Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

TNA Genesis PPV [ Uwaga na spoilery]


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  93
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Chyba żadne inne PPV spod znaku TNA nie przypominało mi produktu Vince'a McMahona jak omawiane w temacie Genesis. Pomijam kwestie obecnego wyglądu (budowy) ringu, bo to w zasadzie temat na odrębną dyskusję. Może i owszem ta zmiana nieco"uziemiła asów wrestlingu z Orlando", ale jak pokazują (mimo wszystko dla mnie całkiem przyjemny) opener oraz main event (na który również należałoby poświęcić osobny akapit) dało się pokazać odrobinę sztuki zapaśniczej wysokiej próby.

 

Zgodzę się z tym, że to nie było PPV na miarę TNA; show którym można byłoby się zachwycać przez kilka następnych miesięcy. Ale nie było też jakieś super tragiczne. Sięgając pamięcią jeszcze niedawno, w erę „przedHoganową”, da się wymienić przynajmniej kilka „arcydzieł”, których oglądaniu towarzyszyły odruchy wymiotne, ból palca spowodowany ciągłym przewijaniem oraz myśli pokroju „dlaczego ja to muszę oglądać?”, „nigdy więcej TNA”, itp. Na Genesis, dla mnie osobiście, poza wcześniej wspomnianymi dwoma pojedynkami, owszem – nie było innych walk, o których pamiętałbym dłużej, już po zakończeniu PPV, ale nie było też jakiejś która byłaby maksymalnie nudna i pociągnęłaby ostateczną ocenę mocno w dół. Walki trzymały jakiś tam poziom przyzwoitości, z pewnością niższy od oczekiwań fanów TNA; powiedziałbym nawet, że to była kwestia, która w mojej ocenie, najbardziej przybliża mój ogólny ogląd gali do tego, czego przyzwyczaiła nas swoimi ostatnimi dokonaniami WWE. Booking walk, samo rozplanowanie pojedynków – jakby trochę ściągane od Vince'a McMahona; gdzieś to szaleństwo i rozpasanie w spotach i ciekawych akcjach, reversalach, itp. zostało troszeczkę ukrócone. Owszem – ktoś powie – to wina ringu. Ale dla mnie osobiście, widać także rękę kogoś, kto miał wcześniej do czynienia z entertainmentowym podejściem do wrestlingu, natomiast z czystym, obecnym także w sporych dawkach dotychczas w TNA – indysowym – już niekoniecznie.

 

W mojej ocenie, o jakości gali świadczy to ile, jakich, jak długich walk było mi dane oglądać. Na TNA Genesis 2010, jak wspomniałem wcześniej, może nie było zbyt wielu fenomenalnych pojedynków, ale reszta nie była na tyle słaba, by zacząć psioczyć, jaki to słaby produkt zaoferowała mi tym razem promocja z Nashville.

 

Kilka przemyśleń o pojedynkach:

 

Amazing Red vs. Brian Kendrick – dusza marka X Divison gdzieś tam w głębi krzyczy, że to nie jest już „TA” dywizja, dla której oglądało się TNA. Że był to słaby pojedynek pod względem spotów, akcji, rywalizacji, itp. Ale spoglądając nieco bardziej trzeźwym okiem – było zupełnie nieźle. Po prostu tym razem, walka o ten, mający jeszcze dla niektórych niedobitków całkiem prestiżowe znaczenie pas, tym razem została zaprezentowana z innego punktu widzenia. Rywalizacja odbywała się na innym poziomie; sam match to jakby próba ucywilizowania dywizji X i zaprezentowania jej w nieco bardziej ugładzonym, może nawet bardziej przyjaznym dla niewprawionego oka (a podobno przecież po przyjściu Hogana jest „wielu” nowych fanów TNA, czyż nie?!?) wizerunku. Nowy ring, moim zdaniem, mimo wszystko nie ograniczył zawodników – przynajmniej Amazing Reda. Narzeka się natomiast na formę Kendricka. Owszem, to nie ten sam wrestler, który nawet momentami w WWE w tagu z Paulem Londonem prezentował się lepiej niż obecnie. Ale, ja osobiście, dostrzegłem w jego stylu walki, kilka ciekawych elementów. Przede wszystkim stiffowość: paru kopniaków, w mojej ocenie, nie powstydziłby się nawet KENTA.

Może i to „nadawanie nowych barw” oznacza jakiś kryzys dla X Divison, ale na razie byłbym spokojny. Choćby z tego względu, że to właśnie „ci szaleńcy” są przedstawiani, jako jeden z powodów do dumy promocji Dixie Carter; odrębności od innych (czy właściwie innej) federacji. Co prawda TNA ma tendencje (wcześniej bez Hogana, a dziś już także z Hulksterem na pokładzie) do podejmowania kontrowersyjnych decyzji, ale rezygnowanie z jednego z trademarków promocji byłoby co najmniej bolesnym strzałem w stopę. Może i nawet wypromowanie Reda na nowego Mysterio jest karkołomne/szaleńcze/niedorzeczne (niepotrzebne skreślić), ale jakby na to nie patrzeć można byłoby tego spróbować: po pierwsze – jeszcze przez kilka lat – walki z jego udziałem stałyby na dobrym poziomie, dwa – jakieś tam pieniążki do kasy i zawodnika także by wpłynęły.

 

Sean Morley vs. Christopher Daniels – pojedynek – synonim dzisiejszej sytuacji w TNA. „Nowi” mają być „dobrzy” i przynieść korzyści dla federacji. „Starzy” muszą się starać i są niezadowoleni ze swojej sytuacji. „Nowi” są podobno dobrze przyjmowani przez fanów, jednakże w rzeczywistości większość ich wygwizduje, „starzy” mają odgrywać role heelów (co momentami w przypadku speechów Danielsa przybierało iście groteskowe oblicze) i mają być nielubiani – tymczasem to za nimi stoi całkiem spory liczebnie TNA-owski „beton”. To tyczy się nie tylko tego podrzędnego feudu – mam tu na myśli także oczywiście główny motyw na linii Hogan – Jarret. Walka sama w sobie nie najgorsza, jeśli miałbym się czegoś uczepić to złe rozłożenie akcentów: dominacja Fallen Angela przez spory czas walki i bardzo szybkie odwrócenie losów pojedynku pod koniec przez Vala Venisa vel. Morleya. Ot taki średniaczek, który ni ziębi, ni grzeje.

 

Tara vs. ODB – pojedynek dobry – jak na kobiety. Ale główny zarzut to stypulacja. Nie jestem przeciwnikiem oglądania Knockouts. Przeciwnie – od czasu do czasu bardzo lubię popatrzeć. Ale nie wydaje mi się, by taka stypulacja szczególnie pasowała „tym” wrestlerkom. Obie są znakomite, to fakt, ale jak widać, trochę więcej czasu na pokazanie swoich umiejętności i jakby nagle okazało się, że nie ma czego pokazać. Szczególnie zaczęło mi się trochę nużyć, gdy ODB trzymała Tarę w body scissors i trwało to kilka ładnych minut. Toteż byłem trochę zadowolony, że skończyło się po dwóch pinfallach. Ale mimo wszystko, podobnie jak przy poprzednim pojedynku – zadowolenie, że nie było totalnej żenady.

 

Matt Morgan and Hernandez vs. The British Invasion – po prostu nie mogłem się przekonać do runu Big Mexa jako single wrestlera. Jak na razie, dla mnie, to bardzo dobry zawodnik tag team. Może nie udało się z niego po prostu wyciągnąć, być może drzemiących w nim gdzieś głęboko pokładów oryginalności i charyzmy? Dla mnie był/jest w obecnym momencie, pod względem gimmickowym, jakąś tam hybrydą; TNA-owską wersją luchadora, Johna Ceny oraz Batisty, z niestety dość kiepską prezencją na micu. Dlatego, mimo wszystko, cieszę się, że dostał równie dobrego tag team partnera. Może jest to przykład writingu, jak to się mówi „z dupy”, ale w TNA już nie takie pisane na kolanie angle i storyline'y okazywały się przynosić korzyści. Jeszcze bardziej byłbym zadowolony, gdyby doszło do reunionu L.A.X. - jednego z najbardziej udanych produktów, można by nawet rzec – marketingowych TNA. (Oczywiście piszę te słowa także będąc opętanym mark modem na Latin American Xchange). Co do samego pojedynku – wzorcowe zaprezentowanie tagu Morgana i Hernandeza jako dwóch masakrujących przeciwników power houseów. Na plus także rozwiązanie pojedynku czyli pasy tag team dla wspomnianych dwóch zawodników. The British Invasion bronią się gimmickiem – zupełnie niezłym, realistycznie oddającym heelowość. Może także w końcu w ringu będą prezentować równie wysokie walory.

 

Desmond Wolfe vs. D'Angelo Dinero – jak dla mnie zaskoczenie bardziej jednak in minus. Walkę odebrałem jako pojedynek dwóch zupełnie do siebie nie pasujących stylem zawodników. Jakby zabrakło chemii i pomysłów na poprowadzenie walki. Owszem – doskonale sobie zdaję sprawę, że w walkach Nigela vel. Desmonda nie należy liczyć na jakąś maksymalną ilość fajerwerków; tu bowiem liczy się technika, budowanie napięcia, wręcz opowiadanie rywalizacji, ale to nie znaczy, że jak Anglik pokaże kilka niekonwencjonalnych subbmissionów, to już należy uznać match za świetny. Być może w inny dzień, przy innym bookingu, obaj zaprezentowali by się lepiej, mnie jednak ten pojedynek nie porwał. Jakkolwiek gimmick Pope'a jest oryginalny i wielu go kupuje, to mimo wszystko jest ograniczeniem, wg mnie, dla tego wrestlera. Predestynuje go bardziej do gimmick matchów, z raczej sporą ilością spotów (a sam początek rywalizacji z wejściem obu zawodników nawet trochę jakby na to wskazywał – oryginalny Pope vs. udawany „playboy” Desmond). Innymi słowy: małe rozczarowanie.

 

Beer Money, Inc. (Robert Roode and James Storm) vs. The Band (Kevin Nash and Syxx-Pac) – po raz kolejny mogę napisać, że na szczęście nie było totalnej żenady. Również na plus fakt, iż zwycięstwo przypadło Piwoszom. Obecność „The Band” w TNA oceniam jako ciekawostkę, nawet miłą z perspektywy wspomnień. „Udział Halla w walce” to dla mnie ciekawa próba podkoloryzowania storyline'u o obecności starych wyjadaczy w federacji w Nashville. Mam tu na myśli fakt, iż są prezentowani, nie jako nowi/starzy kroczący od zwycięstwa do zwycięstwa zawodnicy, lecz jednak jako cienie samych siebie – to że Scott zaatakował fana, oznacza, że jednak są to już zgorzkniali, zdesperowani, świadomi przeszłości i nie dający sobie rady z rzeczywistością wrestlerzy. Przejawem tego, (choć może wyolbrzymiam tutaj szczegóły, które na dłuższą metę mogą się okazać mało istotne) niech będą zdania wypowiedziane przez Hogana po ich walce, „iż będzie musiał sobie z nimi (The Band) poważnie porozmawiać na następnym Impactcie”, prześmiewcze udawanie przez Jamesa Storma w pewnym momencie walki Kevina Nasha jako emeryta, a także, już zupełnie niezależne od scenariusza, przyśpiewki fanów zgromadzonych w studiu w Orlando „Na Na Na Na, Hey Hey, Goodbye”.

 

Abyss vs. Mr. Anderson – o ile zgodzę się, że segment, w którym Abyss powala „mistrza MMA” laptopem jest mocno naciągany (o wiele lepiej byłby się sprawdził, gdyby był przeprowadzony gdzieś na backstage'u, a Abyss z nieco większą furią zaatakował Bossa), o tyle faktycznie przybycie do federacji Mr. K... znaczy się Andersona, sprawiło mi trochę radości. Ale niestety sama walka już nie. Obok pojedynku Wolfe vs. Dinero – dla mnie dwa najsłabsze elementy tego PPV. Gdybym był w ten niedzielny wieczór w Impact Zone, chyba przyłączyłbym się do chantów skierowanych do wrestlera „z Green Bay, Wisconsin”: „Overrated! Overrated!”. Abyss i występujący wcześniej na tej gali Daniels to tacy dwaj, posłuszni i zdyscyplinowani żołnierze w armii Dixie. Gotowi do jobbowania, odgrywający mniej lub bardziej groteskowe gimmicki, jednocześnie z dużym potencjałem i z, praktycznie już zmarnowanymi, choć jeszcze nie do końca, runami jako single wrestlerzy. Sam pojedynek słaby, nużący w momencie, gdy Abyss i Anderson byli poza ringiem, jednocześnie niewiele więcej działo się, gdy obydwaj byli na ringu. Może i będzie jakiś pomysł na wykorzystanie Mr. Andersona w TNA, chociaż osobiście na razie podchodzę do tego zachowawczo i jednak trochę sceptycznie (szczególnie ze względu na osławione - a właściwie ich brak - umiejętności wrestlerskich, które jak wiadomo w federacji z Nashville liczą się bardzo).

 

A.J. Styles vs. Kurt Angle – cóż można innego napisać... po prostu kolejny klasyk tych dwóch zawodników i pierwsza, dla mnie, bardzo dobra walka roku 2010. Ilość czasu jaka została im dana, zapowiadała co najmniej dobry pojedynek. Choć z początku mogło się wydawać, że rywalizacja jest powolna, było to jednak tylko złudzenie. Wszystko rozwijało się harmonijnie. Nieco w starym, klasycznym stylu wrestlingu. W mojej opinii, obaj wrestlerzy dysponują takim movesetem, dającym tak duże pole do popisu, że mimo wszystko nie da się przypasować ich dwóch walk do siebie – każda czymś się wyróżniała. Można trochę narzekać na udział Flaira, ale koniec końców został on dobrze przeprowadzony. Spoglądając już chłodnym okiem na całe zajście – jest w tym jakiś sens. Styles nie stał się bowiem w tym pojedynku jeszcze „złym heelem” tylko kimś w rodzaju cwaniaka, któremu blisko bardziej do tweenera. A z Flairem u boku może nawet zyskać. O tym mniej więcej pisałem w innym temacie, rozprawiając się o udziale legend w promowaniu obecnych gwiazd TNA. Niech Flair jeszcze kilka, kilkanaście razy pojawi się u boku A.J.'a, niech będzie jego mentorem, niech powie: że Styles „to najlepszy wrestler na świecie”, a już lepszej promocji w promocji Dixie Carter nie będzie mógł już mieć (szczególnie chodzi mi tu o „nowych widzów” TNA Impact). Oby tylko writerom z Orlando nie przyszło do głowy, by wprowadzić angle, że oto były mentor A.J.'a - Sting - stanie do rywalizacji z nowym przewodnikiem - Flairem (a tym bardziej na ringu).

 

Ogólnie galę da się podsumować w ten sposób: głosy z serca oraz dusza marka szepcą, że to było kiepskie PPV. Że TNA stać na więcej, że może być lepiej. Jednakże rozum tonuje te fantazje, przypominając, że przed federacją z Nashville jeszcze długa droga, gdyż, będąc w obecnym momencie „hoganowej” transformacji musi się wykluć nowy, swoisty styl dla produktu. Natomiast to w jakich proporcjach i które elementy starego i nowego TNA zostaną zachowane – tego nie sposób przewidzieć. Swoją drogą, to już zaczynam się trochę gubić w całej tej propagandzie sukcesu Hulka i Bischoffa: to w końcu oni chcą uwypuklić najlepsze cechy promocji Dixie czy chcą ją przebudować na bardziej atrakcyjną (swoją ?!? swojego „widzimisię” ?!?) modłę ?

 

TNA to w obecnym momencie swoisty koktajl, który może doprowadzić do bram nieba (sukces komercyjny) albo sprowadzić na dno piekła (porażka i wszystko co z tym słowem związane). Koktajl, na którego recepturę składają się wspomnienia o WCW oraz ECW, świeży powiew niezależności independent wrestlingu, jakieś majaczenia wielkości WWE, a także, doznany wcześniej tylko przez nielicznych, mir odrębności oraz oryginalności TNA.

 

Sukces jest na wyciągnięcie ręki, sęk w tym, by skorzystać z szansy.

 

Impact z 4 stycznia można nazwać umiarkowanym sukcesem federacji Dixie Carter. 1.5 ratingu przy tylko lub aż 3.6 WWE RAW z udziałem Breta Harta, należy uznać za dobry wynik; szczególnie, że promocja Vince'a McMahona nawet przy niewielkim wysiłku może pozbyć się wszelakiej konkurencji. TNA brakuje w tym momencie, czegoś naprawdę oryginalnego, czegoś, co zdecydowanie wypchnęło by ją przed szereg. Kiedyś (pisze to stary mark Stingera), było coś w WCW co wypchnęło tą promocję na wyżyny. Teraz, w TNA, po kądzieli krewnej promocji Teda Turnera, doświadczony smart fan wrestlingu, nie dostrzeże zbyt wielu nowości. Tylko co najwyżej, jakieś nawiązania do przeszłości, które, z komercyjnego punktu widzenia, mogą się okazać cenne, ale, dla wytrawnego fana, mogą być tylko popłuczynami wielkości.

 

Optymistycznie nastawiony fan federacji z Nashville może też zauważyć w obecnych storyline'ach nawiązanie do rzeczywistości; pewne novum, dotychczas wykorzystywane po macoszemu w mainsteamowych promocjach, polegające na „łamaniu kayfabe”. Wykorzystanie realnej sytuacji mającej miejsce w przeszłości oraz obecnie, a następnie prezentowanie jej na ekranach telewizorów.

 

Przyjście Hogana do TNA balansuje na krawędzi. Może być ciekawie. Tylko należy dobrze poprowadzić cały scenariusz. Osobiście, napawa mnie dobrą myślą fakt, iż jak do tej pory panuje w federacji „przekonanie” o zaje*istości niektórych „młodych” wresterów (AJ, Morgan, Hernandez, Beer Money, MCMG, cała dywizja X). Można się łudzić, iż ci właśnie zawodnicy będą pushowani w najbliższej przyszłości. Jednocześnie, niepokojący w dalszych rozważaniach jest fakt, obecności „kumpli Hogana”; geriatrii, myślącej o łatwym zarobku, jeszcze raz próbującej się przebić na ekrany TV. Oni są potrzebni, ale tylko dla dalszego, ale też krótko trwającego scenariusza.

 

Pozycja startowa jest świetna. Pierwsze PPV pod wodzą Hogana nie było tak straszne, jak mogłoby się wydawać. Nie można tylko tego sknocić.

 

Ocena ogólna TNA Genesis 2010 w skali szkolnej:

 

3= (za minimalnie przewyższające pozytywy nad negatywnymi stronami tego show).

 

 

PS. Mam nadzieję tylko, że Hoganowi nie strzeli do łba zmasowana promocja talentów Brooke...

 

PSS. Fani w Impact Zone – przekleństwo i dobrodziejstwo TNA. Może i większość to wywodzący się z internetowych forów „wrestling know-it-alls”, ale także kolejny, choć nieco mniejszy (po Dixie Carter, w której w fachowe podejście do biznesu mam duże zaufanie) katalizator dla federacji. Jak wcześniej wspomniałem – mam nadzieję, że Hulk nie jest na tyle głupi/chciwy/popaprany by kilkoma decyzjami zniszczyć zaufanie fanów, często żywo i realnie reagujących w studiu w Orlando na Florydzie.

  • Odpowiedzi 45
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Mani

    6

  • -Raven-

    5

  • Bonkol

    3

  • TakeR

    3

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  5 047
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  22.12.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Amazing Red vs Brian Kendrick

W poprzednich postach wyczytałem, że Kendrick jest bez formy i że to przez niego walka była gorsza niż powinna. Mam zupełnie odmienne zdanie, Brian próbował z Reda wycisnąć coś więcej niż tylko spoty, których Amazing potrafi wykonać mnóstwo, ale gdy już przychodzi co do czego i ma nam pokazać trochę psychologi ringowej to się po prostu gubi i bardzo trudno jest z nim zabookować, że się tak wyrażę inteligentny dłuższy pojedynek, a w taki sposób walczył właśnie były gwiazdor WWE. Może i były Spanky nie pokazuje takiej formy jak za czasów ROH, ale też nie jest to byle kto i można wierzyć w to co napisze lub nie, ale jest lepszym zapaśnikiem niż Amazing Red. Sama walka była całkiem przyjemna w oglądaniu, co nie zmienia faktu, że podczas debiutu nie powinno się z marszu dostawać title shota.

 

Daniels vs Sean Morley

Słaba walka. Może Val Venis jest w lepszej formie niż podczas swojego pobytu w NJPW gdzie wyglądał jeszcze gorzej i jeszcze gorzej walczył, a przecież ciągle ma gimmick super playboya. Nie czepiam się samej końcówki, bo jak kilka osób już wspomniało każdemu może się noga z liny ześlizgnąć, ale jak to możliwe, że wrestler walczący ostatnio o pas ze Stylesem teraz przegrywa pojedynek z nowicjuszem w federacji i to w dodatku na samym dole karty. Szkoda, bo Daniels to ktoś kto potrafi odnaleźć się zarówno w ringu jak i przy mikrofonie, a TNA od bardzo dawna traktuje go jak przysłowiowe koło u wozu.

 

Tara vs ODB

Walka nie przypadła mi do gustu i ciesze się, że to pewnie koniec tego feudu, bo obie panie raczej sobie w ringu nie leżą i wyraźnie brakuje chemii(zupełnie co innego było w przypadku walk Tary z Kong). Spodobało mi się, że wykorzystano tylko dwa falle, bo przecież nie każda walka z gimmickiem 2/3 Falls musi kończyć się rezultatem 2:1. Akurat w tej walce element zaskoczenia był pozytywny, ale czy sprawiedliwy to nie wiem, bo One Dirty Bitch straciła pas zupełnie bez walki i jakby po prostu przespała te kilka minut.

 

Morgan/Hernandez vs British Invasion

Walka może była niezła, ale miała o wiele większy potencjał. Szkoda, że para Morgan/Hernandez znów wylądowała w dywizji tagów, a co za tym idzie cała promocja z 2009 roku poszła się kochać. Jako fan Hernandeza bardzo nad tym ubolewam, bo może nie jest to zawodnik, który ocieka charyzmą, ma cudowne mic skillsy itd. ale jest to znakomity power wrestler, który wniósłby dużo świeżości do main eventów, bo skoro federacja nie chce promować Joe czy Danielsa to czemu nie zaryzykować z kimś takim ? Średnio mi się podoba promowanie hybrydowego tag teamu, ale jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

 

Desmond Wolfe vs D'Angelo Dinero

Początek był zupełnie niepotrzebny i nie pasował do gimmicku Nigela. Takie wejście to powinien mieć Val Venis, ale TNA wolało użyć Brooke Hogan, której Morley dał ręcznik, żeby jeszcze bardziej podkreślić jej obecność na gali. Walka sama w sobie ciekawa, ale bez żadnych rewelacji, wydaje mi się, że akurat takie zestawienie nie będzie nam sprzedawać rewelacyjnych walk, bo Wolfe jest zbyt wymagający technicznie, a Dinero większość swojego charakteru w ringu opiera na odgrywaniu postaci co wychodzi mu bardzo dobrze. Powiem szczerze, że liczyłem na trochę inny pojedynek Desmonda, bo jeżeli każda jego walka będzie opierała się na dewastowaniu kończyn przeciwnikom to szybko może się fanom mainstreamu znudzić.

 

Beer Money, Inc. vs The Band

Zacznę od tego, że Scott Hall po raz kolejny pokazał absolutny brak profesjonalizmu, a TNA jeszcze raz pokazało swoją niesamowitą głupotę. Wszyscy dopiero teraz zauważyli, że ten człowiek ledwo się rusza ? Fakt, że wstydził się pokazać w ringu mówi chyba sam za siebie. Granie w papier, kamień, nożyczki to też niesamowicie trafny pomysł na wytypowanie partnera, brak słów. Co do walki to było słabo i nie ma się co oszukiwać i gdyby nie para Storm/Roode to byłoby jeszcze gorzej. Wszystko opierało się na tym co oni zrobią w ringu, a że publiczność je im z ręki to całość przyćmiła naprawdę fatalny pomysł i słabą realizacje tego pojedynku. Sam finisz pokazał, że Hall raczej długo miejsca w federacji nie zagrzeje i obstawiam, że wytrzyma do maksymalnie następnego PPV.

 

Abyss vs Mr. Anderson

Segment z atakiem na Lashleya słaby. Boss po punchach Abyssa nie miał ochoty wstawać, a co dopiero po uderzeniu laptopem, nie ma to jak realne odgrywanie postaci fightera MMA. Kennedy na mikrofonie spisał się jak należy i z przyjemnością go słuchałem. Zdziwili mnie fani, którzy na początku sikali po majtkach, a potem chantowali "overrated", coś się na tej gali zdecydować nie mogli. O walce nie chce mi się dużo mówić, bo Anderson to nie jest mistrz ring skillsów i nigdy nie będzie, bo nie robi postępów, a Abyss bez dodatkowych atrakcji typu gimmick match nie jest sobą, a jak bardzo ważną role ma w federacji pokazują kolejne gale Impact, a także PPV.

 

AJ Styles vs Kurt Angle

Miałem nadzieje, że ta walka podniesie ocenę gali i się nie zawiodłem, bo była to jedna z niewielu rzeczy, które na tej gali oglądało się z całkowitą przyjemnością. Początek może wolny, na rozpoznanie, ale potem już jazda na całego. Widzę z gali na gale, ze Angle Slam jest coraz słabszy, bo nawet akcje z narożnika nie kończą walki. Były near falle po finisherach, były własne finishery wykonywane przez rywala, było trochę latania(ahh, Angle to robi ślicznego Moonsaulta). Kilka osób narzekało na końcówkę walki, ale mi się podobała interwencja Flaira i mam nadzieje, że w roli managera zadomowi się na dłużej. Szkoda natomiast, że twarz TNA jaką jest AJ przeszedł na ciemną stronę mocy, bo nie od dziś wiadomo, że nieporównywalnie lepszy z niego face niż bad guy. Mało słowo na temat Hebnera, niech ten pan już skończy sędziować, bo jak widzę jego liczenie to doskonale wiem kiedy zakończy się walka i nawet nie miałem nadziei, że Kurt po uderzeniu pasem wstanie.

 

Teraz słów kilka o wyglądzie ringu i Impact Zone. Rozumiem, że Impact Zone zostało tak zmodernizowane, bo organizacja w dalszym ciągu planuje tam siedzieć przez kolejne lata wyjeżdżając raz na rok ? Tak, tak jesteście konkurencją dla WWE nie ma to tamto. Co do ringu to o wiele bardziej lubię kwadratowy, ale też trochę żałuję, bo TNA zawsze kojarzyło mi się z tym czymś innym, a tak wiele rzeczy już nie będzie takich samych. No chyba, że Dixie na specjalne okazje będzie wracać do 6-kąta, bo bez tego nie wyobrażam sobie np. gali Lockdown. Druga sprawa związana z samym ringiem to barierki, które są zdecydowanie za blisko i rampa, która prezentuje się bardzo średnio.

 

Jeżeli chodzi o Hogana to wypadł średnio, ma w federacji być niepodważalnym facem, a wychodzi na ring i kpi z fanów, że nowy ring ma być i już i mają się z tym pogodzić. Ogólnie Hogan wyrasta mi na takiego Chucka Norrisa dwa, bo jak widzę jak strasznie reagował na ataki Halla czy Abyssa to ogarniał mnie śmiech. Cóż jestem przekonany, że cała federacja będzie kręciła się wokół jego osoby, bo on sam uznaje się za Boga tej federacji mimo, że jest tam bardzo krótko. Jak czytam wiadomości o tym co działo się na kolejnym tapingu, czy o newsach mówiących o starciach 3D vs Nasty Boys czy Flair vs Sting(to może bym od biedy obejrzał ze względu na historie) to jest mi smutno, bo mimo, że tak najeżdżam na federacji Dixie to w głębi serca zawsze w jakimś małym stopniu jej kibicowałem i nóż się w kieszeni otwiera gdy po takim dobry drugim półroczu roku 2009 przychodzi mi oglądać takie coś. Kilka osób pokusiło się o ocenę w skali szkolnej, więc pozostanę przy tym. 2/6 lub 2+/6. Większość z tej oceny to main event.

15974308365193fac7b7921.jpg


  • Posty:  728
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.11.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Mi się to ppv nie podobało :( Walki zbyt wolne , żeby nie powiedzieć nudne. Main event rozkręcił się od połowy. Zmiana ringu chyba wyszła na gorsze :/

 

Jednym słowem Hogan się nie popisał , i przyznam szczerze że Impact z poniedziałkowej wojny lepiej mi się oglądało , a walka panów z main eventu była o wiele lepsza .

 

Aha i jedno pytanko :

 

Co to była za akcja z Hallem i fanem ? Zaplanowane czy serio ktoś go obraził a mu puściły nerwy ? raczej ta 1 opcja ale dziwnie to wyglądało .

Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani w żadnym innym terminie. Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów,bez podawania przyczyny.

15526227894b75c90031222.gif


  • Posty:  971
  • Reputacja:   191
  • Dołączył:  08.01.2009
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Jak dla mnie PPV wyszło średnio. Były walki świetne (Kurt vs Styles, Morgan & Hernandez vs British Invasion), dobre (Daniels vs Morley, ODB vs Tara) i słabe.

Cieszy mnie pojawienie się Kendricka w TNA. Może teraz pokaże pełnię swoich możliwości.

Fajny debiut Andersona, ale słaba walka.

Main Event perełka, ale trochę zbyt wolny na początku. Ocena ogólna to mocne 4/6

6427638215a28716991f4b.jpg


  • Posty:  478
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  29.12.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Miałem bardzo wielkie oczekiwania co do pierwszego PPV z pod ery Hogana i Bishofa... zawiodłem się na całej linii. Nie jestem jakimś wielkim fanem TNA, rok temu oglądałem przez parę miesięcy, teraz postanowiłem wrócić do oglądania i jak tak dalej będzie to znów zakończę moją przygodę z tą federacją.

 

Już samo wprowadzenie 4 ringu mnie wkurzyło, ale jeszcze bardziej mnie wkurzyło jak Hogan z szanownym panem Bishofem potraktowali fanów. "Tak ma być, w dupie mam to, że jesteście z federacją od początku, ja jestem Hogan i ja jestem koks a wy macie się dostosować"

 

Nie chce mi się rozpisywać na temat poszczególnych walk. Jak na standardy TNA były słabe. Main event i walka Popa z Desmondem tylko mi się podobały, tak jak większości was.

 

Brian Kendrick super, fajnie, że jest ale bez rewelacji. O wiele lepiej by było jak by zamiast niego walczył któryś z MCMG. Wraz z tą walką zaczyna się problem federacji, nowi zajmują spoty na PPV starym, ale wiadomo, że tak będzie wraz z erą Hogana.

 

Sean Morley "Ladies Im here" żygać mi się chce jak to oglądam.

 

Mr. Anderson bardzo lubię go, wiązałem sobie z nim wielkie nadzieje, wraz z powrotem do WWE, ale zostały one rozwiane po jednym dniu. Jak Anderson ma być wielka gwiazdą, to mogli by mu dać wygrać czysto, a w ringu słabo. Niczym efektownym się nie popisał.

 

Heel Turn AJ, nie jestem ekspertem TNA, ale uważam to za błąd. Bardzo dobry z niego face. Sama walka oczywiście fajna, a heel turn ładnie przeprowadzony, AJ miał możliwość wyboru i można to było kupić.

 

Tak ogólnie o kierunku w jakim zmierza federacja. Widzę to w czarnych barwach. Oglądając impacty i PPV, miałem wrażenie, że ta cała gadka "że młodzi to przyszłość, że każdy musi się wykazać" to bullshit. Vince się nie musi niczego bać bo jak bym miał stawiać do TNA się samo zniszczy. Od TNA nie jestem ekspert ale ja tak to odbieram jak napisałem wyżej


  • Posty:  1 623
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Amazing Red vs Brian Kendrick

Walka nawet dobra. Dużo się działo ale tak jakoś wolno. Po tej walce spodziewałem się czegoś więcej.

Daniels vs Sean Morley

Słaba walka. Uważam tak samo jak Bonkol. Dziwi mnie ten fakt że ktoś taki jak Daniels przegrywa z kimś takim.

Tara vs ODB

Dobry pojedynek ale nie powalający. Mam nadzieje że ten feud się skończy bo chyba każdy widzi to że nie pasują do siebie.

Morgan/Hernandez vs British Invasion

Dobra walka podobałą mi się. Ciesze się że wreszcie zdobyli pas, ale ich raczej wolałbym oglądać jako ME.

Desmond Wolfe vs D'Angelo Dinero

Dobry pojedynek trzymał swój poziom.

Beer Money, Inc. vs The Band

Walka jak każda w której jest Nash była wolna. Fajne zakończenie, ale mam jedno pytanie. Czy to co zrobił Scott Hall było ustawione?

Abyss vs Mr. Anderson

Fajnie że pojawił się Mr. Anderson. Przy mikrofonie jest bardzo dobry ale w ringu już tak wspaniale nie jest. Walka nawet dobra, ale można było liczyć na coś więcej.

AJ Styles vs Kurt Angle

Bardzo dobry pojedynek na wysokim poziomie. Szczególnie końcówka walki była bardzo dobra i trzymała w napięciu.

Ogólnie gala nawet dobra. Ocena 3/6

Szkoda że zmienili ring na 4-kątny. Mam nadzieje że np. na Lockdown będzie 6-kątny ring.

1 miejsce w typerze TNA w 2011 r

 

http://total-nonstop-action.blogspot.com/ --> najlepszy blog o TNA

 

Fan wrestlingu od 25.02.2005r

 

Reprezentant TNA Originals


  • Posty:  54
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  17.12.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Tak to co zrobił hall było ustawione.Jakby nie było to o tym incydencie bębniono by w mediach a sam hall został by już dawno pozwany.

Mi gala się podobała w miare ale mam kilka zastrzeżeń.Mianowicie kto wymyślał wejście desmondowi jego wejście wyglądało jak połączenie ważniaka w garniaku i polskiego dresa. Plus jeszcze ta mina gdy mu ta typa spodnie ściągała.Walki były zdecydowanie za krótkie. Reszta na gali była ok ale co najwyżej ok.Dlatego moja ocena wynosi 3/6

Amazing Red vs The brian kendrick

walka była fajnym openerem mi się podobała bo była chyba najpłynniejszą walką gali.Dlatego po obejrzeniu jej byłem na reszte pozytywnie nastawiony lecz niestety dopiero później się dowiedziałem że to była 2 najlepsza walka tej gali.

Daniels VS Sean morley

Walka pomimo że innym się nie podobała mi przypadła do gustu.Wszczególności głos seana mi się bardzo spodobał i powiem że jego mic skillsy jak dla mnie są dobre.Niestety w trakcie walki pojawił się błąd ze skokiem z narożnika ale to każdemu mogło się przydarzyć.

Odb Vs Tara

Walka była słaba przez zły dobór zawodniczek.

Desmond Vs Pope

Walka mało płynna nawet bardzo co chwila było jakieś zacięcie a to wszystko przez zły dobór zawodników.

Beer Money vs Nash i X-pac

Walka była średnia póki na ringu stał X pac zaś gdy wchodził nash już zbyt dobrze nie było. Ale pomysłowa końcówka plus kilka ciekawych akcji beer money np ich spinebustery zdecydowanie podniosło ocene walki na średnią.

Brytole VS Matt morgan i Hernandez

Walka na równi z openerem czyli całkiem niezła.Fajnie zabookowana dosyć płynna i wyrównana ale zdecydowanie czegoś jej brakło.

Aj styles VS Kurt angle

Dobra walka jak już się rozkręciła to było dobrze.Świetnie przeprowadzony heel turn aja ale niepokoi mnie nadużywanie finisherów przez bookerów bo przełamanie kilku finisherów na głowę to trochę przydużo.

A i obecny ring oraz atmosfera strasznie kojarzyła mi śię z ringiem WWF z lat 80-tych.Jak włączyłem gale to miałem wrażenie że ta gala odbyła się już bardzo dawno temu i nie jest świeża.

EDIT:wtedy zapomiałem o abyssie i andersonie to teraz napisze

Abyss vs Anderson

Wejście i mic skillsy andersona dobre to że ma być heelem też sama walka nie porwała ale dało się oglądać a jeszcze jak dostanie dobrych przeciwników to może nawet miło się będzie oglądać jego walki a i tak jego mic skillsy zdecydowanie cala reszte odkupują

Edytowane przez przemolec961

5119320494b50ef6cb8ee3.jpg


  • Posty:  798
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  31.12.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Zacznijmy od poczatku: speech Hogana i Bishoffa i nowy ring, sam nie wiem czy weicej plusow czy minusow na ten temat:>

 

Red vs kendrick

jak na opener, bardzo wolno i ogolnie kiepsko, kendrick slabiutko. nie ogladalem za wiele tna ale red ma swietnego finishera i to jedyny plus tej walki;]

 

Venis vs daniels

ja mam troche inne zdanie niz wiekszosc, mianowicie walka nawet mi sie podobala, daniels jak zawsze swietny i venis tez nienajgorzej. osobna sprawa to wyglad venisa- tu nie jest najlepiej;]

mimo wszystko wolalbym go ogladac w segmentach z tbp jak na impactcie 4.01 niz w ringu;p

aha i czemu daniels jest heelem do uja pana? :(((

 

Tara vs odb

nie byla zla ta walka tylko po co 2 of 3 jak tara wygrala od razu 2x?;P

w ogole milo popatrzec na byla dive wwe w takiej formie, bo u vince byla cieniem samego siebie, zapewne nie z wlasnej winy tylko pro bookingu;[

 

Morgan i hernandez vs british invasion

strasznie nie lubie tych anglikow wiec cieszy mnie to ze stracili pasy, sama walka bez historii. w ogole bez sensu, ze blueprint i hernandez tworza tag team, oni powinni pukac do drzwi me i walk o pas hw

 

ten segment z Abyssem nawet smieszny;p

 

Desmond vs Pope

Pope to kolejny po Victorii przyklad jak WWE nie wykorzystuje potencjalu wrestlerow, gosc jest po prostu fenomenalny pod wzgledem charyzmy, gadki jak i ring skillsow, a WWE za wiele nie pokazywal. Sama walka bardzo fajna, jedyne co mi sie nie podobalo to zwyciezca;]

 

Beer Money vs Band

Strasznie mi sie podoba wspolpraca piwoszy, chyba najlepszy obecnie tag team obok mcmg. Waltman w dobrej formie, milo mnie zaskoczyl:) gdy wchodzil Nash to juz tragedia, ale tego pana juz od kilku lat wysylamy nieskutecznie niestety na emeryture;[

zaluje ze nie walczyl Hall, ale jesli jest on w formie jak Nash to chyba dobrze;ddd

zakonczenie z dupy, ale dobrze ze wygrali piwosze;

 

Abyss vs Kenedy

Kenedy na micu na prawde jest fenomenalny, ale w ringu nigdy mi nie podchodzil i nic sie nie zmienilo;]

Abyss jest switnym power wrestlerem, potrafi przyjac mega bumpy i w ogole strasznie mnie boli ze tak go szmaca ale z panem andresonem widowiska nie stworzyl co bylo do przewidzenia;[

zakonczenie tez jakies z dupy, ale mozna bylo to przewidziec;[

 

AJ vs Kurt

Swietna walka chodz nie wiem czy nie odrobine gorsza niz ta z impactu;]

swietna wspolpraca wrestlerow, masa near falli i w ogole super:)

do czasu...

z AJa taki heel jak z Mysteria, za to Kurt jest urodzonym heelem wiec po cholere robic z niego na sile facea?

masakra;[

sama osoba Flaira jako mentora AJa jest ok, moze faktycznie bedzie on gadal heelowo za AJa co moze byc korzyscia, byleby nie pchal sie do ringu...

 

Ogolnie sam nie wiem jak ocenic to ppv

z jednej strony duzo swietnych mlodych zawodnikow, ale z 2giej troche za duzo tych nowych;[

same walki hmmm, niby wiekszosc dobra, ale albo dziwne koncowki albo zle zabookowane albo jeszcze cos;d

 

niemniej daje 5+/10 co w przypadku gal wwe ktore rzadko dostaja wiecej jak 3 jest sukcesem:)


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Ja tam w walce Kendricka z Red'em nie widziałem prób jakiejś większej psychologii, ale po prostu wolniejsze tempo i liczne restholdy, kiedy walkę prowadził Brian. Ex-Spanky był zajebistym wrestlerem dopóki nie zawitał do Vince'a. Po odejściu z WWE stracił szybkość i zaczął kaszanić spoty (podobnie jak Paul London w PWG). Wystarczy zobaczyć jak Kendrick zaprezentował się w DG USA. Tam też stawiał na psychologię ringową i nie wyszło?:)))

A że Red to typowy spot-wrestler? I co z tego? RVD też był spot'owcem, co nie przeszkadzało mu robić świetnych pojedynków. W X-Division fani nie chcą oglądać psychologii ringowej (a już na pewno nie kładą na nią głównego nacisku). Chcą szybkiej jazdy bez trzymanki, masakrycznych spotów, akcji podwyższonego ryzyka, high-flyingu (a nie rest holdów) oraz bumpsów. W takiej konwencji Red sprawdza się wyśmienicie a Kendrick spartolił sprawę i nie przygotował takiego show, jaki chcieliby zobaczyć fani w Orlando.

 

Co do Morleya - to fakt, każdemu noga może się obsunąć kiedy się stoi na narożniku. Sęk w tym, że Ex-Venisowi ta noga obsunęła się chyba ze 3 razy (aż Daniels podnosił głowę z maty żeby sprawdzić dlaczego facet na niego nie skacze) i wyglądało to fatalnie. Na chama można to nazwać pechem (3 razy? WTF!?), ale ja powód upatruję tu raczej w kiepskiej formie wrestlera i jego zbyt tłustym zadzie. Najważniejszym pytaniem jednak pozostaje tu - na kiego grzyba zatrudniać w TNA kogoś takiego (forma, umiejętności, wiek) jak Morley? Bo pracował u Vince'a? Bez jaj... Facet nie pasuje stylem do TNA, które stawia przecież na ring-skillsy zawodników.

 

W sprawie zamiany ringu na czworokątny, to powiem tak - jestem zwolennikiem klasycznego ringu i na początku miałem przez ten sześciokątny opory odnośnie TNA. Jednak po kilku miesiącach przestawiłem się zupełnie i w ogóle sześciokątny ring przestał stanowić dla mnie problem. Ba, przestałem na niego zwracać nawet uwagę (po prostu patrzyłem i widziałem "ring", nie rozkminiając ile ma on kątów). Obecna zamiana ringów jest dla mnie w tej chwili bez znaczenia. I nie przejmowałbym się za bardzo tym, że wrestlerzy będą mieć problem aby się przestawić. Gros z nich to zawodnicy występujący wcześniej w Indys lub w WWE, gdzie mieli doskonały kontakt ze standardowym ringiem, tak więc kilka występów na "przypomnienie sobie" i będą śmigać w ringu jak zawsze:)

Odnośnie klasycznego ringu, to nie widzę tylko jakoś w nim tych wszystkich walk X-Division, gdzie w ringu walczyło i montowało spoty po kilkanaście osób. Tuttaj na takie numery będzie zbyt mało przestrzeni.

 

Oj Raven, przecież pisałem, że jestem zielony jeśli chodzi o TNA, a Desmonda widziałem w akcji ze dwa razy w życiu.

 

Wiem, dlatego też tłumaczę Ci, że Lariat Nigela na scenie Indys jest finiszerem tak wypromowanym jak niemalże Leg Drop Hogana w mainstreamie i nikt, kto trochę bardziej zna postać Desmonda sprzed TNA (lub choć trochę interesował się Indys) nie będzie się oburzał, że Wolfe skończył walkę przez "zwykły" Clothesline. TNA - w przeciwieństwie do WWE - jest fedem dla trochę bardziej kumatych fanów (smartów) i Dixie nie będzie na siłę promowała nowego finiszera dla Wolfe'a (Angol ma jeszcze Tower of London w zanadrzu), bo znaczna ilość osób okupujących studio w Orlando doskonale zna "niszczycielską siłę" (wynikającą z wypromowania, of course) Lariatu Nigela/Desmonda (tak samo np. Raven pojawiający się w nowej federacji nie będzie kończył swoich walk inaczej jak przez Evenflow DDT, pomimo że teoretycznie ktoś niezaznajomiony z tematem mógłby się dziwić, jak można kończyć pojedynek przez taką popierdółkę:)

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  145
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  27.11.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Działo się.

 

Działo się , ale bardzo negatywnie...

 

 

Zacznijmy od początku.

 

Nowy entrance, podwyższający wejście zawodnikom był elegancki.

 

Sprawa ze sprzedaniem przez Bischoffa i Hulka historii o korzystnych zmianach ( w tym właśnie wprowadzenie do TNA nowego ringu) to była totalna KOMPROMITACJA obu panów.

Tu nawet nie chodzi o krzyki publiczności, chodzi o fakt jak Hogan ma wszystkich głęboko w dupie.

 

Pierwsza walka, wchodzi jednak TBK ( stawiałem inaczej) i po trzech minutach mamy kontuzję Reda po nieudanym lądowaniu po skoku na Kendricka.

 

Proponuję jeszcze raz obejrzeć ten pojedynek i przestać narzekać na Kendricka, imo kontuzja była nieudawana, dlatego ta walka wyglądała jak wyglądała.

 

Druga walka to przewidziane już przeze mnie podłożenie się Danielsa.

Mosley jest tragiczny i mam nadzieję, że szybko się go pozbędą. Fallen Angel stara się jak może jako ten zły, ale fani kompletnie go nie kupują jako heela.

 

Walka o pas kobiet: dosyć słaba, dobrze wcześniej wspomnieliście o braku chemii obu zawodniczek w ringu. Poza tym ODB ma podobną kontuzję co niedawno James w WWE :)

 

Wilk kontra Papież

 

Nowy wejście Desmonda nie przypadło mi do gustu, sama walka całkiem niezła, choć źle wytypowałem zwycięzcę ( myślałem że feud będzie kontynuowany ).

 

Abyss kontra Kennedy.

 

Wejście Andersona super, choć jak ktoś wcześniej zauważył, za bardzo robione na siłę.

U niego można było już to zauważyć w WWE w momencie face turnu. Teraz po prostu wykonuje swoją robotę przy majku mało naturalnie.

 

Sama walka nie porwała, czekam na trochę niższego przeciwnika dla Andersona ( na razie cieszę się że będzie heelem).

 

Walka słabych Brytoli z najbardziej wziętym z dupy tag teamem w TNA przewidywalna i nie wnosząca nic nowego poza zmianą pasów.

 

Beer Money kontra Outsiders ( czy Band )

 

Tu napiszę krótko: żegnam całą trojkę z dniem dzisiejszym :) Nie chcę ich oglądać w TNA.

 

Walka Kurta z AJ wymiotła po raz kolejny.

 

Osobom narzekającym na poziom tego pojedynku polecam ostro walnąć ( żeby nie użyć ostrzejszych słów) się w głowę i przestać wypisywać głupoty na forum.

 

Czysty heel turn Stylesa również do przewidzenia po akcji z wcześniejszego Impactu.

 

Cała gala na 2+, ale tylko za main event, oraz to jak mało czasu było na zrobienie porządnego build-upu do Genesis w tym roku.

 

Lockdown może być tylko ciekawszy, zobaczcie zresztą ilu workerów nie wzięło udziału w ogóle na tej gali:

 

1. Foley

2. Joe

3. MCMG

4. Young Bucks

5. Rhino

6. Team 3D

7. Lethal i Creed

8. Raven

9. Kong i Hamada

10 Wilde i Sarita

11. Eric

12. TBP

13. Kaz

 

Nie wspomnę o Jarrecie, Stingu, Hardym , Shannonie czy Jordanie.

 

Jest potencjał?

 

Jest OGROMNY.

 

PS. Odniosę się jeszcze do tych informacji na temat Danielsa i Abyssa.

 

Jeżeli Hogan jest na tyle głupi, żeby zwolnić dwóch zawodników absolutnie nie do ruszenia w tej federacji wróże jednak szybki koniec TNA. Mam głęboką nadzieję, że po pierwsze są to tylko plotki a po drugie Carter do tego nie dopuści.

 

Wystarczająco sobie nagrabili tym ringiem i zeszmaceniem Borasha.

 

Jeszcze jedno: brak RVD to dla mnie sygnał do pojawienia się tego zawodnika w RR.

1195284124b4f75e5f366c.jpg


  • Posty:  5 047
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  22.12.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Ja tam w walce Kendricka z Red'em nie widziałem prób jakiejś większej psychologii, ale po prostu wolniejsze tempo i liczne restholdy, kiedy walkę prowadził Brian. Ex-Spanky był zajebistym wrestlerem dopóki nie zawitał do Vince'a. Po odejściu z WWE stracił szybkość i zaczął kaszanić spoty (podobnie jak Paul London w PWG). Wystarczy zobaczyć jak Kendrick zaprezentował się w DG USA. Tam też stawiał na psychologię ringową i nie wyszło?:)))

A że Red to typowy spot-wrestler? I co z tego? RVD też był spot'owcem, co nie przeszkadzało mu robić świetnych pojedynków. W X-Division fani nie chcą oglądać psychologii ringowej (a już na pewno nie kładą na nią głównego nacisku). Chcą szybkiej jazdy bez trzymanki, masakrycznych spotów, akcji podwyższonego ryzyka, high-flyingu (a nie rest holdów) oraz bumpsów. W takiej konwencji Red sprawdza się wyśmienicie a Kendrick spartolił sprawę i nie przygotował takiego show, jaki chcieliby zobaczyć fani w Orlando.

 

W walce z Cimą to Kendrick na dobrą sprawę nie mógł nic pokazać, bo walka była za krótka. Co do fanów TNA i tego co chcą oglądać to mnie już nie interesuje, ja oglądam wrestling nie tylko dla spotów i bardzo lubię jeżeli walka ma także jakieś podłoże opowiadające historie. Amazing Red to tak naprawdę obok Jacka Evansa największy spotowiec sceny niezależnej i nigdy tak naprawdę nie był za to ceniony, bo gdy tylko walka zaczęła robić się dłuższa niż 10 minut to po prostu się gubił. Mówisz, że Brian zaprezentował głównie akcje usypiające, ale co mu pozostało skoro jakiś czas pracował nad nogą mistrza, a ten po 5 sekundach wskoczył sobie na narożnik i wykonał Swanton Bomb ? Ręce opadają. A już mówienie, że brak formy Kendricka czy też Londona to wina WWE to niesamowita przesada, owszem może i WWE nakazuje(ale też nie przesadzałbym z tym określeniem) wrestlerem nauczenia i przyswojenia tego jak się walczy u Vince'a, ale przecież oprócz gal TV są gale house show i przede wszystkim treningi, więc brak formy można zarzucić tylko i wyłącznie zapaśnikom, którzy olali sprawę i nie przykładali się do swojej profesji gdy tylko korek z pushem został im w WWE zakręcony.

15974308365193fac7b7921.jpg


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

A już mówienie, że brak formy Kendricka czy też Londona to wina WWE to niesamowita przesada, owszem może i WWE nakazuje(ale też nie przesadzałbym z tym określeniem) wrestlerem nauczenia i przyswojenia tego jak się walczy u Vince'a, ale przecież oprócz gal TV są gale house show i przede wszystkim treningi, więc brak formy można zarzucić tylko i wyłącznie zapaśnikom, którzy olali sprawę i nie przykładali się do swojej profesji gdy tylko korek z pushem został im w WWE zakręcony.

 

Ale przecież mówienie, że forma Kendricka to wina WWE, czy Vince'a, to oczywista przenośnia, bo nikt nie zabraniał Brianowi utrzymywać się w formie (chociazby na treningach itp). Wina zawsze tkwi we wrestlerze, który przystosował się do warunków panujących w WWE (daj z siebie 60% - marki i tak się będą cieszyć!) gubiąc gdzieś po drodze jakość swoich ring-skillsów.

 

Bonkol - czy chcesz, czy nie - w TNA, X-Division to w 99% przypadków spot-fest i wymaganie w tych walkach jakiejś większej psychologii, to tak jakby liczyć na to, że piękna dziewczyna będzie zarazem mądra i inteligentna (w przyrodzie rzadko bywa). Ja oglądając TNA i X-Division oczekuję właśnie tego, do czego przyzwyczaiła mnie przez lata Dixie - szybkiego tempa, spotów, akcji podwyższonego ryzyka itp. (bo tak od zawsze bywało). Psychologii oczekuję od walk znajdujących się w wyższej części karty. Dlatego właśnie uważam, że Kendrick nie potrafił się odnaleźć w tej walce (zrobić jej pod kątem panującego od dawna standardu) i przekombinował.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  5 047
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  22.12.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Bonkol - czy chcesz, czy nie - w TNA, X-Division to w 99% przypadków spot-fest i wymaganie w tych walkach jakiejś większej psychologii, to tak jakby liczyć na to, że piękna dziewczyna będzie zarazem mądra i inteligentna (w przyrodzie rzadko bywa). Ja oglądając TNA i X-Division oczekuję właśnie tego, do czego przyzwyczaiła mnie przez lata Dixie - szybkiego tempa, spotów, akcji podwyższonego ryzyka itp. (bo tak od zawsze bywało). Psychologii oczekuję od walk znajdujących się w wyższej części karty. Dlatego właśnie uważam, że Kendrick nie potrafił się odnaleźć w tej walce (zrobić jej pod kątem panującego od dawna standardu) i przekombinował.

 

No, doskonale rozumiem czego oczekujesz od takich pojedynków, chciałem tylko przedstawić swój punkt widzenia i obronić Kendricka, bo większość go zjechała za to, że chciał zrobić coś więcej niż tylko wypromować kilka spotów przeciwnika. Prawda jest taka, że to właśnie problem Reda, owszem jest efektowny, ale czy jego repertuar powala na kolana ? Ma kilka akcji, które większość już zna na pamięć, ale w X-Division nawet szybkie tempo i duża ilość akcji musi mieć jakieś podłoże, bo co z tego skoro mistrz X-Division pokaże się ze świetnej strony przez maksimum 10 minut, a potem będzie czekać na to co zrobi rywal, bo sam walki nie poprowadzi, a w dodatku musiałby powtarzać wcześnie pokazane akcje. Sam jestem fanem tej dywizji, ale większość wrestlerów którzy w niej walczyli byli o niebo lepsi i potrafili z gali na gale robić inne pojedynki i prezentować się znakomicie przez więcej niż 10 minut, nawet jak czasowo byli ograniczeni przez bookerów. Oczywiście wole Reda od np. Bashira, ale to wyjątek potwierdzający regułę.

15974308365193fac7b7921.jpg


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Widzisz, ja też nie chcę wybielać Red'a (znam przecież jego ograniczenia) czerniąc Kendricka (uważam go za wszechstronniejszego wrestlera od jego oponenta z Genesis), bo zawsze lubiłem Briana (Indys) i nawet kiedy zaczynał u Vince'a w tagu z Londonem - także wg mnie świetnie się spisywał. Niestety teraz Ex-Spanky nabrał masy (a zawsze był z niego taki chudy szczupaczek:) i utracił swoją koronną szybkość, co jest dla mnie nie do przyjęcia (jeśli chodzi o cruisera). Po prostu po zawodnikach wagi lżejszej (podobnie jak w MMA) oczekuję, że brak poweru będą nadrobiać szybkością, "fruwaniem" i techniką. Niestety, tak jak ktoś napisał wcześniej - Kendrick w tej walce zachowywał się (jeżeli chodzi o tempo) jak 80-cio kilogramowy heavyweight, co mi zupełnie nie podeszło.

Red może i jest spot'owcem (który nie ma umiejętności robienia "poważniejszych" pojedynków), ale fani to lubią (Amazing jest bardzo over z publiką) i jest to dla nich najwidoczniej wystarczające. Po prostu X-Division w TNA w większości przypadków spotami stoi i Kendrick powinien (jako doświadczony wrestler) dostosować swój styl do oczekiwań fanów (pamiętasz ładne pare lat temu pierwsze starcie Hardy vs. Hardy, gdzie bracia popełnili podobny błąd i zamiast "fruwania" i bumpsów - czego oczekiwali fani - zrobili techniczny pojedynek, który za cholerę nie podszedł widzom i McMahonowi?) a Brian zaimprowizował i wyszło jak wyszło (całe szczęście, że przynajmniej nie dali mu na starcie tytułu:).

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  1 025
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.10.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Genesis obejrzane :) Cóż, muszę jednak przyznać, że odrobinkę się rozczarowałem. Jako, że wszyscy chyba już się wypowiedzieli wystarczająco na temat poziomu poszczególnych walk, sam chciałbym się skupić na dobrych i złych wrażeniach, oraz na Main Evencie, który w mojej opinii... rozczarował.

 

I od razu przejdę do głównego dania wieczoru. Nadal w mojej głowie jest walka tych dwóch dżentelmenów na Impakcie 4 stycznia, gdy wykręcili niesamowitą walkę, prowadzoną w świetnym tempie. I właśnie takich błyskawicznych akcji zabrakło mi na Genesis. Na pewno ciekawym pomysłem było wykonanie finishera oponenta, włączenie się do walki Flaira, ale ten motyw ze ściągnięciem sędziego z ringu i odklepanie przez AJ'a przypomniało mi sytuację z Hell in a Cell w WWE, gdy sędzia został znokautowany, Cena założył STF Ortonowi i ten upewniając się jeszcze, że arbitra nie ma, odklepał. Odrobinkę rozczarowuje mnie również to, że nikt nie chce poddać się po submissionie Kurta. Dla mnie pomysł z heel turnem AJ'a i widocznym face'owaniem przez Kurta to głupia zamiana ról. Angle powinien być tym złym.

 

Żenującym zachowaniem jest instruowanie widowni, jak ma się zachowywać. Jest to wręcz śmieszne, bo jak inaczej nazwać sytuację, w której mamy być wdzięczni za możliwość oglądania gali, ale wszelkie słowa krytyki nie są mile widziane? Byłem i wciąż jestem zwolennikiem nowego ringu w TNA, ale zabieranie fanom tabliczek popierających wcześniejszą wersję, uważam po prostu za kiepski żart.

 

O walce pomiędzy Beer Money a The Band (swoją drogą, głupia nazwa) można powiedzieć tylko tyle, że cieszy obecność Waltmana, bo gdyby nie on, tempo byłoby wręcz fatalne. Wiele razy twierdziłem, że po prostu nie widzę Halla w takiej dyspozycji w ringu i niech fakt, że sam prosił o wyłączenie go z karty na galę.

 

Dziwi mnie również te ciągłe zawirowania w dywizji Knockouts. Mianowicie, Tara zdobyła pas i jeszcze szybciej go straciła, ODB również się nim nie nacieszyła, bo tytuł ponownie wrócił do Tary. Cóż, jestem zadowolony natomiast z tego, że mecz nie zakończył się wynikiem 2:1, bo przynajmniej był jakiś element zaskoczenia. Zapewne większość spodziewała się takiego rezultatu, a tutaj bęc.

 

Co do debiutów, jakoś bez fajerwerków. Kendrick po przygodzie z WWE potrzebuje jeszcze trochę czasu, aby móc oczarować publiczność, z kolei tradycyjnie Anderson świetny przy mikrofonie, ale i on potrzebuje odrobinkę wprawy, by móc rozkręcić widowisko. Nie skreślam ich na starcie i nie oceniam, dajmy im szansę na regularne występy i wtedy zobaczymy.

 

Na sam koniec chcę się podzielić wrażeniami odnośnie meczu o mistrzostwo TT. Cieszy mnie to, że Matt Morgan i Hernandez zdobyli ten tytuł, ale przyznam szczerze, nie spodziewałem się tego. Liczę na ich dłuższą rundkę z pasem, którą przerwą może Young Bucks? (jakoś głupio mi mówić Generation Me)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Brock Lesnar wystawił otwarte wyzwanie na WrestleMania. Na najnowszym epizodzie Raw Lesnar pojawił się u boku Paula Heymana, który przemówił w imieniu byłego WWE Championa. Heyman stwierdził, że kiedyś na WrestleMania były dwa główne wydarzenia: walka o tytuł światowy i pojedynek z Undertakerem. Ale teraz jedynym „umarłym człowiekiem kroczącym” w WWE jest ten, kto zejdzie po rampie, by zmierzyć się z Lesnarem. Po ujawnieniu nadchodzącego grafiku Lesnara, Heyman wystawił otwarte wyzwanie na Wre
    • Grok
      Fani WWE nie widzieli Xaviera Woodsa od tygodni, bo od stycznia pauzuje przez kontuzję barku. Woods jest jednak optymistą i liczy, że wkrótce wróci do akcji. Woods podzielił się aktualizacją w rozmowie z Billem Pritcharde'em z WrestleZone podczas WWE 2K26 Creator Fest. Ostatni telewizyjny występ Woodsa to four-way tag team match, w którym on i Kofi Kingston – podobnie jak American Made i Los Americanos – przegrali z Alpha Academy w odcinku Monday Night Raw z 26 stycznia. Pojawił się też na
    • Grok
      Update: Michael Cole ogłosił podczas Raw, że Reed doznał zerwania ścięgna bicepsa i będzie poza ringiem na nieokreślony czas. Oryginalna historia: Bronson Reed doznał kontuzji podczas Raw. Reed wziął udział w three-way matchu z Jey Uso i Original El Grande Americano w poniedziałek, by wywalczyć sobie ostatnie miejsce w men’s Elimination Chamber matchu. W pewnym momencie wskoczył, by przerwać pin, i od razu złapał się za prawy bark. Wyszedł z ringu, gdzie lekarze WWE się nim zajęli, pok
    • Grok
      Drew McIntyre vs. John Cena brzmi jak marzenie WWE, a choć mecz był zaplanowany w zeszłym roku, nigdy nie doszedł do skutku. McIntyre opowiedział o straconej okazji w rozmowie z Shakielem Mahjourim z SHAK Wrestling podczas hands-on eventu WWE 2K26. McIntyre był pierwotnie zaplanowany do walki z Ceną na Crown Jewel w październiku zeszłego roku. Plany zmieniono krótko po tym, jak Cena opublikował post na X, pytając fanów, czy chcą zobaczyć jego starcie z AJ Stylesem. W rezultacie Styles dost
    • Grok
      Liv Morgan ogłosiła swoją rywalkę na WrestleMania 42 w WWE. Zwyciężczyni tegorocznego Royal Rumble wezwała obie Jade Cargill i Stephanie Vaquer na Raw, by oficjalnie ogłosić decyzję. Powiedziała Vaquer, że miała rację – przyznała, że nie zdawała sobie sprawy, jaka jest egoistyczna i uprzywilejowana – i przeprosiła ją za wcześniejsze ocenianie. Potem Morgan odwróciła się do Cargill, ale to był fejk – zaatakowała Vaquer mikrofonem. Pozowała z pasem Women’s World Championship, po czym położyła Va
×
×
  • Dodaj nową pozycję...