Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Wrestlemania XXX PPV (Spoilery, kometarze, dyskusje)


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 969
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.08.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Recenzja mocno chaotyczna (bardziej niż zwykle u mnie), pisana bowiem "na żywo", podczas oglądania (cały poniedziałkowy wieczór mi zleci, cóż, trudno ;]

 

Mocno przeciętny ten pre-show. Liczyłem, że walka nabierze kolorów po odpadnięciu teamów, których w ogóle nie powinno w niej być, ale nic z tego - chwil kilka i było po wszystkim. Po tej jednej, szczególnej, gali oczekuję jednak więcej...

 

No i RIP Real Americans :( Smuteczek...

 

Na dzień dobry Hogan strzelił botcha... innego by wygwizdali, ale to Hogan ;) Z kolei SCSA wygląda... cóż, chyba zaniedbał nieco dietę, nieco się bowiem panu przytyło. Cóż, jego prawo - i tak fajnie było zobaczyć ich razem w ringu. Nawet, jeśli skończyło się na słodkim pierdzeniu o tym, jacy jesteśmy fajni.

 

O, to i The Rock się załapał... robi nam się zlot emerytów. Albo kącik aktora ;) Ale star power rośnie, oj rośnie... i nawet piwo się polało :D

 

Australijska Tarcza za komentatorami mnie rozwala :D

 

Brakowało mi tej wejściówki Huntera... "The Game" to jest jednak to. Ale filmik promocyjny Bryana przed walką też pierwsza klasa, człowiek zdążył już zapomnieć, jak (cipowato) nasz ulubieniec wyglądał bez brody :P

 

Sama walka długa i wolniutka. Naturalna rzecz - jednen z uczestników jest stary, drugi ma do zaliczenia dzisiaj drugie starcie. Ale przyjemnie się to oglądało - niczego innego po tych dwóch naprawdę solidnych markach się nie spodziewałem.

 

To smutne, że Old Age Outlaws (spodobała mi się ta nazwa) nie dostali nawet okazji do pogadania przed walką... w tym są przecież najlepsi. Tarcza zjednoczona, Tarcza sprzedająca merch (te koszulki, te chusty), Tarcza robiąca to, co powinna zrobić z takimi rywalami - rozbijająca ich w proch i pył w walce trwającej może z 5 minutek. Rollins/Ambrose/Reigns na WM-ce mają już streak 2-0 i gonią Takera ;P Ale i tak szkoda ich na taki squash, nasze ulubione trio zasłużyło na ZDECYDOWANIE większe starcie. No chyba, że jeszcze się pojawią?

 

Wszystkie ręce na pokład, nawet DiBiase się załapał :D Takie smaczki lubię.

 

Battle Royale zakończyło się, jak można było przypuszczać, wielkim chaosem. Liczyliście, że ostatnie miejsca (jakoś się ich namnożyło) zajmą powracający zawodnicy? Nope, jobbernia. Yoshi Tatsu, David Otunga (to on żyje?) Tyson Kidd, Xavier Woods... Dużo chaosu, fatalna praca kamery, Santino eliminujący mojego kandydata do wygranej (cóż, nie trzeba było typować Miza :P)... Fandango zaliczył swój momencik, Koffi zaliczył kolejny spot, Del Rio na pociechę zaliczył eliminację obu (kompletnie na tej WM-ce zmarnowanych) Rhodesów oraz Zigglera... zasłużył podkładaniem się ostatnio Batiście.

 

Ale wygranej Cesaro nie przewidział chyba nikt :D Szok, szczególnie biorąc pod uwagę ostatnią eliminację... pamiętne, bardzo pamiętne.

 

Wyatta można lubić albo nie, patrząc na niego podczas wejścia ciężko jednak nie poczuć, że oto idzie naprawdę poważny gracz. No i nieźle jego wejście kontrastowało z cukierkowym kolorowym Jasiem. W umiejętnościach aktorskich między oboma również dość spory kontrakt zresztą widać...

 

Sama walka? Mi się podobała. Ringowo solidnie, pod względem psychologii ringowej perełka, pierwszy raz ktoś odkopał po siostrzycce... czego chcieć więcej. Swoje zrobiła też publika - nie na każdej WM-ce mamy taką dobrą.

 

Dobra, ja wiem czego więcej bym chciał: wygranej Braya. Albo przynajmniej porażki po czymś ciekawszym, niż AA...

 

I jeszcze jedno: szkoda, że nigdy nie zobaczymy złego Jasia. Te minuty, gdy budziła się w nim "bestia" oglądało się naprawdę przyjemnie - przy dobrym bookingu byłby z niego fantastyczny monster heel...

 

Tony Chimel to jednak umie zapowiadać...

 

Muszę przyznać, że tegoroczną WM-kę ogląda mi się dość przyjemnie - jest chyba, mimo pewnych wpadek, ciekawsza niż rok temu :)

 

Taker przed divami? Cóż, zakładają pewnie, że ludzie będą musieli pójść do wc przed main eventem...

 

Po raz pierwszy w tym roku miałem ciary podczas wejścia Undiego (w innym płaszczyku niż na Raw, pewnie dlatego, że ostatnio prawie się wywalił wchodząc na ring). Mówcie co chcecie, WM-ka bez niego to jednak nie to...

 

Ale sama walka przynudziła. Wolno, fizycznie, dużo potu... jedni to lubią, inni mniej. Tutaj dodatkowym minusem była przewidywalność - zwycięzca był oczywisty, brakło miejsca na jakąkolwiek dramaturgię. Powerbomb worse than Batista, fatalny tombstone, do tego te zamki: hell's gate x 2 wykonane mocno kiepsko, wyjście z Kimura lock takie, jakby dźwignię zakładał amator... uwielbiam obu zawodników, ta walka jakoś mnie jednak nie porwała. Może to kwestia humoru...

 

Czy tylko ja wyłapałem "najsłynniejszego fana Brocka" w pierwszym rzędzie? ;)

 

Dobra, wszystko co pisałem wcześniej o walce wykreśliło trzecie F-5 i koniec walki. Wynik wywołał u mnie minę taką, jak wśród ludzi na widowni :| tego się zdecydowanie nie spodziewałem... chyba nikt się nie spodziewał...

 

Choć w sumie logika wrestlingu wskazywała, że dostający lanie przed galą wygra na gali ;) Ale logika wrestlingu wskazywała też, że streak etc... tak czy inaczej nie zdziwię się, jeśli była to ostatnia walka Undiego, który na Raw może (teraz już chyba powinien) ogłosić swoją emeryturę. HOF za rok?

 

Swoją drogą... teraz nawet ew. wygrana Batisty nie będzie wydarzeniem nr 1... sprytne? No i mamy tu kolejną szpileczkę w Punka - on rok temu do przerwania streaku nawet się nie zbliżył...

 

A teraz divy... czy kogokolwiek one teraz obchodzą? Na wysokiego konia je wpakowali... nawet starcie siostrzyczek (yay) nikogo nie obeszło... choć to, że Cameron rozpiął się stanik zauważyłem ;)

 

Dobra, patrząc obiektywnie walka najgorsza nie była. Jak na divy nawet całkiem przyjemna - każda dostała swoją chwilkę do zabłyśnięcia i w ogóle... szkoda tylko taniego zakończenia, takie coś skończy się, zapewne, rewanżem na Raw. I, w końcu, utratą pasa przez AJ...

 

Fajny wąs panie Orndorff ;) I kolejna prezentacja starych ludzi :P w ten sposób chcą nabijać sten star power gali?

 

Całkiem solidnie gra ta ortonowska kapela... przyjemniej się tego słucha na żywo niż z nagrania. Bootista przy wejściu kompletnie olany, Bryan... cóż, jeśli mimo zabookowanej kontuzji wygra, będzie terminatorem. Nie bójmy się tego określenia.

 

Walczą, walczą... no to liczymy, jak długo sędzia będzie sprzedawał ten upadek. Odpowiedź: 4 minuty, nie tak długo ;)

 

Muszę przyznać, że ten powerbomb-rko wyglądał paskudnie. Również ze strony Ortona, który rymsnął plecami w monitor - to musiało boleć. Zdecydowanie najlepsza akcja całego meczu, który skołował publiczność - można było pomyślec, że nasz ulubieniec naprawdę doznał kontuzji... marki na pewno się nabrały ;) Rzeźnia się z tego zrobiła mała.

 

No i mamy terminatora...

 

Tyle. No Vince, no Punk... można tak wyliczać. Zaskakująco dobra (szczególnie jak na nastroje przed nią) WM-ka, brakło mi jedynie jakiegoś zaskakującego pierdolnięcia na koniec. Z drugiej strony... czy mogliśmy dostać większe pierdolnięcie od 21-1? Nie.

 

Się działo...

#FireSpears

Mistrz Świata w Typerze Mistrzostw Świata a.d. 2018

#FireSpears

Zapomniane Ikony Wrestlingu, odcinek #6 - styczeń 2020.

#FireSpears

10322574215b75ed600e0af.jpg

  • Odpowiedzi 563
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Arkao

    46

  • SixKiller

    39

  • DeanAmbrose

    32

  • PH93

    28

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  4 959
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.07.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

-TT Elimination 4-Way- Mały festiwal botchy w wykonaniu całej trójki matadorów, Rybacki i Axele jak zwykle. A jak zostały 2 teamy, to zrobiło się naprawdę nieźle, choć krótko. Cieszy spory pop dla Amerykanów. Cesaro się załapał na nową kurteczkę, w przeciwieństwie do Swaggera... No i doczekaliśmy się Swinga w najlepszej opcji. Dawać nam rozpad!

 

Hogan... I Stone Cold... I The Rock... Zaczęli tę galę bardzo mocno. I oficjalnie nakręciłem się na WM. Szkoda, że tak późno, ale zawsze coś :)

 

-HHH vs Bryan- Tryplak jest w openerze, to chociaż wejście musiał mieć kozackie. Walka była dobra, ktoś mógł śmiało pomyśleć, że Hunter ma szanse. A Bryan zgarnia wielki pop i rusza do ME. Nadal gnojony przez COO, ale jednak. I już czuję, że ta WM będzie podejrzanie dobra.

 

-Shield vs Kane/NAO- Zaliczam to na plus. Wiedziałem, że nie będzie to nic ciekawego - no i oszczędzili mi oglądania nudnego brawlu, zamiast tego robiąc krótkie, szybkie starcie. I zwycięzca był odpowiedni.

 

-Battle Royal- Słaby pomysł z wejściówkami 2 osób, ogólnie był chaos, jak zwykle. Warto wspomnieć o 3 rzeczach:

-Fandango był na fali, publika znów śpiewała, na RAW może być podobnie.

-Kofi... Cholernie dobry spot. Spore zaskoczenie, wielkie brawa dla tego, kto to wymyślił. Choć to lądowanie na plecach po takim locie musiało być niebezpieczne.

-CESARO! Solo podnosi Big Showa, tak po prostu go wywala i zgarnia trofeum. Drugie zaskoczenie tej walki, również pozytywne.

Tak że całość wychodzi na plus!

 

-Cena vs Wyatt- Wejściówka Braya świetna. Sama walka... Spodziewałem się, że ringowo nie powalą, więc liczyłem na inne ciekawostki. Wściekły Jasiek wyglądał śmiesznie, ale doceniam starania zrobienia czegoś innego niż zwykle. Ogólnie - jakieś story chcieli opowiedzieć, Cena znów przezwyciężył strachy i całe zło świata, ale bawiłem się nieźle. Zły zwycięzca, dobry entertainment jako całość. Więcej od Ceny nie wymagam.

 

-Lesnar vs Taker- Omijam spoilery jak tylko się da. Wlazłem tylko na steamgifts, stronę gdzie się wygrywa gry na Steama, jak się można domyśleć. Na ich forum widzę "Holy shit, Brock Lesnar just broke Undertaker's streak". Tam sobie często robią jaja, by schować prywatne losowania, więc nie uwierzyłem od razu. Ale dzięki temu zaczęła mnie interesować ta walka, tak to by po mnie spłynęła. Przejdźmy do finału... Zrobiło się cholernie ciekawie, to jest dobre. Tyle że jakoś strasznie zwyczajnie się zakończyła ta przygoda. I nie wiem, czy Lesnar to ten, który to powinien zakończyć. Ciężko napisać opinię już teraz... Jedyne, co mogę na pewno powiedzieć, to to, że to była chyba najgorsza walka tej WM, nie zwracając nawet uwagi na wynik(pomijam divy).

 

-Divy- Undertaker, clap clap clap clap clap. Kiepskie miejsce w karcie, kiepskie starcie, słaby wynik. Całe roster Div został zjechany. Pora na jakąś nową... Najlepiej Paige.

 

-Bryan vs Batista vs Orton- Wejściówka Randalla z muzyką na żywo to miłe odświeżenie, choć, jak zwykle, za długo to trwało. Nawet fajnie zabookowana walka, znów dobrze się bawiłem. Combo na stół to ciekawy highlight, szkoda że to pudło stało w tak niefortunnym miejscu - Orton miał szpetny upadek. Skończyło się tak, jak powinno. Piękny moment.

 

Overall - z 5 WrestleManii, jakie widziałem (26-30), tą najnowszą uważam za najlepszą. Jako całokształt. Nie było 5*, ale ciężko mówić o słabszych momentach. Karta zapowiadała coś gorszego. Były spore emocje, a to coś, czego mi ostatnio brakowało - BRAWO.

...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.

Typer WWE 2018 - 3 miejsce

Typer NXT 2018 - 1 miejsce

105504318959183a35d96e9.jpg


  • Posty:  2 028
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.12.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Pre show: Usos vs Real Americans vs Matadores vs Rybaxel

W ostatniej chwili zmieniono sypulację na elimination match, co dodało smaczku pojedynkowi, ringowo było bardzo dobrze, walka dostała sporo czasu, na poczatku chyba trochę przesadzili z tymi Suicide dive'ami za ring na całą kupę wrestlerów, w końcówce można było zamarkować Americansom, wygrana Usosów była logiczna, ale bookerzy zaskoczyli wydarzeniami po starciu, jutro chyba już nie będzie co zbierać po Real Americansach :)

 

Z pierwszego proma w wykonaniu Hogana dowiedzieliśmy się, że właśnie w Madison Square odbywa się Wrestlemania 3, dokladnie w 40. rocznicę pierwszej Manii (co do tego ostatniego botcha nie jestem pewien):) Pierwsze pierdolnięcie tego wieczoru - Stone Cold zjawia się w najlepszym możliwym momencie i ratuje segment, wejście The Rocka, jeszcze bardziej udane i zaskakujące, nie sadziłem, że Dwayne pojawi się na samej WMce, mimo, iż newsmani o tym spekulowali. Wszystko co najlepsze dostajemy na przystawkę?

 

#1. Contender's: Daniel Bryan vs Triple H

Gdyby nie świadomość, że Dragona zobaczę w jeszcze jednej walce tego wieczoru, miałbym niedosyt, technicznie walka stała na dobrym poziomie, tempo czasami trochę szwankowało, cieszy czysta wygrana Daniela, która jeszcze bardziej dodaje mi niepewności co do końcowego wyniku, tym bardziej, że na koniec Hunter obija dodatkowo Daniela.

 

The Shield vs Kane & New Age Outlaws

Tak, jak większość się spodziewała, 5 minutowe, jednostronne widowisko, które warto było zabookować dla wejściówki Tarczy, reakcji na nich i widoku finalnego triumfu.

 

Andre the Giant Memorial Battle Royal

Jednak nie wszystkie zaskoczenia dostaliśmy na poczatek *YES YES YES*, ograniczę się do najważniejszych spotów:

- Fandango miał swój moment, zarówno wyrzucając Bigiego, jak i będąc wyrzuconym w niecodziennym stylu przez Bladego

- Kofi znowu zrobil coś pięknego - chociaż jest najbardziej "bezbarwnym murzynem" jakiego znam, to zaimponował mi bardziej, niż przy niektórych akrobacjach w RR matchu

- trochę zawiodłem się tymi 3 wolnymi spotami - z tego co zauważyłem weszli Tatsu, Kidd (na początku myślałem, że Bourne wrócił i nawet nie dostał wejściówki) oraz Cesaro...

- ...który zaliczył fantastyczny Wrestlemania Moment w stylu Hogana, jak na razie ta WMka należy do niego :>

 

John Cena vs Bray Wyatt

Klimatyczna wejściówka nie pomogła Husky'emu odnieść wygranej, szkoda, tymbardziej, że i po walce nic się nie stało, Wyatt został odeskortowany przez rodzinkę na zaplecze, a Janusz utonął w klasycznym triumfie, czyli nihil novi. Sam pojedynek miał być mocno średni, w zasadzie tak też było, ale ciesze się, że był rozpisany pod rozterki sercowe Ceny, Bray robił wszystko, by ten zaatakował go w nieczysty sposób, zostawiając plamę na swoim honorze, jak widać "never give up" dotyczy również sposobu, w jaki się wygrywa. Momentem walki było moim zdaniem przejście z u can't see me do that was creepy :D

 

Undertaker vs Brock Lesnar

: o Jestem w przeciężkim szoku. Taker wreszcie namówił Winsa do przerwania streaku, pierwsza myśl, jaka mi się nasunęła to "Taker chyba zapomnial odkopać :O", sam maksymalnie zlekceważyłem jakiekolwiek szanse na wygraną Brocka, po trzecim F5 powiedziałem do siebie "haha, teraz bedzie koniec", co jeszcze podniosło moje zdziwienie, ale chyba nie jestem jedyny, który nie spodziewał się takiego scenariusza :) Teraz nachodzi mnie myśl, czy przypadkiem na dzisiejszym RAW Mark nie ogłosi zakończenia kariery, bo szczerze mówiąc po przerwaniu streaku nie widzę specjalnego sensu kolejnych walk, czy to ze Stingiem, czy Ceną.

 

Divas title: AJ vs reszta świata

Cieszy wygrana Aprilki, zaskoczyła mnie bójka bliźniaczek, ciekawi mnie, co teraz z dywizją kobiet - chyba jedynie Paige może wnieść tam odrobinę polotu i finezji. A tak swoją drogą - podobno Vickie kończy dziś karierę?

 

WWE WHC title: Orton vs Batista vs Bryan

Przyzwoicie rozpisana walka, najpier było klasyczne triple threat, potem zmieniło się w 2 on 1 handicap, mocarna kombinacja BBomb + RKO na stół, gotów byłem pomyśleć, że Dragon na prawdę jest ranny, mam lekki niedosyt co do interwencji w walkę - Hunter pokazał się na chwilę, próbował screwjobnąć, a po chwili bez walki odał się na zaplecze, w końcówce swoją obecność mogła zezanczyc jeszcze jedna z legend z 1 segmentu, Bryan wyszedł na przekota, nie dość, że wygrał 2 walki, to 2 razy utarł nosa zarządowi, uciekł z noszy i pokonał cały świat, by zgarnąć swoje momentum.

 

W podsumowaniu miałem narzekać na brak czegoś nieoczekiwanego - powrót Vince'a, Shane'a, Punka lub debiut Stinga, po chwili oczywiście przypomniałem sobie o Eat Sleep Break the Streak.

Udana gala, klasyczna huśtawka emocji (radość z wygranej Cesaro przeplatamy z porażką Bray'a, szok po wygranej Brocka osłodził finalny triumf Daniela), w zasadzie nie mam się czego czepiać, walki stały na dobrym poziomie, nie przesadzano z wymianami finisherów jak w ubiegłorocznym main evencie, publika w miarę się spisała, nic tylko czekać na afterek w postaci RAW.

Rocznikowo miała 15

13616784565a4bd060e41e5.jpg


  • Posty:  31
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.03.2014
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

najlepsza wm ostanich lat. w końcu były zaskoczenia i niezapomniane momenty. O to chodzi w wrestlingu jestem mega zadowolony. Cesaro, Shield, Lesnar, Bryan! Aż chce sie teraz oglądać WWE! Brawo!

  • Posty:  6 708
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  09.11.2003
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Klasyczny

Taka se była ta gala. Raczej słaba niż dobra. Nie wkręciła mnie żadna walka (no, może trochę main event, gdy pojawił się HHH, ale to dlatego, że spodziewałem się face'owej kontrinterwencji), ale i tak miały miejsce dwie rzeczy, dzięki którym to show przejdzie do historii.

 

Pierwsza to oczywiście porażka Takera, która sądząc po tym, co wydarzyło się później, oznacza jego pożegnanie z ringiem. Czy szkoda? Trochę tak, bo lubiłem Deadmana i towarzyszył mi odkąd zacząłem oglądać wrestling 20 lat temu. Z drugiej jednak strony cieszę się, że nie będę już musiał oglądać jego powrotów, które w ostatnich latach krytykowałem.

 

W każdym razie streak przeszedł do historii i to moim zdaniem dobrze. Ktoś powie, że WWE zniszczyło legendę, a ja powiem, że dopisało do niej ostatni rozdział (tworząc tym samym nową legendę). Ciekawy, bo zupełnie niespodziewany. Inna kwestia, czy Lesnar był do tego właściwą osobą. Gdyby to ode mnie zależało, wybrałbym jednak stałego członka rosteru. Ale i ten wybór jestem w stanie zrozumieć.

 

Drugi Moment to triumf Bryana, o którym napisano już wszystko przed galą. Powiem tylko tyle: ta demolka po walce z HHH była niepotrzebna. Bryan mógł wygrać po jakimś roll-upie, a potem szybko uciec za kulisy. Przesadzili z bookowaniem go na tej gali.

 

Ze spraw mniej ważnych.

 

- Taker bardziej przypominał kowboja niż grabarza (chodzi o te ozdoby, a nie sam kapelusz i płaszcz), a HHH... Cóż, było lepiej niż 8 lat temu, gdy wyszedł w skórze mamuta, ale mimo wszystko było to bardziej groteskowe niż zapierające dech w piersiach.

- W przeciwieństwie do większości nie podobał mi się otwierający segment. Był przesłodzony i za długi. Lubię oglądać legendy, ale nie wtedy, gdy wzajemnie robią sobie dobrze, i nie wtedy, gdy ich rola ogranicza się do wypowiedzenia catchphrase'u jeden po drugim (segment z Million Dollar Manem). Podobał mi się za to segment z Piperem i Orndorffem (wow, Mr. T nie powiedział ani słowa o mamie i Bogu :)).

- Fandango wyeliminował Big E. Ciekawe, czy to oznacza, że pięć minut Langstona się kończy.

- A skoro już przy battle royal, to fajnie, że wygrał Cesaro.

 

Podsumowując: słaba gala z dwoma wielkimi momentami.

1005187806541accfacb3d6.jpg


  • Posty:  1 955
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  15.11.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Z przykrością stwierdzam, że nie czekałem na jubileuszową WrestleManię, bo nie zapowiadała się ona atrakcyjnie i wczoraj wieczorem obejrzałem ją właściwie dla zasady nie oczekując fajerwerków. Z każdą kolejną walką przecierałem oczy ze zdumienia, bo nie spodziewałem się, że z takiego rzadkiego gówna można ulepić solidną konstrukcję. Powiem szczerze, że walki nie zrobiły na mnie jakiegoś oszałamiającego wrażenia i w większości były to średniaki, ale żadna (żadna!) WrestleMania nie dostarczyła mi tak dużej porcji emocji oraz w jej trakcie nie byłem świadkiem aż tylu "Wrestlemania moments". Stąd też tego posta piszę dzisiaj po ochłonięciu, bo wczoraj nie byłem po prostu w stanie.

 

Najbardziej rozdarty emocjonalnie byłem rzecz jasna po walce Undertakera z Lesnarem. Z jednej strony jest to epickie wydarzenie, które będzie wspominane jeszcze przez następne pokolenia (po trzecim klepnięciu w matę miałem dokładnie taki sam wyraz twarzy jak wszyscy tam zgromadzeni. Nawet słynny "Brock Lesnar guy" był tym faktem wstrząśnięty). Jednak bliższy jestem zdania, że to zasługuje na miano najbardziej gównianego momentu w historii. Streak został przerwany po beznadziejnie przeprowadzonym feudzie, tragicznej walce (jedna z najgorszych Takera na WM) i w dodatku tego zaszczytu dostąpił koleś, który zalicza okazyjne występy. WWE w tak głupi sposób spuściło w klopie coś, co budowali przez tyle lat. Parodia. Wielce prawdopodobne jest to, że oglądaliśmy ostatnią walkę Undertakera w karierze i cieszę się z tego. Niech mnie fani Marka Calawaya źle nie zrozumieją. Grabarz dostarczał mi wiele radochy przez te wszystkie lata, ale w walce z Lesnarem widać było, że on już nie daje rady przede wszystkim kondycyjnie. Od momentu przyjęcia pierwszego F5 był ledwo żywy. Ciężko oddychał, chwiał się na nogach, opóźniał przechodzenie do kolejnych akcji (szczególnie widać to było przed hells gate, kiedy Brock czekał w nieskończoność na zapięcie dźwigni), nie wspominając o kalecznym wykonaniu tombstone czy last ride. Sorry, Mark. Trzeba spojrzeć w swój pesel. Wolę pogodzić się z faktem końca pewnej ery w wrestlingu niż patrzeć, jak się męczysz w ringu.

 

Kolejne epickie momenty to w pierwszej kolejności: wyboista droga Bryana do złota (pal licho te wszystkie niepotrzebne akcje z utrudnianiem mu zadania, atakami, noszami, itd. Dragon zasłużył na triumf), Cesaro (wreszcie pozbył się kuli u nogi jaką był Swagger i zaliczył swój wielki moment w Battle Royal), genialne wejściówki (od Huntera, Dragona po występy live) oraz segment rozpoczynający galę (nienawidzę Hogana, ale statusu legendy pozbawić go nie można. Widzieć tą trójkę razem w ringu i usłyszeć ich theme songi to była wielka chwila).

 

Żeby nie było, że tylko chwalę - najbardziej przeszkadzały mi walki prowadzone w ślimaczym tempie. Wszystkie dłuższe starcia singlowe (Bryan vs HHH, Cena vs Wyatt, Lesnar vs Taker) miały tak wolne tempo, że gdybym oglądał to na żywo, to na bank w którymś momencie usnąłbym w pozycji siedzącej.

"Even the man with three H's would be proud of the way we buried this young, promising talent." - Broken Matt Hardy (Total Nonstop Deletion 15.12.2016)

  • Posty:  558
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  10.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Brocka znów nie zobaczymy przez kilka miesięcy, więc pytam się gdzie jest szacunek dla innych wrestlerów, którzy w ostatnim czasie starali się pokonać streak? Rozumiem gdyby Lesnar został po tym na dłużej (częstsze występy), jednak znów nie będziemy go widzieli przez kilka miesięcy, chociaż przerwał coś co wydawało się nie do przejścia. Nie widzę w tym sensu, bo jednak pokonanie Takera na WrestleManii to coś ogromnego o czym najlepiej świadczy reakcja po walce.

  • Posty:  1 969
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.08.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Cóż, z perspektywy czasu oczywistym jest, że taki a nie inny przebieg feudu Takera był działaniem jak najbardziej zamierzonym. Dzięki temu nikomu nie przeszło przez myśl, że streak może zakończyć się akurat w tym momencie. Michaels walczący o karierę? Hunter walczący z Takerem po raz trzeci? Ok, oni mogli to zdziałać. Ale Brock? No i WWE dostało to, czego oczekiwało - prawdziwy shoker.

#FireSpears

Mistrz Świata w Typerze Mistrzostw Świata a.d. 2018

#FireSpears

Zapomniane Ikony Wrestlingu, odcinek #6 - styczeń 2020.

#FireSpears

10322574215b75ed600e0af.jpg


  • Posty:  580
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  05.11.2003
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Ciemny

Pokrótce bo wszyscy już się rozpisali.

 

1. HHH Vs Bryan - najlepsza walka na gali z najlepszą reakcją publiczności.

2. Shield Squash - to żart, porównując z potencjalną 3WAY między członkami SHIELD to całkowicie zmarnowany potencjał SHIELD

3. Battle Royal - Chaos, ale fajne zakończenie, no i Cesaro zwycięża

4. Cena Vs Wyatt - świetny pojedynek tylko zwycięzca nie ten, czy naprawdę Cena nie mógł odpuścić .... Odpuścić to sobie mógł na pewno tą "aktorską" walkę ze swoją wściekłością w czasie walki.

5. Lesnar Vs Taker - Shocker, prawie przegapiłem finish, bo nie sądziłem że pin dla Lesnara jest możliwy, zresztą jak nikt na stadionie, dlatego publika w czasie walki była taka lodowata. Nie rozumiem tego rozwiązania. Jeżeli planowali złamanie streaku to powinni to mega wypromować i dać na koniec gali. Wtedy publika by podejrzewała, że coś się może stać i nie spałaby przez większość walki. Nie wykorzystana okazja na mega promocje. Uwielbiam Takera ale fizycznie już nie daje rady.

6. Bryan Vs Wszyscy - no i mamy nowego TERMINATORA - żal

 

PS. Super segment na początku, bootch Hogana Rock i SCSA przekuli w najlepszy moment segmentu.

Retired?

174471322253443c3b65b19.jpg


  • Posty:  1 969
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.08.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

5. Lesnar Vs Taker - Shocker, prawie przegapiłem finish, bo nie sądziłem że pin dla Lesnara jest możliwy, zresztą jak nikt na stadionie, dlatego publika w czasie walki była taka lodowata. Nie rozumiem tego rozwiązania. Jeżeli planowali złamanie streaku to powinni to mega wypromować i dać na koniec gali. Wtedy publika by podejrzewała, że coś się może stać i nie spałaby przez większość walki. Nie wykorzystana okazja na mega promocje. Uwielbiam Takera ale fizycznie już nie daje rady.

 

Ale o to właśnie, jak sądzę, chodziło WWE - gdyby publika coś podejrzewała, nie mielibyśmy tego shokera, który zwalił nas wszystkich z krzeseł, tych screenów z twarzami porażonych fanów, tych wzmianek w prasie na całym świecie (którymi chwalili się na Raw), tego całego szumu... do tego wszyscy marudzilibyśmy pewnie, że "to było do przewidzenia" i w ogóle. Bądźmy szczerzy: o wygranej Bryana za jakiś czas wszyscy pewnie zapomną, widok Lesnara przerywającego streak oraz reakcja publiki pamiętane będą i za 20 lat...

#FireSpears

Mistrz Świata w Typerze Mistrzostw Świata a.d. 2018

#FireSpears

Zapomniane Ikony Wrestlingu, odcinek #6 - styczeń 2020.

#FireSpears

10322574215b75ed600e0af.jpg


  • Posty:  580
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  05.11.2003
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Ciemny

Ale o to właśnie, jak sądzę, chodziło WWE - gdyby publika coś podejrzewała, nie mielibyśmy tego shokera, który zwalił nas wszystkich z krzeseł.... widok Lesnara przerywającego streak oraz reakcja publiki pamiętane będą i za 20 lat...

 

Masz rację, pewnie tak, największy SHOCKER w historii wrestlingu. Aczkolwiek chodziło mi nie tyle o wyraźną możliwość wygrania przez Lesnara, a o takie minimalne przekonanie fanów, że teoretycznie WWE mogłoby wpaść na taki pomysł. Wtedy wszystkie nearfalle wywoływałyby lepszą rekcję, która pociągnęłaby walkę, nie byłoby takiego lodu na widowni.

Retired?

174471322253443c3b65b19.jpg


  • Posty:  4 432
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  02.04.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Masz rację, pewnie tak, największy SHOCKER w historii wrestlingu. Aczkolwiek chodziło mi nie tyle o wyraźną możliwość wygrania przez Lesnara, a o takie minimalne przekonanie fanów, że teoretycznie WWE mogłoby wpaść na taki pomysł. Wtedy wszystkie nearfalle wywoływałyby lepszą rekcję, która pociągnęłaby walkę, nie byłoby takiego lodu na widowni.

Tyle, że ten lód miał być. Pewnie powtórzę to, co mówiło wielu, ale tutaj właśnie chodziło żeby nikt nawet nie brał pod uwagę takiej możliwości. To czy akurat Lesnar powinien pokonać Taker'a to kwestia sporna, ale WWE zagrało na emocjach fanów po mistrzowsku. Tak miało być. Wszyscy byli pewni wygranej Deadman'a, którego streak stał się tradycją i przestał zadziwiać. Najbardziej rozpowszechniła się plotka, głosząca, że streak przetrwa i Taker skończy karierę jako niepokonany na WM'ce. Tymczasem sam Callaway podobno chciał dać wygrać Lesnar'owi i tym samym podarował nam historyczny moment. Gdyby WWE dało nam powód do wątpliwości w sprawie jego wygranej nie byłoby to tak szokujące. Uważam, że brak emocji w walce jeszcze bardziej spotęgował zdziwienie nas wszystkich. Sam chciałbym trochę więcej emocji i trochę lepszy ringowo pojedynek, ale w przypadku takiego shocker'a nawet się cieszę, że nie czułem aż tak dużych emocji.

Typerowa zabawa:

I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016

III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016

III miejsce - Euro 2012

6476255635741dfcc53660.jpg


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

1. Hogan, Austin i The Rock - fajny motyw na rozpoczęcie show, godny jubileuszowej WrestleManii. Miło było znów zobaczyć te 3 legendy McMahonlandii w jednym ringu. Szkoda, że już to co mówili nie było takie ciekawe (może oprócz tego jak cisnęli z pomyłki Hulkstera :D ), bo Panowie robili sobie wzajemnie pałki niemal do krwi, rozpływając się w komplementach i zachwytach. Zabrakło mi tu też jakiegoś Stunnera nad "i" :wink: ale przecież Hogan nie jest obecnie w stanie sam sobie dupy podetrzeć, a co dopiero kupić finisher Stone Colda. Pomimo to - fajny segment.

 

2. Hunter vs. Dragon - niezłe wejście Trypla. Niby już to kiedyś przerabialiśmy, ale "Barbarzyński Król" nadal robi wrażenie.

Podobało mi się to jak Hunter na samym początku podbudowywał atmosferę, grając ciałem oraz twarzą i dając fanom jasny przekaz: "Geeez, z kim oni dali mi tu dzisiaj walczyć? Jeszcze mu krzywdę zrobię..." :wink: Odnośnie samej walki mam mieszane uczucia, bo była bardzo nierówna. Były ciekawe momenty (zwłaszcza kiedy prowadził ją Danielson) i zmiany przewag, ale były też dłużyzny i denne "pracowanie nad kontuzjowanym barkiem" (nienawidzę tej formy bookingu), które potrafiły uśpić. Pomiędzy Danielem a Tryplem jest średnia chemia ringowa i pomimo tego, że fani się spuszczali z wrażenia w gacie (te chanty "this is awesome"), to dla mnie walka była co najwyżej średnia, z kilkoma lepszymi momentami.

Najważniejsze jednak, ze czyściutko wygrywa Koziołek i wędruje do main eventu, ale to porozbijanie go po walce przez Huntera nie wygląda mi za dobrze, bo albo szukają dla fanów usprawiedliwienia dlaczego Dragon nie zgarnie w walce wieczoru pasa, albo chcą zrobić z Daniela mega terminatora, który wygrywa 2 walki i pas jednego wieczora, w tym drugą - kontuzjowany. Ani pierwsza ani druga opcja mi się nie podoba.

P.S. Fajnie Stefka podkręcała atmosferę. Babka potrafi pierwszorzędnie grać straszną sukę (albo ma syndrom Ortona :wink: ).

 

3. Tarcza vs. NAO & Kane - squash na takim PPV? Daj spokój Vince... Inna sprawa, że mając takich rywali, trudno żeby Tarczownicy za specjalnie się męczyli. Poza tym, przynajmniej było krótko i bezboleśnie (dostaliśmy popisy młodych wilków, a dziadki robiły za mięcho armatnie). Jeżeli to była ta ważna rola Tarczy na tym PPV i ich WrestleMania Moment, to chyba ktoś postanowił przykręcić im kurek z pushem, bo choć ten podwojny power bomb był efektowny - za miesiąc nie będę o tym nawet pamiętał.

 

4. Mini-Royal Rubmble - ta walka miała wpisany kał w swoje DNA i nie mogła wyjść dobrze. Tak też się stało. Dostaliśmy maksymalny chaos niemal do samego końca, gdzie ludzie włazili na siebie w ringu, bo taki był tam tłok. Jeżeli zastanawialiśmy się, kiedy Kawowy spierdoli swój ryzykowny spot w tego typu starciu - to właśnie mieliśmy okazję to zobaczyć na własne oczy, bo Koffi bankowo nie miał tak wylądować (pewnie miał wylądować na stojaka, na schodkach i wrócić do gry) i musiał zaimprowizować coś na szybko (zachwyty komentatorów były wręcz żenujące). Cóż, shit happens :wink:

Wiedziałem, że nie wygra Show (bo był za mocno promowany na tego, którego nie sposób tu wyeliminować), ale zwycięstwo Cesaro i piękna eliminacja Wighta slamem (zapewne ukłon w stronę slamu jaki Hogan wykonał na Andre The Giant'cie) ucieszyła mnie jak wibrator pod choinką dla Marynarzowej. Ewidentnie widać, że ktoś w końcu zwrócił uwagę na Szwajcara i zaczną go mocniej promować. Good!

Walka - syf, ale zwycięzca - zaskakujący i najlepszy z możliwych.

 

5. Cena vs. Wyatt - tak jak się obawiałem, podpromowali na szybko Wariata, żeby ludzie kupili to, że może mieć jakieś szanse z vince'owym Golden Boy'em na WrestleManii (i nawet bukmacherzy to łyknęli). Niestety Bray rozbił się o Jacha jak jajko o patelnię, choć trzeba oddać, ze był mocarnie rozpisany (kick out po AA, wyjście z STFU) i pewnie będzie dalej pushowany (może dadzą mu puknąć Janusza w jakimś rewanżu?).

Sama walka pod kątem stricte ringowym dupy nie urywała, ale było tu sporo świetnej psychologii ringowej (Bray standardowo kopał dupę pod kątem odgrywania gimmicku) i ciekawie "opowiadana historia", gdzie Wyatt usiłował wydobyć z Cenaminatora jego mroczną stronę i faktycznie udawało mu się "włączać" w Cenie niezłego agresora.

Szkoda, że nie dali tu Bray'owi wygrać (nawet kantem), bo tym ruchem wszedłby na pełnej kurwie do grona main eventerów, a tak - cofnął się ponownie do uper midcardu. Cenie nic to zwycięstwo nie dało, a dla Wyatt'a była to utrata dziewictwa i krok wstecz na promocyjnej drabinie, choć facet wrażenie pozostawił dobre i to, jak ciężkie warunki postawił BezCennemu, może świadczyć, że push Familii będzie kontynuowany.

 

6. Taker vs. Lesnar - wejścia Grabarza zawsze są klimatyczne i wkręcające, ale otwarcie trumny samym spojrzeniem to dla mnie było zagranie typu "wieś śpiewa, wieś tańczy" - totalna taniocha. Podobnie jak góralskie koraliki na kapeluszu Takera. Skąd on je wytargał? Podjebał ze straganu na Krupówkach? :roll:

Już sam początek walki nie nastrajał optymistycznie, bo widać było, że Bestia popuściła w futro na sam widok DeadMana, a akcje ofensywne Lesnara już na starcie pokazały, że bookerzy pozwolili Brockowi zatankować z 1/10 baku żeby nie zrobił krzywdy dziadkowi i agresji w nim (w stosunku do swojego standardu) było tyle, ile skromności w Eve Marie. Bez sensu. Skoro mieli to zrobić na pół gwizdka (nie dając Brockowi być sobą, czyli "niepękającym heelem-skurwysynem"), należało odpuścić sobie montowanie takiego zestawienia, bo to tak jakby do walki psów wystawić wykastrowanego pit bull'a i dziwić się, że psiak merda ogonem zamiast kąsać :roll:

Sama walka - dno i metr mułu. Grobowa cisza na trybunach przez większość walki - mówiła sama za siebie. Było wolno, mozolnie i bez ikry. Zero napięcia i zero dramaturgii. Brock kręcił się jak na psychotropach (wolny i niemal bez agresji, w porównaniu do tego co pokazywał np. z Ceną czy Tryplem), Taker - jakby zaraz miał zejść na zawał (sorry, ale widząc jego formę, już dziś jestem przerażony wizją jego walki ze Stingiem. Mogą to zrobić w gimmick matchu "który pierwszy zejdzie śmiertelnie w ringu"). I jeszcze to debilne rozstrzygnięcie...

Żeby było jasne - nigdy nie uważałem streaku za świętość i jebie mnie, że go przerwano, ale sposób w jaki zmarnowano potencjał który tkwił w jego przerwaniu - to już zupełnie inna bajka (można było kogoś niesamowicie wypromować, lub zrobić to wraz ze storyline'em, który przeszedłby do historii, a tak? Przerwano go po drętwym feudzie i takiej też walce). To tak jakby dziewczyna przez 30 lat trzymała dziewictwo do ślubu, a później, po dwóch piwkach, dała dupy pierwszemu lepszemu frajerzynie, w kiblu, na baletach. Totalna bzdura, bezmyślność i marnotrawstwo potencjału. Centralnie szkoda mi o tym pisać, bo kogoś kto wpadł na tak debilny pomysł, należałoby nakarmić Viagrą i zmusić do spędzenia nocy z Vickie Guerrero.

 

7. Divy - chaotyczny shit pokroju męskiego Royal Rumble, pełen botchy, nieskładnych akcji i ogólnie drewniactwa. Dobrze, że przynajmniej AJ zachowała pas, bo obawiałem się, że ukrzyżują ją za to co odjebał jej boyfriend.

 

8. Batista vs. Orton vs. Daniel - solidna walka,pełna dramaturgii, dobrze budowanego napięcia i "zwrotów akcji", godna miana main eventu. Wygrana Dragona cieszy mnie - jako jego fana - jak cholera, ale już sposób w jaki to zabookowano - za cholerę, bo więcej realizmu jest chociażby w serii "Obcy".

Ja rozumiem, że chciano dać fanom to czego oczekiwali i na maksa wypromować Bryana, żeby z biegu mógł zająć lukę powstałą po odejściu Punka, ale na Hogana... trochę logiki. Mały underdog toczy jednej nocy dwa, zajebiście ciężkie starcia, po pierwszym - jest kontuzjowany przez Trypla, do walki o pas wychodzi z niemal niesprawnym barkiem, walczy tam przeciwko piątce osób (Orton, Bootista, Trypel, Stefka, lipny Sedzia) gdzie szybko i gładko wyeliminowuje Huntera i Spółkę. Następnie zostaje niemal zabity przez zawiązujących koalicję - Vipera i Animala, którzy masakrycznie rozpierdalają go o stół... Wywożony niemal bez życia, doznaje cudownego ozdrowienia, wraca do ringu i zdobywa na dodatek pas, mając jeszcze siłę by poddać takiego silnego dzika jak Batista (już o tauntowaniu dwiema łapami, gdzie tą "kontuzjowaną" nawet ruszyć nie powinien móc - nawet nie wspominam). Sorry, ale tak jak uwielbiam Smoka, tak dawno takiego naciąganego gówna nie widziałem. To nawet Jaśka nie bookowano na takiego Terminatora Terminatorów.

Szkoda, bo można było zabookować wygraną underdoga nie robiąc przy tym z niego Nadczłowieka i wszyscy byliby zadowoleni. A tak? Takiego killera Danielsona to chyba tylko największe jego marki mogą kupić. Dla mnie to było wręcz kuriozalne i zabiło mi w chuj przyjemności z tego, że Bryan w końcu dostał to na co tak ciężko pracował.

 

Reasumując - kolejna do bólu przeciętna WrestleMania, gdzie tak na prawdę dobry był tylko main event, a starcie Ceny z Wyatt'em i opener - co najwyżej przyzwoite i nic więcej. Cała reszta była kiepska jak Świat Wg Kiepskich, włącznie z walką Grabarza (i jego formą) oraz debilnym przerwaniem streaku. Radość z "pasowania" Danielsona psuje to, w jaki sposób do tego doprowadzono, robiąc z niego harpagana jeszcze większego niż Cena w najlepszych swoich latach. Jak na jubileuszową WM-kę (a więc w stosunku do oczekiwań), to było słabo. Moja ocena: 2+/6.

 

[ Dodano: 2014-04-08, 21:58 ]

Tyle, że ten lód miał być. Pewnie powtórzę to, co mówiło wielu, ale tutaj właśnie chodziło żeby nikt nawet nie brał pod uwagę takiej możliwości. To czy akurat Lesnar powinien pokonać Taker'a to kwestia sporna, ale WWE zagrało na emocjach fanów po mistrzowsku. Tak miało być. Wszyscy byli pewni wygranej Deadman'a, którego streak stał się tradycją i przestał zadziwiać. Najbardziej rozpowszechniła się plotka, głosząca, że streak przetrwa i Taker skończy karierę jako niepokonany na WM'ce. Tymczasem sam Callaway podobno chciał dać wygrać Lesnar'owi i tym samym podarował nam historyczny moment. Gdyby WWE dało nam powód do wątpliwości w sprawie jego wygranej nie byłoby to tak szokujące. Uważam, że brak emocji w walce jeszcze bardziej spotęgował zdziwienie nas wszystkich. Sam chciałbym trochę więcej emocji i trochę lepszy ringowo pojedynek, ale w przypadku takiego shocker'a nawet się cieszę, że nie czułem aż tak dużych emocji.

 

Było Grabarza podłożyć Hornswoggle'owi na WrestleManii. Shocker byłby jeszcze większy i zdziwienie fanów - także.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  57
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.05.2011
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Raven- mam wrażenie że porównujesz każde PPV do twojego wymarzonego PPV w którym każda walka ma przynajmniej 4,5 gwiazdki Meltzera. Jak dla mnie WM w skali szkolnej była na 4. Bardzo dobry Main Event, solidny opener, niezła walka Jaśka (ze świetnie opowiedzianą historią) oraz jak dla mnie całkiem dobry Battle Royal. A czepianie się Kingstona że nie utrzymał się na nogach po lądowaniu z ok. 3 metrów to dla mnie zwykłe malkontenctwo.

  • Posty:  4 432
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  02.04.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Było Grabarza podłożyć Hornswoggle'owi na WrestleManii. Shocker byłby jeszcze większy i zdziwienie fanów - także.

Nie ma to jak porównywać Lesnar'a do karła. Z resztą już wspominałeś, że masz streak gdzieś, więc takie błyskotki są zbędne.

Typerowa zabawa:

I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016

III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016

III miejsce - Euro 2012

6476255635741dfcc53660.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      AJ Styles naprawdę nie miał o tym pojęcia. Na końcu Raw pojawił się The Undertaker zaraz po tym, jak Styles wygłosił swoje pożegnalne przemówienie, kładąc kurtkę i rękawice na ziemi. Undertaker ogłosił, że Styles zostanie najnowszym inductee'em WWE Hall of Fame. Według Bryana Alvareza, AJ był totalnie zaskoczony tym gestem. Poniedziałkowy Raw w Atlancie był w całości poświęcony Stylesowi, który stoczył swoją ostatnią walkę na Royal Rumble w zeszłym miesiącu, przegrywając z Guntherem. Style
    • Grok
      Roman Reigns pojawi się na kolejnym odcinku Raw. CM Punk ogłosił podczas tego tygodniowego odcinka, że Reigns zawita w przyszłym tygodniu w Indianapolis. Kibice wygwizdali go za to, że Reigns nie stawił się na poniedziałkowym show, ale Punk uspokoił publikę, stwierdzając, że nie będą mieli powodu do buczenia – w końcu on jest co tydzień na posterunku, odwiedzając każde miasto na trasie, w przeciwieństwie do Reignsa. Potem Punk skupił się na rywalu z Elimination Chamber, czyli Finnie Bálorze.
    • Grins
      Piękne odejście legendy tak jak powinno wyglądać! Nie wiem czemu mnie to tak boli... Że Cena odszedł jak ostatni luj AJ dostał owację  Chociaż Rusev i Oba zrobili mi przy tej skrzyni dzień... Ale AJ  kurwa mac... Ciesze się w chuj mam nadzieje że kiedyś tak u honoruj Willa Ospreaya  Dziękuje AJ i pisze to ledwo żywy rano! Piękne pożegnanie, szkoda że Cena wyglądało jak gówno.  LA Knight na czempa!   
    • Attitude
      Nazwa gali: ROH on HonorClub Taping Data: 21.02.2026 Federacja: Ring Of Honor Typ: Event Lokalizacja: Oceanside, California, USA Arena: Frontwave Arena Publiczność: 3.148 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: Ring of Honor - dyskusja ogólna All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusje i komentarze
    • Attitude
      Nazwa gali: Marigold New Years Golden Garden - Dzień 14 Data: 23.02.2026 Federacja: Dream Star Fighting Marigold Typ: Online Stream Lokalizacja: Tokyo, Japan Arena: Korakuen Hall Publiczność: 895 Format: Live Platforma: Wrestle Universe Komentarz: Haruo Murata & Miki Motoi Karta: Wyniki: Powiązane tematy: Kobiecy Pro Wrestling - dyskusje
×
×
  • Dodaj nową pozycję...