Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

TNA Bound For Glory IV - wyniki i raport


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

The Steel Cage Asylum Match



Wygrał Jay Lethal (zdobył x title shot)

 

The Bimbo Brawl Match

ODB, Rhaka Khan and Rhino pokonali The Beautiful People & Cute Kip

 

X division championship

Sheik Abdul Bashir pokonał Consequences Creed



TNA Knockouts Championship

Taylor Wilde pokonała Roxxi i Awesome Kong

 

Monsters Ball Tag team championship

Beer Money pokonali LAX, TEAM 3D, Abyss & Morgan

 

3 way War:

Booker T pokonał Christiana i AJ Styles'a

 

Jeff Jarrett pokonał Kurta Angle

 

TNA world championship

Sting pokonał Samoa Joe (interwencja Nasha) nowy mistrz tna

Mój komentarz na gorąco po obczajeniu gali na żywo:

Słabizna. TNA dało ciała. Bardzo się rozczarowałem szczególnie main eventem. TNA zamiast promować młodych to daje pas dziadkowi Stingowi. I to jeszcze w jakim stylu. Żenujące. Ręce opadają po prostu. Dziadek Sting nie pokazał w tej walce absolutnie nic godnego uwagi. Po minucie ledwo co łapał oddech... Naprawdę jestem zniesmaczony tym main eventem.. Lipa. Nie tędy droga panowie.

3 way War również nie zachwyciło. Ot nawet niezły pojedynek. Niestety zakończenie spieprzył Booker. Dobrze natomiast wypadł Monsters ball, płonący stół - miodzio. Walka JJ - Angle też całkiem niezła.

Całej gali nie oceniam bo nie zdążyłem na pierwsze 3 walki. Na teraz daję 6/10.

 

16476371734edf391100c30.jpg

  • Odpowiedzi 31
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • LegendKiller

    5

  • pablo modjo

    5

  • Mast

    5

  • Danielsson56

    2


  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Szczerze mówiąc jestem tak bardzo BFG zawiedziony, że aż odechciewa mi się pisać opinii. Karta wyglądała imponująco, a wyszło zważywszy na potencjał słabiutko. Opener był drugą co do jakości walką na PPV. Ładny spotfest, szybkie tempo i .. stanowczo za krótko ! Gdy Suck Machismo wyszedł z klatki, powiedziałem sobie tylko ‘to już k***a ?’ W ogóle, sam zwycięzca mi nie odpowiada. Jay od jakiegoś czasu moim zdaniem ssie i miałem wielką nadzieję, że TNA pójdzie nadal obranym tropem i da zwyciężyć Duttowi. 3 vs 3 Mixed Tag to jakaś parodia. Taka walka w ogóle nie powinna znaleźć się na PPV ! Nic, ale to nic godnego uwagi. Akcenty które miały być humorystyczne, okazały się żałosne. Cred vs Bashit to kolejna kiepska walka. Ja pierdole, po jakiego ch***ja Daivari dostał X Division Title ? Przecież to chodząca zakała tej dywizji ! Creed nawet jeśli by się zesrał, to i tak nie wyszło by z tego nic ciekawego. Swoją drogą, Consequences także się nie popisał przy końcowym .. rollupie. 3 way o Knockout’s title umilała mi tylko uroda Taylor. Nadal trzymam się tego, że po odejściu Gail dywizja knockout znacznie podupadła. Zakończenie tej walki, tak samo jak poprzedniej tak jakby z .. dupy. Monster Ball to chyba najlepsza walka tego rodzaju w historii. Pinezki, tarka, widelec i .. szczególnie płonący stół mogły robić wrażenie. Widok płonącego Abyssa mógł robić wrażenie. Kibicowałem Beer Money i niezmiernie cieszę się, że wygrali. AJ vs Booker vs Cage wypadło całkiem znośnie. Najjaśniejszym punktem tej walki rzecz jasna Styles. Chciałem oczywiście, żeby to Phenomenal wygrał, jednak wygrana Booka ani mnie ziąbi, ani parzy. Cała ta walka i feud były wyssane z palca. Żenada przy tym czekaniu przez Christiana na to, aż Booker zasadzi mu finishera. Takie zagrania trącą amatorszczyzną na kilometr. Ostatnie przez main eventem starcie wbrew obawom, dobre. JJ zaprezentował się moim zdaniem po kontuzji bardzo dobrze. Jedyne czego w tej walce było za wiele, to zdecydowanie headlocki. Końcówka po upadku sędziego i uderzeniu Foleya przez Angle’a do bólu przewidywalna. Main Event moim zdaniem zabił całą galę. Nie chodzi już o to, że walka była nienajlepsza (forma Stinga to apokalipsa !) ale o to, że znów wygrał on w ME najważniejszej gali roku i zdobył World Title. Szczerze mówiąc mam ochotę osrać TNA i nie zaprzątać sobie głowy tym fedem. Chyba tylko skończony idiota nie zorientowałby się, że Nash po tym, jak wyrwał kij Stingowi, nie przypieprzy nim Joe.

Cóż, jak pisałem na początku, BFG wypadło nad wyraz słabo. 1 Świetna walka, 1 bardzo dobra, 2 niezłe, dwie gówniane, 1 słabsza i 1 będąca nieporozumieniem ze względu na wynik. Czy tak powinno wyglądać sztandarowe PPV federacji, której fani uważają, że zjada WWE na deser ? Nie wydaje mi się.

Ocena gali – 3+/10 (przez ME ocena zaniżona o co najmniej 1,5 stopnia)


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

Niestety, ale TNA zaserwowało to czego się po cichu spodziewałem - KICHĘ! To ma być najważniejsza gala roku? Swego rodzaju TNA-owska wrestlemania? Wolne k :censored: a żarty :lol Kpina w żywe oczy. Zacznę od main eventu, bo dalej nie mogę tego przeboleć. To, że Sting jest w słabej formie tego się spodziewałem, ale że aż w tak złej :shock: Tak często wspominany przez Stinga, Ric Flair dał z siebie 100 razy więcej na ostatniej Wrestlemanii. A sam Steve? Po prostu zjada swój ogon... Teraz już rozumiem czemu Sting nie zawalczył na żadnym iMPACie przed B4G ;) TNA zaczyna mnie naprawdę irytować. Wielki Sting dostał title shota ZA NIC i zabrał pas jednemu z największych talentów TNA po jakimś lipnym zakończeniu w wlace w której zaprezentował się po prostu słabo na maksa. Do tego przez kilka miesięcy zrobili z Joe jakiegoś niby mistrza. Najpierw wygrana na KOTM przy pomocy Nasha, potem nie umiał pokonać Bookera, następnie pokonał go po interwencji Jarretta i znowu pokonał Angle po interwencji Jarretta. Co to ma być? Przecież Joe nie zgarnął żadnego czystego zwycięstwa z kimś znaczącym w federacji. Czy bookerzy TNA naprawdę są tacy słabi, żeby skumać podstawowe mechanizmy w wrestlingu? Zrobili z "zabijaki" Joe jakąś lamę, która pluje się tylko do sędziów. A propos sędziów. I w tej walce kazano Joe "zaczepiać" sędziego... Ręce opadają. TNA pogubiło się całkowicie. Nie wiadomo już kto jest heelem, kto facem. Fani nie wiedzieli komu w tej walce kibicować. Na koniec muszę przyznać, że Joe zaczął tą walkę świetnie. Z powerem. Już myślałem, że TNA poszło po rozum do głowy i w końcu da mu pokonać kogoś znaczącego w dobrym stylu bez żadnej interwencji. W końcu Joe to podobno przyszłość federacji... Ale k :censored: a w TNA walka na B4G bez interwencji to nie walka! Przecież rok temu Nash tez interweniował! :t_down: żeeeenuaaaaaaaa. LK wspomniał wyżej właśnie o tym jak Nash zabrał Stingowi kij. Tylko chyba jakiś początkujący fan nie domyśliłby się co będzie dalej. A tak w ogóle to Nash dotknął chociaż tym kijem Joe? Wydawało mi się, że nawet go nie trafił. A z resztą o czym tu pisać. Main event to TOTALNA KLAPA! I to wcale nie dlatego, że lubię Joe. Gdyby na jego miejscu był Cage czy AJ to byłbym wkurzony tak samo.

Nie chce mi się pisać o tej gali. Porażka i tyle. Na niektóre momenty (jak np zakończenie 3 way'a, wygrana taylor po kij wie czym, wygrana Szejka, końcówka main eventu) aż przykro było patrzeć... :shock: TNA przyzwyczaiło mnie do czegoś innego. Jednak widzę, że droga którą obrali bardzo się różni od tej, którą chciałbym widzieć. Ostatnio czułem podobnie przy WCW. Wkrótce później federacja padła. :roll: Oby to nie był początek końca.

 

16476371734edf391100c30.jpg


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dziwią mnie Wasze opinie. :P (Ogólnie miałem ochotę napisać, że wg mnie pieprzycie głupoty, ale przyjąłem bardziej dyplomatyczną wersję ;) ) . Dobrze, ale potem będę się czepiał pojedynczych cytatów, na razie napiszę swoje zdanie o tej fenomenalnej (moim zdaniem) gali.

Pierwsze zaskoczenie- Steel Asylum na opener? Spodziewałem się na jego miejscu raczej tego "Bimbo brawlu" (dlaczego w cudzysłowie- później wyjaśnię). Tak czy inaczej zabrałem się do oglądania i... no i początkowo trochę się zawiodłem obsadą, bo po co tam wrzucać wrestlerów pokroju Shark Boy'a. Inną sprawą jest fakt, iż spodziewałem się, jak chyba sporo osób, debiutu Suicide'a, ale znowu- o tym potem. Sama walka była nasycona bardzo ciekawymi i widowiskowymi spotami. Cały czas było utrzymywane wysokie tempo, a wspomniane spoty odpowiednio rozłożono w czasie tak, że nie było momentu nudy. Było kilka genialnych akcji, ale zadziałały emocje i chwilowo nawet nie pamiętam konkretnych (a, nie- przypomniał mi się jeden moment, który aż musiałem zobaczyć jeszcze raz- chory piledriver Devine'a! That was awesome!). :) Słówko o dwóch rzeczach jeszcze. Po pierwsze zwycięzca- na pewno Jay Lethal nie był tym, który najbardziej starał się w tej walce, ani nawet nie tym, którego po prostu chciałbym zobaczyć w roli wygranego. Ale cóż- jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Po drugie długość walki. Moim zdaniem powinna być ona przynajmniej o kilka minut dłuższa, by niedosyt odrobinę zgasł. Ale wiadomo- w przypadku dobrych walk chcielibyśmy, by się nigdy nie kończyły.

Teraz o rzekomym "Bimbo brawlu", który w rzeczywistości był normalną walką, na zwyczajnych zasadach. No cóż, późniejsze wydarzenia zrekompensowały mi ten brak hardcore'u, ale- o tym później. ;) Nie ma co ukrywać- walka dobra nie była. Nawet patrząc na jej obsadę można wywnioskować, że miała pełnić rolę zwykłego zapychacza- i w tej się raczej dobrze spisała. Pojedynek był krótki, no i za bardzo nie przynudzał, więc spełniał wszystkie warunki, które typowa, dobra zapchajdziura spełniać powinna. Spokojnie możnaby było ją wywalić z karty, ale to już raczej kwestia wypełnienia tych trzech godzin. Przyjemniej by było, gdyby zamiast tej walki przedłużono Steel Asylum, ale ponownie- jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, więc nie narzekam.

Walka o X Division Championship... Zapowiadał się gniot, bądźmy szczerzy- Sheik Abdul Bashir to największa pomyłka tego roku. Jedyne co ten człowiek potrafi zrobić przyzwoicie to sprzedać cios i pogadać do majka- poza tym jest beznadziejny. Concequences Creed jest niezły, ale nie można powiedzieć, by był najjaśniej świecącą gwiazdą X Division. Wszystko wskazywało na to, że walka będzie żałosna. I tutaj zaskoczenie. Creed nadspodziewanie dobrze utrzymał "na plecach" cały pojedynek, trzymał bardzo dobre tempo, nadawał walce dynamiki. Poza tym wyszedł niezły paradoks- TNA robiąc z Bashira champa, postąpiło aż tak źle, że mocno wpłynęło to na dramaturgię pojedynku. Oglądałem go na stojąco, bo chciałem by Creed wygrał, byłem za nim jak za nikim innym wcześniej tak naprawdę. I tym oto sposobem TNA dające pas wrestlerowi, którego umiejętności stoją na aż tak żenującym poziomie, nieświadomie podwyższyło mi ciśnienie podczas oglądania walki, tak bardzo chciałem, by Creed go odbił. Ale tak czy inaczej reasumując- pojedynek naprawdę porządny.

Pojedynek o TNA Knockouts Championship był niezły. Mało było Awesome Kong, co wyszło walce na dobre- Roxxi i Wilde to wrestlerki o zbliżonych warunkach fizycznych, więc mogły spokojnie pokazać swoje umiejętności walcząc między sobą. Całym sercem byłem za Roxxi, której pas się naprawdę należy, za to Wilde staje się powoli irytująca. Nawet szczególnie nie wiem dlaczego- sama w sobie jest na dłuższą metę wkurzająca. Tak czy inaczej walka raczej bez historii, ale przyjemna.

Hah, no to teraz czas na drobny komentarz. Pewnie zastanawiacie się, ci, którzy czytają tego posta, jakim cudem galę, w której pierwsze walki określam jako "niezłe" itd. opisuję słowami takimi jak "fenomenalna". To jest właśnie zasługa tej serii pojedynków, która zaczęła się od Monsters Balla.

No właśnie, Monsters Ball... Muszę przyznać, że to walka, wobec której miałem największe oczekiwania, ale jednocześnie, o którą najbardziej się bałem. Wynika to z prostego faktu- obsada wyglądała porządnie, ale powiedzmy sobie szczerze- różne niespodzianki już widzieliśmy. W pewnym momencie pomyślałem sobie: "Ej, cholera, przecież to BfG, najważniejsza gala w roku, no i sztandarowy match TNA- Monsters Ball. Nie może wyjść słabo.". Jako, że ostatnimi czasy lubię się trochę podenerwować o konkretne walki, zacząłem wyobrażać sobie pewien scenariusz tego pojedynku. Wyglądało to mniej więcej tak: "Kilka chair shotów, zero krwi, może jakiś jeden mocniejszy odrobinę bump na zakończenie. W międzyczasie kilka uderzeń pokrywą od kosza na śmieci and that's all about it. 10 minut i po wszystkim.". A co dostałem? Whoaa, dostałem najlepszy Monsters Ball i ogólnie najmocniejszy hardcore match w przeciągu dużego okresu czasu, jaki widziałem (oczywiście w mainstreamowych federacjach). Ciężko wymieniać wszystko punkt po punkcie, ale najlepsze punkty programu to widelec, tarka, zszywacz, no i na koniec dwa genialne i mocarne bumpy. Pierwszy, co nietrudno zgadnąć to Abyss w pakiecie z płonącym stołem- aż niedowierzałem własnym oczom, jak ujrzałem benzynę w ręku Devona. Naprawdę zrobiło to na mnie ogromne wrażenie (BTW, dla zainteresowanych- Abyss poparzył sobie przy tym ramię, więc ogólnie rzecz ujmując- i tak dobrze, że nic poważniejszego się nie stało). No i po drugie to Hernandez w pakiecie ze stołem, na którym rozsypane były pinezki. Jakby tego było mało w międzyczasie zobaczyliśmy mnóstwo potężnych chairshotów, uderzeń kijem do kendo i pokrywami do koszy na śmieci. Abyss już po 10 minutach był cały w swojej krwi. Ogólnie cała walka wyszła genialnie, murowany kandydat na match of the year, w sumie średnio lubię oceny "gwiazdkowe", ale ten pojedynek zdecydowanie zasłużył na największą ich ilość. Zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Po oglądnięciu Monsters Ball'a bałem się odrobinę o zakrzywiony odbiór następnych walk. Biorąc pod uwagę to, że praktycznie cały chodziłem po zobaczeniu tak dużej dawki hardcore'u, bałem się, że będę oceniał kolejne starcie przez pryzmat tego dopiero co obejrzanego. Na szczęście 3 Way War był na tyle dobry, by nawet będąc cały w emocjach, móc uznać jego jakość. Od początku jasne dla mnie było, że im mniej Booker'a, tym lepiej dla walki. Może i nie stało się tak w stu procentach, ale nawet Buka nie przeszkadzał. Pojedynek był pełen dramaturgii- od początku byłem niemalże pewien zwycięstwa Cage'a, jednak TNA mnie zaskoczyło, dając wygraną Booker'owi. Nie wiem czemu miał służyć ten ruch, niemniej jednak na pewno nie był bezcelowy. Ogólnie nie sposób dokładnie opisać całej walki- są na forum odpowiedni ludzie do tworzenia raportów i oni na pewno przedstawią to lepiej niż ja. Powiem tylko, że ta dramaturgia wymieszana z kilkoma fenomenalnymi spotami i dobrym tempem, dała znakomity efekt.

Kurt Angle vs. Jeff Jarrett. Build up pod tą walkę przygotowany był idealnie- niektórym zabrakło bezpośredniego starcia, ale wg mnie pozostawienie konfliktu w sferze słów aż do momentu walki na PPV było zabiegiem celowym i trafionym. Pewne było, że Mick Foley odegra jakąś większą rolę w tym pojedynku, niż stanie z boku i pilnowanie, by nikt przypadkiem kogoś krzesłem nie uderzył. Pewnego rodzaju smaczkiem był fakt, że sama walka zaczęła się powoli- od headlocków głównie, co było swoistą kontynuacją sfery werbalnej tego feudu. Bardzo płynnie wprowadzono widza w tę "prawdziwą walkę". Muszę przyznać, że martwiłem się trochę o formę Jarrett'a, a okazało się, że mimo dwuletniej nieobecności, no i jakby nie patrzeć- wieku, zaprezentował się w tej walce lepiej niż Kurt Angle, który tym razem walczył jakoś tak... bezpłciowo. Znowu dostaliśmy sporą dawkę emocji. Później Angle poszedł po krzesło, lecz Foley go zatrzymał, czego skutkiem był naprawdę mocny chairshot. Wiadomo już było, że Mick tak tego nie zostawi, więć ostatecznie Angle został potraktowany mandible claw i guitar shotem, po czym bez trudu odliczony. Naprawdę wspaniała walka, Jarrett wesolutko hasał po ringu, jakby miał ze 20 lat mniej. Duży respekt dla tego pana. Jeszcze słówko o Foley'u- na tnawrestling.com możemy przeczytać, że na następnym iMPACT'ie pożegna się on z publicznością, kończąc karierę. Nie ma wątpliwości, że to smutna wiadomość, ale nie wiadomo czemu węszę tu nieco inne zakończenie tej sprawy, mianowicie podczas speech'u Foley'a spodziewam się wkroczenia Kurt'a, czego efektem będzie jakiś hardcore match na Turning Point. Ale to tylko kilka moich przypuszczeń, tak przy okazji.

No i ME. Najwięcej gorzkich słów poszło pod jego adresem. W sumie jestem w stanie je zrozumieć, ale nie do końca. Nie oszukujmy się- Sting to już dziadek, nie można się po nim spodziewać odwalania SSP, a danie mu pasa to raczej gest na zakończenie kariery, niż jakaś większa sprawa. Co do samej walki- wyszła moim zdaniem dobrze. Pierwsza jej część odbywała się wśród widzów, którzy zasiedli na trybunach, a ja lubię takie akcje, toteż byłem usatysfakcjonowany. Samoa Joe mocno naraził swoje ciało skacząc pomiędzy barierki. Sting wcale nie pokazał się najgorzej- nie mozna patrzeć na niego w kategoriach "normalnego" wrestlera, tylko raczej mieć do niego szacunek, że w tym wieku ma ochotę jeszcze skakać po ringu. Muscle Buster Na Joe rozpieprzył mój światopogląd, ponieważ w tym momencie było widać ile jeszcze siły w nim drzemie. Zakończenie... No cóż- wiadomo było, że Nash wykiwa Joe, ale nie traktowałbym tego jako zarzutu.

TNA zamiast promować młodych to daje pas dziadkowi Stingowi. I to jeszcze w jakim stylu.

Tak jak wspomniałem wcześniej- należy to traktować w ramach gestu na zakończenie kariery Stinga i to wszystko. Joe ma jeszcze czas, by został wypromowanym, natomiast Sting już niedługo odchodzi z tego biznesu.

Ja pierdole, po jakiego ch***ja Daivari dostał X Division Title ?

Wybrałem ten fragment, ponieważ doskonale obrazuje on kontrolowaną złość :lol A co do treści- też się nad tym zastanawiam, to był najgorszy ruch z mozliwych, ale w ostateczności, jak wspomniałem- podbił ocenę walki na BfG.

3 way o Knockout’s title umilała mi tylko uroda Taylor. Nadal trzymam się tego, że po odejściu Gail dywizja knockout znacznie podupadła.

Nie mogę się z tym zgodzić. Na pewno nieco ją osłabiło, ale na pewno nie sprawiło, że podupadła.

Żenada przy tym czekaniu przez Christiana na to, aż Booker zasadzi mu finishera. Takie zagrania trącą amatorszczyzną na kilometr.

Muszę przyznać, że niezmiernie wkurzają mnie tego typu teksty. Wiadomo, że gala odbywała się na żywo, nawet najlepszym zdarzają się podobne wpadki i nie ma co robić z tego tragedii i nazywać amatorszczyzną, bo to się po prostu zdarza, minimalne różnice w zgraniu dwóch wrestlerów.

Do kolejnych części wypowiedzi tylko się odniosę- wygląda to, jakbyście na siłę szukali wad w produkcie TNA. Wynik walki może ZIRYTOWAĆ, ale ocenia się jej poziom. Wiadomo, że niektóre decyzje są PRZEWIDYWALNE, ale nie ma co wytykać tego jako jakąś usterkę. Zdarzają się BŁĘDY, ale oczekiwanie Christiana na finisher Booker'a to nic w porównaniu do, np. słynnego nieudanego RKO Ortona. Wydaje mi się, że oceniliście galę przez pryzmat swojego niezadowolenia z Main Eventu i po strasznym rozczarowaniu "A bo Sting ma pas." zaczęliście szukać kolejnych wad, zupełnie na siłę, bo "w sumie to po co oni dali tego Sheika....Booker tylko przymulał, a Cage czekał na finisher. Z dupy gala, nie ma co.". Poza tym zadziwiający jest fakt, w jaki sposób oceniane są gale WWE, a w jaki TNA. Nie chcę się bawić w prymitywne gry pt. "a założę się, że gdyby w WWE.... to Wy byście powiedzieli, że ...." , ale wydaje mi się, że od TNA oczekujecie cudów, a od WWE zaledwie przyzwoitych gal, tak, żeby nie były kompromitujące dla wrestlerów. Nie chcę sprowadzać tego po raz kolejny na płaszczyznę porównania obu federacji, ale takie są tylko moje, być może mylne, odczucia.

Reasumując- każdy ma swoje zdanie, wg mnie ta gala była cudowna, ktoś może sądzić inaczej, ale ostatecznie najważniejsze jest, by szanować opinie innych i umieć dyskutować. To się rozpisałem. :) Pozdro i liczę na nawiązanie jakiejś dyskusji. ;]

e916f7e946.png

  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

W sumie jestem w stanie je zrozumieć, ale nie do końca. Nie oszukujmy się- Sting to już dziadek, nie można się po nim spodziewać odwalania SSP, a danie mu pasa to raczej gest na zakończenie kariery, niż jakaś większa sprawa.

No tak, tylko że mówi się o tym już od pieprzonych trzech lat. Jeśli TNA chce rzeczywiście stawiać na wrestling, to osoby pokroju Stinga nie powinny dostawać najważniejszego pasa federacji ! Dla Joe ta walka była swego rodzaju być albo nie być. Jak już mo napisał, Joe nie klupnął poza Steinerem i Kazem nikogo czysto na PPV od czasu zdobycia pasa i taka wygrana dała by mu cholernie dużo.

Muscle Buster Na Joe rozpieprzył mój światopogląd, ponieważ w tym momencie było widać ile jeszcze siły w nim drzemie.

Gdybyś zżarł tyle koksu, to też miałbyś tyle siły. Poza tym, po raz kolejny mam odmienne zdanie. Ten muscle buster wyglądał .. fatalnie. Coś jak superplex bez wchodzenia na najwyższą linę. Gdy Sting zebrał Joe to miałem wrażenie, że złamie go w krzyżu. Bez picu, już drewniany Batista wykonywał tę akcję lepiej.

Muszę przyznać, że niezmiernie wkurzają mnie tego typu teksty. Wiadomo, że gala odbywała się na żywo, nawet najlepszym zdarzają się podobne wpadki i nie ma co robić z tego tragedii i nazywać amatorszczyzną, bo to się po prostu zdarza, minimalne różnice w zgraniu dwóch wrestlerów.

ch***ja. Nie po to organizuje się house shows, spędza godziny na treningach treningach walczy po kilka razy na weeklys, by na PPV odstawić taką manianę. Nawet najlepszym ? Idąc Twoim tokiem rozumowania, najlepsi wrestlerzy świata to main eventerzy TNA. Kim są Booker, AJ, czy Cage ? Właśnie mimi, toteż zauważam małą sprzeczność. Gdyby różnica była minimalna to ok., nie dopieprzył bym się. W tym wypadku ewidentnie widać było brak timingu w wykonaniu Bookera (wina Christiana nie jest zbyt wielka, on miał po prostu czekać).

Do kolejnych części wypowiedzi tylko się odniosę- wygląda to, jakbyście na siłę szukali wad w produkcie TNA.

Nie, to wygląda tak, jakbyś Ty starał się na siłę idealizować produkt TNA. Zauważ, że jeśli TNA zorganizuje rzeczywiście dobry show, to potrafię to docenić. Ba ! Potrafię napisać, że to zjada WWE. Kwestię modja w tym przypadku pozwolę sobie przemilczeć, ponieważ komu jak komu, ale fanbujakowi TNA braku obiektywizmu względem swojej ulubionej federacji nie zarzucisz.

Wiadomo, że niektóre decyzje są PRZEWIDYWALNE, ale nie ma co wytykać tego jako jakąś usterkę.

A właśnie, że przewidywalność to jedna z podstawowych wad jakie może zawierać walka. Starcie dajmy na to Ceny z Batistą z SummerSlam. Tytani techniki ? Nie. Szybkości ? Też nie. Dlaczego więc walka zebrała tak pochlebne recenzje ? Właśnie dlatego, że była do bólu nieprzewidywalna.

Zdarzają się BŁĘDY, ale oczekiwanie Christiana na finisher Booker'a to nic w porównaniu do, np. słynnego nieudanego RKO Ortona.

http://pl.youtube.com/watch?v=pA4D9-r7JWg

Poza tym zadziwiający jest fakt, w jaki sposób oceniane są gale WWE, a w jaki TNA. Nie chcę się bawić w prymitywne gry pt. "a założę się, że gdyby w WWE.... to Wy byście powiedzieli, że ...." , ale wydaje mi się, że od TNA oczekujecie cudów, a od WWE zaledwie przyzwoitych gal, tak, żeby nie były kompromitujące dla wrestlerów.

Wpierw poczytaj kilka moich opinii na temat gal TNA i WWE, a dopiero później się na ten temat wypowiadaj.

Reasumując- każdy ma swoje zdanie, wg mnie ta gala była cudowna

Wyjątek potwierdza regułę .. 8)


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dla Joe ta walka była swego rodzaju być albo nie być. Jak już mo napisał, Joe nie klupnął poza Steinerem i Kazem nikogo czysto na PPV od czasu zdobycia pasa i taka wygrana dała by mu cholernie dużo.

Tak, masz rację, ciężko sie nie zgodzić- wygrana tej walki mocno podbudowałaby pozycję Joe jako champa. Jednakże i okres jego czempowania zaliczyłbym jako słaby, a tytuł tak czy inaczej musiałby niedługo oddać. Dlatego też nie sądzę, by spektakularna wygrana na sam koniec zmieniła jakoś wyjątkowo tę kwestię.

Ten muscle buster wyglądał .. fatalnie. Coś jak superplex bez wchodzenia na najwyższą linę. Gdy Sting zebrał Joe to miałem wrażenie, że złamie go w krzyżu.

Tak jak wspomniałem wcześniej- Sting to już nie młodzieniaszek i cudów od niego nie oczekuj. Może miał jeszcze wykręcić potrójne salto w tył z Joe na plecach? Bez przesady, panowie... Trzeba oceniać jego występny, chcąc nie chcąc, przez pryzmat wieku. Życzę każdemu, by w wieku 50 prawie lat miał na tyle w sobie siły, żeby latać po ringu i nosić na plecach ponad stukilowych typów. :) Pomińmy już kwestię koksu, bo to odmienna sprawa.

ch***ja. Nie po to organizuje się house shows, spędza godziny na treningach treningach walczy po kilka razy na weeklys, by na PPV odstawić taką manianę.

Wiadomo, po to są treningi itd. , by ostatecznie wszystko wyszło idealnie, ale nie zawsze wychodzi. I raczej nie może to zaważyć na ocenie całej gali, bo to po prostu wypadek przy pracy i tyle. Zresztą i tak nie na tyle perfidny, co np. ten z filmiku, do którego link wkleiłeś, bądź wspomniane przeze mnie RKO.

Idąc Twoim tokiem rozumowania, najlepsi wrestlerzy świata to main eventerzy TNA.

A nie, nie masz racji. :) To są jedni z najlepszych na świecie, ale nie ma wątpliwości, że spora część wrestlerów WWE, czy też sceny niezależnej, której prawie w ogóle nie znam, też zasługuje na to miano. W tym wypadku nie gra roli federacja, tylko umiejętności. :)

Nie, to wygląda tak, jakbyś Ty starał się na siłę idealizować produkt TNA.

Oj, to była odpowiedź w stylu starej jak świat gry "a tak, a nie, a tak, a nie". Ja nie idealizuje produktu TNA- jestem świadomy jego wad, jednak dostrzegam w Waszych postach nt. BfG czepialstwo po prostu. :) To są takie szczegóły nieraz, pierdoły (np. "A bo Kevin Nash kijem Stinga nie dotknął."), że w sumie ja nawet na to uwagi większej nie zwróciłem, a Wy wykorzystujecie jako argumenty.

A właśnie, że przewidywalność to jedna z podstawowych wad jakie może zawierać walka.

To jest już kwestia tego, czego szuka się we wrestlingu. Ja szukam dobrej rozrywki, czyli świetnych walk. A jak przy okazji wyskoczy coś totalnie niespodziewanego, wielkie zaskoczenie- to tylko dodatkowy plus, ale nigdy priorytet. Lubię czuć się zaskoczony, ale na pierwszym miejscu stawiam jakość walki.

Wpierw poczytaj kilka moich opinii na temat gal TNA i WWE, a dopiero później się na ten temat wypowiadaj.

E tam, ja nie pisałem do nikogo konkretnie, to moje ogólne spostrzeżenie. Gdy w WWE jest większość walk "dających sie oglądać" galę określa się jako dobrą. Identyczna sytuacja na np. Impakcie, a leca komentarze, że "iMPACT ssał strasznie".

Ps. Przepraszam z góry za ewentualne literówki, ale jestem cholernie zmęczony. :) Liczę na dalszy rozwój dyskusji już jutro. Pzdr.

e916f7e946.png

  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Jednakże i okres jego czempowania zaliczyłbym jako słaby, a tytuł tak czy inaczej musiałby niedługo oddać. Dlatego też nie sądzę, by spektakularna wygrana na sam koniec zmieniła jakoś wyjątkowo tę kwestię.

Tak, zmieniłaby. Joe poprzez wygraną ze Stingiem zmieniłby nieco swój wizerunek ‘gównianego champa’ który nonen omen jest taki przez włodarzy TNA. Wszyscy tak bardzo srali się o pas dla Joe a gdy w końcu Samoańczyk go dostał, to większość marudziła. Szkoda, że ¾ spośród tych malkontentów nie rozumiała tego, że to wcale nie jest wina Joe który przynajmniej w moich oczach pozostał zajebisty.

Tak jak wspomniałem wcześniej- Sting to już nie młodzieniaszek i cudów od niego nie oczekuj. Może miał jeszcze wykręcić potrójne salto w tył z Joe na plecach? Bez przesady, panowie... Trzeba oceniać jego występny, chcąc nie chcąc, przez pryzmat wieku. Życzę każdemu, by w wieku 50 prawie lat miał na tyle w sobie siły, żeby latać po ringu i nosić na plecach ponad stukilowych typów. Pomińmy już kwestię koksu, bo to odmienna sprawa.

Nie zrozumiałeś do czego piję. Moim zdaniem pod żadnym pozorem w tak ważnych walkach nie powinno się umieszczać pięćdziesięciolatków ! Tutaj już nie chodzi o to, że Sting jak na swój wiek zaprezentował się korzystanie. Chodzi o to, że Stinga nie powinno w ogóle już w tej walce być a jeśli już musiał się tam pojawić, to powinien jobbnąć i pomóc w promocji Joe.

Ja nie idealizuje produktu TNA- jestem świadomy jego wad, jednak dostrzegam w Waszych postach nt. BfG czepialstwo po prostu. To są takie szczegóły nieraz, pierdoły (np. "A bo Kevin Nash kijem Stinga nie dotknął."), że w sumie ja nawet na to uwagi większej nie zwróciłem, a Wy wykorzystujecie jako argumenty.

W moim przypadku kwestia z kijem poruszona została w związku z przewidywalnością, co już zresztą przytoczyłem wcześniej. Dla mnie ta akcja zabiła i tak kiepską walkę i nawet jeśli przejechałbyś mnie walcem, nie zmienię zdania dotyczącego bookingu tej końcówki.

Gdy w WWE jest większość walk "dających sie oglądać" galę określa się jako dobrą. Identyczna sytuacja na np. Impakcie, a leca komentarze, że "iMPACT ssał strasznie".

A zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego sytuacja jest taka a nie inna ? My, tzn. WWE Watcherzy (nie mylić z markami, bo to zgoła inne pojęcia) jesteśmy po prostu przyzwyczajeni do tego, że serwuje się nad produkt nie najwyższych lotów i potrafimy trzeźwo spojrzeć na sytuację. WWE Hejterzy widzą w federacji McMahona jedynie zło (kurde, powinni wywieścić transparent na wzór „TVN to dzieło szatana”, z tym że w odniesieniu do WWE), a każdy Impact, tudzież PPV TNA idealizują. To podnosi jedynie poziom irytacji i sprawia, że nasz tok myślenia zaczyna mówić nam ‘skoro to TNA tak dobre, to oczekuję samych minimum *** matchy). Być może to niezbyt trefne porównanie, ale to tak jakbyś poszedł do McDonaldu, zamówiłbyś Cheesburgera, a smakowałby lepiej niż zwykle, a następnie poszedł do wykwintnej restauracji, zamówił jakąś wykwintną potrawę, a smakowałaby jak zwykłe mielone.


  • Posty:  650
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Kurna chata strasznie dyskusyjne to Bound for Glory. To może zacznę od moich przemyśleń na temat PPV, a potem odniosę się do poprzednich wypowiedzi.

Zaczynamy od Steel Asylum, pierwsze, co przychodzi mi na myśl: za krótko! Spokojnie można było dać zawodnikom trochę więcej czasu poświęcając przy tym walki typu bimbo brawl. Zwycięzca może nie wymarzony, ale wynik tej walki był małym spoilerem na walkę o X Division Title, gdyż Creed z Jay'em raczej by nie walczyli. Kilka fajnych spotów ogólnie, wrestlerzy się zgrali, nie było błędów. Trochę nie podobała mi się obecność dziwolągów typu Shark Boy czy Super Eric, ale jakoś nie zmieniło to oceny tej walki. Ładnie wymiatali MCMG, bardzo chciałem zobaczyć ich wspinających się na górę i walczących wisząc nad ringiem. Wygrywa Lethal, który ostatnio mi się nie podoba zbytnio, można było dać zwycięstwo Dutt'owi, a szczególnie Kanadyjczykowi. Potem wspomniane bimbo brawl. Takie walki na impektach można dawać, ale nie na najważniejszym ppv w roku! Jak już mówiłem uczestnicy Steel Asylum mogli dostać więcej czasu, wtedy nie trzeba by było się męczyć oglądając tę walkę. Na początku niby śmieszne rzeczy, potem też nic ciekawego i jakoś się to zakończyło, nawet nie pamiętam jak. I tyle... zdecydowanie za mało.

X Division Championship - mówiłem już o dość przewidywalnym wyniku. Mimo to miałem cień nadziei, że Creed szybciutko pyknie Daivariego ku uciesze patriotycznych amerykańców. Nieważne, jak bardzo starałby się Consequences, jego walka z Bashirem musiała być słaba. Pokazał kilka fajnych akcji, rozgrzał publiczność (która naprawdę fajnie tym razem reagowała), ale nic więcej. To teraz niech ten Machismo odbierze mu tytuł. Już to przeboleję, ale niech się pozbędą tego szejka! 3-Way Dance o Knockouts' Championship to walka, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Ciekawie ułożony mecz, Kong nie miała zbytniej przewagi, więc dano wyszaleć się Taylor i Roxxi. Tylko właśnie szkoda tej Roxxi, która walczyła świetnie i zasłużyła sobie na pas, a musiała przyjąć jakiś syfny german suplex i podłożyć się. :t_down: Wilde kontynuuje swój run, co mnie zaczyna bardzo nudzić. Nie wiem czemu, bo urodę dziewczyna ma. :)

Monsters Ball to of course walka wieczoru, show stealer. Parę niesamowitych bumpów, których nie będę wymieniał, bo już to zrobiono. Zobaczyć palącego się żywcem Abyssa - bezcenne. Każdy z zawodników zaprezentował się znakomicie. Swoją drogą imo Beer Money zrobili najmniej, a wygrali. Ale cieszę się, bo uwielbiam ich. :D Jedyne, co powstrzymuje mnie od dania temu pojedynkowi 5 gwiazdek, to ujowy sędzia. Chłop nie wiedział, kiedy i jak klepać w matę! No fajnie, że to jakiś futbolista, ale mogli mu powiedzieć przynajmniej, o co w tym wszystkim chodzi. Jednak mimo to mieliśmy hardcore w najczystszej postaci i nie zawaham się dać tej walce 4 i 3/4 gwiazdek.

3-Way War - z tej walki jestem zadowolony. Jak zawsze fenomenalna postawa AJ'a, ten moonsault na Christiana... niesamowity. Cage też dał radę, a Booker dostał mało czasu, ale i tak utwierdził mnie w przekonaniu, że jest okropnie schematyczny. CC zarządził udając Bukkę =)) Ta walka była akurat walką, której wynik było trudno przewidzieć. Mówiąc szczerze najmniej spodziewałem się zwycięstwa Huffmana. Mimo to wygrał i jakoś bardzo mi to nie przeszkadza, TNA powinno to dobrze poprowadzić. Nic nowego nie odkryję mówiąc, że Booka strasznie zrypał końcówkę. Jeśli tyle razy trenuje i walczy w ringu, powinien wiedzieć, jak to robić. Jestem pewien, że dokładnie mu wyjaśniono, co ma zrobić, a Booker tymczasem wyglądał, jakby zapomniał o tym, że ma zrobić Axe Kick na Chrisie.

JJ vs Angle to moim zdaniem świetna walka. Jeff bardzo pozytywnie mnie zaskoczył swoją świetną formą: springboard crossbody, dropkick... Mimo wieku radzi sobie w ringu świetnie. Angle był tym razem trochę słabszy, ale i tak dawał radę. Obaj skleili bardzo dobrą walkę. Poza tym dobrze pomyślano z Foley'em. Gdy Jeff zrobił Stroke, byłem pewien, że wygra. Mick dodatkowo świetnie sprzedał chairshot, potem guitarshot na Angle'u i koniec walki. Pozytyw gali :t_up:

I main event, którego wynik zawiódł. Ale sam przebieg walki już nie. Na początku długa wycieczka po hali wśród publiczności i świetny skok Joe na Stinga. Niestety Sting wtedy już przestał dawać radę. W ringu z początku jeszcze nieźle, muscle buster na Joe, deathdrop na Stingu, ale potem zrobiła się chała. Samoa ciągle maltretował rywala, kłócił się z sędzią, przyszedł Kev, przydupcył of korz Samoańczykowi w plecy z bejsbola i koniec. Chociaż fajerwerków się nie spodziewałem. Wynik zły, ale przynajmniej zmienia się mistrz, bo Joe mieliśmy od Lockdown, a bookerzy ewidentnie nie umieli go prowadzić. Mam nadzieję, że run Steve'a z pasem będzie krótki i odbierze mu go Christian, który przedłuży kontrakt z TNA.

A teraz: cóż... czytając wypowiedzi dwóch pomarańczowych Panów nade mną, mam nieodparte wrażenie, że nieważne jak zajebista by była walka, to i tak coś na nią znajdą, bo wynik był zły. Rozumiem, że wrestling to kilka części: booking wyników, segmenty, booking walk... i mnie to ostatnie przede wszystkim interesuje. Również nie jest najważniejszym jakiś błąd podczas końcówki walki. 3-Way War był b.dobry i nawet zwalenie finiszu przez T, nie zmieni mojego zdania. I nieważne, czy pisze fan puro, mark TNA czy mark WWE, wypowiedź musi być obiektywna. Co do przewidywalności: tak, Sting i Jarrett bez zaskoczenia wygrali, ale wciąż było te kilka procent szansy, że jednak przegrają. Tak samo jest w WWE, dajmy na to: jest szansa, ze na CS nochal straci swój pas, nie? (mało wiarygodny przykład podałem:P) A co do Stinga, tak, było to wyróżnienie dla niego od TNA. Może się to nam nie podobać, ale Steve zrobił bardzo dużo dla TNA i może fed chciał jakoś mu się za tę pomoc odpłacić? Ma już swoje lata i cudów od niego nie wymagam. Mimo to zawsze ten cień nadziei, że stoczy dobrą walkę albo przegra, miałem.


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

I tym oto sposobem TNA dające pas wrestlerowi, którego umiejętności stoją na aż tak żenującym poziomie, nieświadomie podwyższyło mi ciśnienie podczas oglądania walki, tak bardzo chciałem, by Creed go odbił.

Stara jak świat zagrywka. Tylko, że Bound For Glory IV to właśnie był ten punkt w którym Sheik powinien ładnie przegrać i opuścić federację. Swoje zrobił, powk :censored: rwiał wszystkich naokoło i tyle. Tak się jednak nie stało. To młody Creed, który IMO posiada nawet duży talent miał zdobyć ten pas na najważniejszej gali w roku. To by było coś. A tak .. pozostał niesmak. Odpad z WWE, beztalencie nadal pozostaje czempem prestiżowej (niegdyś?) dywizji X..

Wilde staje się powoli irytująca. Nawet szczególnie nie wiem dlaczego- sama w sobie jest na dłuższą metę wkurzająca. Tak czy inaczej walka raczej bez historii, ale przyjemna.

Dla mnie podobnie jak dla LK, po odejściu Gail Kim dywizja kobiet stracił baaaardzo dużo na wartości. Jak na razie nie widzę godnej następczyni. Niestety cała ta Wilde okazała się niewypałem. W ringu umie tyle co pierwsza z brzegu diva WWE, czyli roll-upa :lol Taka na przykład Roxxi jest o wiele lepsza. Do tego nigdy się nie oszczędza. Gail Kim to nie jest, lecz coś dobrego z niej może być. Sądziłem, że (po raz kolejny użyje tego określenia) na najważniejszej gali roku zostanie, że tak powiem uhonorowana za swoje poświęcenie (stara włosów, liczne bumpy w różnych walkach itp.) i ogólnie za kawał dobrej roboty w ringu i zgarnie pas. Nic z tego. Kolejny zawód. TNA woli promować mierną Taylor.. Żeby ona chociaż jakaś piękna była :roll:

Ale najlepsze punkty programu to widelec, tarka, zszywacz, no i na koniec dwa genialne i mocarne bumpy.

Sorry, ale przywołałeś widelec którego nie mogę po prostu przemilczeć. Po tym jak kamerzysta zrobił zooma na to jak wrestler (bodajże Homuś) "wbijał" widelec Devonowi myślałem, że padnę. Od razu przypomniał mi się sławny skok Tomko na kartony. Przecież on go klepał spodem widelca po czole... :shock: Lipnie to wyglądało. Podobnie jak wspomniany zszywacz, który został użyty RAZ. Nic wielkiego. Tarka natomiast całkiem spoko, lecz czułem lekkie deja vu :) Podobnie zresztą jak z Devonem i widelcem. Oczywiście przyznaję, że "płonący stół" był efektowny. Dla Abyssa rispekt. Zabrakło mi w tej walce rozwalonej butelki Storma na głowie jakiegoś oponenta ( w ogóle Beer Money jakoś statystowali w tej walce raczej) i superaśnego szklanego stołu :) Odniosę się jeszcze do sędziego Mongoła, którego pamiętam z czasów WCW a szczególnie z krótkiego feudu z Billem Goldbergiem. Boże, co się z tym gościem stało! :shock: Ledwo co go poznałem. Rola sędziego nie za bardzo mu wychodziła, ale to mały pikuś. Przydał się przynajmniej wtedy gdy biedny Hernandez nie dał rady otworzyć sakiewki z pinezkami ;) I w tej walce nie doszło do zmiany właścicieli pasów. Każdy w tym momencie powinien się domyśleć, że Joe na 101% polegnie. (kolejny raz) najważniejsza gala roku i żadnych zmian mistrzów? To by było nieprawdopodobne. Fajny spoiler, TNA. Podsumowując walka była dobra, lecz nie robiłbym z niej jakiegoś cudu.

Pojedynek był pełen dramaturgii- od początku byłem niemalże pewien zwycięstwa Cage'a, jednak TNA mnie zaskoczyło, dając wygraną Booker'owi. Nie wiem czemu miał służyć ten ruch, niemniej jednak na pewno nie był bezcelowy.
A to ciekawe, bo ja od początku byłem pewien zwycięstwa Bookera :) Ten ruch ma służyć pewnie temu, że Booker trochę się ostatnio naprzegrywał i TNA musiało się o niego zatroszczyć.
Muszę przyznać, że niezmiernie wkurzają mnie tego typu teksty. Wiadomo, że gala odbywała się na żywo, nawet najlepszym zdarzają się podobne wpadki i nie ma co robić z tego tragedii i nazywać amatorszczyzną, bo to się po prostu zdarza, minimalne różnice w zgraniu dwóch wrestlerów.

To nie była minimalna różnica. To po prostu wyglądało mega nienaturalnie. Raziło po oczach. Nie powinno mieć miejsca na B4G. Swoistym finale ligi mistrzów TNA. Spieprzył ofkoz Booker.

Tak, masz rację, ciężko sie nie zgodzić- wygrana tej walki mocno podbudowałaby pozycję Joe jako champa. Jednakże i okres jego czempowania zaliczyłbym jako słaby, a tytuł tak czy inaczej musiałby niedługo oddać. Dlatego też nie sądzę, by spektakularna wygrana na sam koniec zmieniła jakoś wyjątkowo tę kwestię.

Słaby okres czempowania? A czyja to wina? Chyba nie Samoańczyka, co? To przecież TNA tak dupowato bookowało mu walki. W oglóe nie potrafili sprzedać go jako mistrza. Z znakomitego killera zrobili miernego czempiona. Joe robił co mógł. A wystarczyło dać mu wygrać czysto z Bookerem. Już inaczej by się prezentował. Nawet ta wygrana ze Stingiem dałaby mu ogromnie dużo. Oczywiście gdyby było to czyste zwycięstwo. Joe wiele by zyskał. A tak stracił wszystko.. W sumie to TNA podsumowało tą walką swoje nieudolne prowadzenie Joe jako czempa. Idealna pointa.. Gratulacje.

Bez przesady, panowie... Trzeba oceniać jego występny, chcąc nie chcąc, przez pryzmat wieku. Życzę każdemu, by w wieku 50 prawie lat miał na tyle w sobie siły, żeby latać po ringu i nosić na plecach ponad stukilowych typów

Mast, widziałeś walkę Flair - HBK na WrestleManii? Właśnie tak miał walczyć Sting na B4G! Dokładnie tak. Dać z siebie wszystko tak jakby była to jego ostatnia walka na ringu TNA. A Steve zaprezentował się jak ... każdy chyba widział.

Chodzi o to, że Stinga nie powinno w ogóle już w tej walce być a jeśli już musiał się tam pojawić, to powinien jobbnąć i pomóc w promocji Joe.

Tak to sobie tłumaczyłem jeszcze przed obejrzeniem gali. Sądziłem, że TNA chce naprawić swój błąd. Joe pyknąłby Stinga i jego reputacja znów była by odpowiednia. Moim zdaniem Stinga też nie powinno w tej walce być. No chyba, że jako special referee ;) Czas spojrzeć prawdzie w oczy i zawiesić buty na kołku :P

W sumie to tyle :D Wszystkie cytaty z Masta prócz ostatniego.

 

16476371734edf391100c30.jpg


  • Posty:  1 558
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  02.08.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Ekhm...właśnie...tak. Właśnie skończyłem oglądać Bound For Glory. Zaraz mi tu wyjadą z tekstem a Ty po co....przecież oglądasz WWE spadaj stąd. Tak więc napiszę i tak swoje trzy grosze , nie zajmę wiele czasu. Nadmienię tylko że dyskusja Mast - LK jest bardzo ciekawa w czytaniu i przyznam jednak rację eLKejowi (zaraz znów powiedzą ale lizydupa...screw it). Pierwsza walka i mamy Steel Cage Asylum match. Napiszę co mi się nie podobało...wszystkie te clothesline'y które wykonywali wrestlerzy pomagając sobie. To było kurde lipne , ja tego nie kupiłem. Wkurzył mnie też trochę zwycięzca ... myślałem że Petey ewentualnie Eric Young. Bardzo natomiast spodobała mi się postawa MCMG...respekt normalnie. Dalej mamy walkę która szczerze była lipna według mnie...jedno słowo a raczej kilka...Gore...najgorszy w historii. Dalej walka o X division...nie wyjdę z szeregu i nie napiszę extra cool zajebiste. Cóż Daivari czy tam Sheik...raczej najlepszym wrestlerem nie jest...jako manager jak walczył Hassan w WWE to świetny...mic skille też...ale nie na ringu. Ten Creed zresztą też nie błyszczał w tej walce. Kobiety ominąłem...omijam w WWE to i tu ominąłem. Monster Ball match.....mój faworyt z tej gali. Po prostu super walka. Zawiodłem się wynikiem ale nie poziomem walki. Przyjęcie bumpu na stół z pinezkami , widelec , tarka po prostu miodzio. No i chanty "ECW ECW ECW" miło posłuchać. 3 Way War...zawiódł mnie. Niestety AJ dwoił sie i troił by zrobic dobrą walkę a Booker wszystko pieprzył. Na koniec mamy Cage'a odliczonego....Christian welcome back in WWE ? Walka Jarreta i Angle'a dla mnie za dużo submissionów...walka nie była taka straszna...jednak poniżej oczekiwań. No i ME tutaj zgodzę się 100% z LK. Totalna kpina. Joe przegrywający World title z gościem który mógłby być jego ojcem. Jeszcze który nic nie pokazał w tej walce. Joe jednak też zabookowany tragicznie....jak cała walka...wybaczcie mi TNA chłopcy ale to była totalna kicha i spodziewałem się więcej. Jeszcze Nash i jego widmowe uderzenie kijem...nie taki koniec sobie wyobrażałem....całość ratuje świetna walka o Tag Team titles....


  • Posty:  805
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Zszokowały mnie szczerze powiem opinie o Bound for Glory, bo po obejrzeniu byłem z gali naprawdę zadowolony. Impactów nie oglądam prawie wcale, PPV raczej ściągam od niedawna i mimo, że w temacie TNA jestem nowy, to nie mogę się zgodzić z opinią, że gala była aż tak słaba :|

Steel cage Asylum muszę się przyznać widziałem pierwszy raz w życiu. Walka ogólnie dobra, szybkie tempo, mało uciekania z klatki, więcej walki w ringu. Praktycznie z góry spadł tylko Super Eric, walka trochę krótkawa, jak na potyczkę tylu gości, ale sama w sobie mi się podobała. Lethal jako zwycięzca też mi zbytnio nie odpowiada... Walka teamów łączonych gniot totalny, miało być śmieszne, a okazało się żałosne. Walka o pas Dywizji X wyszła znośnie. Creed ciągnął ja prawie cały czas. Sheik nie pokazał absolutnie nic, a gdyby zrobił chociaż połowę z tego co pokazał jego rywal walka byłaby świetna.

Walka kobiet ok, pokazały się standardowo nie było większych buraczków, poza wynikiem. Dałbym w końcu ten pas Roxxi, bo babka na to zasługuje...

Monsters Ball Tag team championship to walka gali i jedna z lepszych w tym roku. Długa, ale nie przedłużana na siłę. Mnóstwo używanych krzeseł, tarek, widelców, pokryw od koszy na śmieci. Bałem się o Abbysa, bo na No Surrender był wyraźnie bez formy, a tu mimo, że nie był jakoś specjalnie rewelacyjny to trzymał poziom walki. Efektowny rzut na stół i to płonący, co na pewno było mocnym punktem walki. Dobrze walczyli LAX, pokazali świetnie dwójkowe akcje. TNA wysłało swoje najlepsze tag teamy na jeden mecz, na jedną walkę i się opłacało.Była moc i hardcore i bez wątpienia była to walka gali. Mongo tylko ssał totalnie jako sędzia w tej walce. No i końcówka tak z nikąd się pojawili Beer Money, ale cieszę się, że wygrali.

3 way war mi się nie podobał. Walka miała duży potencjał, a panowie jej nie wykorzystali. Błyszczał Styles, zwłaszcza moonsault za ring na Cage'a mi się podobał. Zaskakuje trochę zwycięstwo Bukki, a Christianowi chyba coraz bliżej do WWE po tej przegranej walce. Walka Angle - Jarret była świetnie przygotowana, znakomicie podbudowana atmosfera i bałem się, że spieprzą to słabą walką. Ta na szczęście okazała się dobra, Angle to klasa sama w sobie, a Jarret po kontuzji był w naprawdę dobrej formie. Foley interweniować miał i interweniował, nie było w tym żadnego elementu zaskoczenia...

Main event był najbardziej jednostronny jaki w życiu widziałem. Sting nie pokazał absolutnie nic, to Joe prowadził całą walkę, dawał z siebie wszystko (zwłaszcza drop kick na schodach między widownią mi się podobał), a tu nagle ni z gruchy ni pietruchy wygrywa Sting. No sorry, ale tak się nie robi. Ogólnie rzecz biorąc walki nie były najgorsze, niektóre były nawet świetne, a denerwują jedynie rozstrzygnięcia, zwłaszcza jeśli chodzi o główny pas federacji...

Rzeczywiście jestem za krótko w temacie, ale co do czekania na ten finisher przez Chrisa zgadzam się z LK'em, takie coś nie powinno się zdarzyć, tylko, że to była wina Bukki.

Do kolejnych części wypowiedzi tylko się odniosę- wygląda to, jakbyście na siłę szukali wad w produkcie TNA
Popieram. Można się wkurzyć ze względu na debilne rozstrygnięcia, ale trzeba też dostrzec, że walki były naprawdę dobre. No i już ocena 3 w dziesięciostopniowej skali to już chyba za duży przejaw frustracji. Nawet najgorsze pomysły, najgorsze rozstrzygnięcia nie mogą spowodować, że oceniamy galę niżej od takich gniotów jak WWE'owski Summerslam czy chociażby ostatni TNA PPV No Surrender.

TNA mnie przekonało i nie przekona do tego stopnia, by ściągać każdy impact i markować tej federacji, a mimo wszystko oceniam tą galę na bardzo dobrą. Może dlatego, że te opłakane decyzje bookerów mnie tak nie przerażają, a obejrzałem sobie kawał dobrego show z zajebistą walką tag teamów w roli głównej.

Tym, którzy tak krytycznie podeszli do tej gali, uważają ją za klapę głównie dlatego, że

Na niektóre momenty (jak np zakończenie 3 way'a, wygrana taylor po kij wie czym, wygrana Szejka, końcówka main eventu) aż przykro było patrzeć...
, a najważniejsze są chyba walki, a te byly (nawet mówiąc ogólnie) bardzo dobre.

  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ogólnie muszę przyznać, że wg mnie różnice w zdaniach na temat tej gali są kwestią podejścia do wrestlingu i tego, czego w nim ktoś szuka. Ja szukam show, rozrywki i dobrych walk. Nawet jeśli jakiś element mnie rozczaruje, zwycięzca będzie nie taki, czy sposób zakończenia walki mi się nie spodoba- jestem w stanie docenić jakość pojedynku. Czytając posty LK i pablo modjo mam wrażenie, że Wy Panowie, szukacie we wrestlingu dbałości o szczegóły i realizmu. :) A to kompletnie kłóci się z tym, czym tak naprawdę wrestling jest.

Tak, zmieniłaby. Joe poprzez wygraną ze Stingiem zmieniłby nieco swój wizerunek ‘gównianego champa’ który nonen omen jest taki przez włodarzy TNA. Wszyscy tak bardzo srali się o pas dla Joe a gdy w końcu Samoańczyk go dostał, to większość marudziła. Szkoda, że ¾ spośród tych malkontentów nie rozumiała tego, że to wcale nie jest wina Joe który przynajmniej w moich oczach pozostał zajebisty.

Trudno się z tym nie zgodzić, że to TNA zepsuło champowanie Joe. Wydaje mi się, że po prostu zabrakło na niego pomysłu, w pewnym momencie zawiesili pomiędzy Joe- killerem, bad assem zdolnym do wszystkiego, a tym honorowym Joe, który jest w stanie np. oddać pas Booker'owi T. I to była pomyłka, nie ma wątpliwości. Jednak wątpię czy wygrana ze Stingiem zmienilaby jego wizerunek. To by była tak naprawdę jedyna walka, którą Joe zwyciężyłby w stu procentach czysto, więc za bardzo sytuacji by nie zmieniło.

Moim zdaniem pod żadnym pozorem w tak ważnych walkach nie powinno się umieszczać pięćdziesięciolatków ! Tutaj już nie chodzi o to, że Sting jak na swój wiek zaprezentował się korzystanie. Chodzi o to, że Stinga nie powinno w ogóle już w tej walce być a jeśli już musiał się tam pojawić, to powinien jobbnąć i pomóc w promocji Joe.

Cóż, jestem w stanie zrozumieć Twoją, ogólnie Waszą, irytację całą tą sytuacją (Sting dostał title shot'a za nic, no i na dodatek wygrał pas na najważniejszej gali roku, odbierając go przyszłości TNA- Joe). Jednak moim zdaniem nie może ona zaważyć na ocenie całej gali, którą to, wydaje mi się, że osądziliście pochopnie i pod wpływem emocji, właśnie po obejrzeniu Main Eventu. Zgadzam się z tym, że najlepiej byłoby gdyby Sting jobbnął Joe i pozwolił mu lekko odbudować swoją reputację. Ale fakt faktem, wygraną jego, tak jak wcześniej wspomniałem, traktowałbym w ramach prezentu od TNA za to, co Sting zrobił dla tej feederacji. Miał piękną karierę i logiczne jest zakończenie jej z pasem na ramieniu. :)

W moim przypadku kwestia z kijem poruszona została w związku z przewidywalnością, co już zresztą przytoczyłem wcześniej. Dla mnie ta akcja zabiła i tak kiepską walkę i nawet jeśli przejechałbyś mnie walcem, nie zmienię zdania dotyczącego bookingu tej końcówki.

Dlatego też nie zamierzam dalej przekonywać Cię do mojego zdania, ponieważ jest to kwestia, jak wcześniej zaznaczyłem, oczekiwań wobec show. Zresztą Danielsson może trochę nieświadomie, podsunął mi przykład w WWE- wiadomo było, że np. Triple H nie straci pasa za cholerę, w pojedynku z Hardy'm. I w tym momencie to wynik był w stu procentach przewidywalny, a w przypadku TNA- jedynie końcówka. Ale żeby nie sprowadzać tego na płaszczyznę "TNA a WWE" powiem, że po prostu mi, osobiście, nie przeszkadza to, że mogę się wcześniej domyślić tego, co też wymyślili bookerzy.

My, tzn. WWE Watcherzy (nie mylić z markami, bo to zgoła inne pojęcia) jesteśmy po prostu przyzwyczajeni do tego, że serwuje się nad produkt nie najwyższych lotów i potrafimy trzeźwo spojrzeć na sytuację.

To w tym momencie ja już zupełnie nie rozumiem, bo po co oglądacie coś, co nie jest najwyższych lotów, jeśli pod ręką macie lepsze produkty (i co do tego chyba nie ma wątpliwości)?

WWE Hejterzy widzą w federacji McMahona jedynie zło

A nie, po pierwsze- kogo rozumiesz pod pojęciem WWE Hejter? Jeśli ludzi, którzy narzekają na WWE, oglądając TNA, to powiem Ci, że nie masz racji. Ja np. mimo, że WWE mnie po prostu irytuje swoimi galami, byłem pod wrażeniem GAB. Tak, nawet pomimo tego, że sami fani WWE nie byli zbytnio przychylnie nastawieni do tej gali- mi się ona po prostu podobała. We WrestleManii jest coś magicznego, ale to kwestia rozmachu i klimatu, a nie poziomu. Tu nie chodzi o to, że fani TNA widzą w WWE same zło- po prostu ciężko jest doszukać się pozytywów w galach, których sporą część trzeba przewinąć.

nasz tok myślenia zaczyna mówić nam ‘skoro to TNA tak dobre, to oczekuję samych minimum *** matchy)

Tak, ale pomijając oczekwiania- ostateczna ocena powinna być obiektywna i obięta tymi samymi kryteriami, co przy ocenianiu WWE. Poza tym po przeczytaniu Waszych postów jakoś tak sobie przyjąłem, że Wasza ocena jest tak naprawdę oceną rozwiązań zastosowanych przez TNA, nie samych walk. :)

Co do posta Danielssona- widzę, że masz mniej więcej podobne zdanie do mojego, co zresztą wynikło już przy naszje rozmowie na gg, tak czy inaczej licze na Twój udział w dalszej dyskusji. ;)

Sorry, ale przywołałeś widelec którego nie mogę po prostu przemilczeć. Po tym jak kamerzysta zrobił zooma na to jak wrestler (bodajże Homuś) "wbijał" widelec Devonowi myślałem, że padnę. Od razu przypomniał mi się sławny skok Tomko na kartony. Przecież on go klepał spodem widelca po czole...

W jakiej jakości oglądałeś tę galę? Może na początku uderzenia były markowane, ale później, gdy Devon już krwawił było przybliżenie na jego twarz i widać było jak powstają nowe rany od uderzeń widelcem. Byłem tego absolutnie pewien od momentu obejrzenia, ale przed chwilą zapuściłem sobie ten moment jeszcze raz i mogę to potwierdzić. ;)

Podobnie jak wspomniany zszywacz, który został użyty RAZ. Nic wielkiego. Tarka natomiast całkiem spoko, lecz czułem lekkie deja vu

Oj, w tym momencie już odrobinę przesadziłeś. E tam odrobinę- MOCNO przesadziłeś. To czego Ty się spodziewałeś, że na siebie z piłami mechanicznymi wyskoczą? :)

najważniejsza gala roku i żadnych zmian mistrzów? To by było nieprawdopodobne. Fajny spoiler, TNA.

Ale kto Ci, oglądając walkę, zastanawia się nad takimi rzeczami? Przynajmniej ja jestem cały w emocjach i nie rozmyślam nad tego typu kwestiami. ale to chyba ponownie kwestia indywidualnego podejścia. :)

To nie była minimalna różnica. To po prostu wyglądało mega nienaturalnie. Raziło po oczach. Nie powinno mieć miejsca na B4G. Swoistym finale ligi mistrzów TNA. Spieprzył ofkoz Booker.

Oczywiście zgadzam się, że taka sytuacja nie powinna zajść, ale nie powinna ona również zaważyć na jakiejś ostatecznej opinii co do gali.

Mast, widziałeś walkę Flair - HBK na WrestleManii? Właśnie tak miał walczyć Sting na B4G!

Jasne, że widziałem i jasne, że się zgadzam- Sting powinien dać z siebie ciutkę więcej. Nie wiem co od siebie dodać, bo w sumie bardzo trafnie to napisałeś.

Icon, chyba nikt Ci nie powie, że lizodup jesteś, bo masz prawo do swojej opinii i tyle. :) Co prawda nie zgadzam się z nim, ale szanuje.

Można się wkurzyć ze względu na debilne rozstrygnięcia, ale trzeba też dostrzec, że walki były naprawdę dobre

No właśnie, dokładnie o to chodzi. To są kwestie zwycięzcy, sposobu zwycięstwa itd., ale nadal najważniejsza zostaje sama walka i jej poziom.

Ps. Na koniec mojego posta smutna dla niektórych (a dla mnie na pewno) wiadomość. Tak się jarałem tym piledriverem Devine'a, a tu się okazje, że Johny odszedł z federacji. :| Na szczęscie przynajmniej nie skusiła go konkurencja- po prostu wraca do college'u, przynajmniej tak możemy przeczytać na zagranicznych portalach.

e916f7e946.png

  • Posty:  285
  • Reputacja:   8
  • Dołączył:  30.07.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Najważniejsza w roku gala TNA? He, he, he, he. :lol

Ta gala to moje pierwsze zetknięcie się z TNA od czasu letdałnu. Tamto PPV było jak bliskie spotkanie z żelbetową ścianą. Przyj*#@łem tak mocno, że sobie odpuściłem. Więcej tego shitu miałem nie oglądać…

No, ale w końcu to najważniejsza gala roku w TNA, zawsze warto mieć jakieś świeże argumenty na to, jak ten fed ssie. :P

Może zacznę od tego, co mi się podobało. Bardzo podobał mi się Monster ball. Walka wieczoru. Duże tempo, sporo krwi i jeszcze więcej świetnych akcji. 3D na stolik zajebisty w czoko, wcześniej bump na płonący stół – miodzio. Płonący Abyss wyglądał świetnie, nie mniej świetnie wyglądał Hernandez z wbitymi w klatę pinezkami. Ogólnie miód, bardzo przyjemnie oglądało mi się tę walkę. Niezły był też poziom 3 way’a.

No, i to by było na tyle. Cała reszta to dno i metr mułu. Opener słabiutki, bez historii. Jak zobaczyłem bujającego się niczym czak noris na koniu w 16 odcinku strażnika texasu Sharka, omal się nie zabiłem. To oni jeszcze nie odpuścili i dalej podrabiają jedną z największych gwiazd pro wrs? Ciekawe... :thinking: Niemal tak samo, jak te przeprowadzone bez polotu akcje. Oglądając tę walkę miałem wrażenie, jakby wrestlerzy mieli wyjść, poskakać niczym małpy w zoo i wyjść. Żadnej dramaturgii, zero emocji. Co z tego, że mogłem obejrzeć fajnego w pytkę back breakera z narożnika, skoro to wszystko było suche jak wiór. Zawodnicy czesali kolejne fikołki, a ja się zastanawiałem po co? :P Aaa, zapomniałbym o akcji matchu, czyli double stunner by Smark Gej. Dno. Dno – akcja, dno – gimmick. Albo inaczej – wiocha.

Walka pań nudna jak flaki z olejem. To mają być te zajebiste dziewczęta, co to (podobno) biją na łeb divy z WWE? Ja w tej walce widziałem jedno – dno. Dopiero jak weszli panowie, coś tam zaczęło się dziać. Walka nabrała dynamizmu, ale co z tego, skoro walczyli bardzo krótko. I jeszcze ten spear na końcu. Ecz przy Rhyno to król spira. :P

No i na deser zostawiłem sobie dwie ostatnie walki. Jeśli ktoś powie mi, że Randy w ringu leży i robi headlocki, to pokażę mu tę walkę. Angle przeszedł samego siebie, stanął obok… i zaczął robić headlocki. Pojedynek nudny jak cholera. Gdyby nie ten chairshot na końcu, to pewnie bym usnął i spał na krześle do rana. Dobrze że dziś belfry mają święto, dzięki temu ludzie, którzy oglądali dziś w nocy ten pojedynek, obudziwszy się rano (nie ma mowy by nie usnęli. Nie mają tak silnej psychiki jak ja) będę mogli się porządnie wyspać.

I sławny ME. Słabizna. Nic specjalnego. To ma być Total nonstop ekszyn? Nie rozśmieszać mnie tu tylko. Sting nie pokazał autentycznie NIC. Ludzie, tak ma wyglądać ME najważniejszej gali roku w TNA? Ten pojedynek to jedna wielka porażka i nieporozumienie.

Gala bardzo, ale to bardzo przeciętna. Przykuł mnie jedynie Monster ball, który zmiażdżył wszystkie inne walki. Szybka i dynamiczna, z masą ciekawych spotów, emocjonująca. Ale to, kurde, za mało. Ja ściągałem 1,3 gb z nadzieją, że po obejrzeniu Bound for Glory, PPVs TNA zacznę ściągać w miarę regularnie. A tu kiszka. :lol: W porównaniu do Wrest… Jakie, k*$wa, porównanie. Bound for Glory nie ma nawet startu do WrestleManii.

Ciężko wymieniać wszystko punkt po punkcie, ale najlepsze punkty programu to widelec, tarka, zszywacz,

Do tarki i zszywacza nic nie mam, ale widelec był na maksa żenujący. Trzeba mu było kastet dać... albo siekierę. :P

Abyss już po 10 minutach był cały w swojej krwi.

Bzdura kompletna. Mast, nosi cię, i to strasznie.

Sting wcale nie pokazał się najgorzej

No... można powiedzieć, że w ogóle się nie pokazał

Muscle Buster Na Joe rozpieprzył mój światopogląd, ponieważ w tym momencie było widać ile jeszcze siły w nim drzemie.

Rozwaliło mnie to konkretnie. Jakiej znów siły? Zarzucenie kogoś na bary nie wymaga jej wiele. Zresztą weź sobie przeanalizuj ten cały muscle buster w wykonaniu Stinga. Tak naprawdę nic nie zrobił, to Joe go przechylił odbijając się od narożnika. Też mi wyczyn. Obejrzyj sobie walkę Flaira z Triple H przed WM, lub na samej WrestleManii z Shawnem Michaelsem. Facet zrobił o wiele lepsze show niż jego 10 lat młodszy kolega. :waving:


  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

czytając wypowiedzi dwóch pomarańczowych Panów nade mną, mam nieodparte wrażenie, że nieważne jak zajebista by była walka, to i tak coś na nią znajdą, bo wynik był zły

Jeśli już te wypowiedzi przeczytałeś to w tym przypadku wypadałoby, być je zacytował. Nie wiem czy powołujesz się tylko na to, co napisał mast, ale ja przynajmniej takiego czegoś nie zauważyłem.

A co do Stinga, tak, było to wyróżnienie dla niego od TNA. Może się to nam nie podobać, ale Steve zrobił bardzo dużo dla TNA i może fed chciał jakoś mu się za tę pomoc odpłacić?

To już chyba jakiś mit o tym, jak to wiele Sting dla TNA zrobił. Podczas jego powrotu w 2006 roku mówiono o tym, że ma on promować młodszych wrestlerów (podobnie jak zrobił to z AJ’em Kurt) a tymczasem, wygrywał wszystko co wygrać się dało, a już szczytem szczytów było robienie przez Steve’a największego wała z Abyssa.

Po tym jak kamerzysta zrobił zooma na to jak wrestler (bodajże Homuś) "wbijał" widelec Devonowi myślałem, że padnę. Od razu przypomniał mi się sławny skok Tomko na kartony.

Ha ! Jest dokładnie tak jak mówisz. Homicide wbija widelec Devonowi gdzieś w okolicy ciemiączka, za 30 sekund kamerzysta robi zbliżenie i Dudley krwawi z .. czoła.

Przydał się przynajmniej wtedy gdy biedny Hernandez nie dał rady otworzyć sakiewki z pinezkam
i

Zlałem z tego nieźle :lol . Co do Mongo, to także pamiętam go jeszcze z WCW jako US Champa, czy też członka IV Horseman. Postarzał się niesamowicie ! Mam swoją drogą nadzieję, że to jednorazowy występ. Mongo nigdy do wirtuozów nie należał i jeśli miałby go oglądać w obecnej formie, (a dam sobie rękę uciąć, że jest katastrofalna) to ja podziękuję.

jedno słowo a raczej kilka...Gore...najgorszy w historii.

Nie przesadzaj ;) Gore zważywszy na to, że był wykonywania jakby ‘z marszu’ wypadł naprawdę nieźle. Na pewno lepiej, niż 90% spearów w wykonaniu Edge’a czy Batisty.

Praktycznie z góry spadł tylko Super Eric

Curry Man. Btw. Upadek lipny. Mogli kogoś nakłonić do poświęcenia, by upadł na plecy.

że oceniamy galę niżej od takich gniotów jak WWE'owski Summerslam

Jak dla mnie, SummerSlam było lepszą galą od Bound For Glory.

a najważniejsze są chyba walki, a te byly (nawet mówiąc ogólnie) bardzo dobre.

No właśnie w tym mój drogi problem, że nie były. Gdyby każda walka utrzymała przynajmniej poziom 3 Way War, to byłbym bardzo, bardzo zadowolony. Niestety, połowa walk została skopana, dołączamy do tego głupi booking, zmianę pasa na rzecz wrestlera bez formy, który walczy pierwszy raz po pół roku i dostajemy przepis na niewypał.

To w tym momencie ja już zupełnie nie rozumiem, bo po co oglądacie coś, co nie jest najwyższych lotów, jeśli pod ręką macie lepsze produkty (i co do tego chyba nie ma wątpliwości)?

Przyzwyczajenie misiu, przyzwyczajenie. To ja pytam Ciebie – Po co oglądasz TNA skoro możesz oglądać Dragon Gate, NOAH, ROH czy PWG ?

po prostu ciężko jest doszukać się pozytywów w galach, których sporą część trzeba przewinąć.

Dlatego tak słabo oceniamy Impacty ; ))

Poza tym po przeczytaniu Waszych postów jakoś tak sobie przyjąłem, że Wasza ocena jest tak naprawdę oceną rozwiązań zastosowanych przez TNA, nie samych walk.

W moim przypadku walka (szczególnie na PPV) to nie tylko sama walka, ale także to, w jaki sposób prowadzony był feud (albo go nie było ..) i szereg innych czynników z reakcjami publiczności włącznie. Jeśli mam w superlatywach ocenić jakąś walkę, do której nie prowadził żaden konkretny feud, to musi mnie po prostu wgnieść w fotel.

Ale kto Ci, oglądając walkę, zastanawia się nad takimi rzeczami? Przynajmniej ja jestem cały w emocjach i nie rozmyślam nad tego typu kwestiami. ale to chyba ponownie kwestia indywidualnego podejścia.

Kto ? Ja. Oglądając jakąkolwiek galę staram się patrzeć nie tylko na wyniki walk, ale także na wszystko wokół. Dlatego też tak strasznie irytują mnie sytuację, w których na jednej gali odbywa się walka o #1 contender, a także o title.


  • Posty:  732
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.09.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ti En Ej! Ti En Ej! Tii Enn Ejj... Tiiii Ennnnn Ejjj... What the hell ?

Ale tak na poważnie... co to miało być? Jestem na maksa zawiedziony galą... ładnie mnie nosiło po całym tym wydarzeniu... że niby najlepsze Pay-Per-View? Dajcie spokój... wymienię kilka PPV WWE, które spokojnie zjadają Bound For Glory 2008. Steel Asylum. Ktoś tam wspomniał o Stunnerze z Top Rope, a raczej Double Stunnerze... Man... jak to sztucznie wyglądało. Dajcie spokój... zwycięzca? Jeszcze gorzej... Machismo, nigdy bym się nie spodziewał. Liczyłem na debiut Suicide'a. No nic, bo to była taka cicha nadzieja. Zaimponował mi Johnny Devine i to nawet bardzo. Podobno żegna się z TNA. Dlaczego? Jak dla mnie zjada na śniadanie Sheik'a Bashira...

Mixed Tag Team Match... hę? Co to miało być? Kompletne zero, ta walka ssałaby na zwykłym Impakcie, a nie mówiąc już o najważniejszej gali tego feda... totalna porażka. Khan to kompletne drewno, ODB trochę lepiej. Beautiful People... nic... Rhino coś tam, coś tam, no to zjebał końcówkę na maksa... rzeczywiście ktoś tam wspomniał, Edge to go zjada przy takich Spearach, bo Gore to na pewno nie był...

X Division Championship... Sheik jest totalnie do dupy, co on tutaj robi? Jeżeli jest ktoś pierwszy do zwolnienia, to właśnie Bashir. No co to było? To już Jesse z WWE lepiej walczy od tego łamagi. Creed starał się coś tam uratować, ale też nie błyszczał w tej walce. Końcówka tej walki była tak żałosna, że... Przeginka... teraz zobaczymy Machismo vs Bashir, i czuję, że worst is yet to come...

Knockouts championship... ten tytuł na tej gali należał się Roxxi! Nie jakieś Wild, która ma tak zdupione finishery, że żal... Jakieś suplexy i Bridge'e. Roxxi dała z siebie coś, Kong jak to Kong... nawet jeden Implant Buster poleciał. Mała Champka i Roxxi coś tam pokazały... ogólnie słabo.

Monster's Ball... najlepszy punkt gali. Dla takich chwil ogląda się TNA! Wiele ciekawych spotów, dobrze dobrane drużyny... każdy właściwie coś tam pokazał. Nie będę tutaj poważał moich przedmówców, dlatego krótko... dobre 3D na stół z pineskami, rzut na płonący stół, widelec (tam prawie Devon dostał w oko), no i tarko. Wszystko okej, champy trochę słabo wypały w tym meczu w porównaniu do innych teamów. No ale tak czy siak, perełka całej gali, a może i nawet roku TNA.

3 Way War... tutaj totalne zaskoczenie. Booker był ostatnią osobą, którą typowałem na zwycięzce... myślałem, że wygra Christian, bo będą chcieli przekonać go do zostania w TNA. Po tym meczu sam Cage zostaje jednym wielkim zapytania. Ani nie przyłączył się do weteranów, ani do młodych, ani nie wygrał meczu. Oznacza to tylko jedno, Christian is commin' to WWE. Save_Us.CC... przynajmniej ja tak to widzę, bo dla takiej osoby, jak Instant Classic powinni wymyślić coś lepszego. Nawet gdyby nie wygrał, to powinien wybrać stronę. A tutaj jajo... nie mają na niego pomysłu, więc może to oznaczać, że się rozstają.

Jeff Jarrett i Angle... nawet nawet... za dużo headlocków ze stony Angle'a. Jarrett dawno nie walczył na ringu, więc nawet nieźle... ogólnie Foley jak dla mnie był tam zbędny... nawet West czy tam Mike nazwali finisher Kurta Angle Slam, nie Olymipc... no co tam. Walka powiedzmy, że średnio-dobra.

Main Event ... totalny zawód... Sting może coś tam pokazał, ale w tym widziałem zero inicjatywy... Ten cały motyw z Muscle Busterem i niewrażliwością Joe, a potem Scorpion Death Dropem i niewrażliwością Stinga był co najmniej głupi i denny. Walka... Joe starał się, Sting za nic dostał title shot, za nic dostał pas, nic nie pokazał. Flair jak to widział (jeśli), to pewnie śmiał się z niego jak głupi. Interwencja Nasha wkurzyła jeszcze bardziej. Ktoś napisał, od razu czułem, że Kevin zdradzi Joe. Ogólnie... słabo...

Galę oceniam na 4/10 ze względu na Monster's Ball.

jrthqr.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Podobają mi się te postery prezentowane przez Stardom czy TJPW - fajne, z pomysłem, a nie kolejny plakat, który wygląda jak coś zrobione w 2 minuty na szybko...
    • KyRenLo
    • CzaQ
      Ten plakat wygląda jakby WWE promowało przemoc domową       A tu znowu szachy - czarne na górze, białe na dole  Jeszcze jebne jak Orton z Knightem zaczną  
    • Grok
      Claudio Castagnoli zmierzy się z dwoma pretendentami podczas swojej następnej obrony CMLL World Heavyweight Championship. CMLL potwierdziło, że Castagnoli obroni tytuł przed Euforia i Akuma w three-way matchu w Arena Mexico w ten piątek wieczorem. Mecz został ustalony po tym, jak obaj odpowiedzieli na open challenge ogłoszony przez Castagnoli. Będzie to piąta obrona Castagnoli od czasu zdobycia CMLL World Heavyweight Championship na Gran Guerrero w listopadzie 2025 roku. Dotychczas gwi
    • HeymanGuy
×
×
  • Dodaj nową pozycję...