Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

"Wrestling jest prosty"


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  430
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.12.2023
  • Status:  Offline

prawdziwywrestlinglc8.jpg

Temat ten został zainspirowany, przez wypowiedź Kurta Angle`a dla The Sun o TNA. Pełną wypowiedż można odczytać pod tym linkiem http://forum.bgzwrestling.pl/viewtopic. ... 54&t=18562

Dla mnie jednak ważniejsze będzie jedno zdanie, które Kurt użył w swej wypowiedzi. Mianowicie chodzi głównie o ten moment:

"Słuchajcie, wrestling jest prosty. Zachowajcie tę prostotę."

Tutaj należy postawić sobie pytanie czym jest wrestling, w najszerszym kontekście. Najczęściej spotykamy się ze stwierdzeniem, że wrestling jest to "forma zapasów". A czym są zapasy.. zapasy są zmaganiami dwóch zawodników, mający na celu wyłonić silniejszego i lepszego. Wrestling jest zupełnie tym samym, tylko że w tym wypadku głównym celem nie jest wyselekcjonować lepszego wrestlera, tylko jak najlepsze zadowolenie kibica. Z początku wrestling bardzo przypominał zwykłe zapasy, z czasem jednak pojawiło się wiele uatrakcyjnień, których zadaniem jest "umilenie obserwacji walki". Co mam na myśli, powstanie takich stypulacji walki, jak Steel Cage, NO DQ, 2 on 1 itd. Walki takie są na pewno czymś ciekawym i zaskakującym, ale... i tu pytanko do was...

Czy nadmierne urozmaicenia nie psują tego co tak lubimy...

W moim odniesieniu na pewno nie, ale zapomniałbym o zupełnie innej kwestii o której warto wspomnieć....

Weźmy za przykład King of the Mountain. Musisz zawiesić pas, ale zanim to zrobisz, konieczne jest spinowanie któregoś z przeciwników. Jeśli zostajesz spinowany, odbywasz karę w klatce. Po odbyciu kary wciąż możesz wygrać poprzez spinowanie kogoś i zawieszenie pasa na górze.

O co głównie tutaj chodzi? Głównie o to, czy to co ma nam uatrakcyjnić oglądanie nie wprawi nas w zakłopotanie. Czy tworzenie tak poplątanych reguł i nie popsuje samej zabawy z oglądania dwóch osiłków okładających się aż do krwi.

Oczywiście że nie! (przynajmniej jak dla mnie), ale nasuneła mi sie kolejna kwestia, o której raczej zapomnieć nie mogłem.

Czy przerost ilości oglądania, pokręconych gimnick matchy nie stanie się czymś nudnym i rutynowym?

W tym momencie odwołam się do dwóch górujących federacji na świecie, czyli TNA i WWE.

W WWE sprawa gimmnick matchy jest prosta. Nie jest ich dużo, ale jak już są to z jajem :) nie wliczając w to tygodniówki. Przykładami tych walk np. mogą być TLC z One Night Stand, Hell in a Cell z SS, Ledder Match z NM. Dlaczego te walki są czymś tak wspaniałym? Ponieważ, (przynajmniej jak dla mnie) WWE umie wykorzystać potencjał takiej walki. Hell in a Cell nie było od Survivor Series, a jak się na Summer Slam ta walka się odbyła to nie ma zlituj panie Romku! Dobrze wykorzystany potencjał danego matchu, to połowa sukcesu, dalej to tylko od wrestlerów zależy.

Co do TNA to może tak dokładniej się nie rozpisze, ponieważ dokładniej sytuacji tej nie znam. Szukając pomocy do tego topicu, zwróciłem się do Mastera, który cuś tam mi wytłumaczył. Tak więc o większą wypowiedź na temat gimmnick matchy w TNA poproszę jakiegoś fana :t_up: Z tego co mi wiadomo, to w TNA sporo osób uważa, że jest nadmiar szalonych stypulacji i niektóre z tych momentów, potrafią nieźle wkurwić. Jednak w ogólnej klasyfikacji TNA potrafi wycisnąć to coś z danego matchu.

A teraz już ogólnie, sprawa jest prosta, a w waszym odczuciu jak to jest ze stypulacjami?

Dla mnie to nie ma większej różnicy, czy stypulacji jest dużo, czy zasady są niezrozumiałe... Dla mnie liczy się akcja, warte obejrzenia widowisko, które wciągnie i nie pozwoli oderwać wzroku. Jak już wspomniałem, to jak dla mnie sposób ustalania gimmnick matchy zupełnie odpowiada w WWE.

A teraz spadam na schabowego, a wam życzę miłej duskusji ;)

  • Odpowiedzi 14
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • LegendKiller

    3

  • Mast

    3

  • Danielsson56

    2

  • Conman

    2

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  732
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.09.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dla mnie sprawa jest taka... Nie zgadzam się z Kurtem... przecież przed każdym meczem są wyjaśniane jego zasady, a reszta to już pic jak dla mnie. Tym więcej uatrakcyjnień w meczu, tym lepiej! Na przykład, King of the Mountain Ladder Match. Bardzo mi się podoba motyw z klatką oraz odliczaniem. Na początku można trochę się zgubić, ale tylko jeśli nie zna się dobrze angielskiego! Niektóre rzeczy wydają się może i irytujące - np. ten mecz Last Man Standing AJ Styles vs Kurt Angle. Trochę zagmatwane to z tymi pin fallami, ale w sumie nawet nieźle to pomyślane było. TNA robi to, co lubię, czyli kombinuje, kombinuje i jeszcze raz kombinuje! Cały ten pomysł z ringami z sześcioma rogami bardzo fajny. To przyciąga do TNA, ten powiew świeżości. Wiadomo, nie można przesadzać, ale ja puki co niczego aż tak "trudnego do zrozumienia" się nie dopatrzyłem.

jrthqr.jpg

  • Posty:  709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  30.05.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

W moim odniesieniu jest tak, że WWE i TNA ma inną perspektywę patrzenia na wszelkiego rodzaju patrzenia:

A) TNA - Charakteryzuje się dość znaczną ilością Gimmnick meczów(czy jak to tam się pisze :D ). Charakterystyczne dla TNA są bardzo skomplikowane, liczne matche, których celem ma być przyciągnięcie widza znudzonego codziennością WWE. To wszystko sprawia, że gimmnick matche są tam, w TNA, tak powszechne, że stały widz TNA uważa WWE za kompletną nudę, ale gdy widzi jakąś stypulację u McMahona, to są pełni zachwytu, gdyż jest to coś niecodziennego...

B) WWE - W WWE Stypulacje matchów zdarzają się tylko od święta... To sprawia, że widz potrafi docenić niecodzienność walk z jakąś odmienną regułą... Ale drugą sprawą jest, że stypulacje w WWE nie są tak wymyślne jak w TNA... Przez co przeciętny amerykański widz(bo ich jest najwięcej - większość z dość ograniczoną inteligencją =)) ) może bez problemu skupić się na walce, a nie na wielu, wielu, zbędnych rzeczach w Gimmnick match'ach w TNA... Jedyne ale do WWE to... mimo iż oszczędzają stypulacje na jakąś szczególną okazję, to tych walk jest za mało... Ba... przerażająco mało... Szkoda... mogła by być choć 1 stypulacja na tydzień (tj. 1 na te 3 gale w WWE).

PS:

Conman napisał(a):

a jak się na Summer Slam ta walka się odbyła to nie ma zlituj panie Romku!

Leże i kwicze =))


  • Posty:  374
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.06.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jak dla mnie Kurt nie ma racji.

Kurt powiedział:

"Tak, jeden koleś musi leżeć na ringu aż sędzia doliczy do 10." . Odpowiedzieli mi wtedy: "Tak, ale przedtem trzeba jeszcze spinować przeciwnika."

Jeżeli zawodnik nawet nie wie , w jakiej stypulacji match'u będzie walczył , to sory :applause: .Jest to łatwe do zapamiętania...Jest to normalny LMS , tylko że najpierw trzeba spinowac przeciwnika to wtedy sędzia może dopiero odliczyc do 10 proste jak bułka z masłem.Kurt chyba nie był dobrym uczniem...To samo jest w KFTM , tylko że trzeba zawieścic pas i można(bo nie trzeba)spinowac rywala , wtedy on idzie do klatki i odlicza mu się czas , bo odliczonym czasie wrestler zostaje wypuszczony i może dalej kontynowac walkę , tak samo proste jak LMS.W TNA gimmicki matche są tylko po to żeby odrużnic się czymś od WWE i przyciągnąc fanów i po nic więcej..Jak dla mnie takie gimmicki matche dodają koloru TNA , chociaż jest ich z nadmiarem , a in WWE właśnie za mało.

Jeżeli Kurt , nie umie zapamiętac paru stypulacji match'ów to jego problem a nie nasz...Niech posądza swoją pamięc , a nie od razu całe TNA.Teraz jakiś single match , nie przyciągnie żadnego fana...Musi byc coś ekstra żeby kogoś to zainteresowało , bo na sto procent Money In The Bank jest ciekawsze od takiego single match'u...Teraz Single Match to przeszłośc , pojawia się tylko na galach , na PPV przynajmniej jest no DQ a na galach nie...Można powiedziec że gale już nudzą , no bo co to pare single match'ów?Lepiej kupic bilet na PPV i zobaczyc taki KFTM w którym nie wiesz o co chodzi , no ale walczy twój ulubieniec to musisz pokrzyczec...Jeżeli ja bym był prezesem/GM/Bookerem World Wrestling Federation , po dodawał bym parę gimmicki matchów na gale , na przykład dwie trzy...A na tym samym miejscu tylko in TNA , zostawił bym tak jak jest :P , no może jeden SM bym dodał , ale to wszystko...Teraz TNA:

kombinuje, kombinuje i jeszcze raz kombinuje!
i ja bym chiał żeby dalej kombinowali , kombinowali i jeszcze raz kombinowali!A w World Wrestling Federation , dodawali , dodawali i jeszcze raz dodawali gimmicki match'e!!!!!

Więc Kurt , po wkuwaj troche , a zobaczysz że to nie takie trudne...

 

website-profiled-pp.jpg

 

 

 

Hay gente que confunde la Lucha Libre con la Ucha Libre.

Steve Winters


  • Posty:  650
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Z jednej strony wydawać się może, że w TNA mamy za dużo tych gimmick matchy. Jednak myślę, że nic to nie zmienia. Jeśli każda ta walka będzie świetna i będzie trzymała w napięciu do końca, nie mam nic przeciwko, by było ich w fedzie Dixie Carter dużo. W WWE za to przeciwnie, bardzo mało wyjątkowych stypulacji, szczególnie na cotygodniówkach. No ale ktoś powie, iż jak Vince dowali taką walkę raz na kwartał, to jest super wyczesana. No i co z tego? Jeden zajebisty mecz nie odda mi z powrotem tego czasu, który straciłem i tych nerwów, jak widziałem, gdy opalony Trajpel znów w supermański (a może sneezermański) sposób broni swego pasa. Dajmy na przykład ostatnie PPV WWE: No Mercy. Fantastyczny Main Event nie zatarł złych wrażeń po całej gali. A wręcz przeciwnie, bo tylko pokazał, jak ujowe były pozostałe walki i jak bardzo odstawały poziomem od LM. Tak więc o co mi chodzi? O to, że moim skromnym zdaniem liczba gimmick matchy prawie nic nie zmienia. To "prawie", żeby nie było, że jestem kompletnie za wywaleniem takich walk z kart. Bo nie jestem. Jest to z pewnością niezłe urozmaicenie. A takie urozmaicenie zdecydowanie jest "umileniem obserwacji walki". Nie będę po raz wtóry powtarzał, że chciałbym powrotu Ery Attitude do WWE, gdyż tam stypulacje mieliśmy w odpowiedniej liczbie. Nie za dużo i nie za mało. Dodatkowo ogólnie walki stały na wyjątkowo wysokim poziomie.

Do czego się można przyczepić w TNA, jeśli wiemy, że w WWE trochę brak tego "urozmaicenia"? Do poziomu tych matchy, a raczej ich rodzaju. Wspominał o tym Kurt. Np. Hard Justice - wiele ciekawych gimmick matchy, ale jeden rodzynek - Black Tie Brawl and Chain Match. Kompletnie posrana stypulacja, a dodatkowo z zawodnikami X-Division. Za to na temat KOTM trudno jest mi wypowiedzieć się. Nie mam nic do tej walki, jest trochę skomplikowana, ale nie zabiera dużo czasu zrozumieć jej reguły. Jest to ciekawa innowacja, tymczasem, że konkurencja ma MITB.

Czy przerost ilości oglądania, pokręconych gimmick matchy nie stanie się czymś nudnym i rutynowym? - no i to jest very good question. Ale tak jak mówiłem: jesli te walki będą stały wciąż na przyzwoitym poziomie, nie powinny się znudzić. Jasne, że każda walka nie może być gimmick matchem, zwłaszcza na cotygodniowych galach (gdzie raczej chodzi o podgrzanie spraw przed PPV). Ale nie zaszkodzi, by użyć co jakiś częsty czas jakiejś ciekawej stypulacji. Ale nie jakaś walka "smoła + pióra", jak to pięknie ujął Kurt. :)


  • Posty:  715
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  18.06.2006
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

To samo jest w KOTM , tylko że trzeba zawieścic pas i można(bo nie trzeba)spinowac rywala

Ekhm, jakby to.. Trzeba spinować rywala ;)

Może kiedyś bawiły mnie gimmick matche, ale od dłuższego czasu wolę najzwyklejszy singielek. Czasem niech będzie interference, byle nie doprowadzający do większych zniszczeń/ uzyskania przez kogoś wyraźnej przewagi.

Brakuje mi po prostu powagi, również w TNA. I to nie to, że jej brak wynika z nadmiernej ilości stypulacji, ale z podejścia do fana.

Obecnie (tzn w galach do HJ) TNA trochę zmieniło kierunek. Cała wiosenna ramówka to były brawle, feudy na kilku okładających się kozaków. I co z tego, skoro było to podane w odpowiadający mi sposób, a na każdym PPV kilka "zwykłych" singli pojawiło się. Mi to pasuje. TNA zdołało ostatnimi czasy napchać naprawdę mnóstwo do swoich programów. Nie twierdzę, że wszystkie pomysły osiągnęły sukces. Ale ktoś tam zarabia grubą kasę za siedzenie przed monitorem i analizowanie reakcji publiczności, co wychodzi całkiem nieźle.

Przykład z brzegu: "wyzwanie Awesome Kong". Newsów unikałem jak ognia, ale od razu było wiadomo, czemu to "wyzwanie" ma służyć - wprowadzenie blondyny. Do tego z góry wydawało się idiotyczną zapchajdziurą, i tylko odliczałem sekundy, aż usłyszę "boooring!".

A tu dupa - publika w ryk, temat podchwycił, koleś od analizowania dostanie premię..

Ta sprzeczność opisana w powyższych dwóch akapitach, czyli fakt, że mimo moich odmiennych oczekiwań TNA namówiło mnie na swoje pomysły, powodując po drodze całkowitą zmianę zdania.. To zdecydowanie dobry objaw. Dlatego, że nie idzie na łatwiznę - zamiast stać w miejscu rozwija się cały czas. Nie zawsze obiera dobrą drogę, ale niech nawet bedzie gorsza - ważne, że prowadzi do jednego celu. I jak dla mnie, to w dobrym kierunku.

 

 

 

chcelatooo.png

 

 


  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

TNA pod względem gimmick matchy ssie pałkę równo. Prison Yard Match, Little Italy Street Fight, Last Rites Match, Elevation X Match, Crossface Chickenwing Match, Electrified Six Sides of Steel match, Six Sides of Steel Blindfold match .. co to za nazwy ? To tylko niektóre z debilnych stypulacji w TNA które pojawiły się tam od 2007 roku. Przyznam szczerze, że w chwili obecnej nie potrafiłbym powiedzieć, na czym niektóre z tych walk polegały, natomiast gnioty takie jak AJ vs Rhyno, Storm vs Harris, czy Sting vs Abyss (po raz 10) na pewno nie ulecą z mojej pamięci.

Jeżeli zawodnik nawet nie wie , w jakiej stypulacji match'u będzie walczył , to sory :applause: .Jest to łatwe do zapamiętania...Jest to normalny LMS , tylko że najpierw trzeba spinowac przeciwnika to wtedy sędzia może dopiero odliczyc do 10 proste jak bułka z masłem.

ch***ja za przeproszeniem. Normalny LMS to taki, w którym nie trzeba odstawiać ceregieli związanych z uprzednim pinowaniem rywala. Walka w której zmierzyli się AJ i Kurt to raczej Texas Death Match, ponieważ takimi właśnie zasadami walka ta się charakteryzuje.

V i zobaczyc taki KFTM w którym nie wiesz o co chodzi , no ale walczy twój ulubieniec to musisz pokrzyczec...

To zabrzmiało, jak wypowiedź stereotypowego, amerykańskiego, 10-letniego półmózga.

W WWE gimmick matche zdarzają się owszem, rzadko, jednak jeśli już się pojawią, to są z reguły bardzo dobre. Vince to cfany lis i wie, że jeśli co miesiąc zaserwuje walkę pokroju hell in a cell, to po jakimś czasie fanom się to po prostu znudzi, a jeśli walka taka wystąpi na PPV raz na kilka miesięcy, to na 100 % zwiększy buyrate.


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ponownie sprawa jest skomplikowana. Mamy tak jakby dwie szkoły prezentowania gimmick match'y- TNA i WWE, no i żadna z nich nie jest idealna. W tym momencie są to tak jakby dwa bieguny- Vince daje minimum stypulacji, natomiast Jarrett i Carter jadą po bandzie. I to od widza zależy, która z nich mu bardziej odpowiada- czy woli oglądać mnóstwo gimmick match'y, narażając się w międzyczasie na jakieś gnioty, czy też woli obejrzeć takowy raz na jakiś czas, widzieć to rzadko, ale porządnie wykonany.

Ja rozumiem, i zaprzeczyć temu trudno, że TNA czasem zagalopowuje się w swoich innowacyjnych pomysłach, ale nie wmawiajcie mi, do cholery, że zasady King of the Mountain są zbyt trudne do zrozumienia dla przeciętnie sprawnie myślącego, zupełnie zdrowego psychicznie człowieka, bo to bzdura. Zdarzają się niewypały, ale to jest tylko dowód na kreatywność- TNA nie idzie na łatwiznę, jadąc po przejechanych już tysiące razy patentach, tylko stara się wymyślać coraz to nowe stypulacje, by zaspokoić oczekiwania widzów. I to oczywiste, że na 10 trafionych pomysłów, trafią się 2 kompletnie idiotyczne. A to, czy ich liczba jest za duża to zależy tylko i wyłącznie od osobistych preferencji danego człowieka. Mi np. odpowiada liczba stypulacji w TNA, mimo, że nie każda mi się musi podobać. Ale jestem też w stanie zrozumieć kogoś, kto po prostu woli prostą formę- dwóch gości na ringu i tyle, bez zbędnych udziwnień. Kwestia gustu.

W WWE natomiast mamy doświadczonego Vince'a, który wie czego chce publiczność i wie też jak podnieś buyrate. A że pieniążki przysłaniają mu nieco oczy i zamiast spojówek ma zarys dolara, to rzuci tłumowi raz na rok Hell in a Cell match w opcji "Aaa, jak chcecie, to macie!". I nie ulega wątpliwości, że sama walka będzie stała na odpowiednio wysokim poziomie, chodzi mi raczej o podejście do widza. W sumie byłoby to zrozumiałe, gdyby w WWE były emocjonujące pojedynki jeden na jednego, bądź w tag'ach, ale takich raczej nie stwierdziłem zbyt dużo. Doszło do tego, że czytając np. opinie o SmackDownie widzę coś takiego: "Opener znośny...blablabla....później gniot z Divami......blablabla.....kolejną walkę dało się oglądać bez przysypiania......blablabla......Main Event całkiem niezły. Ogólnie SmackDown dobry." . I czytając coś takiego, dochodzę do wniosku, że ludzi musi przy WWE trzymać klimat i rozmach tej federacji, bo nie wyobrażam sobie by ktoś ocenił dobrze galę, na której walki są "znośne" i "dające się oglądać bez przysypiania". Ale na koniec żeby nie było- to tylko i wyłącznie moja opinia, z którą każdy może polemizować, mogę się mylić przecież. Poza tym za bardzo zszedłem na temat samych walk i porównania federacji.

Tak czy inaczej kwestia ilości stypulacji to kwestia gustu. Jak ktoś chce, by No DQ match był dla niego nie lada wydarzeniem, WWE zaspokoi jego oczekiwania, natomiast jeśli ktoś chce oglądać gimmick match'e nawet na weekly's i powkurzać się raz na jakiś czas na bookerów, że "taki idiotyzm wymyślili"- zapraszamy do TNA. :)

TNA robi to, co lubię, czyli kombinuje, kombinuje i jeszcze raz kombinuje! Cały ten pomysł z ringami z sześcioma rogami bardzo fajny. To przyciąga do TNA, ten powiew świeżości.

I w tych trzech zdaniach zdefiniowałeś to, co jest najlepsze w TNA. :) Zmiany, cały czas coś się dzieje, urozmaica, zgodnie z nazwą- Total Nonstop Action.

Jeżeli Kurt , nie umie zapamiętac paru stypulacji match'ów to jego problem a nie nasz...Niech posądza swoją pamięc , a nie od razu całe TNA.

Wydaje mi się, że zbyt dosłownie traktujesz słowa Angle'a. On tylko powiedział swoje zdanie- że TNA za bardzo komplikuje sprawy, i ma do tego pełne prawo, nie odbieraj mu go. :) Zwłaszcza, że akcja z LMS faktycznie była dziwna, co za problem był zapowiedzieć tę walkę jako Texas Deathmatch?

W WWE za to przeciwnie, bardzo mało wyjątkowych stypulacji, szczególnie na cotygodniówkach. No ale ktoś powie, iż jak Vince dowali taką walkę raz na kwartał, to jest super wyczesana. No i co z tego? Jeden zajebisty mecz nie odda mi z powrotem tego czasu, który straciłem i tych nerwów, jak widziałem, gdy opalony Trajpel znów w supermański (a może sneezermański) sposób broni swego pasa.

O tak, w stu procentach się z Tobą zgadzam. Poddałeś tu pod dyskusję ciekawą kwestię, bo oglądanie WWE przypomina mi męczenie się z weeklys tylko po to by wiedzieć co się dzieje, aż do PPV, na którym odbywają się zazwyczaj góra trzy dobre walki, z czego jedna będzie faktycznie świetna. To tak jakby przenudzić się przez miesiąc, obudzić na te 20 minut świetnej walki i znowu zasnąć, że tak to metaforycznie ujmę. ;) I ponownie powtarzam, że to tylko moja opinia- jak ktoś chce ją skonfrontować ze swoją, to nie ma problemu. :)

I teraz jeszcze co do słów hellnera- o to właśnie chyba chodzi, o rozwój. Bo stojąc w miejscu można mieć miliony fanów i świetne ratingi, ale załóżmy za kilka lat nawet najbardziej wytrwałym się to znudzi. Natomiast TNA cały czas idzie do przodu, i nieważne są wpadki w międzyczasie, ważne jest to, że stara się zmieniać. I to jest, dla mnie, piękne we wrestlingu. Crossing the line. O to chodzi. :)

W WWE gimmick matche zdarzają się owszem, rzadko, jednak jeśli już się pojawią, to są z reguły bardzo dobre. Vince to cfany lis i wie, że jeśli co miesiąc zaserwuje walkę pokroju hell in a cell, to po jakimś czasie fanom się to po prostu znudzi, a jeśli walka taka wystąpi na PPV raz na kilka miesięcy, to na 100 % zwiększy buyrate.

To ciekaw jestem czy fajnie jest sie czuć jak maszynka do zwiększania zasobności portfela Vince'a, której raz na jakiś czas rzuci się zabawkę. :) My nie mamy takiego problemu, bo i tak wszystko mamy za darmo, ale w Stanach wydaje mi się, że tak są ludzie przez McMahon'a traktowani. Poza tym nie ukrywajmy- robiąc, załóżmy, jeden gimmick match na dwa, trzy miesiące, nie jest wyjątkowo skomplikowanym zabiegiem, by ta walka była naprawdę dobra. Trudno jest natomiast, robiąc bardzo dużo pojedynków w stypulacjach, sprawić, by większość z nich była bardzo dobra, lub świetna (a tak w TNA jest).

Na koniec mojego posta jeszcze raz podkreślę, bo nienawidzę spin pt. "A bo co ty możesz wiedzieć,nie obrażaj WWE.", że to co napisałem to tylko i wyłącznie moja opinia na ten temat i jeśli ktoś chce podyskutować to zapraszam, bardzo chętnie, ale na poziomie. :)

e916f7e946.png

  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

To ciekaw jestem czy fajnie jest sie czuć jak maszynka do zwiększania zasobności portfela Vince'a, której raz na jakiś czas rzuci się zabawkę.

A fajnie jest czuć się jak maszynka do zwiększania zasobności portfela Dixie i Jarreta do spółki, i łykać masowo rzucane przez nich zabawki ?

Trudno jest natomiast, robiąc bardzo dużo pojedynków w stypulacjach, sprawić, by większość z nich była bardzo dobra, lub świetna (a tak w TNA jest).

Ale kogo to kurde interesuje ? TNA same sobie kopie dołki tworząc w hurtowych ilościach nowe gimmick matche. Federacja ta przyzwyczaiła nas do bardzo wysokiego poziomu dlatego też od 2007 roku każdy wiesza na nich psy. Większość z nich świetna ? Kwestia jak najbardziej sporna. Moim zdaniem spośród wszystkich tych walk 40, może 50 % była godna uwagi. Reszta to walki o których chciałbym jak najszybciej zapomnieć.

że zasady King of the Mountain są zbyt trudne do zrozumienia dla przeciętnie sprawnie myślącego, zupełnie zdrowego psychicznie człowieka, bo to bzdura

Być może zbyt skomplikowane nie jest, aczkolwiek podobnie jak Kurt Angle uważam, że to klatki obniżają wręcz atrakcyjność tej walki. Bez tych wszystkich pierdół walka byłaby bardziej emocjonująca i dynamiczniejsza.

I czytając coś takiego, dochodzę do wniosku, że ludzi musi przy WWE trzymać klimat i rozmach tej federacji, bo nie wyobrażam sobie by ktoś ocenił dobrze galę, na której walki są "znośne" i "dające się oglądać bez przysypiania".

Trafiłeś niemalże w sedno. Dla mnie SmackDown czy RAW na których walki są ZNOŚNE połykają Impacta na którym walki są dobre. Rzeczą która bardzo mi nie odpowiada w TNA jest właśnie klimat cotygodniowych gal. Szwędający się Borash (jak on mnie wkurwia !), nieciekawe wywiady i ostatnimi czasy 'porywający' show Karen Angle. Mam świadomość tego, że TNA montuje lepsze walki niż WWE ale .. to właśnie walki z WWE wzbudzają we mnie najwięcej emocji. Dla mnie walka HBK vs Flair pomimo tego, że była słabsza niż jakiś dajmy na to Ultimate X otrzyma wyższą ocenę. Dlaczego ? Ano dlatego, że sprzyja jej niesamowita otoczka, natomiast oglądając Ultimate X czuje się, jakbym oglądał po prostu jedną z wielu.

To tak jakby przenudzić się przez miesiąc, obudzić na te 20 minut świetnej walki i znowu zasnąć, że tak to metaforycznie ujmę

Niekoniecznie jest to problem jedynie WWE. Ostatnimi czasy nawet modjo, będący markiem TNA potrafił napisać, że SmackDown wypada lepiej niż Impact. W WWE podoba mi się rozwiązywanie feudów na weeklys. Wrestlerzy konfrontują się w TT Matchach, mają ciekawe segmenty a w TNA co ? Pieprzą przez 20 minut i do niczego to w sumie nie prowadzi. Nie wspomnę już o tym, że na TNA PPV odbywa się mnóstwo walk bez żadnego podłoża storyline'owego, co jest parodią kiepskiego westernu.


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

A fajnie jest czuć się jak maszynka do zwiększania zasobności portfela Dixie i Jarreta do spółki, i łykać masowo rzucane przez nich zabawki ?

Nie ma wątpliwości, że głównym założeniem każdej federacji jest zarabianie pieniędzy. Ty jednak nie zrozumiałeś tego, co chciałem zawrzeć w tamtym zdaniu- po prostu widzę ogromną różnicę w podejściu do fana ze strony Vince'a, a TNA. Można to określić w ten sposób- WWE zarabia mnóstwo, nie dając od siebie prawie nic. TNA zarabia mniej, ale robi dobrą robotę i nie boi się ryzyka. Po stronie Carter i Jarretta widzę po prostu uczciwe podejście do fana- płacisz, to wymagasz, a skoro wymagasz, to my te wymagania spełniamy. U Vince'a jest totalnie inaczej. Z tym, że to są oczywiście tylko moje spostrzeżenia, które mogą różnić się od stanu rzeczywistego.

TNA same sobie kopie dołki tworząc w hurtowych ilościach nowe gimmick matche.

Może i masz rację, że nie jest to, jak widać, skuteczny sposób na przyciągnięcie do siebie widza. Ale należy na pewno docenić fakt, iż chociaż próbują. Odnoszę wrażenie, że jakimś niepoznanym cudem, gdyby na WrestleManii XXV Vince by przez bite trzy godziny stał wypięty do kamery, to i tak osiągnęłaby ta gala wielki buyrate. Można mówić o nieporadności marketingowej TNA, ale to wynika z tego, o czym wcześniej spotkałem- uczciwego podejścia do klienta.

Kwestia KotM to kwestia sporna, bo kwestia gustu. Wg mnie klatki dają dodatkowe możliwości jeśli chodzi o konkretne spoty, no i fakt, że trzeba spinować rywala, dodaje walce dramaturgii i emocji. Ale opinie są różne i nie ma co na ten temat dyskutować- każdy lubi co innego.

Później mamy poruszoną kwestię klimatu- to też jest sprawa indywidualna, bo każdy lubi coś innego. Mnie WWE odpycha, bo klimat gal jest strasznie syntetyczny i sztuczny. Mamy piękne fajerwerki, fałszywe łzy i uśmiechy. Wszystko to jest jakieś takie plastikowe. Za to w TNA odczuwam skondensowaną, naturalną moc i pasję. :)

W WWE podoba mi się rozwiązywanie feudów na weeklys. Wrestlerzy konfrontują się w TT Matchach

I dzięki temu po miesiącu mamy już totalnie dość oglądania danej dwójki. W TNA natomiast konsekwentnie budowane jest napięcie, głównie speechami (czyli to, jak ująłeś "20minutowe pieprzenie"). Oczywiście są wyjątki, ale podczas, gdy oglądając WWE chcę, by dany feud się już skończył, w TNA chcę by trwał jeszcze chociaż miesiąc. Oczywiście nie zawsze tak jest, bo np. potencjał Black Machsimo vs. Sonjay Dutt spieprzono dokumentnie, dając im się zmierzyć trzy razy- raz w niespełna dziesięciominutowej walce, która ledwo się zaczęła, a już był koniec, potem w idiotycznej stypulacji, no i na koniec w naprawdę bardzo dobrym Ladder of Love.

Tak czy inaczej dochodzę do wniosku, że po prostu wszystko, całe spojrzenie na wrestling to kwestia osobowości i gustu. Bardzo fajnie się o tym dyskutuje i dobrze mieć dyskutanta na poziomie, więc ukłony LK. :)

e916f7e946.png

  • Posty:  650
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  24.05.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

W tym sporze muszę wziąć stronę Masta. Wrestling to rzeczywiście kwestia gustu. Wszyscy tu kochamy ten sport i uwielbiamy go oglądać. Najbardziej popularne federacje, czyli TNA i WWE, serwują dwa inne spojrzenia na wrestling, które zostały dokładnie już wiele razy opisane. TNA lubi urozmaicać walki dodając nie zawsze udane stypulacje, a WWE stoi wciąż przy swoim dając nam najczęściej zwykłe single tylko czasem z jakimiś ciekawymi stypulacjami. No i właśnie tu jest ten spór fanów: np. takiego fana WWE "zaspokaja" proste spojrzenie na wrestling, ale z tą wielką otoczką i klimatem, jakie znamy z fedu Vince'a. Za to fana TNA (jak ja) nudzi fafnasty już singiel z udziałem tych samych wrestlerów. W PPV widzę wielką różnicę, bo WWE to mainstream pełną gębą, piękne fajerwerki i scenografia (niby taka błahostka), wielkie areny wypełnione fanami. O TNA można powiedzieć, że gale tej federacji odbywają się przysłowiowo w piwnicy. Ale teraz spójrzmy na walki.

W WWE podoba mi się rozwiązywanie feudów na weeklys. Wrestlerzy konfrontują się w TT Matchach, mają ciekawe segmenty a w TNA co ? Pieprzą przez 20 minut i do niczego to w sumie nie prowadzi.

A mi właśnie podoba się, jak to robi TNA. Kiedy naoglądam się tag team matchów i singli z dwoma wrestlerami, ich walka na PPV zbytnio mnie nie ekscytuje. Przykład? Kofi & Punk vs DiBiase, Rhodes & Manu. Ile to już razy występowali w 8-man tagach, 6-man tagach, singlach? Kiedyś musi dojść do kończącej potyczki i jej perspektywa ani trochę mnie nie rusza. Po prostu WWE skutecznie zniechęciło mnie od ich rywalizacji. A co mamy w konkurencji? Też ciekawe segmenty (jeśli można powiedzieć, że segmenty w WWE są ciekawe...)! Mnie ekscytują speeche Christiana, Storma i Roode'a czy Stinga. Dla mnie to jest właśnie odpowiednie podbudowanie feudu przed PPV. Od czasu do czasu można wrzucić ich w jakąś walkę na impekcie, ale to już kwestia samego feudu.

I jeszcze wrócę do sprawy KOTM. Przecież piny dodają atrakcyjności! Na przykład kiedy taki spinowany idzie do (też dobrze wymyślonej) klatki, widz myśli, że ma bardzo małe szanse na wygraną. A wtedy mamy wielki comeback tego gościa i wygrywa. Są emocje? Imo są. TNA mogłoby iść po najmniejszej linii oporu i nie trudząc się dać prosty Ladder Match. Tylko co wtedy? Pięciu gości bije się o to, kto wejdzie na drabinę i założy/ściągnie pas? Mnie to nie jara. :)


  • Posty:  2 264
  • Reputacja:   58
  • Dołączył:  30.05.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  iPhone
  • Styl:  Ciemny

Może i masz rację, że nie jest to, jak widać, skuteczny sposób na przyciągnięcie do siebie widza

No właśnie problem w tym, że tego nie widać. Ratingi Impactów i buyrates PPV stoją non-stop w miejscu. 'Zadowolenie' fanów słychać najlepiej wówczas, gdy publiczność krzyczy 'Fire Russo'.

Można mówić o nieporadności marketingowej TNA, ale to wynika z tego, o czym wcześniej spotkałem- uczciwego podejścia do klienta.

Chłopie, w jakim Ty świecie żyjesz. Uczciwe podejście do klienta kosztem zysków ? To niemożliwe ;) Władze TNA wiedzą, że jeśli będą prezentować to co WWE, to nie mają absolutnie żadnych szans. Uciekają się oni dlatego do zagrań takich jak próba 'wojny' z WWE (tylko się ośmieszyli), czy też tworzenia różnych, nie raz głupich gimmick matchy. Jak widać, nie do końca się do sprawdza.

I dzięki temu po miesiącu mamy już totalnie dość oglądania danej dwójki.

To jest oczywiście druga strona medalu. Wiadomo, że gdy wrestlerzy spotykają się ze sobą za często, to może się to przejadać. Zauważ jednak jak prowadzone są największe feudy w WWE. Ile razy wrestlerzy się ze sobą spotykają ? 2,3 ? To jest maksimum.

dy oglądając WWE chcę, by dany feud się już skończył, w TNA chcę by trwał jeszcze chociaż miesiąc.

Tutaj również się nie zgadzam. Fakt, w WWE niektóre feudy są o krztę za długie (via. HBK vs Y2J), jednak w TNA jest to samo. Szczytem szczytów były już zeszłoroczne zmagania Roode vs Young, czy AJ vs Rhyno.

Mnie ekscytują speeche Christiana, Storma i Roode'a czy Stinga. Dla mnie to jest właśnie odpowiednie podbudowanie feudu przed PPV. Od czasu do czasu można wrzucić ich w jakąś walkę na impekcie, ale to już kwestia samego feudu.

To może wróćmy do lat 80-tych, gdzie wrestlerzy rozprawiali się tyko z jobberami, jeśli już się skonfrontowali, to tylko się na siebie popatrzeli, a na PPV trzeba było czekać kilka miesięcy ?


  • Posty:  1 691
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  20.09.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ja jestem typowym markiem WWE więc jeszcze nie znam tych wszystkich "wymyślnych" stypulacji TNA. Właśnie co do nich w WWE pojawiają się powiedzmy 1 lub dwie na jedno PPV. Chociaż nawet i na weeklys pamiętam ostatnio walkę CM Punk vs Y2J (steel cage). W federacji Vinsa można z góry myśleć, że to właśnie ta walka będzie ME/stała na dobrym, wręcz bardzo dobrym poziomie. W TNA te walki zdarzają się częściej i nie każda może być takim hiciorem jak np. Ladder Match lub Hell In A Cell w WWE. Odwołując się do Danielssona właśnie te fajerwerki, ładnie wyglądająca hala itp. przyciągają zwykłego laika, którym jeszcze do niedawna byłem ja. Gdy zauważamy już wady WWE dowiadujemy się o TNA (najczęściej) i co oglądamy to.... na początku nie podoba nam się. Jakaś obskurna gala, minimalna ilośc fajerwerków, "dopieszczeń" itp. Ale gdy dochodzi już do walk dostajemy olśnienia.

Nie ma zbyt często mowy o przysłowiowym przysypianiu, przewijaniu itd. Ale wracając do gimmick matchy. W TNA ja jeszcze nie widziałem żadnego (z tego co pamiętam) więc nie wiem co o tym myśleć. Za niedługo B4G zobaczymy czy po tym PPV zmienie zdanie co do TNA. Jak narazie TNA kojarzy mi się z przydługimi speechami, dobrą jakością walk, czy niedługo będą to fajne stypulacje?

W WWE jednak jest coś nudnego np. walki Hardy vs MVP, które ciąąąągną się w nieskończoność i są zapchaj dziurami albo Punk i Kofi vs Pricelessy. Może na PPV dojdzie do walki w jakiejś stypulacji to morze coś wykrzeszemy z tego storyline'y. Nowa stypulacja w "Money Wrestling Federation" mianowicie Championship Scramble! Bardzo fajny pomysł żeby co jakiś czas wymyślano takie "rzeczy" to urozmaica PPV i nie tylko. TNA powinno skupić się na JAKOŚCI nie na ILOŚCI. Oto wypowiedź fana WWE, który aż do wstąpienia w grono BGZ nie wiedział zbyt dużo o TNA.


  • Posty:  324
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.01.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Ratingi Impactów i buyrates PPV stoją non-stop w miejscu

I moim zdaniem się to nie zmieni, bo wychodzi z tego jasny wniosek- TNA ma stałą grupę odbiorców. Stałą i wierną. Bo wychodzi na to, że w tym momencie TNA nie zyska nowych fanów, a i swoich nie straci. Będzie to tak stać w miejscu przez pewien czas, ale w końcu nastąpi jakiś punkt zwrotny i coś się zacznie ruszać- albo TNA straci, albo zyska na popularności. Innej drogi nie ma.

Uczciwe podejście do klienta kosztem zysków ? To niemożliwe Władze TNA wiedzą, że jeśli będą prezentować to co WWE, to nie mają absolutnie żadnych szans.

Tak jak wspomniałem na początku- wiadomo, że to biznes, więc zysk jest najważniejszy, ale mimo wszystko dostrzegam w TNA szacunek do widza, a to już wiele. Na pewno nie mieliby żadnych szans, gdyby prezentowali to, co WWE, ale mimo wszystko jest w tym coś takiego, że widzę, iż ludzie zaangażowani w gale robią to z pasją, chcą dać jak najlepszy show.

Zauważ jednak jak prowadzone są największe feudy w WWE. Ile razy wrestlerzy się ze sobą spotykają ? 2,3 ? To jest maksimum.

Hm... Do teraz mam w pamięci feud Triple H- Randy Orton (plus wszelkie kombinacje wplątane w walki), który zapewne trwałby jeszcze dłużej, gdyby nie kontuzja tego drugiego. :)

Nowa stypulacja w "Money Wrestling Federation" mianowicie Championship Scramble!

Ha, no i widzicie, tylko, że ta stypulacja jest zapożyczona. :] Nie żeby to było coś złego, bo mam świadomość, że TNA też "pożycza" pomysły od federacji niezależnych, ale warto zauważyć, że w przypadku TNA te pomysły to tylko jedne z wielu innowacji, za to w WWE ten pomysł na Championship Scramble jest jedyną nowością, a sytuacja, gdzie jedyna nowość jest skądś zapożyczona to delikatnie rzecz ujmując sytuacja "nieciekawa".

Na koniec dodam, że popieram w całości Danielssona, który z tego co widzę ma zdanie podobne do mojego.

e916f7e946.png

  • Posty:  430
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  25.12.2023
  • Status:  Offline

Cieszę się że temat ma takie powodzenie i toczy sie ciekawa dyskusja 8)

I moim zdaniem się to nie zmieni, bo wychodzi z tego jasny wniosek- TNA ma stałą grupę odbiorców. Stałą i wierną. Bo wychodzi na to, że w tym momencie TNA nie zyska nowych fanów, a i swoich nie straci. Będzie to tak stać w miejscu przez pewien czas, ale w końcu nastąpi jakiś punkt zwrotny i coś się zacznie ruszać- albo TNA straci, albo zyska na popularności. Innej drogi nie ma.

Tak, tylko kiedy się ruszy! Może tak stać w oczekiwaniu przez całą wieczność, dlatego powinni znaleźć w końcu ten sposób na widza, a nie eksperymentować bez przerwy, w nadziei na najlepszy skutek. Albo w tym zabiegu "straci, albo zyska na popularności" ... ryzyk fizyk, bez podejmowania stanowczych kroków, to nigdzie się nie ruszą.

Tak jak wspomniałem na początku- wiadomo, że to biznes, więc zysk jest najważniejszy, ale mimo wszystko dostrzegam w TNA szacunek do widza, a to już wiele.

A tutaj podzielam twoje zdanie. W TNA nie wiedząc czemu oglądam tak jakby towarzyszyła mi osoba. Oglądając to show, potrafię sobie w jakiś sposób wyobrazić, siebie pomiędzy tymi fanami. Co innego jednak w WWE, na które show poszedł bym z chęcią wyłącznie na sentyment do federacji, ogólną oprawę i klimat gali. Nie wyobrażam sobie jednak samego siebie, wśród tłumu bachorów, dla których wrestling to tylko Cena, Rey Mysterio a reszta to tylko mięso dla nich. Właśnie to jest rzecz, która k***wsko mi się podoba w TNA. To fani, którzy wiedzą czego chcą, a nie przełykają totalne kupy tylko dlatego, że ktoś tam walczył, a ja go lubie.

Na pewno nie mieliby żadnych szans, gdyby prezentowali to, co WWE, ale mimo wszystko jest w tym coś takiego, że widzę, iż ludzie zaangażowani w gale robią to z pasją, chcą dać jak najlepszy show.

Dlaczego tak jest... bo WWE na chwilę obecną spoczęło na laurach. Nic do przodu, tylko postój w miejscu, który i tak gwarantuje im ogromną kasiorę. Po co się wysilać, wyciskać ostatnie poty, kiedy można po prostu wyjść, pokazać się, a i tak pozycja w federacji pozwoli mi zarabiać jak kij wie co. Co prawda nie odnosi sie to do każdego WWE workera, ale spora część wrestlerów ma taką filozofię.

Ha, no i widzicie, tylko, że ta stypulacja jest zapożyczona. :] Nie żeby to było coś złego, bo mam świadomość, że TNA też "pożycza" pomysły od federacji niezależnych, ale warto zauważyć, że w przypadku TNA te pomysły to tylko jedne z wielu innowacji, za to w WWE ten pomysł na Championship Scramble jest jedyną nowością, a sytuacja, gdzie jedyna nowość jest skądś zapożyczona to delikatnie rzecz ujmując sytuacja "nieciekawa".

Problem jest tylko taki, że te wszystkie super nad ludzkie lajtowe stypulacje TNA, których jest w pizdu i o kilka więcej i tak zostaną w cieniu, jak McMahon walnie jeden Scramble na rok. No może poziomem nie będzie nawet przystępował, do największych bojów w TNA, ale na pewno dostarczy więcej emocji. Bo co bardziej przejmującego jest, niż widok przegrywającego ulubieńca, a potem triumfującego w meczu, którego stypulacja jest tak unikalna :)

W WWE jednak jest coś nudnego np. walki Hardy vs MVP, które ciąąąągną się w nieskończoność i są zapchaj dziurami albo Punk i Kofi vs Pricelessy. Może na PPV dojdzie do walki w jakiejś stypulacji to morze coś wykrzeszemy z tego storyline'y.

To co ciebie ciągle trzyma przy WWE, dlaczego nie odstąpisz od markowania tej federacji. Jest to kolejny problem, który tyczy się nowych wrestle-fanów. Bo patrząc na takiego jegomościa, można stwierdzić iż na jego decyzję, co do narzekania na WWE i chwalenia walk TNA, działa jedynie zdanie innych osób. Jeśli on zobaczy taką kontrowersyjną wypowiedż, to stwierdzi: "dobry jest ... mieć, takie inne zdanie to jest coś" i to jest kurde chyba nie prawda! Chcąc się wypowiedzieć na dany temat przed przeczytaniem całej dyskusji, zapamiętaj swoje zdanie na dany temat, zanim na twoją wypowiedź, wpłyną wypowiedzi innych. Następnie przeczytaj dyskusje i postaraj się ciągle mieć swoją subiektywną opinię. Bo co taka wypowiedż Piterqa nam powiedziała. Mówi on iż walk TNA nie ogląda, ale zaraz pisze że oglądając TNA można doznać olśnienia co do jakości walk, czyli wpływ zdania innych osób wali totalnie po oczach. Koniec off topu ;)

Na sam koniec dodam znów iż cieszę się że temat okazał się odpowiedni do dyskusji i ciekawy, ale dlaczego ... bo wszystko sprowadza się do ciągłej wojny midz WWE i TNA. Większość wypowiedzi, to narzekania na przeciwne federacje, ale przynajmniej coś się dzieje.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • VictorV2
      Nie zgodze się z tym że winę ponosi booking.  I nawet nie musimy szukać daleko przykładu, zostajemy w rodzinie. Jak bardzo over był Goldust, tylko dlatego że Dustin znalazł sposób żeby to działało? Jeśli dobrze pamiętam, historia była taka że pomysł Goldusta wymyślił Vince żeby wkurzyć Dusty'ego, upokarzając jego syna. W tej sytuacji booking chciał żeby pomysł flopnął a pomysł stał się dość ikoniczny.  Są zawodnicy którzy dostawali głupie, beznadziejne pomysły które nie miały racji byt
    • Bastian
      Zgodnie z przewidywaniami złoto wróciło do Cody' ego Rhodesa. Niestety, ale title reign Drew był tylko zmyłką, aby droga do WM42 nie wydawała się aż tak oczywista. Mnie takie decyzje nigdy się nie podobają. Mógł już Rhodes trzymać ten pas od udanego rewanżu z Ceną aż do WMki, wygrać na RR z Zaynem, tak jak to zrobił McIntyre. No ale trzeba nabić licznik Cody' emu, żeby nie wyglądało to tak marnie na tle Ceny, Ortona czy Lesnara. Rhodes - Orton to dream match, będę czekał na to bardziej niż
    • Kaczy316
      Zawsze są jakieś plusy i minusy, Cody jako zawodnik nie jest zły, cała otoczka wokół tego i booking jedynie to dno, a fani chcą na czymś wyrazić swoją frustrację i obrywa się Rhodesowi za to, a prawda jest taka, że winę ponosi booking, a kto za to ponosi winę? Tu już trudno powiedzieć, bo czasem to writterzy, czasem Triple H, a czasem TKO, więc można obwiniać zarząd jako całość zamiast skupiać się na jednej osobie, otoczka i booking to tragedia w tej kwestii od stycznia teasujemy Cody vs Jacob v
    • Grins
      Na papierze wygląda to dobrze, ale niestety WWE idzie zaś tą samą drogą czyli wpychają na siłę zawodnika do paszczy to że Cody wczoraj zebrał dobrą reakcje nie znaczy że na następny SD fani już będą happy, dobrze wiemy jak to się zawsze kończyło... Póki co chyba WWE leci po rekord w dislike'ach na YT 100k pękło, cieszę się że chociaż fani w internecie mogą wyrazić swoją frustrację, bo to jak potraktowali Drew'a to dla mnie było to skandaliczne, fatalny run chyba jeden z najgorszych jeśli chodzi
    • VictorV2
      - Dropdown Uppercut - Disaster Kick - Bionic Elbow - Cross Rhodes - Cody Cutter - Snap Powerslam (Ukradziony Randy'emu) Fakt. Więcej niż 5. Nie mogę powiedzieć że nie masz racji.  
×
×
  • Dodaj nową pozycję...