Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Hard Core Cafe: EWF.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Dość nocy, dość mroku i bladej poświaty księżyca przebijającej się pomiędzy gałęziami drzew lubelskiego Sherwood. Pewnie większość by się zmęczyła już wcześniej, ale nie on. Przynajmniej, nie do Paloozy 100. Były FTW Champion, członek Disciples of Sorrow, a obecnie odmieniona gwiazda Extreme Wrestling Federation, Vaclav, siedział przy lśniącej ladzie baru znajdującego się w dość przestrzennym pomieszczeniu. Ściany z widocznymi zarysami cegieł, oraz rury biegnące tuż przy suficie nasilały industrialny klimat tego miejsca. Do tego widoczność nie jest tu najlepsza, papierosowy smog przylepiał się do każdej powierzchni i każdej znajdującej się tu osoby. Vaclav był ubrany tak jak zwykle, czarne glany, tego samego koloru szersze bojówki i nieodbiegającą od tego standardu flanelową koszulę z delikatną kratą tworzoną przez ciemnożółte linie i naciągnięta na nią ramonezkę. Po obu stronach jego ramion opadały luźno długie, brązowe włosy. Spoglądał przed siebie, na prawie pustą już butelkę po lubelskiej Perle, nie zwracając zupełnie uwagi na to, że pozostali ludzie rozmawiali, śmiali się, czy też grali w rzutki. A nawet na to, że rozpoznawali go, wiedzieli, kim jest i czym się zajmuje. To było bez znaczenia… na razie. Jednym ruchem chwycił butelkę i całkowicie opróżnił, by następnie skinieniem ręki przywołać barmana. Przyszedł tutaj po więcej, niż do tej pory wypił. Barman najwidoczniej był z pokroju tych, co pieniądz przekłada ponad wszystko, bo dość szybko wyciągnął z lodówki kolejną butelkę i sprawnym ruchem świadczącym o poziomie mistrzowskim w tej czynności, otworzył i podał lubelskiemu odpowiednikowi Robin Hooda. Coś jednak, może tradycja wynikająca z obrazu barmana przedstawionego w niezliczonej ilości filmów, spowodowało to, że zagadnął do klienta swojego przybytku.

 

 

Barman: Kolejne piwo? Nie lepiej sobie darować na dzisiaj? Albo przynajmniej wypić je w jakimś miłym towarzystwie? Samotność nikomu nie służy…

 

 

Vaclav (bardziej do siebie): Tak zawsze było najlepiej…

 

 

Barman: Czyli jak?

 

 

Vaclav: Ja i tylko ja. Odseparowany od reszty swoją niechęcią. Bo widzisz, znajomość, przyjaźń, zawsze zdawały mi się niczym innym, jak metodami manipulacji, sposobem nakłonienia do wykonania czyjeś woli. Do tego kończącej się w chwili, gdy stajemy się bezużyteczni dla drugiej strony. Osamotnienie wydawało się jedyną konsekwencją tego typu interakcji. Dlatego też pewnego dnia spytałem się siebie; Po co w ogóle się wysilać na zdobycie czyjeś sympatii? I tak, w pełni przekonany o racjonalności swoich poglądów, trwałem w stanie zdającym się dla mnie idealny – po prostu sam. Z dala od rozczarowań i strachu z tym związanego. Nie spostrzegłem tego, że tym samym naraziłem się na strach znacznie większy i przygnębiający. Ale wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze?

 

 

Barmna: Co?

 

 

Vaclav: Że zmarnowałem aż tyle czasu, by wreszcie uzmysłowić sobie mój błąd. Bo nagle w przeciągu kilkunastu minut okazało się, że wcale nie jestem sam i wszystko to, o czym przed chwilą wspomniałem było iluzją utkaną przez mnie samego i ku memu nieszczęściu. Przegapiłem wiele okazji, by czegoś dokonać, odrzuciłem szereg możliwości, by osiągnąć, chociaż namiastki szczęścia, czy przynajmniej zadowolenia…

 

Wypowiedziawszy te słowa Vaclav zaczął spożywanie w miarę świeżo otwartego piwa.

 

 

Barman: Nie wszystko jeszcze stracone. Jeszcze masz wiele życia przed sobą. Najważniejsze jest to, że postanowiłeś coś zmienić.

 

 

Vaclav (przerywając proces alkoholizacji): Nie wiem, zdaje się jakby to było wczoraj, ale prawda jest taka, że godziłem się na to zbyt długo, by móc teraz cokolwiek zmienić.

 

 

Barman (zabierając mu butelkę): Nigdy nie jest za późno… Idź i żyj. Po prostu, zrób to…

 

 

Vaclav patrzy na niego przez chwilę, potem na butelkę i tak kilka razy na zmianę. W końcu wyciąga rękę w jego kierunku, na co ten odsuwa się jak najdalej baru, lecz Vaclav nie zamierza się siłować po owoc produkcji lubelskich browarów, lecz… oprzeć się dłonią o bar i podnieść się z podwyższanego krzesła. Posyła ostatnie spojrzenie w stronę barmana i odwraca się ku wyjściu. Po postawieniu kilku kroków mówi wprost do obiektywu…

 

Vaclav: Po prostu, idź i żyj.

 

 

 

Głos: Vaclav….

 

???

 

Głos: Vaclav, słyszysz mnie?

 

Vaclav: Eeeehhhh??!!!

 

 

Jasne światło jarzeniówki nie tylko waliło po oczach, lecz sprawiało fizyczny ból. Coś było nie tak i to na 100%. Po uchwyconej w kadrze, wykrzywionej w grymasie niezadowolenia, twarzy Vaclava przeszła jego własna ręka aż zatrzymała się na mocno zmrużonych oczach.

 

 

Vaclav: Gdzie moje okulary?

 

 

Vaclav podrywa się do pozycji półleżącej, (bo usnął na jakieś ławce) i rozgląda się po swej szatni, którą to otrzymał z przydziału. Wszystko niby było w porządku, skromne progi szatni nie wyróżniały się niczym zbytnio, tylko że Vaclav nie był już jej jedynym lokatorem. Bo oto dołączyła do niego Antonella, pełniąca zaszczytną funkcję jednej z asystentek Esmeraldy Martinez. Jak się okazało, to ona przywłaszczyła sobie przydymiane, ciemnozielone okulary słoneczne, które jeszcze nie tak dawno pełniły równie zaszczytną funkcję ochroną.

 

 

Vaclav poczynił kolejny wysiłek i przeszedł do pozycji siedzącej, chowając twarz w dłoniach. Antonella podeszła bliżej i w geście pełnym współczucia nasunęła mu okulary na głowę, zaciągając sporą część jego włosów do tyłu.

 

 

Antonella: Cieszy mnie twa chęć zmienienia czegoś na lepsze, ale próby dodzwonienia się do mnie o pierwszej w nocy nie koniecznie są najlepszym sposobem na uczczenie tego. Mogłeś już zostać przy tym piciu, bo trochę piwa to chyba w siebie zdążyłeś wlać. Niemniej, masz czego chciałeś, czas i możliwość przemówienia do fanów.

 

 

Vaclav (lekko niewyraźnie): Dzięki…

 

 

Antonella: Zastanawia mnie tylko, co ty tam wyrabiałeś… Nagle usłyszałam huk i przerwało połączenie…

 

 

Vaclav sięga po coś do kieszeni i trzymając to w ręku pokazuje Antonneli. Jak się okazuje, jest to telefon komórkowy wyprodukowany przez pewną znaną firmę, której nazwa zaczyna się na literę „N.” Co niepokojące, cała obudowa jest porysowana i wygięta w okolicach klawiatury w ten sposób, że guziki zdają się tkwić głębiej w obudowie, niż powinny.

 

 

Antonella: Co się stało?

 

 

Vaclav: Miał niespodziewane lądowanie na betonowej płycie lotniska o – skręcie.

 

 

Antonella: Chyba nie chce znać szczegółów. Bądź gotowy za 15 minut.

 

 

Antonella wychodzi, zostawiając Vaclava samego.

 

 

Mała hala doczekała się czegoś, co było szczytem jej marzeń. EWF Wrestle… ekhm, aż tak dobrze to nie ma. Palooza 101 będzie odbywała się gdzieś indziej. Ale za to, w ramach nagrody pocieszenia, właśnie tutaj będzie miał miejsce house show ją promujący! Jeden z wielu, równie anonimowy i „ekskluzywny” i służący tylko temu, by jeszcze bardziej rozpędzić lokomotywę marketingu i miejscowej społeczności zapewnić szczątki luksusu, jakim jest oglądanie gali wrs na żywo, a nie wyłącznie na ekranie telewizora. Społeczność zdaje się doceniać tą inicjatywę, gdyż zgromadziła się dość licznie, zajmując prawie wszystkie przewidziane dla niej miejsca. Można by przyczepić się braku jakiś lokalnych celebrytów, czy też notabli, ale po co? EWF to nie jest scena niezależna, gdzie na galę ciągnie się burmistrza mieściny, ot tak dla szpanu. No i chyba wszyscy otrzymali to, po co przyszli, bo ogólnie wydają jakieś tam odgłosy radości i podekscytowania. Nagle, beż żadnego ostrzeżenia ani odpowiedzi na całej hali zgasły światła, a na średnich rozmiarów odpowiednika Felixtronu rozpoczęło się odliczanie przedstawione za pomocą cyfr podobnych do tych, jakie widać na byle jakim wyświetlaczu elektronicznego zegarka. Każdej jego sekundzie towarzyszy charakterystyczny dźwięk „biip”

 

10…

 

9…

 

8…

 

7…

 

6…

 

5…

 

4…

 

3…

 

2…

 

1...

 

0…

 

I gdy wszyscy zgromadzeni (minus ci, którzy uciekli spłoszeni myślą, że to może być atak terrorystyczny mający na celu obalenie demokracji w ich mieście) spodziewali się rozwoju wypadków, to zero wciąż pozostawało niewzruszone, by… zacząć zmagać się z powracającą jedynką, co wywołuje coraz szybciej powtarzający się dźwięk „biip” aż przy odgłosie głośnej eksplozji pojawił się zapis 01. Czas również porazić uszy słuchaczy czymś bardziej złożonym niż te całe „biip.” Dope i „Debonaire” wdzierają się całą mocą aparatury w zbiorową jaźń, pobudzając podległych jej ludków do cheerowania. Światła wracają do normy, a oto na hali pojawia się Vaclav. Tym razem włożył ciemnozielone bojówki i czarny t – shirt z logiem HardCore Cafe: EWF. Samozwańczy bohater ostatniej eXtremy krzyżuj ręce wysokości klatki piersiowej, formując z palców tak zwane „różki” i po kilkunastu sekundach tauntowania zaczyna pochód w stronę ringu. Jednak nie – postanawia przejść nad barierkami oddzielającymi fanów i krąży między nimi. Tendencja ta utrzymuje się przez kilkadziesiąt sekund, aż Vaclav odnalazł swoje miejsce w ringu i to od razu dzierżąc mikrofon w dłoni.

 

 

Vaclav: I oto nadszedł wreszcie ten moment, gdy z mej piersi wyrywają się pozdrowienia dla wszystkich lokalnych członków bractwa piwnego! ( mega cheer, bo jakby mogłoby być inaczej? :P ) No to wiedząc już, że jestem wśród swoich, mogę podzielić się kilkoma swoimi przemyśleniami. Na sam wpierw rozprawię się z waszym częściowym zdziwieniem, a może i obawami o mój stan mentalny, jak też i emocjonalny. Możecie być spokojni, nie trzeba ewakuować kobiet i dzieci, nie nastąpił żaden kataklizm. Po Paloozie 100 zdałem sobie sprawę, że dość już uciekania w mrok najdalszego kąta i spoglądania tylko w jedną stronę – podłogi. Od tej chwili Vaclav chwyta dzień wspinając się na jego szczyt i zjeżdża z niego na max speed swoją deską snowboardową frajdy przy głośnikach nastawionych na full i zmiatających otoczenie silną falą dźwiękową metalu, tak wiec – proszę o oklaski (Vaclav otrzymuje należna mu porcję oklasków i wiwatów). I niech nikt nie wywali mi na poboczach stoku transparentu z hasłem: Wolniej jedziesz, dalej zajedziesz. Bo ja nie zamierzam zwalniać, czy tym bardziej, się zatrzymywać. Tylko wjechać naładowany energią pędu na rampę zwaną Palooza i wybić się na wysokość stratosfery, a spadając nabić tyle combosów splecionych z trików i specjali, że wskaźnik punktów rozwali się z przeładowania, zapewniając mi jakże pożądane miejsce na samym szczycie listy high scorów. Przeszłość zostawmy za nami, przyjrzyjmy się temu, co przed nami, bo walka niespodzianka to najlepszy moment na wzburzenie lawiny zgniatającej wszelkie przeszkody na swoje drodze. Tak więc przyjrzyjmy się profilom ofiar tej katastrofy.

 

 

Vaclav odgarnia włosy, a na jego twarzy widać dość sadystyczny uśmieszek.

 

 

Vaclav: Ordynarny Mortal, ‘Stabber, moi dwaj znajomkowie z ciemnej strony księżyca. To właśnie wam powinienem podziękować za otwarcie oczu na rzeczywistość, a jak się wam odwdzięczam? Tego pierwszego posyłam z poparzeniami trzeciego stopnia na oddział intensywnej terapii chorzowskiego szpitala, gdzie personel tam nieszczęśliwie zatrudniony próbuje ocalić to, co nie upiekło się na imprezowym grillu 100 urodzin Paloozy. Nie wiem, czy nasza medycyna jest tak zaawansowana jak jej odpowiednik z odległej galaktyki, ale muszę stwierdzić – zapuszkowany w metalową puszkę, czy nie, będziesz tą samą porażką dla siebie samego i osób postronnych. Kazałbym zastanowić ci się nad tym, czego doświadczyłeś parę tygodni temu i co jeszcze może cię czekać w razie ponownego spotkania, ale nie mam pewności, czy na tej czerwonej planecie, jaką stał się finalnie twój mózg zostały jeszcze jakieś formy życia. I nawet nie próbuj zasiedlić go żywymi kulturami bakterii zaczerpniętymi z jogurtu, ten projekt z góry jest skazany na porażkę. Co z tym drugim? Stabber, pewnie nasiedziałeś się w poczekalni w oczekiwaniu na jakieś wieści o stanie Mortala. Ale czy na pewno? Może go też zdradziłeś przy pierwszej nadarzającej się okazji… Dobra, nie wnikam w życie fauny i flory dna moralnego, do jakiej obaj się zaliczacie. Ale wiedz jedno – jeżeli włodarze EWF będą na tyle nierozsądni, by zarządzić rematch, to możesz być pewien jednej rzeczy. Gdy z wami skończę, to liny oplatające ring będą musiały być zastąpione przez taśmę policyjną, a CSI Konin będzie miało pełne ręce roboty nie przy ustalaniu tożsamości zabójcy, a rekonstrukcji przebiegu waszej zbiorowej śmierci. A dostarczę im tyle materiału do badań, że ewentualna ekranizacja doczekałaby się od razu boxu kilku dvd wraz z ekskluzywnymi dodatkami w postaci komentarzy największych sław medycyny sądowej i kryminalistyki z Bronkiem Malanowskim na czele. Więc lepiej spakuj wasze rzeczy, zabukuj bilety w jakieś atrakcyjnej ofercie last minut i uciekaj jak najdalej, bo musisz wiedzieć kowboju, że polski wrestling stał się za mały dla nas trzech. To ostatnie ostrzeżenie, jakie dostaniesz od szeryfa Hardcore Ville…

 

 

Były FTW champion zaczyna się tajemniczo rozglądać po publiczności.

 

Vaclav: Ludzie, ale z was… krejzole (wyraz twarzy wskazuje na to, że sam się dziwi temu iż użył tego słowa, publika za to jest dość zmieszana, pojawiły się jednak sporadyczne dawki cheeru.)

 

Vaclav: No, ale nijak się macie do naszego krejzola, który czasami przeistacza się w niego samego, tyle, że z wyrazem Super na przedzie (cheer, bo drogą dedukcji gawiedź doszła, o kogo się rozchodzi). Zwykły śmiertelnik w konfrontacji z każdą super istotą zmuszony jest oszacować swoje szanse, a w wyniku tych kalkulacji brać nogi za pas. Nie tym razem, panie S. 101 numer komiksu „Wrestlepalooza” nie zawiera w sobie podobnych treści. Na jego stronach zawarta będzie batalia o tytanicznych proporcjach. Bo oto nasz Super Krejzol staje naprzeciw innego bohatera przybyłego tutaj na odwiecznych prawach cross overu. Bohatera respektującego twoje miejsce w EWF – versum, co nie zmienia jego planów rozbicia kilku budynków używając twej osoby jako kuli demolującej. Samochody i inne mienie publiczne też jest zagrożone, więc przynajmniej będziesz miał urozmaicone miejsca lądowania. Niektórzy nazwą to może walką wieczoru, inni ochrzczą mianem walki wieku, ja zaś osobiście zaklasyfikuje ją jako dążenie do miejsca, w którym byłem, ale zbyt krótko, by się tym dłużej chwalić. Dlatego też zamierzam dać ci zapowiedź tego, co z jednego numeru może przekształcić się w mini serię. Więc zabierz z sobą swojego pomagiera, spójrz po raz ostatni na swoją wyspiarską twierdzę osamotnienia i szykuj się do zderzenia z asteroidą jaką jest moja pięść, do którego nie jest wstanie przygotować cię żadna zabawa w kotka i myszkę z bandą dzieciaków chcących pewnego dnia ujrzeć własny znak na niebie i poczuć się jak prawdziwy heros. Tu powinien pojawić się nad waszymi głowami znak zapytania, bo jak to ja mogę w podobny sposób wygrażać się naszemu kochanemu FTW champowi? F…T…W, czyli pieprzyć konwenanse, przejdźmy od razu do spuszczania łomotu ku chwale wygranego i uciesze tysięcy, a nawet milionów miłośników hardcorowych wymian uprzejmości! (cheer, gdyż fani docenili tą szczerą chęć naparzania się czym popadnie i przyjmowania bumpów na kolejnej paloozie).

 

 

Vaclav: Kto tam pozostał na liście? (Vaclav drapie się po brodzie i spogląda ku górze, jakby próbował sobie przypomnieć coś istotnie ważnego) A, tak, zaraza nadciąga z wschodu. Nie mojego wschodu bynajmniej, a tego dalszego, gdzie miasta są zrównywane z ziemią przez radioaktywne jaszczury, a widelec zdaje się niedoścignioną zdobyczą kulinarnej technologii, pozostawiając tych niskich biedaczków z dwiema pałeczkami. Scotty, to właśnie doprowadziło do kryzysu w twoim małżeństwie – niezjadliwa kuchnia żoneczki? Wracałeś z dalekich podróży, zasiadałeś przy stoliczku, a po spróbowaniu odrobiny obiadu zacząłeś ją lać, bo „ryż był za mało biały.” Widocznie kochanka musiała kupować go w lepszym markecie, skoro ją przygarnąłeś. A może chodzi o brak dzieci? Nie wiem czy wiesz Whipped, ale kobieta to nie jest tylko mobilny stojak na zaostrzone żelastwo. No, ale dość o tym – nikt mi jeszcze nie płaci za to, by rozwiązywać problemy demograficzne i tak przeludnionej Azji. A i Nobla też mi za to by pewnie nie przyznali. Scotty, tak bardzo różnisz się od tych wszystkich postaci, jakie widziałem w japońskiej animacji, czy też komiksach. Bardzo mnie to frasuje, bo do tej pory to sądziłem, że większość japońskiej nacji ma zaparkowanego w garażu wielkiego mecha, a na miasto zabierają zaczepioną do pleców ponad dwu metrową katanę. W sumie, to nawet nie masz tych wszystkich fajnych ninja skillów – ani to nie wyskoczysz na 3 metry w górę, po płaskich ścianach też nie potrafisz się wspinać. Jesteś taki jakiś mało wyrazisty i nie wzbudzasz w mnie jakieś większej ochoty na konfrontacje. Stałeś się częścią dwuwymiarowego tła widzianego w grach 2d z osławionych arcadeów Capcomu, czy też SNK. Od po prostu jesteś sobie odrobinę za walczącymi postaciami i czasami machniesz sobie ręką, w skrajniejszym wypadku nogą dla jakieś większej dynamiki swej postaci. A Vaclav zaktualizowany do wersji 2.0 nie ma ochoty walczyć z tłem. Nie po to mam naładowany pasek super combosa, by zmarnować go na pośredniego fightera wyskakującego pomiędzy jednym, a drugim poziomem tylko po to, bym mógł sobie nabić więcej punktów. Bo jak wspomniałem wcześniej – ja kieruje się w stronę bossa tej mordoklepki, by w tle wybuchów i iskrzeń firebali powalić go 3 level super 666 hit combo, i w moim gameplanie nie ma dla ciebie miejsca. Smutne, ale prawdziwe, jak śpiewał kiedyś James z spółką.

 

 

Vaclav: A teraz powiedzcie mi, kto jest największym bohaterem dzisiejszego EWF?

 

Fani odkrzyknęli oczywiście: Nas.

 

Vaclav: Tak, Nas. Nas, Nas, Nas (publika cheeruje i nawet podchwyciła chant). Nas, młody, ambitny, pełen zapału, będący zapaśnikiem na miarę nowej dekady i nowej ery w dziejach EWF. Idol młodzieży, bożyszcze tłumów, bohater klasy pracującej miast i wsi Podlasia. Idealny do naklejenia w formie plakatu nad łóżkiem, tudzież jako naklejka na piórnik, by błyszczeć przed kolegami z 3 C w szkole podstawowej nr nieznany im. Niepowstrzymanych wymiotów. Może i masz umiejętności i nieodzowny do ich poprawnego użycia zasób wiedzy o wrestlingowym rzemiośle, ale nie masz tego, co oddziela ciebie ode mnie, szeregowca wypuszczonego z taśmy zaciągu, od zabójcy, którego istnienie jest jedną z najściślej strzeżonych tajemnic państwowych. Chodzi o gotowość pobrudzenia sobie rąk przy wykonywaniu wspólnego, pozornie, dla nas obu fachu. Kiedy ty wzdrygasz się na samą myśl użycia jakiejkolwiek broni, ja chwytam ją jak najszybciej, by zrobić z niej jak najlepszy użytek, co oznacza urządzenia sobie sesji perkusyjnej na cudzej głowie. Możesz nadal uśmiechać się do kamer i pozować na tego najuczciwszego, ale zdaj sobie w końcu sobie sprawę, że nie znajdujesz się w studiu telewizji śniadaniowej w otoczeniu celebrytów wydartych z pierwszych stron brukowców, a w ringu będącego częścią składową programu puszczanego wieczorem, celem ochrony słabszych umysłów przed zgubnym wpływem tego, co zostanie w nim pokazane. I póki nie zdasz sobie z tego sprawy, to nie masz nawet szans na ponowne zbliżenie się World Title, który był przekazywany z rąk do rąk nie po pokazie zapasów rodem z olimpijskiej maty, ale jednych z najbardziej brutalnych walk pro wrestlingu- eXtreme match, Hell In a Cell, czy też Empty arena match. Nie musisz nawet wchodzić na ring, by próbować przekonać mnie o wyższości twoich racji. Korytarz, parking, dosłownie każde miejsce jest równie dobre, bym ręcznie przetłumaczył ci, jak poruszać się po Hardcore Ville. A może istnieje możliwość naszej współpracy jako Tag team champions? Nie wiem, ty mi odpowiedz, mistrzu.

 

 

Vaclav wchodzi na drugi narożnik i rozstawia szeroko ręce.

 

 

Vaclav: Jestem królem świata! (zeskakując z narożnika). Coś jednak się nie zgadza, brak mi królewskich akcesoriów, jakiś błyskotek, jakiegoś złota. Wiecie, o czym do wasz prawię – o EWF World Title. Najwyraźniej nastąpiła jakaś pomyłka w planach wszechwładnego losu, bo znajduje się on nie na tym ramieniu, na którym teraz powinien. Ale w odpowiednim czasie naprawię to, co Nas spieprzył spóźniając się całe 2 s. Szybszy niż kula, wolniejszy niż ręka sędziego… Ale spokojnie. Eksterminator białych wszy właśnie przybył i jest gotów do rozpoczęcia porządków. Psycho, mam pewność, że nie rozważasz mnie jako potencjalnego zagrożenia, ale tym lepiej – nawet nie zobaczysz, co w ciebie uderzyło. Tak, tak, wynik jest z góry znany, dlatego ja się nim nie przejmuje, nie gram tutaj o 3 punkty. Ważne jest to, że zanim dojdzie do zakończenia walki, ty już nie będziesz w stanie zejść z niego o własnych siłach, a z konińskiej hali odjedziesz taksówką zrzeszoną w korporacji „eRka.” Bo wpierw zamierzam pozbyć się przeszkód obiektywnych, czytaj sędziego, a następnie uczynić z maty i posadzki twoich najbliższych przyjaciół, których zaprosiłbyś do znajomych na jakimś portalu społecznościowym. A jakby ci było mało wrażeń, to chętnie zapoznam cię z metalowymi barierkami, schodkami, czy też niezwykle interesującym designem naszej rampy. Bah, mogę się nawet podzielić z tobą wiedzą na temat tego, co skrywa się w czeluściach pod ringowych. W końcu, święta powoli się zbliżają i ponoć wypada się dzielić z bliźnimi. Czy stawką walki będzie World Title shot, czy nie, będę na twoim tropie i nie odpuszczę dopóki biała plama którą jesteś nie zostanie starta z loga EWF. Psycholity, Air Force 666? Nie polegałbym na czymś tak przereklamowanym – tyle lat minęło, a ja wciąż stoję i jestem gotów do walki tak samo, jak byłem 4 lata temu. Może trzeba było zainwestować w oryginalniejszy produkt, niż jakąś podróbkę? Teraz jest za późno, nie będzie ciągu dalszego jak w przygodach Vezira Pralki. Reklamówka szczęśliwego trafienia w loterii Mistrzostw Świata ma wyłącznie jedną część i właśnie została wycofana z emisji, bo rattingi nie tylko poleciały na łeb, na szyje, ale skoczyły z dachu siedziby telewizji strzelając sobie w locie w głowie, bo nie mogły znieść takiej depresji. Uczmy się doceniać biel, tak szybko jest zamazywana innym kolorem... Najlepiej krwistą czerwienią wypompowaną z twoich żył, Psycho! (mega cheer publiczności)

 

 

Vaclav odwraca się w stronę wejścia na arenę.

 

 

Vaclav: Maestro, muzyka!

 

 

(Zgodnie z życzeniem z głośników znów zaczyna grać Debonaire, a Vaclav odrzucając mikrofon w dłonie ring announcera ześlizguje się z ringu i przeskakuje nad barierkami, by poprzybijać kilka piątek, pokazać różki i wreszcie opuścić te mile towarzystwo)

Można posyłać zjebkę :P

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Vaclav

    1

  • nasjazz

    1

  • Ja Myung Agissi

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Panie Vaclavie z przyjemnoscia musze stwierdzic, ze to twoj najlepszy rp od niepamietnych czasow. Luz i poczucie humoru bija z niego na kilometr. Takiego Vaclava chcialem widziec. Swietnie i nigdy wiecej pierdolenia o smutku!
Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg


  • Posty:  1 864
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Swietnie i nigdy wiecej pierdolenia o smutku!

 

Ani myśli zdradzieckich w głowie.

EWF, III Oddział Kancelarii Osobistej Jego Imperatorskiej Mości.

Cultured Society|The Princess of Attitude.

I love the whisper of Attitude <3.

3926129444e3b08a90b45e.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...