Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

WWE PPV Night of Champions 2013-Dyskusja,zapowiedź,spoilery


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  3 115
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  19.08.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Nie ma Johna Ceny, nie ma Sheamusa, Daniel Bryan w main evencie odbiera pas WWE Randy'emu Ortonowi w ramach bardzo dobrego storyline'u... a i tak obejrzeliśmy najgorsze bodaj ppv spod znaku WWE w tym roku.

 

Trudno nie zacząć od końca. Walka Daniel Bryan vs. Randy Orton trzymała poziom, ale też do jakichś wybitnych trudno ją zaliczyć. Jakiś czas temu Raven pisał, że szybka kasacja walizki Vipera na Danielsonie zabije momentum tego drugiego. Ja twierdzę, że te zabijanie momentum można było przeboleć, bo w zamian dostaliśmy dwa naprawdę mocne heelturny największych gwiazd WWE i ciekawy storyline. Ale dzisiaj mam obawy co do ciągu dalszego. Liczyłem, że dostaniemy pogoń Danielsona za pasem z wygraną na Royal Rumble i przejęciem pasa na WM-ce. Teraz logika podpowiada, że szanse na takie rozwiązanie się oddalają. Fedka najprawdopodobniej nie wytrzymała ciśnienia i postanowiła nie wkurwiać dalej marków. "Dajmy mu pas, nie przeciągajmy tego, zobaczymy teraz jak sprawdzi się jako mistrz" - takie zdanie mogło paść w zaciszu gabinetu Triple H i jego przydupasów. I na dobrą sprawę wywalczenie pasa na tak kiepskiej gali (podpisuję się pod głosami, że był to poziom tygodniówki, zresztą - niezbyt porywającej tygodniówki) i przy takim potencjale tego storyline'u jest tak naprawdę zabiciem momentum Danielsona. Nie wiem czy mi się wydaje, ale nawet ludzie w Joe Luis Arenie mieli miny jakby pytali: "To już? Bryan tak po prostu wywalczył pas?". Oczywiście z chęcią zobaczę co będzie dalej, ale zaczynam mieć spore obawy. Daniel Bryan to nie będzie powtórka z Chrisa Benoita (czyli efektowna wygrana na RR i main event WM-ki, w którym pretendent pojedzie czysto z jakąś wielką gwiazdą federacji), ale kolejny przejściowy mistrz.

 

Co do walki Punka z młodym Curtisem oraz Heymanem, to wyglądało to mniej więcej tak jak wszyscy przewidzieli. Oczywiście z wyjątkiem Ryberga. Ten storyline nie jest jakiś wybitny. Tak naprawdę to popłuczyny po walce Brooksa z Lesnarem i jakoś nie potrafię się tym szczególnie emocjonować. Jeszcze raz powtórzę: Heyman synem Henniga niszczy mit tzw. Paul Heyman Guys. Ryback co prawda w przeciwieństwie do Axela Curtisa jako tako chwycił, ale też jakimś talenciakiem wielkim nie jest. Wychodzi na to, że Paul Heymans Guys to świetni CM Punk i Brock Lesnar, a tak poza tym przereklamowany RVD, taki sobie Ryback i kiepściutki Joe Hennig.

 

Jeżeli chodzi o resztę, to szkoda eksploatować klawiaturę. Najlepsza walka gali to zdecydowanie Alberto Del Rio vs. RVD. Gdyby ktoś mi jeszcze trzy miechy temu powiedział, że walki z udziałem Meksykanina będą ozdobami kolejnych ppv (teraz RVD, a wcześniej Christian na SummerSlam - chociaż tam były oczywiście jeszcze inne świetne pojedynki) to był go wyśmiał. Ale to tylko potwierdza słabiznę tegorocznego NoC. Pozostałe matche mnie wymęczyły. Tragiczny był zwłaszcza opener, w którym nawet świetny ringowo Kofi Kingston niewiele potrafił wycisnąć z zagubionego Curtisa Axela.

14453752125651e0a536c69.jpg

  • Odpowiedzi 108
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Pavlos

    11

  • Morison

    8

  • TakerFanKrk

    7

  • 8693

    7

Top użytkownicy w tym temacie


  • Posty:  3 709
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  11.10.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Night of Champions oglądałem na żywo, ale komentarz zachciało mi się napisać dopiero dzisiaj. A jest to spowodowane tym, że posta o gali pisze zawsze podczas jej trwania, a potem ciężko mi się zebrać żeby coś naskrobać. W ogóle śmieszna historia jest z tym moi oglądaniem tej gali. Nie miałem w planach jej śledzić na żywo, bo w poniedziałek miałem na 6 do pracy. Ale dziwnym trafem obudziłem się w nocy i popatrzyłem na zegarek, na którym widnała 1:50, więc postanowiłem włączyć streama i wcale nie żałuję. Więc nadszedł czas napisać moje wrażenia z gali, chociaż mogę dokładnie nie pamiętać tego co oglądałem z ciepłego wyrka :D

 

Axel vs Kingston Walka której chyba nikt się nie spodziewał. Szczególnie że Curtis miał zaplanowaną walkę z Punkiem w późniejszej części gali. Obawiałem się że Kofi może wygrać tytuł, bo nie dość że była to walka niespodzianka, to jeszcze jest on osobą, która przejmuje tytuły midcardowe gdy nie ma pomysłu na mistrza.

 

Divas Championship Match Trafiłem z wynikiem tej walki, bo byłem pewny że AJ obroni tytuł. Każda z pań miała szansę na wygraną, szczególnie dobrze prezentowała się Natalya. No i muszę się pozytywnie wypowiedzieć o stroju ringowym Neomi, bo w końcu nie wyglądała jak jakaś kiepska tancerka, tylko nareszcie jak wrestlerka.

 

RVD vs Alberto Niestety ta, gala pomimo tego że główny nacisk jest na pasy mistrzowskie, to w kolejnej batalii o pas nie mamy zmiany mistrza. Do walki nie mam zastrzeżeń, ba, była nawet dobra, ale liczyłem na zmianę mistrza, bo Alberto jako mistrz jest już straszliwie nudny.

 

Fandango vs Miz Zabijcie mnie ale nic nie pamiętam z tej walki. Po tygodniówkach można było wywnioskować że to starcie się odbędzie, ale pomimo że tak się stało, to nie mogę być zadowolony. Nawet nie pamiętam kto wygrał…

 

Punk vs Hayman & Axel Świetna walka, pomimo ze chciało mi się spać, to ta walka mocno mnie rozbudziła. No i nie wiem czy ktoś się spodziewał tego że Ryback zostanie nowym Hayman Gayem? Bo dla mnie to było ostatnie rozwiązanie prawdopodobne w tym starciu.

 

Kolejne dwie walki to brak komentarza z mojej strony. Shield broni tytuły, co mi się średnio podoba w wypadku US Title, natomiast cieszę się że obronili tytuły drużynowe.

 

Bryan vs Orton Nie będę się rozwodził nad walką, ale nad jej zakończeniem. Dziwne było że sędzia tak szybko klepał i Daniel wygrał. Do samego końca gali czekałem czy coś dziwnego się nie stanie, ale co dziwne skończyło się tym że Bryan jest mistrzem. Pół dnia rozmyślałem nad tym co się stało że jednak dali mu wygrać i co z tym zrobią na RAW. Już wiem co się stało bo czytałem posty o gali, ale poniedziałkową tygodniówkę obejrzę sobie jutro.

28054889252fa02dfba372.jpg


  • Posty:  10 372
  • Reputacja:   396
  • Dołączył:  11.01.2005
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Jasny

1. Axel vs. Kingston - przydługi opener, typowo "z dupy", który jakoś nijak nie potrafił mnie bardziej wkręcić. Curtis nadal nie przekonuje mnie do siebie, a mój kredyt zaufania dla niego się już wyczerpał. Na chwile obecną, to typowy vince'owy średniak, a ja, jako osoba, która się wychowała na walkach jego ojca (notabene, Curt przewraca się w grobie widząc jak jego syn wykonuje jego firmowy drop kick :roll: ) - mam w stosunku do niego duże oczekiwania (w tym przypadku, nazwisko zobowiązuje), których Młody Perfect nie spełnia nawet w połowie.

Sama walka była kiepściutka i jedyne co było tam warte uwagi, to świetna gra aktorska Heymana, który kradł poza ringiem to "show". Poza tym, wiadome było, że Axel nie umoczy z pasa na rzecz Kawowego, tak więc o żadnych emocjach nie mogło być tu mowy.

 

2. Divy - jak na Panie u Vince'a to było całkiem nieźle. Było nie za długo i cały czas coś się działo. Dobry booking Pchełki, podkreślający jej spryt i ringowe cwaniactwo. Każda z zawodniczek pokazała kilka ciekawych zagrań, no może poza Bellaską, która nadal jest sztywna niczym broda jej faceta i dla dobra Danielsona, mam nadzieję, że przynajmniej w wyrze akcje wychodzą jej bardziej składnie.

 

3. RVD vs. Del Rio - przyzwoita walka, choć bez jakiegoś większego szału. Pomiędzy Gandziowym Bobem a Alberto nie ma takiej ringowej chemii jak pomiędzy tym drugim i Zigglerem czy Christianem, co dawało się wyczuć. Było kilka ciekawych, ładnie podkręcających emocje, momentów, ale większość jakoś za specjalnie nie porywała. Na koniec dostaliśmy jeszcze głupawa końcówkę, gdzie Del Rio, mający okres ringowej dominacji i rywala z niemal "złamaną ręką", pozwala zdyskwalifikować się na własne życzenie... Gdzie sens? Gdzie logika?

A Sandalarz to miał chyba odczyt na jakimś Uniwerku, że nie wykorzystał walizki na tak zdemolowanym Mistrzu :D Aż się prosiło o zainkasowanie neseserka MITB.

 

4. Miz vs. Fandango - kiepścizna taka jak i hołubce Fan'a (Iwona Pavlovic zjadłaby go z butami, a pląsami Summer Rae wydłubała sobie po nim resztki z pomiędzy zębów). Z Mizem ciężko zrobić dobre starcie, a Curtis jest nadal na to za krótki. Głupi booking, gdzie Miz przez 3/4 pojedynku ośmiesza Tancerzyka, dając mu wpierdol dekady, a później jeszcze lightowo to wygrywa. Coś takiego było by obelgą na tygodniówce, a na PPV jest śmianiem się w twarz ludziom, którzy płacą za takie gówno (i jak tu nie piracić? :D )

 

5. Punk vs. Curtis & Heyman - ringowe nudy, mające doprowadzić tylko do tego, by Brooks poznęcał się - ku uciesze dzieciarni - nad starszym Panem, plus na koniec - deus ex machina i Wędkarz ratujący Heymana z beznadziejnej sytuacji. Wszystko siermiężne (ringowo nic ciekawego), mało zabawne (Punk obijający Paula) i przewidywalne, może poza wyborem samej postaci Wędkarza, jako wybawiciela naszego, zdesperowanego Menago.

 

6. Ambrose vs. Ziggler - niezłe, szybkie, dynamiczne starcie, z kilkoma ładnymi near fallami, kontrami i zmianami przewag. Idealnie nadałoby się na opener. Szkoda, że nie dali na nie więcej czasu, bo walka zdecydowanie "kleiła się" tym zawodnikom i wyszłoby to jeszcze lepiej. Ziggler nadal pokutuje za swój "długi język", a Ex-Moxley zgarnia czyste zwycięstwo. Niby nic wielkiego, ale walka nawet mi się podobała i z chęcią bym zobaczył tą konfigurację "na poważnie" (bo to tutaj, to była typowa zapchajdziura tylko po to, żeby Dean mógł sobie obronić pas na PPV).

 

7. Tarcza vs. PTP - typowa, sztampowa walka, gdzie pretendenci przez większość czasu "dają markom nadzieję", obijając Mistrzów, aby później gładko przegrać w końcówce. Pomimo tego starcie było dość szybkie i niezbyt długie, przez co oglądało się je bez większego bólu (choć też i bez większej ekscytacji). Końcówka klasyczna dla Tarczowników, gdzie Romek wali Speara "z partyzanta", a Ex-Tyler Black pinuje.

 

8. Bryan vs. Orton - spodziewałem się więcej po tym main evencie. Niby nie było źle, ale booking był taki, że aż do samego końca nie czułem żadnego zagrożenia utraty pasa przez Ortona. Od strony ringowej także szału tu nie było. Ot średniak, z kilkoma ciekawszymi momentami i zaskakująca końcówką, bo nie spodziewałem się, że Dragon tak szybko odzyska tytuł. Teoretycznie - nic tylko się cieszyć, a praktycznie - zjebali momentum Ortona, który jednak po turnie powinien trochę potrzymać pas, tym bardziej zważywszy na to, jakich ludzi ma po swojej stronie. Mam tylko nadzieję, że teraz nie dostaniemy festiwalu cyklicznych zmian Mistrzów i nabijania sobie statystyk, tak jak było to w przypadku Rocka i Mankinda. Spodziewałem się, że Bryan w bardziej dramatycznych okolicznościach odzyska tytuł.

 

Reasumując - NoC jakoś dupy mi nie urwało. Najjaśniejszy punkt to odzyskanie tytułu przez Dragona. Ciekawe były też starcia Zigglera z Ambrose'em oraz ewentualnie RVD z ADR'em (choć te też bez fajerwerków). Cała reszta, włącznie z main eventem, to mniejsze lub większe rozczarowania i walki, których nie będę pamiętał za tydzień. Moja ocena: 2/6.

Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.

Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

88278712552c9632374b21.jpg

  • 2 tygodnie później...

  • Posty:  1 009
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  06.04.2011
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

http://www.youtube.com/watch?v=fQSxHginLj0

 

Trochę spóźniony z filmem z opinią, ale dodałem też trochę nt. mojej wizji feudu Bryan vs Orton.

48798430952f294e69c1e4.jpg

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • KyRenLo
      Fenomenalny zasłużył: Piękny widok. To teraz niech WWE ogarnie Cenę, żeby go wprowadził, bo to jest chyba najlepsza możliwa opcja.  
    • KyRenLo
      Liv wybrała rywalkę i zaskoczenia nie było, bo być nie mogło. Liv vs. Steph: Brock Lesnar też zawalczy na WM i będzie to Open Challenge. Jacyś wasi faworyci do wyboru? Ja już wspominałem, że Lesnar vs. Femi ze zwycięstwem tego drugiego to jest coś, co chcę zobaczyć i oby WWE poszło w tym kierunku.
    • VictorV2
      Nadgoniłem Smackdown i muszę przyznać...ostatni odcinek oglądałem z uśmiechem. Nie dlatego że content był dobry, ale przynajmniej był entertaining.  Kit Wilson robi niesamowitą robotę. Nie spodziewam się wysokiego poziomu po Smackdown, ale jeśli chcą schylić się bardziej w entertainement to wychodzi to całkiem fajnie. Nawet Oba nie wygląda jak typowy "HULK BIG! HULK SMASH!" tylko ma trochę głębi, tu pożartuje, tu pociśnie Miz'a. Charlotte i Alexa ciągle są świeże i zabawne, ich przyjaźń zas
    • MattDevitto
      Też mnie to boli zwłaszcza, że Cena to był ich ,,gość'' przez długie lata... Wracając do AJa - ładne, ale też smutne pożegnanie. Nie mam już wątpliwości, że czeka go emerytura. Może jeszcze kiedyś jakaś pojedyncza walka z synem? Swoją drogą tak mi przyszło do głowy, że jego syn mógłby przyjąć nawet podobny ring name - AJ Styles jr., bo przecież mają te same inicjały. Cóż, AJ to mój top 3 ever i tylko dla niego w ostatnim czasie zerkałem co się dzieje w WWE...Jak pomyślę, że w tak krótkim cz
    • Grok
      AJ Styles naprawdę nie miał o tym pojęcia. Na końcu Raw pojawił się The Undertaker zaraz po tym, jak Styles wygłosił swoje pożegnalne przemówienie, kładąc kurtkę i rękawice na ziemi. Undertaker ogłosił, że Styles zostanie najnowszym inductee'em WWE Hall of Fame. Według Bryana Alvareza, AJ był totalnie zaskoczony tym gestem. Poniedziałkowy Raw w Atlancie był w całości poświęcony Stylesowi, który stoczył swoją ostatnią walkę na Royal Rumble w zeszłym miesiącu, przegrywając z Guntherem. Style
×
×
  • Dodaj nową pozycję...