Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Władca Zwierząt


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

No i Franko stracił swój pas tag teamów.

 

Gdyby trafiło na kogoś innego, to pewnie bylibyśmy świadkami niezwykle emocjonalnego monologu, w którym były mistrz rozgrzesza się przed całym światem z poniesionej straty i poprzysięga okrutną zemstę na tych, którzy mu pas odebrali. A później jeszcze na tych, którzy na tej samej gali odebrali tytuł tym, którzy wcześniej odebrali go Rzeźnikowi. A później jeszcze całemu światu – ot tak, z czystego rozżalenia. To byłby piękna, mocna przemowa wygłaszana w strumieniach ulewnego deszczu i przy wtórze huku błyskawic, co podkreślałoby szalejącą w duszy naszego bohatera furię. Zwieńczyłoby się ją poruszającą sceną, w której Franko i Bidam zawierają braterstwo krwi i poprzysięgają odzyskanie tego, co utracili.

 

Efektowna wizja, nieprawdaż?

 

Pora jednak wracać już do rzeczywistości.

 

 

 

 

 

11.08.2013. Gdynia (tuż po „Wrestlepaloozie” CXVII). Szatnia Franko i Bidama.

 

- Cholera jasna, może byś tak przestał i zajął się... bo ja wiem?! Szydełkowaniem?! Własnych myśli nie można usłyszeć!

 

Helenka przekrzykuje terkot maszyny do szycia obsługiwanej przez Velveta. Stylista wzdycha ciężko i posłusznie odsuwa się od urządzenia, wbijając przy tym w menadżerkę urażone i wyzute z jakichkolwiek przejawów radości spojrzenie.

 

- Szydełkowanie nie jest takie złe, ale najczęściej się w nim gubię. To liczenie słupków, cała ta arytmetyka – to wszystko nie moją głowę, szczególnie teraz. Może zacznę robić na drutach? To nawet trudniejsze, ale zawsze miałem do tego smykałkę. W sumie jesień za pasem, a zima ma być podobno wcześniej tego roku... może zrobić Ci szalik?

 

- Cokolwiek, tylko przestań hałasować!

 

- No ale mnie to uspokaja...

 

- Ale mnie nie uspokaja! Długo tam jeszcze?!

 

To pytanie jest zaadresowane do medyka, który za pomocą metalowej pincety grzebie w ramieniu Rzeźnika. Ciało zamaskowanego jest pokryte plastrami i bandażami, a on sam z niezmąconym spokojem pozwala lekarzowi pracować.

 

- Chwileczkę... już prawie mam... jest!

 

Pracownik służb medycznych EWF triumfalnie wyciąga z ramienia naszego bohatera kilkucentymetrową drewnianą drzazgę, którą wrzuca do metalowego naczynia. Później przygląda się ranie, oczyszcza ją i opatruje.

 

Mężczyzna w czarnej masce nie zamierza mu w tym przeszkadzać.

 

- Ty mi powiedz, Franko – Helenka zadaje to pytanie z niezwykłą gwałtownością – powiedz mi, jak na spowiedzi: podłożyłeś się w tej walce?! Pozwoliłeś się wrzucić do śmietnika?!

 

W odpowiedzi zamaskowany przecząco kręci głową:

 

- Nie. Nie było czasu na zastanawianie się. Walczyłem instynktownie. Dałem z siebie wszystko. Dokopali nam uczciwie.

 

Helena spogląda z lekkim niedowierzaniem, ale w sumie to nie ma powodu, żeby nie ufać Rzeźnikowi. Medyk ciągle wykonuje swoją pracę i nie ukrywa nawet, że przysłuchuje się tej rozmowie. Butcher kontynuuje:

 

- Kurde, dobre były te walki. Wyniki, wiadomo: mogły być lepsze. Normalna rzecz, że przyjemniej jest wygrywać. Ale same walki były dokładnie tym, czego szukam w EWF. Dzięki takim starciom czuję że żyję, Hela. A pasy się odzyska, wcześniej czy później. W końcu bez tego typu przegranych nie można sobie nabić licznika, no nie? Myślisz, że taki SR-Crazy mógłby szpanować pięciokrotnym posiadaniem FTW Title, gdyby go wcześniej co najmniej cztery razy nie stracił? Nie jestem nadczłowiekiem – nikt w EWF nie jest, chociaż niektórzy starają się sprawiać takie wrażenie. Czasami dostaję w mordę i przegrywam. Zdarza się. Nie ja pierwszy i nie ja ostatni. To dobry powód do tego, żeby wstać i zaatakować ze zdwojoną siłą. To są w sumie oczywiste sprawy. Tak to robimy w Extreme Wrestling Federation.

 

Menadżerka tylko krzywi się na te słowa:

 

- Powiedz to Bidamowi. Wypadł stąd wściekły jak grzechotnik, któremu ktoś nieopatrznie nadepnął na ogon! On jeszcze jest gotów zrobić coś głupiego!

 

- Przejdzie mu – mówi Franko z absolutną pewnością siebie – weźmie się w garść i wspólnie zapolujemy na te pasy. Nie dość, że je odzyskamy, to jeszcze będziemy mieć przy tym masę zabawy. Zobaczysz. Na razie mam nadzieję, że nasz compadre przekuje swoją wściekłość w coś konstruktywnego. Na przykład wyśledzenie tego pieprzonego porywacza.

 

Wzmianka o tajemniczym psychopacie sprawia, że Helenka aż się wzdrygnęła.

 

- No właśnie, z tym coś trzeba zrobić! Chyba nie będziemy spełniać tych żądań, prawda?!

 

Franko wzrusza ramionami (ten gest budzi entuzjazm tysięcy jego fanów, chociaż nie wiadomo do końca, dlaczego).

 

- Wiem że jesteś wkurzona, Hela, i że mówienie Ci żebyś się uspokoiła mija się teraz z celem. Ale wysłuchaj mnie i pomyśl: czego tak naprawdę żąda od Ciebie porywacz? Ni mniej ni więcej tylko tego, żebyś spełniła swojej marzenia, którymi żyłaś w momencie rozpoczęcia przygody z EWF. Ja wiem, że Tobie się teraz pozmieniały priorytety, ale wciąż marzysz o karierze modelki, prawda? Albo przynajmniej celebrytki. Mówiłaś mi kiedyś, że dla „Playboya” rozebrałabyś się bez mrugnięcia okiem, no i teraz masz okazję. Okoliczności są wkurwiające, bo nie uczynisz tego na swoich warunkach, ale fakt pozostaje faktem. Spełnisz jedno ze swoich marzeń. Znajdziemy Ci zajebistego fotografa – jakiegoś waginosceptyka, jeżeli poprawi Ci to nastrój – a on zrobi zdjęcia, na których nie pokarzesz prawie nic, a będą wyglądały tak, jakbyś pokazywała wszystko. Rozumiesz? Takie zdjęcia będziesz mogła sobie oprawić w ramki i później pokazywać wnukom. Będziesz pozowała i nie przyniesie Ci to ani grama wstydu. To powinno dać Bidamowi trochę czasu. Bardzo na niego liczę, bo ta sprawa z porwaniami zaczyna mnie już nużyć. Jeżeli to wszystko nie zacznie się w końcu układać po naszej myśli, będę musiał podjąć kilka drastycznych decyzji. A to mi się wcale nie uśmiecha.

 

- Widzę, że zdecydowałeś już za mnie?!

 

- Nie. Ja tylko mówię Ci, jak jest. Decyzja należy do Ciebie.

 

Helenka ciężko wzdycha i to na razie tyle, jeżeli chodzi o jej reakcję. Medyk kończy swoją pracę i po zdawkowym pożegnaniu opuszcza szatnię. Velvet smętnie gapi się w leżącą odłogiem maszynę. Dopiero teraz zauważamy, że w pomieszczeniu znajduje się również Berenika, która przycupnęła cichutko w kącie i zdaje się być całkowicie pochłonięta lekturą otrzymanego od Bidama poradnika.

 

- Dobra – mówi Franko przeciągając się na próbę – przebiorę się tylko, i spadamy stąd. Dajcie mi pięć minut.

 

 

 

Pięć minut później.

 

- Ojej! – Wykrzyknęła zaskoczona Berenika.

 

- O rety! – Wykrzyknęła nie mniej zaskoczona Helenka.

 

- Na aksamitne koszule Elegance’a! – Zakrzyknął równie zdziwiony Velvet.

 

- To chyba trochę potrwa – jak zwykle trzeźwo podsumował sytuację Butcher.

 

Parking na tyłach hali jest kompletnie zapełniony ludźmi, których od drzwi wyjściowych odgradza tylko szpaler funkcjonariuszy GRU.

 

- GDZIE JEST FRANKO!? GDZIE JEST FRANKO!? – Skanduje rozochocony tłum.

 

- O rany, to chyba nasi fani! – Helenka nie kryje ekscytacji.

 

- Ojej! – Powtarza Berenika, drżąc przy tym jak jesienny liść.

 

- Czy oni muszą tak hałasować? – W Velvecie przebudził się miłośnik ciszy.

 

- Przepraszam, naprawdę nie wiem, jak oni się tutaj dostali! – próbuje wyjaśnić sytuację jeden z funkcjonariuszy. – Chyba trochę straciliśmy czujność po tym jak panowie Crazy i Bubba opuścili budynek! Zrobimy wszystko, żeby bezpiecznie odeskortować Państwa do samochodu!

 

- Nie trzeba – mówi po chwili namysłu nasz bohater. – Myślę, że damy sobie radę. Bierzmy się za to.

 

- Gdzie Pan, tam i my! – Funkcjonariusz GRU wygłasza swoją kwestię odpowiednio patetycznym tonem, po czym zakłada ciemne okulary, mówi coś do zawieszonej przy na uchu słuchawki i rusza w ślad za Butcherem.

 

Kilka sekund później okolicą wstrząsa wydobywający się z setek gardeł, ogłuszający i pełen niewysłowionego szczęścia ryk.

 

 

 

Następne trzy godziny zleciały jak z bicza trzasnął. Świat Franko i jego towarzyszy wypełnił się kalejdoskopem hałaśliwych postaci, z których każda miała coś do powiedzenia, pokazania, albo podpisania. Była to niezwykle zróżnicowana menażeria. I tak w pierwszym szeregu nadeszli sławetni „Rzeźnicy Zza Fal”, którzy zatrzymali się tylko na chwilę, żeby przepuścić przodem przedstawicielki gdyńskiego oddziału „Franko Girls” (wieść gminna niesie, że te i inne organizacje prowadzą zaawansowane rozmowy dotyczące połączenia się jedną, ogólnopolską siłę – „Franko Army”). Dziewczyny obległy swojego idola, bezlitośnie egzekwując autografy na biletach, zdjęciach, plakatach, a także częściach garderoby. Kilka z nich dopadło też Helenkę (będącą dla nich pewnego rodzaju wzorem), a także Berenikę (której zadały masę niedyskretnych pytań) i Velveta (z rozpędu). Oczywiście nie obyło się bez zdjęć. Wielu. Później przyłączyli się Rzeźnicy, a po nich inne, nie mniej egzotyczne grupki. Koło Gospodyń Wiejskich z jednej z pobliskich miejscowości, którego przedstawicielki obdarowały naszego bohatera dwoma koszami pełnymi różnych wiktuałów. Grupa podpitych marynarzy, którzy bardzo starali się wytłumaczyć Helence jak wiele daje im ona podczas długich, wyczerpujących fizycznie i psychicznie rejsów. Jeden z nich uprosił menadżerkę o autograf na obnażonych plecach, po czym udał się w miasto szukać salonu tatuażu, w którym uwieczniłby tą wspaniałą pamiątkę. Niestety o tej porze jego szanse nie wyglądały zbyt dobrze, ale po cóż gasić taki entuzjazm? Grupa młodych, wyrośniętych, łysych jak kolano patriotów w biało czerwonych dresach, którzy szukali chyba Prinse’a ale uznali w końcu, że pomimo szlajania się w towarzystwie różnych podejrzanych etnicznie elementów Franko też jest prawdziwym Polakiem. Starsze małżeństwo – mąż, który z łezką w oku wspominał dawne czasy i upierał się, że dane było mu widzieć młodego (!) Sandmana walczącego w jakiejś dawno już zapomnianej przez fanów i historię federacji, no i żona, która gorąco zachęcała Helenkę i Berenikę do dokonywania „właściwych wyborów moralnych”, czymkolwiek by te wybory nie były. Pojawił się też „Gang Rzeźnika”, na który składało się kilkunastu zamaskowanych młodych ludzi, a także „Foczki Bidama” – młode, i chyba dosyć wyzwolone damy, które na wieść o nieobecności swojego idola wpadły w autentyczną rozpacz. Przewinęli się też jacyś motocykliści (Berenika grzecznie wymówiła się od propozycji przejażdżki), grupa satanistów (szukali Shagratha), jacyś tranwestyci (ich dyskusję z fanami Prinse’a przerwało dopiero przybycie policji), grupka emerytów („za moich czasów zapaśnicy byli bardziej owłosieni, ale idziesz, synku, we właściwym kierunku”), jacyś reporterzy i fotografowie (ostatnio pełno ich w życiu Butchera), sporo młodzieży („Franko! Jestem twoim największym fanem!”), zwykłych ciekawskich, którzy podeszli tutaj zwabieni zbiegowiskiem... i wielu, wielu innych. Trafili się też członkowie „Hordy Topora i Miecza” – wszyscy trzej. To właśnie ci dzielni wikingowie (z których każdy był jarlem, co prowadziło czasem do zabawnych sytuacji) zaprosili Rzeźnika na jedną z wielu wakacyjnych imprez, których w tym środowisku nie brakuje. Franko nie zamierzał skorzystać z tego zaproszenia, trwało to jednak tylko do momentu w którym dotarł do hotelu i poznał szczegóły dotyczące swojej kolejnej walki...

 

 

 

 

 

Kilka dni później. Obozowisko słowiańsko – wikińskie, gdzieś na odludziu.

Okolica, jak okolica. Odludzie. Ciemno raczej. W tle majaczy jakiś zagajnik. Noc wygląda jakoś tak... jesiennie. Ale są ogniska i powtykane w ziemię wokół największego z nich pochodnie, które robią za źródła światła. Wokół ognisk zgromadzili się wczesnośredniowieczni woje wraz ze swoimi niewiastami. Rogi i puchary krążą z rąk do rąk, tu i ówdzie z gardła wyrywa się gromki śmiech, ktoś zainicjuje ożywioną dyskusję, albo zaintonuje pieśń.

 

Sierpień miesiącem trzeźwości?

 

Nie tutaj.

 

Nastrój jest radosny i raczej luźny, można jednak wyczuć atmosferę oczekiwania. Na szczęście nie musimy się długo nad tym zastanawiać – wśród zgromadzonych zapanowało wyraźne poruszenie, a przy największym z ognisk pojawia się monstrualna, włochata postać w masce.

 

To oczywiście Franko – z obnażonym torsem, ubrany w przepasane krajką szarawary i skórzane buty. Każdy – nawet największy zawistnik – musi przyznać, że zamaskowany wygląda w tym stroju imponująco. Na widok Rzeźnika odzywa się chór przyjaznych głosów, wojowie przepijają do naszego bohatera, a jedna z niewiast chyba nawet zemdlała od nadmiaru wrażeń (została jednak szybko ocucona przez uczynną sąsiadkę). Butcher przyjmuje od kogoś róg z miodem, pociąga niezbyt długi łyk i tak pokrzepiony przystępuje do wygłoszenia swej przemowy:

 

- Po pierwsze, dziękuję za zaproszenie. Znacie mnie więc wiecie, że zwykłem się ograniczać w temacie spożycia, ale dadzą bogi, to jeszcze kiedyś to nadrobimy.

 

- Dobrze mówi! – zakrzyknął ktoś.

 

- To nie jest czas i miejsce na lanie wody i nadmiernie rozbudowane oratorskie popisy. Dlatego będę mówił zwięźle, konkretnie i od serca.

 

- Sława mu! – huknęło kilka głosów.

 

- Na mojej drodze ponownie staje człowiek nazywający siebie Znajdą. To ten, który podobno nie zna swojego imienia, który pojawia się i znika tylko po to, by zjawić się ponownie. Wszyscy uważają go za pociesznego, niegroźnego poczciwinę, który poza ringiem nawet muchy by nie skrzywdził. Biedny, pokrzywdzony przez los Znajda. Taki miły. Taki sympatyczny. Taki uczynny. Zupełnie jak Bidam, kiedyś. No właśnie. Widzę, że nie każdy dostrzega tutaj analogię, a przecież sprawa jest dosyć prosta. Pozory mylą. Szczególnie w EWF. Bo cokolwiek by o Znajdzie nie powiedzieć, to na nieszkodliwego mi on nie wygląda. Ten koleś ma w sobie coś z wikinga.

 

- Nie może być!

 

- Tak, nie zamierzam cofać tych słów. Znajda ma w sobie wiele z morskiego rabusia. Płynie sobie pod prąd, penetrując dopływy mórz i kiedy tylko natrafi na jakąś dojrzałą do złupienia osadę, na jakiś samotny, acz bogaty klasztor... wtedy uderza. Krew się leje, trup ściele się gęsto, a nasz ubroczony po łokcie we krwi pirat zgarnia swoje złoto. Myślicie, że demonizuję biedaka? Że od tych wszystkich porwań padło mi na mózg i paranoja zjada mnie żywcem? Akurat. Takiego wała, jak mawiał mój tatuś. Znajda to kurewsko niebezpieczny osobnik i chyba największy oportunista w obecnym EWF. Podziwiam jego umiejętność znalezienia się zawsze we właściwym miejscu o właściwym czasie. Skurczybyk jest jak snajper, który czeka w ukryciu przez całe godziny, dni, tygodnie. Później... bang! Mamy trupa z przestrzelonym łbem i Znajdę, który inkasuje nagrodę. Porównanie jest tutaj może trochę nie miejscu – za co Was przepraszam – ale jest też bardzo adekwatne do sytuacji. „Amnezja” właśnie taki jest. Niepozorny, ale niebezpieczny. Przyczajony. To trochę upodabnia go do Bidama, ale to jednak nie ta klasa. Co wciąż nie zmienia faktów. Mój przeciwnik jest groźny. Muszę o tym pamiętać.

 

- Pokonasz go, Franko!

 

- Jasne, że go pokonam. Tak jak poprzednio, chociaż teraz będzie trudniej. Bo wiecie, ostatnio Znajda nie był w formie. Niby mistrz, a wystawił mi swój pas na srebrnej tacy. Tak właściwie to dał się wydymać z Evolution Title i nawet jakoś szczególnie się nie bronił. Może to lubi, nie wnikam. To chyba jego problem – zdobywa trofea z szokującą łatwością i równie łatwo je traci. No ale teraz będzie inaczej. Obecny Znajda jest rześki i wypoczęty, i wygląda mi na takiego który dobrze wie, czego chce. Jest skoncentrowany na swoim celu i nie można nazwać go zagubionym. Już nie. Jest szybki i zdecydowany, i chyba zrozumiał, o co w tym wszystkim chodzi. Pokonanie go nie będzie proste, ale dokonam tego. Bo pomimo tych wszystkich zmian, jedno się nie zmieniło. Nadal jestem lepszy.

 

- Sława! Sława!

 

- I Wam też sława. A jemu hańba, bo jakoś go nie lubię. Trudno to uzasadnić, ale tak po prostu jest. Taki Bidam to w porządku gość, który zapierdala co galę, pracując na swoją pozycję. Z kolei Znajda to cwaniak, który po pierwszej naprawdę dotkliwej porażce zaszył się w leśnych ostępach żeby sobie odpocząć, pomedytować i spotkać nowych przyjaciół. Jakieś to kurna niepoważne. Żeby chociaż chodziło o jakąś kontuzję, ale nie – on sobie normalnie zrobił wakacje po ledwie paru debiutanckich galach. Czy to Wam wygląda na faceta, który ma serce do tego co robi? Kogoś, kto wypruwa z siebie flaki w czasie walk i zostawia w ringu kupę zdrowia? Słusznie – mnie też nie. Dla takich jak on ta robota to hobby, podczas gdy dla takich jak ja to treść życia. On jest takim trochę turystą – pozwiedza, powalczy i idzie zająć się czymś innym. A ja ciągle tutaj jestem, i karmię się kolejnymi walkami. I napędzam się nimi. Niedługo spotkamy się twarzą w twarz, w Wolinie...

 

- Będziemy tam!

 

- Tak? Byłoby miło. Nie wiem, czy będzie wlókł za sobą tą wesołą gromadkę z zielonego lasu, ale jakbyście zadbali o to, żeby ci pchlarze trzymali się ode mnie z daleka, to byłbym zobowiązany. Ci przebierańcy jak do tej pory nie wtrącali się w walki swojego kumpla, ale zawsze jest ten pierwszy raz, prawda?

 

- Na pohybel zoofilom!

 

- No. To są źli ludzie. A wracając do Znajdy i naszej walki, to szykuje nam się zwiedzanie skansenu. Taki aktywny wypoczynek, rzec można. Fajnie będzie, i to niezależnie od pogody. Czy w słońcu, czy w deszczu...

 

- Dokopię ci leszczu! He, he!

 

- ... skopię tyłek tego fałszywego sukinsyna. Bo szczerze mówią to ja średnio wierzę w tą jego amnezję. Dla mnie to tylko wybieg mający na celu zamydlenie nam oczu. Początkowo sam się dałem na to nabrać, ale później przejrzałem. Zagubiony? On? Koleś który po ledwie kilku występach ma już na koncie dwa tytuły mistrzowskie? Którego wypowiedzi świadczą o niezgłębionych pokładach cwaniactwa kryjących się pod tą niedomytą czaszką? Nie. Znajda nie jest zagubiony. To my daliśmy się oszukać. To jest cholernie groźny przeciwnik i tak też będę go traktował. Jak będę miał okazję, to zrobię mu mieczem drugi przedziałek – one są nienaostrzone, co nie?

 

- Chromolić miecz, lepszy będzie dun!

 

- Ta siekiera na długim stylisku? Jasne, on też będzie dobry, ale odchodzimy tutaj od istoty rzeczy. Chwycę to, co mi wpadnie w ręce i będę napierdalał tak długo, aż Znajda przestanie się ruszać. To jedna z moich słynnych strategii, która jest dobra, bo nieskomplikowana. Najlepszym sposobem na zniszczenie wroga jest zniszczenie wroga. Tutaj nie ma się co doktoryzować, to rzecz najprostsza z możliwych. Teraz będziemy sam na sam i nie ma Vaclava, który wyciągnie Znajdę z kłopotów. Nikt nam nie będzie przeszkadzał. Myślę, że zrobimy dobrą walkę i wyznaczymy przy tej okazji nowy szlak turystyczny. Ścieżkę Rzeźnika. Jako Evolution i Daemusin Champion mam obowiązek pilnować swoich pasów przed różnymi „młodymi zdolnymi”. Najpierw był Bane, teraz pora na Znajdę. Jeżeli zlekceważy mnie tak jak przy okazji naszego poprzedniego pojedynku, to nie tylko skopię mu tyłek. Ja go zwyczajnie zajebię. Okaleczę. Zniszczę. Poślę do szpitala, tak jak Armor Kinga. I nie zadrży mi ręka. Jeden pas już mi odebrał i zrobił to tylko po to, żeby roztrwonić swoją wygraną. Nie pozwolę, żeby taki sam los spotkał pozostałe posiadane przeze mnie trofea. Nie zasłużyły sobie na to. Załatwię Znajdę. Ogniem i mieczem, jeśli będzie trzeba.

 

Bojowe okrzyki Słowian i wikingów zwieńczyły przemowę naszego bohatera. Ten pewnie jeszcze by sobie trochę pogadał, ale się nie dało.

 

Przyjechała policja, bo to dzikie obozowisko było.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
×
×
  • Dodaj nową pozycję...