Skocz do zawartości
  • Dołącz do najstarszego forum o pro wrestlingu w Polsce!  

    Dostęp do pełnej zawartości forum wymaga zalogowania się. Możesz przyśpieszyć proces logowania lub rejestracji używając konta na wspieranych przez nas serwisach.

    W przypadku problemów z dostępem do konta prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum(@)wrestling.pl

     

UFC 183: Silva vs Diaz


N!KO

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Rozpoczęcie: 2015-01-31 23:00

Miejsce: Las Vegas, Nevada, USA

 

Walka wieczoru.

 

185 lbs.: Anderson Silva (33-6) vs. Nick Diaz (26-9)

 

Karta główna.

 

170 lbs.: Tyron Woodley (14-3) vs. Kelvin Gastelum (10-0)

155 lbs.: Joe Lauzon (24-9) vs. Al Iaquinta (10-3-1)

185 lbs.: Thales Leites (24-4) vs. Tim Boetsch (18-7)

170 lbs.: Jordan Mein (29-9) vs. Thiago Alves (20-9)

 

Pozostałe.

 

135 lbs.: Miesha Tate (15-5) vs. Sara McMann (8-1)

185 lbs.: Derek Brunson (12-3) vs. Ed Herman (22-10)

125 lbs.: John Lineker (24-7) vs. Ian McCall (13-4-1)

185 lbs.: Tom Watson (17-7) vs. Rafael Natal (18-6-1)

 

Pozostałe (UFC Fight Pass).

 

145 lbs.: Diego Brandao (18-10) vs. Jim Hettes (11-2)

185 lbs.: Ildemar Alcantara (20-7) vs. Richardson Moreira (7-2)

185 lbs.: Thiago "Marreta" Santos (9-3) vs. Andy Enz (7-2)

 

Anderson Silva Last 3: L - Chris Weidman ; L - Chris Weidman ; W - Stephan Bonnar

Nick Diaz Last 3: L - GSP ; L - Carlos Condit ; W - B.J. Penn

 

Dwa wielkie nazwiska wracają po dwóch porażkach, ale to nikogo nie trapi. Padają tylko pytania, w jakiej będą formie. Jeśli porażki z Weidmanem to oznaka starości Pająka, to i Diaz ma szansę na taki sam upset. Jeśli to tylko słabość do jednego zapaśnika, to umiejętności Silvy powinny kręcić bezradnym Nickiem. Ciężko się nie jarać tą walką. Zwycięzca dostanie Weidmana - trochę jak The Rock, wracający i od razu na szczyt karty :wink:

 

Tyron Woodley Last 3: W - Dong Hyun Kim ; L - Rory MacDonald ; W - Carlos Condit

Kelvin Gastelum Last 3: W - Jake Ellenberger ; W - Nicholas Musoke ; W - Rick Story

 

Jake Ellenberger był gatekeeperem. Teraz Gastelum wpadł do morza grubych ryb. Teraz musi udowodnić ile faktycznie jest wart. Jak dla mnie, to podobni do siebie zawodnicy. Może być wyrównana walka. Gastelum musi być jednak nieustępliwy, atakując Tyrona na całym dystansie. Musi wywierać presje, bo jak odda mu trochę pola, to nie skończy się to dla niego najlepiej. Woodley to bestia.

 

Thales Leites Last 3: W - Francis Carmont ; W - Trevor Smith ; W - Ed Herman

Tim Boetsch Last 3: W - Brad Tavares ; L - Luke Rockhold ; W - C.B. Dollaway

 

Thales zaliczył świetny powrót do UFC. Już z Carmontem udowodnił, że to jego miejsce. Z Timem to przypieczętuje. To może być historia a'la Anthony Johnson, gdzie powracający fighter idzie w górę drabinki niczym burza. Brazlijczyk jest mniej przebojowy, tak szybkiego skoku nie zaliczy, ale dostaje coraz lepsze walki. Za Boetschem stoją już tylko dobre nazwiska. Zwycięstwa z nimi nakręcą dyskusje o title-shocie.

 

Poza tym, świetna karta - po prostu. Jeśli czas by pozwolił, to spokojnie mógłbym ją oglądać od trzeciej walki, gdzie już same dobre nazwiska wchodzą do octagonu. Jest świetnie zapowiadająca się walka pań, jest dynamiczny Pitbull Alves i powracający na zwycięską ścieżkę Lauzon z Iaquintą - oby poskręcał w parterze pogromcę Hallmana.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • Odpowiedzi 14
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • -Raven-

    3

  • N!KO

    2

  • Ghostwriter

    2

  • Kowal

    2

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.10.2010
  • Status:  Offline

Anderson Silva vs Nick Diaz Reakcja Silvy po wygranej pokazuje, po jak ciężkiej kontuzji wrócił. Szybko ten czas leci, wydawało mi się że Anderson złamał nogę niedawno, a to już dobrze ponad rok temu. Silva wrócił w dobrej formie, a Diaz postawił mu ciężkie warunki i może nie był to wyrównany pojedynek, ale udało się Diazowi kilka razy trafić Andersona. W pierwszych rundach Nick starał się wyprowadzić rywala z równowagi prowokując go trochę, ale po drugiej rundzie chyba już zorientował się, że niewiele mu to daje i potem walczył już normalnie. Nie było jakiejś bardziej wyróżniającej się rundy, wszystkie były toczone w podobnym tempie, cały czas w stójce, ale te pięć rund zleciało całkiem szybko.

 

Joe Lauzon vs Al Iaquinta Joe chyba już dość długo przed zakończeniem walki nie miał pełnego kontaktu z rzeczywistością. Pokazał że ma mocną głowę stojąc dalej na nogach, choć przyjmował ciosy w głowę jeden za drugim. Ciekawe ile jeszcze by wytrzymał, gdyby sędzia tego nie skończył w tamtym momencie. Wcześniejsza część walki również ciekawa, było kilka wymian ciosów, ale i tak pewnie zapamiętam tą walkę głównie ze względu na drugą rundę.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 885
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Jordan Mein (29-10) vs. Thiago Alves (21-9) – Mein mi się strasznie podobał w pierwszej rundzie. Bardzo agresywnie podszedł do walki, korzystał z zasięgu, zaskakiwał. Bardzo dobry stójkowicz, jakim jest Alves był bezradny. W drugiej spodziewałem się powtórki z rozrywki i finału, ale nie w tę stronę. Thiago trafił, niczym Alistair Brocka, a Jordan nie miał czym oddychać. Później wypada tylko docenić instykt killera, gdzie Herb miał problem, żeby go oderwać.

 

Thales Leites (25-4) vs. Tim Boetsch (18-8) – Fajny pojedynek, który mógł iść w każdą stone. Barbarzyńca szarżował, ale Brazylijczyk wcale nie ziewał, nie pozostając dłużnym, wyprowadzając niezłe kombinacje. Jak już poszło w parter, to zwycięzca mógł być jeden. Szkoda, bo jak nigdy chciałem trzech rund. Boetsch musiał być już mocno padnięty. Za pierwszym razem udało mu się wyrwać, potem zabrakło mocy i dość szybko odpłynął. Leites pnie się w górę.

 

Joe Lauzon (24-10) vs. Al Iaquinta (11-3-1) – Lauzon pokazał serducho. Dobrze jednak, że sędzia to przerwał, bo światło się paliło, ale w domu już spali. Liczylem, że Joe pociśnie Ala, którego kojarze jako nudnego fightera. Teraz błysnął, pewnie następna walka dojdzie do decyzji sędziów... Lauzon coraz mniej warty w UFC. Coraz rzadziej w parterze, coraz częśćiej w stójce. Czas najwyższy wrócić do tego, co mu wychodzi. Wirtuozem boksu już nie będzie.

 

Tyron Woodley (15-3) vs. Kelvin Gastelum (10-1) – Tak jak poprzednie walki były dynamiczne i efektowne, tutaj praktycznie się nie bili. Niby z wzajemnym szacunkiem, ale jeśli już UFC musi dawać statystkę kontroli środka octagonu, to wiedz, że jesteś nudny. Zwycięzcą nie powinien być nikt. Jeśli musiałbym wybierać, to wiadomo, że Woodley zrobił więcej. Gastelum dał dupy tak na walce, jak i przed nią – nie zrobił wagi i wcale nie sprawiał wrażenia jakby się starał.

 

Anderson Silva (34-6) vs. Nick Diaz (26-10) – Nawet jak się nic nie działo, to fajnie się to oglądało. Dwaj wielcy fighterzy wracający do octagonu. Po cichu liczyłem na Diaza, ale nawet w jego stójce Anderson go garował prostymi. Pajacowanie Nicka dało sporo rozrywki. Silva nie dał się wyprowadzić z równowagi i punktował po swojemu. Raczej bym go nie wysyłała na Weidmana. Dajcie mu jeszcze jedną walkę – może o tymaczasowy pas z Belfortem, skoro Chris znowu kontuzjowany.

 

W kategorii muszej widzę rozbicie złotej czwórki, która jak przegrywała, to między sobą :wink:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  2 028
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.12.2012
  • Status:  Offline

Jordan Mein vs Thiago Alves - dynamiczny pojedynek, gdzie niemal jasne było, że nie dotrwa on do końca, obaj panowie mieli swoje momenty, prędzej spodziewałem się TKO w wykonaniu Meina, trzeba jednak oddać Alvesowi, że świetnie wykorzystał swoją szansę.

 

Thales Leites vs Tim Boetsch - "talerz" zgodnie z przewidywaniami dosyć łatwo przedzierał się przez gardę rywala, ale Tim również zanotował kilka soczytstyc ciosów (co bardzo mnie dziwiło, gdyż byłem przekonany, że przewaga tego pierwszego będzie tak duża, jak na papierze), Boetsch, mimo porażki przez poddanie pozytywnie mnie zaskoczył, a na myśl o serii wygranych Leitesa bardziej zastanawia mnie "kto go uwali" niż "czy dotrze do walki o pas".

 

Joe Lauzon vs Al Iaquinta - szczerze mowiąc, to z tej walki zapamiętałem jedynie końcówkę, gdzie Al robił wszystko, co mógł, a Joe za cholerę nie chciał paść na deski. Po cichu liczyłem na Lauzona, ale to jednak Iauinta zrobił kolejny krok w hierarchii swojej kategorii.

 

Tyron Woodley vs Kelvin Gastelum - widać było głoym okiem, że Młody nie doszedł do pełni sił po chorobie, mimo wielu starań "Chosen One" skutecznie go wypunktował, Kelvin potrafił się odgryźć, pokazał, że ma twardą szczękę - przyjął kilka na prawdę mocnych ciosów, a nie padł, gdyby był zdrowy w 100%, wynik mógłby pójść w drugą stronę (w punktacji też był jakiś bullshit, ale dokładnie nie pamiętam, jak typowali sędziowie).

Dzięki krk37pl, właśnie to 30-27 mi się nie podobało :)

 

Anderson Silva vs Nick Diaz - no jak można nie lubić El Djablo :twisted: Na ważeniu zobaczyliśmy najgrzeczniejszego Diaza w historii, więc było pewne, że podczas walki trochę popajacuje i muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało, bo po drugiej stronie stanął najbardziej wyrachowany Silva ever - pełna garda, ograniczone low kicki, widać było spięcie, a zachowanie Nicka nie ułatwiało Andersonowi zadania - myślałem, że po powrocie będzie cienki jak "sik Pajonka", ale pokazał, że wielu rzeczy po prostu nie da się zapomnieć, panowie dali przyzwoite show na niezłym poziomie sportowym, przynajmniej jedną rundę każdy sędzia powinien zapunktować na korzyść Diaza.

Edytowane przez Morison
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  396
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.05.2014
  • Status:  Offline

Tyron Woodley vs Kelvin Gastelum - widać było głoym okiem, że Młody nie doszedł do pełni sił po chorobie, mimo wielu starań "Chosen One" skutecznie go wypunktował, Kelvin potrafił się odgryźć, pokazał, że ma twardą szczękę - przyjął kilka na prawdę mocnych ciosów, a nie padł, gdyby był zdrowy w 100%, wynik mógłby pójść w drugą stronę (w punktacji też był jakiś bullshit, ale dokładnie nie pamiętam, jak typowali sędziowie).

 

Tyron Woodley pokonał Kelvin Gasteluma przez niejednogłośną decyzję (28-29, 29-28, 30-27)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline

Anderson Silva vs. Nick Diaz - Pomimo tych póz i pajacowania Diaz był ostrożny wobec Silvy. Nie miał tak naprawdę pomysłu jak ukąsić dysponującego większym zasięgiem rywala. Ale także Silva czuł respekt przed przeciwnikiem i zamiast ryzykować, to po prostu runda po rundzie konsekwentnie punktował Diaza (tylko jedna runda była w zasadzie wyrównana, a resztę wygrał Silva). Pająk kilka razy ładnie trafił rywala i mimo, że ani jeden ani drugi nie rzucili się do jakichś szaleńczych ataków, to pojedynek był całkiem, całkiem.

 

Tyron Woodley vs. Kelvin Gastelum - Chyba przyjemniejsze byłoby relacjonowanie jakiegoś meczu z zaplecza Ekstraklasy niż tej walki. Stójkowa młócka, w której przez dwie pierwsze rundy działo się niewiele. W końcówce panowie przyspieszyli, ale całościowego obrazu walki to nie uratowało.

 

Joe Lauzon vs. Al Iaquinta - W pierwszej rundzie minimalnie lepszy wydawał się Lauzon. Ale w drugiej rundzie Iaquinta pokazał kto tu rządzi. Ciekawie rozwiązał sprawę z finiszem tej walki. Pozwolił się podnieść posłanemu wcześniej na deski Lauzonowi, a następnie zdemolował go w stójce.

 

Thales Leites vs. Tim Boetsch - Przyznam, że ta walka najbardziej przypadła mi do gustu spośród wszystkich na tej gali (no może obok main eventu, który siłą rzeczy wzbudzał emocje). Brazylijczyk od samego początku szukał klinczów w nadziei, że sprowadzi Barbarzyńcę do parteru. Przeliczył się, bo Boetsch ładnie utrzymywał się na nogach, był groźny w stójce, a na koniec pierwszej rundy sam znalazł się w dominującej pozycji w parterze, gdzie zabrakło mu czasu na dokończenie rywala. W drugiej rundzie Leites znowu zaliczał wpierdol, ale już na glebie ładnie zyskał górną pozycję, ładnie wymsknął się z półgardy i na raty zdusił rywala trójkątem rękami. Tak się zastanawiam, czy wcześniej aby nie poleciał na deski specjalnie (tzn. nie garnął się, żeby utrzymać się w stójce chociaż mógł) chcąc skierować walkę do parteru (nawet mając na dzień dobry niekorzystną pozycję i kiepskie doświadczenie z pierwszej rundy) w nadziei, że coś tam uda się wyciągnąć.

 

Jordan Mein vs. Thiago Alves - Wyrówna pierwsza runda z ostatnim słowem należącym do Meina i szybka zmiana sytuacji już w drugiej rundzie. Silne kopnięcie na brzuch i grad ciosów przyniosły Alvesowi zwycięstwo.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 124
  • Reputacja:   163
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

1. John Lineker vs. Ian McCall - tak jak zawsze trzymam za Wujasem, tak kapitalnie zawalczył tu Lineker. John nie potrafił sobie poradzić z szybkością i zapasami McCall'a tylko w pierwszej rundzie. W dwóch kolejnych - świetnie bronił obaleń, albo łapał w Gilotynę, a w stójce trafiał raz za razem. Przez te rundy to Ian nie bardzo potrafił znaleźć sposób na metodycznie walczącego rywala, przez co umoczył to starcie.

Fajny motyw, kiedy na 20 sekund przed końcem, Lineker zaczął cieszyć michę i masować się po brzuchu. Ogólnie nie lubię takich wieśniackich zagrywek, ale tutaj było to świetnym spuentowaniem wcześniejszych wypowiedzi McCalla, który zarzucał przeciwnikowi jednopłaszczyznowość (polowanie na jednego cepa) oraz tuszę :wink:

 

2. Brunson vs. Herman - walka bez historii. Brunson trafia już na samym początku i szybko dobija rywala na glebie przez G&P. Finito.

 

3. Sara McMann vs. Miesha Tate - potwierdziło się stare porzekadło, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. Sara już na początku zafundowała Mieshy nokdaun po czym do końca rundy miała ją pod sobą, ale nie potrafiła dobić zranionej rywalki. W drugiej odsłonie Tate złapała wiatr w żagle i nieomal poddała Gilotyną rywalkę. Przez resztę rundy dominowała w parterze. Trzecia odsłona, to ładne obalenie McMann i jeszcze piękniejsze przetoczenie Mieshy, po którym już do końca rundy Tate dominowała przeciwniczkę na glebie.

McMann pokazała mocną stójkę, ale też to, że z pleców nadal niewiele potrafi, a jej zapasy nie są na tyle mocne, by łatwo przywracać starcie do stójki. Zasłużona wygrana Mieshy (29-28 było jak w mordę strzelił) i dla mnie spore zaskoczenie, bo stawiałem, że McMann dość łatwo (z jej zapasami i stójką) zdominuje trochę już wypaloną rywalkę (Miesha ostatnio formą nie błyszczała).

 

4. Tim Boetsch vs. Thales Leites - niezłe starcie, bo obaj co chwile mocno szli do przodu i wchodzili w ostre wymiany. Pierwszą rundę Boetsch skradł akcją pod sam koniec, gdzie mocno zranił rywala i zakończył rundę obijając Leitesa na glebie. W drugiej było podobnie, bo Barbarzyńca miał sporo mocnych trafień, ale po jednym z nich, Thales desperacko poszedł po obalenie, a na glebie ładnie wypracował trójkąta rękami i odklepał rywala.

Ogólnie byłem za Brazylijczykiem, ale nawet trochę szkoda mi się zrobiło Boczka, bo do momentu "trójkąta", wygrywał na kartach sędziowskich.

 

5. Thiago Alves vs. Jordan Mein - świetna walka i piękny powrót PitBulla z "dalekiej podróży". Mein zawalczył kapitalną pierwszą rundę, podejmując w stójce tak mocnego zawodnika MT i fundując mu wpierdol życia w tej płaszczyźnie. Alves kompletnie nie potrafił skrócić dystansu, a Młodziak rozbijał go tam za pomocą boksu i łokci. Kilka razy Thiago był na skraju "skończenia", ale udało mu się to jakoś przetrwać.

W drugiej odsłonie Mein poczuł sie zbyt pewnie, zaczął robić fikołki, a Alves szybciutko go skarcił za brak szacunku. Potężny kick na wątrobę i na glebie nie bardzo było co dobijać.

Szkoda Młodziaka, bo świetnie tu zawalczył, ale słusznie dostał po łapkach za utratę czujności i niedocenienie przeciwnika.

 

6. Al Iaquinta vs. Joe Lauzon - kolejne widowiskowe starcie, gdzie obaj panowie nie żałowali sobie wymian w stójce. Dziwię się tylko, że Lauzon częściej nie próbował tego ciągnąć w parter, bo Iaquinta ma na prawdę fajnie poukładaną stójkę i pomimo dość wyrównanej pierwszej rundy - w pionie, widać było że to Al bardziej panuje nad sytuacją.

Ładny finisz Iaquinty, który po zranieniu przeciwnika nie podpalił się, tylko metodycznie go wykończył. Iaquintę warto obserwować, bo koleś ma papiery (dość kompletny, młody zawodnik) na to, by coś więcej osiągnąć w tym sporcie.

 

7. Kelvin Gastelum vs. Tyron Woodley - obawiałem sie o Kelvina, bo chłopak lubi zawsze na ryj przyjąć, a z takim strikerem jak Woodley, to jak proszenie się o KO. Tu w drugiej odsłonie było podobnie i kilka razy nogi pod Gastelumem sie mocno ugięły. Poza tym - nudziarstwo, zachowawcze postawy i multum ciosów prujących powietrze. Rundy, poza drugą (dla Tyron'a), mocno wyrównane, tak więc wynik mógł pójść spokojnie w obie strony.

Szkoda Gasteluma, bo pewnie ta porażka mocno zastopuje jego "push" u Danki, a zawsze chłopakowi kibicuję.

 

8. Silva vs. Diaz - tak jak nienawidzę buraka Diaza i jego szopek w oktagonie, tak tym razem miałem prawdziwy ubaw patrząc jak traktuje wielkiego Spidera niczym pierwszego lepszego szczocha na treningu :D Bawiło mnie to tylko dlatego, że Silva nie raz w ten sam sposób ośmieszał swoich rywali (vide: Demian Maia), pokazując jaki to z niego bonzo. Nick robił sobie z Silvy permanentnie jajca, a ten ni chuja nie mógł mu jakoś bardziej zagrozić (choć na punkty to oczywiście wygrywał w każdej rundzie) i skończyć tego przed czasem. Przydała się taka lekcja pokory Spiderowi.

Silva wygrywa po mało ciekawej walce, gdzie nie potrafił ubić nietrzymającego gardy Diaza... Walka może i dupy nie urwała, ale ja miałem sadystyczna przyjemność kiedy oglądałem jak Spider łamie się psychicznie i całe jego ciało krzyczy "what the fuck??!!" :twisted:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  242
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  05.09.2011
  • Status:  Offline

Mam nadzieję, że Łysy nie da po takiej beznadziejnej walce title shota Silvie, bo to by był swoisty strzał w pysk takim zawodnikom jak Souza, Rockhold, Lyoto. Wiem, że mamy glinianego mistrza, który już 1,5 roku nie wychodzi do ringu z Vitorem, który już młodszy nie jest, a szkoda z przyjemnością zobaczyłbym jak Belford szokuje świat i zaraz przed 40 urodzinami wygrywa pas w jednej z najmocniej obsadzonych kategorii w UFC
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  692
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  02.06.2007
  • Status:  Offline

Silva vs. Diaz - tak jak nienawidzę buraka Diaza i jego szopek w oktagonie, tak tym razem miałem prawdziwy ubaw patrząc jak traktuje wielkiego Spidera niczym pierwszego lepszego szczocha na treningu :D Bawiło mnie to tylko dlatego, że Silva nie raz w ten sam sposób ośmieszał swoich rywali (vide: Demian Maia), pokazując jaki to z niego bonzo. Nick robił sobie z Silvy permanentnie jajca, a ten ni chuja nie mógł mu jakoś bardziej zagrozić (choć na punkty to oczywiście wygrywał w każdej rundzie) i skończyć tego przed czasem. Przydała się taka lekcja pokory Spiderowi.

Silva wygrywa po mało ciekawej walce, gdzie nie potrafił ubić nietrzymającego gardy Diaza... Walka może i dupy nie urwała, ale ja miałem sadystyczna przyjemność kiedy oglądałem jak Spider łamie się psychicznie i całe jego ciało krzyczy "what the fuck??!!" :twisted:

 

 

Eeee? Przecież Diaz nic nie pokazał poza pajacowaniem. Może i nie jestem obiektywny, bo jestem fanem Spidera, ale widziałem to inaczej. Silva nie zwolnił nawet odrobinę przez 5 rund. Rozpruł ryja Diazowi. A że nie skończył go przed czasem? Myślę, że bardziej chodziło o to, że musiał przełamać się psychicznie. No i "sprawdzał" nogę. Tu nie było mowy, by nawet próbować skończyć Diaza przed czasem, bo i nie takie były założenia. Inna sprawa, że ta walka była dla Silvy sparingiem, po to, żeby mógł ponownie wskoczyć na konia. Diaz nawet nie próbował tego wygrać. Pytanie, co dalej dla Silvy? Czy dostanie teraz poważnego przeciwnika czy raczej będzie po prostu sprzedawał kolejne PPV, ale nie ruszy już nigdy w pogoń za pasem?

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 124
  • Reputacja:   163
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Eeee? Przecież Diaz nic nie pokazał poza pajacowaniem. Może i nie jestem obiektywny, bo jestem fanem Spidera, ale widziałem to inaczej. Silva nie zwolnił nawet odrobinę przez 5 rund. Rozpruł ryja Diazowi. A że nie skończył go przed czasem? Myślę, że bardziej chodziło o to, że musiał przełamać się psychicznie.

 

A jednak Diaz, pomimo walki na totalnej wyjebce, potrafił nawciskać Spiderowi z kontry, co ewidentnie musiało ukłuć jego ego. I nie kupuję tego, że "Silva nie zakładał nokautowania Diaza". To tak jakby iść na randkę z napaloną laską i zakładać, że "nie mam zamiaru bzykać" :D Każdy z zawodników planuje i próbuje skończyć starcie przed czasem, ale nie każdemu to wychodzi. Silvie nie pykło, bo Diaz ma betonową szczenę i kiedy Pająk za mocno się napalał, ten potrafił go ostudzić kontrami.

I przełamywać się psychicznie to by mógł gdyby dostał do walki kogoś z TOP5 swojej dywizji, a nie wypalonego Diaza.

Nie znoszę Diaza, ale skoro on nic nie pokazał, to czemu Wielki Spider nie potrafił znokautować gościa, który nawet gardy nie trzymał i wcale nie unikał z nim wymian?

 

Jeżeli Spider dostanie za tą wygraną title shota to będzie śmiech na sali. Anderson miał już swój rewanż z Weidmanem. Teraz powinien po prostu "ustawić się w kolejce" i sobie wywalczyć ponowne starcie o pas.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  3 709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.10.2010
  • Status:  Offline

Jak się okazuje main event tej gali nie był zbyt "czysty" Ciekawe czy wyjdzie z tego podwójne DQ, czy uznają że maryśka wykryta u Diaza mogła mieć mniejszy wpływ na walkę niż koksy wykryte u Silvy? :grin:

http://www.mmanews.com/anderson-silva-tests-positive-steroids-nick-diaz-marijuana/

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  104
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.01.2014
  • Status:  Offline

Nie no Diaz to ogromne zaskoczenie :lol:

 

Ale beka. Swoją drogą Jones wciąga kreski i jest git, a pewnie Diaza to zawieszą :P

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline

Ciekawe co teraz. Jednodniowy odwyk i nawrócenie jak u Jonesa? ;) Swoją drogą - wielkie mi halo, przynajmniej jeżeli chodzi o Diaza. Lubi sobie zapalić chłopina od czasu do czasu i tyle. Who cares?
Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Ciekawe co teraz. Jednodniowy odwyk i nawrócenie jak u Jonesa? ;) Swoją drogą - wielkie mi halo, przynajmniej jeżeli chodzi o Diaza. Lubi sobie zapalić chłopina od czasu do czasu i tyle. Who cares?

 

Komisja cares. Diaz postąpił nieroztropnie paląc w okresie "trwania zawodów" czyli 12 h przed i po gali. Gdyby zrobił to za podaną ramą czasową, to skończyłoby się tylko na karze od UFC, a NSAC nic by mu nie zrobiło.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach


  • Posty:  10 124
  • Reputacja:   163
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows

Tak jak pisze Vaclav. Tym bardziej, że Nick to recydywista w tej materii i pokazując jak bardzo ma wyjebane na reguły panujące w UFC, sam się prosi żeby Łysy podziękował mu za współpracę. Chłopina ma już chyba zdrowo zryty beret przez tą Marię Juanę.

Poza tym - Jones to poster boy Danki, a więc UFC stanie na jajcach żeby mu ocalić dupsko. Diaz to typowa czarna owca w "rodzinie", a więc nikt tam się nie będzie wyginał żeby go ratować przed gniewem komisji.

 

Swoją drogą, zajebiste jest to, że o wtopie dopingowej wiedziano już na tyle wcześniej żeby móc odwołać tą walkę, ale nikt nie chciał sobie finansowo strzelać w kolano i puścili main event... To dopiero hipokryzja. Niby potępiają koks, ale puścili umoczonych zawodników żeby im natrzepali jeszcze kasy i uratowali PPV.

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Najnowsze posty

    • KyRenLo
      Monday Night RAW: Ooo. Wow. Fajnie. Pozytywnie zaskoczyli z tym powrotem. Monday Night Rollins. Był też Priest, a później zaakceptowanie walki. Waleczka Seth vs Damian na Money in the Bank. Nie spodziewałem się powrotu/Nie spodziewałem się, że Damian zawalczy na tej gali, więc tym większe me zadowolenie. Bardzo miły początek czerwonej tygodniówki. Nie mam pojęcia, kto wygra walkę, ale już mocno czekam. Pearce ma idealnego rywala dla Gable. Oho to będzie Chad podkładany. Braun vs Chad: Walka się odbyła. Chad oczywiście przewalił. No nic trzeba to jakoś przeboleć pod warunkiem, że jego czas jeszcze nadejdzie. Po starciu Chad zaczepia Tozawę, którego chce bronić Maxxine. Wyproszona z ringu, a Tozawa dostaje plaskuna. Otis się zdenerwował i popchnął swojego lidera. I tyle? Kurde, spodziewałem się chyba czegoś więcej, ale ok nie ma co narzekać. Chad chyba został już sam. Zobaczymy, kiedy bracia i Ivy zostaną do niego doklejeni. O Last Monday. Nawet nie widziałem, co się działo tam. Spoko, że WWE postanowiło to pokazać. O kurczaki, ale fajne to było. Się Pat nieźle nakręcił. Finn wygra walizkę i zostanie mistrzem. Oczywiście pójdzie na Kodeusza. Były śmieszki. Fajny smaczek. Dominik zagubił swoją kamizelkę. Pewno Morgan będzie w niej latać. No no Carlito elegancko tu wypadł. Bardzo dobre minuty. Iyo vs Kiana vs Zelina: Kiana w akcji. Wygrać pewnie nie wygra, ale spoko. Jeżeli chodzi o samą walkę, to mi się podobała. Iyo oczywiście wygrała. Pojawiła się Morgan ubrana w Dominika i Zelina się rozkojarzyła. James odliczona, no ale wygląda na to, że Zelina idzie na Liv, więc nie wypadało jej tutaj przypinać. Iyo pewnie znowu walizki nie wygra, ale poziom walki podniesie na bank. Ten śmiech Morgan jest miły dla ucha. Ricochet w karetce. No to trochę straciłem, nie oglądając ostatniego RAW. Szkoda, że odchodzi. Lubiłem oglądać jego walki. Jackie z nowymi mistrzyniami. Isla ładna. Stark i Baszler idą po pasy. Oby nie. Carlito vs Dragon Lee: Starcie jakieś wyjątkowe nie było, chociaż Dragon się starał. Morgan zabawiła się w swoje gierki i przyleciała Zelina. Tak to będzie jej następna rywalka. Dom załatwił jakiegoś jobbera, a później Rey dał mu parę razy po głowie. Mam nadzieję, że przed końcem kariery nie zapomni się podłożyć dla syna na jakiejś ważnej gali. Carlito z pomocą JD wygrał. Walka nie porwała, ale wszystko dookoła było spoko. Otis się pakuje, i to jest koniec. Otis/Tozawa/Maxxine wychodzą. Chad jest sam i chce wygrać walizkę. Zobaczymy. Drew wchodzi i zaraz wychodzi. Na Smackdown Punk dostanie w głowę? Się zobaczy. Dakota i Kairi przejebały w jakieś dwie minuty walkę. Serduszko moje zabolało mocno. Pierwszy duży minus tego eleganckiego RAW. Walkę Sheamus vs Bron przerwał Kaiser, który zaatakował tego pierwszego. W sumie na Clash at the Castle mogli zrobić Street Fight, czy coś. Dominik w poszukiwaniu swojej własności. Jest i Morgan przywołująca Dominika paluszkiem. Nawet mistrz krzyknął sobie. Ostatecznie Dominik odzyskał swoją rzecz. Ripley jeszcze nawet nie ma, a to już ogląda się świetnie. Muszę mocno pochwalić Liv. Od czasu zostania mistrzynią fajną robotę robi. Oby tak dalej. Punk będzie na Smackdown. Ciekawe, czy Drew także. Przyszły zwycięzca walizki Jey Uso robi show przed walką. Jey vs Rey vs Finn: Kurwa. Finn nie tylko przegrał, ale nawet został odliczony. Kurde, smutne to. Odkładając na bok sympatię do Balora to uważam, iż pojedynek na koniec RAW był na bardzo dobrym poziomie. Trochę to trwało, ale ekipa Wujaszka się wreszcie pojawiła. Nie będę ściemniał klimat zajebisty był. Czekam na więcej. Powrót do oglądania tygodniówek od WWE uważam za mega udany. Świetny odcinek czerwonej tygodniówki.  
    • Grins
      Tak jak się bałem powrotu Howdy'ego że to nie jest za najlepszy pomysł i ogólnie debiut tej nowej stajni do tego z taką ekipą którą podawali w sieci, to tak teraz cofam te słowa, co za kurwa debiut... Mam wrażenie że to był jeden z najlepszych debiutów od lat jeśli chodzi o stajnie, ja jako fan horrorów jestem na prawdę pozytywnie zaskoczony i wiem że sam Bray po drugiej stronie również się uśmiecha widząc to co się stało na wczorajszym RAW, jak na powrót i debiut nowej stajni Bo Dallas zdał test oby był również tak genialnym liderem jak Bray, chociaż na samym końcu poczułem chwilowo jakby to właśnie Bray przemówił przez niego, ten nieco podobny głos, taka prawda że cząstka jego brata zawsze w nim była i zawsze w nim będzie i stanowczo będzie nam o tym przypominał, że Bray dalej z nami jest... Ogólnie wracając do kostiumów, nie no kostium Lumisa to wgniata totalnie w ziemię najbardziej mi się podoba, mogę śmiało stwierdzić że ten kostium przebija Fienda i wszelkie mroczne postacie które debiutowało w WWE i widząc po Lumisie jak zmierzał za Howdy'm czuje się w tej roli idealnie, kolejny kostium do Nikki Cross co tu się odjebało O.o The Ring na żywo?! Na prawdę przerażający kostium, jak ona postanowi się rzucić na jakiś pas pań to taka Morgan to się zesra na jej widok, mocarna charakterystyka z nawiązaniem właśnie do The Ring... Rowan też dostał jeden z najlepszy kostiumów, właśnie to jego w roli królika najbardziej sobie wyobrażałem, idealnie wpasowuje się w tą postać i również jest mega przerażający, jest i również młot co jest nawiązaniem do jego tag teamu z Harperem i oddaniem mu hołdu! No i mamy debiutanta z NXT Joe Gacy jako Husky! No lepszego kandydata do tej roli nie mogłem sobie wyobrazić, jestem fanem Gacy'ego szczerzę mówiąc i tylko czekałem aż będzie powiązany z Wyattem, szkoda że tak się nie stało za jego życia, ale teraz również ma szanse się wykazać, zajebiście się prezentuje w tej masce i też jest mega odrażający  Patrząc na gmmicki Undertakera, Kane, Fienda to te postacie są o wiele bardziej creepy i chyba żadna stajnia nie budziła tyle grozy od lat jak ta, oby ich mocarnie rozpisali tak jak to było w przypadku Fienda, ale patrząc na to co się stało to będą nieść chaos i rozpierdol! Co mi się bardzo podoba, na backstage'u oberwał Gabel i Strowman z tego co można zauważyć, ale coś mi się zdaje że to się nie na nich skończy. RAW ogólnie bardzo fajne, chyba jedno z najlepszych w tym roku  
    • -Raven-
      Podpowiedź: młody obiecał komuś swoje ostatnie życzenie, ale coś się wydarzyło i bardzo chciał je wykorzystać do czegoś innego.
    • Attitude
      CM Punk w materiałach promocyjnych jest zapowiadany na najbliższy epizod SmackDown. Nie jest to przypadek, bowiem w piątek niebieska tygodniówk zagości w Chicago. Co ciekawe, wcześniej Punk ma spotkać się z lekarzami i przejść najnowsze badania. Być może przyśpieszy zatem temat jego powrotu na ring i tym samym rywalizacja z Drew McIntyre'em. Tymczasem za tydzień SD zagości w legendarnej arenie Madison Square Garden, więc możemy spodziewać się wszystkich najważniejszych postaci niebieskiego brandu. W tym obecny ma być US Champion, Logan Paul. A tak przynajmniej wynika z informacji PWInsider. Natomiast dzisiaj w nocy dojdzie do kolejnego Raw, które już w pełni skupi się na najbliższym Money in the Bank. Dojdzie do pierwszych walk kwalifikacyjnych. Póki co nie znamy zestawień, choć być może WWE ogłosi je tuż przed show. Aktualna zapowiedź: * Money in the Bank Qualifying Matches: Competitors TBA * Karrion Kross vs. Xavier Woods * Carlito vs. Dragon LeePrzeczytaj wpis na portalu Wrestling.pl
    • KPWrestling
      Jeśli podobała Wam się gala na Pyrkonie i chcecie więcej, zapraszamy na najważniejsze wrestlingowe wydarzenie roku – KPW Godzina Zero 2024! 7 września, Gdynia. Sprzedaż biletów rusza już niebawem! A jeśli sami chcielibyście spróbować swoich sił w ringu i przeżyć przygodę życia, zapraszamy na Wrestlingowy obóz letni KPW 2024. Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...