Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Spotkanie z Jazzmanem, powrót do biznesu


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jazzowski oszołomiony tym co wydarzyło się kilka chwil wcześniej, wpadł w korytarz hali, w której odbywało się Baltic Mayhem. Z rozpaczliwym krzykiem na ustach, uderzał z furię w drzwi każdej szatni. Nie liczyło się to, że chwilę wcześniej przegrał, nie obchodziło go to, że chwilę wcześniej stracił maskę i jego wygląd może być porażający. Ciągle miał przed oczami obraz żony, która swoim atakiem jednoznacznie potwierdziła, że Nas jest dla niej przeszłością a liczy się tylko i wyłącznie Mamoru. Podczas natłoku myśli, w których Jazz starał się odnaleźć motyw jej postępowania, prześlizgnęło się stwierdzenie, że wszystko co do tej pory robił nie miało najmniejszego sensu. Równie dobrze mógł spalić gazetę, w której zamieszczone było ogłoszenie o castingu na wrestlera. Równie dobrze mógł kupić sobie coś - cokolwiek - zamiast wydawać pieniądze na bilet PKP, dzięki któremu dojechał na spotkanie z Balickim.

 

Człowiek patrzący z boku na jego zachowanie mógłby rzecz, że jego rozpacz była tak wielka jak ból towarzyszący Vaclavowi przy czesaniu włosów. W rzeczywistości jednak, mimo że Jazzowski był wewnętrznie rozrywany nie mógł się równać z panem grzebieniem, który był dla Vaclava wrogiem większym niż sam Jupiter.

 

Nas ile sił w rękach pchnął drzwi wyjściowe i zachłysnął się świeżym powietrzem. Na chwilę się przytrzymał i pozwolił zimnym kroplom deszczu spłynąć po twarzy. Jego odpoczynek nie trwał jednak długo - po chwili ruszył z impetem choć sam nie wiedział dokąd zmierza.

Był tak zdezorientowany, że nie zauważył limuzyny, która przez kilometr podążała za jego plecami. Jej kierwoca w końcu zrozumiał, że może tak jechać bez końca, użył więc mózgu i ... ZATRĄBIŁ. Jak nie trudno się domyślić sygnał ten nie zwrócił uwagi Jazza. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie. Samochód w końcu wyprzedził Nasa, a przez jego tylną szybę wyleciała koperta. Zapewne gdyby nie silny wiatr, który zawiał tak mocno, że koperta uderzyła w jego twarz, Jazzowski nie zauważyłby tego świstka. Z początku nawet próbował ją zerwać i rzucić na ziemię, ale pieczęć, którą była oznaczona przykleiła mu się do ręki. Nas otworzył kopertę, w której znajdowało się kilkadziesiąt banknotów 100$ , z zaciekawieniem zaczął oglądać zewnętrzną część, aby dowiedzieć się kto sprawił mu tenże prezent. Po chwili spojrzał na swoją rękę, na której widniała wcześniej zerwana pieczęć z symbolem konopi indyjskiej. Jego wzrok na kilka sekund zamarł, a ręce mimowolnie puściły kopertę, która wleciała do studzienki kanalizacynej.Jazz nawet nie próbował jej łapać - podniósł jedynie głowę i ruszył przed siebie, kontynuując wędrówkę bez celu.

Po kilku minutach jego wzrok przykuł tandetnie oświetlony lampkami świątecznymi szyld z napisem " Geez & Jazz". Nas wycieńczony psychicznie i fizycznie obrał kierunek na ten właśnie lokal. Chwycił za pordzewiałą klamkę i pchnął drzwi. Natychmiast po wsadzeniu głowy do pomieszczenia, do uszu Jazzowskiego zaczęły dochodzić czysto jazzowe dźwięki trąbki, jego oczy jednak nie potrafiły dostrzec kto wygrywa te melodie ponieważ grube warstwy dymu tytoniowego przesłaniały wszystko co znajdowało się dalej niż dwa metry od jego oczu. Wyjątkiem była jaskrawozielona tabliczka z napisem WC. Na ten widok Nas przypomniał sobie o zerwanej masce i o tym jak na jego widok mogą zareagować ludzie o wrażliwych serduszkach. Podążył więc drogą wskazaną przez wcześniej wspomnianą tabliczkę.

 

Przed przekroczeniem progu toalety wziął głęboki oddech - z jednej strony dlatego, że miał przed sobą chwilę prawdy na temat swojego wyglądu, a z drugiej bał się aromatu, który świadczył o tym, że spłuczka klozetowa zepsuta jest tam co najmniej od roku.

Gdy w końcu odważył się wejść do tegoż pomieszczenia jego oczom ukazał się obraz mężczyzny o czarnych, poczochranych włosach zasłaniających czoło. Nie ukrywały one jednak zlęknionych oczu, które z uwagą przyglądały się Nasowi. Pod jednym z nich, aż do warg ciągnęła się blizna poparzeniowa. Mężczyzna podniósł rękę i dotknął znamienia.

 

Jazzowski : To ja...

 

Na jego twarzy po raz pierwszy od długiego czasu pojawił się lekki uśmiech. Poczuł, że obawy jakie do tej pory mu towarzyszyły były nieuzasadnione. Nie wygląda jak potwór, a jedynie jak człowiek, któremu kiedyś przydarzyło się lekkie zadraśnięcie. Co prawda pozostała jeszcze blizna w sercu, ale widok w lustrze uświadamiał go, że może rozpocząć zupełnie nowe życie. Jego ekscytacja została jednak przerwana zakłocona przez smród, który dostał się do jego nozdrzy w czasie westchnięcia z ulgą. Woń ta zmusiła go do natychmiastowej ewakuacji. Gdy z wielkim hukiem wybiegł z toalety do głównej części lokalu z jednego ze stolików do gry w karty dobiegł głośny śmiech. Wzbudziło to w Nasie ponowny lęk, a w jego głowie narodziło się pytanie czy to naprawdę było odbicie lustrzane. Za chwilę jednak jego obawy zostały rozwiane.

 

Mężczyzna: Hehe, widać, że pierwszy raz u nas. Mówimy tu, że lepiej srać przez nogawkę niż iść do tego kibla. Nawet hydraulik boi się tam zajrzeć w obawie przed gównianą śmiercią. Szczerze mówiąc wcale mu się nie dziwię.. Zresztą mniejsza z tym. Ja tu gadu-gadu, a gościa trzeba godnie przywitać. Chodź pan, usiądź sobie, zagramy partyjkę, pierwsze pięć minut gratis.

 

Nagle muzyka w lokalu przestała grać i masywny jazzman w wieku 60+ podniósł się z miejsca.

 

Jazzman: Myślę, że pan woli pogadać o muzyce...

 

Mężczyzna: Muzyce? HA! Może jeszcze woli tak jak ty za frajer dmuchać w trąbkę? Jesteś stary dziad a nadal wierzysz, że z dmuchania da się przeżyć.

 

Mężczyzna jednak nie odpuścił - podszedł do Nasa, chwycił go za ramię i zaprowadził do miejsca przy barze.

 

Jazzman: Pieprzony szuler, żeruje na cudzym nieszczęściu...

 

Nieszczęściu ? W głowie Nasa zaczęły tworzyć się pytania skąd ten człowiek wiem, że jest nieszczęśliwy, przecież przez cały czas starał się zachować uśmiech na twarzy. Postanowił więc wystawić go na próbę.

 

Nas: Ależ ja wcale nie jestem nieszczęśliwy.

 

Starszy mężczyzna poklepał go po plecach i uśmiechnął się ze współczuciem.

 

Jazzman: Siedzę tu od czasu kiedy wprowadzono stan wojenny. Dzień w dzień, a czasami i nocami. Przez ten czas poznałem jednak niewielu ludzi, ale wiem, że każdy kto tu zagląda jest albo japońskim turistos, który pomylił lokale, albo ma jakieś zmartwienie. Jako, że nie wyglądasz na ten pierwszy przypadek, wygląda na to, że moje wieloletnie doświadczenie i intuicja po raz pierwszy mnie zawiodły.

 

Jazzowski mimowolnie zaprzestał się uśmiechać, był pod wrażeniem tego jak został rozgryziony przez tegoż człowieka.

 

Jazzman: A jednak nie... Nie krępuj się i opowiadaj. Jestem jak ksiądz, tyle, że nie chodzę po domach i nie żądam 250zł od rodziny, bo święta sprzyjają powiększeniu budżetu.

 

Nas: Właściwie to za dużo by opowiadać.

 

Jazzman: Mnie się tam nigdzie nie spieszy.

 

Jazzowski z wyraźnym zakłopotaniem zaczął szukać wymówki, ale przychodziło mu to z niesamowitym trudem.

 

Jazzman: No dalej, wylej swoje żale.

 

Nas: Właściwie to nie wiem od czego zacząć.

 

Jazzman: Najlepiej od początku.

 

3h później

 

Przez ostatnie godziny Jazzowski streścił mężczyźnie swój życiorys.

 

Jazzman: Od pisarza do wrestlera. Mam duży sentyment do tego drugiego zawodu. Miałem kuzyna w rodzinie, który był właśnie wrestlerem. Jak byłem dzieciak przywoził mi pomarańcze i inne egzotyki, o których mogłem tylko pomarzyć. Kiedy masz następną galę ?

 

Nas: Następną galę ? Myślałem, że z tego co powiedziałem jednoznacznie wynika, że z tym już koniec.

 

Jazzman: Koniec? Czy ty wiesz co robisz ?

 

Nas: Jak najbardziej. Przez te durnoty straciłem definitywnie rodzinę i stałem się pośmiewiskiem, teraz będę bał się wyjść na ulicę, bo ludzie będą mnie wytykać palcami i krzyczeć, że to ten frajer przegrał z Mamoru.

 

Jazzman: I uważasz, że nie masz im nic do udowodnienia ?

 

Nas: Nie, nie, nie i jeszcze raz NIE. Chcę usunąć się w cień i zacząć normalne zycie. Co by nie mówić to trochę zarobiłem w tym biznesie. na pewno starczy na jakiś mały domek na peryferiach.

 

Jazzman: Tak, tak i będziesz jak Wioletta Villas. Będziesz spał ze stadem psów i jadł z nimi z jednej miski. I wiesz co ? Będziesz zadowolony, bo popaprańców wszystko zadowala.

 

Nas: Przez to, że chcę żyć normalnie jak miliony innych ludzi jestem popaprańcem ?

 

Jazzman : Nie, nie dlatego. Rezygnujesz ze swoich marzeń i tego o co przez długi czas walczyłeś tylko dlatego, że poniosłeś jedną porażkę. Całkiem zdrowe podejście - po co Edison męczył się, żeby wynaleźć żarówkę ? Mógł przecież nie zawracać sobie dupy, kupić domek na peryferiach i oświetlać go świecami. I ty się dziwisz, że żona cię rzuciła ? Jesteś bezambitnym zerem i...

 

Nas : I myślę, że będzie lepiej gdy na tym skończymy. Znasz mnie zaledwie kilka godzin i myślisz, że możesz mnie oceniać ? W ogóle nie jestem nieszczęśliwy, a wszystko co ci powiedziałem było historyjką zmyśloną na poczekaniu. Nabrałeś się ? Gratulacje...

 

Mężczyna popatrzył się z ironicznym uśmiechem na starającego się jak najszybciej założyć swój płaszcz Jazzowskiego. Gdy ten już zmierzał w kierunku wyjścia, postanowił zadać jeszcze jedno pytanie.

 

Jazzman: Masz chociaż gdzie się podziać ? Co prawda moja kawalerka nie jest zbyt duża, ale myślę, że pomieszczą się w niej dwie osoby.

 

Nas: Z pewnościa sobie poradze... Dzięki za troskę.

 

Jazzowski najszybciej jak było to tylko możliwe opuścił lokal. Żałował, że w taki sposób potraktował swojego rozmówcę - wszakże chciał dobrze. Na Baltic Mayhem Nas stracił całą swą ambicję, uświadomił sobie, że jego starania są nic nie warte i nie warto wybijać się ponad przeciętność. Zachowane oszczędności i zdobyte wcześniej wykształcenie pozwalały na zakup niewielkiego domku i podjęcie pracy gryzipiórka w lokalnej gazecie.. W czasie gdy Jazzowski coraz bardziej oddalał się od lokalu "Geez & Jazz", Jazzman kończył sączyć whisky. Wiedział, że to co powiedział nie pozostało jego rozmówcy obojętne.

 

Kilka tygdoni później

 

... Jazzowski przebudził się w swoim pokoju hotelowym, w którym zakwaterował się dzień po swojej wizycie w "Geez & Jazz". Jako, że nie był to apartament pięciogwiazdkowy ( a nawet dwu), Nas musiał zam zadbać o swoje wyżywienie. Wczorajsza integracja z sąsiadem, który do każdego kieliszka zjadał kanapkę pozostawiła poważny uszczerbek na jego lodówce. Tak więc mimo fatalnego samopoczucia musiał wybrać się na zakupy. Wraz ze stawaniem na każdy stopień skrzypiących schodów ból głowy coraz bardziej się nasilał. Czara goryczy przelała się w chwili gdy portjerka swoim piskliwym głosikiem zaczęła wykrzykiwać jego nazwisko.

 

Nas: CZEGO ?!

 

Pytanie to było tak nieuprzejme, że na resztę dnia odebrało chęć do życia dla kobiety.

 

Portjerka: Dziś rano gdy odsypiał pan po wczorajszym integrowaniu się z sąsiadem...

 

Nas: Tak? A skąd wiesz co wczoraj robiłem paniusiu droga ? O ile się nie mylę to jednym z waszych sloganów reklamowych jest dyskretność. Więc chyba nie zdajesz sobie sprawy ile osób może usłyszeć to co teraz mówisz.

 

Portjerka rozejrzała się po korytarzu i chcociaż nie było widać nikogo, postanowiła się zreflektować.

 

Portjerka: Niech mi pan wybaczy...

 

Nas: Nie.

 

Twarz kobiety momentalnie się zaczerwieniła. Nie miała pojęcia w jaki sposób wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji. Postanowiła nie mówić nic. Przekazała Jazzowskiemu wiadomość w kopercie i ponownie usiadła przed komputerem.

Nas nie był jakoś specjalnie zafascynowany tym co miało znajdować się w środku. Dźwięk przerywanego papieru oddziałowywał na jego psychikę w podobnym stopniu co skrzypiące schody. Gdy zobaczył nagłówek, który informował go, że wiadomość pochodzi ze szpitala od razu przypomniał sobie kilka ostatnich nocy.

 

Nas: Odwyk? Już wy mnie tam zobaczycie...

 

Nie do końca dowierzając jednak swoim domysłom zaczął czytać dlaszą treść przekazu. Mylił się. Nie było to wezwanie na odwyk. Niejaki Andrzej Zakała będący na skraju życia prosił o spotkanie. Jazzowski nie znając wyżej podanego nazwiska wrócił do recepcji.

 

Nas: Paniusiu czy to na pewno do mnie ?

 

Kobieta z wyraźną nonszalancją chwyciła kartkę i nie przyglądając sie jej dłużej niż kilka sekund, oddała ją właścicielowi.

 

Portjerka: A czy nie widzisz baranie co pisze na samym dole kartki ?

 

Riposta kobiety zamknęła usta Jazzowskiego. Bez słowa chwycił kopertę i wyszedł na ulicę gdzie błyskawicznie złapał taksówkę, w której zamówił kurs do szpitala, w którym leżał niejaki obywatel Zakała. Okazało się, że to zaledwie 5minut drogi z miejsca startu, a co za tym idzie rachunek wystawiony przez taksówkarza nie był zbyt okazały. Nie oznaczało to, że Nas zgodził się z jego wysokością. Kiedy w końcu po nieudanych negocjacjach postanowił ustąpić i udać się do szpitalnego okienka informacyjnego. Już na starcie został odrzucony przez wygląd pielęgniarki starej generacji (tak dzieci, filmy porno kłamią, pielęgniarki nie są brunetkami <20lat z pięknymi buźkami i długimi nogami)

-------- Tu zamieszczony został opis wyżej wymienionej pielęgniarki, został jednak wycięty z przyczyn estetycznych --------

Jazz na początku nie chciał się narzucać zaangażowanej w rozmowę telefoniczną kobiecie, więc chrząknął delikatnie. Gdy nie zwróciło to uwagi kobiety postanowił ją słownie upomnieć.

 

Nas: Przepraszam szukam...

 

Pielęgniarka: ...NIE WIDZISZ PAN, ŻE JA PROWADZĘ TU WAŻNĄ SŁUŻBOWĄ ROZMOWĘ?... a nic Jadzia, przyszedł tu taki co uważa się za pępek świata... CZEKAĆ!

 

Minęło 10min

 

Kobieta nadal jakby nigdy nic prowadzi rozmowę telefoniczną. Nie przeszkadza jej fakt, że kolejka do okienka coraz bardziej się wydłuża. Jazz będący na skraju zniecierpliwienia po raz wtóry upomina ją słownie.

 

Nas: Na którym piętrze znajduje się oddział kardiologii ?

 

Pielęgniarka: Czy ja wyglądam jak winda ?

 

Nas: Hmmm... Rozmiarowo się zgadza.

 

Pielęgniarka: Wypraszam sobie...

 

Nas: ...kolejną podwyżkę ? Podobno najskuteczniejsze są głodówki, ale ty nie wytrzymasz więcej niż 10min bez jedzenia.

 

Pielęgniarka: Chcę szacunku. Przez tą pracę nabawiłam się wielu schorzeń

 

Nas: Chyba tylko lustrzycy...

 

Pielęgniarka: Co to takiego ?

 

Nas: Bez lustra nie potrafisz dostrzec jaka jesteś paskudna.

 

Pielęgniarka: Drugie piętro, lewe skrzydło.

 

Nas: Dziękuję uprzejmie.

 

Po tej krótkiej wymianie uprzejmości Nas udał się w miejsce, w któryum przebywał Zakała. Czuł wszechobecny sterylny klimat szpitala - porozrzucane pety z papierosów, grzyb wyrastający między płytkami i inne fajne bajery...

Gdy w końcu doszedł do pokoju nr. 104, w którym rzekomo według informacji starca leżał Andrzej Zakała, ujrzał mężczyznę grającego na jazzowej trąbce. Był to jazzman z baru "Geez & Jazz". Nas szybko przypomniał jak człowiek ten upracie przekonywał go do powrotu do wrestlingu. Nie chcąc przechodzić tego po raz drugi postanowił po angielsku wymknąć się z sali. Niefortunnie jednak uderzył w porcelanową kaczuszkę i jej zawartość wylała się na ziemię przez co zwróciła uwagę mężczyzny.

 

Andrzej: Nas... A jednak się pojawiłeś.

 

Nas: Tak, ale nie wiem czy ma to jakiś głębszy sens.

 

A: Dlaczego ?

 

N: Jeżeli nadal zamierzasz mnie przekonywać do powrotu do wrestlingu - dobrze radzę - daruj sobie.

 

A: Nieee. Choć nie ukrywam, że przeszło mi to przez myśl.

 

N: Jeśli nie o to chodzi to o co ?

 

A: Lekarze wykryli u mnie tętniaka. Trudno określic ile mi jeszcze pozostało czasu, ale nie jest to zbyt długi okres. Zrozumiałem, że nie mam na tym świecie nikogo, a akurat z tobą dobrze mi się rozmawiało.

 

N: To naprawdę przykre...

 

A: Proszę, tylko bez wazeliny. To, że jestem umierający nie znaczy, że trzeba się nade mną litować. Wiem doskonale, że gdybyś wiedział o tym, że to ja cię wzywam wcale byś się tu nie pojawił. Nie musisz zaprzeczać. Naprawdę nie chcę, żebyś fundował mi pogrzeb czy nagrobek. Nie chcę od ciebie nic prócz szczerej rozmowy, czy to tak wiele ?

 

N: Nie i mogę ci to zapewnić.

 

A: To idealny moment, aby podsumować życie. Mam 62 lata, a nie osiągnąłem niczego. Nie mam własnego domu, rodziny... Wszystko mogłoby się potoczyć inaczej gdybym 30 lat temu nie załamał się porażką i nie stracił ambicji do dalszej walki. Od dzieciaka interesowałem się muzyką. W końcu przerodziło się to w pasję, która zaczęła owocować. Bez zbędnych przechwałek - byłem gwiazdą. Jeździłem po całym ZSRR dając koncerty dla komisarzy ludowych. Grałem na ich ślubach i pogrzebach. Wszystko było wspaniale do czasu gdy ktoś nie wpadł na pomysł, aby zrobić ze mnie wizytówkę władzy ludowej na świecie. Zostałem bezlitośnie zniszczony przez ustrój, nie potrafiłem i nie chciałem się podnieść. Przez kilka lat dawałem koncerty na weselach, aż w końcu zakorzeniłem się w "Geez & Jazz". Jak kończę widzisz sam... Czy chcesz skończyć podobnie ? Czasu nie da się cofnąć, a wrestling to twoja przyszłość - zrozum to !

 

N: Nie. Wrestling jest przeszłością - bolesną przeszłością.

 

A: Czy na pewno ? Wolałbyś żyć w przekonaniu, że twoja rodzina nie żyje, czy żyje i jest szczęśliwa z kim innym ? Jeśli wybierzesz tą pierwsza opcję jednoznacznie oznaczać będzie, że naprawdę ich nie kochałeś.

 

Nas zaczął powoli rozumieć, że rzeczy, które mówi jego rozmówca są czystą prawdą.

 

A: Uważasz, że przez wretsling jesteś pośmiewiskiem ? Czy jesteś jakimś spider manem, że strata maski jest dla ciebie tak wielką ujmą na honorze ? Wróć tam i pokaż na co naprawdę cię stać.

 

Jazzowski miał coraz to większe wątpliwości co do prowadzenia cichego życia na peryferiach miasta. Zakała wywołał w nim niedosyt, który ciągnął go do wyrównania rachunków. Co prawda nie był jednak na 100% pewien, że tego chce.

 

N: Nawet gdybym chciał, moje nazwisko nie jest tam mile widziane, pewnie nie mam szans na przywrócenie do rosteru.

 

A: I tu się mylisz...

 

Zakała wyciągnął z szafki świezy egzemplarz przeglądu sportowego i wskazał Jazzowskiemu ostatnią stronę. Znajdowała się tam karta na kolejną Paloozę i turniej o pas EWF.

 

N: Zgłosiłeś mnie bez mojej wiedzy ? Jakim prawem ?

 

A: Wybacz, ale nie mogłem patrzeć jak marnujesz swoje życie. Wiedziałem, że wybierzesz właściwą drogę i wierzę, że doprowadzi cię ona do EWF Title.

 

Nas nie wiedział co powiedzieć - z jednej strony był rozgoryczony, że decyzja została podjęta bez jego wiedzy, ale z drugiej cieszył się, że będzie miał okazję na szybką zemstę.

 

A: Mam do ciebię jeszcze jedną prośbę... Nie wiem czy doczekam gali chwili gdy powrócisz na ring i rozniesiesz wszystkich, ale chcę choć zobaczyć zalążek tego wydarzenia. Kupiłem pewien gadżet, który to mi ułatwi i utrwali to jak pokazujesz pazur swoim przeciwnikom.

 

Andrzej wyciągnął kolejny przedmiot z szafki. Tym razem była to kamera.

 

N: Hoho! Widzę, że poważnie we mnie inwestujesz. Będziemy teraz odstawiać szopkę vide Vaclav " świeczka gaśnie, a transmisja się urywa"

 

A: Nieee, aż takiej żenady nie będzie, ale można powiedzieć, że idea jest ta sama.

 

N: Dobra skoro już wydałeś na to pieniądzę, mogę pogadać. Kogo tam mamy pierwszego na liście ?

 

A: Niejaki Maggot aka larwa, myślę, że z powodu ograniczonego czasu na kasecie...

 

N: KASECIE ?! Zdecydowanie za dużo czasu spędzałeś w tej knajpie. Teraz są karty pamięci.

 

A: Zwał jak zwał. Mamy tego mało i myślę, że nie ma po co tego marnować na jakąś larwę. I tak się nie wykluje.

 

N: Nie, tak nie można. Pierwsza zasada Jazzowskiego mówi, że nie można lekceważyć przeciwnika nawet gdy jest słaby jak Karmi. Tak więc Maggot - nie lekceważę, cię, ale i tak nie masz szans, żeby przez 10s naszej walki się wyluć.

 

A: Poczekaj! On ma naprawdę groźną broń... Pluje w twarz przeciwnika - pomyślałeś co może się dziać gdy nie umyje zębów ?

 

N: Szanowny Maggocie, apeluję zachowaj higienę ringową, bo nie tylko ty sam przebywasz na ringu.

 

A: Ta, zaapeluj tak samo do Vaclava, żeby zmienił swoja ramonezkę.

 

N: Niektóre rzeczy są nieosiągalne.

 

A: A propo Vaclava, to on jest kolejny na liście. "Zdradza on pewne cechy nihilistyczne i dekadenckie, co czasami objawia się brakiem chęci do walki", czyli już można skończyć zabawę, bo pewnie się przestraszy i nie wyjdzie.

 

N: Nie myślę, że mam mu coś do powiedzenia, co zmienia opinię o nim w oczach innych ludzi.

 

A: Mamy jeszcze dużo kart pamięci więc mów.

 

N: Vaclavie czy przed tą walką również płaczesz ?

Z natury jestem bardzo tolerancyjnym człowiekiem, ale fakt, że ktoś przez wszystkie dni swojego życia użala się nad sobą i uważa się za ofiarę losu jest dla mnie grubo przesadzony. Tacy ludzie nie istnieją. Bliżej przypatrując się motywom twojego postępowania musze stwierdzić, że jest to bardzo opłacalne. Biorąc na litość swoich przeciwników zdobyłeś dwa tytuły. Pasy tag team zresztą bezkonkurencyjnie - kto mógł przeciwstawić się rzece łez wylanej przez ciebie i twego xero partnera?

Odwaga w ludziach takich jak ty jest znikoma. Lubisz walczyć w gimmick matchach, bo tylko tam dozwolone są tchórzowskie zachowania, które często decydują o zwycięstwie. Tyle, że twoja ostatnia walka z Jupiterem na Baltic Mayhem pokazała, że nawet tam ważne są umiejętności, których wyraźnie ci brakuje, a które próbujesz nadrabiać fałszywą osobowością. Czy byłbyś w stanie się przyznać, że zabrakło ci wtedy jaj? Tak jak ja mogę powiedzieć to o swojej walce z Mamoru? Doskonale cię rozumiem - wolisz zgrywać rozemocjonowanego bohatera, o którego porażce zadecydowała dyspozycja dnia. W słowniku jest jedno słowo idealnie obrazujące takie zachowanie., mianowicie - FAŁSZ. Wszystkim wydaje się, że smutek na twojej twarzy jest prawdziwy. Wierzą, że twoim zachowaniem targają emocje. Je jednak odkryłem prawdę - dwa wymienione wyżej przykłady to nic innego jak zaawansowana obłuda, którą doskonale się posługujesz. Jakim cudem trzykrotnie obroniłeś HVW Title będąc zdecydowanie słabszym w ringu niż twoi przeciwnicy ? Czy jakiś związek z tymi wydarzeniami miał fakt, że większość sędziów w tejże federacji było katolikami, którzy jak wiadomo wrażliwi są na cudzą krzywdę ? Być może nie jestem Sherlockiem Holmsem i nie umiem idealnie powiązywać faktów, ale coś mi tu zdecydowanie nie gra. Pod pokrywą rozemocjowanego mężczyzny kryję się bezwzględny intrygant. Na najbliższej Paloozie prawdopodobnie staniemy naprzeciwko sobie w ringu. Czy liczę, że w tej walce będę faworytem ? Oczywiście, że nie.To się zupełnie nie liczy. Oczywistym jest obłudniku, że idealnie zbudowałeś wokół siebie otoczkę niezniszczalnego. Przeznaczenia jednak nie oszukasz, które właśnie w walce ze mną ukarze cię za wszystkie wcześniejsze kłamstwa. W końcu staniesz naprzeciwko kogoś kto rozgryzł twoją taktykę i nie da się wciągnąć w psychologiczne gierki. Zachowam to co mam najcenniejszego - rozum i posłużę się tobą jak kładką do kolejnej rundy. Niemniej jednak, życzę powodzenia, bo będzie ci potrzebne.

 

A: Świetnie. Jednym słowem - uziemiłeś go, na pewno po tej walce będzie miał dostatek powodów do płaczu. Przy okazji wzbogaci się sklep z artykułami gospodarczymi, bo na jednej żyletce się nie skończy...

 

N: Tego akurat możesz być pewien - nie pozostawię mu złudzeń. Kogo mamy kolejnego na liście do kradzieży nadziei ?

 

A: Jakiś El Masturbator, legenda powracająca po latach. Ale to pewnie da się załatwić bez walki. Być może walczył z moim kuzynek z 30 lat temu.

 

N: Nie sam to załatwię... Na początku skoro jest to legenda nalezy uszanować ją sekundą ciszy, bo po walce pewnie o tym zapomnę...

El Masturbatorze, nie wiem jak z tak durnym ring namem śmiesz nazywać siebie legendą. Znaczy sam siebie nazywać możesz, ale dla mnie możesz być co najwyżej legendą meksykańskiego gej-porno. Swoją drogą. Lubisz latynosów ? Jeśli tak to na Paloozie sobie z nimi nie zabawisz. Co najwyżej potażasz się po ringu z Vaclavem, który ma w sobie z latynosa jedynie ubrania jak dzieci z ubogiej brazyliskiej dzielnicy. Jeszcze jedna ewentualność jest taka, że mój 99 crusher wyśle cię na drugą półkulę, ale za swoją celność nie ręczę. Mnie nie dotkniesz, bo takie zachowanie może się źle skończyć dla twych muzealnych kości. Niestety nie jestem MPK, legendy i kombatanci nie mają u mnie taryf ulgowych. Szczególnie jeśli ich ring name mówi, że z ich orientacją jest coś nie teges. Właściwie to możeby iść na pewną ugodę. W końcu geje i emo to dwie pokrewne sobie subkultury. Zaciągniesz Vaclava pod ring, wykonasz na nim masturbate on face, sędzi policzy do 10 i będzie po bólu. Idziesz na to ? Jeśli tak chcę cię poinformować, żeby nie było potem żadnych niejasności - nie oferuję nic w zamian. Laski starsze niż 25 lat mnie nie pociągają, faceci tym bardziej. Masz jeszcze czas. Możesz się jeszcze wycofać, lub odpowiednio naoliwić kości, żebyś nie skrzypiał, bo może to mnie denerwować gdy dzień wcześniej sobie popije.

 

W tym momencie świeczka się urwała a transmisja zgasła, bo Zakała opuścił kamerę, nastąpiło zatrzymanie jego akcji serca co oznacza, że....

 

 

=========================================================================================

 

OOG:...RP był... ( tu zostawiam Wam pole do popisu)

 

Z góry sorry, za wszelkie literówki, ale jestem chory i nie miałęm siły tego drugi raz czytać...

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg

  • Odpowiedzi 3
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Juppozo

    1

  • Vaclav

    1

  • Camp

    1

  • nasjazz

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  283
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.01.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

lekkie, miłe i przyjemne :) Jak mówiłem dialog z pielęgniarką - miszcz. Solidny erp.

  • Posty:  1 927
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  25.09.2004
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Jestem mile zaskoczony. To twój najlepszy RP, wysoko podniosłeś osobistą poprzeczkę. Co do wspomnianego dialogu - widać inspirację postacią DR Housa. Rozwinięte opisy i dobry speach sprawiają, że czyta się to z przyjemnością. Tak trzymaj. Zapowiada się fajny 3 way match.

  • Posty:  1 632
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  09.09.2004
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Najbardziej niedoceniany potwierdza klasę... Dobre RP nie ma co się przyczepić... :D

53541565549537ccb6a05f.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...