Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Książki - ogólna dyskusja.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  5
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.08.2015
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Polecano mi tę książkę, bo niegdyś czytywałam książki tego rodzaju, ale... Jakoś nie mogę się zabrać. Chyba trochę się obawiam własnej wyobraźni.

  • Odpowiedzi 139
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Myers

    61

  • DonCarlos

    44

  • Yao

    8

  • Grishan

    7

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  806
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  30.03.2016
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Avariela - o której książce mówisz?

75137960457081728a67d7.jpg

  • 2 tygodnie później...

  • Posty:  2 936
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  15.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bez obaw.

Jeżeli czytywałaś już powieści z podobnej tematyki, to tę również łykniesz bez problemu.

Powieść rzeczywiście dość odważna i mocna w wielu aspektach, ale poza tym ma naprawdę oryginalną fabułę i świetny finał.

Przypuszczam, że tylko osoby, które jeszcze nie "odważyły się" sięgnąć po ten szczebel książkowy mogą czuć lekkie zażenowanie. :)

Dodano:

282245-352x500.jpg

Stephen King kojarzy mi się głównie z powieściami beletrystycznymi. Taki gatunek pozwala na szerokiem pole do popisu, ponieważ przy odrobinie wyobraźni można stworzyć przyciągające każdego dzieło. King to wykorzystał, a świadczy o tym masa powieści (i nie tylko) o naprawdę ciekawych i oryginalnych fabułach.

Zbierając się do przeczytania "Pana Mercedesa", byłem nastawiony bardzo sceptycznie.

Po pierwsze - ostatnie tytuły Króla wcale nie były na dobrym poziomie i cholernie odbiegały od jego początków, a po drugie był to jego "debiut detektywistyczny".

Czy się zawiodłem? Raczej nie. Była to całkiem dobra powieść.

Zaczęliśmy od bardzo dobrego początku.

Od pierwszych stron mamy solidne (jak na dość krótką żywotność) nakreślenie portretów dwóch postaci - kobiety i mężczyzny - którzy czekają w kolejce targów pracy. Ta krótka prezentacja wspomnianej dwójki jest dość istotna, ponieważ - to co wydarzy się za pare chwil - pokaże, że nie ma żadnej nadziei.

Według mnie - dobry wstęp.

Aspekt detektywistyczny - na którym najbardziej mi zależało - był w porządku. Dogłębne, szczegółowe śledztwo w sprawie zamachu na targ pracy był udany i nie wychwyciłem ważniejszych gaf dochodzeniowych. Co prawda nie znoszę sytuacji w powieści, w której od samego początku znamy imię zabójcy (co teraz staje się bardzo modne) i wiemy co będzie jego następny krokiem, ale olałem to, bo akcja potrafiła i tak mnie wciągnąć.

Bohaterowie. Dobrze nakreśleni główni bohaterowie (co notabene zawsze Kingowi wychodzi), aczkolwiek sam morderca z mercedesa beznadziejny. Momentami absurdalnie głupi (jasne, wiem że było to celowe, ale nie musi mi się podobać, prawda?) i kompletnie nieciekawy. Liczyłem na jakąkolwiek charyzmę jak w przypadku na przykład: Hannibala Lectera z cyklu Harrisa, jak Buffalo Billa z "Milczenia owiec" (również wspomnianego autora), czy jak Ray Pay w "Straconych" Ketchuma. Niestety, wulgarne zachowanie, tajemnica "domowa" to nie jest to czego oczekiwałem.

Powieść niezła, ale bynajmniej nie jedna z lepszych autorstwa pana Kinga.

Dodano:

374646-352x500.jpg

Mając na uwadze to, że jest to ostatnia napisana przez Kinga powieść, można znaleźć w niej - niedosłownie - fragmenty wskazujące na pożegnanie samego autora czy też wspomnienia swoich starszych prac.

Dlatego też: Morris - w trakcie pobytu w więzieniu - to Andy ze "Skazanych na Shawshank", a w późniejszym etapie historii - po wyjściu z więzienia - staje się bezlitosną Annie Wilkes z "Misery".

Brady'ego Mercedesa można momentami w bardzo małym stopniu porównać do Carrie.

Podobna sytuacja dotyczy cyklu o "Uciekinierze" - gdzie na przykład "Uciekinier zwalnia" można w jakimś tam stopniu potraktować jako zakończenie działalności pana Kinga.

Samą powieść oceniłem podobnie jak "Pana Mercedesa". Tylko, że o ile w tej drugiej było więcej aspektu detektywistycznego i - w mojej opinii - powieść była bardziej emocjonująca, o tyle w "Znalezione nie kradzione" tych elementów detektywistycznych było znacznie mniej, a większość wypełniła całkiem ciekawa fabuła.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to przede wszystkim warto zwrócić uwagę na głównego - Morris'a Bellamy'ego. Bardzo porządnie nakreślony jego portret już od pierwszych kartek. Wyraźnie podkreślone zamiłowanie (co wydaje się zbyt łagodnym słowem) do twórczości fikcyjnego, genialnego autora John'a Rothstein'a. Może nawet nie ekscytacja samym autorem, co bardziej bohaterem i idolem Morris'a w cyklu powieści napisanych przez wspomnianego przed momentem autora.

Warto wspomnieć o również niezłym opisie Peter'a Saubers'a, który pod wpływem znalezionego skarbu zmienia się.

Reszta bohaterów się powtarza, więc nieuniknione będzie przeczytanie poprzedniczki tej powieści, czyli "Pana Mercedesa".

Kwestią samego Brady'ego jestem trochę zażenowany. Nie chcę tutaj spoilerować, bo generalnie każde następne słowo byłoby spoilerem, ale spodziewałem się, że jakkolwiek bardziej przyczyni się do rozwoju fabularnego powieści...

...ale w sumie po co? Przecież "wszystko gówno znaczy".

Tymczasem czekam na "Uciekiniera" Kinga i "Sukkub" Edwarda Lee.

A co tam u Was? Czytacie coś "do poduszki"? :)

tumblr_lkx5svmWd11qagaito1_400.jpg

 

 


  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Stalowe Serce to książka z wielkim potencjałem. Mamy świetnego autora który potrafi stworzyć wciągający świat w swoich pracach, mamy trochę wytarty, ale jednocześnie interesujący temat, mamy ciągłą akcję która toczy się przez lwią część historii, mamy interesujące postacie Mścicieli... Jedyne czego nie mamy to główny bohater, to znaczy teoretycznie mamy Davida który jest jednocześnie narratorem książki, ale jest on strasznie miałki. Gdzieś pisałem że interesujący bohater potrafi pomóc czytelnikowi przebrnąć przez mniej interesujące fragmenty książki, tutaj mamy sytuację odwrotną - fabuła jest fajna, akcja nigdy nie zwalnia, ale sam David nie wypada już tak pozytywnie. Ostatnio modnym trendem w książkach "post-apo" jest główny bohater który jest nastolatkiem/młodym dorosłym który okazuje się być kluczem do zbawienia. Nie jest to do końca rola jaką odgrywa nasz heros, ale wciąż utrzymuje się w tych ramach i na tle swoich pierwowzorów wypada dosyć blado. O dziwo reszta bohaterów jest jego przeciwieństwem, są interesujący, zabawni, mają interesującą przeszłość, są charyzmatyczni. Na ich tle David jako główna postać nie jest zbytnio przekonujący. Poza tym książce ciężko coś zarzucić, może jest jednowątkowa, ale z drugiej strony podoba mi się takie bardziej lokalne działanie, niekoniecznie trzeba ratować cały świat, można być bohaterem miejscowym. Nie do końca przekonuje mnie zakończenie bo wprowadza trochę chaosu, ale z drugiej strony zachęca mnie jeszcze bardziej do sięgnięcia po następną część, bo naprawdę interesują mnie dalsze losy Mścicieli(oryginalnego składu). Pozycja warta uwagi :)

Poza tym jak znajdę chwilę mam zamiar przysiąść do "Opowieści z meekhańskiego pogranicza", podobno godne uwagi fantasy :)


  • Posty:  732
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.09.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

11388337_01.jpg

Wojny Świata Wynurzonego

Ostatnio wpadła mi w ręce taka seryjka, a ponieważ pierwsza książka nazywała się "Sekta Zabójców", a ostatnimi czasy jestem fanboy'em assassinów to zabrałem się za czytanie. Nie zdawałem sobie sprawy z tego, że nie jest to pierwsza trylogia (chronologicznie) z cyklu książek o "Świecie Wynurzonym". Dowiedziałem się dopiero jakoś pod koniec pierwszej książki, ale ani przez moment nie czułem się zagubiony. Drugą sprawą jest to, iż raczej staram się omijać fantastykę pisaną przez kobiety, nie mam jakiś uprzedzeń, ale z własnego doświadczenia wiem, że skupiają się znacznie bardziej na opisach otoczeń i potrafią w nieskończoność opisywać co obecnie czuje dana postać, zamiast to jakoś wyraźnie pokazać. Byłem pozytywnie zaskoczony językiem używanym przez Licia Troici, czytało się to lekko, przyjemnie. Nie zdarzyło mi się ani razy wracać bo nie zrozumiałem czegoś lub zgubiłem wątek. Historia przedstawiona tutaj jest typowa dla autorki z opisów i innych jej dzieł. Życie nie rozpieszcza Dubhe - głównej bohaterki. W celu przeżycia po tragicznym incydencie zostaje uczennicą zabójcy. W trylogii znajduję się dużo wątków, fanatyzm religijny, wielokulturowość, pojawiają się inne rasy (poza ludźmi) jak na fantasy przystało, magia, zabójcy, rycerze, okrutny władca, rewolucjoniści. Z czasem seria wydawała mi się trochę naiwna, marysuizm głównej bohaterki trochę doskwierał, zakończenie mnie rozczarowało, co często mi się przydarza, może mam za duże oczekiwania co do końcówek książek. Niemniej jednak polecam wszystkim te tytuły, sam teraz nie bardzo wiem czy powinienem chwycić na trylogię, która miała miejsce przed tą czy po tej, bo w przypadku tej pierwszej to znam rezultat i los bohaterów tam występujący, ale czytając Wojny aż żałowałem, że nie dopadłem Kronik Świata Wynurzonego pierwszych. Tak czy owak, polecam.

jrthqr.jpg
  • 1 miesiąc temu...
  • Administratorzy

  • Posty:  4 904
  • Reputacja:   959
  • Dołączył:  26.06.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

The_Martian_2014.jpg

Przeglądając nadchodzące premiery filmowe, natknąłem się na ciekawą pozycję reżyserowaną przez Ridleya Scotta (m.in. seria Obcy) - "Marsjanin". Zainteresowała mnie ta pozycja na tyle, że gdy dowiedziałem się o oparciu scenariusza na podstawie książki postanowiłem od razu po nią sięgnąć. Opowiada ona o nie tak odległej przyszłości, gdzie loty załogowe na Marsa są już na porządku dziennym. Podczas jednego z wypraw naukowych, grupa sześciu astronautów z powodów metrologicznych musi ewakuować się z planety, jednak niestety, nie odlecieli stamtąd z w komplecie, ponieważ jedna osoba z załogi doznała wypadku przed wejściem na statek i została uznana za zmarłą... Jednak, jak się okazało, przeżyła. Książka opowiada niesamowitą opowieść o uparciu, ciężkiej pracy i heroicznej woli przeżycia w nieludzkich okolicznościach. Dodatkowo świetnym motywem jest fakt, że nie jest to typowe sci-fi, tylko autor starał się trzymać wszystko w ryzach możliwości obecnej technologii. Świetna lektura, szczególnie dla osób interesujących się astronautyką.

Nie mogę się doczekać na film. :t_up:


  • Posty:  2 936
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  15.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Sukkub-edycja-kolekcjonerska_Edward-Lee,images_product,19,978-83-7674-202-1.jpg

Hurro succubi!

Generalnie mam dość spory problem żeby ocenić tę książkę.

Z jednej strony była taka jakiej się spodziewałem - cały czas coś się działo i momentami była ekstremalnie brutalna. Nie można jej odmówić również tajemniczej fabuły, która zaczynając od początkowej sceny odkrycia prehistorycznego ludu, przez nakreślenie ciekawego portretu psychologicznego głównej bohaterki niemal od pierwszych kartek, kończąc na opisie miasteczka Lockwood i jego dziwnych mieszkańców - staje się bardzo enigmatyczna.

Z drugiej jednak strony - stricte opierając się głównie na powieściach spod pióra Edwarda Lee - można się trochę zawieść.

Dlaczego? Głównie dlatego, że z tego co mi wiadomo jego powieści opierają się na podobnych motywach. Dlatego też - będąc po Ludziach z bagien - można było domyśleć się niemalże od rozwinięcia fabuły, jak może przebiegać finał i kto finalnie wyjdzie na złego czy dobrego.

W "Ludziach z bagien" motyw był bardzo podobny i tym autor spieprzył mi trochę Sukkub, gdzie rzeczywiście można było zorientować się o co będzie chodziło.

W mojej skromnej opinii - po przeczytaniu co prawda na razie dwóch historii spod pióra autora - kolejność jednak ma znaczenie.

Jeżeli miałbym wam doradzić od której rozpocząć - będzie to Sukkub. Bo o ile Sukkub zdecydowanie powinien wywrzeć spore wrażenie gdy podchodzi się do tego autora po raz pierwszy, o tyle po przeczytaniu na początku powiedzmy Ludzi z bagien - Sukkub nie robi już takiego wrażenia. Może trochę przesadzam - bo powieść pod względem stylu i gatunku, który reprezentuje autor była świetna - ale fabularnie to jednak Ludzie z bagien bronią się znacznie.

Niemniej jednak - polecam wszystkim gustującym w brudnej i chorej literaturze. A ja tymczasem wezmę się za Uciekiniera Stephena Kinga i przymierzam się do kupna powieści Ring Koji Suzukiego.

Standardowo - co u Was do poduszki?

tumblr_lkx5svmWd11qagaito1_400.jpg

 

 

  • 2 tygodnie później...

  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Wreszcie znalazłem trochę czasu i udało mi się wrócić do czekających pozycji :D

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe - "Północ-Południe" wzięło mnie trochę z zaskoczenia. Pomimo swojej wysokiej oceny w serwisie LC, napotkałem również mniej pochlebne opinie na temat tej książki, więc podchodziłem do niej trochę jak pies do jeża. Jak się okazało zupełnie niepotrzebnie. Wszystkie wątpliwości już od pierwszych kartek znikają razem z pojawieniem się Górskiej Straży. Kompania ta na swojej drodze w służbie Imperium napotyka na przeróżne przeciwności losu od zbójeckich band, poprzez upiory aż do ich najpotężniejszego wroga czyli wewnętrznej polityki cesarstwa. Bo polityka odgrywa na północy znaczącą rolę, te wszystkie zakulisowe szepty czy knucia różnych postaci odciskają swoje piętno na kompanii Kennetha. Nie brakuje w tej części akcji, całość potrafi mocno przyciągnąć czytelnika. Toteż byłem trochę zawiedziony gdy w połowie książki okazało się że historia przenosi nas na południe. Rozczarowanie nie trwało jednak długo, ponieważ druga część "Opowieści..." jest jeszcze lepsza. Bo o ile Północy skupiała się na akcji, na polityce, na walkach, tak Południe wreszcie daje nam bohatera którego mamy okazję dogłębnie poznać. Yatech to wojownik którego historia wystarczyłaby żeby podzielić ją między kilka innych postaci. Druga część zachwyca swoją prostą budową, połączeniem kilku mniejszych wątków i funduje nam zwroty akcji w każdym akapicie(pewnie trochę przesadzam). Podobać się też może niesamowita rozbieżność kulturowa między dwoma częściami, subtelne różnice w dwóch częściach Imperium oraz kompletnie różne podejście autora do tego jak przedstawić te dwa światy. "Opowieści..." to kawał porządnego fantasy które powinien znać każdy fan tego gatunku.

  • 1 miesiąc temu...

  • Posty:  2 936
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  15.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

374041-352x500.jpg

"Kombinezony były ciemnoniebieskie, na prawej piersi miały emblematy Gier.



Kiedy już je włożyli, Richards poczuł się tak, jakby nagle pozbawiono go twarzy."

King tym razem postanowił zaskoczyć z całkiem innej strony. Przedstawił historię zgoła inną od tych, w których na co dzień się specjalizuje - w horrorach. Tym razem mamy do czynienia z dystopijnym upadkiem rzeczywistości 2025 roku, w której człowiek żeby żyć, musi grać. Świat pozbawiony uczuć i poszanowania dla drugiej osoby. Świat nie dający żadnej nadziei.

Podobało mi się wiele rzeczy - dobre wprowadzenie do historii, przedstawiające nam zarówno linię fabularną jak i świat, z którym będziemy obcować przez najbliższe pare setek stron.

Podobał mi się opis zła i brudu jaki King zastosował podczas kreowania miasteczka, w którym dzieje się historia.

Podobał mi się sam przebieg rekrutacji do przymusowych teleturniejów na śmierć i życie - trochę przypominającą "przyjmowania nowych" do obozów koncentracyjnych podczas Drugiej Wojny Światowej.

Podobali mi się bohaterowie, którzy uparcie walczą o swoje, ponieważ panująca rzeczywistość nie daje im innego wyboru.

No i finalnie podobała mi się fabuła, która momentami była przewidywalna, aczkolwiek autor powieści zbudował ją w taki sposób, że kartki wertowało się ekspresowo i suspens nabierał coraz to większych obrotów.

Niewątpliwie powieść niesie drugie dno. Przesłanie, które w sposób dobitny można rozszyfrować bez żadnego szczególnego wgłębiania się w całą historię.

Zwykle piszę więcej, ale tym razem daruje sobie, ponieważ to po prostu trzeba przeczytać.

_______________________________________________________________________________________

434404-352x500.jpg

"Nawet z pozoru najdziwaczniejsza, najskromniejsza pasja,



jest czymś bardzo, ale to bardzo cennym."

 

"Miasteczko Salem", Stephen King

Przebrnąłem...

Bynajmniej nie chodzi o to, że odetchnąłem z ulgą, że wreszcie się to wszystko skończyło. Ale przez moją nieuwagę zakupiłem tę powieść w wersji kieszonkowej, która liczy sobie blisko 700 stron i, którą czytało się zdecydowanie niekomfortowo.

Ale, udało się...

Historia - jeżeli spojrzymy na nią zbyt powierzchownie - traktuje o chłopaku, który zakochał się w swoim wozie i z tego powodu powinien jak najszybciej udać się do szpitala psychiatrycznego. W tym szpitalu - koniecznie! - powinien odwiedzić go jakiś wyspecjalizowany pan z sekcji behawioralnej i zająć się tym przypadkiem.

Na pierwszy rzut oka, rzeczywiście tak jest. Każdy odbierze tę powieść jak mu się podoba, ale moim zdaniem jest to powieść - o życiu. O dojrzewaniu, o samotności, o hobby i wreszcie....o zdradzie. O zdradzie chyba najgorszej z możliwych i najbardziej niesprawiedliwej.

King oszczędnie wykreował bohaterów pobocznych, żeby doskonale - podkreślam - doskonale, opisać głównego bohatera - Arniego. Świetnie prowadził tę postać od samego początku. Od nieśmiałego chłopaka, którego z kartki na kartkę trzeba było traktować bardzo ostrożnie, ponieważ jego poczucie własnej wartości - co wiązało się z jego cholerną wrażliwością - było bardzo subtelne. Przez coraz bardziej śmielszego, na pewnym i aroganckim kończąc - i to wszystko przez miłość jego życia - Christine. Christine, która nie była kobietą, ale potrafiła uwieść i utworzyć - wraz z Arniem - zabójczą mieszankę.

Sama Christine - samochód - świetna. King bardzo dokładnie i ze szczegółami przedstawił nam zło w niej panujące. Od dość upiornego wyglądu, na smrodzie zgnilizny wewnątrz kończąc.

Tak jak wspomniałem wyżej - reszta bohaterów nakreślona zupełnie zwyczajnie według mnie. Można by rzec - zwyczajny "Kingowski" bohater.

Jeszcze pare lat temu mógłby dyskutować na temat finału powieści, ale wydaje mi się, że dzisiaj jestem chyba "za stary" na tego typu wywody.

Polecam serdecznie tę niesamowitą - naprawdę - powieść.

tumblr_lkx5svmWd11qagaito1_400.jpg

 

 

  • 3 tygodnie później...

  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód - Zachód - Pomimo faktu że "Wschód-Zachód" to trochę więcej fantastyki w fantastyce, to jednak wydaje się trochę słabszą pozycją od poprzedniczki. Nie wiem, może to wciąż przemawia do mnie fantastyczna historia z południa do której cały czas chce wracać, a może fakt że ciężko jest tak szybko przestawić się z jednej historii na drugą jeśli książka jest swoistą kontynuacją cyklu. Na szczęście ma się to zmienić ponieważ zakończenia rozdziałów sugerują wymieszanie pierwszych dwóch tomów w kolejnych pozycjach. Bardzo dobra decyzja, wiadomym jest że dużo łatwiej jest wrócić do ludzi których już znamy niż przywiązywać się do świeżych postaci. Autor ponownie wykorzystał schemat w którym pierwsza część to historia większej grupy która ociera się lekko o politykę, a druga jest skupiona na samotnym bohaterze którego życie wywraca się do góry nogami. No cóż, zadziałało w pierwszym tomie, zadziałało i tutaj. Historie są proste, autor pomimo tego że pisze powieść fantastyczną stara się zachowywać również pewną dozę realizmu która sprawia że bohaterowi wydają się bardziej ludzcy i łatwiej im kibicować. Jest ciekawie, mamy niezłe zwroty akcji, podoba mi się fakt że co raz bardziej wchodzimy w typowe fantasy. Książka naprawdę warta polecenia.

Niebo ze stali. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Byłem ciekawy jak Wegner poradzi sobie w tym tomie. Poprzednie dwie książki były pisane w podobnym stylu, były one swoistym wstępem do głównej pracy. Dodatkowo były to tak naprawdę cztery zupełnie oddzielne historie, połączone ze sobą bardzo luźno i dopiero teraz mamy okazję zobaczyć jak wypada ich prawdziwa fuzja. Niebo ze stali łączy ze sobą oddział górskiej straży z pierwszego tomu oraz wozaków i Kailean z drugiej części. I tutaj następuje dosyć dziwny zwrot akcji, ponieważ wozacy którzy byli tłem w historii Kailean nagle wyrastają na postacie pierwszoplanowe. Oczywiście można się było spodziewać że ich wojna z koczownikami będzie wciąż istotną sprawą, ale nie spodziewałem się że aż tak dużo będzie napisane z ich perspektywy. Ba, można wręcz powiedzieć że to ich historia jest tutaj motywem przewodnim, ponieważ autor zwodzi nas trochę i nawet gdy obserwujemy Kennetha i jego drużynę to są oni właśnie połączeni z wozakami. Traci na tym trochę historia Kailean, która z początku wydawała się intrygująca, ale zostaje potraktowana trochę po macoszemu i odłożona na bok, a my co chwila wracamy do walki o równinę. Książka wciąż potrafi się obronić i nawet stosunkowo nowi dla nas bohaterowie i ich historie nie pozwalają oderwać się od czytania, ale czuję lekki niedosyt, ponieważ liczyłem na więcej akcji skupiającej się na Górskiej Straży oraz dziewczynach z Czardanu. Tak naprawdę zamiast oczekiwanego połączenia wątków z poprzednich książek, dostaliśmy świeżą historię w której poznani już przez nas bohaterowie nie odgrywają tak istotnych ról. Książka bardzo fajna sama w sobie, ale jako kontynuacja "Opowieści..." pozostawia swoisty niedosyt.

Do końca tej sagi jeszcze jedna pozycja, a w kolejce już czekają pierwsze tomy kryminalnego cyklu Rizzoli/Isles :)

Dodano:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Narzekałem przy okazji poprzedniego tomu że interesująca historia Kailean zostaje zepchnięta na boczny tor, podczas gry drugoplanowi Wozacy zajmują lwią część książki. Ponarzekam więc i teraz gdy najbardziej interesująca moim zdaniem postać całego cyklu jaką jest Yatech również schodzi na dalszy plan. Bo to właśnie na dalsze losy issarskiego wojownika czekałem z największą tęsknotą. Niestety autor z jakiegoś powodu postanowił ograniczyć trochę jego wątek i pomimo umieszczenia go w dosyć ważnym położeniu zdecydowanie traci status postaci pierwszoplanowej.

Poza tym jednak ciężko się do czegoś przyczepić - dwójka bohaterów wokół których toczy się akcja potrafi przyciągnąć uwagę. Altsin jest charyzmatyczny, jego historia wyróżnia się na tle innych, sam wydaje się dużo bardziej "wielowymiarowy" niż reszta dosyć prosto stworzonych postaci. Deana która w pierwszym tomie była raczej postacią drugoplanową tutaj dostaje sporo czasu i potrafi się obronić jako bohaterka pierwszoplanowa. Jej historia co prawda początkowo wlecze się niemiłosiernie, ale wszystkie te polityczne gierki w końcu znajdują swoje zakończenie cięciem miecza. Bardzo interesujące zakończenie tego wątku wróży dobrze na przyszłość. Cała książka prezentuje się naprawdę świetnie. Akcja toczy się wartko, gdyby nie momentami irytujące przerywniki z pokoju bogów, można by powiedzieć że nie zwalnia ani na chwilę.

Będę czekał na kolejny tom, bo widać że autor ma w planach naprawdę spore przedsięwzięcie, oby tylko nie zagubił się w tych wszystkich bożkach, miastach i układach politycznych.

Chirurg - To bardzo dziwna książka - fabuła nie jest specjalnie zaskakująca, bohaterowie na tym etapie są dosyć miałcy i ciężko o jakąś więź między nimi a czytelnikiem, sam finał i zwieńczenie historii również nie powala. A jednak pomimo wszystko miałem naprawdę duże problemy żeby oderwać się od czytania. Tess Gerritsen ma ten niesamowicie podstępny styl pisania który wciąga od pierwszej kartki i nie puszcza aż do ostatniej.

Bo to właśnie akcja jest motywem przewodnim tego dzieła. Autorka nie bawi się w jakieś wstępy, próżno szukać jakiś fundamentów historii, po prostu już od pierwszej strony zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń. Nie ma tam miejsca na jakieś zbędne dialogi czy niepotrzebne opisy. Wszystko co składa się na tę książkę, każde pojedyncze słowo jest istotne. Często zdarza mi się narzekać na różnych pisarzy którzy przerywają akcję by opisać ze szczegółami pokój w którym stoi bohater, czy też zdać sprawozdanie z tego jaka jest pogoda za oknem co jest tylko zabiegiem który ma dodać kilka kartek do całej pracy.

Tutaj nie ma żadnej z tych rzeczy. Wszystkie drobiazgowe opisy są tam w jakimś celu, pozwalają nam zobaczyć sytuację oczami bohatera, dają nam jakieś drobne wskazówki, zmuszają nas do wyciągnięcia konkretnych wniosków. Wszystko ma swoje przeznaczenie.

Autorka pisze gładko, zgrabnie, w fantastyczny sposób maskuje wszystkie braki tej książki przez co nie sposób nie czerpać przyjemności z czytania. A chyba koniec końców to właśnie jest najważniejsze - przyjemność z czytania. Tutaj nie będzie z tym problemu, aż w pewnym momencie ze smutkiem spojrzałem że tak szybko zbliżam się do końca. Całe szczęście że kolejny tom już leży na półce. Polecam :)


  • Posty:  732
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.09.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Może i trochę nie na temat, ale nie znalazłem żadnego odpowiedniejszego działu do tego typu inicjatywy, a zakładanie nowego tematu uznałem za lekką przesadę. Jeśli ktokolwiek z was chciałby przeczytać moją nową serię opowiadań za którą się zabrałem to zapraszam do przeczytania pierwszego "rozdziału" Opowiadania o Łowcy Nieumarłych Borzymirze mojego autorstwa. Wszelkie oceny/krytyki mile widziane :5 Jest tego niewiele (trzy strony), bo zdaję sobie sprawę, że takie teksty amatorów pióra czyta się opornie. Chodzi mi o wasze pierwsze wrażenia.

http://s000.tinyupload.com/?file_id=60033244635690150960

http://s000.tinyupload.com/?file_id=600 ... 5690150960

P.S To jeszcze nie podległo retuszu, więc możliwe powtórzenia, błędy składniowe/gramatyczne itp.

jrthqr.jpg
  • 4 tygodnie później...

  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Nazbierało mi się trochę przez grudzień. Widać fakt że od 16 jest ciemno jak w dupie sprzyja czytaniu :D

Skalpel - Mocno wychwalałem Tess Gerritsen przy poprzednim tomie i ta książka trochę ostudziła mój optymizm. Nie wiem czy autorka zdecydowała się na tak mocno nawiązania do "Chirurga" specjalnie czy po prostu nie miała nowego pomysłu i po prostu uznała że może jeszcze rozwinąć pierwszy tom. Bo niestety tym właśnie jest ta książka - rozwinięciem poprzedniczki. Wszystko co jest nowe, jest tak naprawdę tylko odnowione i wzbogacone o kilka rzeczy. Trzon fabuły pozostaje ten sam, to wciąż Jane Rizzoli stająca naprzeciw temu samemu złu co poprzednio. Tyle że tym razem Chirurg znalazł sobie pomocnika którego w sumie nawet nie mamy okazji bliżej poznać. Po prostu był sobie gdzieś tam w tle przez całą książkę, ale osią wszystkiego pozostał Hoyt.

Na całe szczęście wciąż autorka potrafi umiejętnie wodzić czytelnika za nos i wciąż pobudzać naszą ciekawość. Nie zmienił się jej styl, to wciąż tak samo szybka akcja, wciąż ten sam bezbłędny styl który nie pozwala oderwać się od czytania. Do tego dostaliśmy troszkę więcej charakterystyki bohaterów, kiedy w poprzednim tomie wszyscy byli sprowadzeni do ogólników, tutaj możemy zaobserwować więcej relacji między postaciami, przez co możemy wszystkich lepiej poznać.

Zawiodło mnie zakończenie. Wydaje się napisane na kolanie, bez większej podbudowy, trochę na siłę. Mam wrażenie że autorka w pewnym momencie zorientowała się że albo zakończony tę historię w przeciągu kilku stron, ale będzie jej musiała poświęcić kolejny tom. Bardzo niesatysfakcjonujący finał, ale z drugiej strony nie wiem czy kolejny tom skupiony na tej samej historii potrafiłby się obronić.

Grzesznik - Teoretycznie to już trzeci tom cyklu Rizzoli/Isles, w praktyce jednak to chyba jest takie prawdziwe rozpoczęcie. W pierwszej książce Jane jest postacią jednak drugoplanową, a Maura pojawia się dopiero w drugim i to też gdzieś tam w tle. Dopiero w tej części obie Panie wiodą prym jako główne bohaterki i muszę przyznać że jest to całkiem interesująca kombinacja.

Z jednej strony wybuchowa Jane Rizzoli, z drugiej dla kontrastu bardzo rzeczowa i opanowana Maura Isles. Razem stawiają czoła kolejnej zagadce którą przygotowała dla nas autorka. Zawsze podobały mi się bardziej złożone, wielowątkowe sprawy, i właśnie z taką mamy do czynienia. Nie znamy motywu, nie mamy podejrzanych(chociaż muszę przyznać że sam morderca wydawał się dosyć podejrzany od samego początku), nie wiemy w jaki sposób łączą się sprawy nad którymi pracują nasze bohaterki.

Tess Gerritsen w umiejętny sposób połączyła wszystkie wątki i udało jej się to zamknąć z niezłym przytupem. Miałem co prawda podobne obawy jak przy ostatnim tomie że zakończenie może być trochę wymuszone, bo jednak przez długi czas wydawało się że do zamknięcia wątków zostało jeszcze sporo czasu. Autorka jednak potrafi wyciągać wnioski z wcześniejszych niedociągnięć i tym razem pomimo tego że sam finał był dosyć krótki, tak w zgrabny sposób zakończył wszystkie wątki.

Do tego po raz kolejny mamy do czynienia z tym bardzo luźnym, łatwym i przyjemnym do czytania stylem. Wciąż dostajemy te bardzo szczegółowe opisy autopsji. Tym razem, o dziwo, mieliśmy też okazję na trochę więcej prywaty, i poznania naszych bohaterek poza ich pracą. Miła odmiana.

Po lekkim rozczarowaniu tomem numer 2, tutaj wracamy na dobre tory. Oby tak dalej :)

Sobowtór - Muszę się chyba przyzwyczaić że książki Pani Gerritsen czyta się jednym tchem. Znowu bez marnowania czasu pomijamy wstęp i od samego początku znajdujemy się w oku cyklonu. Podoba mi się powrót do zabiegu z pierwszej książki tego cyklu, a mianowicie tych przerywników gdzie na chwilę mamy okazje bliżej poznać mordercę. W tym wypadku była to co prawda jego najnowsza zdobycz, ale wciąż takie przeskakiwanie między toczącym się śledztwem a kobietą która czeka na ratunek to świetne posunięcie. Wydawałoby się że to miejsce na oddech, ale nic mylnego - to tylko jeszcze większa dawka emocji.

Cieszyłem się gdy w ostatnim tomie Maura wreszcie awansowała na bohaterkę pierwszoplanową i cieszę się teraz gdy w ramach nadrabiana straconego czasu autorka poświęciła jej historii lwią część książki. Dowiadujemy się więcej o przeszłości Królowej Zmarłych, a tymczasem ciężarna Rizzoli przemyka gdzieś tam w tle wciąż wykonując swoją pracę. Podoba mi się też tempo w jakim Gerritsen powoli popycha ku sobie te dwie Panie. Nic na siłę, kroczek po kroczku, w zgodzie z ich charakterami. Niby nic się nie dzieje, a widać różnicę pomiędzy ich związkiem na przestrzeni dwóch tomów.

Zagadka sama w sobie okazała się dużo bardziej skomplikowana niż wydawało się na pierwszy rzut oka. Brawa dla autorki za wyprowadzenie mnie w pole kilka razy podczas czytania. Miałem kilka pomysłów, ale pod koniec wciąż nie byłem w stanie wszystkiego rozszyfrować. To się nazywa dobry kryminał :)

Autopsja - Porządnych książek w tym cyklu ciąg dalszy. Bo tak chyba najprościej określić tę pozycję - porządna. Tym razem autorka podeszła do sytuacji z trochę innej strony i podzieliła książkę na dwa etapy - przynajmniej według mnie - pierwszy z nich to cała akcja w szpitalu, odbijanie zakładników i odkrywanie prawdziwych kart tej historii i wtedy pojawia się część druga w której zajmujemy się właściwą zagadką tego tomu.

Paradoksalnie trochę lepsza wydaje mi się ta pierwsza połowa. Wydawał się świeża, w końcu ile to już razy szliśmy krok w kroku za detektywami i rozwiązywaliśmy kolejną już zagadkę? Cały czas to robimy, ta sytuacja była inna, była nowa, była po prostu sporym zaskoczeniem. Przez to dalsza cześć książki gdy wracamy już na utarte tory wypada trochę blado, ale trochę niesprawiedliwie jest się tego czepiać bo gdyby nie ten kontrast między pierwszą a drugą połową książki pewnie widziałbym to inaczej.

Pomimo tego że Jane Rizzoli została postawiona w zupełnie nowej sytuacji i cała akcja z dzieckiem zajmuje sporą część książki wydaje mi się że nasze bohaterki nie dostały tyle czasu ile powinny. Dużo czasu spędzamy z tajemniczą Milą, do tego wszystkie te polityczne i rządowe intrygi, domysły, teorie spiskowe... Wydaje się że całość jest trochę przeładowana. Nie miałbym nic przeciwko gdyby autorka rozbiła całość na pół i po rozwinięciu kilku wątków zrobiła z tego dwie książki.

Klub Mefista - Muszę przyznać że trochę znużyły mnie te wszystkie wątki "paranormalne". Uwielbiam fantasy, ale jednocześnie uważam że cały Klub Mefista i polowanie na demony po prostu nie pasują do tego cyklu. U Pani Gerritsen bardzo cenię szczegółowość, przywiązanie do detali, sposób w jaki konstruuje zagadki, zaskoczenia, tymczasem w tej książce postanowiła pójść w zupełnie innym kierunku.

Nie ma tutaj jakieś większej zagadki do rozwiązania, tak naprawdę cały "kryminalny" rdzeń nie istnieje, wszystko to co ceniłem w poprzednich pracach autorki tutaj zostaje odsunięte na boczny tor by zrobić miejsce na "czary-mary", interpretację biblii oraz ogólną rozprawę nad tym czym jest zło. Nie miałbym osobiście nic przeciwko temu ostatniemu, ale osadzenie tej dyskusji w takich warunkach odziera ją z realizmu.

Tak naprawdę to co najbardziej podobało mi się w tej książce to dalszy rozwój przyjaźni między Jane a Maurą. Mamy chyba po raz pierwszy do czynienia z sytuacją gdzie nasze dwie bohaterki otwierają się przed sobą, mamy prywatne pogaduchy, dzielenie się sekretami. Osobiście dużo bardziej niż polowaniem na demony byłem zainteresowany wątkiem Angeli oraz kolejnym pojawieniem się Korsaka. Brakowało mi tutaj po prostu zwykłego kryminału, porządnej zagadki, jakiegoś zaskoczenia które podważyło by moje przemyślenia względem finału. Tutaj zaskoczeń było jednak jak na lekarstwo, a te które były nie wywarły na mnie większego wrażenia.

Na całe szczęście wszystko jest napisane tym samym stylem co zawsze, co na szczęście ułatwia przebrnięcie nawet przez te mnie interesujące rozdziały. Mam nadzieję że to tylko mały wybryk autorki i szybko wrócimy do prawdziwego kryminalnego cyklu :)

Dolina umarłych - Ta książka zostawiła mnie z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony bardzo podobał mi się pomysł na sektę w dolinie, podobał mi się ten ciężki, przytłaczający klimat pustkowia w którym rozgrywa się większość akcji. Z drugiej strony jednak to ile czasu zmarnowano na sam wstęp, to ile czasu zmarnowano na przedstawienie nam postaci które koniec końców zniknęły bez żadnego większego wyjaśnienia już nie było takie zachwycające.

Właśnie cały początek książki jest jej najsłabszą stroną. Bardzo dużo czasu zajmuje autorce dotarcie do miejsca w którym zaczyna się akcja, co jest dla mnie sporym zaskoczeniem bo zwykle akcja toczy się od pierwszej strony i wydawało mi się że i tutaj Pani Gerritsen zacznie z wysokiego c. Może i nawet byłbym w stanie to przetrawić gdyby nie tak brutalne porzucenie wątku "turystów" z którymi jednak spędziliśmy trochę czasu i liczyłem że jest w tym jakiś głębszy sens.

Trochę dziwnie to wszystko się komponuje - z jednej strony ten niesamowity klimat, ta cała otoczka dotycząca sekty, zagadka której rozwiązanie finalnie wywraca wszystko do góry nogami, a z drugiej strony dużo niepotrzebnych wątków które zostają urwane bez słowa wyjaśnienia. Chyba jedynym ich pozytywem była ewolucja charakteru Maury którą mamy okazję poznać z innej strony, i może właśnie o to chodziło autorce, ale i tak uważam że można to było rozwiązać w inny, lepszy sposób.

Tak czy inaczej - podobało mi się. Pomimo niedociągnięć, pomimo żalu o kilka decyzji, wciąż byłem w stanie zatracić się w tej historii, a o to chyba chodzi :)

Milcząca Dziewczyna - Bardzo chwaliłem klimat jaki Tess Gerritsen zbudowała przy okazji poprzedniej książki. Zaśnieżone pustkowie w połączeniu z tajemniczą sektą tworzyło niesamowite napięcie które wydawałoby się ciężko będzie przebić. Jednakże udało się to już przy pierwszym podejściu. Bostońskie Chinatown, morderstwo sprzed lat i legendy o Małpim Królu? Mieszanka wybuchowa.

Sama chińska dzielnica ma w sobie coś niezwykłego, jej mieszkańcy kierujący się swoim własnym kodeksem, ich bardzo wyrazista kultura. Dokładając do tego niesamowicie skomplikowaną zagadkę która zaczyna się od martwej kobiety w czerni, przechodzi przez masakrę sprzed 20 lat, a kończy się na porwaniach nastolatek otrzymujemy niesamowitą historię.

Bo to właśnie chyba fabuła jest najmocniejszym punktem tego tomu - wydaje mi się że można byłoby wyrwać tą książkę z cyklu Rizzoli/Isles, obsadzić w jakichkolwiek realiach i wciąż mielibyśmy do czynienia z czymś wybitnym. Maura tym razem schodzi kompletnie na drugi plan, a nawet Jane pomimo bycia na froncie nie jest tutaj postacią centralną. Bo i w sumie nie o pojedynczych bohaterów tutaj chodzi - tylko właśnie o wszystkie tajemnice jakie kryją się za wydarzeniami z Czerwonego Feniksa.

Bardzo podoba mi się zakończenie, postać detektywa Tama nabiera kolorów, szkoda by było gdyby już więcej nie pojawił się w tym cyklu. Był całkiem interesujący od początku, ale po finale naprawdę mam nadzieję na więcej historii z jego udziałem. A może i nawet byłoby warto pomyśleć o osobnym cyklu skupionym na śledztwach w Chinatown?

Jak do tej pory chyba najlepsza książka w tej serii :)

------------------------------------------------------------

A fanów książek zapraszam - http://lubimyczytac.pl/profil/171813/karol ;)

  • 4 tygodnie później...

  • Posty:  3 403
  • Reputacja:   66
  • Dołączył:  26.08.2009
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

?url=s.lubimyczytac.pl%2Fupload%2Fbooks%2F260000%2F260124%2F397132-352x500.jpg

„Cyganie. Wiadomo co to za jedni…”

Podchodząc do kolejnej książki o tematyce obozów koncentracyjnych, myślałem że już wiem sporo i nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć.

Majgull Axelsson pokazała mi że jednak nie wiem o nich nic. Cała książka to bardzo smutna opowieść o tym do czego może doprowadzić chora ideologia oraz ludzka obojętność.

Gdy słyszymy słowo "Auschwitz" od razu na myśl przychodzą "Żydzi". Oczywiście byli tam jeszcze Polacy, czasami sowieci. Ale czy ktoś pamięta o Romach ? Nie.

Książka świetnie ukazuje tragedię tej nacji. Nacji z którą nikt się nie liczył przed, w trakcie, ani po wojnie. Dzisiaj bez problemu bym znalazł mnóstwo osób które życzyły by śmierci cyganom. Jednak czy każdy jest taki sam ? Każdy cygan to złodziej i żebrak ?

Warto sięgnąć po tę książkę by spojrzeć na to z innej strony i ponownie zadać sobie to pytanie. Szczególnie w dzisiejszych czasach, w czasach rosnącej nienawiści i rasizmowi.

Co do samej książki, pomijając genialną fabułę o której nie chcę pisać żeby nie psuć nikomu zabawy, to wydaje mi się że warto przeczytać ją również dla samego stylu pisania autorki. Jest on mocno chaotyczny, ciągle skaczemy między teraźniejszością, przeszłością i fantazją. Zazwyczaj taki styl czyta się bardzo ciężko,w tym przypadku jednak wchłania się go bardzo dobrze. Axelsson potrafi świetnie grać na emocjach, przez co każde zakończenie rozdziału jest jak koniec odcinka dobrego serialu, po którym albo nie możemy się doczekać kolejnego odcinka bo nie wiemy co się wydarzy, bądź dostajemy taką informację że nie jesteśmy w stanie wykrztusić nawet słowa.

Polecam.

#SmartFanZone

  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Ostatni, który umrze - Jak na moje oko - trochę przekombinowana książka. Mamy do czynienia z ciekawą historią, ale z jakiegoś powodu po prostu nie można się w nią wciągnąć. Może to złe wspomnienia wyciągnięte z Klubu Mefista, może to fakt że sama zagadka jest aż nadto skomplikowana. Bo dobrą zagadkę trzeba umieć interesująco poprowadzić, na nic kolejne fałszywe tropy jeśli będziemy wciąż zniechęcać czytelnika, a kiedy wypłynął wątek NASA i Watykanu to osobiście trochę odechciało mi się iść dalej.

Tess Gerritsen przeplata bardzo udane książki z tymi które mniej mnie interesują, i tutaj mamy do czynienia z tą drugą kategorią. Po dwóch ciekawych, bardziej mrocznych tomach, przesiąkniętymi ciężkim klimatem tutaj wydaje mi się że mamy do czynienia z dużo luźniejszą fabułą. Mamy te szkolne wstawki, mamy płaczących nastolatków, trochę gryzie mi się to wszystko z międzynarodowym spiskiem skupionym wokół znanego przestępcy.

Pomimo tego są też plusy - sporo czasu autorka poświęca naszym bohaterom. Mamy okazję na dalszy rozwój przyjaźni Jane i Maury, trochę więcej czasu dostaje Barry, gdzieś tam na drugim planie pojawia się też rodzina Rizzoli. Te wątki jakoś przyciągały mnie do siebie, gdy ten główny, mocno przekombinowany z klubem Mefista na czele wręcz przeciwnie.

Chyba w tym względzie jestem bardzo konserwatywny - jeśli to ma być kryminał, to obejdę się bez fantastycznych wstawek o demonach, i psychologicznych rozważań o podłożach zła. Szczególnie że w tej serii już sparzyłem się właśnie na Klubie Mefista, więc wyciągnie ich po raz kolejny nie jest niczym przyjemnym. Aczkolwiek jeśli komuś przypadł go gustu tamten tom, to pewnie i w ten wciągnie się dużo lepiej niż ja.

Umrzeć po raz drugi - Zdecydowanie solidna pozycja. Pomimo lekkiego zmęczenia materiałem czuć że autorka nie spoczywa na laurach i wciąż stara się nas zaskoczyć czymś nowym nawet w jedenastym tomie. Dwutorowa fabuła to co prawda nie pierwszyzna w pracach Pani Gerritsen, ale pojawiają się nowe horyzonty w postaci afrykańskiej dżungli. Przypomina mi to trochę książki Jo Nesbo gdzie jego bohater świetnie odnajdywał się w najbardziej abstrakcyjnych klimatach. Tutaj co prawda nasze bohaterki spędzają większość czasu w domu, a Afrykę widzimy głownie w retrospekcjach to i tak autorce udało się mnie kupić tym ruchem.

Co prawda sama zagadka mnie nie powaliła, zbyt wyraźnie od początku sugeruje nam się jedno z rozwiązań żeby tego nie przejrzeć i nie szukać prawdy na własną rękę. Momentami wydawało mi się też że autorka ciągnie zbyt wiele srok za ogon i nieustannie kluczy w konstrukcji tej tajemnicy nie pozwalając nam naprawdę się wciągnąć. Na szczęście jej luźny styl to rekompensuje i po chwili zapominamy o tych małych wadach.

Spodobały mi się nawiązania do historii Jane z pierwszych książek, zrobiło się trochę sentymentalnie przez te wszystkie podobieństwa. Wydaje mi się też że autorka pomimo wieloletniego doświadczenia ma problemy z umiejętnym dzieleniem zainteresowania czytelnika między głównymi bohaterkami. Na pierwszym planie znajduje się zwykle tylko jedna z nich, podczas gdy druga na ten czas zostaje trochę postacią drugoplanową. Ostatnie tomy wyraźnie można podzielić na książki o Rizzoli i książki o Isles. Chociaż kto wie, może tak ma być, może Tess Gerritsen obawia się że gdyby chciała zainteresować nas oboma to tak naprawdę nie przekonałaby nas do żadnej.

Tak jak pisałem na początku - książka wydaje się naprawdę świeża jak na 11 tom cyklu. Widać że autorka ma jeszcze zapas pomysłów i wciąż stara się sięgać po coś nowego. To dobrze, oby tak dalej w kolejnych częściach ;)

Kowal. Prawdziwa historia - Jest coś w tej książce co potrafi człowieka przyciągnąć do czytania. Nigdy nie byłem wielkim fanem piłki nożnej, ale historia Wojtka Kowalczyka naprawdę wciąga. Nie jest to może jakieś wybitne dzieło, ale przez swój bardzo prosty język, dużą dawkę humoru i rozbrajającą szczerość autora książka ta zostawia po sobie bardzo miłe wspomnienia. Kowal nie cukrzy swoim kolegom, potrafi bez ogródek napisać że pomimo tego że kogoś bardzo lubił nie uważał go za piłkarza wspaniałego, ba uważał go wręcz za zupełne drewno.

Ta szczerość może się niektórym czytelnikom nie spodobać, ba jako że posiadam to nowsze wydanie Stanowski który jest współautorem wspomina ile to razy obrywał od różnych zawodników czy trenerów za słowa Kowala. Ja to osobiście bardzo doceniam, bo przecież wiadomo że nikt nie jest idealny i nie zawsze ktoś uważany przez ogół za ikonę będzie tak samo odbierany przez każdą pojedynczą osobę.

Historii jest sporo, wszystkie równie interesujące. Pan Wojciech wydaje się naprawdę przyjaznym facetem z którym można by usiąść i podyskutować o wszystkim i o niczym przy piwku czy whiskey. I to właśnie chyba największa zaleta tej książki - jest napisana bardzo "przystępnie". Po lekturze ma się wrażenie jakby to wszystko usłyszało się bezpośrednio od autora podczas koleżeńskiej pogawędki, a nie przeczytało się na kartkach papieru :)

Spalony - O ile historia Wojtka Kowalczyka którą opisywałem ostatnio była wesoła, zabawna i niesamowicie optymistyczna, o tyle historia Andrzeja Iwana to jej kompletna odwrotność. Jest kilka zabawnych historii, autor wielokrotnie podkreśla że zarówno karierę jak i życie miał fajne, ale nie sposób zauważyć że nie wszystko przez co przeszedł było takie pozytywne.

Iwan szczerze opowiada o swoim alkoholizmie, o swoim uzależnieniu od hazardu, o tym jak wielokrotnie wpadał w kłopoty, o czasie którym spędził jako więzień w jednostce wojskowej, o próbach samobójczych etc. etc. Ponure wspomnienia mieszają się z tymi przy których ciężko się nie zaśmiać, wzloty następują równie często jak upadki a pomimo wszystko Groźny zachowuje do wszystkiego zdrowy dystans i nie ma problemu z przyznaniem się do błędu.

Tak naprawdę wszystko można ująć w dwóch słowach z oficjalnej zapowiedzi - poruszająca historia. Bo ta książka potrafi poruszyć nie raz, czasami pozytywnie, czasami wręcz odwrotnie. Świetna lektura, cieszy fakt że Pan Andrzej zakończył małym happy-endem. Taka mała iskierka nadziei na koniec się bardzo przydała.

-----------------------------------------------

Tymczasem wracam do sagi "Pieśń Lodu i Ognia" :)


  • Posty:  2 936
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  15.07.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

r8coa7gucl5c8.jpg

"Jak dużo możesz wiedzieć o sobie, jeśli nigdy się nie biłeś?"

Jestem w szoku.

To moje pierwsze zetknięcie się z tym autorem i muszę przyznać, że jestem oczarowany.

Rzadko zdarza się żeby autor wciągnął mnie tak bardzo, zupełnie średnią fabułą, żebym zjadł - delektując się - powieść w jeden dzień.

"Zupełnie średnia fabuła" - kontrowersyjna uwaga - zważając na to jak bardzo właśnie owa fabuła jest zachwalana. Natomiast według mnie, fabuła przypomina sytuację, w której ja wychodzę do sąsiada z naprzeciwka i proszę go żeby nakreślił mi - mniej/bardziej szczegółowo - powiedzmy tydzień ze swojego życia. Ja później to czytam i odkładam tekst. Fabuła "Fight Clubu" własnie na czymś takim polega.

Pomimo tego - oceniłem powieść wysoko ze względu na nietuzinkowy styl jakim operuje autor. Niesamowite. Narracja pozwala na interakcję autora z czytelnikiem i automatycznie wciąga nas w brutalny świat. Styl bardzo chaotyczny. Szczególnie dla tych, którzy; pierwszy raz spotykają się z tak niecodziennym tekstem bądź dla tych, którzy od takiego rodzaju tekstów zrobili sobie odpoczynek, zamieniając go na bardziej lżejszy, zwyczajny. Ja zaliczam się chyba do tej drugiej grupy, bowiem ostatnim autorem, którego czytywałem był King...

Palahniuk przekazuje w powieści wiele niebanalnej treści. Masę pytań, na które można odpowiedzieć dwojako. Poprzez ohydny i brudny świat, autor - niezupełnie dosłownie - opowiada o wolności, o wyrażaniu własnej osoby, o tym jak ogromny wpływ na człowieka może mieć drugi człowiek i wreszcie o tym, że nie warto być przeciętnym. Że należy coś po sobie pozostawić. Przynajmniej ja tak odebrałem tę lekturę. Wy zrozumieliście ją zupełnie inaczej? To dobrze, to świadczy o tym, że nie jest to płytkie dzieło.

tumblr_lkx5svmWd11qagaito1_400.jpg

 

 

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
    • KPWrestling
      KPW ARENA 32 SPRAWIEDLIWOŚĆ I PRAWO 13.03.2026 Wstęp 17:00, Start 18:00 KLUB NOWY HAREM 81-342 Gdynia, 3 Maja 28 Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie! https://www.youtube.com/watch?v=faPFQq8Od4INajlepsi polscy zawodnicy, goście z zagranicy, wielkie emocje, duża doza szaleństwa – rozrywka na najwyższym pozio
    • MattDevitto
      Już chyba wiem kto otworzy show w ringu
    • Kaczy316
      Triple H i niespodzianki, więc jak to jest w jego zwyczaju szykujmy się na najzwyklejsze show na świecie i mega przewidywalne, więc Gunther kończy karierę AJ'a, Drew broni tytułu z Samim w czystej walce, Pianek powraca i wygrywa RR Match, a Roman wbija z nr. 30 i też wygrywa RR Match  
    • MattDevitto
      To mnie uspokoił
×
×
  • Dodaj nową pozycję...