Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

W Jakie Gry Teraz Gracie...


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Pograłem w Bayonette, bo wyszła na PC. Kiedyś czytałem tylko zachwyty, teraz mogłem sprawdzić. Część się potwierdziła. Stylistycznie, to mocna pojebka. Dawno nie widzialem tak pozytywnie wykręconej gry. Tym kupuje ona ludzi. Mi do pełnej akceptacji klimatu zabrakło protagonistki, którą bym polubił. Bo o ile postaci drugoplanowe są spoko, tak sama głowna boahterka mnie drażni. Milion razy bardziej lubię Dantego z DMC, przez co i samo DMC cenie sobie bardziej. Szczególnie część 3. Bayonetta jest spoko, kciuk w górę, ale nie serduszko :wink:

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Dawno się tak nie odbiłem od gry studia Telltale, ale tamtejsi Guardiansi Marvela, którzy właśnie dostali swój Epizod 1 są słabi, po prostu. Największym ich plusem jest to, że dzięki temu zapragnąłem wrócić do filmu. Gdyby tak przedstawili mi ten skład, to na pewno bym im nie kibicował. Rocket jeszcze potrafi sypnąć dobrym tekstem, ale cała reszta jest kiepska. Kuleją też modele postaci, bo Gamora, to nie Gamora, a Drax wygląda cukierkowo. Dobrze, że zachowali typową dla tego składu muzykę, bo ona buduje klimat, mimo przeciętnej reszty. Edytowane przez N!KO

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Fajnie, że wychodzą Remastery starych gier przygodowych, bo wreszcie mogę je sprawdzić na własnej skórze. Jak wychodziły, to system był dla mnie zbyt toporny, lub w ogóle nie było mi po drodze do gatunku. Teraz padło na Full Throttle. Coś, co stylistycznie zawsze mi pasowało, a i skład odpowiedzialny za grę napawał optymizmem. Niestety, podobnie jak w przypadku Day of the Tentacle, zawiodłem się. Dla mnie te przygodówki nie przetrwały próby czasu. Ani nie bawią, tak jak miały bawić, ani nie ciekawią, tak jak miały ciekawić, ani nie mają dobrych zagadek, którymi wyhodowały sobie kult fanów. Full Throttle ma obleśny system jazdy na motorze, a i - mimo remastera - dość toporny gameplay. Zagadki nie są zbyt ciekawe, a i gra jest stosunkowo krótka. Wtedy robiła furorę, dziś już nie. Pozostaj mi wielbić Małpią Wyspę (1, 2 - z remasterami - i 3 - tylko na starym systemie), oraz moje ukochane Grim Fandango (też dostało remastera, który jest dostępny za grosze - dosłownie parę złotych). A może to już nie czas na przygodówki? Kiedyś grywałem we wszystkie, i przechodziłem większość. Dziś już ciężko mi się zmusić do omawianego FT, które trwa parę godzin.

 

Do powyższych 4 tytułów, które uwielbiam, warto dopisać Najdłuższą Podróż, która przynajmniej dla mnie dożyła do swojej nazwy, Larry'ego 7, który bawi mnie do teraz (świetny Stuhr), To The Moon, które mimo krótkiego czasu, jest jedną z bardziej oddziałujących na gracza emocjonalnie gier, oraz serie epizodyczne od Telltale (tylko Walking Dead i Wolf Among Us), plus Life is Strange innego studia.

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  4 432
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  02.04.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

 

Tom Clancy’s Rainbow Six: Siege to kolejna odsłona kultowej serii strzelanek taktycznych z widokiem FPP. Gra oferuje walkę terrorystów z siłami policji, jednak jej głównym założeniem jest rozgrywka sieciowa między graczami, którzy do wyboru mają różnorodne postacie, będące członkami elitarnych oddziałów specjalnych z całego świata. Produkcja charakteryzuje się szerokim zakresem destrukcji i modyfikowania otoczenia, co zapewnia graczowi bogate możliwości taktyczne zarówno podczas szturmów na ufortyfikowane pozycje wroga lub obrony przed atakami. Gra powstała w oparciu o technologię AnvilNext, napędzającą inne projekty Ubisoftu, w tym te z serii Assassin's Creed, For Honor czy też Tom Clancy's Ghost Recon: Wildlands.

 

Swego czasu o tej grze było głośno. Teraz mimo ciągłego wsparcia już raczej nie jest aż tak popularna, ale wciąż ma spore community. Mam na liczniku nieco ponad 60 h i muszę powiedzieć, że to bardzo solidna produkcja mimo downgrade'u, do którego już chyba powinniśmy przywyknąć jeżeli mowa o produkcjach AAA. Gra jak w opisie skupia się na rywalizacji multi z innymi graczami. Dzielimy się na 2 zespoły po pięciu członków i raz jesteśmy stroną atakującą, a raz broniącą. Do dyspozycji mamy całkiem sporo map. Z reguły są to zamknięte budynki, ale nie ma się co przyczepiać, bo w końcu mamy tu do czynienia z akcjami antyterrorystycznymi. Rozgrywka opiera się na trzech zadaniach, które są losowe o ile nie wybierzemy sobie ulubionego trybu w opcjach gry. Niestety nie ma tu filtrów jak w takim Call of Duty. Aby grać 1 tryb musimy resztę wyłączyć. I tak o to możemy starać się obronić bądź odbić zakładnika, zbiornik z chemikaliami lub rozbroić bombę. To, co podoba mi się najbardziej to widać, ze twórcy chcieli postawić na taktyczne podejście. Terrorystów mamy w trybie z botami, jednak prawdziwa gra tak naprawdę opiera się na walce komandosów z... komandosami. Mamy do dyspozycji prawdziwe jednostki z całego świata. Na chwilę obecną są to FBI (USA), SAS (Wielka Brytania), GIGN (Francja), Specnaz (Rosja) i GSG 9 (Niemcy), które oferują po 4 postacie (dwóch atakujących i broniących) i były w podstawowej wersji gry oraz kolejne jednostki, które mają po 2 członków (po jednym w ataku i obronie) i podochodziły w (na szczęście :roll: ) darmowych dodatkach, które można było pozyskać wcześniej i bodajże za mniejszą cenę PD kupując Season Pass: Navy Seals (USA), JTF2 (Kanada), BOPE (Brazylia), SAT (Japonia) oraz GEO (Hiszpania). Niedługo pojawią się kolejne dodatki z naszym rodzimym GROMEM, a wraz z nim oddziały SDU z Hong Kongu i coś z Korei Południowej. Tak, więc w sumie daje nam to 30 grywalnych postaci, a już niedługo kolejne 6. Każda ma inne uzbrojenie, wytrzymałość pancerza, mobilność i specjalne urządzenie określające zadanie postaci w drużynie. Jeden może wysadzać wzmacniane ściany, podczas gdy inny wykrywa bicie serca przez mury albo montuje urządzenie "wrzucające" do pokoju granaty. Pole do popisu jest szerokie, bo sprzętu jest multum i trzeba czasem odpowiednio dopasować swoich żołnierzy do zadania. Oczywiście lepiej grać ze znajomymi albo z kimś ogarniętym, bo z reguły gry z losowymi ludźmi, kończą się brakiem komunikacji, spotkaniem z jakimś trollem lub typem, co ma 100 lvl i myśli, że jest Panem świata, ale to już chyba urok każdej gry sieciowej. Mamy także tryb rankingowy gdzie gra jest bardziej poważna. Spotyka się tam już więcej graczy, którzy podchodzą serio do gry i bardziej współpracują. To do czego najbardziej w grze się przyczepiam to takie małe P2W. Oczywiście możesz grać nie wydając więcej pieniędzy niż na zakup samej gry i zdobywać punkty, za które odblokowujesz różne pierdółki, ale przede wszystkim nowe postacie. Kiedyś ludzie z season Passem mieli o wiele taniej, bo operatorzy kosztowali po 5000 PD. Teraz już ich ceny chodzą po 12500 lub 25000 jeżeli postać jest z dodatku podczas, gdy za jeden mecz dostaje się ok. 257 punktów... Oczywiście te droższe postacie są ciut OP i cieszą się większą popularnością. Aby przyspieszyć "expienie" można kupić (oczywiście za prawdziwą kasę) doładowania. Istnieją również elitarne wersje postaci z ekskluzywnymi przedmiotami. Jeżeli o mnie chodzi to spokojnie wolę sobie pogrindować i uzbierać wymaganą ilość punktów. Kosztuje czas, lecz spokojnie można uzbierać expa na nową postać. Co tydzień pojawia się ok 7 (?) zadań z Uplay oferujących sumę rozgłosu (bo tak nazywa się to tutaj) równą tej za wygrany mecz, więc nie jest aż tak źle. Pomijam kwestię sklepu, bo to także skok na kasę. Jakieś breloczki na karabiny, maski czy skiny do broni, które kosztują pół wartości postaci. :roll:

 

"+"

- rozgrywka postawiona na taktykę, która mimo iż uzależniona od stylu gry ludzi to naprawdę daje radę

- muzyka to tu szczegół, ale całkiem klimatyczne kawałki podczas ładowania plansz

- sporo map

- różnorodność klas, jednostek i uzbrojenia

- ciągłe wsparcie twórców w postaci nowych jednostek dodawanych, co jakiś czas

- duża destrukcja otoczenia, która daje swobodę działań w zamkniętych pomieszczeniach

- kilkudniowe wyzwania, za które otrzymamy małe bonusy punktów rozgłosu

 

"-"

- przydałoby się więcej celów niż tylko 3

- grafika po downgradzie nie jest najgorsza, lecz mogłoby być lepiej. Najbardziej oberwała krew. Wygląda jakby ktoś strzelił sprayem po ścianie

- liczne mikropłatności, które znacząco przyspieszają odblokowywanie nowych rzeczy

- małe problemy z łączeniem z serwerami

- brak filtrów, które ułatwiałyby wybór celu misji i map. Trzeba szperać w opcjach gry

 

Podsumowując gra ma słabsze strony, ale plusy są solidne i gra naprawdę sprawia mi radochę. Ciekawy pomysł, nieźle zrealizowany, który spodoba się fanom gier typu SWAT.

 

Ocena: 4/5

Edytowane przez Pavlos

Typerowa zabawa:

I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016

III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016

III miejsce - Euro 2012

6476255635741dfcc53660.jpg


  • Posty:  806
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  30.03.2016
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

Czy ktoś stąd też wyczekuje na Injustice 2?

75137960457081728a67d7.jpg


  • Posty:  4 959
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  18.07.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Czy ktoś stąd też wyczekuje na Injustice 2?

Dodawanie zmieniających staty kostiumów to zły kierunek dla bijatyk. Czuję, że większość graczy je oleje. Zagram i tak, jedynka była spoko, nawet story mode na plus.

 

Z nowszych rzeczy - podoba mi się nowy design Jokera. Szkoda tylko, że moveset to niemal kopiuj-wklejka z jedynki.

...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.

Typer WWE 2018 - 3 miejsce

Typer NXT 2018 - 1 miejsce

105504318959183a35d96e9.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Czy ktoś stąd też wyczekuje na Injustice 2?

 

A wychodzi na PC?

 

Troche mi zeszło ze skończeniem 4 Epizodu Walking Dead A New Frontier. O ile 90% odcinka, to dość przeciętny feeler, który mocno przynudza, tak końcówka jest mocarna. Podejmujemy ważne decyzje, gdzie życie ludzi jest na szali. Oczekuje czegoś takiego w każdym epizodzie. Do teraz pamiętam, że takie akcenty atakowały nas od pierwszego kontaktu z pierwszym sezonem. Tak powinny wyglądać gry Telltale. Muszą grać na emocjach. Czekam na zakończenie, choć martwi mnie związek Clementine z tym małym glonem Gabem. W zasadzie robie wszystko, żeby go gdzieś zastrzelili :wink:

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  806
  • Reputacja:   2
  • Dołączył:  30.03.2016
  • Status:  Offline
  • Styl:  Jasny

A wychodzi na PC?

 

Tak, wychodzi na PCty.

75137960457081728a67d7.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Całkiem przyjemnie wypadał taktyczny RPG, Expeditions: Viking, w którym jako nowy władca, zaczynamy rozbudowywać swoje imperium. Czuć, że gra nie miała dużego budżetu. Są irytujące bugi - nawet uniemożliwiające zakończenie misji - i ogólna bieda graficzna. Na pewno podobało mi się, że walka jest turowa, bo od Divinity: Original Sin, stałem się fanem takich gierek. Niestety, wrogowie bardzo często to idioci, podejmujący kretyńskie decyzje. Nie zawsze, ale zdarzają się tacy delikwenci. Dobrze też, że można nakreślić swoją postać i pokazać rządy, jakie będziesz sprawował. Twarda ręka albo miękka pa.. :wink: Jak ktoś przymknie oko na wszechobecną taniość wyciekającą z ekranu, to spokojnie może łapać. Mnie fabularnie nie wkręciło, żeby kontynuować przygodę.

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Wyszła mała gratka dla fanów retro gier NBA jak Jam czy Hang-Time z N64. Małe ludzki, wielkie wsady, przyjazna grafika. I o ile NBA Playgrounds można uznać za naprawdę fajny powrót do przeszłości, to trochę przekombinowali z zasadami gry. Dla mnie chore, ze rzut może być wart 12pkt, co potrafi mocno odmienić losy meczu. Łapać raczej dla krótkiej zajawki, niż jakiegoś wielkiego grania. Niby można się babrać w kolekcjonowanie kart (bo tak zdobywamy zawodnikow), ale tylko zagorzali fani koszykówki tak mocno zacisną zęby.

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  1 131
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  14.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Mass Effect: Andromeda skończony. 62 godziny w grze, 82% przejścia (lub 92%, w każdym razie zadania w Helejosie oraz sojusznicze wykonane). Mimo tego nie mogę oprzeć się wrażeniu, że przy tej grze trzymał mnie wyłącznie tytuł. A przynajmniej było tak przez pierwsze 20 godzin, czyli o wiele za długo dla ludzi, którzy nie są bezgranicznymi fanami serii. Mimo wszystko wciąż nie potrafię dojść do tego, gdzie leży problem tej gry. Czy jest ona sama w sobie słaba czy po prostu Trójka pozostawiła po sobie zgliszcza, na których ciężko było cokolwiek wybudować?

 

Postaram się odnosić do fabuły bez większych spoilerów, choć może mi się to nie udać ;) Gra największe podobieństwo fabularne wykazuje do Jedynki, przynajmniej w moim odczuciu. Z drugiej strony nie powinno to nikogo dziwić, w końcu obie części miały za zadanie zbudować podwaliny pod kolejne etapy przygód. Archont to nie jest słaba postać... chciałoby się powiedzieć. Niestety, tytuł najciekawszego złoczyńcy w ME wciąż należy do Sarena. Archont do połowy gry pojawia się praktycznie dwa razy - na cutscence i w krótkiej wiadomości głosowej do Rydera. Doceniam jego dążenie do nieograniczonej wiedzy, ale jej wykorzystanie jest tak oklepane, że ciężko było się tym emocjonować. Końcówka zwiastuje nam jeszcze nędzniejszego przeciwnika, aczkolwiek ostatnia misja daje Piątce solidny kopniak fabularny.

 

Największy ból, jaki odczułem podczas grania, to lokacje. Twórcy poszli, a raczej próbowali pójść w jakość. Nie licząc startowej planety - Habitatu - i ostatniej, do dyspozycji mamy 5 kul nafaszerowanych misjami pobocznymi. Może nie byłby to błąd, gdyby tak szybko się one nie nudziły. Jazda Nomadem jest OK (choć tęskniłem momentami za Mako, którym mógłbym wjechać na pionową ścianę, a nie robić objazdy), ale wolałbym ograniczyć ją do minimum (całe szczęście, że były te stacje przesyłowe). Doceniam różnorodność tych pięciu lokacji, ale same w sobie są po dość krótkim czasie nużące. Gdyby mi nie zależało na zrobieniu znacznej większości misji, żeby mieć bogatego save'a do Piątki, to wszystkie planety ograniczyłyby się do schematu "Misja priorytetowa - Obeliski - Krypta".

 

Jeżeli było coś, co naprawdę mogło mnie zatrzymać na długi czas przy rozgrywce, to walka. Feeling strzelania wciąż jest kapitalny. Pod koniec gry, kiedy moja postać miała 53 poziom i korzystała z podrasowanego karabinu snajperskiego (1300 obrażeń), walki wcale nie robiły się nudniejsze (przynajmniej te z głównego wątku). Bardzo przyjemne okazały się podręcznikowe boss-fighty z Architektami. Duże stwory też bywały ciężką przeszkodą. Mimo wszystko wciąż najtrudniejsza walka występuje w Mass Effect 3, kiedy na Ziemi dostaje się do rozwalenia trzy Banshee... :)

 

Olbrzymi ból dupy będę miał do animacji. Na każdym stopniu. Poruszanie się Cory lub Sary w cutscenkach to jakiś żart. Twórców przerosło nawet ukazanie efektu studni grawitacyjnej na trzech postaciach naraz! Postacie po cutscenkach nagle zapieprzają szybko na swoje miejsce. Mimika twarzy jest nędzna. Albo jej nie ma, albo Rydera wykrzywia jak po kwasie. Ze skrajności w skrajność. A kiedy na pełnej prędkości potrącimy kogoś Nomadem, to odleci dalej, niż po Fus Ro Dah, podniesie się i otrzepie (nie odnosząc żadnych obrażeń). Takich kwiatków jest mnóstwo, przypomnienie sobie każdego z nich jest niemożliwe.

 

Ostatni punkt, do którego przywiązałem największą wagę, to postacie. Coś, co jest dla mnie podstawowym budulcem gry. Coś, co sprawia, że jestem gotów rozegrać kolejne 30 godzin. Jak to zwykle w takich przypadkach - jednych lubi się bardziej, innych mniej. Muszę przyznać, że wśród postaci spoza drużyny, nikogo nie spartolili. Na większości planet uda nam się znaleźć ważniejsze osoby, które łatwo zapamiętamy. I co ważne - postacie spełniają swoje zadanie. Jedne mają nas wkurwiać, inne wzbudzać sympatię. Ze schematu wyłamuje się jedynie dyrektor Addison. Robi ona za kogoś a'la Amirał Hackett. Przysięgam, że przy pierwszej lepszej okazji ją poświęcę. Nikt tak nie irytuje jak ta baba.

 

Jeśli mowa o postaciach, z którymi dzielimy Tempest (swoją drogą, po statku porusza się bardzo przyjemnie)... Para pilotów - Kallo i Suvi - bardzo przypadła mi do gustu. Oczywiście ciężko im będzie chociaż zbliżyć się do poziomu Jokera, ale jestem daleki od narzekania. Suvi wzbudza ogromną sympatię (niestety, nie lubi chłopców :cry: ) i prezentuje interesujące przemyślenia na temat nauki i wiary. Kallo zaś wypada trochę blado, ale napisali mu jakieś drobne tło. Mam jednak wrażenie, że jego postać bardzo olano, gdyż nawet w leksykonie jego opis "fabularny" ogranicza się do trzech zdań, podczas gdy pozostali mają pięć... akapitów.

 

Gil to pierwszy mechanik serii, którego zapamiętam. Może dlatego, że nareszcie mechanik dostał jakąś osobowość. Duet gówniarzy z Dwójki coś tam prezentował, ale inżynier Adams... jak ja go w ogóle zapamiętałem? Wracając do Gila - dobre poczucie humoru.

 

Lexi nie będzie nową doktor Chakwas, ale nie powinniśmy na nią narzekać. Ogólnie zauważyłem, że z powyższymi postaciami można porozmawiać po każdej większej misji - zawsze dodadzą jakiś krótki komentarz. Natomiast nie pamiętam, aby coś takiego występowało w Trójce (nie licząc Jokera).

 

Członków drużyny zacznę omawiać od duetu Cora & Liam. Nuda. Dostaliśmy Ashley w lesbijskim designie i połowę Vegi z humorem Jacoba. O ile Cora przynajmniej posiada bogatą historię (chociaż jest cholernie irytująca), to Liam nie prezentuje sobą nic. Czy doczekam się kiedykolwiek dobrej postaci męskiej ludzkiej w drużynie (Zaeed był przeciętny)?

 

Drack to teoretycznie najsłabszy przedstawiciel krogan w drużynie. Ale to wciąż kroganin. Wciąż jest z nim ubaw. Nie potrafię tego zrozumieć. Czy ludzie są naprawdę tacy nudni? Cztery części gry: trzech krogan - każdy dobry; czterech ludzi - jedynie Zaeeda można nie nazwać słabym...

 

Vetra to postać, z którą na początku wiązałem największe nadzieje. Liczyłem na to, że będzie ona chociaż maleńką namiastką Garrusa w drużynie. Przeliczyłem się nieziemsko. Vetra staje się nudna po zameldowaniu się na Tempeście. Po prostu. Mimo tego, że ma jakieś rozterki z siostrą i teoretycznie jest fajną kumpelą, to jej postać wydaje mi się bardzo spłycona.

 

Jaal to chyba największy skarb tej części. O ile Angarowie nie wydają się jakąś wybitnie oryginalną rasą, to jednak Jaal spokojnie dorównuje Javikowi pod względem mojej sympatii. To jedna z dwóch postaci, którą chce się brać do drużyny za każdym razem, aby usłyszeć jej komentarze.

 

Drugą jest oczywiście Peebee. To chyba pierwsza asari, którą naprawdę polubiłem. Jest oryginalna. Na przestrzeni gry można odczuć, jak jej persona ewoluuje; zwłaszcza, gdy decyduje się na romans z Ryderem. Zaczyna się powoli przywiązywać i akceptować zobowiązania, jednocześnie wciąż pozostaje sobą i umila nam czas ze swoim szalonym podejściem do życia :)

 

No i Ryder... Tutaj pojawia się naczelny problem Andromedy. Ryder Shepardem nie będzie. Nikt tego nie oczekiwał. Ale podstawowa różnica między nimi jest taka, że Shepard był tabula rasa. Czysta kartka. To od nas zależało, czy będzie bohaterem-dziewicą, czy badassem z pocharataną gębą. Ryder teoretycznie ma jakieś wybory, ale brakuje im jaj. Ciężko nakreślić jego postać tak, jakby się tego chciało. Wybory, których dokonuje nie zawsze są trafne z naszą opinią sytuacji. U Sheparda wychodziło to jakoś naturalniej. Albo ratował ludzi albo wszechświat. Ryder ma trudne decyzje, ale nigdy nie zachowuje się źle.

 

 

Dla osób, które narzekają na mało ras - na końcu jeden z naukowców na Hyperionie dostaje sygnał od arki quarian, na której znajdują się także drelle, hanary, volusy i elkorowie :)

 

 

Jeszcze jedna kwestia - nawiązania do poprzedniej trylogii. Andromeda rozgrywa się 600 lat później. Nie mam pojęcia jak długo te wiadomości docierały z Drogi Mlecznej, ale jest to dla mnie niesamowite jak bardzo Ryder ma w dupie to, co działo się na Ziemi. Jego ojciec dostał jedynie informację o tym, że Shepard ODKRYŁ Żniwiarzy. Ot, i tyle.

 

 

Czekam również na rozwinięcie wątku Dobroczyńcy. Przez cały czas nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że to Człowiek Iluzja, ale to zapewne moje pobożne życzenie.

 

 

Nie chciałbym robić podsumowania i się powtarzać, więc napiszę to, co pisałem każdemu z przyjaciół, którzy pytali mnie o opinię. Andromeda to gra solidna. Rzekłbym wręcz dobra. Może nawet bardzo dobra. Jednakże MASS EFFECT: Andromeda to rozczarowanie. I gdyby nie pierwszy człon tej nazwy, zapewne nie spędziłbym w niej dwóch i pół dni :)

1047920915357ecfbacc6b.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Solidna porcja informacji o Andromedzie. Pewnie jak pojawi się jakaś część powiązana z tymi postaciami, to będę żałował, że ją odpuściłem. A pedantyzm nie pozwoli mi złapać za piątkę, jeśli nie skończyłem poprzedniczki. No, chyba, że powiązanie będzie bardzo luźne. Wtedy wybaczę im ten ... niewypał. Bo to nie jest tak, że nie skończyłem, bo brakło czasu. To po prostu było słabe doświadczenie, które tego czasu nie było warte.

 

Podobnie niewarta czasu, jest dla mnie przygoda z nowym Prey. Tu pewnie będę bardziej odosobniony, bo o ile nowego ME ludzie zazwyczaj besztają, tak Prey łapie na razie niezłe noty. Punktuje za klimat, nieliniowość i fabułę. O tej ostatniej nie powiem wiele, bo gry nie ukończyłem. Domyślam się, że sporo jest tu zwrotów, bo i sam start to mocno podpowiada. Klimat mnie jednak nie urzekł. Niby fajna wędrówka po stacji, ale szybko mnie znużyła. Chodzisz i szukasz kart dostępu. Czytasz maile, i większość niuansów fabularnych układasz sobie sam. Niektórzy lubią błądzić, szperać, odkrywać. Mnie rzadko na coś takiego ponosi. Muszę naprawdę się zakochać w produkcji, żeby ją "maxować". Porównują to do Bioshocka. Dla mnie podwodny świat wygrywa tu przez brutalne KO. On naprawdę urzekał, a to... po prostu stacja kosmiczna/jakiś wielkie laboratorium/generalnie sztampa sci-fi. Jeśli o strzelanie chodzi, to gameplayowo jest spoko, tylko sporo tu zyskują zbieracze. Tacy, którzy włażą w każdy kąt, a przede wszystkim mają czas włazić w każdy kąt. Bo amunicji i zasobów może szybko braknąć tym, którzy preferują szybszy styl gry. W ogóle to nie jest gra dla takich. Raz, że nie będą czytać maili. Dwa, że ich inwentarz będzie biedny. Trzy, że nie będą się nadmiernie skupiać nad innymi pierdołami, jak jakieś tworzenie czegoś. O tym nie powiem nic, bo nigdy tkaich rzeczy nie lubiłem. Nawet Wiedźmińska alchemia mnie denerwowała :twisted: Dlatego Prey odpuszczam, choć przyznaje, że z początku podobało mi się bardzo. Potem mniej. Jeszcze mniej. O zginąłem, to jeszcze troszkę mniej. Znów poległem, bo chciałem za szybko - delikatnie mniej. Aż w końcu odczytałem znajdź kartę i zapytałem się "po co ja w to gram?". Już nie pytam. Już sobie odpowiedziałem -> Uninstall. To nie dla mnie.

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  1 131
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  14.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Pewnie jak pojawi się jakaś część powiązana z tymi postaciami, to będę żałował, że ją odpuściłem. A pedantyzm nie pozwoli mi złapać za piątkę, jeśli nie skończyłem poprzedniczki. No, chyba, że powiązanie będzie bardzo luźne.

 

Jeżeli plotki się sprawdzą, to Andromeda była podbudową pod nową trylogię. Jeżeli będą chcieli ją zrobić z podobną pompą, to warto znać wszystko. Jeśli wystąpią analogiczne podobieństwa między seriami, to Piątka bez Czwórki będzie jak najbardziej do ogrania, ale już Szóstka bez Piątki będzie dawała jakieś 50% frajdy :)

 

Poza tym Piątka już na papierze jest bogatsza, o czym wyżej napisałem :) Najbardziej cieszę się z tego, że Czwórka mimo wszystko nie była klonem Jedynki. A obawiałem się o to po ostatnim seansie "nowych" Gwiezdnych Wojen i przesadnych analogiach do Nowej Nadziei :)

1047920915357ecfbacc6b.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Jako fan Soulsów, nie mogłem przejść obojętnie obok The Surge. Zapowiadało się na to samo w nieco innym środowisku. I to środowisko szybko stało się problemem. Nie ma tu klimatu. Kiedy DkS pod tym względem króluje, a wpisywanie historii gdzieś w tle ma swój urok, tutaj nie urzeka nic. Ani poziomy, które są podobne i szybko mi zbrzydły, ani historia, która już nie jest tak skrywana i nie grzeszy świeżością. Systemy Soulsów zostały fajnie przeniesione na nowe realia, ale dla mnie to wszystko było mało czytelne - interfejs kiepski i nawet nie chciało mi się we wszystko wczytywać (pokłosie braku klimatu). Gwoździem do trumny okazała się nudna walka. Nowość z namierzaniem kończyn jest dla mnie słabiutki i nie sprawdza się w ogóle. A finiszery zabijają dynamikę. Dla mnie wyszedł conajwyżej średniak i już takie Lords of the Fallen (poprzednia gra tego studia) podobało mi się bardziej,

50608915156a3743c1fa34.jpg


  • Posty:  10 886
  • Reputacja:   1
  • Dołączył:  12.01.2007
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

Pamiętam, jak kiedyś polskie gry były wyszydzane. Tworzyliśmy jakieś potworki. Niektóre i tak obrosły jakimś kultem - bo polskie, bo tanie - mimo swoich niedoskonałości. Wiedźmin pomógł zapomnieć o tych czasach, Inner Chains przypomina. Bug na bugu, ogólna bieda. Ludzie chwalą świat, który w ogóle niczym nie intryguje. Jeśli nie płacą Ci za granie, to zwyczajnie unikaj jak ognia. Wygląda dobrze, ale to taka chodzona, kiepska przygodówka/FPS/horror. Odruchy wymiotne miewałem przy swojej krótkiej przygodzie z tą grą. Wolę bezmyślnie klikać ikonki na pulpicie

50608915156a3743c1fa34.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • -Raven-
      Nie. Po prostu żona w końcu nie szlaja się z rosterem po świecie, siedzi w domu, w garach - to chłopina zaczął jeść regularnie posiłki, jak człowiek
    • -Raven-
      Obstawiam, że spora część męskiego rosteru mogłaby się nawet zrzucić na jej wypłatę, żeby tylko Hunter przyjął znowu tego kurwiszona tę wszechstronnie uzdolnioną zawodniczkę na pokład
    • GGGGG9707
      Montez Ford wchłonął Dawkins'a 
    • Grok
      W niedzielę na kanale YouTube WWE pojawiło się wideo z rankingiem 25 najlepszych momentów kariery AJ Stylesa w WWE według samej federacji. Pełną listę wraz z wideo znajdziecie poniżej. 25 najlepszych momentów AJ Stylesa według kanału YouTube WWE: Wygranie pierwszego WWE Championship na Backlash 2016 Pokonanie John Ceny na SummerSlam Debiut w Royal Rumble 2016 Wygranie WWE Championship od Jindera Mahala na SmackDown Wykonanie 450 splash na Dean Ambrose'a przez stół na TLC 2016 Pokonanie
    • Grok
      Fred Ottman (znany jako Typhoon czy Shockmaster) ujawnił, że spędził w szpitalu dłuższy czas. 69-letni Ottman wrzucił w niedzielę posta na Instagramie, w którym napisał, że ostatnie 30 dni spędził w szpitalu po tym, jak jego pęcherzyk żółciowy „eksplodował”, powodując poważne infekcje. Zapewnił jednak, że liczy na szybkie wyjście do domu. Ottman wspomniał też, że 23 stycznia stawi się na operację usunięcia worka drenacyjnego. „Dzięki Bogu, mam wspaniałą żonę. Mam świetnych przyjaciół. Mo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...