Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Wyznanie byłego zarządcy


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Wrzucone na prośbę wspomnianego w opisie tematu Nassa

 

To jest promo. Przyjęło się, że promo powinno być trochę spektakularne. Te nie będzie. Zero highlightów, zero kolorowych napisów, nawet podniosłej muzyki w tym akcie promocji nie zaznasz. Miejsce Lacrimosy jest w ramówce TVP, wbijcie to sobie do głów, Lacrimosę grają co dwanaście miesięcy, 10 kwietnia, począwszy od roku pańskiego 2010, kiedy doznałem ostatecznego przesytu tej kompozycji. Nie kwestionuję słuszności, skądże, w żadnym wypadku. Było to słuszne, jak słuszne! Najsłuszniejsze nawet! Warto wszakże odnotować, że wasze największe sukcesy, nawet wasze największe zwycięstwa w zestawieniu z wrakiem 50-letniego samolotu produkcji radzieckiej, reprezentują wartość mniejszą niż Odsiecz Wiednia porównana z wczorajszym tryufmem Mameda. Nie, nie przesłyszeliście się.

 

 

Tak w ogóle to wszyscy jesteśmy ladacznicami, ja, Psycho, Tool, Vaclav, i wbrew pozorom jest to przemyślenie głębokie. Dziwki to są osoby o szlachetnej duchowości, wykazują całkowitą obojętność wobec spraw cielesnych. Można by pomyśleć, że z wymienionego grona tylko Mecenas Extremy w ten nurt się wpisuje. Przetłuszczone włosy? Świecę, błyszczę, jestem gwiazdą, jest okej. Śmierdzi mi z ust sfermentowanym piwem? Tworzę dystans, każdy skurwiel tworzy dystans, jest okej. Mam przepocone bojówki? Nie muszę używać kremów nawilżających do ud, jest okej. Nie! Nie! To jest wręcz zajebiste. Zajebiste z tego względu, że nikt nie lubi mieć przesuszonych ud, a komfort ud nawilżonych, bez uszczerbku na wizerunku twardziela to jest rzecz bez precedensu, niewątpliwie.

 

 

Gdyby jednak pominąć ten drobny szczegół (albo nawet go nie pomijając, ladacznice też czasami dbają o wygląd) to nadal, wszyscy jesteśmy kim jesteśmy, dziwkami mianowicie. Czy przegrywamy, czy wygrywamy, czy jesteśmy na górze czy na dole, czy używamy kremu nawilżającego czy nie, nie ma to żadnego znaczenia. Pamiętacie ten film, „Zostawić Las Vegas”? My też, jak Elizabeth Shue, chociaż bardziej stosownym byłoby powiedzenie „ jak postać przez nią grana”, mamy w dupie swoją cielesność, okej, może nie aż tak dosłownie, ale mniej więcej.

 

 

Praca wrestlera to ciągle ten sam schemat, raz na 30 dni wychodzisz do ringu, ktoś wali cię w mordę, pyk, pyk, pyk, gong, i te walenie w mordę staje się punktem wyjścia do głębokich egzystencjalnych przemyśleń, których przekrój obejmuje wszelkie życiowe kategorie.

 

 

Czy interwencję kolegi (po angielsku Tag team partner) w przebieg starcia można usprawiedliwić?

 

 

Odpowiedzi są zawsze dwie, zależnie od okoliczności. Jeżeli wrestler dzięki interwencji kolegi (po angielsku Tag Team partner) zwycięstwo odniósł, to usprawiedliwić można to nadzwyczaj łatwo, mówiąc, że w gruncie rzeczy owa interwencja nie miała żadnego znaczenia, bo wbrew temu co zmanipulowała telewizja, wrestler miał nad swoim przeciwnikiem przewagę znaczną, która nieuchronnie doprowadziłaby go do chlubnego zwycięstwa.

 

 

Jeśli natomiast zapaśnik poniesie porażkę, cóż, jest dokładnie odwrotnie. Interwencja kolegi przeciwnika ma dla przebiegu starcia znaczenie apokaliptyczne i gdyby nie ona, sami wiecie…

 

 

Istnieje też trzecia ewentualność, w której kolega wrestlera usiłuje mu pomóc, a ten i tak ponosi klęskę, jest to szczyt nieudolności i najbardziej taktowym jest w ogóle o tym nie wspominać.

 

 

 

Teraz jest ważny etap, wyjaśniający pewien EWF-owy fenomen lat minionych. Modę wschodnio-azjatycką. Miałem kiedyś kolegę, jankesa z krwi i kości, który przez kilka gal walił mi – co dziwne, z typowo Południową zajadłością - w twarz krzesłem i w końcu dopiął swego, zdobywając pewien tytuł. To dopiero było dla tego chłopaka, bez dystansu (bo brał wszystko dosłownie), przekleństwem, nazwa tego trofeum ma się rozumieć. Małpy ewoluowały w ludzi, kardynałowie w papieży, kobiety w mężczyzn, a on z czystej krwii jankesa (o typowo południowej zajadłości) ewoluował w błękitnokrwistego Japończyka.

 

 

Wy do dziś nie wiecie dlaczego, a ja wiem, wiem to doskonale i ciągle ma to związek z duchowością oraz cielesnością.

 

 

Powszechnie znane w federacji były jego niezdrowe fascynacje, pierdolniętymi na umyśle dyktatorami między innymi, Jankesi dyktatora nie mieli nigdy, jedynie zdrowo pierdolniętych prezydentów, których dominacja ograniczała się do wsadzenia sekretarkom cygara tam i ówdzie (w pizdę i dupę). Ładnych w dodatku, wszyscy byli ładni, to nie wzbudza żadnych obiekcji, no może prócz tego ostatniego, który w kręgach neofaszystowskich milej widziany byłby na wybiegu w ZOO aniżeli u Johna Galliano.

 

 

Azjaci za to, oni to mieli pięknych duchowo a zarazem przerażających cieleśnie przywódców. Mao Zedong, to był typowy wrestler, jestem pewien że gdyby dziś zawitał do EWF, wszystkie tytuły należałoby zunifikować i wręczyć mu dożywotnio. Dla kenowatych przywódców Stanów nie był on nawet kontrastem, czymś więcej, zdecydowanie.

 

 

No powiedzcie mi, jaki jest kontrast dla zębów olśniewająco białych?

 

 

Zęby żółte! Zadbane, niezbadane. Kontrast. Jeśli żółć jest intensywna - obrzydza, potem przeradza się w czerń, ale to ciągle nie to, ciągle wszystko jest obrzydzeniem, nie ma w tym nic przerażającego (nie dotyczy to kobiet, które jegomość z czarnymi zębami próbuje zgwałcić, te pewnie się boją). Czarne zęby w końcu jednak wypadają, i tu następuje pewna zmiana stosunku, dziad szczerbaty może budzić obrzydzenie, a jakże, ale także irytację, ogromną irytację. Jeszcze dwa lata wcześniej będąc samym dziadem, nawet z pewnymi brakami w uzębieniu, mogliśmy z czystym sumieniem się na niego wkurwić i strzelić w pysk z przekonaniem iż artefakty wylecą na chodnik. Szczerbatego dziada walić w pysk nie ma po co, a co za tym idzie nie ma po co się na niego wkurwiać. To jest przepis na mistrzostwo panowie, brakiem uzębienia można zdobyć EWF.

 

 

Odbiegłem jednak od tematu. Wielki Przewodniczący Mao swoim uzębieniem przerażał (nie swój naród, całą resztę). Przerażał swoim zielonym uzębieniem. ZIELONYM. Nie białym, żółtym, czarnym, ale zielonym właśnie. Nawet aligatory, z natury zielone całkowicie, budzące powszechny strach, nie mają kłów w tym demonicznym kolorze.

 

 

Mój oponent taki właśnie chciał być, chciał budzić przerażenie, być jak Mao, ale dlaczego wybrał akurat narodowość japońską i dlaczego kupował wybielające paski Colgate, ciężko mi powiedzieć.

 

 

 

****

 

To jest promo, winno więc być o mnie.

 

 

Tylko co, co ja mam mówić?

 

 

W Warszawie, przy ulicy Żwirki i Wigury 1, na trzecim piętrze – siedzę w komfortowym fotelu i palę papierosy. Kopcąc - oddaję się dwóm czynnościom: po pierwsze, obserwuję jeżdżącą w górę i w dół windę z budynku naprzeciwko, po drugie, analizuję zachowanie elastycznego plastra izolującego czujnik dymu.

 

 

 

Co by pan zrobił, jakby zadziałał? Proszę? Co by pan zrobił, jakby czujnik zadziałał? Słucham? Co by pan zrobił, jakby plaster się odkleił i woda trysnęła panu w twarz?

 

 

Zwaliłbym konia.

 

 

Dlatego nie jestem w Białymstoku, tam nie ma czujników dymu, co nie sprzyja prowadzenia dialogów z samym sobą.

 

 

Ciągle pytają o BGW. Dlaczego BGW upadło? Jak upadło? Po co upadło? Czy upadło? Czy gdyby nie upadło to istniałoby nadal?

 

 

Ja natomiast na ten temat, mówiąc ordynarnie, gówno wiem. Łatwiej przychodzi mi opracowywanie hipotetycznej reakcji na odpalenie czujnika.

 

 

Nie wiem jak, nie wiem dlaczego, nie wiem czy.

 

 

I gówno na ten temat mam do powiedzenia, ten i każdy inny.

 

 

Dlatego mnie słuchacie, werbalne wylewania fekaliów – o to w tym biznesie chodzi, prawda?

 

 

 

****

 

 

R*zpierdolfest IV, data nieistotna, było jeszcze ciepło, albo już, nie wiem. Istotnie było jednak ciepło, wręcz upalnie, nie jak na późną porę, nie jak na środek nocy. Upalnie w ogóle, bez względu na okoliczności uznałbym unoszące się wokół mnie powietrze za parzące, a żarzącą się na niebie czerwoną gwiazdę za uciążliwą dla źrenic. Powieki się ze mną zgadzały, opadły.

 

 

Cóż to było za uczucie! Rozkoszne drgawki przeleciały przez moje ciało jak dłonie Tajki w salonie erotycznego masażu.

 

 

Było miło, a mimo to żal rytmicznie ściskał mi gardło, na kilka sekund. Puszczał równie szybko natomiast ja wydawałem wtedy dziki okrzyk ulgi, z głębi, z żołądka.

 

 

Kiedy żal minął, otarłem usta mankietem koszuli co upierdliwy Anioł odebrał jako gest przywołania.

 

 

Zanim jednak przystąpię do ceremonialnego opisywania rozmowy ze wspomnianą istotą, muszę postawić kilka hipotez dotyczących mojego ówczesnego stanu ducha, no i ubioru, wygląd jest ważny, najważniejszy, dlatego od niego zacznę.

 

 

Po pierwsze, miałem na sobie białą koszulę z czarnymi guzikami, które w tamtym okresie stanowiły modną przeciwwagę dla koszul błękitnych z różowymi kołnierzykami. Jest to niezaprzeczalny dowód na to iż gdzieś się wybierałem, ale jakaś niezidentyfikowana siła, zamknięta w litrowej (prawdopodobnie) flaszce mnie zatrzymała. Kolejny raz.

 

 

Po drugie, byłem wkurwiony, wkurwiony na siebie, na swoją nieodpowiedzialność. Miałem dotrzeć, nie dotarłem, kolejny raz, w tym tygodniu, miesiącu, dobie. Ten stan permatentnego zirytowania utrzymywał się przez cały okres picia, i jak mniemam był powodem wyjątkowo nieżyczliwego tonu, który przybrałem podczas rozmowy z Aniołem.

 

 

Ja: To ty, to ty!

 

 

On natomiast coś odburknął, cóż to był za zawód! Nieopisany! Teologicznie jestem mułem na dnie Odry, ale nieżyczliwo-niewyraźny ton Anioła nawet dla takiego laika stanowił szok. Skoro dobry ksiądz umie dotrzeć do każdego serca, to Anioł, nawet bardzo przeciętny, taki trzeciego sortu, jako istota wyższa powinien mieć tą umiejętność w swoim podstawowym arsenale. A ten nie, do mnie, ale obok mnie.

 

 

Ja: Co mówisz aniele?

 

 

Anioł: Przestań chlać mendo, przestań chlać.

 

 

Teraz usłyszałem i uwierzyłem, otoczenie nie pozwalało na wytworzenie echa, a mimo wszystko je słyszałem, to była niewątpliwa zasługa wibrującego głosu Anioła, świadcząca o jego świętości.

 

 

Ja: No ja próbuje, ja chcę, a jakże, pracuję nad sobą aniele.

 

 

Anioł: Gówno pracujesz, całymi dniami chlasz, nic nie pracujesz, potępienie czeka twoją duszę nierobie.

 

 

Ja: Aniele czy ty jesteś katolikiem?

 

 

Anioł: No.

 

 

Ja: To ty się aniele opanuj, bo ty jak wyznawca kościoła ewangelicko-augsburskiego się zachowujesz.

 

 

Anioł: Co?

 

 

Ja: Ja katolikiem jestem, mi do zbawienia dobre uczynki są potrzebne, wielkie serce, miłość do bliźniego a nie całodzienna harówa.

 

 

Anioł: CO?!

 

 

 

Brak słów, po prostu brak słów, co za debil. Zawiedziony intelektem istot wyższych, wyciągnąłem fiuta i złotym deszczem skropliłem jego złote włosy. Niechybnie tym nazbyt heroicznym gestem skazałem się na potępienie.

 

 

Trudno, stałem tak w poczuciu obojętności czekając na wyrok, aż tu nagle trąby anielskie grać mi poczęły a niebiesko-czerwone światło wyznaczało drogę do królestwa, może nie wiecznego, ale na pewno 48 godzinnego.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Vaclav

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
×
×
  • Dodaj nową pozycję...