Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Algorytm Pana Józefa


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Mamy kolejny, gorący dzień lata. Ukrop leje się z nieba, bezlitośnie opadając na to, co znajduje się poniżej. Powietrze jakby zastygło, a ciszę przerywa tylko brzęczenie pracowitych pszczół i natrętnych much. Raz na jakiś czas słychać świergot jakiegoś ptaka, ale po chwili się urywa – tak jakby nastrój rozleniwienia udzielił się także i jemu. Wszystko co żywe szuka chociaż odrobiny cienia.

 

Dotyczy to również naszego bohatera.

 

Franko siedzi przy stole postawionym pod uginającą się pod ciężarem dojrzałych owoców, starą i rozłożystą wiśnią. Pozostałe drzewa w okolicy są mniejsze, ale razem tworzą całkiem przyjemny i malowniczy sad. Jest też trochę otwartego terenu, który zamieniono w ogród. Wszystko to przecina wąska, wysypana kamykami ścieżka. Wracając do zamaskowanego (bo nosi maskę nawet w tym upale), to jest on pochłonięty polerowaniem jednego z leżących na blacie stołu pasów. Są tutaj wszystkie zdobyte przez Butchera i Bidama tytuły, co daje nam imponującą liczbę pięciu sztuk – leżą na stole piękne i lśniące, niedostępne dla każdego poza wyżej wymienionymi.

 

Słychać chrzęst i na ścieżce pojawia się Max Kolanko. Twarz reportera lśni od potu, a jego koszulka z logiem EWF też nie wygląda zbyt świeżo. Max podchodzi do Rzeźnika, który właśnie zanurza rąbek szmatki w słoiczku wypełnionym jakąś mazią.

 

- Mam nadzieję, że tym razem zdążyłem na czas?

 

Franko podnosi wzrok i taksuje nim nowoprzybyłego. Później odkłada szmatkę, wstaje i wita się z reporterem.

 

- Zdążyłeś w sam raz na obiad. Hela już się odgrażała, że za chwilę będą podawać. Usiądź. Jeżeli nie masz nic przeciwko temu to dokończę to, co zacząłem. Jak chcesz to pytaj o cokolwiek, mam podzielną uwagę.

 

Po wypowiedzeniu tych słów nasz bohater siada i wraca do przerwanego zajęcia, rozprowadzając warstwę pasty na powierzchni FTW Title. Kolanko siada naprzeciwko, oddychając z ulgą.

 

- Co za upał... widzę, ze Bidam powierzył Ci swój tytuł?

 

Butcher odpowiada nie podnosząc wzroku i nie przerywając pastowania:

 

- Tylko do wyczyszczenia. Zaschnięta krew, plamy po tłuszczu z kurczaka i cholera wie czym jeszcze... do obiadu powinienem dać sobie z tym radę.

 

- A gdzie się podział Pan Nowosibirski?

 

- Załatwia jakieś swoje sprawy i wróci wieczorem, podobno.

 

Franko mówi spokojnym, trochę monotonnym głosem. Nie przerywa polerowania.

 

- Niełatwo was złapać razem.

 

- Rzeczywiście, jakoś tak śmiesznie wychodzi. Chyba tylko Cassandrze udało się zrobić z nami wspólny wywiad. No ale ona strasznie o to zabiegała, więc nie dziwota że w końcu dopięła celu.

 

- Słyszałem, że odmówiłeś udzielania jej wywiadów – Maxowi nie udało się ukryć złośliwego uśmieszku - to prawda?

 

- Dobrze słyszałeś. Mieliśmy umowę, której nie dotrzymała. Nie zgadzałem się na filmowanie nas bez naszej wiedzy. Cassandra tego nie uszanowała, więc może zapomnieć o dalszej współpracy z Rzeźnikiem.

 

- No to pewnie będziemy częściej się spotykać – mówi Kolanko – co mi nawet odpowiada. Ładnie tutaj. Kiedy byliśmy tutaj ostatnio, na podjeździe zalegały dwumetrowe zaspy...

 

- Ze skrajności w skrajność, co nie? - Franko krytycznie przygląda się efektom swojej pracy – zimą mało was tutaj nie zasypało, a teraz można się roztopić.

 

- Mimo wszystko, wolę lato – uśmiecha się Max. – Wasz znajomy musi być bardzo szczodrobliwym człowiekiem, skoro tak chętnie udostępnia Wam swoje domostwo.

 

- To znajomy Helenki, a nie mój – zamaskowany jeszcze coś tam poleruje, poprawia – i ma słabość do zakładów. Ostatni założył się z kimś o butelkę ponad pięćdziesięcioletniej whisky, że pokonam Bane’a. Jak widać, opłaciło mu się. A że domów ma kilka, to i może sobie pozwolić na wielkoduszność.

 

- Pokonałeś Bane’a w Main Evencie syryjskiej gali i przejąłeś od niego Daemusin Championship – reporter ma dzisiaj tendencje do złośliwych grymasów na twarzy, ale ten tutaj nie powinien dziwić biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się pomiędzy nim i „Zgubą” w Syrii - na tej samej gali Twój tag team partner obronił swój FTW Title. Wspólnie posiadacie wszystkie pasy w EWF, poza World Championship. Jakie to uczucie, być tak znaczącą siłą w obecnym Extreme Wrestling Federation?

 

Franko w końcu odkłada pas i ściereczkę. Zakręca też pojemniczek z pastą.

 

- Od wielu miesięcy mówimy, że jesteśmy nową siłą w EWF. Może nie trąbimy o tym przy każdej okazji, może nie odnosimy pasma bezustannych zwycięstw, ale ciągle idziemy do przodu. Robimy swoje, zamiast w kółko tylko o tym gadać. I sam popatrz, gdzie nas to zaprowadziło: do sytuacji, w której musimy skoncentrować się głównie na obronie już zagarniętych zdobyczy. I właśnie to robimy, i będziemy robić. Poza tym pozostał nam już tylko World Title.

 

- Hmm... to chyba nie do końca prawda. W końcu pozostało Ci jeszcze do zdobycia Fuck The World Championship, który posiada Bidam. To raczej ten tytuł jest uznawany za przystanek na drodze do najważniejszego pasa federacji...

 

- W tej chwili nie potrzebuję FTW Title. Ma go Bidam, i to jest w porządku. Wiadomo: jeżeli zarząd ustawi jakąś walkę pomiędzy nami, to będziemy walczyć. Ale nie zamierzam w żaden sposób zabiegać o ten pas. To fakt, że jestem chciwy trofeów. Wręcz pazerny. Ale nie wydaje mi się właściwe wykrwawiać siebie i kumpla w walce o tytuł, który w tej chwili nie jest mi tak do końca potrzebny. Powiedziałeś, że to klucz do Main Eventów. Niby prawda, ale mówisz to człowiekowi, który niedawno zaprezentował w walce wieczoru traktowane dotąd po macoszemu Daemusin i Evolution Championship. FTW Title nie jest konieczny do tego, żeby walczyć o najwyższe laury. A Scyther udowodnił kiedyś, że posiadacz Evolution Title może walczyć o główny pas federacji. I tego zamierzam się trzymać.

 

- Ambitny cel.

 

- Jasne, że tak. Już Bidam prorokował kiedyś, że spotkamy się w walce sam na sam, kiedy zabraknie nam innych przeciwników. Kto wie – może miał rację? Mądry człowiek z pana Nowosibirskiego. To jeden z powodów, dla których go sobie cenię.

 

Rozmowę przerywa głos Helenki, która obwieszcza wszem i wobec, że nadeszła pora obiadu.

 

- Wyłącz to, kolego – mówi Franko patrząc prosto w kamerę – jak zjemy, to będziemy rozmawiali dalej.

 

Obraz gaśnie.

 

 

 

 

 

- To było naprawdę bardzo smaczne. Nie wiedziałem, że Pani Helena posiada również talenty kulinarne...

 

Słowa Maxa Kolanko przerywają panującą od pewnego czasu ciszę. Sceneria rozmowy nie zmieniła się zbytnio – upał ciągle leje się z nieba, spracowane owady latają z wysiłkiem to tu, to tam, a wiśnia rzuca trochę cienia na stojący pod nią stół, przy którym zrobiło się trochę bardziej tłoczno: do Maxa i Franko dołączyły ubrane w letnie sukienki Helenka i Berenika, a także Velvet Lee. Azjata wydaje się trochę rozkojarzony i czasem rzuca na bok niespokojne spojrzenie, ale w porównaniu z galą w Syrii i tak wygląda jak oaza spokoju. Na stole widać talerze, z których niedawno „wymieciono” zawartość, dzbanek i szklanki z resztkami kompotu, sztućce, serwetki i tak dalej.

 

- Dziękuję – uśmiecha się Hela – ale bez Bereniki nie wyszłoby mi tak dobrze. Bo to jest tak, że ja mam dużo zapału, ale kucharka ze mnie dosyć marna... w przeciwieństwie do tej dziewczyny.

 

Berenika opuszcza wzrok i rumieni się przeuroczo, słysząc te pochwały. Niezrażona tym Helenka kontynuuje:

 

- Ona chyba jakąś szefową kuchni kiedyś była, bo naprawdę świetnie sobie radzi. A żebyście ją widzieli przy krojeniu sałatek! Ciach, ciach, ciach – i pokrojone! Wyglądała jak jeden z tych azjatyckich mistrzów kuchni, kojarzycie? Ten nóż to jej normalnie śmigał w rękach – o, tak jej śmigał!

 

Helenka chwyta jakiś widelec i próbuje zobrazować swoją wypowiedź. Widać jednak, że i bez tego jej rozmówcy załapali o co chodzi.

 

- To już jakiś punkt zaczepienia – mówi Kolanko – znaczy, w śledztwie mającym na celu odkrycie tożsamości panny Bereniki. To znaczy, chyba panny...

 

- Myślę, że jestem panną – to sama zainteresowana odzywa się nieśmiało.

 

- O, to już coś! Coś sobie przypomniałaś, Bereniko?

 

Policzki czarnowłosej płoną, kiedy udziela odpowiedzi:

 

- Nie, nie przypomniałam sobie, ale... mam pewność, że nie jestem mężatką.

 

- Skąd ta pewność?

 

- Nie twój zakichany interes – przerywa Helenka zdumionemu reporterowi. – Po prostu jest tego pewna i już, w porządku?

 

- Umm... jasne, oczywiście.

 

Mina Maxa sugeruje, że nic nie jest oczywiste, ale widać też, że nie zamierza on drążyć tematu. Przynajmniej na razie.

 

- Chodź, Bereniko, dajmy się chłopakom wygadać.

 

Helenka wypowiada te słowa z lekkim przekąsem, po czym wspólnie ze swoją towarzyszką zbierają puste naczynia i oddalają się poza kadr. Przez chwilę słychać tylko chrzęst żwiru. Ciszę przerywa Kolanko:

 

- Czyli... kucharka, tak?

 

Franko uśmiecha się po swojemu (czyli dosyć dziwnie).

 

- Może.

 

- Ja stawiam na to, że to zabójczyni – Velvet uaktywnia się werbalnie jednocześnie nalewając sobie ziółek – zimna i podstępna, wysłana tutaj w jakimś mrocznym celu. Na pewno ma za zadanie zdobycie naszego zaufania, omotanie nas, a później... ciach!

 

- Ciach? – Ton głosu Rzeźnika jest nawet dosyć uprzejmy.

 

- Ciach! – Powtarza Velvet z uporem. – Pewnego ranka po prostu się nie obudzisz! Albo obudzisz, ale bez nerki! Albo z jajami w szklance, na nocnym stoliku!

 

- To logiczne – mówi Franko z jakimś wisielczym humorem – nie ma osprzętu, nie ma Butchera. To pewnie byłby mój koniec.

 

- Jak ty możesz być taki spokojny, Franko?! – Emocje sprawiają, że Velvetowi wyraźnie trzęsą się ręce i rozlewa to, co tam sobie nalewał – przecież tutaj chodzi o twoje życie! Obudź się! Działaj! Zrób coś! Ratuj Elegance’a! Ratuj nas! Ratuj federację!

 

- Przed kim mam ją ratować?

 

Beznamiętny ton zamaskowanego sprawia, że Velvet po prostu oklapł. I zajął się ziółkami.

 

- I tak to trwa od paru miesięcy – wyjaśnia Butcher – ja już nawet uczyniłem sobie coś na kształt hobby z wymyślania potencjalnych porywaczy i powodów, dla których mogliby wyczyniać te wszystkie idiotyzmy. Potrafię przeprowadzić całkiem logiczny wywód udowadniający złe zamiary praktycznie każdego z pracowników EWF, a ostatnio to nawet próbuję dopasować do tego znane osoby publiczne – ot tak, żeby nie wyjść z wprawy.

 

- I co? Doszedłeś do jakichś wniosków?

 

- A gdzie tam. Ktoś się z nami bawi i z uporem maniaka prowadzi tą swoją grę, w której ja nie mam ochoty brać udziału. Może kiedyś mu się to wreszcie znudzi? W końcu chyba marny gracz z kogoś, kto nie daje się wciągnąć w rozgrywkę, no nie? Moja pasywność to niby też jakaś strategia, ale chyba nie o to chodziło porywaczowi? Zresztą, kto go tam wie...

 

- I naprawdę nie masz żadnych pomysłów co do odkrycia jego tożsamości?

 

- Przecież mówię, że teorii to ja mam od groma i jeszcze trochę. Tyle, że nic z tego nie wynika. No bo co mi da na ten przykład świadomość, że porywaczem może być książę Nabeshima? Zawsze miał jakieś problemy z głową, więc taka intryga byłaby w jego stylu. Do tego ten tatuaż na plecach Heńka połączony z pozbawieniem go owłosienia, to japońskie whisky które dostał Bane... poszlak nie brakuje, no nie? Ale tak właściwie to niczego mi to wszystko nie daje. W ostatecznym rozrachunku i tak wychodzi na to, że muszę cierpliwie czekać na moment, w którym będę miał absolutną pewność że wiem, kto stoi za porwaniami. To bardzo ryzykowna, ale i jedyna sensowna strategia. Wymaga bezustannej czujności, ale akurat z tym to ja nigdy nie miałem problemu. Teraz wszystko sprowadza się do tego, żeby nie dać sobie władować kosy w plecy. Ewentualnie wyjąć ją sobie z pleców, pozbierać się jakoś i w końcu wyjść z kontratakiem. Zobaczymy, jak się to wszystko potoczy.

 

- Innymi słowy: nic nowego?

 

- Właśnie. Niby wszystko się zmienia, a jednak jest niezmienne. Porywacz podrzuca nam wskazówki, które wcale nie muszą być wskazówkami. Szkoda mi na to wszystko czasu. Wolę skoncentrować się na rzeczach, na które mam realny wpływ.

 

- Takich jak obrona pasów tag team?

 

- To bardzo dobry przykład.

 

- Nie da się ukryć, że turniej o posiadane przez Ciebie i Bidama trofea zapowiada się niezwykle ciekawie...

 

- Rzeczywiście, interesująco to wygląda. Każdy członek rosteru otrzyma swoją szansę, którą spróbuje wykorzystać. Oni wszyscy będą chcieli kawałka nas... wszyscy. Od młodych kolesiów, którzy marzą po cichu o zwycięstwie – nieważne jak, nieważne w czyim cieniu, byleby tylko poczuć słodki smak triumfu i ciężar pasa na ramieniu – aż po tych, którzy ten smak i ciężar znają, i ciągle nie mają ich dosyć. Wszyscy przeciwko nam, my przeciwko wszystkim.

 

- Wydajesz się pokładać sporo zaufania w swoim partnerze, a przecież udowodnił on ostatnio że nie jest do końca... stabilny. No i wciąż ciążą na nim te wszystkie podejrzenia...

 

- To już się robi nudne. Odkąd pamiętam powtarzam w kółko, że Bidam to niebezpieczny człowiek i urocze jest to wasze zdziwienie, kiedy moje słowa się potwierdzają. Obecny FTW Champion jest jednym z najgroźniejszych ludzi, jakich znam. Wy dopiero zaczynacie to dostrzegać, ale dla mnie to żadna niespodzianka. Przecież to jest zawodnik kompletny. I wymarzony tag partner dla kogoś takiego jak ja.

 

- No tak, ale te jego napady agresji...

 

- Jak dotąd zdarzył się jeden, ale bądźmy szczerzy: nie będę płakał po Rejdychu. Cudów się nie spodziewałem, ale on wręcz oszołomił mnie swoją niekompetencją. Ostrzegałem go, żeby nie wkurwiał Bidama, a on nie posłuchał. Należało mu się. Trochę brutalnie wyszło, ale przynajmniej nauczka będzie lepiej zapamiętana, no nie?

 

Butcher uśmiecha się paskudnie co przypomina widzom, że taki do końca „dobry” to on chyba nie jest.

 

- Bidam może utopić we krwi połowę EWF. Mam to w dupie. Uznałem go za kumpla wiedząc, do czego jest zdolny i jakie brzemię przeszłości dźwiga na swoich barkach. Widzę jego rozdarcie. Nie będę go nawracał, a ni nic w tym rodzaju. Może wybrać ścieżkę, którą zamierza podążyć i liczyć przy tym na moje poparcie. Lepszego partnera nie znajdę i działa to również w drugą stronę.

 

- No, jakby się tak zastanowić...

 

- Nie ma się nad czym zastanawiać. Nie bez powodu jesteśmy mistrzami. Różnimy się na tyle, żeby się uzupełniać i jesteśmy przy tym wystarczająco do siebie podobni, żeby zaufać sobie w ringu. Od miesięcy wspólnie trenujemy i możesz mi uwierzyć kiedy mówię, że coraz lepiej to wygląda. Ja wnoszę siłę, której mu trochę brakuje, a on zwinność, której brakuje mnie. Razem jesteśmy czymś więcej niż osobno. To zresztą powinno być naszą przewagą nad tymi wszystkimi przypadkowymi drużynami, które będą walczyły w turnieju.

 

- W zasadzie może się zdarzyć, że w Gdyni odnowi się jakiś team złożony z zawodników, którzy w przeszłości walczyli już u swojego boku.

 

- Fakt, to może się zdarzyć. Wiele rzeczy jest niepewnych i niedopowiedzianych. Nie wiem nawet, jak ten turniej będzie wyglądał – czy weźmiemy w nim udział od początku, czy też wypoczęci i pełni sił będziemy czekali na tych, którzy go wygrają. To bez znaczenia, jak zawsze. Mamy pasy do utrzymania i wyprujemy z siebie żyły, żeby je zachować. Podoba mi się bycie mistrzem i wiem, że Bidam patrzy na to tak samo. Pod tym względem jest bardzo do mnie podobny: nie odpuści. Możesz go bić, okopywać, wprasowywać w matę, skakać mu po głowie, miotać nim po ringu, miażdżyć, łamać, szczypać, szarpać, ciąć, przypalać i poniewierać na różne wymyślne sposoby – możesz robić to wszystko, a i tak wystarczy chwila nieuwagi, jakaś drobna dekoncentracja i Nowosibirski już wstaje i przypierdala ci tym, co tam akurat ma pod ręką. To Produkt Totalitarnego Systemu i niełatwo go złamać, albo zadać mu prawdziwy ból. Urodził się w bólu, żyje w bólu i pewnie też tak umrze. Nigdy w pełni go nie zrozumiem, mogę tylko próbować. Wydźwignął się z krwi, brudu, głodu i poniżenia, przezwyciężył upodlenie i przeżył to, czego wielu postawionych w jego sytuacji przeżyć nie zdołało. Potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji i z każdym przeciwnikiem. Zna życie i reguły rządzące naszą federacją. I jest uzależniony od wygrywania. Nawet kiedy zdarzy mu się potknięcie, powraca z uporem i kontynuuje swoją drogę przez krew, pot i ból. Nie zniża się do narzekań, czy obwiniania kogokolwiek poza sobą samym. Po prostu wstaje i zwycięża. W końcu zawsze zwycięża. To partner idealny i przeciwnik doskonały. Szanuję go od samego początku i mam nadzieję, że wbrew panującym w tym biznesie standardom nasze przymierze przetrwa. Sporo już zdziałaliśmy i udowodniliśmy, ale wiele pracy jest jeszcze przed nami. I kiedyś – wcześniej, lub później – zmierzymy się w walce sam na sam. To będzie bardzo niezwykłe spotkanie, to będzie walka walk, to będzie rzeź która wstrząśnie federacją, a nawet... czy powinienem cytować Bidama? Może i powinienem, bo i w tej kwestii się zgadzamy: to będzie mord. Czysty i zimny, nieskażony kalkulacjami. Wojna na wyniszczenie, która odpowie nam na wszystkie pytania o granice naszej odporności. To jednak temat na inną rozmowę, teraz współpracujemy, i to jest dobre. Teraz dwie maszyny skoncentrowane na wygrywaniu działają unisono. Każdy, kto spróbuje odebrać nasze pasy, spotka na drodze tornado, tsunami, wcieloną apokalipsę. Jesteśmy, kurna, najlepsi i udowodnimy to po raz kolejny. A później jeszcze raz. I jeszcze raz. Tyle razy, ile będzie trzeba.

 

- Wyglądasz na zdeterminowanego.

 

- Bo jestem zdeterminowany. To kwestia podejścia do tej pracy. O, to powinno dobrze zobrazować ci sytuację: niedawno przechadzałem się po cmentarzu.

 

- ???

 

- Są tam różne groby. Od takich potężnych, rodowych krypt, w których czeluściach spoczywają całe familie, poprzez miejsca spoczynku małżeństw i osób samotnych, aż po młodociane ofiary wypadków i dzieci, które nawet nie zdążyły nacieszyć się życiem. Zwróciłeś kiedyś na to uwagę? Na ten... rozrzut? Różny wiek, przemieszane zawody, kompletny chaos i przypadkowość, rozumiesz? To przypomina człowiekowi o rzeczy podstawowej i zarazem często zapominanej: nie jesteśmy, cholera, wieczni. Ja to wiem i rozumiem, ja o tym ciągle pamiętam. I chcę wygrywać bo nie mam pojęcia, ile czasu na tym padole mi jeszcze pozostało. Może to trochę patetyczne, ale właśnie tak rozumuję. Nie mam czasu na pierdoły, nie mogę pozwolić sobie na błędy. Muszę wygrywać tak często, jak to tylko możliwe. Muszę dawać z siebie wszystko, przyjmować na siebie wszystko, wstawać i znowu dawać z siebie wszystko. Ja jestem Franko The Butcher i traktuję swoje walki śmiertelnie poważnie. Wspólnie z Bidamem zgotujemy piekło wszystkim pretendentom do naszych pasów. Chcecie nas wypróbować? Sprawdzić, ile minut wytrzymacie z nami w ringu? Zapraszamy, macie niepowtarzalną okazję.

 

Franko uśmiecha się wrednie i w tym momencie wiemy już, jakie słowa za chwilę padną z jego ust:

 

- Skopiemy wam dupska, sukinsyny.

 

Słońce jak prażyło, tak praży dalej, Zamaskowany sięga po dzbanek z kompotem i widać, że uważa ten wywiad za zakończony.

 

Max daje znak kamerzyście i materiał się urywa.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • GGGGG9707
      Tak też mi niespodzianki, Belair, AJ Lee, Lesnar, LA Knight, Dom, pewnie ten nowy arab saudyjski którego wzięli.  Ja zawsze na Royal Rumble przyjmuję sobie że chcę co najmniej jedną niespodziankę ale taką której się nie spodziewam. Te wymienione się nie liczą bo i tak prawie pewne że będą i to żadna niespodzianka. Choćby to był nie wiem Hornswoggle to i tak dam na plus bo będę zdziwiony a o to chodzi w Royal Rumble. Chyba na 60 wrestlerów da się zarezerwować 1 miejsce dla kogoś kogo si
    • MattDevitto
      Myślałem, że ona skończyła z wrs
×
×
  • Dodaj nową pozycję...