Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Nie lubię koniaku


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

***************************************************

 

 

Jebać to!

Nie lubię koniaku!

Jebać to wszystko!

Takie były moje myśli nad ranem, po tym cholernym polowaniu. Zima w tym roku nie była zbyt chłodna, to mnie pewnie uratowało. Trzy godziny spałem w lesie, bo polowanie skończyło się nad ranem. Olali mnie wszyscy ciepłym moczem, który w warunkach mrozu zostałby przyjęty jak zbawienie. Na całe szczęście nie było warunków mrozu. Z niedopitą butelką koniaku obudziłem się pod sosną.

 

Och sosno, jakaś ty piękna!

Och sosno, jakaś ty sosnowata!

Och sosno, te igiełki wywołują u mnie dreszcz podniety!

Och sosno, ty Vaclava przypominasz!

Och sosno, czy można się na ciebie wspiąć niczym goście z Hollywoodu na panią Jazzowską?

Och sosno, ty sosno.

Och sosno, jakaś ty piękna!

 

Sosna ta z pewnością była prawdziwie prasłowiańska. Co wiemy o sosnach? Sosny rosną, są roślinkami, są drzewkami, a na dodatek drzewkami iglastymi. Mają podobno łacińską nazwę jak wszystkie te cholerstwa, a ta brzmi pinus, to brzmi prawie jak penis, co sprawia, że takie spanie pod sosną może napawać trwogą. Bo jakby ktoś mnie spytał:

 

- Hej gdzie spałeś? Ale odpowiedz po łacinie!

 

To mam odpowiedzieć, że pod pinusem?!

 

Przecież to skandal. Tak się nie robi i tyle. Wstałem i otrzepałem się, warto zwrócić uwagę na "się". Niby zimy stulecia nie ma, ale było kurewsko zimno. Wszędzie do tego też wilgotno, wiecie jak to jest w lesie nad ranem, powietrze jakieś takie rześkie, ale jednocześnie mokre. Można by się pewnie w nim wykąpać, ale to w sposób metafizyczny. Mnie interesuje życie, wrestling, EWF, a metafizyka to tylko od czasu do czasu. Otrzepałem się i zwymiotowałem do zagajnika. Tak szczerze mówiąc to nie wiem czy konkretnie jest zagajnik. Znamy to słowo, ale czy potrafimy je zdefiniować?

 

- Hej, Franko! Zdefiniuj zagajnik!

 

Jak spotkam Rzeźnika to mu tak powiem. Na polowaniu był szalenie rozbrykany, napieprzał z tej strzelby do zwierzątek, że hej. Nawet próbował wiewiórkę upolować, ale mu się nie udało... a mi?

 

A mi, mon ami, się udało! Odpierdoliłem rudej dziwce głowę! Widzieliście kiedyś wiewiórkę bez głowy? Trzeba było przyjść na polowanie, to byście wiedzieli i widzieli. SR-Crazy widział, Franko widział, Szakal widział i nagonka, co nosi wąsy od przed wojny też widziała. Ale was tam nie było, bo to była zamknięta impreza, elitarna. W mym proletariackim sercu zrobiło się nawet ciepło, że oto Bidam Bidamowicz wkroczył na salony i brata się z możnymi tego świata. Wprawdzie udało mi się już w życiu przelecieć celebrytkę-aktorkę, i nie była to żona Nasa Jazzowskiego!, i prawie wypić z ministrem od zegarków, ale to były wszystko przypadki. Teraz polowałem z dekadenckim magnatem i samym senatorem Szakalem. A razem z nami Franko. Pod koniec polowania powiedziano nam, że będziemy walczyć na najbliższej gali przeciwko sobie. Pamiętam to jak dziś. Była tam ta, Agnieszka Sorel, podobno wredne babsko z działu kadr, ale całkiem przyjemna dla oka. Pamiętam, co nam powiedziała:

 

- Bidam, Franko. Będziecie walczyć przeciwko sobie.

 

Pamiętam, co jej odpowiedziałem.

 

- Ochujałaś?

 

Pamiętam, co ona mi odpowiedziała.

 

- Złożę to na karb alkoholu i balu.

 

Nic nie odpowiedziałem, bo głupio mi było powiedzieć, że nie mam pojęcia, co to jest "karb". Brzmi jak kark, ale to nie to samo. Ona jednak kontynuowała.

 

- Będzie to Submission match.

 

Pamiętam, co ja na to powiedziałem.

 

- Pięknie kurwa, pięknie!

 

Wymówiłem "kurwa" rozmyślnie z mongolskim akcentem, to zawsze wprawia Polaków w dobry nastrój, bo nic oni tak nie kochają - oprócz wódki - jak swojską kurwę. Nie chodzi mi o kurwę, panią co stoi na poboczu czy żonę Nasa Jazzowskiego, którą lubię i szanuję, a kinematograficznie jestem wielkim fanem, to nie jej wina, że pół Los Angeles ją brało w Hollywood, a Nas dostał już ją po przejściach, i nie chodzi mi tu wcale o Ramones-podobną grupę punkową z Indianapolis, co to powstała w 1985 roku i w sumie nie jest zbyt świetna, ja niczego nie sugeruję. Ja bardzo lubię panią WAMP, jest świetna, jestem jej wielkim fanem! Naprawdę, mówię to szczerze i z ręką na sercu. Z ręką na piersi, swojej, bo nie jej, bo mówię. Mam nadzieję, że Nasa znowu nie porwą, bo bez jego małżonki EWF nie byłoby takie barwne. O czym to jednak ja mówiłem? Ach, o kurwie przecież! Nie, nie chodzi mi tu o panny lekkich obyczajów, teraz one zresztą chyba wszystkie lekkich obyczajów, nie ważne czy biorą za to pieniądze, czy też nie. Mi chodzi tu o tradycyjną kurwę, ulubiony przerywnik w polskim zdaniu. Moja opinia o walce z Franko jest taka, że to chujowy pomysł. Wkurzyłem się wtedy nienażarty (jak to zapisać prawidłowo? Bo powiedzieć łatwo!), a przecież nie byłem głodny.

 

- To chujowy pomysł.

 

Powiedziałem na głos to, co myślałem ja i tysiące moich rodaków, setki fanów i moja żona, gdzieś w Moskwie, która być może w tym momencie czyniła mnie rozkosznym, żółtym rogaczem. Później był wybuchł.

 

- Nie będę walczył!

 

Dla pewności i by tak prawdziwie po polsku podkreślić, co o tym wszystkim myślę dodałem swojskie:

 

- I chuj!

 

No i się zaczęło. Jakieś wrzaski, że jestem pracownikiem i będę robić, co mi przełożeni każą. Federacja decyduje, EWF decyduje i walka ma być. Ale co to za walka! Po co ta walka? Dlaczego? Kto to przyklepał? Esmeralda Martinez, którą znów ktoś zrolował? Sam Kraven? A może jakiś inny typ spod ciemnej gwiazdy. Dlaczego mnie to spotkało. Wygłosiłem wtedy wielką tyradę, w której pomógł mi koniak.

 

- O nie! Nie! Nie! No! Nein! Niet! Dawno temu żyłem w Korei. Tam się urodziłem, tam się wychowałem. Tatę zabili wcześnie, bo był w armii i chyba nie w tej klice co trzeba. Do dzisiaj się zastanawiam czy go rozstrzelali, powiesili czy może zrobili coś gorszego. Dlatego pierdolę te wasze żarty o Kim Dzong Unie i w kiblu na balu przyjebałem koreańskiemu dyplomacie w ryj. Szkoda, że nie miałem okazji i nie zwinąłem mu tego Felka, co to go wylicytował. W Korei żyło się chujowo, to dobre słowo, bo to było chujowe życie. Wszyscy słyszeliśmy o życiu w Auschwitz, różnych gułagach. Auschwitz, nie licząc gazowej afery, to były wczasy przy gułagu, a gułag to w sumie jak nasza Korea, tzn. nie nasza, bo ona wasze nie jest, to nie ta piosenka "Wszystkie Koree nasze są, Kim, Ming, Junki, Soooong", co ja w ogóle mówię!

 

- To ta brandy - krzyknął ktoś z nagonki.

 

- Piję koniak, ty debilu - odkrzyknąłem.

 

Nagonka się oburzyła.

 

- Życie w Korei - kontynuowałem - było chujowe i tyle. Ciężko jest żyć, gdy nie masz imienia, tylko jakiś numer, nie dają ci jeść codziennie, musisz zapierdalać by budować ich dżuczański socjalizm i cierpisz do trzeciego pokolenia naprzód. Co tam trzeciego, pewnie i piątego, bo przecież dzieci się nadal rodzą, a już cierpią, za to co ich przodek mógł zrobić w 1956 roku. Wracając jednak do meritum - nawet w obozie można mieć kolegów. Jak każdy młody chłopak miałem i swoich. Mieliśmy swoją bandę, inni też mieli bandy. Strażnicy lubili jak bandy rzucały się sobie do gardeł. Ot w Europie grają w piłkę, w Afryce też, a w Korei Północnej walczą dzieci ze sobą o jedzenie. Taki miejscowy sport, nie mam żalu do nich - sam jak wyszedłem później z obozu i udało mi się zrobić małą karierę w tamtejszych służbach to zachowywałem się jak bydlę, ale to życie jest dawno za mną. To był sport, krwawy sport, ale jednak sport. Było tam też trochę zasad, nie kopaliśmy się po jajach, bo to bolało wszystkich równo i nie walczyliśmy z kobietami. Stażnicy to akceptowali. Nie jest dobrze jak człowiek bydlęcieje i chce bić kobiety. Poczytajcie sobie list biskupów o pieprzonym gender, ja przeczytałem i się boję. W Mongolii by nie mogli uwierzyć, że takie rzeczy w Europie się dzieją. My w Korei brutalne boje toczyliśmy. Głównie o przetrwanie, ale przeważnie walczyliśmy sobie o jedzenie i było super. Trupów było pełno, bo często było tak, że jak obaj przeżywali to nikt nie jadł. Rywala trzeba było zakatrupić, takie to było miejsce. Pierwsze moje złamanie przeżyłem właśnie w takiej walce. Ukrywałem to kilka dni, bo chory nie pracuje, a jak nie pracuje to nie je, a jak nie je to umiera. Ja nie chciałem umrzeć. Kto myśli o własnej śmierci w tej chwili? Jak często to robicie? W Korei robi się to często. Niektórzy traktują ją jak wybawienie, można i tak, nie mówię, że są słabi psychicznie, po prostu nie dają rady. Inni najzwyczajniej w świecie się jej boją, bo to straszne, nieistnienie jest chyba straszne, nie wiem, nie jestem filozofem, trzeba by o tym pogadać z Crazy'm, ale on zabija teraz dziki, albo z Jazzowskim, ale jego Franko wysłał do szpitala. O właśnie, zdrowie Franko! Pogromcy mesjaszy!

 

Nagonka i wszyscy obecnie - jeśli mają alkohol oczywiście - piją zdrowie.

 

- No i... o czym to ja? A właśnie, o Korei. Nie każdy może być Raskolnikowem, wziąć siekierkę i zajebać pieprzoną lichwiarkę. My takich rzeczy w Korei robić nie mogliśmy. Walczyliśmy rękoma, nogami, pazurami, zębami - wszystkim, co się dało. Nie mieliśmy broni. Walki na broń mogą być ciekawe, na przykład takie pojedynki na miecze i pistolety - ja to czuję, że jest w tym jakieś piękno, jest gracja, jest styl, jest elegancja. My broni nie mieliśmy. Mieliśmy tylko nasze dłonie, które biły. W sumie jednak to były dobre czasy, bo rzadko chodziłem głodny. Przez jakiś rok tak sobie walczyliśmy, ale w końcu strażnikom się chyba to znudziło, albo jakaś czystka znowu była, kto by to tam wiedział. Miałem wtedy przyjaciela, miał na imię Jin, tak go potajemnie nazywaliśmy, bo nie mogliśmy mieć oficjalnie imion, mieliśmy tylko numery. Pamiętam jego numer 343455452895. Jin był chyba ode mnie starszy, chyba, bo bez dostępu do obozowej kartoteki trudno powiedzieć jak to naprawdę było. On był szefem naszej bandy i moim pierwszym przyjacielem. Dobry chłopina, ponury, poważny, ale dobry. Starał się pomagać młodszej siostrze i schorowanej matce, które siedziały kilka baraków dalej. Zawsze przemycił im jakieś jedzenie. Dobrze nam się walczyło, ramię w ramię, w pyle, w błocie, w śniegu, w piachu, w deszczu, w blasku, w ciemnościach. Ramię w ramię, plecy w plecy, walka, krew, pot, łzy, pot, krew, krew, krew, dużo krwi. Szaleliśmy, mordowaliśmy, taki mieliśmy totalitarny klimat, sorry. Ale zasady gry uległy zmianie. Pewnej pięknej nocy, gdy księżyc był wysoko, a gwiazdy świeciły nad nami, kazali nam walczyć. Walczyliśmy długo. Walczyliśmy krwawo. Mam po tym bliznę na łopatce, prawej jeśli jest ktoś zainteresowany.

 

Nikt nie był.

 

- Takie walki zdarzają się tylko kilka razy w życiu. Jeśli ktoś jest wojownikiem, to wie o czym mówię. Większość walk, jakie przychodzi nam toczyć, także i tutaj w EWF, bywa mdła. Okej, są tam jakieś emocje, czasem adrenalina, czasem jakieś ciekawe spoty, w tle interesujące historie, ale po latach się o tym wszystkim zapomina. Takiej walki jak z Jinem to ja nie stoczyłem nigdy. Drapałem, gryzłem, biłem, mocno i do krwi. On też mnie drapał, gryzł, bił, mocno i do krwi. Przede wszystkim mnie bił, a przede wszystkim ja biłem jego. Przede wszystkim to my się biliśmy. Po męsku, a nie po damsku, nie po pedalsku, ale prawdziwie. Pamiętam kształt jego głowy. Miał piękna głowę i krótkie włosy. Leżał wtedy na ziemi, a ja siedziałem na nim. Trzymałem go za głowę i przyłożyłem ją do piersi, było w tym coś mistycznego. Kształt tej głowy czuję w swych dłoniach, jestem w stanie odtworzyć z pamięci każdy włos, każdą bliznę, każde zgrubienie kości. Tego się nie zapomina. Spojrzałem mu w oczy, a on spojrzał w moje. On wiedział. Ja wiedziałem. Nie było rady, nie było wyjścia. Uderzałem długo jego czaszką o ziemię. Dłużej niż wypadało, ale musiałem, po prostu musiałem. Krew zaczęła w pewnym momencie bryzgać, choć to nie hollywoodzki film, to nie było jakieś specjalnie efektowne. Kości kruszyły się, a życie uciekało. Byłem przy tym jak wydawał ostatnie tchnienie, byłem bardzo blisko, widziałem jak oczy zachodzą mgłą i stają się nieruchome. To dusza z niego uleciała. Gdy zamknę oczy to widzę tą krew na swych dłoniach. Widzę jak spływa, nie śni mi się to po nocach, nie straszy mnie, ale z dokładnością do każdego detalu jestem sobie w stanie to odwzorować.

 

Cisza zapadła, choć większość osób już go dawno nie słuchała. Odezwał się władczy, kobiecy głos, głos władzy.

 

- No i?

 

- Nie będę walczył z Franko.

 

- Będziesz.

 

- Bo co?

 

- Bo EWF wydaje wam takie polecenie.

 

- Bo co?

 

- Pełnicie funkcje wykonawcze, a nie kreacyjne.

 

Tyle gadania, tyle pasji, a to była odpowiedź! Cytat z regulaminu! Funkcje kreacyjne, a nie wykonawcze. Nie jestem niczyją funkcją i nigdy nie będę. Robię, co chcę i kiedy chce. EWF mnie nigdy nie zawiodło, a więc byłem grzeczny, ale nie będą mnie zmuszać do walki z jedynym przyjacielem. Takich rzeczy się nie robi. Szkoda, że Crazy i Szakal nie słyszeli mojej mowy, bo akurat strzelali do dzików. W dupie mnie mieli, po prostu, dziki okazały się ważniejsze od jakiegoś tam Mongoła. Ładnie to tak? Panie World Champie, ja się pytam - czy ładnie? Polowanie ważniejsze od tragedii ludzkiej? Mnie tu się krzywda dzieje, a senator i mistrz świata zabijają dziki. Dla sportu! No dobra, ja dla zabawy zabiłem wiewiórkę. Co tu tak śmierdzi?

 

To wiewiórka! A raczej jej korpus, bo głowy nie miała.

 

Co ta wiewiórka robiła w mojej kieszeni? Nic to, zatrzymam ją sobie, na szczęście będzie, taki talizman i pamiątka po wielkim polowaniu. Co tam jednak działo się na polowaniu? Wiem, nie lubię koniaku.

 

- Nie lubię koniaku.

 

- A będziesz walczyć?

 

- Wyjdę na ten wasz pieprzony ring, położę się i niech mnie Franko pinuje. Nie będzie żadnych bratobójczych pojedynków, żadnego dawania z siebie maksimum, skakania sobie do gardeł. To nie jest pieprzony cyrk, żadne walki gladiatorów, jak chcę to mogę powiedzieć wysiadam i kończy się zabawa. Czy EWF jest w tej chwili gotowe na stratę kolejnej gwiazdy? Kogo poślecie niedługo do main-eventów? Jakiegoś Fergusa? Nazwijcie to buntem, nazwijcie to rebelią, ale nie ma możliwości by tam wyszedł i walczył. Pierdolę FTW Title, kładę się i niech Franko go bierze. On jest lepszym człowiekiem ode mnie i będzie lepszym Champem. Rozumiem, że to się dobrze sprzedaje... taki...

 

Bratobójczy pojedynek!

Bratobójczy pojedynek!

po trzykroć...

Bratobójczy pojedynek!

 

- Pięknie, naprawdę pięknie, droga Alienor, ale coś wam się tam poprzestawiało w głowach. Jeśli nie chcesz gwałtu, to zaraz dzwoń do Kravena i odwołuj walkę.

 

- Co?

 

- W Indiach kobiety mają gorzej.

 

- Co?

 

- Żartowałem, ale nie podoba mi się to. Wiem, do czego zmierzacie. Takie coś to świetny marketing, Franko vs Bidam, och jak od dawna chciano zniszczyć naszą drużynę. Te podejrzenia rzucane w czasie sprawy AMVV, te komentarze, że wszystko to poprowadzi do konfliktu Franko kontra Bidam. I co? Nie było żadnego konfliktu. Teraz nagle taka walka nam wyskakuje, na dobre otwarcie roku. Co chcecie tym udowodnić? Że nie ma tag-teamów doskonałych? Że przegrany zacznie pałać zemstą i będzie chciał odzyskać swój pas? A ja wam mówię, figa, oddaję pas i mam go w dupie. Niech mnie Franko pinuje, proszę bardzo, nie mam żalu, nie mam problemu, ale zastanów się jak to będzie wyglądało w telewizji? Taka walka potrwa maksymalnie kilkadziesiąt sekund. Nie spodoba się to sponsorom, pewnie też niektórym fanom, ale co mnie oni obchodzą? Mam pieniądze, fanów nie potrzebuję, mam szczęśliwe życie. Dlaczego chcecie rujnować moją przyjaźń z Franko? Nie jest łatwo znaleźć sobie kolegów, ale ja znalazłem i nie pozwolę by ktoś wkroczył między nas. Myślicie, że będzie walka pełna napięcia i emocji? Franko wam by taką walkę zrobił, bo on jest profesjonalistą. On potrafi schować emocje do kieszeni, stoczyć walkę, a później wszystko będzie takie jakie było. Ja taki nie jestem. Ja żyję emocjami i ta krew, zamykam oczy i widzę krwi. Nie ma nic gorszego niż upuszczać krwi z ciała przyjaciela. Można zabijać anonimowych. Nie jest to jakieś przyjemne, ale da się przyzwyczaić. O kolegów i towarzyszy broni się dba, to podstawowa zasada zgrupowań wojskowych, a EWF jest jako wojsko, a Franko jest jak towarzysz broni. Bodajże Scyther lubił porównywać się do żołnierza, a EWF do wojny. Scyther to były EWF World Champion, legenda tego biznesu i najlepszy wrestler poprzedniej dekady, więc pewnie wiedział, co mówi. Więc po co ta walka? Czy ona ma sens?

 

- Ma wiele sensu, bo taka jest wola EWF.

 

- Czy jakby Polakom kazano pod Grunwaldem napieprzać z Litwinami, a nie z Krzyżakami to miałoby to sens? Czy jakby wam pod Wiedniem zamiast z Turkami kazano walczyć z Austriaki to miałoby to sens? Okej, może by rozbiorów nie było. Hm, albo jakby Hołowczyc musiał walczyć z Wisławskim? Małysz z połączonymi siłami Skupnia, Matei i Tonia Tajnera to miałoby to sens? Gdzie jest ten sens, ja się pytam? Dlaczego mam walczyć z Franko? Nie chcę i koniec.

 

Tu usiadłem i zacząłem pić koniak.

 

- Nic się nie da zrobić. Walka już ustalona.

 

- Nie jest ci zimno? W takiej pogodzie chodzić w spódniczce? Wiesz, że siedząc w tej pozycji widzę jakie masz majtki? Zresztą, to nie zmieni faktu, że walka będzie?

 

- Walka będzie.

 

- Pierdolę, nie robię, wychodzę.

 

Wstałem, chwyciłem butelkę koniaku i poszedłem w krzaki. Alienor się bardzo zdziwiła i zaczęła krzyczeć:

 

- Bidam! Gdzie idziesz?! To niebezpieczne! Tam są dziki! Szakal i Crazy będą w ciebie strzelali.

 

Usłyszałem głos Franko:

 

- Niech idzie. Niech go pani zostawi.

 

No i zostawili mnie. Żadnych dzików nie było, więc Crazy i Szakal do mnie nie strzelali. Nie wiem czy to była już noc czy świtało, czy jeszcze noc, czy dzień. Polowania się urządza chyba nad ranem, zresztą ja nie jestem specjalistą od polowań, chyba że polowań na ludzi. Bardzo zrobiłem się śpiący. Znalazłem więc sosnę. Przykryłem się liśćmi i zasnąłem...

 

Chrrrrrr....

Chrapałem.

Będzie sensacja - Bidam chrapie.

Chrrrrrr....

Chrapałem.

Chrrrrrr....

 

Jebać to!

Nie lubię koniaku!

Jebać to wszystko!

Takie były moje myśli nad ranem, po tym cholernym polowaniu. Liście były kiepskim przykryciem, bo mnie jakoś od chłodu nie ochroniły. Po porannym rzyganku czułem się rześki i wypoczęty. Poprawiłem ułożenie trupa wiewiórki w kieszeni i tak sobie dopijałem koniak spacerując. Nie lubię koniaku, nie wiem dlaczego go piłem. Ciekawe, co teraz robi moja małżonka. Nawet jej dobrze nie poznałem. Trzeba będzie zadzwonić. Ocho, kolejne rzyganko, ale chwila, umiem wstrzymać i zrobię coś śmiesznego.

 

Wspiąłem się na drzewo i narzygałem do dziupli.

Ilu z was rzygało do dziupli?

Przyznać się!

 

Dziupla przyniosła mi oświecenie. Przespałem się z myślą, że będę walczył z Franko, bo przecież nie z samym Franko, fuj. Zdania nie zmieniam, to marny pomysł. Szanuję EWF za wszystko, dziękuję za dobrą żywność, za pomoc Buriacji, ale to naprawdę głupia rzecz bym walczył z Franko. On podejdzie do tego w pełni profesjonalnie, chyba już o tym mówiłem, a ja? Ja mam gołębie serce, ja będę miał opory. Jak tu uderzyć kolegę? Teoretycznie i praktycznie wiem jak to zrobić. Ale moje serce, ono będzie bolało. Będzie mi smutno. Będzie mi przykro.

 

Czyli co?

Bojkot?

 

Mogę się wypiąć na EWF i powiedzieć, że to wszystko pierdolę. Mogę, ale tego nie zrobię. To byłoby nieodpowiednie... ale śmierdzi z tej dziupli. Schodzę na dół.

 

To jak przygody Great Barriego na wyspie.

 

Walczyłem już kiedyś z Franko. To było dawno temu, to było w roku 2010, ja już o tym nie pamiętam. Był tam jeszcze jakiś inny pędrak, ale to był statysta, nic nie znaczył. Franko był prawdziwym rywalem, godnym rywalem i przegrał. On wtedy zaczynał, nie był jeszcze postacią pomnikową. Teraz jest inaczej, teraz mamy mnóstwo pasów, on jest nawet przykładem do naśladowania. Żubr, Chickasaw i kto tam jeszcze, oni biorą z niego przykład, bo on im tam na boku daje jakieś rady, a jak wiadomo - dobre rady zawsze w cenie. Ja takich rzeczy nie robię... bo może jednak nie mam gołębiego serca? Może moje serce jest czarne i skamieniałe. Może moje uczucia nie są prawdziwymi uczuciami? Być może ja sobie tylko je wytwarzam, ale one nie są prawdziwe, są sztuczne, bo chcę być choć trochę normalnym człowiekiem. Nie mogę być normalny, po tym wszystkim, co przeżyłem w swoim życiu, ale mogą sobie tworzyć własne projekcje, własne wyobrażenia, własne wizualizacje. W tych projekcjach ja jestem dobry i nie muszę walczyć z Franko. Nie chcę z nim walczyć, to tego nie robię. Ot, po prostu.

 

Po prostu...

... po prostu.

 

EWF ma jednak inne plany. EWF postanowiło, że musimy walczyć. Ta dziupla ma chyba jednak jakiś metafizyczny, a może filozoficzny wpływ na mnie. Chcą byśmy chcieli walczyć, proszę bardzo, będziemy. Albo nie... nie będziemy.

 

Jestem taki...

... taki....

Niezdecydowany?

 

Tak, jestem niezdecydowany. Jakbym miał uczucia, to właśnie tak bym się czuł. Nie mam ich jednak, więc muszę je w sobie wytworzyć. W umyśle swoim tworzę więc wrażenie niezdecydowania. Czy chcę tej walki czy nie chcę? Walczyć czy nie walczyć? Nie wiem, nie wiem, naprawdę nie wiem. Z reguły wiem, czego chcę, a przynajmniej odnosi się to do EWF. Teraz nie wiem. Wiem, że jestem w stanie stoczyć świetną i zabójczą walkę z Franko. Wiem... ale czy chcę?

 

Nie wiem, czego chcę.

Nie wiem, co się może wydarzyć.

Nie chcę wiedzieć.

 

Idę lasem i gadam do dyktafonu. Może nigdy z niego nie wyjdę? Może ta wiadomość nigdy nie dotrze do Cassandry? Może to jest zaczarowany las, a ja jestem zaczarowanym Bidamem?

 

Wszędzie ta mgła.

 

Mgła jest zniewalająca. EWF jest zniewalające. Moja walka będzie zniewalająca. Jeśli do niej dojdzie. Jeśli wyjdę na ring. Wyjść? Walczyć? Położyć się i dać się odklepać? Co robić? Mgła gęstnieje, a ja brnę dalej w ten las. Wszyscy o mnie zapomnieli. Polowanie trwało, a ja poszedłem w las. Zawsze się gdzieś zgubię, jak ostatni kretyn. Może się już nigdy nie znajdę i problem bratobójczej walki będzie rozwiązany. Sam się rozwiąże i nie będę musiał tu filozofować. Wszyscy żyjemy jak we mgle, kiedyś to rozwinę, bo to dobry temat.

 

Mgła....

Nie lubię koniaku.

Mgła....

Nie lubię koniaku.

Mgła....

 

O!

Jednorożec!

Prawdziwy?

 

+++++++++++++++++++++++++++++++++

Koniec.

+++++++++++++++++++++++++++++++++

8

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...