Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

To rozwaga czyni nas tchórzami


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  117
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.09.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

=================================================================

Spierdalamy!

Kuomintang przed ewakuacją na Tajwan, 1949 rok

=================================================================

 

 

Wrestlepalooza CXX minęła, ale bal trwał nadal. Tam właśnie się znajdujemy, potańcówka urządzona przez EWF World Champa była wspaniała, choć atmosfera ewidentnie przygasła. Było więcej szmerów i pomruków, co jak wiadomo, nie podoba się Szaleńcowi. Crazy w tej chwili tańczył z jedną z członkiń Żydowskiego Korpusu. Szło mu to niezbyt dobrze, ale był w tym tańcu pewien majestat i powaga. Po skończonej aktywności Crazy udał się na stronę, gdzie czekał już na niego Smela.

 

Smela: Myślę, że czas już skończyć z tymi festynami, rautami i tanecznymi zabawami. Powinien mentor wrócić do prawdziwego wrestlingu.

 

SR (rozglądając się): Gdzie jestem? Jestem prawdziwym wrestlerem, walczę w EWF, jestem mistrzem. Czego chcieć więcej? Pokonuje rywali z taką łatwością, że aż to jest przykre. Powrót do korzeni, wielkich treningów i grania na banjo? To nie dla mnie.

 

Smela: Ta walka była znakiem ostrzegawczym, nie można tego zlekceważyć!

 

SR: Smela uspokój się, dać ci szampana? Może wódkę od razu? Mamy twoją ulubioną?

 

Smela: Mistrzu, nie ignoruj tego.

 

SR: Niczego i nikogo nie ignoruję. Popatrz na mnie... widzisz jakieś zadrapania na moim ciele? Jakieś siniaki, nierówności w odzieży po walce? Nie, niczego takiego nie widzisz, bo to był taki sparing. Niektórych walk nie można traktować na serio. Przegraliśmy z Bubbą, straciliśmy pasy, ale one leżą w dobrych rękach. Dziś oni byli lepsi, jutro bylibyśmy my, na tym poziomie już nie ma słabych przeciwników.

 

Smela: Powiedz to jak przegrasz z Mr. Nalepem lub Warriorem.

 

SR: Mój drogi, to nie są wrestlerzy, tylko jakieś patafianki. Nie ma więc zmartwienia, ze słabeuszami nie zwykłem przegrywać.

 

Smela: Przegrał mistrz jednak teraz i powinien potraktować to poważnie.

 

SR: Przegrałem, nie przegrałem. To w sumie głupie słowo przegrać, może zastąpimy je lepszym, na przykład: zdobyłem cenne doświadczenie? W sumie nawet to nie ja przegrałem, bo odliczyli Bubbę, więc zdobyłem cenne doświadczenie na krzywdzie innej osoby, popatrz jaki zdolny jestem? Prawdziwy EWF World Champion.

 

Smela: Mentor nie może bawić tak się słowami i udawać, że nic się nie stało.

 

SR: Mogę, bo jestem mentorem, taka moja rola, by pokazywać ci świat wrestlingu takim jaki jest, a nie takim jak się wydaje.

 

Smela: Jak przegrasz pas, to będziesz inaczej śpiewać.

 

SR: To będą przejściowe i nieuniknione trudności, takie wycofanie się na z góry upatrzone pozycje i zajęcie dobrego, strategicznego miejsca do ataku. O czym my jednak mówimy. O ile dobrze mi wiadomo, to nie mam zamiaru rozstawać się z pasem. Smela wyluzuj. To była drużynowa walka, takie mecze, rządzą się swoimi prawami i nie możemy przenosić naszych doświadczeń z walk jeden na jednego. W tag teamie, zawsze trudniej, sam o tym wiesz. Bardzo trudno pogodzić współpracę w ramach jednego zespołu, to musi być taka… brak mi słowa… najwyższa forma współpracy, jak Związek Radziecki. O, idź do Kravena to ci o tym poopowiada.

 

Smela: Kraven po wódce zawsze opowiada, że najwyższą formą współpracy jest nie Związek Radziecki, a grupa akrobatyczna ze Związku Radzieckiego pobłogosławiona w formie świeckiej przez samego Breżniewa. Kraven zawsze mówił, że to byli prawdziwi wymiatacze i rozumieli się nawet lepiej, niż mówi powiedzenie.

 

SR: Dokładnie, we współpracy zawsze jest pewna niedoskonałość. Trudno pogodzić dwie wielkie postacie. Dlatego właśnie, tak łatwo przychodzi słabszym wrestlerom, wygrywanie pasów Tag Team. Wspaniałe indywidualności, rzadko umieją ze sobą współpracować. Tak już jest stworzone nasze społeczeństwo i z tym nic nie zrobisz. Wracając jednak do walki naszej, to przecież źle nie było. Zachowujesz się, jakbym dostał oklep od byle obszczymurka spod bloku, a tak nie jest. Bidam i ten drugi, jak mu tam...

 

Smela: Franko.

 

SR: Walczyłem z Franciszkiem Pieczką?!

 

Smela: Nie, to po prostu Franko.

 

SR: Aha, dobry koleś, zaimponował mi. Więcej takich powinniśmy mieć w EWF, to byśmy na ludzi wyszli. Widziałeś jakie miał ruchy? Jaki taktyk! Jaki zdolny! Tylko trochę włochaty, ma stylistę z Korei to powinien mu poradzić jakieś zabiegi depilacyjne. No nic. Bidam i Franko to całkiem mili wrestlerzy, mają gaz w nogach i umieją przyśpieszyć walkę w dobrym momencie. Pobiliśmy się trochę, był fajnie i miło, a teraz czas na podsumowania i wyciąganie wniosków. Nie myśl mój drogi padawanie, że przejdę koło tej walki niewzruszony. Zapamiętam ją jako ważną lekcję, choć nie najważniejszą. Myślę, że trafi do top 50 lekcji jakie otrzymałem. Co chcesz, to wysoka pozycja.

 

Smela: Trzeba jednak kategorycznie zmienić...

 

SR: Nie słyszałeś mój drogi powiedzenia, że lepsze jest wrogiem dobrego? Nie rób z tej walki jakieś wyroczni, powtarzam ci to ponownie i kolejny raz. Widzisz nawet użyłem dwóch słów mających praktycznie takie same znaczenie. Znajdują się koło siebie i co teraz zrobię? Gdybym pisał odezwę do moich dzielnych fanów, to mógłbym je skreślić, a tak? To idzie live?

 

Smela: Cytując klasyka, SR-Crazy jest zawsze live.

 

SR (sięgając po kieliszek szampana): O czym to ja mówiłem? (wypija kieliszek) O porażkach… ech no cóż… to taki przykry element wrestlingowego życia, raz na wozie, raz pod wozem. Nie ma co się martwić, ale z rautami nie skończę. Wyślij Miszkę jako scouta, niech robi notatki z walk mych wrogów, niech obejrzy wszystkie Paloozy i House showy z moimi następnymi wrogami. W ogóle kto mi rzucił jakieś wyzwanie, ich też niech sprawdzi i wyśle mi raport. No i tego przybłędy z Sherwood, tego co tam ma to dziecko. Ma je on? To jego synek? Uzna je?

 

Smela: Wygrał walkę, więc nie musi.

 

SR: Szkoda, taki dziecięcy motyw w tym smutnym EWF, dodałby nam wiele radości i szczęścia. Choć podobno z mordy nawet podobny chłopina. Widziałeś relacje jak się rodził Vaclav? Ta od Nasa mi wysłała, świetna sprawa.

 

Smela: Nas wrócił.

 

SR: Niech przybywa.

 

Smela: Przybył właśnie.

 

SR (rozgląda się): Tutaj?

 

Smela: Nie, tak ogólnie do EWF.

 

SR: Pierdoły jakieś z tych Syryjczyków, że go wypuścili, choć Nas to nie gapa. Zawsze się gdzieś potrafi wkręcić i wykręcić. Taki z niego jest fałszywy prorok.

 

Smela: Tak mówi mentor.

 

SR: Może zaprosimy go na jakiś z moich bali, o może wydamy bal dla pretendentów do EWF World Title, to byłby miły pomysł. Pogadalibyśmy o nich przy kieliszku szampana, wina, wódki lub piwa. Na pewno byłoby to ciekawe przeżycie. Powiedzielibyśmy sobie co nam leży na wątrobie, pogadali, zachowalibyśmy powagę i honor, a później wpierdolilibyśmy sobie na ringu tak, że żaden z nas nie mógłby chodzić bez asysty. I później znowu na balik, ta od Nasa na pewno lubi takie spotkania, przekonam ją do pomysłu.

 

Smela: Nie wiem, czy tak powinniśmy postępować, jednak walka i wrestling, a nie bale i picie alkoholu oraz eleganckie stroje.

 

SR: Nonsens kolego, każdy mężczyzna tęskni do takich rzeczy nawet nieokrzesany Vaclav.

 

Smela: No nie wiem…

 

SR: Roześlij wici lub puść je lub zrób cokolwiek innego co się z nimi robi.

 

Smela: Dobrze…

 

SR: (patrzy na Smelę dziwny wzrokiem): Coś jeszcze? No co robisz tu? Migiem wici puszczaj jak latawce na wietrze. Wyślij Wackowi, Bidamowi i Nasowi, ten trzeci przyjdzie, bo ma walkę z Mystery Oponentami, ci rzadko zjawiają się na czas. Widziałeś zresztą na bankietach, kolesie wiecznie wkurzeni i nabuzowani, a do tego nigdy nie przychodzą na czas. To takie nie just in time delivery.

 

Smela: Jest jeszcze kwestia związku zawodowego.

 

SR: O! Związek zawodowy! To lubię, my jako wyższa warstwa społeczeństwa musimy się bratać z ludem prostym i słabym. Im trzeba pomóc, bo gdyby mieli nasze możliwości, te które zapewnili nam rodzice, to by wyszli na ludzi.

 

Smela: Mistrz nie miał rodziców.

 

SR: No właśnie, dzięki siostrom zakonnym wyszedłem na ludzi, może zrobię jakiś przytułek dla słabowitych wrestlerów. Może wyremontujemy im ich zbiorową szatnie, zawsze jak tamtędy przechodzę to coś strasznie jedzie, taki smrodek początkowych wrestlerów. Może zorganizujemy akcje na rzecz higieny. W Chinach takie coś robiliśmy, na przykład plakaty, że każdy wrestler powinien umyć się po walce. Dobre, dobre?

 

Smela: Co w kwestii związku zawodowego?

 

SR: Ja tam pasuje jak pięść do nosa, ty jesteś w radzie nadzorczej chyba, czy masz tam jakieś akcje, to nie bardzo możesz w tym brać udział. Wyślij Miszkę, on się tam nada. Będzie takim naszym okienkiem na związkowy świat.

 

Smela: A on może?

 

SR: Czemu nie? O ile wiem nasze statuty i regulaminy nie regulują pojęcia wrestlera, a w związkowych regulacjach napisane jest, że członkiem związku może być były wrestler jak i czynny. O ile pamiętam, to Miszka był posiadaczem Dark Title, nawet jednym z pierwszych, jak zwycięzca pasa nie spełnia definicji wrestlera, to nie wiem kto miałby spełniać.

 

Smela: Miotła, Automat z Felkocolą i zdjęcie Game’a?

 

SR: Szczegóły, jak Miszka nie przejdzie to popieramy tajemniczego, na końcu Jobbera#2, niech choć tu będzie pierwszym.

 

Smela: Mają mieć jakiś program?

 

SR: Najprostszy z możliwych - cała władza w ręce związków. Jak jest bezkrólewie to im łatwiej nawet będzie.

 

Smela: Nie martwi pana zatrzymanie Kravena?

 

SR: Nie mój cyrk, nie moje małpy. Choćby EWF miało się walić i palić my tutaj będziemy oazą spokoju i pewności. Tak nam dopomóż Dark Avenger. A teraz wypad, bo się bawię.

 

 

---------------------------------------------------------------------------------

San Jose, Kostaryka, do Wrestlepaloozy pozostały dwa dni

---------------------------------------------------------------------------------

 

 

Jak poinformował nas przed chwilą realizator, jesteśmy w stolicy Kostaryki. Dokładniej gdzieś niedaleko miejscowego Muzeum Narodowego. Na środku ulicy znajduje się, rozłożony i dość długi czerwony dywan, prowadzący do schodów na których widzimy mównicę. Jak informują nas miejscowe plakaty, to tu za niecałą godzinę ma się odbyć oficjalny wjazd SR-Crazy’ego do miasta. Z tej okazji EWF World Champion przygotował różne niespodzianki i atrakcje. Można nazwać to festynem dla pospólstwa, a dla lepszej części miasta ma odbyć się wieczorem raut w jednej z miejscowych willi. Przy drodze zebrało się wiele ludzi, natomiast na podwyższeniu pojawił się stary żyd, dobrodziej. Wtedy poczęła grać muzyka i piękny korowód zaczął sunąć ku centralnemu placu. Na przodzie szli muzycy, trąby ich długie i złociste, wygrywał piękną nutę. Za nimi Miszka z Żydowskim Korpusem, szedł prezentując dumnie swe mundurowe stroje. W końcu i zjawił się gość wieczoru, co go nieśli na tronie. Piękny złotem przyozdobiony tron, na swych barkach nieśli, jeszcze piękniej przyodziani czterej młodzieńcy. Na tym tronie siedział dzielnie, mistrz, nie papież. Zresztą obecny jest nudny, bo by na takie coś nie wlazł. Szaleniec co innego, on lubi decorum. Crazy pozdrawiał tłumy fanów, machając do nich rękoma. Na końcu za wszystkimi, jechał Smela z pomocnikami i rozrzucał złote podkowy. Jak to mówią w Smeli świecie, by popisać się na mieście, rzuć złotą podkowę, będzie nieźle. Tak też czynił i rozdawał swoim fanom wielkie dary, kwiaty, lustra i geschenki, niech się cieszą, będą wdzięczni. Gdy korowód dotarł do mównicy, Crazy zajął pierwsze miejsce. Obok niego się rozstawił, stary żyd ze swoim sprzętem. Miał ze sobą instrumenty, cymbały, harfę oraz dwóch pomocników.

 

Żyd z przymrużonymi na poły oczyma

Milczy i nieruchome drążki w palcach trzyma.

 

Spuścił je, zrazu bijąc taktem tryumfalnym,

Potem gęściej siekł struny jak deszczem nawalnym;

Dziwią się Kostarykańczycy - lecz to była tylko próba,

Bo wnet przerwał i w górę podniósł drążki oba.

 

Znowu gra: już drżą drążki tak lekkimi ruchy,

Jak gdyby zadzwoniło w strunę skrzydło muchy,

Wydając ciche, ledwie słyszalne brzęczenia.

Mistrz zawsze patrzył w niebo czekając natchnienia.

Spójrzał z góry, instrument dumnym okiem zmierzył,

Wzniosł ręce, spuścił razem, w dwa drążki uderzył,

Zdumieli się słuchacze...

Razem ze strun wiela

Buchnął dźwięk, jakby cała janczarska kapela

Ozwała się z dzwonkami, z zelami, z bębenki.

Brzmi Polonez Avengera! - Skoczne dźwięki

Radością oddychają, radością słuch poją,

Dziewki chcą tańczyć, chłopcy w miejscu nie dostoją -

Lecz starców myśli z dźwiękiem w przeszłość się uniosły,

W owe lata szczęśliwe, gdy Justice League

Po zawiązaniu, w EWFowskiej sali

Darka Avengera fetowali;

Gdy przy tańcu śpiewano: "Wiwat Avenger kochany!

Wiwat Crazy, wiwat Bubba, wiwat wszystkie Toole!"

 

Mistrz coraz takty nagli i tony natęża,

A wtem puścił fałszywy akord jak syk węża,

Jak zgrzyt żelaza po szkle - przejął wszystkich dreszczem

I wesołość pomięszał przeczuciem złowieszczem.

Zasmuceni, strwożeni, słuchacze zwątpili,

Czy instrument niestrojny? czy się muzyk myli?

Nie zmylił się mistrz taki! on umyślnie trąca

Wciąż tę zdradziecką strunę, melodyję zmąca,

Coraz głośniej targając akord rozdąsany,

Przeciwko zgodzie tonów skonfederowany;

Aż Miszka pojął mistrza, zakrył ręką lica

I krzyknął: "Znam! znam głos ten! to jest Toolowica!"

I wnet pękła ze świstem struna złowróżąca;

Muzyk bieży do prymów, urywa takt, zmąca,

Porzuca prymy, bieży z drążkami do basów.

 

Słychać tysiące coraz głośniejszych hałasów,

Takt marszu, walki, atak, szturm, słychać wystrzały,

Jęk dzieci, płacze matek. - Tak mistrz doskonały

Wydał okropność szturmu, że kibice drżały,

Przypominając sobie ze łzami boleści

Odejście Avengera, którę znały z pieśni i z powieści,

Rade, że mistrz na koniec strunami wszystkiemi

Zagrzmiał, i głosy zdusił, jakby wbił do ziemi.

 

Ledwie słuchacze mieli czas wyjść z zadziwienia,

Znowu muzyka inna - znów zrazu brzęczenia

Lekkie i ciche, kilka cienkich strunek jęczy,

Jak kilka much, gdy z siatki wyrwą się pajęczéj.

Lecz strun coraz przybywa, już rozpierzchłe tony

Łączą się i akordów wiążą SRy,

I już w takt postępują zgodzonymi dźwięki,

Tworząc nutę żałosną tej sławnej piosenki:

O Crazym tułaczu, który borem, lasem

Idzie, z biedy i z głodu przymierając czasem,

Na koniec pada u nóg Munno wiernego,

A Munno nogą grzebie mogiłę dla niego.

Piosenka stara, EWFowi polskiemu tak miła!

Poznali ją Kostarykańczycy, wiara się skupiła

Wkoło mistrza; słuchają, wspominają sobie

Ów czas okropny, kiedy na Crazy grobie

Zanucili tę piosnkę i poszli w kraj świata;

Przywodzą na myśl długie swej wędrówki lata,

Po lądach, morzach, piaskach gorących i mrozie,

Pośrodku obcych ludów, gdzie często w obozie

Cieszył ich i rozrzewniał ten śpiew wrestlingowy.

Tak rozmyślając, smutnie pochylili głowy.

 

Ale je wnet podnieśli, bo mistrz tony wznosi,

Natęża, takty zmienia, coś innego głosi.

I znowu spójrzał z góry, okiem struny zmierzył,

Złączył ręce, oburącz w dwa drążki uderzył:

Uderzenie tak sztuczne, tak było potężne,

Że struny zadzwoniły jak trąby mosiężne

I z trąb znana piosenka ku niebu wionęła,

Marsz tryumfalny: Jeszcze Crazy nie zginął!...

Marsz Crazy do Polski! - I wszyscy klasnęli,

I wszyscy: "Marsz Crazy’ego!" chorem okrzyknęli!

Muzyk, jakby sam swojej dziwił się piosence,

Upuścił drążki z palców, podniosł w górę ręce,

Czapka lisia spadła mu z głowy na ramiona,

Powiewała poważnie broda podniesiona,

Na jagodach miał kręgi dziwnego rumieńca,

We wzroku, ducha pełnym, błyszczał żar młodzieńca,

Aż gdy na Crazy’m starzec oczy zwrócił,

Zakrył rękami, spod rąk łez potok się rzucił:

"Mistrzu, rzekł, Ciebie długo EWF nasza

Czekała - długo, jak my Żydzi Mesyjasza,

Ciebie prorokowali dawno między ludem

Śpiewaki, Ciebie niebo obwieściło cudem,

Żyj i wojuj, o, Ty nasz!..." Mówiąc ciągle szlochał,

Żyd poczciwy Ojczyznę jako EWF kochał!

Crazy mu podawał rękę i dziękował,

On, czapkę zdjąwszy, wodza rękę ucałował.

 

Po skończonej pieśni, Crazy wstał ze swojego tronu, podziękował żydowi staremu tuląc go w ramiona, a następnie podszedł do mównicy.

 

SR: Witajcie... ludzie!

 

Cheer

 

SR: Dawno mnie nie było w tym kraju, w ogóle chyba nigdy tu nie byłem. Może przelotem lub przejazdem, w sumie to się nawet nad tym nie zastanawiałem, stary już jestem. Pewnie się zastanawiacie po co tu jestem. W końcu bale i rauty można wydawać w lepszych miejscach. W sumie coś w tym jest, ale nie zapominajmy o tym, kim jestem. Nie jestem przecież starym arystokratą, którego aktywność ogranicza się do chodzenia na przyjęcia. Ja jeszcze walczę w EWF. Wielu niestety o tym zapomina, a nie powinni. W końcu jestem mistrzem, a nie jakimś podrzędnym wrestlerem. Dlatego dziś przypomnę wszystkim kim jestem i wygram następną walkę, zbiję Bidama i Vaclava, bo jestem najlepszy!

 

Cheer

 

SR: Zanim to jednak nastąpi, postanowiłem urządzić wam ten dzisiejszy festyn, jedzenie i alkohol na mój koszt!!!

Cheer

 

SR: Później będzie bal, ale to już nie dla was. Niestety… chciałbym, ale wiecie. Tyle z informacji organizacyjnych. Teraz opowiem coś może o EWF. Wiecie pewnie, że ostatnio w mediach trochę tam mnie szkalują, wręcz obrażają. Zajmuję się niby bardziej wyrafinowanymi imprezami, niż walką. To kalumnie i oszczerstwa. EWF i walki nadal u mnie są na prawie najwyższym miejscu, wyżej cenię tylko swoich kibiców!!!

 

Cheer

 

SR: To dla was walczę i działam i każde moje zwycięstwo na korcie... to znaczy na ringu, dedykuję wam. To wy mnie niesiecie do zwycięstw i wspieracie w trudnych chwilach. Nie rozumiem dlaczego media uparły się na krytykowanie mnie, za te moje aktywności niezwiązane bezpośrednio z wrestlingiem. Jak Scyther, Psycho i Vaclav chodzą narąbani jak stodoły, to nikt na nich nie zwraca uwagi, a w czym ja gorszy? Nie upijam się i piję drogie wina oraz urządzam staropolskie polowania, czy w tym jest coś złego? Czy to kogoś obraża? EWF to moje główne zajęcie, a reszta się nie liczy. Jest tylko mój pas, ja i kolejni rywale, którym trzeba wybić pokonanie mnie z głowy. Tak... to chciałem powiedzieć, śmierć Mamelukom!

 

Cheer

 

SR: Ostatnia gala nie była dla mnie i dla mego przyjaciela Bubby najszczęśliwsza. Co prawda kolega wygrał swoją setną walkę, ale straciliśmy swoje pasy. Dzięki Bubba, jesteś wielkim wrestlerem i kolejny raz to udowodniłeś. Sto walk w ringu? Prędzej na zawał zejdę, niż dobije do takiego wyniku. Chciałbym powiedzieć, że nie jestem zły, ani zmartwiony porażką. Takie rzeczy zdarzają się w wrestlingu, nie ma wrestlera, który tylko wygrywa i pewnie nigdy takiego nie będzie. Smutna to konstatacja, ale szczera i prawdziwa. Walki drużynowe rządzą się swoimi prawami i trudno przenosić wyniki w nich uzyskane, na takie w których walczysz bez partnera. Nie mieliśmy ostatnio czasu się zgrać z Bubba, stąd i ta porażka. Cóż, zdarza się nawet najlepszym, nie ma co do tego wracać. Z ciekawszych informacji, muszę powiedzieć, że bardzo raduję mnie powrót Nasa, bywaj zdrów towarzyszu, mam nadzieję, że Syryjczycy nie uszkodzili ci tego lub owego i wrócisz niedługo do formy, spierzesz parę tyłków, a później dostaniesz po swojej uroczej mordce. Co do aresztowania Kravena, to myślę, że szybko go wypuszczą. Nie ma co się bać o EWF, ono potrafi się sobą rządzić, jest wielu dobrych ludzi, którzy się mogą zająć naszą federacją. Na ich cześć wydam później bankiet. Ewentualnie, w ostateczności, zawsze może wrócić duch Game’a lub będzie nami rządzić jego zdjęcie, to byłby dobre rządy. Choć Smela mówi, że powinienem być jak Konrad. Jak to szło...

 

Daj mi rząd dusz! - Tak gardzę tą martwą budową,

Którą gmin EWF zowie i przywykł ją chwalić,

Żem nie próbował dotąd, czyli moje słowo

Nie mogłoby jej wnet zwalić.

Lecz czuję w sobie, że gdybym mą wolę

Ścisnął, natężył i razem wyświecił,

Może bym sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił -

Bo jestem nieśmiertelny! i w stworzenia kole

Są inni nieśmiertelni; - wyższych nie spotkałem. -

Najwyższy na niebiosach! - Ciebie tu szukałem,

Ja najwyższy z czujących na ziemnym padole.

Nie spotkałem Cię dotąd - żeś Ty jest, zgaduję;

Niech Cię spotkam i niechaj Twą wyższość uczuję -

Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niej drogę!

O prorokach, dusz władcach, że byli, słyszałem,

I wierzę; lecz co oni mogli, to ja mogę,

Ja chcę mieć władzę, jaką Ty posiadasz,

Ja chcę duszami władać, jak Ty nimi władasz.

 

SR-Crazy kończy mówić.

 

SR: To nawet dam dalej leciało i się rymowało i takie tam. Wydaje mi się, że postawa żądnego Konrada nie pasuje do zblazowanego balami Szaleńca. W każdym razie na dzień dzisiejszy władza mnie nie interesuje, nie chce jej, gardzę nią. Władza korumpuje i czyni złym, jak to mówił Saint-Just: "Nie można królować niewinnie, oszustwo tego jest nazbyt wyraźne. Wszyscy królowie są buntownikami i uzurpatorami". Nie dla mnie więc te zaszczyty i władza, ja zajmuję się walką i balami, bo to piękniejsze, a ty EWF bij się tam na górze.

 

Cheer

 

SR: Nie wiem po co ten cheer. Dobrze, omówiliśmy już poprzednią galę, trochę pośpiewaliśmy, to może teraz coś powiem o następnej gali. Ta zapowiada się całkiem smakowicie. Walka wieczoru z Bidamem oraz Vaclavem to na pewno coś o wiele ciekawszego, niż Bidam i Franko w tag teamie. Nie oszukujmy się, ostatnio nie lubię walczyć drużynowo, ale o tym już mówiłem. Ja uwielbiam stać sam naprzeciw złu, bez żadnych pomocników, bez żadnych teamów, tylko ja i mój lub moi rywale. Cieszę się więc, że mogę bić się w takiej konfiguracji na następnej Wrestlepaloozie. Gallopinto Hardcore Brawl? Ciekawa stypulacja, tylko nie za bardzo wiem co ona ma znaczyć? Wiecie wy może? Mam w jak najbardziej hardcorowy sposób zjeść ryż? Może będziemy obrzucać się fasolką? Może wy coś, moi drodzy kibice wiecie na ten temat? Może w tutejszej federacji, jest to jakiś standardowy rodzaj walki? Ja nie wiem o co chodzi, a narodowe powiedzenie mówi, że w takich przypadkach chodzi o pieniądze. No nie wiem, czy to dziś tutaj pasuje. W każdym bądź razie, nie ważne na czym będzie polegać ta walka, czy będziemy w siebie rzucać jedzeniem, czy po prostu będzie to dobry hardcore match, to nie ma dla mnie znaczenia. Dziś jutro, za tydzień i za rok, to ja jestem i będę najlepszym wrestlerem w tej federacji. Żaden Vaclav lub Bidam mi nie podskoczy, bo im od razu walnę dzwona między oczy. Taka jest prawda, przykre to dla nich, ale jak najbardziej prawdziwe. Nie moja wina, że wszyscy świetni wrestlerzy, wymarli śmiercią naturalną lub też nabawili się kontuzji spadając ze schodów. Choć Yoshi w sumie świetny nie był, ale z grzeczności mówię to, by się nie smucił. Wspomnijmy czasem Yoshiego, to słodki koleś był i na pewno pomógł by mi w organizacji rautów i tym podobnych. Choć pewnie chciałby je przesycić azjatyckimi wstawkami, ale bym go utemperował. O czym to ja mówiłem? Aha, Vaclav, Bidam lubię nawet was trochę, ale niestety tak nie może być, byście sobie tutaj przychodzili i rzucali wyzwanie o moje World Title. Nie wygracie za dwa dni, nie wygracie też za miesiąc, czemu? Chyba dobrze wiecie, jestem na was za dobry, za wysokie progi moi kochani. Poza tym nie musze wspominać, że jesteście Mamelukami!

 

Cheer + Mameluki!

 

SR: Jakie to uniwersalne słowo, te Mameluki. Nawet tutaj dotarło i wy je umiecie powtarzać, zdolności językowe narodów tego świata, aż mnie zaskakują. Szkoda, że ja nawet tak dobrze nie znam swojego ojczystego języka i błędy robię w co drugim zdaniu. Jednak mam szczęście, bo przynajmniej nie jestem Mamelukiem!

 

Cheer + Mameluki!

 

SR: Dokładnie tak, amen albo ahmed jak to Hangman mówił. O kim by tu pomówić najpierw? Może o Bidamie? W końcu on jest młodszy od Wacka i jego pseudonim, imię, czy co to w ogóle jest, zaczyna się na literę B. B jak Bidam, sam do tego doszedłem. No więc Bidamie mój drogi. Twoje w sukcesu w EWF są całkiem spore, zważywszy na fakt, że jesteś bardzo krótko z nami. Wspinasz się po wrestlingowych szczytach z gracją Snake'a w PCW. Zawsze mnie ciekawiło jak wygląda połączenie Mongoła z Koreańczykiem i do tego tym z północnej części, no i proszę, 10 lat rozważań i rozmyślań i zjawiasz się ty. W sumie nic ciekawego, ciekawi mnie teraz połączenie żyda z chińczykiem lub czarnym, może niedługo pojawi się taki wrestler w EWF. Wracając jednak do naszego kochanego Bidamczyka, to można być pod wrażeniem tego co osiągnąłeś w swym wrestlingowym życiu. Już dwa razy wygrałeś ze mną, jak to możliwe? Co prawda w pojedynkach jeden na jeden, nie masz ze mną szans, wybiłem ci z głowy pokonanie mnie w Chairshot Survival Matchu, ale jednak ciągle chłopiec zwany Bidamem, chce stawiać mi opór i chce ze mną walczyć. Znowu spotkaliśmy się na poprzedniej gali, przegrałem, przyznaję to szczerzę. Ktoś mógłby powiedzieć, że skoro wygrywasz ze mną w tag teamach, to niedługo przyjdzie pora na wygranie w normalnej walce. Nie myślę ja o tym w ten sposób. To prawda, że z Franko tworzycie całkiem niezły i udany duet. Imponujący wręcz! Ty bez włosów, a on taki włochaty. No i walczyć umiecie, w końcu macie chyba wszystkie pasy oprócz mojego, a to już coś znaczy. Jednak pojedynki jeden na jeden toczą się innymi prawami. Możesz pokonywać Bubbę, możesz wygrywać z Szakalem, możesz wreszcie bronić swojego tag titles z innymi frajerami z rosteru, ale w walce ze mną, gdy jesteśmy tylko my lub ewentualnie jakiś leśnik z Sherwood, to nie masz szans lub ewentualnie nawet razem nie możecie się ze mną równać. Przykro mi to mówić, bo nawet trochę cię lubię, ale taka jest niestety prawda i nie ma co owijać w bawełnę. Może kiedyś jak podrośniesz, nabierzesz doświadczenia, dostaniesz parę razy po mordzie, to staniesz się lepszy i będziemy prowadzić bardziej wyrównane pojedynki, bo na dzień dzisiejszy to nie masz szans w starciach ze mną. Możesz się pieklić, możesz opowiadać dowcipy, udawać przygłupa, pełnić jakieś dziwne role w związku z porwaniami, możesz w sumie robi cokolwiek chcesz, możesz nawet trenować cały dzień, nie przesłoni to jednak prawdy, jaką jest fakt, że nie masz do mnie startu. Tak już jest i koniec, z tym się człowiek rodzi i z tym się nie dyskutuje. Mameluku!

 

Cheer + Mameluk!

 

SR: Dokładnie tak, mój Mameluku mały, możesz być dzielny i odważny, ale to nic ci nie da, bo i tak pojutrze ze mną przegrasz. Wybacz mi kochany, nie lubię niszczyć dziecięcych marzeń, ale taka jest prawda. Na następnej Paloozie to ja będę zwycięzcą, a ty będziesz pokonany leżał w dole jakimś i błagał o to, by się ponownie nie musieć ze mną spotkać. Taki jest krąg życia i z nim niestety nie jesteś w stanie sobie poradzić, ale pociesze cię już teraz. Może za czternaście miesięcy i 3 dniu uda ci się wreszcie zdobyć EWF World Title, w końcu kiedyś mi się ono znudzi i nie będę go bronić z taką pasją i zaciętością. Na razie ten pas na moim ramieniu (Crazy pokazuje na EWF World Title) to pewna nowości i ciekawostka, której mam zamiar bronić jak Rejtan wstępu do sali. O tak, będę bronił jak Branicki niepodległości. Nie ma ze mną szans żaden Bidam, czy ktoś inny. Wiem, że powinienem być mentorem dla młodych, wspierać ich i dawać szansę. Nie ma jednak co mamić młodzieży, zbyt optymistycznie podchodziłem do młodych chłopców co brali udział w programie Wyspa2009 i jak to się skończyło? Większość z nich to były patafiany takie, że głowa mała, ale ja w nich wierzyłem i mówiłem sobie, że to właśnie tacy młodzi chłopcy, może jeszcze nie młode wilki, ale takie ziarenka... co to wykiełkują niedługą i zbierzemy duży plon. No i dupa z tego wyszła...

 

Cheer + dupa!

 

SR: Tu się nie ma z czego cieszyć. Bidamowi oczywiście daleko do tak niskiego poziomu, jaki prezentowali uczestnicy i balowicze z Wyspy, ale ten program mnie nauczył jednej ważnej rzeczy. Nie można słabszym dawać zbyt dużych nadziei. Żadnych marzeń o mistrzostwie panie Bidam, żadnych marzeń. Mam nadzieję, że stoczymy ważny, fajny i epicki pojedynek, jednak niech pan nie przywiązuje zbyt wielkich nadziei do tego main eventu. Jestem o wiele lepszy, sprytniejszy, starszy, mądrzejszy i mam większy gaz w nogach. Nie ma ze mną Bidamczyk najmniejszych szans, tym bardziej, że jest Mamelukiem!

 

Cheer + Mameluk!

 

SR: Czym się zajmują Mameluki?

 

Przegrywaniem!!!

 

SR: Dokładnie tak, uwielbiam tę moją interakcję z publicznością, niektórzy by mogli uczyć się ode mnie. Podsumowując jednak moje długie i już nudnawe wywody na temat Mongoła. Jest to bardzo dobry zawodnik, umie się bić i ogólnie jest miły w obyciu, szkoda tylko, że ciągnie się za nim smrodek z tymi porwaniami. Ja tam do końca nie wierzę w oficjalne wersje wydarzeń, władze zawsze coś tam tuszują, ale jak to mówię: nie mój cyrk, nie moje małpy. Bidam jakkolwiek by pojutrze nie był, to nie jest w stanie zagrozić aktualnemu mistrzowi. Nie ten poziom, nie ta bajka, nie ten cyrk, smutne to, ale prawdziwe. Mameluki do domu!

 

Cheer!

 

SR (nucąc): Choć prawda boli mnie, ja wierze, że nie rozpocznie walki nie przygotowując się, dziś moje myśli zabijają mnie czy wpierdolić mu mocniej, czy też lżej .

 

Cheer!

 

SR: Tak panie Bidamie, warto panu raz na zawsze wybić myśl z głowy, że może pan wygrać z posiadaczem EWF World Title. Może i on na szali nie będzie leżał, ale ja lubię niszczyć głupie i bluźniercze myśli w zarodku. Panie Bidamie liczę na dobrą i piękną walkę, mam nadzieję, że się pan nie podda i nie rzuci białego ręcznika. Niech się pan nie martwi, bo dostać ze mną, to jak mieć zdjęcie z Diego Maradoną, sam zaszczyt, nic więcej. Mameluki!!!

 

Cheer!

 

SR: Tym radosnym akcentem przechodzimy do kolesia, co rozsiewa swoje plemniki jak wiosna maj albo zioła, zapomniałem jak to leciało. Panie Vaclavie, nie jest pan za stary na wyzywanie mnie na pojedynek? Mecenasowi Ekstremy chce się rzucać na starość wyzwania jakiemuś mistrzowi EWF? Nie woli pan osiągać kolejnych szczytów walcząc w różnych mniej lub bardziej ciekawych hardcore matchach? Czy bójki na latarniach morskich, light tubes matche oraz ostania walka z Szakalem nie powinny być wyznacznikiem pana stylu i poziomu? Po co pchać się do najlepszych, jak pan tam nie jest zapraszany. Nie może pan bawić się w te ekstremalne walki, agresję, zło i zadawanie sobie bólu. Muszę powiedzieć, że pan sobie w takich walkach całkiem nieźle radzi, widziałem nawet kawałek pana ostatnie walki z Szakalem. Brutalne i nawet interesujące widowisko, szkoda by było, gdyby zaczął pan marnować swój talent, dostając ode mnie po mordzie, w kolejnych pojedynkach. Ja rozumiem, że EWF World Title, to całkiem fajna zachęta do bicia się i do walczenia, ale po co pchać się na afisz, gdy się nie potrafi? Nie lepiej siedzieć w swoim cieplutkim grajdole i tam walczyć z różnymi, mniej lub bardziej ciekawymi ziomkami. O, a może by tak zacząć aspirować do FTW Title? Gangsta by się ucieszył, gdyby pan kontynuował hardcorową tradycje tego pasa. O ile dobrze pamiętam, to chyba z cztery razy już spotykaliśmy się na ringu i zawsze pan dostawał po mordce. Naprawdę chce pan kolejny raz to przeżyć? Tak bardzo cieszą pana porażki? Mi to bez różnicy komu obijam twarz, ale chyba panowie, którym tę mordę pobijam, to chyba nie bardzo się z tego cieszą. Powinien pan celować, gdzie pana miejsce, czy naprawdę uważa pan, że Mameluki powinny się pchać tam, gdzie nie ich miejsce?

Cheer! + Mameluki!

 

SR: Dokładnie tak, panie Vaclavie, nie masz pan szans w następnym naszym pojedynku, przykro mi. Taka jest jednak smutna prawda i skoro już Bidama uświadomiłem, to i pana uświadomię w tej kwestii. Szkoda będzie oglądać pana umęczone ciało leżące bez sił w ringu lub poza nim, ale niestety pańscy kibice po następnej Wrestlepaloozie zobaczą taki widok. Podobno zdobył pan na Kubie paru kibiców, myślę, że kostarykańscy fani ucieszą się, jak panu wpierdolę. Ty Mameluku ty!

 

Cheer!

 

SR: Szkoda, że przegra pan następną walkę, ale tak to jest, jak chce się wskoczyć na wyższy poziom. O ile w przypadku pana Bidama widzę, jeszcze jakieś nadzieje na EWF World Title, to u pana będzie gorzej. Gdzie pan się tak pcha? Tak bardzo się panu nudzi w tej sferze zdolnych i dobrych, ale nie zasługujących na najwyższy pas. Ja tam prawie całe wrestlingowe życie spędziłem i nawet mi się na szczyt nie śpieszyło, ale co robić. Jak na górze bezkrólewie, a obok mnie same wrestlingowe karły. Ja to wręcz nie miałem wyboru, działałem w stanie wyższej konieczności, a ty? Po co ci to stary, siedź sobie w swojej niszy. Tam ci chyba dobrze, tacy hardkorowcy, to są bardzo ostatnio potrzebni. Ty wiesz, że jak szukałem połykacza ognia, by wystąpił tutaj na festynie, to miałem ogromny problem, by znaleźć takiego ziomka? Ty wiesz, że trzeba takich przepłacić, dopłacić, przyklepać i doklepać, wiesz jaki duży problem w Polsce i na świecie ze znalezieniem połykacza ognia? Nie myślałeś o takiej karierze w tym kierunku? Co? Moim zdaniem świetna ścieżka kariery dla takiego hardcorowca. Mógłbyś być w tym najlepszy na świecie i bawić tłumy i cieszyć małe dzieci. Pomyśl o tym, bo naprawdę to sporawy problem, który trzeba będzie prędzej lub później rozwiązać, bądź pierwszy i zrób wielką karierę, niczym wielki iluzjonista. Kostarykańczycy będziecie mieli połykacza ognia na festynie, cieszycie się?

 

Cheer!

 

SR: Ja też się cieszę, szkoda, że nim nie będzie Vaclav, naprawdę by się do tego nadawał. Mecenasie Ekstremy, przemyśl moją propozycję i poradę, może naprawdę pomóc ci w karierze, w końcu EWF to nie całe życie. Myślałeś już o emeryturze? Pomyśl za nim będzie za późno, w ZUSie jest dupnie, a bycie połykaczem ognia to całkiem fajna sprawa. Będziesz miał o czym wnukom opowiadać, już dziecko masz, więc zabezpiecz się na przyszłość. Możesz bawić się w nieuznawanie dziecka, ale czy myślisz, że jakiś sąd ci przyklepie to? Jesteś ojcem i tyle, weź odpowiedzialność za to, a nie się rzucasz na lepszych i silniejszych. Dobrze? Choć minimum odpowiedzialności za swojego potomka, Mameluku zakichany!

 

Cheer + Mameluku!

 

SR: Odchodząc na chwilę od tematu naszego leśnego skrzata, chciałbym powiedzieć, że Miszka bardzo się nadaje na związkowca. Ma wieloletnie doświadczenie w tych sprawach. Na Węgrzech zakładał miejscowe związki jeszcze w czasach komunistycznej opresji. Może jednak tłumił te związki? Ja tam nie wiem, jest spór w doktrynie, akt poginęły i trudno wyciągać jakieś jednoznaczne wnioski z tego, pamiętajcie jednak, że Miszka to dobry chłopak i może pomóc każdemu wrestlerowi w potrzebie!

 

Cheer + Miszka!

 

SR: Tobie Vaclav niestety nie pomoże. Skoro prosisz się o ból, skoro rzucasz mi wyzwanie, to ja na twoją petycję o dostanie w mordę, odpowiem w trybie ekspresowym. Już pojutrze w stolicy Kostaryki dostaniesz tak po twarzy, że cię rodzony synuś nie pozna. Wiem, że ostatnio podobne groźby i zapowiedzi rzucał pan Szakal. Pan Szakal to miły i słodki człowiek, ale jako senator trochę zdziadział na polu wrestlingowym. Nie wiem, może boi się za mocno komuś walnąć, bo mu słupki polecą? Nie moja sprawa, moją sprawą jest Vaclav i to, że muszę w następnym pojedynku z nim wygrać. To mój obowiązek moralny wobec moich fanów, którzy są jak moje małe, bezbronne dzieci. One potrzebują idola, który wygrywa w wielu pojedynkach i praktycznie nie przegrywa. Na Kubie, felixowej ojczyźnie zawiodłem, nie dałem rady spełnić oczekiwań moich kibiców i kibicek. Tutaj, w Kostaryce, ma być i będzie inaczej. Chcę wygrywać i pokonywać moich przeciwników, a ty panie Vaclavie niestety stoisz mi na drodze. Prosisz się o ból, prosisz się o walkę, to ją dostaniesz, pod tym względem jestem bardzo miły i otwarty dla moich wrogów. Jednak nie myśl sobie, że Ci się podłożę lub dam Ci się pokonać. Tydzień dobroci dla obcych wrestlerów skończył się na Kubie, teraz liczy się dla mnie tylko zwycięstwo. Znam cię Vaclav od lat, od wielu lat pętasz się gdzieś pod nogami i wychylasz dzióbek swój okrutny, nie tam gdzie powinieneś. Za tą twoją ciekawość i poszukiwanie przysłowiowego guza, muszę poranić trochę twoją twarz. Przykro mi, bo nawet byłby miły z ciebie chłopak, ale ja nie mogę dopuścić by ktoś taki jak ty mógł wygrać ze mną. Szkoda mi ciebie i smutno mi za ciebie, masz na pewno wielką ambicję, za wielką. Idź tam gdzie jest twoje miejsce, bij się w strefie FTW Title, bij się z Bidamem i walcz z nim, ale tutaj nie przychodź. Po co chcesz się rozczarowywać porażkami i zasmucać. Widziałeś co się stało z biednym, smutnym Nasem? Tak mu wklepywałem, że aż Syryjscy rebelianci postanowili zakończyć jego niedole i porwali go do siebie, jednocześnie zmuszając go do uwłaczających mu występów. Ty też chciałbyś, by porwała cię banda holenderskich homoseksualistów i uprowadziła na swój statek, bo przecież do Hagi, to EWF się raczej nie wybiera? Choć ten scenariusz bardziej pasuję do Karla Danielsa. Nieważne z resztą, o czym to ja miałem mówić? Panie Vaclavie, jest pan naprawdę uroczym młodzieńcem, ma pan za pewne jakiś wrestlerski talent w sobie, ale czy jest sens kopać się z koniem, czy naprawdę chce pan zawracać małym kijkiem Wisłę? Nie lepiej panu ruszyć do domu, spotkać się z dzieckiem, a następnie występować na ringu jako hardkorowy wrestler, który niczego się nie boi i będzie bił się z każdym w różnych, mniej lub bardziej ostrych stypulacjach? To naprawdę byłaby dla pana bardzo duża szansa by zaistnieć i pozostać w świecie polskiego wrestlingu na zawsze i zdobyć swoją własną nieśmiertelność. Wiem, że dziś pana nie przekonam, za miesiąc pewnie tez nie. Myślę jednak, że kiedyś przyjdzie do pana taka autorefleksja, że mógł pan mnie posłuchać i wtedy osiągnął by pan więcej. Tak pozostaje panu być tylko nic nie wartym Mamelukiem!

 

Cheer + Mameluk!

 

SR: Vaclav to nic nie warty Mameluk!

 

Cheer!

 

SR: Dokładnie, tak jesteś nim. Na następnej gali, ja, Bidam i Vaclav damy państwu wielkie show. To będzie prawdziwy wrestling przez duże w. Mam nadzieję, że się państwu tutaj on spodoba, będziemy walczyć dzielnie, nikt nie będzie odstawiać nogi, ani głowy. Na końcu wygram jednak ja. Dlaczego? Bo jestem najlepszy, a moi przeciwnicy są Mamelukami!!!

 

Cheer!!!

 

SR: Teraz natomiast będziemy się bawić, przed państwem długo zapowiadany połykacz ognia. Później natomiast festyn i kurczaki oraz woda za darmo. Bawcie się w moje imię!!!

 

SR-Crazy wraz z Miszką, Smelą i Korpusem znikają gdzieś za mównicą, w ich miejsce pojawia się połykacz ognia, który zaczyna swoje występy.

 

 

 

 

 

 

 

 

-----------------------------------------------

Koniec

Duch Dark Avengera też się bawił.

On przychodzi na każdą potańcówkę.

Na każdy raut.

... i na każdy bal.

A wtedy lecą głowy!

Oj lecą!

Nie zapominajcie o biografii Dark Avengera!

Do nabycia w EWF ShopeZone!

-----------------------------------------------

6886753384ab4cd8908084.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

  • SR

    SR 1 odpowiedź

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...