Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

UFC 183: Silva vs Diaz


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Rozpoczęcie: 2015-01-31 23:00

Miejsce: Las Vegas, Nevada, USA

 

Walka wieczoru.

 

185 lbs.: Anderson Silva (33-6) vs. Nick Diaz (26-9)

 

Karta główna.

 

170 lbs.: Tyron Woodley (14-3) vs. Kelvin Gastelum (10-0)

155 lbs.: Joe Lauzon (24-9) vs. Al Iaquinta (10-3-1)

185 lbs.: Thales Leites (24-4) vs. Tim Boetsch (18-7)

170 lbs.: Jordan Mein (29-9) vs. Thiago Alves (20-9)

 

Pozostałe.

 

135 lbs.: Miesha Tate (15-5) vs. Sara McMann (8-1)

185 lbs.: Derek Brunson (12-3) vs. Ed Herman (22-10)

125 lbs.: John Lineker (24-7) vs. Ian McCall (13-4-1)

185 lbs.: Tom Watson (17-7) vs. Rafael Natal (18-6-1)

 

Pozostałe (UFC Fight Pass).

 

145 lbs.: Diego Brandao (18-10) vs. Jim Hettes (11-2)

185 lbs.: Ildemar Alcantara (20-7) vs. Richardson Moreira (7-2)

185 lbs.: Thiago "Marreta" Santos (9-3) vs. Andy Enz (7-2)

 

Anderson Silva Last 3: L - Chris Weidman ; L - Chris Weidman ; W - Stephan Bonnar

Nick Diaz Last 3: L - GSP ; L - Carlos Condit ; W - B.J. Penn

 

Dwa wielkie nazwiska wracają po dwóch porażkach, ale to nikogo nie trapi. Padają tylko pytania, w jakiej będą formie. Jeśli porażki z Weidmanem to oznaka starości Pająka, to i Diaz ma szansę na taki sam upset. Jeśli to tylko słabość do jednego zapaśnika, to umiejętności Silvy powinny kręcić bezradnym Nickiem. Ciężko się nie jarać tą walką. Zwycięzca dostanie Weidmana - trochę jak The Rock, wracający i od razu na szczyt karty :wink:

 

Tyron Woodley Last 3: W - Dong Hyun Kim ; L - Rory MacDonald ; W - Carlos Condit

Kelvin Gastelum Last 3: W - Jake Ellenberger ; W - Nicholas Musoke ; W - Rick Story

 

Jake Ellenberger był gatekeeperem. Teraz Gastelum wpadł do morza grubych ryb. Teraz musi udowodnić ile faktycznie jest wart. Jak dla mnie, to podobni do siebie zawodnicy. Może być wyrównana walka. Gastelum musi być jednak nieustępliwy, atakując Tyrona na całym dystansie. Musi wywierać presje, bo jak odda mu trochę pola, to nie skończy się to dla niego najlepiej. Woodley to bestia.

 

Thales Leites Last 3: W - Francis Carmont ; W - Trevor Smith ; W - Ed Herman

Tim Boetsch Last 3: W - Brad Tavares ; L - Luke Rockhold ; W - C.B. Dollaway

 

Thales zaliczył świetny powrót do UFC. Już z Carmontem udowodnił, że to jego miejsce. Z Timem to przypieczętuje. To może być historia a'la Anthony Johnson, gdzie powracający fighter idzie w górę drabinki niczym burza. Brazlijczyk jest mniej przebojowy, tak szybkiego skoku nie zaliczy, ale dostaje coraz lepsze walki. Za Boetschem stoją już tylko dobre nazwiska. Zwycięstwa z nimi nakręcą dyskusje o title-shocie.

 

Poza tym, świetna karta - po prostu. Jeśli czas by pozwolił, to spokojnie mógłbym ją oglądać od trzeciej walki, gdzie już same dobre nazwiska wchodzą do octagonu. Jest świetnie zapowiadająca się walka pań, jest dynamiczny Pitbull Alves i powracający na zwycięską ścieżkę Lauzon z Iaquintą - oby poskręcał w parterze pogromcę Hallmana.

50608915156a3743c1fa34.jpg

  • Odpowiedzi 14
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • -Raven-

    3

  • N!KO

    2

  • Ghostwriter

    2

  • Kowal

    2

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.10.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Anderson Silva vs Nick Diaz Reakcja Silvy po wygranej pokazuje, po jak ciężkiej kontuzji wrócił. Szybko ten czas leci, wydawało mi się że Anderson złamał nogę niedawno, a to już dobrze ponad rok temu. Silva wrócił w dobrej formie, a Diaz postawił mu ciężkie warunki i może nie był to wyrównany pojedynek, ale udało się Diazowi kilka razy trafić Andersona. W pierwszych rundach Nick starał się wyprowadzić rywala z równowagi prowokując go trochę, ale po drugiej rundzie chyba już zorientował się, że niewiele mu to daje i potem walczył już normalnie. Nie było jakiejś bardziej wyróżniającej się rundy, wszystkie były toczone w podobnym tempie, cały czas w stójce, ale te pięć rund zleciało całkiem szybko.

 

Joe Lauzon vs Al Iaquinta Joe chyba już dość długo przed zakończeniem walki nie miał pełnego kontaktu z rzeczywistością. Pokazał że ma mocną głowę stojąc dalej na nogach, choć przyjmował ciosy w głowę jeden za drugim. Ciekawe ile jeszcze by wytrzymał, gdyby sędzia tego nie skończył w tamtym momencie. Wcześniejsza część walki również ciekawa, było kilka wymian ciosów, ale i tak pewnie zapamiętam tą walkę głównie ze względu na drugą rundę.

28054889252fa02dfba372.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Jordan Mein (29-10) vs. Thiago Alves (21-9) – Mein mi się strasznie podobał w pierwszej rundzie. Bardzo agresywnie podszedł do walki, korzystał z zasięgu, zaskakiwał. Bardzo dobry stójkowicz, jakim jest Alves był bezradny. W drugiej spodziewałem się powtórki z rozrywki i finału, ale nie w tę stronę. Thiago trafił, niczym Alistair Brocka, a Jordan nie miał czym oddychać. Później wypada tylko docenić instykt killera, gdzie Herb miał problem, żeby go oderwać.

 

Thales Leites (25-4) vs. Tim Boetsch (18-8) – Fajny pojedynek, który mógł iść w każdą stone. Barbarzyńca szarżował, ale Brazylijczyk wcale nie ziewał, nie pozostając dłużnym, wyprowadzając niezłe kombinacje. Jak już poszło w parter, to zwycięzca mógł być jeden. Szkoda, bo jak nigdy chciałem trzech rund. Boetsch musiał być już mocno padnięty. Za pierwszym razem udało mu się wyrwać, potem zabrakło mocy i dość szybko odpłynął. Leites pnie się w górę.

 

Joe Lauzon (24-10) vs. Al Iaquinta (11-3-1) – Lauzon pokazał serducho. Dobrze jednak, że sędzia to przerwał, bo światło się paliło, ale w domu już spali. Liczylem, że Joe pociśnie Ala, którego kojarze jako nudnego fightera. Teraz błysnął, pewnie następna walka dojdzie do decyzji sędziów... Lauzon coraz mniej warty w UFC. Coraz rzadziej w parterze, coraz częśćiej w stójce. Czas najwyższy wrócić do tego, co mu wychodzi. Wirtuozem boksu już nie będzie.

 

Tyron Woodley (15-3) vs. Kelvin Gastelum (10-1) – Tak jak poprzednie walki były dynamiczne i efektowne, tutaj praktycznie się nie bili. Niby z wzajemnym szacunkiem, ale jeśli już UFC musi dawać statystkę kontroli środka octagonu, to wiedz, że jesteś nudny. Zwycięzcą nie powinien być nikt. Jeśli musiałbym wybierać, to wiadomo, że Woodley zrobił więcej. Gastelum dał dupy tak na walce, jak i przed nią – nie zrobił wagi i wcale nie sprawiał wrażenia jakby się starał.

 

Anderson Silva (34-6) vs. Nick Diaz (26-10) – Nawet jak się nic nie działo, to fajnie się to oglądało. Dwaj wielcy fighterzy wracający do octagonu. Po cichu liczyłem na Diaza, ale nawet w jego stójce Anderson go garował prostymi. Pajacowanie Nicka dało sporo rozrywki. Silva nie dał się wyprowadzić z równowagi i punktował po swojemu. Raczej bym go nie wysyłała na Weidmana. Dajcie mu jeszcze jedną walkę – może o tymaczasowy pas z Belfortem, skoro Chris znowu kontuzjowany.

 

W kategorii muszej widzę rozbicie złotej czwórki, która jak przegrywała, to między sobą :wink:

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  2 028
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.12.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jordan Mein vs Thiago Alves - dynamiczny pojedynek, gdzie niemal jasne było, że nie dotrwa on do końca, obaj panowie mieli swoje momenty, prędzej spodziewałem się TKO w wykonaniu Meina, trzeba jednak oddać Alvesowi, że świetnie wykorzystał swoją szansę.

 

Thales Leites vs Tim Boetsch - "talerz" zgodnie z przewidywaniami dosyć łatwo przedzierał się przez gardę rywala, ale Tim również zanotował kilka soczytstyc ciosów (co bardzo mnie dziwiło, gdyż byłem przekonany, że przewaga tego pierwszego będzie tak duża, jak na papierze), Boetsch, mimo porażki przez poddanie pozytywnie mnie zaskoczył, a na myśl o serii wygranych Leitesa bardziej zastanawia mnie "kto go uwali" niż "czy dotrze do walki o pas".

 

Joe Lauzon vs Al Iaquinta - szczerze mowiąc, to z tej walki zapamiętałem jedynie końcówkę, gdzie Al robił wszystko, co mógł, a Joe za cholerę nie chciał paść na deski. Po cichu liczyłem na Lauzona, ale to jednak Iauinta zrobił kolejny krok w hierarchii swojej kategorii.

 

Tyron Woodley vs Kelvin Gastelum - widać było głoym okiem, że Młody nie doszedł do pełni sił po chorobie, mimo wielu starań "Chosen One" skutecznie go wypunktował, Kelvin potrafił się odgryźć, pokazał, że ma twardą szczękę - przyjął kilka na prawdę mocnych ciosów, a nie padł, gdyby był zdrowy w 100%, wynik mógłby pójść w drugą stronę (w punktacji też był jakiś bullshit, ale dokładnie nie pamiętam, jak typowali sędziowie).

Dzięki krk37pl, właśnie to 30-27 mi się nie podobało :)

 

Anderson Silva vs Nick Diaz - no jak można nie lubić El Djablo :twisted: Na ważeniu zobaczyliśmy najgrzeczniejszego Diaza w historii, więc było pewne, że podczas walki trochę popajacuje i muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało, bo po drugiej stronie stanął najbardziej wyrachowany Silva ever - pełna garda, ograniczone low kicki, widać było spięcie, a zachowanie Nicka nie ułatwiało Andersonowi zadania - myślałem, że po powrocie będzie cienki jak "sik Pajonka", ale pokazał, że wielu rzeczy po prostu nie da się zapomnieć, panowie dali przyzwoite show na niezłym poziomie sportowym, przynajmniej jedną rundę każdy sędzia powinien zapunktować na korzyść Diaza.

Edytowane przez Morison
Rocznikowo miała 15

13616784565a4bd060e41e5.jpg


  • Posty:  396
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.05.2014
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Tyron Woodley vs Kelvin Gastelum - widać było głoym okiem, że Młody nie doszedł do pełni sił po chorobie, mimo wielu starań "Chosen One" skutecznie go wypunktował, Kelvin potrafił się odgryźć, pokazał, że ma twardą szczękę - przyjął kilka na prawdę mocnych ciosów, a nie padł, gdyby był zdrowy w 100%, wynik mógłby pójść w drugą stronę (w punktacji też był jakiś bullshit, ale dokładnie nie pamiętam, jak typowali sędziowie).

 

Tyron Woodley pokonał Kelvin Gasteluma przez niejednogłośną decyzję (28-29, 29-28, 30-27)


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Anderson Silva vs. Nick Diaz - Pomimo tych póz i pajacowania Diaz był ostrożny wobec Silvy. Nie miał tak naprawdę pomysłu jak ukąsić dysponującego większym zasięgiem rywala. Ale także Silva czuł respekt przed przeciwnikiem i zamiast ryzykować, to po prostu runda po rundzie konsekwentnie punktował Diaza (tylko jedna runda była w zasadzie wyrównana, a resztę wygrał Silva). Pająk kilka razy ładnie trafił rywala i mimo, że ani jeden ani drugi nie rzucili się do jakichś szaleńczych ataków, to pojedynek był całkiem, całkiem.

 

Tyron Woodley vs. Kelvin Gastelum - Chyba przyjemniejsze byłoby relacjonowanie jakiegoś meczu z zaplecza Ekstraklasy niż tej walki. Stójkowa młócka, w której przez dwie pierwsze rundy działo się niewiele. W końcówce panowie przyspieszyli, ale całościowego obrazu walki to nie uratowało.

 

Joe Lauzon vs. Al Iaquinta - W pierwszej rundzie minimalnie lepszy wydawał się Lauzon. Ale w drugiej rundzie Iaquinta pokazał kto tu rządzi. Ciekawie rozwiązał sprawę z finiszem tej walki. Pozwolił się podnieść posłanemu wcześniej na deski Lauzonowi, a następnie zdemolował go w stójce.

 

Thales Leites vs. Tim Boetsch - Przyznam, że ta walka najbardziej przypadła mi do gustu spośród wszystkich na tej gali (no może obok main eventu, który siłą rzeczy wzbudzał emocje). Brazylijczyk od samego początku szukał klinczów w nadziei, że sprowadzi Barbarzyńcę do parteru. Przeliczył się, bo Boetsch ładnie utrzymywał się na nogach, był groźny w stójce, a na koniec pierwszej rundy sam znalazł się w dominującej pozycji w parterze, gdzie zabrakło mu czasu na dokończenie rywala. W drugiej rundzie Leites znowu zaliczał wpierdol, ale już na glebie ładnie zyskał górną pozycję, ładnie wymsknął się z półgardy i na raty zdusił rywala trójkątem rękami. Tak się zastanawiam, czy wcześniej aby nie poleciał na deski specjalnie (tzn. nie garnął się, żeby utrzymać się w stójce chociaż mógł) chcąc skierować walkę do parteru (nawet mając na dzień dobry niekorzystną pozycję i kiepskie doświadczenie z pierwszej rundy) w nadziei, że coś tam uda się wyciągnąć.

 

Jordan Mein vs. Thiago Alves - Wyrówna pierwsza runda z ostatnim słowem należącym do Meina i szybka zmiana sytuacji już w drugiej rundzie. Silne kopnięcie na brzuch i grad ciosów przyniosły Alvesowi zwycięstwo.

14453752125651e0a536c69.jpg


  • Posty:  10 377
  • Reputacja:   402
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

1. John Lineker vs. Ian McCall - tak jak zawsze trzymam za Wujasem, tak kapitalnie zawalczył tu Lineker. John nie potrafił sobie poradzić z szybkością i zapasami McCall'a tylko w pierwszej rundzie. W dwóch kolejnych - świetnie bronił obaleń, albo łapał w Gilotynę, a w stójce trafiał raz za razem. Przez te rundy to Ian nie bardzo potrafił znaleźć sposób na metodycznie walczącego rywala, przez co umoczył to starcie.

Fajny motyw, kiedy na 20 sekund przed końcem, Lineker zaczął cieszyć michę i masować się po brzuchu. Ogólnie nie lubię takich wieśniackich zagrywek, ale tutaj było to świetnym spuentowaniem wcześniejszych wypowiedzi McCalla, który zarzucał przeciwnikowi jednopłaszczyznowość (polowanie na jednego cepa) oraz tuszę :wink:

 

2. Brunson vs. Herman - walka bez historii. Brunson trafia już na samym początku i szybko dobija rywala na glebie przez G&P. Finito.

 

3. Sara McMann vs. Miesha Tate - potwierdziło się stare porzekadło, że niewykorzystane okazje lubią się mścić. Sara już na początku zafundowała Mieshy nokdaun po czym do końca rundy miała ją pod sobą, ale nie potrafiła dobić zranionej rywalki. W drugiej odsłonie Tate złapała wiatr w żagle i nieomal poddała Gilotyną rywalkę. Przez resztę rundy dominowała w parterze. Trzecia odsłona, to ładne obalenie McMann i jeszcze piękniejsze przetoczenie Mieshy, po którym już do końca rundy Tate dominowała przeciwniczkę na glebie.

McMann pokazała mocną stójkę, ale też to, że z pleców nadal niewiele potrafi, a jej zapasy nie są na tyle mocne, by łatwo przywracać starcie do stójki. Zasłużona wygrana Mieshy (29-28 było jak w mordę strzelił) i dla mnie spore zaskoczenie, bo stawiałem, że McMann dość łatwo (z jej zapasami i stójką) zdominuje trochę już wypaloną rywalkę (Miesha ostatnio formą nie błyszczała).

 

4. Tim Boetsch vs. Thales Leites - niezłe starcie, bo obaj co chwile mocno szli do przodu i wchodzili w ostre wymiany. Pierwszą rundę Boetsch skradł akcją pod sam koniec, gdzie mocno zranił rywala i zakończył rundę obijając Leitesa na glebie. W drugiej było podobnie, bo Barbarzyńca miał sporo mocnych trafień, ale po jednym z nich, Thales desperacko poszedł po obalenie, a na glebie ładnie wypracował trójkąta rękami i odklepał rywala.

Ogólnie byłem za Brazylijczykiem, ale nawet trochę szkoda mi się zrobiło Boczka, bo do momentu "trójkąta", wygrywał na kartach sędziowskich.

 

5. Thiago Alves vs. Jordan Mein - świetna walka i piękny powrót PitBulla z "dalekiej podróży". Mein zawalczył kapitalną pierwszą rundę, podejmując w stójce tak mocnego zawodnika MT i fundując mu wpierdol życia w tej płaszczyźnie. Alves kompletnie nie potrafił skrócić dystansu, a Młodziak rozbijał go tam za pomocą boksu i łokci. Kilka razy Thiago był na skraju "skończenia", ale udało mu się to jakoś przetrwać.

W drugiej odsłonie Mein poczuł sie zbyt pewnie, zaczął robić fikołki, a Alves szybciutko go skarcił za brak szacunku. Potężny kick na wątrobę i na glebie nie bardzo było co dobijać.

Szkoda Młodziaka, bo świetnie tu zawalczył, ale słusznie dostał po łapkach za utratę czujności i niedocenienie przeciwnika.

 

6. Al Iaquinta vs. Joe Lauzon - kolejne widowiskowe starcie, gdzie obaj panowie nie żałowali sobie wymian w stójce. Dziwię się tylko, że Lauzon częściej nie próbował tego ciągnąć w parter, bo Iaquinta ma na prawdę fajnie poukładaną stójkę i pomimo dość wyrównanej pierwszej rundy - w pionie, widać było że to Al bardziej panuje nad sytuacją.

Ładny finisz Iaquinty, który po zranieniu przeciwnika nie podpalił się, tylko metodycznie go wykończył. Iaquintę warto obserwować, bo koleś ma papiery (dość kompletny, młody zawodnik) na to, by coś więcej osiągnąć w tym sporcie.

 

7. Kelvin Gastelum vs. Tyron Woodley - obawiałem sie o Kelvina, bo chłopak lubi zawsze na ryj przyjąć, a z takim strikerem jak Woodley, to jak proszenie się o KO. Tu w drugiej odsłonie było podobnie i kilka razy nogi pod Gastelumem sie mocno ugięły. Poza tym - nudziarstwo, zachowawcze postawy i multum ciosów prujących powietrze. Rundy, poza drugą (dla Tyron'a), mocno wyrównane, tak więc wynik mógł pójść spokojnie w obie strony.

Szkoda Gasteluma, bo pewnie ta porażka mocno zastopuje jego "push" u Danki, a zawsze chłopakowi kibicuję.

 

8. Silva vs. Diaz - tak jak nienawidzę buraka Diaza i jego szopek w oktagonie, tak tym razem miałem prawdziwy ubaw patrząc jak traktuje wielkiego Spidera niczym pierwszego lepszego szczocha na treningu :D Bawiło mnie to tylko dlatego, że Silva nie raz w ten sam sposób ośmieszał swoich rywali (vide: Demian Maia), pokazując jaki to z niego bonzo. Nick robił sobie z Silvy permanentnie jajca, a ten ni chuja nie mógł mu jakoś bardziej zagrozić (choć na punkty to oczywiście wygrywał w każdej rundzie) i skończyć tego przed czasem. Przydała się taka lekcja pokory Spiderowi.

Silva wygrywa po mało ciekawej walce, gdzie nie potrafił ubić nietrzymającego gardy Diaza... Walka może i dupy nie urwała, ale ja miałem sadystyczna przyjemność kiedy oglądałem jak Spider łamie się psychicznie i całe jego ciało krzyczy "what the fuck??!!" :twisted:

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  242
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  05.09.2011
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Mam nadzieję, że Łysy nie da po takiej beznadziejnej walce title shota Silvie, bo to by był swoisty strzał w pysk takim zawodnikom jak Souza, Rockhold, Lyoto. Wiem, że mamy glinianego mistrza, który już 1,5 roku nie wychodzi do ringu z Vitorem, który już młodszy nie jest, a szkoda z przyjemnością zobaczyłbym jak Belford szokuje świat i zaraz przed 40 urodzinami wygrywa pas w jednej z najmocniej obsadzonych kategorii w UFC

  • Posty:  692
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  02.06.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Silva vs. Diaz - tak jak nienawidzę buraka Diaza i jego szopek w oktagonie, tak tym razem miałem prawdziwy ubaw patrząc jak traktuje wielkiego Spidera niczym pierwszego lepszego szczocha na treningu :D Bawiło mnie to tylko dlatego, że Silva nie raz w ten sam sposób ośmieszał swoich rywali (vide: Demian Maia), pokazując jaki to z niego bonzo. Nick robił sobie z Silvy permanentnie jajca, a ten ni chuja nie mógł mu jakoś bardziej zagrozić (choć na punkty to oczywiście wygrywał w każdej rundzie) i skończyć tego przed czasem. Przydała się taka lekcja pokory Spiderowi.

Silva wygrywa po mało ciekawej walce, gdzie nie potrafił ubić nietrzymającego gardy Diaza... Walka może i dupy nie urwała, ale ja miałem sadystyczna przyjemność kiedy oglądałem jak Spider łamie się psychicznie i całe jego ciało krzyczy "what the fuck??!!" :twisted:

 

 

Eeee? Przecież Diaz nic nie pokazał poza pajacowaniem. Może i nie jestem obiektywny, bo jestem fanem Spidera, ale widziałem to inaczej. Silva nie zwolnił nawet odrobinę przez 5 rund. Rozpruł ryja Diazowi. A że nie skończył go przed czasem? Myślę, że bardziej chodziło o to, że musiał przełamać się psychicznie. No i "sprawdzał" nogę. Tu nie było mowy, by nawet próbować skończyć Diaza przed czasem, bo i nie takie były założenia. Inna sprawa, że ta walka była dla Silvy sparingiem, po to, żeby mógł ponownie wskoczyć na konia. Diaz nawet nie próbował tego wygrać. Pytanie, co dalej dla Silvy? Czy dostanie teraz poważnego przeciwnika czy raczej będzie po prostu sprzedawał kolejne PPV, ale nie ruszy już nigdy w pogoń za pasem?

213559901458cecbdd39123.jpg


  • Posty:  10 377
  • Reputacja:   402
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Eeee? Przecież Diaz nic nie pokazał poza pajacowaniem. Może i nie jestem obiektywny, bo jestem fanem Spidera, ale widziałem to inaczej. Silva nie zwolnił nawet odrobinę przez 5 rund. Rozpruł ryja Diazowi. A że nie skończył go przed czasem? Myślę, że bardziej chodziło o to, że musiał przełamać się psychicznie.

 

A jednak Diaz, pomimo walki na totalnej wyjebce, potrafił nawciskać Spiderowi z kontry, co ewidentnie musiało ukłuć jego ego. I nie kupuję tego, że "Silva nie zakładał nokautowania Diaza". To tak jakby iść na randkę z napaloną laską i zakładać, że "nie mam zamiaru bzykać" :D Każdy z zawodników planuje i próbuje skończyć starcie przed czasem, ale nie każdemu to wychodzi. Silvie nie pykło, bo Diaz ma betonową szczenę i kiedy Pająk za mocno się napalał, ten potrafił go ostudzić kontrami.

I przełamywać się psychicznie to by mógł gdyby dostał do walki kogoś z TOP5 swojej dywizji, a nie wypalonego Diaza.

Nie znoszę Diaza, ale skoro on nic nie pokazał, to czemu Wielki Spider nie potrafił znokautować gościa, który nawet gardy nie trzymał i wcale nie unikał z nim wymian?

 

Jeżeli Spider dostanie za tą wygraną title shota to będzie śmiech na sali. Anderson miał już swój rewanż z Weidmanem. Teraz powinien po prostu "ustawić się w kolejce" i sobie wywalczyć ponowne starcie o pas.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  3 709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.10.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jak się okazuje main event tej gali nie był zbyt "czysty" Ciekawe czy wyjdzie z tego podwójne DQ, czy uznają że maryśka wykryta u Diaza mogła mieć mniejszy wpływ na walkę niż koksy wykryte u Silvy? :grin:

http://www.mmanews.com/anderson-silva-tests-positive-steroids-nick-diaz-marijuana/

28054889252fa02dfba372.jpg


  • Posty:  104
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.01.2014
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nie no Diaz to ogromne zaskoczenie :lol:

 

Ale beka. Swoją drogą Jones wciąga kreski i jest git, a pewnie Diaza to zawieszą :P


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ciekawe co teraz. Jednodniowy odwyk i nawrócenie jak u Jonesa? ;) Swoją drogą - wielkie mi halo, przynajmniej jeżeli chodzi o Diaza. Lubi sobie zapalić chłopina od czasu do czasu i tyle. Who cares?

14453752125651e0a536c69.jpg


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Ciekawe co teraz. Jednodniowy odwyk i nawrócenie jak u Jonesa? ;) Swoją drogą - wielkie mi halo, przynajmniej jeżeli chodzi o Diaza. Lubi sobie zapalić chłopina od czasu do czasu i tyle. Who cares?

 

Komisja cares. Diaz postąpił nieroztropnie paląc w okresie "trwania zawodów" czyli 12 h przed i po gali. Gdyby zrobił to za podaną ramą czasową, to skończyłoby się tylko na karze od UFC, a NSAC nic by mu nie zrobiło.


  • Posty:  10 377
  • Reputacja:   402
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Tak jak pisze Vaclav. Tym bardziej, że Nick to recydywista w tej materii i pokazując jak bardzo ma wyjebane na reguły panujące w UFC, sam się prosi żeby Łysy podziękował mu za współpracę. Chłopina ma już chyba zdrowo zryty beret przez tą Marię Juanę.

Poza tym - Jones to poster boy Danki, a więc UFC stanie na jajcach żeby mu ocalić dupsko. Diaz to typowa czarna owca w "rodzinie", a więc nikt tam się nie będzie wyginał żeby go ratować przed gniewem komisji.

 

Swoją drogą, zajebiste jest to, że o wtopie dopingowej wiedziano już na tyle wcześniej żeby móc odwołać tą walkę, ale nikt nie chciał sobie finansowo strzelać w kolano i puścili main event... To dopiero hipokryzja. Niby potępiają koks, ale puścili umoczonych zawodników żeby im natrzepali jeszcze kasy i uratowali PPV.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Bastian
      Zgadzam się. Najlepsza opcja to droga do WM na zasadzie face-face i turn jednego z nich w Las Vegas. Już samo to uczyni te walkę ciekawszą. Fani będą się zastanawiać, kto kogo wyroluje. Heel turn największego face'a federacji to zawsze wydarzenie. Fani czekają na złego Rhodesa. A i Orton ma powody, zby zagrać nieczysto. 15 tytuł po latach i zbliżenie się do rekordu Ceny to nie w kij dmuchał.
    • Przemk0
      Podczas najbliższego odcinka SmackDown, który odbędzie się w Portland, Drew McIntyre stanie do obrony Undisputed WWE Championship przeciwko Cody’emu Rhodesowi. Pojedynek ma istotne znaczenie dla układu walk o mistrzostwo podczas WrestleManii 42. Według informacji podanych przez PWInsider oraz Fightful, wewnątrz WWE istnieje obecnie przekonanie, że podczas piątkowej gali może dojść do zmiany mistrza. Aktualny plan zakłada bowiem doprowadzenie do starcia Cody’ego Rhodesa z Randy’m Ortonem o tytuł
    • Grok
      Pierwsza noc New Japan Cup już dziś w Tokio. W Korakuen Hall zobaczymy dwa mecze pierwszej rundy turnieju. Aaron Wolf zadebiutuje w New Japan Cup i w openerze rundy otwarcia zmierzy się z Donem Falem z House of Torture. Main event wieczoru to starcie Great-O-Khana z Yuyą Uemurą. Na karcie jest też 10-osobowy tag team z Gedo, Yotą Tsujim, Robbie X, Taijim Ishimorim i Yuto-Ice przeciwko ekipie TMDK. W sześcioosobowym tagu Tomoaki Honma, Master Wato i Taichi zmierzą się z Dickiem Togo, DOUKI
    • -Raven-
      Wg mnie, pociągną to jako face vs. face i starcie dwóch przyjaciół. To jeszcze lepiej, bo W potrafi tego typu walki rozpisywać ciekawiej niż klasyczne "face vs heel", a Orton ostatnio w ringu mocno zamula, więc dobry booking by tu mógł mocno pomóc.  Stawiam, że turn przydałby się bardziej podczas samej WM-ki i oby to blondas skantował, bo to.Kodekowi bardziej by się przydało odświeżenie postaci (pomimo, że odpierdala Ultimate Warriora i rękami i nogami zapiera się przed turnem).
    • Grok
      Odcinek AEW Collision z sobotniego wieczoru przyciągnął średnio 365 tys. widzów na TNT – to spadek o 22,3% w porównaniu z poprzednim tygodniem. Najniższa oglądalność dla tego show od 24 stycznia, tuż przed wdrożeniem przez Nielsena nowych korekt pomiarowych w systemie Big Data + Panel. Collision zanotował rating 0,06 w demo 18-49 – spadek o 25% tydzień do tygodnia i równocześnie najniższy wynik w tej grupie od odcinka z 24 stycznia. Show zmierzyło się z mocną konkurencją: meczem NBA na ESPN, co
×
×
  • Dodaj nową pozycję...