Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

TNA Bound For Glory IV - wyniki i raport


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  161
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Powiem tak wczoraj siedziałem sobie na lekcjach i tylko odliczałem aż wrócę do domu i zasiądę przed komputerem, zassam i obejrzę. Patrze przez okno już jest ciemno so można zaczynać, szybko przejrzałem listę gadu i zobaczyłem że mój kumpel ogląda BFG więc zapytałem się go gdzie jest okazało się że przed sek zaczął no to poczekał na mnie no i tak się zaczęła moja przygoda z BFG .

Więc zacznę od openera :

Walka dobra , szybka , pełna ciekawych akcji, nie które gorzej wykonane nie które lepiej jak to bywa w wrestlingu . Jednak jednej rzeczy mi tu zabrakło... emocji , praktycznie 0 emocji , nie było walki na klatce , może raz czy 2 spadł ktoś to nie jest za mało na walkę która trwa prawię 20 min czy coś koło tego ?? No dobra sobie myślę , walka spoko , jak na opener to jest zajebiście , przychodzi czas na walkę Bimbo Brawl . Gdyby nie ciekawa rozmowa z Mańkiem w czasie kiedy Divy się lały to bym chyba usnął ... Walka słaba , nic takiego się nie działo , panowie także nic ciekawego nie pokazali dobra 1 gniot na galę może się zdarzyć ... Przed walką o pas dywizji X wyszedł jakiś wojskowy ja się pytam do cholery co to ma być ludzie ja nie zasiadam przed kompem żeby oglądać film wojenny tylko najważniejszą galę TNA! Dobra jakoś to przetrwałem , walka się zaczęła ,sam Creed aż taki zły nie był nazwałbym go nawet średniakiem ale Bashir to było dno kompletne, z jakiej to mańki się znalazł w TNA ?

Sobie pomyślałem co jest do cholery, 2 słaba walka podrząd ??!! Przyszedł czas na na Roxi vs Wilde vs Kong już niestety samemu oglądałem więc przez nudne części walk musiałem jakoś przebrnąć , w sumie walka była przeciętna , niestety Knockoutki bez Gail Kim to nie to samo... Dobra jeszcze to się dało oglądać z trudem ale się dało . Przyszedł czas na Monster Ball , chyba najbardziej o tą walkę się martwiłem . Jednak wyszło po prostu genialnie Panowie pokazali co potrafią emocjonująca , kilka razy myślałem że to już koniec a jednak nie !! Kilka ciekawszych spotów , wiadomo, Abyss znowu pokazał że jest filarem hardcore w TNA , facet jest niesamowity w tym co robi, wątpię aby ktoś inny się z tej walki zgodził na chokeslam na płonący stół a on tak !! . Respect dla niego. Monster Ball wypadł bardzo dobrze , walka zdecydowanie na "+" Pomyślałem sobie jeszcze 3 walki przed mną może tak źle nie będzie . Styles vs Cage vs Booker , oczekiwałem **** a wyszedł max *** po prostu tej walki nie czułem , w przeciwieństwie do MB . Finish walki słaby , Unprettier z górnej lini hmm ciekawie ,no ale walkę która dopiero się rozkręcała (jak dla mnie) zakończył Booker , po prostu szok , jak można było z taką obsadą, tak słabą walkę zrobić , wiedziałem że Booker ją trochę rozwali ale nie zniszczy !! Co on w ogóle robi w tej federacji ??!

Następnie mamy Jarrett vs Angle nie wiedziałem co oczekiwać od tej walki , wielką nie wiadomą była forma Jeffa , początek był co najmniej słaby już miałem przewinąć ale później się rozkręciła , stała się dość emocjonująca w czasie angle locka myślałem że Jeff stapuję tak samo przy F4LL na Kurcie. Później Olympic Slam no i od razu myśl koniec ... Jednak nie Foley nie pozwolił stpinować , emocje rosną !! No i zakończenie , mandible claw + gitara poszła w ruch walka dobra **** zasłużone , pojedynek dobry emocjonujący , początek był tragiczny ale później się to rozkręciło i gitara. No i czas na ME , Samoa Joe vs Sting , miałem nadzieję że Joe wygra , niestety było inaczej a walka była klapą jedynie 2 ciekawe momenty były : jak Joe skoczył przez barierkę i zrobił coś tam ,nie wiem co to było bo dropkick'a ani nic podobnego to nie przypominało. No i 2 jak Sting wykonał Muscle Bustera a Joe Scorpion Death Drop czy jakoś tak , ogólnie galę oceniam na 6/10 zawiodła trochę , 1 walka badzo dobra , 2 walki dobre , a reszta przeciętna/słaba to trochę za mało jak na najważniejszą galę w TNA .

Wracając do Stinga to się pytam jaką on rolę pełni w TNA ?? Dostaje prawie 700 tyś $ za nic ... Wystąpi kilkanaście razy w roku i za to taka kasiora , Steve pokazał tą walką że do końca kariery mu już naprawdę nie daleko ... Facet jest w fatalnej formie ... Mice nadal dobre ale ringi bardzo słabe ... Jeszcze jedno pytanie czy uhonorowanie kariery musiało nastąpić w ME najważniejszej gali TNA ?? Dla mnie to jest strasznie naciągane ....

  • Odpowiedzi 31
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • LegendKiller

    5

  • pablo modjo

    5

  • Mast

    5

  • Danielsson56

    2


  • Posty:  295
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.07.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

PPV co prawda wyszło słabo lecz obejrzałem bez przewinięcia walki dziewczyn (Rzadkość i po co?).

No więc od początku Steel Cage Asylum Match jedna z najlepszych walk trochę za krótka i zwycięzca nie za dobry. Stunner wyszedł śmiesznie lub inaczej mówiąc żałośnie. Było tutaj dosyć sporo dobrych akcji

Tag Team Match wyszedł bardzo marnie. I teraz siła bookerów:

„… Rhaka atakuje **** Kipa a on taguje z Angeliną!!…” – Rhaka od dziś umie zrobić trzy ciosy: „Kop”, Jakiś Leg Drop i sygnatura Nature Boya (Ale oryginalność).

Jak dla mnie to mógłbyć nawet, nawet Match na normalnym Impactie ale nie na PPV i to najważniejszym.

X division championship co to ma być że jakiś tam Sheik Daivari jakiś tam obronił swój tytuł? Jak w ogóle mógł go wygrać? Walka nawet znośna wynik był pewny na 100%.

Knockouts championship to chyba piąta walka dziewczyn TNA jakie widziałem więc za bardzo specem nie jestem. Uważam że powinna wygrać Roxxi bo to chyba najlepsza Knockout po odejściu Gail Kim. Walka dosyć znośna ale głupio wyglądało jak Taylor spinowała Roxxi jakimś marnym Suplexsem.

Monster's Ball Najlepsza walka na PPV to powinien być Main Event prawdziwy hardcore Abyss chyba najlepiej się spisał. Myślałem że Bear Money wygra bo Jacqueline przerwie pin noi zgadłem. A tak w skrócie kryształ showu.

3 Way War widocznie Christian powróci do WWE. Myślałem że TNA jest dosyć mądre i da mu wygrać, natomiast AJ Styles najlepiej się spisał w tej walce przez chwilę myślałem że wygra. Walka była średniawa ale pobiła Main Event.

Jeff Jarrett vs. Angle udany powrót Jarretta walka była dobra a nie che mi się już pisać więc tylko tyle :P.

Main Event zgadzam się z tymi panami na górze Sting chyba się przeterminował. Może gdyby Joe wygrał było by to warte miana Main Eventu. Ric Flair na ostatnim matchu walczył świetnie a Sting jak już mówiłem stracił date iskre. Pozatym Nashowi ktoś pokazał środkowy palec :P. Nie opisuje już tego śmiecia.

Ogólnie nie było aż tak żle oceniam to na 6+/10. Pozatym uważam że Championi TNA są do niczego.

PS. To moja pierwsza recenzja. Sory też że tak mało tekstu.


  • Posty:  3 284
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  26.05.2008
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Chciałem napisać coś wczoraj, ale ta gala wywarła na mnie takie wrażenie że dopiero dziś odzyskałem świadomość... :P

Steel Asylum... Genialny mecz, świetna obsada, etc. etc. <--- Przynajmniej tak wyglądały zapowiedzi :lol A jak było naprawdę? Obsady się czepiać nie będę, choć widok Dorsz Mena w tym meczu przyprawił mnie o chorobę morską... Ponownie TNA popełniło ten sam błąd co przy pierwszej odsłonie tego meczu, za dużo zawodników i za krótko... Czy nie lepiej byłoby zorganizować ten mecz w obsadzie Gunsi + Petey + Dutt + Devine + Curry Man(tylko dlatego że mam w pamięci Danielsa)? Sześć osób, dużo więcej miejsca dla każdego na pokazanie się z najlepszej strony, więcej czasu etc. etc. Walkę wygrał Lethal... Że co k***a? I co teraz? Znając życie na next PPV, ew. na jeszcze następnym zdobędzie ten pas i ponownie będzie tym który ocalił Dywizję X :crazy: Gunsi w tym meczu pokazali się najlepiej... I co dostali w zamian? Kolejny job... Why? Ponieważ dawno, dawno temu nie zgodzili się dać pociąć... Brawo Russo...

Kolejny mecz i kolejne rozczarowanie... Gdyby nie zajebisty segment z udziałem Love & Sky poprzedzający walkę(Niebieskie M&M'sy =)) ) to powiedział by że walka była beznadziejna... W sumie nic więcej na temat tej walki pisać mi się nie chce...

Na temat Szejka pisać się też nie chce, ale rzucę kilka zdań... Przez mała chwilę miałem nadzieję że obejrzymy pojedynek góra dwu minutowy i Abdul zostanie pociśnięty w kakao przez zarząd który odbierze mu pas po miesiącu, podkładając go w ultra krótkiej walce... Tak się niestety nie stało i jeszcze trochę sięz tym błaznem pomęczymy...

Mecz pań również nie wywarł na mnie większego wrażenia... Taylor była dobra jako czempka na chwilę aby zmienić panującą Kong która powoli zaczynała nudzić... Ale co za dużo to nie zdrowo i mam nadzieję że przy pierwszej okazji straci Ona swój pas...

Przed Monster Ballem zobaczyliśmy kolejny dobry segment z Foleyem i tym razem 3D... Sam mecz pomimo wielu moich obaw wypadł zajebiście. Nie ma co ukrywać zdecydowanie walka tej gali i bardzo prawdopodobne że walka roku made by TNA... W innym topicu czytałem zachwyty nad Abyssem który wg. niektórych był "Man of PPV" bo przyjął bump z płonącym stołem... A co poza tym zrobił Abyss w tym meczu? Gówno! Oczywiście graty za bump, ale żeby zostać najlepszym zawodnikiem trzeba czegoś więcej... Cieszy fakt że Beer Money obronili swoje pasy, w sumie poza nimi zniósłbym jeszcze zwycięstwo 3D... LAX jako face dają ciała a Abyss z Morganem może i mają coś w sobie, ale nie nadają się na team...

Z 3 waya nie zapamiętałem zbyt wiele... Zwycięstwo Bookera było pewne w takim samym stopniu co wygrana Stinga w ME - czyli na 95% bo może zdarzy się jakiś cud... Końcowy motyw z zamulonym Bookerem i oczekującym Christianem zassał maksymalnie, ale takie rzeczy się zdarzają... O ile Booker rzeczywiście wyglądał na pół przytomnego to Christian spoglądający co chwila na Niego i oczekujący na jakiś ruch wyglądał przekomicznie... Co nie zmienia tego że to Bukka zamulił...

Walka JJ vs. Kurt niezła... Bałem się o formę Jeffa, jednak okazało się to bezpodstawne - Jarrett wykrzesał z siebie wszystko i dał rade... A Kurt? Zassysał trochę... Mógłby wreszcie wziąć sobie wolne dla dobra swojego i federacji, ponieważ Angle bez formy tylko szkodzi fedowi... Końcówka walki przewidywalna do bólu... Atak na enforcera, nieczyste zagranie, próba pinu przerwana przez Foleya i na koniec wspólna ofensywa Micka i JJ w kierunku Kurta...

No i ME... Ok, przyznaje danie pasa Stingowi to pomysł nie trafiony... Aczkolwiek czy lepszym wyjściem byłoby kontynuowanie mega ssającego runu Cycka Joe? Oczywiście najlepiej byłoby gdyby pas na BfG zgarnął AJ czy inny Christian, ale jak dla mnie lepszy krótki tilte run Stinga(coś mi się nie wydaje żeby utrzymał pas za długo) niż kolejny miesiąc z Joe... W moich oczach tilte run Joe ssał bardziej niż Cena i HHH razem wzięci... Taka prawda, bardziej wiarygodny jest dla mnie Cena który jednym palcem pokonuje Umage i Khaliego czy Triple H wstający po 15 finisherach niż Joe który po mega promocji przed LD po zdobyciu tytułu nie wygrał nic czysto, żeby chociaż heelem był to można by to było wytłumaczyć gimmickiem, a tak...

I jeszcze jedno na koniec

W porównaniu do Wrest… Jakie, k*$wa, porównanie. Bound for Glory nie ma nawet startu do WrestleManii.

Amen :roll:


  • Posty:  381
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.08.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Od czego by tu zacząć ??Może od tego że TNA nie oglądam wogóle,czasem tam jakiegoś Impekta z nudów ściągnę ale na BFG szykowałem sie od dłuższego czasu i to nie tylko dlatego że ta gala jest porównywana to WM,ale o tym napiszę w późniejszym terminie.Przyszedłem do domku BFG ściągnięte możemy zaczynać oglądać konkurencyjną WM.

Na pierwszy ognień poszło The Steel Cage Asylum Match,hmm...wyszło to jakoś strasznie dziwnie,bo z jednej strony tempo było naprawdę dobre,kilka naprawdę ciekawych akcji,praca w zespołach,o zwycięscy nie będę mówił bo tak naprawdę mi to zwisało.Moim zdaniem w tej walce brakło takiej dramaturgii.Bo Jay wyszedł na klatkę i już Winner....szkoda bo mogli by to wypaść naprawdę dużo lepiej gdy paru wrestlerów na raz było by już prawię na Finiszu.Ogólnie to średnio ta walka wypadła.

The Bimbo Brawl Match drugi pojedynek i moim zdaniem kompletna kicha,jak z takim czymś można startować do ,,najważniejszej gali roku''....kompletny shit tutaj nawet nie ma co komentować bo Rihno i Kip mieli może 2 minuty na pokazanie czegoś tam.....

Trzeci pojedynek o X division również nie zaprezentował sie z najlepszej strony,początek jedynie warty uwagi,końcówka to po prostu żenua,widać że Creed chciał coś wyciągnąć z tej walki ale jego przeciwnik Sheik pokazał mniej niż zero w tym pojedynku.To już trzeci pojedynek na tej gali a żaden jeszcze nie pokazał i nie dał odczuć że to jest coś na wzór WM..ehh.....idąc dalej:

Pomyślałem że zrobię wyjątek i oglądnę walkę pań lecz po pierwszych akcjach mi sie odechciało szczerze mówiąc dlatego zostawiam to bez komentarza.

Gdy zobaczyłem obsadę podajże piątej już walki na BFG to myślę o Yeah,to musi byś coś co zachwyci,Team 3D,Abyss gwarantowali ,,troszkę'' hardcoru tej walce,a to tego jeszcze LAX i Beer Money.I rzeczywiście walka dała radę choć nie obyło sie bez pomyłek ale pomińmy je,ważne że ta walka jako pierwsza na BFG przykuła odbiorcę do Telewizora.Dużo krwi,dużo akcji o podniesionym ryzyku to wszystko co przykuwa wzrok.Dla mnie była to najlepsza walka na całej gali.

Na deser została nam jeszcze walka Aj vs CC vs Booker i ME.

Po walce Aj i CC spodziewał bym sie dużo,nawet bardzo lecz niestety doszedł nasz Booker,i tutaj zaczęły sie problemy,pisałem już że Booker nie daje rady w TNA i wszystko pieprzy czego sie dotknie,niestety i tak było w tym przypadku,Aj robił co tylko mógł żeby z tego nie wyszedł gniot i nawet mu sie to udawało aż do momentu jak Booker wykonywał ,,pokazówkę'' na CC widać było że Instant Classic tylko na to czekał saałoo moim zdaniem bardzo.

No i ME spodziewałem sie tutaj dużego Show bo wkońcu jak przystało na najważniejszą galę roku ME to musi być jednak coś.I przykro to mówić ale ME nie dał pod żadnym pozorem rady.A najbardzej szkoda mi Joe bo widać że chłopak dużo ryzykował i dawał z siebie 101% a i tak musiał sie podłożyć Stingowi.Jednak będę tutaj bronił Stinga bo mimo wszystko on kończy już z tym biznesem i to najprawdopodobniej jego ostatni tytuł wiec,niech sie nacieszy dziadziuś :P

Teraz chciałbym poruszyć drugą stronę medalu wszyscy przed Bound For Glory porównywali ją do WreslerManii TNA,ale taka jest prawda że TNA jest młodą bądź co bądź federacją i to że w poprzednich latach dało radę z organizowaniem dobrego Show tylko pobudziło nasze apetyty na kolejne dobre lub bardzo dobre BFG.No niestety w tym roku wyszło to bardzo żenująco szczerze mówiąc.Ale nie o tym chciałem napisać chciałem napisać tutaj dlaczego wogóle padły porównania typu ,,BFG to TNA'wsta wersja WM'' lub ,,BFG bije na głowę WM'' to mnie najbardziej rozśmieszyło po prawda jest taka że więcej ludzi przychodzi na głupie Raw niż na najważniejszą galę roku TNA.

Ale czy powiniśmy aż tak surowo oceniać TNA skoro istnieje dopiero 6 lat.Popatrzmy ze WM ma już wyrobioną markę która jest znana na całym świecie przed nami 25 odsłona WM...a BFG mamy dopiero 4 wiec myślę że TNA potrzebuje jeszcze ,,trochę'' czasu na to aby móc zacząć rywalizację z WWE o najważniejszą galę roku w świecie wrestlingu.

pezetvi7.png

  • Posty:  616
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  22.03.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Widzę, że dyskusja o Bound For Glory IV staję się coraz ciekawsza, więc również wtrącę swoje trzy grosze..Najpierw opiszę swoje odczucia na temat najważniejszego PPV roku.Przed galą jak zwykle zrobiłem sobie spore zapasy żeby nie przegapić żadnej sekundy gali..Ostatnie odliczanie i jedziemy.. Promo Bound For Glory i czas na opener..

Zamiast normalnego ringu zobaczyłem klatkę..Lekkie zdziwienie że Steel Asylum Match poszedł jako pierwszy..Wrestlerzy wchodzą pokolei..Gdy po rampie w stronę ringu przechadzał się Shark Boy i Eric miałem ochotę pierdyknąć głową w stół..Ludzie dajcie spokój..Nie lepiej by było gdyby walka była bardziej przejrzysta, a tak napewno by było bez tych dwóch pajaców..Co do samej walki, nie zawiodłem się..Oglądnęliśmy kawał dobrego wrestlingu, dużo ciekawych i kilka chorych akcji..Zwłaszcza piledriver Devine'a był wyczesany w trupka..Canadian Destroyer też niczego sobie..Gdy Sonjay i Lethal przepychali się na samej górze to miałem nadzieję że obaj spadną, dlatego że jakoś nie widzi mi się Lethal czy Sonjay jako No 1 Contender, napewno podczas tej walki nie byli tymi, którzy ją rozkręcali..Szkoda że walka była jakaś taka przykrótka..Walki wrestlerów z Division X są ozdobą całego PPV i powinny być wydłużane o ile się da, oczywiście bez przesady, bo na dłuższą metę każdemu się znudzi..Po bardzo dobrym openerze, oczekiwania wzrosły jeszcze bardziej..Do czasu..

Bimbo Brawl..Typowy zapychacz gal, którego na najważniejszej gali roku być nie powinno..I nazwa brawl też jakoś nie na miejscu...Tak tylko z ciekawości..Skąd Kip te gacie bierze..Nie wiem czy mam się czasem śmiać czy płakać..I podczas tej walki też nie wiedziałem..Dobrze, że walka była krótka, bo nie chciał bym zasnąć podczas Bound For Glory...

Spokojnie możnaby było ją wywalić z karty, ale to już raczej kwestia wypełnienia tych trzech godzin. Przyjemniej by było, gdyby zamiast tej walki przedłużono Steel Asylum, ale ponownie- jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, więc nie narzekam.

Zdecydowanie przyjemniej..Chyba każdy fan TNA wolałby pooglądać dłuższy Asylum Match niż paradowanie Kipa w różowych gaciach i drewnianą Khan... :P..O tej walce wolałbym zapomnieć..

Walka o X Division Title..Powiem szczerze, przed walką byłem sceptycznie nastawiony, Daivari czy jak kto woli Sheik Abdul Bashir to zdecydowana pomyłka jeśli chodzi o zatrudnienie go w TNA, a nie chcę już nic mówić na temat posiadania przez niego pasa..Szkoda jest patrzeć jak talenty, które są twarzami TNA i całej dywizji X muszą uznawać wyższość takiego przeciętniaka..Co do samej walki, to gdyby nie Creed to nie wiem jak to by wyglądało..Ale na szczęście dostaliśmy całkiem dobrą walkę i naprawdę się nią ekscytowałem, ale tylko dlatego że jedyną rzeczą, którą chciałem to stracenie pasa przez Sheika..Creed udźwignął ciężar walki na swoich barkach, a jedyną rzeczą, która Daivaremu wychodziła to markowanie ciosów..Wygrana po jakimś rollupie z dupy i dalej trzyma pas, który jest symbolem TNA..Śmiech na sali..

Walka o tytuł najlepszej divy..Nie ekscytowałem się zbytnio tym pojedynkiem..Wynik był mi też z lekka obojętny, chociaż według mnie z tej trójki najbardziej zasługuję na tytuł Roxxi.Może niedługo go zdobędzie, kto wie..ale widać że się stara i nie jest takim drewnem w ringu jak Khan.Ujmy pasu by nie przyniosła..Taylor broni pas, bo Bóg wie czym, jednak zirytowany wygraną Sheika za bardzo mnie to nie wzruszyło..

W końcu czas na wielki plus dla TNA.Tegoroczny Monster Ball był w moim odczuciu cudowny..Nie było w nim prawie żadnych minusów..Panowie nie oszczędzali się prawie wogóle..W ruch poszło wszystko co możliwe..Od widelca, po tarkę aż do pinesek..Na szczęście nie obeszło się bez krwi..Abyss jak zwykle pokazał, że krwi się nie boi i można na niego liczyć jeśli chodzi o cięcia :P ..Akcja na płonący stół..z podziwu wstałem z krzesła z wielkim bananem na ryju..Przez całą walkę miałem jakieś dziwne przeczucie że świniaki ją wygrają..W końcówce, która również była zajebista..już myślałem, że moje przeczucia się spełnią, jednak podstępem Storm z Roodem obronili pasy..Hernandez lądujący w pineskach, tą akcję będę pamiętał równie długo co motyw z płonącym stołem.Po tej walce w końcu poczułem że to największa gala roku..produkt, który ma rywalizować z Wrestlemanią..

Ogólnie cała walka wyszła genialnie, murowany kandydat na match of the year, w sumie średnio lubię oceny "gwiazdkowe", ale ten pojedynek zdecydowanie zasłużył na największą ich ilość. Zrobił na mnie ogromne wrażenie.

W pełni się zgadzam z Mastem..Dla mnie to również kandydat na walkę roku, dla takich walk warto oglądać wrestling, warto się nim jarać, ekscytować i mieć w dupie komentarze tych, których ciągle gadają że wrestling jest udawany i jak może się to podobać.. :P

Wracając jeszcze do samego Monster Balla, to takie walki jak te dalej trzymają mnie przy TNA i nie pozwalają się przerzucić na co innego..

3 Way War..Po tej walce obiecywałem sobie całkiem sporo..Dostałem całkiem dobrą walkę, która gdyby nie Booker byłaby jeszcze lepsza..Według mnie jego obecność była tam zbędna..Ogólnie nie zawiodłem się, było kilka świetnych akcji, było też kilka przestojów..Christian udający Bukkę..Nie powiem podobało mi się..:P..Jednak nie mogę już tak powiedzieć o końcówce..Jeśli Booker zapomina o tym że ma wykonać finishera to jest z nim źle..Tak swoja drogą to dobrze że wogóle nie zapomniał..Na szczęście bardziej w pamięci będę miał wyczesany moonsault AJ'a..Całe szczęście że w tej walce był on i Cage, a nie kto inny..bo nie wiem jakby ta walka wyglądała..Podsumowując walka była dobra, nawet bardzo dobra, ale porównując ją ze swoją poprzedniczką wypadła blado :P

Przed walką Jarretta z Kurtem byłem bardzo ciekawy formy tego pierwszego..Jak się okazało Jeff dał radę i nie było widać większych oznak tego że nie walczył przez dłuższy czas..Porównując jego formę do formy Stinga to jak niebo i ziemia..Na ostatnich impektach, atmosfera wokół tej walki robiła się coraz ciekawsza i nie powiem bardzo czekałem na to stracie..

Walka w moim mniemaniu była bardzo dobra..jedyne co mi się nie podobało to przedłużające się headlocki..Jednak reszta rekompensowała to z nawiązką..Zdecydowanie na plus można zaliczyć końcówkę walki..Było emocjonująco i widowiskowo..Dwa mocne chairshoty Kurta na Foleyu i Jeffie, jednak Mick odpłacił mu się, co przyczyniło się do niezłego uderzenia gitarką od Jeffa, który ku uciesze fanów wygrał tą walkę..Jak ktoś wspomniał Kurt walczył jakoś tak bezpłciowo, też miałem takie wrażenie..jednak w końcówce według mnie trochę odźył, na całe szczęście..

Dzięki świetnemu build-upowi walkę tę oglądało się jeszcze bardziej przyjemnie i jeśli chodzi o mnie nie mogę powiedzieć że się na niej zawiodłem..Kolejny plus Bound For Glory..Niestety ostatni..

Czas na mian event..Tu niestety spory zawód..Spodziewałem się że Sting nie jest w najlepszej formie, ale bez przesady..Mogli sobie darować taką walkę..Już wolałbym 3 Way Match, w którym oprócz Joe walczyliby Kurt i Jeff..Jednak dostaliśmy to co wszyscy widzieli..Naprawdę żenujące jest to że ktoś zupełnie bez formy dostaje najważniejszy pas w federacji..Ale cóż w końcu to wielki Sting.. :roll: Ta interwencja Nasha..Kolejna żenua..Nie wiem czy kij miał wogóle kontakt z ciałem Joe..Szczerze mam to głęboko w..gdzieś tam..Aż żal mi się rozpisywać na ten temat..

Sting nie pokazał autentycznie NIC. Ludzie, tak ma wyglądać ME najważniejszej gali roku w TNA? Ten pojedynek to jedna wielka porażka i nieporozumienie.

Muszę się niestety zgodzić..Tak nie powinna wyglądać najważniejsza walka na najważniejszej gali roku..To był raczej mało śmieszny żart..

Podsumowując..Tegoroczne Bound For Glory mnie zawiodło..Spodziewałem się zdecydowanie więcej..Zwłaszcza po main evencie..Jedyne co mnie zachwyciło to Monster Ball Match, ale to zdecydowanie za mało, za mało by równać się z WWE, za mało by przyciągnąć znaczną ilość fanów..Jeśli chodzi o ocenę to daję 5/10..Zdecydowanie za bardzo naciągnięte..ale staram się teraz myśleć tylko o pozytywach..Gdyby nie Monster Ball to dałbym z 2,5/10..

Cóż, jak pisałem na początku, BFG wypadło nad wyraz słabo. 1 Świetna walka, 1 bardzo dobra, 2 niezłe, dwie gówniane, 1 słabsza i 1 będąca nieporozumieniem ze względu na wynik. Czy tak powinno wyglądać sztandarowe PPV federacji, której fani uważają, że zjada WWE na deser ? Nie wydaje mi się.

Niestety muszę się z tym zgodzić..To zdecydowanie za mało by próbować dorównać WWE..Wiadomo że TNA ma potencjał jeśli chodzi o walki, ale trzeba umieć ten potencjał wykorzystać,a nie dawać nam taką kupę jako niewątpliwie był main event omawianej tutaj gali..

Muszę przyznać, że niezmiernie wkurzają mnie tego typu teksty. Wiadomo, że gala odbywała się na żywo, nawet najlepszym zdarzają się podobne wpadki i nie ma co robić z tego tragedii i nazywać amatorszczyzną, bo to się po prostu zdarza, minimalne różnice w zgraniu dwóch wrestlerów.

Jeśli to była minimalna różnica w zgraniu, to gratuluję spostrzegawczości..Booker zbierał się do swojego finishera jakby chciał, a nie mógł..Wyglądało to nad wyraz śmiesznie..Można kogoś bronić, ale nie przesadzajmy..to są chyba profesjonaliści i za coś im się płaci..napewno nie za takie błędy..

Tylko, że Bound For Glory IV to właśnie był ten punkt w którym Sheik powinien ładnie przegrać i opuścić federację. Swoje zrobił, powk :censored: rwiał wszystkich naokoło i tyle. Tak się jednak nie stało.

Daivari jak już wspomniałem jako X Division champ to totalne nieporozumienie..Nie powinno się gnoić innych, bardziej zdolnych, a przede wszystkich tych, których się "wychowało" na korzyść zwykłego przeciętniaka..Powinno być tak jak napisał Modjo..Na B4G Sheik przegrywa i Creed w glorii i w chwale paraduję z pasem..I taki wrestler jak Daivari nie powinien mieć z nim już nigdy styczności..Niestety jet inaczej i ta sytuacja strasznie mnie wkur...

Mast, widziałeś walkę Flair - HBK na WrestleManii? Właśnie tak miał walczyć Sting na B4G! Dokładnie tak. Dać z siebie wszystko tak jakby była to jego ostatnia walka na ringu TNA. A Steve zaprezentował się jak ... każdy chyba widział.

Kolejny raz muszę się zgodzić..Sting nie pokazał nic ze swojej strony..Miał tyle czasu by się do niej przygotować, ale on wyglądał jakby to wszystko olał..Nie mógł sobie odpuścić? Nie no..przecież trzeba odbierać szansę młodszym i napewno na tą chwilę bardziej zdolnym wrestlerom..Rick na WM pokazał się ze świetnej strony..To była wisienka na torcie, ukoronowanie jego bogatej kariery..a występ Stinga..określiłbym bardziej jako zakalec..

 

wroneksig.png

16093.png

11524.jpg

11738.gif

 

 


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

a najważniejsze są chyba walki, a te byly (nawet mówiąc ogólnie) bardzo dobre.

Nie mogę się z tym zgodzić. Nie były bardzo dobre. Były słabe. Nie zapominaj, że to nie było jakieś zwykłe PPV. Tylko B4G IV! TNA dało ciała i trzeba się z tym pogodzić. Dlaczego miałbym nie wytykać federacji błędów? Jeśli komuś się gala podobała to OK, przecież każdy może mieć swoje zdanie. Ja - fan TNA od 2006 roku uważam, że B4G wypadło słabiutko. A motywy wymienione wcześniej są tylko dopełnieniem tej słabizny. W tym roku TNA robiło o wiele lepsze PPV. Bookerzy dali ciała, niektórzy wrestlerzy też. A ja nie mam zamiaru chwalić każdego matchu, który zaserwuje mi federacja :P

P.S. LK ocenił B4G 2007 na 9. ;)

Nawet jeśli jakiś element mnie rozczaruje, zwycięzca będzie nie taki, czy sposób zakończenia walki mi się nie spodoba- jestem w stanie docenić jakość pojedynku.

O przepraszam, ale ja też :P Pierwszy przykład z brzegu ostatni pojedynek Hardy - HHH. Mimo zakończenia stwierdziłem, że walka była dobra i nawet zagłosowałem na nią w "najlepsza walka ppv".

Muszę spadać do pracy, see ya/

 

16476371734edf391100c30.jpg


  • Posty:  424
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  10.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Tak ja i reszta nie jestem zbyt zadowolony z tego B4G. Jest to moja trzecia bierząca gala tego typu... i za razem najgorsza. Dzieki edycji z '06 własciwie przekonałem sie do TNA (oglądałem ją dopiero od Hard Justice z danego roku, ale nie czułem, ze to cos dla mnie; wówczas jarałem się WWE i ROH...). Jesli chodzi o '07- od tego czasu nie widziałem żadnej leszej gali (przynajmniej w main streamie; z ROH czy DG pewnie bym coś wypatrzył...). W tym roku mamy, co mamy... PPV jak dla mnie było przynajmniej bardzo nieprzewidywalne- w typerze na 8 trafiłem 2 walki, z czego jesli bym mógł, zmeniłbym typ w trakcie trwania jednej... Niestety te niespodzianki w moim wypadku sa w większośći cholernie irytujące.

Już na samym początku poczułem pewien zawód. Liczyłem na jakąś nową, bądź choć 'stuningowaną' rampę (na poprzedniej edycji zadebiutowała uzywana obecnie), choc raz porządniejsze pyro... tiaaa... W tamtym roku mieli przynajmniej maszynki, co robia takie płomienie jak przy wejściu Takera :D

Ale dobra, gadam jak mega-zaslepiony mark WWE, dla którego oprawa jest ważniejsza od treści... przejdźmi więc do walk:

Rozpoczeło się od tego, od czego się spodziewałem- kłopotliwego w montazu Steel Asylum (nazwa Terrordome bardziej mi się podobała... :P ). Niestety TNA znowu popełniło ten sam błąd- wpakowali tam aż 10 osób, podczas gdy 6 jest tu absolutnym maximum. Rozpoczeło się i zakończyło... niespecjalnie. Całość była jednym, wielkim, zimnym i w dodatku niezbyt udanym spotfestem. Zero dramaurgii, której imo nawet dobry spotfest może dostrczyć ogromnej. Selling był w większośći koszmarny, najwyżej w Meksyku takie coś by przeszło; było zbyt krótko; prócz chorego piledrivera Devine'a nie było niczego, co zapamietam na dłużej. Na Sacrifice było nieco lepiej...

Lethal jako wygrany podczas nieobecności Suicide'a nie jest specjalnie zadziwiający. Jakby nie patrzeć, przed rozpoczęciem feudu z Duttem był najbardziej wypromowanym X-Divisionerem (i chyba nadal nim jest), widocznie chcieli mu jakoś odbić za hindusa...

Co do Devine'a, czy własciwie jego rozstania z fedem- szkoda... Bardzo go lubiłem, a nawet jeśli ostatnio (własciwie to prawie zawsze :P ) nieźle jobbował, zawsze pozostaje bardzo solidnym workerem.

'Bimbo brawl'- ocb? Czy pojawił sie tam jakikolwiek element rózniący tą walkę od zwykłego 6 person mixed tag? Chyba nie... Chyba kazdego bardziej intersował poprzedzający segment i wejści TBP, aniżeli wiejący na kilometr kupą mecz.... Jedynie Gore na koniec fajnie wyglądało (żeby nie było- zważywszy na to, że Rhino praktycznie nie miał się jak rozpędzić, wyglądało rzeczywiście mocarnie). Aha, jeszcze jedno- Traci jako Special referee, po jaką cholere się pytam... Nie odegrała nic, czego nie mógłby odegrać 'zwykły' sędzia, a 2 arbitrów specjalnych + jeden special enforcer (czyli praktycznie 3 osoby w zebrze) na 8 walk to chyba żart...

Kiedy przed pojedynkiem o najmniej prestiżowy pas w TNA wyszedł ten kombatant, szejk walnął promo po arabsku (?), irańsku (?)... Nieważne, grunt, że dzieki temu Creed dodatkowo z racji swojego gimmicku miał publike totalnie za soba. Wtedy przyszło mi do głowy, że Bashir dostał pasik tylko na miesiąc, aby czarnuch mógł zdobyć go na najwazniejszej gali roku pokonując największego heela wsród tych... mnieszych. Przy innych heelowych wrestlerach jak Dutt czy Williams przecież i tak raczej nie miałby publiki za sobą (w przypadku innego face'a mogłoby byc podobnie), a face'owy czemp + okrzyki 'buuuu' to chyba nie jest zbyt dobre połączenie...

Z biegiem czasu wszystkie rozmyślania poszły w dupę, z czego sie w sumie cieszę. Jeśli 3 najgorszy X-Divisioner ma odebrać pas 1 (oczywiście imo, miedzy nich dałbym Sharka) to chyba pociecha jest marna, bym bardziej, jeśli nowy czemp królowałby pewnie dłużej niż owy Daivari... Także licze na Lethala za miesiąc..

Sama walka słaba. Warto odnotować tylko efektowne wejście na ring w wykonaniu człowieka z afro... Dalczy ciąg to sprzedawanie niezbyt ciekawego movesetu Creeda przez panującego (to przynajmniej mu wychodziło) i odwrotnie.

3-way kobiet był dobry, ale zakończenie germanem 'z pupy' popsuło ogólne wrażenie... poza tym słabo ten cały suplexik naszej czempce wyszedł...

No i po pierwszej, niezbyt udanej części show przyszedł czas na perełę poprzedzoną fajną konfrontacją Raya z Foleyem (Mick ładnie został pojechany z tym prysznicem :D ). Dzień wcześniej zmagałem sie z wyborem zwycięzcy z potworków i 3D, w miarę, jak walka się rozkręcała już kompletnie nie miałem pojęcia, kto zgarnie pin. Nie napiszę wiele nowego- było dużo ładnych spotów m. in. z ogniem, spinaczem (tu akurat trochę kupa- nie było zbliżenia, koszulki, banknotu, papieru czy czegokolwiek potwierdzającego autentyczność danej akcji, czyli pewnie zadnej zszywki nie było...), tarka (tu ewidentnie Abyss się nacinał sam, ale krwawił mocno :D ), widelcem (o ile pierwsze uderzenia były cienkie, to kolejne wrecz chore; Himmi walił jak wariat ukurat w otwarte rany, a na koniec prawie w oczko...), strasznie mocny cios kendo stickiem... który się nawetza bardzo nie połamał ( :shock: )Herniego itp, itd.

No i na sam koniec Mongo (Jezu, jak on teraz wygląda =)) ) swoja nieudolnościa przysporzył mi niezłej frajdy- zwykle pineski dokładnie rozprowadza się po danej powierzchni, a ten walnął kupę na środek stołu i zadowolony (dziwnie brzmi, nie? :8 ). Latynos pewnie się nie ucieszył, że powbijało mu się więcej, niż powinno... Ale wyglądało to zdecydowanie ostrzej :twisted:

Kolejna walka przynajmniej dała sie ogladać. Było sporo niedoróbek... Jednak głównie dzięki AJowi została wyciągnięta na prostą. Głownie? Własciwie tylko i wyłącznie, bez niego toż to byłby chyba DUD... Szczegłulnie zaimponował mi (czyt. papa mi się otworzyła), kiedy wykonał ten no... leapfrog backflip (?). Do samego promosa przed walką żyłem w nieświadomości myśląc, ze to jest #1 contenders match (co ze mną... :roll: może spekulacje jeszcze sprzed jej ogłodzenia az tak mnie zasugerowały).

Jarrett vs Angle- jeśli ME był cieniutki, to jakie to było? Żenada :roll: Podczas oglądania (bardziej na początku, kiedy jeszcze nie zaczałem przysypiać) przypomniał mi się bliźniak tego starcia sprzed roku- Orton vs Cena na SS w nieformalnej stypulacji headlocks only... Na koniec tylko 'niespodziewana' interwencja Foleya i pin (niespodziewane to były tylko jej skutki, bo równie dobrze mógł skopać dupsko Kurtowi, co odwrócić uwagę Jeffa...). Jedynie ten chairshot, który zarobił Foley, mógł się podobać.

ME również cieniutki, jednak imo wybił sie ponad, jak wspomniano wyżej, poprzednika. Dwie akcje, które pozostały mi w pamięci, to:

1) skok Joe na skorpina wśród publiki (na plus)

2) nieudolny musclebuster Stinga; przeciez cała istota tej akcji polega na przeniesienie przeciwnika na środek ringu i dopiero tam 'bam' lub zrobienie tego w biegu; niestety dziadek od razu po podniesieniu grubaska się załamał i wyszedł jakiś fishermanbuster (oczywiście na minus)

Nie musze chyba mówic o mojej frustracji wynikającej ze zmiany mistrza... Nie? To i dobrze...


  • Posty:  1 691
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.09.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

No to po chyba 2 dniach przygotowywania się i oglądania pora wyraźić swoją opinię n/t Bound For Glory. Podobnoż TNA'owską wersją WuEmki :x . No to moje pierwsze B4G więc, let's do this!

Pierwsza walka. No po tej walce oczekiwałem niezłego "show", było nawet nieźle. Pierwszy raz w akcji zobaczyłem Canadian Destroyer'a(wcześniej tylko pojedynczo na Youtube). Parę fajnych akcji, gdy Curryman był już na górze chciałem, żeby wygrał tą walkę :D . Ale wygrał ją niestety/stety Jay Lethal. Chętnie obejrzałbym dłuższą walkę ale lepszy rydz niż nic.

Bimbo coś tam K :censored: A - żal mi tego oglądac było. Zobaczyłem rózowe spodneki kipa i wyłączyłem.

Walka Knock-outs nieco lepsza od poprzedniej ale nic specjalnego. Liczyłem na wygraną Roxxi ale co tam wolę Taylor od Kong. Kolejna "zapchaj dziura" i tyle :t_down: .

Co było kolejne :8 a AJ vs CC vs Bukka. Piękny axe kick Suckera :D . Fajnie, fajnie. Walka do obejrzenia na luzie. Dobre akcje Christiana i Styles'a, a Booker jak to Booker - czyli sami wiecie o co mi chodzi :roll: . Jedna z lepszych na tym PPV.

Teraz co? A Jeff Jarrett vs Kurt Angle. No pod koniec walki myslałem, że Foley już nic nie zrobi ale na całe szczęście pomyliłem się. Fajna walka ale wybaczcie według mnie dziwnie to wyglądałol. Najpierw Ankle Lock potem Angle Slam, myśle hurra Angle wygrał! A tu 1..2.. kick out :shock: . Porównał bym to do walki HHH z Hardym. :t_down:

No i wedug mnie fajny ME. Może Sting czegoś nie pokazał ale to "The Icon - Sting". Wiem, że nasz Mr.Wooo stoczył wielką walkę. Za to Samoa Joe, wykonał kawał świetnej roboty. Ten kick na schodach na widowni zmiażdżył. Sam miał rozcięcie po tej akcji. Wykonywanie finisherów przeciwnika też bardzo fajny pomysł. No i ten cały "rispekt" zwyciężył.

Oceniam galę na 5/10. Oby Wrestlemania była 100 tfu... 100000000000 razy lepsza. Pozdro dla marków WWE. :waving:


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dobra, no to widzę, że dyskusja zaczęła się na dobre. :] Przez moment miałem wrażenie, że to już ten czas, kiedy trzeba przegrupować siły i zastanowić się nad rozwiązaniem sporu, lecz ostatecznie zdecydowałem, że jeszcze można powymieniać się argumentami.

Nie mogę się z tym zgodzić. Nie były bardzo dobre. Były słabe.

Zapewne sam doskonale się domyślasz, że grubo przesadziłeś z tą "słabością" walk na BfG. :) Z mojego punktu widzenia poniżej noty "dobra" był tylko Bimbo Brawl. Oczywiście domyślam się, że to opinia kontrowersyjna, ale co poradzę- po prostu reszta walk mi się podobała. Ponownie muszę zaznaczyć, że chodzi tu o to czego człowiek oczekuje od wrestlingu i co jest w stanie zaakceptować.

Dlaczego miałbym nie wytykać federacji błędów?

Wręcz wskazane jest wytykanie federacji błędów, jednakże nie bezsensowne, nie można czepiać się o byle gówno, tylko po to, by się przyczepic. :)

A ja nie mam zamiaru chwalić każdego matchu, który zaserwuje mi federacja

I chyba nikt, kto jest w stanie zachować choć odrobinę obiektywizmu takiego zamiaru nie ma. Ale to jest zazwyczaj tak, że kiedy bardzo wkurzy kogoś jedna rzecz (w tym przypadku wygrana Stinga), to szuka problemów i usterek we wszystkim, co było wcześniej. I coś takiego dostrzegam w tej sytuacji- założę się, że gdyby czyściutko wygrał Joe, to opinie nt. tej gali byłyby w większości zupełnie odwrotne. :)

Całość była jednym, wielkim, zimnym i w dodatku niezbyt udanym spotfestem. Zero dramaurgii, której imo nawet dobry spotfest może dostrczyć ogromnej.

Nie mogę się z tym zgodzić. Na pewno faktem jest, że ta stypulacja daje pewnie z 5 razy większe możliwości, niż do tej pory wykorzystano, ale nie można powiedzieć, że było podczas tego pojedynku zero dramaturgii. Poza tym to, czy to był udany, czy nieudany spotfest to też kwestia sporna- wg mnie wyszło bardzo dobrze, porównywalnie do analogicznej walki na Sacrifice.

Co do Bimbo Brawl akurat się z Tobą, kieska, zgadzam, zresztą chyba wszyscy mamy podobne zdanie o tej walce.

Sama walka słaba. Warto odnotować tylko efektowne wejście na ring w wykonaniu człowieka z afro... Dalczy ciąg to sprzedawanie niezbyt ciekawego movesetu Creeda przez panującego (to przynajmniej mu wychodziło) i odwrotnie.

Ponownie nie zgodzę się, że ta walka była słaba. Oczywiście jest to kwestia gustu i tyle, nie ma nad czym dyskutować. Ale mimo wszystko stwierdzenie, że Creed ma nieciekawy moveset, jest stwierdzeniem krzywdzącym. :)

Jarrett vs Angle- jeśli ME był cieniutki, to jakie to było? Żenada

Tutaj również nie mogę sie z Tobą zgodzić. Jarrett zaprezentował się bardzo dobrze, a jak na dwuletnią absencję nawet świetnie. Angle faktycznie jakiś był "nie swoj", ale na szczęście z czasme się rozkręcił. Od początku oczywista była interwencja Foley'a, ale nie traktowałbym tego jako minus, raczej prosty fakt- TNA nie zaskoczyło i tyle. Moim zdaniem ta walka była bardzo dobra, ale to tylko moja opinia i tyle....

Niemal tak samo, jak te przeprowadzone bez polotu akcje.

U, a to ciekawe, możesz mi wyjaśnić co to znaczy "przeprowadzone bez poolotu akcje"? :D Bo mnie to niezmiernie zastanawia.

Zawodnicy czesali kolejne fikołki, a ja się zastanawiałem po co?

Po to żeby zadowolić widza, który chce te fikołki oglądać. :) Wszystko sprowadza się do jednego słowa- gust. Równie zacięta może być dyskusja o filmach, bo znam ludzi, dla których np. "Scarface", czyli film moim zdaniem genialny i przełomowy, to zwykłe gangsterskie ścierwo. :) Wszystko zależy od tego czego oczekujemy od gali, walk, show...

Mast napisał(a):

Abyss już po 10 minutach był cały w swojej krwi.

Bzdura kompletna. Mast, nosi cię, i to strasznie.

Jak to? Tego, że był "cały" chyba nikt nie traktuje dosłownie. A co do okresu czasu, w którym się to stało to naprawdę te dwie, czy trzy minuty robią tak ogromną różnicę? Nie rozumiem kompletnie Twojej riposty.

Curry Man. Btw. Upadek lipny. Mogli kogoś nakłonić do poświęcenia, by upadł na plecy.

Tak, a najlepiej na głowę. ;) A jakby jeszcze później się podniósł i dostał siekierą w udo, to już w ogóle by miazga była. ;) Czego Wy oczekiwaliście? Zamiast się cieszyć, że w ogóle ktoś się poświęcił i spadł z tej, wysokiej jak cholera swoją drogą, konstrukcji, to jeszcze narzekacie, co jest wg mnie totalnie niezrozumiałe.

Jak dla mnie, SummerSlam było lepszą galą od Bound For Glory.

A tutaj to już zbieram szczękę z podłogi. Oczywiście szanuję Twoje zdanie, ale kompletnie go nie rozumiem. :)

Galę oceniam na 4/10 ze względu na Monster's Ball.

Moim zdaniem oceniasz ją niesprawiedliwie. Rozumiem- jakkolwiek nie miałbyś za gniota niektóre walki, to po prostu ta gala zasługuje obiektywnie na lepszą ocenę. I będę tego zdania bronił, bo cokolwiek by nie mówić- nawet w najgorszym wypadku powinna być ona oceniona na przynajmniej jedno oczko wyzej.

Ok, przyznaje danie pasa Stingowi to pomysł nie trafiony... Aczkolwiek czy lepszym wyjściem byłoby kontynuowanie mega ssającego runu Cycka Joe? Oczywiście najlepiej byłoby gdyby pas na BfG zgarnął AJ czy inny Christian, ale jak dla mnie lepszy krótki tilte run Stinga(coś mi się nie wydaje żeby utrzymał pas za długo) niż kolejny miesiąc z Joe...

Mam bardzo podobne zdanie na ten temat co Ty. :)

Jeśli to była minimalna różnica w zgraniu, to gratuluję spostrzegawczości..Booker zbierał się do swojego finishera jakby chciał, a nie mógł..Wyglądało to nad wyraz śmiesznie..Można kogoś bronić, ale nie przesadzajmy..to są chyba profesjonaliści i za coś im się płaci..napewno nie za takie błędy..

Na spokojnie puściłem sobie jeszcze raz tę sytuację i muszę Wam przyznać rację, że wyglądało to okropnie. :) Ale traktowałbym to raczej mimo wszystko w ramach mocno zabawnej pomyłki, niż czegoś, co mogłoby zaważyć na ocenie pojedynku.

Czas mnie goni, więc więcej nie dopiszę, choć chciałbym. W tym momencie jednak muszę skończyć dyskusję na temat B4G, ponieważ ostatecznie to wszystko sprowadza się do gustu, indywidualnych upodobań. :) Mimo wszystko to nie będzie koniec- rozmowa na temat BfG skłoniła mnie do pewnych przemyśleń, które zapewne niedługo zawrę gdzieś na forum. Tak czy inaczej dziękuję wszystkim rozmówcom za ciekawą wymianę argumentów. :) Peace.

e916f7e946.png

  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Wręcz wskazane jest wytykanie federacji błędów, jednakże nie bezsensowne, nie można czepiać się o byle gówno, tylko po to, by się przyczepic. :)

Dlaczego twierdzisz, że przyczepiamy się o gówno ? Przyczepiamy się o to, co naszym zdaniem jest istotne (w tym przypadku pozwoliłem sobie zabrać głos za wszystkich) i mamy do tego cholerne prawo. Byle gównem byłoby, gdybym zaczął czepiać się o to, że AJ walczy w białych spodniach, a nie w czerwonych.

I chyba nikt, kto jest w stanie zachować choć odrobinę obiektywizmu takiego zamiaru nie ma. Ale to jest zazwyczaj tak, że kiedy bardzo wkurzy kogoś jedna rzecz (w tym przypadku wygrana Stinga), to szuka problemów i usterek we wszystkim, co było wcześniej. I coś takiego dostrzegam w tej sytuacji- założę się, że gdyby czyściutko wygrał Joe, to opinie nt. tej gali byłyby w większości zupełnie odwrotne. :)

Wygrana Stinga była tylko przysłowiową wisienką na torcie. W praktycznie każdej walce zdarzyło się coś, co wyprowadziło mnie z równowagi. Gdyby Joe wygrał, to napisałbym, że gala była słaba, aczkolwiek bookerzy i ludzie odpowiedzialni za sytuację wykazali się chociaż odrobiną zdrowego rozsądku.

ale nie można powiedzieć, że było podczas tego pojedynku zero dramaturgii.

Ależ oczywiście, można było. Wydaje mi się, że jesteś jedyną osobą, która sądzi inaczej. Bo powiedz mi .. gdzie tam była dramaturgia ? Jedynym dramatycznym i to w innym tego słowa znaczeniu, momentem mógł być widok Dutta perfidnie czekającego na to, aż Lethal do niego dojdzie.

Tak, a najlepiej na głowę. ;) A jakby jeszcze później się podniósł i dostał siekierą w udo, to już w ogóle by miazga była. ;) Czego Wy oczekiwaliście? Zamiast się cieszyć, że w ogóle ktoś się poświęcił i spadł z tej, wysokiej jak cholera swoją drogą, konstrukcji, to jeszcze narzekacie, co jest wg mnie totalnie niezrozumiałe.

Dla mnie małym nieporozumieniem jest to, że na siłę starasz się wytaczać kontrargumenty nie będąc do końca przekonanym o ich słuszności. Tak, kurde. Będziemy skakać, tańczyć i otworzymy szampana dlatego, że Curry Man spadł w najbardziej asekuracyjny z asekuracyjnych sposobów.

A tutaj to już zbieram szczękę z podłogi. Oczywiście szanuję Twoje zdanie, ale kompletnie go nie rozumiem. :)

SummerSlam zjadło BFG jak jabłuszko, nie pozostawiając po nim nawet ogryzka ! :t_up:

Moim zdaniem oceniasz ją niesprawiedliwie. Rozumiem- jakkolwiek nie miałbyś za gniota niektóre walki, to po prostu ta gala zasługuje obiektywnie na lepszą ocenę. I będę tego zdania bronił, bo cokolwiek by nie mówić- nawet w najgorszym wypadku powinna być ona oceniona na przynajmniej jedno oczko wyzej.

Dlaczego każdemu kto ma BFG za kupę, starasz się wyperswadować, że powinien tę galę ocenić wyżej ? (Plz, nie rzucaj tekstów o sprawiedliwości)


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dostałem ripostę, więc zripostowac ją muszę. :) Więc:

Dlaczego twierdzisz, że przyczepiamy się o gówno ? Przyczepiamy się o to, co naszym zdaniem jest istotne

Więc Twoim zdaniem istotny jest fakt, że Joe został ledwo dotknięty kijem przez Nasha (jakkolwiek dwuznacznie by to nie brzmiało :D ) ? Moim zdaniem to jest tzw. "byle gówno", lub mądrzej- mało znacząca sprawa.

i mamy do tego cholerne prawo

A czy ja Wam odmawiam tego prawa? Możecie nawet narzekać na fryzurę Sharmell, ale ja mam prawo z tym polemizować. I tylko to robię. :)

Wygrana Stinga była tylko przysłowiową wisienką na torcie. W praktycznie każdej walce zdarzyło się coś, co wyprowadziło mnie z równowagi.

No i tutaj jest doskonale widoczna różnica w naszym podejściu do wrestlingu. Ciebie są w stanie wyprowadzić z równowagi decyzje booker'ów takie jak wynik, czy sposób, w jaki walka została zakończona, ja natomiast cieszę się tym, że walka była dobra, ciekawa, emocjonująca itd. itp. Albo nawet nie dobra, tylko po prostu przyjemnie mi się ją oglądało. Bo nie oszukujmy się- każda nasza opinia jest przepuszczana przez pryzmat chociażby naszego samopoczucia, więc ma mi się prawo podobać nawet kiepska walka, jeśli tylko miło mi się ją oglądało. :) O to chodzi w tej wymianie zdań- różne punkty widzenia, różne rzeczy są dla nas ważne, różne rzeczy potrafią nas zdenerwować, a możliwe, że po prostu mieliśmy wszyscy inne samopoczucie tego dnia. Ale to dodaje smaczku tej dyskusji.

Bo powiedz mi .. gdzie tam była dramaturgia ? Jedynym dramatycznym i to w innym tego słowa znaczeniu, momentem mógł być widok Dutta perfidnie czekającego na to, aż Lethal do niego dojdzie.

Dla mnie dramaturgiczny moment tej walki to każdy, w którym wrestlerzy starali się wspiąć na górę. :) Widzisz, ja oglądam wrestling i interesuję się tym tak "na serio i poważnie" od stycznia tego roku, dlatego też łatwiej mnie zadowolić, niż osobę, która jest już dłużej świadoma (no wiadome, że kilka lat temu oglądałem WWF i WCW, TNA na Eurosporcie itd., ale to raczej w formie miłej rozrywki, a nie pasji...) . Mniej widziałem, prawdopodobnie mniej wiem, no i bardziej przeżywam pojedynki. Dlatego też dla mnie ta walka miała elementy dramaturgii.

Dla mnie małym nieporozumieniem jest to, że na siłę starasz się wytaczać kontrargumenty nie będąc do końca przekonanym o ich słuszności.

Ależ ja jestem przekonany o tym, że to co piszę jest słuszne, analogiczne odczucie w stosunku do swoich postów ma zapewne każdy na tym forum. Moim zdaniem zarzut pt. "Bo upadł w asekuracyjny sposób" jest, delikatnie rzecz ujmując, niezbyt trafiony. Przynajmniej dla mnie pozycja, w której wrestler dotyka podłoża po upadku z kilku metrów, nie jest zbytnio ważna, o ile nie upada na głowę i nie robi sobie przy tym większej krzywdy. ;)

Będziemy skakać, tańczyć i otworzymy szampana dlatego, że Curry Man spadł w najbardziej asekuracyjny z asekuracyjnych sposobów.

Może bez przesady, ale traktowanie takiego, a nie innego sposobu upadku jako usterki, nie powinno mieć miejsca raczej.

SummerSlam zjadło BFG jak jabłuszko, nie pozostawiając po nim nawet ogryzka !

Ja mam zupełnie inne zdanie. Jedyna walka, która na SummerSlamie dała radę był Hell in a Cell, który był naprawdę świetny. Reszta to gnioty były i tyle, takie jest moje zdanie, zresztą w stosownym temacie można znaleźć mój post na ten temat.

Dlaczego każdemu kto ma BFG za kupę, starasz się wyperswadować, że powinien tę galę ocenić wyżej ?

Chyba masz rację- za bardzo staram się przekonać innych do własnego zdania. Koniec końców, ocena tej gali to kwestia indywidualna, ale mam nadzieję, ze z pewną wyrozumiałością podejdziecie do moich starań- po prostu będąc totalnie zafascynowanym daną galą i patrząc jak inni oceniają ją na 4/10, ciężko jest nie spróbować nakłonić ich do swojej opinii. Faktycznie odrobinę zbyt "nachalnie" to robiłem, za co przepraszam. :)

Reasumując za najbardziej nietrafione, w skali całej gali, zarzuty uważam te skierowane w Steel Asylum, Booker T vs. Aj Styles vs. Christian Cage, no i Main Event. Zdarzały się pojedyncze przypadki negatywnych komentarzy co do pojedynku Kurt Angle vs. Jeff Jarrett, z którymi też się nie mogę zgodzić. Tak czy inaczej tegoroczne B4G to, z tego co widać, baaaardzo kontrowersyjna gala, na temat której każdy ma swoje zdanie. I to cieszy. Pzdr.

e916f7e946.png

  • Posty:  285
  • Reputacja:   8
  • Dołączył:  30.07.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Niemal tak samo, jak te przeprowadzone bez polotu akcje.
U, a to ciekawe, możesz mi wyjaśnić co to znaczy "przeprowadzone bez poolotu akcje"? Bo mnie to niezmiernie zastanawia.

Hmmm, bez pomysłu? Chodzi mi o to, że wreslterzy za bardzo skupili się na robieniu kolejnych fikołków. Po 15 minutach miałem tej walki dość... a po 20 się skończyła. Odniosłem wrażenie, że każdy z wrestlerów dostał wytyczne odnośnie ilości fikołków :P i nic więcej. CAŁKOWICIE olano konstrukcję, w której toczyła się walka. Na tę, hmmm... kopułę? pierwszy wszedł curryman... w 17 minucie. Tak, a minutę później było po walce. Sorry, ale mając takich wrestlerów (przecież to sami high fly'erzy!) można było zrobić masę fantastycznych bumpów - wykorzystując oczywiście kopułę konstrukcji. A tymczasem nie dostaliśmy NIC. Zgodzę się Elkejem, że sam cyryman powinien upaść w bardziej spektakularny sposób. Jak upadek na plecy był dla niego zbyt ryzykowny, to mógł upaść na elementy przednie :lol

Zamiast się cieszyć, że w ogóle ktoś się poświęcił i spadł z tej, wysokiej jak cholera swoją drogą, konstrukcji, to jeszcze narzekacie, co jest wg mnie totalnie niezrozumiałe.

Dlaczego niezrozumiałe? Curryman upadł na nogi. - Z czego tu się cieszyć? Takie upadki widziałem już milion razy. Przecież oglądałem "słynne" TNA, najważniejsze PPV tego feda. I miałem się cieszyć z takiego upadku? Tylko się zirytowałem :lol

Zawodnicy czesali kolejne fikołki, a ja się zastanawiałem po co?
[Po to żeby zadowolić widza, który chce te fikołki oglądać.

Przez całe 18 minut? A gdzie dramaturgia?

Abyss już po 10 minutach był cały w swojej krwi.
Bzdura kompletna. Mast, nosi cię, i to strasznie.
Jak to? Tego, że był "cały" chyba nikt nie traktuje dosłownie.

Niestety (albo stety :P) ale czytając twoją niezwykle pochlebną opinię dot. tego fantastycznego PPV odniosłem takie wrażenie. To przez peany na cześć BFG i ogólne zafascynowanie bardzo przeciętnym PPV. Zauważ, że tylko ty uważasz tę galę za "fascynującą". Może to ty się mylisz, ha?


  • Posty:  4 922
  • Reputacja:   985
  • Dołączył:  26.06.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Android
  • Styl:  Jasny

Bound For Glory IV, najważniejsze wydarzenie roku, zawitało na moim dysku twardym już późnym wieczorem w poniedziałek. Z powodów osobistych, mogłem obejrzeć je jednak dopiero w wtorek. W końcu zniechęcony i zdenerwowany opiniami wysuwanymi nt. owej gali zabrałem się za oglądanie.

Na początek przywitał mnie przyjemny materiał filmowy, z akompaniamentem oficjalnego theme: Smashing Pumpkins – „Tarantula”. W końcu lektor zaprosił nas do obejrzenia największej gali w historii tejże federacji. Od razu w oczy rzuca się wypełniona po brzegi hali publika, loga na ścianach i rampa strzelająca efektami pirotechnicznymi.

Pierwsza walka, czyli pozbawiony podłoża storyline’owego spotfest, w klatce zwanej teraz Steel Asylum. Znów dało dostrzec się świetną współpracę Alexa Shelley i Chrisa Sabina. Mimo stosunkowo dobrej obsady, nie zrobiono niczego, co zapadłoby w pamięć na dłużej. Postawiono na spoty, które mogliśmy już wcześniej zobaczyć (poza paroma wyjątkami). Postawiłem w typerze na Suicide’a (który zapewne miał odegrać tutaj jakąś rolę), jednak nie zdziwiłem się zwycięstwem Jay’a Lethala – ostateczna wymiana pięści z Dutt’em na szczycie konstrukcji nieco odbiła od dna jego postać, po przegranym feudzie z Guru.

Bimbo Brawl powinien zostać nazwany po prostu Mixed Tag Team, ponieważ poprzednie walki tego typu charakteryzowały się używaniem broni, a tych tutaj zabrakło. Końcówka do przewidzenia, oczywiście wygrana face’ów. Dało się odczuć, że całość robiona jest tylko po to, by nazwiska kobiet znalazły się w karcie.

Mam mieszane uczucia w stosunku do X Division title, spodziewałem się wygranej Creeda, jednak strata pasa przez Bashira, po niespełna miesiącu nie wchodziła w grę. Tym bardziej, że ponoć gale TNA mają wkrótce być puszczane również w Iraku. Walka nie powalała poziomem, aczkolwiek Consequences zaprezentował się z dobrej strony (chociaż talentem wielkim nie jest). Bashir totalną kłodą nie jest, ale dwójka ta totalnie nie czuje siebie w ringu, a jak to mówią… z pustego i Salomon nie naleje. Stawiając je w zestawieniu z poprzednimi walkami o ów pas na BFG wypadła najsłabiej, między Styles/Daniels, Sabin/Senshi, czy nawet Lethal/Daniels dzieli ich przepaść. Końcówka tylko dobiła przysłowiowy gwoźdź do trumny.

Mistrzostwo kobiet zaprezentowało się o wiele lepiej niż przed rokiem. Wreszcie otrzymaliśmy porządną walkę, a nie jakieś szybkie single czy gauntlety. Najlepiej z wszystkich zaprezentowała się Awesome Kong. Odnoszę wrażenie, że Wilde trzyma ów pas tylko i wyłącznie dzięki temu jak wygląda. Zabrakło tej dramaturgii, mogło to potrwać jeszcze z pięć dodatkowych minut, naszpikowanych kickout’ami, wtedy ocena byłaby wyższa.

Po dosyć ubogim w hardcore roku (od czasu barbed wire massacre z lutego, nie odbyło się nic konkretnego) czas nadszedł na najwyżej postawiony rangą tego typu match w TNA – Monster’s Ball. Obsada zasiała pewne nadzieje, by ów match pobił poziomem edycje z dwóch ostatnich lat (które niestety do najwybitniejszych nie należały). Na szczęście poziom całej tej demolki pobił me najśmielsze oczekiwania – stanął na szczeblu niezapomnianego monster’s ball z 2005 roku. Jak widać zapakowanie do tego typu stypulacji większej ilości osób jej służy. Od reszty minimalnie odstawał Roode i Morgan, jednak i tak jak na ograniczenie swojego stylu stypulacją (Roode) i możliwości (Morgan) dali radę. Sądziłem, że Abyss w końcu się otrząśnie, złapie za broń i urządzi prawdziwą masakrę. Stało się inaczej, jednak również się nie oszczędzał… Akcje z tarkami, 3D na stół i zwłaszcza double chokeslam na płonący stół (nigdy nie mieliśmy okazji oglądać czegoś takiego w TNA) będzie się pamiętać na dłużej.

Trzeci nieoficjalny „main event”, tj. starcie AJ’a, Cage’a i Bookera wypadło wedle oczekiwań. Zarzucić można jedynie to, że Christian nie dał z siebie wszystkiego… nie można jednak powiedzieć tego o Styles’ie, który to rozwinął skrzydła i robił moves’y, których nie widzieliśmy nigdy wcześniej. Całościowo można ocenić ten match głównie w samych superlatywach, dobrze ułożone spoty i równe tępo, bez przesypiania. Booker T jak na swoje możliwości dał radę, stoczył najlepszą walkę w TNA do tej pory. Niepokoi natomiast Christian – czyżby jego kontrakt, wygasający w tym miesiącu, nie będzie przedłużany i dlatego podkładają go ? no nic, na szczęście AJ nie został odliczony, bo nie zniósł bym tego.

Zbliżamy się do szczytu karty, ostatni przestanek. Starcie dwóch, byłych 12 krotnych mistrzów wagi ciężkiej, stających przeciwko sobie po raz pierwszy w historii… na papierze wygląda świetnie, nie wiele gorzej wypadło to w rzeczywistości. Kurt Angle i Jeff Jarrett stoczyli solidny pojedynek, generalnie całość toczona była w old school’oym stylu, w efekcie uzyskali znakomitą atmosferę. W końcówce stała się rzecz nieunikniona, Mick Foley wszedł na ring i uporał się z Kurtem, po czym ten został odliczony… dobre wyjście, ponieważ poprzez interwencję Angle nie traci niejako swojego prestiżu i daje pole do poprowadzenia dalej tego feudu, z czego jestem zadowolony. Pozytywnie zaskoczył mnie Jarrett, który zaprezentował się o wiele lepiej niż podczas powrotu w 2007 roku i walce z Roode’m, czy w Lethal LockDown.

Czas na main event, nie ukrywam – rozczarowała mnie ta walka. Spodziewałem się czegoś na miarę zeszłorocznego Angle vs. Sting, niestety zawiodłem się. Forma Stinga pozostawia wiele do życzenia, pokazał mniej niż w walce z Jarrettem, dwa lata wcześniej. Samoa Joe się dwoił i troił, dzięki niemu wyglądało to dobrze. Dropkick w trybunach był zabójczy, nigdy nie widziałem czegoś podobnego. Mogło się to zakończyć poważną kontuzją, w końcu skok na schody do miękkich upadków nie należy. Po znakomitym początku dalej zaczęło się coś psuć, gdy wrócili na ring zabrakło ciągłej akcji… dalej pamiętam tylko moment, w którym nie sprzedawali akcji swoich oponentów. Kevin Nash interweniuje, co przesądza o wyniku walki. Tym sposobem, Sting trzeci rok z rzędu mógł zejść z ringu, dzierżąc pas.

Mimo wielu negatywnych opinii, ja nie oceniam tej gali jako jedną wielką kichę. Przez cały czas czuć było to, że ogląda się coś specjalnego, w czym pokładane są nadzieje i starania. Tegoroczna edycja nie pobiła poziomem poprzedniczki, jednak jest twardym kandydatem do jednej z najlepszych gal ppv w tym roku.

Tak oceniam poszczególne walki:

Steel Asylum - ***3/4

Bimbo Brawl - **1/4

X Division title - ***

Monster’s Ball - ****1/2

3 Way War - ****1/4

Jarrett vs. Angle - ****

Joe vs. Sting - ***1/4

Nie bądźcie śmieszni, jaki sens ma to, że np. Mick Foley obracał się 3 razy, zanim dostał chairshota w głowę, Kevin Nash niezbyt celnie wykonał cios, Christian Cage za długo czekał czy Hernandez nie potrafił rozwiązać worka z szpilkami… To są zwykli ludzie, nie maszyny, mający PRAWO do pomyłek.

Zgodzę się Elkejem, że sam cyryman powinien upaść w bardziej spektakularny sposób. Jak upadek na plecy był dla niego zbyt ryzykowny, to mógł upaść na elementy przednie :lol

I przy okazji miał się zabić :roll: nie zapominajcie, że Christopher Daniels jest po trzydziestce. Ktoś inny, np. Sonjay Dutt mógł upaść z konstrukcji, jednak nie zaważyło to na jakości walki.

Zauważ, że tylko ty uważasz tę galę za "fascynującą". Może to ty się mylisz, ha?

Każdy ma prawo do swojej opinii i oceny gal. Mast, nie daj sobie wmówić, że to co Ci się podoba i z czego czerpiesz satysfakcję jest złe, brzydkie i niedobre. Przerabiałem to już wiele razy ;)

Co do reszty, wydaje mi się, że przepuszczacie wszystko przez pryzmat main eventu. W dodatku zawiedliście się, oczekując prawdopodobnie nie wiadomo jakiego poziomu walk, itp. Wiem, że to ważna gala i nie była idealna, a poziomem odstawała od poprzedniej edycji, ale dajcie spokój. Porównując, postawiłbym ją na równi z BFG 2005, a do 2006 niewiele jej brakuje. Nie jest tak źle :t_up:

Odniesienie się do reszty wypowiedzi niebawem ;)


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

I chyba nikt, kto jest w stanie zachować choć odrobinę obiektywizmu takiego zamiaru nie ma. Ale to jest zazwyczaj tak, że kiedy bardzo wkurzy kogoś jedna rzecz (w tym przypadku wygrana Stinga), to szuka problemów i usterek we wszystkim, co było wcześniej. I coś takiego dostrzegam w tej sytuacji- założę się, że gdyby czyściutko wygrał Joe, to opinie nt. tej gali byłyby w większości zupełnie odwrotne

I tu się mylisz. Użyjmy trochę wyobraźni.

Opcja 1

Nash zabiera kij Stingowi, po chwili Joe zaczyna "fikać" do sędziego a Kevin atakuje Stinga, szybki finisher Joe i koniec walki.

Moja opinia o walce byłaby taka sama. Stwierdziłbym pewnie, że szkoda iż Joe nie wygrał czysto i w sumie Sting nic w walce nie pokazał. Możliwe, że zwróciłbym uwagę na strasznie kijowe prowadzenie Joe jako czempa. Również opinia o gali by się nie zmieniła. Dalej zostałbym przy średnim 6/10.

Opcja 2

Nash zabiera Stingowi kij, po chwili Joe czysto bez żadnej historii pokonuje Stinga. Szybki koniec. Sting pośpiesznie schodzi z ringu..

Tu na pewno moja opinia nt. walki by się zmieniła na plus. Zapewne napisałbym, że mimo iż walka nie była jakąś rewelacją to w końcu TNA poszło po rozum do głowy i odpowiednio zabookowało zakończenie walki. Ocena gali nieznacznie poszłaby w górę. Powiedzmy na 6+/10. Nadal pisałbym o B4G negatywnie z powodu tego, że PPV wypadło nie tylko gorzej niż poprzednie edycje, lecz nawet o wiele gorzej niż kilka "zwykłych" tegorocznych PPV (np. Hard Justice, które oceniłem bodajże na 9-).

Opcja 3

Nash zabiera kij Stingowi. Kevin zdradza Joe ciosem kijem bezjbolowym. Szok na trybunach, Sting wykonuje scorpion death drop 1,2.. Joe wybija! Sting przechodzi do ofensywy, serwuje swoje stare znane akcje. Joe w opałach. Zamroczony po ataku Nasha. Akcja za akcje cios za cios. Samoańczyk jest jednak w lepszej formie. Joe w przewadze, będzie kończył muscle busterem jednakże Sting się wybija! Co za walka. Emocje. Przypadkowo dostaje się sędziemu, Nash korzysta z okazji i wchodzi na ring z kijem. Jednak Joe jest przygotowany, powala i jego. Używa kija przeciwko niemu samemu. Patrzy na Stinga, lecz pokazuje że kij nie jest mu potrzebny by go pokonać. Kilka rzutów i Sting jest w agonii mimo to udaje mu się wykonać DDT a potem scorpion death locka, Joe bliski tapowania. Wszyscy stoją nikt nie siedzi. Joe łapie linę, ale Sting z powrotem wyciąga go na środek ringu i serwuje sharpshootera. Jednak Joe cudownie kontruje do Coquina Clutch! Sędzia podnosi rękę Stinga 3- krotnie, koniec! Joe broni pas w świetnym stylu.

To by było coś, taka walka mogłaby podnieść poziom całego PPV. Sprawiłaby, że byłbym w miarę zadowolony. Ucieszyłbym się nie tylko z czystej wygranej Joe po świetnym pojedynku, lecz także z tego powodu że w końcu Joe pokonał kogoś ważnego bez niczyjej pomocy i pokazał, że zasługuje na tytuł. Galę oceniłbym na pewno wyżej. Myślę, że 7/10 to minimum. Ochrzaniłbym TNA za to, że na NGR (najważniejszej gali roku) nie było żadnej zmiany mistrza. Jednak na pewno nie napisałbym, że gala była genialna czy coś w tym stylu. Może "warto było przemęczyć się do main eventu" lub "main event wynagrodził wszystko".

Tak to zwykle bywa, że main event gali (czyli coś na co się czeka prawie 3h) jest albo wisienką na torcie lub gwoździem do trumny. Jest jeszcze jedna możliwość - może być nijaki (patrz opcja 1). Niestety w tym roku main event B4G był właśnie gwoździem do trumny.. :t_down:

Nie jest tak źle :t_up:

Jest. I dlatego o tym piszemy :P Bo właśnie jest źle. Zamiast jakościowej ewolucji dostaliśmy jedno z najsłabszych PPV roku. Tegoroczne B4G nie dorównało poprzednim edycjom i chyba nie tak powinno być jeśli TNA chce zawojować świat. I jeszcze jedno. To będzie mocne. Jako, że Bound For Glory kreuje się na swego rodzaju wrestlemanię to na pewno obejrzało ją dużo fanów WWE, być może takich którzy TNA nie widzieli na oczy. I jak myślicie czy po obejrzeniu tak słabej gali zostaną fanami TNA? Bo ja szczerze w to wątpię. Raczej utwierdzili się w opinii, że "tna ssie" i "nie dorasta do pięt WWE". Niestety taka jest rzeczywistość, że to PPV "ssało". I w sumie wstyd mi przed fanami WWE za TNA. Bo federacja Jarretta potrafi zrobić naprawdę znakomite walki i gale , lecz tym razem dała ciacha po całości. B4G IV to po prostu niewypał.. Nie dość, że gala zapewne nikogo nowego na stronę TNA nie przeciągnęła to całkiem możliwe jest, że dużo osób od TNA się odwróciło.. Kto wie czy nie na zawsze. Teraz tylko czekać na ratingi iMPACT. Jeśli będą wyższe niż 1.1 to jestem w stanie wszystko co wyżej napisałem odwołać. Sądzę jednak, że będzie słabo. Poniżej 1.0. A na koniec pomyślcie sobie czy pokazalibyście jakiemuś znajomemu, który nie ma pojęcia o wrestlingo tą galę by go zachęcić do naszego hmmm hobby? Nie wydaje mi się.. I taka jest pointa :P

 

16476371734edf391100c30.jpg


  • Posty:  650
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Witamy na najważniejszej gali roku w TNA, oto Bound for Glory! Gala odbyła się w Chicago, Ilinois i zgromadziła wielu roszalałych fanów wrestlingu w hali Sears Centre. Zaczynamy od zapierającego dech w piersiach Steel Asylum!

Steel Asylum match

Zawodnicy kolejno wchodzą do ringu otoczonego wielką klatką. Przypomnę, że żeby wygrać trzeba wyjść z klatki górą. Zaczyna się od brawlu, everybody for himself, jedynie widać wspaniałą współpracę Motor City Machine Guns. Piękna hurricanrana Sonjay’a na Jimmy’m Rave, ale po chwili Guru dostaje jawbreakera i spin Kick od Petey’a. Devine z charging high knee strike w narożniku, a po chwili Williams jeszcze raz smakuje kolanka Johnny’ego. Potem Devine atakowany przez Super Erica, ale po chwili Eric dzięki MCMG jeździ dżądrami po 3 linie. :D Akcję tę kończy wspaniałe Poetry In Motion. Potem Shark Boy zostaje ulokowany w narożniku, a przeciwnicy współpracują, by go osłabić. Kilka whipów w narożnik i Sharky za każdym razem dostaje po maseczce, jednak odsunął się, gdy Devine chciał go zaatakować. Po chwili na miejscu Rekina znajduje się Johnny w pięknym błyszczącym uniformie. MMG próbują suplesa na Curry Manie, nie udaje się im to, ale po chwili pomagają im Devine i Rave i robią wspaniały suplex na całym Prince Justice Brotherhood!

IMG_2734.jpg

Russian Legsweep w wykonaniu Kanadyjczyka na członku Rock N’ Rave Infection, a po chwili obydwu dostaje się od Sabina i Shelley’a. Brak koncentracji przez chwilę u Gunsów powoduje, że Alex dostaje jawbreakera na 3 linie od Curry Mana. Curry jednak smakuje Poetry In Motion od rywali. Russian Legsweep Sharky’ego na Sabinie z 3 liny, a po chwili backbreaker Danielsa z tego samego miejsca na Sonjay’u! Rave próbuje na Alexie superplexu z 3 liny, jednak w zamian za to, dostaje hurricanranę od Lethala i frog splash od Shelley’a! Po minucie Death Valley Driver na Johnny’m i Guru w wykonaniu Erica! Nieudany Sliced Bread #2 na Williamsie przeradza się w niesamowity Canadian Destroyer na Shelley’u!

IMG_2771.jpg

Po chwili jednak i Williams i Sabin dostają Dead Sea Drop z 3 liny. (tak, to D.S.D., a nie żaden Stunner :P )

IMG_2775.jpg

Jednak Człowiek Rekin musiał poznać smak The Move that Rocks the World w wykonaniu Rave’a. Ale Rave też nie był zbyt długo zadowolony, bo dostał chory piledriver – Devine Intervention! Można by to oglądać w kółko i się nie znudzi. Po chwili Devine mógł dostać Lethal Combination, ale skontrował Jay’a i zrobił mu Devine Driller, a po chwili świetny moonsault! Po kilku sekundach jednak ładny Spice Rack na Johnny’m i potężny rzut w narożnik. Rozochocony Curry Man wspina się po klatce, ale dopada go Dutt i powoduje upadek na ring Christophera. The Guru jest blisko wygranej, lecz dogonił go Lethal, poczęstował kilkoma punchami i sprawił, że Sonjay się zaklinował. Black Machismo wreszcie dotarł do końca i wyszedł z klatki wygrywając walkę i zostając #1 contenderem do X-Division Championship. Po krótkim segmencie z Foley’em, JB i TBP przyszedł czas na kolejną walkę.

6 Person Intergender Tag Team Bimbo Brawl match – O.D.B., Rhaka Khan & Rhino pokonali The Beautiful People (Kute Kip, Angelina Love, Velvet Sky)

Myślę, że nie muszę dokładnie opisywać przebiegu tego meczu, gdyż mało kto będzie się męczył i go przeczyta. Ograniczę się tylko do nadmienienia, że, gdy w ringu zostali tylko Kute Kip i Rhino, ten pierwszy szykował się do wykonania finishera, ale Rhino z zaskoczenia „zgorował” i odliczył rywala. Po chwileczce wywiad z Consequences Creedem i przedstawienie X Factors.

Sexy gacie Kipa: :D

IMG_2871.jpg

TNA X Division Championship match – Sheik Abdul Bashir © vs Consequences Creed

Po wejściu mistrza, do ringu wszedł sgt Daniel Casara i zapowiedział Creeda, który efektownym clothesline’em rozpoczął walkę. Po chwili łokieć w ryj i wypad z ringu. :P Ale Consequences nie czekał na rywala, tylko zaskoczył go pięknym somersaultem ponad 3 liną. Tą akcją Amerykanin rozgrzał jeszcze bardziej publiczność. Dalej ładny crossbody block z 3 liny, ale Bashir wybił się po drugim klepnięciu w matę sędziego. Po chwili mocny clothesline w klatkę siedzącego Sheika, ale znów kickout przy 2. Potem jednak inicjatywę przejmuje szejk i spycha rywala poza ring. Dalej Creed ląduje na barierce zabezpieczającej. Pin: 1, 2… kickout. Elbow drop, ale znów jedynie nearfall. Wymiana czopsów, którą wygrywa Amerykaniec, jednak Irańczyk podcina go i ten pierwszy znów czuje smak gleby. Dwukrotny pin… nieudany. Następnie seria morderczych submissionów, jak headlock lub sleeper hold, kończy ją superkick w wykonaniu Creeda. Jednakże, back body drop nic nie daje i Bashir kicks out at 2. Next gorilla press double knee gutbuster, pinfall – znów kickout! Bashir kończy przewagę rywala jawbreakerem, ale po chwili dostaje mocnego kopa w mordę. Po chwili Abdul robi Frankensteinera z 3 liny, ale znów kickout at 2. Nieudana próba STO przeradza się w syfny roll-up, po którym z walki zwycięsko wychodzi Daivari.

IMG_3090.jpg

Po walce segment z Foley’em i Raishą Saeed, a po nim wracamy do akcji w ringu.

TNA Women’s Knockout Championship 3-Way match – Taylor Wilde © vs Roxxi vs Awesome Kong

Pod koniec walki niesamowity Implant Buster poprzedzony pięknym crossbody block. Wszystko w wykonaniu Kong na Roxxi. Pinfall – 1, 2… Taylor kopie w tyłek Kong tuż przed 3! Potężny clothesline na Wilde i co robi Awesome? Wchodzi na 3 linę! Shantelle jednak wchodzi na 2 linę i mocno kopie rywalkę powodując jej wypadnięcie poza ring. Kiedy Taylor podbiega do Roxxi, ta wykonuje mocnego big boota i mamy pinfall! 1… 2… kickout! Laveaux z próbą Voodoo Drop, ale mistrzyni kontruje i wykonuje German suplex. Pinfall – 1, 2… 3! Koniec, Wilde utrzymuje pas.

IMG_3148.jpg

Potem świetny segment Micka z 3D. Jak zawsze ukazuje się umiejętność Ray’a do rozśmieszania. =)) Czy potrafi tak samo dobrze walczyć? To już za chwilę.

Four Way Tag Team Monster's Ball match for the TNA World Tag Team Championship – Beer Money, Inc. © vs LAX, Team 3D and Matt Morgan & Abyss

Najpierw ukazał nam się Special Guest Referre for this match – Steve „Mongo” McMichael and here we go! Wspaniały double team by LAX, a po chwili niesamowite Topé con Hilo i Big Man Dive na obydwu członków Beer Money!

IMG_3221.jpg

Po chwili na rampie wejściowej Hernandez dostaje kubłem na śmieci od Ray’a, a tymczasem Homicide atakuje Devona widelcem! Kiedy Hommie skończył z D-Vonem, do ringu wrócił Abyss i wykonał na nim potężny Shock Treatment. Jednak w ringu znajduje się także Bubba Ray i uderza z całej siły Chrisa tarką w czułe miejsce, a potem atakuje twarz!

IMG_3262.jpg

Potem Hernandez atakuje Ray’a, ale dostaje potężny shot tacką i superplex z 3 liny. Pinfall – 1, 2… kickout! Ray jednak jest w złej sytuacji, gdyż otoczyli go Roode i Storm. Drugi zrobił enzugiri w tył głowy, a pierwszy rolling neck snap. BM znów w dwójkę atakują Morgana, ale zamiast wykonać suplex, sami go dostają. Potem old school i crossbody na Stormie. Pin – 1, 2… kickout! Mongo nie spieszy się z odliczaniem. Brother Devon pokrywą od kosza uderza w twarz i Roode’a, i Morgana, a na końcu Bobby dostaje snap scoop powerslam. D-Von jednak nie spodziewał się Abyss’a, który zrobił mu chokeslam! Abyss próbuje ponownego chokeslama, tym razem na Roberciku, ale James pojawił się w ringu i miał coś, co przykuło uwagę Parksa. Był to worek z pinezkami, który odebrał Cowboy’owi sędzia, a Abyss dostał krzesłem w plecy. Beer Money są w ringu i wyzywają McMichaela na footballowy pojedynek. Pożałowali tego, bo Roode dostał clothesline’a od sędziego.

IMG_3287.jpg_650.jpg

Homicide chciał to wykorzystać, ale przy 2 Bobby podniósł plecy. Akcja przeniosła się teraz głównie poza ring. Wykorzystał to MM, który wykonał piękne crossbody block z 3 liny na 3 rywali! Tymczasem 3D walczą z Abyss’em na rampie. Pomaga im Johnny Devine i uderza Monstera kendo stickiem. Przed tym w ruch idzie zszywacz! Abyss’a to musiało boleć! Devine przynosi stół i świniaki go ustawiają. A co ma w ręku Ray? To butelka z benzyną! Po chwili 3D udaje się zapalić stół i biorą Abyss’a. Wykonują double chokeslam na płonący stół!!! Niesamowite!

IMG_3316.jpg

Tymczasem Last Call na Morganie, ale radość Beer Money nie trwała zbyt długo, gdyż zakończył ją Hernandez i jego kendo stick, a także Homicide z dual dropkickiem już w ringu. Potem DDT z 3 liny na Robercie, ale McMichael znów dolicza tylko do 2. Dalej sitout powerbomb na Stormie, ale Mongo po raz kolejny nie klepie po raz 3. Przewaga LAX wciąż trwa, ale nawet Gringo Cutter nie daje zwycięstwa. Beer Money już osłabieni, ale na drodze Latynosów staje Morgan, który robi piękny bicycle kick i fallaway slam na Hernandezie. Jednakże, po chwili Shawn robi Mattowi Border Toss! Ale w ringu znajdują się też Devon i Ray, więc robią Homicide’owi Whassup! Oczywiście po tym Ray krzyczy do partnera: „Get the Tables!” (a raczej robią to fani), ale ich radość przerywa Hernandez ze slingshot shoulder block. Hernandez ustawia stół i sędzia pomaga mu wysypać wszystkie pinezki na table. Próba Border Toss, ale nieudana. W zamian za to 3D na stół z pinezkami!! T3D już prawie mają zwycięstwo, ale Ray’a akurat zabolała ręka ;) a James Storm wypluł piwo prosto na twarz D-Vona. Roode pinuje: 1… 2… 3! Beer Money, Inc. utrzymują pasy!

IMG_3342.jpg

Po tym świetnym pojedynku przychodzi czas na kolejną walkę: 3-Way Dance – Booker T AJ Styles & Christian Cage

Zaczyna się od walki AJ’a z Bookerem, którą spokojnie spoza ringu ogląda Christian. Booker podaje rękę Cage’owi, ale ten po chwili wykonuje neckbreaker. Pinfall, ale AJ przerywa. Wymiana ciosów między byłymi przyjaciółmi prowadzi do backslide’u, ale Styles kicks out at 2. Cage pozbywa się chwilowo AJ’a, który po ciosie kolanem w twarz wypada z ringu. Christian za to dostaje superkicka od Bookera i też wypada z ringu! AJ stoi na apronie, shoulder block między linami w brzuch Bookera, wskakuje na 3 linę, szykuje się do springboard forearm strike, ale robi wspaniałego moonsaulta na wstającego Christiana! Po przeniesieniu się akcji poza six-sided ring, Booker uderza Styles’a tajemniczą walizką, kiedy sędzia nie widział. Jesteśmy z powrotem w ringu i widać Bookera maltretującego Cage’a serią kolan w twarz, a po chwili wykonującego spin kick. Pinfall – 1, 2… kickout. Po długiej wymianie ciosów, wreszcie do ringu wraca AJ i robi springboard forearm strike na Bookerze. Po chwili świetna akcja, w której Styles chce zrobić dropkick, ale Booker odsuwa się, jednak pod Phenomenalem przebiega CC i clothesline’em wyrzuca Huffmana z ringu. Jednak Reso zapomniał o Alanie i dostał mocnego dropkicka. Próba Styles Clash nieudana, jak i próba Unprettiera. Potem ładny łokieć w twarz Christiana i próba inverted DDT: najpierw się nie udało, ale za drugim razem już tak. Pin: 1, 2… kickout! T wraca do ringu i zaczyna od double clothesline’u, superkick w Christiana, seria czopsów, ale nieudana próba Axe Kick. AJ zakłada świetny Flying armbar, ale rywal nie odklepuje. Head scissors na Jasonie, ale nagle Huffman wykonuje Book End! Pin i kickout at 2 by AJ! Booker robi Spinarooni, ale po chwili czuje smak łokcia rywala. Chris zaczyna udawać Bookera! =)) Wszystko przerywa Styles i Pele na Booku. Następnie DDT z zaskoczenia w wykonaniu Captaina Charismy, ale pinfall znów nic nie daje. Spiral Tap! Ale nie, Christian w ostatniej chwili się usunął. Podwójny Axe Kick! Pinfall na AJ’u – 1, 2… kickout! Pinfall na Christianie – 1, 2 i znów kickout! Booker T wchodzi na narożnik, spear by Cage, ale Booker trzyma sędziego i ten nie może odliczać. Catapult by CC, ale AJ wskakuje na 2 linę. Reso także pojawia się na 2 linie i robi stamtąd Unprettier na Phenomenal One! Jednak nie ma pinu, bo Booka robi Axe Kick z 3 liny na Christianie! Pinfall – 1, 2… kickout! T wins! A jak Don West komentuje końcówkę w wykonaniu Bookera (oczywiście totalnie zrypaną)? „It’s all about timing…” Pozostawię to bez komentarza, bo teraz czas na kolejny match.

IMG_3488.jpg

Jeff Jarrett vs Kurt Angle

Po pojawieniu się Special Guest Enforcera, Micka Foley’a, zaczynamy. Na początku istny headlockfest, nic ciekawego. Zaczyna się coś dziać po dropkicku w wykonaniu Jeffa.

IMG_3589.jpg

Clothesline i Kurt wypada poza ring. Jednak dołącza do niego JJ, który robi piękne slingshot crossbody! Po chwili znów próba crossbody, ale tym razem Jeff wpada na barierkę. Potem akcja znów zwalnia, ale kończy to inverted atomic drop na Angle’u, a później kick to the back of the head. King of the Mountain tauntuje, ale po sekundzie dostaje potężnego clothesline’a. Przerwa na submissiony, ale roll-up w wykonaniu Jarretta i kickout at 2. Shoulder blocki Angle’a, ostatni nieudany i wreszcie DDT JJ’a. Belly to belly overhead suplex w wykonaniu złotego medalisty, ale kickout przy 2. Próba Angle Slamu, jednak Jarrett kontruje w Tornado DDT. Znów pinfall i kickout again. Akcja przeniosła się na narożnik, niesamowita próba belly to belly poza ring, jednak mamy superplex! Pin – 1, 2… what? Kickout :P Po chwili JJ zakłada czwórkę! Czy Angle odklepie? Jednak nie, German suplex, kickout at 2 i dwa kolejne Germany. Znów kickout… Próba Olympic Slamu, Jeff kontruje, próba piledrivera – nic z tego, ale Jarrett robi Sunset Flip, tylko co z tego, jeśli Kurt zakłada Ankle lock! Jarrett po jakimś czasie wydostaje się z tego submissionu, ale mamy Angle Slam! Pinfall – 1… 2… 3! Nie, kickout! Kurt nie może uwierzyć, ale wdrapuje się na 3 linę i moonsault… nie, Jeff ucieka! Angle chce uderzyć przeciwnika, ale ten ucieka z drogi i Olympic Gold Medalist nokautuje sędziego! The Stroke!

IMG_3737.jpg

Sędzia leży, ale Mick Foley odlicza: 1… 2… Kickout! Low blow! Angle bierze krzesło, Foley nie pozwala, więc sam zbiera potężny chairshot! Jarrett też dostaje! Pinfall – 1… 2… Foley wyrzuca sędziego poza ring i sam do niego wchodzi! Uderza Kurta, wyciąga skarpetę i zakłada Mandible Claw! Tymczasem Double J bierze gitarę i… KABONG!

IMG_3769.jpg

Angle znokautowany! Foley liczy: 1, 2… 3! Jeff Jarrett wygrywa!

IMG_3786.jpg

Przyszedł czas na main event: Samoa Joe © vs Sting for TNA World Heavyweight Championship

Ostry brawl w ringu na początku i Sting znajduje się poza ringiem. Joe rozpędza się i atakuje rywala pięknym suicide dive. Akcja przenosi się na długi czas między publiczność. Tam jedyną rzeczą godną wymienienia był piękny dropkick w wykonaniu Joe na Stingu. Poza tym zawodnicy cały czas brawlowali wśród fanów. Finally, wracamy do ringu po długim czasie. A tam też nic ciekawego jak na ME. Splash Stinga (kickout at 2), powerbomb Joe (jw) i STF na Borden’ie (bez odklepania). Po chwili snap slam, ale znów Sting wybija się. Steve jednak po chwili robi Stinger Splash i Muscle Buster (WTF?!), ale na Joe nie robi to żadnego wrażenia. Potem chopy, clothesline w rogu i… Scorpion Death Drop! Tym razem to Sting nic nie poczuł. Próba Stinger Splash po raz trzeci z rzędu nieudana, seria kolan, kicków, a tymczasem Kevin Nash pojawia się at ringside. Joe kłóci się z Earl’em Hebner’em, a po chwili DDT na Stingu. Stinger bierze swój kij baseballowy, ale odbiera mu go Nash. Samoańczyk wykorzystuje dekoncentrację rywala i uderza go ogromnym clothesline’em. Pinfall – 1, 2… kickout. Joe odbija się od lin, a Kev uderza go kijem! Hebner nic nie widział. Scorpion Death Drop! 1… 2… 3! Sting jest nowym mistrzem!

Po reklamie TNA Turning Point, następnego PPV, Bound for Glory IV dobiega końca.

IMG_3964.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Tyler Breeze jest „trochę wszystkim” w swojej obecnej roli w WWE. Od zwolnienia z WWE w 2021 roku Breeze pozostał w firmie w roli za kulisami, obejmującej prowadzenie treści cyfrowych, gościnne treningi, pisanie dla NXT i wiele więcej. Wyjaśnił swoją rolę w najnowszej rozmowie z Denise Salcedo. Breeze nadal występuje na scenie niezależnej i jest współwłaścicielem szkoły treningowej Flatbacks na Florydzie wraz z zawodnikiem NXT Shawnem Spearsem. We wrześniu zeszłego roku Breeze stoczył poje
    • Kaczy316
      Lecimy z ostatnim Raw przed Elimination Chamber! Zobaczmy co WWE nam zgotowało, ale zapowiada się dobre Raw oj tak.   W ringu jest Corey i Cole, ale szybko przerywa im Gunther, który wychodzi z publiczności i mówi, żeby opuścili jego ringu, Graves i Michael posłusznie wykonują rozkaz, a Gunther mówi, że to jest haniebne celebrując przegranych jak Goldberg, jak John Cena, jak AJ STYLES! Mówi że On zabija kariery, więc jeśli ktoś zasługuję na celebrację to On! Pearce przerywa Guntherowi
    • MattDevitto
      Nawet bez tego nie uwierzyłbym w ten ruch, bo nie ma sensu dla samego AJa. Styles nie po to zdecydował się kończyć by ponownie musiał być w ciągłych rozjazdach. Pieniądze ma, lata swoje też i może spokojnie powiedzieć pas. Zresztą z wieloma zawodnikami AEW walczył na różnych etapach swojej kariery.
    • Grok
      Reżyseria debiutanckiego filmu fabularnego i lot w kosmos to niektóre z jego osobistych marzeń Darby'ego Allina. W wrestlingu chce jednak przede wszystkim pomóc podnieść prestiż AEW na należny jej poziom. Allin był gościem najnowszego odcinka podcastu Insight with Chris Van Vliet, gdzie zdradził, co jeszcze jest na jego liście po planowanej wspinaczce na Mount Everest w 2025 roku. Obecnie jego największym marzeniem jest przekształcenie własnego scenariusza w pełnometrażowy film. Allin uważ
    • Grok
      W tym tygodniu AEW złożyła wniosek o rejestrację znaku towarowego dla nazwy tag teamu, który najwyraźniej planuje wprowadzić. Promocja złożyła wniosek o znak towarowy dla terminu „Paid in Full” 23 lutego. W sekcji opisującej towary i usługi we wniosku bezpośrednio wskazano, że znak ma obejmować występy tag teamu zawodników: AEW nie ujawniła, kto wejdzie w skład tego tag teamu. Nie wiadomo, czy będzie to ekipa z męskiej, czy damskiej dywizji tag teamów, ani czy ich występy będą głównie w AE
×
×
  • Dodaj nową pozycję...