Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Franko The Butcher, WSF Białoczerw #1


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

3…

Zarówno nadejście nowego roku, jak i wieść o powstaniu nowej federacji dotarły do Franko w bardzo prozaicznych okolicznościach.

Najpierw zadzwonił Henio:

- Co jest, szwagier? – Zapytał nasz bohater odkładając biografię Dark Avengera pióra SR-Crazy’ego, w której to lekturze był pogrążony przez większość wieczoru. – A, dzięki za życzenia. Wzajemnie.

Rozmówca Włochatego miał jeszcze coś do powiedzenia.

- Tak, możesz pozdrowić Helenkę.

Znów parę słów od Henia.

- Mówisz, że gdzie jesteście?

I znowu.

- Aha.

(…)

- Gdzie ja jestem? W kiblu.

(…)

- A brzmię, jakbym jaja sobie robił? Przecież mówiłem, że spędzę Sylwestra w domu.

(…)

- No to źle ci się wydawało.

(…)

- Miejsce równie dobre jak każde inne. I wieczór, jak każdy inny.

(…)

- W dupie mam opinię ogółu. Nie będę skakał jak pojebany i kwiczał z radości z powodu restartu kalendarza. A do ochleju też się znajdą lepsze okazje.

(…)

- Jasne, że miałem zaproszenia. Ale nie miałem ochoty z nich skorzystać. Nie bawią mnie już te wszystkie rauty, przyjęcia, szwedzkie stoły i tego typu pierdoły.

(…)

- Może i marudzę. Nie wolno mi?

(…)

- A w dupę mnie pocałuj z tymi swoimi życiowymi sentencjami.

(…)

- Tutaj możesz akurat mieć rację. Rzeczywiście dawno nie walczyłem.

Heniek odpowiadał, i mniej więcej w tym momencie coś zmieniło się w beznamiętnej postawie Rzeźnika. Wyczułby to tylko wytrawny obserwator - i to taki, który zdążył już dobrze poznać naszego bohatera. Ktoś taki mógłby ze sporą dozą prawdopodobieństwa orzec, że w głosie zamaskowanego pojawiło się… zainteresowanie. Jego dłoń mocnej zacisnęła się na telefonie. Powieki lekko się zmrużyły. Spojrzenie wyostrzyło. Wszystkie te zmiany z pewnością były minimalne, ale fakt ich zaistnienia pozostawał bezdyskusyjny.

- Nowa federacja? Mówisz, że jak się nazywa?

(…)

- Aha. Czyli dopiero kompletują roster?

(…)

- Rozumiem. Kiedy przyjedziesz, żeby to obgadać?

(…)

- W porządku. Bawcie się dobrze z Helenką.

(…)

- Nie, nie wiem, gdzie jest Bidam. Znając go, może być gdzieś na Syberii albo innym Uralu. Poza tym jest żonaty i ma swoje obowiązki. Jak zadzwoni, to przekażę mu twoje życzenia.

(..)

- Ty też się trzymaj. Cześć.

Przez chwilę Franko zastygł w bezruchu. Dopiero po jakimś czasie wypowiedział trzy słowa – powoli i jakby w zamyśleniu:

- Wrestle…

-Show…

- Federation…

Człowiek nazywany Rzeźnikiem spokojnie odłożył telefon i sięgnął po porzuconą lekturę. Zanim jednak do niej wrócił, odezwał się jeszcze raz:

- WSF, tak? No, to zobaczymy.

Po czym otworzył książkę na oznaczonej zakładką stronie.

Nawet na zajmowanym przez dom naszego bohatera odludziu trwała sylwestrowa aktywność. Fajerwerki eksplodowały z hukiem, a rozbawieni ludzie składali sobie życzenia ślubując przy tym dotrzymania rozlicznych postanowień noworocznych, podczas gdy dzika zwierzyna zalegała coraz głębiej w zakamarkach swoich kryjówek, a domowi pupile niespokojnie kręcili się po kątach nie mogąc sobie znaleźć miejsca; rozlewano litry szampana, tańczono, śpiewano, pito, degustowano, a nawet chlano na umór. Zawierano miliony nowych znajomości, które nie przetrwały tej nocy i pewnie znalazły się też takie, które przetrwały trochę dłużej. Śmiano się i smucono, kłócono i godzono, płodzono i zabijano. Łamano kończyny i doznawano wstrząśnień mózgu, ale cudownych uzdrowień nie odnotowano… chociaż, kto wie? Odpalano fajerwerki, czasami fundując przy tym obrażenia na całe życie. Rozmawiano o rzeczach ważkich i niezwykłych, albo o zupełnych pierdołach; niektórzy nie rozmawiali wcale. Inni siadali za kierownicą – na trzeźwo, albo po pijaku. Po prostu witano nowy rok – z nadzieją albo obawami, świadomie albo nie. Tak czy siak, trochę to trwało, ale w końcu naród się wyszumiał i zapanował jaki taki spokój.

Z łazienki Butchera dobiegł odgłos spuszczanej wody.

2…

Henio pojawił się u Rzeźnika dwa dni później. Franko spotkał się z asystentem w swojej sali ćwiczeń:

- Cześć, Franek. Już jestem. Przywiozłem piwo.

- Co ty szwagier, drwa do lasu wozisz?

- Przejeżdżałem koło supermarketu, to kupiłem. Od przybytku głowa nie boli, no nie?

- Akurat w tym przypadku – boli. Ale nie ma problemu, przynajmniej nie muszę naruszać swoich zapasów.

- To się jeszcze okaże. W końcu świętujemy, prawda?

- Przecież nie będę ci żałował. Ale sam odpuszczę – zacząłem już przygotowania do debiutu w nowej federacji. Jak stoją nasze sprawy?

Heniek przez chwilę zwlekał z odpowiedzią. Wykorzystał ten czas na rozejrzenie się po ulubionym pomieszczeniu Butchera. Trzeba przyznać, że jest tam co oglądać: Franko umieścił tutaj sporo pamiątek związanych ze swoją zapaśniczą karierą. Spojrzenie Henia prześlizgnęło się po wiszących na ścianach zdjęciach, na chwilę zatrzymało na wiszących obok EWF Evolution i Tag Team Title, musnęło stojący w gablocie złoty odlew nogi Esmeraldy Martinez i manekina ubranego we wczesnośredniowieczny strój, w którym jego szef stoczył pamiętny Rekonstrukcja Match w Wolinie. Przez chwilę spoczęło na mocno sfatygowanej masce Armor Kinga i powędrowało w stronę smoczego sztyletu z Bhutanu. Przemknęło po pamiątkowej dubeltówce, pudełku cygar z Hawany i paru innych przedmiotach, nie ominęło też słusznych rozmiarów plazmy, na której Franko zwykł oglądać swoje ulubione filmy. W końcu wróciło do Rzeźnika, który po prostu lubi trenować w specyficznej atmosferze tego miejsca:

- Nasze sprawy stoją całkiem dobrze. Federacja nie jest zbyt bogata, ale postaram się wycisnąć z nich wszystko, co będą skłonni ci dać.

- Prawidłowo. Niech wiedzą, że się cenimy. O jakiej sumie mówimy?

- Stosunkowo niewielkiej, ale odkujesz się na reklamach, koszulkach... i tym podobnych.

- W porządku, na razie nie brzmi to źle. Co dalej?

- Nie jestem pewny, o co pytasz.

- Jest tam ktoś znajomy w rosterze?

- Chodzą słuchy, że Vaclav ma podpisać kontrakt.

- No, to już jakiś konkret. Jeśli ta wiadomość się potwierdzi, to będzie się z kim napierdalać.

- Chce ci się jeszcze z nim zadzierać?

- Nie rozumiem pytania.

- Gość wpierdolił ci już parę razy. Nie zmęczyło cię to?

- Nie.

- To wszystko, co masz na ten temat do powiedzenia?

- Wszystko.

- Wiesz co, Franek? Podziwiam twojego ducha walki.

- Jestem zaszczany… tfu, złe słowo.

- Zaszczycony?

- Jak cholera.

- W sumie to jak będziesz Vackovi podskakiwał, to zaszczanie może cię nie ominąć. On ma specyficzne zwyczaje.

- Chcesz mnie wkurwić, Heniu?

- Przecież ciebie nie da się wyprowadzić z równowagi – roześmiał się zapytany – a może coś się ostatnio zmieniło w tym temacie?

- Nic się nie zmieniło – Franko wzruszył ramionami – ale nie oznacza to, ze masz zezwolenie na sianie defetyzmu, szwagier.

- Jaja sobie robię – powiedział Heniek ze spokojną szczerością w głosie – przecież wiem, że uwalisz jego posoką cały ring przy okazji kolejnego spotkania. Na pewno nie chcesz piwa?

- Nie chcę. Trenuję. Pijam teraz inne specyfiki.

Franko wymownym gestem wskazał wysoką szklankę napełnioną jakimś zielonym, niewymownie odpychającym, glutowatym świństwem.

- Smaczne to chociaż?

- Nie.

- To zostanę przy piwie.

- Słuszna decyzja.

Przez chwilę rozmowa zamarła: Heniek otworzył puszkę, a Franko duszkiem wychylił zawartość swojej szklanki. Później konwersacja potoczyła się dalej:

- Miło będzie rozwalić łeb Vaclavowi, ale nie ma sensu koncentrować się na jednym przeciwniku. Co z pozostałymi?

- Ze znanych jest jeszcze Alex Scorp. Kojarzysz gościa?

- To ten z czerwonymi ślepiami, który występował w HVW?

- Ten sam.

- No to go kojarzę. Co on ma z tymi oczami, bo już nie pamiętam? Szkła kontaktowe, czy albinos?

- Z tego co wiem, to on tak ma naturalnie. Karnację też ma normalną.

- W takim razie to pewnie Czarnobyl.

- Możliwe. Koleś walczył tu i tam, i nawet jakieś pasy zdobywał. Ma doświadczenie.

- Ma, albo i nie ma, zobaczymy. Pewnie będzie jak zwykle: wszystko zweryfikuje ring.

- Pewnie tak… reszta jest nieznana, więc dużo ci na ich temat nie powiem. Po prostu wrestlerzy z różnych stron świata, każdy ze swoją historią i bagażem doświadczeń. Całkiem barwna gromadka, jak się im bliżej przyjrzeć.

- Zapoznam się z informacjami na ich temat. Elementarna uprzejmość nakazuje znać imiona tych, których twarze zamienia się w miazgę. A tak z innej beczki: Hela ciągle gwiazdorzy?

- Taa… - Henio uporał się już z pierwszą puszką i płynnym ruchem sięgnął po następną – ciągle pracuje dla tej telewizji śniadaniowej. Raczej nie można na nią liczyć. Może znajdź sobie jakąś młodszą lasencję, która towarzyszyłaby ci w drodze na ring? Wieszałaby ci się na ramieniu, robiłaby za tło i dekoncentrowała rywali. Wzięłoby się taką z warunkami, żeby najpierw wchodziły cycki, a później sama zainteresowana. Co ty na to?

- Jakoś nie widzę potrzeby.

- Eh, Franek, z ciebie to jednak beznadziejny przypadek. Czasem miewasz jakieś przebłyski fantazji, ale tak normalnie to… szkoda gadać.

- To nie gadaj.

- Chyba rzeczywiście nie będę. O czym to ja jeszcze…? A, właśnie: karty na galę nie będzie, więc pewnie poznasz swojego przeciwnika tuż przed walką. Ha! Wiedziałem, że wzruszysz ramionami. Dobrze, że na ringu nie jesteś tak przewidywalny. A wracając do wątku: WSF od razu wali z grubej rury i wraz z pierwszą galą rozpoczyna zmagania o główny pas federacji. Nie znamy jeszcze jego nazwy, ale to chyba nie ma jakiegoś większego znaczenia?

- W zasadzie nie, chociaż ciężko byłoby się zmotywować do walki o, na ten przykład, Intercontinental Gay Pride Title.

- Nie no, aż tak źle chyba nie będzie – Heniek stawał się coraz weselszy – chociaż jesteśmy skazani na trwanie w niepewności aż do pojawienia się oficjalnego komunikatu na ten temat. Najważniejsze wydaje się to, że od razu wkraczasz na drogę prowadzącą prosto do mistrzostwa. Wiesz chyba, o co mi chodzi?

- Wiem. Żadnego „okresu przejściowego” i użerania się z jobberami celem podbudowania swojej pozycji. Sytuacja jest prosta jak cios pięścią – wszyscy idą na mistrza, mistrz może być tylko jeden. Kto odpadnie, ten pizda.

- Uuu, to było bezkompromisowe. Zawsze podziwiałem twoją pewność siebie.

- Mam do niej solidne podstawy. Zresztą, czego ty się spodziewasz? Że co mam niby powiedzieć? „Ojejku jej, jakież to zacne grono zgromadziło się w rosterze! Do walki o tytuł przystępuję z pewną taką nieśmiałością, bo przecież nigdy nic nie wiadomo! Każdy z tych nowicjuszy to potencjalny World Champion, a Scorp albo Vaclav to już w ogóle ekstraklasa! Tylko wrodzony optymizm pozwala mi na cień nadziei, że nie narobię sobie wstydu!” Daj spokój. Nie zamierzam udawać, że nie znam swojego potencjału… bo tak nie jest. Doskonale znam swój potencjał. Jest zajebiście wysoki. W sam raz na zdobycie historycznego, pierwszego tytułu mistrzowskiego w Wrestle Show Federation. Załapałeś?

- Wyłożyłeś mi to niezwykle jasno i klarownie.

- Znowu poczułem zapach złota, Heniu. To uzależnia, wiesz? Wiesz, na pewno wspominałem ci już kiedyś o tym. Mam zamiar przetoczyć się przez tych wszystkich skurwieli jak jebana lawina i nie odpuszczę, dopóki ten pas nie spocznie na moim ramieniu. Ciągle wyrażam się jasno i klarownie?

- Bardziej już chyba się nie da. Prosty przekaz, powinien spodobać się ludziom. Co mi przypomina, że oprócz piwa przywiozłem też kamerę. Oni tam w tym WSF jeszcze lekki chaos organizacyjny mają, więc pomyślałem, że możesz sam nagrać jakieś promo na początek.

- Chętnie. Myślę, że warto już na starcie wysłać wiadomość do kolegów po fachu.

- Coś w stylu: rozpierdolę was wszystkich krwawo?

- Mniej więcej. To taki wrestlingowy obyczaj, nie ma sensu się wyłamywać.

- Zajebiście. Reszta to są już same organizacyjne pierdoły, więc z czystym sumieniem biorę się za piwo. Przenocujesz mnie?

- Jasne. Ciągle masz ciche dni w domu?

- Żeby one chciały być ciche… mówisz, jakbyś nie znał mojej żony. To złota kobieta i matka moich dzieci, ale w ciszy nie usiedzi.

- Czym jej podpadłeś tym razem?

- Nie twoja sprawa, Franek.

- Fakt, może i nie moja. W każdym razie czuj się jak u siebie w domu.

- Dzięki. Wiedziałem, że mogę na ciebie liczyć.

No i Henio poczuł się jak u siebie, uszczuplając nawet nieco piwne zapasy Rzeźnika (których, tak na marginesie, starczyłoby dla kompanii wojska. Albo dla Vaclava, gdyby ten jakimś cudem nawiedził kiedyś naszego bohatera w jego domowych pieleszach). Później żałował, ale czym byłoby życie bez nauki płynącej z popełnionych błędów? Jakoś tak około południa alkomat wskazał na zero, więc (wciąż jeszcze nieco blady) Heniek zasiadł za kierownicą i odjechał w bliżej niesprecyzowanym kierunku.

Franko powrócił do ćwiczeń.

1…

Przez chwilę na ekranie nic się nie dzieje. Później pojawia się na nim logo WSF. Trwa tak przez chwilę, po czym ustępuje miejsca Rzeźnikowi, którego zwalista sylwetka wypełnia kadr. Nasz bohater znajduje się w swojej sali ćwiczeń, z której chyba zresztą przed chwilą korzystał – sugeruje nam to jego strój złożony z przepoconej koszulki na ramiączkach i spranych spodni od dresu, no i ręcznik zarzucony na lśniący od potu kark. Owłosienie Butchera imponuje jak dawniej, a spojrzenie wyzierających spod maski oczu mrozi nieprzyzwyczajonego do tego widza.

Zresztą, przyzwyczajonego też.

Franko siedzi na jakiejś leżance. Jego wyprane z uczuć ślepia wpatrują się w kamerę. Przez chwilę milczy, zbierając myśli.

- W porządku – mówi w końcu chrapliwym głosem, poruszając się. Muskuły grają mu pod bujnie owłosioną skórą. – Ceremonię czas zacząć. Rytuał musi zostać odprawiony. To dla mnie nowe doświadczenie, pojawić się w jakiejś federacji od samego początku. Czy projekt wypali i będę po latach określany mianem „WSF Originalsa”? Czy zdechnie po paru galach, pozostając tylko mało znaczącym epizodem w mojej karierze i życiu?

Nie wiem. Nie myślę o takich pierdołach. Są ważniejsze sprawy.

Priorytety.

Kiedyś najważniejsza była forsa, bo chciałem zabezpieczyć swój byt. Wystarczył jeden udany rok w EWF i osiągnąłem ten cel. Mam już swoje zabezpieczenie. Swój szmal. Dzięki temu mogę skoncentrować się na tym, co aktualnie jest dla mnie najbardziej istotne.

Na walce.

Butcher przez chwilę wpatruje się w swoje owinięte plastrami dłonie. Później unosi głowę i chłód jego spojrzenia znowu poraża widzów:

- Ja jestem Franko The Butcher. Wkraczam na ring, żeby walczyć. A kiedy walczę, to idę na całość. Zawsze, bez kompromisów. Uderzam, żeby zrobić krzywdę. Zakładam dźwignię oczekując poddania… albo trzasku kości. Idę naprzód, skoncentrowany na tym jednym, jedynym celu. Po prostu napierdalam, dopóki sędzia nie oznajmi mi, że już wygrałem. Ból jest dla mnie niczym. Wątpliwości nie istnieją. Liczy się tylko zwycięstwo. Właśnie tak to wygląda. Tym właśnie jestem. To udowadniam za każdym razem, kiedy pojawiam się pomiędzy linami. Na tym polega pierwsza część wiadomości, którą mam do przekazania i której adresatami są moi przyszli przeciwnicy.

Pięści Rzeźnika zaciskają się z chrzęstem, kiedy mówi dalej:

- Dalszy ciąg jest o wiele prostszy, przynajmniej dla mnie. Przekażę go już na miejscu, w ringu, twarzą w twarz. Nie będę musiał zbyt wiele mówić (w tym momencie pod maską wykwita paskudny uśmiech) po prostu skoncentruję się na mowie ciała. To mój ulubiony dialekt. Posługując się nim przejawiam niezwykłe talenty oratorskie.

Uśmiech zastyga, zamieniając się w dziwny i dosyć niepokojący grymas. Twarz w masce zbliża się do kamery:

- Nie wiem co poczujesz, stając naprzeciw mnie w ringu. Wrogość? Podszytą strachem ciekawość? Pogardę? Nieistotne. Jesteś tu. Jesteś pomiędzy linami. Naprzeciwko stoi Rzeźnik, taksując wzrokiem twoją sylwetkę. Czy zadrżysz pod wpływem tego spojrzenia? Prawdopodobnie nie. Jesteś napompowany adrenaliną i energia płynie w twoich żyłach. Może uściśniesz dłoń rywala przed walką, a może nie. A może pokusisz się o jedną z tych żałosnych zagrywek? Palec w oko? Kop w jaja? Splunięcie? To też jest nieistotne, bo wcześniej czy później zabrzmi gong rozpoczynający najdłuższe minuty w twoim życiu.

Maska i oczy Rzeźnika wypełniają już cały kadr:

- Ruszasz z animuszem, zasypując rywala serią ciosów. Większość z nich paruje, ale część z nich dochodzi do celu. Dziwne: gdzie nie uderzysz, tam twardo. Zupełnie jakbyś okładał kamienną statuę. Nieważne, pewnie tylko zgrywa twardziela. Zaczyna oddawać ciosy, które lądują ciężko na twojej twarzy i korpusie. To silne uderzenia, ale adrenalina ciągle działa i na razie możesz je zignorować. Zbierasz się w sobie i wykonujesz jakąś akcję. Rzeźnik upada. Tauntujesz w stronę publiczności pokazując, że masz walkę pod kontrolą. Głupi błąd. Wystarczyło stracić Butchera z oczu na chwilę, na ułamek sekundy i już leżysz przywalony całym ciężarem jego ciała, podczas gdy owinięte bandażami pięści ciężko pracują nad zamienieniem twojej twarzy w miazgę. Przez chwilę poddajesz się temu gradobiciu, aż włącza się instynkt przetrwania. Wijesz się i szarpiesz zasłaniając rękami twarz. Próbujesz uciec, chociaż nie ma ucieczki. Na szczęście jest sędzia, który przerywa kaźń. Masz chwilę, może dwie, na zaczerpnięcie oddechu. Przez ten czas dociera do ciebie, że coś jest nie tak. Boli. Cholera… boli. Twarz masz opuchniętą i pulsującą, chyba będziesz musiał odwołać jutrzejszą randkę z tym kociakiem… jak ona się nazywała? Zabawne, w tej chwili nie pamiętasz, zmagasz się z oszołomieniem, a sędzia wznawia starcie zmuszając cię do koncentracji. Jeb! Lewy prosty rywala właśnie wylądował na twojej szczęce. Zapominasz o koncentracji. Prawy hak ląduje ci pod żebrami. Zginasz się z bólu i przez chwilę nie myślisz o niczym, podczas gdy grawitacja płata dziwne figle. Przez chwilę wszystko się miesza i nie wiesz, gdzie jest góra a gdzie dół. Niedługo później twoje plecy i kark eksplodują. Czy naprawdę dałeś sobie tak łatwo zaaplikować Powerbomb? Na to wygląda. Musisz wziąć się w garść… ale przeszkadzają ci kolejne kopnięcia spadające na korpus, ręce i głowę. Co jest z tym sędzią, do cholery?! Nareszcie przerwał. Masz chwilę na kolejny oddech. Później włochate łapsko podnosi cię i… nie! Tym razem udaje ci się skontrować, władowałeś mu kolano w żołądek! Szybkie DDT… leży! Teraz cię mam, skurwysynu! W tym momencie dostajesz skrzydeł: okopujesz swoją ofiarę, sprzedajesz mu coś z wyskoku, podnosisz… i nagle orientujesz się, że twoje ciosy nie odniosły żadnego skutku. Żadnego. Spojrzenie Rzeźnika pozostało puste, a w postawie nie widzisz nawet najmniejszych oznak zmęczenia. Czujesz ukłucie niepokoju, kiedy przeciwnik chwyta cię za gardło. Później jego czoło zderza się z twoim nosem i czujesz już tylko ból. Wszystko jest czerwienią. Trzask. Czy ten trzask, który słyszałem to…? Czy on mi…? Nie ma czasu na zastanawianie się, czy twój nos jest naprawdę złamany. Butcher siada ci na klatce piersiowej, a świat sprowadza się do kolejnych eksplozji bólu. Wytrzymujesz aż do interwencji sędziego. W ustach czujesz suchość, której nie złagodzi metaliczny smak krwi. Przywołujesz wszystkie te lata spędzone na treningach i rzucasz się do ataku. Przez jakiś czas uzyskujesz przewagę, nawalasz z całych sił, może nawet wykonujesz jakiś efektowny manewr, który podoba się publiczności. Próbujesz pinu z gorzką świadomością bezsensowności tej próby. Przynajmniej przez chwilę odpocząłeś. Walczysz, napędzany podrażnioną ambicją. Uderzasz w niego wszystkim, co masz. Z biegiem czasu zaczynasz zdawać sobie sprawę ze straszliwej prawdy:

To za mało.

W końcu popełniasz błąd i odbierasz kolejną porcję bólu, który coraz mocniej rozchodzi się po twoim zmaltretowanym ciele. Pomimo to, dajesz z siebie wszystko. Wkładasz w ten pojedynek całe serce, poświęcasz sto procent sił i umiejętności. Ryzykujesz zdrowiem, żeby go w końcu przyszpilić.

To za mało.

Jesteś ambitny, a organizm ciągle pompuje adrenalinę w twoje żyły. Przekraczasz próg wytrzymałości i wzbijasz się ponad swoje ograniczenia. Walczysz, jak nigdy w życiu.

To za mało.

Wcześniej czy później, pękniesz. Może sprawi to huraganowy grad spadających na ciebie ciosów, może trzeszczący, skowyczący z udręki kark, a może coś innego. Wcześniej czy później, odpuścisz.

Wtedy odpłynie większość bólu. Pozostanie zmasakrowana twarz, poobijane kości i zmaltretowane do granic wytrzymałości ciało: cena konfrontacji z Rzeźnikiem.

Oto, czym jestem.

Maska znika z ekranu, a na jej miejsce pojawia się napis:

„Czas skopać dupska sukinsynom”

Chwilę później zastępuje go kolejny, tym razem krwistoczerwony:

„Butcher przybywa do WSF”

0…

I tak właśnie Franko zawitał do Wrestle Show Federation. Okres przygotowawczy przepracował sumiennie, jak zwykle. W hali Olivia pojawił się na długo przed rozpoczęciem historycznej gali, akurat kiedy zakończono montaż ringu. Zamaskowany nieśpiesznie okrążył konstrukcję, poklepując lekko każdy z narożników.

- Zapoznaje się Pan z nowym sprzętem, Panie Butcher? – Zapytał jeden z uwijających się wokół członków ekip technicznych. – Proszę się nie martwić, wszystko będzie zapięte na ostatni guzik.

- Nie wątpię – odpowiedział Rzeźnik – nie martw się, niczego nie uszkodzę. Uważaj jednak na Vaclava, on podobno obsikuje wszystkie kornery. Zaraz, czy my się przypadkiem nie znamy z EWF?

- No, pracowałem tam trochę – powiedział zadowolony z rozpoznania go technik – ale później… sam Pan wie. Ostatnio pracowałem głównie przy różnych koncertach, raz czy dwa razy zdarzyła się jakaś gala boksu, ale nie załapałem się na nic stałego. Mam nadzieję, że ta federacja wypali… mógłbym poprosić o autograf? Poprzednio jakoś się nie złożyło i dzieciaki nie dają mi żyć…

- Ja też mam nadzieję, że WSF okaże się sukcesem. Ze swojej strony zrobię wszystko, żeby tak właśnie się stało. Autograf oczywiście dam. Masz coś do pisania?

Okazało się, że świeżo upieczony pracownik techniczny WSF miał długopis i zdjęcie Zamaskowanego. Ten położył swój wizerunek na krawędzi ringu i złożył na nim podpis. Po chwili podeszło do niego kilku innych „technicznych” (których zachęcił przykład poprzednika), z podobnymi prośbami. Franko rozdał jeszcze kilka autografów. Kiedy skończył, rozejrzał się uważnie po hali, która wkrótce miała się zapełnić.

Później odszedł, żeby poszukać szatni.

- Wiesz – powiedział jeden z techników do drugiego – gdyby nie to spojrzenie, to z tym facetem by się nawet przyjemnie rozmawiało.

Zagadnięty tylko pokiwał głową, i mężczyźni wrócili do swoich zajęć.

Przed galą było jeszcze mnóstwo do zrobienia.

START

Premierowy WSF „Białoczerw” już trwa. Ubrany w swój strój ringowy Franko właśnie kończy rozgrzewkę. Niedawno poznał swojego przeciwnika, ale jego imię nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia.

Jest gotowy na wszystko, jak zawsze. Z typowym dla siebie, nieludzkim wręcz spokojem czeka na sygnał do wymarszu.

Rozlega się pukanie i ciało Rzeźnika napręża się w oczekiwaniu. Nasz bohater podchodzi do drzwi, otwiera je i równym krokiem rusza tam, gdzie czeka na niego ring.

Uderza nowy theme Butchera. Już za chwilę halę wypełni wrzask oszalałych ze szczęścia fanów…

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    2

  • Vaclav

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Nie będzie Helenki? Szkoda... Co do reszty erpa, to dialogi były fajne. Widać w nich stoicki spokój Franka. Ale najlepsze dla mnie jest w nim końcowe promo. Już ono samo by wystarczyło.


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Powrót Helenki nie jest wykluczony - na razie jednak pozwólmy jej robić telewizyjną karierę, która od zawsze była jej marzeniem ;)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...