Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Kto jest garbatym, a kto ludowcem?


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

***************************************************

 

- Senor, chce pan zobaczyć piękny wodospad? Cud natury normalnie!

 

Bidam wylądował w Kostaryce wczoraj. Podróż z Kuby przebiegła radośnie. Franko jak zawsze opowiadał dowcipy, a Helenka zrobiła pyszną golonkę z kubańskimi przyprawami. Nawet Velvet Lee po zabiegach relaksacyjnych się rozchmurzył. No dobra, Franko nie opowiadał żadnych dowcipów. To nie w jego stylu, dlaczego miałby to nagle robić? Nie żeby gość był pozbawiony poczucia humoru, nie, to po prostu jakoś nie pasuje do jego posągowej natury. Wczoraj wylądowali w San Jose, ładne miejsce, choć klimat tu trochę małomiasteczkowych. W ogóle jak w całej Kostaryce. Ciekawy wybór na organizację gali. No zobaczymy jak ona pójdzie. Swe pasy Bidam zostawił w hotelu. Wielką radość sprawiło mu odzyskanie EWF Tag Team titles. Naprawdę, ale to naprawdę wielką radość. W tym roku z Franko nie mają sobie równych. Bo kto wygrał więcej pasów od nich? Dwukrotnie zdobyli EWF Tag Team titles, Bidam był EWF FTW Champem, a Franko miał EWF Daemusin i EWF Evolution title. Byli ludźmi sukcesu, ten rok należał do nich, nie można temu zaprzeczyć. Teraz przybyli do Kostaryki by toczyć kolejne boje, by kontynuować swój program podboju Extreme Wrestling Federation.

 

- No to senor jak będzie? Piękny wodospad, naprawdę! Chcecie zobaczyć?

 

Bidamczykowi wyraźnie się nudziło. Wyszedł ledwo z hotelu i już go zdybał jakiś miejscowy naganiacz turystyczny. Może to gwałciciel? Czy nie lepiej być ostrożnym? Perspektywa gwałtu, zwłaszcza w wykonaniu mężczyzny, napawała go nie tylko obrzydzeniem, ale także strachem. Bidam nie miał przy sobie żadnej broni, ale umiał walczyć. Zresztą czy on wyglądał na bogatego turystę z Ameryki? Ubrany jak zawsze w jakieś szmaty, a do tego brudne. Dobrze wtapiałby się w tłum biedy, gdyby nie jego mongoidalna morda. No dobra, zobaczmy ten wodospad.

 

- Si, pokazujcie waterfall. Pronto, presto i tak dalej. Panimajesz koleś?

 

Pojął. Dalsza droga przebiegała autobusem. Autobusy w tego typu krajach mają to do siebie, że są zatłoczone. Tak było i tym razem. Wieśniacy wracali chyba z targu, bo autobusem jechało też kilka kur i dwie świnki. Młode prosięta będąc ścisły. Bidam widząc kury zaczął niesamowicie się ślinić. Zjadłby sobie jedną, może odkupie? Mam chyba trochę pesos. Klepnął się w czoło.

 

Jednostką monetarną Kostaryki jest colon. Nazwany tak na cześć Krzysztofa Kolumba, dzieli się na 100 centymów.

 

No i w dupę z tymi pesos. Na Kubie takie mają, ale co on myślał, że może sobie do Kostaryki przyjechać i zapłacić kubańską walutą? Głupi Mongoł, głupi. Mógł wymienić w hotelu. Miał jeszcze euro i dolary, ale przecież nie da dwudziestu euro za żylastego kurczaka. Lubił dobroczynność, ale taki głupi to nie był.

 

- Senor, na najbliższym przystanku przesiadamy się do linii podmiejskiej.

 

To tu mają linie podmiejskie? Przesiedli się. Nie było już kurczaków, więc język Bidamowi do dupy nie uciekał. Pomyślał sobie, że głupio zrobił, że nikomu nie powiedział, gdzie idzie. W Bhutanie popełnił podobny błąd, wyszedł i zabłądził w górach. A przecież był rustykalną świnią, do tego świnią pełną marzeń. Chciałby wygrać jakiś nowy pas, bo ten FTW title już go trochę nudził. Nie żeby nie doceniał zaszczytu, ale może czas pogryźć SR-Crazy'ego? Podręczyć go chociaż? Głupi był, że nie wrzucił wyzwania do urny. Teraz Franko ma pierwszeństwo, więc nie będzie mu wchodził w drogę. Trzeba zresztą zająć się Bubbą, bo on tylko mu się naprzykrza i naprzykrza. Przyczepił się do niego jak jakiś stary emeryt i chce rozmawiać o Powstaniu Warszawskim. Też mi kombatant z tego Bubby, kombatant EWF, sto walk stoczył i zadowolony. Gdyby chociaż większość z nich wygrał, ale nie, ten fakt został już przemilczany. Bubbowski choć legenda wrestlingu to przegrywał często i gęsto. No i co w związku z tym? Nic, nadal jest legendą.

 

- Senor, przesiadamy się zaraz do terenówki.

 

Super, mają tu nawet samochody. Zresztą z czego ja się śmieje, Kostaryka to nawet porządny kraj na mapie dzikiej Ameryki Łacińskiej. Wsiadamy sobie do terenówki droga Cassandro, no tak, bo przecież to nie dzieje się w moim mózgu, a jak zawsze do dyktafonu. Wsiadamy i jedziemy. Z godzinkę pojechaliśmy, las ni to las, dżungla nie dżungla, nie wiadomo jak takie miejscowe lasy i pastwiska fachowo się nazywają. No i jest, wodospad pieprzony. Miał może z 20 metrów, niezbyt potężny, ale jest. Ładny, bo cisza - nie licząc szumu wody, zielono, ptaki śpiewają - a raczej śpiewałyby, gdyby szum wodospadu ich nie zagłuszał. To prawie jak Vaclav. Jest gdzieś w tle, ale różne rzeczy go zagłuszają. Gardłuje, narzeka, marudzi, pije, ale nikogo to nie obchodzi, bo są ważniejsze sprawy. Vaclav jest jak ta papuga tutaj, śpiewa, ale nie słychać jej, bo jest wodospad. Marna sytuacja jak i cała kariera Vacka.

 

- Senor, wejdziemy do góry, tam ładny widoczek. Si?

- Si.

 

W dupę nie si, no dobra, wchodzimy. Jeden krok, drugi, trzeci. Skały twarde, wbijają się w buty. Ta wspinaczka po skale jest jak kariera w EWF. Stroma, ale bez przesady. Niewygodna, ale da się przeżyć. Nie jest przecież tak jak mówią, że w EWF ciężko jest zrobić karierę. Ja przykładem tego, że z młodego talentu wspiąłem się na poziom prawie main-eventowy. Mówię prawie, bo wiem, że jakby nagle Scyther, Tool, Psycho i inni wrócili, to by mnie z tych main-eventów wyjebali. Nie mówię, że jestem od nich gorszy, ale znam swoje miejsce i chylę czoła przed legendami. Legend jednak nie ma już zbyt wiele na tym świecie. Został SR-Crazy, w EWF niemal od początku, idol publiczności, ale nigdy nie miał statusu kultowego zawodnika. Nie wymieniano go w jednym rzędzie obok Hangmanów, Kravenów, Game'ów, Scytherów, Szakalów i innych, ot po prostu był sobie w drugim szeregu. Solidny zawodnik, nigdy nie zawodził, nigdy się nie skurwił, co rzadkie w tym biznesie. Chciałbym być taki jak on, ale już niestety skurwiłem się parokrotnie. Cenię Crazy'ego, bo nie miał nigdy wielkiego parcia na szkło. Nie płakał jak inni, że chce walczyć o pasy albo, że chce te pasy wygrywać. Nie obrażał się, po prostu robił swoje. Pierwszy World Title shot dostał na Paloozie 71, drugi na 107, trzeci na 108, czwarty na 112 i za piątym razem wygrał. Jak na taką karierę, to nie jest to zawrotna liczba World Title shotów, a czy jęczał z tego powodu? Chyba nie, a przynajmniej nie ma nic o tym w archiwach. Porządny człowiek, nowa legenda. Bubba też jest legendą, choć ostatnio mu nie wychodzi. Szakal to ostatnia z wielkich legend, ale on też nie zachwyca. Mamy nowe otwarcie, więc trzeba na siłę wpychać się do środka, wyciągnąć nogę tak daleko, że jak drzwi spróbują się zamknąć to nie będą mogły. Blokada w wykonaniu nogi naszej to uniemożliwi. Teraz jest dobra okazja by pokazać się światu. Z Crazy'm walczyłem, przegrałem. Na ostatniej gali też walczyłem, nawet Bubba tam był, no i niezawodny Franko, wygraliśmy. Każdy jest do pokonania, to jest właśnie piękne w EWF. A ja włażę na skałę, a to jak historia mojego życia. Wspinaczka to kariera. Skała to EWF. Nie można spaść i lepiej nie patrzeć w dół, bo podejście jest strome.

 

- Pięknie tu! Prawda senor?

 

Cudny widok zaiste. Rzeczki, krzaczki, papugi, dżungla, kokosy, banany. Ładnie, ładnie, naprawdę ładnie. Piękno jak w EWF, bo EWF jest piękne. Ten błękit nieba jest jak szlachectwo naszych zawodników, błękitna krew w naszych żyłach się toczy, a my przelewamy ją bez zwątpienia. Wtedy też zmienia się jej barwa. Błękit zmienia się w czerwień.

 

Błękit zmienia się w czerwień.

Błękit... czerwień.

Błękit...

... czerwień.

 

W Kostaryce będę krwawił. Ta zieleń jest jak błoto, bo brodzimy w błocie jakim są kolejne niepowodzenia. Błoto nas wzmacnia, jest jak ziemia, matka-ziemia, karmi, wyzwala i pomaga. W Kostaryce będę brodził w błocie. Krystaliczna woda daje życie. To kolejny błękit, lecz zupełnie inny. Ni to ciemniejszy, ni to przezroczysty. Można w niej zobaczyć własne odbicie? Kogo zobaczy Vaclav? Czy po walce z Szakalem w ogóle widzi na to oko? Kogo Vaclav widzi w odbiciu? Jaka twarz pojawia się w tej tafli. Czy jest to gwałciciel, cham, szkodnik, niszczyciel? Czy on naprawdę taki jest czy to tylko wyrachowanie? Może przyjął taką pozę, bo chciał wreszcie coś ugrać w swojej karierze? Spójrzmy na to z tej strony. Vaclav na początku roku był poczciwym piwoszem. Wspierał kulturę czytania komiksów, gier video, był bohaterem hardcoru. Fani go lubili, szanowali, bo był sympatyczny. Mówiono, że on naprawdę taki był, dlatego to wszystko tak nieźle działało. Kibice kupili go i utożsamiali się z nim. Pod tym względem było dobrze, ale zwycięstw nie było. Przegrał dwukrotnie, stracił FTW Title, spóźniał się na gale, pił coraz więcej. Taki był Vaclav. Zaczęto na niego wołać nieudacznik. Dziesięć lat w biznesie, a największym sukcesem jest World Title wygrany w HVW i dwa razy FTW Title w EWF. Mało jak na dziesięć lat. Coś nie działało, Vaclav zniknął. Wrócił zupełnie odmieniony. Stał się chamem, królem chamów. Nadal pił, ale miał w pogardzie wszystko i wszystkich. Teraz wreszcie przyszły zwycięstwa. Rozprawił się z Szakalem, zniszczył go wręcz i jest gotowy na World Title, przynajmniej tak się wszystkim wydaje. Ale skąd ta nagła zmiana? Dlaczego w lutym Vaclav jest dobrym człowiekiem, a w kwietniu jest już chujem? Co za katharsis musiał przejść? A co jeśli nie przeszedł? Kogo widzi Vaclav w tafli? Kogo widzi w lustrze wody? Mecenasa Ekstremy? Czy chama? Trudne pytanie, ale on sam zna na nie odpowiedź. Kogo tam zobaczy Crazy? Poczciwego człowieka. Crazy nie udaje, on jest autentyczny. Jeśli kocha fanów to ich kocha i koniec. Jeśli jest dekadencki to z rozmachem. Jeśli jest magnatem to polskie królewięta na Ukrainie powinny się schować z żalu. Crazy pozostaje Crazy'm. On nie musi sobie zadawać żadnych pytań. Jest zawsze sobą. Kogo ja zobaczę? Kim się stałem? Ostatni rok był ciężki. Zaczynałem bez pamięci, z misją pomocy ojczulkom buriackim. Pomogłem im. Chciałem wygrać jakieś pasy, wygrałem - FTW Title i Tag Titles. Rozwiązałem zagadkę AMVV? Rozwiązałem. Wiele rzeczy się wydarzyło. Nie chcę mówić, że wpadłem w jakąś dekadencję niczym Crazy... ale miałem swoje przygody. Spotkałem dziwnych ludzi na swojej drodze. Odwiedzałem prawdziwe jaskinie rozpusty. Kogo widzę w tej wodzie? Woda... woda oczyszcza. W Kostaryce będę oczyszczony.

 

Będę krwawił.

Będę brodził w błocie.

Będę oczyszczony.

 

Tak, Cassandro. Kariera w EWF nie jest łatwa, ale jakże piękna. Wspiąłem się na skałę, podziwiam piękno, ale nie osiągnąłem jeszcze swojego szczytu. Wierzę, że najlepsze dopiero przede mną. Wygram co mam wygrać, zdobędę co mam zdobyć. Nowe pasy będą moje, nowe doświadczenia. To brzmi jakby rok się kończył, a to dopiero listopad. Nie czuć tu tego listopada, może dlatego, że jest tu tak ciepło. Wiem swoje, Crazy i Vaclav są do pokonania. Main-event najbliższej Paloozy szykuje się naprawdę niesamowicie. To wielka przyjemność widzieć siebie w głównej walce wieczoru. Ogromna przyjemność, ale też duma i zobowiązanie. Jeśli pokażę się z marnej strony, to mogę w takowym main-evencie się już więcej nie znaleźć. Crazy nie musi się o to obawiać, on jest World Champem, on tu jest od lat. Vaclav także nie musi się o nic obawiać. To uznana marka w świecie polskiego wrestlingu. Ja natomiast jestem cholernym nuworyszem. Crazy debiutował w 2000 roku, Vaclav w 2003 roku, a ja w 2010 roku. To spora różnica. Nie będę tu pieprzył głupot o zmianach wart, przemianach pokoleń. To tylko gadanie fantastów, którzy chcieliby się pozbyć dziadów. Wszyscy dobrze wiemy, że dziady nie znikają z EWF ot tak sobie. Nie w czasie walk. Znikają, gdy się coś w nich wypali. Najczęściej po zdobyciu World Title, bo wtedy motywacja spada, bo wtedy wszystko się już wygrało i nie trzeba niczego udowadniać. Crazy ma pas, nie chce go stracić, chce go trzymać dłużej, chce się wpisać do historii, a więc motywacje posiada. Vaclav miał World Title tylko w HVW, które wspominane jest różnie. Mnie tam nie było, nie wiem nawet, co się tam działo. Byłem poza światem wrestlingowym. Vaclav chce wygrać World Title w EWF, a więc motywacje ma. Nie będzie żadnej zmiany pokoleniowej póki nie dojdzie to przetasowań na szczycie rosteru. Najbliższy main-event tego nie zmieni, więc nie ma co pieprzyć i zastanawiać się jak długo Crazy z Vaclavem jeszcze pociągną.

 

A jak długo ty pociągniesz?

 

Takie pytanie mógłbym sobie zadać, nie? Jak długo? Czy mi się jeszcze chce? Czasem niesamowicie mi się nie chce. Czasem nie mam ochoty. Czasem rzuciłbym to wszystko w cholerę i wrócił do Mongolii, ale jak już mówiłem droga Cassandro, nie mogę, bo EWF jest piękne. Aż chce się tu być, chce się tu zostać. Te 120 gal to niby dużo, niby mało, ale to niesamowity dorobek. To setki wrestlerów, to dziesiątki dobrych zawodników, ale tylko nielicznych można zaliczyć do grona wybitnych, a do tego są jeszcze legendy. Do legend nie aspiruję, ale chciałbym, żeby kiedyś powiedzieli o mnie:

 

O! Ten Bidam to był dobry wrestler w swoim czasie.

 

To mi wystarczy. Nie muszę więcej, nie potrzebuję, bo nie jestem łasy na pochlebstwa. Chcę wygrywać, ale porażki jakoś specjalnie mnie nie bolą. Chce być lepszy, a to może się stać jedynie poprzez walki z obecną czołówką. Crazy i Vaclav to jest czołówka. Teraz wrócił jeszcze Nas Jazzowski, więc będzie trudniej. Nas to człek ambitny, on tu przecież nie przybył po to by walczyć ze swoim futrem z żubra, lecz by skopać nam wszystkim tyłki. Ciekawe, co tam z nim w tej Syrii robili. Pewnie jego małżonce się to nie spodoba, bo wszyscy znamy upodobania Arabów do wielbłądów. Vaclav jest trochę takim wielbłądem. Wredne to, dwugarbne, to zauważyłaś, że Vaclav trochę się garbi? To taki nasz konik garbusek, choć jeszcze się w nim to nie rozwinęło. Garba swego hoduje bardzo pieczołowicie i to od lat. Nie wyśmiewam się tu oczywiście z garbatych ludzi, broń Boże!

 

Garbusy! Garbusy! Wszędzie garbaci!

Pani z garbem, proszę tędy.

Pan z garbem, skręcić proszę w lewo.

Są też dzieci z garbem. Każde ma swojego! Nie dzielą się z nikim!

 

Mówię tu raczej o mentalnym garbie, którego hoduje Vaclav. Nie oszukujmy się, jest to człowiek z problemami. Większość tych problemów jednak tworzy sam. Trochę jak socjalizm, w jego przypadku garbaty socjalizm. Alkoholizm, to jego problem, nie będę go za to potępiać, bo to takie miałkie. Umiłowanie ekstremy, a niech robi co chce. Chamstwo, cóż, dla mnie ono jest maską, które Vaclav przywdział. Publicznie jest chamem, a w domu dokarmia bezdomne ptaki i koty. To jeden z garbów, które wytworzył sobie Vaclav. Bo nie, zmieniam zdanie, on nie tworzy problemów, on tworzy garby. Mnóstwo garbów. Plecy Vaclava nie są usłane bliznami. To znaczy fizycznie tak, są, ale mentalnie nie są. W świecie metafizycznym plecy Vaclava są pełne garbów. Naprawdę mi żal prawdziwie garbatych ludzi. Nie żebym się użalał, ale czuje się przecież wobec nich taki rodzaj uczucia w stylu "o, biedak".

 

O biedak!

O biedak!

Garbaty Vaclav!

Garbaty Vaclav!

Garbaty Vaclav!

O biedak!

O biedak!

 

Każdy nosi garba, ale cóż by tu rzec, Vaclav to specjalny przypadek. Jego garby przytłaczają go i nie pozwalają mu się wyzwolić. Drogi Vaclavie, mogę tak do ciebie mówić? Bo pewnie kiedyś wysłuchasz tego nagrania, a jeśli tego nie zrobisz to moje pytanie i tak jest bez różnicy. Zatem, drogi Vaclavie. Musisz wyzwolić się od swoich garbów. Tak, wyzwól się! Zrób to! Zostań człowiekiem. Jak na razie jesteś tylko garbatą kreaturą. Nie wiem komu służysz. Pewnie wydaje ci się, że sobie samemu. Być może tak jest. Felipe Castro pewnie myśli, że jesteś jego pomagierem. Felipe nie jest zbyt inteligentny. Można zawsze powiedzieć, że służysz piwie i mamonie. Prawda jest taka, że służysz swojemu garbowi, a raczej swoim garbom. One cię przytłaczają, sprawiają, że nie jesteś człowiekiem, a gargulcem. Wróg Ludu? Dobre sobie, większość ludzi ma cię w dupie. Podskakujesz radośnie, zjadasz mini-świnie, kogoś czasem obrazisz, ale żebyś budził jakieś złożone emocje? Nie, złożoności w tobie nie ma. Jesteś prostym człowiekiem, więc emocje jakie budzisz są też proste - albo jest to sympatia albo nienawiść. W twoim i twego garba przypadku nie ma mowy o jakichś skomplikowanych odczuciach. Pijesz, bijesz, niszczysz, gwałcisz, rabujesz. Ot, taki jesteś. Ty i twój garb. Naprawdę chciałbym byś był kimś więcej. Kiedyś taki byłeś, dziś się uprościłeś. Dobrze chociaż, że mimo tego uproszczenia nie ubyło ci umiejętności. Tu chylę czoła twojemu hardcorowemu garbowi. Jesteś naprawdę imponujący. Sposób w jaki rozprawiłeś się z Franko w Ambulance matchu - poezja. Sposób w jaki zlikwidowałeś Szakala na ostatniej gali - maestria. Intelektualnie - jesteś durniem albo durnia udajesz. Wrestlingowo - budzisz podziw. Specjalnie dla ciebie, tu na tym kostarykańskim wzgórzu, zaśpiewam dla ciebie piosenkę. Uwaga, śpiewam i tańczę.

 

Bidam zaczyna śpiewać i tańczyć, a czyni to po mongolsku. Oto transkrypcja.

 

Jargaj vzeegvi zul durlal!

Jargaj vzeegvi zul durlal!

Jargaj vzeegvi zul durlal!

Jargaj vzeegvi zul durlal!

Jargaj vzeegvi zul durlal!

Jargaj vzeegvi zul durlal!

 

Bidam zatańczył tak intensywnie, że nagle nadepnął na jakiś obluzowany kamień. Ten natomiast zapadł się, co spowodowało wręcz lawinowe zapadanie się. Bidam zrobił zdziwioną minę i niczym bohater japońskiej kreskówki spadł do jamy, która się pod nim wytworzyła. Upadł na dupę. Na szczęście wysoko nie było.

 

- Senor! Senor! Ja biec po pomoc! Ok? Po lina! Rope!

- Okej koleś - odpowiedział Bidam.

 

Było tu ciemno jak w dupie Temudżyna. Światło wpadało tylko od strony sklepienia, czy jak to nazwać. Bidam siedział na dupie, bo w taki sposób spadł. Na szczęście nic sobie nie połamał.

 

- Ja to mam szczęście - Powiedział do siebie. Wyciągnął telefon i próbował się gdzieś dodzwonić. Wkrótce w telefonie można było usłyszeć głos Franko.

- Nie mogę teraz rozmawiać. Proszę zostaw wiadomość - Tako rzekł głos Rzeźnika.

- Fantastycznie. A jak ten koleś dał chodu i utknę tu na wieki? - Tako rzekł Bidam. W telefonie miał też inne numery. Chwilę wahał się czy zadzwonić do komisarza Kravena. Zrobił to, ale nikt mu nie odpowiedział. Zadzwonił też do Jana Rejdycha. Tu pojawiła się odpowiedź.

- Halo? - Tak, to głos Rejdycha.

- Cześć Jan! - z radością rzekł Bidam. - Co porabiasz?

- Jestem w Mandżurii. Obrabiam pola SR-Crazy'ego - głos Rejdycha nie brzmiał sympatycznie.

- No i jak ci tam?

- A jak myślisz?

- Chujowo?

- Nawet gorzej.

- Słuchaj, bo ja jestem w Kostaryce. Wpadłem do jakiejś jamy. Mógłbyś zawiadomić EWF? - Gdyby tylko Rejdych zobaczył jak pięknie Bidam się uśmiechnął to na pewno by mu pomógł.

- Spierdalaj - No i nie pomógł. Kolejne próby wykonania telefonów do innych pracowników EWF nie zadziałały. Nawet Bane nie odbierał, ta łamaga, a tak się chciał zakumplować. Bateria w telefonie Bidamczyka nie prezentowała się najlepiej. Chodzi oczywiście o jej stan, a nie wygląd zewnętrzny i wewnętrzny.

- A to przecież pancerna Nokia jak u zmarłego prezydenta Polski - Mruknął do siebie Bidam, po czym położył się na plecach i wyciągnął dyktafon.

 

Wpadłem do jamy Cassandro, sytuacja nie wygląda najlepiej. Nie jest dobrze tak wpadać, bo można już nie wypaść. Może się zdarzyć, że tu umrę. Trudno, jakoś trzeba umrzeć, ważne żeby nie była to śmierć kurewska. Umierać trzeba z honorem. W obozie tak mi mówili. Jak to szło? Obawiać się trzeba tych, co mogą zabić duszę, a nie ciało. Wiesz Cassandro, ja bym to się nawet z tobą ożenił. Dostałabyś mongolskie obywatelstwo, a to otwiera wiele możliwości bezwizowych podróży po Azji. Mam nawet prawo stałego pobytu w Chinach i Japonii! Na fałszywym paszporcie brytyjskim mogę też do Stanów wyskoczyć, ale nie będę cię w to wciągał. W sumie mógłbym postarać się o polskie obywatelstwo. Jakoś jestem z tym krajem związany, może Komor by mi dał? Mielibyśmy piękne dzieci, ja żółty, ty taka brązowa. Kto wie, może byłyby jak tygrysy, w takie paski. Gorzej jakby z mordy przypominały Benhakkera. No i tak to wyszło, głupio tak ginąć. To pewnie boli, z głodu. Może lepiej roztrzaskać sobie czaszkę o ścianę? Ale nie, ojczulkowie w Buriacji mówili, że samobójstwo to grzech. Sporo w życiu nagrzeszyłem, ale głupio tak by ostatni akt też był grzechem. Ciekawe czy SR-Crazy grzeszy? Jak myślisz? Albo myślicie? Może za pięćdziesiąt lat ktoś to znajdzie i odsłucha. Pewnie będzie gadał po hiszpańsku. Może wezmą to za język kosmitów? Będą analizować na Harvardzie pięć lat, dopiero ktoś przypadkiem się zorientuje, że to polski. Choć pewnie teraz jakieś komputery to robią, więc od razu by się zorientowali. I cała kosmiczna mistyfikacja na nic.

 

Na nic.

Na...

... nic.

 

Tak sobie myślę, że w u Crazy'ego nie ma żadnej mistyfikacji. To porządny gość, jeden z nielicznych w EWF, który może spojrzeć rano w lustro bez obrzydzenia. Drugim będzie Franko, bo on jest bardziej porządny. Może te Chickasawy i Żubry też. Wydają mi się być sympatyczni. Crazy też jest sympatyczny. Jest World Champem, kocha fanów, a fani kochają jego. To ostatnio rzadko się zdarza, bo EWF World Champowie w ostatnich latach bywali ostatnimi szujami. Wystarczy przypomnieć sobie Psycho, Toola czy Scythera. No, ale Crazy jest ludowcem. To dobre określenie chyba. Wprawdzie zachowuje się jak magnat, ale to dobry pan, taki ludzki. Jakby miała mnie kiedyś jakaś kara spotkać, albo jeśli miałbym urodzić się chłopem pańszczyźnianym, to chciałbym, żeby moim panem był Crazy. Porządny człowiek, po prostu, nigdy w EWF się nie skurwił. Piękne potańcówki urządza, w klasycznym stylu, wprosiłbym się kiedyś, ale nie wiem czy żółtego by wpuścili. Crazy to człowiek ludu, który stał się magnatem. Ma w sobie trochę z PSLu. Oni też niby z ludu, ale jakimi furami śmigają. To trochę taki Pawlak, chociaż mądrzejszy. Jest ludowcem, bez wątpienia. Rozwalił mnie nieźle w Chairshot Survival matchu. Jak bolało Cassandro, jakże bolało! Cały tydzień później trzęsła mi się głowa. Udało mi się z nim wygrać tylko w tag teamach, to pewne dobroczynny wpływ Franko. Teraz będziemy walczyć znowu. Miło jest pojawiać się w main-eventach, nawet jak się przegrywa. Ta walka nawet jakoś specjalnie się nazywa. Tylko jak? Zapomniałem? Niech pomyślę. Mmmmmmmmmmmm... to odgłos myślenia, ja nie umieram, jakby ktoś się martwił. Jeszcze nie czas. Mmmmmmmmmmmmmmm.... Nic. Mmmmmmmmmmmm... Nadal nic. Mmmmmmmmmmmmmmmmmmm...

 

Gallopinto Hardcore Brawl.

 

Kto to powiedział?

 

Gallopinto Hardcore Brawl

 

A, to przecież ja. Przypomniałem sobie. Ale ja durny jestem. Gallopinto to podobno jakieś żarcie. Jeszcze nie próbowałem i jeśli tutaj umrę to chyba nigdy nie spróbuję. Nie wiem na czym ta walka ma polegać, ale nie brzmi to dobrze. Mamy tu SR-Crazy'ego, EWF World Champa i niszczyciela, który wygrywa walkę za walką. To pierwszy sygnał ostrzegawczy. Mamy Vaclava, Mecenasa Ekstremy, a to Hardcore Brawl, a on jest specjalistą od tego typu potyczek. Nie brzmi to dobrze, naprawdę. Wpadłem jak śliwka w kompot albo jak Bidam do kostarykańskiej jamy. A może to pieczara? Crazy na pewno wie jaka jest różnica między jaskinią, jamą a pieczarą? To ostatnie brzmi dość waginalnie. Ja tu się na pewno powtarzam, ale gdy przychodzi walczyć z takim rywalem jak Crazy, to niewiele złego można o nim powiedzieć. Ile można go wychwalać jak jakiegoś bożka? Już wolę Bubbę, bo ten ma swoje wady i przywary. Crazy natomiast to chodząca dobroć i słodycz.

 

Dobroć, Bogini, opiewaj Crazy'egp, EWF World Champa,

zgubę niosącą i klęski nieprzeliczone Vaclavom,

co w kiblu tak wiele dusz bohaterów potężnych

spuścił, a ciała ich wydał na pastwę WAMPom drapieżnym

oraz mini-świniom głodnym.

 

Taki jest ten nasz Crazy. Nie wiem, co o nim gadać. On przeraża mnie na swój sposób. Niby taki dobry, a przerażający. Niby taki grzeczny, a przerażający. Niby taki miłosierny, a przerażający. Lecz cóż ja mam do stracenia? Nic, jedno wiele nic. Wygrana ucieszy, porażka nie zaboli. Crazy to ludowiec, on ma lud za sobą, on brata się z ludem, on jest ludem. Jak z takim walczyć? Jakże mu stawić czoła? Cóż mogę uczynić by go pokonać? W jaki sposób odnieść zwycięstwo w takiej walce? Nie wiem, sam nie wiem, jak to zrobić... no, ale zrobić to trzeba. Crazy reprezentuje dobroć, ale trzeba mu pokazać, że wcale nie siedzi taki niezagrożony na swoim mistrzowskim stronie. Trzeba mu wysłać sygnał ostrzegawczy. Będzie to sygnał numer dwa, bo jedynkę dostał na gali w Hawanie. Niech wie, że nie jest na szczycie EWF sam. Tak jak wgramoliłem się na górę z wodospadem, tak wgramolę się i na szczyt EWF. Na razie z niej spadłem, upadki bolą, ale nie zabijają. W Gallopinto Hardcore Brawlu dam z siebie wszystko by zlikwidować zarówno Crazy'ego jak i Vaclava. Niech wiedzą, że są w EWF nowe siły. Nadciąga nowa fala. Nowy powiew powietrza.

 

Nadciągam ja.

 

Lecz co to? Czuję powiew wiatru i jakąś wilgoć.

 

Bidam wstał. Zrobił kilka kroków i rozejrzał się po jamie. Jak się okazało nie była ona taka mała. Znalazł też drobny korytarzyk, czy jak to nazwać, naturalnie wyrzeźbiony tunel. Fakt, trochę niski, bo trzeba było się nachylić, ale dało się przejść. Bidam szedł. Nie trwało to długo, bo nagle uderzyła go w twarz wilgoć, potem światło, a następnie hałas. Znajdował się tuż za wodospadem. Aha! A więc jak na filmach! Jaskinia ukryta za wodospadem. Ciekawe czy tam na dole są skały. Przyjrzał się rzece uważnie i wyglądała na dość głęboką, a woda przezroczysta była, taka typowa źródlana, więc skał chyba nie było. No dobra. Kto nie ryzykuje ten umiera. Bidam wziął rozbieg, skoczył w wodospad. Nie było wysoko, po chwili taplał się już w jeziorku poniżej. Wyszedł stamtąd cały mokry. Akurat spotkał swojego przewodnika, który wracał z liną.

 

- Senor sam się uwolnił?

- Tak.

- No to dobrze senor.

- Jednak po mnie wróciłeś.

- Si.

 

Si, tak i Bidam wróci do San Jose by skopać tyłki Vaclava i SR-Crazy'ego. Gallopinto Hardcore Brawl czeka. Kostaryka czeka. EWF czeka.

 

 

 

 

 

 

 

***************************************************

Koniec

***************************************************

  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

  • Grishan

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Miło widzieć, że mój tag partner jest w formie. Ciągle jestem fanem Twoich erpów ;)

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...