Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

WCE Saturday Night CrashDay - Backstage


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  5 103
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Randy-Orton-Showing-Punch.png

*** Kamera włącza się, a obraz ukazuje Ortona! ***

Rock nie rozpędzaj się tak. Ta "nasza współpraca" tak jak powiedziałeś odbędzie się tylko tego wieczoru. Nie mam zamiaru wysłuchiwać tego jakiś Ty jesteś wspaniały. Dla mnie jesteś zwykłym zawodnikiem, z którym przyszło mi walczyć w tag team'ie. Nie odczuwam do Ciebie sympatii, ale tak jak dla wszystkich darzę Cię szacunkiem. Nie zawsze popieram Twoje zachowanie oraz to co robisz, ale zawsze jakiś tam szacunek do Ciebie mam. Potrafię zrozumieć to, że nie szanujesz ani nie podziwiasz mnie, ale nie będę potrafił zrozumieć naszej porażki. Ta wiadomość czai się w mojej głowie, ale raczej okaże się prawdą, gdyż jesteśmy w stanie ich pokonać! Jako zawodnicy różnimy się i to bardzo, ale to chyba nie przeszkodzi nam w pokonaniu naszych rywali co? Mam nadzieję, że nie wydarzy się coś, co mi się nie spodoba. Jest to tag team. Wejdziemy na ring jako partnerzy, a wyjdziemy jako zwycięscy oraz rywale. Na tag team partnera się nie nadajesz, ale jako "kolega" na jedną walkę już prędzej.. Oglądałem parę Twoich walk i muszę przyznać, że umiejętnościami dorównujesz Edge'owi oraz Triple H'owi, ale do mnie jeszcze dużo Ci brakuje! The Viper, The Legend Killer... Randy Orton! jest silniejszy, sprytniejszy, odważniejszy od każdego w tym biznesie! Znam się na tej robocie jak mało kto. Ale wracając do tematu to teraz chciałbym nawiązać do kogoś, którego dawno tutaj nie było. Edge nie wiem czy mnie słyszysz, ale mam dla Ciebie złą wiadomość. PRZEGRASZ! A właściwie przegracie! Nie potrzebuję Cię na ringu! Wolę abyś został w domu i odpoczywał, bo nie chcę Ci zrobić krzywdy. Chcę Cię po prostu oszczędzić! Mam dobre intencje. No ale jeśli jednak zdecydujesz się pojawić i popełnisz maleńki błąd to ja to natychmiast wykorzystam i pozbawię Cię złudzeń! Już zapomniałeś jak się walczy z takimi zawodnikami jak ja? Nie martw się, mogę Ci to w szybki sposób przypomnieć. Otóż zacznijmy, a zarazem skończmy na RKO! To będzie trwało tylko chwilę! Wchodzisz i bezpośrednio otrzymujesz RKO. Proste prawda? I to nie tyczy się tylko Ciebie, ale wszystkich, którzy będą mieli czelność stanąć mi na drodze do wymarzonego, odebranego mi mistrzostwa! Ciągle zastanawiam się co ty chcesz nam wszystkim udowodnić? Jesteś już stary, nie jesteś tak szybki jak kiedyś, Twoje zdrowie przy każdym upadku stacza się w dół, a ty idziesz na DNO, jak statek, w którym woda wypełnia jego wnętrze. Wiem, że pozory mylą, ale w Twoim przypadku te pozory są niczym jak cały Ty! Nie obchodzi mnie co czujesz, nie obchodzą mnie Twoje humory, liczy się walka, w której przegrasz! Nic nie wskazuje na to abyśmy przegrali tą walkę, więc mogę swobodnie powiedzieć, że jesteś stworzony do porażek. Wiele razy tłumaczyłem Ci, że jesteś słaby, ale ty chyba wciąż wierzysz, że masz 20 lat.. Myślisz, że dopiero rozkwitasz. Ale to jest błędna droga! Ta droga najwyżej może doprowadzić Cię do grobu, aniżeli do zwycięstwa! Wystarczy mała dawka mojej mocy, aby się uzależnić! Jestem na Ciebie uczulony, więc nie spodziewaj się miłego powitania! Od samego początku będzie rzeźnia i ona utrzyma się do końca, do końca, w którym wielkie Edge będzie musiał usłyszeć TRZY uderzenia w matę oświadczające nasze zwycięstwo!!! Twoje zachowanie i nastawienie raczej się nie zmienia, także przejdę do Twojego niby "partnera", który zapewne jak ja sądzi, że jesteś gówno warty! Triple H. The King of Kings? Really? The Game? Really? Powiedź mi dlatego wymyślasz sobie coś co kompletnie do Ciebie nie pasuje? Mówiąc kolokwialnie robisz z siebie większego klauna niż Ci co występują w cyrku! Serio. Na chwilę obecną jesteś w tej samej hierarchii co Edge i w najbliższych dniach nic nie powinno ulec zmiany. Chociaż nie jestem przekonany czy obaj możecie być na równi, bo wydaje mi się, że Edge jest o wiele niżej.. Widzisz? Jako, że Cię nie lubię to jednak stawiam Cię o wiele wyżej niż tego drugiego... Jak on tam miał? AA. Edge. Twoje ataki są jak cukierki, im więcej tym gorzej się czuję! Czuję zmęczenie, a nie bólu! Czuję, że się "napełniłem", ale nie najadłem! Realne jest to, że nie masz szans mnie pokonać! Fikcją jest to, że możesz mnie pokonać. Zapewne wytworzone przez Ciebie "świadomości" na wygraną są fikcyjne i jak najbardziej nie potrzebne! Powiedź mi, po co robić sobie nadzieję z czegoś co i tak się nie spełni? Możemy to nazwać niespełnione marzenia. Szokiem będzie to jeśli Rock osłabnie szybciej niż ty! To będzie jedyna niespodzianka tego wieczoru! Skoncentruję się na miażdżeniu Ci twarzy i obiciu ciał, a ty się zrelaksuj bo i tak nic nie zrobić! Dla Ciebie sytuacja jest beznadziejna, a właściwie dla was, gdyż będziecie partnerami co ledwo przechodzi mi przez gardło. Z całą surowością trzeba was tępić aż do samego końca, abyście nie mogli nigdy więcej powiedzieć, że to był wyrównany pojedynek, bo ta walka będzie niczym terroryzm Hitlera! Tak więc mam nadzieję, że dzisiejsze moje oświadczenie dało wam sporo do myślenia i po walce to nie wy będziecie oklaskiwani przez WCE Universe, tylko MY! The Viper, The Legend Killer... Randy Orton! & The Rock!

*** Na ekranie pojawia się zdjęcie żmii i obraz się urywa. ***

  • Odpowiedzi 271
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Marcineq

    27

  • Mr. Underson

    24

  • patryniu

    17

  • Housse

    17

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 025
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  29.10.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

scaled.php?server=252&filename=mickfoleys.png&res=medium

 

***Mick wchodzi do budynku, ubrany jest jak zawsze w garnitur oraz swój zadufany, czarny sweter. Idąc wzdłuż korytarza napotyka drzwi do sali treningowej, otwiera je i wchodzi do środka. Tam czeka na niego kamerzysta.***

 

Ho, ho, ho! Jak dawno ja tu nie byłem. Trochę sie pozmieniało...? Nie, nie wydaje mi się, ale nie obijając w bawełnę przejdźmy do sedna sprawy.

 

***Mick siada sobie na ringu i zaczyna mówić do kamery.***

 

Anderson! Anderson! Więc kto?! Oczywiście Anderson! Kto by inny mógł nie szanować, negować swoje słowa, wyśmiewać innych i tak dalej i dalej, aż do końca jego wypowiedzi, która wcale nie miała sensu. Dzieciaku! ... Chcę Ci tyle rzeczy przekazać, ale nie wiem od czego zacząć, skoro i tak większość z tego co powiem olejesz. Może tak... Bang! Bang! It's Cactus Jack bitches! Ann! Moja mała dziewczynko! Ile pięknych, durnych, głupich i jakże odważnych słów wszyło niedawno z twoich ust! Sądzisz, ze mnie nimi obraziłeś, jesteś dumny z siebie?! Chcesz za to dostać nagrodę "The Baddest Man on the planet" czy też "Asshole of the year". Sam nie wiem, więc możesz sobie wybrać. Lecz spokojnie naciesz się tą nagrodą, bo tylko tym jedynie możesz się aktualnie cieszyć, ja natomiast mogę się szczycić Flying Elbow'em z narożnika, dzięki któremu mam wpisane w mojej historii walka z Ann wygrana! Tak, jak mówisz, ty masz jedną wygraną na swym koncie, oraz ja mam. W sobotę kolejne nasze starcie, lecz tym razem obawa przed natarciem ogryzków z Destination jest zerowa, więc wreszcie mogę dać z siebie wszystko, a cieszy mnie to niezmiernie.

 

Denerwowałeś sie, nadonsywałeś się na tą skarpetę, ale przecież ja jej jeszcze nie użyłem... wciąż jest tutaj w mojej kieszeni... Jak na razie zakneblowana, aby nie pocisnąć Cię jak małego szczeniaczka, bo ty przy niej tylko taką osobliwością możesz być. Widzę, że jej nienawidzisz, denerwuje Cię ona, bo jak każdy dobrze wie, The Hardcore Legend Cactus Jack! Bez swojej miłej skarpetki nie był by legendą! A porównywanie mnie do innych legend jest nad nie miar idiotyczne. Hart, Steamboat, Snuka, Flair i inne pachołeczki to nie gwiazdy... no może inaczej. To są gwiazdy, nawet wysokiego kalibru, ale przecież ja również się do nich zaliczam. Może mnie aż tak nie wychwalają, ale to przez to, że ja jestem innym typem wrestlera. Moim priorytetem nie jest wygranie walki, pokazanie dobrego show i ogólnie doprowadzenie publiczności do ekstazy, czy innego gówna. Ja tam wchodzę, aby kogoś porządnie obić i co najwyżej pomóc w drobnym usunięciu zbędnej krwi z organizmu! Nie obchodzi mnie czy ty mnie szanujesz, czy też nie! Taki son of a bitch! Jak ja! Mnie nie interesuje szacunek, podziw, sława. Moim celem jest rozsiewanie lub też zasiewanie strachu. Moi rywale mają się mnie obawiać, bać się!

 

Możesz sobie wmawiać nie boje się! Nie! Nie boje się! Gówno prawda! Boisz się jak nie jedna mała skórkowana myszka, który kryje się pod stołem, czy też w dziurze! Takim czymś właśnie ty jesteś. Aby Ci to bardziej wyjaśnij powiem, że mysz to ty! A dziura lub stół, to twoje rodzinne miasto Green Bay... Jesteś głupcem! Co za idiota zaprasza wroga do siebie!? Legedna?! Chcesz nazywać siebie legendą popełniając takie błędy. Chyba śnisz... widzę, że za wysoko ustawiłeś sobie poprzeczkę startując w tej firmie na nowo. Powiadasz, że historia się nie liczy, nie obchodzi ona nikogo. Więc mnie również nie obchodzi mnie to, że byłeś dwukrotnym mistrzem tej federacji. Zapewne wtedy miała ona ogromny kryzys i dała pierwszą lepszą osobę na to stanowisko. W takim razie... kiedy z tobą już skończę, sam zamierzam stanąć na szycie tej federacji i wznieść jej najważniejsze złoto do góry i powiedzieć... "Champion is the only one, and that I am the champion"! Lecz przed tym wyniosłym i jakże ważnym wydarzeniem pokonam Ciebie na twoim terytorium i upokarza, jak i ciebie, tak i całą twoją publikę! Zobaczą, że znowu jesteś nikim, i że pokonał Cię dziadek z przerostem ambicji i...

 

***Foley wstaje z ringu, dłubie w kieszeni i nagle wyjmuje pana Socko! O dziwo wyjmuje do tego zapałkę i podala nią głowę Socko!***

 

Pal się pal mój maleńki!

Pozdrowię Cię z mej góry,

Kiedy udźwignę jej szczyt.

Dam Ci poczuć jej woń

Abyś nigdy nie był sam,

Bo jesteś tym jedynym

Którego chciał pan!

Bang! Bang!

 

 

***Skarpeta cała się wypaliła i przy okazji trochę oparzyła dłoń Foley'a. Po tym incydencie Foley kończy swoją wypowiedź.***

 

I wtedy Ty dołączysz do niego! Znikniesz razem z nim w otchłani tego świata, a ja Cię pochłonę i zjem. Wtedy juz nic z ciebie nie zostanie. Straszne prawda? Tak, to jest początek, zapowiedź tego co może sie z tobą stać. Już ponad rok temu zadarłeś ze złą osobą. Z pogromcą New Hardcore Evolution, z człowiekiem który nie obawia się śmierci i poświęceń. Pan Socko... był jedną z tych ofiar, ale ty lepiej uważaj aby jego duch nie nawiedził Cię podczas walki, bo wtedy dopiero będziesz czuł się skołowany! Bang! Bang! I na tym zakończy się twój żywot tutaj... pióro i atrament które piszą twoją opowieść znikną, skończą się, wypiszą, a wtedy nie pozostanie Ci już nic więcej jak odejść! Odejść w hańbie, smutku i żalu...

 

Po tym wszystkim zostanę tylko ja. Lecz zapamiętaj sobie na koniec jedno. Nie byłeś moim pierwszym rywalem i nie będzie ostatnim, który skończy jak zwykły wypalony papieros, którego jedynie będzie można przygasić obcasem obuwia. Nie tylko ty byłeś moim zagrożeniem i nie tylko ty upadniesz... Pamiętaj, że Cactus Jack ma oczy szeroko otwarte i w każdej sytuacji Cię obserwuje... nigdy nie będziesz sam. Ja zawsze będę przy tobie, aż do wypalenia się twojego żywota... A później będziesz słyszał w swojej małej główeczce jedynie jedno powtarzające się słowo i w kółko i w kółko, tak już do koniec końca... Bang! Bang! ... Bang! Bang! ... Bang! Bang! ... Bang! Bang! ...

 

*** Po tych słowach z niewyjaśnionych przyczyn obraz nam się urywa i jakoś nie można go już przywrócić...***

 

ahfo.png

 

luba_049.png

 

 


  • Posty:  317
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

shawn-michaels.jpg

 

Shawn ogląda wypowiedź Sheamusa

 

No no no, jesteś szybki Sheamus. Szybko szczekasz. "Duzy Biały"przypominasz mi takiego hmm... jaskiniowca. Jesteś taki prymitywny, walczysz o swoje jak dzikus, szkoda, że nie potrafię zejść na tak niski poziom, więc będe rozmawiał z tobą na moim. Patrząc na Ciebie przypomina mi się świetny film "Braveheart". Mógłbyś krzyczeć: "Mogą zabrać nam życie, ale nie odbiorą nam wolności!!!"Gdzie twoja maczuga, stary? Sheamus, you're just a piece of crap, a lack of a wrestler! Popatrz na siebie, jesteś drewniany, poruszasz się po ringu jak betonowy kloc. Popatrz na mnie, jestem jak cień, cichy, niepozorny, ale silny i szybki. Nawet nie będziesz wiedział jak doszło do tego, że Shawn Michaels wymierzył Ci Sweet Chin Music prosto w twoją rudą gębę. King Sheamus?

 

 

10680.jpg

 

 

Ja bym to określił jako jakiś powalony czarodziej. Sheamus, Sheamus, Sheamus, czemu zapychasz sobie głowę myślą, że naprawdę możesz mnie pokonać? Patrzę na Ciebie, słucham tego, co do mnie mówisz, ale żadnej z cech, które wymieniłeś odnośnie swojej osoby nie widzę w rzeczywistości. Jesteś zupełnie taki jak Chris Jericho. Jedyne, co umiesz powiedzieć o mnie, to to, że jestem stary. Nie sprzeczam się z tym, let's face it. Ale fakt, że taki szczeniak jak ty, który powalczył dwa lata i mówi mi, że ma doświadczenie i talent, no nie mogę tego pojąć. Gdybym dostawał miedziaka za każdego sztywniaka, który przychodził do tego biznesu, i mówił, że połamie mi kości, że mnie pokona i tak dalej i dalej, byłbym miliarderem. Sheamus, jesteś jednym z tych, którzy oberwą od The Showstoppera prosto w twarz! A, zapomniałbym... I've got two words for ya... SUCK IT!!!

 

 

Obraz kamery się urywa

Edytowane przez Gość

 

hbknasstowdokonczyckopia.png

 

 

 

 

WCE RECORD

 

 

 

7 wygranych - 2 porażki - 1 remis

 

 

 

 

WCE Continental Champion (21.04.2012- 08.07.2013)

 

 

 

 

00961d26dda1582220413f764d3f8845.gif?1312069593

 

 


  • Posty:  516
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  15.02.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

bound-for-glory-2010-20101007011040398.jpg

Na parking wjeżdża Aston Martin DBS. Z samochodu wysiada Mr. Anderson. Po przywitaniu z kamerzystą, Anderson zaczyna mówić...



 

Już myślałem, że się nie pojawisz, Micky! Em...chwila...spaliłeś swojego pomocnika...? Jesteś bardziej pokręcony niż myślałem, stary! Nieważne...Wiesz co? Może wygrałeś w ubiegłym tygodniu, ale teraz nie dam Ci tej satysfakcji! Zrobię wszystko co w mojej mocy żeby pokonać Cię w moim mieście, w Green Bay! Gadaj sobie co chcesz, ale jutrzejszy wieczór będzie należał do mnie! Nikt nie zdołał mnie jeszcze upokorzyć przed moimi ludźmi, ty nie będziesz inny, Micky. Prawdę mówiąc zaczynałem cieszyć się, że Cię nie ma, ba, miałem nadzieje, że już się w ogóle nie pojawisz, ale skoro już jesteś to możemy się zabawić...Myślisz, że to co robię to tylko gra...?! Myślisz, że robię to wszystko pod publiczkę...?! Błąd, Micky. Wielki błąd. Myślałem, że znasz mnie już trochę i wiesz, że naprawdę taki jestem. Nikogo nie gram, nikogo nie udaje i wcale nie chcę żeby ludzie uważali mnie za największego dupka na tej planecie. Najważniejsze, że...ja się za takiego uważam. Ba! Jestem taki!

 

Anderson zdejmuje marynarkę, zawiesza ją na krześle a następnie zaczyna krążyć po pokoju...

 

Micky, uważasz, że popełniłem błąd...? Uważasz, że nie powinienem zgodzić się na walkę z tobą w moim mieście...? Wręcz przeciwnie, stary. Słyszałeś o czymś takim jak totalna motywacja...? Pewnie nie słyszałeś, gdyż jest to termin wymyślony przeze mnie. Cóż, bardzo zależy mi na tym żeby Cię pokonać, nie ukrywam tego, ale kiedy dowiedziałem się, że Wrestle Championship Entertaiment zmierza do Green Bay...nie mogłem się powstrzymać. Wybłagałem pewnych gości w garniturach o jeszcze jedną walkę, o ostatnią walkę przed Apocalypsis. Zgodzili się. Nie zawiodę, Micky. Pokaże Ci co naprawdę potrafie. W ubiegłym tygodniu nie pokazałem pełni moich umiejętności, ale przysięgam Ci, że teraz będzie inaczej. To będzie przedsmak Apocalypsis! Hmmm...wait, wait, wait...poruszyłeś bardzo ciekawy temat, o którym właśnie sobie przypomniałem. Micky...nie udawaj. Nie udawaj, że nie pamiętasz czasów mojej dominacji w tej federacji. Owszem przeszłość się nie liczy, liczy się to co jest teraz, ale...ale mimo wszystko czy ktoś może zapomnieć o tym co zrobiłem dla tego biznesu? Pamiętam to jak wczoraj...pierwsza w historii gala PPV - New World. Randy Orton kontra Shelton Benjamin kontra...Mr. Kennedy...twój ulubieniec, obecnie znany jako Miiisteeeeeeer Andeeeeeersooon...hmm...do sedna. Czasy, kiedy zdobyłem WCE Championship po raz pierwszy były jednymi z najlepszych w historii tej federacji. Być może zdziwisz się tym co teraz powiem, ale...dopiero tutaj mogłem pokazać swój prawdziwy potencjał. Dość już o tym! Mój czas antenowy powoli się kończy, a lubię pogadać o dawnych dziejach.

 

Anderson sięga do kieszeni w jeansach, wyjmuje z niej...znaną z ostatniego przemównienia skarpetkę "ozdobioną" na kształt Micka Foleya...

 

Nie wiem jak twój Socko, ale mój SUCKo nie potrafi mówić. Wręcz przeciwnie, milczy jakby...jakby nie żył? Niemożliwe, przecież twój Socko to dusza towarzystwa, gęba mu się nie zamyka! Nieistotne...widzisz, Mick, ta skarpeta, którą trzymam w dłoni jest symbolem twojej porażki, symbolem twojego końca. Dobra, dobra, dobra, mówiłem wiele rzeczy, ale trzeba przyznać, że coś osiągnąłeś w tym biznesie...nie uznaj tego za komplement, w żadnym razie, ale...to już koniec. Los zetknął Cię ze mną, z człowiekiem, który upokorzy Cię przed całym światem. Nikt nie chciałby tak skończyć...dlaczego o tym mówię...? Może zapytajmy SUCKo...?! Jak myślisz, stary, dlaczego jestem taki pewny siebie...? Słyszysz...?! Hmm...dziwne...miałem nadzieje, że coś odpowie. Cóż, widocznie nie jestem aż tak pokręcony jak Ty.

 

Anderson zdejmuje Pana SUCKo z ręki i wyrzuca za siebie...

 

Nie możemy polegać na skarpetach. Cóż, Mick, zdradzę Ci pewną tajemnice, zdradzę Ci coś czego nauczyłem się jeszcze za czasów Destination. Kiedy byłem liderem najsilniejszej drużyny w historii tej federacji uświadomiłem sobie, że każdy jest do czegoś przeznaczony. Ja jestem przeznaczony do wielkich celów. Być może u konkurencji nie osiągnąłem zbyt wiele, ale tutaj...tutaj jestem kimś. Narazie obracam się w twoim towarzystwie, ale to się zmieni, Micky, zapewniam Cię. Mam przeczucie...inaczej...po prostu wiem, że mogę Cię pokonać, zarówno jutro na CrashDay jak i na Apocalypsis! Moim przeznaczeniem jest upokorzenie Cię, a może nawet zakończenie twojej wieloletniej kariery, Mick! Być może teraz Cię to śmieszy, ale zobaczysz, że Mr. Anderson nie rzuca słów na wiatr. Na mnie już czas, stary. Do zobaczenia jutro...w moim mieście...w moim Green Bay!

Późno troche, ale sie wyrobiłem przed północą :P

Dop. Luba Uj... ja też się wyrobię przed północą :D


  • Posty:  660
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

504tripleh.png

Na ekranie pojawia sie Triple H z mikrofonem w ręku.

 

Zanim zaczne swoją kolejną przemowę, a wy po raz kolejny zaczniecie gwizdać pozwólcie że wam coś pokaże. Co ja pieprze... po prostu zamknijcie jadaczki i oglądajcie, albo spieprzajcie stąd bo nikt was tu nie potrzebuje... Dalej nie kapujecie durnie o co mi chodzi? Czy tylko ja tu czegoś nie rozumiem... Powracam do tej federacji w jednym celu, z góry jasno sie określiłem co i kogo chce, a tu dostaje walke tag teamową z gościem, którego mam głęboko w dupie przeciwko jakiemuś przereklamowanemu aktorowi i gościowi, który potrafi sobie złamać rękę uderzając w mate, szykując sie do wykonania finishera? Może mi jeszcze nasz zajebisty zarząd powie, że Ci goście będą chcieli sie ubiegać o MÓJ pas na Apocalypsis? To są chyba jakieś jaja, jakiś pieprzony żart, który wam najwyraźniej nie wyszedł. Spodziewałem sie raczej normalnych decyzji ze strony zarządu, spodziewałem sie że w końcu dostane w ręce tą cholerną złotą małpe a na Apocalypsis odbiore swój pas... ale co sie odwlecze... Niech tak będzie, Rock sam podpisał na siebie wyrok na ostatnim CrashDay. Nie rozumiem jednego Dwayne, walczyliśmy już ze sobą tyle razy, tyle razy trafiłeś pod młot... po co ci kolejny łomot? Wiem co powiesz, właściwie już to powiedziałeś. "Skopałem Ci twój Candy Ass ku uciesze milionów durni na całym świecie i w ogóle to jestem zajebisty i ch***j". No tak, z tego sie nie wywine, bo wszyscy to widzieli... tylko co Ci po tym, skoro już tydzień po tej gali na następnym CrashDay dostane Cie pod młot i tym razem niekoniecznie skonczy sie to dla Ciebie szczęśliwie. Ostatnio dałeś rade, wypadek przy pracy, z resztą nie będe sie tłumaczyć przed bandą zakompleksionych grubasów. Wciąż nie moge jednak zrozumieć dlaczego tydzień temu, kiedy czekałem w ringu na Benjamina, zamiast niego wyszedłeś ty i zacząłeś ten swój durny monolog? Nie wiem, życie Ci niemiłe czy co... Chciałeś o sobie przypomnieć fanom wrestlingu? No tak Dwayne... spójrzmy prawdzie w oczy. Ty siebie jeszcze nazywasz The Rockiem? Wiesz kim tak naprawde jesteś? Zwykłą dziwką, która sie sprzedawaje każdemu kto sypnie troche grosza. Ty nie zasługujesz już nawet na miano The Rocka. The Rock odszedł bezpowrotnie na WrestleMani XX, potem już był Dwayne Johnson - dziwka, która idzie tam gdzie sypną więcej grosza. Powracając do tej federacji tylko potwierdziłeś to co mówiłem rok temu i to co mówie teraz. Zaczynałeś kariere jako wrestler i chociaż jako wrestler daremnie Ci szło to odkryłeś sie jako showman i dlatego zrobiłeś kariere w tym biznesie. Mówiłeś tym ludziom te wszystkie głupoty, a oni jak małe dzieci je łykali i kupowali Twoją postać, Twoje durne "peoples akcje" i kupowali wszystkie gadżety z twoim logo, albo Twoją facjatą. Nie było by w tym nic złego, ale jak widać lepsza kasa była z filmów i wypiąłeś sie na cały biznes. Teraz powraca wielki Dwayne Johnson bo co? Kasa sie skonczyła, trzeba sobie przypomnieć o starych frajerach, napewno jeszcze mają jakieś koszulki z "team bring it". Jak znowu sie wypromujesz tutaj to znowu znikniesz, bo na wielkim ekranie większa kasa... Jesteś po prostu żałosny Dwayne. Taka jest prawda, nie oszukuj sam siebie. Prawdą jest też to, że nigdy nie potrafiłeś walczyć, jesteś taki sam jak Cena, jedyne co potraficie to sie sprzedawać. Jak zwykłe dziwki i nią jesteś właśnie Dwayne. Twoim celem jest zarabianie kasy, taka jest Twoja natura i to potrafisz najlepiej. Moim celem jest pas mistrzowski i choćbyście nie wiem co zrobili ja i tak go zdobędę. Ponieważ to ja jestem The Game. Jeśli spróbujesz wejść mi w droge pożałujesz tego. To samo tyczy sie mojego drugiego opponenta na CrashDay.

 

Gość... dzieciak, który po tym wszystkim co przeszedł twierdzi że nie moge go pokonać... żenada. Kto jak kto, ale ktoś kto tyle razy oberwał młotem co ty Orton powinien jednak mieć troche więcej rozumu w głowie i powinien wiedzieć, że Triple H nie można powstrzymać, a każda próba dokonania tego może sie skonczyć tragicznie. Tak naprawde Randy wszystko co potrafisz, wszystko co wiesz, tego wszystkiego nauczyłeś sie ode mnie. To Ja cie stworzyłem Orton. Pamiętasz jeszcze jak debiutowałeś? Pamiętasz Evolution? To była ekipa... a pamiętasz co sie stało potem, kiedy stałeś sie najmłodszym w historii World Heavyweight Championem? Zdobyłeś pas dzięki mnie, ale wkrótce po tym sprawiłem, że żałowałeś tego jak niczego innego. Wiele razy próbowałeś wejść mi w droge Orton i za każdym razem obrywałeś za to młotem. Ty twierdzisz że nie moge Cie pokonać? Mówisz że WCE uniwerse po naszej walce będą was oklaskiwać... Jakoś mnie to nie dziwi. Choćbyście nie wiem w jak ciężkim stanie opuścili budynek, oni i tak będą w was "wierzyć". Prawde mówiąc mam to w dupie. Mam głęboko w dupie każdego z tych grubasów, tak samo jak w dupie mam Ciebie, Rocka i Edge'a. Interesuje mnie pas mistrzowski, a wy mi zawadzacie. Wy siłą staracie się znaleźć na moim celowniku, ale możecie sobie mówić co chcecie. Możecie sobie wmawiać tak jak nasze "WCE Uniwerse" że coś tutaj znaczycie, ale prawda jest taka że jesteście tylko pionkami w mojej grze o pas mistrzowski, a jeśli będę musiał to wyeliminuje was każdego z osobna po drodze.

Ja też jeszcze zdążyłem przed północą ;)
Edytowane przez Gość

 

2f78f3ef4e4c.png

339rkwo.png

2ep0e1v.png

 

 


  • Posty:  2 492
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  10.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

1119_Christian.png

[Christian włącza kamerę i zaczyna coś do niej mówić]

 

Jesteśmy już po tygodniówce Crashday, i muszę powiedzieć wogóle się nie namęczyłem w tej walce, to było prosta walka do wygrania i mówiłem wszystkim że ja wygram tą walkę bez problemu i tak się właśnie stało, bo jak wiecie ja nigdy nie kłamie i zawsze mówię prawdę. Jednak trochę się obawiałem go, bo nigdy z nim nie walczyłem, ale jednak udało się i jestem w następnej rundzie. Ja po prostu zniszczyłem Zigglera dosłownie w tej walce, on nie miał nic do powiedzenia w tej walce, tak na prawdę jak się z nim bawiłem w tej walce, może nie zauważyliście ale ja mu dawałem fory, bo gdybym mu nie dawał tego fory, to za pewno pojedynek by się zakończył, czy ja wiem może po paru minutach, co ja mówię po paru sekundach, gdyż on nawet nie dorasta mi do pięt, a tak walka trwała grubo ponad pięć minut. W następnej rundzie moim rywalem będzie Jeff Hardy, z tego miejsca chciałbym podziękować zarządowi WCE, że dali mi tak łatwego i prostego do pokonania przeciwnika, chyba nikt przed galę nie będzie stawiał że ten pojedynek wygra Jeff, bo ja jestem faworytem do wygrania tego meczu, już przed tym turniejem byłem faworytem do wygrania tego całego turnieju i zgarnięcia pasa IC. No kogoś ty pokonał w poprzedniej rundzie, a no tak Daniela Bryana, widzę że długo się męczyłeś z nim, słabiutko ja bym go rozwalił w minutą, przepraszam w niecała minutę, no jeśli ty się z nim męczyłem, to ja nie wiem czy ze mną masz jakieś szanse na wygraną, jeśli wytrwasz w tej walce więcej niż minutę, to ci pogratuluje bo kto ze mną walczy ten prawie nigdy nie wytrwał minuty walki, gdyż jestem taki dobry. Ja oczywiście cię szanuje, i wiem na co się stać, wie o tym że będzie mi ciężko cię pokonać ale jakoś mi się uda i znajdę się w finale tego turnieju.

 

Wiesz Jeff przypominam sobie że kiedyś walczyliśmy że sobą, no nie by to pojedynek jednego na jednego, tylko pojedynek co ja plotę to było pojedynki i było ich bardzo dużo, może ty to pamiętasz były to pojedynki Tag Teamowe, walczyliśmy przeciwko sobie parę razy, parę razy ty wygrywałeś ze swoim grubym bratem Mattem, my też razem z moim najlepszym przyjaciele Edge'm wygrywaliśmy kilka pojedynków z wami, ale ja sobie przypominam że to my razem z Edgem wygrywaliśmy więcej razy, ale oczywiście mogą się mylić. Już jutro w sobotę staniemy oko w oko, już nie powalczymy w walce Tag Temowej czyli jeden ja jednego, ja szczerze już nie mogę doczekać się tej gali i tej właśnie walki, bardzo dużo trenowałem przed tą walkę, bo muszę być przygotowany do tej walki, muszę cię rozgryźć, po oglądać twoje walki zobaczyć jak ty walczysz i może masz jakiś słaby punkt jeśli go masz to za pewno go użyje w naszej walce, również nie mogę doczekać się tej walki ze względu na to że chce już znaleźć się w finale tego turnieju, i nie obchodzi mnie to czy zawalczę w nim z Michaels'em czy Edge'm, ja jednak wolałbym zawalczyć z Shawnem gdyż wolę nie walczyć z moim przyjacielem Edge'm, bo gdybyśmy walczyli przeciwko sobie w finale tego turnieju, to jeszcze przed walką będziemy przyjaciółki, ale po walce już nimi chyba nie będziemy. Mam nadzieje Jeff że podczas naszej walki nic ci nie będzie, bo nie chce żeby zdarzył się taki sam akcydent jaki stał się podczas VC, kiedy to ty byłeś naćpany i nie zdolny do walki, bo wiesz ja chciałby z tobą powalczyć, i pokazać wszystkich że jestem od ciebie lepszy, nie owijać w bawełnę ja chce cię po prostu zniszczyć w tej walce, chce ci zniszczyć twoją nędzną karierę, przecież i tak nic ciekawego w niej nie osiągnąłeś, i przyrzekam że już nic nie osiągniesz, ja się o to postaram, i również postaram się o to żeby po naszej walce, zdjęli cię z ringu w noszach, no i również z hali oczywiście. Jestem pewniakiem do wygrania tego pojedynku, i już jutro w sobotę udowodnię wszystkim że to ja zasługuję na bycie finalistą tego turnieju, bo to ja jestem stworzony mieć ten pas IC, ja jedyny jestem godzien nosić ten pas na swoim ramieniu.

 

[Christian wyłącza kamerę i obraz się urywa]
lig48.jpg

 

 


  • Posty:  3 025
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  29.10.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

scaled.php?server=252&filename=mickfoleys.png&res=medium

 

***Późna godzina widnieje na zegarze w gabinecie, w którym siedzi Foley. Wygodnie poleguje sobie na fotelu opierając nogi o biurko. Włącza kamerę i zaczyna do niej mówić.***

 

Co się stało?! Ty tutaj znowu? Nie masz co robić w domu, że tylko szlajasz się po tym pieprzonym budynku i gadasz do takiej beznadziejnej kamery jak ta, którą mam przed sobą... Sądzisz, że jest to zabawne... Widzę po twoich oczach, tej chamskiej minie, że w ogólnie mnie nie szanujesz... Ok, przeboleje to, ale ty się mnie nie obawiasz, czy też zacząłeś tak szybko i płynnie mówisz aby jakoś uchować ten strach we wnętrzu siebie. Potrzebna Ci kolejna lekcja jaki to Foley jest straszny... Naprawdę?! Wytwarzasz sobie jakiś przyjaciół zwanych SUCKo... Co to w ogóle jest? Jakaś chińska podróbka mojego starego kumpla Pana Socko, czy też po prostu twoja przepocona skarpetka, pełna strachu i goryczy. Coś mi sie wydaje, że jest to, to drugie, bo to ani mówi, ani się porusza, w ogóle brak życia. Nie to, co kompan Socko... ten chłoptaś to miał dopiero werwę. Jak coś powiedział, czy krzyknął to od razu wszyscy milkli... Był on charyzmatyczny i w ogóle spoko był z niego gość! Ale teraz już go nie ma! Odszedł, a to wszystko przez Ciebie, zakało! Jak mogłeś to zrobić!? Pozbawić mojego najlepszego przyjaciela życia... Haha! Haha! Haha!

 

***Mick zaczyna się śmiać jak psychopata, po czym nagle przestaje i przechodzi do sedna.***

 

Ty! Ty próbujesz ze mną pogrywać... Chcesz abym wykitował przed jutrzejszą walka... Specjalnie to robisz... Lecz ja się nie będę tego obawiał, będę ponad to! Mowie, że będę ponad to! No słuchaj mnie ty idioto. To ja jestem twym panem... panem czeluści, otchłani, wszystkiego po trochu, jak i samego wnętrza piekielnego... Tak! Ja, Mankind! Jestem waszą ludzkością, przyszłością, jak i przeszłością... Uwolnię z czeluści piekła pana Socko! Powróci on na jutrzejsze starcie... Green Bay! Banda osób stojących za takim pionkiem jakim jest Ann, zobaczy coś czego jeszcze nikt nie widział. Jeden i niepowtarzalny Socko powróci z zaświatów. Sam po niego pójdę... a kiedy on powróci... Będzie pewien tylko jedno... będzie pożądał tylko jednej rzeczy... a jest nią...! Zemsta! Czysta, słodka i zawsze smaczna, jak i kojąca głód zemsta, która spadnie na Ciebie. Socko odpłaci się za to, co mu uczyniłeś. Tak jak cała hala widziała, nie był Socko w stanie walczyć w naszym poprzednim pojedynku, ja też nie miałem tej wystarczającej dyspozycji, czy można rzec odpowiedniej. Lecz teraz to się zmieni... Coś czuję, że ta walka będzie czymś nadzwyczaj mocnym. Jeśli oboje damy z siebie sto procent, to możemy się w tym ringu pozabijać... ale jeśli...! Będzie ze mną mentalnie jak i fizycznie ta mała, piękniusia pacynka. To szala zwycięstwa przechyli sie na moją stronę, a wtedy czeka Cię tylko jedno! ... Wiesz o co chodzi, domyślasz sie...? Tak, zgadłeś, głuptasku!

 

Dla Socko potrafię wnieść się na wyżyny mojej wytrzymałości, na krańce mego umysłu i dojść, aż do samego piekła po niego, więc Ciebie będzie czekać to samo! Może to piekła nie pójdziesz, ale jeśli wygram to... piekło... przyjdzie... po Ciebie! Frajerze! Hell in a Cell, to będzie stypulacja walki jaka będzie Cię czekać w następnej konfrontacji ze mną... ale już po tym całym cyrku... nie będzie żadnego rematch?! Proszę, wypromuj mnie, bo jestem największą legendą tej federacji, ale wiesz, że już aż tak dobry nie jestem, to potrzebuje promotora dla mojej sprawy... Nie! Nie będzie juz nic takiego. Kiedy z tobą skończę, będziesz leżał jak większość tych nieudaczników, osób które poległy walcząc o swoje, nie mających sił już na nic... kompletnie na nic. Normalnie życiowi losserzy! A ty niedługo dołączysz do nich. Nie będzie wtedy "please give me one more shot"! Wtedy to ja będę twym panem i jedyny jaki shot będzie mógł i chciał Ci dać to będzie strzał prosto w łeb... bo bez takich incydentów się nie obejdzie... Mankind dzierży całą ludzkością, tak jak i tobą, więc lepiej się nie wychylać nieproszony, czy nie pytany jak nie musisz... bo skończysz... sam już wiesz jak skończysz. Skończysz tak samo jak to miasto... Green... Bay...! Przygotuj się na wparowanie Mankinda do swojego serca. Otworzycie mi bramy, a ja je zatrzasnę i wtedy... wtedy zacznie się prawdzie piekło nikogo nie ocalę.

 

Wasz jedyny zbawca będzie leżał i kwiczał... pokryty smugą krwi i unoszącym się zapachem porażki, jak i dymu bólu. Kiedy zbawcy nie będzie, wy posypiecie się jak mur zbudowany z gliny, który po upływie lat i działań zamieni się w sam piasek, który będzie można zdmuchnąć, jednym małym dmuchnięciem. Co wy na to?! Przerażeni?! No proste, że tak... Kiedy były mistrz ulegnie, ja będę mógł kontynuować swe dzieło i będę się wspinał jak potwór z czeluści po drabinie chwały, aż wespnę się na szczyt! I stanę się waszym nowym królem! Pas WCE będzie mój! A świat będzie mógł się pogrążyć w ciemnościach mojej pychy, jak i zazdrości uczynieniu grzechu, czy... Nie ważne. Mogę jedynie powiedzieć na koniec znane wam zapewne powiedzenie, ale w tym przypadku to będzie oznaczało ukazanie się nowego proroka, który wszystko zrewolucjonizuje. A więc... "It will be the end of the world as you know it" ... Świecie! Przywitaj z otwartymi rękoma Mankind'a!

 

***Mankind po tych słowach milknie. Za to do głosu dochodzi Cactus Jack!***

 

It's will be your over, the most faked asshole in the world! Your end is coming! Bang! Bang! ... Bang! Bang! ... Bang! Bang! You know that's noise... Bang! Bang! ... Bang! Bang! ... Bang! Bang! ...

 

***Kamera poprzez kopnięcie, czy też potrącenie nogą się wyłącza i nasz obraz znika.***

Dop. Luba Chciałem zrobić z niego takiego psychopatę, ale chyba za bardzo przesadziłem... xD

 

ahfo.png

 

luba_049.png

 

 


  • Posty:  625
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.05.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

john-cena25.jpg

 

 

- Green Bay, Green Bay, Green Bay … tak strasznie mi was szkoda. Gdy patrzę na twarze tych wszystkich słodziutkich dzieciaczków siedzących na rączkach swoich rodziców … krzyczących Let’s Go Punk, let’s go Punk … żal ściska mi dupę aż przy samym gardle. Kiedy patrzę na to, jak niektórzy ludzie mogą być głupi … by ufać temu nieudacznikowi. By cały czas wierzyć jednemu małemu frajerowi, który sądzi że może kiedykolwiek pokonać NAJWIĘKSZĄ LEGENDĘ TEGO BIZNESU … bez uwolnienia swojej nienawiści. To takie żałosne Punk, to takie żałosne że mimo tego co z Tobą zrobiłem, przychodzisz do mnie po więcej. Więcej bólu, więcej cierpienia, więcej łez … w sumie pomału zaczynam Ci współczuć, stary. Myślałem że przez te wszystkie lata stałeś się miernotą, łajzą, tym czasem widzę że stoczyłeś się na samo dno … również dzięki mnie! Jesteś mi wdzięczny Punk? Jesteś wdzięczny za to że któryś to już piękny raz w swoim marnym życiu byłeś rzucony na kolana jak stara, wyciśnięta bezwartościowa szmata? Możesz być wdzięczny tylko sobie … za to że wpakowałeś się w sam środek piekła, żeby hmmmm … jak to ty powiedziałeś – zakończyć kilka niedokończonych spraw. I w tym momencie masz świętą rację .. tak przyjacielu, zapisz sobie w kalendarzu, że John Cena przyznał Ci rację. Przypomnijmy sobie co się wydarzyło na ostatnim CrashDay … jedziemy Punk! Od czego się zaczęło … No tak wyszedłem na ring, po czym zacząłem szydzić z tłumu niedomytych prosiaków w Green Bay … pamiętasz Punk co było potem? Przypomina mi się że jakiś frajer bezczelnie wszedł na scenę i nie pozwolił mi skończyć. Pamiętasz kto to był? Czy może był to Hulk Hogan? Nie? … a może Rocky Balboa? Też nie …. No dobra, do 3 razy sztuka … Oh Yeah, I know – it was Chump-Master Punk. Możemy przewinąć trochę tą historię … kiedy byłem już o krok od ponownego zdewastowania modry tej pokraki, pojawił się wielki BRET THE HITMAN HART! Wooow!! Tia, kolejny raz ktoś pojawia się w najodpowiedniejszym momencie by uratować twoją dupę … ale chwila! Pan Hart przychodzi z bardzo ważna informacją … stypulacja mojej walki z Punkiem na Apocalipsis. Hah … ale chwila. Czy ja się nie przesłyszałem? Czyżby General Manager CrashDay wybrał moją popisową stypulację? Znaki na niebie wskazują, że jesteś w gorszym gównie niż mogłeś się tego spodziewać Punk. W zbliżającym się Last Man Standing Matchu pokaże Ci, jak smakuje łomot spuszczony przez złote ręce legendy.

 

- Widzisz stary, odkąd się tu pojawiłem, nieustannie pokazywałem takim frajerom jak ty, że jestem prawdziwym łowcą, mam swój cel i zamierzam dążyć do niego za wszelką cenę. Jeszcze zanim tu dotarłem najważniejsze wyróżnienie Wrestle Championship Entertainment było mi pisane, a ja … jestem tu by dopełnić swoje przeznaczenie. Czy opóźnianie mojej walki o WCE Championship kolejnym starciem z tym samym frajerem jest w porządku? OCZYWIŚCIE ŻE NIE!! Mam zamiar udowodnić dziś paru osobom, jak wielki błąd popełnili wsadzając Cię do walki ze mną, jak wielki błąd ty sam popełniłeś, po raz kolejny stając do walki z największym skurwielem po tej stronie Atlantyku. Zostało Ci jeszcze trochę czasu, ale zobaczysz, że przeminie on szybciej niż zdążysz się przygotować … co ja gadam, nigdy nie będziesz gotowy na kolejne spotkanie ze mną. Nikt nie jest … bo nikt nie ma w sercu tej samej nienawiści co ja … tej samej nieopisanej rządzy sprawiania bólu. Z czego czerpię swój gniew … z odrazy jaką budzą we mnie ludzie, tacy jak ty, czy tacy jak WCE Universe, których ja jednak wolę nazywać nic nie wartymi wieprzami. Widzisz … ludzie w swojej głupocie wybierają dwa typy zawodników. Jeden z nich to wrestlerzy tacy jak ja : outsiderzy, oportuniści, dupki którzy nie zawahają się przed niczym by wzbogacić swój portfel o parę miedziaków czy skopać dupę gościa którego morda nie przypadłą im do gustu. Drugim typem wrestlera jesteś ty. Bohaterowie. Zbawiciele. Zaślepieni głupcy, którzy nie rozumieją, że nienawiść jest jedyną bronią którą można pokonać takie legendy jak „The Cold Heart”. Jednak taki podział istnieje tylko w wyobrazi tych matołów, którymi tak łatwo można manipulować. Nie istnieje dobro i zło. NA tym świecie istnieje tylko siła, i Ci którzy są za słabi by do niej dążyć. Ja zrozumiałem którędy prowadzi właściwa droga … zrozumiałem, że ludzie dzielą się na silnych i słabych, legendy i zwykłych frajerów, których bez problemu można złamać, zmusić do lamentowania. Na twoje nieszczęście ja posiadłem tę siłę Punk. Siłę która pozwoli mi stać na nogach, kiedy ty jak rozdeptana glizda będziesz bez ruchu leżał na glebie. Wtedy właśnie sędzia wykrzyknie symboliczne „10”. Tym razem będzie tak jak ostatnio, Nikt nie przyjdzie ratować twojej dupy, nie będzie żadnej konspiracji. Liczyć się będę tylko JA i moje zimne serce, które nie okaże Ci litości. To będzie po prostu jeden kolejny krok, który będę musiał postawić na swojej drodze po WCE Champiosnhip. Sądzisz że jesteś dla mnie wyzwaniem, że twoje słowa, twoje gry jak zniszczenie mojego auta osłabią mnie psychicznie. Błąd … jesteś zbyt pewny siebie, co już wkrótce Cię zgubi. Twój wrodzony egoizm ponownie sprowadza Cię prosto w moją pułapkę. Ta gra coraz bardziej zaczyna mnie męczyć … myślałem że będziesz bardziej inteligentnym przeciwnikiem. Nadzieja matką głupich … Tak czy inaczej, czekam na twoją odpowiedź Punk, nie mogę się doczekać aż kolejny raz doprowadzisz mnie do łez … rzecz jasna ze smiechu.

 

You Can Love Me, You Can Hate Me, but You Can’t Stop Me! You All Can See Me!!

 

Tha Champ is Here!

  • Posty:  1 150
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.11.2011
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Render%2B-%2BDaniel%2BBryan%2B%25C2%25B9.png

 

Na zapleczu widać idącego w stronę swojej szatni Daniela Bryana po chwili zauważa kamerzystę do którego podchodzi od razu i zaczyna mówić.

 

Witajcie moi fani. Jak widzicie na ostatnim CrashDay pokazałem że grzmi we mnie wielka bestia która przy pomocy fanów zniszczy każdego w ringu. Tak Ziggler zostałeś pokonany przez American Dragona nie wydostaniesz się już ze świata Daniela Bryana zostaniesz w nim po wieki skopałem ci ten ohydny tłusty tyłek to ja byłem w naszej walce perfekcją a ty tylko chciałeś zostać w naszej walce podróbką mnie ale ci się to nie udało. Dobra a teraz przejdźmy już do rzeczy na pewno zadajecie sobie teraz pytanie czemu dzisiaj przyszedłem pogadać. Przyszedłem pogadać z jednego powodu a tym powodem jest jak każdy wie najbliższa gala PPV Apocalypsis. Już na początku chciałem podziękować Generalnemu Managerowi Bretowi Hitmanowi za to ze dał mi szansę na to żeby skopać te śmierdzące, ohydne tyłki moich przeciwników a później zdobyć International Championship. Tak dobrze słyszycie zobaczycie mię na Apocalypsis w akcji !. Wiem cieszycie się że zobaczycie wrestlera z krwi i kości człowieka do naśladowania !. No to trzeba chyba wspomnieć coś o moich przeciwnikach nie będę tutaj gadał o każdym z osobno bo nie chce mi się tracić czasu na nich dla tego że mam ważniejsze sprawy na głowie niż jakieś durne opowiadanie o kimś bo po co ? Liczy się to co pokażemy w ringu a nie to co powiemy !. Ziggler ? Christian ? Michaels ? Jericho ?

 

Kamerzysta chcę coś powiedzieć ale Daniel nie daje mu dojść do głosu

 

No proszę cię Bret nie ośmieszaj się. Ja mam walczyć z takimi beztalenciami jak oni ? Myślałem że w walce się pomęczę wygram na ostatnich siłach ale jak patrzę na listy moich przeciwników w tejże walce to aż śmiać mi się chcę. Albo Bret jesteś głupi albo lubisz mię tak bardzo że dałeś mi takich debili żebym szybko bez większego wysiłku ich wziął za te ich majtochy i wyjebał na zbity pysk przez trzecią linę i cieszył się z tego że to ja zostanę pretendentem do pasa Kontynentalnego.

 

Nareszcie Bryan dał powiedzieć coś kamerzyście ten po cichu mówi Daniels ...

 

O widzicie zapomniał bym o tym niedorozwiniętym człowieku co nazywa się jakimś tam królem upadłych aniołów czy jakimś tam po prostu debil... jest to Christopher Daniels który na ostatnim CrashDay wszedł w nie odpowiednim miejscu i czasie za co ci się odpłacę to na ciebie czekam najbardziej Daniels to ciebie zostawię na koniec na wisienkę na torcie to ja zagram na Apokalipsie na tej twojej łysej pale. Mówisz że wszyscy będą przed tobą klękać ? Chyba tylko po jedno żeby zrobić ci laskę ups... sorry ty nie masz wybacz mój błąd. Myślisz że będziesz sterował ludźmi ? Jesteś w blendzie bo na Apocalypsis American Dragon pochłonie ciebie i tych twoich upadłych aniołów czy szatanów.. Już niedługo każdy z was, przekona się jak smakuje gorycz porażki !!

 

Daniel patrzy się w kamerę z otworzonymi bardzo oczami ale w pewnej chwili wybucha śmiechem a obraz z kamery się urywa.

Napisałem coś tam bo nikt nie pisze z rywali na backu i żeby się trochę rozkręciło coś tam napisałem.


  • Posty:  5 103
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.07.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Randy-Orton-Showing-Punch.png

*** Randy siedzi na kanapie i popija sobie herbatkę. W tym czasie włącza kamerę i mówi ***

Tyle chciałbym powiedzieć, ale brakuje mi słów. Może zacznę od rzeczy najważniejszej. Pomimo wielu gróźb oraz zwątpień od innych zawodników to właśnie ja zostałem jednym z czterech zawodników walczących o główny pas federacji, o moje złoto, które zostało mi bezczelnie odebrane, o to co mi się należy od początku. WCE Championship! Niedługo ten pas będzie u mojego boku!! Nie ważne co myśli sobie Triple H, Edge czy nawet Rock, pas wróci po kilku miesiącach do swojego prawowitego właściciela! Liczy się tu i teraz! Nie obchodzi mnie przeszłość. Nie ważne co zdobyłeś, z kim walczyłeś. To mogło być zwykłym fartem, ale w tej walce już żadnego szczęścia nie będziecie mieć, gdyż znajdziecie się w jednym ringu ze mną! Ale zaczynając od początku, bo nie jestem pewien czy wszyscy oglądali ostatnie CrashDay, chociaż myślę, że wszyscy to widzieli. Na ostatnim show nastąpiła ogromna zmiana. Pierwsza rzecz to nowy GM Bret Hart. Zarząd wreszcie znalazł drogę do rozumu i zrobili coś co powinni zrobić już dawno. Stosunek dawnego GM'a to zawodników była nie najlepsza. Na pewno Bret Hart zrobi wszystko co może, aby CrashDay było lepsze niż kiedykolwiek. A najważniejsze jest to, że zrobi wszystko co w jego mocy, aby PPV Apocalypsis było jednym z najlepszych. Ma swoją wizję świata, wierzy swoim poglądom i wygląda na to, że ten pan może zamieszać w federacji. Drugie ważne wydarzenie to moja wygrana... A nie sorry, "nasza" wygrana nad Triple H'em & Edge'm. To był przedsmak, zwykły początek tego co wydarzy się na PPV. Wszystko wygląda pięknie, wygrana i z tego powinienem się cieszyć, jednak brakuje mi czegoś... A no tak. Rock i, hmm. RKO!! Tego właśnie wtedy zabrakło. Ale nic się nie martwcie to czego tam zabrakło na 100% pojawi czy nawet wydarzy się na PPV!!

*** Randy wypiwszy herbatę, wstaje i pokazuje do kamery oficjalną kartę na Apocalypsis ***

Oto proszę walki, które odbędą się na PPV. Przeanalizujmy je wszystkie po kolei. A więc zaczynając od walki o pas interkontynentalny, a kończąc na Last Man Standing Match'u to NUDA! Nuda, nuda, nuda i jeszcze raz cholerna nuda! A ostatnia walka? No zgadnijcie. Triple H vs Randy Orton vs Edge vs The Rock - Street Fight Elimination Match. To będzie wydarzenie. To będzie spektakl. Największe gwiazdy w WCE zmierzą się w walce, która wyłoni nowego mistrza WCE! Walka już zapowiadająca się na 5 gwiazdek, a dlatego, że ja tam będę! The Viper, The Legend Killer... Randy Orton! Powiem wam, że gówno mnie obchodzi Rock czy Edge. Najważniejsze to zdobyć pas i wszystkim wykonać RKO! co będzie dziecinnie łatwe! Edge? RKO! Rock? RKO! Triple H? RKO! A jeśli ktoś spróbuje wejść mi w drogę to będę zmuszony użyć mojej tajnej broni, a mianowicie kopnięcia w głowę, z której nikt jeszcze o własnych nogach nie wyszedł! Zgadza się. Jestem gotowy poświęcić czyjeś życie, aby zdobyć coś co należy tylko do mnie! I nie jestem żadnym gburem nie liczącym się z niczyim zdrowiem, a nawet życiem. Walczę o swoje i zdobędę to! Jak to się mówi po trupach do celu. A w tym wypadku to się zupełnie komponuję. W zasadzie to ja już wszystko wyjaśniłem, więc mogę przejść do moich rywali. Może zacznę od.. od.. od. Triple H! To Twój pechowy dzień. Śmiało mogę powiedzieć, że Twoje spekulacje co do wygranej walki były tak błędny jak wygranie w Lotto. Chłopie i powiedź mi po co Ci były te słowa? Robiłeś sobie tylko nadzieję! Okazuje się, że nie można Ci wierzyć, a Twoje słowa są puste jak ty sam. Są bezwartościowe. Nie mają sensu! Oczywiście wielki HHH wiedział lepiej. No cóż. Wykiwałem Cię? Tak, to chyba dobre porównanie do tego co się wydarzyło. Jesteś słaby! Słaby! Słaby! Tak mógłbym mówić przez cały dzień, ale nie zamierzam, a wiesz czemu? Moim celem jest zdobycie pasa mistrzowskiego, a nie poniżanie takich ludzi jak Ty, którzy i tak całe życie mają pod górkę.. Jednym słowem wielkie BUU!! Tylko nad jednym się zastanawiam. Po ch***ja Ci ciągle ten "młotek"? Kochasz go? Bez niego nie możesz żyć? A co najważniejsze bez niego nie potrafisz wygrać i ty dobrze o tym wiesz. Uważasz się za wielkiego zawodnika, za większego niż ja, co jest wielkim oszczerstwem. Żmija potrafi kąsać, a młoteczek tylko wbijać gwoździe w ten Twój głupi baniak, znaczy głowę. Wydaje mi się, że to co powiedziałem wystarczy Ci do końca życia, ale oczywiście jeśli chcesz zgrywać wielkiego bohatera to zapraszam, chętnie się pośmieję! Jeden został w piękny sposób tak jakby odhaczony. Czas przejść do następnego. Pora na... Edge! Oj, oj, oj. Tyle mogę powiedzieć. Nie pojawiasz się, jesteś nieobecny. Szkoda mi Cię. A tak w ogóle po co ty jeszcze walczyć? Szczerze mówiąc to zajmujesz miejsce innym młodym zawodnikom, którzy zapewne są lepiej przygotowani niż ty. Na CrashDay zrobiłeś z siebie tylko pośmiewisko. O idzie, patrzcie, wielokrotny mistrz wagi ciężkiej.. I co z tego? Mam wiwatować? Przeszłość! Niegdyś może potrafiłeś pokonać Triple H'a, ale ani trochę nie zyskałeś w moich oczach. Jestem tym samym nieudacznikiem jakim byłeś i tego już nie zmienisz bo przeszłość jest za nami, przyszłość przed, a teraźniejszość to jeden wielki problem. A tym problemem jestem JA!

*** Randy patrzy na zegarek co oznacza, że musi już kończyć. Jednak zanim wyłączy kamerę chcę coś powiedzieć ***

Niestety czas mnie goni. Wiem, że nie zdążyłem powiedzieć wszystkiego i o wszystkich, ale nadrobię to podczas następnego mojego wejścia. Dopóki co, pamiętajcie, że to niedługo ja będę nowym mistrzem WCE!! The Viper, The Legend Killer... Randy Orton!

*** Obraz się urywa. ***


  • Posty:  516
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  15.02.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

mr_kennedy1.jpg

Kamera w locker room'ie Mr. Andersona. Anderson siedzi na kanapie i ogląda swoją ostatnią walkę z Mickiem Foleyem. Widać u niego skutek uboczny ostatniej walki z Foleyem - bandaż na głowie oraz rozcięty łuk brwiowy...

Green Bay, Green Bay, Green Bay...wiedziałem, że moja publiczność pomoże mi w pokonaniu Micka Foley'a. Od zawsze byłem tam traktowany jak król. Tym razem nie było inaczej. Jak się teraz czujesz, Mick...? Przegrałeś. Przegrałeś ze mną w walce jeden na jeden! Byłeś taki pewny zwycięstwa w moim mieście, ale widocznie przeliczyłeś się. Cóż...powiedziałbym "A nie mówiłem? " ale wiem, że i tak to do Ciebie nie dotrze. To był tylko przedsmak tego co stanie się na Apocalypsis, Micky. Jak wszyscy wiedzą zwycięzca naszej walki wybierał stypulacje do kolejnego pojedynku, tym razem na Apocalypsis. Jak wiesz, stworzyłem własną stypulacje, specjalnie dla Ciebie...Green Bay Horror Match! Niech nie zwiedzie Cię nazwa tej stypulacji, Micky, gdyż jest tak samo zabójcza jak i Ja. Zastanów się...czy na pewno chcesz stanąć ze mną w ringu jeszcze raz...? Czy jeszcze raz chcesz znosić to upokorzenie? Czy jeszcze raz chcesz poczuć smak porażki...? Wiesz...wielu ludzi pytało mnie dlaczego wybrałem taką stypulacje do naszej walki. Wielu z nich w moim rodzinnym mieście bało się, że dzięki temu odżyjesz. Wszyscy wiemy o twoich masochistycznych praktykach...wiesz co zazwyczaj odpowiadałem? Tacy goście jak on już nie odżywają. Jesteś na straconej pozycji, Micky. Wszyscy myślą, że skoro zmierzymy się w walce, w której liny owinięte są drutem kolczastym to nie mam z tobą szans. Bzdura. Już nie raz udowodniłem, że umiem sobie radzić w trudnych warunkach. Udowodniłem wszystkim krytykom, że niczego się nie boje, a na ostatnim CrashDay udowodniłem, że...że jesteś już eksponatem przeszłości, który nie nadaje się do zmagań w ringu. Jakoś w Green Bay nikt nie skandował "Let's go Foooooley" tylko "Leeeeet's Goooo Andeeeerson! " Właśnie tak, Micky! To dopiero początek! Dopiero teraz wyraźnie widać jak wielki popełniłeś błąd zaczynając ze mną! Jestem tym, który zabije legendę Micka Foleya! To będzie twój koniec, stary. Apocalypsis zbliża się wielkimi krokami i wiesz co...? Od dawna na nic tak nie czekałem. Chcę po raz kolejny stanąć z tobą w ringu i skopać twój wielki, stary zad! Właśnie tak! Już od początku mówiłem Ci, wręcz ostrzegałem, że nie powinieneś zaczynać konfliktu właśnie ze mną! Jestem młody, ale doświadczony, cholernie utalentowany, nie czuje strachu ani nie mam szacunku do nikogo, a ty...? Ty jesteś moim totalnym przeciwieństwem. Stary, mało utalentowany oraz nie potrafiący wykręcić dobrej walki bez tych swoich zabaweczek. Nie na tym polega wrestling, Mick! Rzeczywiście...jesteś zwykłym reliktem przeszłości. Poszedłem Ci na rękę. Ostatni raz daje Ci szansę na udowodnienie, że jednak na coś Cię stać. Nie myśl jednak, że dam Ci fory, staruszku...



 

Anderson odchodzi od ściany i pokazuje ręką na plakat Apocalypsis, na którym widnieje Mick Foley...

 

Spójrzcie na niego. Czy ktoś taki może mnie pokonać...?! Nie! Niemożliwe! Wszystkie znaki na niebie wskazują na to, że nie masz ze mną szans, Mick. Koniec jest bliski. Twój koniec. Pamiętam twoje ostatnie wypowiedzi, jeszcze przed naszą walką w Green Bay. Chciałeś mnie przestraszyć, chciałeś pokazać, że jesteś nadal tym strasznym gościem co kiedyś...wiesz co? W ogóle nie poczułem strachu, wręcz przeciwnie. Rozbawiłeś mnie, stary. Nie wiem czy zdołałbyś przestraszyć dziecko w piaskownicy, a co dopiero mnie. Świat się zmienia, Micky. Wszystko przemija, jednak ty dalej twardo stoisz przy swoich postanowieniach. Myślisz, że ludzie chcą oglądać staruszka w czerwonej koszuli, który biega po ringu z pałką owiniętą w drut kolczasty...? Bez jaj! Oni chcą oglądać takich jak ja! Młodych, przystojnych, utalentowanych...nie ma tu miejsca dla takich jak ty. Być może Hitman lubi twoje chore oblicze, ale nie uważam, żeby ten człowiek był odpowiednią osobą na stanowisku GM'a, dlatego pomijam ten temat. Udowodnię wszystkim po raz ostatni, że nie nadajesz się do tego sportu! Po tym jak już Cię załatwię, zamierzam po raz trzeci w swojej karierze zdobyć WCE Championship! Ten pas należy do mnie, jestem jego pierwszym posiadaczem w historii tej federacji. Kiedy już z tobą skończę Micky, wszystko wróci na dawne tory. Do Apocalypsis zostało niewiele ponad tydzień czasu...wykorzystaj ten tydzień na przygotowania, stary. Po naszej ostatniej walce powinieneś dojść do wniosku, że przyda Ci się trening, a może nawet aerobik, żeby zrzucić trochę tego ciałka, ale co ja tam wiem...jestem tylko człowiekiem, który pokonał Cię na ostatnim CrashDay (Anderson uśmiecha się w swoim cwaniakim stylu). Ok. Nie mam zamiaru marnować na Ciebie więcej czasu. Pamiętaj Micky...już niedługo...

 

Anderson odwraca się i odchodzi. Obraz z kamery urywa się...

  • Posty:  625
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.05.2013
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

32581_119625274741503_119575864746444_118119_1656577_n.jpg

 

- Yoo Yoo Yoo Yoo Yoo Yoo Yooooo !! Yooo Punk … a właściwie to, co z Ciebie zostało … Żyjesz? Czyżby moje słowa zadziałały tak mocno na twój nic nie warty umysł, że nie masz siły mi odpowiedzieć? A może najzwyczajniej w świecie … nie chcesz? Czyżby już teraz, w twoim sercu pojawił się strach? Teraz, kiedy na dobrą sprawę nic się jeszcze nie zaczęło. To strach przed nieuniknionym Punk, który ujawnia światu całą twoja hipokryzję, wszystkie twoje kłamstwa wychodzą na jaw. Te nic nie warte słowa, którymi karmiłeś nas tyle czasu, że możesz pokonać NAJWIĘKSZĄ LEGENDĘ TEGO BIZNESU, że jesteś „Best In the World”, uleciały niczym wiosenny wiaterek, spieprzający przed prawdziwym tajfunem, który symbolizuje moją miażdżącą siłę. Widzisz Punk, można powiedzieć o tobie wiele rzeczy. Ludzie mówią, że jesteś zwykłym cwaniaczkiem, potrafiącym jedynie narzekać, nie wysuwając żadnych wniosków. Ja twierdzę, że jesteś zwykłym frajerem którego facjata zbyt długo obrzydza mi życie. Ale nikt, nikt nie może powiedzieć, że jesteś, hmm, jak ty to mówisz … Najlepszy na Świecie. Gdybyś rzeczywiście był na tyle perfekcyjny, na tyle idealny jak obraz CM Punka który cały czas serwujesz, już dawno byś mnie pokonał … ale fakty mówią same za siebie stary. A fakty są takie, że John Cena jest Najlepszy na Świecie. Spójrz na mnie. Odkąd się tu pojawiłem, cały czas jadę po tobie jak po burej suce, skopałem twój nic nie warty zadek i pozostawiłem Cię leżącego jak nic nie warty gad, któremu dopiero co ktoś ukręcił przepełniony jadem łeb. Odkąd się tu pojawiłem … dominowałem, zacząłem od Ciebie, skończę na największym wyróżnieniu w WCE. Nie ważne kto zdobędzie te tytuł … czy będzie to Orton, Edge, The Rock, Triple H … każdy z nich jest taki sam jak ty … są słabi, pozbawieni nienawiści która sprawia, że moje zimne serce bije szybciej niż kiedykolwiek, że jestem w stanie robić rzeczy, na myśl o których kobiety mdleją a najwięksi twardziele odchodzą od zmysłów. Pomyśl sobie, że to wszystko wkrótce Cię czeka. Że cały ten syf wkrótce spadnie na Ciebie jak grom z jasnego nieba. Nim zdążysz zamknąć oczy, już będzie po wszystkim. Nie będzie litości, przebaczenia, liczyć się będzie tylko chwila. Ja, ty, moja dominacja i nienawiść. Już na Apocalisis … Nie będzie tak delikatnie jak ostatnim razem Punk … mogę Ci to obiecać.

 

- Last Man Standing Match … kiedy słyszę nazwę tej stypulacji, od razu przypominam sobie o pewnym nieudaczniku którego w takiej właśnie walce zniszczyłem … ej, CHWILKA!! Czy to nie był przypadkiem przyjaciel naszej atrakcji wieczoru, CM Punka?! Czy to nie był wielki Dominator, Dave Batista! Wybacz Punk, nie zrobiłem tego intencjonalnie. Nie zrobiłem tego z nienawiści do Ciebie … po prostu lubię jak tacy frajerzy jak ty czy on bezwiednie wierzgacie u moich stóp błagając o litość. Zawsze lubiłem napawać się cierpieniem innych. Jest między wami pewna różnica … widzisz, Dave był całkiem twardym gościem. Potrzebowałem nieco więcej czasu, by wykopać go na dobre z tego biznesu. Ty … to zupełnie inna bajka, mój przyjacielu. Gwarantuję Ci, że nasza walka na Apocalipsis będzie naszym ostatnim spotkaniem. Tak samo jak przed laty, nie zawaham się ani chwili by użyć całego swojego gniewu, wszystkich dostępnych środków, abyś podzielił los swojego kompana. Głęboko wierzę w to, że okażesz się tak samo słaby jak on … i nigdy nie podniesiesz się po porażce. Zobaczymy, jak poradzi sobie z tym, „Najlepszy Wrestler na Świecie” , bo w końcu tak się nazwałeś, nieprawdaż? Tak właśnie brzmi twoje największe kłamstwo. Twoja hipokryzja … jest taka żałosna, a jednak zabawna. To dla mnie swojego rodzaju fenomen. Uważasz mnie za swojego życiowego wroga, a jednak starasz się upodobnić do mnie. Bo tak się składa, że od zawsze byłem outsiderem, oportunistą, po prostu zawsze byłem najlepszy w tym co robię. Ale jedna rzecz zawsze nas różniła Punk. Nigdy nie potrafiłeś przyjąć swojego gniewu. Sztuka polega na tym, by go okiełznać … żyć ze swoją nienawiścią na co dzień, stać ją jak równy z równym, używać jej jako broni, broni, która sprawia, że byłem i jestem niepokonany. A teraz słuchaj uważnie, słowa które zaraz usłyszysz pochodzą z mojej nowej płyty :

 

Hej Punk, czyżbyś nie miał dość?

Ostatnim razem dałem Ci porządnie w kość.

Z moich rąk wciąż skapuje twoja krew

A ty biedaku, nadal nie wiesz, jak okiełznać swój gniew

Zrobię z Tobą to, co przed laty z twoim przyjacielem

Może wreszcie zrozumiesz, że przy Cenie jesteś po prostu zerem

Przejdźmy jednak do rzeczy, bez zbędnych konwenansów

Przygotowałem dla Ciebie film, miłego seansu :

 

 

 

 

You Can Love Me, You Can Hate Me, but You Can’t Stop Me!! You All Can See Me!

 

The Champ is Here!


  • Posty:  1 260
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.11.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

CM_Punk_Render_By_PSDD-Dipset11.png

 

CM Punk wchodzi do swojej szatni przebrany za naukowca.

 

Dobry wieczór. W sobotę odbyło się CrashDay i dowiedzieliśmy się wielu ciekawych rzeczy. Otóż CM Punk i John Cena zmierzą się na Apocalipsys. Mało odkrywcze, nie? Ale walka ta będzie miała stypulację Last Man Standing. Odkrywcze, nie? Jako naukowiec pozwoliłem sporządzić sobie pewną statystykę. Wynika z tego, że John Cena tylko raz przegrał walkę Last Man Standing Match i stało się to przez interwencję kogoś z zewnątrz. Mało odkrywcze, nie? A wynika to z tego, że John Cena lizał dupę każdemu pracownikowi WWE. Mało odkrywcze, nie?

Punk zdejmuje przebranie

Zapewne znów nawiążesz do tego, Cena, że się przebieram, no ale cóż. Ty lubisz lizać tyłki, a ja lubię się przebierać. Ty lubisz udawać kogoś, kim nie jesteś, a ja lubię śmiać się z takich ludzi. John, przegrałeś tylko raz i to dlatego, że znudziłeś się zarządowi. Najwyraźniej już nie dawałeś z siebie wszystkiego w lizaniu, ale nie wnikam. Na razie przypomnijmy sobie CrashDay. Najpierw wyszedł nasz były ulubieniec - John Ceeeeeeenaaaa! Od razu zjechał publiczność i gadał jakieś głupoty. Siedziałem sobie w swojej szatni i patrzyłem, jakiego błazna robi z siebie John. A więc wyszedłem, pogadałem to i owo i... Zobaczyłem strach w oczach Ceny wtedy, gdy zagroziłem walką już teraz, a gdy się na niego rzuciłem, w jego oczach była tylko bezradność i niemoc. To nie był ten sam John, który mnie pokonał na CrashDay. To był ten John, który dostawał ode mnie po tyłku na letnich PPV. Cena przypomniał sobie, jak to jest być tym gorszym. Jak to jest być tym przegranym. To uczucie będzie mu towarzyszyło również na Apocalipsys, ale wróćmy do soboty. Gdy się tak lałem z Ceną przyszedł Hitman! Jest to nowy GM CrashDay i od razu podjął wspaniałą decyzję - Dał mi szansę, aby Cena leżał u moich stóp wyliczany do 10. Można powiedzieć, że dostałem drugą szansę, Cena. Na CrashDay z tobą przegrałem, ale ZAWSZE się rewanżuję i dostałem szansę, aby zrobić to w niezwykły sposób i tak też uczynię! Wiesz, każdy ma swój cel. Ty możesz chcieć być WCE Championem i ja to rozumiem. Musisz jednak wiedzieć, że moim celem nie jest żaden pas, no ale być może Intercontinental... Wróćmy do tego, co mówiłem. NIEKONIECZNIE moim celem jest tytuł mistrzowski. Jedyny tytuł, którego ja oczekuję, to pogromca Johna Ceny - CM Punk. O ile się nie mylę ostatnim razem przegrałeś w Last Man Standing Matchu. Tak więc czemu jesteś przekonany, że wygrasz? Ja również przegrałem z drugim dupolizem, czyli Randym Ortonem, ale o nim kiedy indziej. Nasze szanse są równe. Ja nie jestem... Jak ty to nazwałeś "Bohaterem" z wyboru. Ja po prostu wiem, że ludzie mnie potrzebują i chcą mnie. Chcą najlepszego wrestlera na świecie, chcą ich zbawiciela i chcą gościa, który dwukrotnie uśpił Johna Cenę latem. Gdyby nie było zła na świecie, nie byłoby dobra. I to jest prawda. Prawdą jest też to, że zła wcale nie ma. Są tylko ludzie ułomni, którzy chcą wyróżnić się swoim zachowaniem i taką osobą jesteś ty. Rzecz w tym, że nie jesteś zły. Nikt nie jest zły. Jesteś człowiekiem zagubionym. Co prawda od zawsze byłeś kłamcą i wrednym lizusem, ale nie można było powiedzieć, że John Cena jest zły. Ja też nie jestem dobry. Ja po prostu próbuję pokazać ci, że nie postępujesz zgodnie ze swoim sumieniem, że postępujesz wbrew sobie i próbujesz uwiarygodnić swoją złość poprzez walki ze mną. To JA jestem zbawicielem i chcę ci pomóc, nie chcę wcale sprowadzać się na drogę dobra i miłości i żebyś rzygał tęczą. Chcę byś zrozumiał, że nie musisz mieć na sobie kilkunastu kilogramów łańcucha, ale po prostu żebyś był szczery w tym, co robisz, bo nikt nie kupuje Johna "Skurwiela" Ceny. Nie boję się ciebie ze względu na to, co zrobiłeś z Batistą. On nie miał na ciebie sposobu. On nie był zbawicielem. Wiem, na czym polegał jego błąd i ja go nie popełnię. To MOJĄ rękę wzniesie sędzia, aby pokazać, że wygrałem, a John Cena po raz drugi z rzędu będzie musiał przyznać, że przegrał Last Man Standing Match. Gdybym chciał przed tobą uciec, już by mnie tu nie było. Ale jednak widzisz, że jestem tutaj. Jestem w tym samym budynku, gdzie też zapewne jesteś. Mógłbym już teraz iść do twojej szatni złapać cię za szyję i pobić do nieprzytomności tak, że sam bym cię odliczył do 10. To żaden problem, prawda? Tak samo ty mógłbyś zrobić. Różnica między nami jest taka, że ty tego nie zrobisz, bo się boisz, a ja tego nie zrobię, ponieważ chcę, żeby każdy to zobaczył, bez wyjątku. To zabawne, co mówisz, bo wspomniałeś, że gdybym był najlepszy na świecie, to bym cię dawno pokonał. I po raz setny muszę przypomnieć Summerslam oraz Money in the Bank. To już było dość dawno i każdy pamięta, czym się skończyło. Ostatnim obrazkiem naszej walki był nieprzytomny i uśpiony John Cena. To ja byłem wtedy najważniejszy, a ty byłeś kojarzony, jako moja ofiara. Podobało mi się to i z wielką przyjemnością to powtórzę. Muszę przyznać, że nawet jeśli jestem faworytem publiczności, to obawiają się o mnie. Kochani wszyscy, nie musicie się o mnie martwić. Spodziewacie się zwycięstwa Johna, ale rozpatrzmy to z innej strony. Nazwa naszego PPV oznacza apokalipsę. Czyż nie jest to świetny czas, aby dla John Ceny był to czas apokalipsy? Nawiązałeś do Batisty, Johnie Ceno. Nawiązałeś do tego, że leżał u twych stóp, ale widzę, że dwa Go To Sleep w lecie to za dużo i straciłeś pamięć. Wszyscy dobrze wiemy, że wykazałeś się wtedy tchórzostwem i związałeś Dave'a. Nie ma w tym nic bohaterskiego i czegoś, czym mógłbyś się pochwalić. Obawiałeś się go i wiedziałeś, że jeśli czegoś nie wymyślisz, to zaraz ty będziesz na deskach. Dlatego pokazałeś swoją dwulicowość i tchórzostwo. W walce ze mną nie dam ci dojść do pokazania, jak wielkim tchórzem jesteś. Ja nie będę już chciał kolejnej walki z tobą. Apocalipsys to data, gdy John Cena ostatni raz błaga o litość CM Punka i ich drogi się rozchodzą. Potem każdy pójdzie w swoją stronę i to będzie ostatni akt konfliktu CM Punka i Johna Ceny. Konfliktu, w którym zwycięża prawda, szczerość i najlepszy wrestler na świecie, czyli CM Punk!

  • Posty:  2 351
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.01.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

aerostarjlkhjy.jpg

Aerostar włącza kamerę...

Buenos dias! Witam was serdecznie z szerokim uśmiechem na twarzy jak widzicie. Ohh, jak to dobrze. Jest świetnie, zawsze wszystko układa się po mojej myśli, jednakże niekiedy pojawiają się drobne przeszkody z którymi i tak sobie radzę. Jak do tej pory jednak wszystko w stu procentach układa się tak jak sobie wcześniej założyłem. Jak doskonale widzicie grubaski Santo nie ma czelności pokazania się przed kamerą. Pojawia się jedynie na CrashDay. On nosi maskę zupełnie z innego powodu, aniżeli ja. Aerostar, prawdziwy, uczciwy i lojalny wobec swojego kraju luchador nosi maskę ponieważ to nasza meksykańska świętość i kultura. Santo jednak ubiera swą maskę z zupełnie innego powodu. Jest on jak już wiele razy powtarzałem zdrajcą. On wstydzi się swojej twarzy ponieważ wie, że jest nikim, wie że ze mną przegra przy pierwszej, lepszej okazji. Niestety, taka jest prawda amerykańskie pieski, uwierzcie mi. Jeśli jednak znów czujecie się wielce obrażeni to wytłumaczcie dlaczego ten "bohater" nie śmie pokazać się przed kamerą? Brak honoru... Ten człowiek wkopał się w niezłe gówno i teraz wstyd mu się z tego wycofać, tchórz! Nie chciałem z tobą Sano nawiązywać dyskusji podczas ubiegłotygodniowego CrashDay. Sposób w jaki rozpocząłeś ze mną rozmowę nie był na moim poziomie. Był on na poziomie człowieka zagubionego, który mówi co mu ślina na język przyniesie. Chciałem opuścić ring bo wiedziałem że z tego wszystkiego nic nie wyniknie. Gołym okiem widać że jesteś dzieckiem wojny. Powiedziałeś że nie mam honoru, ale jesteś w błędzie. Mam honor i dlatego w sobotę nie chciałem dużo gadać ponieważ co to mogło dać? Ja cierpliwie czekam na walkę, wtedy pokażę kto jest górą. Ludzie niestety nie obchodzą się słowami, a przynajmniej ci beznadziejni Amerykanie. Spytałeś się kim jestem. Szczerze? Trudno opisać to słowami ponieważ moją wspaniałość nie sposób opisać słowami. "Legendy powinny zawierać sojusze tylko z legendami". Dziwne, co lub kogo miałeś tu na myśli? Siebie próbujesz nazywać legendą? Wszyscy wiedzą że jest to haniebne tak jak bicie samemu sobie brawo. Naprawdę jesteś odmieńcem. Fani wiedzą że nie jesteś legendą, wiedzą też że ja nie jestem legendą. Wiesz co to znaczy być legendą? Przywłaszczając sobie wspomniany tytuł przekroczyłeś pewną granicę. Zadarłeś już sobie z Meksykanami, Amerykaninami, a teraz obraziłeś wszystkie prawdziwe legendy. Czy możesz Santo upaść jeszcze niżej? Już chyba nie... W każdym razie z dnia na dzień zniechęcasz do swojej osoby coraz to większą liczbę osób, z reguły ważnych osób. Tym samym działasz na moją korzyść i nie powiem, cieszę się z tego powodu. Ja natomiast będę legendą, wiele pracy przede mną, dążę do tego i niewątpliwie dojdę do zamierzonego celu ponieważ nie chwaląc sie jestem chodzącą doskonałością czy tego chcesz czy nie. Nie pokonałeś mnie nigdy i nigdy tego nie zrobisz, więc nie możesz uważać się za niewiadomo kogo. Zejdź wreszcie na ziemię chłopcze. Wyzwałeś mnie na pojedynek, który ma odbyć się na Apocalypsis. Bez wahania przyjąłem to wyzwanie. Wreszcie będę mógł odfajkować sobie pierwszą ofiarę. Myślę, że prędzej czy później zarząd i tak ustaliłby nasz pojedynek na tejże gali także byłem przygotowany na taką ewentualność. Zdziwiła mnie nieco reakcja publiczności, która żywo zareagowała na twoje wyzwanie. Miło mi grubaski, że cieszycie się z powodu, iż skopię tyłek temu cieciowi. Mam nadzieję, że nadal będziecie się przekonywać do mojej osoby. Jak widzisz Santo zbierasz negatywne reakcje, wszystko przemawia za mną i to nie jest niespodzianką. Myślałem, że ubiegła sobota nie przyniesie mi już większej ilości atrakcji, ale znów oczywiście musiałeś coś wymyślić. Nie rozumiem dlaczego to robisz, ale twoje myślenie jest bardzo niezrozumiałe. Po raz kolejny pokazujesz, że nie masz szacunku do mojej tradycji wywodzącej się z Meksyku. Mówię mojej tradycji celowo, ponieważ ciebie już nie zaliczam do grona moich rodaków. Two Out of Three Falls Match, czyli najbardziej rozpoznawalna stypulacja, która zapoczątkowana została w Meksyku. Po raz kolejny zamierzasz przenieść część Meksyku do USA. Niestety, niestety... Stoczę tę walkę w tej stypulacji, ale wiedz, że zrobię to z niesmakiem. Zrobię to dla moich licznych fanów, dla mojej rodziny i dla Meksyku. Wydałeś na siebie wyrok i to podwójny. Ty Santo chyba lubisz być bity prawda? By wygrać w całym starciu trzeba bowiem pokonać rywala dwukrotnie. Myślisz że to dla mnie utrudnienie? Myślisz że nie dam rady? Jeśli tak, to się grubo mylisz. Będziesz odczuwał wszystko podwójnie, będziesz cierpiał, ale sam wybrałeś sobię tę drogę. Oj, ktoś dzwoni, trzeba więc kończyć. Żegnajcie amerykańskie grubaski i do zobaczenia Santo hahahahahahahahaha!

Kamera zostaje wyłączona...


  • Posty:  3 025
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  29.10.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

scaled.php?server=252&filename=mickfoleys.png&res=medium

 

***Mick siedzy przy biurku, włącza kamerę i zaczyna mówić.***

 

Koniec obijania w bawełnę. Jakiegoś bawienia się w Mankindy, Jakieś Kaktusy i inne tego typu zabawki. Po co to komu... Aby wywołać w tobie strach, czy co? Ja i tak już wiem, że się mnie boisz, podkreśla to już sam twój początek wypowiedzi. Green Bay, Green Bay... I co z tego, mam gdzieś twoje miasto, to, że traktują Cię jak król... Nie dziwię się, każdy człowiek uwielbia osobę ze swojego rodzinnego miasta, a jak jest ona sławna, to i po stokroć. A jakbyś nie wiedział ja jestem cholernie sławny! Całe USA mnie kocha, uwielbia i szanuje, no poza niektórymi garstkami grup społecznych, dla przykładu mogę podać twoich fanów, ale to już inna bajka. I... tak idioto, zdałem sobie sprawę, że przegrałem tą walkę i pogodziłem się z tym, ale... jest zawsze to ale. Musisz wiedzieć, że nie wygrałeś uczciwie... ale co Cię to obchodzi... Musisz wiedzieć, że nie wygrałeś sam, bo jednak ta twoja publika była jak twój tag team partner, może za Ciebie nie mogła walczyć, ale wspierała Cię w stu procentach mentalnie, jak i psychicznie... ale również powiesz, co mnie to obchodzi?! A ja wtedy będę mógł spokojnie odpowiedzieć... tak obchodzi Cię to, musi Cię to obchodzić, a nawet bardzo! Jest kilka linijek powodów, które dają Ci odpowiednią wiedzę, aby uświadomić sobie, że Ciebie to musi obchodzić!

 

Po pierwsze! To już nie będzie Green Bay, słodkie, kochane Green Bay... mój wielmożny domek. Skończy się zabawa, skończy się twoje terytorium, jak i skończy się twoja publika. Ona już za Ciebie nie wygra walki, nie pomoże Ci, nie wesprze... Będziesz musiał sobie radzić sam, sam jak mało kto! Po drugie... nie uczciwa wygrana tak? Spokojnie Mick, spokojnie... na Apocalypsis nie będzie miejsca na głupie błędy, na twoje nieczyste zagrania. Tam będę ja królował, to ja! Będę rozdawał karty, i uwierz, że stary, poczciwy i dobry dziadek też umie oszukiwać, a to oznacza, że w rozdaniu nie będziesz miał tak dobre karty, o jakich sobie marzysz. Dostaniesz te najgorsze, a ja oczywiście najlepsze... aby ten incydent fantastycznie ilustrował to, że Mick też potrafi grać nie czysto! Też potrafi uderzyć krzesłem, drutem kolczastym, uderzyć poniżej pasa, czy wykiwać. Przekonasz sie o tym, a Green Bay, które tak wielce Ci pomagało, teraz będzie pomagać... nie czekaj ono Ci już nie pomoże, ale będzie tylko widniało w napisie naszej walki... w tym całym Green Bay Horror Match... To będzie wszystko, nic więcej... A teraz mogę Ci powiedzieć ostatni aspekt, który tak Cię ciekawi. Dam Ci podpowiedź... przypomnij sobie moją ostatnią wypowiedź i to co Ci zrobiłem po walce. Nie pamiętasz? Nie dziwię sie, bo chyba za mocno dostałeś, aby sobie móc przypomnieć, więc tym razem to ja tobie przypomnę, suczko. Chodzi mi o potwora, którego uwolniłeś, ty sam się do tego przyczyniłeś, i sam to wszystko teraz odpracujesz, raz po razie. Będziesz kwiczał, jęczał, płakał, ale co ma być zrobione stanie się. Na PPV demon, potwór, czy może nawet psychopata zaatakuje z pełnym arsenałem broni i pełną motywacją, abyś po walce nie wyszedł o własnych nogach, a może o noszach? Czy też sama karetka po Ciebie przyjedzie? To się zobaczy, ale wiedz, że miło na pewno nie będzie! Bang! Bang!

 

***Foley wstaje z fotela i wykrzykuje te słowa, po czym uderza rękoma o biurko i zaczyna znowu mówić.***

 

Ten jak ty to powiedziałeś relikt przeszłości skopie Ci jeszcze ten twój chudy i gówno warty tyłek, zobaczysz to! Tylko tym razem pokażę, że nie potrzebuje pomocy jakiegoś Bastisty, skarpetki która próbuje coś powiedzieć, choć i tak nie powinna nic mówić, bo tylko kłopoty sprawia, a nic dobrego nie przynosi! Nie potrzebuje również publiczności aby coś wygrać. Sam na to zasłużę, sam sobie poradzę. Jak to kiedyś powiedział mądry i inteligentny człowiek " Legenda nigdy nie może zostać pokonana, ale i również nie może poczuć smaku porażki. " Sam nie wiem, czy dobrze zacytowałem, ale to jest bez znaczenia, bo w ogólnym rozrachunku to jednak ja wygram, tak jak to było ostatniej nocy! Ty wygrałeś walkę, ale i również ty leżałeś rozłożony na łopatki, a we mnie wtedy pulsował tylko gniew i chęć zemsty!

 

Ann... jak ty lubisz się wychwalać, ubiegać się o wszystko, być nadal tym pyszałkowatym człowiekiem... Zero honoru i godności, ale spokojnie, może kiedyś i ja taki byłem, ale zapewne się jeszcze wyrobisz. Ja natomiast nie mam z czego się wyrabiać, więc mój charakter i ustanowione cele się nie zmienią! Mogę być gruby, mogę być chudy, ale co mi to da? Nic! Wygląd to nie wszystko, a ty chyba o tym nie wiesz, więc... przystojniaczku powiem Ci jeszcze raz abyś się przygotował na to ci Cię czeka, czyli taka mała operacja twarzy, dzięki drutowi kolczastemu. Może nieźle to wyjdzie, zobaczymy! Na pewno po tym starciu twoja uroda trochę się zmieni.

 

***Mick zaczyna się uśmiechać w dość nie typowy sposób. Nie wiadomo, co mu chodzi po głowie...***

 

Haha! Wyobrażam sobie twoją twarz... będzie ona komicznie wyglądała, ale cóż to twój wybór. Tak jak ty mówisz, aby ja się w to nie pakował, to tak samo ja Ci to mówię. Powtarzamy to sobie w kółko i co? Sądzisz, że któreś z nas sie posłucha tych głupich rad... no coś ty... Nie bądź głupi i nie ufaj temu oraz pamiętam, że niedługo to ja stanę się po raz pierwszy WCE Championem! Ja i nikt inny. Bang! Bang! Bang! Bang!

 

***Mick ostatnie słowa wypowiada dość klimatycznie, mówiąc szeptem i z dziwnym głosem. Ciekawe, co one mogą znaczyć... Oczywiście po tych słowach Foley wyłącza kamerę i zasiada na fotelu, zakłada nogi na biurko oraz zakłada jedna rękę na drugą. Widać, że nad czymś myśli, ale nikt z nas nie wie o czym...***

 

ahfo.png

 

luba_049.png

 

 

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.

  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...