Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Pływając stylem anarchicznym.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Kraków

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

 

 

Pływanie Wisłą w kwietniu jest ciekawym doświadczeniem. Tak to myślał Bidam popierdalając na rowerze wodnym. W zasadzie nie wiedział czy to się tak dokładnie nazywa. Było to takie plastikowe coś, z dwoma pedałami, stąd pewnie nazwa rower, nie mylić z homoseksualistami, którymi w sposób zamaszysty poruszało się by wprawić urządzenie w ruch. Bidam napieprzał na wodnym rowerku w sposób naprawdę zamaszysty. Jego kolana pracowały tak ostro, że sam senator Szakal by się tego nie powstydził. Była to prawdziwa poezja w rowerkowaniu, prawdziwa finezja w kierowaniu rowerami wodnymi. Za Polski Ludowej Bidam mógłby robić za ucieleśnienie reklamy wczasów pracowniczych. Wprawdzie reklamy w systemie socjalistycznym to sprawa dość ambiwalentna, a do tego sam Bidam był maści mongolskiej, nie wiadomo więc czy kogokolwiek by taki czort zachęcił do czegokolwiek, ale liczył się sam efekt. Bidam potrafił tworzyć efekty. Ubrał się w elegancką polówkę koloru białego, znanej marki designerskiej, do tego okulary przeciwsłoneczne, twarzowy kapelusz i modne szorty. Wprawdzie kwiecień nie należał do zbyt ciepłych miesięcy, ale Bidam chciał zrobić dobre wrażenie. Płynął właśnie na zakolu Wisły tuż przy Wawelu, a wchodził w ten zakręt tak ostro, że opryskał panienki w spódniczkach z lat dwudziestych XX wieku przechadzające się po brzegu. W tym też była jakaś poezja. Nie były one złe na niego, wprost przeciwnie, usposobienie kobiet dzisiejszych jest takie, że z chęcią zgwałciłyby go na tym rowerze. Bidam jednak nie miał na to czasu, zwłaszcza, że od kilku miesięcy był szczęśliwie żonaty. W jego głowie pojawiło się pytanie, które szybko wypowiedział na głos:

 

- Czy w Wiśle są ryby?

 

Są albo ich nie ma? Są czy nie?

 

- Czy w EWF są grube ryby?

 

Ha! To było drugie pytanie, strzelał dzisiaj z nich seriami. Podrapał się po karku, co sprawiło, że gimnazjalistki na brzegu mdlały, ale Bidam nie miał skłonności do takich ledwo zarośniętych. To zresztą było chyba nielegalne, lecz cóż jest nielegalne w tym rozpasanym świecie pełnym dekadencji?

 

- Dekadencja-srencja, a za rogiem demencja.

 

Tak by powiedział jakby to powiedział, ale nie powiedział. Pływając albo pedałując po Wiśle Bidam spotkał rybaka. Nie wiedział czy w krakowskiej Wiśle są w ogóle jakieś ryby, ale może dla rybaka nie było to ważne. Może wystarczała mu jego łódka, wędka i fakt, że wychodził z domu, sam jeden siadał na łodzi, wypływał na rzekę i robił swoje. To jest dokładnie to samo, co robi Bidam w EWF. Zakłada mongolski strój bojowy, wychodzi na ring i walczy. Fakt, ma FTW title, fakt, ma też Tag Team title, ale to przyszło samo. Bidam wcale o te pasy nie zabiegał, był po prostu dobry w tym, co robił.

 

- Dzień dobry, panie rybaku! – zagaił Bidamowski, bo był grzeczny.

- Dla kogo dobry, dla tego dobry – odpowiedział rybak.

- Kiepski połów?

- Panie, jak zawsze… – rybak, a w zasadzie to chyba wędkarz, popatrzył na niego oczyma, które budowały Nową Hutę – Kopsniesz szluga?

 

Siergiejewicz zajrzał do kieszeni. Miał paczkę białoruskich Malborasów. Sam nie palił, ale taki papierosik w ręku, a paczka w kieszeni, wyglądały cool i dawały mu +50 do efektownego wyglądu. W ostatnich miesiącach Nowosibirskiemu trochę się nudziło, zresztą nie miał na co pieniędzy wydawać, więc starał się wyglądać… nie, nie trendy, nie modnie, raczej elegancko. Papierosy były eleganckie. Podał lekko zamoczoną paczkę wędkarzowi. Ten wyciągnął w jej stronę swe chude palce…

 

Palce, tak… palce wędkarza miały coś w sobie. Były chude, pomarszczone, nie jedno widziały i nie jedno robiły. Strach pomyśleć w jakich zakamarkach myszkowały. W wrestlingu rzadko zwracamy uwagę na palce, a to błąd, wielki błąd. Można oczywiście sobie wyobrazić wrestlera bez palców czy też dłoni, byli wszak i tacy bez nogi, ale to byłby wybryk wrestlingowej natury. Z drugiej strony jednak w EWF wszystko jest możliwe, więc czemu nie? Palce są ważne, bo pomagają wykonywać ciosy. Bez palców wrestler nie ma życia, nawet jeśli będzie twierdził coś zupełnie innego. Wejdź na palczastą drogę, popatrz teraz na swoje palce i doceń je, doceń je wszystkie! Bidam rozmyślał w tej chwili nad palcami u rąk, a nie u nóg, te to zupełnie inna kwestia, nie są w sumie takie ważne. Palce u dłoni to niedoceniany element cielesnego ekwipunku wrestlera. Czy doceniasz je? Czy doceniacie swoje? Crazy? Vaclav? Szakal? Franko? Jakie oni mają palce?

 

Szakal – palce senatorskie, jednak o odcieniu dresopodobnym. Szakal słynie z tego, że rzuca kurwami na lewo i prawo i raczej nie przeprowadza zbyt skomplikowanych procesów myślowych. Tak było kiedyś, lecz w ostatnich latach chyba zaczęło się zmieniać. Szakal jest teraz nadzieją polskiej polityki, kto wie, kto wie, może wystartuje w przyszłym roku w wyborach prezydenckich. Patrząc na jego palce wiemy jedno: wiele one przeszły. Ten człowiek biega po ringach od roku 2001, jak nie wcześniej, te palce dotykały wszystkich wielkich tego sportu – Juice’a, Hangmana, Kravena, Gangstę, Game’a, Bubbę. Te palce były wszędzie. To palce senatorskie, ale zarazem palce człowieka pracy. Zasługują na szacunek, zasługują na uznanie, zasługują na pochwały. One wiele widziały, wiele dotykały, w niejedne szpary zaglądały, piły kawę, pieściły paprotkę. Nie ma w nich delikatności, jest doświadczenie, przede wszystkim doświadczenie. Warto pisać o nich wiersze, bo są to przecież także palce poety. Czy były łamane? Tego Bidam nie wiedział, nie zagłębiał się zbytnio w archiwalne odmęty EWF. Wiedział jednak, że tworzyły poezję. Szakal był poetą w życiu, poetą w polityce i prostodusznym poetą na ringu. Obecnie natomiast jego głównym wrogiem, a więc jego palce były wrogami jego palców. Doceniał je, ale też gardził nimi. Chciał zdeptać tą całą przeszłość, odesłać ją w niebyt razem z Szakalem. Palce senatorskie musiały zostać połamane. By osiągnąć sukces trzeba łamać palce. Szakal będzie pierwszy…

 

SR-Crazy – palce dekadenckie, pełne rozumu, specyficznego poczucia humoru, no i takie no, wszędobylskie. Szakal to doświadczenie, a Crazy? On też długo trzyma się na ringu. Większość kariery spędził jako solidny zawodnik, ale do czołówki nigdy nie należał. Do roli wielkiego pana wywindował się dopiero w ostatnich latach. Teraz słynie z dekadencji i magnackiego stylu bycia. Urządza świetne rauty, to fakt, popijawy też są niezłe. Jak mają się do tego jego palce? To palce dekadenta, one umieją chwytać kieliszki, szklanki, gładzić się, głaskać, ale są pozbawione brutalności. Jest w nich finezja, ale nie ma barbarzyństwa. Szakal jako wyrób dresopodobny ma brutalność, Vaclav jako srający dziadek także, Franko jako prostoduszny chłop też, ja także, ale Crazy tego nie ma. On jest wielkim panem, on jest magnatem nad magnatami i jego palce są odbiciem jego duszy. Ma buławę, więc palce musi mieć dopasowane do buławy. To wszędobylskie palce, bywają wszędzie, na biustach kurtyzan, pod spódnicami, obejmują kieliszki… ale czy tak naprawdę potrafią walczyć? W sposób finezyjny i skoczny – tak, jak najbardziej. W sposób brutalny? Nie, tego nie potrafią. Crazy jest delikatny, to trochę taki inteligencik jak Nas Jazzowski. Walczyć potrafi, robi to dobrze, ale brak mu tego prymitywizmu, który my mamy w sobie. Bidam uważał, że tym razem, że wreszcie tym razem, w walce o EWF World Title nie będzie liczyła się inteligencja ringowa, a prymitywna brutalność. Palce były kluczem, a Crazy nie miał właściwych.

 

Franko – palce prostodusznego, poczciwego, dobrego chłopa. Takie palce do rany przyłóż, z którymi można konie kraść. Franko jest strategiem i zawsze ma świetnie przygotowany plan na walkę, ale jego palce tego nie odzwierciedlają. Palce to nie mózg, to zupełnie inna sfera ringowej fizjonomii. Palcami walczy się inaczej. Franko ma dobrą głowę, ale proste palce. Bidam często je obserwował jadając kurczaki. Widział, patrzył, analizował. Doceniał palce Franko, nie nadawały się do grania na gitarze, ale do spuszczania niesamowitego wpierdolu jak najbardziej. Franko był groźnym przeciwnikiem, zresztą tu wszyscy rywale byli groźni. Nie wiadomo wcale czy Bidam dotrwa do walki z Crazy’m, bo równie dobrze Franko, Vacsrak i Szakal mogą odesłać go w cholerę. Tak na szybko było ciężko to opisać, tyle palczastych myśli krążyło po głowie Bidama, ale wiedział jedno. Palce Franko są brutalne, pamiętał ten gwóźdź, który wbito w dłoń Jazzowskiego, palce Franko brały w tym udział. Będzie groźnie, będzie ciężko, będzie ostro.

 

Vaclav – palce dobre do trzymanie papieru toaletowego i innych hardcorowych przedmiotów. Palce-trzymacze, to chyba w nich najważniejsze. Vaclav stał się ikona ekstremalnego wrestlingu nie bez powodu i nie bez przyczyny. Był i jest brutalny, prymitywny, stąd zainteresowanie jego hardcorem. Stąd palce Vaclava w swej wrestlingowej ewolucji doskonale dostosowały się do stylu swego właściciela. Vaclav to obecnie jeden z najgroźniejszych zawodników obecnego wrestlingu. Ma wszystko w dupie, swoje palce pewnie też, stąd nie trudno wysnuć wniosek, że palce Vaclava lubią brąz. Żarty na bok, to groźny przeciwnik. Ostry jak musztarda z tego ostrego miejsca o którym wszyscy boją się mówić. Chwytny kciuk jest kluczowy w poznaniu ewolucyjnego człowieczeństwa, a chwytny kciuk Vaclava może służyć za doskonały przykład dlaczego jesteśmy lepsi od małp. Vaclav jest lepszy od przeciętnej małpy, a jego kciuk jest bardzo chwytny. Najbardziej lubi chwytać hardcorowe przedmioty. Trzeba na niego uważać.

 

Zadumał się Bidam…

 

- Panie? Wszystko w porządku? – zadumę przerwał rybakowędkarz.

- Tak… a co? – odpowiedział Bidam.

- Szluga wyjąłem z paczki dobre pięć minut temu, a ty nadal ją trzymasz, trzymasz, trzymasz i chyba nad czymś myślisz. Masz problem? Niech zgadnę… jelito grube?

- Nie, to nie to. Ryby biorą?

- Biorą wszyscy w tym kraju, każdy ma swoją cenę. Ja Nową Hutę budowałem.

 

Wiedziałem, wiedziałem kurwa! Budował Nową Hutę. Dopiero teraz Bidam Siergiejewicz Nowosibirski zobaczył, że wędkarz był naprawdę stary. Miał na pewno z osiemdziesiąt lat albo i więcej. Typowe, polskie wąsy były bardzo siwe, bardziej się już po prostu nie dały.

 

- Pływamy sobie? – zagaił stary wędkarz.

- Ano. Nic lepszego do roboty nie ma.

- Ty mówisz po naszemu, ale z mordy to jakiś obcy jesteś.

- Dużo chorowałem – odparł Bidamczyk.

- Masz downa?

 

Ja pieprzę, co za rozmowę. Co za prymitywny tekst rodem z podstawówki. Jak można obcemu człowiekowi zadać takie pytanie? No chyba, że jest się Vaclavem, dla niego nie ma żadnych barier, żadnego tematu tabu. Chowajcie matki, żony, kochanki, babcie i zwierzątka domowe, bo Vaclav nadciąga. Kwietniowa Anarchia także. Będzie się działo.

 

- Nie… – odparł zdziwiony Bidam.

- To dobrze.

- Dlaczego? – teraz się zdziwił.

- Bo ja chorych nie biję. Wyskakuj z fury.

 

Wzrok miał groźny. On nie tylko budował Nową Hutę. On był w UB, on zabijał patriotów, on zabijał żołnierzy wyklętych, dobijał powstańców warszawskich i na pewno był Żydem z UB. Nim Bidam się obejrzał wyleciał z wody i wpadł do Wisły.

 

O kurwa….

O kurwa….

O….

….. kurwa?

Co się stało?

 

Odpowiedź na to pytanie jest prosta.

Bidam tonął.

Topił się w Wiśle.

A wszystko to w Krakowie, przed Kwietniową Anarchią VII.

 

 

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Potop

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

 

 

Na ostatniej gali Crazy odgrywał własną wersję sienkiewiczowskiego „Potopu”. Bidamowi bardzo się to spodobało, a że nigdy nie czytał to sięgnął po tę lekturę. Tu trzeba dopuścić się powtórzenia, bo inscenizacja mu się spodobała, a książka nawet tak bardzo mu się spodobała, czytał ją wręcz z wypiekami na twarzy. To potrójne użycie słowa „spodobało”, nie bijcie! Teraz tonął i wszystko mu się pomieszało. Realność, rzeczywistość, Crazy-Wołodyjowski, Vaclav-Radziwiłł, Franko-Zagłoba, Szakal-Jan Kazimierz. Wszystko było tu i tam. EWF, XVII wiek, XVII wiek, EWF. Gdzie jawa? Gdzie sen? Gdzie śmierć? Bidam znalazł się na Kiejdanach. Był Kmicicem.

 

- Książę chce przemówić!

 

Uciszyło się zupełnie i wszystkich oczy zwróciły się na Radziwiłła, który z jakiegoś powodu miał twarz Vaclava. Vaclav-Radziwiłł stał, podobny do olbrzyma, z kielichem w ręku. Nie, to nie kielich. To butelka Perły. Vaclav uśmiechał się jak wredny chujek. Lecz cóż za widok uderzył oczy ucztujących!...

 

Twarz księcia-Vaclava była w tej chwili po prostu straszna, bo nie blada, ale sina i wykrzywiona jak konwulsją uśmiechem, który książę usiłował na usta przywołać. Oddech jego, zwykle krótki, stał się jeszcze krótszy, szeroka pierś wzdymała się pod złotogłowiem, a oczy nakrył do połowy powiekami i zgroza jakaś była w tej potężnej twarzy, i lodowatość, jakie bywają w krzepnących rysach w chwili skonu.

 

- Co jest księciu? co tu się dzieje? - szeptano naokół niespokojnie. Najbardziej szeptała Esmeralda Martinez w dworskiej, wytwornej szacie. Szeptał też Franko-Zagłoba, ale robił to zajebiście donośnie. Na sali był też Crazy-Wołodyjowski, który dekadencko spoglądał na wszystko. Szakal był Janem Kazimierzem, ale jego przecież nie powinno tu być, lecz był! Był! Nie był łysy, bo nosił fikuśną perukę z epoki. Zdrada w obecności króla? Vaclav był gorszym chujem od Radziwiłła. Był nawet Żubr w stroju żmudzińskiego chłopaka i Chickasaw, który stał się murzynem na usługach miejscowych. Wszyscy biadali nad losem Vaclava-Radziwiłła.

 

I złowrogie przeczucie ścisnęło wszystkie serca; trwożliwe oczekiwanie osiadło na obliczach.

 

On tymczasem mówić począł krótkim, przerywanym przez astmę głosem:

 

- Mości panowie!... Wielu spomiędzy was... zdziwi... albo zgoła przestraszy ten toast... ale... kto mi ufa i wierzy... kto prawdziwie chce dobra ojczyzny... kto wiernym mojego domu przyjacielem... ten go wzniesie ochotnie... i powtórzy za mną:

 

- Vivat Felipus Castrus rex... od dziś dnia łaskawie nam panujący!

 

- Vivat! - powtórzyli dwaj posłowie Loewenhaupt i Shitte oraz kilkunastu oficerów cudzoziemskiego autoramentu. Chuj z nimi, co to za słowa? Autoramentu-srentu. Ten pierwszy z twarzy przypominał Franka Rokossowskiego, a drugi to wypisz wymaluj Dagma Zielińska w spodniach.

 

Lecz w sali zapanowało głuche milczenie. Pułkownicy i szlachta spoglądali na siebie przerażonym wzrokiem, jakby pytając się wzajem, czy książę zmysłów nie utracił. Kilka głosów ozwało się wreszcie w różnych miejscach stołu:

 

- Czy my dobrze słyszym? Co to jest?

 

Potem znów nastała cisza. Zgroza niewypowiedziana w połączeniu ze zdumieniem odbiła się na twarzach i oczy wszystkich znów zwróciły się na Radziwiłła, a on stał ciągle i oddychał głęboko, rzekłbyś: niezmierny jakiś ciężar zrzucił z piersi. Barwa wracała mu z wolna na twarz; następnie zwrócił się do pana Komorowskiego i rzekł:

 

- Czas promulgować ugodę, którąśmy dziś podpisali, aby ichmościowie wiedzieli, czego się mają trzymać. Czytaj wasza miłość!

 

Komorowski wstał, rozwinął leżący przed sobą pargamin i począł czytać straszną ugodę. No ja pierdolę – myślał Bidam-Kmicic. To nawet Bronek Komorowski załapał się na jego pośmiertny sen. Był gruby jak w rzeczywistości, miał tępą mordę jak w rzeczywistości, wypisz wymaluj polski prezio, tylko kilkaset lat wcześniej. Bidam wiedział, że to sen, bo przecież nie „Potop”. Jego mózg robił sobie z niego niezłe jaja, neurony wariowały i latały, synapsy się przegrzewały. Niezła ironia losu, Bidam się topi, a w głowie odgrywa mu się sienkiewiczowski „Potop”. Dziękuję bardzo, ale Nowosibirski wolałby jasny tunel i chóry anielskie. Dawajcie mi chóry anielskie! Dawajcie mi je! Gdzie one są? Nie to Vaclav-Radziwił uśmiecha się wrednie. Nie, to Crazy-Wołodyjowski jest rycerski i nawet nie bardzo dekadencki, to Franko-Zagłoba wyciąga do niego pomocną dłoń, a Szakal-Jan Kazimierz poprawia fryzurę jak nastolatka, bo pierwszy raz od dojrzewania ma znów włosy!

 

Tymczasem szmer uczynił się w sali, jakby pierwsze tchnienie burzy wstrząsnęło borem. Lecz nim burza wybuchła, Szakal-Jan Kazimierz zabrał głos:

 

- Mości książę vaclavowski! Uszom własnym wierzyć nie chcemy! Na rany Chrystusa! także to ma pójść wniwecz dzieło feliksowe, game’owe, esmeraldowowe i moje? Zali można, zali godzi się braci odstępować, EWF odstępować i z nieprzyjacielem unię zawierać? Mości Vaclavusie, wspomnij na imię, które nosisz, na zasługi, które EWF oddałeś, na sławę niepokalaną dotąd ryja twego i zedrzyj, i podepcz ten dokument haniebny! Wiem, że nie w swoim imieniu tylko proszę, ale w imieniu wszystkich tu obecnych wojskowych i szlachty. Toż i nam prawo służy o losie naszym stanowić. Mości książę vaclavski, zjadaczu płodów! nie czyń tego, czas jeszcze!... Zmiłuj się nad sobą, zmiłuj się nad nami, zmiłuj się nad EWF!

 

- Nie czyń tego! Zmiłuj się, zmiłuj! - ozwały się setne głosy.

 

I wszyscy kolesie na Sali zerwali się z miejsc swoich, i szli ku niemu, a włochaty Szakal-Jan Kazimierz klęknął na środku sali, między dwoma ramionami stołu, i coraz potężniej brzmiało naokoło:

 

- Nie czyń tego! Zmiłuj się nad nami! Zmiłuj się nad EWF!

 

Vaclav-Radziwiłł podniósł swoją potężną głowę i błyskawice gniewu poczęły przelatywać mu po czole; nagle wybuchnął:

 

- Waszmościomże to przystoi pierwszym dawać przykład niekarności? Wrestlerom to przystoi wodza, hetmana, odstępować i protestację zanosić? Wy to chcecie być moim sumieniem? Wy chcecie uczyć mnie jak dla dobra EWF postąpić należy? Nie sejmik to i nie na wota was tu wezwano, a przed Bogiem ja biorę odpowiedzialność!

 

I dłonią uderzył się w pierś szeroką poglądając iskrzącym wzrokiem na żołnierzy, a po chwili zakrzyknął:

 

- Kto nie ze mną, ten przeciw mnie! Znałem was, wiedziałem, co będzie!...

 

A wy wiedzcie, że miecz wisi nad waszymi głowami!..

 

Lecz dalsze jego słowa przerwał Crazy-Wołodyjowski, który porwawszy się obu rękoma za włosy, począł wołać rozpaczliwym głosem:

 

- Nie błagajcie go, to na nic! On tego smoka od dawna w sercu hodował!... Biada ci, EWF! Biada nam wszystkim! Przekleństwo temu domowi, hańba i gniew boży!

 

Słysząc to Franko-Zagłoba otrząsnął się ze zdumienia i wybuchnął:

 

- Pytajcie się go, jakie korupcje wziął od Felipusa Castrusa? Ile mu wyliczono? Co mu jeszcze obiecano? Mości panowie, oto Judasz Iskariota! Bodajeś konał w rozpaczy! bodaj ród twój wygasł! bodaj diabeł duszę z ciebie wywlókł... zdrajco! zdrajco! po trzykroć zdrajco!

 

Wtem Crazy-Wołodyjowski w uniesieniu wyciągnął swą dekadencką buławę zza pasa i cisnął ją z trzaskiem do nóg Vaclava-Radziwiłła. Drugi cisnął Mirski, trzeci Józefowicz, czwarty Hoszczyc, a w sumie co to za kolesie? A! To SeBa, Franz i Żubr - i toczyły się po podłodze buławy, a jednocześnie w tej lwiej jaskini, lwu do oczu, coraz więcej ust powtarzało straszliwy wyraz:

 

- Zdrajca!... zdrajca!...

 

Wszystka krew napłynęła do głowy dumnemu Vaclavowi; zsiniał, rzekłbyś: za chwilę zwali się trupem pod stół.

 

- Kmicic do mnie!... - ryknął straszliwym głosem.

 

W tej chwili czworo podwoi wiodących do sali rozwarło się naraz z łoskotem i oddziały szkockiej piechoty wkroczyły groźne, milczące, z muszkietami w ręku. Od głównych drzwi wiódł je gruby Bubba. A ten co tu robi?

 

- Stój! - krzyknął książę.

 

Po czym zwrócił się do innych:

 

- Kto za mną, niech przejdzie na prawą stronę sali!

 

- Ja żołnierz, hetmanowi służę!... Bóg niech mnie sądzi!.. - rzekł Bubba przechodząc na prawą stronę.

 

Kmicic-Bidam od pierwszej chwili, w której książę wzniósł toast na cześć Felipusa Castrusa, zerwał się wraz ze wszystkimi z miejsca, oczy postawił w słup i stał jak skamieniały, powtarzając zbladłymi wargami:

 

- Boże!... Boże!... Boże!... com ja uczynił?..

 

Wtem głos cichy, ale dla jego ucha wyraźny, zaszeptał blisko:

 

- Panie Andrzeju!...

 

On chwycił się nagle rękoma za włosy:

 

- Przeklętym na wieki!... Bogdaj mnie ziemia pożarła!.. Jezu! Jezu! - zakrzyknął Bidam-Kmicic.

 

Vaclav-Radziwiłł zanosił się śmiechem. Bidam miał dość. Wyciągnął zza pazuchy Walthera PP, broń używaną w czasie II wojny światowej m.in. przez SS. Vaclav-Radziwiłł kiwał w stronę Kmicica. Bidam trzymał w ręku pistolet. Wystrzelił, zapierdolił Radziwiłła.

 

- Tak ta historia powinna się skończyć! – triumfował Bidam-Kmicic.

 

- Co czynisz? To nie tak? To nie tak ma być, trza serca pokrzepiać! – podkręcił wąsa Crazy-Wołodyjowski.

 

- Ja nie mam serca.

 

Powiedział to zimno i poważnie. Zastrzelił Crazy’ego-Wołodyjowskiego, zastrzelił Szakala-Jana Kazimierza, zastrzelił Esmeraldę Martinez, zastrzelił Żubra, SeBę, Bane’a, zastrzelił wszystkich. Mężczyzn, kobiety, dzieci. Strzelał, a nikt nie protestował, bo w Potopie to nie tak miało być. Na końcu wśród trupów i krwi został tylko on i Franko-Zagłoba.

 

- Nie.

 

Bidam-Kmicic wymierzył w stronę druha.

 

- Nie.

 

Kto to powiedział?

 

- Nie.

 

On czy Franko?

 

- Nie.

 

Bidam-Kmicic zastrzelił się.

 

 

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Na brzegu

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

 

 

Bidam wypluł wodę z ust, zobaczył piersi kobiece i odruchowo chwycił za nie. Na szczęście, albo i nieszczęście, bo zależy jak na to patrzeć, były one ubrane. Właścicielka biustu spoliczkowała Bidama. To go obudziło i ocuciło.

 

- Wszystko w porządku? – zapytała.

- Gdzie? Co? Jak? – Bidam był w szoku.

- Pan tonął, ale został uratowany. Jak się pan czuje?

- Jam Kmicic, zastrzeliłem Janusza Radziwiłła, Pana Zagłobę i Szakala.

- Dlaczego akurat Szakala?

- Bo miał włosy.

 

Bidamczyk otrząsnął się i usiadł. Trawa była zielona, ptaki śpiewały, Wisła nieopodal płynęła. Jego rowerka wodnego ani rybaka-wędkarza w pobliżu nie było.

 

- Chce pan coś powiedzieć? – zapytała wybawicielka.

- Tak. Kwietniowa Anarchia VII to dla mnie wielkie wyzwanie i wielka odpowiedzialność. Stanę do walki z najlepszymi zawodnikami w kraju, obecnie nie ma w tej federacji, w naszym drogim EWF, lepszych wrestlerów niż SR-Crazy, Franko, Szakal i Vaclav… no i chyba ja także. Nie ma i już. Nie ma i być nie może. Na początek czeka nas tag-team match z udziałem moim, Franko, Vaclozora i Szakala. Składy nie są znane, więc może być różnie. EWF jest przewrotne i nie sądzę, a wręcz szczerze wątpię by pozwoliło mi stanąć w jednej drużynie, jednej linii z moim kompanem Franko. Trzeba przyznać otwarcie, gdyby to się stało to bylibyśmy nie do zatrzymania. Będzie pewnie na odwrót, do teamu dostanę Vaclavusa albo Szakala i panie – tu spojrzał na biust swojej interlokutorki – albo pani, trzeba się męczyć. To będzie siermiężna walka, nie ma tu miejsca na konwenanse, nie ma miejsca na przyjaźnie, bo cel jest tylko jeden, walka z Crazy’m w main-evencie i zdobycie EWF World Title. Każdy z nas chce tego tytułu, ja i pozostała trójka, Crazy chce go obronić, co czyni ich czwórką. Czwórkami albo dwójkami to można iść do nieba, i tak też się stanie. Kwiecień to miesiąc anarchii, ale też może być miesiącem wstąpienia do niebios. Mam zamiar zasiąść na tronie EWF. Wygrywałem już pasy, Daemusin Title, Tag Team Titles, mam FTW Title, czas na World Title. Fakt, że brakuje mi Evolution Title, ale to pas Franko, więc mnie on nie interesuje. Myślałem o tym, że palce będą kluczowe w tym pojedynku. Będzie, co będzie, będą kluczowe. Nie można jednak zapominać o tym, że Vaclav lubi wpierdalać różne rzeczy, więc nie zdziwię się za bardzo jeśli nagle odgryzie Szakalowi łysinę. To się może wydarzyć, bo on ma szybkie zęby i mocne siekacze. Trzeba jednak postawić sobie pytanie – czy to może uczynić go mistrzem? Nie, nie może, bo Vaclav nie ma klasy. Jest w polskim wrestlingu już ho-ho, ponad 10 lat pewnie… i co? Jajco, wygrał pas w federacji, której już nie ma. Wygrywał różne pasy i różne walki w EWF, ale po mistrzostwo świata nie sięgnął. Dlaczego? Bo zawsze mu czegoś brakowało. Zawsze był niedoskonały, a swe niedoskonałości probówał kamuflować. Robił to przy pomocy hardcoru, później sprzedawał kiełbasę Vaclaeux, następnie przystał do Felipe Castro i rozpoczął swą politykę tactical espionage action, a ostatnio jest po prostu obrzydliwy – wpierdala świnie, płody i nietoperze, demoluje święte gaje i błogosławione kible. Dlaczego to robi? Ze strachu, bo wie, że jest niedoskonały, dlatego próbuje odciągnąć uwagę innych od tych niedoskonałości. Franko to inna sprawa. Franko jest obecnie opoką EWF, ostoją, dzięki niemu cały ten burdel na kółkach jeszcze jakoś się madafaka trzyma. Franko zasługuje na main-event, pokazał to we Flagellation matchu, pokazuje to na co dzień. Czy zasługuje na World Title? Powiedziałbym, że tak, w taki sam sposób w jaki i ja na niego zasługuję. Po prostu jesteśmy zawodnikami nowej generacji, a cała reszta to cień przeszłości. Przypatrzmy się faktom – Crazy i Szakal debiutowali jeszcze chyba w 2000 albo 2001 roku, najstarsi górale już tych czasów nie pamiętają. Vaclav to chyba rok 2004, też dawno, dekadę temu. Ja i Franko to rok 2010, a więc całkiem niedawno, chociaż czas ten szybko leci. Tak się złożyło, że jesteśmy powiewem młodości, którykolwiek z nas wygra pas, będzie to dobra rzecz, dobra sprawa. Mówię to wszystkim fanom EWF, czas na zmianę pokoleń. Ja i Franko wkraczamy do akcji. Jest Szakal, ten to jest zmotywowany do walki. Niby senator ale jaki ma ciąg na ring. Doceniam Szakala, bo toczyłem z nim w zeszłym roku świetne walki. Złomowisko match i Transsib match wejdą na zawsze do historii polskiego wrestlingu. Szakal chce wygrać pas by pokazać, że nadal potrafi. Proszę bardzo, niech pokazuje, ja się go nie boję. Na koniec Crazy, nasz miłościwie panujący mistrz. Och jak nam on panuje, jaką klasę pokazuje, jaki styl, jaką dekadencję. Crazy jest ucieleśnieniem prawdziwego majestatu EWF. Jeszcze chyba nigdy w historii tej federacji nie było zawodnika przed którym inni drżeli nie z powodu jego umiejętności, lecz całej otoczki. Ci stażyści, ten korpus ochronny, te trąby, te dzwonki, te buławy, te kadzidła, te rauty… naprawdę, to budzi szacunek. Crazy idealnie do tego pasuje… każdy inny, byłby może wyglądał w tym sztucznie. Ale nie Crazy, nie on! On stoi na skale, którą jest EWF i dyryguje nią. Czujecie jak skała podskakuje? To Crazy, on porusza skałami, on jest władcą skał. Chcę z nim stanąć na ringu, chcę zemścić się za wszystkie porażki, jakich od niego doznałem. Walki Gallopinto nie zapomniałem, oj nie zapomniałem. Ja też chcę wygrać najważniejszy pas! Chcę osiągnąć coś w EWF nim umrę. Ja nie chcę umierać bez World Title. Chcę by mi to na trumnie napisali, że byłem World Champem. Crazy padnij na ziemię, bo nadchodzi Bidam. Na nic dekadencje, na nim wielbłądy i przenośne trony. Bidam nadciąga! Przybywam po ten pas! Przybywam po mistrzostwo!

 

- Wszystko z panem w porządku?

- Tak.

- Na pewno?

- Czy mogę jeszcze raz chwycić panią za biust. W celach leczniczych.

- Jeśli w celach leczniczych, to tak.

 

 

 

 

 

 

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

Koniec

^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^^

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    1

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    SR 1 odpowiedź

  • Bidam

    Bidam 1 odpowiedź


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
×
×
  • Dodaj nową pozycję...