Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Diary Undersona - Chris Denver


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  625
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.05.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Radzę wam usiąść wygodnie i skupić swoją uwagę na każdym słowie, bo ta historia jest wyjątkowo wciagająca. Dotyczy pewnego młodego chłopaka z Portland który miał na imię … Chris Denver, lecz teraz znany jest pod zupełnie innym nazwiskiem. Wszystko zaczęło się kilka lat temu. Życie Chrisa nigdy nie było łatwe. Jego rodzice zmarli kiedy był w wieku 20 lat … od razu gdy wszedł w dorosłe życie musiał radzić sobie sam. Może właśnie dlatego tak szybko się pogubił? Nie minęło wiele czasu od śmierci rodziców gdy Chris postanowił opuścić rodzinne strony, poszukać szczęścia z dala od domu, od przytłaczających, bolesnych wspomnień. Właśnie tak znalazł się w Toronto, zawsze fascynował go niepowtarzalny klimat tego miejsca, można powiedzieć że sprzyjał mu w jego pracy, o ile można to tak nazwać … ahh! Czyżbym zapomniał wspomnieć że Chris miał dość nietypowe hobby? No taak, był … pisarzem. Może niezbyt utalentowanym, ale za to zapalczywym i miał wyjątkowo bujną wyobraźnię. Można powiedzieć , że do pewnego momentu radził sobie całkiem nieźle, mimo tego że nie cieszył się wielką popularnością zarabiał zawsze te parę groszy. Udało mu się znaleźć kobietę … całkiem ładna i przyzwoita dziewczyna, miała na imię … Lily? Zdaję się że Lily. Była to zdecydowanie najważniejsza kobieta w jego życiu, tym bardziej że musiał zapełnić pustkę która została w nim po stracie ukochanej matki. Kiedy już wydawało się, że wszystko układa się po myśli naszego bohatera, pewien dzień diametralnie zmienił jego życie. Było to mniej więcej tak :



 

- Denver, do mojego gabinetu.

 

- Tak, panie dyrektorze?

 

- Przykro mi to powiedzieć chłopcze, ale musimy stwierdzić ze po prostu przestałeś się sprzedawać. Ta twoja najnowsza książka nie zebrała ani jednej pozytywnej recenzji. Czy ty naprawdę sądzisz że ludzi nadal chcą czytać tandetne historie ćpających sportowców? To dobre dla emerytowanych golfistów, a my jesteśmy poważnym wydawnictwem. Obawiam się że nie możemy dalej kontynuować tego kontraktu

 

- Ale, jak to … że CO?! W umowie mieliśmy zagwarantowaną współpracę na 2 lata! Nie może pan mi tego zrobić, to moje jedyne źródło zarobku! Proszę o jeszcze jedną …

 

- Dostałeś już swoja szansę Denver, ale nasza cierpliwość też ma swoje granice. Niestety, ale sam musisz przyznać że nie byłeś najlepszy w tym co robisz. Nie masz po co więcej tu przyjeżdżać. Twoje rzeczy są spakowane, możesz je odebrać w recepcji …

 

Kolejną rzeczą jaką dało się posłyszeć był trzask drzwi. Chris biegnąc w stronę swojego skutera płakał bezsilnie … od zawsze miał to do siebie że rozklejał się bardzo szybko. Nigdy nie należał do ludzi silnych psychicznie. Wierzył jednak że uda mu się podnieść po tej porażce, przecież jest jeszcze masa wydawnictw! Nie miał jednak pojęcia, co ma powiedzieć biednej Lily …

 

- Kochanie, wró … Kochanie?

Dom był pusty, dosłownie pusty. Nie było śladu ani po Lily, ani po jej rzeczach. Na stole leżała karteczka :

Kochany Chrisie

Przepraszam, że nie powiedziałam Ci tego prosto w twarz. Najwyraźniej jestem na to za słaba, nie mogłabym po raz kolejny znieść widoku twoich łez. Przykro mi to mówić, ale z nami koniec. Już od dawna myślałam o tym, żeby od Ciebie odejść. Nie miałam w tobie żadnego oparcia, nawet finansowego. To że wywalą Cię na zbity pysk z wydawnictwa było tylko kwestia czasu. Ja już tak po prostu nie mogłam. Nie mogłam dalej być na smyczy człowieka, który nie jest w stanie zajść dalej … jestem jeszcze młoda! Potrzebuję wrażeń, a ty … zawsze byłeś tak nudny, przewidywalny. Kiedyś naprawdę Cię kochałam!

Lilian

Głuche łkanie rozległo się po opuszczonym mieszkaniu. To zdecydowanie najgorszy dzień w życiu Chrisa. Nigdy jeszcze nie czuł się tak bezradny wobec okrutnego losu. Nie miał pojęcia co robić dalej … wiec zrobił to co wydawało mu się najłatwiejsze. Poszedł w kierunku barku i wyciągnął flaszkę …



 

Chris pił 3 dni … praktycznie bez przerwy. Myśli kołatały mu się w głowie jak oszalałe … wiedział jednak jedno. To wciąż było mieszkanie Lily, więc prędzej czy później będzie musiał się z niego wynieść. Problem w tym, że kompletnie nie miał gdzie się podziać. Mieszkanie w rodzinnym Oregonie zostało sprzedane, a kasa którą miał z wydawnictwa w żadnym stopniu nie pozwoliłaby mu na wynajem mieszkania. Musiał chwycić się pierwszego lepszego źródła zarobku. Zauważył gazetę leżącą na stole. Wziął ją do ręki i zaczął czytać ogłoszenia

 

- Inżynier, wymagane studia , odpada … masażysta, kurcze, nie mam zielonego pojęcia o masażu … cholera jasna, myśl Chris, myśl!

 

Kiedy przerzucał kolejne strony zauważył ulotkę którą wypadła z pomiędzy nich. Podniósł ją i przeczytał ogłoszenie:

 

Chcesz sprawdzić swoją siłę? Uważasz się za prawdziwego mężczyznę? Uważasz, że przeżyłeś już wszystko? Sprawdź swoje umiejętności w prawdziwym ringu. Wolna Amerykanka – wszystkie chwyty dozwolone! Zapraszamy na turniej zapasów organizowany przez prawdziwą legendę tego biznesu! Zwycięzca … będzie miał szansę uczestniczyć w prawdziwym wrestlingowym tournee! Zapraszamy wszystkich chętnych! http://WWW.ACWRESTLING.COM

 

- Cholera jasna … to coś może być moją ostatnią deską ratunku …

Dodano:

Kolejną część historii przytoczy wam już sam Denver :



 

- No wiec … yyyyym, nazywam się Chris Denver, ale to już pewnie wiecie. Słyszeliście też zapewne jak potraktowała mnie kobieta, głupia su*a … w każdym razie znalazłem się w dołku, co ja gadam, wylądowałem w głębokim bagnie i potrzebowałem jakiejkolwiek gałęzi żeby z tego bagna wyjść, zanim mnie wciągnie. Ulotka, którą znalazłem u siebie w domu wydawała mi się być moim ostatnim kołem ratunkowym. Kiedy jednak patrzyłem na nią, nie mogłem powstrzymać natłoku myśli : „Przecież nie mam o tym zielonego pojęcia!”, „Oglądałem ten cały wrestling kilka razy w życiu i to za małolata”, „To zabawa dla prawdziwych facetów, a ja? Ciągle się rozklejam, zresztą … nie dam rady, jestem za słaby!”. Z drugiej strony, pomyślałem sobie, że gorzej już chyba być nie może … tak czy siak w końcu ogarnąłem się nieco i … możecie mieć mnie za wariata, ale, heh, rzeczywiście pojechałem na ten „niby turniej”. To zabawne, nawet nie wiedziałem jaka jest stawka, a jednak coś podpowiadało mi, że to jest właśnie to coś, czego mi potrzeba! W każdym razie wsiadłem na skuter i kierowałem się adresem podanym na stronie.

Budynek nie był zbyt piękny i okazały, tak jak go sobie wyobrażałem. To była zwykła hala sportowa, podejrzewam nawet że nie do końca przystosowana do takiego rodzaju zawodów. Mimo, że ten obiekt w żadnym razie nie wyglądał imponująco, nogi pode mną zmiękły. Ciało totalnie odmówiło mi posłuszeństwo, stałem jak wryty i patrzyłem się na klamkę od drzwi. Nie byłem w stanie jej sięgnąć, bałem sie tego jak cholera. Bałem się otworzyć drzwi, za którymi być może czekało na mnie moje nowe życie. Zamiast tego zacząłem płakać. Po raz kolejny łzy sączyły się z moich oczu. Zmiękłem. Spękałem. Jestem frajerem, tak, wiem. Ale doszedłem do wniosku ze wolę być frajerem chodzącym o własnych siłach. Kiedy już miałem zamiar odwrócić się na pięcie ktoś złapał mnie za ramię, odwróciłem się lekko i oto co usłyszałem :

 

- Oooo, kolejny fanatyk wrestlingu! Jak fajnie poznać człowieka z którym być może będziemy kiedyś walczyć w Tag Teamie! ACWRESTLING BABY WOOOO! Mam na imię Skip, a ty?

 

- Jee, jee ymm …. Chris …

 

- Bardzo mi miło Chris! Pewnie też już nie możesz się doczekać, co? Na pewno tak, tutaj wszyscy jesteśmy strasznie podekscytowani! Te wszystkie Slamy, Suplexy! Nie mogę się doczekać pierwszego match’upu! Ciekawe kiedy dostanę pierwszego shota, czy będę face’em czy heel’em ….

 

Nie miałem zielonego pojęcia o czym ten kretyn do mnie mówił … i nie wiem czy chciałem wiedzieć, wtedy poczułem niewyobrażalną chęć spieprzenia stamtąd jak najdalej, oby nie patrzeć na tego natręta. Niestety, ale mój nowy „przyjaciel” nieco pokrzyżował mi plany :

 

- Noo, dobra stary, nie ma na co czekać! W wrestlingu zawsze musisz być pierwszy, albo twój przeciwnik się do ciebie dobierze i wtedy jest po sprawie! Lecimy stary! Pozwolę Ci stanąć przede mną w kolejce!

 

Nim zdążyłem wypowiedzieć słowo, już nalazłem się w środku … dosłownie wrzucony przez tego posłańca. Braki w inteligencji wyraźnie uzupełniał siłą, prawdziwy byk, modliłem się żebym nigdy nie walczył z nim w tym jak od to powiedział … Tag Teamie! Jeszcze zrobiłby mi jakąś krzywdę … Skupiłem się jednak na innym ważnym szczególe, mianowicie na gościach w kolejce. To nie byli zwyczajni ludzie, a każdy różnił się od następnego. Niektórzy byli przypakowani i straszni wysocy, groźnie spoglądali na innych zawodników stojących przy recepcji, inni wręcz przeciwnie, raczej nieduzi, umięśnieni ale wyglądający na zwinnych. Najbardziej przeraził mnie widok paru gości w maskach, mówiłem w myślach „Oh, God, po jaką cholerę im te maski … czy one, zasłaniają blizny? Czy w tym ringu można nabawić się blizn na twarzy?!”. A ja nie chciałem mieć blizny. Problem w tym, że czułem ze nie ma już odwrotu, brnąłem w to dalej, dalej i dalej, olewając to co mówił mi stojący za mną Skip, choć i tak pewnie nie zrozumiałbym ani jednego słowa. W końcu kolejka doszła do mnie, a serce zaczęło mi bić szybciej niż kiedykolwiek. Za ladą siedział uśmiechnięty, najwidoczniej konkretnie zjarany, czarnoskóry rastaman.

 

- Witamy w ACWRESLING! Zanim będzie mógł pan udać się do szatni, musimy pana zapisać i założyć kartę wrestlera którą wyślemy do NRW – taki nasz Narodowy Rejestr Wrestlerów … dobra, pora lecieć z tym koksem, jak masz na imię stary? Przypominasz mi nieco naszego szefa A…

 

- Mam na imię Chris … Chris Denver.

 

- Cool name bro! Serio jesteś z Denver?

 

- Nie no … pochodzę z Portland …

 

- Oregooon, kitowe miejsce, lasy te sprawy … jako hometown wpisuję Ci Denver, tam przynajmniej można się zabawić If you know what i mean ^^

 

Nie miałem zielonego pojęcia o co mu chodziło …

 

- Dalej waga … hmmm, daje Ci maks 230 funtów

 

- Hej, koleś, jestem pewny że ważę więcej!

 

- Cicho tam! U nas każdy specjalnie zaniża sobie wagę, zresztą i tak nikt tego nie sprawdza. Wzrost, hmm, daję Ci 1.88

 

Przynajmniej tutaj się nie pomylił … ignorant.

 

- No i najważniejsze : Ring Name! Wybrałeś sobie jakieś fajne imię, zioom?

 

Kuuurcze, to tutaj można sobie wymyślić imię? Musiałem palnąć coś na poczekaniu

 

- Hmm, no to może … Ludzki Czołg!



- Hahaha, stary, nie no bez jaj! Czekaj, ty mówisz serio? Daj spokój gościu, to najgorsza kswyka jaką słyszałem … poczekaj zaraz coś wymyśle … o k***a! Mam, stary, mam! Piszemy … z taka ksywą rozwalisz każdego! Jeśli chodzi o muzykę to nie martw się, puścimy Ci jakis wyczesany hicior z radia. Trzymaj kluczyki – szafka 15, w środku znajdziesz wszystko czego potrzebujesz … Następny!

 

Powolnym krokiem zacząłem oddalać się od recepcji, gdy usłyszałem „Ej, zaczekaj na mnie”! Odwróciłem się i spojrzałem na rejestrującego się Skipa. Jego rozmowa wyglądała mniej więcej tak :

 

- … nazwisko proszę!

 

- Ohhh yeah! ACWRESTLING BABY WOOOOOO! Jestem znany jako Sin City Bull, The Biggest Wthing In the World …

 

- Spokojnie ziooom, wystarczy mi twoje imię I naziwsko.

 

- Jestem Skip!

 

- A nazwisko?

 

- Ummm, Sheffield!

 

Po wysłuchaniu tej niezwykle super zajebiście ciekawej konwersacji doszedłem do wniosku ze chyba jednak nie warto czekać na tego kretyna. W każdym razie udałem się do szafki i wyjęłem z niej torbę, w której rzekomo miało być wszystko czego potrzebuję. Szatnia w której znajdowała się moja szafka całe szczęście była pusta, więc czułem się właściwie nieskrępowany. Wyjąłem z niej białe rozciągliwe gacie, białe buty, ochraniacze i jakieś taśmy. Czułem się trochę dziwnie, te gacie i buty były dla mnie zdecydowanie za małe, nie miałem pojęcia które ochraniacze założyć na łokcie, a które na kolana … nie miałem pojęcia co zrobić z tą taśmą. W tym momencie do mojej szatni ni stąd ni zowąd wparował przebrany już Skip. Stwierdziłem że nie mam wyjścia, muszę poprosić go o pomoc.

 

- Siemanko brachuuu! Jestem już gotowy! Wiem już z kim będę walczył! Ale będzie radocha! JEP!JEP!JEP …

 

- Emm, słuchaj Skip, mógłbyś mi z tym pomóc?

 

- Peewnie stary, w końcu jesteśmy przyjaciółmi, na przyjaciół zawsze możesz liczyć!

 

- Skip, po prostu pomóż mi uporać się z tymi szmatami, ok.?

 

Kiedy już byłem „przygotowany” do wyjścia na ten ring, przypomniałem sobie że nie wiem o najważniejszej rzeczy. Jak walczyć? Jakie są zasady, co trzeba zrobić żeby wygrać?

 

- Słuchaj Skip … zdaje się że mam zajebiście wielki problem.

 

- No dawaj Chris, nie ma problemu którego nie rozwiązałby Sin City Bull…

 

- Tylko widzisz … emm, nigdy wcześniej nie walczyłem w wrestlingowym ringu i tak jakby … nie znam zasad?

 

- Stary, no nie gadaj że nigdy wcześniej tego nie oglądałeś! Przecież Ci wszyscy goście Cię zmasakrują! Ale jaja, nie no serio, myślałem że jesteś bardziej obcykany w temacie, w takim razie słuchaj. Kiedy zabrzmi gong, dozwolone jest wszystko oprócz bicia bo jajkach, dziubania w oczy i używania innych przedmiotów typa krzesełka pałki, wiesz o co chodzi? Miodzio, noo to widzisz, w ringu stoi sędzia, to taki przydupas w koszulce w paski … Emm, no właśnie, żeby wygrać musisz przyłożyć łopatki przeciwnika aż sędzia klepnie w ring 3 razy … albo założyć temu drugiemu kolesiowi dźwignię. Wiesz co to dźwignia, nie?

 

- No taa, pare razy oglądałem MMA …

 

- Słuchaj, MMA i wrestling to dwa zupełnie inne światy. Generalnie chodzi o to samo, kiedy przeciwnik odklepuje, zwyciężasz. Jednak z naszych dźwigni generalnie łatwiej się wydostać, jeśli nei możesz przełamać chwytu przeciwnika, wystrczy ze dotkniesz liny, wtedy sędzia przerywa dźwignię. Wszystko jasne?

 

- Na początek musi mi wystarczyć …

 

Wtedy Skip wyszedł z szatni. Właśnie wtedy dotarło do mnie, że chyba będę musiał trzymać się blisko tego ignoranta, bez niego jestem tu sam jak palec i na dodatek nie mam zielonego pojęcia o tym całym wrestlingu. Kiedy chciałem pójść za nim, drogę zagrodził mi mój znajomy rastaman.

 

- Stary, wiadomo już kto będzie twoim przeciwnikiem. Nazywa się El Mosquito i z tego co wiem ma spore doświadczenie, więc musisz na siebie uważać, ziooom. Jeśli chcesz mogę dać Ci bucha, dobrze Ci zrobi … bo twoja walka zaczyna sie zaraz.

 

Ooo kurcze, to był zdecydowanie najbardziej stresujący dzień w moim życiu, dziwię się że nie straciłem wszystkich włosów. Kiedy szedłem w stronę hali byłem cały czerwony, spocony … przerażony. Do momentu, w którym przekroczyłem próg hali …
  • Odpowiedzi 3
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Mr. Underson

    2

  • patryniu

    1

  • Kotleten

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  5 103
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

No historia, która nadawała by się na zrobienie z niej filmu. Przerażające losy młodego chłopaka, która musiał szybko stać się dorosłym. Traci pracę, kobieta go zostawia, pije kilka dni jak to facet i natrafia na okazję swojego życia. Okazuje się, że Sheffield jest jego przyjacielem i pomaga mu w biznesie znanym jako wrestling. Zbliża się jego pierwsza walka i jak na początkującego to pewnie będzie poobijany... Bardzo dobrze diary, wciągnąłem się w tą historię i z niecierpliwością czekam na dalsze losy Chris'a. :)


  • Posty:  1 260
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.11.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo fajny wstęp. Jak widać prowadzisz totalnego żółtodzioba, jak w moim diary :) To daje duże pole do popisu i wygodniej się pisze, gdyż gimmick dopiero co się kreuje. Czekam na dalsze części i jestem ciekaw, jak to się potoczy ;)

  • 5 miesięcy temu...

  • Posty:  625
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.05.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Hala nie była zbyt duża, jednak mimo wszystko przestrzeń w której się znalazłem totalnie mnie przytłoczyła. Było tam tyle osób ... wzrok każdego był wlepiony we mnie. Widziałem te oczy ... widziałem istniejące w nich rozczarowanie. Spodziewali się kogoś, kto dostarczy im rozrywki, tymczasem kogo dostali? Pisarza, który właśnei robi z siebie idiotę. Stałem przy wejściu jak wryty patrząc się wprost na ring. Zdobyłem się na odwagę i chwiejnym krokiem ruszyłem w jego kierunku. Gdy wchodziłem do ringu leciała jakiś tandetny przebój z radia, żenada. Czułem się naprawdę nieswojo. Powoli, po schodkach wdrapałem się na ring. Samo to sprawiło mi problem, w telewizji wydawało się to łatwiejsze. Mój oponent już na mnie czekał. Ten cały El Mosquito (czy jakoś tak) nie był zbyt umięśniony, ale wyglądał na doświadczonego i ogarniętego gościa który będzie już wiedział jak uprzykrzyć mi życie. Wtedy po raz kolejny zacząłem się zastanawiać co ja tu robię, lecz usłyszałem wydobywający się z głośników głos konferansjera



 

- Stojący w narożniku po mojej prawej stronie, pochodzący z Denver, Colorado, ważący 230 funtów, przed wami – Charis-Matic!

 

Charis-Matic … serio, chyba już wolałem ludzki czołg … co miała znaczyć ta dziecinada? Nie miałem czasu się zastanawiać, bo właśnie zabrzmiał gong.

 

Niczym sparaliżowany stałem patrząc się na swojego przeciwnika. Ten przyjął na chwilę dziwną pozycję, ale szybko się z niej wycofał. Prawdopodobnie zauważył ,że nie reaguję i zastanawiał się co mogę kombinować … no cóż, zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, że stoi przed nim totalny żółtodziób. W końcu ruszył do ataku z serią ciosów pięściami. Czułem że zaraz padnę z nóg, Mosquito bił mocno a ja nawet nie mogłem się bronić. Wtem, poczułem pod swoimi plecami narożnik. Gdy się tam znalazłem sędzia momentalnie zdjął ze mnie atakującego przeciwnika. Nie dał mi jednak odpocząć długo, wziął mnie za rękę i pchnął w kierunku lin (komentator : cóż za dokładny Irish Whip!), odbiłem się od nich, a po chwili miąłem bardzo bliskie spotkanie z ramieniem swojego rywala. Już wtedy leżałem na macie półprzytomny, a był to dopiero początek walki. No cóż, przynajmniej próbowałem. Leżąc tak, czekałem obolały na kolejny ruch Mosquito, jednak ten zamiast mnie atakować, położył się na mnie. What the Fuck? Kładzie się na mnie? O co tu do cholery chodzi? Jestem tu by dostać wycisk a nie leżakować sobie z jakimś dziadem. Wtem usłyszałem jak sędzia uderza ręką w matę krzycząc „Raz!”. Momentalnie przypomniałem sobie o tym co mówił mi Skip, powtarzając w myślach ”barki na macie, barki na macie”, wtedy usłyszałem „Dwa!” i niemal instynktownie zwaliłem z siebie przeciwnika(ochh, tak mało brakowało – Kick out!) Zastanawiałem się nad tym, czy dobrze zrobiłem, czy może nie lepiej byłoby zakończyć tą szopkę. W końcu zrobiłem ten cały Kick out … może to już coś? A może nie … w każdym razie gdy się ocknąłem widziałem że Mosquito nie zdążył jeszcze wstać. Postanowiłem przystąpić do ataku. Kiedy wyrwałem do przodu, potknąłem się. Co za niefart! Nie dość że dostaję wycisk to jeszcze sam muszę się okaleczać. Lądowanie miałęm jednak miękkie … bowiem głową padłem na pierś Mosquito. Wyglądało n to, ze on również odczuł to spotkanie. (komentator : cóż za dokładny headbutt!), w każdym razie postanowiłem pójść za ciosem i wymierzyłem mu cios pięścią. Niestety nieco się przeliczyłem, mój przeciwnik złapał moją rękę, po czym w dziwny sposób wyniósł mnie do góry, a zaraz potem leżałem na macie. Mimo to nie strąciłem przytomności (komentator : oto książkowy przykład Scoop Slamu!). Po raz kolejny ten pieprzony Moskit się na mnie położył, tym razem podniósł moją nogę do góry. W plecach czułem nieopisany ból. Stwierdziłem, że nie ma co tego ciągnąć. Nie nadaję się do wrestlingu. Dałem ciała. Po raz kolejny, całe moje życie to jedna wielka porażka. Jednak wtem, przed moimi oczami pojawiła się twarz Lilian. Wciąż słyszałem w swojej głowie te słowa : „zawsze byłeś tak nudny, przewidywalny”. Nie. Nie jestem. Nie jestem przewidywalny. Nie jestem przewidywalny i udowodnię wam to. Wtedy też momentalnie zwaliłem z siebie swojego przeciwnika. Wystrzeliłem do góry i stanąłem na nogi. Mosquit zaczął wykłócać się o coś z sędzią, a ja spojrzałem się naa publiczność. Jedna postać szczególnie zwróciła moją uwagę. Długowłosy blondyn, dobrze zbudowany, uważnie przyglądał się mojej walce. Nagle poczułem straszny ból w okolicy krocza. Momentalnie zgięłem się wpół i obolały runąłem na matę. Wciąż zdezorientowany usłyszałem dźwięk gongu. Auuuć. Ten posraniec walnął mnie w jaja! Co dalej?

 

- Here is your Winner, as a result of diqualification, Charis-Matic!

 

Wciąż nie byłem się w stanie ruszyć z maty, jednak sędzia podniósł moją rękę do góry. Wygrałem. Czy tak czuje się zwycięzca? Zdecydowanie nie. Czułem się poniżony, ośmieszony. Cały zgromadzony tłum buczał, rzucali do ringu śmieci. To był jeden z najgorszych momentów w moim życiu. Wtem zwróciłem ponownie uwagę na tego blondyna. Jako jedyny nie darł się skandując – Charis Sucks … patrzył się na mnie z życzliwym uśmiechem. Odwdzięczyłem sie tym samym, schodząc z ringu w kierunku wyjścia.

Gdy tylko opuściłem halę, dopadł mnie mój „znajomek” Skip :

 

-Stary,słyszałem że wygrałeś! Ale jazdaa, woooo! Wiedziałem że sobie poradzisz, masz talent, takie rzeczy się czuje. Ten Mosuito to niezły drań, często stosuje chwyty poniżej pasa, ale widzę że na kogoś takiego jak ty to za mało, co? Ej, mam pomysł? Może po tych całych zawodach udzielisz mi kilka lekcji? Dawaj zioom, będzie git!

 

- Emm, no wiesz, ja sam….

 

- Rewelka! No to jesteśmy ustawieni. Dobra mistrzu, muszę spadać, zostało mi jeszcze kilka tyłków do skopania! Cya!

 

Zniknął. Co za człowiek … nie mam nawet siły skomentować tego dziecinnego zachowania. Muszę odpocząć … nie, muszę stąd uciec jak najprędzej. To nie może tak długo trwać. Muszę …

 

- Ahh, tu się ukrywa nasz szczęściarz!

 

Ponownie ten Rastaman …

 

- Słuchaj, nie wiem, jakim cudem udało Ci się z tego wybrnąć, ale obawiam się, że z kolejnym przeciwnikiem nie pójdzie Ci tak łatwo. Nazywa się … Johnny. Nie daj się jednak zwieść ładnej ksywce, to prawdziwy skurczybyk. No ale mniejsza z tym, jeśli wygrasz, przejdziesz dalej, jeśli nie, koniec zabawy …. Aha, jeszcze jedno … ani myśl teraz stąd uciekać. Pamiętaj że jesteś pod wiążącym kontraktem aż do końca turnieju.

 

No to ładnie … w co ja się wpakowałem? Albo, co ważniejsze, jak się z tego wyplątać? Jedno jest pewne, na pewno nie wyjdę na tym dobrze …

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • KyRenLo
      Czyli znane już są oba Main Eventy. Cody vs. Randy i Punk vs. Roman: Szkoda Drew, bo jako mistrz mi się podobał i bardzo chciałem, żeby na WM wyszedł z pasem, ale WWE to WWE i zrobiło to, co uznało za bardziej stosowne.  Wreszcie Panowie zawalczą o ten tytuł:
    • Attitude
      Nazwa gali: WWE Friday Night SmackDown #1385 Data: 06.03.2026 Federacja: World Wrestling Entertainment Typ: TV-Show Lokalizacja: Portland, Oregon, USA Arena: Moda Center Format: Live Platforma: USA Network Komentarz: Joe Tessitore & Wade Barrett Karta: Wyniki: Powiązane tematy: World Wrestling Entertainment - dyskusje ogólne WWE SmackDown! - dyskusje, spoilery, wrażenia WWE RAW - dyskusje, spoilery, wraż
    • Attitude
      Nazwa gali: CMLL La Noche de la Amazonas Data: 06.03.2026 Federacja: Consejo Mundial De Lucha Libre Typ: Online Stream Lokalizacja: Mexico City, Distrito Federal, Meksyk Arena: Arena Mexico Format: Live Platforma: YouTube.com Karta: Wyniki: Powiązane tematy: Lucha Libre - dyskusje ogólne
    • -Raven-
      „Miejsce pod słońcem”
    • Bastian
      Bohater filmu "Zeroville", grany przez Jamesa Franco, ma swój jeden ulubiony film. Podaj jego polski tytuł.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...