Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Yupikayey


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  285
  • Reputacja:   8
  • Dołączył:  30.07.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

I kolejny special post. Bez żadnych długawych wstępów - zapraszam do lektury...

Swoją drogą w takim tempie do 1000 dobiję za 5 lat :P

yupikayeyplakatver2.jpg

…Stanął u podnóża Wielkiej Góry i skierował wzrok w stronę nieba. Krople deszczu uderzały o jego zimną powierzchnię. Gdy rozpadało się na dobre, wszedł do wydrążonego w skale tunelu. Błyskawica rozświetliła ciemno niebo, a grzmot przerwał złowrogą ciszę. Wyniszczona maszyna zaczęła iść przed siebie…

Grzmot!

Lewa, złamana w czterech miejscach ręka wisiała bezwładnie nad mokrą powierzchnią drogi; sprawnie działająca prawa ręka przyciskała pas do piersi. Splamiony krwią tytuł dawał dziwny, tajemniczy blask…

Grzmot!

Tunel okazał się być dłuższy, niż początkowo zakładał. Oczyma duszy widział jednak jego koniec, blask bijący z oddali, metę długiej wędrówki. Z każdym kolejnym krokiem doń się przybliżał… lecz z każdym kolejnym krokiem chrzęst metalicznych części się wzmagał… Ale ukojenie było tak blisko…

Grzmot!

Szedł zygzakiem obijając się o ściany. Uderzał o nie jednocześnie patrząc na ów blask, nierzeczywisty, lecz namacalny…Z trudem ciągnął za sobą lewą nogę. Włóczona była dla niego ogromnym ciężarem. W myślał ją odrywał, rzucał, sponiewierał…

Grzmot!

Stanął, gdy nagle ze ścian zaczęła sączyć się gęsta, ciemnoczerwona posoka. Ciecz leniwie spłynęła na podłogę, okalając stopy maszyny. Ta spojrzała na nie badającym wzrokiem, i rzuciwszy po raz ostatni pełnym pogardy uśmiechem ruszyła przed siebie…

Grzmot!

Tripel Z zerwał się z łóżka na równe nogi. Oparł się o nietanią komodę i zaczął sapać jak pies. Grube krople potu kapały na kosztujący majątek dywan, który wchłaniał ciecz jak amerykańscy obywatele hamburgery. Całe pomieszczenie zalewała fala mroku, gęsta i złowroga…

Tripel Z, nadal ciężko dysząc, podszedł do gustownej meblościanki, która w ogarniających ciemnościach wyglądała… jak meblościanka w ciemnościach. Tripel otarł pot z czoła i oparł się o bareczek.

- Taaa, tańczące na rurach cizie… k***a!

Wtem usłyszał szelest jedwabnej pościeli. Dźwięk ten wydał mu się tak piękny i pozbawiony jakiejkolwiek skazy, że postanowił za nim iść. Zamknął więc oczy. Widział siebie na latającym dywanie ze złotego jedwabiu wraz z trzema kobietami. On sam, ubrany w charakterystyczny kostium ze złota, z zawieszonym na boskich biodrach kilkukilogramowym pasem i założonej na bujnie pokrytej włosiem głowie koronie wysadzanej błyszczącymi diamentami, był niczym król, który jednym skinieniem palca potrafi skazać na śmierć całe państwo… lub chociaż powiat… Dwie współtowarzyszki Tripla miały za to całkiem fajne, skórzane buty.

Zajmowały się one pielęgnacją Tripla. Jedna, o kruczoczarnych włosach i cerze gładkiej jak tafla jeziora w bezwietrzny dzień, wcierała w boskie ciało Króla – a dokładniej to w okolice kolana - jakiś krem ujędrniający. Druga wachlowała go wielkim liściem palmowym, a trzecia podawała winogrona.

- Kochaniutka – odezwał się do kobiety wcierającej krem – tutaj! – Wskazał na obszar położony 2,5cm powyżej kolana. Zlękniona kobieta szybko zmieniła obszar wcierania kremu, a zadowolony Tripel dał znać innej kobiecinie, by podała mu winogrono. Gdy sok trysnął w jego niewątpliwie boskich ustach, zadzwonił telefon. Tripel najpierw się ociągał, później coś nucił pod nosem, w końcu się zdenerwował.

- Kto ma czelność przerywać mi odpoczynek! No KTO!?

- Ale ja nie wiem – odezwała się przestraszona kobita z kremem w ręku

- Nie gadaj, tylko masuj!

Kobieta szybko wróciła do swoich obowiązków. Gdy dzwonek „Król Królów” nie przestawał grać, rozłoszczony Tripel odebrał

- Powiadam ci, że jeżeli to jakaś głupota, już jesteś zwolniony! A jeżeli u nas nie pracujesz – dodał po chwili - znajdę cię i zabiję!

- Synu – odezwał się głos w słuchawce – grzeszysz…

- Co?

- Zaprawdę powiadam ci, źle czynisz...

- JUŻ PO TOBIE!

- Jednak każdy, nawet największy grzesznik ma szanse odkupić swoje winy

- k***a JUŻ NIE ŻYJESZ!!

- Czyń dobro, a osiągniesz nieśmiertelność w Królestwie Niebieskim.

Tripel rzucił telefon, który, na nieszczęście, trafił w kobietę wcierającą krem ujędrniający. Siła uderzenia była tak mocna, że zabiła ją na miejscu. Leżące zwłoki Tripel szybko zrzucił z dywanu, zaś pozostałe dwie przestraszone kobiety zmierzył wzrokiem…

- Podaj mi… nektar - zwrócił się niskim głosem do kobity podającej mu winogrona… - JUŻ! Boże, ale mnie śmieć zdenerwował. Już ja się dowiem kto sobie takie żarty stroi

- Z pana? Żarty?

Tripel odwrócił głowę i wzrokiem zimnym jak stal przeszył na wylot kobitę z liściem w ręku…

- Przestałaś wachlować – powiedział niskim głosem…

Król zamknąwszy oczy zaczął pić nektar przez słomkę. Rozluźnił napięte muskuły, stał się senny. Mimo że leciał wśród chmur, znów usłyszał szelest pościeli… Gdy do jego pięknych uszu doszło czułe „kochanie”, otworzył oczy i zobaczył przed sobą przymuloną Stefanię.

Ubrana była w długą białą podomkę, na stopach miała szaro-pomarańczowe pantofle, a twarz zakrywało kilkanaście kosmyków włosów. Wzrok jej zaś był tak mętny i pozbawiony życia, że Tripel byłby w stanie uwierzyć, że to azjatyckie kino grozy to prawdziwy fenomen…

- Oh, Stef…

- Kochanie, co ty robisz pod barkiem? – zapytała nie odrywając oczu od męża

- Chyba za dużo pracuję… Powinienem wziąć wolne…

- Znowu sen… - wymamrotała Stefania. - Kochanie, powinieneś udać się do lekarza, mój ojciec załatwi ci najlepszego psychologa, jaki stąpa po tej ziemi. Nie mart…

- Co!? Ja mam udać się do lekarza?? Psychologa??? Ty kpisz sobie? Ja nie jestem wariatem!!

- Ale kocha…

- Nie jestem chory!!! Nigdy nie byłem!!! Przez ostatnie kilka lat nie miałem nawet kataru!

- Ależ kochanie, nie denerwuj się, weź leki…

Tripel odsunął się prędko od barku, podszedł do okna i począł wpatrywać się w przydomowy ogród. Kolorowe liście bujnie porastające wielką topolę zdawały się migać w bladym blasku księżyca. Było to ukochane drzewo Tripla. To właśnie w jego cieniu trenował swoje potężne bicepsy, lizał zewnętrzną powierzchnię swojej pięknej żony, czytał poradnik kulturysty czy pisał… O, tak, naszemu bohaterowi zdarzało się pisać. Jego największym osiągnięciem był scenariusz do krótkometrażowego filmu erotycznego pt. „Potężne zderzaki 2: Czas Pogardy”. Film odniósł niebywały sukces, a nazwisko głównego reżysera, Reja Pytkerio, stało się rozpoznawalne w całej zachodniej Kalifornii…

- Przepraszam, kochanie, poniosło mnie – odezwał się w końcu Tripel – Jestem już tym wszystkim zmęczony.

Stefania podeszła do męża, objęła go czule i zaczęła szeptać mu do ucha różne świństewka

- Kochanie, chodź do łóżka, zdejmij już ten pas…

Tripel Z drygnął.

- Wiesz, idź lepiej sama, ja jeszcze trochę popatrzę… Albo pójdę do kuchni.

Stefania położyła się spać, a Trajpel – bo tak też mówiono na naszego championa – skierował się w stronę kuchni. Otworzył drzwi i wszedł na korytarz. Gdy dostrzegł palące się w kuchni światło, prędko, jak porażony prądem, cofnął się i zatrzasnął za sobą drzwi. Ciężko dysząc wrócić do łóżka.

- Szybko wróciłeś. – Stefania przewróciła się na bok nie otwierając oczu.

- Tak, nie będę latał po rezydencji, jeszcze kogoś obudzę…

Trajplowi tak naprawdę przypomniało się traumatyczne wydarzenie sprzed roku, które wstrząsnęło nim dogłębnie, i które mimo upływu czasu wciąż ma przed oczami.

- Po Yupikayey wezmę urlop – wyszeptał, obejmując pluszową maskotkę, którą otrzymał na swoje czterdzieste pierwsze urodziny

Gdy budzik zaczął grać „Król Królów”, Triple Z otwarł oczy i odwrócił się w stronę Stef. Nie było jej. Odsapnął i po jakimś kwadransie podniósł się z łóżka. Była za piętnaście jedenasta. Poprawiwszy zapięcie pasa, podszedł do okna, za którym dostrzegł idącego w kierunku rezydencji listonosza.

- A ten czego tu szuka?

Nic to – pomyślał i usiadł na sporej wielkości fotelu, który kosztował Makarona pół miliona dolarów… Ale czego się nie robi dla ukochanego zięcia?

Siedząc tak, Trajpel nerwowo stukał w blat stołu. Był poirytowany i nerwowo spoglądał na leniwie poruszające się wskazówki zegarka. Gdy otwarły się drzwi sypialni, Trajpel wydarł z siebie nieludzki wręcz dźwięk

- Gdzieżeś, łajzo, był!!

- Proszę pana, nie słyszałem melodii „Król Królów” – odpowiedział przestraszony kucharz Makaronów, Roki. - Obiecuję, że to…

- Czego nie słyszałeś?

- Pięknej melodii „Król Królów”. Obiecuję, że to już się więcej nie powtórzy

I zaczął przepraszać swego pracodawcę najmocniej jak to tylko możliwe

- Dobrze już, co dzisiaj jest na śniadanie?

Czoło Rokiego zlało się potem. Poczuł jak wnętrzności wywracają mu się we wszystkie strony… Przełknąwszy ślinę wymamrotał…

- Płatki owsiane

I nastała minuta milczenia, po której Triple Z nakazał kucharzowi zostawić cztery półmiski, które ten przyniósł, i odejść.

Co za służba! – mówił do siebie – Jak przyjdzie Stef, muszę z nią poważnie na ten temat porozmawiać.

Zaczął jeść. Gdy wszamał ostatni półmisek, do sypialni wszedł Don Vinczenzo

- Synu, przypominam, że dziś Sina Twarz z plemienia Czarnych Stóp występuje w programie Mam Patent. Całą rodziną jedziemy do stud…

- Oj, ale mnie dziś głowa boli

- Aaa, czyli nie pojedziesz z nami. Szkoda. To na razie, synu

- narqua

Po wyjściu Vinczenza, Trypel jeszcze chwilę pobył w pokoju, obejrzał poranne wiadomości, z których dowiedział się, że baryłka ropy kosztuje niebotyczne 100 dolarów, banki już praktycznie nie dają kredytów, a biedna i sterana życiem kobieta z Manhattanu nie ma za co płacić czynszu. Po tych wstrząsających informacjach Trypel uśmiechnął się szyderczo, wstał i wyszedł na przepełniony porannym słońcem korytarz. Pas zawieszony na biodrach błyszczał niczym wypolerowana maska Bugatti Veyron, samochodu Trypla. Zszedłszy ze schodów, spotkał Czerwonego Kapturka, który opluwając wszystko wkoło śliną, wrzeszczał na cały głos, że nie dostał jeszcze scenariusza

- Przestań wrzeszczeć – uspokajał go Trypel

- Jest sobotni poranek, a ja nadal nie mam tekstu!!

- I co w związku z tym?

- Jak to co? Jutro gala, ja nie mam tekstu, nie znam przebiegu walki, nie

- Przestań jazgotać! Wytrzyj lepiej usta.

Po tej jakże interesującej wymianie zdań, Trypel usiadł wygodnie na kanapie i chwyciwszy w pokryte najrozmaitszą biżuterią dłonie pilota, uruchomił potężny, bo aż 80 calowy telewizor wysadzany diamentami

- Paniczu – odezwał się za plecami Trypla kucharz Roki – czy nie zechciałby pan przeczytać listu, który przyniósł dziś rano listonosz?

- Co znowu? – burknął Tripel – jaki znów list?

Roki podał swemu pracodawcy kopertę i szybko się ulotnił.

- A to co takiego?

- Wezwanie do sądu – odpowiedział tak cicho jak tylko się dało Roki

- Co tam mruczysz?

- Wezwanie do sądu – odpowiedział już głośniej

- Cooo? Wezwanie??

- Pozwał nas ten czubek z restauracji Rzeka Aromatycznych Wspaniałości. Pamięta pan… te burdę…

- Milcz, psie, pókim dobry! Powiedz ty mi lepiej kto to przyniósł?

- Jak to kto? Nasz listonosz, Czak Półobrót.

- Już ja mu pokażę, gdzie raki zimują. Gdzie jest poczta!?

- Spokojnie, nie ma się co denerwować, tę sprawę na pewno wygramy

- Milcz, łajdusie!

Trypel podbiegł do przerażonego kucharza i zaczął nim targać jak opętany

- GDZIE!! JEST!! POCZTA!!

Wtem do rezydencji wszedł Don Vinczenzo. Widząc rozszalałego zięcia podbiegł do niego i oddzielił od kucharza.

- Co się tu, kurde, dzieje?

Trypel pokazał Vinczenzowi wezwanie

- A to małpa… Lecz wygramy, spokojnie, zatrudnię najlepszego prawnika na ziemi… Nie, nie ma szans.

- No uspokoił mnie tato odrobinę

- Nie ma się czym martwić – odpowiedział Vinczenzo klepiąc zięcia po zlanych potem barkach. – Zresztą mamy poważniejsze sprawy na głowie. Już jutro Yupikayey, nie mamy rozpisanych wszystkich walk…

- Właśnie. Czerwony Kapturek chodzi jak poparzony, nie ma tekstu

- Po co mu? I tak by się nie nauczył, zawsze ma z tym problem.

- No tak, racja… A jak… moja walka?

- Wszystko w porządku. Zająłem się nią osobiście. Siedziałem nad nią całą zeszłą noc. Wpadnij do mnie później do biura to obgadamy pewne sprawy.

- Się rozumie, tato.

Trypel udał się do sypialni, gdzie trenował potężne bicepsy, w salonie zaś Roki z rozdziawioną gębą stał jak ten kołek nie wierząc w to, co przed chwilą mu się przytrafiło. Podeszła do niego Blondi 2, pomachała mu ręką przed oczami, pstryknęła palcami, buchnęła płomieniem z zapalniczki, a następnie udała się do kuchni. Przekroczywszy próg, poczuła dziwny zapach…

- Roki… Czujesz? Co tak śmierdzi?

- Śmierdzi? Ja gotuję – odpowiedział obudziwszy się z głębokiego snu kucharz… - Cholera jasna, kurczak dla Trypla! Odsuń się!!

I rzucił się szczupakiem w stronę kuchni. Gdy otworzył piekarnik, uderzył go swąd spalonego mięsa.

- To koniec, idę się pakować

- Co? Dlaczego?

- Koniec, koniec, to już jest koniec, naprawdę koniec, zejdź mi z drogi, idę na górę, to koniec.

- Poczekaj – zatrzymała go Blondi 2 – Nie jest źle… Ten zapach… Ten zapach na mnie działa. Roki, weź mnie. Tutaj.

I przylgnęła do niego całym ciałem.

- A daj ty mi spokój! Nie rozumiesz, że już po mnie! Skończę dokładnie tak samo jak Katarzyna. Boże kochany. Wieczorem już mnie tu nie będzie, idę się pakować Odsuń się… Odsuń się, mówię

- Pfff, jeszcze będziesz chciał.

I Roki wybiegł z kuchni

- A temu co jest? – zapytał Szejk wchodząc do salonu. – Wybiegł z tej kuchni jak poparzony

Zamknąwszy za szefem drzwi, Rej Pytkerio podszedł do przeszklonego stołu i oparł się o duży fotel

- Może dowiedział się, skubany, że mam zamiar umieścić go w moim najnowszym filmie. Dziś już nic nie ukryjesz przed ludem – odparł wzdychając

- Dobrze, ale po co nas tu wezwałeś? – zapytał Grubasek Jimmi, który również przybył na to tajemnicze zebranie

- Otóż, panowie, przynoszę wspaniałą nowinę. Chcia…

- Kontynuuj, kontynuuj – przerwał wyraźnie podniecony Szejk

- … Potężne zderzaki 3… Zrobię z tego trylogię!

Grubasek Jimmi odpalił cygaro, poprawił kapelusz, z którym rozstaje się tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, ot, choćby wczoraj, gdy próbował wejść do kabiny prysznicowej, by umyć swoje piękne ciało, i usiadł na duży, ładny fotel.

- Niesamowite – odparł Szejk otwierając oczy i usta ze zdziwienia, z których po chwili zaczęła kapać ślina

- Wiem, wiem, dlatego też was tutaj wezwałem. Będzie to duży projekt, potrzebuję waszej pomocy

- Ale czy jest sens robić kontynuację? – zapytał Jimmi. - Z tego co sobie przypominam, w „dwójce” główny bohater umarł.

- Tak, to prawda, w ostatniej scenie został potrącony przez tirówę. Nie wiedziałem jednak wtedy, że film odniesie taki olbrzymi sukces, że trafi od razu na DVD. Słuchajcie, pomyślałem, że w roli głównego bohatera obsadzimy kogoś nowego.

- Nieee, to nie jest dobry pomysł – wtrącił Szejk – Musielibyśmy zorganizować casting, a nie wiem, czy znalazłyby się na to fundusze, ponadto nowy aktor mógłby zażądać nieporównywalnie większego wynagrodzenia niż… ten… no… nieważne. Zresztą ludzie kochali Johnny’ego Łechtacza.

Cała trójka zaczęła intensywnie myśleć. Grubaskowi Jimmiemu poczerwieniał kapelusz, Rej stukał impulsywnie w poręcz fotela, a Szejk wycierał chusteczką ślinę ze stołu. W końcu, po kilkudziesięciosekundowej burzy mózgów, padła z ust Reja pierwsza propozycja:

- Potężne zderzaki 3: Nowa nadzieja. Historia genialnego detektywa, Oliviera Pyczongasa, który wpada na trop mordercy Łechtacza. Prowadzi supertajne śledztwo, odwiedza byłe kochanki Johnny’ego, zbiera informacje, korzysta z okazji… lub odwrotnie… później składa wszystko do kupy i gitara.

- Czy czegoś na temat nowych aktorów nie mówiłem? – zapytał Szejk. - Może pójdźmy w innym kierunku. Na przykład prequel. Potężne zderzaki 0: Narodziny. Opowiemy historię Johnny’ego, pokażemy jago dzieciństwo, jakie wydarzenie miało wpływ na jego osobowość. Dlaczego stał się tym, kim się stał…

- Bardzo dobry pomysł, Szejk – pochwalił Rej

- Za bardzo kombinujecie - szybko dorzucił swoje trzy grosze Grubasek Jimmi – Zaraz usłyszę, że z tej produkcji chcecie zrobić chwytający za serce melodramat. Moja propozycja jest taka - Potężne zderzaki 3: Zmartcipwstanie. Łechtacz wstaje z grobu i sieje spustoszenie wśród okolicznej ludności. Jest głodny i na maksa podniecony, więc rusza na łowy. To będzie piękne zakończenie trylogii.

- Niegłupie, niegłupie – powiedział Rej drapiąc się jednocześnie w podbródek. – Wszystkie te pomysły przedstawię Tryplowi. Mam nadzieję, że tak jak w przypadku poprzedniej części napisze scenariusz. Wy chyba się nie odwrócicie?

- Ależ skąd – odpowiedział pewnym głosem Szejk. – Wydam to, zrobię reklamę…

- Wspaniale! – wykrzyknął ze łzami w oczach Rej

- A ja stworzę ścieżkę dźwiękową. Dziś wieczorem się za to zabiorę, jutro rano dostaniesz. – Grubasek Jimmi poprawił swój tyłeczek w dużym i ładnym fotelu.

- Panowie, to wielki dzień, musimy to jakoś uczcić

- Może wspólny okrzyk? – zaproponował Jimmi

- To ja może pójdę do Trypla, jeszcze nie wiem czy się zgodzi napisać scenariusz

- Ok, pójdę z tobą.

Rej i Szejk wstali z miejsc i skierowali się w stronę schodów prowadzących do sypialni Trypla. Lekko zmieszany Jimmi wyjął z kieszeni harmonijkę i zacząć na niej grać piosenkę własnego autorstwa pt. Piosenka Drewnianych Lalek. Ów utwór napisał kilka miesięcy temu, specjalnie dla Potfora z Indii, zwanego również jako Kali Niszczyciel, którego recital miał miejsce na jednej z tygodniówek. Gdy Jimmi sobie grał, Szejk, jeszcze na schodach, zatrzymał Reja i cicho, niemal szeptem zapytał:

- Rej, może jakaś mała rólka?

- Nie wiem czy to dobry pomysł

- Malutki epizodzik, nic wielkiego

- To jest bardzo ryzykowne. Ktoś może cię nakryć

- Wykorzystam ten sam motyw z „dwójeczki”. Narzucę na głowę biały ręcznik i będę grał Białogłowego jeźdźca… Białogłowy jeździec powraca… Czujesz to? Ale się napaliłem.

- Nadal uważam, że to ryzykowne

- Pieprzyć ryzyko. Nie pokapowali się przy „dwójce”, to nie pokapują się przy trzeciej części. Ale będzie jazda… Lecę poćwiczyć do roli

- Ale Trypel…

I to były jego ostatnie słowa skierowane do Szejka. Makaron pogwizdując wesoło sfrunął ze schodów i podskakując a to na prawej, a to na lewej nodze zniknął z pola widzenia Reja. Ten nie mając ciekawszych rzeczy do roboty na środku schodów udał się do sypialni Trypla.

Jimmi tymczasem wyciągnął z zewnętrznej kieszeni marynarki chusteczką, którą wytarł mokre od łez oczy. Tak się biedak wzruszył grając Piosenkę Drewnianych Lalek, że aż zapłakał. Nie zauważył skradającego się za jego plecami Mrocznego Zbysia, którego nikt od rana nie widział, a który miał odbyć poważną rozmowę z Donem dotyczącą jego domniemanej porażki na Yupikayey.

Musicie wiedzieć, że Mroczny Zbysio nigdy na Yupikayey nie przegrał… I może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie jeden drobny szczegół. Mianowicie nie przegrywa tak od 16 lat! Jedni się burzą i mówi Zbysiowi wprost co o tym myślą, a drudzy się burzą i unikają jego wzroku. W każdym bądź razie nikt nie przechodzi obok Zbysia obojętnie.

Zbyszek pewnym krokiem wszedł do kuchni. Objął swoim mrocznym wzrokiem całe pomieszczenie: tu jakiś kwiatek, tam półeczka, przy wejściu stolik, na którym miseczka z dziwnym roztworem przypominającym połączenie mleka z płatkami wydawała się nie mniej mroczna niż sam Zbyszek. Dalej stała oblepiona żółtymi karteluszkami lodówka, pod którą leżała jakaś bordowa szmata. To, co przykuwało uwagę każdego, kto wchodził do kuchni, było olbrzymie okno… Piękna rama, błyszczący parapet, na nim doniczka, w doniczce paprotka. W lewym rogu oparta o drzwi prowadzące do piwnicy stała stara miotła, która zatopiona w półmroku wydawała przybierać ludzkie kształty. Obraz starej miotły tak zafascynował Zbysiem, że stał wpatrzony w nią jak w obrazek.

Rozległ się dźwięk stukania w drzwi. Po drugim, potrójnym uderzeniu odezwał się ochrypły głos Trypla:

- Wejść

Rej Pytkerio wszedł i zamknął za sobą wrota. Trypel zmierzył go wzrokiem i niskim głosem zapytał:

- Czego?

- Przynoszę nowinę… Potężne zderzaki… Trylogia

Trypel odłożył kilkudziesięciokilowe hantle, otarł gustownym ręcznikiem w żółto-fioletowe motyle spocone czoło, napił się łyk napoju energetycznego TerminateEnergy i wskazał Rejowi miejsce.

- Trylogia, powiadasz? – Zapytał dla pewności

- Tak – lekko zdławionym głosem odpowiedział Rej. – Wraz z Szejkiem i Jimmim ustaliliśmy pierwsze koncepcje. Jeden pomysł nie chwaląc się jest mój. Historia Oliviera Pyczongasa, który wpada na trop mordercy Johnny’ego Łechtacza… nas

- Dobrze, dobrze – przerwał Trypel – kontynuuj.

- … Kolejny pomysł to historia dzieciństwa Łecztacza. Preqe

- Taak, taak…

- …I jeszcze pomysł Jimmiego, który mówi o zmartwychwstaniu Johnny’ego. Więc to są trzy pomysły, z których należałoby wybrać jeden i…

- I…?

- Napisać do niego scenariusz. Nie ukrywam, że przyszedłem z tym do ciebie?

- Do kogo?

- Do Ciebie.

- Z czym?

- Z prośbą

- Zgadzam się… A teraz idź, muszę potrenować przed jutrzejszą galą.

Rej Pytkerio wyszedł wyraźnie zadowolony. Gdy zamknął drzwi aż podskoczył z radości. Gdyby nie jeden drobny szczegół, być można dotknąłby głową żyrandolu… Schodząc ze schodów zaczął nad czymś myśleć… aż w końcu zatrzymał się w połowie drogi.

- Idź… muszę… potrenować… Jutrzejsza gala!!! Motyla noga! Nie mam scenariusza!

Chcąc oszczędzić trochę czasu skoczył szczupakiem, przeturlał się po podłodze, a następnie pobiegł czym prędzej do gabinetu Dona. Niestety już go nie zastał. Jak dowiedział się chwilę potem od przechadzającego się po rezydencji bookera, Don wyjechał do studia w którym dziś wieczorem odbędzie się program Mam Patent z udziałem Sinej Twarzy.

- Że niby co? – zapytał zaskoczony

- To ty nie wiesz? Sina Twarz bierze w tym udział. To było jego marzenie, dziś się ono spełni.

- Niesamowite…

- Taaa, pewnie. Za 10 minut na dole

- Dlaczego?

- Rozporządzenie Dona. Każdy ma ten program oglądać. Będzie sprawdzana lista obecności.

- Ale…

- Nie radzę kręcić. Don może się wkurzyć, a w takim stanie może być zdolny do wszystkiego. Nie zapominaj, że jutro Yupikayey. Ty, zdaje się, masz walkę

- Zdaje się?

- Słuchaj, to mnie zaczyna powoli męczyć. Skąd ja mam wiedzieć czy ty jutro masz walkę.

- Jesteś bookerem

- … Nie wywracaj kota ogonem. To nie ma nic do rzeczy. Bycie bookerem nie upoważnia mnie do bycia alfą i omegą

- Ale moja walka…

- Nie bój nic, jak rzeczywiście masz jakąś walkę, to się ją wieczorem albo jutro rano skrobnie. Mam jeszcze do skończenia kilka innych walk, m.in. Potrójna rozkosz – Sina Twarz z plemienia Czarnych Stóp vs. Byk Szoł vs. Ponętny Ecz czy Ekstremalna sieczka - Jarek vs. Leszek… Hmmm… chyba jeszcze coć… hmmm…

- Moja walka z Cycuchem!

- Aaa, tak, racja…

- ??

- Wiesz, zejdźmy lepiej na dół, za chwilę Mam Patent, trzeba oglądać, bo Don jak wróci będzie przepytywał i jak nie będziesz znał odpowiedzi to krucho

Zaskoczony, choć może lepszym określeniem byłoby ‘zszokowany’, Rej zszedł do salonu, gdzie grupka zniecierpliwionych ludzi czekała na program.

„Nie przegap tej okazji! Wchłaniacz-X3000 sprawi, że odkurzanie dywanów będzie sprawiało ci wyłącznie przyjemność! Koniec z resztkami psiej karmy, trawą, olejem silnikowym, wiklinowymi plecionkami, nasz odkurzacz to cud XXI wieku - sprzątnie wszystko! System wyposażony w GPS sprawi, że już nigdy nie zgubisz swojego odkurzacza! Nie przegap tej okazji! Spraw sobie lub bliskim prezent! To niesamowicie lekkie urządzenie, które waży tyle, ile torba z siedmioma kijami golfowymi, kosztuje zaledwie 499,99$!!! Jeśli zdecydujesz się na zakup w przeciągu 15 minut, CAŁKOWICIE za darmo otrzymasz przewodnik „Jak porządnie machać rurą”, katalog z najbardziej znanymi zanieczyszczeniami wzbogacony o dodatkowe ilustracje oraz 24 wymienne końcówki. To wszystko za darmo!!! Kup już teraz!

- hihihi – zachichotała Blondi 4

- Z czego się tak śmiejesz? – zapytała Blondi 1

- Bo wiesz, Blondi 1, ja wczoraj sprawiłam sobie ten odkurzacz, hihihi

- Naprawdę? Opowiadaj!

- Poleciła mi go Blondi 3. Powiedziała, hihihi, że machanie tą super rurą sprawia rzeczywiście sporą przyjemność. I wiesz co, hihihi?

- Co?

- To nieprawda, hihihi.

Nagle wszyscy ucichli.

- Panie i panowie – Szejk uniósł ręce zwracając tym samym na siebie uwagę - cisza! Właśnie rozpoczyna się Mam Patent!

Na ekranie ogromnego telewizora pojawił się gospodarz programu, pan Zygmunt Bajzel.

- Witam państwa w kolejnym odcinku programu Mam Patent. Dzisiaj zmierzą się ze sobą trzy niezwykłe osobowości. Naprzeciw siebie staną: nieustępliwy osiłek, doświadczona kucharka i – uwaga! - pro wrestler!

(fanfary)

- Tato, ja tę kobietę skądś znam… - Stefania zaczęła wytężać wzrok próbując upewnić się w swoich domysłach

- Poważnie? Wiesz, gdyby nie te bandaże na twarzy, to może mógłbym coś więcej powiedzieć na ten temat…

- Tak jest, w naszym programie wystąpi jedna z najsłynniejszych gwiazd współczesnego wrestlingu. Wielka osobowość, niezwykła charyzma, przywitajmy go gromkimi brawami!

(brawa)

- Zaraz! – wrzasnęła Katarzyna – a my?

- No tak… powitajmy gromkimi brawami naszych graczy!

(brawa)

Pan Bajzel podszedł do ewidentnie przestraszonego osiłka i, by chcąc rozluźnić trochę atmosferę, zaczął wypytywać go o różne ciekawe rzeczy.

- To może powie nam pan jak się nazywa?

Osiłek stał bez ruchu. Wpatrzony w jeden punkt na widowni wydawał z siebie jakieś szepty

- Skąd przybyłeś… przybyszu

Dalej nic

- Hmmm… tu mam napisane, że jesteś z Westford… Eeej, to ta wieś w Massachusetts? Mieszka tam moja teściowa, bardzo jej nie lubię, hehe… Eeee…

Osiłek dalej z szeroko otwartymi oczyma stał w bezruchu.

- Kurde, znam francuski, niemiecki, hiszpański. A matka mówiła – Zbysio, ucz się migowego.

I Bajzel zaśmiał się od ucha do ucha… Szkoda, że nie zrewanżowała mu się w ten sam sposób widownia…

- Dobrze, może zanim przypomni pan sobie język angielski, my popytamy panią Katarzynę. – Skierował się w stronę uczestniczki – Witaj, droga Kasiu, co też na tak młodej twarzy robią te bandaże? I co cię do nas sprowadza? Proszę, tylko nie mów że to główna nagroda ufundowana przez firmę Cziki Corporation ® - czek na kwotę 250 tys $

(fanfary)

Czy inna ciekawa przygoda życia. - Bajzel włożył do ust palec wskazujący i udawał, że wymiotuje.

- Nie, przyjechałam tu po to, by zrzucić zasłonę milczenia i pokazać jaka jest naprawdę rodzina Makaronów. O, widzą państwo moją twarz? Tak mnie urządziła ta banda niewyżytych dyktatorów.

- Stef, dzwoń po karetkę…

- Urządziła mnie tak córunia Vinczenza… O, ta suka, co siedzi na trybunach!… Zresztą jej ojciec nie jest lepszy, żonę zdradza przynajmniej trzy razy na dzień. Ha! A syna…

- Przerwać to w cholerę. Już! – rzucił gniewnie Vinczenzo

- A synalek wcale nie lepszy!

- Serdecznie państwa przepraszamy, ale przez problemy techniczne nie moż

- Szuje! Gnoje! Złodzieje!

- …nie możemy kontynuować naszego programu. Do zobaczenia w następnym odcinku!

Program zniknął z wizji

W rezydencji Vinczenza nastała grobowa cisza. Chwilę po tym nieprzyjemnym wydarzeniu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi, został tylko Byk Szoł, który siorbiąc zupkę zdawał się nie przejmować zaistniałą sytuacją.

Po trzech godzinach od emisji Mam Patent, do rezydencji weszli Makarony i Sina Twarz z plemienia Czarnych Stóp. Nie powiedziawszy nawet „dobranoc”, Vinczenzo udał się do swojego biura, do którego wkrótce potem przyszedł Trypel Zet.

- Tato…

- Nic nie mów!

- Przyszedłem, ponieważ nie dostałem scenariusza na jutrzejszą galę

- Faktycznie – odrzekł Don uderzając się prawą dłonią w czoło. – Poczekaj chwilę.

Po niecałej minucie grzebania w szufladzie biurka, Vinczenzo wyciągnął kawałek zmiętolonego papieru i podał Tryplowi

- Synu, to jest twoja walka

- Tato… ale tu są tylko dwa wersy

Vinczenzo wyrwał z dłoni Trypla ów zmiętolony kawałek papieru i zaczął się w niego wpatrywać

- Faktycznie... Ech, nie skończyłem jej pisać. Dzisiaj to zrobię. Osobiście

- Dobrze… powiedz mi tylko po ilu Pedigunach odliczę Rendiego. Muszę się psychicznie przygotować, rozumie tato?

- Synu… Zarząd doszedł do wniosku, że lepiej będzie, jeśli przegrasz…

Trypel odruchowo chwycił się za serce. Wybąkał coś pod nosem i zaczął osuwać się z krzesła. Pochwyciwszy syna, Don zadzwonił po córkę, która po przykrym wydarzeniu w studiu ukryła się gdzieś w odległych rejonach swojej sypialni. Gdy przybyła do biura ojca, omal nie zemdlała. Blady jak ściana Trypel leżał nieruchomo w objęciach Vinczenza.

- Trypel! – wrzasnęła.

Podbiegła do męża i przytuliła do piersi. Gdy spojrzała mu w oczy, zobaczyła ten bezgraniczny smutek, wylewający się jak posoka z otwartej rany. Widząc męża w takim stanie nie mogła nic powiedzieć. Spojrzała tylko wymownie na ojca… Oczyma pełnymi łez…

- W porządku – odparł Vinczenzo.

Noc minęła bez większych niespodzianek. Tylko Byk Szoł około godziny dwunastej zszedł do kuchni napełnić pusty żołądek mordoklejkami. Cała reszta smacznie spała… Śniąc o najważniejszej gali roku…

  • Odpowiedzi 6
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Sejbla

    2

  • pablo modjo

    1

  • Eddy1674325917

    1

  • Conman

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  285
  • Reputacja:   8
  • Dołączył:  30.07.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

ciąg dalszy:

Welcome to Yupikayey!!! – krzyknęła z całych sił do mikrofonu Seniorita Garsija. W rewanżu otrzymała od siedemdziesięciotysięcznego tłumu odpowiedź: „Syyyyasyyyyajjjjeeeejaaaaaa”

- Czy ty to słyszysz? – zapytał syna pełen dumy Don

- O tak, słyszę – odpowiedział pełen dumy Szejk

Pierwsza walka! Fur Handcuffs Ladder Match!!! – Wrzasnęła z całych sił do mikrofonu Seniorita Garsija

Zaczął grać theme TD Skina. Za nim weszli: Czerwony Kapturek, Szelton Pergamin, Czarna Mamba, Kapitan Zapałka, Kofi Goodram, Czterolistna Koniczynka (?) i QRZ

Cała ósemka stanęła na środku ringu. Gdy rozbrzmiał gong, wszyscy rzucili się jak spragnione mięsa psy na drabiny poustawiane za ringiem. Po 15 sekundach wszyscy wrócili. Długie i lśniące osiem drabin ustawione pionowe wyglądały jak świeczki wbite w tort na urodzinach ośmiolatka. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że wrestlerzy stojąc tak nie wiedzieli co robić.

- Zapałka! – szepnął QRZ – uderz mnie!

Kapitan Zapałka patrzał przez chwilę jak zahipnotyzowany na przeciwnika. Z letargu obudził go uderzeniem drabiną Kapturek. Zaśmiał się złowieszczo i rzucił z mordem w oczach na przerażonego tym nagłym zrywem Skina.

- Jaka mina, hahahahah – zaśmiał się Dżery

- Hahahahaha – dołączył Grubasek Jimmi

- Ludzie, nie róbcie wiochy. – wrzasnął Czarna Mamba - To poważna gala jest. QRZ, cho w tango

- Nie będę się z tobą bił. Jesteś niebezpieczny.

- Nic ci nie zrobię, cho

- Nie mówię

- Kurczę, co to ma być, mówię choć! – Czarna Mamba doskoczył do QRZ’a, chwycił go w wpół i zaczęła nim tarmosić

- Mówiłem, że nic ci nie zrobię! Mówiłem!?

- k***a, moje żebra… - wyszeptał QRZ

Goodram skacząc z nogi na nogę postanowił zdziałać coś konkretniejszego. Wszedł na narożnik i wykonał na Koniczynce (?) potężnego Skok w Bok. Pergamin drapiąc się po głowie przyglądał się temu wszystkiemu z lekkim zażenowaniem. Ustawił na środku drabinę i po prostu na nią wszedł

- Cholera, Pergamin na drabinie – zawołał Zapałka pobudzając do działania kolegów.

Wszyscy podbiegli do drabiny i zaczęli nią szarpać jak opętani. Każdy w swoją stronę.

- Zaraz, coś źle robimy – przerwał szarpaninę Kapturek – Ta drabina nadal stoi… Panowie, tak nie może być, bez jaj… Słuchajcie – dodał po dłuższej chwili – doszedłem do ciekawego wniosku… Ta drabina się nie przewraca, bo każdy szarpie nią w swoją stronę. Zróbmy inaczej

- Zaraz, chcesz mi powiedzieć, że robię coś źle? Niepotrzebnie? – zapytał zirytowany Mamba

- Tak, składasz litery w wyrazy, a te w zdania.

- Panowie, spokojnie, jest ewidentny problem. – uspokoił ich Zapałka. – Ktoś musi przechylić tę drabinę. Proponuję rzut monetą. Jimmi! – zawołał – kasa!

- Tak, tu wpisz gorąca Andżelika… Nie, to jest od google. To niżej. Ok, teraz czekaj aż się załaduje

- Jimmi, k***a!

Jimmi podniósł wzrok i zobaczył Zapałkę pocierającego charakterystycznie kciuk o palec wskazujący i środkowy. Po chwili namysłu zorientował się, że śmieszny pan w dziwnych majtkach prosi o pieniądze. Rzucił mu więc 5 dolarów. Pochwyciwszy monetę, Zapałka zaczął jej się dziwnie przyglądać.

- Jak on to zrobił? – zapytał zaskoczony

- Nie ma czasu na pierdoły – słusznie zauważył Goodram – rzucaj

- Dobra, więc… Cholera! Niedobrze! Zapomniałem, że moneta ma tylko dwie strony. Nas jest (szybko policzył na palcach)… 8.

- Nie licz Pergamina. On jest na górze – wskazał palcem Koniczynka (?)

- To w takim razie jest nas siedmiu… Hmmm… musimy wymyślić coś innego

- k***a mać! Decyduj się, bo zaraz stąd idę!

- Spokojnie - Skin podszedł do Kapturka i poklepał go po ramieniu. – Myślę, że dojdziemy do jakiegoś konsensusu.

Kapturek chwycił go za grdykę i zrobił Czokeslama.

- k***a! Nie będzie mnie jakiś śmieć klepał po ramieniu!

- Nie przeklinaj w mojej obecności! Ranisz moje uczucia! – natychmiast zareagował Mamba

- Co k***a?

- Nienawidzisz mnie bo jestem czarny?

- Spokojnie, panowie – prędko przerwał tę nieprzyjemna wymianę zdań Zapałka – musimy podjąć jakieś kroki. Sami tego problemu nie rozwiążemy… Potrzebujemy mediatora…

- CO? Radźcie sobie sami, pojeby – QRZ machnął ręką i poszedł

- Widzisz co zrobiłeś, wystraszyłeś mojego kolegę – Kaputrek podszedł do Zapałki i zrobił bardzo groźną minę. Koniczynka (?) tymczasem stuknął w matę trzy razy. Spod ringu wyszedł Mała Koniczynka (wtf?)

- k***a, jeszcze tego brakowało

- Nie rozumiesz że masz przy mnie nie przeklinać?

- Zamknij mordę

- Rasista!

- COOO?

Goodram zatrzymał napierającego Kapturka, i już miał go poklepać po ramieniu, gdy przypomniał sobie sytuację sprzed piętnastu minut.

Mała Koniczynka (wtf?) stanął między zapaśnikami. Wyciągnął z wewnętrznej kieszonki swojej zielonej marynarki mały notesik i długopis z różnokolorowymi wkładami.

- Co się dzieje – zapytał

- Mamy problem – odpowiedział Goodram

Kapturek zaśmiał się szyderczo. Zawstydzony Kofi zrobił z dłoni koszyczek i kciukami począł kręcić jak pedałami od roweru.

- Doszło do poważnego konfliktu – powiedział Zapałka

- Dosz… l… l…

- Ukośna kreseczka przecinająca linię pionową w połowie – pomógł małemu detektywowi Koniczynka (?)

- ł… ł… ł…

- Dobrze. Brawo

- ło do poważnego konfliktu

- Fajne, co nie? Teraz wpisz Zmysłowa Magda. Enter. Tak, to na lewo od delete.

Zapałka podrapał się za uchem i – widząc nieporadność mediatora – postanowił zakończyć swoje zaznania – Nie, z tego nic nie będzie.

- k***a, trzymajcie mnie, TRZYMAJCIE – wrzasnął Kapturek jak dotknięty rozgrzanym do czerwoności kawałkiem metalu

Goodram chwycił Kapturka i – by go uspokoić – zaczął klepać go po ramieniu

Czerwony Kapturek zrobił groźną minę, następnie chwycił Kofiego za grdykę i zrobił Czokeslama

- k***a, nie będzie mnie jakiś ćwok klepał po ramieniu!

W Małej Koniczynce (wtf?) tymczasem narastała złość. Nie był zadowolony z faktu, że tak utytułowanego detektywa ktoś śmie olewać. Marszczył brwi i wydobywał z siebie dziwnie dźwięki. Gdy po raz kolejny Kapturek klnąc wskazał na niego palcem… wzburzony rzucił się na niego! Kapturek padł jak długi, a fala uderzeniowa sprzątnęła pozostałych zapaśników! Fala była tak mocna, że leżących na ziemi Skina i Goodrama podrzuciła na półtora metra! a stojąca na środku ringu drabina zaczęła się chwiać! Kołysała się w tę i z powrotem, jak kołyska wprawiona w ruch przez wkurzonych płaczącym bachorem rodziców zmuszonych do zrezygnowania z nocnych wojaży. Nawet Dżery i Grubasek Jimmi przerwali na chwilę seans, by wpatrywać się w ten niecodzienny widok. Drabina się w końcu przewróciła! Szelton Pergamin padł na matę i łkając niedowierzał

- A byłem tak blisko… - wymamrotał chowając twarz w dłonie

TD Skin ocknął się po Czokeslamie. Widząc siódemkę ludzi leżących nieruchomo na macie i Pergamina szlochającego przy narożniku, wstał, ustawił drabinę i wszedł na nią. Stanął na szczycie i wrzasnął:

- Jestem królem świata! – po czym zdjął kajdanki.

Garsija kołysząc ponętnie tyłeczkiem wpełzła na ring. Nie przestając nim gibać z całych sił zapowiedziała najważniejsze wydarzenie wieczoru – koncert muzyki biesiadnej.

Kit Rok wbił na rampę w pięknej flanelowej koszuli i sztruksowych spodniach. Pod koszulą miał czarny t-shirt z białym napisem: „Kit Rok tHe BesT”. Zaczął śpiewać „Lato i Rydze”, potem „Słońce, słońce, moje serce”, „Czy chciała by pani”. Gdy po skończeniu tego utworu zaczął śpiewać kolejny, ludzie zaczęli się nieco niecierpliwić. Zanikły brawa, a w ich miejsce pojawiły się buczenie i wyzwiska różnego rodzaju. Podczas „Da Da Da, gorąco mi” publiczność się trochę uspokoiła, a gdy zaczęły wchodzić dziewczęta, odetchnęła z ulgą… Jakież było ich zdziwienie, gdy Kit dał znać, by sobie poszły…

- Ludzie! Wiem, że tego chcecie!

I zaczął śpiewać piosenki z albumy pochodzącego z 2003 roku. Widownia na stadionie zaczęła ostro na gwiazdę gwizdać. Gdy po czterech utworach z tego albumu Kit dał znać, że teraz pokaże swoje początki, tzn piosenki pochodzące z jego debiutanckiego albumu, ludzie nie wytrzymali. Z pierwszych rzędów poleciały ostre, niecenzuralne wyrazy. Wyzwiska jednak nie dotykały uszu gwiazdora, gdyż miał w nich słuchawki

- Wracaj k***a do swojej Pameli! – ktoś zwołał z trybun

- Niech Kali zrobi z nim kiss cam!

- We want Kali! We want Kali!

I po chwili wszyscy zaczęli wzywać Kalego. Potfur z Indii się jednak nie pojawił. Gdy nawoływania nie pomogły, co niektórzy zaczęli najnormalniej w świecie opuszczać stadion. Kit Rok skończył w końcu śpiewać.

- Jak się bawi Houstooon?

- Wypierdalaj!!

- Nie ma cię!!

- Ju sak!

- Wiem, że tego chcecie! Przyszła pora na… „Historia muzyki biesiadnej!”

Ludzie nie zdzierżyli. Siedzący w pierwszych rzędach zaczęli rzucać kubkami po napojach, niedojedzonymi kebabami; w stronę Roka poleciało kilka krzeseł. Niestety % dały o sobie znać. Wszystkie fanty nawet nie musnęły gwiazdora, nie mówiąc już o jego przepłoszeniu. Wtem kilkunastu nietrzeźwych i tych bardziej nietrzeźwych wdarło na rampę! Z pianą na ustach i kijami w rękach ruszyli na Kita!

- WE ARE SPARTA! – wrzasnęli

Kit widząc nacierający tłum szybko uciekł.

- Gdzie jest Vinczenzo?! – zapytał nie bez zakłopotania za kulisami

- A co się dzieje? – zapytał Trypel

- A sam zobacz – Kit wskazał palcem na korytarz

Trypel dostrzegł w oddali nacierający, chwiejący się tłum z masą broni białej

- Niedobrze, trzeba odwrócić ich uwagę. Niech tam pójdzie Blondi… 2.

- Guzik mnie obchodzi wasza Blondi. Zaskarżę was, gdzie moja ochrona?!

- Spokojnie, to da się wyjaśnić.

Nagle pojawił się Vinczenzo

- Co się dzieje?

- Jak co się dzieje. Miałem koncert na półtorej godziny, a grałem tylko godzinę – to się dzieje

- To idź na scenę i graj dalej

- Człowieku, spójrz na to – Kit wskazał palcem na korytarz. Don zobaczył kilkunastu siedzących na ziemi ludzi, których wzrok wlepiony był w ciało ponętnie wyginającej się Blondi 2.

- Nieważne – przerwał milczenie Kit. – Goniła mnie banda uzbrojonych po zęby popaprańców. Mogłem zginąć. Wiecie jak bardzo wrażliwa jest Pamela? Gdybym umarł, umarłaby i ona. Zaskarżę was jak tylko stąd wyjdę.

I poszedł rzucając za siebie kilka epitetów

- No i kolejne wezwanie. Trzeba będzie wybulić na adwokatów – oznajmił Trypel

- Fakt. W sumie szkoda, że nie zagrał całego koncertu – powiedział na koniec Don, po czym zniknął w otchłani swojego biura.

Panie i panowie – wrzasnęła z całych sił Garsija – Alien vs. Predator!!!

Na ring wbiegły kołysząc biodrami dziewczęta. Skąpo ubrane dziewoje w chwili rozbrzmienia gongu rzuciły się na siebie z nieukrywaną rządzą zemsty. Najpierw odpadła Blondi 16, później 13 i 9. W następnej kolejności z ringu zniknęły dwie czarnule – 22 i 19 oraz Ruda 7. Kibice obudzili się, gdy na ringu zostały trzy panie: Blondi 2, Czarnula 1

sapiąca jak pies po długiej wędrówce oraz farbowana czarnula nr. 7. Ta ostatnia była ciekawym przypadkiem. Zarośnięta twarz, bujne owłosienie na nogach niechlujnie ukryte pod cienką powierzchnią pończochy (tylko ślepy nie zauważyłby wystających z dziur gęstych kłaczorów) oraz dziwne zachowanie. Przez całą walkę czołgała się po ziemi, kurczowo trzymała lin, udawała, że jej nie ma. Coś było nie tak.

Nagle Blondi 2 pochwyciła Czarnulę i niebezpiecznie blisko podeszła do krawędzi ringu. Czarna próbowała się wyrwać, machała odnóżami jak karp wigilijni płetwą na stole. Niestety siła Blondi 2 była zbyt wielka. W dzieciństwie, zamiast bawić się z koleżankami w dom, podnosiła ciężary, zamiast z kolegami bawić się w doktora, wpierdzielała sterydy… i podnosiła ciężary, a zamiast bajek na dobranoc wolała czytać magazyny kulturystów typu: „Siłka dla wszystkich” czy „Kreatyna i fajrancik”… Teraz to wszystko wyszło… Ciśnięta z całej siły Czarnula uderzyła w stół komentatorski powodując jego połamanie.

- Bo mnie zaraz coś strzeli! Dżery! Dżery!, złap mnie, trzymaj mnie. Dżery, mówię trzymaj!

Dżery chwycił Jimmiego za prawe ramię i z niepokojem spojrzał mu w oczy.

- Spokojnie, Jimmi, wdech… wdech. Ale głęboki. Spokojnie, weź pigułki.

- Dżery, gdzie ja teraz będę to oglądał? No gdzie? Na stojąco? – Jimmi objął wzrokiem obszar dotknięty katastrofą - Dżeryyy, Dżeryyy – zaniósł się płaczem. Dżery przytulił go czule do ramienia i głaskał po kapeluszu.

- Spokojnie, zobacz, tu jest młoteczek, tu piła, tu kawałek drewienka, zaraz wszystko poskładamy.

- Dżery, ale ja chcę już, Dżeryyyy…

- Spokojnie, spokojnie, pójdę po nowy… wiesz, albo nie, zadzwonię, nie zostawię cię samego, jeszcze sobie coś zrobisz, lepiej nie. Już dzwonię.

W trakcie telefonowania, Blondi 2 weszła pewna zwycięstwa na narożnik. Na śmierć zapomniała o ostatniej, tajemniczej rywalce. Ta stanęła za jej plecami i popchnęła – Blondi 2 spadła na podłogę.

- O, już idą, widzisz?

Panowie w dziwnych kaskach postawili nowy stół komentatorski. Ucieszony tym faktem Jimmi kontynuował seans, a Dżery coś skrobał po kartce.

Nagle za plecami wiwatującej i kręcącej mocno przeciętnym tyłeczkiem Czarnuli 7 stanęła dziwna postać. Kolorowy kostium i zakryta woalką twarz potęgowały wrażenie tajemniczości, jaka wytworzyła się w momencie pojawienia się nowej osoby na ringu… Chwyciła długimi, zakończonymi błyszczącym brokatem tipsami palcami woalkę i ją ściągnęła…

- Cholera, to Andromeda!... Zaraz! Co ona tu robi? Przecież ona nie jest od nas! – krzyknął Dżery odwróciwszy wzrok od kartki papieru

Andromeda stanęła za plecami wątpliwej urody Czarnuli i wyrzuciła ją z ringu

- Ożeż! To jest lepsze niż Jenna Jameson! Dżery, idź po chipsy!

Gdy Dżery stanął z miejsca, Jimmi dodał…

- Weź jeszcze colę i paluszki.

Dżery poszedł, a Andromeda przyozdobiona w błyszczącą koronę i szarfę celebrowała zwycięstwo przybierając różnorakie pozy. Po ok. 15 minutach, gdy jej się znudziło, wyszła z ringu. Po drodze w kierunku wyjścia spotkała spoconego, obładowanego żarciem Dżerego, który nie mogąc odwrócić od niej wzroku potknął się i wywinął orła. Andromeda zachichotała i zniknęła za kulisami. Dżery wstał, podniósł chipsy, paluszki i masę innego ustrojstwa, które przyniósł dla siebie, i wrócił do Jimmiego.

- Co tak długo? Zgłodniałem

- Miałem problemy z dopchaniem się do lodówki. Gdy próbowałem odsunąć zasłaniającą drzwiczki szafę, zorientowałem się, że to Byk Szoł. Musiałem swoje odczekać, na całe szczęście trochę zostało.

- Pokaż co tutaj masz… chipsy… Są paluszki??

- Są. Została ostatnia paczka. Dosłownie wyrwałem ją zgłodniałemu Szołowi z rąk. Rzucił się za mną w pogoń, musiałem uciekać, kryć się, jak widzisz udało mi się przetrwać

- To dobrze, siadaj i dawaj chipsy, patrz co znalazłem…

Garsija ze wszystkich sił zapowiedziała kolejną walkę. Pojedynek Cipsa Pipicho z Legendami tego sportu. Już od dobrych dwóch miesięcy prowadzą program. Wszystko rozbiło się o głupi beret Riko Flary, na który przez przypadek usiadł Pipicho. Wściekły Flara powziął odpowiednie kroki, by odegrać się na nieprzyjacielu. Najpierw wskrzesił swoich braci – Mr. Pippa, Mr. Suka & Mr. Wagon, a następnie zaatakował Cipsa w jednym ze spożywczaków… Długo by opowiadać. Świadkowie twierdzą, że Flara w akcie desperacji użył śmiercionośnej skrzynki na browary, nerwus Pippa wsadził w oczy Pipicha paluchy, zaś Mr. Wagon z lodówki wykonał Skok z lodówki. Ale czy tak było naprawdę? Tego się już chyba nie dowiemy…

Pipicho wyrwał z drżących dłoni Garsiji mikrofon i zaczął się wydzierać na publiczność.

- Banda hipokrytów, jestem najlepszy na świecie! Banda hipokrytów, jestem najlepszy na świecie! Banda hipokrytów, jestem najlepszy na świecie!

Pojawił się Team Resurrect pod wodzą Riko Flary. Dumnie prężąc swe muskuły na ring wszedł Mr Suka. Pobudzając się uderzeniami po twarzy podszedł do Cipsa. Patrzał mu w oczy, jakby chciał wyczytać jego intencje, gdy nagle… chwycił się za serce. Zatańczył przed Pipichem, zrobił krok do tyłu i upadł na kolana. Ściskając dłońmi piersi zaczął coś mamrotać, chwilę potem padł jak długi na matę

Na stadionie wymowna cisza. Flara patrzył z niedowierzaniem na leżącego kolegę, którego jeszcze nie tak dawno temu wskrzesił do życia. Chwila ta ciągnęła się w nieskończoność. W końcu weszli lekarze i zgarnęli Mr. Sukę. Mr. Pippa, Mr. Wagom & Riko Flara podążyli za lekarzami.

- Ty – Cips wskazał palcem na jedno z miejsc w pierwszym rzędzie. – To przez ciebie. Gdyby nie ty, nie doszłoby do tego. Widzisz co narobiłeś? Teraz wstaniesz, podejdziesz tutaj i mnie ładnie przeprosisz. Za wszystko.

- Ju token tu mi?

- Tak, tu ju! Masz tu przyjść i mnie przeprosić.

Andrzej Gołota wstał i wszedł na ring. Zrobił olbrzymi zamach i twarda jak skała pięść wylądowała na kroczu Pipicha.

- Endriu! Endriu! Endriu! – Cały stadion szalał. Nareszcie przytrafiła się okazja. Mało kto bowiem chodził na walki Andrzeja. Nikomu nie uśmiechało się wydawać ciężko zarobionych pieniędzy na rundę… góra dwie… W takim to czasie Endriu kończył walki. Nudny był trochę. Bum, bum i po ptokach. Nie było nikogo, kto byłby wstanie bez kompleksów stanąć naprzeciw niekwestionowanego mistrza. Nawet takie siekiery jak Majk Pejson nie dawali rady.

Ludzie dalej skandowali imię Gołoty, Garsija w tym czasie zapowiedziała (z całych sił) kolejną atrakcję wieczoru. Pojedynek braci! Lech vs. Jarosław to to, na co czekał cały świat!... Lub przynajmniej jego spora część. Bracia od jakiegoś czasu prowadzili ze sobą pełen dramaturgii spektakl… A to jeden dosypał drugiemu do zupy trochę proszku do prania, a to jeden drugiemu na złość pociął na drobne kawałki część garderoby, a to jeden drugiemu dla zabawy podpalił twarz… Trochę tego było. Bracia robili sobie psikusy na każdej tygodniówce. Jeden drugiemu przeszkadzał, wyzywał, kpił… Zwieńczeniem tej wojny rodzinnej miała być walka na Yupikayey…

- Ty gnojku, już po tobie – odezwał się Jarek

- Kaman!

- Rozwalę cię na drobne kawałki, tak jak zrobiłem to z twoją garderobą!

- No chodź, no chodź. – Lech dał bratu sygnał rękoma

- Nie fikaj, wiesz jak to się skończy!

- Pewnie, że wiem. Rozwalę cię!

- To ja cię rozwalę!

- Nieprawda!

- Prawda!

Bracia podskakiwali przy narożnikach, przerzucając się nawzajem kolejnymi wyzwiskami. W końcu Garsija dała sygnał do uderzenia w gong.

Dyng, dygn, dyng

- Nie mam zamiaru się dziś oszczędzać. Gdy wykonam swoją robotę, zatańczę nad tobą makarenę! – ostrzegł Lecha Jaruś

- A gdy ja wygram, zatańczę dziką brazylijską sambę!

- Argh! Argh! Argh! A gdy odtańczę makarenę, będę znęcał się nad twoimi zwłokami!

- To ciekawe, bo ja mam to samo w planie! Potnę cię, a rany posypię żrącą substancją!

- A ja potnę cię piłą mechaniczną!... Albo siekierą!

- A ja… a ja… A ja przywiążę twe ciało do samochodu i będę ciągnął za siebie!

- A ja wypruję z ciebie flaki i przyozdobię nimi przydomowy ogródek!

- A ja, nim potnę cię na kawałki, nim spalę żywcem – Tak, Jaruś, i to cię nie ominie – wyrwę serce i dam psu. Hahahaha! i co, żałosny półgłówku?! Hahaha

- Tylko nie żałosny!!!

- AAAAAA – bracia krzyknęli równocześnie i ruszyli ku sobie. Po serii chaotycznych uderzeń, Jarek z całej siły wykonał Łamacza kręgosłupa! Ulala, to musiało boleć. Gdy brat leżał sztywno na macie, Jarek zaczął szukać czegoś pod ringiem… Kubek… Express do kawy… pudełko z plasteliną… wrotki… siedemnastocalowy monitor… k***a - ryknął na cały głos. – Gdzie to jest?! Zaczął dalej szukać i wyciągać dziwne przedmioty. A to kosiarka spalinowa, skuter, składana hulajnoga… Trzęsąc się z nerwów zaczął wyrzucać przedmioty z coraz większa prędkością. Dwie opony, zmywarka do naczyń, dwa numery czasopisma budowlanego Bob Budowniczy, dmuchany kościotrup… W końcu znalazł! Z dumą uniósł przedmiot wysoko nad głową. W świetle stadionowych reflektorów teflonowa patelnia błyszczała jak naoliwione ciało Pipicha.

- O, nie… - wybełkotał Dżery. – Jimmi, powiedz, że to nieprawda.

- O, nie…

Jarek doskoczył do brata. Popatrzał mu w oczy i z diabelskim uśmiechem wymierzył soczysty cios. Teflonowa patelnia pękła na pół

– Czas na omleta!! – krzyknął

Wyrzucił to, co zostało z patelni i wszedł na ring. Z pogardą spojrzał na brata. Położył się na nim i sędzia zaczął odliczanie, 1… 2… I Lesio, mimo dziury w czole, wykopał się! Jakież zdziwienie zawitało na twarzy Jarka. A ta zgroza.

- Niesamowite – krzyknął Grubasek Jimmi, któremu od nadmiaru chipsów zrobiło się na chwilę niedobrze. - Dżery, pociemniało mi przed oczami, Dżery

- Nie rób z siebie błazna! Patrz na to, patrz na Lesia!

W Lesia wstąpił istny szatan! Kilka morderczych uderzeń zakończył fantastycznym Listkiem na Wietrze! A gdy brat leżał na macie, zrzucił na niego z narożnika Bombę Swantona!

- To koniec! To koniec! – powiedział Dżery – Jimmi, tylko na to spójrz… Jimmi? - Jimmi leżał pod stołem z wywalonym jęzorem. – Te, Jimmi – Dżery kopnął kompana dwa razy po twarzy. Gdy i to nie pomogło, założył mu na uszy słuchawki i puścił film pod tajemniczą nazwą: „Gorąca Magdalene”. Podziałało. Grubasek Jimmi poderwał się i usiadł przed monitorem.

- Jimmi, co się…

- Cicho bądź, oglądam

Lesio zszedł z ringu i zaczął pod nim czegoś szukać. Wyciągnął trzy pomadki i lusterko. Gdy poprawił malunek na twarzy przedstawiający motyla na oblanej promieniami słońca łące, spod ringu wyciągnął dwie drabiny. Jedną ustawił na środku, obok brata, a drugą tuż przy linach. Na tę właśnie wszedł. Widownia oszalała z radości. Babcia Zdzisława Kędzierzawa zaczęła z nerwów rwać resztki włosów z głowy. W tej czynności pomógł jej zasiadający obok Zenon Czyściciel, któremu natura włosów poskąpiła.

Lech uniósł wysoko ręce a następnie zrobił ass breakera!!! Jaruś widząc zbliżające się w jego kierunku pośladki, zrobił unik i jędrna pupcia z łomotem uderzyła w matę.

- Ja śnie… Ja śnie… Jimmi, uderz mnie, ja śnie… Jimmi? Jimmi, k***a, przestań oglądać to gówno. Spójrz na mnie, Jimmi. JIMMI!! Ja chyba śnię, widziałeś to? Uszczypnij mnie, uszcz

Grubasek Jimmi wymierzył potężny cios. Dżery wyleciał ze stanowiska i trafił w drugi rząd, gdzie siedziało kilku skąpo odzianych facetów.

To się musiało tak skończył. Jarek wsadził łepetynę Lesia w krzesło i wykonał Twarzą w Krzesło! Następnie odliczył brata. Wziął mikrofon do ręki, i stanąwszy na narożniku krzyknął: „Prawo i sprawiedliwość po mojej stronie!”

Dżery się ocucił. Był zdezorientowany. Dostał w twarz, ale odczuł to jakimś dziwnym trafem również w klacie… Odrobinę go to zdziwiło. Gdy ucisk w klacie się wzmagał, Dżery postanowił sprawę zbadać. Gdy skierował na klatę wzrok, przeżył szok… Choć to słowo w sytuacji Dżerego nie oddawało w pełni jego dramatu… To była istna trauma! Dżery zrozumiał, że to nie cios spowodował ucisk w klatce piersiowej, lecz duża, męska dłoń spoczywająca właśnie na jego seksownym torsie. Kwiknąwszy odskoczył na bok. Podeszło do niego trzech mężczyzn w krótkich szortach i bez koszul: dwóch Latynosów i czarnoskóry. Murzyn pochylił się nad Dżerym i głaszcząc po ramieniu zaoferował propozycję nie do odrzucenia

- Może zechcesz zostań naszym przyjacielem?

- Nie chcę, mam już przyjaciela, o, tam siedzi, widzicie? – Wskazał palcem na wpatrzonego w monitor Jimmiego

- Ale nic nie stoi na przeszkodzie, byś miał czterech przyjaciół, czyż nie? – Dłoń czarnoskórego przesunęła się z ramienia na lewą pierś, a następnie wskoczyła w okolice mostka

- Panowie, panowie – Odsunął od siebie dłoń nowopoznanego – zaszło jakieś nieporozumienie. Ja tu komentuję. Tak! Właśnie! Ja tu komentuje walki, widzicie ten ring? O, tam walki, tam!

- Pięknie pachniesz – odezwał się jeden z Latynosów – czy to nie, hmmm…

- Nie! To na pewno nie to!

- Dlaczego jesteś taki spięty? – Dłoń czarnoskórego znów wylądowała na ramieniu Dżerego – Moi koledzy chcą cię tylko bliżej poznać. Ja zresztą też. Jesteś zdenerwowany. Może się przedstawię… Ekhm, zapomniałem, nie mam imienia, ale mówią na mnie Czarny Książe lub Czarnoksiężnik… To co?

- Ale wiecie, może później, ja muszę komentować, zwolnią mnie z pracy jak się będę obijał.

- Zaraz tam zwolnią… - i czarny zaczął delikatnie głaskać twarz Dżerego. – Jaka delikatna skóra – zachwycał się.

Dżery cały się trząsł. Chciał krzyknąć, wyrwać się z tego piekła, ale bał się, że mogłoby to tylko rozjuszyć tych ludzi. Myślał intensywnie nad planem ucieczki… Wpadł na genialny pomysł.

- Panowie, musicie coś wiedzieć… Jestem transseksualistą…

Czarnoskóry rycerz zamknął szeroko otwarte oczy i cicho zapłakał. Dżery odetchnął z ulgą. W tym momencie wybaczył Jimmiemu to potężne uderzenie. Już miał wstawać, gdy podszedł do niego Latynos i złapał go za rękę

- Wiedziałem… wiedziałem, że w końcu…

Przerwał mu ruchem ręki Czarnoskóry

- Dżery, zechciej wiedzieć, że jestem tym faktem bardzo wzruszony. Widzisz, kiedy byłem mały, dziewczyny wyśmiewały się z moich kaczych nóżek, pyzatej buzi i piegów na nosie… Gdy skończyłem szkołę postanowiłem to zmienić… Po wielu nieprzespanych nocach podjąłem decyzję… Zmieniam płeć…

Dżery zasłabł. Prawie by upadł, ale złapał go i przycisnął do swej piersi jeden z Latynosów

- Decyzja nie należała do najłatwiejszych, jednak musiałem to zrobić. – kontynuował Czarny Książe - Kolejnym punktem w drodze ku lepszej przyszłość było założenie klubu zrzeszającego transseksualistów - „Klub Zrzeszający Transseksualistów”, w skrócie KZT. Gdy było nas już naprawdę sporo, zaczęliśmy organizować różne demonstracje w obronie naszych praw! Nie wiem czy słyszałeś o wielkim pochodzie Klubu Zrzeszającego Transseksualistów… Dlaczego się tak dziwnie patrzysz? Nie, nigdy nie mieliśmy problemów z policją! Jesteśmy pokojowo nastawieni, nie szukamy sporów czy wojen… No, dlatego też łzy pokryły me policzki, gdy usłyszałem z ust twych pełnych, że jesteś jednym z nas. Nie bój się – Czarnoksiężnik pogłaskał zewnętrzną powierzchnią dłoni twarz Dżerego – z nami będzie ci wspaniale. Chodź.

Dżery skoczył na równe nogi, przeskoczył barierkę i rzucił się w stronę wyjścia.

- Panowie – krzyknął do swoich kompanów Czarny Książe – za nim!

Ruszyli pędem za uciekającym Dżerym. Ten był tak naładowany energię, że w mig zniknął z oczu widzów.

- Cross the line, bejbe – powiedział Jimmi

Garsija za całych sił zapowiedziała kolejną wyczesaną walkę – Rej Pytkerio vs. Cycuch. W momencie, gdy ten drugi dotknął powierzchni maty ringu, rozbrzmiała mroczna melodia zwiastująca nadejścia piekła… Długi czarny płaszcz, czarne glany i okulary nie mniej czarne. Pytkerio siedząc w budce telefonicznej zjechał z sufitu wprost na ring. Gdy wrota budki się otwarły, Rej wskazał palcem na środkową linę. - Cycuch bez jąknięcia położył się na niej. Pytkerio wykonał 69 i zakończył ten wyczerpujący dla niego pojedynek. Wszedł następnie do budki, podniósł słuchawkę i pomieszczenie zaczęło unosić się do góry. Gdy zniknął w mroku nocy, Cycuch wziął do ręki mikrofon i zaczął swoje przemówienie. Na długo przed Yupikayey zapowiedział, że na ww. gali powie coś, co wstrząśnie całym wrestlingowym światem, coś, co sprawi, że ty, że ja, że cała ludzkość już nigdy nie będzie taka sama…

- To… to… to jest kurde niemożliwe… Ja… ja. Ja miałem wygrać… Ja… - Cycuch oparł się o liny i dysząc zaczął coś bełkotać. Gdy gwizdy na stadionie zaczęły się nasilać, nasz przyjaciel stanął na środku ringu, przyłożył do ust mikrofon i wyjawił wstrząsającą informację…

- Jestem Bogiem! – zagrzmiał

Publiczność nie dość, że nie zaprzestała gwizdać, to na dodatek zaczęła w stronę Cycucha rzucać pokaźnym zbiorem epitetów

- Jestem TYM Bogiem – zaakcentował. – Nie rozumiecie? To ja jestem stwórcą świata, to ja go stworzyłem w siedem dni, to ja umarłem za was na krzyżu… Jam jest wasz BÓG!

- Don – szepnął do mikrofonu Jimmi – wzywaj lekarzy.

- Ja jestem tym, na którego czekaliście wieki, jam jest światłem życia! Waszego marnego życia, bando plugawych grzeszników! Przegrana z tą łajzą kręcącą pod kocem pornole jest moją ofiarą. Ofiarą za wasze grzechy, o wy niegodziwcy. Szatan was zwiódł. Mój arcywróg przepełnił was złem! Jak mogliście!

Na ring wbiegli lekarze i rozpoczęli proces ubierania Cycucha w kaftan bezpieczeństwa.

- Jak mogliście to wszystko zniszczyć! JAK? Ja jestem waszym światłem. Idźcie za mną! Chodźcie! Ja jestem nadzieją świata! – I to były jego ostatnie słowa. Porażony prądem upadł wprost na nosze. Lekarze szybko go zabrali.

- No trzeba przyznać, że atrakcji dzisiaj nie brakuje – skomentował całą sytuację Grubasek Jimmi.

Ochrypła Garsija wykrzesała z siebie resztki sił i zapowiedziała kolejną walkę: Texas Ranger vs. Złowrogi Zbyszek.

Ranger otulony białym szalem z jedwabiu, wciśnięty w biały kombinezon ochronny i buty typu kalosze wszedł na ring… Zabrzmiał gong… Pojawił się… Ruszył… Babcia w czwartym rzędzie zemdlała, Krzysiu zrobił w majtki… Co by nie było dziwne w przypadku czterolatka, Krzysiu miał już dwadzieścia jeden wiosen na karku. Monika i jej bliskie psiapsiółki z wrażenia zaczęły śpiewać do rytmu rokędrolowej muzyki puszczonej wraz z pojawieniem się Zbyszka.

„Mroczny chłopcze w ciemnym stroju, przyjdź dziś do mnie, do pokoju. Będę czekać nagusieńka, w mroku nocy przy świeczniku, gdy zaś przyjdziesz oddam ci się, na łóżeczku i blaciku.”

Po około osiemnastu minutach Zbyszek doszedł do ringu. Po kolejnych siedmiu nań wszedł, a po pięciu stał już przygotowany do pojedynku życia.

- Czy będzie w tym roku 17-0? – zapytał retorycznie Grubasek Jimmi. – Czy Ranger przerwie passę Zbyszka? Czy Dżery wróci do komentowania tej zajebiaszczej gali? Na to pytanie już za niedługo znajdziemy odpowiedź.

Na ring został wprowadzony stół z półmiskami. Na samym środku stołu postawiony został olbrzymi garnek ze stekami. Zawodnicy stanęli na swoich stanowiskach i z nerwów zaczęli tupać nóżkami. Pasiasty stanął naprzeciw nich i ruchem zamaszystym dał sygnał do startu. Jak zgłodniałe psy rzucili się do żarcia. Zbyszek wchłonął od razu pięć, co Ranger skwitował głośnym pfff - zjadł na raz trzy, popił wodą mineralną i zrobił „kółeczko” biodrami. Zbysio się chyba zakrztusił na ten widok, bo zaczął się drapać kciukiem po gardle. Zjadł dwa, a gdy sędzia dał znać, że zostały cztery minuty, zadziwił wszystkich wykonując akcję kończącą, mianowicie wciąganie nosem. Wciągnął nosem trzy steki, a otworem gębowym wprowadził do przełyku kolejne trzy. Miał na koncie trzynaście zjedzonych steków, Ranger zaś tylko dziewięć. Różnica więc była spora. Zbyszek na przestrzeniu kilkunastu rad wyrobił sobie własny styl. Na pierwszym Yupikayey, w którym wystąpił, zjadł tylko jednego steka. Miał to szczęście, że jego przeciwnikiem był wegetarianin. Potem było coraz lepiej. Zbyszek z każdym rokiem dokładał jednego steka do rekordu. Tak to na przestrzeni lat urosło do pokaźnej liczby 16 steków, co przy regulaminowych pięciu minutach, w jakich zawodnicy są zmuszeni je skonsumować, jest niebywałym wyczynem.

Złowrogi zjadł kolejne dwa, Ranger zbliżył się do niego, miał ich już na koncie trzynaście.

- Goni go! – krzyknął Jimmi – Ranger wciągnął już czternaście! Jedziesz, Ranger, jedziesz!

Ranger jednak rozłożony na stole nie wydawał się zainteresowany wołaniami Jimmiego. Zawodnicy żuli kolejne kęsy z nieukrywanym zmęczeniem. Gdy sędzia dał znać, że zostało 10s. Zbysio uderzył w stół – odezwała się oparta nań szczęka Rangera; był już tak wycieńczony, że kolejne kęsy wpychał do przełyku paluchami. Tymczasem Zbysio Złowrogi podrapał się kciukiem po gardle i wykonał atak kończący – wciąganie nosem!. Na cztery sekundy przed końcem liczba steków na koncie Zbyszka wynosiła okrągłe siedemnaście sztuk! Gdy zabrzmiał gong, Grubasek Jimmi z nieukrywanym wzruszeniem pogratulował tego niebywałego wyczynu

- Jest! Winning steak trwa dalej! 17! To już 17! Absolutnie niesamowity pojedynek! Gdybym przed galą nie zaopatrzył się w pampersy, miałbym teraz problem ze wstaniem! Absolutnie niesamowity pojedynek, kandydat do walki roku bez dwóch zdań! Absolutnie niesamowite, muszę się napić.

Zbysio celebrował swoje zwycięstwo. W geście tryumfu klęknął na macie i uniósł ku niebiosom stek, dając do zrozumienia widzom, że za rok będzie ich miał na koncie 18! Gdy sprzątnięto syf pozostawiony przez zawodników na macie, na ring bujając seksownie biodrami weszła Garsija. Niestety coś poszło nie tak. Zamiast zapowiedzi kolejnej walki, widzowie zgromadzeni na stadionie, a także te sknery, które z dietetycznym żarciem z makdonalda zasiadły przed TV, usłyszeli jakieś zupełnie abstrakcyjne dźwięki. Dla jednych brzmiały jak wyrywanie zęba, a dla innych jak wizyta w ubikacji. Coś jednak było nie tak. Wiedziała o tym menedżerka Garsiji, magister niekoniecznie rehabilitowana, pani Joanna Naturalna. Z gracją pijanego szeregowego weszła na ring.

- Trzymaj, powinno pomóc

Szybko zareagowała najlepsza przyjaciółka Garsiji, pani Andżelika Zapchajdziura. Równie szybko wskoczyła na ring, i jeszcze szybciej zaproponowała swoją pomoc.

- Poczekaj, potrzebujesz czegoś mocniejszego, weź Chripex.

Czoło Garisji zlało się potem. Co miała wybrać? Zwykłą tabletkę na chrypę czy może specjalistyczny, supernowoczesny lek Chripex stworzony na bazie wywaru z krwi kogutów syberyjskich?

- Wezmę Chripex

I wszystko stało się jasne. Garsija zażyła super wyczesany lek i skoczyła na nogi. Pięciooktawowym głosem zapowiedziała kolejną walkę: Sina Twarz z plemienia Czarnych Stóp vs. Byk Szoł vs. Ponętny Ecz w stypulacji Potrójna Rozkosz.

Weszli Byk Szoł i Ponętny. W oczekiwaniu na Siną Twarz zaczęli grać w jakąś dziecięcą wyliczankę. Przerwali w chwili rozbrzmienia muzyki Sinego. Zdziwienie, zdziwienie ogromne zawitało na ich twarzach, gdy na rampie pojawiło się trzech Sinych Twarzy!

- Dżery, już nigdy więcej nie wezmę od ciebie żadnego piwa! – powiedział do siebie Jimmi

- Klony! Uciekamy! – krzyknął Ponętny i rzucił się do ucieczki. W ostatniej chwili złapał go Szoł i tarmosząc za gacie przyciągnął do siebie.

Trójka Sinych weszła na ring. Nagle, z offu dobiegł głos Twrzy – „No i co teraz? Wśród nich jestem ja. Nie macie szans mnie rozpoznać, jestem jak… jak kameleon. Hehehe. Już wygrałem, hehehe”

Byk Szoł wziął dwóch z nich i rzucił na podłogę jak szmaty. Ostatniego złapał w swoje wielkie dłonie.

- Mam cię!

- Ale… ale skąd wiedziałeś? – Twarz podniósł twarz i ukryte wcześniej pod daszkiem ślicznej czepeczki oczy pokryły się cienką warstwą łez.

- Tylko jeden Sina Twarz tak seksownie kręci pupcią jak wchodzi na ring

- Cholera, wiedziałem, że coś przeoczyłem…

I poleciał dwa metry w górę…

- Chodź tu – zawołał na Ecza

- Nie!

- Mówię chodź!

- Nie!

Sam do niego poszedł i wykonał Jakgłowąwmur. Wlazł na narożnik i wykonał potrójnego moonsaulta, tak, tego moonsaulta. Ecz leżał i dziwnie patrzał się na kamerzystę, Szoł tymczasem rozpoczął pokaz swoich umiejętności. Najpierw założył Sinemu dźwignię na rękę; gdy po 13 minutach zorientował się, że ręka Twarzy oderwała się od tułowia, wstał i głośno przeklął.

- Kurczę, dlaczego zawsze mnie się to zdarza?

Kamerzysta kręcący Ecza poczuł się nieswojo, zaczął więc pokazywać upaćkaną od paluszków słonych marki walkonik mordkę Jimmiego. Zrezygnował, gdy Jimmi zaczął przyjmować coraz to dziwniejsze pozy. A to jedną rączka na bioderku, a druga na kapeluszu, a to poza ala Marilyn Monroe (do tego celu Jimmi puścił odkurzacz „od dołu”. Niestety spodnie nie chciały powiewać jak spódnica), a to pozycja półleżąca na stole. Gdy kamerzysta zobaczył, że Jimmi zaczyna zdejmować koszulę, szybko przerzucił się na Sinego. Sina Twarz aka Jednoręki Bandyta podniósł się i wśród chóralnej pieśni zgromadzonego na stadionie tłumu zaczął wyginać swoje ciało

- To już! To już! – ryknął Jimmi – Spójrzcie na te kocie ruchy! Spójrzcie na to ciało! Czas na Jasio Dens!

Tak jest! Sina Twarz wykonał dwa razy shoulder block, raz suples na twarz i ycsm! Absolutnie piękne! Absolutnie niesamowite! Absolutnie niszczycielskie! Teraz ludzie w nerwach czekali na absolutnie destrukcyjne FU. Twarz stanął na środku. Ciało jego skąpane w blasku świateł cudownie odbijało refleksy. Słodki pot spływał na seksowny tors i dalej kapał na matę. Słodki dwutlenek węgla wydychany przez jeszcze słodszy otwór gębowy żałował, że musi opuścić gorące usta Sinego. W oczekiwaniu na wstanie Szoła, każda cząstka jego niesamowitego ciała, każda komórka przeżywała ekstazę. Twarz przyjął pozycję „upadło mi mydło” i szczerząc groźnie słodkie jak malina zębiska czekał na rywala. Szoł podniósł się, nie zdążył dobrze odwrócić odwłoku, ziewnąć ani mrugnąć, a już leżał na zlanych potem niesamowitych barkach Sinej Twarzy. Usta Twarzy zmieniły kształt w półksiężyc. I nie był to bynajmniej uśmiech. Można powiedzieć, że gdyby w tym momencie Sina Twarz założył okulary przeciwsłoneczne, do złudzenia przypominałby jednego z bohaterów filmu Dżejmsa Balerona. (nie, nie jest to opalająca się na pokładzie czterokominowca Rose) Dla niego Szoł na plecach to jak dla byka pyrka. Stanął twarzą do wstającego z maty Ecza. Palcem wskazującym wskazał na niego, a chwilę potem kciukiem na swoje barki. Ecz zrozumiał subtelną aluzję i wszedł na Byk Szoła. Sina prężąc muskuły i robiąc groźne miny zaczął robić przysiady. Gdy mu się to znudziło, przyszło czas na pompki. A to z obydwiema rękami, a to z jedną. Gdy Twarzy i to się znudziło, rozpoczął sesję pajacyków. Wspaniały pokaz siły i umiejętności przerwała Wiktoria Perejro.

- Oh, jak wy dzielnie walczycie. Jacy wy wszyscy męscy. Oh… Chcę powiedzieć, że zwycięzca tego pojedynku, prócz tytułu mistrza, dostanie w prezencie… mnie.

Ecz zsunął się z barków Twarzy i nie wierząc w to co usłyszał oparł się o liny.

- Oh, jesteście tacy dzielni. Muszę was jakoś wynagrodzić. Zwycięzca więc będzie miał przyjemność spędzić ze mną upojną noc. Już zarezerwowałam pokój. Ale będzie cudownie. To wszystko dla was, kochani wojownicy, oh.

Cała trójka kochanych wojowników upadła w tym samym momencie na matę. Konsternacja na stadionie. Żaden z nich nie raczył się podnieść.

- Gnoje! – krzyknęła Wiki i sobie poszła.

- Ale o co chodzi? – zapytał Jimmi – przecież ona taka piękna.

Tymczasem zawodnicy ciągle leżeli. Ludzie zaczęli okazywać swoje niezadowolenie: w stronę ringu poleciało 12 krzeseł, 7 kubków 3 żyrandole i jedna para majtek

- Magda! Co ty robisz? – Zapytała zdziwiona koleżanka

- No co? Może podniesie.

Twarz jednak nie podniósł. Nikt nie podniósł. Nawet się nie odwrócili. Wszyscy leżeli wpatrzeni w czarne, pokryte migającymi gwiazdami niebo…

- Szoł, spinuj mnie – odezwał się Ecz

- Spadaj, sam mnie spinuj… E, Sina Twarzo, połóż się na mnie

- Z przyjemnością… Gdyby nie trofeum za wygraną

Leżeli tak i leżeli. Część ludzi zaczęła opuszczać stadion. Mimo usilnych prób ochraniarzy, nie wracali na swoje miejsca. Zdenerwowani parli przed siebie

- Rozwścieczony tłum… spadamy! – powiedział do swojego kompana pan Mietek, ochroniarz. – Kiedyś miałem sen…

- Daj ty mi spokój ze swoimi erotycznymi marzeniami

- Daj mi skończyć. Miałem sen. Śniło mi się, że zginęliśmy pod stopami szalejącego tłumu. To było okropne, i takie realistyczne. Może tobie też się to śniło? Gdzieś kiedyś czytałem, że różni ludzie mogą śnić o tym samym w tym samym momencie.

- Dziś nie wezmę cię na browara… No dobra, zabiorę cię, ale dostaniesz soczek co najwyżej.

- Nie rozumiesz powagi sytuacji. Taki tłum jest diablo niebezpieczny. Zobacz, tu ośliniony dzieciak, tu płaczący bachor, tu kobieta z siekierą… Z siekierą! Spadamy!

- Uspokój się!

Byk Szoł podrapał się po brzuchu

- Panowie, zgłodniałem.

- I mnie coś ssie na żołądku

- Miętkie cipy! Nie wiecie co to wojna. Nie chwaląc się służyłem w armii i wiem, co to znaczy. Ukrywałem się w dżungli, w chaszczach czyhałem na wroga. Żar z nieba, a ja kilka tygodni głodny szukałem pożywienia.

- Kilka tygodni?? – Szoł otwarł oczy ze zdziwienia

- A kilka, kilka. Pożywienie sam sobie musiałem upolować. A to trafił się jakiś aligator, a to boa dusiciel… Pamiętam jak dziś, kiedy drogę zastąpiła mi anakonda olbrzymia. Wyciągnąłem tępy od ścinania drzew na opał scyzoryk i wypatroszyłem szmatę. Na podobnej wielkości anakondę trafiłem jeszcze raz… Pamiętam jak dziś… Akurat strugałem figurkę mechanicznego człowieka ze świecącym okiem, gdy owinęła mi się wokół szyi. Strasznie się zdenerwowałem, gdyż musiałem przerwać swoją pracę. Rzuciłem wściekły scyzoryk i założyłem szmacie dźwignię na ogon. Tapowała, ale w tym momencie byłem zajęty. Później z jej skóry zrobiłem sobie majtki.

- Srać na węże! Ja jestem głodny! Idę stąd!

Byk Szoł wstał i poszedł. Widząc kierującego się na ucztę Szoła, Ecz poderwał się i już miał schodzić z ringu, gdy Sina Twarz pogroził palcem. Ponętny ze spuszczoną głowa wrócił na swoją pozycję.

- Gdzie ci się spieszy?

- Bo ja bym sobie coś przekąsił

- Poleżysz trochę, nic ci się nie stanie. Ja w Wietnamie sam musiałem upolować sobie jedzenie. A to trafił się jakiś aligator, a to boa dusiciel. Pamiętam jak dziś, kiedy drogę zastąpiła mi anakonda olbrzymia…

Ponętny zerwał się na równe nogi, zrobił dwa susy i już go nie było.

- Słabeusze! – wydarł na koniec Twarz

- Jak państwo widzicie, Sina Twarz leży… - Jimmi poprawił kapelusz i dojadał resztki paluszków słonych.

Gdy minęło piętnaście minut, na ring weszli dziwnie ubrani panowie. Jak się okazało, to współpracownicy Dona. Szepnęli coś Twarzy na ucho i zniknęli. Niespełna dziesięć sekund później Sina Twarz wstał i wyszedł z ringu. Kilka tysięcy osób, które z jakichś niewytłumaczalnych względów zostało na stadionie, odetchnęło z ulgą.

- No, to czas na farmerów… A Dżerego nadal nie ma.

- Tak jest – wydarła się z całych sił, tak mocno, że kubek (plastikowy) w rękach małego Andrzejka siedzącego w szóstym rzędzie pęknął – Przywitajmy gorąco tegorocznych hall of farmerów!

No i weszło kilku dziadków, facet z ptakiem na wierzchu…

- Ale zaraz, gdzie jest wujek Steve? – Jimmi podniósł pupcię z krzesła i podpierając się jedną ręką o stół wytężał wzrok próbując dostrzec go wśród dziadków stojących na rampie.

I aż szklanka wypełniona posłodzoną dziewięcioma łyżeczkami herbatą wypadła z rąk Jimmiego i się stłukła, gdy wujek Steve wjechał na rampę na hulajnodze

- Wiedziałem, że człowiek im starszy, tym pod kopułą ma coraz gorzej… ale dlaczego musiało to dotknąć naszego kochanego wuja a Ameryki?

Steve odpychając się nogą dojechał do ringu. Wszedł na narożnik i dał sygnał, by rzucono mu jego ulubiony napój. Poleciały dwa soczki owocowe marki Pysio. Jeden bananowo-jabłkowo-truskawkowy, drugi bananowo-ananasowo-kokosowy. Wujek Steve przeczytał etykiety i mało co nie zemdlał.

- Czy w tym kraju nikt nie wie, że jestem uczulony na kokos? Co robi kokos w tym soczku? Pytam się! – Steve skierował wzrok na przestraszonego pomocnika operatora kamery. – Dlaczego nie odpowiadasz jak do ciebie mówię?

Nie dostawszy odpowiedzi, zszedł do biedaka i zaczął go niszczyć psychicznie.

- Zrozum, że jestem na kokos uczulony. Wiesz co by się stało, gdybym wypił ten soczek. Tu, tu – wskazał na lewą rękę – pokazałyby się czerwone plami, tu, tu – pokazał na prawą – pojawiłaby się wysypka, a tu, tu – pokazał na twarz – moja gładka cera pokryłaby się grubą warstwą purchli i innego świństwa. Nie mógłbym się pokazywać na ulicy. Leżałbym w domu i wcierał w siebie tony kremów i maści różnych rodzajów.

Biedak zbladł, mało co się nie przewrócił. Pochwycił go Steve

- Już, po co te nerwy? Każdemu się może przytrafić pomyłka. Nie płacz! Nie zachowuj się jak baba. Masz tu chusteczkę! No już, już – Steve przytulił go do ramienia i pogłaskał po głowie. – A teraz wracaj do pracy. I nie rób scen. – Wujek Steve rzucił jeszcze uśmiechem i wskoczył na narożnik. Wyciągnął w górę dwa kciuki. Chwilę potem złapał lecące w jego kierunku dwa soczki marki Pysio. Jeden bananowo – jabłkowo – truskawkowy, drugi bananowo – malinowo – poziomkowy. Uśmiechnął się, pokazał kciuk pomocnikowi operatora kamery i odkręcił zakrętki. Uniósł obydwie buteleczki nad głową i zderzył je ze sobą: butelki pękły, a soczki zmieszały się ze sobą tworząc kolorowe, długie wstęgi, które w chwilę po wydostaniu się ze szklanego więzienia trafiły wprost do otwartego otworu gębowego wujaszka.

- Jakież to pyszne – odrzekł.

Zszedł z ringu i przechodząc obok bladego jeszcze pomocnika operatora kamery podszedł do Jimmiego.

- No, mój drogi kolego, wypijmy! – Podał Jimmiemu soczek i już miał przechylić butelkę, gdy Jimmi go powstrzymał

- Ale zaraz – powiedział wpatrując się w nalepioną na butelkę etykietkę – To jest bez dodatku cukru! Ja nie piję tego świństwa! Poczekaj, mam tu coś dla siebie. – Jimmi wyciągnął spod blatu biurka duży termos wypełniony do połowy jakimś gęstym syropem. – No, teraz możemy.

Napili się i wujek Steve wrócił na ring. Poprosił o jeszcze kilka soczków. Gdy był już pełny, wziął jeszcze dwa i dosiadł swojego rumaka. Odpychając się nogą zniknął ze stadionu.

- Miły z niego gość…

Garsija kręcąc tyłeczkiem weszła na ring i powiedziała, że na początku gali było okrągłe 72 744 ludzi.

- A teraz… - przerwała na chwilę – Tutaj jest jakiś błąd. – Podała karteczkę swojej asystentce. Ta podrapała się po głowie, spojrzała na stadion, jeszcze raz się podrapała i odparła:

- Nie ma

Zdziwiona Garisjia jeszcze raz zakręciła tyłeczkiem i bardzo głośno przeczytała, że obecnie na stadionie jest 2 055 ludzi.

- Synu, jest sprawa – Don zamknął drzwi od biura i podszedł do wykonującego skłony i podskoki Trypla.

- Tak?

- Nic nie mogłem zrobić… Nie żebym nie chciał czy coś… ale niestety, zarząd był nieugięty… Musisz przegrać.

Trypel zadumał się.

- Robiłem wszystko co w mojej mocy, uwierz…

- Dobrze, nie ma sprawy – odparł Trypel z uśmiechem

- I ostatni pojedynek. – dodała z całych sił Garsija. – Walka wieczoru, Trypel vs. Rendi Podrywacz!

Słyszę głosy w swojej głowie i tak zastanawiam się, czy to jęki mych rywali, czy zaś me ADHD

Czas zagrać w grę, hihihi, już czas twój nadchodzi, hihihi, kieruje mną żądza, hihihi, i umysł roboci… hihihi.

Stanęli naprzeciw siebie, Rendi z ironicznym uśmiechem, wszak tuż przed wyjściem dostał informację, że ma wygrać najważniejszy pas. Gdy zabrzmiał gong, Rendi rzucił się z krzykiem na ustach na wroga. Ten zrobił zamach i ruchem „na zewnątrz” poczęstował uśmiechniętą twarz Randiego.. To nie było zwykłe uderzenie. Ten zamachowy ruch lewej ręki wbił rywala w narożnik! I nie byłoby może w tym nic niesamowitego, gdyby nie to, że Rendi przyjął uderzenie przy przeciwległym narożniku. Leciał więc dobrych kilka metrów. Uderzenie zaś było tak silnie, że Podrywacz zawył z bólu. Trypel ruszył w stronę przeciwnika. Rendiemu wydawało się, że z każdym stąpnięciem mata drży, wydaje dźwięki zbliżone do tych, gdy zawodnik upada nań plecami, głową, tudzież inną odstającą częścią ciała. Być może było to spowodowane oszołomieniem, lub harcami Jimmiego, KTÓRY JAK ZWYKLE ROBI WSZYSTKO, TYLKO NIE KOMENTUJE GALI

- CO?! Ja tu ciężko pracuje!

Dobra, dobra. Trypel stanął nad Podrywaczem. Czacha jego zalśniła blaskiem oszlifowanego diamentu. Chwycił oponenta za grdykę i cisnął za ring – ten przebił barierkę i staranował kilkunastu zdziwionych niebywałą mocą Trypla widzów. Rendi z trudem podniósł się… Niestety zajęło mu to zbyt wiele czasu – Trajpel już nad nim stał! Z całej siły rzucił przeciwnika pod ring…

- Aaaarghhh! Dlaczego nikt nie powiedział mi, że ta reklama to kawałek szmatki!

Nic to, Trypel wślizgnął się pod ring. Po kilkudziesięciu bardzo dobrze słyszanych grzmotach, Rendi przebił głową środek ringu i poszybował kilkanaście metrów w górę! Ludzie zamarli, gdy Rendi z łoskotem upadł na matę.

- Booker! Czy ja nie mówiłem, że walką wieczoru zajmę się sam!? Co żeś, kretynie, wprowadził za poprawki bez mojej zgody! Tego nie było w scenariuszu!

- Ależ szefie, ja nic nie tykałem!

Vinczenzo wpadł w dysonans. Nie wiedział co się dzieje. Przez głowę przeszła mu myśl, że sam wprowadził poprawki i już tego nie pamięta. Ta myśl była dla niego bardzo bolesna, bowiem oznaczałoby to mniej więcej tyle, że się starzeje i nic już nie znaczy. Że jest stary i brzydki

Z powstałej w środku ringu dziury wyłonił się on… Wpatrzony w zakrwawioną twarz rywala pochylił się i wyciągnął z dziury swoje narzędzie mordu… Swoją najukochańsza zabawkę… Krótki trzon i główka o charakterystycznym kształcie… Tłuczek do mięsa w ręku Trypla wydawał się być istną bronią zagłady. Trypel wyszedł z dziury i trzymając tłuczek w prawej ręce podszedł do leżącego w kałuży własnej krwi Rendiego. Oszołomiony Rendi uklęknął i zaczął błagać o litość

- Oszczędź mnie – jęknął półgłosem. – Co ty wyprawiasz?

Don wertując nerwowo karty scenariusza spoglądał na wydarzenia dziejące się w ringu. Nie dowierzał własnym oczom. Wiedział już na pewno, że czegoś takiego nie napisał.

Trypel zrobił zamach. Oko jego błysnęło blaskiem czerwieni i twarda jak stal główka tłuczka do mięsa uderzyła w twarz proszącego o litość rywala. Nos Rendiego zamienił się w bezkształtną masę krwi i kości, rozszarpane usta trysnęły ciemnoczerwoną posoką i kilkanaście zębów spadło na matę. Rendi upadł. Cyklicznie unosząca się i opadająca klatka piersiowa była jedynym dowodem na to, że podstawowe funkcje życiowe zawodnika nie zostały przerwane… Trypel uniósł w górę tłuczek do mięsa i położył nogę na klatce rywala, który ostatni już raz jęknął z bólu… Zszokowany sędzia zmierzony zimnych i bezwzględnym wzrokiem Trypla natychmiast odliczył do trzech…

- Jezus, mój Jezus! – ryknął Vinczenzo naraz chwytając się za głowę.


  • Posty:  430
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.12.2023
  • Status:  Offline

Czekałem, czekałem i się doczekałem .....

... i to było właśnie to na co tak długo czekałem :D Sejbla mooooooc! Czyli jednak doszło do gali. Od razu pogratuluje, żeby potem z emocji nie zapomnieć, tych 400 postów. Nie ważne, że piszesz te posty z taką częstotliwością, i że do 1000 dojdziesz za pięc lat. Dopóki wyglądać one będą tak jak wyglądają, to jest zaje^%$cie. Wszystko to czytało się bosko. Zarówno pierwsza część jak i drugą. Gala odwzorowana super. Uchwyciłeś każdy szczególik, którego mozna było się przyczepić. Był i przydługi występ Kit Roka, Andromeda. Pomysł na walkę braci Kaczi boski. Czytając tamten moment, jak i całość, o mało nie obrzygałem się ze strachu. Wyzwiska dobrane doskonale. Od początku zastanawiałem się, jak rozwiążesz walkę roku. Trudno sparodiować taki ideał, ale dało ci się zrobić z tego "Kawał Mięsny" :lol Opis Sinego, jak wykonywał akcje bezbłędny. Nie raz leżałem na ziemi czytając raporty, ale to mnie położyło na ziemi, no i wielki finał. Powiem ci, że dopiero teraz to wszystko ma sens ;) Gala odwzorowana doskonale. Były świetne przerywniki, takie jak trylogia pornuchów korniszona, czy mój kolejny wymysł na taką produkcję, którą zekranizować by można, czyli "Jerry : przygoda w drugim rzędzie". Ukazanie Trypla, jako króla również trafione. Nazwy takie jak Blondi 13, czy Alien vs. Predator, Koniczyna (?) i cała reszta .... jeszcze raz mooooc! Ulubionych tekstów wskazać nie umiem, bo bym musiał cały tekst cytować.Takie perełki, które najbardziej mi utkwiły, to:

- k&*%$a, jeszcze tego brakowało

- Nie rozumiesz że masz przy mnie nie przeklinać?

- Zamknij mordę

- Rasista!

- COOO?

- Banda hipokrytów, jestem najlepszy na świecie! Banda hipokrytów, jestem najlepszy na świecie! Banda hipokrytów, jestem najlepszy na świecie!
- Panowie, panowie – Odsunął od siebie dłoń nowopoznanego – zaszło jakieś nieporozumienie. Ja tu komentuję. Tak! Właśnie! Ja tu komentuje walki, widzicie ten ring? O, tam walki, tam!

- Pięknie pachniesz – odezwał się jeden z Latynosów – czy to nie, hmmm…


  • Posty:  805
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Co tu dużo mówić: zajebisty tekst, zdecydowanie najlepszy jaki powstał na BGZ. Gruba parodia Macmaholadnii, muszę przyznać, że świetny pomsył na jubileuszowy post. Kilka scen z samej gali, szczególnie te które pisał Kąmen genialne. Zajebiście opisany Byk Szoł, scenki z nim są według mnie najlepsze.

- Miałem problemy z dopchaniem się do lodówki. Gdy próbowałem odsunąć zasłaniającą drzwiczki szafę, zorientowałem się, że to Byk Szoł. Musiałem swoje odczekać, na całe szczęście trochę zostało.
Szoł tymczasem rozpoczął pokaz swoich umiejętności. Najpierw założył Sinemu dźwignię na rękę; gdy po 13 minutach zorientował się, że ręka Twarzy oderwała się od tułowia, wstał i głośno przeklął.

- Kurczę, dlaczego zawsze mnie się to zdarza?

=))

Poza tym mocarne nazwy dla wrestlerów: Pytkerio, Sina Twarz...Shelton Pergamin, koncert Kit Roka, krótka historia co Dżery spotkał w drugim rzędzie i mnóstwo innych smaczków. Części z nich pewnie nie wyłapałem albo nie do końca zrozumiałem ale i tak ten tekst zmiażdżył system.

Masz patent Sejbla :t_up:


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

Rzuciłem wściekły scyzoryk i założyłem szmacie dźwignię na ogon. Tapowała, ale w tym momencie byłem zajęty. Później z jej skóry zrobiłem sobie majtki.
:lol

Nie chce mi się wypisywać wszystkich debeściaków, ale moc jest. Dojebałeś zdrowo :D Podziwiam za poświęcony czas.

 

16476371734edf391100c30.jpg


  • Posty:  709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ufffffffffffff... przeczytane... co mogę napisać?

:applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause:

Otóż najbardziej zdumiało mnie nie to, że utrzymane to jest w przekozackim humorze, ale to, że to jest napisane językiem przecudnym. Wszelkie opisy, słownictwo, zdania są napisane w super stylu. Druga sprawa, że sam tekst powala na głowę... I że ci się chciało to pisać... Wielkie brawa, graty z okazji 400 posta no i muszę cię powiadomić, że postawiłeś sobie wyjątkowo wysoko poprzeczkę, jeśli chodzi o 500 posta :P:t_up:

  • 1 miesiąc temu...

  • Posty:  284
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  05.08.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Sorry , że psize to po tyu dniach , ale dopiero dzisiaj przeczytałem całość :)

Sejbla!

Należą ci się :applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause::applause: Naprawdę , myślę ,że nadawał byś się do jakiegoś pisma lub gazety. Albo poprostu napsiz książkę i będziesz jak JK Rowling :D . Świetna praca , dużo humoru. Te teksty były odjechane na maksa . Oczywiście świetny koniec , bo mało osób mogło to przewidzieć. Fajnie nazwałeś Wrestlerów Rej Pytkerio :) Czterolistna Koniczynka =)) Czarna Mamba =))

z kit rokiem było fajne , to był tekst

Kit Rok wbił na rampę w pięknej flanelowej koszuli i sztruksowych spodniach. Pod koszulą miał czarny t-shirt z białym napisem: „Kit Rok tHe BesT”. Zaczął śpiewać „Lato i Rydze”, potem „Słońce, słońce, moje serce”, „Czy chciała by pani”

Naprawdę Podziw! Oczywiście repek leci do ciebie i życzę kariery bajkopisarza ;)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Autor: Noah Leatherland TJPW zawitała do Shin-Kiba 1st RING na galę Prelude to Grand Princess, zaledwie kilka tygodni przed samym wielkim wydarzeniem. W głównym starciu Yuki Arai wysłała jasny sygnał ostrzegawczy do Miu Watanabe przed ich walką o Princess of Princess Title, zmuszając mistrzynię do poddania się. Na poprzedniej gali TJPW First Sparkle Watanabe zmusiła Arai do poddania się za pomocą backbreaker submission. Tym razem w Shin-Kiba 1st RING obie zawodniczki ponownie stanęły naprzeciw
    • Grok
      TNA Wrestling nagrało w piątek walki na nadchodzące odcinki Impactu. Po czwartkowym odcinku live Impact z Gateway Center Arena w College Park w Georgii TNA Wrestling tapowało serię walk telewizyjnych – zaraz po show i ponownie w piątek wieczorem. Spoilery z 5 marca znajdziecie tutaj. Poniżej te z 6 marca. Sprawdzone dzięki PWInsider, WrestlingHeadlines.com i raportom fanów. Spoilery z tapingów TNA Impact TV z 6 marca 2026 r.: The Hardys (Matt Hardy i Jeff Hardy) pokonali Sinner i Saint
    • VictorV2
      Nie zgodze się z tym że winę ponosi booking.  I nawet nie musimy szukać daleko przykładu, zostajemy w rodzinie. Jak bardzo over był Goldust, tylko dlatego że Dustin znalazł sposób żeby to działało? Jeśli dobrze pamiętam, historia była taka że pomysł Goldusta wymyślił Vince żeby wkurzyć Dusty'ego, upokarzając jego syna. W tej sytuacji booking chciał żeby pomysł flopnął a pomysł stał się dość ikoniczny.  Są zawodnicy którzy dostawali głupie, beznadziejne pomysły które nie miały racji byt
    • Bastian
      Zgodnie z przewidywaniami złoto wróciło do Cody' ego Rhodesa. Niestety, ale title reign Drew był tylko zmyłką, aby droga do WM42 nie wydawała się aż tak oczywista. Mnie takie decyzje nigdy się nie podobają. Mógł już Rhodes trzymać ten pas od udanego rewanżu z Ceną aż do WMki, wygrać na RR z Zaynem, tak jak to zrobił McIntyre. No ale trzeba nabić licznik Cody' emu, żeby nie wyglądało to tak marnie na tle Ceny, Ortona czy Lesnara. Rhodes - Orton to dream match, będę czekał na to bardziej niż
    • Kaczy316
      Zawsze są jakieś plusy i minusy, Cody jako zawodnik nie jest zły, cała otoczka wokół tego i booking jedynie to dno, a fani chcą na czymś wyrazić swoją frustrację i obrywa się Rhodesowi za to, a prawda jest taka, że winę ponosi booking, a kto za to ponosi winę? Tu już trudno powiedzieć, bo czasem to writterzy, czasem Triple H, a czasem TKO, więc można obwiniać zarząd jako całość zamiast skupiać się na jednej osobie, otoczka i booking to tragedia w tej kwestii od stycznia teasujemy Cody vs Jacob v
×
×
  • Dodaj nową pozycję...