Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Złote Runo


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

„- Dogryźliśmy już mięso niemal do samej kości! – sapnął Szary Brat (...)

- Tak, ale trzeba jeszcze zgryźć kość samą! – odparł Mowgli.”

Rudyard Kipling, „Druga Księga Dżungli”

 

 

 

 

Prolog.

 

- Chyba zmienię swój theme – powiedział Franko tonem człowieka, który właśnie podjął ważną życiową decyzję.

 

Na te słowa Helenka zakrztusiła się jedzoną właśnie sałatką, Velvet wylał sobie na kolana świeżo zaparzone ziółka, Henio oniemiał, a Bidam uniósł brew w geście niepomiernego zdziwienia i na moment zapomniał o przeżuwaniu kurczaka, którym przed chwilą napchał sobie usta.

 

Skoro Rzeźnik zmienił zdanie w tego typu kwestii, to mogło przydarzyć się wszystko.

 

I rzeczywiście: przechodząca niedaleko kelnerka upuściła tacę pełną zamówionych przez klientów potraw, w wyniku czego gulasz szefa kuchni zmieszał się z flaczkami, dwoma schabowymi z ziemniakami i zasmażaną kapustą tworząc coś, co później z braku lepszej nazwy ochrzczono mianem „mieszanki firmowej”. Z zewnątrz dobiegł odgłos gwałtownej stłuczki, po której rozbrzmiały klaksony i przekleństwa kierowców. Pies będący sprawcą zajścia uciekł chyłkiem, zderzając się z nogami emerytki, która w przyszłości miała ulitować się i przygarnąć nieszczęsnego pchlarza. Pewien biznesmen poślizgnął się na chodniku, co zapoczątkowało istną lawinę wydarzeń, nad którymi nie ma sensu się teraz rozwodzić, a które doprowadziły do jego głębokiej duchowej przemiany. Znany w całym mieście kutwa poczuł przez chwilę, że mógłby podzielić się z kimś gromadzonymi przez całe życie dobrami materialnymi. Przechodząca obok prostytutka nagle podjęła decyzję o porzuceniu zawodu. W niedalekim kościele pewien kapłan uznał, że celibat jest jednak ponad jego siły. W leżącym na obrzeżach miasta szpitalu dla umysłowo chorych pensjonariusze wpadli w istny amok zapewniając swoim pielęgniarzom wieczór pełen niezapomnianych wrażeń. W położonej kilkadziesiąt kilometrów dalej wsi krowy przestały dawać mleko. W sąsiedniej osadzie na świat przyszła koza z dwoma głowami, z których jedna szczekała, a druga miauczała – a w każdym razie tak twierdził jej właściciel. Nad całą Polską przetoczyło się nagłe załamanie pogody. Śmierć potknęła się o własną kosę i przez jakąś minutę nie była w stanie pełnić swoich obowiązków, co miało mieć dla całego świata nieodwracalne (choć ukryte dla postronnego obserwatora) skutki. Gwiazdy zgasły na ładne kilkanaście sekund, zapoczątkowując falę hipotez i domysłów u wielu zapalonych astronomów. Wielki Chthulhu niespokojnie poruszył się przez sen w swoim podmorskim legowisku, ale jak zwykle nikt tego nie zauważył.

 

Przez około sekundę wszystko stanęło na głowie.

 

Na szczęście Franko nie zamierzał drążyć tematu, co dało wszechświatowi czas na dostosowanie się do sytuacji.

 

Dalszy ciąg obiadu upłynął spokojnie i bez dramatycznych wydarzeń.

 

 

 

 

Stuk.

 

- No dobra, jedźmy z tym koksem. Co mam teraz powiedzieć? Próba mikrofonu, raz dwa trzy? Mimo wszystko czuję się, jakbym gadał do siebie. Jakoś mnie to urządzonko nie przekonuje. Dziwny ten prezent od Bidama. Mówił, że to mi pomoże poukładać sobie myśli przed walką. Jakbym tego kiedykolwiek potrzebował. Co on tam jeszcze mówił? Że fani będą mogli poznać moje przemyślenia? Nie bardzo rozumiem, dlaczego miałyby kogoś interesować. Że lepiej poznają moje wnętrze? Na to muszą poczekać, aż znowu zawalczę z Vackiem w jakimś wypełnionym hektolitrami krwi i kilogramami wyprutych flaków matchu. Wtedy poznają tyle mojego wnętrza, że aż im bokiem wyjdzie. Wracając do Bidama, to on chyba rzeczywiście mówił coś w tym guście. I był całkiem przekonujący. Wspominałem już, że mam wygadanego tag partnera? Pewnie tak. Wtedy odpowiedziałem mu na to, że moi fani pozdychają z nudów jak usłyszą te moje smętne wynurzenia, a on się tylko roześmiał. Później pożartowaliśmy na inne tematy, i nie mówiliśmy już o tym. Ale dyktafon zostawił. A niech mu tam będzie. W końcu wychodzi na to, że miał rację.

 

Jednak się skusiłem.

 

Jest noc, a ja leżę w łóżku. Mają tu dobrą, miękką i pachnącą pościel. Jeszcze rok temu mogłem o takiej tylko marzyć. Wtedy jak byłem w trasie to nocowałem w podrzędnych motelach, nie to co teraz. Najczęściej jechało tam petami, albo tanimi środkami czystości. Teraz dostajemy z Bidamem hotele z prawdziwego zdarzenia, jak na main eventerów przystało. Apartamenty, gigantyczne łóżka, obsługa na każde skinienie. No i ten zapach. To pewnie woń elegancji i luksusu. Hela cała się pławi w tym luksusie, i nawet jej z nim do twarzy. Ja tutaj chyba niezbyt pasuję, ale biorę co dają. Uznali, że zasłużyłem. Pewnie mają rację. Dobrze jest być docenionym. Trochę potu trzeba wylać, trochę flaków z siebie wypruć, ale w końcu człowiek dociera do punktu, w którym już o nic nie musi się martwić. Szmalu mam tyle, że już sobie buduję chałupę. Nigdy nie sądziłem, że do tego dojdzie, a tu proszę. Rośnie w oczach, ten mój nowy dom. Piękną wiosnę mamy tej zimy, a to przyśpiesza budowę. Wszystkiego dogląda Henio, ale dom będzie mój. Będzie teraz trochę czasu do następnej gali, więc kto wie? Może uda mi się odwiedzić moją przyszłą siedzibę?

 

Może.

 

Wiadomo, że za wszystko się płaci. Jak zwykle przed wyjazdem za granicę, mamy sporo House Shows do odwiedzenia, wywiadów do udzielenia i tak dalej. Coraz więcej ludzi czegoś ode mnie chce. Dostaję zaproszenia do szkół, uwierzycie? Taki to ze mnie wzór do naśladowania. Tak, droga młodzieży, żyję z bicia ludzi. Tak, w przeszłości też biłem. Jak zdrowie dopisze, to i w przyszłości bił będę. Nie, chyba nikogo nie zabiłem. Okaleczenia? Jasne, zdarzały się. I pewnie jeszcze się zdarzą. Ale nie powielajcie moich błędów, drogie dzieci. Widzicie przecież, do czego mnie doprowadziły. Do bogactwa i miłości tłumów. Ale rzeczy które robiłem, były złe i wy musicie to zrozumieć...

 

Już widzę, jak rozumieją.

 

Sporo ludzi liczy na to, że wspomogę jakiś szlachetny cel, jakikolwiek by on nie był. Różne fundacje, sanatoria, szpitale, nieuleczalnie chore dzieci, te sprawy. Coś tam czasem odpalę, ale Matką Teresą raczej nigdy nie zostanę. To chyba dobrze. W habicie nie byłoby mi do twarzy. W sumie to wszyscy po prostu chcą kawałka z mojego tortu, co jest naturalne. Przecież jest co dzielić. Forsa za walki, forsa za przemówienia, forsa za wywiady, forsa za każdy występ przed kamerą. A jest jeszcze lukier na tym torcie: głównie reklamy, propozycje od sponsorów i inne takie. Sporo tego. Coraz więcej. Łatwo się pogubić, ale mi to nie przeszkadza. Tego chciałem, kiedy ubiegałem się o tą robotę.

 

Chyba przyjmę ofertę producenta maszynek do golenia.

 

To wszystko łatwo wyrywa się spod kontroli, bo będąc osobą publiczną tracisz sporo siebie. Prywatność staje się pustym słowem, wszędzie muszę uważać. Ciągle ktoś mnie filmuje, fotografuje albo nagrywa – utrwala każde słowo i każdy ruch. Liczyłem się z czymś takim, ale jednak zaskoczyła mnie skala tego zjawiska.

 

Kto wie, może teraz też jestem w ukrytej kamerze?

 

Nawet jeśli, to nic na to nie poradzę.

 

Idę spać.

 

Trzask.

 

 

 

 

- No i co powiesz? Wszystko jest tak, jak chciałeś? - Henio wypowiada te słowa nie bez pewnego napięcia.

 

- Jest dobrze. Spisałeś się. – Franko nie trzyma towarzysza w niepewności dłużej, niż jest to absolutnie konieczne.

 

Dom rzeczywiście prezentuje się dobrze, ale nie mamy zbyt wiele czasu, żeby go podziwiać. Kimkolwiek jest osoba filmująca tą rozmowę, koncentruje się raczej na osobach ją prowadzących. Co oczywiście nie oznacza, że nie dostrzegamy scenerii całego zdarzenia. A jest ona dosyć urokliwa: mamy piękny, zimowy dzień. Świeci słońce, ćwierkają ptaszki, gdzieś w tle miga nam ściana lasu. Gdzieniegdzie - w najbardziej zacienionych miejscach - widać trochę śniegu. Tylko on przypomina nam, jaką oficjalnie mamy porę roku. Franko i Heniek są ubrani w lekkie, rozpięte kurtki co sugeruje, że jest raczej ciepło. Pomimo to Rzeźnik założył kaptur, który zasłania mu w twarz. Najpewniej zrobił to z przyzwyczajenia...

 

- No, to kamień z serca – mówi Henryk z wyraźną ulgą – niełatwo było ich dopilnować.

 

- Nie przejmuje się tak – mruczy Franko wkładając rękę pod kurtkę, żeby podrapać się po żebrach – jest tak, jak miało być.

 

- Swędzi, co?

 

- Jakby mnie pchły oblazły. Ale to dobrze. Znaczy, że włosy odrastają.

 

- Hela mówiła, że oni Cię tak gorącym woskiem załatwili. Mówiła też, że to dobrze. W sensie, że mogli laserem, a to podobno dużo skuteczniejsze. A skoro to był wosk, to znaczy że szybciej odrośnie.

 

- Taa... mi też to mówiła. Twierdzi, że na nową „Wrestlepaloozę” będę już wyglądał jak człowiek, a nie jakaś metroseksualna popierdółka. Tyle, że swędzi. W dzień i w nocy. Dawała mi jakieś kremy, żele i tego typu gówno, ale większość z nich zawiera różne środki, które spowalniają odrastanie. Żaden interes, jeśli o mnie chodzi.

 

- Musisz przetrzymać.

 

- I przetrzymam. Hela prorokuje, że oprócz swędzenia będą też inne niedogodności. Część włosów pewnie mi wrośnie, porobią mi się takie ropiejące ranki i tak dalej.

 

- Apetycznie.

 

- Jak cholera.

 

- To pewnie kombinujesz już, jak się odwdzięczyć Jazzowskiemu, co?

 

- Powiedzmy, że mam kilka pomysłów.

 

- Na przykład?

 

- Niech na razie pozostanie to moją słodką tajemnicą. Powiem tylko, że skoro chce się bawić poza ringiem, to ja nie mam nic przeciwko temu. Przynajmniej nie będziemy się nudzili.

 

- Za dużo przebywasz w towarzystwie Bidama, Franek.

 

- Trzeba brać życie takim, jakie jest, Heniu. Koleś nie dał mi rady w walce twarzą w twarz, więc bawi się w partyzantkę. Tutaj idzie mu trochę lepiej, ale wiesz co? Na tym polu też go pokonam. Przyznam, że trochę mnie zaskoczył, tyle że w negatywnym sensie. Znowu. No bo sam popatrz: idę, i strzelam facetowi w tyłek z dubeltówki. Całkiem konkretne, nie sądzisz? A on co robi? To że mnie porwał z pomocą żony i paru kafarów, to właściwie nic takiego, chociaż jest to oczywiście kolejny dowód na to, że nie jest w stanie poradzić sobie ze mną bez pomocy. Ale mniejsza z tym. Olać to. Prześledźmy sprawę dalej. Ma mnie. Dorwał mnie w swoje ręce. Faceta, który go postrzelił, a wcześniej jeszcze przybił do ściany. Ma mnie, i co robi? Zapewnia wpierdol życia? Kradnie maskę i robi sobie z niej niezasłużone trofeum? Kaleczy chociaż? Nie. Nic z tych rzeczy. Zamiast tego bierze mnie do kosmetyczki. Co będzie dalej? Pedicure?

 

Heniek parska śmiechem, podczas gdy jego rozmówca kontynuuje:

 

- Znaczy, ja doceniam komizm sytuacji i to, że trochę mi dopiekł tą całą depilacją. Ale jakieś to takie, nie zawaham się użyć tego określenia, niemęskie. Zwyczajnie, kurna, niemęskie. Niech sobie jeszcze sprawi różowe gatki, takie z jednorożcem i gwiazdkami. Będą pasowały do tego, co ten człowiek aktualnie odpierdala.

 

- Niezła wizja...

 

- Może na tym polega jego mesjanizm. Broni kucyków, jednorożców i mniejszości seksualnych. No ale dajmy już temu spokój. Aż chciałoby się powiedzieć, że chuj mu w dupę, ale jakoś tak... strach. Nie chciałbym dobrze mu życzyć, nawet przypadkiem.

 

- To może rzeczywiście zostawmy już ten temat...

 

- Słusznie. Są inne sprawy, ważniejsze.

 

- SR-Crazy, co?

 

- Jasne, że Crazy. Kto inny, jeśli nie on?

 

 

 

 

Stuk.

 

- Kolejna noc i kolejny hotel. Wcześniej było jeszcze kolejne House Show. Nie mogę spać. W telewizji nie ma nic ciekawego, a na miasto zwyczajnie nie chce mi się iść. Muszę skończyć ze zwyczajem sypiania w samochodzie. Może zejdę do baru? Dam trochę zarobić obsłudze? Gdzieś wśród pracowników hotelu znalazła się jakaś przyjazna dusza, która owinęła wycieraczkę przed drzwiami do mojego pokoju w jedną z koszulek Jazzowskiego. Bardzo sympatyczny gest, nie powiem. Może zainicjuję akcję o nazwie: „spal koszulkę fałszywego mesjasza”? Nazwa robocza, ale brzmi niegłupio. Będę musiał o tym pomyśleć.

 

Kiedy przyjdzie na to właściwa pora.

 

W głowie mam lekki mętlik, to pewnie przez te zmiany pogody. Myślę o Bidamie i o naszej przerwanej walce. Nie powiem nic odkrywczego, ale... to była dobra walka. Dobra. Z jednej strony szkoda, że nie zaspokoiłem swojej ciekawości w pełni, ale z drugiej...

 

Z drugiej strony cieszę się, że tak wyszło.

 

W pewnym sensie Jazzowski wyświadczył mi przysługę. Gdyby któryś z nas wygrał, zostałaby zachwiana pewnego rodzaju równowaga. Teraz jest tak, że ja mam swój Evolution Title, a Bidam trzyma swoją Fucky. I to jest właściwe – wspominałem już o tym wcześniej przy okazji różnych wywiadów i tym podobnych. Gdyby któryś z nas zgarnął pas drugiego, to świat by się nie zawalił. Jeden z nas by się podbudował, a drugi odebrał lekcję pokory. Nic szczególnego, jak się tak nad tym zastanowić. Tą walkę mógł wygrać każdy z nas i my zdajemy sobie z tego sprawę. Ale dobrze jest, kiedy każdy ma swoją błyskotkę. Coś, co należy tylko do niego. Poza tym dzielimy pasy tag teamów. Jest w tym jakaś równowaga. Prawdopodobnie się powtarzam. Trudno. Nie jestem Jazzowskim – chorągiewką na wietrze. Nie zmieniam kursu co galę. Moje słowo coś znaczy. Tak samo jak moja przyjaźń. Szkoda, że Bidamowi nie udało się zdobyć World Title, ale tak bywa. Nie zawsze się wygrywa. Teraz to ja mam swoją szansę, i zamierzam ją wykorzystać. Chyba nikt nie spodziewał się, że powiem coś innego? Chcę tego pasa. Pragnę go z trudną do opisania intensywnością.

 

Pragnę.

 

Ten pas to taki artefakt, który dodaje posiadaczowi sił, wytrzymałości, zajebistości i zwykłego fartu. Tak po prostu jest. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio komuś się zdarzyło zdobyć go ot tak, za pierwszym podejściem. Nic z tych rzeczy, chłopcy i dziewczęta. Nie zostaje się mistrzem od razu. Trzeba wokół niego krążyć, walczyć o niego, zabiegać...

 

Na Mistrzostwo trzeba sobie zasłużyć.

 

Ja wiem. Ja to wszystko wiem. To Złoto nie przyozdabia byle kogo. Przed chcącymi po nie sięgnąć śmiałkami piętrzą się niebotyczne przeszkody. Niełatwo pokonać mistrza. Jeszcze trudniej pokonać mistrza w walce o pas. Jeszcze trudniej uniknąć interwencji wszystkich tych frustratów, dla których twój title shot jest solą w oku. To taka odwieczna gra, rytuał polegający na serii prób. Przejdą je tylko najlepsi, reszta odpadnie po drodze. Ja wiem. Ja to wszystko rozumiem, ja to akceptuję.

 

Ale i tak wypruję z siebie flaki, żeby go zdobyć już teraz.

 

Ewentualnie wypruję je z Crazy’ego.

 

(...)

 

Chyba jednak zajrzę do tego baru.

 

Trzask.

 

 

 

 

- I po cholerę ja brałam kostium kąpielowy? – pyta Helenka swojego odbicia w oknie, obserwując przy tym uderzające w nie krople deszczu. – Ciepłe kraje, cholera...

 

- Było sprawdzić prognozę pogody – mruczy rozwalony przed klimatyzatorem Franko – to byś wiedziała, że załapaliśmy się na końcówkę pory deszczowej. Czyli jest ciepło - jak zwykle - ale i ciągle pada. Słońce zapowiadają, a jakże. Tyle że w poniedziałek – akurat dzień po gali. Porąbana pogoda, jakby mnie ktoś pytał o zdanie.

 

- Mądrala - odmruczała Hela – a na mistrza jesteś gotowy, mój ty geniuszu wspaniały?

 

Gwiazda jednaj z ubiegłorocznych edycji „Playboya” odwraca się obdarzając swojego rozmówcę uważnym spojrzeniem błękitnych oczu. Daje nam to chwilę na pobieżne przyjrzenie się luksusowemu wystrojowi pokoju hotelowego, w którym rzecz cała się odbywa.

 

- W batożeniu żywej ikony jest coś, co mogłoby się wydawać niestosowne, ale mnie tego typu rozterki jakoś nigdy nie dotyczyły. Tak, jestem gotowy. Chociaż oczywiście doceniam klasę przeciwnika, i takie tam. Bla, bla, resztę tej gadki zachowam dla prasy. Widziałaś te stylizowane na ikony portrety Crazy’ego, które sprzedają w EWF shop zone? Zajebiste. Przypomnij mi, żebym sobie taki kupił.

 

- Przekonaj mnie.

 

- Hę? Żebyś mi przypomniała?

 

- Przekonaj mnie, że go pokonasz.

 

- A dlaczego miałbym go nie pokonać? Biłem się z nim wcześniej? Biłem. Odbierałem mu pasy? Odbierałem. To skąd się wzięło to ogólnonarodowe niedowierzanie? Jasne, że mogę z nim przegrać. Ale na tej samej zasadzie on może przegrać ze mną. Szanse oceniam na pół na pół i nie sądzę, żebym popadał tutaj w jakieś samouwielbienie. Wygra on, albo ja – ot, cała filozofia. Moje zadanie polega na tym, żeby zrobić absolutnie wszystko, żebym to jednak ja był zwycięzcą. A Crazy... jak się tak zastanowić, to on jest w gorszej sytuacji. Ja mogę wygrać wszystko. On może wszystko przegrać.

 

- Oglądałam ostatnio te archiwalne materiały. Wiesz, gale z czasów PCW i wczesnego EWF. Sporo tam Szaleńca. Dużo szczuplejszy, ale poza tym jakoś strasznie się nie zmienił.

 

- Ten sam błysk w oku, co kiedyś, prawda? Też to zauważyłem. Ciągle go bawi ten biznes. To mu daje wielką siłę. On już niczego nie musi udowadniać. Nie musi się rozwijać. Nic nie musi. Można pomyśleć, że panuje nam w EWF, bo ma taki kaprys. Bo jeszcze mu się chce. Po każdej gali przemawia do tłumów i nie sili się przy tym na jakąś przesadną oryginalność. Walczy od lat w podobny sposób, i to najczęściej wystarczy. To właśnie jest prawdziwa klasa, Hela. Kiedy każdy niby wie, czego się po tobie spodziewać, a ty i tak schodzisz z ringu jako zwycięzca.

 

- W końcu co ikona, to ikona. No nie?

 

- Zgadza się. Większość z tych szaleńców z PCW i tym podobnych federacji, tych gwiazdorów, co to w trakcie gal się podpalali że aż skwierczało, skakali z wieżowców, rzucali zwierzętom na pożarcie i co tam im jeszcze przyszło do głowy, wszystkie te dawne bohatyry albo zdychają w zapomnieniu bez grosza przy duszy, albo ułożyły sobie życie na nowo i nie chcą już słyszeć o wrestlingu. A Crazy ciągle jest z nami, chociaż naprawdę nie musi. Więcej w nim ikry, niż w niejednym młodziku. No i jak tutaj tego typa nie szanować? No jak?

 

- Miałeś mnie przekonać, że go pokonasz, a nie pierdolić o szacunku.

 

- Zapytam jeszcze raz: dlaczego miałbym go nie pokonać? Wejdę na ring i zacznę napierdalać, niszczyć, łamać, batożyć, dusić i co tam jeszcze będzie możliwe do zrobienia. Chlasnę go po oczach, upuszczę trochę krwi, albo i urwę głowę, jeśli będzie trzeba. Niech on się przejmuje tą walką, nie ja. Chociaż pewnie się nie przejmie. Prawie go widzę teraz jak stoi i opowiada o tym, jak to skopie moją dupeczkę. Jak nazywa mnie mamelukiem. Jak z podszytym lekkim szyderstwem uznaniem wypowiada się o mojej pracy nóg. Widzę to i słyszę. Prawie widzę też, jak wchodzi na ring i próbuje wcielić swoje zapowiedzi w życie. I jak się o mnie rozbija. Jednak. Bo jestem tym, kim jestem. I cokolwiek by o mnie nie powiedzieć, niełatwy ze mnie orzech do zgryzienia. Jestem niewygodny, co przyznał nawet mój ulubiony Jazzowski. Tyle, że on mnie porównał do gówna. Cóż, jeśli ma rację, to kawał ze mnie kloca. Zabójczego na wszystkie sposoby. Jedno spuszczenie wody nie wystarczy.

 

- Jesteś obrzydliwy.

 

- To Jazzowski jest obrzydliwy. Ja tylko podejmuję dialog, który on rozpoczął. Ty wiesz, jak on zareaguje na wieść, że zdobyłem World Title? No właśnie. Też myślę, że szlag go trafi. Kto wie, może przy okazji ostatecznie zrezygnuje z kariery?

 

- O! Widzę, że się rozmarzyłeś...

 

- Może trochę. Byłoby miło. Ale znowu zaczynam mówić o tym szmaciarzu, a powinienem zajmować się tylko jego przeciwieństwem. Kimś, kim Nas nigdy nie będzie, choćby się miał rozpuknąć. Zawodnikiem naprawdę wartym uwagi. Prawdziwym mężczyzną, a nie popierdółką. I zajmę się nim, w ringu. Pobiję go i wybatożę. I odbiorę mu pas. To tyle, w telegraficznym skrócie. Sęk w tym, że dla Crazy’ego nasze starcie będzie po prostu kolejnym sparringiem. Dla mnie jest walką o życie. Nie dam się łatwo „zaliczyć” i nie będę kolejnym karbem na jego title reignie. Pomiędzy linami odrzucę wątpliwości, szacunek i zdrowy rozsądek. Zapomnę o świeżo nabytym człowieczeństwie. CHCĘ TEGO PIEPRZONEGO PASA. Chcę, i go zdobędę. Muszę Ci mówić więcej?

 

- Myślę, że nie. Chyba jednak nie.

 

- Czyli rozumiesz, w czym rzecz. To dobrze. To zaoszczędzi nam masę niepotrzebnego mielenia ozorem. Chcę World Title. Marzę o World Title. I zdobędę World Title. Jutro.

 

Po tej deklaracji zapada trochę niezręczna cisza. To jedna z tych chwil, kiedy wszystkie rzeczy warte powiedzenia zostały już powiedziane. Ciszę przerywa Helenka:

 

- Chcesz kanapkę?

 

 

 

 

Epilog.

 

- Dokonałem wyboru – powiedział Franko tonem, który wykluczał jakąkolwiek dyskusję – i to jest właśnie to. Chrome Division było dobre, kiedy uważałem się za najemnika, który pojawia się na kolejnych galach, żeby walczyć i zarabiać na życie. Teraz uważam, że stałem się kimś więcej. Czuję się w pełni częścią Extreme Wrestling Federation. Stałem się Main Eventerem i zawodnikiem, który realnie liczy się w walce o World Title. Ta muzyka w pewien sposób to odzwierciedla.

 

Rozbrzmiały pierwsze, patetyczne nuty. Słysząc je, Helenka zrobiła minę pod tytułem: „mogłam się tego spodziewać”, Heniek uśmiechnął się pod nosem, Velvet po prostu słuchał, a Bidam przeżuwał swojego kurczaka.

 

Nowy theme Rzeźnika dudnił pomiędzy ścianami.

 

 

  • Odpowiedzi 3
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    2

  • AGNKP

    1

  • Prinse

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  180
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.07.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Genialny tekst. :shock: Myślę że masz ogromne szansę na zdobycie tego pasa i na przejęcie tronu Szaleńca. Myślę że nie muszę wspominać o tym jak bardzo ten theme song pasowałby do nowego mistrza świata EWF.

1239281010554942849e893.jpg


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Zawsze miło coś takiego przeczytać - tym bardziej, że tekst powstawał w dosyć ekstremalnych warunkach. Dzięki, tego mi było potrzeba ;)

  • Posty:  330
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  03.07.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Mocny, cholernie mocny tekst. Już same wyliczenia w prologu zapowiadały, że RP będzie piekielnie dobry, a jest nawet lepszy. Strasznie podoba mi się twój styl pisania i SR będzie się musiał postarać, żeby to przebić.

Jedyny "minus" to nowy theme song, bo poprzedni bardziej mi się podobał L ;) , a może raczej bardziej w moim odczuciu pasował do postaci Franko.

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...