Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

TNA Victory Road 2009 DYSKUSJA[Spoilery]


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 623
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ja np wolę zobaczyć walki z pomylonych epok niż te same walki w WWE. W TNA przynajmniej jest coś nowego a nie 100 razy te same walki.

1 miejsce w typerze TNA w 2011 r

 

http://total-nonstop-action.blogspot.com/ --> najlepszy blog o TNA

 

Fan wrestlingu od 25.02.2005r

 

Reprezentant TNA Originals

  • Odpowiedzi 60
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • -Raven-

    10

  • Tupak

    9

  • L.A.

    7

  • K-PEL-K

    6

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  93
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bez wątpienia najgorsze PPV TNA jakie dane było mi oglądać w tym roku. Chyba zarówno Vincentowi Russo skończyły się inspiracje (jakiekolwiek by one nie były) jak też zawodnikom motywatory do dobrych występów. Mam nadzieję, że pracownicy TNA odpowiednio szybko skontaktują się z "dostawcami", odnajdą dodatkowe pokłady pomysłów, znajdą nowe muzy do tworzenia i już na Hard Justice będzie lepiej. Zwłaszcza, że porównując do Victory Road naprawdę nie trzeba będzie włożyć wiele wysiłku by galę tę przebić.

 

Na szczęście to co miało miejsce w ostatnią niedzielę w Orlando nie jest jedynym rzeczywistym i jednoznacznym obrazem TNA. Po świetnym Slammiversary, musiał nastąpić regres w poziomie. Owszem, ale nie żeby gala wypadła aż tak słabo. Ogólne wrażenie jakie mam po PPV, to jakby było sklecone na "odwal się", po prostu jest robota i trzeba ją zrobić, nieważne, że byle jak. Jak pisałem wyżej - nie tylko writerzy, ale także zawodnicy sprawiali wg mnie wrażenie totalnie wyzutych z motywacji, pasji czy pomysłów.

 

Krótko o poszczególnych walkach:

 

Tara - Angelina - dało się obejrzeć. Świetna forma Tary, tarantula na Angelinie - coś czego dawno nie widziałem. Niby wszystko zupełnie nieźle, tylko widać Russo musiał zaszaleć i znalazł trochę mało chwalebny sposób na pociągnięcie feudu między zawodniczkami. Tak na marginesie - za motyw z pająkiem kładzionym na przeciwniczce, Tara ma u mnie dużego plusa. Fajny akcent.

 

Morgan - Daniels - Matt ma zadatki na świetnego heela. Inna sprawa, że musi dużo nad sobą popracować. Fajny motyw, kiedy miał Danielsa przygotowanego do side slamu, spojrzał na "zegarek", a następnie upuścił Christophera na ring. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dalszą część walki spartolił, nawalała trochę komunikacja między zawodnikami. Pojedynek - tak samo jak pierwszy - z trudem, ale jeszcze do przełknięcia.

 

Abyss - Dr. Stewie - squash tylko trochę przeciągnięty. Jeśli chodzi o gimmick szurniętego psychologa, Richards odgrywa go świetnie. Jednak nie jest to już pierwszy przypadek w TNA, gdy gimmick totalnie ogranicza zawodnika. Pierwsza z walk Victory Road, która odstawała poziomem od miana i rangi PPV. Jedyne rzecz na plus to ożywiona reakcja publiczności. Nie mam tylko pojęcia dlaczego, właściwie po raz ostatni tej gali...

 

Team 3D - British Invasion - brytole totalnie dali ciała. Nie byłem nigdy na żadnym house show, ale chyba nawet na takich galach są lepsze walki niż to co widziałem. Śmiem twierdzić, że być może nawet niektóre treningi wrestlerów są lepsze. Inwazja ma świetny gimmick, ale totalnie nie poparła go umiejętnościami. Zaprezentowali się praktycznie jako nowicjusze; gdyby wyciągnąć z publiczności losowo dwóch średnio zbudowanych gości, mających jako takie pojęcie o wrestlingu, sądzę, że mielibyśmy o niebo lepszy pojedynek. Na nic wysiłki i tak dobrze prezentujących się Team 3D.

 

Sharmell - Jenna Morasca - faworyt do tytułu wrestle crapu roku. Ale nie chcę forować wyroków zbyt wcześnie. Znając pokręcony umysł Russo, mogę się jeszcze zdziwić.

 

Kevin Nash - AJ - jedyna rzecz jaką pamiętam z tego pojedynku to czysta wygrana Big Sexiego. Chyba to wystarczy za komentarz? Z szacunku dla Keva (odrobina mark mode z czasów wolfpack), niech to będzie jego ostatni pas w karierze, który odda jeszcze w tym roku.

 

Scott Steiner & Booker T - Beer Money - bardzo dobra praca ze strony tych drugich. Walka o pasy tag team z przedstawicielami MEM-u to podciąganie prestiżu. Zarówno dla Piwoszy jak i dla samego tytułu. Dla dobra dywizji tag team jednak wolałbym, aby pasy szybko zmieniły właścicieli. Rozwiązanie z tytułem dla Steinera i Bookera (tak jak w poprzedniej walce dla Kevina), może nie będzie miało zbyt wielu zwolenników, ale jest po prostu ważne dla rozwoju głównego scenariusza w TNA.

 

Samoa Joa - Sting - Steve B. miło mnie zaskoczył swoją formą. Robił nawet jakieś reversale, za bardzo nie partolił akcji. Za to Samoa niemiłosiernie zdupił muscle bustera (wiem - Stinger jest duży i ciężki, ale przy odrobinie koncentracji dało się akcję wykonać poprawnie). Za to in minus - mało efektowne wprowadzenie Tazza. Wszedł i jakby go nie było. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że dało się wymyślić lepszy moment na wejście "mystery advisora".

 

Angle - Foley - jedyne co pamiętam to w miarę zjadliwy elbow drop Micka z ringu na leżącego na ziemi Angle'a oraz tap out tego pierwszego po ankle locku. Walka totalnie nie na miarę PPV. Dobrze, że Kurt zatrzymał pas.

 

Jeśli oceniać Victory Road pod kątem przyjemności (jej braku) z wrażeń czysto "artystycznych" to ogólna ocena jest bardzo słaba. Niemniej jednak, należy pamiętać, że w opiniach jeszcze sprzed gali, miało wyjść bardzo średnie widowisko. Jedyne nad czym można dywagować teraz, to jak bardzo nisko może upaść poziom oraz na jak duże zawirowania "artystyczne" będziemy narażani w przyszłości.

 

Jeszcze dwa słowa do osób oglądających TNA od czasu do czasu. Zarówno tych, którzy kiedyś oglądali federację Dixie Carter, ale w pewnym momencie przestali, jak i tych, którzy mają od niedawna do czynienia z promocją i chcących się przekonać co i jak. Przede wszystkim TNA jest taką federacją w obecnym momencie, że nie można i nie należałoby oceniać jej na podstawie losowo wybranych PPV czy Impactów. Z promocją Dixie jest jak z Monty Pythonem. Rzecz trudna do obcowania, nie zawsze zrozumiała, złośliwi stwierdzą, że w ogóle nie nadaje się do oglądania. Ale i tak znajdą się masochiści talentu Russo, którzy mimo niepowodzeń czy nieudanych show, będą oglądać TNA dalej.

 

Ogólna ocena w skali szkolnej: 1 (innymi słowy przysłowiowa "szmata").


  • Posty:  1 776
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.10.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Klasyczny

Ja chcę poruszyć jeszcze jedną sprawę- na PPV Mafia wygrywa pasy tagów i legend, WHC broni, więc ma trzy. Tak więc bezsprzecznie dominują w federacji. I na tym samym PPV walkę, a właściwie "walkę", miały dwie kobiety MEM, czyli taki rozłamik. Trochę spójności brakuje.

 

Jedne z najgorszych gal jakie było mi oglądać. Jedyne co pamiętam to dobra postawa Beer Money. W jakielkolwiek skali należy się zasłużone 1.

"Chciałbym tak zawszę, rzucić plik na brudne biurko,

Od dziś, mam nowe motto, żyję dziś, umrę jutro,

Za długo wierzyłem, że inna może być codzienność,

Kapitalizm ma to w dupie i nie zmienia nic w wzajemność"


  • Posty:  1 623
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

No niestety słabe PPV ale tak jak napisał The Wizard. Po tak dobrym Slammirswary musiała być klapa :D Jedna rzecz jaka mnie teraz wkurza to oczywiście MEM, która ma teraz prawie wszystkie pasy.

1 miejsce w typerze TNA w 2011 r

 

http://total-nonstop-action.blogspot.com/ --> najlepszy blog o TNA

 

Fan wrestlingu od 25.02.2005r

 

Reprezentant TNA Originals


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

1. Tara vs. Angelina Love - poza wejściem Beatiful People (standardowo - kopie tyłki!), straszny syf. Dawno nie oglądałem tak gównianej walki knockouts'ów. Tara dominowała przez 90% walki, żeby zmoczyć (i stracić pas) przez "błąd" sędziego i fakt, że nie zauważył jej nóg na linach. Żenada! Po co dawali Tarze pas na te kilkanaście dni? Żeby dać sygnał innym Vince'owym Divom, że w TNA każda dochapie się title'a (choćby na chwilę:)? Dla mnie totalnie bezsensowna zagrywka, jak i bezsensowny opener tego PPV.

 

2. Matt Morgan vs. Daniels - taki typowy średniak, mający chyba na celu podpromowanie drągala. Daniels bronił się dzielnie, ale "kontuzjowana" noga (nie przepadam za takim bookingiem walk, gdzie wrestler musi sprzedwać kontuzję) uniemożliwiła mu wykonanie BME, co bezlitośnie wykorzystał Morgan i czysto pojechał Fallen Angel'a. Morgan, jako power wrestler, prezentuje się coraz lepiej (choć nie znaczy to też, że jakoś zajebiście), ale szkoda że musi mu się podkładać taki talent jak Daniels. Matt może mu conajwyżej buty czyścić. Walka do jednorazowego zaliczenia i wykasowania z pamięci.

 

3. Abyss vs. Dr Stevie - żałosna walka (a raczej squash), tym bardziej że jej stypulacja (No DQ) była tak zajebiście wykorzystana, że hej (rodem z pojedynku "Jericho vs. Rey"):> Nie nawidzę jednostronnych starć, a tu Abyss przez 99,9% walki demolował Richardsa, żeby na końcu odegrać się wreszcie i porazić Stevie'go paralizatorem:))) Sam motyw z paralizatorem wart był złotej maliny za "efekty specjalne":))) Dym poszedł taki, jakby Monster conajmniej podpalił biednego Stevie'go albo oblał go jakimś kwasem:))) Pewnie bym się uśmiał, gdyby nie było to takie żałosne. Gówniana walka i mam nadzieję, że koniec tego przeciągającego się feudu.

 

4. Team 3D vs. Brytole - kolejna walka w stylu "my demolujemy was przez 80% czasu walki a później wy się trochę odgryzacie". Nie trawię tego jak sam chuj! Przeciętny do bólu pojedynek, gdzie prawie wcale nie dano wykazać się Brytyjskim Najeźdźcom i Ex-Dudley'e robili co chcieli. Szkoda, bo team Brytoli ma w sobie potencjał i gdyby go trochę podpromować (a ta walka z pewnością tego nie zrobiła) to mogliby być ciekawymi graczami o pasy Tag Team.

 

5. Sharmell vs. Jenna - co to kurwa było? Tak jak NIGDY nie przewijam walk (nawet kobiecych), tak tutaj musiałem strasznie walczyć z samym sobą i własnym kciukiem, który aż się rwał do przycisku przewijania.

Sharmell wyglądała jakby spierdoliła z imprezy Sylwestrowej (nie wierzyłem, że będzie w tej kiecce walczyć...) a Jenna - jakby ktoś podjebał jej ciuchy w szatni i musiała latać w samym staniku i gaciach (i jeszcze te jej trampki... Geez!). O samej walce nie ma co pisać, bo był to pokaz kalectwa na najwyższym poziomie. Myślę, że ludzie na wózkach zmontowali by ciekawsze widowisko. Dobiło mnie jeszcze to (mające uchodzić za seksowne) "wślizgnięcie się" Jenny pomiędzy linami na ring... Normalnie jakbym oglądał jakiś układ artystyczny na paraolimpiadzie:))))

 

6. Nash vs. Styles - skoro walczył Kev, to wiadome było, że będzie wolno i nudno, ale nie wiadomo było, że ci geniusze zajobbują czysto Styles'a Nashowi! Myślałem, ze chociaż Samoa Joe zainterweniuje, żeby umniejszyć porażkę AJ'a (bo tej byłem niemal pewny) i podgrzać ich feud, a tutaj - leciutko sędzia przeszkodził (stanął mu na drodze) w akcji Styles'owi a Kevin pokonuje go... po Chokeslamie! Kiedy on kogoś spinował po czymś takim (przecież to nawet nie jego finisher!). Sama walka była dość ciężko strawna i nawet AJ nie był w stanie jej uratować. Nadal nie mogę uwierzyć, że podłożyli czysto Phenomenala niewypromowanemu obecnie Nash'owi...

 

7. Beer&Money vs. Steiner & Booker - niestety ta walka też była do bólu przeciętna (żeby nie powiedzieć słaba. Markuję Beer&Money a więc oceniam ją trochę łagodniej:). Dziadki ruszały się jak muchy w smole, co nie wpłynęło na jakość oglądania tego pojedynku. W sumie poza tauntami Forsiastych Piwoszy (uwielbiam je!) i debilnym finishem, gdzie sędzia klepie w matę, (chyba) Storm leży 50 cm od niego i zamiast ściągnąć typa z ringu oraz przerwać liczenie to najpierw się przygląda a później desperacko (choć oczywiście zbyt późno) skacze do wrestlerów zamiast przyblokować sędziego - nic więcej nie zapadło mi w pamięć z tej walki. Szkoda, bo Beer&Money starali się jak mogli, ale z takim tartacznym team'em jak (w obecnej formie) Steiner & Booker - ciężko cokolwiek zrobić.

Czyste podłożenie młodego, perspektywicznego i mocno ostatnio promowanego teamu (niesamowicie publika ich kupuje!), heelowym dziadkom to dla mnie normalnie bookerski hit! Coś na miarę czystego jobbu AJ'a Nash'owi. Maestria głupoty.

 

8. Samoa Joe vs. Sting - tu było trochę lepiej, chociaż i tak walka nie wybiła się ponad przeciętność. Panowie dość ostro wzięli się za siebie i ładnie było pokazane, że storyline'owo - nienawidzą się jak psy. W ringu było już gorzej. Nieźle zabokowali Samoę, który ładnie dominował Icona i pomimo, że jest heelem - czysto pojechał legendę. Koniec walki był standardowo (dla tego PPV) idiotyczny (kurwa, czy ten Creative Team rozpisywał Victory Road na kacu, czy jak?). Joe atakuje, w pewnym momencie usiłuje zrobić Muscle Buster (bez żadnej kontry, nie z zaskoczenia - ot tak, po prostu), nie wychodzi mu, bo nie może targnąć Stinga (ciekaw jestem, czy Joe spierdolił sprawę, czy tak było to rozpisane, bo nie wyglądało to najskładniej...), Samoa zmienia zdanie, po prostu (ot, tak...) zapina Coquina Clutch i... po walce:))) Większej dramaturgii to by nawet Spielberg nie wyreżyserował!

Poza tym - nie uwierzycie!!! Tajemniczym mentorem Joe okazał się... TAZZ!:))) Po tych wszystkich planszach z napisami "WTF" i bilami z narysowanym nr "13" (kto oglądał stare ECW wie o co chodzi) a także motywami, gdzie Samoa popierdalał z czarnym ręcznikiem na łbie - trzeba było być totalnym dyletantem (nawet nie znając przecieków z netu) albo markiem, żeby być zaskoczonym.

 

9. Angle vs. Foley - Boooring! Booooring! Nuda i sztampa, ot co. Walka schematyczna jak odcinki "Mody na Sukces". Pięć minut dominuje Foley (Kurt jakby był na prochach, jest rozbijany niczym kukiełka), pięć minut odgryza się Angle (ex-Mankind nie istnieje), 5 minut reaktywacji Mick'a, następnie do głosu dochodzi Kurt, Angle tak po prostu zapina Angle Lock, próba uwolnienia się Foley'a, odciągnięcie na środek ringu, ponowne zapięcie dźwigni - tap out. Koniec. Zero dramaturgii, zero płynnych zmian przewag, zero jakichś akcji które zapadłyby mi w pamięć. Nic. Po prostu żałosny main event tego żałosnego PPV.

 

Reasumując - było to chyba najgorsze PPV jakie widziałem w tym roku. Żadna walka nie była dobra. Były tylko słabe (większość) i przeciętne (Sting vs. Joe, Morgan vs. Daniels). Zjebany main event (sleeper jak chuj), brak walki X-division (strzał w stopę ze strony Dixie. ZAWSZE były to pojedynki, które ratowały słabe PPV's), brak MCMG (gwarancja conajmniej DOBREJ walki) i debilne oświadczenie Kurta (jeśli członkowie Mafii nie wygrają dziś swoich pojedynków, to wypadają z bandy), które było niczym zdradzenie zakończenia książki (czy ktoś łudził się, że przy takiej groźbie - kozacy z MEM nie wygrają wszystkich swoich pojedynków i grupa się rozleci?).

Reasumując - syf, kiła i mogiła, jakby to powiedzieli chłopaki z "Włatców Móch":))) Najciekawszym pojedynkiem było chyba starcie Morgana z Danielsem, co już samo w sobie może świadczyć o "wypasionej jakości" Victory Road.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  332
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  02.01.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Podziwiam osoby które mają chęć rozpisywać się na temat takiego gówna jakim było Victory Road. Powiem tylko dlaczego nic nie było na linii AJ/Joe a tak resztę mam w dupie. Obecnie najgorsza gala gala roku 2009. Hmmm ciężko mi wybrać najlepszą walkę, ale jeszcze trudniej najgorszą. Dixie oby tak dalej :roll: .
Ganso Puro Czub :).

53373727349a4521b35993.jpg


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Podziwiam osoby które mają chęć rozpisywać się na temat takiego gówna jakim było Victory Road.

 

To się L.A. nazywa "ku przestrodze potomnym" :twisted:

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  1 776
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.10.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Klasyczny

Poza tym - nie uwierzycie!!! Tajemniczym mentorem Joe okazał się... TAZZ!
Haha i zonk. Niby to dla Ciebie takie oczywiste i niby wiedziałeś to już wcześniej, ale nawet po obejrzeniu sie mylisz! To nie był żadny Tazz. I co łyso teraz? To był oczywiście Taz! :P :P :P

"Chciałbym tak zawszę, rzucić plik na brudne biurko,

Od dziś, mam nowe motto, żyję dziś, umrę jutro,

Za długo wierzyłem, że inna może być codzienność,

Kapitalizm ma to w dupie i nie zmienia nic w wzajemność"


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Haha i zonk. Niby to dla Ciebie takie oczywiste i niby wiedziałeś to już wcześniej, ale nawet po obejrzeniu sie mylisz! To nie był żadny Tazz. I co łyso teraz? To był oczywiście Taz!

 

Nooo... TNA potrafi jednak zaskoczyć. Niby oglądasz a i tak się mylisz :twisted: Co ja bym bez Ciebie Luki zrobił? :lol:

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Poza tym - nie uwierzycie!!! Tajemniczym mentorem Joe okazał się... TAZZ!:))) Po tych wszystkich planszach z napisami "WTF" i bilami z narysowanym nr "13" (kto oglądał stare ECW wie o co chodzi) a także motywami, gdzie Samoa popierdalał z czarnym ręcznikiem na łbie - trzeba było być totalnym dyletantem (nawet nie znając przecieków z netu) albo markiem, żeby być zaskoczonym.

Tyle, że co by dało takie zaskoczenie, skoro i tak Russo nie miał raczej pomysłu na jakiś dobry debiut Taza. Ot przyszedł, postał i tyle. Szczerze myślę, że efekt zaskoczenia nie był tu potrzebny.

Kiedy ku mojej złości Kev pojechał czysto AJ'a, a później Steiner's Heat pokonali Piwoszy - wpdałem w taki nastrój, że jedyne co mogłem robić to rzucić się z łóżka i zacząć lamentować. Damn it! Nie spodziewałem się tego, w dodatku czuję, że motyw ten wprowadzono jakieś 9 miesięcy za późno.

Kevin pokonuje go... po Chokeslamie! Kiedy on kogoś spinował po czymś takim (przecież to nawet nie jego finisher!).

Co ciekawe ostatni raz jak sobie przypominam Nash wygrał walkę chokeslamem gdzieś w lutym/marcu 2008, to był motyw z walkami, które miały zdecydować, która drużyna miała mieć przewagę na Destination X. Co ciekawe Nash pojechał wtedy... właśnie Stylesa. Trochę czasu upłynęło to fakt. Ja nadal nie mogę kupić tego roztrzygnięcia.


  • Posty:  108
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Co za żenada... Jedyny akcent emocjonalny jaki odczułem to jak Kevin pinuje AJ'a i... dochodzi do trzech, podniosłem rękę w górę, a potem pomyślałem, hmmm... walka tagów, no tak wszystkie pasy dla MEM. SIC!

 

Ciekawy również pokazała się Jenna Morasca. Ma zadatki na porządną Knockouts :twisted: to jak ona odbija się od lin, fenomenalne... Chociaż trzeba przyznać pin wykonała porządnie.

11301703464970cd8e3af3a.png


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ciekawy również pokazała się Jenna Morasca. Ma zadatki na porządną Knockouts to jak ona odbija się od lin, fenomenalne... Chociaż trzeba przyznać pin wykonała porządnie.

Na początku miałem wrażenie, że Kevin uczył ją ruszania się w ringu. Takich wolnych kroków oprócz właśnie Nasha ciężko uświadczyć w TNA.


  • Posty:  1 623
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Zgadzam sie z K-Pel. Jest bardzo widoczna nauki Kevina. Żeby być tak wolnym i takie kroki robić to trzeba mieć umiejętności :D:D

1 miejsce w typerze TNA w 2011 r

 

http://total-nonstop-action.blogspot.com/ --> najlepszy blog o TNA

 

Fan wrestlingu od 25.02.2005r

 

Reprezentant TNA Originals


  • Posty:  753
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  02.07.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nieźle swoimi komentarzami zniechęciliście mnie do obejrzenia tej gali . Są wakacje , dużo czasu jest , więc musiałem przekonać się , czy to wszystko było aż takie chujowe za przeproszeniem . Pierwszy zgrzyt - nie ma cruisweighterów ! Trochę szkoda , że nie dowalili jakiegoś Steel Asylum Match'u , albo jakiejś innej stypulacji , bo wyszła by pewnie miodna walka ( i w ciemno obstawiam , że byłoby to najlepsze widowisko tej gali ) . Divy z przyzwyczajenia przewinąłem, więc pora na pierwszą walkę pomiędzy Fallen Angel'em a Morganem . Przyznam , że nie lubię oglądać walk wrestlerów o takiej dysproporcji fizycznej , więc ta walka też mnie nie powaliła na kolana . Teoretycznie powinien to być jednostronny pojedynek , ale kilka razy Daniels potrafił skutecznie " odgryzać się " kolosowi ( DDT , moonsault ) . Szkoda jednak , że przez większą część pojedynku Morgan masakrował Danielsowi lewą nogę i ten nie mógł walczyć na 100 % swoich możliwości . Czyste Jobbnięcie Morganowi mnie nawet przekonuje , niemniej Daniels powinien dostawać innych przeciwników ... Wynik kolejnej walki był raczej przewidywalny ( coś wydaje mi się , że pierwszy raz widzę Richardsa walczącego na ringu w TNA ) . Pewne było więc to , że Abyss łatwiutko pojedzie doktorka . Na temat walki też się nie trzeba chyba zbytnio rozpisywać . Ziewałem z nudów , gdyż Abyss przez prawie całą walkę dominował, choć dobrze , że nie było w niej żadnych durnych motywów , które znamy z tygodniówek ( hipnotyzowanie i inne pierdoły ) . Dobrze też , że ten feud między nimi dobiegł już chyba końca . Ciekawy byłem następnej walki pomiędzy Brytyjczykami , a teamem 3D . O Devona i o Reya byłem spokojny ( właściwie to zawsze walczą na bardzo przyzwoitym poziomie ) , ale British Invasion to była taka trochę niewiadoma . Walka może i nie była całkowicie do dupy , ale liczyłem na to , że Williams i Magnus zaprezentują się z lepszej strony . Samej walki do emocjonujących pewnie też nie można zaliczyć . Brytyjczycy przez jakiś czas obijają Reya , wchodzi Devon i " czyści " wszystko , potem kilka tag teamowych akcji Dudleyów i koniec walki . Nawet Terry nie pomógł . Wygraną Reya i Devona się nie martwię ( lubię ich ) , ale British Invasion jeszcze sporo musieliby się nauczyć od swoich starszych kolegów , by być dobrym tag teamem . Następna walka , którą oglądałem była o pas " legends " pomiędzy Styles'e a Sexy " speedy gonzales " Kevinem . To była jedna z najbardziej gównianych walk ( o ile nie najbardziej gówniana ) tej gali . AJ się starał , ale co z tego , skoro Kevin nie potrafi już dobrze walczyć . Facet najlepsze lata ma już za sobą , a jak AJ wykonywał submission myślałem , że wyzionął ducha . Pele kick Styles'a to jedna dobra akcja tej beznadziejnej walki . Szkoda , że AJ czyściutko jobbnął Nash'owi , ale jest jeden plus . Może teraz Styles powalczy o coś innego ( może o pas WHC ?) , bo jak na razie nie zapowiada się na feud z Samoa Joe . Deja vu miałem oglądając kolejną walkę tag teamową pomiędzy Beer Money , a Steinerem & Bookerem . Deja vu w tym sensie , że tylko jeden tag team ( wiadomo jaki ) zaprezentował się z dobrej strony w tej walce . Sama walka nie była może aż takim gniotem ( Storm i Roode starali się ) , ale cholernie nudno robiło się , gdy Steiner i Booker przejmowali inicjatywę . Odnoszę wrażenie , że ostatnimi czasy Steiner'owi wychodzą tylko suplexy , natomiast dyspozycję Booker'a lepiej chyba przemilczeć . Beer Money byli na ringu o dwie klasy lepsi od swoich przeciwników , a i tak musieli stracić pasy . No majstersztyk kurwa writerów , którzy jakby tego było mało zaserwowali nam zjebaną końcówkę tej walki . Mam nadzieję , że Steiner i Booker nie potrzymają długo tych pasów . Przedostatnia walka była chyba za to najlepszym widowiskiem tej słabiutkiej gali . Zarówno Sting jak jak i Samoa pokazali się z dobrej strony i zobaczyliśmy parę ładnych akcji ze strony obu tych panów . Szkoda tylko , że walka skończyła się wtedy , kiedy właśnie się miała rozkręcać ( a przynajmniej mi się tak wydawało ) . Joe niespodziewanie wykonuje swój submission i koniec walki . Nie ukrywam , że oczekiwałem dużo lepszego finishu . Nie ma za bardzo sensu się też rozpisywać o ostatniej pseudo walce Foleya z Angle' . Nie dość , że wynik był bardzo przewidywalny ( chyba tylko najbardziej niepoprawni optymiści wierzyli , że Foley pokona Kurta ) , to sama walka nie miała żadnej dramaturgii i była sztampowa aż do bólu .

 

Podsumowując - TNA kolejny raz utwierdziło mnie w przekonaniu , że dobre PPV ( patrz ostatnia gala ) przeplata słabiutkimi . Nieźle wkurwiła mnie niemal całkowita dominacja Main Event Mafii i to , że są w posiadaniu najważniejszych pasów w tej federacji . Mam tylko taką małą nadzieję , że to tylko taki przejściowy okres . Jedno jest pewne - booking w TNA musi się zmienić , bo na chwilę obecną jest tragiczny . Ocena w skali szkolnej : 2-

" I am born to kill, judge and condemn

I am born to win, slay and maim 'em

I am born to live, fight for glory

I am born to die ... "

1083557911497eeae0dfa61.jpg


  • Posty:  108
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Widzisz Przemek, zgadzam się z Tobą w prawie 100% ale na przyszłość, sformatuj to jakoś :grin: oddzielaj walki czy coś.

11301703464970cd8e3af3a.png

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Też mnie to boli zwłaszcza, że Cena to był ich ,,gość'' przez długie lata... Wracając do AJa - ładne, ale też smutne pożegnanie. Nie mam już wątpliwości, że czeka go emerytura. Może jeszcze kiedyś jakaś pojedyncza walka z synem? Swoją drogą tak mi przyszło do głowy, że jego syn mógłby przyjąć nawet podobny ring name - AJ Styles jr., bo przecież mają te same inicjały. Cóż, AJ to mój top 3 ever i tylko dla niego w ostatnim czasie zerkałem co się dzieje w WWE...Jak pomyślę, że w tak krótkim cz
    • Grok
      AJ Styles naprawdę nie miał o tym pojęcia. Na końcu Raw pojawił się The Undertaker zaraz po tym, jak Styles wygłosił swoje pożegnalne przemówienie, kładąc kurtkę i rękawice na ziemi. Undertaker ogłosił, że Styles zostanie najnowszym inductee'em WWE Hall of Fame. Według Bryana Alvareza, AJ był totalnie zaskoczony tym gestem. Poniedziałkowy Raw w Atlancie był w całości poświęcony Stylesowi, który stoczył swoją ostatnią walkę na Royal Rumble w zeszłym miesiącu, przegrywając z Guntherem. Style
    • Grok
      Roman Reigns pojawi się na kolejnym odcinku Raw. CM Punk ogłosił podczas tego tygodniowego odcinka, że Reigns zawita w przyszłym tygodniu w Indianapolis. Kibice wygwizdali go za to, że Reigns nie stawił się na poniedziałkowym show, ale Punk uspokoił publikę, stwierdzając, że nie będą mieli powodu do buczenia – w końcu on jest co tydzień na posterunku, odwiedzając każde miasto na trasie, w przeciwieństwie do Reignsa. Potem Punk skupił się na rywalu z Elimination Chamber, czyli Finnie Bálorze.
    • Grins
      Piękne odejście legendy tak jak powinno wyglądać! Nie wiem czemu mnie to tak boli... Że Cena odszedł jak ostatni luj AJ dostał owację  Chociaż Rusev i Oba zrobili mi przy tej skrzyni dzień... Ale AJ  kurwa mac... Ciesze się w chuj mam nadzieje że kiedyś tak u honoruj Willa Ospreaya  Dziękuje AJ i pisze to ledwo żywy rano! Piękne pożegnanie, szkoda że Cena wyglądało jak gówno.  LA Knight na czempa!   
    • Attitude
      Nazwa gali: ROH on HonorClub Taping Data: 21.02.2026 Federacja: Ring Of Honor Typ: Event Lokalizacja: Oceanside, California, USA Arena: Frontwave Arena Publiczność: 3.148 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: Ring of Honor - dyskusja ogólna All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusje i komentarze
×
×
  • Dodaj nową pozycję...