Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Wbrew społeczności


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  3 657
  • Reputacja:   9
  • Dołączył:  11.11.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  BGZ

daniel_bryan_png_by_shutupdemi-d6tcurh.png

Temat zainspirowany rozmową w shoutboxie.

Kilka słów wstępu. Obecnie w WWE mamy taki okres, który społeczność w sieci określa jako "wpychanie nam do gardeł" pewnych story/postaci czy innych elementów naszego ulubionego show. Nawiązując do polskiej polityki, mamy taki trochę okres "Petruizmu", gdzie boisz się otworzyć pralkę z obawy przed Ryszardem Petru. Oczywiście na rok 2015 sytuacja większości z fanów kojarzy się jednoznacznie z postacią Romana Reigns'a, którego to oficjele lansują uparcie, kreując go na symbiozę Ceny i Rock'a z domieszką Stone Cold'a. Aż chciało by się zrobić przeróbkę sekwencji otwarcia bajki "Atomówki", gdzie zamiast profesora Atomusa, mielibyśmy Vince'a. Rolę cukru, słodkości innych śliczności, pełniłby Cena, Rocky, Austin....ale..profesor McMahon przypadkowo dodał składnik X - ch***ych kreatywnych piszących proma o fasoli i genitaliach.

Wracając jednak do tematu, który nie jest bezpośrednio o Romanie ->

W odpowiedzi na tego rodzaju praktyki zarządu - fani bardzo często ostatnio obierają sobie za idoli postaci, którym oficjał niekoniecznie jest przychylny i na przekór zarządowi cheerują swoich bohaterów. Przykładów nie będę szukał daleko: Ziggler, Cesaro, Bryan ...i w końcu the New Day.

Postaci takie zyskują wśród społeczności raslingowej pochlebne opinie oparte o same superlatywy.

I tutaj dochodzimy do sedna mojego tematu. Wobec powyższego, czasem wydaje się, że publiczne wyrażenie braku uznania dla tych chwalonych postaci - jest jakimś rodzajem wtopy. Czyli jeśli taki np. Xavier jest ogólnie uwielbiany, a przyjdzie Dzik i napiszę, że facet jest co najwyżej przeciętny - oczywiście zaleje mnie fala komentarzy jak bardzo się nie znam i ten tzw. "hejt" (nie cierpię tego słowa - powinno wrócić tam, skądkolwiek przyszło razem z takimi słowami jak 'selfie'). Z tego powodu masa ludzi, ukrywa swoje poglądy nt. danych postaci/story/etc lub wręcz przechodzi na stronę przeciwną, przejmując poglądy większościowe.


I tu pytanie właściwe.

Czy jest obecnie, bądź był kiedyś jakiś element, jakaś postać w świecie Raslingu, którą fani wynosili pod niebiosa i chwalili bardziej niż emeryci Jarosława - ale TY nie widziałeś/aś w tej postaci absolutnie nic ponad przeciętne i czułeś/aś się z tym ewidentnie w mniejszości ?

915802072594e34bce782c.jpg

  • Odpowiedzi 8
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • IOOT_DZIKO

    3

  • LoboTaker

    2

  • Myers

    2

  • badziewiarz

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  806
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  30.03.2016
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Ja raczej powiem odwrotnie na przykładzie Big Show'a - koleś może i gnębiony, kiepski ring skill, a i lata robią swoje, to i tak będę tego gościa chwalić za mic skill. Czy to w Warszawie, czy to przed walką z Bestią na MSG - według mnie przy mikrofonie on się świetnie spisywał, wręcz genialnie. Jednak wiem, że chwalenie Atlety zostanie zetknięte z ostrym linczem, bo w końcu "moja myśl jest nie po myśli ludu".

I co do gloryfikacji, itp., to tutaj chyba także nie zdziwię swoją opinią - Brock Lesnar. Ostatnio wrócił, by powalczyć o pasek US. Włączyłam sobie galę, oglądam...no super, ludzie świrują na jego widok, krzyczą "Suplex City", a i tak ja sama nic nie czuję. Zaczyna się walka, a wraz z nim brawl - ok, to mnie kupiło. Od razu schodzimy na suplexy. Jeden Suplex....drugi....trzeci.........i w tym momencie zaczęłam ziewać z nudów. Serio, on nie potrafi innych chwytów? Tylko suplex i suplex? Kiedyś widziałam zestawienie zbanowanych ruchów w WWE i przewinęło się tam parę movesetów Lesnara. OK, rozumiem, koleś jest ograniczony pewnymi druczkami, ale czy nie może on nauczyć się innych chwytów, tylko zamęczać przeciwnika (i widza) suplexami? SERIO? To tak trudno pójść do trenera jakiegoś i poprosić o krótkie lekcje, co i jak? Bo co? Bo, k**wa, ego na to nie pozwala? No sorry, ale po prostu nie potrafię kupić tego befsztyka, co potrafi mniej niż PrzeCena. Ludzie szczają na jego widok, a ja, jak zwykle, walkę przewijam dalej. Chyba tylko pozostaję, by posłuchać, co ten Żydek (Heyman) ma nam, widzom, do powiedzenia...

75137960457081728a67d7.jpg


  • Posty:  2 936
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  15.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Wobec powyższego, czasem wydaje się, że publiczne wyrażenie braku uznania dla tych chwalonych postaci - jest jakimś rodzajem wtopy. Czyli jeśli taki np. Xavier jest ogólnie uwielbiany, a przyjdzie Dzik i napiszę, że facet jest co najwyżej przeciętny - oczywiście zaleje mnie fala komentarzy jak bardzo się nie znam i ten tzw. "hejt"

Bez przesady.

Chociaż oczywiście zdaję sobie sprawę z tego jak bardzo może irytować fakt wypowiedzenia się na temat jakiegoś zajebiście uwielbianego zawodnika w dość krytyczny na przykład sposób i nagle ta cała wiara, która jest wręcz zakochana w skrytykowanym zawodniku zaczyna po takiej osobie jeździć, wyzywać czy ostatecznie będzie starała się wyszukać nagle adres domowy takiej osoby i zostawi pod drzwiami paczkę z wybuchowym proszkiem zawierającym laseczki sarsu czy innego tyfusu - a to wszystko oczywiście pod przykrywką najserdeczniejszych życzeń i niespodzianki na nadchodzące święta od kochających rodziców.

Grup fanów wrestlingu jest pełno i dzielą się oni różnie - wliczając w to oczywiście nawet tak ekstremalnych ludzi, których działania opisywałem wyżej żeby tylko zaprzestano krytykować ich ulubieńców.

Ja osobiście wrestling traktuje bardzo mocno subiektywnie. U mnie każdy zawodnik zasługuje na tyle na ile potrafi i na ile wygląda. Bez żadnych k***a wpychań do gardła na siłę. Jeżeli widzę Dolph'a Ziggler'a - który potrafi walczyć jest over, ale brakuje mu w ch***j dużo na main-eventy (subiektywnie) - to maksymalnie IC/US. Nic więcej. Daniel Bryan podobnie.

Jeżeli widzę Romana Reigns'a - którego gdzieś tam darzyłem sympatią w Shield, ponieważ był jednym z trzech i kompletnie mi to nie przeszkadzało - teraz nagle zaczyna przejmować stery, nie mając przy tym absolutnie żadnych (poza może wyglądem) predyspozycji do tego żeby być mistrzem, to coś jest nie tak. Vincent to cholerny uparciuch i w momencie gdy wiara krzyczy "nie", a jemu zawodnik odpowiada w stu procentach - on pasek odda bez zastanowienia.

Czy jest obecnie, bądź był kiedyś jakiś element, jakaś postać w świecie Raslingu, którą fani wynosili pod niebiosa i chwalili bardziej niż emeryci Jarosława - ale TY nie widziałeś/aś w tej postaci absolutnie nic ponad przeciętne i czułeś/aś się z tym ewidentnie w mniejszości ?

Oczywiście - wymienieni wyżej Daniel Bryan, Dolph Ziggler czy Dean Ambrose (tutaj może sypnąć się hejt ;) )

Tak jak pisałem - patrzę na to jak ktoś wygląda, co potrafi, i finalnie trafia tam gdzie jego miejsce. Taki Dean Ambrose - pomimo tego, że jest over i niezły na majku - nie ma szans żebym go kupił w main-eventach. Nie chciałbym za nic w świecie żeby taki gość ciągnął za mordy cały roster, dlaczego? Ponieważ najzwyczajniej w świecie mi nie pasuje. Nie pasuje mi jako gwiazda świecąca na plakatach tu i ówdzie. Nie pasuje mi jego ogólny wizerunek i obrazek mistrza.

Xavier Woods, Dolph Ziggler, Dean Ambrose, Daniel Bryan czy Roman Reigns (i masa innych zawodników) - można ich lubić, ale do pewnego stopnia promocji. ;) Później już, zaczyna się syf i przesada.

Chyba tylko pozostaję, by posłuchać, co ten Żydek (Heyman) ma nam, widzom, do powiedzenia...

Bo tak właśnie robi ta znaczna większość smartowej publiki. Oni przecież nie oglądają Lesnara, oni cheerują Paula, który w tym duo robi najlepszą robotę. ;)

tumblr_lkx5svmWd11qagaito1_400.jpg

 

 


  • Posty:  806
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  30.03.2016
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Bo tak właśnie robi ta znaczna większość smartowej publiki. Oni przecież nie oglądają Lesnara, oni cheerują Paula, który w tym duo robi najlepszą robotę.

No wiesz, czasem to nawet Żydek mnie wkurza, jak przy nim skacze ten buldog :lol I bez niego też.

Za to uwielbiam ten segment:

75137960457081728a67d7.jpg


  • Posty:  764
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  28.06.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Przez te wszystkie lata w WWF/E przewinęło się tyle "materiału", że śmiało można dojść do kilku, a może nawet i więcej wniosków. No, ale skoro podałeś kilka przykładowych nazwisk to można się pokusić ich analizę. Na pierwszy ogień jeden z tych, których wyśmiewałem od samego początku podczas gdy fani "specjalistów z sal gimnastycznych" wydzieli w nim "przyszłość". Panie (są tu jakieś?) i Panowie - Daniel Bryan: jedna z topowych gwiazd właśnie tych sal gimnastycznych PWG (nie wiem czy to nawet dobrze napisałem), ROH oraz setki innych sal gimnastycznych w amerykańskich budynkach oświatowych w których dawał popis swoich jakże wielkich umiejętności na pewno do dziś niejedno krzesełko klei się jeszcze od moczu fanek, które oblewały je na sam widok wszechpotężnego 76 kilogramowego Bryan'a. Cóż nie o tym tutaj mowa: skupmy się na jego postaci w WWE: debiut w Nexus - duszenie krawatem, banicja, powrót. Paski oczywiście były - tego mu nie odejmę bo odjąć nie mogę, ale c'mon: pasy dostawało przed nim i wielu gorszych także to nijak wpływa na sytuację, ale nad czym się tu skupię akurat w tym konkretnym przypadku to fakt, że kariera Daniela Bryana poszybowała w górę z jednego powodu, a mianowicie z powodu jednego małego chłopca, który już niestety nie żyje: Connor "The Crusher" Michalek to temu chłopcu Daniel Bryan najwięcej zawdzięcza. Nie dzięki temu, że jest wirtuozem ringu czy wirtuozem mikrofonu - czy w ogóle jest w czymś dobry? Szczerze nie wiem, ale właśnie dzięki temu chłopcu udało mu się dojść tam gdzie był jeszcze przed kontuzjami. W tym przypadku bardzo nie podoba mi się kierunek WWE: różne akcje typu Tribute to the Troops, Don't be a bully be a Star, Wish Fundation - to nie pasuje do wrestlingu (tego wrestlingu który ja pamiętam). WWE całkowicie zmieniło kierunek, ociepliło wizerunek i tak właśnie spełniając te życzenia dzieje się to co się dzieje. Nie mówię, że to źle, ale to po prostu nie pasuje... pokazywanie wszystkich chorych, jak się im pomaga, spełnia życzenia - ja tego po prostu nie rozumiem to sprawia, że ta "magia" wrestlingu przeminęła już na dobre. W bardzo wielkim skrócie - to, że Daniel Bryan był ulubionym zawodnikiem tego chłopca sprawiło, że on zaszedł tam gdzie zaszedł, a tak na prawdę nawet w story Daniel Bryan został dokładnie opisany: B+ player - nic dodać nic ująć. Można tutaj rzucać nazwiska ludzi którzy "zjedli" by Bryana w ringu: Shelton Benjamin - gość, który w ringu przewyższał 95% wszystkich zawodników, Benoit - technicznie nie raz określany nawet lepszym niż Angle, Morrison wirtuoz ringu - kolejny z niedocenionych. Takich nazwisk jest więcej to są tylko przykłady - żaden z tych 3 gości nie wybił się jakoś wyżej kazdemu z nich coś brakowało - Shelton: tragiczny na mikrofonie, Benoit WM XX to praktycznie szczytowy moment jego kariery, ale nic po za tym mimo całej ciężkiej pracy (również mikrofon kulał, oraz był za mały) pomimo tego, że waga oscylowała w granicach 100kg to jednak było to za mało na "standardy" WWE. Morrison - również za lekki. Jedyny przypadek kiedy "lżejszy" gość mógł coś wygrać był właśnie wtedy kiedy "sprzedawano" jakieś wydarzenie. Mysterio = śmierć Eddiego, Bryan = mały chory chłopczyk, który jest jego wielkim fanem.

Temat Ziggler'a również ciągnie się od długiego już czasu. Nie można się przyczepić mikrofonu - jest na odpowiednim poziomie, Tytuły są, w ringu na prawdę mocny gość, a jednak zawsze czegoś brakuje, dlaczego? Wg. mnie są 2 przyczyny tego w jakiej sytuacji on się obecnie znajduje - pierwsza jest jego gimmick. Nie ważne jak dobry by nie był - ludzie będą patrzeć na niego jak na "klona" Shawna Michaels'a. Sexy Boy, gimmick pęknisia, etc. Każdy z takim gimmickiem jest tak na prawdę tylko klonem i niczym więcej. Drugim powodem jest wg. mnie sytuacja z dnia w którym wszedł on na arene z pasem nad swoim tyłkiem i zaczął nim kręcić. Wydaje mi się, że to był moment który ostatecznie przekreślił jego szanse na coś więcej. Pas jest traktowany jak najwyższe dobro w WWE pas musi być traktowany nienagannie. Zauważcie jak Szajbus (tzn. Rudy z Irlandii) zapał pas po tym jak wykorzystał walizkę - złapał tak nie fortunnie, że jak Triple H to zobaczył to od razu mu go poprawiał. Wydaje mi się, że Ziggler z pasem nad tyłkiem narobił tym sobie sporo problemów. Był chyba wtedy nawet jakiś news, że sam wielki "undertapper" miał z tym problemy. To tylko jednak moje przypuszczenia.

Sam dodałem tutaj nazwisko Benjamina - który jeśli chodzi poziom ringowy mógł by śmiało zgarnąć pas WHC/WWE - problemem jest również kolor skóry. Ciężko o czarnoskórego mistrza WWE (nie licz tutaj pasa WHC). Miał go z tego co pamiętam Henry - po za tym pas WHC to był spadek po WCW także nie był traktowany poważnie. Teraz w momencie gdy jest jeden pas szansę na zgarnięcie go Bejamin miał by jeszcze mniejsze niż w czasach w których walczył. Publika nie raz była nim zachwycona - akcje w walk MITB czy "zwykłe" walki na RAW czy SD. Zawsze ringo Shelton stał na bardzo wysokim poziomie, ale co z tego? nie było małego chłopca -> więc czas mijał i nic. Tak jak powiedziałem to, że Bryan zaszedł tak wysoko będąc tak nie wielkim zawdzięcza tylko temu chłopcu. Nie CM Punkowi, który przetarł drogę, a potem odszedł. Tylko temu chłopcu i temu co się działo dookoła niego.

Ze stajni New Day kojarzę Kofiego (solidny w ringu, mikrofon w czasach z których go pamiętam kulał nie wiem jak jest teraz, ale kolor skóry od razu go dyskwalifikuje) Jego najwyższe osiągnięcie to chyba czasy gdy feudował z Ortonem. Jeśli chodzi o Big E - to ja go pamiętam jako przydupasa Zigglera - więc też nie ma to zbytnio nic do dodania. To są własnie zawodnicy do tagów, pasów GW (gówno wartych IC, US). Nawet jeśli w ringu jesteś dobry, ba nawet bardzo, ale nie masz tego magicznego "czegoś" to w większości przypadków nawet jeśli publika jest za Tobą to się nie przebijesz. Ludzie przecież zawsze lubili KIngston'a, Ziggler'a, Morrison'a, Benjamin'a, Benoit'a.

Jeśli natomiast chodzi tutaj o postać Romka z klanu "Afa sobie SIKA + samoańskie kartofle" Mamy tutaj do czynienia z nazwijmy to ostatecznością. Dlaczego? Tylko nie liczni mogli zrobić coś McMahonowi - Nie było wielu, którzy na wizji mogli "podskoczyć" szefowi. Wiadomo, że kilku takich było, ale to były na prawdę topowe nazwiska, którzy na tym, że okładali bossa umacniali swoje pozycje jeszcze bardziej choć już wtedy kiedy zaczynali feudować z McMahonem ich pozycje były już na prawdę wysokie, a tutaj mamy Romana "jestem kuzynem The Rock'a" - wybacz Rumak, ale to trochę za mało, żeby w tym momencie podskoczyć do prezesa, a jednak WWE zdecydowało się na taki krok. W momencie gdy w WWE nie ma już takiego prawdziwego "twardziela" kreatywni starają się na siłę zrobić go właśnie z Romana, ale jak widać nie za bardzo się to udaje. Gość jest drewniany, Po za tym wystarczy spojrzeć na to, że w jego rodzinie tylko The Rock jest gwiazdą (taką prawdziwą). Ale tak to jest w tych wielopokoleniowych rodach - rzadko kiedy trafia się kilku osobników w tej samej rodzinie np. ojciec i wujek Ortona to raczej dno - a Randy kariera. Harty? Bret & Owen ok - ale reszta która przyszła po nich, a była z rodziny - raczej sukcesu nie odniosła. Federacja jest zdesperowana i stara się z tego biedaka na siłę zrobić "tego kogoś" - to jest to o czym mówiliśmy lata temu, że brak promocji nowych się zemści (w tych czasach kiedy main eventem każdej gali było: HHH vs Orton, Cena vs Orton lub Cena vs Orton vs HHH). Lata przeleciały i mamy właśnie efekty zaniedbań z tamtych czasów. Przecież od tamtego momentu nikt konkretny się nie pojawił - Szajbus kaleczył jak kaleczy, Del Ryjo? co jeszcze? te całe "kotlety wajety" (Wyatt Family). Nie ma nikogo - wyjątkiem był Punk, ale już go nie ma, i Bryan wylansowany na historyjce o dziecku. Rollins? może i by się tam przebił, ale znowu kontuzja i WWE została bez zawodnika.

Dobranoc.

 

Shawn Michaels - R.I.P 29.03.1998

 

 

 

WWF - R.I.P

 

 


  • Posty:  3 657
  • Reputacja:   9
  • Dołączył:  11.11.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  BGZ

Ja raczej powiem odwrotnie na przykładzie Big Show'a - koleś może i gnębiony, kiepski ring skill, a i lata robią swoje, to i tak będę tego gościa chwalić (...)

Idea tego tematu działa też w tę stronę. Przecież jest gęsto takich postaci, które mają u 99 na 100 fanów opinię drewna - osoby zbędnej w rosterze, albo góra zakopaną w low-cardzie. Jeżeli np. moja opinia n/t takiego zawodnika jest zgoła odwrotna, to też wypowiadam się wbrew społeczności. Tutaj np. dochodzimy do postaci Romano, na którego psioczy większość smarków, a na którego ja z kolei nie postawiłem do dzisiaj krzyżyka.

Bez przesady.

To z tym Dzikiem to tylko taki przykład co by zobrazować do czego w tym temacie zmierzam. Przykład dobry, bo poparty doświadczeniem. Nie raz w ostatnim czasie pisałem czy to w tematach, czy w SB opinie nie idące w grupie z większością na naszym forum.

fakt, że kariera Daniela Bryana poszybowała w górę z jednego powodu,(...) Connor "The Crusher" Michalek (...) Nie dzięki temu, że jest wirtuozem ringu czy wirtuozem mikrofonu

Bryan, dla mnie był chyba pionierem jeśli chodzi o mega-reakcję fanów, której za cholerę nie jestem w stanie podzielić. Czasem w świecie fanów rasslingu jest tak, że darzysz sympatią jakiegoś zawodnika ot tak, po prostu. Zdajesz sobie sprawę, że koleś jest jobberem, nie ma charakteru, jego gimmick jest debilny etc. etc. - ale wciąż w jakiś sposób oglądasz taką postać. Ja np. (pisałem już gdzieś o tym) pamiętam zawodnika z dawnych lat WCW - facet miał pseudo RoadBlock. Do ringu wchodził ze szlabanem. To były jeszcze czasy, gdzie na tygodniówce zawodnicy wchodzi z takich śmiesznych rozsuwanych pseudo-kosmicznych drzwi. Totalny jobber i nieruchawe drewno, a jednak oglądałem jego walki i nawet mu kibicowałem. Zmierzam jednak do faktu, że gdyby ktoś zarzucił mi, że facet to klocek - pewnie przyznałbym mu rację i przytaknął, że lubię gościa ot tak, mając jego wady na uwadze.

Natomiast w przypadku Daniela - miałem wrażenie, że pan fachowiec ds. stiffowych kopnięć to swojego rodzaju obiekt kultu i sam fakt, że nie jesteś jego fanem może zostać ukarany ukamienowaniem. Do dzisiaj nie mogę zrozumieć fenomenu Daniel'a - no może poza wiecznym syndromem Dawida i Goliata, na który hamburgeryka jest podatna i ten "mały, pokonujący przeciwności losu" zawsze ma plus na start. Oglądałem jego walki. Nigdy mnie nie porywały. Gdybym chciał oglądać wyczesane walki techniczne ze stiffowymi kopnięciami nie oglądałbym dablju, tylko scenę niezależną.

Co do Connor'a - opinia kontrowersyjna Badziu, aczkolwiek muszę przyznać Ci rację w tym, że tego rodzaju scenariusze pomagają wywindować zawodnika. Zdecydowanie.

różne akcje typu Tribute to the Troops, Don't be a bully be a Star, Wish Fundation - to nie pasuje do wrestlingu

Tutaj mam podzielone zdanie. (Aczkolwiek opinia idealnie wpisuje się ten topic). To znaczy widzę tu plusy i widzę minusy. Pamiętajmy, że dablju to przede wszystkim korporacja. Taka działalność jest dla korpo typowa. Po drugie w hamburgeryce wszelakie przejawy patriotyzmu są mocno uważane, stąd te akcje w kierunku militarnym. Ja osobiście nie mam nic przeciwko angażowaniu się WWE jako firmy w tego rodzaju przedsięwzięcia - ALE - mam już pretensję kiedy to się dzieje w ramach show. O ile jedzie sobie kilka div, no i R-Truth, bo akurat ma wolne od biegania z przepychaczem (-ha ha ha-), do jakiegoś domu opieki i porobią sobie zdjęcia z dziećmi i dadzą im trochę radochy - to to jest spoko. Ja tylko przypomnę, że nawet Undertaker w okresie gdy poginał jako fejsowa wersja umarlaka jeździł do dzieci na make-a-wish. Ale jeżeli głównego heel'a federacji - nawet jeśli kreowany jest na rozdziewiczoną waginę po spotkaniu z łysym z Brazzers - ubiera się w fatałaszki o walce z rakiem i każe się mu w tym popylać po głównej tygodniówce ? Tu się robi średnio. Podobnie z resztą sprawa wspomnianego Connor'a. To, że dali mu siedzieć w pierwszym rzędzie - spoko. To, że pokazywali o nim jakieś proma na glównym wyświetlaczu w trakcie gali - średnie. Tutaj rzeczywiście należałoby zachować jakąś twardszą granicę między WWE - firmą/korporacją, a WWE - federacją wrestlingu.

samoańskie kartofle

Co do Romana. Nie chciałbym się jakoś przesadnie rozpisywać, bo znów wyjdzie, że potrzebujemy przenieść się do tematu "Roman Reigns - dyskusja ogólna". Nie mniej to właśnie Romeo jest tematem spornym i dobitnym przykładem o czym ten topic traktuje. Nie będę też rozpisywał się po raz setny jak bardzo kreatywni-inaczej zepsuli postać Romana. Nie będzie też przypominał o tych wszystkich wpadkach w skryptach, które to głupoty wkładali Romkowi w usta. Jedno co chciałbym zauważyć, to to, że ja w tym chłopaku na serio widzę potencjał. Nie uważam z pewnością, że jest drewniany. Uważam, że próbują na siłę założyć mu buty o 2 rozmiary za małe i on najzwyczajniej potyka się o własne nogi. Nie jestem pewny, ale to chyba Myers napisał kiedyś, że wrestler to przede wszystkim aktor, a dobry aktor powinien grać dobrze, choćby kazali mu grać kartofle w śmietanie. Oczywiście coś w tym jest, aczkolwiek wrestler zyskuje najwięcej i najwięcej może pokazać, jeśli dobrze czuje się w swojej roli. To o czym ostatnio mówił Batista. Oficjele cały czas chcieli, by Batek był face'em. Facet się zwyczajnie nie czuł w tej roli. A nasze kochane dablju uparcie nakłada na Romana kolejne maski. Najpierw był Rock, potem Cena, ostatnio prawie ogolili go na łyso byle był podobny do Stone Cold'a. Chłopak powinien dostać więcej swobody i wypracować własną wersję badassa.

Ostatnie zdanie na temat Romeo - facet ma fajne warunki, fajną prezencję i ogólnie wizualna strona mocno spoko. Ale do ciężkiej cholery przestańmy wciskać ludziom, że Romek jest power-housem. Bo nie jest! Facet powinien być all-rounderem. To powinno być takie pomieszanie Taker'a z Michaels'em. Trochę brawlu - rzuty, które można wykonać na większości rywali, uniwersalne - dobry finisher* i selling. Zamiast tego, dablju próbuje nam wepchnąć nam to, że Roman jest powerem, tak samo jak to, że Petru to świeża twarz w polityce. Ja ogólnie mam do chłopaka sympatię, ale ewidentnie widać, że chłopak nie ma aż tyle siły. Taki Lesnar w złotym okresie rzucał workami ziemniaków pokroju Big Show, A-Train czy Henry, taki Goldberg podobnie machając na głową Steiner'ami. Przypomnijmy sobie, co w okresie evolution wyprawiał Batista chociażby z Kane'em. Powerbomb na 150 kilowym cielsku bez większych problemów. Taki Mark Henry również powinien znaleźć się w tej stawce. Facet podnosił z ziemi 200 kilo mięcha bez większych problemów. Porównanie Romana do Taker'a czy nawet do Triple'a - uzasadnione. Dwaj panowie, dwie ogromne gwiazdy WWE, jakoś niespecjalnie popisywali się ogromną siłą w swoich karierach, a geniusz ich walki zawdzięczały głównie psychologii, sellingowi i story. Roman ma ten sam problem, o ile wykonuje mocarna spear'y czy fajne punch'e - jest spoko. Ale niech nie każą mu udowadniać siły, bo jej nie ma. Ostatnio sytuacja, w której miał podnieść z maty Sheamus'a - no przepraszam, ale chłopak aż trząsł się na twarzy z wysiłku.


*A propo finishera. Zauważyliście, że WWE odeszło od stosowania finisher'a - w sensie jednego konkretnego ciosu, który kończy definitywne walkę ? Jest co raz więcej sygnatur, ale co raz mniej klasycznych finisherów.

915802072594e34bce782c.jpg


  • Posty:  2 936
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  15.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nie jestem pewny, ale to chyba Myers napisał kiedyś, że wrestler to przede wszystkim aktor, a dobry aktor powinien grać dobrze, choćby kazali mu grać kartofle w śmietanie. Oczywiście coś w tym jest, aczkolwiek wrestler zyskuje najwięcej i najwięcej może pokazać, jeśli dobrze czuje się w swojej roli.

vincemcmahon-sized.jpg

Tutaj wkraczamy na zgoła całkiem inny grunt.

Oczywiście, że podstawowym elementem dobrej roli i gry aktorskiej (względem wrestlera również się to tyczy) jest osobiste wczucie się w roli. Jasne, że człowiek żeby dobrze się czuł musi robić to co lubi. To jest jasne. Ale dopóki ten człowiek pokazany na obrazku wyżej żyje, nie ma szans - absolutnie żadnej - żeby jakkolwiek zawodnik poczuł się swobodnie i mógł negocjować i dyskutować z przełożonym wady i zalety, co zmienić co zostawić w swojej kreacji. Jest to spowodowane tym, że Vincent jest cholernie uparty, jak i również tym, że obecne gwiazdy WWE boją się sięgnąć - jak to kiedyś ładnie nazwałeś - po "brass ring".

Dlatego też jest tak ogromna różnica między "szefowaniem" Vince'a i Trypla. "Winsowi" cholernie partaczą główny produkt właśnie poprzez tak głupie, wręcz absurdalne decyzje. Przez to, że jego bukerzy jeszcze nie zostali zastąpieni kimś innym. Dlatego też czasami sięga po swoich oddanych pracowników z dawnych lat, licząc, że ludzie są na tyle głupi, że wybiją diametralnie rejtingi do góry.

Śmiem stwierdzić, że gdyby McMahon oddał produkt w całości Tryplowi, byłoby lepiej. Może sypnąć się hejcik, może być plucie i bluzganie - ale jest wysokie prawdopodobieństwo, że tak by było. Takie NXT na przykład do niedawna było cholernie mocne. Nie mogę napisać, że to wina szefa szefów, ponieważ kilka wartościowych zawodników poszło do głównego rosteru i zostały ochłapy, ale gdzieś czytałem czy słyszałem ostatnio, że Vincent zainteresował się NXT i położył na nim swoje łapy.

Jeszcze na moment wracając do tych transferowanych gwiazd z NXT do głównego rosteru - spójrzcie jak one kończą. Był super start Owens'a na przykład? Był super start Ascenscion? Tymczasem zorientujcie się jak wygląda obecnie ich pozycja.

Wracając, bo trochę odbiegłem. Super, że Vincent jest gdzieś tam nieugięty i podkreśla, że jest szefem i to od jego decyzji ostatecznie będzie wszystko zależało. Ale k***a wypadałoby dać jakąkolwiek szansę na wyjście z inicjatywą samego zawodnika. Dać mu coś powiedzieć. Zapewnić odrobinę komfortu. Co się stanie jeżeli tego zawodnikowi nie zapewnimy? Należy spodziewać się zwolnienia jeżeli zbyt bardzo się wychyli lub dawanie z siebie stu procent w charakterze, który niespecjalnie podchodzi samemu zawodnikowi. Jest jeszcze trzecia opcja, ale na nią należy cierpliwie czekać i ze względów dobrego smaku nie będę tego pisał, ponieważ później na długo może pozostać zły osad.

tumblr_lkx5svmWd11qagaito1_400.jpg

 

 


  • Posty:  3 657
  • Reputacja:   9
  • Dołączył:  11.11.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  BGZ

Śmiem stwierdzić, że gdyby McMahon oddał produkt w całości Tryplowi, byłoby lepiej.

To jest chyba zdanie wpisujące się w tematykę tego topiku.

Ja nie do końca zgadzam się i uważam to stwierdzenie za dosyć śmiałe. Bycie świetnym zawodnikiem nie oznacza, że równie świetnie pokierujesz innymi zawodnikami. Do tego dochodzi wieczne ego Hunter'a, którego moim zdaniem nie pozbył się, a jedynie realizuje je w inny sposób. Już było kilku takich cwaniaków, którzy myśleli, że potrafią fantastycznie poprowadzić fed, z Hoganem na czele tej stawki. Wąsaty jak rządził wszyscy wiemy. Opcje ja pamiętam głównie dwie. Pierwsza to Hogan z tytułem/względnie/Hogan pokonujący młodziaków (100% realne) - + - opcja druga Hogan, który wspaniałomyślnie sprowadza do siebie po koleżeńsku kolegów z lat 50'' ubiegłego wieku. Zakładam, że przykładów wybitnych umiejętności kierowniczych Wąsacza znalazłoby się więcej. Zawodnikiem - tzw. 'Entertainer'em' - był świetnym i porywał za sobą tłumy. Kierownikiem/bukerem - już niestety stronniczym i oderwanym od dobrych decyzji.

Obecny sukces NXT (i tutaj kolejne moje kontrowersyjne zdanie) jest wynikiem nudnego produktu w zakresie RAW+SD! (nudne postaci, brak nowych gwiazd, przewidywalne story, utarty booking), świeżych postaci, mniejszego nakładu skryptów i świetnej publiki smarkowej. Nie uważam, żeby wszystkie te czynniki były zasługą/efektem działań Triple'a.

915802072594e34bce782c.jpg


  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Nie ma chyba co porównywać kierownictwa Huntera z kierownictwem Hogana. Nie jestem co prawda przekonany że Trypel w jakiś magiczny sposób odmieniłby główny produkt i zmienił to gówno w sztabkę złota, ale trzeba mu oddać że w przeciwieństwie do HoHoHogana ma jakieś zaplecze w tym zakresie. Nie od wczoraj wiadomo że WWE to firma rodzinna, wszystko przechodzi z ojca na syna, Vince pomimo wszystko wie że nie jest wieczny, a gdy okazało się że Shane ma w sumie trochę wyjebane i woli działać sam zorientował się że ma pod ręką zięcia którego może kiedyś uczynić spadkobiercą. Nos jest wprowadzany w tajniki kierownictwa już od lat - ostatnio chyba HBK wspomniał że McMahon szybko wyczuł pismo nosem i już na początku poprzedniego 10lecia pokazywał Tryplowi co i jak - a od niedawna daje mu się co raz większe pole do popisu. NXT jest jego placem treningowym, do kierowania wielką maszyną jeszcze daleko, a wydaje się że podstawy ma opanowane. Czego nie można powiedzieć o Hulku któremu dano władzę w TNA i powiedziano - dasz radę. :lol

dopóki ten człowiek pokazany na obrazku wyżej żyje, nie ma szans - absolutnie żadnej - żeby jakkolwiek zawodnik poczuł się swobodnie i mógł negocjować i dyskutować z przełożonym wady i zalety, co zmienić co zostawić w swojej kreacji. Jest to spowodowane tym, że Vincent jest cholernie uparty, jak i również tym, że obecne gwiazdy WWE boją się sięgnąć - jak to kiedyś ładnie nazwałeś - po "brass ring".

Nie byłbym tego taki pewny. Jasne, Hunter ma to doświadczenie zawodnika i może spojrzeć na to z tej jakże ważnej strony, ale trzeba pamiętać że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Może z perspektywy wielkiego szefa też uzna że nie ma miejsca na dyskusje tylko każdy musi robić to on powie, albo wypad. Władza zmienia :D

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Autor: Noah Leatherland Druga połowa drabinki turnieju STARDOM Cinderella Tournament rozegrała walki pierwszej rundy w Aichi. Podczas gdy pierwszy dzień przyniósł kilka remisów, ten drugi zakończył się jasnymi rozstrzygnięciami w każdym starciu. Siostry Inaba obie odniosły sukces w swoich meczach pierwszej rundy. Tomoka Inaba pokonała Anne Kanaya w pierwszym starciu, a Azusa Inaba zwyciężyła nad Lady C w drugim. Saya Iida zmierzyła się z Kiyoka Kotatsu. Mimo solidnych strike'ów Kotatsu, potęż
    • KyRenLo
      Oglądajcie NXT Vengeance Day: Karta: Ja ostatnio nie śledzę tego, co się dzieje w NXT, ale galę Vengeance Day wiadomo, że będzie trzeba obejrzeć w całości. Aż trzy walki kobiet co zawsze jest plusem samym w sobie. Blake i Tatum do boju Miłej gali dla oglądających. 
    • KyRenLo
      Czyli znane już są oba Main Eventy. Cody vs. Randy i Punk vs. Roman: Szkoda Drew, bo jako mistrz mi się podobał i bardzo chciałem, żeby na WM wyszedł z pasem, ale WWE to WWE i zrobiło to, co uznało za bardziej stosowne.  Wreszcie Panowie zawalczą o ten tytuł:
    • Attitude
      Nazwa gali: WWE Friday Night SmackDown #1385 Data: 06.03.2026 Federacja: World Wrestling Entertainment Typ: TV-Show Lokalizacja: Portland, Oregon, USA Arena: Moda Center Format: Live Platforma: USA Network Komentarz: Joe Tessitore & Wade Barrett Karta: Wyniki: Powiązane tematy: World Wrestling Entertainment - dyskusje ogólne WWE SmackDown! - dyskusje, spoilery, wrażenia WWE RAW - dyskusje, spoilery, wraż
    • Attitude
      Nazwa gali: CMLL La Noche de la Amazonas Data: 06.03.2026 Federacja: Consejo Mundial De Lucha Libre Typ: Online Stream Lokalizacja: Mexico City, Distrito Federal, Meksyk Arena: Arena Mexico Format: Live Platforma: YouTube.com Karta: Wyniki: Powiązane tematy: Lucha Libre - dyskusje ogólne
×
×
  • Dodaj nową pozycję...