Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

E-fedy byłyby spoko, gdyby nie RPy


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  1 867
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  26.03.2008
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Las, nieprzenikniona puszcza, gęsto zapełniona roślinnością. Liście szumią w rytm podmuchów wiatru, tutejsza fauna zaznacza swoją obecność podgwizdywaniem, stukotem i innymi różnego typu dźwiękami. My zaś to wszystko obserwujemy za pośrednictwem obrazu z kamery. Obraz ten jest niestabilny, najwyraźniej ktoś kręci z ręki i w dodatku robi to w niesprzyjających, można by rzec - wyboistych okolicznościach. Praktycznie cały kadr zajmuje plecak, trochę przetarty, trochę odrapany. Czasem w pole widzenia kamery załapuje się kawałek ubrania właściciela plecaka. Gdzieś przy krawędziach kadru widać jakąś wydeptaną ścieżkę, po bokach jawią się drzewa, przeważnie liściaste, tworzące coś w rodzaju „leśnego korytarza”. Za ścieżkę dźwiękową, prócz wcześniej wspomnianych szumów i ptasich śpiewów, robią ciężkie oddechy i sapnięcia kamerzysty.

 

Niezidentyfikowany bliżej głos: Jesteśmy już niedaleko, zbliżamy się… zaraz zostaniemy świadkami niesamowitego zjawiska. To właśnie w lasach podobnych temu, w liściastej kniei swe nory uwielbia przygotowywać sobie rzadki, wręcz unikatowy gatunek borsuka epileptyka. Jego przydomek wziął się od charakterystycznego tańca stosowanego by zaimponować okolicznym samicom.

 

Raczej nietrudno wywnioskować, że autorem tych słów okazuje się właściciel plecaka. W pewnym momencie zatrzymuje się i odwraca w kierunku swojego towarzysza wycieczki - kamerzysty. Operator reaguje na to z pewnym opóźnieniem, na skutek czego przez chwilę widzimy jedynie wzory na sztruksowej koszuli przewodnika całej wyprawy. Potem na szczęście kieruje oko kamery na twarz swojego kompana. Nieogolony, acz przystojny pan uśmiechając się zalotnie puszcza oczko w stronę nas – telewidzów. Chociaż trzeba przyznać, że jakoś mało znany ten człowiek zdaje się być.

 

Wydeptana ścieżka, niekiedy poprzebijana korzeniami o które łatwo można się zaczepić, prowadzi naszych bohaterów przez jakieś bite pół minuty. Szkoda, że nikt nie pomyślał o tym, by wyciąć ten nudny moment.

 

Na szczęście drzewiasty korytarz się kończy, obaj mężczyźni wychodzą na słabo zarośnięty fragment lasu. Wcześniej widziane drzewa zapewne uniemożliwiły roślinności na nadmierne posilenie się słońcem, parę krzewów i multum trawy – taka różnorodność panuje w tej części lasu. Może łatwiej będzie dojrzeć tu borsuka?

 

Całą sielankę przerywa gardłowy krzyk prowadzącego. Dezorientuje on kamerzystę, który zaczyna krążyć obrazem wokół siebie, w celu odnalezienia przyczyny tej reakcji. Nagle zatrzymuje się i robi zbliżenie… na gościa o dość miśkowatej aparycji, ubranego w kostium częściowo pokryty sierścią, przywdziewającego na twarzy maskę… bobra, na domiar wszystkiego kąpiącego się w dość płytkim strumyku. Dziwadło to nie dostrzegło jeszcze podróżników, bo zbyt zajęte jest pluskaniem się w wodzie i śpiewaniem hitu Celine Dion – „Tout l'or des hommes”

 

 

Nieogolony przyrodnik: Szaleeenieec!

 

Mężczyźni poczynili zwrot o 180 stopni, za pewne w celu rozpoczęcia ucieczki, zauważyli jednak Znajdę opartego o jakieś drzewo, kontemplującego w najlepsze.

 

Nieogolony przyrodnik: O Znajda, dawno go nie widziałem…

 

Nie było jednak czasu na dokładnie przypomnienie sobie jak dawno już nie widzieliśmy byłego Evolution Championa, bo zza kadru zabrzmiało coś w stylu warczenia. Kamerzysta nieśmiało dokonał kolejnego zwrotu o 180 stopni. W pobliskich krzakach stał kolejny stwór, nawet nieźle umięśniony, odziany w brudny i pomięty skórzany płaszcz, ale najważniejszym atrybutem z pewnością była maska wilka na twarzy.

 

Nieogolony przyrodnik: Boże szaleeeńcyyy! Zamordują nas rytualnie, zobaczysz, Kazimierz, odwrót! ODWRÓT!

 

Bohaterowie materiału pobiegli w stronę nieobstawionej jeszcze ścieżki, niewiele widzimy, albowiem operatora pochłania obecnie jedynie chęć natychmiastowej ucieczki i kamerę trzyma obiektywem do ziemi. Słyszymy odgłos otwierania samochodowych drzwi, ogólny popłoch, kamera położona zostaje na desce rozdzielczej, dlatego możemy przez przednią szybę obserwować co się święci. Kierowca – w tym wypadku przewodnik z plecakiem – robi gwałtowny manewr i już zamierza wyjechać z lasu, gdy przez szerszą już w tym miejscu ścieżkę przebiega mu… człowiek z maską jelenia na twarzy.

 

Człowiek-jeleń: Chuju jak jeździsz!

 

Nieczęsto spotykany mix człowieka z jeleniem odskoczył na bok, co umożliwiło ekipie filmowej wciśnięcie gazu do oporu i ewakuowanie się. Transmisja w tym miejscu urywa się…

 

Nie zdążyliśmy ochłonąć jeszcze po tym filmowym materiale, gdy jakaś wyższa siła (prawdopodobnie montażownia) traktuje nas gwałtowną zmianą klimatu. Damaszek. Obrazy z lotu ptaka. Tym razem stabilna kamera wolno przenosi nas ponad miastem. Ze sporej odległości dzielącej nas od ziemi można jedynie przypuszczać, że gwałtownie unoszący się gdzieniegdzie piasek i pył to wynik jakiegoś zbrojnego ataku. Niestety taki już obecny urok, a zarazem przekleństwo, tego miasta.

 

Nagły przeskok i już znajdujemy się na ziemi. Obserwujemy życie na ulicach Damaszku. Ujęcia spokojnej egzystencji tutejszych mieszkańców przemieszane są z obrazami walk na ulicach. Raz towarzyszymy ulicznym sprzedawcom, którzy zachęcają do skorzystania ze swoich ofert. Za moment widzimy demonstrację i tłumy ludzi bijących się z przedstawicielami wojska. Mało prawdopodobne, by zdarzenia te odbywały się jednocześnie, filmik ten zapewne został tak zmontowany. Z nagrania wycięto jakiekolwiek dźwięki. Nie uświadczymy gwaru ulicy, huku pocisków, krzyków, ni podmuchów wiatru. Jedynym podkładem muzycznym jest tu tradycyjna syryjska melodia, podłożona w postprodukcji, której jednak nie umiemy w tym miejscu przytoczyć.

 

Kolejny i ostatni nagły przeskok w tej sekwencji. Realizator przenosi nas przed jeden z syryjskich domów kultury. Przed schodami prowadzącymi do wnętrza przybytku znajduje się grupa alawitów. Zapewne w tym momencie turecki premier Erdogan mógłby tryumfalnie krzyknąć „A nie mówiłem!”, ale wątpliwe, by miał dostęp do materiałów EWF i oglądał to wideo. Przed nawet liczną delegacją parkuje krótka, bo zaledwie dwuelementowa, kolumna opancerzonych terenówek. Z wnętrza pierwszej wysiada syryjski żołnierz, po czym otwiera prawe tylnie drzwi. Z samochodu wysiadają w kolejności: były Evolution Champion – Znajda, pewien młody i schludny mężczyzna wyglądający z urody na Syryjczyka, syryjski żołnierz. Z drugiego auta, już bez pomocy armii, wysiadają w kolejności: wcześniej widziany człowiek-bóbr, wcześniej widziany człowiek-wilk, wcześniej widziany człowiek-jeleń.

 

Uczestnika tag team matchu na następnej Wrestlepaloozie wita delegacja alawitów. Znajda przejawia oznaki zakłopotania, zachowuje jednak spokój i po chwili jest już prowadzony do wnętrza domu kultury. Próbuje podążyć za nim grupa ludzi-zwierząt, jednak jeden z syryjskich żołnierzy wyciągniętą ręką daje znak do pozostania na zewnątrz. Awantura wisi w powietrzu, chociaż za sprawą wyciętego dźwięku nie wiem jakie słowa padają w tej kłótni. Człowiek-wilk szykuje się do konfrontacji, ale zarówno bóbr jak i jeleń chwytają go i odciągają na bok.

 

Przenosimy się do wewnątrz. Na ścianach widnieją gobeliny przedstawiający zielony miecz na białym tle. Na środku krzesła tworzą krąg. Przypomina to trochę miejsce, w którym za chwilę jakiś niszowy poeta wyciągnie z kieszeni tomik poezji i zacznie go recytować garstce zapaleńców. Czyżby był to celowy zabieg organizatorów? Celowo przeniesiono na syryjski grunt klimat polskiego domu kultury? Tego raczej nigdy się nie dowiemy. Dowiemy się natomiast, że na pierwszym, od strony wejścia patrząc, lokuje się Znajda. Po jego prawicy usadawia się Syryjczyk, który z nim wysiadał z samochodu. Resztę krzeseł zajmują alawici.

 

Znajda: EWF cieszy się, że zawitało do Syrii.

 

Schludny Syryjczyk powiedział coś zgromadzonym alawitom, którzy niezmiennie uśmiechali się życzliwie w stronę gościa. Za kulisami mówi się, że w roli tłumacza zatrudniono pewnego lekarza pediatrę pracującego w Polsce, ale w czasie transmisji nikt tego przecież nie potwierdzi.

 

Znajda: Rozumiem jak ciężkie muszą być dla Was te chwile.

 

Tłumacz: Pozwoli Znajda, że przemilczymy ten temat w tłumaczeniu, nie jestem pewien, czy moi rodacy chcieliby w tej chwili rozdrapywać niezagojone jeszcze rany.

 

Znajda: Tak, tak, przepraszam za nietakt. Proszę przełożyć to tak, by nie urazić nikogo w tym miejscu.

 

Skromny charakter całego spotkania zapewne pasował naszemu biedakowi, nieprzyzwyczajonego w stu procentach do światła jupiterów. Nie spodziewał się jednak, że każdy z jego gospodarzy jest wielkim fanem wrestlingu, a całe spotkanie, chociaż anonsowane jako okazja do poznania kultury alawitów, miało na celu poznanie jednego z tych niesamowitych atletów. Bogatsi o tę informację nie dziwcie się pytaniu, które padło… właśnie teraz!

 

Alawita: Gdzie się tak długo spodziewałeś Znajdo? Nie widywaliśmy Cię od gali w Koszalinie! To taki szmat czasu!

 

Do wypowiedzi poszczególnych członków tego wyznania, z którego wywodzi się przecież Baszszar al-Asad, zostały dołączone polskie napisy u dołu ekranu. Dla upłynnienia całego przekazu realizator wyciął fragmenty podczas których tłumacz dokonuje przekładu.

 

Znajda: Ciekawe, że pytacie. To długa historia…

 

Człowiek z gigantyczną luką w życiorysie zadumał się i rozpoczął historię.

 

Realizator dopuścił się niecodziennego zabiegu i za pomocą uprzednio nagranego filmu zaczął przybliżać nam opowieść chłopaka, który gdyby – odpukać – zginąłby, to na jego grobie zapewne umieszczono by tabliczkę z napisem „NN”. Trzeba przyznać, że nieliczne przecież wspomnienia byłego Evolution Champa są niezwykłe ostre i wyraźne. Najwyraźniej nasz ulubieniec rejestruje je sprzętem najwyższej jakości. Znów odwiedziliśmy las, ciekawostką może być to, że jest to niemalże to samo miejsce, w którym kręcono tamten pamiętny odcinek programu przyrodniczego. Znajomą już nam wydeptaną ścieżką kroczy, a nawet snuje się posmutniały Znajda. Wspomnienia są z gdzieś po Wrestlepaloozie w Koszalinie, dlatego przypuszczamy, że taki nastrój wywołała w zawodniku bez własnego dowodu osobistego utrata mistrzostwa na rzecz Franko. W dodatku ta cicha melodia wszystkiemu towarzysząca, smutna, nostalgiczna. Zadumany wrestler usiadł na najbliższym pniaku, chwycił gałązkę i począł rozgrzebywać pozostałości ogniska. Potrwało to dłuższy moment… aż tu nagle z rzeki wyskoczył gość w masce bobra i zaczął się energicznie trząść, na skutek czego woda z jego kostiumu pryskała we wszystkich kierunkach. Zza krzaka wyłonił się człowiek-jeleń. Znajda delikatnie się zląkł, a spokoju w jego serce z pewnością nie wlał ten przerażający mężczyzna w masce wilka, który stanął i zaczął warczeć.

 

Znajda: Spokojnie, nie chciałem naruszyć Waszego terytorium.

 

Sytuacja stawała się coraz to bardziej niepewna. Zwierzaki-cudaki otoczyły debiutanta z 2013 roku… krzyknęły radośnie i poczęły poklepywać go po plecach.

 

Człowiek-jeleń: Ach, z pewnością kolega wrestler!

 

Człowiek-bóbr: Dakord!

 

Człowiek-jeleń: Witamy w naszych skromnych, bo skromnych, ale gościnnych progach. Ja jestem Bambi Jr., zbieżność imion niestety nieprzypadkowa… ten tutaj to Żeremię Menez, jedyny w biznesie francuskojęzyczny bóbr z Kanady…

 

Żeremię: Bążur!!! Trebię!!!

 

Bambi Jr.: A to Wilku WDŻ, niegdyś czarna owca tego lasu, ale w odpowiednim momencie nawrócona na ścieżkę dobra.

 

Znajda: Co oznacza WDŻ?

 

Wilku: CHUJ CIĘ TO OBCH… uff, spokojnie… Wolę Dużo Żreć i tak mam w pseudonimie, kapujesz?

 

Bambi Jr.: Coraz sprawniej powstrzymujesz swój gniew, tak trzymać!

 

Znajda: Hmmm, wyglądacie dość niebanalnie jak na zwierzęta.

 

Bambi Jr.: Ha! My wcale nie jesteśmy banalnymi zwierzętami. Należymy do coraz to węższej gromady… ZWIERZĄT-WRESTLERÓW! Nasza trójka zaś nosi miano… PRZYJACIÓŁ Z ZACZAROWANEGO LASU!

 

W mgnieniu oka cały ten trochę naciągany zwierzyniec ustawił się niczym zespół Milano do zdjęcia na okładkę kolejnej kasety.

 

http://www.bankfotek.pl/image/1533649.jpeg

 

Z tej chwili nostalgii wybudził wrestlera jeden z niecierpliwych alawitów, posyłając kolejne pytanie w stronę.

 

Alawita: Dlaczego zaatakowałeś Bidama?

 

Lekarz przełożył Znajdzie to pytanie. Wrestler westchnął, zadumał się i zaczął snuć swoją odpowiedź.

 

Znajda: Parę miesięcy temu przestałem być Znajdą, adekwatniej było wówczas wołać na mnie „Zguba”. W sumie nikt nie wołał, nie obeszło to nikogo, zapomniano o mnie, bo zniknąłem prędzej niż się pojawiłem. Dlaczego nie udałem się wówczas w kolejną trasę z federacją? Coś mi wówczas mówiło, że nie jest tak jak powinno być. Trochę to śmieszne, prawda? Byłem totalnie niezaznajomiony z szablonami, regułami życia wrestlera, a i tak dostrzegałem jakąś nieprawidłowość. I zamiast ten defekt odnaleźć i zatuszować… ja… ja ukryłem się w głębokim lesie, zarówno dosłownie jak i w przenośni, użalając się nad sobą. Mało brakowało, a bym zajadał się galonami lodów by stłumić niską samoocenę - niczym bohater amerykańskiego filmu.

 

I w takiej właśnie biedzie odnalazłem przyjaciół. Nie przywiązywali wagi do tego kim jestem, jak wyglądam, jak prezentuję się na tle ogółu. Nie zamykali się w hermetycznym towarzystwie, nie stawiali warunków i wymagań. Odwdzięczyłem się im tym samym. Mawia się, że przyjaciołom można powierzyć swe tajemnice. A nikt w takim stopniu jak ja nie wie… nie, „wiedzieć” w tym miejscu nie pasuje… nikt nie styka się z zagadkami tak często jak ja. Moje dotychczasowe życie jest jedną, ogromną, możliwe, że mroczną… tajemnicą. Nie obarczę jednak moich przyjaciół tym życiem. Powierzyłem im mój los. Moją przyszłość. Moje jutro. Pojutrze. To o tyle cenniejsza część mojego żywota, bo mogę ją sobie narysować, stworzyć i zobaczyć. A tej wcześniejszej jakbym w swym posiadaniu nie miał.

 

Hmm, nadążasz z tłumaczeniem?

 

Sympatyczny syryjski lekarz przytaknął Znajdzie, ale po niepewności w głosie mogliśmy snuć przypuszczenia, że kłamał i tak naprawdę gubił się i dla ułatwienia skracał i upraszczał słowa.

 

Znajda: Ale pytanie było o Bidama, a ja nawet o nim nie wspomniałem. Otóż… jego kompani nie zasłużyli sobie na to, by ich ufność deptać i poniewierać w ten sposób. Niewiele tego swojego istnienia mam, niezbyt dużo do stracenia. Może dlatego łatwiej mi skupić się na cudzym szczęściu i pomóc w jego ochronie. Zesłałem na siebie gniew obecnego mistrza FTW, który może teraz szukać zemsty. Doprowadzi do mojego zniszczenia, anihilacji. Z drugiej strony może nie zrobić nic, najzwyczajniej w świecie pójdzie dalej, bez zbędnego odwracania się i szukania wzrokiem Znajdy z krzesłem w ręku, albo i bez krzesła. I tak jakkolwiek czarny scenariusz na mnie nie czeka, moje ryzyko było żadnym ryzykiem.

 

Wiem coś czego nie wiedział nikt z kompanów Bidama. Ich nieświadomość mogłaby być dla nich fatalna, ale teraz, gdy są bogatsi o jedną informację… że z ich „przyjacielem” jest coś nie tak. Teraz jest już coraz lepiej.

 

Ile w EWF widać wzorców postępowań? Znowu nie aż tak wiele, większość nakierowana jest wyłącznie na wzajemną wrogość, nieufność. Wśród rozległej obojętności i neutralności brak jest miejsca na coś głębszego. Co najwyżej sojusz – na tyle ponoszą się gracze w tym biznesie.

 

Ale czy to powód do knucia przeciw towarzyszom niedoli, niemal współlokatorom? W sumie nic mnie z nimi nie łączy. Nie zrobiłem tego z sympatii do nich, podniosłem krzesło, żeby ochronić jedno abstrakcyjne, ale niezwykle szlachetne pojęcie…

 

Alawita: Nie wolno Ci zapominać, że swe myśli na tej gali powinieneś kierować ku Crazy’emu i Bubbie, a nie ku Bidamowi!

 

Znajda: Nigdy nie byłem czegokolwiek tak świadom jak właśnie tego. W debiucie walczyłem z Psycho, ale też i z Aero i Banem. Po raz pierwszy postawiono mnie w sytuacji, w której to każdy z moich rywali panował, albo panuje, nad całą resztą. SR Crazy to obecnie panujący król. Najczęściej zaszczyt walki z takowym otrzymują starannie wyselekcjonowani wybrańcy. Ja stanę z nim oko w oko trochę z przypadku, niejako poza tą całą selekcją. Wciąż mi to schlebia, może nawet bardziej niż zdobycie pasa kilka gal temu. Tamto to tylko szczęśliwy do czasu zbieg okoliczności.

 

Wiem również, że obu moich rywali różni miejsce przy barykadzie, które obierają w intrydze Felipe Castro. Z pewnością nie robiłbym żadnego wielkiego halo – wszak każdy kiedyś z kimś na pewnej płaszczyźnie się różnił, różni i różnić będzie – gdyby był to szczególik, niuans. Tyle, że tu ktoś toczy grę, która pochłania coraz większą pulę nazwisk, a to wszystko dzieje się wokół grobu Feliksa Castro. Całkiem gruba sprawa, nie sądzicie? Tu upatrywałbym słabego punktu przeciwnej drużyny, chociaż prawdę mówiąc, o jakich słabościach my mówimy. Tu brak miejsca na słabości i zwątpienia. Dlatego...

 

Crazy, szanuję Cię jako osobę, cenię jako wrestlera. Gdzieś w głębi serca wierzę, że odwzajemniasz ten szacunek. Ale czy mnie doceniasz? Czy gdy widzisz mój głupawy pseudonim, z konieczności zastępujący mi imię, w tej samej linijce co Twój pseudonim – na plakacie – bierzesz pod uwagę, że mogę Ci dorównać albo zagrozić? Czy koncentrujesz się na walkę ze mną równie skrupulatnie co na walkę… nie wiem, chociażby z Nasem. W to nie wierzę. Dlaczego? To proste, gdybym siedział w Twojej skórze to sam traktowałbym Znajdę jako nieodpowiednią osobę w nieodpowiednim miejscu, o czasie już nie wspominając. To dla mnie żadna potwarz, nie będę przecież uzupełniał sobie życiorysu złudnymi mitami o mojej potędze. Jestem tylko świeżakiem pośród starych wyg. Tobie pozostaje tylko udowodnić, w spółce z Bubbą, że się nie mylę. Odgoń ze swojego otoczenia grzech niedocenienia tego z kim będziesz się bił. Masz sławę, chwałę, trofea, doświadczenie, doradców, wiernych współtowarzyszy – wszystko co sprzyja osiąganiu sukcesów. Wykorzystaj to przeciwko mnie – a prawdopodobieństwo Twojego zwycięstwa gwałtownie wzrośnie. A może w moje szacowania wkradł się błąd? Czy wziąłem pod uwagę, że akurat teraz moja forma osiągnie swój szczyt? A TY to rozważyłeś?

 

Bubba, gdy czytałem Twoją biografię umieszczoną w zakurzonych kronikach EWF, z każdym słowem odczuwałem większą zazdrość. Stworzyłeś piękną historię do której dodajesz dziś nowe karty. I to właśnie Ty powiedziałeś, że przeszłość nie jest tak ważna jak teraźniejszość. Cenię sobie te słowa, bo wyrównują moje szanse. Na macie wszystko odbywa się zbyt szybko, by nawet móc zastanowić się nad swoją przeszłością. Dlatego zostawmy to w sobie właściwym miejscu – kronikach. Odpowiedzi na zagadkę mojej tożsamości być może nie poznam nigdy. Wobec tego spróbuję zdefiniować siebie na nowo. Czy masz może jakąś wskazówkę dla mnie? Najzwyklejszą poradę? Największą przysługą jaką mógłbyś mi wyświadczyć jest wykrzesanie z siebie maksimum. Tylko wówczas Znajda jest w stanie zyskać na renomie. Nie zbuduję siebie na zwycięstwach w walce na pół gwizdka. Bubba, wesprzesz mnie?

 

Alawita: Znajdo, to piękne, że ufasz swoim przyjaciołom, jednak Nas takiej relacji z Tobą nie zbudował. Czy i jemu zdołasz zaufać?

 

Znajda: A komu, jeśli nie właśnie Nasowi, mogę w tej chwili zaufać? Jazzowski sam siebie określa Mesjaszem. Może wyolbrzymia, może trochę przesadza, ale jakkolwiek by się nie określił, jego idea mi odpowiada. Tak jak kiedyś pewien lekarz, ścigający się z samym Stwórcą, za punkt honoru obrał chronienie płomienia świecy, tak i teraz Nas wziął na swoje barki ciężar utrzymania wrestlingu na polskich ziemiach.

 

Odpowiedzmy sobie na pytanie: kim jestem ? Moja twarz spogląda z plakatów reklamowych, widnieję na karcie, zdobyłem kiedyś pas. Zapisałem się w annałach, chociaż mój sukces mógł być jednym z najbardziej niezasłużonych w historii. Przecież wygrałem jedynie dwie walki i to tego samego dnia. Teorie o jednorazowym przypływie sił Znajdy towarzyszące innym teoriom mówiącym o jednodniowej anemii połowy rosteru mają się dobrze i skutecznie bronią się przed obaleniami. Bo tak właśnie mogło być. Jednodniowy przypływ sił...

 

Wspominałem już, że widziałem w sobie defekt? Rysę na szkle. Było nią przegrywanie. Klęski, nieprzystające chociażby każdemu wrestlerów z main eventów. Bolało mnie, że prędzej swój tytuł straciłem niż go wywalczyłem. I te miesiące z dala od federacyjnych korytarzy pomogły mi uzmysłowić, że to żaden defekt. To zwyczajnie przeznaczenie wrestlera. Gdyby walkę kończono zbiorowym odtańczeniem krakowiaka – to bym tańczył, gdyby finisz gwarantowałoby odśpiewanie motywu z Titanica –prędko wszystkim nam przejadłaby się ta Celine Dion. Tak póki co nie jest. Od kiedy wynikiem ringowej batalii może być zwycięstwo lub porażka, ulegamy zasadom prawdopodobieństwa. Można błyszczeć w blasku chwały zwycięzcom, można też zostać wyniesionym na tarczy. Tyle, że prawdopodobieństwo danego wyniku różni się w przypadku każdego zawodnika.

 

Ekspert matematyczny ze mnie żaden, ale z powszechnego punktu widzenia niemożliwym może zdać się bycie tak wiele razy blisko złota, blisko ogromnej chluby dla jego posiadacza… i tylko obejść się smakiem. Gorycz takich klęsk musi być niewyobrażalna. Tym większym podziwem darzę Nasa. Ostatni upadek musiał naprawdę boleć. Ale co nie zabija to wzmacnia, prawda? Im większy koń z którego spadamy, tym więcej determinacji by wspiąć się jeszcze wyżej. Czujesz to, partnerze?

 

Zadeklarowałem się jako wrestler i z tego powodu powinienem pomóc Nasowi w jego kampanii. Jazzowski ma na uwadze dobro tego biznesu. Tak sam jak ja, bo to póki co jedyne miejsce, które mnie jakkolwiek definiuje, z którym czuję więź i z którym się utożsamiam. Gdyby za parę dni gmach EWF runął, zamieniając się w kupkę gruzu, to i ja bym runął razem z nim. Czy mogę być wrestlerem, który nie ma gdzie walczyć? Czy aby nie definiuje mnie regularne udowadnianie czegoś pośrodku kwadratowego pierścienia? Podskórnie czuję, że jest właśnie tak, nie inaczej.

 

Nie przejmuj się, że Crazy okazał się lepszy. Nie martw się tym, że króliczek odskakuje na ten jeden mały sus zawsze wtedy, gdy już gotów jesteś chwycić go za uszy. Nie podłamuj się porażkami i nie traktuj ich jako niewybawialnej plamy na honorze. Każda klęska to skutek walki, a każda walka to oznaka życia EWF. Nowy cień nadziei, że spotkamy się za jakiś czas w podobnie urządzonym miejscu, wśród czterech stron lin, pośród wypełnionych trybun. Dla mnie ta nadzieja jest zbawienna. Nie odbieraj mi jej, proszę.

 

Hę, moze to zabawne, że w tej chwili przypomniałem sobie przypowieść o wskrzeszeniu Łazarza.

 

Tłumacz: To też pominę.

 

Znajda: Jest wiele rozbieżności pomiędzy owym fragmentem Biblii, a dzisiejszym stanem rzeczy. Wówczas Jezus przywrócił życie Łazarzowi. Tymczasem ja dopiero gdy już zmartwychwstałem, niejako drugi raz w tym roku, i stanąłem na nogi, gdzieś obok mnie pojawił się Machabeusz, skądkolwiek wzięto ten przydomek. Pytam więc w tej chwili: czy pomożesz tą walką powrócić do świata żywych i wciąż aktywnych wrestlerów EWF?

 

I jeśli już tkwimy tak w tej konwencji to… Nasie, ufam Tobie.

 

Jeden z wyznawców prądu religijnego, z którego wywodzi się obecny prezydent Syrii, najwyraźniej zaciekawiony brzmieniem polskich słów człowieka bez dowodu osobistego, zwrócił się do sympatycznego tłumacza.

 

Alawita: Izus? Je...sus… Jesus? Czy były mistrz Evolution wspominał właśnie proroka Isie? Szanujemy proroka Isę, aczkolwiek zaświadczamy, że nie ma Boga nad Alego!

 

Czas antenowy przeznaczony na transmisję z wizyty w domu kultury najwyraźniej dobiegł końca. Kamera znów przeniosła nas pod schody. W międzyczasie do kolumny dołączyły dwie terenówki. Podwójne drzwi przybytku otworzyły się, wytoczyła się z nich cała grupa, wciąż zajęta rozmową. Tłumacz z pewnością ten dzień zaliczy do jednych z bardziej pracowitszych w życiu. Zgromadzenie przechodzi obok chłopca, na oko od niedawna nastoletniego, który znudzony siedzi na schodach. Kamera skupia się wyłącznie na nim, ignorując dalszy los Znajdy i alawitów. Nad młodzieńcem stoi i strofuje go jakaś kobieta, zachowująca się jak statystyczna, archetypowa matka dorastającego młodego człowieka.

 

Prawdopodobnie matka chłopczyka: Nie siedź na zimnym, bo wilka złapiesz!

 

Prawdopodobnie syn kobiety: Oj matka, przesadzasz…

 

Moment później w kadr błyskawicznie wbiegł Wilku i powalił chłopczyka spearem. Tak dokładnie to samej akcji nie widzieliśmy, bo realizator tuż przed zderzeniem zastosował stopklatkę. Kadr zalała czerń. A na tej czerni ukazał się duży biały napis:

 

Pamiętaj, nigdy nie siadaj na zimnym!

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • K-PEL-K

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 3 Data: 28.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Tsugaru, Aomori, Japan Arena: Ito Mining Arena Tsugaru Publiczność: 987 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...