Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 643
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  17.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Batista tak zamulił tą walkę że uważam że Khali czy nawet Henry lepiej by dali rade

Ktos tu chyba ma jakiś uraz do Batisty, jak on mógł zamulic walke jak 90% czasu był rzucany po ringu. To co miał wykonać wykonał nieźle, spajnbaster w porównaniu z tym co robił na Umagdze Trajpel był niezły a batista bomb mimo że lekko skrzywiony to jednak widać było w tym power a to najważniejsze zwłaszcza że miał do wyniesienia 350 funtów kartofla. Co innego że walka była po ch***ju, no ale niestety Batista nie Benjamin czy Taker bez porządnego bookingu nic nie zrobi zwłaszcza z takim grubasem. Dobre miałem wrażenie że ta walka jest zwykłym zapychaczem, stworzona tylko po to by Batista mógł miec swoje 5 minut na WM i jeszcze nie zajobbować w Battle Royalu.

Gala zaczyna się słabą piosenką w badziewnym wykonaniu. Wiem wiem, nie to jest tu najważniejsze, ale naprawdę mogli się wysilić na coś oryginalniejszego niż kolejne Ameeeerica.

Z tego co widziałem ludziom sie podobało a to chyba najważniesze. Pozatym jeżeli chodzi ogólnie o muzyke plus jeszcze Snoop no to ja tu widze lata świetlne przewagi nad Ti En Ej i chłopców z sal gimnastycznych :t_up:

Nieco się ożywiłem, gdy zobaczyłem te nierealistyczne, plastikowe śmietniki

Hahaha ja pierd.... padłem, śmietniki mu sie nie podobają =)) a jakich niby w tna używają? lepszych? JUż nie wspomne gdzie sie stoły pod samym ciężarem 70 kilowego zawodnika łamią =))

Na początku sądziłem, że obaj wrestlerzy wyrobią się na swój obecny, słabiutki poziom.

Pfff dwa stare pierdolce a zrobiły walke na poziomie takim że czołowi zawodnicy twojej ulubionej federacji czyli Team 3D i Steinersi nie mówiąc o Reginie, Reliku, Bookerze i Roode nie zrobili takiej od roku :waving:

Bardzo podobną akcję w TNA swego czasu robił Shark Boy, tyle, że przy narożniku, i wychodziło mu to o wiele lepiej.

Chyba w 2003r i na 60 kilowym Sondżaju Djucie :8

Niestety, końcówka była beznadziejna i nieemocjonująca

Pokaż choć jedną walke na tym poziomie na waszej sztandarowej B4G =))

Nie potrafić wykonać własnego finishera i to tak podstawowego - żal

Kolejny miszcz, power był bardzo dobry a że go lekko przechyliło to wina wagi przeciwnika, pozatym juz widze jak mistrz power bombów Ti En Ej Kevin Nash robi na 350 funtów Umagi tak udanego finishera =))

W końcu pokonanie Henry'ego,

Świniskiego i Khalasa

Snitsky w takim towarzystwie? Pokaż lepiej poruszającego sie w ringu 300 kg wrestlera w tna prócz Abyssa zanim zaczniesz sie śmiać. Już nie wspomne nawet o przekonywującym gimmicku, to jest dobry przykład monstera a nie laluś Abyss z kawałkiem starej szmaty na ryju z którego dzieciaki sie śmieją zamiast sie bać :t_up:

Nie ukrywam, obok AJPW ProWrestling Love in Ryogoku była to najgorsza gala,

Jak można porównywać gówno do Wrestlemanii. Nie zauważyłeś show na prawdziwym światowym poziomie, genialnego pożegnania Flaira, pełnego stadionu, sukcesu kasowego i ogólnie enterteimentu zwłaszcza jeżeli brać pod uwage Snoopa, Floyda i tego ślepego czarnucha co śpiewał. Ty wogóle rozumiesz że wrestling to show i biznes a nie sprzedawanie stiffowych czopsów przez cycatych grubasów jajamiomate i nagasaki? Jedno można powiedzieć, show na tak dobrym poziomie jest nieosiągalny dla TNA przez następnych 100 lat a dla dragon gejtów nigdy.

Ogólnie o WM nie moge duzo więcej powiedzieć, bo już każdy coś dodał. Moim zdaniem gala średnia, show genialne, niezapomniane wręcz, gorsze walki ale niestety to już było widać już wcześniej po zestawie par, najlepszych zawodników wsadzono do MITB, Shawna do Nejczura a nie od dziś wiadomo że Ortony i Edge (nic mi sie nie podobało w tej walce prócz czokslema na przydupasach i stylowej kapotki Takera :lol ) dobrą walke robią raz na 1500 100 900 prób.

  • Odpowiedzi 22
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • pablo modjo

    4

  • kieska

    2

  • AtS

    2

  • pawelzak1976

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

Pokaż choć jedną walke na tym poziomie na waszej sztandarowej B4G

Joe - Christian Cage

Wszystkie walki z tej Wrestlemanii przy niej wymiękają.

Po zakończeniu tej WM miałem tylko takie przemyślenia, że szkoda iż to TNA nie ma takiej kasy i możliwości. To byłby dopiero szoł 8)

 

16476371734edf391100c30.jpg


  • Posty:  732
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.09.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Panowie... nie wiem o co się kłócicie... przecież wiadomo, że Sharky robił te akcje ze słupka dużo lepiej niż Benjamin na dwóch 100 kilogramowych facetach z drabiny... :8 Joe vs Cage... rzeczywiście dobra walka... ale jak dla mnie spokojnie moglibyśmy porównać do niej Edge vs Undertaker. MITB słabe zakończenie? Żartujesz? Lepsze niż rok temu... Milos... czepiasz się i to mocno. Znamy twoją nienawiść do WWE, ale szukasz kwadratowych jaj w dobrych pojedynkach. Czepiać się można, ale nie MITB 8)

1. Match

Belfast Brawl

JBL pokonal Finlaya (w/ Hornswoggle)

Walka na średnim poziomie w.g mnie. JBL nawet coś tam się poruszał. Finlay podnosi go na bary i taki roll... Jak dla mnie okej. Trochę mało tam niebezpiecznych spotów i bumpów (właściwie to brak). Zero rozlewu krwi... mocno średnia walka. Brak krwi psuje cały efekt. :evil: Zwycięzca zaskajuje

5/10

2. Match

Money in the Bank Ladder Match

CM Punk pokonal Mr. Kennediego, Carlito, MVP, Johna Morrison, Sheltona Benjamin i Chrisa Jericho

No i jest fajnie! Ja stawiałem na Y2J, albo Kennedy'ego, a tutaj takie zaskoczenie. :applause: Punk nie pokazał tam nic specjalnego, ale to dobry zwycięzca, bo raczej na pewno dzięki teczce wyjdzie z ECW na np. SmackDown! Bardzo zaimponowali mi w tym meczu Morrison, który... uf... na serio dobra robota. No i Benjamin. Po Sheltonie widać było, że on jest urodzony to takich stypulacji. Szybko można było ujrzeć moonsault Morrisona z drabiną. Bejamin świeci skokami i przełamaniem drabiny w taki sposób. :thumb: Brak krwi nie przeszkadza. Cały czas się coś działo, akcja non-stop.

9/10

3. Match

Batista pokonal Umage

No... i pierwszy cios w plecy. Umaga trzymał tam jakiś poziom. A Batista przyszedł na gotowe. Przyjął kilka ciosów... Spinebuster My God! No i jeszcze ta "oryginalna" powerbomba. Słabo... bardzo słabo...

4/10

4. Match

ECW World Championship:

Kane pokonal Chavo Guerrero ©

Ja tego nawet nie oceniam. Tu nie chodzi o to, że walka słaba. Ja to bardziej potraktowałem jako... eee segment :)

5. Match

Career Threatening Match:

Shawn Michaels pokonal Rica Flair

Ric dał z siebie wszystko. Swoim ostatnim występem pokazał na co przez te wszystkie lata było go stać. Shawn oczywiście doskonale sobie poradził na Wrestlemanii. Poziom walki był dobry. Nie ma co narzekać na powolne tępo... Końcówka bardzo fajna.

7/10

6. Match

Playboy Bunny Mania Lumberjack Match

Melina & Beth Phoenix (w/ Santino Marella) pokonaly Marie & Ashley

Słaby mecz... jedyny kto mi się tam podobał, to Beth Fenix. Dobrze wykonany Fisherman Suplex. Santino dostaje Clothesline od Snoopa ?? I punch od Lawlera? Sam w sobie mecz... słaby. Jak to divy z WWE.

3/10

7. Match

Triple Threat Match

WWE Championship:

Randy Orton © pokonal Johna Cene i Triple H

Walka sama w sobie nie była zła. Typowy wrestling match. Stanowczo za dużo STFU. HHH pokazał tam klasę... Cena się wymordował swoimi ciosami robocopa, a Orton pokazał, że ten tytuł nie bez powodu leżał na jego ramieniu. Końcówka zaskakująca. Cena zostaje spinowany na Wrestlemanii? :t_up: Tak jest! Orton still champion. Dla mnie bomba.

7/10

8. Match

Floyd Mayweather pokonal Big Showa przez KO

To raczej jakaś parodia była... dla mnie najsłabsze (może poza divami) wydarzenie na gali. To nawet nie była walka... tylko rzeź niewiniątek... Big Show dominuje... wpadają kumple bokserka na ring. Krzesło... kastet... pach, pach... hir is jor łinner.

2/10

9. Match

World Heavyweight Championship:

The Undertaker pokonal Edge ©

Klasyczny mecz wrestlingowy... Edge dobrze wykonał Speara. Wpadli Edgeheads. Pozytywnie oceniam ich interwencje. Ten Chokeslam Takera co rzucił jednego na drugiego... ładnie to wyglądało. Trochę głupi był moment w którym Edge chciał wykonać Tombstone'a na Takerze ?? Potem Taker reversal... Tombstone i... sędzia biegnie i biegnie... fajnie to wyglądało. Ale najdziwniejsze było zakończenie. Taker wygrywa po tym Submissionie. Nawet fajne rozwiązanie. Zawsze wygrywał po nagrobku :D. No i jeszcze to kozackie wyjście Takera... miód cud.

8/10.

Ocena całej gali: 7.5/10

jrthqr.jpg

  • Posty:  356
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  10.06.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Wreszcie w spokoju obejrzałem Wrestlemanię. Stadion zrobił na mnie ogromne wrażenie, i ciesze się, że następna Wretlemania też odbędzie się na stadionie

1. Match

Belfast Brawl

JBL pokonal Finlaya (w/ Hornswoggle)

Walka średniawa, tylko kilka niezłych akcji (ta co JBL ciepnął śmietnikiem w Hornswoggla rządzi =)) ). Dziwi zupełny brak krwi w takim rodzaju meczu, a jescze bardziej zadziwił mnie zwycięsca.

5/10

2. Match

Money in the Bank Ladder Match

CM Punk pokonal Mr. Kennediego, Carlito, MVP, Johna Morrison, Sheltona Benjamin i Chrisa Jericho

Świetna walka! Mnóstwo pięknych akcji. Dobra postawa Sheltona i Morrisona. Morrison zrobił ładny Moonslaut z drabiną, a Shelton samobójczy swanton bomb, bo jak leciał to zrobił gest rękami jak Jeff. Cieszy powrót Matta, który odegrał się na MVP wykonując mu twist of fate z drabiny ładnie to wyglądało.

10/10

3. Match

Batista pokonal Umage

Żal.pl Umaga się starał, a Batista wszysto spierdo**ł

2/10

4. Match

ECW World Championship:

Kane pokonal Chavo Guerrero ©

Nie będe się rozpisywał bo nie ma o czym. Dobrze że Kane ma w końcu jakiś pas. Ze względu na ,,długość'' walki nie oceniam.

5. Match

Career Threatening Match:

Shawn Michaels pokonal Rica Flair

Piękne pożegnanie Rica. Walka o dziwo trzymała poziom przez cały czas. Na końcu kilka łez mi poleciało jak Ric był już sam na ringu i płakał, a z nim cały stadion piękne to było.

9/10

6. Match

Playboy Bunny Mania Lumberjack Match

Melina & Beth Phoenix (w/ Santino Marella) pokonaly Marie & Ashley

Nie rozumiem czemu Candice nie wystąpiła. Ashley ubrała się jak kur*a na wesele. Wszystkie wyglądały jak dziwki. Mecz jak na divy mógł być. Podobało mi się na końcu jak wyluzowany Snoop wyjechał Marelli z clothesline'a.

5/10

7. Match

Triple Threat Match

WWE Championship:

Randy Orton © pokonal Johna Cene i Triple H

Dobra walka, tylko trochę za krótka. Orton był poniewierany w szczególności pod koniec jak to się Trajpel z Jaśkiem zamieniali na subbmisiony. Ale w końcu Orton wygrał i jest git, bo lubię go jako mistrza.

8/10

8. Match

Floyd Mayweather pokonal Big Showa przez KO

Parodia murzynek najeb*ł ,, największemu sportowcowi na świecie'' walka może być jako relaksator przed walką wieczoru.

5/10

9. Match

World Heavyweight Championship:

The Undertaker pokonal Edge ©

To, że streak nie zostanie przerwany wątpliwości nie miał chyba nikt. Walka dobra sędzia dostał z buta, przydupasy chokeslama, Taker przyjął na klatę dwa speary, a i chyba edgecution było, ale grunt że wygrał i mamy 16-0

8/10


  • Posty:  285
  • Reputacja:   8
  • Dołączył:  30.07.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Klasyczny

Na początek krótkie wyjaśnienie. Mój 200 post miał wyglądać inaczej. Niestety, zaszły pewne komplikacje, które uniemożliwiły mi dokończenie tego, co zacząłem. Nie mogłem jednak pozwolić, by mój jubileuszowy post wyglądał jakoś zwyczajnie... Dlatego... :)

Pierwsze wrażenie?... Jakie tu wszystko drogie! Poważnie, przyjechałem do Stanów i za jakikolwiek napój mam płacić kilkanaście baksów? Haha, frajerów szukajcie gdzie indziej. Zresztą, nie przyjechałem tu po to, by kosztować tej waszej kuchni... Na którą składa się: hamburger, frytki, cola, hamburger, przyjechałem tu... no właśnie, po co? Przyjechałem, by skosztować tej najdroższej śmietanki, wypić to najdroższe wino i cieszyć się że mogę tu być. Kiedy szedłem w stronę Citrus Bowl przyglądałem się ludziom. Niesamowita sprawa, wszyscy rozgadani, roztańczeni (!), nawet ślepy trafiłby na stadion. Doprawdy, nie musiałeś znać tego miasta, wystarczyło mieć sprawne oczy, lub uszy. Tu się żyje świętem... Bo WrestleMania świętem jest, z takim nastawieniem przyjechałem do Orlando.

Oczywiście w drodze na stadion nie mogłem nie kupić sobie jakichś pamiątek. A to zupełnie przypadkiem w moje ręce wpadł czarny kapelusz ;) jakaś smycz z napisem „WrestleMania XXIV” koszulka (świetna)! i czapeczka. Na więcej nie było mnie stać... No dobra, nie mogłem oprzeć się rękawicy... Sprzedawca zarzekał się, że to z WM VII, hehe, jestem w stanie mu uwierzyć ;) Po tym zakupie przysięgłem sobie, że już nic nie tknę, Polak miałby tu ciężko.

Z kapeluszem na głowie i z masą innych super rzeczy ruszyłem przed siebie. Jak już pisałem, w taki dzień, jak ten, na pewno się nie zgubisz. Sam nie wiedziałem, gdzie ten stadion jest i muszę się przyznać, że miałem pewne obawy. Czy trafię, czy się nie zgubię? Ale nie, wystarczy spojrzeć na tych ludzi i już złe myśli odchodzą od człowieka. I dzielnie krocząc doszedłem, a właściwie doszliśmy - bo ludzi wokół mnie było tyle, co na koncercie jakiejś supergwiazdy - do stadionu... Masakra, ta budowla jest tak wielka, że nie mogłem tego ogarnąć. Kurczowo zacisnąłem torbę, w której znajdowały się kupione przeze mnie rzeczy, aparat, kamera, masa baterii i kart pamięci (no co, trza się zabezpieczać) ;) i... bilet. No nic, to w końcu wielkie show, a to, że przyjeżdża tu człowiek z tak egzotycznego kraju, jak Polska, to nie wina organizatorów. Dalej to już tylko kilka (naście? Dziesiąt?) metrów i już można było wchodzić na stadion. Oczywiście - nie mogłem się oprzeć - wcześniej złapałem w locie kawałek kartonu z napisem „The Living Legend... You’ll never die” i tak po kilkunastu minutach wbiłem na stadion...

O ku**a! – wrzasnąłem. Nie mogłem ogarnąć stadionu patrząc na niego z zewnątrz, nie mogłem ogarnąć stadionu będą już na nim. Nie jestem w stanie nawet opisać tego, co zobaczyłem. Zajebista rampa, dłuuugia droga do ringu i świetny daszek nad nim. Jeszcze raz, masakra. Nie mogłem doczekać się fajerwerków ;) wejść wrestlerów, samych walk, czekałem, aż w końcu To się zacznie. W międzyczasie szukałem swojego miejsca. I to dość długo ;) W końcu, jednak, znalazłem. I po raz kolejny przeżyłem szok – znajdowałem się naprzeciwko ringu. Oczywiście nie tuż przy barierce, tylko ciut „wyżej” ale jest pięknie. Wszystko pięknie widać, nie musziałem nerwowym wzrokiem szukać telebimów, no po prostu cud, miód, pomarańcza.

Cierpliwie czekałem... Zanim wszystko się jeszcze zaczęło, naszykowałem sprzęt. Kamera w lewej ręce, aparat w prawej, czekam... W końcu doszły mnie dźwięki lecących samolotów. Wzrok poszybował gdzieś w niebo i dostrzegłem... Odrzutowce śmignęły nad głowami widzów, uuu, ostro. Dopiero teraz dostrzegłem na rampie fortepian. I już przeoczyłem – taka myśl mnie nachodziła. Niby nic, ale jak pomyślałem, że mogę przegapić coś ważnego, to potem będę pluł sobie w brodę. Musiałem się skupić. Nie minęła dosłownie minuta, a ja już słyszę, jak ktoś gra na fortepianie. (Znów przeoczyłem)? Okazało się, że to John Legend. No nie powiem, nawet ładnie grał, ale nie porwał mnie jak innych ludzi, którzy na dźwięk słowa „Ameryka” odruchowo chwytali się za serce. Jak skończył, mogliśmy zobaczyć zajebiste promo, po chwili usłyszeć „And now, World Wrestling Entertainment presents – WrestleMania XXIV” i obejrzeć fajerwerki... No właśnie, liche coś. Spodziewałem się mega bomby, a tu lekko mnie połaskotali. Ale to szczegół. Najważniejsze... że się zaczęło. I tu po raz kolejny się zdziwiłem - nie jest ciemno! (byłem chyba zbyt oszołomiony) Osobiście ucieszyłem się, że będę mógł obejrzeć kilka walk „za dnia”. Nawet fajnie, w końcu to PPV będzie trwać niecałe cztery godziny, więc noc jeszcze zawita ;)

Czekałem, czekałem, aż w końcu się doczekałem – zabrzmiał pierwszy na tej gali theme. Wszedł John „Bradshaw” Layfield, a po chwili zaczęła grać muzyczka Finlay’a... który stanął na rampie, cofnął się hmmm... ha, wlazł Hornswoggle. Nie spodziewałem się po tej walce jakichś ekhm fajerwerków, więc spokojnie do tego podszedłem (tylko ręka z kamerą jakby ciut drżała ;0) Początek i Finlay wrzuca na ring dwa kubły i kije, JBL schody. Nie powiem, żeby mnie to nie zdziwiło, bo skłamię. A jak zobaczyłem jeszcze stół, już w ogóle byłem szczęśliwy. Na ringu niesamowity syf. Siedząc na krzesełku zastanawiałem się, kiedy coś takiego w WWE mogłem oglądać. Bardzo duży plus. Patrzyłem trochę jeszcze zszokowany i oszołomiony tym, że tu siedzę... lecz już po chwili z hukiem wyszedłem z tego stanu – moment, kiedy Finlay wyskakuje z ringu i w locie przyjmuje pokrywę od kubła na głowę. Aparat puściłem i zacząłem walić się w lewą rękę imitując oklaski ;) Nie mogłem odetchnąć, a tu już JBL ląduje głową w stole. Poszło głośne „Yeah” + „oklaski”. W tym momencie walka mogłaby już się skończyć, ale trwała dalej... Siedzę sobie spokojnie na krzesełku i co widzę? Widzę JBLa, który odbija się od lin i sprzedaje Finlay’owi potężnego Clothesline’a. Finlay pada, jak długi, i zostaje odliczony do trzech – koniec walki. Byłem trochę zdziwiony - spodziewałem się wygranej Finlay’a – lecz nie toczyłem ze wściekłości piany na WWE. Opener wyszedł znakomicie! Myślałem, że na początku zaserwują nam jakiś lekkostrawny posiłek, a tu dostałem megakaloryczną bombę. Istne trzęsienie ziemi.

Wrestlerzy schodzili z ringu, a ja przypatrywałem się publiczności. Przede mną siedziała jakaś rudowłosa pani trzymająca dziecko na kolanach, obok mnie typowy amerykański nastolatek wpie**alający hamburgera z keczupem, frytki z keczupem i cole... nie, nie z keczupem ;) Colę bez cukru - w końcu trzeba dbać o linię. Nie zdążyłem się obrócić, a tu już dochodzą mnie dźwięki themu Johna Morrisona. Zaczęło się – mruknąłem po raz kolejny pod nosem. Nieoficjalny Main Event WrestleManii, czyli Money In The Bank Ladder match. Dużo sobie obiecywałem po tej walce, życzyłem sobie, by wypadła jak najlepiej. Myśli me szybko odleciały, gdy na rampie pojawił się Carlito, później Shelton, CM Punk, Mr. Kennedy, MVP i Chris Jericho. Ładnie się zaczęło – wszyscy, prócz Montela, wyskoczyli poza ring po drabiny. Montel jednak twardy gość, bo zaczął wszystkich niszczyć – nikogo nie wpuszczał na ring – potem jednak sam z drabiny dostał w czachę i się na jakiś czas uspokoił. Wpatrywałem się w tę walkę, jak szaleniec, okiem kamery chłonąłem każdą akcję, a przy moonsaultcie Johna z drabiną w rękach prawie się zabiłem. Potem, Shelton, zrzuca z drabiny Kennedy’ego i Morrisona, by chwilę potem upaść z drabiny na drabinę, która się łamie Akcja nie zwalniała ani o jotę, wszystko przebiegało bardzo szybko. Stoję, chwytam się za głowę, czekam na chwilę wytchnienia... której oczywiście nie dostałem. Back Stabber z drabiny i MVP wędruje po walizkę. W tym momencie wstałem. Wszyscy leżeli, czyżby MVP miał wygrać? Kurka, emocje niesamowite i nagle słyszę donośny wrzask publiczności. Patrzę, co się dzieję i dostrzegam Hardy’ego... Matta. Robi Twist of Fate z drabiny i sobie idzie. I tu się zawiodłem. Mógł zostać, powalczyć chwilę, pomęczyć trochę MVP. Wielka szkoda. No nic, trzeba oglądać dalej, przecież nie będę płakał, czy marudził, Ja Tu Jestem – to jest ważne. Oglądałem walkę, co chwila wydawałem jakieś niezidentyfikowane dźwięki typu Uuuuu, czy Aaaaa. Carlito też zaszalał plując jabłkiem w twarz Chrisa... który w chwilę potem spycha go z drabiny na drabinę opartą o narożnik – świetne. Co chwila używałem zooma 33x, normalnie takie będę miał video, że szok – jarałem się nieustannie. Dobrze, że zabrałem ten sprzęt, patrzyłem się w kamerkę uśmiechając się jednocześnie. Dobrze, że ta chwila nie trwała zbyt długo, bo przegapiłbym końcówkę! Punk włazi na drabinę i wplątuje w nią Chrisa. Wchodzi na szczyt i w tym momencie nerwowym wzrokiem spoglądam, co wyprawia Jericho. Pytam się sam siebie, kiedy się podciągnie i zrzuci Punka z drabiny... Jakże się zdziwiłem, kiedy Punk ściągnął walizę. Targały mną jednak sprzeczne uczucia. Cieszyłem się, że tak dobry wrestler, jakim niewątpliwie jest CM Punk, wygrał tę walkę. Byłem jednocześnie zły i wściekły. Zły, bo Ladder match wcale długi nie był. Trwał 14 min. Według mnie to odrobinę za krótko, zwłaszcza, jeśli weźmie się pod uwagę liczbę wrestlerów. Wściekły zaś z powodu... nie pojawienia się Jeffa Hardy’ego. Tak, wiem, zawiesili go... Jednak wierzyłem, a może lepszym określeniem byłoby „chciałem”? że to wszystko to jedno wielkie kłamstwo. Wierzyłem, że WWE szykuje nam niespodziankę na tę walkę. Wierzyłem, ze Jeff przy dźwiękach swojego themu wbije na ring i we własnym stylu rozbije przeciwników. Wierzyłem, że zobaczę mocnego bumpa... Wierzyłem... Szkoda.

Walka się skończyła, a ja w tym momencie zauważyłem, że jest już prawie całkowicie ciemno. Nie dostrzegłem, jak się ściemnia, najwidoczniej byłem mocno podekscytowany tą walką. Tak, racja, ale czy to dziwne? Przyjechałem to Orlando z megapozytywną energią, przed stadionem byłem mocno podniecony. Podniecenie to nie spadło, ba, ono rosło z każdą następną walką, z każdą następną minutą... Odwróciłem głowę i zobaczyłem znajomego amerykańskiego nastolatka, który tym razem bawił się jakimś ultranowoczesnym sprzętem za co najmniej 5 tys zielonych. Nie dosyć, że mają w ch*j kasy, to jeszcze nie muszą lecieć pół świata, by zobaczyć na żywo WueMkę. Pffff, natychmiast odwróciłem od gościa wzrok, przede mną znajoma kobieta z dzieckiem na kolanach. Jej jasne blond włosy leżały rozrzucone wokół głowy, dziecko zaś spało... chyba, nie widziałem z tej pozycji. Wpatrywałem się w ten obrazek, jednocześnie myślałem nad tym wszystkim. Byłem trochę zły, że przyjechałem tu sam. Niestety, nikt z rodziny nie wyrażał chęci poznania tego świata, swoje stanowisko w tej sprawie argumentowali tym, że szkoda im kasy. Szkoda, może za rok uda mi się również przyjechać na WrestleManię. Lecz wtedy biorę kogoś ze sobą. Może ktoś z BGZ będzie chciał się zabrać, kto wie? ;) Po chwili pokazano urywki z Hall of Fame i potem, na chwilę, pokazali nam się tegoroczni laureaci. Duże zainteresowanie wzbudziła pani Mae Young, która zaczęła się rozbierać. Mhmmm, co za ciało. Po skończeniu pokazano fajną akcję na backu ze Snoop Doggiem, Festusem, Marellą i Mickiem Foley’em. W trakcie mych rozmyślań usłyszałem theme Batisty. Natychmiast skierowałem głowę w kierunku rampy. Wyszedł Batek, zaczął strzelać ogniami, wtedy też mimowolnie skierowałem wzrok w stronę olbrzymiego telebimu. Nie wiem, czy mi się wydawało, ale chyba widziałem napis „We want Hogan” Oj tak, dobrze by było, gdyby Hulk się pojawił. Kiedy tak, Batista, kierował się w stronę ringu, coś mnie kłuło w oczy. To było do niego dojście. Moim zdaniem trochę to zepsuto. Droga do ringu powinna się imo świecić cała, a nie jej część. No nic, Batek wszedł na ring, a w chwilę potem dołączył Umaga... który już na początku wylatuje poza ring. I w tym momencie telefon zaczął mi wibrować w kieszeni. Kto, u licha, do mnie dzwoni? Zatroskana mamuśka? Hmmm... Ale do Ameryki? Wykorzystując okazję (nic się szczególnego nie działo) chwyciłem za telefon. Co się okazało? Że to nie zatroskani o los syna rodzice. To był... budzik! No loool – wrzasnąłem. Owszem, miałem pewne problemy z zegarkiem, który trzeba było odpowiednio przestawić, lecz nie przypominam sobie, bym nastawiał ten cholerny budzik No na pewno nie na WrestleManię, jaki byłby tego sens? No po co? Zirytowany wrzuciłem go z powrotem do kieszeni i zacząłem skupiać się na walce. W pewnej chwili przyłączyłem się do wrzeszczących ludzi, nie mogłem się powstrzymać. U-U, Umaga, U-U, Umaga ;) Dużo na ringu się niestety nie działo, można powiedzieć, że było nawet przeciętnie. Kiedy jednak Batista zaczął trząść linami, wszyscy stanęli. Po chwili było już po walce, która skończyła się świetnym Batista Bomb. Ktoś może powiedzieć, że zj**ał finishera, ale ja się nie zgodzę. Owszem, był to błąd Batisty, jednak wyszło to bardzo przekonywująco – jakby się łamał pod ciężarek Umagi. Jednak niestety, do tej pory wszystko było cacy, walka ta zaś była przeciętna. Boję się użyć określenia „słaba”. Panowie jakby się nie rozumieli w ringu, trochę szkoda, że na tak ważnej gali, zrobili takiego przeciętniaka, coś na wzrór Khali vs. Kane sprzed roku... tylko trochę lepszy. Apropo Kane’a, właśnie miała zacząć się jego walka, widzę jak Chavo wchodzi na ring. Będzie walczył o pas. Pytanie, jakie sobie zadawałem, to na jakim poziomie odbędzie się ta walka. Kane jest cieniem Kane’a sprzed lat, czy da radę zrobić porządną walkę na najważniejszej gali roku? Guerrero czeka, czekam i ja. Bum! Wchodzi Kane – kamera i aparat naszykowane... Zonk, Kane’a nie ma. Spoglądam na ring i widzę go, stoi tuż za Guerrero... Zaczyna się walka, Chavo podbiega do Monstera, Kane go chwyta, Chokeslam i koniec (!?) Puściłem ironiczny uśmieszek zastanawiając się, o co chodzi? Wkurzyłem się na początku, bo czekałem na jakiś emocjonujący pojedynek, a dostałem... 11 sekund „walki”. Przeszło mi jednak bardzo szybko, ba, zupełnie zmieniłem zdanie. Twierdzę, że było to najlepsze (chyba) wyjście. Inaczej bylibyśmy świadkami typowego, cotygodniowego matchu. A może był w tym jakiś cel? Może była to rekordowo krótka walka na WM w całej jej historii? Jeśli tak, to kolejny rekord na konto Kane’a... i pas. Dobrze, na pas zasługiwał, lecz twierdzę, że lepszym wyjściem byłby dłuższy odpoczynek i powrót w wielkim stylu. Walka się skończyła, a ja po raz kolejny zacząłem wpatrywać się w tych ludzi. Nagle doszedł mnie dźwięk słowa... „Rafał”! Przy wrzawie, jaką generowała publika nie mogłem uwierzyć, że słowo to brzmi tak nieskazitelnie czysto. Niemal równo z dźwiękiem obróciłem głowę w lewo... nic, w prawo... nic. Obróciłem się za siebie, lecz nie dostrzegłem nic, prócz masy ludzi. Do Orlando przyjechał jakiś mój znajomy? Super, tylko, że w takim tłumie nie byłem w stanie go dostrzec. Chciałem, lecz nie mogłem... A bardziej zależało mi na samej WreslteManii, niż na poszukiwaniach ludzi, którzy mnie wołają... A może mam omamy słuchowe? Czekając na kolejną walkę wymieniłem po raz kolejny karty pamięci i baterie (ku**a! Kto je robi)? Akurat jak skończyłem puścili promo Flaira – świetna rzecz. W końcu się pojawił, świetny strój - pióra, puszczono petardy, rodzina Rica na trybunach, zrobiła się naprawdę cudowna atmosfera. Czyżby tu miał skończyć? Czyżby tak miałaby się zamknąć pewna epoka?

Początek walki bardzo wolny, za kamerą lekko czułem się znudzony. Oczywiście nie ma mowy o ziewaniu... Nie tu... Nie tak. Z tego stanu wyciągnął mnie moonsault na stół komentatorski. Tu, autentycznie, krzyknąłem – WOW! Stół się rozsypał, a ja jeszcze mocniej chwyciłem kamerę. W chwilę potem Ric bierze Shawna na Suplexa. Tak, jak inni... wstałem. Ric dość długo trzymał Michaelsa i po chwili padł na ring. Wooooo – krzyknąłem, zresztą, nie tylko ja. Panowie, jakby się coraz bardziej rozkręcali. Michaels zrobił kolejnego Moonsaulta, lecz tym razem z narożnika. I po raz kolejny na tej gali zimitowałem oklaski. Ludzi wokoło mnie byli bardzo skupieni na tej walce, przyglądałem się uważnie, no co? ;) Nawet „Typowy amerykański nastolatek” przestał żreć szóstego, czy siódmego hamburgera, tylko spokojnie wpatrywał się w poczynania wrestlerów na ringu. A było na co patrzeć. Michaels w pewnym momencie stanął przy narożniku i zaczął swój taniec, swój „Dance Macabre”. Bierze rozbieg, lecz tuż przed Ric’iem zwalnia. Flair to wykorzystuje zakładając Figure 4 Leg Lock, lecz nic z tego. Uffff, usłyszałem za sobą. Miałem dokładnie to samo, tylko, że ja raczej z gorąca. Temperatura odczuwalna była zdecydowanie wyższa od rzeczywistej – to ta atmosfera, gorąca, jak diabli. Potem jeszcze kolejny Figure 4 Leg Lock, ale Michaels chwyta się lin. Chwilę potem na twarzy Rica ląduje SCM. Chwyciłem się za głowę, a kiedy Ric się wybił otworzyłem oczy tak szeroko, jakby zaraz miały mi wypaść. W tym właśnie momencie uwierzyłem, ze zwycięzcą może być Flair. Kiedy HBK doszedł do narożnika i wołał Flaira, by wstał... kurdę, poczułem, jak włos mi się na głowie jeży, to było niesamowite, potem byłem... byliśmy świadkami serii chopsów i... SCM! Flair pada na ring, a Shawn podczołguje się do narożnika. Wstałem z miejsca, to samo zrobili inni. Shawn Michaels opuszcza głowę, Flair wstaje, a w zasadzie próbuje - jest oszołomiony, płacze? Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, w czym ja uczestniczę. Stałem naprzeciwko ringu i mimo odległości, jaka dzieliła mnie od Shawna widziałem... wyczytałem z ruchu jego warg słowa, które mną poruszyły. „I’m sorry... I love you”... i Sweet Chin Music... Michaels klęka przed Flairem, kładzie się na niego i sędzia odlicza 1... 2... 3... Koniec walki, HBK całuje Flaira w czoło i schodzi z ringu. Nigdy nie płakałem oglądając jakiekolwiek wydarzenie sportowe, nigdy się nawet nie wzruszyłem. Emocje, które się zawsze we mnie rodziły to radość, albo złość, nic więcej... aż do teraz... Kiedy widziałem na powtórkach Flaira próbującego dalej walczyć i Shawna wypowiadającego te dwa zdania, autentycznie się wzruszyłem, to było genialne. Ktoś mógłby powiedzieć, że Flair powinien wygrać swoją ostatnią walkę... Nie zgodzę się. Łzy i radość po wygranym pojedynku nie byłyby takie same, jak te po przegranym. To byłby już zupełnie inny klimat. Cieszylibyśmy się wraz z Flairem, ale zabrakłoby tej odrobiny płynu wpływających do oczu. Byliśmy przecież świadkami często spotykanego w sporcie paradoksu, w którym to przegrany zostaje ostatecznie zwycięzcą, bo Ric, mimo przegranej, wygrał. Cieszę się, że mogłem być naocznym uczestnikiem odejścia wielkiego wrestlera. Człowieka, który w tym biznesie siedzi już bardzo długo, w końcu odchodzi w cień. Puściłem aparat i kamerę... zacząłem bić brawo. I mimo, że jego walki nigdy mnie nie fascynowały... Dziękuję Ci, Ric – krzyknąłem z trybun...

Usiadłem na swoim miejscu i długo rozpamiętywałem to, co przed chwilą się wydarzyło. Spojrzałem w ziemię i próbowałem przypomnieć sobie każdy szczegół tej walki: SCM, „I’m sorry” Tkwiłem w tym stanie, aż nie usłyszałem huku. Podniosłem wzrok i zobaczyłem sztuczne ognie... Oh my God, wyglądało to zajebiście, wyjebcze w kosmos. Organizatorzy „odbili” sobie po początku gali, kiedy to, wskutek słońca, nie mogli rozwinąć skrzydeł. Pokazy pirotechniczne były naprawdę świetne, a był to przecież środek gali. Po pokazach miała miejsce walka pań. Najpierw oczywiście pojawił się Snoop Dogg – Master of Ceremonies – kolejny duży plus gali. Po raz pierwszy zobaczyłem Snoop Dogga na żywo. Wszedł do swojego autka i podjechał pod ring. Maria zaczęła się przy nim bardzo ładnie wyginać. Po wejściu Div, Snoop Dogg zasiadł na tronie i zaczęła się walka. Słyszałem pomruki niezadowolenia. Nie wiem, z czego to wynika. Dziewczyny nie zaczęły walczyć, a ja już słyszę za sobą głośne Uuuuuu. Walka jednak mnie nie wciągnęła ani na trochę, ale pojedynek babeczek na WM musi się pojawić, ot. Lekko znudzony trzymałem kamerę w prawej ręce i czekałem, aż ta walka się skończy. I w pewnym momencie stała się rzecz dziwna – zgasły światła. Przeszedł mnie dreszcz, a najzabawniejszy w tej dziwnej sytuacji okazał się komentarz dot. Undertakera. Dziewczyny walczyły w totalnych ciemnościach, po chwili jednak użyto stadionowych reflektorów i wszystko zaczęło jako tako wyglądać. Tzn. w tv pewnie biednie, ale tu - na stadionie - zrobił się niesamowity klimacik. W takich ciemnościach bardzo fajnie się czułem. Potem już nie mogłem się skupić na walce. Dostrzegłem Marellę i Lawlera w jakiejś bliższej konfrontacji, a później świetny Clothesline’a w wykonaniu Snoop Dogga... Dobry koleś. Dziwny ten pojedynek, choć miał swój urok. Szybka zmiana baterii, wymiana kart pamięci, ehhh, troszkę ten zapał po walce Flaira z Michaelsem opadł, miałem nadzieję, że jeszcze skoczy to poziomu wyższego, niż na ww. walce. Kilka minut i WWE zauroczyło nas fantastycznym promem Triple Threat Matchu – miód. Siedząc tak i oglądając chciałem by ten Main Event odbył się już, teraz. Po promie na rampę wpełzła orkiestra (?!) Kurczę, tu się zdziwiłem. Zaczęli grać... hymn Stanów Zjednoczonych. Ja przyglądałem się stadionowi, kamerka ładnie zataczała coraz to większe kręgi, palec wskazujący lewej ręki impulsywnie wduszał przycisk aparatu, będzie niezła pamiątka, nie ma co – mówiłem w duchu do siebie. Kiedy tak kręciłem, orkiestra przestała grać i ludzi zaczęli się drzeć. Odwróciłem głowę i dostrzegłem Johna Cenę. Ale nie słyszę themu, co jest? Typowy, amerykański nastolatek zdołał tylko wypowiedzieć What the fu... i się biedaczysko zadławiło. Nie wiem, co pożerał tym razem, zresztą miałem inne sprawy na głowie. Orkiestra cały czas coś grała i musiało minąć kilkanaście sekund, bym załapał, że to theme Johna Ceny... Musiało minąć kilkanaście sekund, bym załapał... że to nie Main Event. Apropo themu, WWE nie mogło wpaść na bardziej genialny pomysł z muzyką, śliniłem się, jak mój kumpel obok chłonąc kolejną paczkę Chipsów. Przecież to jest świetne. Wrestlerzy wchodzą przy akompaniamencie dziwnych dźwięków trąbek i bębnów, jak gladiatorzy na arenę, na spotkanie oko w oko z przeznaczeniem... ze śmiercią... I jeszcze to ujęcie, jakże piękne, kiedy John biegnie w stronę ringu. Brak świateł sprawiał wrażenie, jakby biegł w otchłań, w drogę, z której już nie ma wyjścia... Wchodzisz i albo przetrwasz, albo zginiesz – kapitalny efekt. Potem niestety cały (nie)zamierzony efekt zostaje rozwalony. Klimat pryska, jak bańka, kiedy wchodzi Triple H... już przy swoim themie. Uśmiechnąłem się tylko szyderczo i z pewną ironią w głosie powiedziałem „No, cwaniaku, by zsynchronizować ruch głowy z themem, musiałbyś pobić rekord na 100m sprintem”. Po HHH na rampie pojawia się Randy i w tym też momencie zacząłem się drzeć „Randy, Randy”! Chciałem, by wygrał. Jeszcze przed wyjazdem zdążyłem na BGZ zagłosować w typerku. Serce mówiło, „Wybierz Ortona”; posłuchałem jednak rozumu, który bezustannie mówił „HHH - nie ma innej opcji”. Byłem strasznie ciekaw, co wymyślą bookerzy, czy Jaś uraczy nas swoją kwadratową facjatą wywijając pasem na narożniku. Napaliłem się na tę walkę i kiedy Randy trzasnął Trajpla pasem wrzasnąłem – „Yeah! Jeszcze raz”. Po chwili prawie puściłem pawia, gdy John wziął oponentów na FU... obydwóch. Nie wiem, jak miało się to skończyć, bo Triple H zepsuł (na szczęście) tę akcję. Po chwili nie wytrzymałem – wstałem i zacząłem się wydzierać – „Cena suck! Cena suck!” Inny chyba to podchwycili, bo już po chwili za moimi plecami miałem 75 tys ludzi... no, przynajmniej ¾. Cieszyłem się, jak dziecko, gdy Orton zrobił double DDT. W tym momencie naprawiono światła... Hmmm – pomyślałem – czy to nie jest jakiś znak? John Cena wbiega w otchłań rozpaczy, Randy z kolei niszczy oponentów w blasku nadziei. Ha, ciesz się, Sejbla, chwilą, bo za moment zobaczysz tauntującego Jasia z pasem na szyi. Z tego melancholijnego stany wyciągnęło mnie RKO z zaskoczenia (do tej pory nic szczególnego się nie działo). Uhuuuu, yeah, Randy – usłyszałem tuż za sobą. Potem zrobiło się nieprzyjemnie z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że Jaś zaczął czesać swoje mocarne finishery, czyli FU i STFU. Drugi powód jest taki, że... typowy amerykański nastolatek siedzący obok mnie to antyfan Ceny. Co w tym dziwnego/złego? Ano to, że oglądając poczynania Johna, gościowi zbierało się na wymioty. No fajnie – powiedziałem, niech spróbuje mnie uświnić, to go zabiję, a jak zniszczy mi sprzęt, to chyba Seppuku wykonam. Odgoniłem prędko złe myśli i skupiłem się na walce. HHH zakłada Crossface Jasiowi – piękny widok, prawie się popłakałem. Potem szybka wymiana punchy po którym wzrosła mi adrenalina, a następnie Pedigree... na Jasiu – to sen, krzyknąłem. Triple H pisuje Cene: 1 – wszyscy wstają z miejsc, 2 – wszyscy równocześnie krzyknęli ‘two” i... Orton sprzedaje kicka Trajplowi. Ajjj, było blisko, mogło się kończyć – pomyślałem w duchu – po czym usiadłem. Orton w tym czasie zrobił nawrót i położył się na Cenę... 1...(cisza) 2 (może z 2 tys ludzi parsknęło pod nosem „two”)... 3! Ludzie zaczęli się na siebie patrzeć, musiało minąć ze 2 s by zrozumieli, że to koniec. Przyjacielowi obok mnie upadł z wrażenia na ziemię hamburger (sic!) kobieta po mojej lewicy zaczęła płakać, a gość z gustownym T-Shirtem z napisem „I hate Cena” siedzący naprzeciwko mnie prawie się zabił. To był szok. Byłem szczęśliwy, choć tego nie ukazywałem – byłem w głębokim szoku. Żeby Jaś jobbnął na najważniejszej gali roku jestem w stanie zrozumieć, ale żeby Triple H? Mimo, że byłem usatysfakcjonowany, pojedynek nie zrobił na mnie piorunującego wrażenia. Walka, jak na pojedynek o pas, wcale długa nie była. Najgorsze jednak, że zabrakło dramaturgii (prócz ostatnich kilkunastu sekund). Wrestlerzy schodzili, a ludzie dalej, jak byli w szoku, tak są. Odwróciłem się w lewą stronę i dostrzegłem... Na krześle siedział starszy mężczyzna ubrany w skórzaną kurtkę i jeansy. Na twarzy miał ciemne okulary, jakby raziło go światło stadionowych reflektorów. Moją uwagę przyciągnęła kobieta nieustannie mówiąca do tego faceta. Dziwne, ale dopiero teraz zauważyłem... opartą o krzesło mężczyzny białą laskę... I tu przeszły mnie ciarki. Facet był niewidomy. Jego oczami była ów kobieta, która była najpewniej jego znajomą. Tak bardzo chciał tu być? Nie przeszkadza mu jego własne kalectwo? Nie... Przyszedł, by usłyszeć i zobaczyć oczyma wyobraźni Wielkie Show... Wzruszyłem się, jak podczas walki Flaira z Michaelsem... Opuściłem głowę...

W trakcie wymiany baterii i kart pamięci puszczono promo Backlashu – fajne, wiadomo. Wykonałem w końcu czynność niezbędną do dalszej egzystencji i z nieba zaczęły się sypać dolary. No tak, czas na walkę Mayweathera. Sam przed pojedynkiem głowiłem się, jak to rozwiążą? Nie mogłem sobie wyobrazić winszującego Floyda, po prostu nie mogłem. Walka się zaczęła i z pewnością nie wyglądała sztucznie. Kolega obok mnie nawet zażartował (hmmm...) „Big, use the Dick”! Oglądałem to bez jakichś większych emocji, zdawałem sobie sprawę, że została jeszcze jedna walka i na nią czekałem. Na pewno efektownie wyglądała pogoń Showa za Floydem, który został ściągnięty z ringu przez kumpli. Potem już z górki. Big Show częstuje Mayweathera Chokeslamem, by w chwilę później przyjąć na siebie krzesło. No i co? Spinujesz go, dziadzie? Mayweather jednak pożyczył kastet, zakłożył go i... Bum – bomba w twarz. Big Show pada i zostaje odliczony do dziesięciu. No cóż, Floyd miał tę walkę wygrać – to było chyba wiadome, pytanie, jakie się rodziło, to w jaki sposób tego dokona. Użył śmiercionośnego kastetu. W sumie dobrze, nie przetrawiłbym sceny, w której Floyd pinuje Showa po ciosie w jajca. Po walce zostaliśmy zauroczeni reklamą WrestleManii XXV, która odbędzie się w Texasie (będzie Czak)? na Reliant Stadium... Muszę tam być! Poruszę słońce, ziemię, ale będę tam! I na pewno nie sam, zabiorę kogoś ze sobą. Na pewno namówię kogoś z BGZ. W mojej głowie zaczęły układać się plany dot. Przyszłorocznej WM! Plaskiem w twarz okazały się puszczone po raz kolejny fajerwerki. Świetnie to wyglądało, byłem niesamowicie podniecony... Zwłaszcza, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że została ostatnia walka... Mimo, że na kartach pamięci zmieściłoby się sporo danych, wymieniłem je. Nie chciałem nic stracić, ani jednej sekundy z walki, na którą czekałem całe życie. Oglądałem promo zastanawiając się, czy Edge przerwie streak Calaway’a. Kobieta o kruczo-czarnych włosach trzymająca dziecko na kolanach również przyszykowała sprzęt. Promo się skończyło, a ja po raz drugi na gali usłyszałem głośne „Rafał...”! Odwróciłem głowę, ale nie mogłem dostrzec tego kogoś. Zgasły światła, a ja przełknąłem ślinę. Miałem w tym momencie gdzieś znajomego/ch*j-wie-kogo, odwróciłem się... Poczułem się nieswojo... Pierwsze uderzenie dzwonu kościelnego i czuję, jak mana spływa na mnie z nieba. Ciarki przeszły mi po plecach, na czole pojawiły się grube krople potu. Jeszcze raz przełknąłem ślinę, zaczął grać theme...

Pojawił się na rampie. Byłem zafascynowany, to było niesamowite. W piękny sposób nawiązano do czasów tak odległych, jak WrestleMania XIV, do czasów Ministry. Calaway bez kapelusza i w nowym/starym stroju wyglądał fantastycznie. Kiedy wchodził na schody lekko się uśmiechnąłem. Oczyma duszy widziałem siebie siedzącego przed monitorem – Sejblę, stukającego impulsywnie w klawisz, na którym narysowana jest strzałka w prawo odpowiadająca za skok w przód o pięć sekund. Tutaj nigdy bym tego nie zrobił, nawet, gdybym miał taką okazję. To było to, na co czekałem całe życie - chciałem go zobaczyć. Chciałem zobaczyć człowieka, dzięki któremu ciągle odczuwam radość oglądając wrestling... Zobaczyłem...

Gdy, Mark, był na ringu czekałem na Edga. Zaczął grać jego theme i rozpoczął się „taniec świateł” Klimat zrobił się niesamowity; niestety, zepsuła go pani Vickie Guerrero – mogli sobie darować, naprawdę. Dobrze, że nie towarzyszyli mu Zack i Curt, bo bym tego nie zniósł. Feerię świateł było widać, chyba, aż z kosmosu. Edge wszedł na ring, ucichł theme... Calaway zaczął tauntować, a ja razem z nim. Walka delikatnie się rozkręcała. Dropkick Edga, nieudana próba Old School, Edge zrzucony z narożniku. Oko - zarówno moje, jak i kamery – chłonęło każdą akcję. Palec wskazujący lewej ręki odmawiał posłuszeństwa, aparat też chyba już miał dość. Kiedy Edge leżał poza ringiem, a Mark brał rozbieg wszyscy wstali przeczuwając, co się za moment stanie. Calaway wyskoczył poza ring i wszyscy zaczęli bić brawo. Potem nieudana próba Last Ride’a, Big Boot Edga i pierwsza próba pinu. 1... 2... ufff, mimo, że każdy wiedział, że walka ta nie skończy się tak prędko, odetchnęli z ulgą. Po krótkim czasie nastąpiła zajebista rzecz – wymiana punchów z „aktywną publicznością” Super sprawa, Mark – Aaaaa, Edge – Uuuuu, pięknie. Czuć było w powietrzu, że już za chwilę walka się skończy, że już niedługo ten stadion będzie pusty, dlatego też każdy chciał jeszcze wydobyć z siebie jakieś dźwięki... jakiekolwiek. Ja sam pod koniec nie mogłem sam siebie usłyszeć. Gardło to chyba przez miesiąc będę leczył. Wydarłem gromki okrzyk, kiedy Edge w powietrzu chwycił Calaway’a za głowę i wykonał DDT, wydarłem się, kiedy zobaczyłem Chokeslama, kiedy Edge zeskoczył z ramion Marka i wykonał Neck Breakera... Jednak Last Ride’a i tak mogliśmy zobaczyć, chwilę potem. Jakie było moje zdziwienie, kiedy Edge się po nim wybił. Chwyciłem się za głowę... tak samo, jak 70 tys ludzi. Wydałem z siebie głośnie „Uuuaaa” kiedy Big Boot miast na Edgu, wylądował na twarzy sędziego - ostro. Kątem oka widzę, jak „TAN” z mordem w oczach pożera ósmą już chyba porcję frytek. Potrząsnąłem głową i dalej obserwowałem walkę, a działo się. Edge częstuje Calaway’a kamerką... kamerą i próbuje wykonać Tombstone’a. I możecie nie wierzyć, ale chciałem, by to zrobił. Nastąpił jednak reversal i to Edge po chwili leżał na ringu. Mark, składa swą ofiarę i... Nie ma przecież sędziego! Po chwili dostrzegłem bijącego rekord w sprincie blondyna. Sędzia wślizgnął się na ring i 1... 2 („two” - 75 tys ludzi) i ... Edge się wybija. Chwyciłem się za głowę mówiąc – „O ku**a”! To się może źle skończyć. Emocje sięgnęły zenitu, kiedy wpadli Zack Ryder i Curt Hawkins. Calaway jednak poczęstował jednego z nich Chokeslamem poza ring, odwrócił się i przyjął Speara... I tu czas jakby zwolnił. Wszystkie dźwięki stały się przytłumione. Słyszałem oddech Edga, Calaway’a. „The streak is over”? 1... Czas zwalnia jeszcze bardziej, krople potu spływają po twarzy, serce zaczęło coraz szybciej pompować krew, 2... Oddech stał się płytki, ciśnienie krwi wzrosło, zacząłem się bać. Tak, to był strach. Nie chciałem Jego przegranej na WrestleManii, chcę, by ten streak nigdy się nie skończył... zamykam oczy... Słyszę dudnienie własnej krwi... słyszę wrzask ludzi. Cieszą się? Są zrozpaczeni? Otwieram je i widzę Edga spoglądającego na Calaway’a z niedowierzaniem. Odetchnąłem z ulgą, kamień spadł mi z serca... Nie minęły dwie, trzy sekundy, a tu Edge raczy nas kolejnym spearem... I znów się zaczęło, tym razem byłem pewien, że to już koniec. Edge pochyla się nad Markiem, lecz ten zakłada mu Gogoplatę. Wstałem i czekałem. Czułem, że to koniec... Nawet „TAN” wstał (hmmm... jak? Tego nie wie nikt) wszyscy z niecierpliwością spoglądali na Edga, na jego rękę... Zaczął tappować. Wrzasnąłem z radości. To już jest koniec. Mark Calaway dostał pas i zatauntował, zaczęły strzelać petardy, rakietki przeleciały przez całą długość stadionu, było to strasznie efektowne. Kiedy schodził Edge zauważyłem jakiegoś dupka, który niemal wpadł na rampę. Wskazywał na nakolanniki Edga, pożerał je wzrokiem. Na szczęście sprzątnęli go ochroniarze. Jeszcze na sam koniec dowiedziałem się, że na stadionie było 74,635 tys. ludzi Nieźle – krzyknąłem. Na samym już końcu WWE uraczyło nas przypomnieniem tego, co się działo tego wieczoru...

Siedziałem wpatrzony w ring - Myślałem nad całą tą galą – typowy amerykański nastolatek dopijał colę i zaczął się wyczołgiwać ze swego miejsca. Ja jednak spokojnie siedziałem, nie chciałem się przeciskiwać przez te tłumy. Cieszyłem się, że mogłem uczestniczyć w tym wydarzeniu, dziękowałem Bogu, że miałem tę okazję. Obiecałem sobie, że jak przyjadę do Polski, do Ostrowa, ściągnę WM 24 z XWT i obejrzę ją jeszcze raz. Chcę zobaczyć raz jeszcze MITB, chcę zobaczyć łzy towarzyszące walce Flair vs. HBK, chcę przyjrzeć się, jak Michaels wypowiada „I’m sorry, I love you” – jestem pewien, że gdybym oglądał tę galę przed ekranem monitora, klepnąłbym w spację i cofnął... i oglądał jeszcze raz... i jeszcze... Piękna sytuacja. Takie momenty wpisują się na kartach historii złotą czcionką, nigdy o tym nie zapomnę. Rozmyślałem również i o Triple Threat Matchu, który nie wylądował w Main Evencie... Czy to dziwne? Czy należy pluć na WWE za takie posunięcie? Oczywiście, że nie. Każda walka tej gali to Main Event, na każdej bawiłem się równie dobrze, a kwintesencją tej zabawy był „prawdziwym” ME gali, w którym mogłem zobaczyć mego ulubionego wrestlera.

Wstałem i gdy miałem ruszać poczułem nagły, przeszywający ból w plecach. Wykrzywiłem w grymasie twarz, zamknąłem oczy. Te kłucia w plecach były nie do zniesienia (efekt trwającej niemal cztery godziny gali)?; instynktownie ręka powędrowała pod okolice krzyża... i nagle ból minął. Minął, jak tęcza ukazująca się na chwilę po burzy. Pojawiła się za to ulga. To było coś wspaniałego, mą twarz owiała niewidzialna płachta porannego wiatru (Wiatru?!). Muskała mą twarz i choć wiedziałem, że nic złego stać mi się nie może, odczuwałem strach. Nie wiedziałem gdzie jestem, co się ze mną dzieje. Otwarłem oczy, a w zasadzie próbowałem. Ciężka, jak skała powieka nie reagowała na me życzenie. Chciałem już wyrwać się z tej otchłani tajemnicy, lecz nie mogłem... Po wielu próbach w końcu się udało. Lewa powieka delikatnie oderwała się od mokrej powierzchni gałki ocznej. Nic jednak nie mogłem dostrzec, wszystko było strasznie rozmyte. Podniosłem lewą rękę i przetarłem oczy, dostrzegłem biel. Biała, jak śnieg, powierzchnia zdawała się do mnie mówić – „Opuść wzrok, spójrz... Dalej, nie obawiaj się...”. Przymknąłem oczy, by po chwili energicznie je otworzyć, usiadłem (leżałem?) Firana, pod wpływem wiatru unosiła się to w górę, to w dół. Wpatrywałem się w nią, jak zahipnotyzowany, powoli dochodziło do mnie, co się ze mną działo. Nie mogłem w to uwierzyć, ma dusza płakała...

Odchyliłem lekko głowę. Uszy wyłapały dźwięk obracających się nieustannie wiatraków... Dziwne, ale dopiero teraz to zauważyłem. Komputer był włączony i choć bardzo chciałem przypomnieć sobie, dlaczego go nie wyłączyłem, nie mogłem. Myśli krążyły po meandrach mego umysłu. Dalej nie mogłem do siebie dojść. Głowa przechyliła się w lewą stronę. Krzesło, stół, biurko, na którym jest nieustanny bałagan, obok kalendarz z datą 31 marca, stojak, lampka, na ścianie dumnie wisi plakat... Nagle usta otworzyły się mimo woli. Oczy stały się wielkie, jak spodki, a oddech przyspieszył. Na biurku, tuż obok lampy, dumnie leżał czarny, jak smoła, kapelusz... Długo się w niego wpatrywałem... Pożerałem go mymi oczami. Odwróciłem wzrok i przygryzłem dolną wargę. Skąd on się tu wziął? Kto go przyniósł? Na pewno nie ja – tego byłem pewien niemal na sto procent, co się do cholery dzieje? Po raz kolejny przymknąłem oczy, by przypomnieć sobie co tak naprawdę działo się wczoraj? Nie mogłem, byłem zirytowany i gdy już wydawało się, że nic nie jest wstanie pogłębić tego stanu, usłyszałem... „Rafał!” Przełknąłem w niepokoju ślinę. To imię, ten dźwięk głosu... Ja go słyszałem. Oddech miast zwolnić, przyspieszył... „... wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły” Gdy to usłyszałem, zasłoniłem twarz ręką, usta mimowolnie zmieniły kształt w półksiężyc, zacząłem się śmiać coraz głośniej i głośniej. Skierowałem wzrok na okno, wtedy też doszły mnie dźwięki otoczenia: przejeżdżające samochody, jakaś kobieta krzycząca na bachora, które nie chce jej słuchać, szczekające psy... Chyba czas wstawać, bo matka zaraz tu wlezie i zacznie psioczyć, że żadnych usprawiedliwień nie będzie podpisywać. Usta powoli się zamykały i gdy zetknęły się ze sobą poczułem słony, nieprzyjemny smak. Pot pokrywał całą moją twarz, moje włosy również były mokre. Na czole, nagle, pojawiły się zmarszczki. NIE, NIE, NIE, nie będę wędrował dłużej po dżungli, jaką jest mój umysł. Koniec! Szybko lewa noga zsunęła się na podłogę, po chwili prawa i gdy chciałem podnieść rękę – ta natrafiła na jakąś przeszkodę... Poczułem zimno. Odwróciłem głowę i dostrzegłem... kamerę... Trochę dalej od niej leżał aparat fotograficzny, wokół zaś dostrzegłem walące się karty pamięci. W tym momencie przypomniałem sobie o kapeluszu, który leży na biurku. Potrząsnąłem głową w nadziei, że to jakiś cholerny żart, jakaś wizja... Niestety, wszystko było aż nadto realne.

Chwyciłem kamerkę. Strach zajrzał mi prosto w oczy i choć walczyłem sam ze sobą nie mogłem tego nie zrobić... Przymknąłem oczy, mięśnie twarzy napięły się do granic możliwości, wcisnąłem „play”... Szum... szum... szum... szum... Na zaschniętych już kroplach potu pojawiły się nowe. To jest chore, co ja robię? – pytałem się sam siebie... Usłyszałem ich - krzyczących z radości ludzi... Ciarki przeszły mi po plecach, Podniosłem powieki i zacząłem wpatrywać się w gołą ścianę... Strach jakby się nasilił, ale nie był już moim wrogiem. Polubiłem go... Opuściłem wzrok... Wchłonąłem w tę krainę po raz kolejny, wszedłem w nią. Wszedłem w ten cudowny świat pełen radości, podniecenia, niespodzianek. Świat pełen szaleństwa. Magia trwa...


  • Posty:  5
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.04.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nie będę robił żadnych wywodów ani felietonów na temat WM XXIV bo zwyczajnie mi się dziś nie chce. Chcę tylko napisać swoją krótką opinię na temat tej gali, którą uważam za udaną. A więc tak, uważam że tegoroczna WrestleMania wypadła dość przyzwoicie i było w niektórych momentach na co popatrzeć. Pierwsza walka między Finlay'em,a JBL'em wyszła przeciętnie i nic szczególnego tam nie widziałem. Money in the Bank Ladder Match wypadło świetnie, faworytów widziałem w Y2J lub Kennedy'm i troszku się zdziwiłem że wygrał Punk. Chociaż według mnie najlepiej w całym pojedynku wypadł Benjamin który zaprezentował się naprawdę świetnie i to on powinien być zwycięzcą. Walki Batista vs Umaga, Kane vs Chavo sobie odpuszczę, jedyne co cieszy to to że Kane w końcu dostał jakiś pas ;)

Teraz czas na walkę pomiędzy HBK,a 'Nature Boy' Ric Flair'em, trzeba naprawdę przyznać że walka była emocjonująca. Muszę przyznać że po walce parę łez uroniłem. Playboy Bunny Mania Lumberjack Match w miarę jak na kobitki wypadł, dobra opcja była jak Dogg'y Dogg wparował i jebnął makaroniarza w cymbał :P

Triple Threat Match o WWE Title wyszedł całkiem całkiem ale nie spodziewałem się zwycięstwa Ortona, szczerze byłem pewny na 90% że wygra HHH, a tu takiego wała mi sprzedali. FMJR vs Big Show mi się podobało, szczególnie zakończenie jak 'wielkie szoł' dostało KO od dużo mniejszego od siebie murzynka. No i Main Event który wyszedł bardzo dobrze, według mnie najlepsza walka na gali (może to przez to że Taker powiększył streak i zdobył WHC), szczerze to było kilka momentów że zaczynałem się bać że 'grabaż' przegra i straci swój streak ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Ocena końcowa gali to 8/10, więc jak widać bardzo mi się podobała.

wm xxv

  • 2 tygodnie później...

  • Posty:  424
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  10.07.2006
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

A oto, jak tegoroczną WMkę ocenił 'ekspert' Dave Meltzer z "Wrestling Observer Newsletter":

-Finlay vs. John Bradshaw Layfield: **1/4

-CM Punk vs. Chris Jericho vs. MVP vs. Mr. Kennedy vs. John Morrison vs. Carlito vs. Shelton Benjamin: ***1/4

-Batista vs. Umaga *1/4

-Ric Flair vs. Shawn Michaels: ***1/2

-Ashley & Maria vs. Beth Phoenix & Melina: 1/4*

-Randy Orton vs. John Cena vs. HHH: ***1/2

-Floyd Mayweather vs. Big Show: ***

-Edge vs. The Undertaker: ****1/4

Szeczerze mówiąc to trochę dziwny ma ten gust... :roll:


  • Posty:  3 601
  • Reputacja:   6
  • Dołączył:  21.06.2005
  • Status:  Offline
  • Styl:  Ciemny

W sumie to nie zgadzam się z tą notą:

-Edge vs. The Undertaker: ****1/4

Wg mnie jest stanowczo za wysoka no chyba, że ktoś jest fanem (or takeromarkiem).

Ric Flair vs. Shawn Michaels: ***1/2

A tu raczej powinny być 4 gwiazdki. Z perspektywy czasu najlepsze chyba starcie wrestlemanii 24. Na pewno najbardziej zapamiętywalny pojedynek tej gali.

 

16476371734edf391100c30.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Grok
      Tyler Breeze jest „trochę wszystkim” w swojej obecnej roli w WWE. Od zwolnienia z WWE w 2021 roku Breeze pozostał w firmie w roli za kulisami, obejmującej prowadzenie treści cyfrowych, gościnne treningi, pisanie dla NXT i wiele więcej. Wyjaśnił swoją rolę w najnowszej rozmowie z Denise Salcedo. Breeze nadal występuje na scenie niezależnej i jest współwłaścicielem szkoły treningowej Flatbacks na Florydzie wraz z zawodnikiem NXT Shawnem Spearsem. We wrześniu zeszłego roku Breeze stoczył poje
    • Kaczy316
      Lecimy z ostatnim Raw przed Elimination Chamber! Zobaczmy co WWE nam zgotowało, ale zapowiada się dobre Raw oj tak.   W ringu jest Corey i Cole, ale szybko przerywa im Gunther, który wychodzi z publiczności i mówi, żeby opuścili jego ringu, Graves i Michael posłusznie wykonują rozkaz, a Gunther mówi, że to jest haniebne celebrując przegranych jak Goldberg, jak John Cena, jak AJ STYLES! Mówi że On zabija kariery, więc jeśli ktoś zasługuję na celebrację to On! Pearce przerywa Guntherowi
    • MattDevitto
      Nawet bez tego nie uwierzyłbym w ten ruch, bo nie ma sensu dla samego AJa. Styles nie po to zdecydował się kończyć by ponownie musiał być w ciągłych rozjazdach. Pieniądze ma, lata swoje też i może spokojnie powiedzieć pas. Zresztą z wieloma zawodnikami AEW walczył na różnych etapach swojej kariery.
    • Grok
      Reżyseria debiutanckiego filmu fabularnego i lot w kosmos to niektóre z jego osobistych marzeń Darby'ego Allina. W wrestlingu chce jednak przede wszystkim pomóc podnieść prestiż AEW na należny jej poziom. Allin był gościem najnowszego odcinka podcastu Insight with Chris Van Vliet, gdzie zdradził, co jeszcze jest na jego liście po planowanej wspinaczce na Mount Everest w 2025 roku. Obecnie jego największym marzeniem jest przekształcenie własnego scenariusza w pełnometrażowy film. Allin uważ
    • Grok
      W tym tygodniu AEW złożyła wniosek o rejestrację znaku towarowego dla nazwy tag teamu, który najwyraźniej planuje wprowadzić. Promocja złożyła wniosek o znak towarowy dla terminu „Paid in Full” 23 lutego. W sekcji opisującej towary i usługi we wniosku bezpośrednio wskazano, że znak ma obejmować występy tag teamu zawodników: AEW nie ujawniła, kto wejdzie w skład tego tag teamu. Nie wiadomo, czy będzie to ekipa z męskiej, czy damskiej dywizji tag teamów, ani czy ich występy będą głównie w AE
×
×
  • Dodaj nową pozycję...