Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Bo liczy się miodność aka grywalność aka gameplay


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Intro:

 

Zaciemniony pokój, w wnętrzu którego znajdziesz kilka podstawowych mebli, kanapa, ustawiony przed nią stolik, dwa fotele i kilka szafek z wszelkimi szpargałami: od książek nie pamiętających dotyku ludzkiej dłoni, po kilka fotografii ujętych w ramki, tudzież pomniejszych pamiątek z wakacji w różnych stronach nadwiślańskiego kraju Polską zwanego. Jednakże, to nie one stanowiły cel wizyty tego, oczyma którego spoglądamy na to wszystko. Przybliżył on się powoli do tego miejsca, gdzie górował on – odbiornik telewizyjny. Znacznie niżej, na poziomie podłogi leżała ona, mała o kwadratowym kształcie, połyskująca w mroku bielą plastykowego tworzywa. Chwilę później telewizor rozjaśnił ciemność pokoju światłem emitowanym przez dużych rozmiarów kineskop. W jego blasku dostrzec można było jeszcze drobniejszy, kwadratowy kształt spleciony z poprzednim czarną pępowiną przewodu. Drobne palce uchwyciły go, by oczy mogły objąć jego fizjonomię… Czarny krzyż na lewo, dwie ciemnie kropki na prawo. A pomiędzy nimi dwie czarne kreski ułożone jedna obok drugiej. Palce drugiej dłoni wcisnęły sporawy klawisz zamieszczony na obudowie większego kwadratu, by usłyszeć charakterystyczny bzyknięcie towarzyszące uruchamianiu tej maszyny. Czarny dotychczas ekran telewizora eksplodował tysiącem kolorowych kwadracików układających się w litery EWF: WAR GAMES 4. Pod nimi znajdował się szereg mniejszych, wszystkich w tej samej barwie elektronicznej bieli układających się w dwa słowa: PRESS START. Ktokolwiek siedział przed telewizorem, nie zastanawiał się ani chwilę…

 

 

 

Stage 1:

 

 

Kamera wkrada się do dużego pokoju, pewnie salonu, bo stoją tu różne meble przeznaczone do miłego spędzania czasu – jakaś kanapa z stoliczkiem znajdującym się tuż przed nią, dwa wygodne fotele w jej pobliżu, a przed tym, w odpowiedniej odległości, duży TV zaopatrzony w standard HD przytwierdzony do ściany. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie licznie porozrzucane jakieś książki, komiksy i puste butelki po piwie. Jako, iż pokój pozostaje pusty, realizator decyduje się na przejście w inną cześć domostwa, gdy nagle wyłapane zostało dość głośne…

 

 

Głoś: Czy Bohdan zdaje sobie sprawę, co Bohdan mnie uczynił?

 

 

Realizator – kamerzysta w jednej osobie podąża w kierunku źródła tych słów, gdy natrafia na dość obszerny przedpokój będący przejściem do znajdującej się dalej kuchni. Przedpokój może i jest obszerny, jednakże nie był zapewne projektowany w celu wstawiania do niego dużych rozmiarów pudła typu arcade. Za owym pudłem dziarsko stoi obecny EWF Tag team champion i lider ruchu Vacleaux – Vaclav oczywiście. Ubrany na swoją modłę, czyli dość szerokie zielone bojówki i czarny t – shirt, zaś długie, brązowe włosy nakrył czarną czapką z daszkiem skierowanym do tyłu. No i do tego dość bujny, kilkunastodniowy zarost rozciągnięty przez całą szerokość Vaclavowego lica. Lewą ręką dzierży automatowy joystick, zaś palcami prawej naparza energicznie w sąsiadujące z nim klawisze. Zaś przy wejściu do kuchni na jakimś barowym krześle siedzi jego agent – Hae Baeguk, popijający sok pomarańczowy (skądkolwiek by on się nie wziął w tym domu) z szklanki, bo nie z kartonu przecież.

 

 

Vaclav: Powtórzę pytanie: Czy zdaje sobie Bohdan sprawę, co mnie uczynił?

 

 

Hae Baeguk: Nie rozumiem, o co ci chodzi… Twoje notowania idą w górę, wskaźniki popularności skaczą jak szalone, zaś sam stałeś się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy show biznesu. Jedyne, co zrobiłem, to poprawiłem twoją sytuację, jako człowieka i wrestlera.

 

 

Vaclav (jakby szybciej naparzając w klawisze): Ale czy Bohdan zastanowił się chociaż przez chwilę, czy ja w tym odnajduje szczęście? Autografy, sesje zdjęciowe, wywiady i cała ta otoczka nie była nigdy pożądaną przez mnie częścią wrestlerskiego rzemiosła, którym się zajmuje już od paru lat. Szczerze powiedziawszy, powoli zaczynam mieć go dosyć, co jest stanem nowym dla vaclavowej psychiki.

 

 

Hae Baeguk(po zaczerpnięciu kilku łyczków soku): Dlatego też tłumaczyłem ci dziesiątki razy, że masz się zajmować tym, co sprawia ci największą frajdę w tym… rzemiośle, zaś mnie zostawić wszelkie zagadnienia z dziedziny marketingowo – pi arowskiej.

 

 

Vaclav: Czy w tym zamyka się również nastawanie na stan mojego wyglądu oraz, co jest niewybaczalne, pozbawianie mnie piwa?

 

 

Klawisze są naciskane z coraz większą częstotliwością, a joystick wygina się energicznie w wszelkie możliwe dla niego kierunki…

 

 

Hae Baeguk: Takie są wymogi chwili obecnej, że trzeba się prezentować w należyty sposób. Jak cię widzą, tak cię piszą, jak mawia stare przysłowie, które jednakowoż nie straciło na aktualności. Lubelski Sherwood może i ma w sobie swoisty urok i romantyzm, ale dzisiejszy klient oczekuje zupełnie czegoś innego, czegoś przystosowanego do wysublimowanych trendów panujących w co znaczniejszych krajach. Tyczy to się również wrestlingu, wystarczy spojrzeć na obecnego EWF World Champa…

 

 

Vaclav spogląda na niego z lekka poirytowany, a automat wydał z siebie dźwięk głośnej eksplozji. Robin Hood lubelscyzny znów patrzy na ekran.

 

 

Vaclav: Qrwa…. Ostatnie życie mi zostało. Co do Bohdana ostatniej wypowiedzi, to nie jestem do końca przekonany. Ba, wysuwam daleko idące wnioski… Idące wręcz w odwrotnym kierunku. Mistrzowie świata przychodzą i odchodzą, zaś słowo Extreme pozostaje w nazwie fedu na zawsze. Więc jak, ja się Bohdana pytam, całokształt Vacleaux ma się dopasowywać do tego słowa, które ma dla mej kariery nieodłączny wręcz charakter?

 

 

Bohdan (po zaczerpnięciu kolejnego łyka odstawiając szklankę na blat aneksu kuchennego): To proste – nijak. Vacleaux było pomyślane w zupełnie innym celu: zarobkowym. I chyba nie muszę wyjaśniać, czemu tak się stało. A teraz zbieraj się, czeka cię kolejne spotkanie z fanami i co ważniejsze, wywiad dla jednego z tych kolorowych pisemek, adresowanych do nastoletniego targetu.

 

 

Vaclav (który znów zaprzestał czynności grania, nawet puścił joystick i zostawił te biedne klawisze w spokoju): Dość, qrwa, tego… Mówię: Nigdy już…

 

 

Hae Baeguk(zrezygnowany): Znów to samo...

 

 

Vaclav: Czuje się zmęczony tym ciągłym popychaniem mnie w miejsca, w których nie chce być, zmuszaniem mnie do uśmiechu, gdy wcale nie chce on zagościć na moich ustach i braniu udziału w tym całym medialnym przedsięwzięciu. Wychodzi z mnie nieokrzesanie rodem z lubelskiej kniei? I dobrze, bo właśnie będąc taki, jaki jestem zaszedłem do punktu, który jest zaznaczony na mapie mej kariery. Doszedłem do niego walcząc w ringu, który dla ciebie jest tylko dodatkowym widokiem na ekranie twojego telewizora, zaś dla mnie jest miejscem wiecznego udowadniania każdemu, kto na niego spojrzy, że nie ma takich granic wytrzymałości, których bym nie przekroczył. Miejscem, w którym dokonuje czynów poświęcenia tak przerażających, że ty najprędzej dzwoniłbyś po karetkę i rezerwował miejsce w kostnicy, dla mnie będących tylko kolejnym dniem w pracy. W twoim świecie blask kojarzy się z fleszami aparatów, w moim – pierwszymi promieniami światła pochwyconymi przez moje oczy po kilku sekundach zamroczenia spowodowanymi spotkaniem mej głowy z rozpędzonym krzesłem. Ty zasiadasz do stołu celem spożycia jednego z trzech posiłków dnia. Ja przez podobny stół przelatuje tak szybko, że zostają z niego nic nie warte szczątki, zaś z mego ciała tylko jeden wielki węzeł bólu. I chociaż jest jeden motyw wspólny dla nas dwóch – bo wreszcie wstajesz od stołu, by podołać czekającym cię wyzwaniom i ja czynie podobnie, lecz moje wyzwania są drastycznie odmienne od twoich… I chociaż ten ring ma tylko 4 ściany, to jest on dla mnie dużo wygodniejszy od wymyślniejszego opakowania z nakrywką podpisaną słowem Vacleaux, do którego tak usilnie starasz się mnie dopasować.

 

 

Vaclav odwraca się od menagera i podąża do wcześniej opisanego salonu. Gdzieś koło kanapy znalazł swoją ramonezkę, która po krótkich staraniach została nałożona. Hae Baeguk ruszył w powolny pościg, ale zdążył dojść tylko do automatu, gdy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi.

 

 

Hae Baeguk: Gdzie idziesz?

 

 

Głos Vaclava z za drzwi: Na wojnę…

 

 

W tej właśnie chwili automat ponownie wydał z siebie odgłos głośnej eksplozji. Hae Baeguk automatycznie spojrzał na ekran, na czerni którego wyróżniały się tylko dwa słowa: GAME OVER.

Stage 2:

 

 

Jak wiadomo całemu, licznemu fanbaseowi EWF, kolejna WrestlePalooza ma swoje miejsce w jakże znanym i lubianym obiekcie ulokowanym w Katowicach – Spodku. Co prawda, zostało do niej jeszcze z kilka dni, ale nie przeszkadza to federacji w prowadzeniu różnych akcji promujących te niezwykle ważne wydarzenie sportowo kulturalne. Jedną z takich akcji jest seria mniejszych gal urządzanych w tym samym obiekcie, zapewne z powodu oszczędności, bowiem kryzys odcisnął swoje piętno również na tak świetnie prosperującej firmie, jaką jest EWF (wszelkie szczegóły typu group i corporation interesują pewnie jakiś maniaków interesujących się tajnikami funkcjonowania wielkich korporacji). Panuje miła i kameralna atmosfera święta sportu o charakterze rozrywki, a może na odwrót. Oczywiście galę tą obejrzą ci, którzy zdecydowali się na ten jakże desperacki krok stawienia się na trybunach, tudzież ci, którzy zadali sobie trud przeprowadzenia internetowego researchu. Dla wynagrodzenia im podjętych wysiłków zapadła decyzja, że kolejnym punktem programu będzie przeprowadzenie na jednym z korytarzy wywiadu z nowym ulubieńcem miast i wsi polskich – Nasem Jazzowskim. Jeden z dwóch EWF Tag team champów ubrany jest sportową marynarkę ciemnej barwy, pod którą widnieje czarny T shirt z hasłem: Poznaj swój raj, oraz ciemne jeansy, których nogawki opadają luźno na buty sportowe wyprodukowane prze firmę Nike. Dodatkowym atrybutem jego wizerunku jest około tygodniowy zarost rozpostarty na jego szlachetnym obliczu, oraz oczywiście pas mistrzowski przynależny jego statusowi. By jeszcze bardziej uatrakcyjnić te wydarzenie, wywiad poprowadzi cieszący się ogólnym szacunkiem, sympatią i uznaniem w środowisku dziennikarskim – Mariusz Max Kolanko. Oczywiście spotkało się to z jak najcieplejszą reakcją publiki. Tej zgromadzonej na arenie, jak zapewne i tej oglądającej to wszystko na swych monitorach.

 

 

MMK ( z charakterystycznym akcentem): Stoję obok byłego EWF Evolution Champa, byłego EWF F The World Champa, obecnego członka mistrzowskiego Tag Temu i jednego z wrestlerów biorących udział w czwartej edycji War Games…

 

 

Nas: Mariusz, ta wyliczanka pięknie brzmi i zapewne powiększy się z każdą kolejną Paloozą, ale zapomniałeś jeszcze o czymś…

 

 

MMK: O czym?

 

 

Nas: O tym, że rozmawiasz z człowiekiem, który już teraz stanowi o przyszłości Extreme Wrestling Federation. Przyszłości prezentującej się w barwach znacznie jaśniejszych, od tego co mamy teraz.

 

 

MMK: Na przyszłość EWF wpływ będzie miał również wynik War Games, ale o tym porozmawiamy za kilka chwil. Wpierw chciałbym poruszyć kwestię Vaclava. Jego miejsce pobytu pozostaje nieznane. Zarówno władze EWF, tudzież jego agent, czy też Tony Hogański nie byli w stanie nawiązać z nim kontaktu. Dlatego jestem zmuszony zapytać, czy wiesz może, gdzie on przebywa i czy zjawi się na 103 WrestlePaloozie, by wesprzeć swoją drużynę w walce?

 

Nas: Max, obaj wiemy, że Vaclav posiada reputację osoby ekscentrycznej, cechującej się często niezrozumiałymi dla pozostałych ludzi zachowaniami. Ba, dla mnie na przykład sam styl jego walki nastawiony na ofensywę prowadzoną wszelkimi przedmiotami określanymi mianem „hardcorowych” i brak lęku przed zaliczaniem upadków wszelakiej maści są dla mnie… ekscentryczne. Dodajmy, że użycie tego słowa w tym przypadku jest silnie naciąganym eufemizmem. Jednak, Vaclav nigdy nie w swojej karierze nie splamił się czymś tak haniebnym, jak przegranie walki poprzez niestawiennictwo. Dlatego mogę być całkiem spokojny, jeżeli idzie o jego obecność na czekającej nasz walce.

 

 

MMK: Miejmy nadzieje, że się nie mylisz w tej sprawie i że władze EWF nie będą musiały wysyłać Gru jako ekipy poszukiwawczej w nieprzystępną normalnemu człowiekowi czeluść lasów lubelskiego Sherwood.

 

 

Nagle, jak to w EWF, przy obu panach pojawia się nie kto inny, jak Vaclav. Co oczywiście ponownie sprawia dużą radość fanom. Drugi z obecnych EWF Tag Team champów ubrany jest tak jak zwykle – glany, ciemne, poszerzane jeansy z dużymi kieszeniami po zewnętrznych stronach nogawek (które wydają się czymś wręcz wypchane), czarny t – shirt z czaszką – logiem Punishera i nałożoną czarną czapką z daszkiem odwróconym do tyłu. Oczywiście na jego lewym ramieniu spoczywa drugi z pasów drużynowych. Zarówno Nas, jak i Mariusz są kompletnie zaskoczeni jego pojawieniem się właśnie tu i teraz.

 

 

Vaclav (pokazując obie dłonie złożone w charakterystyczne różki, będące gestem kojarzącym się nieodłącznie z muzyką metalową): Hell’oł Katowice – miasto ostrego grania!!

 

 

Fani (chociaż nie powalający w liczbach) wydają całkiem solidny cheer, Mariusz spogląda w kierunku Vaclava lekko przestraszony, a Nas kiwa tylko głową w niedowierzaniu z lekkim uśmiechem.

 

 

Vacla (dostrzegając zmieszanie Kolanki): Max, czyżbyś nie znał historii obiektu, w którym obecnie się znajdujemy? To właśnie nigdzie indziej, jak tu – w katowickim spodku (znów cheer) grały największe sławy światowej, jak również polskiej sceny muzyki rockowo – metalowej. Ludzie zasiadający w krzesłach rozstawionych na około sceny mogli doświadczyć na żywo fenomenu znanego im tylko z wysłużonych taśm magnetofonowych, czy tych połyskujących kolorami tęczy płyt kompaktowych. (Zakreślając lewą ręką dość szeroki łuk) Tysiące ludzkich istnień połączonych poprzez muzykę, reagujących na każde, nawet najdrobniejsze szarpnięcie gitarowej struny, czy też uderzenie pałeczki w jeden z kilku bębnów składających się na perkusję. Zahipnotyzowani kolejnymi słowami piosenek, rozproszonymi wokół nich przez system nagłaśniający. I garstka wybranych niesionych na falach rąk przez ten ludzki ocean…

 

 

MMK: Echem… a jak to się ma do EWF i War Games?

 

 

Nas: Widzę pewien związek, ale nie do końca pojmuje aluzji.

 

Vaclav: War Games są odpowiednikiem tamtych chwil przepełnionych historią muzyki dla świata pro wrestlingu. Nie jeden, a dwa ringi objęte konstrukcją stalowej klatki są wręcz nieodzowne, by pomieścić w sobie najważniejszy wycinek firmamentu EWF. Ruchy sześciu gwiazd zamkniętych w jego obrębie zadecyduje nie tylko o losie własnym, ale i całej federacji. Niektóre zgasną, by zniknąć w ciemnościach zapomnienia, inne zaś zabłysną jeszcze mocniej, uwidaczniając swoją obecność na kolejne lata, stanowiąc punkt odwoławczy dla wszystkich, spoglądających ku rozgwieżdżonemu niebu EWF. Ale zagaśnie również jedna z dwóch innych gwiazd…

 

 

MMK: Szakal…

 

 

Nas (wcinając mu się w słowo): Nie, Kraven…

 

 

Vaclav: Dokładnie. W gestii naszej drużyny leży to, by ostatecznie zagasić czerwoną gwiazdę łowcy. Czy robimy to z powodu bliżej nieokreślonej nienawiści do niego? Nie. Tak samo, jak nie pomagamy Szakalowi z racji jakieś szczególnej sympatii. Tak zadecydował Felipe Castro i na nim będzie spoczywać odpowiedzialność za poczynania tego, który pozostanie między nami. Kraven był w EWF od samego początku, co ważniejsze to na nim, jako pierwszym w historii, spoczywał przywilej, jak też i ciężar bycia EWF World Championem. Jak też i brał udział w premierowej edycji War Games. Kolejne lata były niczym innym, jak polem łowieckim dla nieokiełznanego myśliwego. Kolejne tytuły stawały się jego trofeami, zaś kolejne pokolenia wrestlerów przychodziły do EWF, by stać się tylko jego zwierzyną łowną. Nie mogły tego zmienić nawet dość nieliczne, jednak olbrzymie w swych rozmiarach klęski, jak ta odniesiona w dalekiej Jerozolimie. I jaki kres przypadnie owej czerwonej gwieździe? Na pewno nie taki, jakiego chciałby jakikolwiek łowca, przepełniony bezradnością wobec naszych poczynań. Sergiej Kravinoff zagaśnie ostatecznie, bez możliwości udania się w wielkie, ostatnie łowy. A jeżeli komukolwiek przyszłoby do głowy się zapytać, jakim prawem kończymy jedną z najbogatszych karier, jakie zaistniały w tym biznesie, to odpowiedziałbym mu spoglądając prosto w oczy: Prawem dnia jutrzejszego, kiedy to zrealizują się nasze pragnienia o karierach, o których będą rozprawiać z szacunkiem ci, którzy przyjdą wraz z dniem jeszcze następnym.

 

 

MMK: A co z Szakalem? Czy spodziewacie się jakiejkolwiek formy wdzięczności za to, że przyczyniliście się do zachowania przez niego swojego miejsca w EWF?

 

 

Nas: W wrestlingu, jak nigdzie indziej, pamięć pozostaje dziwnie krótka, a wdzięczność w ogóle zapomniana.

 

 

Vaclav: Jak wspomniałem wcześniej, nie czynimy tego z powodu jakieś wyjątkowej sympatii wobec byłego honorowego komisarza. Zwłaszcza, że zapewne on również nie darzy nas zbyt wielkimi jej pokładami płynącymi z jego łysego serca. Tak zostało postanowione i tyle. Po wyjściu z klatki nie oczekujemy żadnego uścisku dłoni, czy też poklepania po plecach za dobre wykonanie obywatelskiego obowiązku. Jedyne, czego oczekujemy od Szakal jest zabranie swojej łysej postaci tak daleko, że po spojrzeniu w tamtej stronie weźmiemy ją za połyskujące oślepiającym blaskiem słońce wychodzące za linii horyzontu. Bo niewątpliwie sami potrafimy zadbać o pomyślny dla niego wynik tej walki. Mu pozostaje wygodnie się rozsiąść w fotelu za stolikiem komentatorskim i przyjemne obejrzenie czwartej odsłony War Gamet, matchu w którym już dwukrotnie przyłożył swoją pozbawioną owłosienia rękę do rozstrzygnięcia jej wyniku. Ta tradycja, jak Triada w pierwszych, pierwszych komunizm w drugich War Games odchodzi do przysłowiowego lamusa, gdzie może nie będzie jej zbyt wygodnie, ale to nie jest problem ani mój, ani Nasa, ani naszego współpartnera. Łysy komisarz może się wściekać, Tony biadolić o upadku moralności, zasad wszelakich i cywilizacji białego łysego człowieka, ale scenariusz spisany w naszych umysłach jest jasny, klarowny i godny hollywoodzkiej oprawy. Pin:1…2…3! Nowym EWF World Champem jest… Vaaacccclllaaaaavvv!!!! (Nas spogląda krzywo). Ekhem, przepraszam, poniósł mnie entuzjazm. Oczywiście mistrzem może zostać Nas, albo Crazy. Inną możliwością jest wywalczenie zbiorczego title shota, którym podzielimy się w satysfakcjonujący sposób. Niemniej, żadnej roli dla Szakala tutaj nie przewidzieliśmy i lepiej niech tak zostanie, bo nie chcemy przekręcić tego oscarowego dzieła na gniota godnego całej łomianki złotych malin z jakimś nadprogramowym chairshotem w łysą glacę.

 

 

MMK: Wiele pewności emanuje z twoich słów, ale należy pamiętać, że nie tylko Kraven i Szakal zaszczycą arenę swoją obecnością. Jak wszyscy pamiętamy, do sędziowania War Gamet został oddelegowany obecny komisarz honorowy – Scyther. Nasuwa to wiele wątpliwości co do uczciwego przebiegu samej walki.

 

 

Vaclav: Brudny Harry miał dość polerowania swoich lipnych orderów, snucia wojennych wspomnień przy szklaneczce whisky? W tym miejscu powinienem powiedzieć, że go rozumiem i tak dalej, ale…. Nie rozumiem, bo nie dotarłem do tego checkpointu w życiu zwanym emeryturą. Wyobraźnia podsuwa mnie przykładowych scen, jak taka emerytura mogłaby wyglądać i pakowanie się do wnętrza stalowej klatki pomiędzy sześciu ludzi z objawami wszelkich społecznych problemów, od alkoholizmu, przez wybujałe ambicje po niepohamowaną żądze ujrzenia ludzkiego osocza, jakoś nie jest żadną z nich. Lepiej dla Scythera, by w pełni i bez nad interpretacji pojął przydzieloną mu rolę arbitra zawodów. Niech poogląda jakieś materiały archiwalne, zapyta nieposzlakowane autorytety w tej dziedzinie, jakimi są Bryndza i Grudziński, a nawet zapuści sobie google searcha na czym dokładnie owa rola polega. A sprowadza się ona do odklepania jednego pinu, który jak przypominam składa się z 3 klapnięć w matę. Tu nie ma miejsca na wożenie się jak paw po gównie, bo najwyżej może się to skończyć autorskim tatuażem w kształcie podeszwy mojego glana na jednym z pośladków i wyryciem dziobem owego pawia w rzeczone guano. Hmmm, w sumie, to chyba nawet zachowanie przytomności sędziego nie jest jakimś nieodzownym wymogiem, by owe trzy klepnięcia ręką miały miejsce… Kuszące, nieprawdaż? Szybki black out i wycieczka do krainy sennych łowów na pewno dobrze by zrobiły naszemu komisarzowi, wszak emeryci tak mają, że zasypiają po każdym wzmożonym wysiłku. Chętnie też odstąpię mu kawałek maty, na który mógłby paść, bo ponoć ludziom starszym zawsze trzeba ustępować miejsca. Przynajmniej nie będą mówić, żem cham i prostak.

 

 

MMK: To bardzo ciekawe i pouczające, ale…

 

 

Vaclav: Ale pora ruszyć tam, gdzie nie była dziś jeszcze żadna gwiazda…

 

 

MMK(zdziwiony): Czyli gdzie?

 

 

Vaclav: Na arenę rzecz jasna. (Do Nasa, wyciągając z bocznych kieszeni dwie puszki piwa) Popilnuj ich do mego powrotu, ok.? Wszak żubr zawszę się czai za rogiem, chociażby korytarza, w szatni.

 

 

Stage 3:

 

 

Oto i owo miejsce, gdzie jeszcze nie zawitała żadna gwiazda, zwana szumnie areną. Spodek duży jest, więc na tym evencie mniejszego znaczenia wypełniono tylko kilka sektorów, pozostawiając resztę zupełnie opustoszałą. Zapewne na samej Paloozie będzie inaczej i wyprzedanie wszystkich biletów znów stanie się faktem. W centrum tego wszystkiego znajduje się ring, który po prostu jest, bo nic w nim się nie dzieje. A nawet jakby się działo, to pewnie niewiele by to odbiegało od obecnej sytuacji. Wreszcie zaczyna się dziać coś interesującego, bo właśnie przygasły wszelkie źródła światła, a system nagłośnieniowy uderza w zgromadzonych fanów piosenką zespołu camp kill yourself – „Flesh into gear. ” Gitarowy riff miesza się z radosnymi odgłosami publiki, która spogląda ku kurtynie umieszczonej pod Felixtronem, ale oczywistym jest, że nikogo tam nie ujrzeli. Z lekką konsternacją zaczyna się błądzenie wzrokiem po całej arenie w poszukiwaniu lidera Vacleaux, ale coś ciężko dziś go znaleźć. Wreszcie światła kilku jupiterów skupiają się nad krawędzią jednego z wyludnionych balkonów, gdzie zasiadł sobie Vaclav. Publika ucieszyła się jeszcze bardziej z jego widoku, tak więc uruchomiły się od razu chanty: Vacleaux! Vacleaux! Vacleaux!. Jak widać, Vaclav ma z sobą mikrofon, więc jest to znak, że będzie przemawiał do swoich fanek i fanów.

 

 

Vaclav: Idąc tu do was zastanawiałem się, jak rozpocząć owe wystąpienie. Nasuwały się jakieś oryginalne formy przywitania, tudzież przyjacielskie gesty i pozdrowienia. Jednak najlepszym sposobem na kickstartowanie tej całej hecy będzie to… (unosząc Tag team title ku górze), że te pasy pozostają tam, gdzie jest im najlepiej.

 

 

Publika cheeruje, bo widocznie polubili Białostocko – Lubelski sojusz.

 

 

Vaclav (nakładając pas z powrotem na swe lewe ramię): Niemniej na całą doniosłość tej chwili pada cień dwóch wydarzeń. Pierwszym z nich jest interwencja Psycho, ponoć przepełniona troską o pomyślny dla nas wynik pierwszej obrony tytułów. Oczywiście prawdy w tym tyle, co włosów na głowie Szakala. Niemniej, czas rewanżu jest bliski i wtedy sobie z białym rogaczem wyjaśnimy kilka spraw, łącznie z kwestią obrony tytułów mistrzowskich. Tym razem to jednak ja będę wykładowcą, a ty biednym, niepozornym studenciną ledwie widocznym za blatu mego biurka, który przyszedł wyłącznie po to, by dostać mój kolejny autograf koło oceny niedostatecznej, których całą kolekcję zdążyłeś już nazbierać w swoim indeksie. Bardziej porusza mnie sprawa numer dwa. Bo widzicie, jestem ja człowiekiem obytym z słowem pisanym i wszelkimi nowinkami technologicznymi, z których robię dość częsty użytek. I co czytam na fajowskich forach i innych opiniotwórczych portalach branżowych? Mianowicie to, że Vaclav przyszedł na gotowe, że jest Tag team champem niepełnowartościowym, bo Y2J nigdy nie został przegrał żadnej walki i gdyby był tu między nami, to ja mógłbym ten kawałek złota podziwiać a i owszem, ale spoczywający na jego ramieniu. Faktycznie, wszedłem w posiadanie tego pasa w sposób nie do końca zgodny z etyką zawodu, ale mogę obiecać jedno… Postaram się, pomimo pewnych różnic dzielących mnie i Nasa, współtworzyć drużynę tak dobrą, że Nas/Vaclav, Vaclav/Nas staną się synonimami dla EWF Tag Team Title!

 

 

Owacje i oklaski rozbrzmiały na dobre. Dało się słyszeć też okrzyki w stylu: Niech żyją nam! Niech żyją!

 

 

Vaclav: A War Games będą doskonałym punktem startowym dla East sideowej rakiety, która z hukiem silników wystrzeli się wysoko w górę, ponad dokonania tych, którzy mieli te pasy przed nami. A pomoże nam nikt inny, jak sam patron młodych talentów i autorytet w kwestii przetrwania na różnych wypsach i wysepkach rozrzuconych po siedmiu morzach świata… Super Crazy!

 

 

Cheer i ogólnie wesołe przyśpiewki

 

 

Vaclav: Dokładnie tak, dożywotni TV champion i obecny posiadacz pasa FTW jest w naszej drużynie, co źle wróży tamtym mamelukom, stojącym tam, gdzie kiedyś stał Rokosowski. Ale ale, nie tak prędko… Super Szaleniec wchodzi przez drzwiczki klatki obciążony brzemieniem wielkiej odpowiedzialności… ewentualne zwycięstwo, czy też jego ulubiony skrawek lądu trwający pomiędzy wzburzonymi falami morza. Pozostaje mieć tylko nadzieje, że Crazy podejmie jedyną słuszną decyzję i aktywnie przyczyni się do upadku tego całego towarzystwa spod ciemnej gwiazdy. Bo takie są odwieczne prawa natury, że pisklę opuszcza kiedyś gniazdo, by samemu przemierzać przestrzenie niebieskie. Tak samo jest z wychowankami programu Wyspa, kiedyś sami muszą wziąć swój los w własne ręce i mądrze wykorzystać nabyte w czasie Avengerowego szkolenia umiejętności... Lecz przejdźmy wróćmy do dania głównego, czyli War Gamet Vol 4!

 

 

Cheer zmieszany z wzruszeniem wynikającym z sentymentu do tej walki, której początki sięgają jeszcze prehistorii datowanej na rok 2001.

 

 

Vaclav: Zdolny, szalony oraz eXtremalny staną naprzeciw czegoś, co można nazwać towarzystwem salonowym. Luksusy, eksluziwy i inne snobistyczne dziwy się tam mieszczą. Może być 5 gwiazdek, co tam, niech będzie ich nawet 666, ale nie zmieni to faktu, że za całym tym debeściarstwem ukrywa się nic więcej niż tandeciarstwo i bezguście, które zawsze z nich wyjdą, niezależnie od ogromu poniesionych starań… Pierwszy lepszy przykład z przysłowiowego brzegu, Scotty Whipped. Ni to pies, ni to bies, jak pisał poeta. Niby emanuje on amerykańskim life stylem pełnym pięknych kobiet na jego zawołanie i ogromem pieniędzy kolekcjonowanym dla niego przez owe panie lekkich obyczajów, z drugiej zaś stara się on pokazać nam swoją wielce rozwiniętą wrażliwość pobudzaną tylko przez kraj Nipponu. Ten miks trąci przysłowiową myszkę. Bo jakże to tak, poeta, malarz, człowiek o kulturze tak nienagannej, że zawstydziłby ponoć niejednego lorda, czy tam hrabiego, zajmuję się tak haniebnym procederem jakim jest stręczycielstwo. Da Fuck? – że się zapytam w english language, będącym językiem światowej polityki i wielkich interesów, czyli mam nadzieje dopasowanym do wymogów komunikacyjnych „pana” Whippeda. Takie teraz zwyczaje panują w tak zwanych „wyższych sferach”? To ja dziękuję, postoje z boku. I tak piwo jest mnie bliższe od szampanów i innych zachodnich eliksirów produkowanych w tamtejszych perfumeriach zwanych nad wyrost gorzelniami. Scotty jest jednak postacią wielowymiarową, a w rubryce hobby ma wpisane: systemy totalitarne. Muszę przyznać, że jest to zainteresowanie bardziej porywające niż zbieranie znaczków, czy też poszukiwanie śladów po dziwnych tworach z okresu jury i kredy zwanych PCW, PECW, czy cholera wie jeszcze jak. W takim systemie totalitarnym struktura społeczna jest banalnie prosta – mamy wodza i jego ekipę, oraz całą resztę. Główna zasada totalitaryzmu mówi, że cała reszta ma przejebane. Historia zna wiele odmian totalitaryzmu, jednak w nich wszystkich znalazło się dość czasu i miejsca na przeprowadzenie masowych mordów. I tu chyba leży dla Whippeda powab totalitaryzmu – całe państwo przemienione w ludzką żniwiarkę osocza. O ile kwestię ogólnych odchyłów psychicznych pozostawię w gestii odpowiednich specjalistów, to uderzę w inny punkt. Widzisz Whipped, zawsze miałem problem z dyscypliną i przestrzeganiem zasad i byciem w sytuacji, gdy ktoś podejmuje decyzję za mnie. Dlatego mówiąc krótko i bez przedłużania – mam ochotę wybić ci te twoje umiłowanie z twego azjatyckiego łebka, aż będzie się on trząsł jak po podłączeniu do prądu. Przygotuj się na rewolucje kulturalną, która rozbije mur twoich ograniczeń wolności i oswobodzi ludzką spontaniczność, by każdy mógł być taki, jakim chce być, baka!!!

 

 

Publika lubi wolność, wolność i swobodę, więc znów nagrodziła mówcę cheerem.

 

 

Vaclav: Wspomniałem coś wcześniej o pieniądzach i przy tym wątku chciałbym się zatrzymać na dłuższą chwilę. Dolary, ruble, euro, jeny, korony, wiele imion, te same znaczenie – hajs. Ogólnie przyjęty środek płatniczy, którym można kupić wszystko, poza szczęściem, przyjaźnią i miłością. Ale czy na pewno? Odpowiedz mi, Tool. Widzę, że i ty dołączyłeś do grona miłośników pocztu zmarłych prezydentów Stanów Zjednoczonych Ameryki. Pobudka była dość prozaiczna – chęć walki o to, co utraciłeś zaledwie po paru minutach posiadania – World Title. Tego samego World Title, o które walczyłeś z Scytherem na ostatniej kwietniowej anarchii. Pamiętasz, z kim wtedy się zadawałeś, kim wtedy byłeś? Zapewne nie, więc pozwól, że ci przypomnę – z mną. To ja dałem ci szansę bycia takim człowiekiem, jakim zawsze chciałeś być, ale brakło ci do tego odwagi. Wtedy zdobycie pasa mistrzowskiego było dla ciebie zadaniem niemożliwym do wykonania i zapewniam cię, że tak jest i teraz. Mam też podobnie niewykonalne zadanie bonusowe – spojrzyj w lustro bez poczucia wstydu i wściekłości na samego siebie, że zawędrowałeś w te same bagno, w którym tonąłeś przez poprzednie lata. Zupełnie jak w 2004 roku, gdy miałeś pasy Tag Team. Teraz stoimy przed początkiem kolejnej dekady, a Ty… jesteś tam, gdzie poprzednio, Plantom nawet gorzej, bo nie masz niczego. Widocznie Phantom okazał się tylko ułudą usnutą na bazie otaczającej ciemności, który znika jak ona sama, gdy tylko zapalisz światło. To właśnie przez twoją porażkę chciałbym przypieczętować zwycięstwo mojej drużyny, ale jesteś tylko drugim, gorszym wyjściem, z którego skorzystanie przyniesie znacznie mniej znaczące korzyści. Nie wiem w ogóle, dlaczego strzępie jęzor po próżnicy prawiąc o twej osobie, ścierko!!

 

 

Po raz kolejny cheer mode u publiki.

 

 

Vaclav: Bo największe korzyści, z EWF World Title na samym przedzie ich listy, przyniesie tylko spinowanie białego rogacza. Nim to już przetarły się wszelkie brukowce, niezależnie od formy mediów – białas był umieszczany na pierwszych stronach faktu, super ekspresu, pokazywany w celownikach i innych interwencjach jako osobnik godny kartoteki w kryminale, czy też opisywany w necie. Przez to wszystko powiedzenie czegoś oryginalnego na jego temat graniczy niemal z cudem. Gdybym był leniwy, a owe promo wykonywał na easy mode, to zrobiłbym publiczny odczyt, co ciekawszych rzeczy. Lecz to na pewno nie jest east mode, więc z takiej prasówki nici. W sumie, jedynym powodem mego zaciekawienia twoją postacią jest wyłącznie ten pięknie wypolerowany EWF World Title. Bo bez niego pozostajesz tylko zwykłym kolesiem jakich wiele na ławeczkach pod blokiem, tyle, że wywindowanym do bananowego levelu bling bingu, z muzą godną czarnej be – em – wicy kupionej na raty w pobliskim komisie i zainteresowania dyscypliną sportu, która mimo ogromnej liczby zwolenników coraz częściej kojarzy się z prostactwem nacechowanym szeleszczącym ortalionem i lipnym szalikiem uwiązanym u szyi. Uwiązanym niczym pętla, która się zacieśnia z każdą mijającą minutą, bo jeżeli jakimś fuksem wyjdziesz z tej klatki jeszcze z pasem, to jednak zbiorczy shot zostanie rozdany, a trzech najlepszych rewolwerowców po tej stronie prerii ruszy z listem gończym z twoją podobizną po ostateczne zainkasowanie nagrody. Co wyjdzie nam wszystkim na dobre, bo champion zakuty w garniak i będący zaprzeczeniem extremy to policzek dla tradycji i historii związanych z tym pasem. Kraven, Szakal, Game, Tanatos, Bubba, Hangman, nawet Tool przez te swoje kilka minut, a także tak przez ciebie uwielbiany Juice tworzyli ciekawsze i bardziej rozpierdalające mózgownice widowisko niż ty. Twój czempionat sprowadza się wyłącznie do brylowania w garniaku przed kamerami i dlatego przeprowadzenie natychmiastowego rozdzielenia World title od twej osoby jest nieodzowne. Crazy dostarczy odpowiedniej narkozy, Nas przyszykuje pięknie zaostrzony skalpel, którym pobawiłby się chętnie i twój azjatycki miłośnik przecinania żyłek, a ja osobiście poprowadzę mistrzowskie cięcie, godne największych talentów wśród wszelkich łapiduchów świata. Może i pozostanie brzydka blizna i to nie jedna, ale liczy się efekt końcowy, którym będzie zakończenie szkodliwej dla najważniejszego pasa federacji symbiozy z kimś, kto o eXtreme wrestlingu czytał tylko w necie, klękając w link przez całkowitą pomyłkę. One choice? Fuck this, we’ll make our own choices, byatch!

 

 

Publika cheeruje, a Vaclav tauntując do publiki znika zaraz za drzwiami wejściowymi na balkon.

 

 

 

 

Ręce dzierżące pad były zmęczone długim wysiłkiem, zaś cyfry stojące przy napisie Player 1 wywindowały się niemal do granic możliwości. Wreszcie na ekranie pojawiły się dwa słowa: Final Stage. Ręce z powrotem zacisnęły się na kontrolerze, w oczekiwaniu na ostateczną rozgrywkę.

Edytowane przez Vaclav
  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Vaclav

    2

  • Camp

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  283
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.01.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ogólnie przyjęty środek płatniczy, którym można kupić wszystko, poza szczęściem, przyjaźnią i miłością. Ale czy na pewno? Odpowiedz mi, Camp..

 

Kto to Camp ? :P


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Pardon, poprawiłem się :P

 

Ale rzeczowo pisać, rzeczowo i na temat.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...