Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Pragnienie Rzezi


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

„- Ha! Nie ma to jak trochę bólu, żeby poczuć, że się żyje!”

Sabretooth.

 

 

 

„- Niezbyt odkrywczy ten cytat.”

Helenka.

 

 

 

„- Mam to w dupie.”

Franko.

 

 

 

 

Okolice Avarua, dzień po „Wrestlepaloozie”.

 

- Widzę, że w końcu dotarłeś, Max. Pozwolisz, że nie będę wstawał? Siadaj.

 

Rzeźnk wypowiada te słowa typowym dla siebie, obojętnym i bezosobowym tonem, leżąc na macie z palmowych liści, która jest rozłożona na piaszczystej wydmie. Zamaskowany jest ubrany w rozchełstaną hawajską koszulę, która ukazuje coraz bujniej odrastające owłosienie na piersi naszego bohatera. Do tego dochodzą jeszcze sięgające kolan spodenki (zdobione w małe, metaliczne czaszeczki będące dosyć dokładną miniaturą tych, które znajdują się na ringowym stroju Butchera; całość wkrótce do nabycia w EWF ShopZone). Całości dopełnia, rzecz jasna, maska.

 

Franko leży na macie, z rękami założonymi pod głową. Jego prawa dłoń i przedramię są obandażowane, co stanowi pamiątkę po niedawnym Flagellation Match. Patrzy na zachód słońca, który właśnie rozlewa się po okolicy. Nie jest wyjątkiem – większość znajdujących się na plaży ludzi robi dokładnie to samo. Słychać szum fal, trzask ognia i przyciszone rozmowy. Ktoś gra na hawajskiej gitarze, ktoś inny próbuje śpiewać. Zauważamy ubraną w kostium kąpielowy Helenkę, która gawędzi z muskularnym wyspiarzem. Jest też Heniek, który degustuje jakiś miejscowy wynalazek w towarzystwie grupki turystów obojga płci.

 

Sielski obrazek, bez dwóch zdań.

 

Dostrzegamy dalsze szczegóły. Zachód słońca jest piękny, chociaż taśma filmowa pewnie nie oddaje tego w pełni. Plaża jest piękna. Ognisko jest piękne. Przebywający tutaj ludzie prawdopodobnie też, ale to akurat kwestia gustu. Generalnie jednak, pięknie jest.

 

Musicie uwierzyć na słowo.

 

Reporter poluzowuje krawat i siada po turecku na sąsiedniej macie. Przez chwilę podziwia rozgrywające się przed jego oczami widowisko, w końcu jednak zagaja:

 

- Naprawdę nie mogłeś się spotkać z Cassandrą?

 

- Nie.

 

Max wzdycha ciężko.

 

- Przyznam, że trochę utrudniłeś mi tym życie.

 

- Przykro mi.

 

Przez chwilę wydaje się, że Franko zakończył temat, jednak po chwili dodaje, wciąż patrząc na zachód słońca:

 

- Niby miała jakoś się rehabilitować, kosiarkę mi kupić, ale nic z tego nie wyszło. Nadużyła mojego zaufania i musi się postarać, żeby to odkręcić. Posada służącej u Helenki jest ciągle wolna. Mogłaby też kupić tą cholerną kosiarkę, albo, bo ja wiem? Coś mi ugotować. Mogłaby też zatańczyć dla mnie w świetle księżyca. Nagrałoby się ten taniec, wrzuciło do Internetu i bylibyśmy kwita. O, to brzmi dobrze. Całkiem dobrze, jak się tak nad tym dłużej zastanowić.

 

- Wydaje mi się, że poznałem już swoją nową koleżankę na tyle, że mogę to powiedzieć: szanse na taki rozwój wydarzeń są chyba dosyć nikłe.

 

- Trudno.

 

Kolejne westchnienie Maxa zadziwiająco dobrze współgra z szumem fal. Rzeźnik mówi dalej, nie odrywając wzroku od nieboskłonu:

 

- Za tobą jest lodówka turystyczna. Napij się czegoś.

 

Kolanko szybko lokalizuje urządzenie i otwiera je. Jego spojrzenie omiata plastikowe i szklane butelki, a także puszki wypełnione różnego rodzaju napojami. Przez chwilę kontempluje tęsknym wzrokiem butelkę jakiegoś miejscowego piwa, przezwycięża jednak słabość i sięga po wodę mineralną.

 

- Chcesz czegoś, Franko?

 

- Piwa.

 

Mała butelka trafia do dłoni Rzeźnika, który siada na macie i sięga po otwieracz. W tym czasie Max sięga po swój telefon i przez chwilę przy nim manipuluje.

 

- Widziałeś to już? „To nie jest Czarna Maska, parodia XXX”. O, tu masz okładkę tego dzieła.

 

Butcher upija pierwszego łyka i bez większego entuzjazmu zerka na ekran komórki.

 

- Włosów mu trochę dolepili i maskę dali, ale mały jakiś ten mój niby sobowtór.

 

- Fakt, do Twojej postury trochę mu brakuje...

 

- To też.

 

Kolanko chrząka, rozbawiony.

 

- Można powiedzieć, że często ocierasz się o tę branżę. Swego czasu miałeś propozycję zagrania w tego typu filmie...

 

- Dawne czasy. Dobrze, że ją odrzuciłem. Ale chyba mamy jakieś ciekawsze tematy do rozmowy?

 

- Chciałem tylko trochę rozluźnić atmosferę. Możemy jednak przejść do właściwego wywiadu. Na zakończenie rozgrzewki powiedz mi jeszcze tylko jedną rzecz... co Ty właściwie tutaj robisz?

 

- Tak ogólnie, to się opierdalam.

 

- ???

 

- Wczoraj stoczyłem jedną z najtrudniejszych walk w karierze. Chyba należy mi się trochę odpoczynku?

 

- No tak, to zrozumiałe. A ci wszyscy ludzie?

 

- Lokalny oddział Rzeźników Zza Fal zaprosił mnie na imprezę na plaży, to zajrzałem. Upiekli świniaka, zaprosili jakieś tancerki, później śpiewy urządzili... a wszystko to podobno na moją cześć. Reszta to przypadkowi uczestnicy, bo to chyba impreza otwarta. Posiedziałem trochę, podpisałem jakieś autografy, pogadałem, a później dali mi spokój. No to siedzę i odpoczywam. I nawet mi z tym dobrze.

 

- Nie bałeś się, że pojawi się Vaclav i popsuje całą zabawę?

 

- Nasz ulubiony ewuefowy świniożerca? On teraz bawi się w mieście, sądząc po łunie i wyciu syren. Jakby przyszedł, to pewnie mielibyśmy jakiś fajny brawl na plaży. W sumie, nic straconego. Może jeszcze przyjdzie?

 

- Masz ochotę na walkę z Mecenasem Extremy?

 

- Jasne. Lubię z nim walczyć.

 

- Niewykluczone, że będziesz miał okazję już na zbliżającej się „Wrestlepaloozie”, kiedy wspólnie z Bidamem będziecie bronili swoich pasów. To w ogóle będzie bardzo tajemnicza gala, jako że poza faktem bronienia przez Was mistrzostwa nie wiemy o niej nic.

 

- Tak bywa. Nie mam nic przeciwko temu. Chętnie udowodnimy po raz kolejny, że nie ma w EWF lepszej ekipy od Franko i Bidama.

 

- Z kim chciałbyś się zmierzyć?

 

- Z najlepszymi, co daje nam trzech kandydatów. To świadectwo mizerii obecnego rosteru EWF, albo mojej własnej zajebistości, sam wybierz. Podejrzewam, że bez większych problemów odgadłbyś ich tożsamość, ale nie będę ci już więcej utrudniał życia. Krótko i na temat: chcę Crazy’ego, Vaclava, albo Szakala. Tylko ci zawodnicy rozpalą w ringu płomień na tyle gorący, że zahartuje nas z Bidamem, umocni jako mistrzów. Inni byliby tylko stratą czasu, przynajmniej na razie. Powtarzam więc: Crazy, Vaclav, albo Szakal. Nikt inny.

 

- A gdyby ktoś zmusił Cię do wyboru tylko dwóch rywali?

 

- To miałbym solidną zagwozdkę. I wybrałbym pewnie Szaleńca i Pana Senatora, bo oni najszybciej stworzą jakiś porządny team, stając się tym samym realnym wyzwaniem. Dwie żywe ikony EWF, ramię w ramię... to chyba ma potencjał, nie sądzisz?

 

- Myślę, że Tony Hogański pochwaliłby Twój wybór.

 

- Z pewnością. Ja ciągle chcę walczyć z najlepszymi. Wiem, że Bidam myśli podobnie. Dodatkowy powód też się znajdzie: mój partner rozpoczął konflikt z Szakalem, podczas gdy ja... cóż. Powiedzmy, że z radością pokażę Szaleńcowi po raz kolejny, jaką cenę trzeba zapłacić za pobyt pomiędzy linami w towarzystwie Rzeźnika. Bidam pewnie też się ucieszy na tą okoliczność, chociaż oczywiście nie chcę się wypowiadać w jego imieniu. Sam go zapytaj, jeśli będziesz miał okazję.

 

- Chcesz rewanżu z Crazym?

 

- Gdybym nie chciał, musiałbym zmienić zajęcie. Na poprzedniej „Paloozie” walczyliśmy, walczyliśmy jak cholera. Darłem z niego pasy. Sprawiłem, że jego krew zabarwiła ring na czerwono. Zmusiłem do skorzystania z pomocy tych jego przydupasów. Przyglądałem się, jak nie może opuścić hali o własnych siłach. Innymi słowy, musiał dać z siebie wszystko. Z mojego powodu. Jestem z tego zadowolony, chociaż wynik starcia mnie nie usatysfakcjonował.

 

- Przegrałeś.

 

- Przegrałem. Solidnie go przycisnąłem, miałem World Title na wyciągnięcie ręki... ale przegrałem. W ostatecznym rozrachunku tylko to się liczy. Muszę poczekać na kolejną szansę.

 

- Niektórzy spekulują, że mógłbyś dostać ją już na „Kwietniowej Anarchii”.

 

Franko milczy przez chwilę, zastanawiając się nad odpowiedzią. Nad powoli pustoszejącą plażą zaczyna zapadać zmrok. Nawet ogień wydaje się dogasać. Zamaskowany krzywi się lekko, ale odpowiada:

 

- Byłoby miło, ale to się chyba nie wydarzy. W tej chwili kandydatem numer jeden do World Title jest Vaclav. Niedawno pokonał Crazy’ego, wygrywa raz za razem i kręci się wokół pasa od miesięcy. Myślę, że nadeszła pora, żeby dostał swoją szansę na największej gali w roku. Nieważne kto wygra, a kto przegra – do tej walki po prostu powinno dojść. Ja już miałem swoją szansę, i Bidam też ją miał. Szakal? W sumie to złapał ostatnio trochę formy, ale z mojego punku widzenia wystarczy to najwyżej na wywalczenie przez niego jakiejś walki o FTW Title, w której będzie skazany na jakąś piękną przegraną z moim tag partnerem. Nie... jakkolwiek niewygodne by to nie było, wychodzi na to, że nadszedł czas Vaclava. Tak to wygląda z mojej strony, ale nie obrażę się, jeśli będzie inaczej. Bo walka o najwyższe trofeum jest cudownym uczuciem, od którego łatwo się uzależnić. Ja po prostu chcę znowu tego zaznać... to wszystko.

 

- Wracając do najbliższej gali: zasugerowano mi, że zawodnicy EWF będą mieli wpływ na rodzaje walk, które będą się w jej trakcie toczyć...

 

- Też tak słyszałem, więc pewnie coś w tym jest. Heh... nie ma sprawy. Akurat w tej kwestii nie brakuje mi wyobraźni.

 

- W takim razie pofantazjujmy trochę. Jaką walkę przydzieliłbyś sobie i Bidamowi na najbliższej gali?

 

Zamaskowany dopija piwo i powoli odkłada butelkę. Przez chwilę zastanawia się nad odpowiedzią, a kiedy w końcu jej udziela, w jego głosie brzmi coś na kształt... rozmarzenia.

 

- Gehenna Match, tak to sobie nazwałem. W dużym skrócie byłby to Tornado Tag Team Match rozgrywający się na terenie całej hali. Dorzucamy do tego możliwość używania wszystkiego, co nam wpadnie w ręce, co czyni nam z tego dodatkowo Death Match. Cały haczyk tkwiłby w warunkach potrzebnych do odniesienia zwycięstwa. Wymagałoby ono uzbierania, dajmy na to dziesięciu punktów. Jak je zdobywać?

 

Rzeźnik uśmiecha się w charakterystyczny dla siebie, paskudny sposób.

 

- Punkt za roztrzaskanie stołu swoim przeciwnikiem. Punkt za posłanie go na stertę jarzeniówek. Punkt za rzucenie go na blat z C-4. Kolejny za wprasowanie go w karton pełen pinezek. Następny za roztrzaskanie nim szklanej tafli. Jeszcze jeden za wrzucenie go w zasieki z drutu kolczastego. I kolejny za użycie zszywacza i przymocowanie do ciała oponenta plakietki z logiem EWF. Dwa punkty za płonący stół. Dwa punkty za parę ustawionych na sobie stołów. Kolejne dwa za przytrzymanie przeciwnika przez dziesięć sekund w zbiorniku z piraniami. Albo z, dajmy na to, skorpionami. Dwa za zrzucenie go z określonej wysokości. Punkt za posypanie ran przeciwnika solą. Punkt dla drużyny, która wytoczy pierwszą krew. Punkt dla... dosyć. Myślę, że już rozumiesz. Chcę walki, która będzie godna nazwy naszej federacji. Chcę bitwy, która pozostanie w pamięci fanów na lata. Chcę wreszcie wyzwania, które każe uczestniczącym w starciu zawodnikom zbadać granice swojej wytrzymałości w sposób do tej pory niespotykany w EWF. Bo żeby wygrać tą walkę, trzeba roztrzaskiwać, podpalać i niszczyć. To jest właśnie to: Gehenna Match. Minimum słów, maksimum treści.

 

- Mam nieodparte wrażenie, że Twoja wizja spodobałaby się Vaclavowi.

 

- Niewykluczone.

 

- Kto wie, może doczekamy się tej walki? A jaki rodzaj starcia widziałbyś w Main Evencie „Kwietniowej Anarchii”?

 

- To zależy. Jeżeli spotkają się tam Vaclav i Crazy, to proponowałbym jakieś Hell In A Cell, żeby nikt im nie przeszkadzał. Gdyby jednak walka wieczoru okazał się czymś wieloosobowym, to sugerowałbym coś, co roboczo nazwałem: Destruction Derby.

 

Reporter lekko się uśmiecha.

 

- Czuję, że to nie będzie bezkrwawe starcie.

 

- Jasne, że nie. W końcu to „Kwietniowa Anarchia”, a nie zebranie koła gospodyń wiejskich.

 

- Na czym by to polegało?

 

- W skrócie byłby to wieloosobowy Death Match prowadzony na terenie całej hali. Miałby on ustalony czas – na przykład godzinę. Co do warunków wygranej, to jestem tutaj w rozterce. Niegłupie byłoby dorzucenie do tego tygla Iron Man Matchu – czyli wygrywa ten, kto uzbiera najwięcej pinów, albo poddań. W razie remisu zrobiłoby się dogrywkę pomiędzy najlepszymi z uczestników – tym razem zdobywca pierwszego pinu lub poddania wygrywa całą walkę. Jak widać, Iron Man brzmi nieźle, ale jest jeszcze jedna możliwość. Chodzi mi o Scramble Match w którym wygrywa ten, kto spinował lub poddał przeciwnika jako ostatni. Obie perspektywy uważam za bardzo kuszące i mam nadzieję, ze zarząd EWF zdecyduje się na przynajmniej jedną z nich.

 

- Wydajesz się rządny krwi.

 

- Zwykłe pojedynki są fajne, bo jest w nich jakaś szlachetna prostota. Jeden na jeden, przejrzyste zasady. Nie mam nic przeciwko temu. Ale to prawdziwa ekstrema pokazuje nam, na co nas stać i kim tak naprawdę jesteśmy. Do czego jesteśmy w stanie się posunąć. Ile znieść. Ja po prostu lubię porządną rozpierduchę w ringu. Moje propozycje są tego wyrazem.

 

- Wiem, że nie przepadasz za wypowiadaniem się na ogólnie pojęte tematy polityczne, ale muszę zadać to pytanie: co myślisz o ZWP i PZW?

 

- O tej pierwszej organizacji usłyszałem dopiero niedawno, przy okazji tych przepychanek na górze, co chyba dość dobrze oddaje jej znaczenie. Natomiast PZW wydaje mi się przystanią dla różnego rodzaju pierdzistołków, którzy po prostu dopchali się do koryta. Jedynym, który nie pasuje mi do tamtego towarzystwa jest ten... jakże mu było? Nazaretian? Pamiętam go z BGW i wydał mi się całkiem porządnym gościem. Niemniej jednak, ludzie się zmieniają. Wracając do pytania: obie te organizacje ani mnie ziębią, ani grzeją. Są mi obojętne.

 

- Niewykluczone jednak, że będziesz musiał opowiedzieć się po jakiejś stronie, zadeklarować się...

 

- Na tą chwilę popieram Kravena. Nic do niego nie mam, a nawet szanuję jego dokonania. Poza tym zawsze był w stosunku do mnie uczciwy. Młody Castro to przy nim zwykły oszołom, którego naprawdę nie widzę u władzy.

 

Franko wzrusza ramionami. Obecni na plaży fani (a nie zostało ich już zbyt wielu) wpadają w prawdziwą ekstazę. Zamaskowany pozdrawia ich gestem dłoni, i kontynuuje:

 

- Nie będę się do tego mieszał, jeżeli nie będę musiał. Ale w razie czego jestem za Kravenem. No, chyba że Bidam uzna inaczej, wtedy najpewniej zrewiduję swoje poglądy.

 

- Czyli tak właściwie to popierasz... Bidama?

 

- Ha! Można tak powiedzieć. To mój tag partner, a historia EWF uczy jednego: tak właściwie to nie ma znaczenia, kto znajduje się u władzy. Najważniejsze, żeby federacja trwała.

 

- Pociągnijmy temat dalej... popierasz Don Pedro, czy Vaclava?

 

- Obu mam w dupie, jeśli mam szczery. Tyle tylko, że Vacek może narobić więcej szkód, kiedy już dorwie się do stołka, więc naturalną koleją rzeczy wolę jego rywala. Zresztą, Don Pedro został wybrany w uczciwym głosowaniu i należy to uszanować.

 

Kolanko wyciąga sfatygowany notes i zagląda do niego.

 

- Wybacz, starość nie radość. Pamięć już nie ta. No właśnie, wiedziałem, że o czymś zapomniałem. „Kwietniowa Anarchia” zbliża się ogromnymi krokami. Czego spodziewasz się po tej gali, Franko?

 

- Gigantycznej hali wypełnionej po brzegi skandującymi nazwę naszej federacji maniakami, którzy udowodnią że pogłoski o toczącym EWF kryzysie są mocno przesadzone. Walk, które pozwolą rozwinąć skrzydła uczestniczącym w nich zawodnikom. Destrukcji na niespotykaną wcześniej skalę. Chcę, żeby ta gala została zapamiętana.

 

- Coś jeszcze?

 

- Może jeszcze rozwiązania kwestii walki o władzę w EWF. Powrotu Bereniki i wyjawienia wszystkich jej sekretów. A jeśli o powrotach mowa, to trochę nas za mało: może jakiś emeryt zaszczyci nas swoją obecnością?

 

- Na pewno byłoby miło, ale oni jakoś nie kwapią się do powrotów na pełny etat.

 

Reporter ponownie zagląda do notesu.

 

- To by już chyba było na tyle. Jakieś podsumowanie na koniec?

 

Franko wzrusza ramionami, ale nie ma już kto oklaskiwać tego gestu – plaża praktycznie opustoszała i słychać tylko donośne chrapanie śpiącego na piasku Heńka. Ognisko prawie już zgasło i jedynym źródłem światła jest blask księżyca. Tu i ówdzie majaczy jeszcze sylwetka jakiegoś marudera, ale generalnie wszystko wskazuje na to, że imprezę można uznać za zakończoną. Kolanko cierpliwie czeka na odpowiedź i w końcu się jej doczekuje:

 

- Co tutaj podsumowywać? Dzisiaj odpoczywałem, a od jutra znowu wracam do treningów. Mamy z Bidamem pasy do obronienia. Nie wiem, z kim przyjdzie nam walczyć, ale jest mi to zwyczajnie obojętne. Nie ma w tej chwili w EWF tag teamu, który mógłby nam jakoś poważniej zagrozić. Może Szakal i Crazy. Może. Ale raczej nikt inny. Jesteśmy zwarci i gotowi, i nie zamierzamy przegrywać. Mógłbym opisywać przez pół godziny naszą arcyzajebistość i małość naszych potencjalnych rywali, ale mi się nie chce. Dzisiaj odpoczywam, rozumiesz? Ktokolwiek stawi nam czoła, ma pecha. Słyszałeś to już nie raz, ale powtórzę to po raz kolejny: jesteśmy zmotywowani i ciągle głodni zwycięstw. Nienawidzimy przegrywać. I jesteśmy prawdziwą drużyną, w przeciwieństwie do tych wszystkich tymczasowych tworów, które od czasu do czasu są rzucane przeciwko nam. Jesteśmy gotowi na każde wyzwanie, jakie zgotuje nam los. Po prostu dawajcie nam już tych rywali. Kimkolwiek by nie byli, pozamiatamy nimi ring, poodbijamy ich sobie od jednego narożnika do drugiego, pierdolniemy nimi o glebę parę razy, i zgarniemy wygraną. Skopiemy im dupska, sprowadzimy na ziemię i tak dalej. Jesteśmy, cholera, mistrzami. A oni będą tylko kolejnymi epizodami w naszym title reignie. Tylko od nich zależy, czy ten epizod będzie chwalebny, czy raczej wstydliwy, ale dla mnie to bez różnicy. Efekt końcowy może być tylko jeden: te pasy zostaną u nas, jeszcze je sobie potrzymamy. I to tak właściwie wyczerpuje temat.

 

 

 

I rzeczywiście – wyczerpało. Kolanko pożegnał się z naszym bohaterem i odszedł w kierunku miasta. Franko dorzucił do ogniska i posiedział przy nim trochę, wsłuchując się w trzask płonącego drewna zmieszany z szumem fal i chrapaniem Heńka. Później pogapił się jeszcze trochę na gwiazdy, i zasnął.

 

Obudziła go dopiero Cassandra Tisserant, żeby omówić pewne (związane z tańcem) kwestie.

  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    2

  • AGNKP

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  330
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  03.07.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

No.. stypulacje, które wymyślił Franko to jakiś nowy poziom absurdu i brutalności, chyba aż tak EWF pokręcone nie jest :lol: . Sam RP na bardzo wysokim poziomie, ale chyba nie tak wysokim jak poprzedni. Jestem ciekawy kto stanie naprzeciw Bidama i Rzeźnika, bo roster trochę mały, drużyn nie widać, ciężko też mi jakoś zestawić dwóch choć trochę pasujących e-wrestlerów i tak naprawdę, to nie wiem czy jest sens aktualnie robić jakieś zamieszanie w okół pasów TT no ale to już zależy od Robespierre...

  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

No.. stypulacje, które wymyślił Franko to jakiś nowy poziom absurdu i brutalności, chyba aż tak EWF pokręcone nie jest :lol: .

 

Oj, żebyś się nie zdziwił :twisted:

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...