs Fatu bardzo dobra walka, ładnie się to oglądało, trochę zawód bo gdyby to był no rules match to bym bardzo chwalił, ale to jednak był unsanctionned a w tym trzeba czegoś więcej niestety...

- Tag Team womens uratowany przez Paige i ciężko mi walkę ocenić negatywnie. Byłem za Lyra ale ona i Bayley (zwłaszcza Bayley) nic nie pokazały w walce ale grunt że Paige wróciła i wygrała więc jestem zadowolony 

- AJ vs Becky feud za długi i znudził mi się już, walka fajna, płynna ale strasznie krótka 

- Gunther vs Rollins feud słaby na szybko i jakoś nie potrafił mnie zainteresować ale walka była naprawdę bardzo dobra. Szkoda że cały efekt zepsuty interwencją na koniec bo uważam że na WM akurat walki powinny się zaczynać i kończyć czysto

- Morgan vs Vaquer no tak walka mnie rozczarowała, spodziewałem się wyrównanej ładnej walki a tu był squash na Liv aż do końcówki, za szybki sprint, za mało emocji 

- ME : Ale ten pat jest słaby i przewidywalny, przewidziałem kiedy będzie palce pokazywał, wiedziałem że weźmie mikrofon, widziałem że Jerry go załatwi, wiedziałem że wychodząc znowu palec pokaże i wiedziałem że pod koniec wróci. To było słabiutkie z nim i nie potrzebne. Walka tragiczna aż do końcówki, Ortona bardzo lubię ale po raz kolejny piszę że nie da się go oglądać, on zabija tempo skutecznie jak mało kto. Kiedyś słynął z headlock x20 podczas walki a teraz tempo nie istniało jak Orton miał ofensywę i ciężko się to oglądało. Końcówka lepsza choć powrót pata do przewidzenia, bez sensu że powoli liczył zamiast szybko, straszny brak logiki. RKO na nim przewidywalne tak jak Cody wykorzystujący sytuację. Jakby to miał być double turn to kiepski on kiepski. Na szczęście po walce dalszy atak Ortona więc Orton dalej heelem, oj i punt kick wraca, szok ! To albo teraz przerwa Rhodes'a i Orton będzie czekał albo wakat pasa, będzie ciekawie przynajmniej mimo słabej walki 

Oprócz Openera i ME dla mnie dobra WM, płynnie dobrze mi się to oglądało i jestem zadowolony.


  • Posty:  4 976
  • Reputacja:   1 036
  • Dołączył:  26.06.2006
  • Status:  Online
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Zarwałem wczoraj nockę z tą gala i muszę przyznać, że dawno nie widziałem tyle reklam :D 

Pomijając ten fakt oraz tonę zapychaczy, te półtorej godziny wrestlingu jakie udało im się upchać na tej gali wypadło całkiem, całkiem. Generalnie cały czas coś się działo. Nawet ciekawie rozpisali tych influencerów w openerze.

McIntyre i Fatu trochę mdłe, te unsanctioned hardcore matche WWE nie mają nic wspólnego z hardcorem. Powrót Paige wyszedł świetnie i był jednym z najjaśniejszych momentów na gali.

Lynch i AJ Lee wyszło super i mam nadzieję, że Lee nie ma po tej porażce zamiaru kończyć swojej obecnej przygody w WWE. Walka z Paige sama się nasuwa ze względu na ich historię. 

Gunther i Rollo wyszło poniżej oczekiwań, ale za zaskoczenie w postaci powrotu Breakkera daje mały plus. Bron mógł jednak dać spokój i nie próbować drugiego speara z rozbiegu bo jak widzieliśmy wypadło to o wiele słabiej od pierwszego.

Vacquer i Morgan nawet mi się podobało. Wielki szacun dla Liv za oddanie takiej walki z wciąż widocznym guzem na czole.

Main event mi się podobał. Cody miał mega wejściówkę i ten złoty kostium robił wrażenie. Booking przypadł mi do gustu - te heelowanie Rhodesa i obijanie krwawiącego Ortona jego akcjami było świetne. Do tego ten false count McAfee po ref bumpie był bezbłędny. Końcowe RKO na Pacie i beat down na Codym po walce oznacza, że to nie koniec tej historii. Będzie kolejny epizod - bardziej osobisty, może jakiś gimmick match i w końcu bez zbędnych pionków między nimi. Ja jestem zadowolony z takiego rozwinięcia tej historii.

Ogólnie daje kciuk w górę. Owszem, to już nie jest WWE jakie znaliśmy tylko TKO z pierdyliardem reklam. Nie jestem fanem, ale przyznam, że bawiłem się dobrze. 

  • Lubię to 1

  • Posty:  2 887
  • Reputacja:   1 442
  • Dołączył:  28.01.2023
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Przespałem się nie mylić z wyspałem, bo męczyły mnie dziwaczne koszmary, więc można troszkę więcej napisać o tym, jak wypadło pierwsze rozdanie.
WrestleMania – Sobota:

Cena na otwarcie niezbyt zachęcił do oglądania. Taki mikrofonowy mistrz mógłby coś podkręcić bardziej.

Opener:

Krótko. Coś, co miało wkręcić nas w nastrój właściwie nie nabrało większego tempa i zaraz walka się skończyła. Speed pokazał jakiś potencjał, a koniec końców przyczynił się do porażki swojej ekipy za co później został ukarany, ale nie w pełni, bo dawni rywale go uratowali. Finalnie poleciał udany splash od celebryty.
Jak na początek najważniejszej gali w roku, to nic wielkiego tutaj się nie wydarzyło.

3/10

Jacob vs. Drew:

Z góry zaznaczę, że wiem, co oglądam, więc nie miałem bardzo wygórowanych oczekiwań, bo wiadomo, że WWE nie odpali potężnych dział w takiej walce. Pisałem przed galą, że po prostu czekam na dobrą zabawę. Czy ją dostałem? Nie powiedziałbym, iż był to wybitny pojedynek. Ba to nie było to nawet bardzo dobre starcie. Gdzieś stało to w połowie. Dupy nie w żadnym stopniu nie urwało, ale jedyneczki jednak nie dam, bo cudów się nie spodziewałem. Program lepszy niż sama walka. Fatu wygrywa i napisałbym, że teraz idzie walczyć o najwyższe cele, ale coś mi się nie zapowiada, że program Cody vs. Randy jest zakończony, więc nie wiem, co teraz dla Fatu. Zgarnął wygraną na ważnej gali. Graty dla niego.

4,5/10

Walka o pasy tag team kobiet:

Spodziewana podmianka za Nikki. Paige bardzo dobrze przyjęta przez fanów i pewnie zapamięta to wszystko, co się tutaj stało na dłużej w swoim sercu. Sama walka? Cienizna. Pociągnąłbym to dłużej minutowo, zwłaszcza że było w tej walce 8 osób, ale oczywistym jest, że każdy zauważył, że motyw pod tytułem walki za krótkie przewijał się przez cały pierwszy dzień. Nic ciekawego do oglądania tak naprawdę. Moment powrotu Paige i tyle. Nic więcej nie da się wyróżnić. Teraz czekać, aż siostry się od niej odwrócą, a AJ Lee przyleci jej na ratunek.

3/10

Ruda vs. AJ Lee:

Dostajemy wreszcie finał tej przedłużonej rywalizacji i Panie dostały osiem minut na zamknięcie tego. Spoczko. Bardzo słaba walka. Za mocne skupienie na dwójce Ruda-Carr, z którego to wynikło, tyle że Becky i tak wygrała, więc zbyteczne to było. Za krótko. Za słabo. Za mocne skupienie Becky na pani od sędziowania, a nie na samej AJ, która też nic wielkiego nie pokazała. Jej panowanie z pasem do zapomnienia. Tak jak ten program. Niech Becky teraz przywróci blasku pasowi i w niedalekiej przyszłości odda ten pas komuś młodszemu.

2,5/10

Gunther vs. Seth:

Tak naprawdę jedyny pojedynek, po którym można powiedzieć, że mógł się podobać. Był po prostu dobry w porywach bardzo. Oczywiście koło dyszki to nie chodziło, ale Panowie nie zawiedli. Dobrze, że chociaż oni dostali troszkę więcej czasu i jakoś podratowali poziom ringowy tej gali. Powrót Brona był absolutnie oczywisty. Seth zupełnie na przegranej nic nie stracił, a jego dalszy program jest gotowy.

7,5/10

Liv vs. Steph:

Jak lubię Liv, to ta piosenka nie wpada w ucho. Co w ogóle można napisać po takiej walce? Jest to najważniejszy kobiecy pojedynek z czerwonej tygodniówki i dostajemy takie coś. Naprawdę autentycznie nie wiem, co mogę napisać. Dostały tak niewiele czasu, że nie było szansy się wkręcić i nie było szansy docenić Panie, że te pokazały coś wybitnego. Masz zawodniczki, które poradziłby sobie z dłuższym pojedynkiem dodatkowo jest on walką o pas, ale nie lepiej zmarnować ponad 30 minut na pokazywanie klipów z Hulkiem Hoganem. Absurdalne. To było pół starcie, a nie pełnoprawna walczeka, na jaką zasłużyły zawodniczki i my. Dramat. Roxanne wyglądała świetnie.

1/10 – Nie winię Stephanie i Liv, ale muszę oceniać sprawiedliwie, co widziałem.

Main Event:

Wejściówki trójki Pat RKO i Cody trwały za długo. Akcja przed walką trwała za długo. Wciskamy na siłę Pata do tej rywalizacji, ażeby jeszcze przed startem samej walki go wyrzucić. Orton stojący z boku mający wyjebane, że jego sojusznik dostaje po dupsku. Logiczne. Pierwsza część walki to było slow motion. Tak wiem, że Randy lubi pozamulać w swoich starciach, ale tutaj wyglądało to dużo gorzej niż zwykle. Publika nie pomagała, ale nie bardzo jest się co dziwić. Mamy fejsa, który gra jak heel i tak jest odbierany przez fanów i heela który robi za fejsa i fani chcą jego wygranej. Aż przez chwilę pomyślałem, że dostaniemy podwójny turn i że Blondas ostatecznie dał się namówić na bycie tym złym, ale oczywiście nic z tych rzeczy. Gdy starcie troszkę przyspieszyło i nabrało jakiegoś minimalnego kolorytu nie tylko z racji tego, że była krew i dało się to już w miarę oglądać to potrzebny był nowy sędzia. Nim przyleciał Pat to Blondas zapodał kopa w jajca Ortonowi. Dalej RKO i jest nasza gwiazda McAfee. Cody jednak nie zostaje odliczony do trzech, a Randy sprzedaje swojemu sojusznikowi RKO, przez co właściwie przegrywa pojedynek. Cody dalej mistrzem. Po walce RKO jednak dalej jest heelem, bo uderzył mistrza pasem, a później wreszcie dostajemy Punt Kick. Widok Ortona z pasem kończy galę. Okej. 
Rozumieć nie rozumiem. Po co w takim razie w ogóle był ten sojusz?

3/10

Ocena ogólna: 3na10 Może nawet 2, bo to przecież jest WrestleMania, a nie jakaś podrzędna gala Premium. Okrutnie słabo wyszło.

Podsumowanie:

– Magii WrestleManii nie poczułem. Czułem się, jakbym oglądał zwykłą przeciętną galę Premium o niezbyt wielkiej wadze. 
– Hulk Hogan dostał więcej czasu niż trzy walki kobiece o pas.
– Długość reklam masakryczna.
– Ilość czystego wrestlingu nie do zaakceptowania.
– Niezrozumiały dla mnie Main Event.
– 4 z 7 walk trwały poniżej 10 minut. 
– Cena zbędny.
– Bianca i jej nowiny? Życzę jak najwięcej szczęścia, bo mam dobre serce, ale nie chcę oglądać takich rzeczy na najważniejszej gali w roku.
– Optymizmu przed następną nocą oglądania nie ma.
– Jestem i smutny i zawiedziony.
– Wygrane ulubienic nie poprawiły samopoczucia.

  • Lubię to 2

LQM.png


  • Posty:  985
  • Reputacja:   209
  • Dołączył:  08.01.2009
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

 

1 minutę temu, IIL napisał(a):

te unsanctioned hardcore matche WWE nie mają nic wspólnego z hardcorem

unsanctioned, but the 'un' is silent xD

6427638215a28716991f4b.jpg


  • Posty:  88
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  05.08.2013
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

2 godziny temu, LegendKiller napisał(a):

Mnie się nawet nie chce tego komentować. Zbezczeszczono Wrestlemanię. Dobrze ktoś powyżej napisał, że to była reklama przerywana małą porcją wrestlingu. Aż trudno w to uwierzyć, natomiast łącznie walki trwały ok… 86 kurwa minut. Niecałe 1,5h z 4h całej gali to walki. Przecież to jest absurdalne. 
 

O wynikach nie chce mi się pisać. Moment gali to dla mnie wybuczenie Rhodesa. Szkoda że po RKO z lin było już wiadomo, że ten kmiot utrzyma pas. Wolałbym żeby do dziś panował Reigns walcząc raz w roku. Wszystko lepsze niż Rhodes.

Nic dodać, nic ująć...

Do ME tą galę można byłoby nazwać "Fucking Dissapoitment", po ME, no, "Almost Fucking Dissapoitment". Naprawdę - przeraziło mnie to, co zobaczyłem. Ale po kolei, klasycznie walka po walce.

1. Opener

Opener jak i niemal wszystkie walki miały jeden wspólny - bardzo wąski margines czasowy. Pamiętacie, jaka była główna myśl przewodnia Triple H'a, jak jeśli chodzi o konstrukcję karty walk na każdą PLE? Nie ilość, ale jakość. By każde starcie miało czas, by wszystkie szczegóły były dopracowane na maxa, by można było w pełni opowiedzieć historię ringową... No to z tej wizji właśnie zostały zgliszcza. Opener to jedynie zapowiedział. Co można powiedzieć tutaj? W sumie niewiele - IShowSpeed (chyba tak to się pisze) pokazał wszystkim swoją gibkość, wykonał jak na celebrytę odważny spot...i w sumie to tyle. Tygodniówka średniawa, skondensowana na maxa, by dać czas reklamodawcom.

2. Drew vs Fatu

Fajnie pokazali nienawiść między sobą, tempo było też naprawdę mocne. Masa przedmiotów użyta i jak Fatu wylądował na stole poza ringiem, to przez sekundę mi przeszło przez myśl, że jednak dadzą Szkotowi wygraną przed wyjazdem na plan filmowy. Jednak ostatecznie nie - nemezis Drew'a w postaci skrzynki na narzędzia doprowadziło sprawę do końca. W gruncie rzeczy fajna naparzanka, niestety skondensowana na maxa, by dać czas reklamodawcom.

3. Tag-Teamy kobit

Czy tylko mnie się wydaje, że Nia Jax bardzo mocno zeszczuplała i że ogólnie ringowo prezentowała się z lekkością cruserweighta, czy to jedynie kwestia ring-gearu (cokolwiek ładnego, o wiele lepiej wyglądała w tym niż w każdym poprzednim)? Tak czy inaczej po tym jak pojawiła się Paige (nie wierzyłem, że jeszcze ją w dablju obejrzę na ringu, oby z karkiem nie miała już żadnych problemów) to tak naprawdę emocje się skończyły, bowiem było pewne na 99,9%, że to właśnie ona z Bellą sięgną po pasy. Fajny kostium Alexy, kolejny raz nawiązujący do Bray'a i ciekawe, kiedy w końcu będą planowali ją w jakikolwiek sposób spiknąć z Wyatt Sicks. Tych nawiązań jest tak dużo, że aż się prosi, by coś z tym zrobić. Samo starcie było w gruncie rzeczy nawet spoko, botchy brak, wartka akcja tylko niestety  skondensowana na maxa, by dać czas reklamodawcom.

 

4.  AJ Lee vs Becky Lynch

Drugi zawód, choć może i nie. Mam problem z tym powrotem AJ. Każde starcie z jej udziałem jest takie bardzo asekuranckie, po prostu żywcem wzięte z sprzed dekady, a to strasznie gryzie z obecną polityką dablju, by wrestlerki miały podobny czas antenowy do wrestlerów. Mówiąc wprost - zupełnie nie widzę AJ Lee we współczesnym WWE, nawet w tej wersji z Wrestlemanii, ociekającej reklamami i innymi tego typu bzdurami. Becky odzyskała pas i fajnie, będzie dalej wywoływać wściekliznę wśród publiki. Ta wersja Becky jest naprawdę świetna, od dawna żadna zawodniczka nie wywoływała takiego heatu z taką łatwością. I znowu - było i wartko i przystępnie, ale co z tego, skoro wszystko skondensowano na maxa, by dać czas reklamodawcom.

 

5. Seth Rollins vs Gunther

Tak naprawdę jedna jedyna walka, która zasługiwała na miano by powiedzieć o niej "no, i to jest starcie rodem z wielkiej czwórki PLE jak się patrzy". Świetna chemia ringowa międyz panami, Gunther mocno popracował na siłce, bowiem kaloryfer ponownie zaczał być bardziej widoczny i ogólnie widać po nim było znacznie lepszą kondycję niż wcześniej. Gunther w tej wersji jest bestią. Świetne rozpisanie obu zawodników, przewagi się zmieniały co chwila, ta wzajemna chęć zniszczenia przeciwnika aż kipiała z ringu. Zakończenie może sztampowe, ale w sumie logiczne. Seth nic a nic nie stracił, a Gunther zaliczył ważne zwycięstwo na WMce, które otwiera mu drogę...do Lesnara? Bo chyba do tego to będzie zmierzać, prędzej czy później. Gdyby dano im jeszcze więcej czasu, mielibyśmy niemalże klasyka. A tak? Było raptem "tylko" bardzo dobrze.

 

6. Liv Morgan vs Stephanie Vaquer

Największy skandal tej WMki, pokazujący ile zostało z pierwotnej wizji Triple H'a, której naprawdę kibicowałem. Potencjał na fajnie starcie z ciekawą historią totalnie zaorany przez skandalicznie małą ilość czasu. Wróciliśmy do czarnych wieków, kiedy babki walczyły o główne pasy przez 7-8 minut, a i to uznawano za bardzo dużo. Szkoda samej Chilijki, jej title-run spuentowano starciem, które równie dobrze mogło odbyć się na RAW. Nikt by nie zauważył różnicy. Pamiętacie title-run Iyo Sky? Były co do niego zastrzeżenia, ale finał w postaci walki z Bayley był godny. Dano im wtedy multum czasu i nikt nie narzekał. Tutaj było po prostu dramatycznie źle... Niestety, czas antenowy dla reklamodawców sam się nie pojawi...

 

7. Majn Iwent

Drugi największy skandal. Mam kilka pytań:

- po jaką cholerę wtłaczano tu McAfee'go, skoro tak czy tak został później skasowany przez Ortona?

- kim jest ten drugi typ (Jelly ktoś tam) i dlaczego w ogóle pojawił się w tym story i na całej WMce?

- dlaczego w tej walce face walczył jak heel, a heel jak face, by później wrócić do heelowania?

Nie wiem, naprawdę nie wiem co o tym myśleć. Niby psychologii ringowej było mnóstwo, niby Cody stawał się podczas walki drugim Ortonem, ale wciąż nie mogłem odpędzić się od wrażenia, że booking tej walki był pisany na kolanie dosłownie za "pięć dwunasta". To tak się gryzło z tym, co się działo na tygodniówkach, że aż zęby bolały. I to zakończenie...Ja zawsze myślałem, że WMka powinna kończyć story, a nie być etapem przejściowym. O ja naiwny...

 

Reasumując - szkoda strzępić ryja. Jedynie walka Gunthera z Rollinsa i od biedy Fatu z McIntire'em się do czegoś nadawała. Cała reszta do zapomnienia. Dramat, dramat, dramat...

  • Lubię to 2
Szaleństwo to metoda, to geniusz.

  • Posty:  4 976
  • Reputacja:   1 036
  • Dołączył:  26.06.2006
  • Status:  Online
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Ten termin AEW where the best wrestle coraz bardziej się sprawdza. Cała WM 42 Saturday = 1 godzina 23 minuty wrestlingu. Ostatnie dwa main eventy AEW PPV: MJF vs Hangman + MJF vs Omega = 1 godzina 25 minut :tony:

Poza tym warto zauważyć, że Hulk Hogan z reklamą tego dokumentu na Netflix dostał więcej czasu antenowego na wszystkich reklamach niż cały main event :diabel:


  • Posty:  2 354
  • Reputacja:   66
  • Dołączył:  02.07.2013
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  UW

Ja tu wroce...ale to jest jedna z jagorszyxh mani ever xD

Jezelo bierzemy ja w perspektywie osobnego ppv. W 2018 bawilem sie, tez chujowo pamietam, ale jednak byl icek niezly...tutaj momentem gali jest punt i bianca, mowiaca l ciazy xD

 

Kurwa, zal mi ludzi, ktorzy wierzyli, (to nie atak jbc.) iz po chujowej rtwm przyjdzie dobra gala.

163870508457e2d890447a3.jpg


  • Posty:  2 887
  • Reputacja:   1 442
  • Dołączył:  28.01.2023
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

15 minut temu, IIL napisał(a):

Poza tym warto zauważyć, że Hulk Hogan z reklamą tego dokumentu na Netflix dostał więcej czasu antenowego na wszystkich reklamach niż cały main event :diabel:

mfw-the-fed-doesnt-immediately-go-out-of

Mam podobną minę jak to sobie kolejny raz uświadamiam. TKO za rok przedstawi nam WrestleManię, gdzie czas w ringu znowu będzie ucięty, aż w końcu kiedyś dojdziemy do maksymalnie godziny czasu na same walki.

Pewnie Ruda dostanie teraz zakaz wspominania o Bleacher Report:

wrestlemania-night-1-spoiler-bleacher-re

  • Lubię to 1

LQM.png

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • KyRenLo
      Mam podobną minę jak to sobie kolejny raz uświadamiam. TKO za rok przedstawi nam WrestleManię, gdzie czas w ringu znowu będzie ucięty, aż w końcu kiedyś dojdziemy do maksymalnie godziny czasu na same walki. Pewnie Ruda dostanie teraz zakaz wspominania o Bleacher Report:
    • Caribbean Cool
      Ja tu wroce...ale to jest jedna z jagorszyxh mani ever xD Jezelo bierzemy ja w perspektywie osobnego ppv. W 2018 bawilem sie, tez chujowo pamietam, ale jednak byl icek niezly...tutaj momentem gali jest punt i bianca, mowiaca l ciazy xD   Kurwa, zal mi ludzi, ktorzy wierzyli, (to nie atak jbc.) iz po chujowej rtwm przyjdzie dobra gala.
    • IIL
      Ten termin AEW where the best wrestle coraz bardziej się sprawdza. Cała WM 42 Saturday = 1 godzina 23 minuty wrestlingu. Ostatnie dwa main eventy AEW PPV: MJF vs Hangman + MJF vs Omega = 1 godzina 25 minut  Poza tym warto zauważyć, że Hulk Hogan z reklamą tego dokumentu na Netflix dostał więcej czasu antenowego na wszystkich reklamach niż cały main event
    • Kilgor
      Nic dodać, nic ująć... Do ME tą galę można byłoby nazwać "Fucking Dissapoitment", po ME, no, "Almost Fucking Dissapoitment". Naprawdę - przeraziło mnie to, co zobaczyłem. Ale po kolei, klasycznie walka po walce. 1. Opener Opener jak i niemal wszystkie walki miały jeden wspólny - bardzo wąski margines czasowy. Pamiętacie, jaka była główna myśl przewodnia Triple H'a, jak jeśli chodzi o konstrukcję karty walk na każdą PLE? Nie ilość, ale jakość. By każde starcie miało czas, by wszyst
    • Kaczy316
      Ponoć najciężej jest zacząć, a potem to już z górki  
×
×
  • Dodaj nową pozycję...