Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

TNA Slammiversary 2009 - wyniki


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  332
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Pree Show



The British Invasion pokonali "The War Machine" Rhino'a & "Showtime" Eric'a Young'a

 

Match 1

King of the Mountain Match for the TNA X Division Championship

Suicide © pokonał Consequences'a Creed'a ,"Black Machismo" Jay'a Lethal'a ,Alex'a Shelley ,Chris'a Sabin'a i zachował tytuł

 

Match 2

Second Chance

Christopher Daniels pokonał Shane'a Douglas'a

 

Match 3

TNA Women's Knockout Championship

Angelina Love © pokonała Tare i zachowała tytuł

 

Match 4

Monsters Ball

Abyss & Tylor Wilde pokonali Raven'a & Daffney w/ Dr. Steve'a

 

Match 5

Morgan's chance to join Main Event Mafia

Sting pokonał Matt'a Morgan'a

Przez tą przegraną Matt Morgan się wstąpi do Main Event Mafia

 

Match 6

TNA World Tag Team Championship Match

Beer Money, Inc. pokonali Team 3D i zostali nowymi World Tag Team Championami

 

Match 7

King of the Mountain Match for the TNA World Heavyweight Championship

Kurt Angle pokonał Mick'a Foley'a ,AJ Styles'a ,Jeff'a Jarrett'a ,Samoa Joe'a i został World Heavywieght Championem

 

 

Wyniki walk są napisane w tej samej kolejności ,która była podczas gali...

Edytowane przez Gość
  • Odpowiedzi 19
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • LegendKiller

    2

  • Mast

    2

  • Aquiva.

    2

  • Longer1674325925

    2

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Powiem tak, jak na TNA gala dobra. Kilka naprawdę niezłych walk i w zasadzie tylko 1 zamulacz jakim była walka Douglas vs Daniels. Końcówka Main Eventu miazga zaskoczenie. Ciekawe jak teraz logicznie wytłumaczą te katowanie Steinera czy też Nasha przez Joe. Cóż, Slammiversary spełniło swoją rolę, wracam do Impactów. Więcej nt. gali napiszę jutro, ponieważ oglądanie live nieco mnie wykończyło.


  • Posty:  193
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  16.02.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jest to moja druga gala live z TNA, ale powiem podobnie do LK, że wypadła fajnie. Pierwszy mecz źle wróżył, ale jakoś go obejrzałem i od razu po tym King of the Mountain czyli Suicide. Fajnie się ta walka zaczęła, ponieważ wszyscy zaczęli atakować Suicide'a. Powiem, że dobrali nawet dobrą taktykę, ale do czasu kiedy Suicide nie spinował Jay'a Lethala. Potem to już była rzeźnia nawet Alex i Chris zaczęli się bić, ale to dobrze, bo głupio by było oglądać całą walkę wszyscy na jednego. No i powoli zbliżaliśmy się do końca tej walki. Suicide powiesił pas i wygrał walkę. Muszę przyznać, że bardzo długo trwała ta walka co mnie pozytywnie zaskoczyła. Christoper Daniels i Douglas to drugi z najgorszych pojedynków gali, ale cóż obejrzałem go, bo musiałem, przecież nie będę się kładła spać na te 5 minut. Daniels wygrał i tego się spodziewałem. Jednak byłem bardziej nastawiony na jakąś reakcję, a tu lipa. Ogólnie bardzo słaba walka obu stać na coś więcej, a nie. Angelina Love vs Tara no jak zawsze divy chętnie obejrzę, ale zależy jakie i kiedy. Dzisiaj walka dosyć pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ oglądając poprzedni iMPACT! I te czy laski vs Tara to nie podobało mi się, ale obejrzał bym i na SV takie baty dla Tary, ale dobrze, że wygrała Angelina, bo przynajmniej wiadomo, że nie wywalą jej z TNA. Cieszy mnie fakt, że nie walczyła Awesome Kong, bo jak by weszła na ring ja szybko wyłączyłbym kompa. Ogólnie jak na divy to walka fajnie się skończyła i oby tak dalej. I w końcu doczekałem się do walki na, którą najbardziej czekałem i się doczekałem. Raven po powrocie jest taki spokojny, wszyscy mają do niego szacunek i spodziewałem się jego wygranej, a tu...? Walka była wyrównana, ciekawiła mnie ta emo laska od Ravena. Myślałem, że będzie spokojna, a się darła itp. Wszystko było dobrze do pierwszego poważnego ataku Abyssa, potem to już byłem przekonany, że to Raven ulegnie, ale muszę przyznać, że walka również była na wysokim poziomie i teraz muszę czekać do kolejnego iMPAKT'a, aby dowiedzieć się więcej i aby Raven na kolejnej gali wpieprzył Abyssowi. Sting vs Matt Morgan o wejście do MEM Matta? Nie wiedziałem jak będzie, ale wydaje mi się, że Matt nie nadaje się do MEM, nie wiem dlaczego mam takie odczucie, ale również udowodnił nam to tą porażką. Już to widzę ja Morgan wychodzi na ring z Anglem, Pumbą, Bookerem, to jakiś nie ma ładu ani składu, i dobrze, że to Sting wygrał tą walkę, ale spodziewałem się, że zarząd spieprzy sprawę. Co do walki to Sting udowodnił, że jest lepszy i że Matt nie nadaje się do tej funkcji. Walka była wyrównana, ale po porządnym laniu Stinga, Matt nie miał nic do powiedzenia. Beer Money Yea! Money! Oto chodziło, bo ten Team 3D zaczął mnie nudzić. James Storm to motor napędowy tego TT i tym razem też to udowodnił, powiem tak: Beer Money zmiażdżyli Team 3D, ale nie długo i tak stracą pasy na rzecz Motor City Machine Guns i będą z nimi feudować. Ta walka jakoś mnie pożywiła, bo już mi się oczy zamykały. I się doczekaliśmy King of the Mountain i zwycięstwo Kurta. Ogólnie spodziewałem się, że walkę wygra Samoa Joe, ponieważ ten heel turn na prawdę mu pomógł i to co robi, ta krew to coś pięknego, a tu taka niespodzianka. Spodziewałem się jeszcze Jeffa Jaretta, ale przekonałem się, że pozory mylą. Walka była zdecydoanie nr1 na całej gali PPV i nie ma o czym dyskutować. Ogólnie gala wypadła zarąbiście i nie ma się co wykłócać, bo TNA miażdży WWE pod każdym względem.

chrisjericho.jpg

 

 


  • Posty:  34
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  03.04.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Gale wypadła dobrze, a nawet bardzo dobrze.

Pierwszy mecz niestety wygrał suicide, ale poza wynikiem walka dobra.

Drugiej walki to nawet nie pamiętam, może i dobrze bo z tego co czytam wyżej to nie ma czego pamiętać

Walka div do obejrzenia. Szkoda że przegrała Tara, ale cóż...

Monster ball zaskoczył mnie postawą pań. Nie spodziewałem się, że laska wyląduje w pinezkach.

Sting vs Morgan. Tu myślałem, że bedzie gorzej, a jednak nie. walka całkiem całkiem.

Beer Money! Beer Money! bardzo dobrze, że wygrał. Walka udana i się nawet angole na coś przydali.

Main Event, rzeczywiście był Main Eventem. Zdecydowanie najlepsza walka gali. Już myślałem, że AJ zawiesi ten pasek, a ty wpadł cycek. Już szedł po zwycięstwo ale pojawiła się nadzieja, że Kurt(jakiś taki brudas był z niego) go zajmie do czasu, aż ktoś normalny wstanie. A cyc co zrobił oddał mu pas i dołączył do MEM. Mimo, że wynik całkowita pomyłka, to jednak emocje były, a to jest najważniejsze.

PS

Dopiero teraz wstałem po odsypianiu Slammi :8

ortonsig.png

  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Opener, a zarazem moim zdaniem najciekawiej zapowiadająca się walka całego PPV wypadła dobrze. Pewne zastrzeżenia możnaby mieć jedynie do bookingu, ponieważ przez lwią część walki Zabójcze Konsekwencje do spółki z Karabinkami pastwili się nad Suicidem wzajemnie się tolerując. Minusem walki zdecydowanie bardzo przewidywalna końcówka. Czy ktokolwiek wierzył w to, że Suicide stojący juz na tej klatce nie zdoła obronic tytułu ? Ja na pewno nie.

O starciu Danielsa z Douglasem można napisać tylko tyle, że się odbyło. Wprawdzie Daniels pokazał kilka ciekawych moves'ów, jednak to zdecydowanie za mało, by móc o tej walce powiedziec, że była czymś więcej aniżeli zapychaczem.

Walka kobitek całkiem strawna. WWE godząc się na odejście Victorii straciło naprawdę solidną wrestlerkę. Ciekawe czy sama Vickie (czy tam Tara) zdawała sobie jednak sprawę z tego, że w TNA przyjdzie jej walczyć z zawodniczkami pokroku Angeliny Love, które niczym nie różnią sie od statystycznej Kelly Kelly.

Monsters Ball dosyć dobry. Przyczepić mógłbym się jedynie do, jak na standardy Monsters Ball, bardzo małego repertuaru broni. Kendo Stick, Śmietnik, Krzesełko i Pinezki to nieco za mało. Na wielki plus poświęcenie Daffney która wpierw przyjęła dość srogi splash, a następnie wpakowała się w tysiące małych, kłujących przedmiotów (sic! kobieta w pinezkach!). Walkę zakończył blackhole slam i szczerze mówiąc ździwiłem się, ponieważ była to jedna z nielicznych walk z udziałem Abyssa w której po wysypaniu pinezek sam nie wleciał w nie twarzą.

Walki Stinga z Morganem bardzo się bałem. Wiadomo, Stinger od szczytu formy jest już bardzo, bardzo daleko, a Morgan to Morgan, także niezbyt mi imponuje. Jak się okazało, pomimo mocno mulącego początku walka z biegiem czasu rozkręciła się i można było to z czystym sumieniem oglądać. Cieszy wygrana Stinga, ponieważ Morgan do Main Event Mafii najzwyczajniej w świecie nie pasuje.

Beer Money to mój zdecydowaniue ulubiony team w TNA i to im kibicowałem w tej walce. Do spółki z 3D stworzyli oni jednak dosyć przeciętną, niczym nie wyróżniającą się walkę. Przed jej rozpoczęciem napisałem, iż spodziewam się nieczytej wygranej teamu Storm/Roode i .. nie przeliczyłem się. Wszystko wygląda na to, że 3D zajmą się teraz British Invasion, a Beer Money rozpoczną pewnie program z MCMG/Lethal Consequences.

Main Event to zdecydowanie ozdoba tej gali. Nawet obecność bardzo ostatnio irytującego mnie Foleya nie zaszkodziła, a wręcz przeciwnie, jego elbow drop z klatki mógł zaimponować. Warto zwrócić uwagę na to, jak wyglądał Kurt Angle. Bardzo dobrze skomentował to Urbeer porównując go do Skuriwałego Fightera MMA z Kazachstanu :lol . W końcówce walki po raz pierwszy od dłuuuugiego czasu udało mi się zamarkować przy oglądania TNA. Bardzo chciałbym by wygrał AJ. Niestety, tak się nie stało. Hell Turn Joe i jego wstąpienie do Main Event Mafii to, jak już pisałem, ogromny szok.

Podsumowując stwierdzam, że gala wypadła bardzo solidnie. Spodziewałem się, że po 2,3 walkach pójdę spać, a tymczasem wytrwałem do samego końca i nawet odrobinkę udało mi się przymarkować. Gdybym miał to PPV ocenić, to dałbym 6+, 7- na 10.

bo TNA miażdży WWE pod każdym względem.

=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))=))


  • Posty:  805
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Udało się w miarę szybko pobrać i obejrzeć Slammiversary i muszę przyznać, że kolejna gala TNA wyszła zajebiście. Znakomity opener i jak zwykle wysoka forma Gunsów. Lethal i Creed, zazwyczaj w cieniu, tym razem w niczym nie ustępowali MMG. Widowiskowych akcji było tak dużo, że ciężko w ogóle jakiekolwiek wyróżnić. Końcówka trochę naciągana i mocno przewidywalna, no ale cóż, przynajmniej było super widowisko.

Z walki Douglasa i Danielsa zapamiętam pewnie tylko te dwa moonsaulty Fallen Angela. Walka prowadzona w wolnym tempie, można tłumaczyć, że to przez kontuzję, ale wątpie, że gdyby Douglas był w pełnej dyspozycji to walka byłaby bardziej widowiskowa. Duży minus dla Slammiversary.

Walki Beautiful People zazwyczaj przewijam w całości po ich wejściu na ring, tym razem dla walczącej Vic zrobiłem wyjątek. Cudów nie było, ale nie będę narzekał na poziom, bo walkę dało się obejrzeć, w przeciwieństwie do większosci pojedynków div w WWE.

Monster Ball dał radę. Nie pamiętam szczerze mówiąc walki teamów mieszanych na tak wysokim poziomie i o dziwo knockouts też miały swój i to całkiem spory udział. Splash na stół i press slam na pinezki - holy shit! Jak wkurza mnie gimmick Daffney to respekt za to co zrobiła dla tej walki. Zgodnie z moimi przewidywaniami wygrali Abyss i Wilde, końcowy black hole slam miodzio. Szkoda że Raven się musiał podłożyć, muszę przyznać, że po powrocie mi cholernie imponuje.

Walka o dowodzenie w Main Event Mafii to drugi najsłabszy element gali. Wolne tempo, mało ciekawych momentów (jeśli w ogóle jakieś były) i zwycięstwo Stinga - do przewidzenia. Nie będę się jednak pastwił, bo ucieszyłem się, że Stinger będzie walczył w tej walce, a nie o pas w king of the Mountains. W sumie końcówka nawet nie najgorsza, ogólnie pojedynek do przełknięcia, ale na pewno nie do zapamiętania.

Walka o pasy TT, cholera spodziewałem się tu czegoś lepszego. Oczywiście były emocje, wmieszanie się British Invasion kilka naprawdę zajebistych akcji no i zwycięstwo Beer Money na duży plus, ale mimo wszystko czegoś brakowało. Ta czwórka na pewno robiła już dużo lepsze walki, chociażby na LockDown.

Main Event czysta masakra. Nie dość że świetna walka - brakowało mi tylko tego suplexu AJa na Foley'u z na stół komentatorski, przez moment wierzyłem, że naprawdę to zrobią. Zamiast tego elbow drop Foleya, też może być (zwłaszcza biorąc pod uwagę wagę i wiek tego zawodnika). Końcówkę oglądałem na stojąco i przekazanie pasa, tak jak u wszystkich, tak i u mnie wywołało mega szok. Nie dość że mój ulubiony wrestler TNA zgarnia pas WHC po świetnej walce to po raz pierwszy od niepamiętnych czasów nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa na booking( no, może poza zachowaniem Foley'a na początku). Szczególnie zaimponował mi Joe, oczywiście AJ (to już standard) no i przede wszystkim Kurt...

7 rocznica wyszła TNA naprawdę pięknie. Gala stała na bardzo wysokim poziomie, na pewno jedno z najlepszych PPV roku 2009.


  • Posty:  193
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  16.02.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

I z czego się tak jarasz LK? :)

Rzeczywiście to był szok jak Samoa Joe wszedł na drabinę już myślałem, że jest po walce, ale gdy zobaczyłem Kurta zmieniłem zdanie, a tu taki cyrk. Samoa daje pas Kurtowi, nagle się obejmują i wszystko jest ok. Widzieliście te miny? Mick i Jeff patrzyli jak by byli wniebowzięci. Ogólnie fajnie się spisała federacja tym posunięciem, ale jestem ciekaw co teraz stanie się z Stingiem miejmy nadzieję, że przejdzie face turn i dołączy do front line, ale na razie poczekajmy do kolejnej gali, aby dowiedzieć się więcej. Już widzę jak Samoa stoi w garniaku.

Walki Stinga z Morganem bardzo się bałem.

Ja tak samo myślałem, że Matt wygra i że będzie se rządził MEM, ale dobrze, że writerzy zrobili inaczej, a zarazem prawidłowo. Jakoś nie chcę mi się wierzyć, że kiedykolwiek Morgan trafi do MEM, ale prędzej czy później się to stanie, ponieważ tak jest w TNA, albo Front Line albo Main Event Mafia, a jeżeli nie trafi do jednej ani drugiej to marny jest jego los. Podoba mi się jego poza jak Bil Goldberg stoi i udaje szpanera ;) Sting nie długo opuści MEM, ale i TNA. W końcu 50 lat już robi swoje. Wydaje mi się, że Sting już nigdy nie zdobędzie głównego pasu, ale może jeszcze rok pobędzie w TNA, a potem może jakiś Menadżer czy cuś.

Beer Money wcale nie było aż tak wyśmienite w tej walce, ponieważ to Team 3D walczyli ofensywniej i zasługiwali na wygraną. James Storm pokazał się z świetnej strony na tej walce i żaden z Team'u nie mógł go odliczyć. Dobrze, że to właśnie oni wygrali, ale nie spodziewałem się trochę lepszej walki.

chrisjericho.jpg

 

 


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Co ja mogę napisać... Galę obejrzałem dwa razy, by lepiej ją przeanalizować, obiektywniej ocenić. Za pierwszym razem live, drugi raz to już na spokojnie ściągniętego xvida. Zacznijmy od początku. Godzinka 1:40 am, wstaję sobie z łóżka, odpalam kompa i szukam streamów. Oczywiście do 1:58 wydaje mi się, że jeszcze za wcześnie, by ustawiać konkretnego, więc ostatnią minutę nerwowo spędzam szukając po Justin TV oraz innych stronach. Nieważne. W końcu oglądam... Przed samą galą muszę powiedzieć coś o innym czynniku- promo przed nią po prostu PRZEPIĘKNE. Idealnie dobrana muzyka, sceny i tak dalej, świetna robota. Jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało- to jest taka chwila, w której człowiek czuje się wręcz dumny, że jest fanem tej, a nie innej federacji, to coś jak śpiewanie "Snu o Warszawie" na Legii. Tak czy inaczej- po tym filmiku przechodzimy do walk. Od razu zaskoczenie- wbrew filmikowi, który TNA puściło w sieć parę dni temu, X Division King of the Mountain nie był Main Eventem, a openerem. Dobre posunięcie. Coś o poziomie... Krótko mówiąc było fenomenalnie. Szybkie tempo, zero zamułki, cały czas leciały ciekawe i, przede wszystkim, cholernie efektowne spoty. Ogromnym plusem walki był fakt, że praktycznie każdy z uczestników dał coś od siebie i pokazał coś, co pamięta się jeszcze jakiś czas po skończeniu walki. Poza tym pojedynek był naprawdę długi, a w żadnym momencie nie nudził- to mówi samo za siebie. Trochę o ciekawszych spotach- samobójcze crossbody Sabina, który przebiegł po drabinie, i w biegu skoczył na trzech rywali z samego szczytu klatki (that was awesome!!); sliced bread Shelleya wykonane na apronie; chory upadek Lethala po tym, jak siedział na drabinie ustawionej poziomo w narożniku, a na drugi jej koniec Suicide rzucił Creed'a; ogromny sommersault tego ostatniego, no i ostatni spot w walce w wykonaniu Suicide'a. To tak z tych fajniejszych, ale znalazłoby się ich jeszcze kilka. Generalnie pojedynek świetny, nie zawiódł moich oczekiwań. Potem mieliśmy jedynego zamulacza gali- Daniels starał się jak mógl żeby wyszło z tego coś ciekawego, ale stary już i gruby Douglas, skutecznie mu to uniemozliwił. Nie wiem co mogę napisać o tej walce... Dało się ją obejrzeć bez odruchu wymiotnego, a dwa moonsaulty Danielsa sprawiły, że czasu przeznaczonego na jej oglądanie, nie uznałem za stracony. Potem Knockouts Championship. Wyszło nieźle, na pewno obie wrestlerki mogły skroić lepszą walkę, ale i tak było okej. Nieczysta wygrana Love i praktycznie pewny rewanż za miesiąc. Następnie mamy Monster's Ball... Nie ukrywam- TNA nieco mnie zirytowało, nadając tej walkę akurat tą stypulację, równie dobrze mógł być to zwykły No DQ match, albo jakiś Street Fight, jest to jednak szczegół, który na moją ocenę nie wpłynie. Miałem wątpliwości co do dodatku kobiet w tej walce, sądziłem, ze negatywnie wpłyną one na jakość pojedynku. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Po obejrzeniu pojedynku można wywnioskować minimum trzy rzeczy. Po pierwsze- Abyss odnalazł jaja, zgubione w którymś momencie po powrocie w nowym gimmicku i teraz naprawdę walczy tak, jak powinien. Po drugie- Raven jest w naprawdę niezłej formie i chciałbym, żeby został w TNA na dłużej. Po trzecie... Cholera, na chwilę obecną, w kategorii "extreme", TNA Knockouts > WWE Roster. ;) Daffney lądująca na pinezkach to po prostu szok. A ten splash na stół też był świetny. Ale nie same kobiety walczyły w tej walce- Abyss i Raven pokazali się z świetnej strony, okładając się różnymi, bardziej lub mniej ciekawymi, przedmiotami. Black Hole Slam na pinezki wyglądał zabójczo. Podsumowując- wyszła naprawdę bardzo dobra walka. Sting vs. Matt Morgan... Pojedynek niewiele wyróżniający się, ale całkiem fajny. Wydawało mi się, że to raczej młodszy wrestler będzie nadawał tempo pojedynkowi, a okazuje się, że Sting znalazł formę i potrafi jeszcze coś ciekawego pokazać. Walka krótka i całkiem przyjemna. Wynik oczywisty. Starcie o pasy tag team było bardzo dobre. Rozkręcało się powoli, ale jako całość było po prostu świetnym pojedynkiem. Crossbody Ray'a wymiotło. :D Zarówno 3D jak i Beer Money to teamy charyzmatyczne, utrzymujące dobry kontakt z publicznością, więc widać było, że ludzie żyli tym pojedynkiem i uważnie śledzili poczynania wrestlerów. Wplątanie się British Invasion do przewidzenia, ale cieszy mnie ten fakt. No i nadszedł czas na Main Event. Tegoroczny King of the Mountain był po prostu znakomitą walką. Kilka spotów (upadek AJ'a z klatki, czy elbow drop Foley'a) zapadnie w pamięć na naprawdę długo. Zaimponował mi Joe, który mimo kontuzji, nadawał walce tempo i pokazał się z bardzo dobrej strony, nie oszczędzając się. Pojedynek pełen emocji, na końcu można było naprawdę zamarkować, byłem całym sercem za AJ'em, ale stało się jak się stało. Angle to dobre wyjście, jak zresztą każde poza Foley'em. Na koniec TNA zaserwowało nam szokujące wyjście- dawno nic mnie tak nie zaskoczyło. Ogólnie Slammiversary wyszło naprawdę świetnie, siódma rocznica udała się idealnie. Całą galę oceniłbym na jakieś 8/10.

Teraz zadałbym sobie pytanie- jak wydarzenia ze Slammiversary wpłyną na przyszłość? Zaczynając od początku- obrona pasa przez Suicide'a zwiastuje koniec jego feudu z Lethal Consequences i MCMG. Widzieliśmy tą piątkę już w przeróżnych kombinacjach oraz stypulacjach, to najwyższy czas, by zakończyć ten konflikt. To, czego potrzebuje teraz X Division to porządny feud dwóch pojedynczych wrestlerów. Morgan prawdopodobnie wciąż będzie starał się wplątać do Mafii, ale tutaj ciężko powiedzieć coś więcej. Zagadką jest number one contender do WHC. Angle mógłby feudować z każdym z pozostałych czterech wrestlerów z KotM, oprócz Samoa Joe. A może dojdzie do tego ktoś nowy? Najbliższe Impakty powinny to wyjaśnić. Samoa Joe odwraca się od Frontline... Szokujący ruch, pytanie- jak TNA to wyjaśni? Na tą chwilę trudno dojść do jakiegoś rewolucyjnego wniosku, musimy poczekać...

Po takich galach aż samo ciśnie się na usta- TNA... WE ARE WRESTLING!

Co do słów, ze TNA obecnie miażdży WWE pod każdym względem- może niekoniecznie pod każdym, bo mimo postępu w kwestii oprawy gal i tak dalej, wciaż jesteśmy w tyle za produktem Makmana. Nie da się jednak ukryć, że podczas gdy WWE znacząco loty obniża i sama kopie sobie grób niektórymi decyzjami, TNA daje nam trzecią z rzędu galę PPV, która wybija się znacząco poza termin "niezła". Ale to jest temat na inną dyskusję.

e916f7e946.png

  • Posty:  23
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  29.06.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Obejrzałem trochę późno tą galę ale wygląda na to, że TNA zasadziło kolejną świetną galę, jadąc WWE. Pierwszy mecz z walka o X Division wypadł nawet dobrze, ale i tak to mało. Nawet dobrze, że wygrał Suicide bo uważam, że z tych wszystkich, którzy byli w tym meczu tylko on zasługiwał na pas. Oceniam to na 8/10. Dalej, to już było kiepskie ale ujdzie, przewinąłem większość bo ta walka była, no nie ciekawa. 6/10. Dalej walka o Knockout Championship. Myślę, że można uznąć to za :thumb: świetny pojedynek. Przyzanam, że parę akcji było, no i, tak daje 8/10. Teraz Monster Ball, kolejna dobra udana walka, kobieta w pineskach :twisted: , cóż 9/10. Piąta walka, bardzo dobra :evil: , podobało mi się styl walki i na szczęście wygrał Sting bo nikt by nie chciał Morgana w MEM. Dziesiątka. Dalej walka o Tag Teamy, która była średnia lecz nie najgorsza, szkoda, że BM nie wygrało uczciwiej bo przyznam, że tu powinni wygrać 3D. Jednak 9/10. I Main Event, który należał do Main Event Mafii. Słusznie go nazwano Main Eventem, najlepsza walka tego wieczoru i zaskakujące zakończenie, najpierw Samoa Joe atakuje Kurta, a na koniec oddaje mu pas, żeby wygrał. Heel Turn :evil::twisted: . Chyba dobrze by było gdyby był w MEM, moim zdaniem. WABANK !!!

Jak i widać na wyższych komentarzach ta gala jest sukcesem, kolejny powód aby TNA zostało królem, a nie WWE. Oceniam to na 9/10 !!!!!! Gdyby nie 2 walka, może i by było 10 :twisted:


  • Posty:  431
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Tak więc od początku. Jakoś tak nie miałem co robić więc postanowiłem sobie ściągnąć Slammiversary. Nie spodziewałem się, że jakos specjalnie będę markował, że poziom i emocje przykują mnie do fotela i tak też było. No ale od początku.Opener dobry. Może nawet pokuszę się o stwierdzenie, że bardzo dobry ale nic poza tym. Kilka ciekawych spotów, które zrobiły na mnie jakieś tam wrażenie. W zasadzie to chyba najbardziej to przyjęcie ciosu przed Lethala bo chyba nie miało to aż tak srogo wyglądać. Początek mnie trochę wynudził, troche musiałem czekać aż wydarzy się coś więcej poza serią standardowych movesów ale jak już zaczęli to nawet przestałem patrzeć do Utorrenta jak tam ściąganie RAW mi idzie Zwycięzca tyle przewidywalny co nudny bo ja jakoś nie zobaczyłem w Samobójcy tych wszytskich superlatywów, które tyle razy przecież słyszałem. Jeśli to Kaz pod tą maską to widziałem go w o wiele lepszej formie kiedyś. Daniels vs Douglas czyli zamulacz No 1 - bardzo nudny pojedynek na którym na serio palec co chwilę chciał wędrować do strzałki w bok na mojej klawiaturze. Daniels może i coś się tam starał ale Douglas...dajcie ludzie spokój. Nie ma co komentować. Stylowy zapychacz bez historii. Nuda.Kobitki zawsze oglądam z niechęcią kiedy walczą po prostu nie trawię tego typu widoków. A jeśli już tak jak w tym przypadku nie ma na co popatrzeć to już w ogóle. Fajną mają nazwę grupy tylko nie zauważyłem, gdzie tam było Beutiful Nie mój typ urody za cholere Co do walki...jak na kobitki dobra. Widziałem pełno lepszych ale jeszcze więcej miałem nieszczęście oglądać gorszych. Wynik do przewidzenia skoro Tara dopiero dolączyła do TNA tak samo jak pewny jest wynik następnej ich walki o pas...Monsters Ball - sama nazwa szokuję bo myślałem, że ta stypulacja tylko na BfG ale mniejsza...Walka dobra. Jako, że nie trawię kobiecych walk pewnie nikogo nie zdziwi, że tym bardziej nie trawię kobiet w tych stypulacjach Oczywiście nie powiem, obie panie dało się oglądać, obie bardzo dobrze zaprezentowały sie w tej stypulacji, duże wrażenie zrobiła Daffney ale...ja chciałbym oglądać tam tylko facetów. Po prostu Monsters Ball kojarzy mi się z krwią a kobiety w krwi...blee Abyss vs Raven. No cóż, spodziewałem się szczerzę mówiąc więcej i to dużo więcej. Użyto za mało przedmiotów a i specjalnych spotów nie widziałem nie licząc końcowego finishera. Dzięki Richardsowi nawet jakieś emocję się pojawiły. Calym sercem chciałem, żeby wygrał Raven no ale niestety...Swoją drogą co oni temu Abyssowi zrobili...niech im to bóg wybaczy...Z potwora zrobili...ciasteczkowego potwora...dajcie spokój.Tag Team Match - dobra walka i tylko tyle. Po tych dwóch teamach spodziewałem się więcej a specjalnych emocji ten pojedynek we mnie nie wzbudził. Bardzo dobra postawa grubaska. Zrobił na mnie wrażenie przez całą tą walkę. Troszkę mnie zdziwił wynik, myślałem, że będzie obrona pasów. Mimo wszystko szkoda, bardzo lubię Team 3D chociaż jako Facowie wyglądają dla mnie troszkę śmiesznie. Wolę tych starych złych grubasków Co do walki: były momenty przestojów, trochę mnie momentami nudzili ale w miarę czasu rozkręciła się walka. Jak dla mnie głupie i niepotrzebne wejście tych dziwnych Brytyjczyków. Od początku zacząlem ich nie lubieć jak tylko te mordy zobaczyłem. Batista ma brata bliźniaka bo ten napakowany kolo chyba brał korki z używania środków od naszego koksisty ME bardzo dobry. - Kilka bardzo fajnych spotów. Duże wrażenie zrobił Foley ze swoim Elbow Dropem. Od początku miałem cichą nadzieję na zwycięstwo AJ. Niestety stało się jak stało. Mimo wszystko cieszy wygrana Kurta, który z tym zarostem wyglądał kozacko. Hellturn Joe zaskakujący bo zawsze go kojarzyłem jako face'a tylko jestem ciekaw jak teraz TNA wybrnie z tych wszystkich walk Joe szczególnie z Nashem. Jakoś nie widzę logicznego sensu dołączenia go do MEM...nie będzie mi on tam za cholerę pasował. Gala wyszła dobrze ale mogło być lepiej. Oczywiście poziom walk bardzo dobry, o wiele lepszy niż [xxxxx] z tego skoro sam widok gali, w której walczyli stawia mi w głowie pytanie z wielkim znakiem zapytania: I co z tego, że walki dobre skoro to gówno daję. TNA jest dalej o rok świetlny za WWE i raczej jeszcze bardzo długo tak pozostanie. Zresztą...już sam fakt, że ten produkt mimo tych dobrych walk nie przyciąga aż tak dużej uwagi coś już w mojej głowie sugeruję Co do zdania, że TNA jest pod każdym względem lepsze od WWE...eee potrzebny specjalista...zgłoś się do tego waszego doktorka Steviego =))

910573292462b42a28a382.gif


  • Posty:  650
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

To już 7 lat... 7 lat istnieje TNA. Z okazji tej rocznicy przyszedł czas na kolejne Slammiversary. Palace of Auburn Hills, wielka hala, TNA zwykle nie robi eventów w tak dużych budynkach... jednak miłe zaskoczenie, zgromadziło się bardzo dużo ludzi. Poza tym robili niezłą atmosferę. Po klimatycznym wprowadzeniu czas na opener... gdy zobaczyłem klatkę, od razu ucieszyłem się, że będzie to jednak KotM. Co do walki... Początek dość taki nijaki. Bardzo mi się micha ucieszyła, gdy wreszcie MMG zaatakowali LC. Wcześniej wszystko skupiało się na ich atakach na Suicide'a. Widzieliśmy parę świetnych spotów w tym pojedynku. Wbiegnięcie Sabina... zrobił to błyskawicznie. Upadek Lethala... geez, 1 sekunda i złamałby sobie kark. :shock: Szkoda, że na końcu Suicide szybciej nie wbiegł po tej drabinie i wykonał cutter. Mimo wszystko również ciekawy spot i zwycięstwo Samobójcy. Zajebiście spisali się obaj obywatele Detroit w tym meczu. Cały czas podgrzewali publikę, szczególnie Shelley. Zwycięstwo im bardzo się należało, szkoda, że żaden z nich nie wygrał. Daniels vs. Douglas - tego można się było spodziewać. Zwykła walka bez historii. Shane w słabej formie, na szczęście przegrywa i niech już tu nie wraca. :P Jednakowoż dla tych paru ciekawych akcji Chrisa tę walkę było warto obejrzeć. Knockouts w akcji: myślałem, że Tara na gazie wejdzie w ten pojedynek i już zdobędzie pas, jednak pewnie zdarzy się to na Victory Road. Monster's Ball - zajebisty mecz! A wywiad z Ravenem przed nią jeszcze lepszy! Coś pięknego. Obie kobiety niesamowicie się poświęcały, Abyss z Scottem też dali radę, parę mocnych, hardkorowych spotów, czyli to, na co czekałem. Raven musi zostać, a ten program musi być kontynuowany. Dodam jeszcze, że Stevie dał sporo dramaturgii tej walce. Morgan vs. Sting - tu fajerwerków się nie spodziewałem i tak nie było. Jednakże Steve jakoś pociągnął tę walkę i wyszło całkiem znośnie. Borden jednak zjechał jednego spota, gdyż Hellevetora miał od razu skontrować do Scorpion Death Drop, a tylko spadł, zrobił low blow (sędzia widział i nic) i wreszcie mieliśmy SDD. Potem powtórka tej samej akcji z top rope... super pomysł. Beer Money odzyskują pasy... mam nadzieję, że kończą jednak program z T3D i zaczynają z LC/MCMG. Walka nawet, gorsza od tej z LockDown ofc, ale było wiele niezłych akcji, szczególnie crossbody Raya. Pojawienie się BI spodziewane... jednak to, co wygadywali z komentatorami... =)) Don West zaczął gadać angielskich akcentem, naprawdę zajebiście mu to wychodziło.

I wreszcie Main Event. To wysłanie na początku Joe do klatki było dziwne i nie podobało mi się to, ale potem dostaliśmy wyjaśnienie, dlaczego tak się stało. Z początku mało składnych akcji, tylko punche i kopy, lecz z minuty na minutę zawodnicy się rozkręcali. Zaskoczył mnie świetny spot by Foley. Poza tym jeszcze parę niezłych akcji, które sobie za chwilę przypomnę oglądając ME po raz drugi. :) Nie można się przyczepić do bookingu, tak samo do zawodników, gdyż każdy z nich przez jakiś okres czasu prowadził walkę. Koniec... coś pięknego. Niesamowity zonk, niesamowite zaskoczenie... zamarkowałem na maksa. Widząc AJ'a, wspinającego się po drabinie, chciałem krzyczeć wniebogłosy, jednak była 01:00. Powerbomb by Joe, czyli już w sumie jakaś zdrada... Joe wchodzi po drabinie, myślę sobie, że dobrze (nie Foley!), a tu Angle się pojawia... zamach... i Joe oddaje pas z uśmieszkiem Kurtowi. Ten go wiesza i celebruje wygraną. Myślałem sobie niedawno, że Kurt jest trochę olewany, nie liczył się w walce o WHC i może odejść do WWE... ale teraz jego postać jest ciekawa jak nigdy dotąd! Nie mogę się doczekać na impekta (dopiero w piątek. :( ), gdyż Slammiversary było zajebiste. Naprawdę zajebiste. I choć z Montelem się nie zgadzam w wielu kwestiach, które poruszył, to tak, TNA bije WWE na głowę. :)


  • Posty:  709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

No tak, już po Slammiversary. gala, w której pokładałem dość duże nadzieje, szczególnie po trzech walkach...KOTM match'ach i Monster Ballu... Moim zdaniem gala nie zawiodła... ba, była wręcz bardzo dobra. Dlaczego nie była świetna? powiem za chwile

KOTM o X division Championshhip to walka odziwo opener... W każdym razie cała piątka dała radę, a największy cheer najwiekszy zdobył nie Suicide, nie Lethal Concequences, a... Alex Shelley (Sabin też dostał duży pop). Walka naprawdę ciekawa, nie przynudzali nawet przez 15 sekund. Było i kilka ciekawych spotów, fajnych akcji. W pewnym momencie pomyślałem, że Suicide straci pas na rzecz któregoś z Gunsów. jednak czar niepewności prysł, gdy Suicide przemieszał się na drabinie w narożniku. Warte odnotowania jest też zdziwienie Sabina po tym, jak spinował go ALex Shelley. Po prostu świetne zaskoczenie :D****1/4

Douglas i Daniels nieco zamulali, ale póki emocje po KOTM trwały, dało się oglądać... W sumie Shane tylko asystował w walce, to Daniels odwalał całą czarna robotę... Walka bez fajerwerków, zwycięstwo niemalże pewne od początku. Daniels jest wciąż w formie, ale pan Shane Douglas nie bardzo... **

Monster Ball to kolejna bardzo dobra walka. Przed galą bardzo obawiałem się,czy babki nie ogranicza tej walki do zwykłego strit fajta, czy czegoś takiego. Mile się zaskoczyłem tym, ze Daffney przyjmuje bardzo dużo, a Taylor wykonywała takie stiffowe shoty, że miło się aż na nie patrzyło. Abyss i raven jak zawsze, bardzo dobrze, nie mieli żadnych skrupułów co do wykonywania akcji... Nie często widzi się kobietę w pinezkach, nie często widzi się tą samą kobietę w tej samej walce na połamanym stole. Można by się przyczepić, ze ten splash Wilde nie wyszedł zbyt dobrze (po prostu brak obycia w bumpach). jedyna akcja, która nie wyszła, to chokeslam na śmietnik, ale to był przypadek, wiec nie ma co sie martwić... ****

Pojedynek Stinga i Matta Morgana był wielka zagadką. Jak wiadomo, Morgan to przyszłość biznesu (choć ja tam nie jestem jego wielkim fanem), a Sting to już jest legenda tego biznesu. O dziwo walka była dość dobra. Sting bez problemu wskakiwał, zeskakiwał, biegał. Był nad wyraz ruchliwy, a to się chwali...Morgan dobrze pomagał Stingowi. Dwa Scorpion Deathdropy, w tym jeden z 2 liny wyglądały efektownie. naprawdę niezła walka, mimo, iż była krótka. Właściwie, to byłą w sam raz, bo później mogłaby już zanudzać... ***

Walka o Tag Team Championhip to naprawdę dziwna walka. Z początku straszne nudy. Zarówno mnie, jak i Conamanowi zaczęło się nudzić... Dopiero druga część zaczęła się robić ciekawa. Gdy robiło się juz w miarę ciekawie, do komentatorów podeszli Brytyjczycy z British Invasion. Hmm... Przy micu widoczny był ich przeraźliwy brytyjski akcent. W każdym razie rządzili różnymi fajnym tekstami typu "nie będziesz kaleczył mojego języka w mojej obecności". Podczas pobytu angoli w ringu było już naprawdę nieźle. Muszę przyznać, że zarówno beer Money jak i 3D odwalać zaczęli niezłe show... Mimo wszystko walka obudziła się za późno. Naprawdę zdziwiło mnie zwycięstwo Beer Money. Nie sądziłem, ze 3D stracą pasy tak szybko... **1/2

KOTM o World Champa również był zagadką. O ile mógł wyjść słabo, to mógł też wyjść bardzo dobrze. No i bardziej skłaniam się ku opcji drugiej. Wyszedł dobrze, choć pierwsze kilka minut trochę zamulało. Ogólnie to cała piątka miała równe szanse, cała piątka wystąpiła dobrze, no i cała piątka dała z siebie wszystko. O dziwo dawał radę nawet Mick Foley. o ile zwycięstwo Kurta Angle'a nie dziwi, to zaskakuje sposób, w jaki dostał ten pas... Teraz zachodzi pytanie... Joe joins the mafia? Nie wiem, ale robi się ciekawie ****1/4

reasumując gala bardzo dobra, a gdyby nie kiepski pojedynek "Second Chance" i słaba połowa meczu 3D vs. BM, to może i gala byłaby świetna. Wrażenie i tak robią aż 3 walki z oceną co najmniej ****


  • Posty:  305
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  28.08.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

To już tak teraz na spokojnie można coś napisać.Gala była jak dla mnie niesamowita.Naprawdę TNA postarało się z przygotowaniem nam tego produktu.Pree Show nie skomentuję, ponieważ go nie oglądałem.Ale po kolei.

Opener.Przed pobraniem CD1 gali obejrzałem sobie jeszcze Ultimate X z ich udziałem z tegorocznego Destination X.Krótkie przypomnienie i odpaliłem sobie Slammi.Na początku wszyscy idą na Sucide'a.Oczywiście tag teamy pracują zespołowo,jak się później okazało do czasu.Sama walka świetna.Dużo ciekawych,a zarazem ryzykownych akcji,pokazało,że ta gala będzie bardzo dobra.Szkoda,że znów wygrał Suicide.Chciałbym żeby w najbliższej przyszłości miał ktoś z MMG ten pas.Szczególnie Alex Shelley,który walczył bardzo dobrze.No,ale cóż może na następnym PPV walka Shelley vs Suicide to byłby bardzo dobry ruch ze strony TNA.Ogólnie walka bardzo dobra.No i dobrze,że KOTM na początku. :t_up:

Second Chance match,czyli najsłabszy mecz w czasie całej gali.Gdyby nie Daniels,byłoby o wiele gorzej.Tak pokazał kilka ciekawych akcji i na tym koniec.Dobrze,że Douglas nie walczy na codzień w federacji.Po prostu mecz się odbył i tyle.Szkoda też,że na początku meczu Douglas odczuwał już ból w kolanie.

Mecz pań.Ogólnie wyszedł średnio,nawet dobrze jak na kobiety.Na koniec oczywiście motyw z tym sprejem.I mamy wszystko po staremu,a tak liczyłem na nową champion. :| Jednak Tara ma jeszcze czas na pas mistrzowski. :)

Monsters Ball match to także jeden z lepszych pojedynków na gali.O dziwo panie także mocno pokazywały zalety tej stypulacji.Szczególnie bump na stół Taylor mi się spodobał.Oczywiście Abyss i Raven trzymali bardzo dobry poziom. ;)

Tylko postać Dr.Steve'ego mnie troche już wkurzała,ale wraz z końcówką meczu powoli i on usuwał się w cień.Warto też odnotować ciekawy segment z Ravenem przed walką. :)

Pojedynek Morgana ze Stingiem także był trochę słabszy od reszty.Jednak stał na niezłym poziomie.Także pokazał się z dobrej strony Sting w czasie walki,który pokazał,że jeszcze ma czas żeby przejść na emeryture. ;) Jak dla mnie walka bez większych emocji.

Mecz tag teamów zaczął się na dobre tak naprawdę z chwilą wejścia British Invasion na rampe.Od tej pory jak i Team 3D oraz Beer Money pokazali się już z bardzo dobrej strony.Jeszcze mieliśmy ładny skok Brother Ray'a na członków British Invasion,gdy Beer Money odliczali już Brother Devon'a.I dzięki temu mamy nowych mistrzów. :)

No i czas na ME.Walka była bardzo dobra.Każdy z wrestlerów pokazał się z dobrej strony.Oczywiście kilka ładnych akcji.Cóż w tej walce,najbardziej mnie zdziwił początek.Joe od razu na 2 minuty pomyślałem coś nie tak.Dalej obijanie Kurta.Później kilka akcji JJ i Aj'a.Wkońcu mamy końcówke gdy zobaczyłem AJ'a jak wspina się na drabine krzyczałem już żeby wchodził,ale zobaczyłem 1:00 do końca i wtedy pojawił się Joe i Kurt.No,a końcówke już wszyscy znamy.Coś niewiarygodnego.Nie wierzyłem własnym oczom.No ale cóż pozostaje nam czekać do impaktu.Tam z pewnością znajdziemy wyjaśnienie całej sprawy.Tylko jak TNA wyjaśni to,że Joe obijał całą MEM i teraz sam do nie wstąpił :?: Pożyjemy,zobaczymy.Cóż ze strony TNA Slammiversary 2009 to była bardzo dobra gala.Z pewnością zapamiętam ją na długo. :)


  • Posty:  157
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  12.08.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Tegoroczne Slammy nie zawiodło. Ba! Było naprawdę mocarną galą :t_up: Ale w przeciwieństwie do niezwykle wychwalanego przeze mnie Sacrifice, tu było prę zgrzytów, lecz o tym potem.

Opener znów skradł gale, X-Div KotM był po prostu fenomenalny! Masa świetnych spotów, zero zamuły, było troche dramaturgi, no i masa spotów :twisted: Przy tej walce zamarkowałem po raz pierwszy, od nie pamiętam kiedy... Ale nie ma co się dziwić, ta 5 zawodników nie mogła nie zrobić świetnego meczu. Teraz jestem ciekaw, jak dalej potoczą się losy X-div title'a, bo feud Suicide-MCMG/LC jest chyba skończony. Drugi pojedynek to pierwszy ze "zgrzytów" tej gali. match był po prostu słaby i żadne monsoulty Danielsa nie mogły go uratować. Douglas jest w bardzo słabej formie i bardzo dobrze, że nie dostał tej drugiej szansy. Jeśli chodzi o kobitki, to byl TNAowski standard, czyli mogło być dużo lepiej, ale też jakoś tragicznie nie było, dało się oglądać bez przewijania. Fajnie, że w końcu Kong zostala odrzucona gdzieś na bok i ma przerwe w kręceniu się koło pasa, bo ostatnio jej postać mi się przejadła. Dalej- Monster Ball- kurde! Jaki debil tak rozmienia tę stypulacja na drobne!? Przecie Monster Ball, powinno być czymś na wzór MitB w WWE. Tylko raz w roku, na B4G i tyle, a nie że dwa miesiące pod rząd mamy ten "exlusiv"... Ale tylko tyle narzekania, walka była bardzo dobra, duży zaskok z postawy lasek. Fajne spoty( Przekozacki Black Hole Slam na koniec :t_up: ) Jak dla mnie 2 walka gali. Pojedynek Stinga z Morganem wypadł też dobrze, ale nie budził we mnie jakiś tam fascynacji, jedyna akcja która zapadła mi w pamięci to Scorpion death Drop z lin. Mam nadzieje, że to jednak nie koniec feudu i Sting podpromuje Morgana na tyle, aby ten za jakiś czas mógł zasilić main eventy, w chłopaku jest duży potencjał. A właśnie, co do promowania młodych zawodników- ciekawe, czy feud na linii Jarret/Eric Young będzie kontynuowany- Eric w roli heela niespodziewanie mi się spodobał. Walka o pasy tag, nie tak dobra jak na lockdown, ale trzymała poziom, dobrze że teraz dosyć dużo się dziej w dywizji tag, cieszy również zwycięstwo BM, mam nadzieje że teraz poprowadzą feud z MCMG, którzy już od dawna powinni się kręcić koło tych pasów. Aha, i jeszcze coś Crossbody Raya- dla mnie akcja PPV, mimo to że może nie było wykonany perfekcyjnie, to zrobiło to na mnie mega wrażenie! Skok foleya z klatki może się schować. Duży plus za tę akcje. Dochodzimy do main eventu. Na początku fajny motyw z karą dla Joe :) Sama walka była dobra, dużo ciekawych akcji, ale zabrakło jakieś potężniejszego bumpa( elbow drop Foleya, nie zrobil na mnie zbyt dużego wrażenia, ale żeby nie bylo- spot fajny, lecz przydałoby się coś mocniejszego). I tak jak walka była dobra, to sam koniec był z dupy wyciągniety! Gdzie tu logika!? Rozumiem, że miało być zaskoczenie, ok, było. Ale po jaką fujare Joe na początku walki rozwala Kurta, na impactach zapowiada, że go zabije, wcześniej masakruje członków mafii, żeby potem ot tak oddać pas, swojemu największemu wrogowi w fedzie!?!?!? :censored: Jeżeli Joe miał przejć heel turn, to mógł załatwić tą swoją maczetą AJ i JJ, czyli głównych faców fedu, a nie robić takie coś! No ale TNA udało się wzbudzić ciekawosc, co będzie dalej... A, zapomialem dodać, żedrugi raz na tej gali zamarkowałem, gdy AJ już prawie zawieszał pas, normalnie już się cieszyłem, a tu Joe takie coś odwala! chyba przez to taki zażenowany tą sytuacją byłem...

Ogółem gala bardzo dobra, 3 świetne walki, 2 dobre, jedna średnia i jeden gniot, lecz wrażenia po obejrzeniu bardzo dobre. Dużo się na PPV działo i teraz jestem naprawde bardzo ciekawy jak dalej się wszystko potoczy :)

Jeśli miałbym wystawiać ocene gali było by to mocne 8/10 :t_up: TNA dalej trzyma forme :) i nawet zaryzykowałbym stwierdzenie, że jeśli chodzi o poziom walk, wcale dużo w tyle za indysami nie jest :)


  • Posty:  1 775
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  07.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Trochę po czasie, więc ograniczę wodolejstwo ;) Jest to moja druga gala TNA w tym roku. Pomimo przemęczenia ich produktem trzema wielkimi PPV (Lockdown, Slammiversary, Bound for Glory) nie można pogardzić. Spodziewałem się jednak przeciętnego show i... bardzo miło się zaskoczyłem.

1. King of the Mountain Match for the TNA X Division Championship

Moim zdaniem najlepsza walka na gali. Poza Suicidem właściwie wszyscy spisali się znakomicie. Największe brawa dla Lethala - jego elbow drop na drabinę wgniótł mnie w fotel. Należy mu się szacunek za takie poświęcenie. Uznanie również dla Sabina za skok z klatki - właśnie takich spotów brakowało mi od paru miesięcy. Finałowy cutter akurat przeciętny. Widać, że Kaz nie doszedł całkowicie do siebie, lecz nie zepsuło to efektu.

Ocena: ****1/4

Aaa, zapomniałem dodać: dwa dni temu śniło mi się, że Willem dał tej walce *****. Podświadomość jest fascynująca! :D

2. Second Chance

Pojedynek do którego należało podejść sceptycznie. Gdyby nie Daniels mielibyśmy katastrofę. Ale... Fallen Angel dwoi się i troił tak, że wcale nie musiałem przewijać. 37 latek najwyraźniej nie ciąży Chrisowi na karku.

Ocena: **1/2

3. TNA Women's Knockout Championship

Obejrzałem na przewijaniu, więc wstrzymam się od oceny. Wystarczy powiedzieć, iż nie było to nic specjalnego.

4. Monsters Ball

Pozytywne zmiany w TNA nie ominęły także Abyssa. Kiedy porównam obecnego "prawie monstera" i tego sprzed 8 miesięcy to różnica jest widoczna. Przypomniał sobie, na czym polega zaangażowanie. Sam match naprawdę przyjemny dla oka. Nie oczekiwałem, że któraś z pań przyjmie rzut na pinezki. Oczywiście postawa Daffney nie pozostanie bez wpływu na rating walki.

Ocena: ***1/2

5. Morgan's chance to join Main Event Mafia

Sting to kolejny po Abyssie wrestler, u którego można dojrzeć objawy "odklocenia". Niestety sam match dość przeciętny i dopiero końcowe minuty przyniosły nieco emocji.

Ocena: **1/4

6. TNA World Tag Team Championship Match

Chyba za dużo naoglądałem się WCW z 1996 roku i teraz wszystko inne jest dla mnie cudem :D Dobra postawa Team 3D (lot Bubby to kolejny Holy Shit Moment. Obecnie Foley może brać z niego przykład), zaś Beer Money od początku ich istnienia nie kupowałem. Właściwie nie ma co się rozpisywać - typowe solidne starcie w brawlerskim klimacie.

Ocena: ***1/2

7. King of the Mountain Match for the TNA World Heavyweight Championship

No i przyszedł czas na wisienkę na torcie. Porównując do zeszłorocznej edycji KOTM był po prostu cudowny. Może nieco przesadziłem, ale fakt faktem obejrzało się z przyjemnością Co prawda poza skokiem AJ'a zabrakło efektownych bumpów (ten skok Foleya był tak ryzykowny. że jego stopy dotknęły ringu gdy głowa była jeszcze na wysokości narożnika), ale booking końcówki wynagrodził.

Ocena: ****

Jeśli następne PPV będą trzymały podobny poziom to czeka mnie rychły powrót do korzeni. Slammiversary niemal dorastało do poziomu PWG, a zaprezentowało się zdecydowanie lepiej niż cały wXw 16 Carat Gold Tournament. Nie brzmi to może jak entuzjastyczna pochwała, ale w 2008 ochrzciłem drugą nockę niemieckiego turnieju mianem gali roku.

Edytowane przez Gość

2999686564ec3bcdf0a69b.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Bastian
      Gdyby nie kontuzja Bronsona Reeda, mogło być inaczej. 
    • KyRenLo
      No cóż, może będzie ku temu okazja Elimination Chamber 2026: World Heavyweight Champion CM Punk vs. Finn Bálor: Przystanek w drodze na WM. Całkiem udany przystanek, bo względnie mi się podobało to, co zobaczyłem w ich programie. Sama walka powinna też wyjść co najmniej nieźle, więc można dać już teraz plus. Ostateczny typ: CM Punk. Women’s Intercontinental Champion Becky Lynch vs. AJ Lee: To Becky Lynch, więc powinienem jak to ja jedynie zachwalać prawda
    • Bastian
      Żegnamy AJ Stylesa i witamy w Hall of Fame. Ruch zrobiony chyba głównie po to, aby AJ'owi przypadkiem nie przyszło do głowy spróbować swoich sił w AEW. Styles szybciej w HoF niż Cena, choć koniec ich karier dzieli raptem kilka tygodni. Jasiu pewnie dostanie główne miejsce za rok lub dwa. Powiało trochę starym TNA na RAW w Atlancie, nostalgia chwyciła, ale na pewno nie zatwardziałych fanów WWE, bo ci na widok Kazariana czy Abyssa nie za bardzo chyba wiedzieli, kim się zachwycać albo scrollow
    • KyRenLo
      Fenomenalny zasłużył: Piękny widok. To teraz niech WWE ogarnie Cenę, żeby go wprowadził, bo to jest chyba najlepsza możliwa opcja.  
    • KyRenLo
      Liv wybrała rywalkę i zaskoczenia nie było, bo być nie mogło. Liv vs. Steph: Brock Lesnar też zawalczy na WM i będzie to Open Challenge. Jacyś wasi faworyci do wyboru? Ja już wspominałem, że Lesnar vs. Femi ze zwycięstwem tego drugiego to jest coś, co chcę zobaczyć i oby WWE poszło w tym kierunku.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...