Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Piórniki górą!


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

***************************************************

 

 

Wróciłem do Warszawy, bo nie miałem co ze sobą zrobić. Prawda jest taka, że ostatnio chyba zbytnio narzucałem się Franko i Helence, sypiając w ich szafach. Droga Cassandro, ja nie chcę się nikomu narzucać. Zgrywam twardziela, ale mam miękkie serce i lubię jeść czekoladowe lody z takiego wielkieeeeeeego amerykańskiego kubka i oglądać kolejne przygody Bridget Jones. Swoją drogą, imię Bridget jest strasznie głupie, a ta aktorka przeraźliwie brzydka, kijem bym jej nie ruszył. Ze Świnoujścia do Warszawy pojechałem pociągiem, chciałem się zdrzemnąć, więc zamknąłem się w kiblu, bo on najbardziej przypomina szafę. Zasłoniłem okno ręcznikiem, który pożyczyłem sobie na plaży i zrobiło się nawet ciemno. Oparty o lustro drzemałem.

 

- Halo?! Ile można siedzieć w kiblu!

- Jest tam kto?!

- Pieprzone PKP!

- Co jest?! Ten kibel jest wciąż zamknięty!

- Niech pan coś zrobi!

- Jestem konduktorem, ale nic nie mogę zrobić.

- Złodzieje z PKP!

- Jebać Tuska!

 

Takie głosy dochodziły mnie zza drzwi. Ja spałem, miałem ich w dupie. Wrestlepalooza w Świnoujściu była dramatyczna, droga Cassandro. Wygrałem swoją walkę i pokonałem Bubbę. To było coś, to było wydarzenie. Bubbowski jest legendą polskiego wrestlingu, jedną z największych gwiazd w historii EWF, ulubieńcem fanów, wzorem do naśladowania, a ja go pokonałem! Ja, Bidam, pokonałem Bubbę! Pomściłem Kwietniową Anarchię VI i bhutańską porażkę. Teraz chcę spać...

 

 

***************************************************

 

 

Wróciłem do Warszawy, bo nie miałem co ze sobą zrobić. Dojechaliśmy do Warszawy. Odsłoniłem ręcznik i widzę ogromny baner z SR-Crazy'm. Na reklamie wraz z jakimś uroczym psiakiem zachęca do kupna karmy dla psów. To wspaniałe. Ciekawe czy ta karma jest smaczne? W północnokoreańskim obozie śmierci byłby to prawdziwy rarytas. Nie pogardziłbym, o nie. Skoro taka persona jak Crazy reklamuje tą karmę to musi być ona wspaniała. Zwłaszcza, że każde 10 groszy przekazują na schronisko dla psów imienia Violetty Villas, Panie świeć nad jej duszą, bo zagubioną kobietą była. To się ceni! Crazy'emu trzeba ufać! On się nie myli! To taka persona! Teraz jednak jestem już starszy i głodu nie odczuwam, więc psiej karmy jeść nie będę. Fajnie się przespałem przez całą podróż. Przepraszam współpasażerów za niedogodności związane z użytkowaniem toalety.

 

 

***************************************************

 

 

Wróciłem do Warszawy, bo nie miałem co ze sobą zrobić. Siedziałem na stacji Warszawa Centralna i obserwowałem odjazdy pociągów. Znalazłem paczkę fajek, to ciekawe, sprzedałem ją żulowi za 5 złotych. Tak się robi kapitalizm!

 

- Przepraszam, pan Bidam? - ktoś mnie o coś spytał.

- Przepraszszszszam? - głos był niepewny, skrzekliwy, a do tego z dużą ilością "sz". Nienawidzę "sz", zajęło mi całe lata by odróżnić "ś" od "sz" i zacząć je jako tako wymawiać. Spojrzałem, dziecko, chłopak.

- Tak, to ja.

- Mogę prosić o autograf? - zapytało i zrobiło takie wielkie oczy jakby z japońskiej mangi wyskoczyło. To były niewinne oczy, ufne oczy. Chciałbym mieć takie.

- Jasne.

 

Podpisałem się na piórniku. Co ciekawe piórnik z merchandise'u EWF. Zauważyłem tam mordkę SR-Crazy'ego, Nasa Jazzowskiego, Szakala, ale także swoją, choć nie na frontowej części. Dla Franko też się miejsce znalazło, bardzo dobrze, on na to zasługuje. Podpisałem się na piórniku. Jaka jest symbolika takiego piórnika? Można do środka wsadzić pióra, jak sama nazwa wskazuje, ale kto jeszcze używa piór? Trzymają tam dzieci długopisy, kredki, ołówki, gumki, ale te do mazania, ta nazwa nie ma w dziecięcych umysłach żadnej innej konotacji, no chyba że do szkoły wpadły jakieś lewackie gej-friendly-tolerance-uber-alles bojówki, które plugawią dzieciństwo. Wtedy jest chujowo. Żałuję, że sprzedałem paczkę fajek, bo zrobiło się tak depresyjnie, że chciałbym zapalić.

 

To by było cool.

 

Kiedyś dziecko dorośnie i wyjebie ten piórnik, będzie się cieszyć, że chodzi tylko z długopisem. To ma być oznaka dorosłości.

 

Ja nigdy nie miałem piórnika.

 

Nigdy nie miałem piórnika, ale to nie było oznaką dorosłości, bo nie miałem też dzieciństwa. Chciałbym mieć, ale nie potrafię sobie tego wyobrazić. Dzieci są z reguły szczęśliwe i takie beztroskie. Moje dzieciństwo skończyło się w dniu, w którym nas wszystkich aresztowali. Nawet nie pamiętam, co było przedtem. Jak było przedtem. Nie pamiętam twarzy rodziny, nie znam nazwiska, nic nie wiem. Może miałem jakieś inne imię. A Kim Dzong Un ogląda Wrestlepaloozę, spasiony chujek. Obyśmy nigdy nie zrobili gali w Korei Północnej, bo chyba bym wtedy zginął. Nie żebym się zabił, ale Kim na pewno przyszedłby na galę, ja bym próbował go zabić, musiałbym, nie byłoby innej możliwości. Nie dałbym rady rzecz jasna, ale zginąłbym próbując. Warto jest nadać śmierci jakiś sens. Przyjemniej się wtedy umiera. Tak mi się wydaje przynajmniej. Do tej pory cierpiałem, a nie umierałem. Zawsze nadawałem swojemu cierpieniu jakiś sens, choćby najmniejszy. Było wtedy przyjemniej.

 

Ja nigdy nie miałem piórnika.

 

No właśnie Cassandro, ja o tym piórniku. Na piórniku dominował SR-Crazy. Nasz kochany EWF World Champion, gwiazda nad gwiazdami, wspomożyciel ubogich, chodzące dobro. Nie wiem czy dzieci go kochają i za co. On w sumie jest wredny. Jak tak go słucham to oczywiście słyszę te wtręty o dobru, sprawiedliwości i tak dalej. To wszystko tam jest, nie przeczę, ale są też inne niuanse - chłopi, pańszczyzna, Chiny Ludowe, Mao Zedong, pałace, alkohole, półnagie żydówki i dekadencja. Ja też chciałbym być dekadentem. Próbowałem po ostatniej gali, nawet skończyło się przygodą z jakąś celebrytką. Ona podobno w przyszłym roku ślub bierze i zna obie Kwaśniewskie. Wow!

 

Przysiadł się do mnie jakiś starszy pan. Mówię, że przysiadł Cassandro, bo siedzę na dworcu, na peronie, na ławeczce. Podziwiam odjeżdżające i przyjeżdżające pociągi. Wszyscy gdzieś jadą, przyjeżdżają, odjeżdżają, a ja sobie siedzę. Po prostu. Widzę, że pan czyta prasę lokalną. Chcę porozmawiać.

 

- To co? Odwołujemy Hankę? - zapytałem z uśmiechem.

- Odwoływać to ty obie możesz w Chinach! Tu jest Polska żółtasie - warknął na mnie.

- Bo zrobię donos do "Nigdy Więcej" - zagroziłem.

- Spierdalaj, ja jestem z Platformy! Nie dostaniecie Hanki! Nigdy! - wstał, splunął mi pod nogi i poszedł.

 

Fajny pan, ciekawe doświadczenie. Chciałem zagadać uprzejmie, bo wiem, że Polacy lubią gadać o polityce. Nawet nasze wesołe EWF jest rozpolitykowane. Wchodzę ostatnio do wspólnej szatni, a tam MN Rater kłóci się z Chickasawem o wyniki uzupełniających wyborów na Podkarpaciu. Szaleństwo! To ten Hogański ma na wszystkich taki wpływ. On tak działa. SR-Crazy też pieprzy politycznie, różne takie nawiązania daje, chyba Michnika nie lubi. I dobrze, bo kto go tam lubi. Poszedłem w 2002 roku by dostać od niego podpis, a mnie ochrona wyrzuciła, bo byłem nieodpowiednio ubrany. To dyskryminacja, i oni tutaj o Europę walczą! Śmiechu warte.

 

Crazy walczy o lepsze EWF.

 

Tak, Cassandro, Crazy walczy o lepsze EWF. A może to Bubba? Kto by tam wiedział, oni mi się czasem zlewają, mimo różnic w gabarytach. Są jak Indus i Ganges, powinni tak nazwać swoją drużynę. No dobra, Bubba jest bardziej radykalny, bo on chce wysadzić z siodła Kravena i zbudować nowe, lepsze EWF. Crazy natomiast preferuje pracę u podstaw. Bubba myśli rewolucyjnie, Crazy pozytywistycznie, ale z pieprzoną lekką nutką dekadencji. Nie mam nic do dekadentów, sam czasem lubię ostatnio takowym zostać. Nie miałem dzieciństwa, byłem biedny, cierpiałem, no to teraz wreszcie mogę zaznać chyba trochę przyjemności, co nie? Pod tym względem chyba mogę się z Crazy'm dogadać. On wygląda na porządnego człowieka. Jest dobry, ale z ludzką twarzą. Już o tym kiedyś wspomniałem, że Bubba jest jak bożek w kapliczce, a Crazy jest taki normalny, ludzki. No i to z nim przyjdzie mi walczyć na najbliższej gali.

 

Chairshot Survival match.

 

Fajna nazwa, podobno po raz trzeci taka walka będzie organizowana. Sorry, Cassandro, ale nie chciało mi się sprawdzać, kto wcześniej brał w nich udział. Pewnie był to ktoś godny i znany. Brawa dla nich, ale teraz będą brawa dla mnie. Nie da się ukryć, że wraz z Crazy'm mamy w tej chwili dwa najważniejsze pasy w tej federacji. Choć zdaję sobie sprawę, że mój FTW Title jest gówno warty przy jego World Title. Chcę tylko powiedzieć, że nie jest już chyba jakimś frajerem. Występuję w EWF od jakiegoś czasu. W 2010 było krótko, wygrałem niby co wygrałem, byłem hunwejbinem, teraz mam kolegów i koleżanki, wygrywam pasy. Jest super, nie narzekam.

 

Jest super, nie narzekam.

 

Bo to temat rzeka. W ostatnich tygodniach EWF mnie wręcz rozpieszcza. Walczę naprawdę z najlepszymi i z tego się cieszę. Szakal, Bubba, teraz Crazy, to jest coś, to jest coś. Wprawdzie nie wygrywam już tak często jak kiedyś, ale to mnie akurat najmniej obchodzi. Moje zwycięstwa z Nigelem Moronem są wręcz kartonowe, nic prawie nie wniosły do rozwoju mojej kariery. Mogę walczyć z najlepszymi nawet co galę i nawet co galę przegrywać, ale walczyć z nimi, walczyć, walczyć, po prostu walczyć! To zupełnie inny poziom rywalizacji, inny poziom adrenaliny, inny poziom wszystkiego. Walka z Crazy'm to ukoronowanie mojego ostatniego etapu rozwoju. Jestem wdzięczny EWF za tą szansę. Wiem, że to nie jest walka o World Title, nawet takiej nie wymagam, bo dobrze mi jak jest. FTW Title to też fajny pas, a ja świat pierdolę, więc co mi tam, to nawet do mnie pasuje. Crazy, Crazy, Crazy! Jakże się cieszę, że będę mógł z tobą walczyć.

 

Na ławce mojej przysiadł się brodaty żulik. Może bezdomny, może nie, ale z fajną, długą siwą brodą. Sympatycznie mu z oczu patrzyło. Popatrzył na mnie. Ja popatrzyłem na niego. Nie, nie była to miłość od pierwszego wejrzenia.

 

- Ja cię znam - powiedział. Spoważniałem, cholera jasna, kolejny fan?

- To możliwe - odpowiedziałem z wrodzonym uśmiechem. Mam dar do uśmiechów.

- Czy ty... czy ty... - widać było, że jego przeżarty przez alkohol mózg coś wyraźnie analizował. Gdzie on ogląda te Wrestlepaloozy?

- Tak, to ja.

- A więc jednak! Wiedziałem, że to znajoma morda! Handlowałeś ze Stefanem na Dziesięciolecia! - wykrzyczał z radością. Co? A więc nie fan, a wspomnienie z przeszłości? - Jestem Zbyszek! Stałem cztery stragany obok z bielizną! Pamiętasz mnie?

 

Prawdę mówiąc to słabo. Tyle ludzi się tam przewijało, a ja wtedy jeszcze kiepsko po polsku mówiłem. Takie czasy to były. Nie mam żalu do siebie, że go nie pamiętam. Nie wstydzę się swojej dawnej profesji. Za coś trzeba było żyć. Jeden ksiądz dawał mi się na plebani przespać od czasu do czasu. Nie mam nic do księży, tylko oni mi wtedy pomogli. Swoją drogą ciekawe czy jak elektryk jest pedofilem to elektrownia będzie musiała bulić odszkodowania ofiarom. Zbyszek patrzył na mnie dziwnie.

 

- Szkoda, że Stefan zszedł - powiedział smutnym głosem.

 

Co on pieprzy? Gdzie miał zejść? Do piwnicy?

 

- Dobre czasy to były. Pamiętam, że ze wszystkich Wietnamczyków ty byłeś najbardziej normalny. No i jako tako dukałeś po naszemu, a to rzadkość. Co porabiasz teraz? Zaraz, zaraz, jak ci tam było, Pindam?

- Tak, Pindam - odpowiedziałem z uśmiechem.

- Wiedziałem! Nie jest jeszcze tak źle z moją pamięcią! - autentycznie się ucieszył. Czyżbym zrobił dobry uczynek?

- Znasz SR-Crazy'ego?

- Pindam, Pindam, ty zawsze jakieś dziwne pomysły masz. SR-Crazy'ego wszyscy znają, to gwiazda tych no, zapasów, w PCW występuje.

- W czym? W EWF chyba!

- Co ty pieprzysz, jedyną polską federacją zapaśniczą jest PCW! Od 1999 roku bawi nas i zniewala! Widziałem jak Sandman wygrywa swój pierwszy Polish Title! Byłem tam!

- No dobra. Co myślisz o SR-Crazy'm?

- Miał kiedyś gaz w dupie chłopak, choć ostatnio się spasł. Kiedyś był szybki, lubił akcje wysokiego manewru - chciał chyba powiedzieć ryzyka, ale kto to tam wie - ale teraz to jakoś słabo z tym u niego. W tym szansa jego potencjalnych rywali.

- Jaka szansa?

- Muszą go zmęczyć. Czy widziałeś by on za kimś biegał po ringu? Nie! On kroczy! Dostojnie się porusza niczym oświecony monarcha, taki jest ten Crazy. Trzeba go zabiegać i zalatać, to się pogubi. Wiem Pindam, że ty nie z Europy, ale znasz opowieść o Dawidzie i Goliacie?

- Znam - odpowiedziałem pewny siebie.

- To wsadź ją sobie w dupę, bo Crazy nie jest ani mały ani wielki i nie pasuje do tej historyjki ni chuja. Wiesz dlaczego piję, no wiesz dlaczego? Bo trudno mi żyć w tym świecie, gdzie nie można piernąć bez pozwolenia jakiegoś urzędu i zapłacenia jakiegoś podatku. Taka prawda, Pindam, taka prawda! Nigdy nie miałem szczęścia w biznesie, ale splajtowałem nie dlatego, a dlatego, że mnie państwo prześladowało, ot co. Ten Crazy jest jak takie państwo. Napchany main-eventer, który chce więcej i więcej i więcej i więcej i więcej. Obalić go może tylko inny main-eventer, a w tym PCW wielu takich nie ma. Może Szakal i Vaclav. Później długo długo nikt i jest ten Franko i ten Mongoł, Bidam chyba, podobny trochę do ciebie, ale wszystkie żółtasy są dla mnie takie same.

- Nie szkodzi, nie szkodzi - przyzwyczaiłem się już do tych uwag, to przecież nie rasizm, to jest nawet sympatyczne na swój sposób.

- Tak to jest w tym PCW - westchnął Zbyszek, obecnie żul i chyba bezdomny.

- A ten Bidam? Nie sądzisz, że ma talent - zapytałem podstępnie.

- Wiesz Pindam, ja tego nie widzę, sorry. Wiem, że odczuwasz tu jakąś solidarność rasową żółtków, ale ja go nie widzę. Owszem ma talent, ale nie żeby wejść na stałe do grona main-eventer. Upper midcard to maksimum jego możliwości. Wystąpi kilka razy w main-eventach, powalczy, poszaleje, i ten balonik jego pęknie. Widziałem to wielokrotnie w polskich zapasach, to się zdarza. On nie ma jaj.

- Nie... ma? - to mnie zmartwiło nawet.

- Taki niby uśmiechnięty, taki rozczochrany, śpi w szafach, zjada kurczaki, ale coś mu źle z oczu patrzy. Jak dla mnie to on jest porywaczem - powiedział z dumą, jakby odkrył lokalizację Bursztynowej Komnaty.

- Ja? - to mnie nawet odrobinę zaskoczyło. Owszem, mówią od czasu do czasu, że to ja mam być tym porywaczem, tym AMVV, ale dawno mnie już nikt nie podejrzewał.

- Nie ty Pindam, a ten Bidam. Czy wy macie jedną świadomość?

- Co?

- No...jak Borgi w Star Treku.

- Nie mów tak nawet - spoważniałem, bo to poważny temat.

- Sorry Pindam.

- Nie ma problemu. Więc nie widzisz dla Bidama szans? - spytałem raz jeszcze.

- Nie, nie widzę. SR-Crazy rozniesie go i pokaże mu jego miejsce szeregu. Chłopak ma ambicje, ma nawet talent, ale wyżej swojej żółtej dupy nie podskoczy. Ja tak to widzę - podrapał się po brodzie i wypił z torebeczki wódeczkę. Nawet mi nie zaproponował, a to cham.

- Dziękuję za szczerość.

- Franko ma talent, ale Bidam nie.

- Rozumiem. Naprawdę tak sądzisz?

- A co mam kłamać? - oburzył się nawet.

- Nie, nie, wybacz - chyba mi wybaczył.

- No nic, Pindam, ja będę leciał. A ty nadal robisz w tekstyliach? - Zbyszek wstał i zapytał na odchodnym.

- Tak - odpowiedziałem na odchodnym.

- Ciężki biznes. Widzę, że słabo przędziesz. Rzuć to w cholerę i zostań bezdomnym żulem. Wprawdzie skraca to życie, ale jest się o wiele szczęśliwszym. Żadnych zmartwień, żadnych Pindam, tylko takie podstawowe jak żarcie, miejsce do spania. Ja idę, bo zupę wydają u Brata Alberta. Żarcie za darmo, cześć!

 

Wstał i poszedł, Cassandro. Wstał i poszedł. Szkoda, że tylko zupę tam wydają, a nie kurczaki. Wtedy bym się nawet przeszedł. Czy mnie zmartwił wydając taką opinię o moim talencie i moich szansach? Zaskoczę cię, ale nie. Mam go w dupie. To tylko opinia bezdomnego żula. Z drugiej strony nie jestem w jakimś durnym reality show albo innym show w telewizji, gdzie mogę powiedzieć:

 

- Och! Wierzę w sukces, a jak wierzę, to sukces przyjdzie, bo mam talent i wiarę. Trzeba tylko wierzyć, a wtedy wszystko jest możliwe! Polacy ciągle narzekają, a powinni z optymizmem podchodzić do wszystkiego.

 

Nie jestem Polakiem, ale jak tu się nie dziwić, że Polacy narzekają na wszystko, kiedy w tym kraju nic nie działa? W dupę mam bzdurną wiarę jak z programu dla nastolatek. Wyżej mojej żółtej dupy nie podskoczę, to wiem. Crazy jest EWF World Champem, to też wiem. Nie mam złudzeń, ale też nie mam nic do stracenia. Niektórzy mówią droga Cassandro, że Crazy wygrał pas, bo wszyscy wielcy main-eventerzy zwinęli się z EWF. Nie ma Scythera, nie ma Psycho, nie ma Toola, nie Jupitera, nie ma już Nasa Jazzowskiego, Kraven nie walczy, nie ma nikogo. Tym samym, gdy wszystkich zabrakło SR-Crazy mógł wreszcie sięgnąć po ten pas. Gówno prawda - taka jest moja opinia. Crazy ciężko pracował na ten sukces. Wygrywał mnóstwo mniej lub bardziej znaczących pasów. Walczył przez pół kariery z jakimiś pokrakami. Hodował jeszcze większe pokraki w czasie programu Wyspa2009. Cierpiał dla EWF, był tu zawsze, był tu od dawna. Gdy inni na około wygrywali World Title to on wtedy nie narzekał. Po prostu pracował, ale był sobą. Tyle lat minęło od 2001 roku, ale Crazy jest w zasadzie taki sam. No może trochę starszy i grubszy, ale taki sam. Nie przeżywał dramatycznych walk z alkoholizmem, nie walczył o władzę, nie zmieniał stron w wielkich konfliktach po parokroć, nie zmieniał nazwisk, jest wciąż taki sam. On się nie zmienia. Jest jak żywy posąg wyjęty z muzeum Extreme Wrestling Federation.

 

Żywy posąg.

Żywy posąg.

Żywy posąg.

 

Chairshot Survival match brzmi słodko, naprawdę. W sumie każda walka mogłaby być dobra, bo ja się po prostu cieszę, że mogę z nim walczyć. Jeśli kiedyś mam się wdrapać na szczyt tej federacji to muszę walczyć z najlepszymi. Muszę walczyć z main-eventerami. Muszę walczyć z legendami. Celowo mówię "walczyć", a nie "zwyciężać". Wszystko ma swój naturalny porządek rzeczy. Na początku walczyłem z Szakalem i Bubbą, walczyłem, ale przegrywałem. Zdobyłem doświadczenie, niezbędne doświadczenie i w końcu pokonałem zarówno Szakala jak i Bubbę. Niektórym taki przeskok od "walczenia" do "zwyciężania" mógłby zabrać kilkanaście miesięcy, może nawet lat. U mnie trwało to kilka tygodni. Zaledwie kilka tygodni. Teraz dostałem main-event spot w walce z aktualnie panującym EWF World Champem, SR-Crazy'm. Nie liczę na zwycięstwo, choć byłoby ono miłe. Liczę na zebranie doświadczenia. W pierwszym, albo nawet drugim, trzeci, czwartym podejściu mogę sobie przegrać. To mnie nie rusza. Ale za piątym razem chcę wygrać. Chce wygrywać i chcę zdobywać pasy. Chcę EWF World Title, chcę ten pas, po prostu go chcę i tyle. Nie dzisiaj, nie jutro, nie w tym miesiącu, nie w tym roku, ale kiedyś chcę zostać EWF World Champem. Mówię o tym otwarcie Cassandro, nie będę udawał fałszywej skromności. Czuję, że jestem gotowy odnieść sukces. Czuję, że jestem gotowy odnosić sukcesy...

 

Sukcesy...

Sukcesy...

Sukcesy...

 

Powtarzam się? Możliwe. Mogę się powtarzać, mnie to nie rusza. Mam swój main-event i chcę się dobrze zaprezentować. Chcę pokazać naszemu EWF World Champowi, że ktoś za nim biegnie. Może i moja sylwetka w tym biegu na razie majaczy gdzieś daleko, ale niech wie, że ja się zbliżam. Zbliżam się powoli, ale robię to. Jemu przybywają tylko lata i kilogramy, a mi przybywa doświadczenie, bo ja jestem jeszcze młody. Nie było mnie w polskim wrestlingu za czasów PCW czy innych archaicznych federacji. Wielu osób nie było, bo ci co tam byli, to już wymarli. Teraz mamy nowe czasy, zupełnie inne, całkowicie inne. Mogę sobie być zabawnym żółtasem. Mogą mówić, że jestem niejednoznaczny. Lubię kurczaki, no lubię je, czy to grzech? Zjadam ich dużo, tak jak Vaclav pije dużo piwa. Kurczaki motywują mnie do dalszej pracy. Kolejne walki motywują mnie do dalszej pracy. Kolejne zwycięstwa motywują mnie do dalszej pracy. Walka z Crazy'm to okazja by podnieść swoje umiejętności i pokazać się w main-evencie. Poznam wreszcie co to za uczucie być częścią main-eventu, który na dodatek jest walką jeden na jeden. Też chcę trafić kiedyś na piórniki. Nie gdzieś na tylną część tych piórników, wciśnięty w róg, obok loga producenta, lecz na front. Tam gdzie teraz jest SR-Crazy. To ja będę władcą piórników! Twarzą piórników wszystkich polskich dzieci!

 

Piórniki górą!

 

 

***************************************************

Legnica, kilka dni później

***************************************************

 

 

Ostatnie w miarę jeszcze słoneczne dni września. Hotele miewają czasem kawiarnie na zewnątrz, tak też jest w przypadku tej kawiarni. Pod typowym wielkim parasolem znajduje się stolik. Przy stoliku siedzą Bidam Siergiejewicz Nowosibirski, który zajada się kurczakiem. Na przeciwko niego siedzi Berenika, która spożywa deser lodowy.

 

- Pomyślałem sobie, że w tym pokoju hotelowym musi być nudno - powiedział Bidam do Bereniki.

- Czasem tak jest... - odpowiedziała Berenika Bidamowi.

- Ja bym chyba zwariował jakby spędzał tyle czasu z Velvetem Lee i Helenką.

- Są bardzo mili.

- Ach bardzo mili?

- Tak - powiedziała z wyraźnym przekonaniem Berenika.

- Moje śledztwo trwa.

- Wiem o tym - potwierdziła Berenika swój stan wiedzy.

- Naprawdę nic nie pamiętasz? Nic a nic?

- Nic, pustka w głowie, zero - powiedziała ze smutkiem i odłożyła na bok łyżeczkę.

- Wygram z SR-Crazy'm? - zapytał Bidam i zaczął drapać się wściekle po głowie.

- Jeśli się postarasz to możesz wygrać z każdym - znów ta pewność w głosie dziewczęcia z amnezją.

- Tak uważasz?

- Tak, uważam.

- A co jeśli przegram?

- To nic się nie stanie. Przecież nie popełnisz samobójstwa.

- Faktycznie. Nie popełnię.

 

Kilkadziesiąt sekund ciszy.

 

- AMVV... - zadumał się Bidamczyk.

- Myślisz, że coś nam grozi? - z niepokojem zapytała Berenika.

- Nie martw się. Franko cię obroni - Bidam był pewny swej odpowiedzi.

- A ty?

- Co ja?

- Ty nie obronisz?

- Ha! Jak się ma po swojej stronie kogoś takiego jak Franko, to nie potrzeba żadnej innej gwarancji ochrony.

 

Zapadła cisza. Berenika i Bidam wrócili do jedzenia.

 

 

***************************************************

 

- Halo?

- Halo?

- Halo?

- Chciałem ci powiedzieć, że prawie już wiem.

- Jak można prawie wiedzieć?

- Można. Ja mogę.

- To może też prawie wygrasz z SR-Crazy'm?

- Może...

 

 

***************************************************

Koniec

***************************************************

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...