Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Chairshot #2 - martwy kod


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  4 931
  • Reputacja:   997
  • Dołączył:  26.06.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Pro wrestling jest formą rozrywki, przedstawiającą markowane konflikty toczone przez kolorowe charaktery (gimmicki) w odpowiednich rolach z finałami mającymi zawsze miejsce w ringu. Jakie proste i oczywiste, czyż nie? Otóż, przynajmniej kiedyś, właśnie nie.

Sekrety pro wrestingowego biznesu były szczelnie opakowane i tylko wybrani mieli do nich dostęp. Była to ściśle tajnie chroniona wiedza, przekazywana z pokolenia na pokolenie, bądź po znajomościach. Wrestlerem nie mógł być każdy kto tego po prostu zapragnął. Taka osoba musiała wydawać się godna zaufania i coś sobą reprezentować. Dekady temu wrestlerzy, promotorzy i cały sztab ludzi obracających się w temacie pilnowali sekretów wrestlingowychjjak własnej kieszeni. Z prostego powodu, ponieważ to ten biznes napełniał te kieszenie. Wiele razy musieli walczyć na serio, by pokazać niedowiarkom, że sposób w jakim zarabiają na chleb to nie tylko opera mydlana. Formy ochrony kayfabe były bardzo wymyślne – czarne i dobre charaktery nie mogły być widywane razem, mimo iż często razem podróżowali. Tak komentowały to w swoich książkach wybrane autorytety:

W AWA, wyjść z charakteru i socializować się z kimś, przez kogo byłeś pokonany tydzień temu w TV odbierane było jako największa zniewaga naszego biznesu. Nie podróżowałeś wspólnie z ludźmi tego fachu. Jeżeli znaleźliście się w tym samym barze czy restauracji, to nie siedzieliście przy tym samym stoliku. W drodze, chłopaki co jakiś czas spotykali się w pokojach na drinka, ale żadna z niewtajemniczonych osób nie miała tam nigdy wstępu.
Jeden z najbardziej owocnych feudów w Amarillo z wczesnych lat 60 były batalie mojego ojca i "Iron" Mike'a DiBiase o prawo bycia nazywanym "Królem Deatch Matchy". Ich pierwszy death match miał około 30 przyłożeń (pinfallsów), trwał grubo ponad trzy godziny i o pierwszej w nocy zakończył się remisem. Obaj poszli na całość (doin' it hardway, tzn. gdy wrestlerzy są naprawdę porozbijani, najczęściej od ciosów pięścią po twarzy) i po wszystkim musieli udać się do szpitala na założenie szwów. Oto co robiliśmy, by wyglądać bardziej wiarygodnie i intensywnie. Następnego dnia po tym, gdy ktoś z nas poszedł na całość, spoglądałeś na gościa i co widziałeś? Twarz wyglądającą jak melon. Co byś wówczas myślał o prawdziwości tego, czym się zajmuje?

Wiele razy szliśmy na całość gdy wśród widowni zaszczyciła nas grupka mądrali w pierwszym rzędzie, krzyczących: "To gówno!"

Wtedy w trakcie walki udawaliśmy się wprost obok ich miejsc i dawaliśmy im zobaczyć kogoś z nas bitego z całą siłą po twarzy. To dawało im do myślenia i zaczęli się zastanawiać, czy to jest prawdziwe, czy też nie. Robiłem to wiele razy na swoich oponentach, podobnie jak oni uciekali się do takich taktyk na mnie.

Nawet gdy show dobiegało końca, zawsze można było wyczuć obowiązujące kayfabe pomiędzy japońskimi wrestlerami i tymi zewnątrz. W tamtym czasie, złamanie kayfabe było poważną zniewagą. Nigdy nie byliśmy w tym samym miejscu razem, ale mogło się zdarzyć, że spotykaliśmy się na ulicy. Kiedykolwiek cos takiego miało miejsce, nie rozmawialiśmy i zdawaliśmy nie zwracać na siebie uwagi, kultywując kayfabe.

Lata starań, uwagi, przelanego potu, łez i krwi, a zarazem pewnej świętości i tajemnicy wokół pro wrestlingu zostały oficjalnie zburzone w jedną noc, gdy nie kto inny jak sam Vincent Kennedy McMahon złamał mowę milczenia i wyłożył kawę na ławę...

W 1989, World Wrestling Federation, w dążeniu do deregulacji nadzoru sportowego w New Jersey, wytarło kod kayfabe na zawsze gdy przyznało publicznie, że to, co robimy to zwykła sportowa rozrywka. Wierzcie mi bądź nie, ale znam kilka osób, które wciąż mają problemy ze snem z tego powodu. Część mnie, również.

Jak napisał sam Ric Flair, wiele osób po dziś dzień nie może spać z tego powodu. Coś wtedy pękło i posypały się skrywane od dawien, dawna tajniki zapaśniczej iluzji toczonej w magicznym kwadratowym pierścieniu... Wiecie dlaczego WWF zaprezentowało się w taki sposób na sportowej komisji? Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Zdejmując maskę i przybierając nowy wizerunek mogli płacić niższe podatki...

Media podłapały temat, zainteresowanie wrestlingiem zmalało, do tego największe federacje w USA temtego okresu przechodziły kryzys – WCW miało feuda z zmieniającym się co chwilę zarządem, natomiast WWF przechodziło kryzys w postaci afer sterydowych i odejść wielkich gwiazd. Jak się jednak okazało, mimo przyznania się do wszystkich swoich grzechów, pro wrestling w Stanach Zjednoczonych przeżył jeszcze jeden 'heyday'. Mowa oczywiście o poniedziałkowych wojnach, new World order i attitude erze – której otwarcie zostało, co ciekawe, zapowiedziane shootowo na antenie Raw:

Pro wrestling całkowicie od kuchni zaczęliśmy poznawać dzięki tkw. dirt sheetsom (portalom internetowym podającym zakulisowe informacje), shootowym wywiadom i książką. Jeżeli chodzi o lektury, to szał na tego typu content pojawił się z pierwszą książką Micka Foleya – 'Have a nice day!', która stanęła na topie New York Times. To spowodowało wywęszenie kasy przez wrestlerów i federację, po czym wszyscy złapali za klawiatury i zaczęli sypać po klawiszach najmniejszymi szczegółami od podszewki. Autorami shootowych wywiadów były/są RFVideo, czy HighSpots.

To jednak nie wszystko. Weszliśmy w dobę social media, największa federacja na świecie stara się na każdym kroku przedstawić produkt w orientowanym rodzinnie kierunku. Nie ma już wrestlerów, są tylko 'zabawiacze', bo jak inaczej nazwać ochrzczonych śmiesznie przez 'E sports entertainers?

Jest rok 2015. Era podcastów. Każdy robi jakiś podcast. Temat podłapali również byli i obecni wrestlerzy oraz osoby związane z tematem. Nawet takie tuzy jak Steve Austin czy Chris Jericho. Każdy z nich tydzień w tydzień udziela wywiadów zapominając o swoim dawnym charakterze. Co ciekawe, można było z tym pójść jeszcze dalej i podążające za trendem WWE odpala od czasu do czasu własne podcasty, przedstawiające gości najwyższego kalibru.

Pytanie – czy to wszystko zmierza w dobrym kierunku? Czy dobrze jest mieć podane wszystko na tacy?

Moje zdanie jest podzielone. Oczywistym jest, że nawet gdyby Vince McMahon Jr. nie odkrył publicznie wszystkich kart, to prędzej czy później i tak poznano by naturę tego markowanego sportu. Zapaśnicy nie mogliby być wiecznie poddawani ścisłej selekcji, czy walić po mordach tych, którzy z tego drwią. Uważam, że „chronienie” swoich tajemnic ma swój urok. Niepodpowiedziane sytuacje, charaktery, itp. są przecież najbardziej interesujące. Na przykład Montreal Screw Job, który wciąż budzi kontrowersje... prawda, czy może mistrzowsko opracowany angle? Idąc dalej – The Undertaker, ostatnia, lojalna staremu kodowi postać na arenie. Wciąż nie ma z nim wielu wywiadów, a jeżeli już jakieś są, to jego odpowiedzi są bardzo lakoniczne. Nie napisał książki. Nie zasiada na ceremonii Hall of Fame. Myślę, że dla fanów każda historia, której zaplecza nie można do końca wygooglować, potrafi naprawdę zastanowić, jej szczegóły nie pojawiają się pod wystukaniem odpowiedniego #hashtaga i ma w sobie po prostu trochę prawdy wydaje się dla nas ciekawsza. Storyline odzwierciedlający -prawdziwe- zdarzenia jest zwykle o wiele lepiej przez nas odbierany.

Pod koniec, to my sami zmieniliśmy biznes. Zapomniano, że wrestling odnosił sukcesy, ponieważ wszyscy trzymaliśmy się razem i staraliśmy się nasze tajemnice chronić. Faktem jest, że pro wrestling od dawna ewoluował z czysto atletycznych zmagań w stronę sportowej rozrywki, ale to dirt sheets przyśpieszyły tę zmianę. Sprawy jak biznes prosperował w dawnych czasach, to kwestia sporna. Wiem jednak, że byłem uwiązany w to w czasie, gdy ludzie wierzyli i uważam, że właśnie brak wiary oszukuje dzisiejszych fanów. Ludzie naprawdę chcą myśleć w taki sposób – 'Cholera, tamci dwaj byli naprawdę na siebie wkurwieni! Nie wiem jak tamci z pierwszej walki, ale w tej ostatniej, na serio się nie patyczkowali!'. Fani tęsknią za tego typu podekscytowaniem.

Paradoksalnie, w udawanym sporcie doszukujemy się czegoś, co pozwoli nam na moment uwierzyć. Ogromny sukces nWo wywodzi się z faktu, że początkowo sądzono, iż to właśnie inwazja WWF na WCW. Kariera CM Punka nabrała rzeczywistego tempa dopiero wtedy, gdy wygłosił swoje legendarne promo, które sprawiło, że -uwierzyło- mu miliony. Wiele innych scenariuszy miało takie zabarwienie real life, warto wspomnieć również story na linii Edge/Lita/Matt Hardy (Lita w rzeczywistości zostawiła Matta dla Edge'a). Takich sytuacji, gdzie nawet tkw. smarci będą w stanie w coś uwierzyć będzie jednak coraz mniej, gdyż biznes ten w dobie gdy shootowych podcastów udziela sam Vincent K. McMahon rozkłada coraz szerzej nogi i wypuszcza ostatnie, nieskalane cząstki dawnej magii w eter.

Nie podoba mi się aż taka ekspozycja pro wrestlingu, ale pisząc wyżej, że moje zdanie na ten temat jest podzielone muszę przyznać, że ta „druga” strona to również kawał dobrych wrażeń i mając dostęp do takich smaczków jak shooty, książki, itp. można chłonąć z pozoru doskonale poznany już biznes na nowo. Najpierw się oglądało produkt chłonąc wszystko to, co pokazano w TV. Następnie dzięki wszechobecnemu internetowi dochodziło się do ukrytych informacji z szatni, które to dzisiaj są bardzo tanie i nie są niczym niezwykłym. Dostęp do wszystkiego, takie zaglądanie pod koszule, nie smakuje już jednak tak bardzo... Gorzki cytat legendy:

Wydaje mi się, że byłem w stanie się zaadaptować do nowego sposobu postrzegania tego biznesu, jednak co jakiś czas zdarzają się chwile, które mi przeszkadzają. Nie lubię patrzeć na obsługę aren, która zasiada wygodnie i przygląda się jak przygotowujemy w ringu z przyszłymi oponentami struktury pod to, co zobaczą fani w TV, gdy drzwi do areny zostaną otwarte. Często mnie to dręczy. Pracowaliśmy bardzo ciężko na to, by stworzyć pewną mistyczną atmosferę wokół tego biznesu i denerwuje mnie to, gdy tak wiele z tej magii jest w taki tani sposób oddawane.

Logicznym jest, że nie możemy wiecznie tkwić w latach 80 i wstecz. Stanowczo nie podoba mi się fakt obnażania na lewo i prawo czegoś, co swego czasu z głupiego hobby urosło do mojej życiowej pasji. Tym sposobem kończę drugi felieton z serii walenia krzesłem po facjatach i mam nadzieję, że miło się czytało. ;)

 

Marcin "IIL" Martyniak

Zakaz kopiowania bez zgody autora.

  • Odpowiedzi 6
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • IIL

    2

  • IOOT_DZIKO

    1

  • DonCarlos

    1

  • Kotleten

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 659
  • Reputacja:   10
  • Dołączył:  11.11.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  BGZ

Ciekawa lekturka.

Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno. Czasy się zmieniają. Nie chciałbym napisać, że ludzie się zmieniają, bo to nieprawda. Zmieniają się jednak pewne aspekty życia ludzkiego. Sposoby interpretacji pewnych rzeczy, może? Zmierzam do tego, iż doceniając w pełni mistyczność wokół wrestlingu, która zaczęła umykać gdzieś w połowie lat 90-tych, nie możemy zakładać, że zainteresowanie ludzi utrzymamy na podobnym poziomie jak wtedy. Ktoś po prostu musiał zauważyć, że ludzie tracą zainteresowanie ową 'mistycznością'. Ludzi, którzy już wiedzą, że wrestling to nie jest rywalizacja sportowa w sensie stricte - trudno zainteresować. Okazało się jednak, że osoby te odzyskują zainteresowanie, poczęstowane jakimiś smaczkami. Jakieś wywiady, jakieś sztuczki czy obrazki z backstage'u. Jeśli takie coś przyciąga klienta - to należy na to postawić. W końcu jeżeli w sklepie do roku 2000 sprzedawano bułki wyłącznie naturalne, zbożowe, a po roku 00' wprowadzono ciasto wypiekane w piecach indukcyjnych, gdzie tak przygotowane pieczywo można odgrzewać kilka razy w ciągu dnia - i to drugie gówno sprzedaje się lepiej - to naturalne pieczywo naturalnie zaniknie ze sklepów. Marketing zakłada, że dajemy klientowi najgorsze gówno, jeśli klient tego chce (lub wmówimy mu, że chce). Nie twierdzę absolutnie, że to co teraz dzieje się w sensie zmian w dablju, to gówno. Zakładam, że działania takie są z jakiegoś punktu widzenia konieczne, do utrzymania biznesu i staram się do zrozumieć.

Fajnie, że podałeś Calaway'a jako postać ostatniego Mohikanina epoki "trzymania historii".

Co jeszcze chciałbym napisać, w nawiązaniu do twoich wypocin? Widzę, że podobnie jak w innych dziedzinach znajdą się i tutaj ludzie, którym nie sposób dogodzić. Z jednej strony domagają się zmian polegających na wzmocnieniu pozycji "pure wrestlingu" na rzecz spadku pozycji tzw. "entertainment'u', czyli ucięcia z dablju scenariuszy rodem z oper mydlanych i postawienia na czysty wrestling. Z drugiej strony, jednak to właśnie te elementy tworzyły całą te mistyczną otoczkę. Przecież to, że zawodnicy aktualnie ze sobą feudujący nie jadą ze sobą w jednym autobusie to nic innego jak podtrzymywanie i selling opery mydlanej. Przecież zawodnicy, którzy nie udzielą się w mediach społecznościowych i podcastach, chroniący swój gimmick - to nic innego jak dobra sprzedaż keyfabe, opera. I właśnie z tej strony mamy paradoks, że Ci sami ludzie, którzy płaczą, że dablju stawia bardziej na operę niż na wrestling - Ci sami ludzie płaczą, że Wrestling traci mistyczność. . . trudno dogodzić fanom ;)

Dzięki za pisemko ILLu ;)

915802072594e34bce782c.jpg


  • Posty:  1 260
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.11.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo dobry tekst.

Osobiście, nie podoba mi się fakt, że przez media wrestling traci swoją tajemniczość. Ponadto wiele razy zdarzyło się, że przez dirt sheets wiele story zostało porzuconych. Dwa przykłady na szybko: 1. Story pomiędzy AJ Lee i Johnem Ceną (porzucone po wycieku informacji, że Cena spotyka się z Nikki Bellą), 2. Pokazanie łysiny CM Punka w 2010 roku (po tym, gdy w internecie pojawiło się zdjęcie łysego Brooksa w szatni). W tym drugim przypadku story nie zostało w sumie porzucone, ale znacznie przyspieszone, zapewne kreatywni nie chcieli rozwiązać tego w tak nijaki sposób, w jaki to się stało. Również uważam autobiografie wrestlerów za świetny sposób do poznania wrestlingu "od kuchni", ale szkoda, że ceną za to jest utrata tej magii, którą wrestling był niegdyś otoczony.

Ciekawi mnie jedna sprawa. Jakie jest Twoja opinia na temat "Curtain Call" z 1996 roku, IIL? W końcu miało to miejsce 7 lat po informacji, że wrestling to sportowa rozrywka, a jednak Vince nie był zadowolony z tego, co zrobiło The Kliq. Nashowi i Hallowi się nie dostało, bo poszli do WCW, HBK był w tym czasie World Championem, ale taki HHH z pushowanej gwiazdy został zdegradowany do otchłani midcardu. To w końcu wrestlerzy po 89 roku musieli w życiu prywatnym trzymać się granych ról czy nie?

Dzięki z tekst, masz we mnie stałego czytelnika. ;)


  • Posty:  4 931
  • Reputacja:   997
  • Dołączył:  26.06.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

"Curtain Call", czy jak kto woli "MSG Incident" to z jednej strony niby niewinne pożegnanie kumpli, a z drugiej akt nieprofesjonalizmu. Życie prywatne, a przytulanie się z oponentami na arenie to dwie różne rzeczy. The Kliq złamało wówczas kayfabe w najgorszy sposób z możliwych - nie tym, że spotkano ich razem na parkingu, pod hotelem czy w barze, a tym, że dokonali tego na oczach wszystkich fanów podczas trwania show. To tak, jakby oglądać jakiś film i np. Arnie ściskałby się pod koniec z Predatorem, bo typu odchodzi do innej wytwórni filmowej. Takich rzeczy się nie robi. :D

Dzięki za komenty, chłopaki. ;)


  • Posty:  806
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  30.03.2016
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

A czy można zaliczyć fakt, że Punk w życiu prywatnym jest Straight Edge do kayfabe, czy raczej przystosowanie kayfabe do życia prywatnego? Kiedyś tak przeczytałam, że realnie też jest abstynentem.

I fajny felieton :t_up:

75137960457081728a67d7.jpg


  • Posty:  147
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  05.07.2013
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny


  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Ja tam zawsze miałem dosyć luźne podejście do tej "tajemniczości" biznesu. Jasne to mogło się sprawdzać w latach 70'tych, ale mamy 2015. Czy ktoś jeszcze wierzy że Taker strzela piorunami, Rusev naprawdę nienawidzi Ameryki, a googoplata naprawdę boli? Czasy się zmieniają i nie da się robić wreslingu w ten sam sposób co 40 lat temu. Oczywiście czasami nadmiar dostępnych informacji przeszkadza, czasami rzeczywiście fajnie jest obejrzeć jakieś story który może mieć swoje odzwierciedlenie w realu, ale to nie zawsze musi działać w ten sposób. Dla przykładu wszyscy wiedzą że Owens i Zayn to najlepsi kumple od lat na zapleczu, a nie przeszkadza im to prowadzić programu od jakiś 5 lat w różnych federacjach. Osobiście zawsze pojawi mi się uśmiech pod nosem gdy na koniec walki zawodnicy wychodzą ze swoich charakterów jak Taker/HBK czy Taker/HBK/HHH. Zawsze to ciekawy smaczek o którym potem jest głośno przez jakiś czas.

A czy można zaliczyć fakt, że Punk w życiu prywatnym jest Straight Edge do kayfabe, czy raczej przystosowanie kayfabe do życia prywatnego? Kiedyś tak przeczytałam, że realnie też jest abstynentem.

Brooks cały swój gimmick SE zbudował na życiu prywatnym ;)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Kaczy316
      A to nie jedyna sytuacja, Ciampa, Gargano, Zayn się długo kisił w NXT nawet po stracie tytułu NXT, Undisputed Era była w NXT zbyt długo i przez to nawet nie powąchała głównego rosteru, teraz też mamy dobre przykłady, Jade, Je'von, Trick, w sensie do Evansa nic nie mam, ale jednak był stosunkowo krótko w NXT, a jest młody i mógłby jeszcze posiedzieć, chociaż nie twierdzę, że jego call up to zły pomysł, a wręcz przeciwnie, bardzo dobry ruch, ale też patrzę pod względem doświadczenia, Jade to powin
    • Grok
      W minioną sobotę na AEW Collision Tony Schiavone ogłosił, że pre-show Zero Hour przed galą Revolution, która odbędzie się w tę niedzielę, będzie dostępny „za darmo” na HBO Max. Potem konto AEW na X promowało tę informację. To sformułowanie nie było jednak w pełni precyzyjne. Zgodnie z grafiką pokazaną w transmisji, Zero Hour będzie też dostępne na YouTube, Amazon Prime Video, X i Facebooku. Zaktualizowana karta AEW Revolution 2025 | Ta sobota | Los Angeles Marina Shafir vs. Toni Storm
    • HeymanGuy
      My tu gadu gadu, a Ethan Page nadal kisi się w NXT. Jak to jest że osoby które powinny przejść przez NXT mają start na RAW albo SD, a osoby które mogłyby na RAW lub SD już występować od miesięcy o ile nie lat - siedzą w NxT? Przespano wspaniały moment na call-up dla Ciampy i Gargano swego czasu i jak się to skończy/ło, to wszyscy wiemy.
    • Grok
      Autor: Noah Leatherland Tokijska hala wrestlingowa Shinjuku FACE podobno zamknie się pod koniec tego roku. Chociaż nie ma oficjalnego oświadczenia ze strony samej hali, źródła twierdzą, że hala zamknie swoje drzwi jesienią. Wiadomość pochodzi od konta KAKUTOLOG na X, co z pewnością zasmuci fanów wrestlingu i różne promocje. Shinjuku FACE gości eventy wrestlingowe od połowy lat 2000. i stała się jednym z filarów tokijskiej sceny wrestlingowej. Jak dotąd w 2026 roku hala gościła m.in. STARDOM, M
    • Grok
      Po storyline'ie, w którym na krótko został „zwolniony” z federacji, TNA Wrestling potwierdziło, że Steve Maclin podpisał nowy kontrakt. TNA opublikowało ogłoszenie w poniedziałek, stwierdzając, że Maclin podpisał nowy kontrakt. Szczegóły umowy, w tym jej długość, nie zostały podane. Doniesienia o przedłużeniu kontraktu pojawiły się już w styczniu. Były TNA World Champion, Maclin, zmierzy się z Mike'iem Santaną o tytuł na Sacrifice 27 marca. Build-up do walki obejmował angle, w którym M
×
×
  • Dodaj nową pozycję...