Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Różne Historie


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Pewnej nocy w pewnym mieście.

 

 

Spóźniłeś się, lamo – pocisk ze strony Marka był nieunikniony – i jesteś o kolejkę do tyłu.

 

Pierdol się – odparował Siwy nawet przyjaznym jak na niego tonem – miałem coś do załatwienia. Czołem – zwrócił się do reszty zgromadzonych przy stole.

 

- Czołem, kluski z rosołem – zarechotał Mireczek, który zawsze miał specyficzne poczucie humoru.

 

- Cześć, Siwy – pozdrowił kumpla Peter.

 

- Siema – dorzucił od siebie wpatrzony w ekran komórki Czarny. Jego palce śmigały po ekranie urządzenia z zadziwiającą wprawą i szybkością.

 

Muzyka była dość głośna, ale na szczęście nie na tyle, żeby trzeba się było przez nią przekrzykiwać. Wnętrze pubu zapełniało się powoli, ale nieuchronnie. Robiło się coraz głośniej. Gęstniał papierosowy dym.

 

Siwy gwizdnął na kelnerkę, która spojrzała na niego pogardliwym wzrokiem, ale po chwili jednak podeszła do stolika. Nowoprzybyły przejechał dłonią po swojej łysej glacy, i zamówił pięć piw.

 

- Opłata za spóźnienie – wyjaśnił, szczerząc zęby.

 

Deklaracja została przyjęta z pełnym entuzjazmem. Tylko Czarny z błogim uśmiechem wpatrywał się w ekran komórki, która chwilę temu obwieściła mu przy pomocy „plumkania” nadejście sms-a.

 

- A temu co? – Zapytał Siwy nie przejmując się szczególnie tym, ze może zostać usłyszany przez obiekt swojego zainteresowania.

 

- Znalazł sobie panienkę – wyszczerzył się Mireczek – no i gruchają, gołąbeczki.

 

- Wal się. – Skomentował Czarny jakby z roztargnieniem. Jego uwaga była skoncentrowana na ekranie telefonu.

 

- Może nie teraz. Zresztą, nie mam tak bujnego życia uczuciowego jak ty. Ale na galę cię chyba puści, co nie?

 

- Czy puści? Ona się ze mną na nią wybierze, złamasie – tym razem to Czarny ukazał w uśmiechu nieskazitelnie białe zęby – mówi, że chętnie was pozna.

 

Ta deklaracja została przyjęta z niedowierzaniem, pośród śmiechu i pohukiwania.

 

- Ale z was chuje – Czarny spojrzał na kumpli z uśmiechem – przecież jej nawet nie znacie.

 

- Ty też poznasz ją dopiero po ślubie. – Marek (jak każdy kawaler) wiedział wszystko na temat małżeństwa.

 

- Do ślubu jeszcze daleko.

 

- To tobie się tak wydaje.

 

Czarny spojrzał na rechoczących kumpli i wzruszył ramionami.

 

- Tak czy siak, na „Paloozce” będziemy – a jak tam z wami? Wyrobisz się z robotą, Siwy?

 

- Weź mnie kurwa nie obrażaj – zapeszył się łysol – prędzej ją rzucę niż odpuszczę sobie galę, na której Żubr zdobędzie Daemusin Title. A później przywróci mu dawną nazwę i dawny, kurwa, splendor. To jest Stolica Title, a nie jakieś azjatyckie czy indiańskie gówno. I Żubr nam to udowodni.

 

- Wiesz, jakbyś tak się trochę podpasł, to byś przypominał Szakala – Marek zawsze uwielbiał drażnić swojego przyjaciela z dzieciństwa – mówię ci, trochę masy i będzie z ciebie senator.

 

- Pierdol się – odparował zwyczajowo Siwy – Szakal się już skończył. A prawdziwym patriotą jest Żubr.

 

- To głupio ci będzie, jak go Chickasaw wydyma – powiedział Mireczek zasługując tym samym na mordercze spojrzenie rozmówcy – bo przy tym Pucharze Szczęściarza to on miał zwykłego fuksa. Chickasaw był dużo lepszy.

 

- Gdzie kurwa lepszy? Gdzie? Chyba w twoich poronionych fantazjach, buraku.

 

- Jasne, że był lepszy. Jak zaczął wokół niego biegać, to Żubr od razu dostawał zadyszki. Jak gwiazda porno którą właśnie obraca gang czarnuchów. A jak ten nasz indianer latał! Biłem brawo, kiedy to widziałem.

 

- Jak chce latać, to niech się do sekcji szybowcowej zapisze. I niech wypierdala z wrestlingu. To jest sport dla prawdziwych mężczyzn, a nie przebierańców.

 

- Wiecie co? – Znalazł się Marek. – Możecie się założyć. Kto przegra, ten stawia nam wszystkim piwo przez całą noc po zakończeniu gali. Umowa stoi, czy pękacie?

 

- Nic nie ryzykujesz, co? – Siwy chyba nie miał złudzeń co do motywów inicjatora zakładu. – Ale ja też nie mam prawa przegrać. To jak... odważysz się, czy jednak nie wierzysz tak bardzo w tego swojego Indiańca?

 

- No dobra, ale jak im ktoś się w tą walkę wpierdoli, to co? Nie zamierzam płacić przez jakieś oszukaństwo...

 

- Z takim sędzią jak Franko The Butcher? – Rozbawiony Marek przeciera okulary. – Coś czuję, że nie powinieneś się martwić.

 

- To on tam sędziuje?

 

- No przecież. – Marek z powrotem umieścił na nosie „patrzałki” – jak mogłeś zapomnieć?

 

- Nie jestem takim maniakiem EWF jak ty.

 

- Twoja strata. W każdym razie to potwierdzone, Rzeźnik robi w tej walce za arbitra.

 

- Jak tak, to się zgadzam. Jeżeli ktoś ma dopilnować, żeby było uczciwie, to tylko on.

 

- Przecież to tylko człowiek – to Czarny wtrącił się do rozmowy – każdego można oszukać.

 

- Ludzie! – Marek chyba stracił cierpliwość. – Nikt nie jest doskonały, tak?! Ale przyznacie chyba, że Franko to dobry wybór?!

 

- W sumie racja... – powiedział Mireczek.

 

- Rzeźnik to jest gość – dodał od siebie Siwy – i szanuje Żubra, a to się chwali. Tylko niepotrzebnie spiknął się z tym żółtkiem, powinien być kurwa mądrzejszy.

 

- Przecież oni stworzyli najlepszy team ubiegłego roku, baranie – wyszczerzył się Marek – żal ci dupę ściska, że nie wziął pod swoje skrzydła twojego idola, i tyle.

 

- Pożyjemy, zobaczymy. Nic nie jest kurwa wieczne. Oni walczą z Bidamem na tej samej gali, no nie? Niejeden team się rozpadł po takiej walce, jeszcze wspomnicie moje słowa...

 

- Jakoś nie wierzę, żeby ich to miało rozdzielić – odezwał się Peter – oni się chyba autentycznie skumplowali.

 

- Kurde, ale nam się walka szykuje – zatarł ręce Marek – przecież tych dwóch zwyczajnie nigdy nie odpuszcza! Po prostu nie wyobrażam sobie, że któryś z nich będzie odklepywał. Taki Butcher to wrzasnął z bólu może ze dwa – trzy razy w karierze, a od wrzasku do poddania jest jeszcze cholernie daleka droga. Z Bidama też jest niewąski twardziel, co udowodnił w czasie tych wszystkich walk o Fuck The World Title. Dla mnie to pojedynek wieczoru!

 

- Nie napalaj się tyle – powiedział Siwy dopijając piwo – bo to kurwa niezdrowe. Walką wieczoru będzie Żubr kontra Indianiec, to raz. A dwa to to, że Rzeźnik poskłada tego Chinola w parę minut. Bo jest twardszy, silniejszy i zwyczajnie lepszy.

 

Powyższe słowa wzbudzają szereg protestów, które spływają po Siwym jak po kaczce. Widać, że swoje wie i nic nie jest w stanie tego zmienić.

 

- Słyszałem wczoraj parę ciekawostek o Butcherze – odezwał się po chwili Peter – całą historię opowiadał mi Student, znacie gościa? Widzę, że kojarzycie. To wiecie, że z niego jest niezły Casanova, i że miewa porąbane pomysły. Ostatnio wpadł na coś takiego: wymyślił biwak i ognisko w lesie. To, że mamy środek zimy jakoś go nie zniechęciło. Zaprosił kumpla i jakieś dwie panienki, załadował z pół tony sprzętu na hummera – bo nie ma to jak bogaty tatuś – no i pojechali nie mówiąc nawet nikomu, gdzie się udają. Dojechali na jakieś zadupie, rozłożyli się z jakimiś specjalnymi namiotami z rodzaju tych, których używają himalaiści, no i rozpalili ognisko. Coś tam wypili, coś wypalili i zaczęło się robić przyjemnie, kiedy nagle...

 

W knajpie robiło się coraz głośniej. Dym gęstniał coraz bardziej. Przy okupowanym przez pięciu przyjaciół stole rozpoczęła się opowieść...

 

 

 

Niespodziewana wizyta.

 

- Franko to prostak, prymityw i cham – powiedziała nie znoszącym sprzeciwu tonem Magda – to co zrobił temu biednemu Jazzowskiemu, to już się kwalifikuje pod kryminał. Gdzie tak człowieka okaleczyć? Przybijać do ściany? On ma coś z głową, mówię wam!

 

- Nie unoś się Magdzia – Dominika była równie, albo i bardziej upalona, ale jednak trochę rozsądniejsza niż koleżanka – za takie rzeczy im płacą w tym całym EWF, no nie?

 

- Przybijanie kogoś do ściany nie jest normalne i nikt nie przekona mnie że jest inaczej – ton Magdy zrobił się niebezpiecznie zaczepny – więc nie broń tego szowinistycznego bydlaka!

 

- Szowinistycznego? Z której strony? Widzę, że ta cała WAMP to dla ciebie ciągle wyrocznia...

 

- No a co? A nie? Porównaj ją sobie z tą Helenką... niebo a ziemia, nie? Od razu widać, kto tutaj jest bywały, a komu słoma z butów wystaje! No gdzie kawior jeść widelcem? No jak to tak? Wiocha, nie?

 

- Czekaj, czy ona czasem... chwila... ona łyżeczką ten kawior jadła, nie?

 

- Może i łyżeczką, ale to nieważne. Chodzi o to, że nie powinna się pchać z tym swoim trygo... traglo... treglo... z tym jaskiniowcem! Nie powinna się pchać na salony! Ty widziałaś, jak on tańczył na tym balu?! Boki zrywać!

 

- Ej, co tam z wami, chłopaki?! Znaleźliście tego grzańca, czy nie?!

 

- Misja wykonana! – Student zbliżył się triumfalnie trzymając sporych rozmiarów termos.

 

- A co z Tomkiem? – Magda przelotnie zainteresowała się swoim chłopakiem.

 

- Jest... chwilowo niedysponowany.

 

- Czyli rzyga? Jeżeli ten człowiek myśli, ze go po tym wpuszczę do swojego śpiwora, to jest w cholernym błędzie!

 

- Nie jest aż tak źle. Zwyczajnie musiał pójść w krzaki.

 

- Hmm... – Magda nie wyglądała na przekonaną.

 

Noc zapadła już jakiś czas temu. Leśną polanę otaczały rzędy pokrytych śniegiem drzew. Płonące w jej centrum ognisko oświetlało sylwetki dwóch namiotów i zaparkowanego za nimi hummera. Wokół ognia utworzyło się grząskie bajoro, które jednak nie stanowiło szczególnego problemu – biwakowicze rozsiedli się na specjalnie przygotowanych na tę okazję składanych krzesłach. Wszyscy byli ubrani w ciepłe kurtki zimowe, a Magda dodatkowo rozłożyła sobie na kolanach koc.

Szelest i skrzyp śniegu zapowiedział powrót czwartego obozowicza. Tomek zbliżył się do ogniska spokojnym, acz nieco chwiejnym krokiem.

 

- Słuchajcie, tam nie jest tak źle! W sumie da się...

 

Nagły rumor za plecami mówiącego te słowa przerwał jego wypowiedź. Potężna postać zamajaczyła za jego plecami. „Niedźwiedź!” – Pomyślał Tomek z jakąś przerażającą pewnością, odwracając się w kierunku źródła hałasu.

 

Niespodziewanym gościem okazał się okutany w szalik mężczyzna ubrany w coś, co z grubsza przypominało pokryty jakimiś rdzawymi naciekami strój roboczy. Nowoprzybyły ściskał w obu dłoniach wyglądający na nieporęczny pakunek i wypowiedział jakieś słowa, które jednak zostały skutecznie stłumione przez ciasno zawiązany szalik. Zabrzmiało to dosyć jękliwie... i niepokojąco.

 

- Dobry wieczór – powiedział Tomek, który szybko odzyskał rezon – mam nadzieję...

 

Okazało się, że po raz kolejny nie dane było mu dokończyć: pakunek wysunął się z przemarzniętych dłoni i z brzękiem upadł na ziemię, ukazując swoją zawartość. Oczom skamieniałych ze zgrozy biwakowiczów ukazała się kolekcja jak z koszmarnego snu: maczeta, topór strażacki, dwa ponuro wyglądające noże, jakiś bliżej nieokreślony szpikulec i... głowy. Dwie, ewidentnie ludzkie, głowy. Damska i męska. Najwyraźniej odcięte.

 

Mężczyzna w stroju roboczym zawył i ruszył w stronę czwórki zaszokowanych młodych ludzi.

 

- O Jezu, to nie może być prawda! – Ta podręcznikowa wręcz kwestia wyszła z ust Magdy, która z przeraźliwym wrzaskiem rzuciła się do ucieczki.

 

- Ale faza... – powiedziała Dominika przyglądając się szeroko otwartymi oczami zbliżającemu się mężczyźnie.

 

- Jjjjaaargghhhh!!!! – Zawył Student rzucając w napastnika termosem, który chybił o dobre pół metra.

 

W tym czasie Tomek udowodnił, że oglądanie wrestlingu może czasem przydać się w życiu, rzucając się na psychopatę z pełnym impetu Spearem. Niestety zapomniał o różnicy gabarytów i dosłownie roztrzaskał się o zwalistego przeciwnika, o mało nie łamiąc sobie przy tym karku.

 

Dzieci, nie róbcie tego w domu.

 

Tomasz padł nieprzytomny (albo i gorzej). Jego kumpel chwycił za składane krzesło w sposób podpatrzony na galach EWF. Wrzaski Magdy oddalały się. Dominika wyglądała, jakby zaczęła dopuszczać do siebie możliwość realności rozgrywających się przed jej oczami wydarzeń. Mężczyzna w kombinezonie gwałtownym ruchem zerwał z twarzy szalik.

 

Jego oczy były czystym obłędem.

 

 

 

Wywiad.

 

- Przepraszam za spóźnienie – powiedział Max Kolanko do siedzącego przy stoliku w hotelowej kawiarni Rzeźnika – te korki mnie kiedyś wykończą...

 

- To głównie Twój problem, Max – odrzekł zamaskowany, nieśpiesznie dopijając kawę. - Niedługo mam kolejne spotkanie, więc będziesz musiał się streszczać. Ogranicz grę wstępną do minimum.

 

Reporter spojrzał na dwóch mężczyzn, którzy w towarzystwie Helenki zajęli sąsiedni stolik. Jeden z nich zerknął na zegarek, rozluźnił się i z widoczną przyjemnością przyłączył do konwersacji z menadżerką Butchera. Kolanko wziął głęboki oddech, wypił łyk wody z podanej mu przez kelnera szklanki i przeszedł do rzeczy:

 

- Skoro musimy się śpieszyć, nie będę owijał w bawełnę. Jest kilka spraw, które na pewno interesują Twoich fanów. Jedną z nich jest z pewnością kwestia odebrania Ci Daemusin Title. Jakiś komentarz w tej sprawie?

 

- Tytułu jakoś bardzo nie żałuję – odpowiada Franko bez zastanowienia - bo straciłem go w sposób, który żadną miarą mi nie uwłaczał. No i niezależnie od wyniku walki pomiędzy Żubrem i Chicko wiem, że pas pójdzie w dobre ręce. Pozostaje jednak lekkie rozczarowanie, a nawet niedosyt. Odebranie go mojej skromnej osobie było podyktowane dobrem EWF i ja to w pełni rozumiem. To jest tytuł dla zawodników na dorobku, tych którzy ciągle udowadniają swoją przydatność dla federacji, a ja już ten etap zakończyłem. Zrozumiałe więc, że kiedyś trzeba powiedzieć „dość”. Sam fakt odebrania mi pasa jest więc jak najbardziej w porządku, gorzej ze sposobem, w jaki się to odbyło. No bo wychodzi na to, że straciłem swoje trofeum na skutek kaprysu panienki Esmeraldy, a to już nie wygląda zbyt dobrze. Można to było załatwić inaczej.

 

- Inaczej, czyli jak?

 

- Wystarczyło poprosić, a nie szukać pretekstu w postaci oszczerstw tego silikonowego tworu, który jest żoną Jazzowskiego. Chociaż miło pomyśleć, że ta mała gierka trafiła jej lubego rykoszetem. Teraz trochę żałuję, że nie przybiłem mu też drugiej dłoni, to by dobrze do niego pasowało. Nieważne. Wracając do pasa: naprawdę wystarczyło poprosić. Oddałbym pas, zgarnął jakąś rekompensatę i wszyscy byliby szczęśliwi. Może nawet zapowiedziałbym turniej o Daemusin Title. Lubię takie imprezy. Wszystko dało się załatwić po dobroci i tak, żeby to miało ręce i nogi. Zdecydowano się jednak na inne rozwiązanie.

 

- Masz żal do Esmeraldy Martinez?

 

Tym razem Franko przez chwilę się zastanawia. Towarzystwo przy sąsiednim stoliku wygląda, jakby w pełni poddało się urokowi Helenki.

 

- Tak właściwie to nie. Od początku pracy w EWF wiedziałem z grubsza, do czego jest zdolna. Wyskoczenie z czymś takim z jej strony było kwestią czasu. Próby protestu byłyby w tym przypadku bezcelowe. Zresztą... po co? Wcześniej czy później musiałem rozstać się z Daemusin Title. W gruncie rzeczy zrobiłem to w dość bezbolesny sposób – po wygranej walce.

 

- Przed Tobą kolejne wyzwania, kolejne walki i trofea do zdobycia. Co nieuchronnie prowadzi nas do najciekawszej części tej rozmowy. Czeka Cię walka z Bidamem, Twoim tag partnerem i chyba przyjacielem. Takie pojedynki generują zawsze dodatkowe emocje i są pretekstem do wielu spekulacji...

 

- Cóż... będziemy walczyć. Do tego się to wszystko sprowadza.

 

- Nie czujesz się z tym... dziwnie?

 

- Trochę tak, na pewno. W końcu przyzwyczailiśmy się raczej do chronienia sobie tyłków, a tutaj zwycięzca odbierze przegranemu jego pas. To dosyć niewygodne, biorąc wszystko pod uwagę. Niemniej jednak, staniemy naprzeciw siebie. To była kwestia czasu i obaj zdawaliśmy sobie sprawę z faktu, że wcześniej czy później ten pojedynek nastąpi. Każdy z nas ma swoje asy w rękawie – akcje, których się wspólnie nie ćwiczyło, manewry szykowane specjalnie na tę okazję... nie mówiliśmy o tym, bo i po co, ale takie są fakty. Przez wszystkie te miesiące przygotowywaliśmy się do naszej konfrontacji. Bo pomimo tego, że nasza drużyna funkcjonuje jak szwajcarski zegarek, pomimo tego że jesteśmy przyjaciółmi i sprzymierzeńcami, pomimo tego co nas łączy wbrew wszystkim dzielącym nas różnicom... pomimo to, wcześniej czy później musiała pojawić się ta myśl. To pytanie. Czy jestem lepszy? Czy potrafię go pokonać? Kto kogo złamie, kiedy już nadejdzie TEN czas?

 

- Wygląda na to, że niedługo poznamy odpowiedź. Jak myślisz, jak to będzie wyglądało? Nie zadrży Ci ręka?

 

- Żadnemu z nas nie zadrży. Za bardzo lubimy wygrywać i nie chcemy się rozstawać z naszymi pasami. To będzie ciężka walka, bez dwóch zdań. Submission Match nie pozostawi żadnej alternatywy: jeden z nas będzie musiał złamać drugiego. Znaleźć słaby punkt, a później docisnąć aż do oporu. I poza tą granicę. Ja nie mam złudzeń, Max. Nie poddam się, choćby trzasnęły kości. Bidam chyba też się nie podda, on jest cholernie odporny. Zresztą, już nieraz to udowadniał. Jeden z nas będzie musiał zadusić drugiego, albo uczynić go całkowicie niezdolnym do walki. Całkowicie, rozumiesz? Ja się nie zawaham, i on się nie zawaha. Będziemy walczyli do końca.

 

- Bez sentymentów?

 

- Bez. To w końcu EWF. Tutaj albo dajesz z siebie wszystko, albo jesteś nikim. Może to dziwne, ale nie mogę się doczekać tej walki. Bidam to godny przeciwnik. Pod pewnymi względami wymarzony. Walcząc z nim, będę walczył z jednym z najlepszych zawodników w obecnym EWF. A to zobowiązuje. Muszę zneutralizować jego szybkość. Muszę odparować, albo przetrzymać jego ciosy. A mało kto bije tak jak on, słów brakuje żeby opisać chirurgiczną precyzję jego uderzeń. Muszę znaleźć słaby punkt w jego obronie, albo takowy stworzyć. W końcu, muszę go złamać, co nie będzie łatwe. Ale nie niemożliwe, bo przynajmniej w tej kwestii mam sporą przewagę. Jak już zacisnę na nim swoje łapska, niełatwo będzie mu się wyślizgnąć. A nawet jeśli tu uczyni, zapłaci myto złożone z bólu i wysiłku, a ja nie dam mu ani chwili oddechu. Będę dokręcał śrubę aż do skutku. Nawet jeżeli się nie podda, to i tak w końcu padnie. Wcześniej czy później odetnę mu dopływ powietrza i będzie mój. Bo prawda jest taka, że ktoś musi wygrać ten pojedynek. Tym kimś będę ja. Bo jeśli chodzi o zakładanie dźwigni i tarzanie się po macie, jestem jednak od niego lepszy. Dlatego wygram.

 

- Pomimo szacunku żywionego przez Ciebie do Bidama?

 

- Ze względu na ten szacunek. Pójdę na niego ze wszystkim co mam, jak zawsze. Chyba byłbym urażony, gdyby on nie zrobił dla mnie tego samego. Obaj liczyliśmy się z tym, że ta walka nadejdzie. Zapowiadaliśmy, że wstrząśnie federacją. Nie możemy być gołosłowni.

 

- Nadszedł czas?

 

- Tak. Nasza historia zatoczyła krąg i znowu toczymy Submission Match. Tym razem jednak nikt nie będzie nam przeszkadzał, jesteśmy tylko my dwaj. Masz rację: nadszedł czas. To będzie dobra walka, bo będzie w niej wszystko, co trzeba. Wysiłek walczących. Pot wsiąkający w matę. Trzask kości. Ból, dużo bólu. I nieludzki upór. Prawdziwa gehenna w ringu. A poza linami tłum tych, którym zależy na poznaniu wyniku tej konfrontacji. I pasy czekające obojętnie na swojego prawowitego właściciela...

 

Przez chwilę we wzroku Rzeźnika pojawiło się coś jakby... rozmarzenie. Szybko jednak zniknęło, wyparte przez wszechobecny chłód jasnoniebieskich oczu. Zamaskowany otrząsnął się z rzadkiego u niego stanu, po czym z chrzęstem zacisnął pięści:

 

- Czas Ci się skończył, Max. Może jeszcze zgadamy się przez telefon.

 

Reporter spogląda na zegarek i wstaje, żegnając się z rozmówcą. Przez chwilę waha się... i zadaje ostatnie pytanie:

 

- Ty naprawdę czekasz na tą walkę, prawda?

 

Uśmiech Rzeźnika był jedyną odpowiedzią.

 

 

 

Komedia pomyłek.

 

- No i kiedy skończył rozmawiać z Maxem – kontynuował opowieść Wojtek - przysiadł się do naszego stolika. Szef wyglądał jakby zapomniał przy Helence o celu tego spotkania, ale w końcu się ogarnął i złożył Butcherowi ofertę. Chyba go tym rozbawił – w tym przypadku naprawdę trudno o jednoznaczną ocenę – ale i zainteresował. W końcu niecodziennie dostaje się ofertę zagrania w filmie, nawet jeśli mówimy o niskobudżetowym slasherze... a szef potrafi być przekonujący, kiedy naprawdę tego chce. A tutaj miał prawdziwą wizję i uparł się, że spod maski mordercy musi wyzierać zimne spojrzenie Rzeźnika. I to nie takie typowe, beznamiętne. To miało być coś w rodzaju tego, co zaprezentował w BGW, w czasach kiedy nie był jeszcze taki cywilizowany...

 

- Cywilizowany? – Szczękające zęby nie przeszkodziły opatulonej w warstwę koców Magdzie w wyrażeniu krytycznej opinii. – Ten prymityw?

 

- Odkąd wrócił do EWF, nie posłał nikogo na intensywną terapię – zauważył łagodnie Wojtek – i chyba nie jest już tak całkowicie opętany żądzą zdobywania pasów.

 

- Ja tam swoje wiem. Zostało jeszcze coś na rozgrzewkę?

 

Tomek w milczeniu podał swojej dziewczynie obiecująco chlupoczącą piersiówkę. W tym czasie Student dorzucił do ognia, a Dominika z jakąś dziwną fascynacją szturchnęła patykiem jedną z leżących niedaleko głów.

 

- Naprawdę, przepraszam za to zamieszanie – powiedział Wojtek – cholernie zmarzłem w tym lesie i nie myślałem zbyt jasno...

 

- Zdarza się – odrzekł na to Student pogodnym tonem – przynajmniej będzie o czym znajomym opowiadać.

 

- Tylko spróbuj – warknęła Magda, która wyzbyła się resztek poczucia humoru podczas pobytu w irytująco głębokiej zaspie.

 

Reszta zgromadzonych przy ognisku próbowała powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem. Przez chwilę wyglądało na to, że im się uda, ale wtedy Tomek przypomniał sobie parę wystających ze śniegu, poruszających się w niekontrolowany sposób nóg, i nie zdzierżył.

 

Po chwili śmiali się wszyscy, nawet Magda.

 

- Jak dorwę tych idiotów, to chyba im jakąś krzywdę zrobię – powiedział Wojtek, kiedy już ucichły ostatnie chichoty – najpierw jeżdżą po jakichś wertepach, a później nawet nie zauważają, że pasażer wypadł im z paki. Te zdjęcia próbne to jednak niebezpieczne zabawa. Dobrze, ze Was spotkałem, bo zaczynałem się już niepokoić. Zastanawiałem się nawet, czy nie zostawić gdzieś rekwizytów (tutaj wskazał na worek z ostrymi narzędziami i głowy) – a to wszystko przecież kosztuje...

 

- Dziwne, że nie zauważyli – mruknął Student z wyrazem zastanowienia na twarzy – ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zawsze to nowa, ciekawa znajomość. Nie trzeba tam wam statystów do tego filmu? Brzmi jak fajna zabawa...

 

- Błądzisz, przyjacielu – roześmiał się Wojtek – ale nie będę wyprowadzał Cię z błędu. Jeżeli jesteście zainteresowani, i nie nastawieni na jakieś szczególne zyski, to pogadam z kim trzeba. Zarobić na tym nie zarobicie, ale poznacie trochę ciekawych osób, z Franko i jego asystentką na czele.

 

- Czyli Rzeźnik się zgodził? – To pytanie padło z ust Tomka.

 

- Tak, ale po twardych negocjacjach. Załatwił sobie procent od ewentualnych zysków, no i rolę dla Helenki. Tak więc pobiega trochę po planie filmowym we wdzianku podobnym do tego – Wojtek wskazuje na swój strój – i w masce psychopaty. Ale jakoś strasznie to się on nie upracuje, bo chodzi głównie o zbliżenia i jego osławione spojrzenie. Resztę odwalą dublerzy, w tym niżej podpisany.

 

Przedstawiciel niezależnej kinematografii skłonił się lekko, budząc tym rozbawienie słuchaczy. Dominika skorzystała z sytuacji i zadała nurtujące ją pytanie:

 

- Jacy oni są? No wiesz, Rzeźnik i Helenka?

 

- Uff... trudne pytanie. Człowiek podszedł do nich z rezerwą, jeżeli nie z lękiem, bo to przecież celebryci i w ogóle. Co ja miałem takiej Helence powiedzieć? Że widziałem jej rozbieraną sesję w „Playboyu”? Ten numer jest moją relikwią, ale trudno uznać to za dobry temat do konwersacji. A Franko też potrafi onieśmielić, wystarczy że na człowieka popatrzy. I ma w sobie takie coś... jakby to ubrać w słowa? On ma wokół siebie taką aurę spokoju, porusza się wręcz leniwie i czasem wydaje się... flegmatyczny. Ale jednocześnie można wyczuć, ze te leniwe ruchy to tylko pozór i że pod powierzchnią spokoju i flegmy kryje się prawdziwa siła. Kiedy z nim rozmawiałem, miałem wrażenie że ten jego spokój w każdej chwili może zamienić się w eksplozję nieokiełznanej brutalności. To było tak, jakby on oszczędzał każdą dawkę energii z myślą o wykorzystaniu jej w ringu. Całkiem niesamowite wrażenie, mówię Wam.

 

- Franko, sranko – mruknęła Magda, ale jakoś tak bez przekonania.

 

- A Helenka jest bardzo miła, o czym przekonacie się sami przy odrobinie szczęścia...

 

Dominika podniosła kobiecą głowę za włosy.

 

- Z bliska widać, że sztuczna. Ale z daleka... łap! – Z tym okrzykiem rzuciła czerep prosto w ręce niczego nie spodziewającej się Magdy. Ta instynktownie złapała przedmiot, wrzasnęła i odrzuciła go Studenta. Ten z kolei rzucił go Tomkowi...

 

Rozpoczęła się makabryczna zabawa, pełna krzyków, pisków i śmiechu.

 

- NIE RUSZAĆ SIĘ I NA ZIEMIĘ, BANDO POPIERDOLEŃCÓW!!! JEDNO SŁOWO, JEDEN NIEWŁAŚCIWY RUCH I ODSTRZELĘ WASZE PIERDOLONE ŁBY!!!

 

Uzbrojony w strzelbę mężczyzna wyłonił się jak spod ziemi. Spod futrzanej czapki wyzierało przerażone, ale i zdeterminowane spojrzenie. Palec zadrżał na spuście...

 

 

 

Konkluzja.

 

- Teraz to już pierdolisz jak potłuczony – nie wytrzymał Siwy – w życiu w to nie uwierzę!

 

- Myślę, że jakoś to przeżyję – odpowiedział spokojnie Peter – a każdy zainteresowany potwierdzi prawdziwość tej historii.

 

Knajpa zaczynała już pustoszeć. Muzyka ciągle grała, a dym ograniczał widoczność.

 

- No dobra, co było dalej? – Marek nie zamierzał pozostawać w niepewności.

 

- Zrobiło się niebezpiecznie. Facet miał broń i trząsł się jak osika. Próbowali jakoś go uspokoić, ale albo byli zbyt pijani, albo wykonywali za dużo gwałtownych ruchów, w każdym razie gość wypalił z obu luf. Do dzisiaj nie wiedzą, w kogo wycelował, bo ładunki przeszły dosyć wysoko ponad ich głowami. Później zrobił się z tego jeszcze większy kabaret, bo niefortunny strzelec zaczął uciekać, oni go tam gonili po tym lesie, próbowali uspokoić... masakra. A jak już dotarło do niego, że o mało kogoś nie zastrzelił, to się kompletnie posypał, doznał szoku. I wtedy także do nich dotarło, że ten facet mógł kogoś zabić... mówię wam, morale spadło tam poniżej zera... w końcu Student dopuścił do siebie myśl, że ten biwak nie był takim dobrym pomysłem, jak początkowo mu się wydawało. W pół godziny spakowali wszystkie klamoty i załadowali je razem z nowymi znajomymi do hummera. Trochę ciasno było, ale pojechali. Cud, ze ich gliniarze nie zatrzymali... w każdym razie dojechali jakoś do pobliskiego miasta. Student opowiadał mi, że miewa czasem wrażenie, że to wszystko mu się przyśniło...

 

- Bo najpewniej tak było – wtrącił swoje trzy grosze Siwy.

 

- No niezupełnie. Bo widzicie, on aż do dzisiaj ma kontakt z tym facetem od filmu. Więcej nawet: dał mi jego numer telefonu i jestem na najlepszej drodze do zaczepienia się w ogólnie pojętej pomocy technicznej przy tej produkcji...

 

- Dobrze płacą? – Mireczek przypomniał sobie, że jest bezrobotny.

 

- Nędznie – zburzył nadzieje kumpla Peter – ale może uda mi się podejść do Helenki na odległość oddechu. A już autografu na pewno nie odpuszczę.

 

- Kurczę – rozentuzjazmował się Marek – może mnie też byś wkręcił, co? Albo chociaż zabrał ze sobą? Dorzucę się do paliwa.

 

- Nie ma sprawy, liczyłem na coś takiego.

 

Marek aż zatarł ręce.

 

- Czyli jeśli się jutro nie dopchamy do Franko i Helenki, to jeszcze będziemy mieli szansę! Super! Muszę mieć zdjęcie z tą dwójką!

 

- Moja Pani pisze, że też musi mieć z nimi zdjęcie – powiedział Czarny, który na chwilę oderwał się od telefonu – ona jest Franko Girl, wiedzieliście o tym?

 

- To uważaj tam na nią – zarechotał obleśnie Siwy – żeby nie przesadziła z oddaniem dla swojego idola.

 

Czarny rzucił przyjacielowi przeciągłe i bardzo znaczące spojrzenie. Później wrócił do telefonu.

 

- Panowie – powiedział Marek na fali swojego niegasnącego entuzjazmu – wypijmy za Franko i Helenkę!

 

- I za Żubra! – Zakrzyknął Siwy.

 

- Daj spokój, za niego już piliśmy.

 

- No... dobra. Niech będzie. Za Franka!

 

- I Helenkę! – Dodaje Peter.

 

- Za zwycięstwo Zamaskowanego! – Mireczek zawsze był fanem Butchera.

 

- Za to, żeby jego walka z Bidamem zagościła w Main Evencie! – Ten toast pochodził od Czarnego.

 

- I żeby zwycięstwo Franka nie rozwaliło ich drużyny! – Mireczek lubił mieć ostatnie słowo.

 

Zgromadzeni przy stoliku stuknęli się szklanicami i wychylili je do dna. Odstawili je z trzaskiem. Po chwili Peter przywołał gestem kelnerkę.

 

- Jeszcze pięć Żywców poproszę – powiedział, susząc zęby do dziewczyny – tą kolejkę mogę postawić.

 

- To będzie na koszt tego pana – mówi adresatka uśmiechu z dziwną ekscytacją w głosie – zaraz przyniosę.

 

Spojrzenia przyjaciół powędrowały do sąsiedniego stolika, zza którego właśnie dźwignęła się potężna, zwalista postać w masce. Franko spokojnie zarzucił na siebie kurtkę, pozdrowił gestem skamieniałych fanów i udał się w kierunku wyjścia.

 

- Wypijcie jeszcze za moje powodzenie w walce. – Powiedział na odchodnym.

 

Przyjaciół orzeźwił dopiero dźwięk zamykanych drzwi. Natychmiast skoczyli na równe nogi i rzucili się za Butcherem, nawołując go co sił w płucach. Przez chwilę tłoczyli się w wejściu, ale w końcu wypadli na zewnątrz. Jednak ich okrzyki nie przyniosły skutku.

 

Sylwetka Rzeźnika rozpłynęła się w nocnej mgle.

  • 3 tygodnie później...
  • Odpowiedzi 2
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    2

  • AGNKP

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  330
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  03.07.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Jak dla mnie najlepszy RP z oddanych na Wrestlepalooze CXXIII, choć jeszcze nie przeczytałem SR-Crazy'ego.

Zaimponowały mi dialogi - niczym wyciągnięte z książki oraz sam wywiad, który przeprowadził Max Kolanko (mówi jak jest :D ), który nie ograniczył się do tego co zwykle znajdywałem (i sam w sumie tak pisałem) w HVW (jednak widać tą różnicę poziomów między zawodnikami z tamtej organizacji, a zawodnikami EWF) czyli "jak widzisz swoje szanse" "co sądzisz o przeciwniku" itp., tylko konkretna i ciekawa rozmowa między Frankiem i reporterem.

Chyba będę musiał poczytać twoje wcześniejsze RPy, bo akurat w tych kwestiach mam straszliwe braki, względem poziomu ludzi tworzących RPy do EWF.


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Dzięki za dobre słowo na temat mojego erpa - od wieków nikt się nie pofatygował, żeby skreślić chociaż parę zdań :lol: Sam też nie masz się czego wstydzić - szkoda, że większa ilość dawnych zawodników HVW nie skusiła się do spróbowania swoich sił w obecnym EWF...

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...