Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Rok 2008 w TNA.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Koniec każdego roku jest świetnym pretekstem do wszelakich podsumowań, rankingów, oceniania stanu tego, na czym nam zależy, analizowanie strat i zysków, a na koniec wyciąganie z tego wszystkiego wniosków na przyszłość. W Sylwestra i zapewne Nowy Rok wszyscy, w gronie rodziny, czy przyjaciół, rozpamiętywaliśmy wydarzenia na tle osobistym, w telewizji grupa profesorów, wśród których im większe ktoś ma okulary, tym większe ego, analizowała rok 2008 pod względem politycznym, czy gospodarczym, portale z plotkami przyszykowały rankingi największych wpadek gwiazd, tygodniki sportowe zestawiły najlepszych piłkarzy, dlaczego więc na BGZ miałoby zabraknąć podsumowania tego roku we wrestlingu? Oczywiście niemożliwe jest zebranie opinii całego forum w jakiejś przyzwoitej formie, więc postanowiłem zrobić to sam. A że federacja, którą szczególnie sobie upodobałem to TNA, ją też wezmę pod uwagę. Subiektywnie jak cholera. Dlatego wybrałem formę felietonu, bo to własnie felietony pozwalają autorowi na wyrażenie własnej opinii- ktoś mógłby powiedzieć, że felieton to z definicji zwięzła i dynamiczna forma wypowiedzi. Ale po co są zasady...? No właśnie, chyba już każdy sobie odpowiedział. Postaram się sprawić, by artykuł ten czytało się ciekawie, by osoby, które nie śledziły w 2008 roku wydarzeń na scenie wrestlingowej, mogły zagłębić się w lekturze i dowiedzieć kilku rzeczy, a ludzie, którzy są może nawet lepiej w nich obeznani ode mnie zobaczyli być może inny punkt widzenia, niż swój. Ponadto zastanowimy się trochę nad tym, co przyniesie rok 2009, na podstawie tego, co już się zdarzyło, i co ma się jeszcze wydarzyć. Gotowi, by spojrzeć po raz ostatni w miniony rok 2008? No to jedziemy.

2008? A co się w ogóle wtedy działo w TNA?

Sam początek roku przyniósł dwie nieciekawe dla fanów TNA wiadomości. Federację opuścił na rzecz WWE Chris Harris i prawie pewne stało się odejście Rona Killings'a- również do federacji Vince'a McMahon'a. Analizując to, co później wydarzyło się z tą dwójką, ciężko nie odnieść wrażenia, iż podjęli niesłuszne decyzje. Ron Killings w końcu zadebiutował na SmackDown jak R-Truth i od razu zjednał sobie publiczność, jednak... nie świeci już tak, jak w TNA. I teraz widać, że mimo otrzymanej w trybie natychmiastowym, stosunkowo wysokiej, jak na debiutanta, pozycji, Killings przygasł i WWE wyraźnie nie ma pomysłu na jego postać. Jeszcze mniej szczęście miał Chris Harris. Stoczył bodajże jedną walkę na ECW, po czym odszedł i został na lodzie. Smutne. Poza tym pojawiają się nieśmiałe daty wprowadzenia na półki pierwszej gry firmowanej znakiem TNA, tj. "iMPACT!", która później, jak wiadomo, nie odniosła znaczącego suckesu, mało tego- jest obecnie pojmowana w ramach porażki. Poza wspomnianą wcześniej dwójką wrestlerów, z federacją pożegnali się m.in. Raven, James Mitchell i Judas Mesias. Levy poświęcił się swojej szkółce (którą, nawiasem mówiąc, prowadzi bardzo rygorystycznie, krótka zasada- nie spełniasz wysokich wymogów, zostajesz wylany i tyle), o Mitchellu nic mi nie wiadomo, natomiast Judas Mesias powędrował do AAA. Osobiście sądzę, że była to spora strata dla TNA. Teraz wiemy już, że Mitchell prawdopodobnie opuścił federację ze względu na fakt, iż zwyczajnie nie był już potrzebny- Abyss miał zniknąć, przejść face turn i wrócić jako pensjonariusz zakładu psychiatrycznego. Czy to dobra decyzja? Początkowo sądziłem, że tak, jednak od momentu, w którym Abyss zaczął przypominać raczej nieco zniewieściałego i nieudolnego dziwaka, niż potwora, zmieniłem zdanie. Tęsknię za tym czarnym wdziankiem i sapaniem do kamery. Definitywnie. A Judas Mesias? Cóż, warunki miał dobre, gimmick świetny, ale podobnie jak wcześniej- był niepotrzebny. Czy TNA może żałować? Nie do końca, to chyba nie była tak bolesna strata... Tak czy inaczej tej trójce TNA podziękowało za współpracę. Zupełnie odwrotnie miała się sytuacja Knockouts. Podobno prowadzono ze Spike TV rozmowy nt. wprowadzenia specjalnego show tylko dla nich. Ile w tym prawdy? Nie wiadomo, zwłaszcza, że dzisiaj chyba o całej sprawie zapomniano. To chyba i lepiej. Bo o ile dziewczyny wyginające się do kamery są bardzo miłym uzupełnieniem każdej gali, o tyle nie wiem, czy dla widoku kilku ładnych twarzy i innych, połozonych już nieco niżej, części ciała, warto byłoby ściągnąć osobny show. Ale to tylko moja opinia. Swoją opinię mieli też fani TNA cheerujący Curry Man'owi, czyli japońskiemu wcieleniu Christophera Danielsa. Ten na początku był całkiem śmieszny, ale potem miałem wrażenie, że publika na iMPACT'ach albo została poczęstowana papierosem, który jednak zamiast tytoniu miał w sobie coś trochę bardziej "zielonego" (a i policjanci tak inaczej patrzyli...), albo po prostu zgłupiała. Bo ile można śmiać się z kolesia w pomarańczowym wdzianku i z talerzem curry na głowie? Wszystko ma swoje granice i na szczęście niedługo zobaczymy upragniony powrot Fallen Angel'a. To jednak przed nami, za nami jednak dwa iMPACT'y live, w tym ten pierwszy, marcowy bodajże, historyczny (choć i drugi wcale nie mniej...). TNA postanowiło przed pierwszą weekly live w historii zwiększyć oglądalność poprzez stary trick z powrotem gwiazdy. Tym razem okazał się nią być Sting, i o ile powrót bardzo udany, o tyle ratingi nie osiągnęły jeszcze kreseczki podpisanej "zadowolenie zarządu". Ale chyba zaczynam za bardzo lać wodę. No cóż, zajmijmy się tymi ważniejszymi wydarzeniami. Po pierwsze- TNA zaczyna być emitowane w jakości High Definition! Pierwsza gala w HD, to był drugi iMPACT live w Las Vegas. Z tym iMPACT'em wiązą się jeszcze dwa wydarzenia- TNA zaczyna nagrywać weeklys w mocno odświeżonej hali i polepszonej oprawie graficznej. Drugie jest jeszcze ważniejsze- w federacji debiutuje Mick Foley! Zmęczony już swoim szefem z WWE (podobno Mick w ogóle nie miał głosu, a Vince okazywał mu zero szacunku, krzycząc na niego, jeśli ten ośmielił się zgłosić jakikolwiek sprzeciw wobec jego decyzji), postanowił zasilić szeregi Jarretta. Obecnie pełni rolę executive shareholder'a i jest szefem wszystkich wrestlerów. Fajnie, nie? No żeby jeszcze tylko walczył częściej... No ale nie można mieć wszystkiego. Okazało się w pewnym momencie, że nawet Knockouts nie mogą już dłużej mieć przy sobie Gail Kim, która zdecydowała się rozstać z federacją na rzecz WWE. Strata bolesna, zysk dla Gail niewielki, bo jeszcze nawet nie zadebiutowała. Pod koniec roku wciąż niepewna jest sytuacja kontraktowa Christiana Cage'a. Sting niedługo kończy karierę...

Powiedzmy teraz szerzej o kilku najważniejszych kwestiach dla TNA w roku pańskim 2008.

Main Event Mafia vs. Frontline

Ktoś zdziwiony? Epicki feud, który obecnie dopiero się tak naprawdę rozkręca, miał początki... Ktoś pamięta kiedy? Teraz tak naprawdę możemy dostrzec, że dokładnie podczas drugiego, w ciągu tego roku, powrotu Stinga. Czyli okolice lata. Wtedy to strażnik czystości duch wszelakich postanowił pobawić się w chowanego i spryciula na sam koniec niemal każdego iMPACT'a gasił światlo, puszczał muzyczkę i pokazywał się gdzieśtam pod sufitem. Wszyscy zadawali sobie prote pytanie- "For what, Sting, for what?". Kilka miesięcy później zmieniło się to w "Why, Sting, why?", bo owy pan postanowił przestać straszyć oficjeli TNA niezapłaconymi podatkami za prąd i w końcu zadziałać. Ale w taki sposób, którego się nikt nie spodziewał. Podczas Victory Road, gdy Samoa Joe, o którym więcej powiemy później, walczył z Booker'em T, Stinger w końcu się pojawił. Nie gasił światła. Nie bawił się w nietoperza. Gdy Joe dawał upust swej agresji, nie pinując prawie że nieprzytomnego rywala, tylko torturując go wręcz, Sting wbiegł i powiedział do Samoańczyka: "Wystarczy.". Niepokorny młodzieniec nie wziął słów starszego kolegi na poważnie, toteż z pozoru miły dziadek wyjął zza pazuchy kija (bejsbolowego, żeby nikt głupich skojarzeń nie miał) i ukarał Joe, wymierzając uderzenie w plecy i gwarantując zwycięstwo Booker'owi T. Potem podobny los spotkał AJ Styles'a (o nim później), kiedy to po wygranej nad Kurt'em Angle nie zadowolił się smakiem chwały, a postanowił jeszcze dobić rywala po walce. Gdy schodził po rampie światła zgasły, a obok niego stał Sting, przygotowując się do wykonania Scorpion Deathdrop. Przygotowania nie poszły na marne i twarde podłoże wpadlo w oko Styles'owi. Dosłownie. Niedługo później najstarszy wrestler w rosterze TNA w końcu przemówił. Co powiedział? Ano wiele. O respekcie. Szacunku. Wtedy braliśmy to trochę lekko, ale jak się później okazało- myliliśmy się. W tym samym czasie Jeff Jarrett pozazdrościł podwładnemu i też postanowił się zabawić. Gasły światła i grał jego theme, a tak jak wcześniej z ciemności pojawiał się czarny bejsbol Stinga, z którego namiętnie korzystali "bad guys", teraz zaczęła pojawiać się gitara, z której namiętnie korzystali "good guys". Tak poniekąd zarysował się konflikt, który niektórzy nazywają powtórką ze storyline New Blood vs. Millionaire's Club z WCW. Prawdziwy, wyraźny już dosyć początek owej "sprzeczki" miał swoje miejsce podczas drugiego iMPACT'a live w historii TNA, gdzie Kurt Angle założył nową stajnię- Main Event Mafię, w skład której wchodził on sam, Sting, Kevin Nash i Booker T wraz z małżonką, a z czasem też Scott Steiner. Stało się jasne, że młodzi wrestlerzy, których MEM posądzała o brak szacunku, utworzą opozycyjną grupę. Tak się też stało i z błogosławieństwem Jarrett'a i Foley'a, którzy wyraźnie sympatyzują z młodszymi wrestlerami, powstało Frontline z Samoa Joe i AJ Styles'em na czele, a młodymi, obiecującymi gwiazdami X Division (plus nie wiedzieć po co ODB) w szeregach. Pośród całego tego zamieszania był sobie Christian Cage (o którym więcej pó... ehh, zresztą...), który postanowił nie trzymać niczyjej strony. Do czasu. Wyrastał nam powoli na główną siłę ognia Frontline, gdy... okazało się, że Christian nie jest do końca zdecydowany na współpracę z federacją. Urządzono więc mu szybki "pogrzeb", i tutaj powstał problem. Joe i AJ, fakt, byli niezłymi przywódcami, jednak wciąż nie byli w stanie wygenerować takiego cheeru, tak poruszyć tłumy, jak chociażby Sting. Powstał więc lekki problem. Zdecydowano się na ruch tyleż niedorzeczny, co niezbędny- z głębokich otchłani midcardu wyciągnięto Rhino, który z dnia na dzień, z kolesia, który daje się wplątać w bezsensowny feud z Bashirem, stał się przywódcą i mentorem Frontline. To jednak było za mało. Podjęto kolejny krok- do Frontline dołączył Team 3D po face turnie. Teraz FL może się w końcu równać dystyngowanej i bezwzględnej Mafii, która zaczęła dokonywać dosyć brutalnych beatdownów na kolejnych członkach Frontline. Na ostatnim Impakcie Kurt Angle powiedzial, że to początek końca TNA.

Tak wyglądają fakty, jak widzimy storyline jest dosyć zakręcony i rozległy (a należy wspomnieć, że toczą się również pomniejsze feudy między pojedynczymi członkami obu stajni, jak i osobami sympatyzującymi), ale przynajmniej mi się podoba. Są osoby, które twierdzą, że jest on prowadzony beznadziejnie, wg zestawienia Wrestling Observera Frontline to stable gorszy nawet od żenującego WWE'owskiego Legacy (które to twierdzenie wywołuje u mnie pusty śmiech). Ja widzę to tak- w 2008 roku TNA dokonało pewnego przełomu, podjęło ryzyko. Podzieliło swoje największe gwiazdy na dwie grupy, zwalczające się wzajemnie. Pojawia się pytanie- czy warto? Biorąc pod uwagę fakt, iż ostatnio ratingi nieco drgnęły, pojawiły się nowe rekordy (co prawda w porównaniu do wyników WWE- dosyć śmieszne), jestem zmuszony stwierdzić, że chyba tak. Oczywiście nie wszystko jest idealne. Main Event Mafia ma dokładnie dwóch członków, którzy nie przynudzają w ringu- Kurt Angle i Scott Steiner. Ponadto odrobinę nierealistycznie wygląda bezradność Foley'a, Jarrett'a i Frontline wobec dokładnie sześciu osób, licząc z Sharmell. Ale to jest do wybaczenia. Ważne, że dostajemy coś względnie świeżego. Z Impaktu na Impakt nie jestem pewien co się wydarzy, czekam, bo nie jestem w stanie przewidzieć, co wymyślą bookerzy. Stanowi to pełną opozycję do WWE, gdzie na RAW co 10 minut muszę oglądać kwadratową twarz Ceny, wykrzywioną dodatkowo w jakims śmiesznym grymasie (bo jak nie w walce, to w replay'u z ostatniego RAW'a minimum 3 razy, jak nie to, to ze 3 reklamy najnowszego filmu z nim + trailer tegoż filmu w pakiecie z sikającym na jego widok Lawlerem, naprawdę zajmujące....). A SmackDown? Hmm... Niech zgadnę, zacznie się od speechu Triple H'a! Najprawdopodobniej na temat Vickie. Potem okaże się, że chleb, z którego kanapkę zjadł na śniadanie Jeff Hardy został podstępnie zatruty (zobaczymy prawdopodobnie nagranie z komórki jego dziewczyny z odautorskim komentarzem). Kozlov zniszczy kolejnego jobberka, a jeśli trafi się No DQ match, to można być pewnym, że Jim Ross nie pozwoli nam o tym zapomnieć (mimo całego szacunku- czy tylko mnie irytuje, jak J.R. co 2 minuty powtarza, że to jest "no disqualifiction match", i że "anything and everything goes"?). Ale STOP! Miałem pisać na temat MEM vs. Frontline. Z największą przyjemnością zaznaczę, że na szczęście bookerzy TNA różnią się od kolegów z większej firmy. Spójrzmy tylko jaki wachlarz możliwości daje nam taki storyline, ile jest teraz prawdopodobnych rozwiązań! Zadziwia mnie odwaga creative team'u, a jeszcze bardziej zadziwia mnie, że mimo ryzyka płynącego z tego feudu, bookerzy nie wciskają nam kitu. To jest coś naprawdę dobrego, ten feud to wielka sprawa. Miejmy nadzieję, że zostanie należycie poprowadzona i zakończona w dobrym momencie.

X Division

X Division- markowy produkt TNA, rzecz, na której opiera się początek tej federacji. Z biegiem czasu coraz mniej znacząca, w przeciągu kilku lat upadła do momentu, w którym X Division Title broniony jest w openerach. Różne są zdania czy tak powinno być, czy nie. Jestem zwolennikiem drugiej opcji, choć nie ma co ukrywac, że dopiero, gdy przystopowano z ilością latających cruiserweightów, TNA zaczęło przynosić powazne zyski. Powiedzmy sobie szczerze- od któregoś momentu z drugiej połowy 2008 roku, X Division sięgneła dna. O ile na początku walki Kaz vs. Petey Williams były elektryzujące i cudowne, potem X Cup, który wyszedł naprawdę porządnie, o tyle potem pas zdobył ktoś, kto powinien być biczowany za samo spojrzenie na niego. Taaak, Sheik Abdul Bashir to z pewnością nie była odpowiednia osoba na to "stanowisko". Za jego "panowania" walki o X Division Championship ze świetnych stały się co najwyżej niezłe (tylko za sprawą tego, że Bashir miał w nich mało czasu "dla siebie", umie dobrze sprzedawać ciosy, a i rywali miał całkiem przyzwoitych). Prestiż pasa sięgnął dna. Do tego stopnia, że Eric Young, który jest tak bardzo krytykowany, i którego gimmick do mnie też nie trafia, wydawał się być wręcz wybawieniem. Trochę szokujące, nie? Ale okazało się, że los X Division wcale nie musi być tak tragiczny, jak było do tej pory. W wyniku różnych nieporozumieć zaczęto turniej, którego finał, odbywający się na Genesis miał wyłonić nowego champa. Wg wszystkich oczekiwań zawalczyli w nim partnerzy z team'u- Chris Sabin i Alex Shelley, a walka skończyła się zwycięstwem tego drugiego. Teraz pytanie samo się nasuwa- co dalej z X Division? Nowy champion, nowe szanse... Shelley definitywnie zasłużył na pas, jest fenomenalnym wrestlerem i powiem szczerze... Czuję w powietrzu odrodzenie tego, co jeszcze tak niedawno było chlubą TNA. Podstawy ku temu? W końcu champion, który jest wręcz stworzony do tego, by dzierżyć pas, najpewniej niedaleki powrót Christophera Danielsa, debiut w ringu Suicide'a. Mało? Ktoś się spyta- ale co z poziomem walk? Ha! Niedawno agentem X Division został BG James. Nie brzmi oszołamiająco? Martwisz się o to, czy da sobie radę? A widziałeś pojedynek Sabin vs. Shelley na Genesis? To jego robota! Nadal masz wątpliwości? Chyba nie... Na pewno nie ma co liczyć na nagły powrót do najlepszych lat... ale na stopniowe, może nawet powolne odkuwanie X Division i przywrócenie jej do optymalnego stanu. I oby tak było w roku 2009.

Dywizja Tag Team

No właśnie- kto by mógł wyobrazić sobie wrestling bez tych, długotrwałych nieraz i przyprawionych przyjaźnią, sojuszy? W sytuacji, kiedy w WWE tag teamy przechodzą poważny kryzys (Cryme Tyme i Miz&Morrison nie wystarczą przecież na trzy brandy....), w TNA widzimy je w dobrej kondycji. Mieszanka doświadczenia, zgrania, umiejętności- tak wyglądają team'y w federacji Jarretta. Ale po kolei- na początku pas dzierżył team AJ Styles'a i Tomko. W wyniku wielu czynników odebrano im pasy i przeznaczono w ręce team'u Kaza i Super Eric'a. Potem nastąpiło lekkie zamieszanie (Eric Young twierdził, że to nie on jest Super Eric'iem), pas został ogłoszony vacant i zaczął się turniej, mający swój finał na Sacrifice, na której to gali Tag Team Titles zdobyli LAX. Ich title reign nie był zbytnio zajmujący, mimo, iż na pewno zasłużyli na tytuł. Ostatecznie pasy powędrowały w ręce nowostworzonego Beer Money i, oprócz krótkiego epizodu z Lethalem i Creedem, są u nich do dzisiaj. Czy są dobrymi champ'ami? No cóż, mówiąc szczerze- mi się odrobinę przejedli, ale i tak osiągnęli więcej, niż się spodziewałem- moją sympatię. Do momentu powstania tego team'u Roode'a totalnie nie trawiłem. Przy Stormie natomiast, Robert zaczął się rozwijać, a jako dwójka wypadają nieźle w ringu, bardzo dobrze przy mic'u i w segmentach. Po prostu pasują do siebie. Trzeba by się teraz zastanowić- jak będzie wyglądać przyszłość tej dywizji? To trudne pytanie... Może pasy wrócą do LAX? Może zobaczymy jakiś nowy team? Kto wie- musimy czekać.

Dobrze, trochę napisałem o trzech punktach, których bez kilku osób by w ogóle nie było. Czas przyjrzeć się kilku workerom TNA i postępom, jakie poczynili w minionym roku.

AJ Styles

The Phenomenal może zaliczyć ten rok do udanych. Face turn, świetny feud z Kurt'em Angle... Świetny? No cóż, może odrobinę się wytłumaczę. "Świetny" to definitywnie dobre słowo, by go określić, ale jednak odrobinę... niezadowalający? Każda ich walka jaką stoczyli była minimum bardzo dobra, czy to solowo, czy w większej ekipie obaj spisywali się na medal (biorąc pod uwagę Kurt'a- to określenie dobrze tu pasuje). Jednak... Czy od dwóch, niewątpliwie genialnych wrestlerów, nie oczekujemy czegoś więcej niż świetność? Zabrakło mi tu kropki nad i, walki, która wywarła by na mnie wielkie wrażenie i zapadła w pamięci na długo, walki, której nawet nie mógłbym oddać słowami. Bo ich obu stać na to. Choćby jeden spot w ich wykonaniu, który po prostu by mnie wmurował i zamknął usta za każdym razem, gdy chciałbym skrytykować któregokolwiek z nich. Nie było tego. Zobaczyliśmy serię bardzo dobrych pojedynków, wiedząc jednocześnie, że obaj zawodnicy mogą ze sobą stworzyć coś wielkiego. Ale czy można mieć do nich za to pretensje? To jest odwieczne pytanie- czy jeśli ktoś jest w czymś genialny, a robi to jedynie bardzo dobrze, mamy prawo go skrytykować? Nie wiem. Wiem tylko, że po tym feudzie, poprowadzonym zresztą bardzo ładnie i realistycznie, Styles miał ogromną szansę. Stało przed nim przewodzenie nad Frontline, a może nawet i zdobycie WHC z rąk Stinga. Niestety okazało się, że bookerzy mają co do niego zupelnie inne plany. Końcówka 2008 to smutny widok AJ'a walczącego z bandą dziadów, AJ'a wciskanego do z dupy wziętych wieloosobowych walk, AJ'a zmuszonego do ograniczania się w ringu, bo kolesiowi, z którym miał pojedynek, żyłka może pęknąć po zobaczeniu bardziej efektownej akcji z jego moveset'u. Tak nie musi być, choć... W sumie z kim miałby AJ walczyć? W obecnej sytuacji musimy wybrać pomiędzy dwoma opcjami- AJ cofnięty do X Division i robiący tam cudowne pojedynki, albo AJ w main eventach, z ludźmi, którzy powinni leżeć w łóżkach już, a nie kicać po ringu (bo skakaniem tego nie nazwę). TNA potrzebuje odświeżenia w main eventach. To działa jak reakcja łańcuchowa- w ME widzimy samych dziadków, na czym traci AJ, a gdy traci AJ, traci walka. Od jak długiego czasu TNA nie zrobiło main eventu, który by był ukoronowaniem gali, rzeczą, na którą najbardziej czekasz, prawdziwie najważniejszego wydarzenia, a nie tylko bezsensownym zakończeniem wieczoru "do przebolenia"? To boli, bo zamiast postarać się o Bobby'ego Lashley'a, który niedawno twierdził, że chce wrócić do wrestlingu, TNA walczy o ledwo dychającego Flair'a. Zamiast dać zabłysnąć takiemu Dutt'owi, woli do main eventu wpieprzyć na chama Nasha. Jeśli to się nie zmieni, AJ w nowym roku może sporo stracić. Bo nawet gwiazda świecąca swoim światłem potrzebuje innego ciała niebieskiego, które to światło chociaż odbije. Łapiecie aluzję?

Christian Cage

Co jak co, ale końcówka roku należała do niego- wszyscy mieli na ustach tylko te słowa: "Co dalej z Christianem?". Jak się okazało- nie było nam jeszcze dane poznać odpowiedzi. Patrząc na to, co zrobił w 2008 roku jestem pełen podziwu. To on uratował Lethal Lockdown, to on poświęcił się najbardziej w Full Metal Mayhem, to on trzymał równą formę cały rok i mimo braku wyraźnego pushu, dźwigał na barkach jakość wielu walk, jednocześnie podczas speechów wylewając żywy ogień na mikrofon. Ale czy tak naprawdę teraz ktoś o tym pamięta? Pod koniec roku Internet obeszły plotki pt. "Christian opuszcza TNA". Już prawie pewne okazało się podpisanie kontraktu z WWE, gdy nagle okazało się, iż wszystkie te pogłoski to jedno wielkie kłamstwo i nieporozumienie, a Cage najprawdopodobniej zostanie w TNA. Nie minęły dwa dni, gdy ostatecznie stwierdzono, że jego powrót do WWE jest pewny. Miał być wielki storyline i spektakularny powrót na Royal Rumble, szczerze- kto podczas tej gali nie wyczekiwał aż zgaśnie światło podczas którejkolwiek walki? No właśnie. Ale nie stało się nic, a zamieszanie wokól jego osoby w TNA stało się mocno podejrzane. Obecnie, po Royal Rumble, mniej już osób jest tak bardzo pewna jego debiutu w WWE. Ja też nie sądzę, by tam wrócił, ale żeby to zrozumieć, trzeba wczuć się w sytuację i uruchomic wyobraźnię. Czytaj to i postaraj sobie jak najlepiej wyobrazić sytuację. Siedzisz właśnie w mięciutkim fotelu, za biurkiem, wpatrując się w połyskującą, złotą tabliczkę z Twoim imieniem i nazwiskiem, oraz podpisem "YYY president". Niedawno odeszła jedna z Twoich największych gwiazd, człowiek, którego kochała zdecydowania większość fanów Twojej federacji, który elektryzował tłumy i miał powalającą wręcz charyzmę. Twoja federacja jest mała, ale starasz się, by funkcjonowała jak najlepiej, jednak nie jest to łatwe, gdyż obok masz wielką korporację, pełną gwiazd, która moglaby wykupić Twoją firmę bez problemu. To właśnie do tej korporacji odchodzi wcześniej wspomniana gwiazda. Organizujesz jej mały angle pożegnalny, wszystko kończy się dosyć logicznie. Co robisz potem? Zastanów się chwilkę, zanim zaczniesz dalej czytać............ Już? Więc prawdopodobnie, idąc za logiką, starasz się, by ludzie o tym zapomnieli, sam o tym nie wspominasz, bo i po co. Nie przypominasz jego postaci, bo możesz wypromować potencjalną nową gwiazdę konkurencyjnej federacji, o wiele większej od Twojej. Zapamiętaj tą odpowiedź i wróćmy do rzeczywistości. Zakładam, że zrozumiałeś analogię między sytuacją przedstawioną powyżej, a sytuacją TNA wobec odejścia Cage'a. Popatrzmy więc teraz jak bardzo odmiennie, niż nakazuje logika, zachowuje się TNA. Don West promuje w TV merchandise Cage'a słowami "Wszyscy będziemy za nim tęsknić i na zawsze zostanie jednym z naszych faworytów. Mamy jednak jeszcze sporo rzeczy z nim związanych, które możesz kupić już teraz!", profil Christiana znika ze strony długo po jego ostatnim występie, na prawie każdym Impakcie jest wzmianka o tym, jak zbeatdownowała go Mafia i filmik, na którym widzimy Nasha wykonującego na nim powerbomba. Wydaje mi się to odrobinę nielogicznym, sztucznym wywolaniem zamieszania i MOIM ZDANIEM Christian wróci niedługo do TNA, a nie zdziwiłbym się nawet, gdyby wszystkie plotki w Internecie były robotą TNA. Bo gdyby Christian miałby zadebiutować w WWE to już dawno by kontrakt podpisal, a o tym jakoś nie słychać. Wątpisz w to, że TNA zadałoby sobie tyle trudu? A co było z Kaz'em, który jest niewątpliwie mniej znaczącą w rosterze postacią, niż CC? Plotki puszczane w Internet okazały się być pomysłem i robotą Russo. Nie sądzisz, by TNA tak bardzo starało się utrzeć nosa WWE, wypuszczając fałszywe informacje o jego debiucie w tej federacji? A nie pamiętasz przypadkiem, gdy oficjele TNA chcieli, by podczas WrestleManii XXIV nad głowami widzow latał samolot reklamujący iMPACT'y? Tak czy inaczej przyszłość Cage'a rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach (miesiącach?). I nie sądzę, by była ona łaskawa dla jego fanów, oglądających tylko WWE.

Samoa Joe

Joe? Skąd się tu wziął? Przecież był tak bardzo szmacony przez cały rok, przecież z typowego bad assa, zrobili z niego potulnego misia? Właśnie dlatego o nim piszę. Wśród dwóch workerów, dla których rok 2008 był względnie dobry, musi znaleźć się jedna osoba, dla której minione dwanaście miesięcy nie było zbytnio łaskawe. Główny zarzut, który stawiliby wszyscy to gówniany title reign jako World Heavyweight Champion. Joe to bez wątpienie wrestler z ogromnym potencjałem, miał publikę całkowicie za sobą, jako heel sprawował się świetnie, jako face potrafi ruszać ludzi, ale... no cóż, wypłynął totalny brak pomysłu na to, jak miałby wyglądać okres, w którym posiadał pas. Nagle Joe, który wg publiki "is gonna kill you" stał się championem, który ot tak oddaje pas Booker'owi T, który przegrywa kolejne walki i jest bez żenady podkładany każdemu. Wpłynęło to znacząco na jego formę, bo z wrestlera, który potrafił zaskoczyć, mimo sporych rozmiarów, efektowną akcją, stał się kolejnym dobrym, monotonnym zawodnikiem. A może to przez większość roku rywale nie dawali mu rozwinąć skrzydeł? Nieważne, za pełen poświęcenia dropkick na Stingu z BFG (czy może mi ktoś powiedzieć, jak do cholery koleś, który częściej przegrywa, niż ma solową walkę, był skłonny do tak efektownego i bolesnego skoku?), który wmurował mnie- po prostu był niesamowity, jedna z akcji roku, dlatego tyle o nim piszę. Ale wróćmy do rzeczy- jakie perspektywy są przed Joe na rok 2009? Nie mam pojęcia. Mam wielkie nadzieje na heel turn i odświeżenie postaci. Może feud z AJ Styles'em i dołącznie do MEM (w końcu motyw zdrady jest bardzo popularny). Zobaczymy. Liczę, że w 2009 Joe będzie błyszczał tak, jak kiedyś, a nie będzie zmuszany do podkładania się byle komu. Nawet nie dla fanów, nie dla zarządu- dla siebie, bo zasłużył na to.

Napisałem co nieco o trzech wybranych subiektywnie workerach z TNA, ale może coś ogólnie o federacji?

TNA w roku 2008 i przewidywania na rok 2009

Jakie było TNA w roku 2008? Ciężko stwierdzić. Na pewno przez cały rok trzymało dobrą formę i, mimo narzekań malkontentów, nie wciskała fanom byle czego. Zdarzały się momenty słabsze i lepsze, jak to w każdej federacji, ale moim zdaniem przeważały te drugie. W 2008 wszystkie PPV trzymały minimum niezły poziom, widzieliśmy kilka fenomenalnych walk i całe mnóstwo bardzo dobrych. Kilka momentów, które będziemy jeszcze długo pamiętać, a przede wszystkim kilka zdarzeń, które mogą na zawsze zmienić przyszłość tej federacji. Przejście w jakość HD i odświeżenie iMPACT Zone było strzałem w dziesiątkę- niekoniecznie przysporzyło federacji dodatkowych fanów, ale tym już wiernie oglądającym produkt TNA, mocno uprzyjemniło oglądanie. Mimo, że iMPACT Zone wciąż nie wygląda najlepiej w porównaniu do hal, w których rozgrywane są gale WWE, i tak możemy zaobserwować sporą poprawę. Oprawa graficzna gal, to jest różne przejścia między segmentami, a walkami, napisy informujące o tym, że walka jest o jakiś pas, wejściówka iMPACT'a- wszystko to obecnie jest spokojnie porównywalne do trendów wyznaczanych przez starszą i bogatszą konkurencję. Drugim takim wydarzeniem jest zatrudnienie Mick'a Foley'a- legendy hardcore'u i człowieka z niewiarygodną charyzmą. Gdy siedzę i widzę, jak Mick przeżywa swoje speeche i jak ujmuje w słowa zapowiedź jakiegoś, nawet nie za bardzo może znaczącego, wydarzenia, od razu czekam na nie, jakby to było coś wielkiego. Świetna postać, wielkie odświeżenie w TNA i w końcu człowiek, który nie bez powodu nazywany jest legendą. Inną sprawą jest Foley w ringu- widzieliśmy jedną jego walkę, w której na dodatek nie za wiele pozwolono mu pokazać, ale ważne, że Mick nie przyszedł do TNA, by siedzieć na dupie i zgarniać tysiące, tylko zmienić tę federację na lepsze. A to się chwali. Odbyły się dwie gale na żywo- to kierunek, w którym TNA zdecydowanie powinno podążać, by dostosować się do tego, co jest już obecnie standardem u jedynej rozsądnej konkurencji. Martwi brak jakiegoś nowego, znaczącego talentu. Federację opuściło w tym roku sporo osób, a przydałby się jakis "młodzik", który nieco odświeżyłby szeregi np. X Division. Mamy za to bardzo ciekawą postać Suicide'a (zarówno gimmick, jak i sposób jego promocji), pozostaje tylko czekać na jego debiut w ringu. Jest jeszcze kwestia bardziej przyziemna, tj. ratingi i finanse. No cóż, w tym roku TNA zaczęło w końcu zarabiać. Z niewielkiej federacji urosło do przyszłego konkurenta WWE. Oby tak dalej. Ratingi przez większą część roku stały w miejscu, ale ostatnio możemy zauważyć pewne poruszenie i jakby większe zainteresowanie produktem federacji Jarrett'a i Carter. Co się zdarzy w roku 2009? Jako fan liczę na utrzymanie dobrego poziomu gal, narzuconego już przez pierwszą w tym roku- Genesis. Liczę na osiągnięcie w końcu tego ratingu 1.3 i wyższego, liczę na stałe bicie oglądalnością choćby ECW. W końcu- liczę na to, że X Division wróci do dawnej formy, bez jednoczesnego zaniedbania cięższych wrestlerów. Tego pozostaje mi życzyć sobie i Wam na ten rok, mimo, że od Sylwestra minął prawie miesiąc.

2008 w liczbach

Najdłuższy title reign- Samoa Joe jako WHC (182dni)

Najkrótszy title reign- Eric Young jako X Division Champion (7 dni)

Dwa razy w tym roku zobaczyliśmy galę Final Resolution (ze względu na zmiany w datach organizowania PPVs)

Najdłuższą walką, jaką mieliśmy w tym roku okazję zobaczyć był Lethal Lockdown (Team Cage vs. Team Tomko), który trwał dokładnie 26 minut i 27 sekund

Największa widownia na gali to 5500 osób na tegorocznej edycji Lockdown.

Największy buyrate gali PPV osiągnięty w tym roku, również ustanowił Lockdown- 55 tys.

W tym roku po raz pierwszy Bound For Glory było numerowane rzymską cyfrą.

Ps. Dziękuję za lekturę artykułu, mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto przeczytał całość i może będzie miał ochotę skomentować wynik mojej pracy przy klawiaturze. :) Wszystkie podane dane i informacje opierałem na swojej wiedzy i angielskiej wersji Wikipedii. Artykuł napisany na potrzeby i dla userów forum BGZ Wrestling, więc proszę nie kopiować go nigdzie bez zgody autora, czyli mojej. ;)

e916f7e946.png
  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • RazorR1674325893

    1

  • Mast

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  8
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  03.06.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jako pierwszy pozwole sobie ocenic ten felieton :)

Zagadnienie - tak naprawde to jest temat rzeka, federacja ma zarówno swoich fanów, jak i antyfanów. Cały materiał czytało się naprawde nieźle, aczkolwiek widać tutaj bardzo wyraźnie, że jest pisany przez wielkiego fana TNA. Tak naprawde rok 2008 był najgorszym rokiem w historii TNA (nawet observer tak uznał :P). Czemu? jest kilka powodów, wymienie tu najważniejsze:

1. Degradacja dywizji X, która stworzyła tą federacje i bardzo przyczyniła się do jej rozwoju

2. Sting jako WHC - come on, on ma prawie 50 lat, porusza się jak Nash.. i dają mu najważniejszy tytuł federacji!! to jest jakies nieporozumienie

3. MEM - ta frakcja... come on, juz nawet millionaries club było stajnią dużo bardziej przekonującą i ciekawą - porażka!!

4. Napisałes, że dywizja TT jest w dobrej kondycji..... bullshit :) jest w jeszcze gorszej niz ta w WWE... poza B.M. INC, oraz LAX nie ma kompletnie zadnego tagu, który nadawałby się teraz do zdobycia TT Titles! to jest masakra, bo jeszcze pare lat temu, TNA miało najsilniejsza dywizje TT w USA - AMW, Triple X, Team Canada, i tak dalej...

Na duzy + w 2008 roku trzeba dać dywizje Knockouts, która jest naprawde silna, i jest wiele wiele kandydatek na tytuł.

Trzeba przyznać, że rok 2008 był rokiem odrodzenia AJ Styles`a, który się odrodził po tragicznym roku 2007.

Jak pisałem na wstępie - bardzo dobry felieton, aczkolwiek pisany przez wielkiego fana TNA, który nie widzi, albo nie chce widzieć złych rzeczy w ulubionej federacji.. a te niestety są aż za bardzo widoczne. W związku z tym ocena TNA w żaden sposób nie mogła być subiektywna

Ps. tego tematu nie pisze jako antyfan TNA - mam wielki szacunek do tej federacji, i bardzo lubie oglądać gale tej federacji, jednak ewidentnie widać, ze 2008 nie był rokiem TNA.

ps2. witam po kilku latach niepisania :)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Autor: Ian McCord Pierwsza runda inauguracyjnego turnieju UNIVERSE CUP odbyła się na gali UNIVERSE MAGIC 2026 9 marca w legendarnym Shinjuku FACE w Tokio. Na karcie znalazły się 4 mecze pierwszej rundy z udziałem przedstawicieli federacji zrzeszonych w WRESTLE UNIVERSE: Pro Wrestling NOAH, DDT, Michinoku Pro, ZERO1, BASARA, Ganbare Pro, Uptown oraz MONDAY MAGIC. Pierwszy mecz turnieju UNIVERSE CUP zakończył się zwycięstwem Sanshiro Takagiego z DDT nad Great Mummy z MONDAY MAGIC po Stunnerze po
    • Grok
      Po występach w obu federacjach Swerve Strickland stawia na model wynagrodzeń w AEW, uważając go za lepszy od tego, co oferuje WWE. Strickland udzielił wywiadu dla Baller Alert przed galą AEW Revolution, zdradzając, że jego kontrakt obowiązuje jeszcze przez 3-4 lata. Podoba mu się podejście AEW i Tony'ego Khana do negocjacji z wrestlerami – traktują ich jak prawdziwych sportowców. Uważa też, że wypłaty w AEW są po prostu lepsze niż w WWE, bo są „gwarantowane”. Strickland został zwolniony
    • Grok
      Gwiazda Lucha Libre AAA podobno wyleciała po incydencie z fanem na niezależnym show. Bodyslam.net i Lucha Blog donoszą, że Nino Hamburguesa został zwolniony z AAA po tym, jak walnął fana łokciem w trakcie walki we wtorek. Wideo z incydentu obiegło media społecznościowe – nagranie pokazuje, jak Hamburguesa trafia fana trzema lżejszymi łokciami, po czym solidnie go praży. Według raportu Lucha Blog, inni wrestlerzy dowiedzieli się o zwolnieniu Hamburguesy w piątek. Hamburguesa z ciężk
    • Kaczy316
      Standardowo zaraz po WM, czyli praktycznie w okresie gdzie szansa na odebranie złota mistrzowi po WM jest bardzo nikła, szkoda Zayna w takiej sytuacji, znowu poleci do odstrzału jak na Royal Rumble.
    • KyRenLo
      Wymienić Grace na Iyo. Dać trzem Paniom (Tiffy/Giulia/Iyo) odpowiednią ilość czasu i mamy szansę na bardzo elegancki pojedynek. Pamiętam, że Iyo i Giulia miały walczyć w walce 1vs. 1 na jednym z odcinków Smackdown, ale walka finalnie została zamieniona na starcie Ripley vs. Giulia. Iyo to idealna kandydatka, a i tak na WM powinna coś dostać dla siebie, więc byłby to na teraz chyba najlepszy wybór. Steph vs. Liv:
×
×
  • Dodaj nową pozycję...