Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Skąd ten fenomen ?


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 558
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  02.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Daniel-Bryan.jpg

Oglądając ostatnie tygodniówki RAW oraz Smackdown mieliśmy powrót Daniela Bryana po niemal dziewięciu miesiącach pauzy spowodowanej kontuzjami. Przybycie Daniela poskutkowało kolejnymi chantami Yes!Yes!Yes! wielkim cheerem i ogólną radością kibiców zebranych na arenie. Wszystko jest dobrze dopóki Daniel nie łapie za mikrofon. I tutaj zaczyna się mój wywód. Daniel Bryan, nie mogę odmówić mu świetnych umiejętności ringowych ale...ale to by było na tyle. Daniel jest postacią według mnie nudną, słabą przy mikrofonie i nie nadającą się do wielkich story, jeśli ktoś zamiast niego nie będzie mówił przy mikrofonie. Okej story z Authority jako underdog jak najbardziej na propsie, ale czy ja chciałbym widzieć Daniela raz jeszcze jako twarz federacji? Szczerze? Nie chciałbym! Nie rozumiem fenomenu Daniela Bryana w WWE, segmenty na backu jeszcze jakoś wychodzą, ale wiemy dokładnie że to wszystko jest reżyserowane i kiedy dochodzi do segmentu dziejącego się w ringu Daniel wypada miernie, jeśli ma mówić przy mikrofonie. Mamy jego gadkę o tym że jest tu by walczyć i po chwili mamy Yes!Yes!Yes! albo No!No!No! Daniel jeszcze w miarę wychodzi w segmentach kiedy mało mówi a ma walczyć czy brawl z kimś wykonywać. Ale to wszystko odnosi sie do tego że Bryan jest świetny w ringu, ale nie w ten sposób stajemy się twarzą federacji, głównym mistrzem. Mamy Cenę, którego Daniel ringowo zjada na śniadanie a z drugiej strony Cena podczas słabego dnia z gorączką wygłosi lepsze promo że Bryan. I dlatego mega zastanawiam się skąd ten wielki cheer na Bryana odkąd wrócił po swojej karze za duszenie krawatem. Chanty Yes i No są oczywiście chwytliwe, ale po dzień dzisiejszy nie rozumiem dlaczego tak ludzie reagują na Daniela.



 

I tutaj moje pytanie do was, gdyż jakby nie patrzeć dyskusja jest luźna jak zresztą zawsze. Czy podzielacie moje zdanie? A może macie inne podejście do tego? Może macie jakiś pomysł skąd fenomen Bryana? I czy Bryan może stać się twarzą federacji znów?

 

Enjoy!
  • Odpowiedzi 4
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • The_Icon

    1

  • IOOT_DZIKO

    1

  • Bryx

    1

  • The Kamson

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 657
  • Reputacja:   9
  • Dołączył:  11.11.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  BGZ

Fajnie, że poruszyłeś ten temat. Napisałbym, że podzielam twoje zdanie, bo również nie widzę Bryana jako twarz federacji. Z tym, że ja mam zgoła inne powody, by nie kupować jego postaci.

1) Syndrom Vince'a.

Pisałem nie raz, nie dwa. Wrestling kojarzy mi się w sposób oczywisty z zawodnikami pokroju Goldberga, Steinera czy finalnie z freak'ami typu Big Show. Na takim wrestlingu się wychowałem. Pisałem też gdzieś w ubiegłym dziesięcioleciu, że fanem Grabarza jestem m.in. z tego powodu, iż facet ma imponujące warunki fizyczne przy jednocześnie zadziwiającej szybkości poruszania się. W skrócie - lubię gdy w ringu mierzą się zawodnicy, po których bezpośrednio widać, że to Wrestling, a nie walka gimnazjalistów na placyku za podstawówką. Bryan totalnie nie pasuje mi na Main Eventera. Analogia ewidentna do Reya Mysterio. Chłopczyk niesamowicie over z publiką, który w moim przekonaniu powinien skończyć max z mid-cardowym pasem.

2) Umiejętności w ringu to nie wszystko.

Wrestling to teatr. Tutaj mamy kilka składowych tworzących razem piękną całość. Od zawsze pisaliśmy, że Kowalski w żółtych gaciach, choćby kręcił moonsaulty z wieżowca do basenu (choćby i pustego) - nie zostanie przez część publiki kupiony. Z prostej z resztą przyczyny. Bo taka postać jest bez charakteru. Nawet w UFC gdzie przecież najważniejsze są umiejętności w ringu (klatce), osobowość i charakter ma ogromne znaczenie marketingowe. Weźmy takiego Różala z KSW. Facet niezależnie czy wygra, czy umoczy - jest postacią ciekawą stąd korzystną marketingowi. Dlatego też Bryan samymi skillsami w ringu nic nie ugra. Niestety ja osobiście uważam, że poza skillsami - Bryan nie oferuje mi jako widzowi nic więcej. Dlatego dużo bardziej sprzedaje się Janek, który potrafi 4 moves'y od 10 lat, ale postać ma jedną z najbarwniejszych w całej fedce.

Pozostając w tym temacie. Bryan w tym momencie wygląda jak zapuszczony żul szwendający się po przystankach autobusowych, żeby poszukać niedopałków w śmietniku. Po prostu nie kupuje tego wyglądu. No chyba, że mamy mu współczuć. Wtedy owszem. Ma to sens.

3) Wiarygodność

Pisałem gdzieś o tym przy okazji ostatniego Survivor Series. Nie trawię sytuacji, gdy tak jak to było ostatnio - 50 kilo Dolpha Zigglera rozkłada Harpera + Kane'a - czyli łącznie jakieś 300 kilo machy. Jest to dla mnie totalnie nie do kupienia. Totalnie! I dla mnie Dolph może być nawet pushowany w kosmos - to jest niewiarygodne i koniec. Tak samo niewiarygodne było zwyciestwo Johna C. nad Khalim, który wcześniej zakończył story z Grabarzem. Przypomnę, że kwestią pushu i promocji, Janek w tamtym czasie i tak połykał i Bryan'a i Zigglera (Chyba JD 2007). Oczywiście istnieje pojęcie walki Underdoga z faworytem, ale wszystko powinno mieć swoje granice. Wszystko można dobrze rozpisać. Można rozpisać takiemu Underdogowi akcje z zaskoczenia, powrót zza ringu w Triple Threacie itd. itp. etc. Cokolwiek....ale nie czyste pokonanie ludzi 3 razy większych od siebie będąc już przeczołganym po glebie.

W walkach Bryan'a motyw terminatorzenia jest na podobnym, czasem większym poziomie niż we wspomnianym zwycięstwie Dolpha. Gdy 1,5 metra Bryan'a wygrywa z Kane'em - bardziej niż podziw dla Daniela, wzbudza to we mnie współczucie dla Jacobsa. Nawet bycie ekskluzywnym jobberem powinno mieć swoje granice. Wkurza nas terminatorzenie? A czym innym jest booking karzełka na niezniszczalnego, mimo, że walczy z gościem, który więcej wyciska na klatkę niż waży dwóch Danielów.

...Pytanie nasuwa się jak w temacie - skąd zatem fenomen?

Moje przypuszczenia ->

1) Prosty, chwytliwy catch

Nie chciałbym obrażać Amerykanów, ale fenomen YES-manii zdaję się to potwierdzać. Im prostsze hasło, tym bardziej chwytliwe dla prostego widza. Nie wiem, mogę się mylić ale wydaje mi się, że gdyby to nie było jedno proste słowo, tylko np. jakieś skomplikowane zdanie typu "Całka z Sinusa Omega Kwadrat" - 'Murica już tak łatwo by tego nie chwyciła. "We, the people" przy Danielowym "Yes" to męczarnia dla języka.

2) Syndrom Dawida na przeciw Goliata

'Murica uwielbia takie zestawienia. To się u nich sprzedaje jak benzyna przy średniej pojemności silnika 5 litrów. Najlepiej jak gigant jest zły, a karzełek dobry. Wtedy przez 2 miesiące karzełek dostaje wpierdy, by na koniec miesiąca dostać powera w dupie i pokonać 3 takich gigantów. Najpierw generujemy w ludziach współczucie. Lejemy karzełka i wyżywamy się na nim. Konieczne dołóżmy do tego historię, w której cały świat jest przeciwko temu małego zawodnikowi, a on i tak wychodzi na przeciw temu wszystkiemu. Potem w morderczej walce, gnom pokonuje górę Mięsa. Publika jest zachwycona i sika obiema nogawkami, nawet rękawami. Niestety uwielbienie tego typu walk, potwierdza niski poziom obywateli 'Murici.

3) Nowy Ray Misterio

Nawiązując do pkt. 2 Bryan nadaje się na przejęcie spuścizny po Rey. Identyczna postać, identyczny underdog, identyczny target i poziom wiarygodności jako WHC champion.

4) Smart na złość Vince'owi

Ostatni powód jest jedynym, który jestem w stanie przeboleć. Smarci wiedzą, że mają możliwość manipulacji publiką. Wystarczy, że na gali zaczną odpowiednio skandować i jest duża szansa, że tłum się do nich przyłączy. W ten sposób to publika może promować, lub zaniżać wartość danego zawodnika. A przypomnijmy, że nie wszystkie reakcje da się retuszować po Tapingu. Smart wie, że Bryan nie jest "dzieckiem" Vince'a. A adoptowane dzieci nie mają u Wincentego łatwo. Smart wie także, iż Bryan nie spełnia fetyszy "dużego chłopca". Nie jest również na micu drugim John'em, którego gębunie, można śmiało umieścić na szamponie do włosów dla dzieci - koniecznie takim, który nie szczypie w oczy. Kurde, wyobraźcie sobie, że taki Szampon z Ceną na okładce zaszczypał jakieś dziecko w oczy. Trzeba by było 10 Undertakerów na Wrestlemani podłożyć Januszowi, żeby odbudować jego postać po takim blamażu.

Wracając do smartów. Smart jak widać, uwielbia papie Vince'owi robić na złość. Smart jara się faktem, że wymusił na fedce promowanie zawodnika, który w normalnych warunkach nie byłby godzien nosić wodę dla J.J Security. Jak już pisałem. Jest to jedyne akceptowalne przeze mnie wytłumaczenie fenomenu ex-dragona.

915802072594e34bce782c.jpg


  • Posty:  1 000
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  23.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

No cóż, osobiście lubię Daniela, dlatego, że dla mnie wrestling to mimo wszystko bardziej walka. Daniel po powrocie jeszcze żadnego genialnego promo nie dał, ale jak mielibyśmy od każdego wymagać umiejętności mikrofonowych rzędu Heymana, to gdzie wtedy byłoby miejsca dla takiego Daniela? No cóż, publika kupiła go w 100%. To co powiedział Dziko (tylko nie wprost) - 70% publiki przychodzących na galę WWE to idioci, którzy zawsze stają w obronie słabszych (nie zdziwię się jak niektórzy nie chwytają nawet, że to story). Przez to wciąż obijany Ziggler ma cheer, przez to wciąż obijany Bryan ma cheer, i czy to jest dziwne? Z drugiej jednak strony zarówno Dolph jak i Daniel w ringu dają sporo więcej niż Big Show i Kane. No bo powiedzmy sobie szczerze - którą walkę wieczoru PPV chcielibyśmy oglądać - Big Show vs Kane, czy Ziggler vs Bryan? Bo ja osobiście tą drugą, no chyba, że szukałbym leku nasennego. Big Show jest i tak w miarę niezłej formie w ostatnim czasie, bo Kane jest tragiczny, i jest cieniem zawodnika z 2010. Ale to już wiek, dziwne, że WWE nigdy tego nie wspomina, że to koleś 2 lata młodszy od Takera. Ale pal licho Glena, jeśli chodzi o Daniela, to widzę go jako Main Eventera. Nie wymagam by stał przy pasie. Przy pasie to gotowy jest stanąć w tym momencie Rollins. Natomiast nie zgodzę się, że Daniel jest słabiutki na mikro. Owszem, tak jak pisałem wyżej po powrocie nic wielkiego nie pokazał. Ale bardzo korzystnie wypadł chociaż w feudzie z Johnem Ceną ('nie powiem, że nie potrafisz walczyć, bo Ty nie zasługujesz nawet na to, by nazywać Cię wrestlerem'). Dawno nikt tak czyściutko nie pocisnął po Cenie (potem zrobił coś podobnego Cesaro na którymś z RAW). Ale o co mi biega - mimo wszystko Daniel samymi umiejętnościami ringowymi i umiejętnościami kupienia publiki powinien być Main Eventerem. Będzie ciągnęło się za nim to, że na WM pokonał Ortona i Botchistę w walce praktycznie 1 vs 2 przez spory okres czasu. I on zresztą mądrze w promach to wspomina. I nie przestaną go pushować, bo jest to po prostu nie opłacalne ; ). I co ważniejsze - pushowanie Daniela jest...DOBRE DLA BIZNESU.


  • Posty:  37
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.12.2014
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nie da się ukryć, że fenomen Daniela rozpoczął się od momentu, gdy smartowa ( 10% WWE Universe ) część zaczęła "wypychać" Danielsona w górę. Vince tylko podłapał temat i wpadł na pomysł, żeby z Daniela zrobić Wielkiego BABY-FACE'A fedki. Okładali go, poniżali, a na sam koniec rozwalił 3 typa na WM-ce. Niczym wielki HERO :shock: Gratuluje smartom umiejętności mieszania w planach Vincenta :applause:

Na samym początku tej części mojej wypowiedzi chce powiedzieć, że w Wrestlingu najważniejszy jest dla mnie ring skill. Jednak, bez odpowiedniego story, walka nie będzie tak samo emocjonująca, nawet gdy robili by 1080 splash ze szczytu klatki HiC. Odpowiedni story może wprowadzić do walki dreszcz emocji, nawet gdy będzie to walka Reings vs Cena, czyli 3 move set's na krzyż. Fakt, Bryan nie posiada takich umiejętności jak Jasiu na mikrofonie, lecz nie są one na poziomie zerowym ( a'la Romek :D ). Potrafi on dać dobre promo, jednak nie tak efektowne jak CM Punk bądź bezCenny.

Proste chanty "Yes!" or "No ! " są bardziej chwytliwe od jakich kolwiek. Porywa to publikę. Piszę tą wypowiedź podczas oglądania RAW na ExSC. Gdy Christian wspomniał o Danielu, publiczność wybuchła ze spontanicznym "Yes ! ". Ludzie lubią postać człowieka, który mimo przeciwności losu spełnia swoje największe marzenie. Wspierają go i mu dopingują.

Czy Daniel może zostać twarzą federacji znowu? MOŻE, ale tylko w jednym przypadku. Dotkliwej porażki naszej " Twarzy nie szczypiących w oczy szamponów dla dzieci" ( przyznam, że ta aluzja wywołała spory uśmiech na mojej twarzy, wręcz mnie rozbawiła :D ) na RR z Brockiem i Sethem. W innej sytuacji, Bryan ma zawsze na plecach Jasia, który nie pozwoli ( nawet nie umyślnie ) na zepchnięcie na drugi plan, bądź dzielenie stołka z kimś innym.

Ciekawa dyskusja, czekam na inne wypowiedzi. Popieram powyższe wypowiedzi kolegów, pozwalają inaczej spojrzeć na ten temat :t_up:


  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

I dlatego mega zastanawiam się skąd ten wielki cheer na Bryana odkąd wrócił po swojej karze za duszenie krawatem. Chanty Yes i No są oczywiście chwytliwe, ale po dzień dzisiejszy nie rozumiem dlaczego tak ludzie reagują na Daniela.

Między powrotem po tym zawieszeniu, a zdobyciu wielkiej popularności D-Bryan zrobił wiele by sobie na uznanie publiki zasłużyć. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem że jego największym sukcesem było story z AJ którą gnoił przy każdej okazji tym samym utwierdzając swoją pozycję mega wkurzającego cipo heela. Jeśli spojrzymy na jego historię w federacji to łatwo zwrócić uwagę kiedy jego postać była najciekawsza - w momencie gdy grał tego złego. Czy to z AJ, czy to w parze z Czerwoną Maszynką po prostu mu wychodziło. Piszecie że nie ma umiejętności na majku, że zassysa. Prawda, jak face jest kompletnie stłamszony, ale to jedna z reguł wrestlingu. Dobry zawsze będzie miał mniej okazji pokazać się przed kamerą niż ten zły. Daniel obecnie utknął w swoim obecnym wizerunku i niestety nic nie zwiastuje szybkiej zmiany, a szkoda. Chętnie obejrzałbym go w jakimś nowym wydaniu, obecny gimmick jest po prostu zbyt miałki. Stąd liche segmenty. Z gówna bicza nie ukręcisz.

3) Nowy Ray Misterio

Nawiązując do pkt. 2 Bryan nadaje się na przejęcie spuścizny po Rey. Identyczna postać, identyczny underdog, identyczny target i poziom wiarygodności jako WHC champion.

Rey Mysterio nigdy nie osiągnął takiego poziomu promocji. Jasne, wygrał RR, potem zgarnął pasek na Manii, ale nigdy nie był tym jednym najważniejszym championem na dłużej. Jego zadaniem było przyciągnięcie jakiejś tam rzeszy fanów, mały tribute dla Guerrero i do widzenia. Wracasz do mid-cardu gdzie Twoje miejsce, jasne, może jeszcze kiedyś dostaniesz szansę, ale wszystko odbędzie się na podobnej zasadzie. Bryan też przez to przeszedł - imo tak był zbudowany jego pierwszy tilte run zakończony porażką na Manii z Celtem w 18 sekund. Z tą różnicą że o ile fani dosyć szybko pogodzili się ze spadkiem Mysterio w karcie, tak nie dali zapomnieć o Bryanie który z marszu ruszył do programu z Punkiem gdzie w tle był pas WWE, a potem był trzymany relatywnie wysoko by w razie potrzeby wrócić na szczyt. Jego tilte run z głównym pasem miał wyglądać zupełnie inaczej i gdyby nie kontuzja założę się że przytrzymałby się go przez kilka dobrych miesięcy i wciąż był na samej górze. Ponieważ pomimo kiepskiej gry aktorskiej jak face wdarł się do portfeli fanów i jego merch sprzedawał się najlepiej z całej fedki(nie licząc Johna, on gra w innej lidze), a to już świetny powód by trzymać kogoś na szycie.

3) Wiarygodność

Pierdolisz. John nie mógł pokonać Khaliego, bo ten wcześniej pokonał Takera. Idąc tym tropem Khalas powinien zdobyć pas i nie oddać go do momentu gdy nie pojawi się ktoś jeszcze wyższy i szerszy od niego bo tylko wtedy miałby to sens. Cena był wypromowany na pogromcę potworów i nawet gdyby jebnął na raz Showa, Khaliego, Henryka, Viscere i paru innych grubasów wciąż byłoby to wiarygodne. Głupie, ale wiarygodne. Era dużych chłopców już dawno odeszła w zapomnienie, to nie lata 80te. Dzisiaj stawia się na bardziej zwykłe postacie. Nie każdy rassler musi mieć 2 metry, 150 kilo i biceps jak oponę od jelcza. Zwykłych rozmiarów człowieczek może pokonać giganta jeśli skupi się na swoich zaletach, uniknie ataków i wygra wykorzystując piętę achillesową rywala(za co w przypadku dużych chłopców w 90% przypadków robi brak szybkości/zwinności). W końcu to nie sprawa siły, tylko całego wachlarza umiejętności i według mnie to jest wiarygodne.

No i wiadomo ludzie uwielbiają kibicować słabszym(nie tylko Amerykanie), zawsze fajnie zobaczyć historie w której jeden człowiek staje na przeciwko wszystkim przeciwnościom losu i jakimś cudem mu się udaje. :)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Kaczy316
      Zawsze są jakieś plusy i minusy, Cody jako zawodnik nie jest zły, cała otoczka wokół tego i booking jedynie to dno, a fani chcą na czymś wyrazić swoją frustrację i obrywa się Rhodesowi za to, a prawda jest taka, że winę ponosi booking, a kto za to ponosi winę? Tu już trudno powiedzieć, bo czasem to writterzy, czasem Triple H, a czasem TKO, więc można obwiniać zarząd jako całość zamiast skupiać się na jednej osobie, otoczka i booking to tragedia w tej kwestii od stycznia teasujemy Cody vs Jacob v
    • Grins
      Na papierze wygląda to dobrze, ale niestety WWE idzie zaś tą samą drogą czyli wpychają na siłę zawodnika do paszczy to że Cody wczoraj zebrał dobrą reakcje nie znaczy że na następny SD fani już będą happy, dobrze wiemy jak to się zawsze kończyło... Póki co chyba WWE leci po rekord w dislike'ach na YT 100k pękło, cieszę się że chociaż fani w internecie mogą wyrazić swoją frustrację, bo to jak potraktowali Drew'a to dla mnie było to skandaliczne, fatalny run chyba jeden z najgorszych jeśli chodzi
    • VictorV2
      - Dropdown Uppercut - Disaster Kick - Bionic Elbow - Cross Rhodes - Cody Cutter - Snap Powerslam (Ukradziony Randy'emu) Fakt. Więcej niż 5. Nie mogę powiedzieć że nie masz racji.  
    • MattDevitto
      Co do Reignsa zgoda, ale Cena jednak coś tam więcej potrafił - inna sprawa, że musiał zawsze wykonać swój podstawowy moveset by dziecarnia była zadowolona
    • GGGGG9707
      O ile run Drew był bardzo dobry choć zdecydowanie za krótki, o ile Drew na pas zasługiwał i szkoda mi go że nagle go traci to mimo wszystko cieszę się z wyniku. Po pierwsze Cody z pasem zawsze na plus, po drugie to nam daje ciekawszą walkę na WM. Bądźmy szczerzy Orton vs Cody ma większy kaliber niż Orton vs Drew co przy aktualnej formie Ortona byłoby bardzo ciężkie do oglądania.  Tylko w przeciwieństwie do nich Cody jest dobry ringowo więc dla odmiany przynajmniej mamy Terminatora który u
×
×
  • Dodaj nową pozycję...