Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Promocja to skandal!


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  20
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.06.2009
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

[Noc po gali w Legnicy]

 

- Widzisz Craig... to co mówiłem to nie była prawda. Chciałem zobaczyć czy rzeczywiście wierzysz w to, że możesz kiedykolwiek uwolnić się od mojego tronu. Musisz wiedzieć, że ten staż będzie trwał jeszcze wiele, wiele lat za nim będziesz mógł swobodnie odejść, ale wiedz, że wtedy nie osiągniesz już nic w EWF... zaraz, zaraz? Czy Ty coś tutaj osiągnąłeś? Już zawsze będziesz nosić mój wielki, złoty tron...

 

Wielki krzyk rozniósł się po małym pokoju hotelowym w którym zamieszkiwał Crawford. Z niespokojnym oddechem zerwał się on z łóżka do pozycji siedzącej, głośno dysząc. W pokoju tliła się jedynie mała lampka, która znajdowała się tuż obok niego. Oświetlała ona najbliższą ścianę na której widniały trzy plakaty. Jeden z SR-Crazy'm, drugi z Ahmad Szach Massud'em, a trzeci to plakat zapowiadający galę w Legnicy. Craig przetarł krople potu z czoła, rzucając nieco zaspany - nieco przestraszony wzrok na plakat Mentora, parę razy ponownie bardzo głośno dysząc.

 

- Mentorze... dobrze, że to tylko zły sen. Już nigdy nie będę nosić tego cholernego tronu, nigdy!

 

Craig rozejrzał się po pokoju, dotykając parokrotnie swojej klatki piersiowej, jakby chciał się upewnić czy to, co przed chwilą się zdarzyło to tylko zły sen. Po chwili zapewniania swojej przestraszonej duszy padł na łóżko, jakby rażony piorunem i ponownie zapadł w mocny sen.

[Dwa dni przed wylotem do Hawany]

 

Pokój hotelowy w Legnicy stał się na dłużej domem Craiga. W tej chwili leżał on na kanapie z workiem do lodu na prawym barku. Można domyślić się, że to wszystko wina ciężarów, które spoczywały na nim dłuższy czas oraz dwóch stoczonych walk na ostatniej gali.

 

- Cholera, wszystko mnie boli. Myślałem, że mój powrót będzie nieco prostszy, że nie zmęczę się tak bardzo. Gdyby nie Ci idioci w szatni Mentora, obyłoby się bez tego całego cyrku na backstage'u. Jednak co poradzić? Właściwie... dlaczego ja mówię sam do siebie!?

 

Craig szybko potrząsnął swoją głową rozglądają się dookoła siebie. W jednym momencie zrobiło mu się niesamowicie głupio, że z jedyną osobą, którą może porozmawiać od serca... jest on sam. Krótkie przemyślenia nad sensem tego zdarzenia przerwał dzwonek telefonu dobiegający z małej szafeczki nocnej. Craig mimo sporej niechęci do ruszania się sprzed wygodnej kanapy podniósł się i ruszył w stronę telefonu

 

- Craig Crawford, słucham?

 

Przez nieco ponad minutę Craig zupełnie się nie odzywał. Nasłuchiwał tylko głosu w słuchawce, a jego oczy z każdym wypowiedzianym słowem rozmówcy robiły się większe i większe - jakby Crawford odpakowywał dobrze zapakowany urodzinowy prezent.

 

- Nie możliwe! Skąd masz w ogóle mój numer!? Tak dawno Cię nie widziałem! Cholera, musimy się spotkać, jak najszybciej!

 

- Zaraz, zaraz!? Jak to będziesz na Kubie!? Chcesz powiedzieć, że przylecisz na moją następną walkę!?

 

- Stary, zostaw mi swój numer telefonu. Skontaktuje się z Tobą, jak tylko wyląduje na Kubie. Nie wiem jeszcze, jak stoję z hotelem, ale na pewno się do Ciebie odezwę!

 

Craig zakończył tajemniczą rozmowę energicznie odkładając słuchawkę telefonu. Ruszył w stronę lodówki otwierając ją, po czym lekko cmoknął ustami na znak niezadowolenia

 

- Czy ja nigdy nie potrafię zamówić sobie nic słodkiego do pokoju!?

 

Obraz całkowicie zanika.

 

Obraz pojawia się, aby towarzyszyć Craigowi przy odprawie na lotnisku oraz zaraz po tym, jak wsiada on do samolotu. Przez krótką chwilę widzimy samą fazę lotu kończącą się szczęśliwym lądowaniem na Aeropuerto Internacional José Martí. Kamera odprowadza Craiga do jednej z taksówek przed portem lotniczym i udaje się tuż za nią do wynajętego przez służby EWF hotelu.

 

Obraz całkowicie zanika.

 

[Tydzień przed Wrestlepalooza CXX. Hawana, Kuba]

 

Craig zaraz po tym, jak zameldował się w swoim hotelu, rozpakował wszystkie swoje rzeczy, a ściany pokoju przyozdobiły trzy wcześniej wspomniane plakaty. Był to nie kto inny, jak plakat Mentora; SR-Crazy, plakat patrona debiutantów Ahmad Szach Massud'a oraz plakat zbliżającej się gali. Na ostatnim z plakatów widniała zapowiedź wszystkich walk na Wrestlepaloozie CXX. Jako pierwszą wyznaczono walkę Craig Crawford vs Fergus Lumsden vs Won Wei. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że pierwszy z zawodników wpatrywał się głupio w plakat mamrocząc coś do siebie pod nosem.

 

- Triple threat match, ciekawe. Jak sądzisz... to idealny moment na to, żeby większa rzesza ludzi o mnie usłyszała, jak myślisz? Jak sądzisz? Tylko nie milcz jak zwykle, widzisz jak bardzo mnie nakręca fakt, że w końcu wróciłem w szeregi EWF. Czy może być coś lepszego, jak pokonać dwóch wrestlerów na raz, powiedz?

 

Jednak w hotelowym pokoju nie było słychać nic poza lekko popsutą klimatyzacją, przypominającą raczej warkot traktora niż urządzenie do chłodzenia powietrza. Craig jednak nie przejmował się brakiem reakcji na swoje słowa, kontynuując.

- Właściwie jesteś mi nie potrzebna. I tak nigdy nie potrafisz podnieść mnie na duchu, a przez Ciebie mam tylko cholerne problemy. Mam do Ciebie też prośbę. Na czas gali zostań tutaj w hotelu. Tak będzie lepiej dla Nas dwojga, uwierz mi.

 

Craigowi ponownie odpowiedziała głucha cisza, jednak on sam utonął w wielkim uśmiechu, cały czas wpatrując się ślepo w plakat gali. Po chwili lekki impuls przywrócił go do żywych. Crawford otrzepał się nie wiadomo z czego, sięgnął do swojej kieszeni po pogniecioną karteczkę i wykręcił numer znajdujący się na niej.

- Cześć. Dotarłem właśnie na Hawanę. Tak, tak - jestem już na miejscu. W sumie nie mam nic większego do roboty, więc może się gdzieś spotkamy? Nie znam za bardzo tego klimatu, poczekaj, niech zerknę na mapę. Gdzieś tutaj, jest plaża... Bacu... ba... Bacura... BACURANAO. W końcu to z siebie wydusiłem... to jak, za godzinę? W porządku, do zobaczenia.

 

Kolejna tajemnicza rozmowa ponownie rozpaliła w Craigu niespotykany impuls podniecenia. Szybkim ruchem przebrał się w lekkie ciuchy - mimo października na Kubie panowała całkiem ładna pogoda - wsiadając do zamówionej taksówki, ruszając w stronę plaży.

 

[Plaża Bacuranao]

 

Mimo, że pogoda dopisywała - trudno było odnaleźć na plaży zapalone osoby do brania kąpieli słonecznych. Więcej można było naliczyć turystów w niczym nie przypominających tutejszych mieszkańców. Wśród nich znajdował się Craig. Siedział on tuż przy plaży obserwując spacerujących ludzi. Można było odnieść wrażenie, że na siłę stara się wypatrzyć kogoś pośród tłumu.

Po chwili na jego obolały bark spadł dość mocny cios. Był on bardziej przyjacielskim niż zamierzonym uderzeniem. Craig aż zerwał się z krzesła od razu kierując wzrok na towarzysza przez którego przypomniał mu się staż u Mentora. Jego mina od razu przejawiła się w wielki szczery uśmiech. Na przeciw niego stał niewielkiej postury człowiek. Z wyglądu przypominał typowego amerykańskiego mężczyznę. Na oko mógł mieć ze trzydzieści parę lat. Oboje runęli sobie w ramionach na powitanie - po czym szybko zasiedli na krzesełkach w miejscowym barze.

 

- Craig, jak dawno Cię nie widziałem! To znaczy kłamię - widziałem Cię ostatnio w telewizji na gali! Naprawdę pokazałeś kawał dobrego wrestlingu przyjacielu!

 

- Dalej nie mogę uwierzyć, że Cię widzę Erick! Od czasu, kiedy wróciłem z tej nieszczęsnej wyspy i pod Twoją opieką dochodziłem do siebie nie mogłem doczekać się chwili, kiedy znowu się zobaczymy! To Tobie zawdzięczam powrót w szeregi EWF! Masz u mnie wielkie, zimne, pyszne piwo! Właśnie, właśnie! Barman, poprosimy dwa piwa!

 

Barman lekko się krzywiąc, jednak rozumiejąc niektóre słowa Craiga ruszył w stronę szklanych kufli mozolnie je napełniając, nie przejmując się zbytnio dwójką rozentuzjazmowanych facetów.

 

- Daj spokój! Przecież znamy się od małego, musiałem Ci pomóc, bo Twój stan był opłakany. Sam dobrze wiesz, że potrzebowałeś pomocy, a jako Twój przyjaciel nie mogłem zostawić Cię samego! Opowiadaj lepiej co u Ciebie!

 

- Jak widziałeś. Znowu zaliczyłem debiut w EWF i poszło mi zupełnie dobrze. Dwie stoczone walki - chociaż jednej z nich w ogóle nie planowałem - dwie wygrane. Czy mógłbym wyobrazić sobie coś lepszego? Wydaje mi się, że nie.

 

- Tak, widziałem. Szczególnie podobała mi się ta pierwsza, kiedy rozniosłeś wręcz tego śmiesznego, skaczącego żółtka. Uwierz mi, że nigdy nie widziałem, żeby chińczyk tak szybko i wysoko skakał... no chyba, że polował na psiaka do swojej knajpy na jakiś nowy przysmak.

 

Oboje wybuchnęli gromkim śmiechem. W tym samym momencie barman podał mężczyzną dwa kufle piwa. Jednak coś przykuło uwagę Craiga - na jednym z nich widniało logo EWF, a na drugim twarzy Won Wei'a.

- Moment, moment! Czy to są jakieś żarty!? Co to jest!?

 

Barman lekko zmrużył oczy, ponieważ nie mógł do końca zrozumieć o co chodzi Craigowi. Po chwili gestykulacji oraz domysłów wreszcie dowiedział się o co chodziło nowemu wrestlerowi federacji.

 

*Mocno łamany angielski* - Widzisz te plakaty? Promocja najbliższej gali? Kufle? Promocja nowych gwiazdek EWF. Czemu Cię to dziwi!?

 

- Czemu mnie to dziwi!? Przecież też jestem cholernym nowym zawodnikiem w federacji więc chciałbym dla siebie i dla swojego przyjaciela kufel z moim wizerunkiem, rozumiesz!? MOIM!

 

*Mocno łamany angielski* - No właśnie nie rozumiem! To moja praca, proszę nie zawracać głowy tylko pić i płacić!

 

Craig lekko podłamany złapał kufel z wizerunkiem Wei'a upijając z niego parę większych łyków piwa, krzywiąc się przy tym niemiłosiernie.

 

- Widzisz Erick? Jeszcze mnie tutaj nie doceniają! Ten skośnooki gnojek już pojawił się w jakiś promocjach, a ja!? Dalej nikt nie wie o moim istnieniu... przez niego nie smakuje mi nawet to piwo!

 

Craig cisnął kuflem z wizerunkiem swojego przyszłego przeciwnika o betonową posadzkę, a szklanka rozsypała się na drobne kawałki.

- Daj spokój Craig, kim Ty się przejmujesz? Jutro Ty będziesz, jako twarz promocyjna EWF. Zamów sobie drugie piwo i odpręż się, nie możesz być przecież tak spięty! Zaraz, zaraz... przecież walczycie w Triple threat match, więc kto jest Twoim drugim przeciwnikiem?

 

Craig słuchał co drugie słowo, które wypowiadał Erick. Był w trakcie zamawiania kolejnego piwa i wykłócania się o to, by nie dostać kufla z wizerunkiem chińczyka.

 

- Co mówiłeś!? A, tak, drugi przeciwnik. Wiesz co, sam o nim nie wiele wiem... co mogę wiedzieć o człowieku, który debiutuje i przegrywa dwie ważne walki? Palił licho dark match, ale szansa walki z Bubbą i Szakalem to już coś. Poczekaj, idzie moje piwo...

 

Barman długo spoglądał na kufel zanim wręczył go Craigowi. Warto również wspomnieć, że bar przy plaży był jednym z punktów promocyjnych nadchodzącej gali. Można było w nim zobaczyć wiele plakatów zapowiadających Wrestlepalooze CXX, sporo gadżetów do kupienia, a na małym telewizorze puszczane były skróty walk. Crawford szybkim ruchem zgarnął swój kufel, zanurzając w nim usta. Piwo było tak dobrze schłodzone, że wcześniejsze łyki zostały skwitowane donośnym beknięciem.

 

- To się nazywa dobre piwo. Mimo, że nie pijam go dużo, dzisiaj jest specjalny dzień. Musimy oblać to, że w końcu się spotkaliśmy. Mam nadzieję, że będziesz na żywo oglądać moją walkę. Jeżeli wygram... nie, źle się wyraziłem. Na pewno wygram, a wtedy przejdziemy się na zwycięskiego szampana i może uda mi się rozdać parę autografów.

 

- Jasne, że tak. Z tym, że... znam parę osób z EWF. Nie oglądam gal dość często, ale większość osób kojarzę. Kto to jest Craig?

 

Erick delikatnie stuknął swoim kuflem w kufel Crawforda, próbując ukazać mu twarz znajdującą się na nim. Była to twarz nikogo innego, jak Fergus Lumsden'a. Erick lekko zaśmiał się, jednak próbował zamaskować to biorąc do ust łyk złocistego trunku.

- Ten? A, to nikt - to jest ten cały szkot Ferg... COOOO!? ON TEŻ SIĘ TU ZNALAZŁ!? Nie mogę w to uwierzyć, po prostu nie mogę! Ten wielki i ciężki kloc, który nie potrafi poruszać się w ringu jest twarzą promocji!? Czy wystarczy wejść do ringu w pieprzonej sukience, grać na jelicie kozy czy innego zawszonego zwierzęcia przegrać wszystko co jest do przegrania i promować galę!? NO PO PROSTU KURWA NIE!

 

Craig zerwał się na równe nogi - oczywiście tłukąc kufel ze swoim rywalem o betonową posadzkę - i w dość nerwowy sposób zaczął krzyczeć oraz gestykulować w stronę barmana.

 

- Macie więcej tutaj tego gówna!? Kupię cały ten syf z Wei'em i szkotem, byle nikt więcej z tego nie pił! Rozumiesz!? Sprzedaj mi te cholerne kufle!

 

Barman po raz kolejny musiał domyślać się dziewięćdziesięciu procent słów, które wykrzykiwał w jego stronę Crawford, jednak po chwili domyślił się o co mu chodzi.

 

*Mocno łamany angielski* - Oczywiście, sprzedam! Mamy tego pięć tysięcy na zapleczu, zapakować na wynos? Za każdy kufel liczymy 5$.

 

Craig nieco zbladł, podliczając w głowie kwotę, jaką będzie musiał wydać za wykupienie całej partii kufli. Spojrzał tylko na Ericka, który wręcz dusił się ze śmiechu - jednak nie odrywał ust od swojego piwa, by nie sprawiać większej przykrości Crawfordowi.

 

- Dobra... daj mi dziesięć kufli żółtka i faceta w spódnicy. Przynajmniej uchronię dwadzieścia osób od tej porażki. Chodź Erick, musimy zniszczyć te cholerne szkło. Po prostu musimy!

 

Po zapłaceniu wszelakich rachunków, dwójka przyjaciół wybrała się w stronę hotelu Ericka piechotą. Opowiadali sobie przez całą drogę co słychać u jednego, jak i u drugiego. Co jakiś czas rozmowę przerywał odgłos tłuczonego szkła - to Craig wyrzucał za siebie kufle wprost na chodnik, które momentalnie zamieniały się w drobinki szkła.

 

- No cóż Craig, jesteśmy na miejscu. Dzięki, że oddzwoniłeś i mogłem się z Tobą zobaczyć... mam nadzieję, że ta sytuacja z baru nie zachwieje Tobą!

 

Craig oddawał właśnie ostatni rzut kuflem daleko przed siebie. Wziął dość głęboki oddech, kierując wzrok na swojego przyjaciela.

 

- Nie martw się Erick. Wszystko jest w porządku. Nie martwię się zupełnie o szkota. Widać, że jest stworzony tylko po to, żeby stać w miejscu i zbierać oklep od każdego nowego wrestlera. Boje się tylko, że chińczyk będzie chciał się na mnie zemścić. W końcu te cholerne ludziki z Triad czy innych Yakuz potrafią się mścić, a znając ich powiązania to ma tam jakiegoś wujka i będzie mnie nim straszyć.

 

- Daj spokój. Nie możesz sobie nic uroić przed walką, bo wrócą wspomnienia z wyspy, chyba tego nie chcesz?

 

- Oczywiście, że nie... Chce po prostu wygrać. Wygrać tą walkę i każdą następną, a następnej kolejności stanąć do walki o EWF title... stać mnie na to, jestem pewien. Poza tym, co może Wei? Cichy chłopaczek z przegraną, która usiadła mu na psychice, a w drodze już kolejna przegrana... Boję się, że jak zawalczy ze mną jeszcze parę razy to psychika może siąść zupełnie i zakończy przygodę z EWF za nim się zaczęła.

 

- Życzę Ci tego Craig. Uciekam już do siebie. Trzymaj się, mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze przed Twoją walką. Postaram się o bilety w pierwszym rzędzie. Zdzwonimy się!

 

Craig odprowadza przyjaciela wzrokiem po czym zatrzymuje jedną z kubańskich taksówek. Wsiada do środka i kieruje się w stronę swojego hotelu.

 

Obraz całkowicie zanika.

-------------------

No to oddaje pierwszy swoje wypociny.

  • 2 tygodnie później...
  • Odpowiedzi 1
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Craig

    1

  • Prinse

    1

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  180
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  13.07.2012
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Bardzo miły rp. Przyjemnie mi się czytało, zaciekawiła mnie również druga osobowość Craiga.Myślę że masz pewne zwycięstwo w kieszeni.

1239281010554942849e893.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...