Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Rozmowy z Czarną Maską


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Prolog.

 

Widzimy Cassandrę Tisserant, która przechadza się po opustoszałej hali – uważny fan(atyk) EWF szybko zorientuje się, że rzecz ma miejsce tuż po gali, która odbyła się w Toruniu. Wokół ringu uwijają się technicy, demontując go ze znamionującą wieloletnie doświadczenie wprawą. Pomiędzy trybunami krążą sprzątacze, wykonując swoją pracę i pewnie licząc przy tym na jakieś drobne znaleziska, które podreperują ich budżet. Wracając do Cassandry – Haitanka jest ubrana w skromną, letnią sukienkę, która daje dużo większy efekt niż niejedna wydumana kreacja znanego projektanta mody. Jej twarz jest jakby zatroskana, zamyślona. Tylko bardzo uważny obserwator dostrzeże, że cała scena została starannie wyreżyserowana – kandydatka na reporterkę ma spory talent aktorski.

 

- To już jedenaście lat, od kiedy EWF gości na ekranach telewizorów, łamach gazet i w świadomości fanów wrestlingu w Polsce, Europie i na całym świecie. Od jedenastu lat są oni raczeni doskonałym produktem – galami, które są niedościgłym wyznacznikiem jakości w tym biznesie.

 

Cassandra starannie wystudiowanym gestem odsuwa na bok niesforny kosmyk włosów. Czy jej wypowiedź jest równie przemyślana? Na pewno.

 

- W EWF pojawiłam się niedawno, ale od razu zaczęło dręczyć mnie pytanie: dlaczego? Dlaczego tak właściwie oglądamy te krwawe, brutalne spektakle? Co sprawia, że pojawiają się ludzie, którzy decydują się poświęcać swoje życie i zdrowie na ołtarzu federacji? Jak to jest, że jedni odchodzą, a inni trwają przy EWF od lat? Co tak właściwie znaczy: być wrestlerem? Czy bogactwo i sława to jedyne powody tego, że ci ludzie robią to, co robią? W oglądanym przez Państwa materiale będę starała się odpowiedzieć na przynajmniej niektóre z tych pytań, tak jak i na kolejne, które na pewno się pojawią. Nie chcę jednak uogólniać, tym bardziej że nie mam na to czasu, ani środków. Spróbuję przybliżyć Państwu sylwetkę jednego zapaśnika – tylko, i aż jednego...

 

Przez chwilę oglądamy krzątaninę techników i sprzątaczy, po czym obraz zmienia się.

 

 

 

Dzieciństwo.

 

- Nie wiem, do czego ma cię zaprowadzić to pytanie, Cassandro – Franko siedzi przy stoliku w kawiarni jakiegoś hotelu. Jest ubrany na czarno, co dobrze współgra z noszoną przez niego maską. Stoi przed nim niedopita filiżanka kawy. – Urodziłem się jako jedynak, matka zmarła przy porodzie. Ojciec wychowywał mnie twardą ręką, co mi zresztą wyszło na dobre. Żyliśmy w blokowisku. W szkole nie uczyłem się zbyt dobrze, ale jakoś tam sobie radziłem. Miałem normalnych kolegów, z którymi wyrabiało się różne głupoty, jak to dzieciaki. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, szybko mi to zleciało.

 

- Dzieciństwo?

 

- Tak, dzieciństwo.

 

- Wspomniałeś coś o głupotach. Teraz trudno sobie wyobrazić, że robisz coś nieprzemyślanego...

 

- Jak człowiek jest dzieckiem, to się dopiero uczy świata – Franko wzrusza ramionami – wiadomo, że leźliśmy z kolegami tam, gdzie leźć nie było wolno i wyczynialiśmy różne idiotyzmy, w rodzaju picia wody z kałuży i przegryzania jej liśćmi chrzanu. Co ciekawe, nawet się od tego nie pochorowałem. Później się dowiedziałem, że dawniej to w ogóle stosowano ten chrzan zapobiegawczo, na robaki i inne takie. Niewykluczone więc, że moja dziecięca nieświadomość wyszła mi w ostatecznym rozrachunku na zdrowie.

 

Zamaskowany nieśpiesznie dopija swoją kawę. Kandydatka na reporterkę EWF rzuca kolejnym pytaniem:

 

- Nie tęskniłeś za matką?

 

- Nigdy się nad tym nie zastanawiałem – Rzeźnik odkłada filiżankę – byłbym wdzięczny, gdybyś nie ukazywała mnie jako półsieroty skazanej na surowego ojca. To nie tak. Nigdy nie miałem problemów ze swoim życiem, naprawdę. Od małego byłem zdany na siebie, i tak już zostało. Co więcej, taka sytuacja mi odpowiadała. Dzięki ojcu miałem co jeść, i gdzie spać. To w zupełności wystarczyło. Biorąc pod uwagę twoje pochodzenie, chyba rozumiesz, o co mi chodzi?

 

- Chyba tak – mówi Cassandra dziwnie nienaturalnym głosem. – Jak Ci się z nim żyło?

 

- Jakoś to leciało. Chyba nie był stworzony na rodzica, ale nie zamierzam mu czegokolwiek wypominać. W końcu jestem tutaj, gdzie jestem i czerpię z tego zadowolenie. Winienie go za cokolwiek nie miałoby sensu. On też mnie jakoś tam ukształtował. Czego tu żałować? W końcu efekt finalny jest w pełni zadowalający, no nie?

 

- Czyli nie uważasz swojego dzieciństwa za trudne?

 

- Trudne dzieciństwo to miał Bidam. Mnie tylko zdarzały się drobne uciążliwości. Nie jestem pierwszym i nie ostatnim, któremu tatko przemawiał do rozumu za pomocą pasa. Nie podniecałbym się jakoś szczególnie akurat tym fragmentem mojej biografii. Było, minęło. No hard feelings, jakby to ujął nasz federacyjny Indianin.

 

- Mówisz o tym dosyć lekko, a z moich informacji wynika niezbicie, że byłeś nie tyle bity, co wręcz katowany. Twój rodzinny dom odwiedzała opieka społeczna, ojciec pogrążał się w chorobie alkoholowej... naprawdę, trudno mi uwierzyć, że rzeczywiście nie żywisz żadnej urazy.

 

- Wybacz Cassandro, ale jest mi całkowicie obojętne, w co wierzysz. Ważne jest to, co JA myślę o tej sprawie. A fakty są takie, że mój staruszek świetnie przygotował mnie do życia, które później stało się moim udziałem. Bez niego nie byłbym tym, kim jestem teraz. To naprawdę wszystko.

 

_ Twierdzisz więc, że to co Cię spotkało było słuszne? Że Twój ojciec był człowiekiem sprawiedliwym?

 

- Czasami bywał sprawiedliwy.

 

Franko ponownie wzrusza ramionami.

 

– Ale najczęściej był po prostu pijany.

 

 

 

Praca.

 

- Przez chwilę marzyłem o tym, że będę olimpijczykiem, ale jak dobrze wiesz szybko zostałem tych marzeń pozbawiony. Zaufałem niewłaściwym ludziom, podjąłem niepotrzebne ryzyko... no i drzwi z napisem „zapasy w stylu klasycznym” się za mną zatrzasnęły.

 

Tym razem Butcher znajduje się w swojej szatni. W tle przewija się Helenka, która nerwowo spaceruje tam i z powrotem. Raz na jakiś czas zerka w stronę Cassandry. W jej spojrzeniu na próżno szukać jakichś cieplejszych uczuć.

 

- Imałem się różnych zajęć: zwiedziłem trochę placów budowy, pomagałem przy remontach i zbierałem truskawki. Byłem palaczem w kotłowni, dozorcą w ośrodku wypoczynkowym, zawiało mnie nawet na jakiś czas w Pieniny, do schroniska. W takim dla zwierząt też pracowałem. Jak było trzeba, to czyściłem kible, albo egzekwowałem długi. Był też czas, kiedy robiłem za ochroniarza w salonie masażu. I tak dalej, i tym podobne. Pracowałem też w ubojni...

 

- Zabijałeś zwierzęta?

 

- No przecież soi tam nie uprawialiśmy. Jasne, że zabijałem.

 

- Jak tam było?

 

- Śmierdziało. I nie płacili nam zbyt dobrze.

 

- Nie miałeś żadnych problemów z wykonywaniem tej pracy?

 

- Nie. Starsi pracownicy mówili, że mam do tego naturalny talent.

 

- Byłeś dobry w zabijaniu?

 

- Wygląda na to, że byłem.

 

- Sprawiało Ci to przyjemność?

 

- Nie. Po prostu nie miałem z tym problemu.

 

 

 

Uliczny wojownik.

 

O, to jest całkiem ciekawe: nasz bohater przechadza się po niewielkiej leśnej polanie. Z nieba leje się skwar smażący umęczoną (ale wciąż bardzo bujną) roślinność. Ubrany na czarno, zlany potem Rzeźnik niezbyt pasuje do tego krajobrazu. Z kolei ubrana w letnią sukienkę i słomkowy kapelusz Cassandra pasuje do niego doskonale.

 

- Mniej więcej tak to wyglądało – mówi Franko – umawialiśmy się z nimi w tego typu miejscach: odludnych i w miarę spokojnych. Ustalaliśmy z grubsza zasady - najczęściej chodziło o to, żeby się wzajemnie nie pozabijać – i szliśmy na czołowe zderzenie. I zaczynała się młócka.

 

- Bawiło Cię to?

 

- Tak. Ja zawsze lubiłem się bić. Dosyć szybko zrozumiałem, że te wszystkie hasła o przelewaniu krwi za klub i tak dalej, to jednak tylko pretekst. Chciałem walczyć. Oni też chcieli. Potrzebowaliśmy tego.

 

- Zawsze przestrzegaliście zasad?

 

- Różnie z tym bywało. Czasami niczego nie ustalaliśmy, no i wtedy robiło się ciekawie. Pałki, łańcuchy, kastety, noże... zdarzały się też maczety, a nawet miecze samurajskie. Cud, że nikt nie zginął, ale już okaleczenia to i owszem – były całkiem częste. Zdarzało się też, że któraś ze stron łamała wcześniejsze postanowienia, co oczywiście wpływało na zaostrzenie konfliktu. Teraz już nie mam czasu na tego typu atrakcje, bo i priorytety mi się pozmieniały. Ciągle jednak uważam, że ustawki to rzecz potrzebna i państwo nie tylko nie powinno ich zakazywać, ale powinno je wręcz ułatwiać. Spróbuj spojrzeć na to z boku: spotyka się kilkudziesięciu chłopa, na odludziu i w określonym celu. Nikt postronny przy tym nie ucierpi – zrobią krzywdę tylko sobie nawzajem. Po cholerę się wtrącać? Chłopaki muszą się wyszumieć. Jak nie w lesie, to będą się bili na ulicy. Więc ten las jest chyba lepszy, nie?

 

- A co z ulicznymi walkami? Tymi za pieniądze?

 

- Dostawało się telefon z namiarami na czas i miejsce, przyjeżdżało się i walczyło. Przeciwników miałem różnych, od żuli spod budki z piwem po facetów wprawionych w sztukach walki. Takie trochę MMA, ale bardziej ekstremalne.

 

Rzeźnik uśmiecha się po swojemu – charakterystyczny grymas, który uważni widzowie pewnie już dobrze pamiętają.

 

- Dobrze na tym zarabiałeś?

 

- Nie, to były jakieś śmieszne sumy. Wychodzi na to, że walczyłem głównie dla przyjemności. Chociaż dla pieniędzy też, nie zrozum mnie źle. To były czasy, kiedy liczył się każdy grosz.

 

- Zdarzało Ci się sprzedać walkę?

 

- Tak, chociaż niezbyt często. Zarabiałem na tym lepiej niż na wygranych, więc pokusa była nie do odparcia. To były inne czasy i inne priorytety. Jak było trzeba, to chowało się dumę do kieszeni i po prostu zarabiało na życie.

 

- Utrzymujesz kontakty z kolegami z tamtych lat?

 

- Nieszczególnie. Miałem jednego kumpla, z którym przyjaźniliśmy się od dzieciństwa, ale parę lat temu po pijaku położył się na torach kolejowych. Zasnął, i nie obudził się na czas.

 

- A inni?

 

- Ci, z którymi chodziłem na mecze, nie poważają mnie już zbytnio. Praca w EWF nie sprzyja rozwijaniu innych zainteresowań i pielęgnowaniu starych przyjaźni. Co bardziej wyszczekani już mnie uznali za zdrajcę, a i pozostali coraz rzadziej poznają na ulicy. W ustawki się już nie bawię, na meczach pojawiam się rzadko. Nasze drogi po prostu się rozeszły, jak to w życiu. Tak bywa.

 

- Czyli nie masz już przyjaciół z młodych lat?

 

- Zdefiniuj słowo: „przyjaźń”.

 

 

 

Bidam.

 

Pomieszczenie, jak pomieszczenie: biała ściana a na niej plakat promujący „wojenną” galę w Syrii. Na pierwszym planie widzimy stół, za którym siedzą Franko i Bidam. Blat stołu przyozdobiony jest pasami, które zdobyła ta dwójka – Tag Team Titles sąsiadują z Evolution Championship i FTW Title. Wygląda to całkiem imponująco. Imponujący jest też apetyt Bidama Siergiejewicza Nowosibirskiego – zawartość stojącej przed nim wielkiej miski z panierowanym kurczakiem topnieje w zastraszającym tempie. Franko nic nie je – popija tylko wodę z plastikowej butelki.

 

- Na pewno nie chcesz? – Pyta człowiek nazywany kiedyś Bidamowiczem. – Mogę zamówić następną.

 

- Po raz kolejny dziękuję – Franko jak zwykle jest nieugięty – dieta to dieta, stary.

 

- Zdobyłem Daemusin Championship, Tag Team Championship i Fuck The World Title żywiąc się tylko kurczakami. Co prowadzi do nieuchronnego pytania: po co ci dieta?

 

- Słuchaj no, panie Nowosibirski: nie jestem już, kurde, młodzikiem. Sporo czasu zmarnowałem poza EWF, tocząc jakieś nic nieznaczące boje. Piłkarze w moim wieku przechodzą na emeryturę. Musze o siebie dbać. A ty jesteś jakimś fenomenem, chłopie: żresz te kurczaki i jedziesz na nich jak na paliwie rakietowym. Jednak to, co jest dobre dla ciebie, niekoniecznie będzie dobre dla mnie. Więc jedz ten drób i napędzaj się nim, ja ci tego nie bronię. Ale do mojej diety się nie mieszaj.

 

W odpowiedzi Bidam hałaśliwie przełyka kolejny kęs, po czym popuszcza pasa i bierze się za następny. W tym momencie zza kamery dobiega głos Cassandry:

 

- Nie mogę nie zadać tego pytania, więc nie miejcie mi go za złe: co sądzicie o powtarzających się pogłoskach, jakoby to Bidam stał za plagą porwań związanych z Tobą osób, Franko?

 

- Bzdury – mówi Nowosibirski miażdżąc przy tym jakąś chrząstkę zadziwiająco mocnymi zębami – po co miałbym to robić?

 

- Działania porywacza sugerują, że czerpie on ze swojej działalności sporo niezdrowej radości – Haitanka nie zamierza ustąpić – teoretycznie mógłbyś więc robić to ot tak, dla zwykłej zabawy.

 

W odpowiedzi Bidam uśmiecha się szczerym, słowiańskim uśmiechem, którego efekt psują trochę kawałki kurczaka wystające mu spomiędzy zębów.

 

- Co ty na to, towarzyszu broni? – zwraca się do zamaskowanego – może powiesz nam, co TY o tym sądzisz?

 

- Ugadałem się już na ten temat tyle, że nie chce mi się powtarzać. Ten koleś robi sobie z nas jaja i nie mam zielonego pojęcia, o co mu tak właściwie chodzi. Tak jakby sianie zamętu było jego jedynym celem. Najpierw porywał, teraz zwraca... no i dorzucił nam tą dziewczynę, Berenikę. Porucznik ją sprawdza, ale w tej chwili nie wiadomo nawet, czy to jej prawdziwe imię. Dziwaczny prezent, czy kukułcze jajo? Tego nie wiemy. Nie mam ochoty zastanawiać się nad tą sytuacją, ani jej roztrząsać. Przeczekamy gnoja. W końcu będzie musiał się ujawnić. Wtedy go dorwiemy.

 

- A tak czysto teoretycznie: co byś zrobił, gdyby to jednak była sprawka Bidama, Franko?

 

- No właśnie: co byś zrobił? – Pyta obecny FTW Champion, mówiąc z pełnymi ustami.

 

Butcher zastanawia się przez chwilę.

 

- Pewnie chciałbym się dowiedzieć, o co tak właściwie ci chodziło. Później dostałbyś ode mnie w mordę. No i upierdoliłbym ci palec, za Elegance’a. To by wyrównywało rachunki.

 

Tag team partner Rzeźnika dojada ostatni kawałek i przez chwilę z żalem spogląda na wypełniające miskę kości. Później rozpiera się na krześle i beka potężnie, od serca. Po mongolsku. Na jego twarzy pojawia się wyraz namysłu, który szybko zamienia się w uśmiech.

 

- I znowu bylibyśmy przyjaciółmi?

 

Tym razem nasz bohater zastanawia się dłużej. W końcu jednak i on się uśmiecha, chociaż trochę dziwnie:

 

- Tak.

 

- To wielka ulga – mówi produkt totalitarnego systemu. – Ale i tak dobrze się składa, że to nie moja robota.

 

 

 

Henryk.

 

Tym razem materiał jest trochę niewyraźny i kręcony jakby ukradkiem. Wszystko wskazuje na to, że wszędobylska kamera zarejestrowała prywatną rozmowę Franko i Henryka. Rzecz dzieje się na podziemnym parkingu. Gdzie i kiedy? Tego nie wiemy. Kamerzysta czai się za samochodami, które trochę zasłaniają obraz. Niemniej jednak widzimy Zamaskowanego, który opiera się o tył samochodu, tak samo jak szwagra Helenki, który szuka czegoś w schowku przed siedzeniem dla pasażera. Poszukiwania chyba nie przebiegły pomyślnie, bo mężczyzna klnie pod nosem i ciężko opada na fotel.

 

- Nie ma. – Mówi w końcu. – Czy wszystko musi się tak pierdolić ostatnio?

 

Franko nie odpowiada.

 

- Chociaż w sumie, jak się tak zastanowić... chyba miałem sporo szczęścia, prawda? Znaczy, kompletny jestem, a to już chyba coś? Nie licząc włosów, ale one przecież odrosną. Śpię już dosyć spokojnie i tylko czasem zdarzają mi się te ataki paniki... lekarz mówi, że to minie. Na początku to się normalnie bałem iść do kibla, bo nie wiedziałem czy oni mnie tam czasem nie... tego. Człowiek nie miał pewności, czy nie zacznie srać krwią albo gorzej. Ale jest w porządku. Dupa na szczęście mnie nie boli. Tylko dlaczego nie pamiętam? Dlaczego ja nic nie pamiętam?

 

Zapada ciężkie milczenie, którego nasz bohater chyba nie ma zamiaru przerywać. W końcu Henio odzywa się znowu:

 

- Żona najpierw mnie wyściskała, później wytrzaskała po twarzy, a jeszcze później znowu wyściskała. Kazała mi rzucić robotę, ale gdzie ja znajdę lepszą? Zresztą, nie chcę tego. Przecież takie rzeczy nie zdarzają się codziennie. Musiała trochę pohisteryzować, jak to kobita. Ale już jest w porządku. Nawet bardzo w porządku. Kurde, najpierw to ona bała się spojrzeć na ten tatuaż i w ogóle miała problem, żeby mnie dotknąć. Ale później... później jej się odwidziało. Ty uwierzysz, że jej się ten tatuaż spodobał? A brak włosów to ją nawet, jakby to powiedzieć... zainteresował ją. Bardzo zainteresował... Chłopie, czegoś takiego to ja od jakichś dziesięciu lat nie przeżyłem!

 

Henryk zaczyna się śmiać szczerym, oczyszczającym śmiechem. Prawie namacalnie można wyczuć opuszczające go napięcie. W końcu przestaje i uśmiecha się krzywo do wciąż milczącego Butchera:

 

- Wiesz co, Franek? Co by o tobie nie powiedzieć, jedno jest pewne i niezmienne.

 

Uśmiech robi się szerszy.

 

- Zawsze się z tobą dobrze rozmawiało.

 

 

 

EWF.

 

- GDZIE nas chce wysłać ten kretyn?!!! Czy tego ruska przypadkiem nie popierdoliło?!!!

 

Helenka jest wkurzona i nie zamierza tego ukrywać. Poruszona do żywego przemierza pokój hotelowy i podchodzi do okna. Na parapecie leży paczka papierosów, której zawartość zostaje szybko uszczuplona. Menadżerka Butchera drżącymi rękami zapala jednego. Klnie przy tym, ile wlezie.

 

- Uważaj na język, Helenko – siedzący przy niewielkim stoliku Velvet Lee mówi cichym, trochę przytłumionym głosem – już o tym rozmawialiśmy, prawda?

 

- Zamknij się i pij swoje ziółka – słowa Heleny są szorstkie, ale jej ton zauważalnie łagodnieje.

 

- Piję. – Odpowiada Velvet. – A Ty uważaj na to, co mówisz. Prawdziwa dama, a przecież za taką chciałabyś uchodzić, nie zachowuje się w ten sposób. Co najwyżej powiedziałaby coś w stylu: „Syria? Doprawdy, niecodzienny pomysł. Czy oni tam przypadkiem nie prowadzą wojny?”

 

Lee z zadziwiającym spokojem dolewa sobie do kubka jakiegoś mętnego, parującego płynu. Pije małymi łykami. W tym czasie Helenka zaciąga się raz za razem. Ciszę przerywa pojawienie się Butchera – półnagiego, z ręcznikiem narzuconym na kark.

 

- Moglibyście dać nam chwilę przerwy – zwraca się wprost do kamery – wiecie, jakie to niewygodne, tak ciągle pamiętać o masce?

 

Na te słowa Helena aż się zaksztusiła dymem.

 

- To on nas nagrywa?! Stoi jak gdyby nigdy nic, niewiniątko! Już cię tutaj nie ma!

 

Zza kamery dochodzi odpowiedź:

 

- Ja naprawdę przepraszam, ale Cassandra kazała mi nagrać Waszą reakcję na wiadomość o lokalizacji kolejnej „Wrestlepaloozy”. Może parę słów na ten temat?

 

Helenka nabiera powietrza...

 

- Dobra, już znikam! Już znikam!

 

 

Sceneria się zmienia: tym razem wywiad jest przeprowadzany na tylnym siedzeniu jadącego samochodu. Franko i Cassandra okupują tylne siedzenia, a kamerzysta zajął fotel dla pasażera. Możemy się domyślać, że za kółkiem siedzi Henryk, co w tej chwili chyba jest bez znaczenia. Z zewnątrz słychać odgłosy przejeżdżających samochodów, ale rozmowa jest w miarę słyszalna:

 

- Co sądzisz o pomyśle na nową „Wrestlepaloozę”, Franko?

 

Haitanka mówi trochę podniesionym głosem. Jej rozmówca czyni podobnie:

 

- Obsadzenie mnie w Main Evencie bardzo mi pochlebia i jestem z tego faktu zadowolony, ale już sama lokalizacja gali... to nie jest dobry pomysł. Według mnie Kraven popełnił pierwszy naprawdę poważny błąd od czasu objęcia stanowiska komisarza. Miałem go za rozsądnego, racjonalnie myślącego człowieka. Myliłem się. Pakowanie nas w środek wojny jest chorym i niebezpiecznym pomysłem. Ja rozumiem, że tego typu „atrakcja” na pewno przełoży się na oglądalność zbliżającego się show. Rozumiem też, że będziemy dobrze chronieni. Niemniej jednak, została tutaj przekroczona pewna granica. Szafowanie zasobami ludzkimi EWF, narażanie ich w tak nieodpowiedzialny i lekkomyślny sposób... to jest działanie na szkodę federacji. Wystarczy jedno niedopatrzenie. Zabłąkana rakieta. Pechowy rykoszet. Wypowiedziane nie w porę, nieodpowiednie słowo. I nieszczęście gotowe. I nie chodzi tutaj o to, że się boję. Nie czuję strachu, chociaż byłoby zdrowiej, gdybym jednak go czuł. Chodzi o to, że Extreme Wrestling Federation znajduje się teraz na rozdrożu i jeden błąd, jedna nieprzemyślana akcja może sprawić, że federacja upadnie i już się nie podniesie. A ja związałem z nią swój los, na dobre i na złe. Piętnowanie tego typu błędnych decyzji leży więc w moim szeroko pojętym interesie.

 

- Czy to oznacza, że Kraven stracił Twoje poparcie?

 

- Niekoniecznie. To pierwsza zła decyzja w jego wykonaniu, poprzednie były naprawdę sensowne. Poza tym, jaką mamy alternatywę? Castro junior? Nie rozśmieszaj mnie. Niby prowadzi tą swoją krucjatę, niby chce ukarać rzekomych zabójców swojego ojca, ale w gruncie rzeczy nie widzę większej różnicy pomiędzy nim, a Kravenem. Obaj uważają, że cel uświęca środki. Czy Łowca byłby w stanie ot tak, ostatecznie usunąć kogoś ze swojej drogi? Tak. Czy Castro mógłby sfabrykować dowody zabójstwa swojego ojca? Z całą pewnością tak. No to jaki wybór nam pozostaje? Możemy albo wybrać mniejsze zło, albo z boku przyglądać się ich walce.

 

- A Ty? Co zamierzasz zrobić?

 

- W tej chwili nic nie zamierzam. Jak przyjdzie co do czego, to pewnie się zdam na Bidama.

 

- A jeżeli on również nie będzie wiedział, po czyjej stronie stanąć? Za kim wtedy pójdziecie?

 

- Pewnie za tym, kto zaoferuje nam więcej.

 

 

 

Bane.

 

Lotnisko. Rząd krzeseł jest zajęty przez naszego bohatera i jego „świtę”. Franko siedzi nieruchomo, zamyślony. Helenka poprawia sobie makijaż. Velvet nalewa z termosu kolejną porcję ziółek. Henryk drzemie, odchylony do tyłu. Jest też czarnowłosa Berenika – ubrana skromnie, acz gustownie – która siedząc nieco na uboczu wbija w Zamaskowanego pełne uwielbienia spojrzenie.

Wokół walają się walizki i torby. W tle kręcą się ubrani w wojskowe stroje funkcjonariusze GRU, których poważne twarze i czujne spojrzenia wprowadzają w całą tą scenę element niepokoju.

 

- Dzień dobry, Franko. Widzę, że masz chwilę?

 

Cassandra uśmiecha się do potencjalnego rozmówcy. Ten nie odwzajemnia uśmiechu, co jednak nie powinno już nikogo dziwić. Z kolei wzrok siedzącej obok Helenki zamienia się w parę sztyletów. I to też już nikogo nie dziwi.

 

- Mam. O co tym razem chcesz zapytać?

 

- O Twojego przeciwnika. Spotkacie się w Main Evencie, a Ty poświęcasz mu zadziwiająco mało czasu. To nie strach, tego akurat jestem pewna. Czyżby lekceważenie?

 

- Nie gadam w kółko o czekającej mnie walce, ale nie znaczy to, że o niej nie myślę. Jestem teraz w pełni skoncentrowany na czekającym mnie starciu. A co do mojego przeciwnika, to nie lekceważę go, chociaż on aż się o to prosi. Już o tym mówiłem i powtórzę jeszcze raz: ja nie lekceważę nikogo. Mogę się z kogoś ponabijać, wytknąć mu oczywiste idiotyzmy w postępowaniu, czy po prostu pośmiać się z jego słabości. Ale zlekceważyć? Nigdy.

 

- Mimo wszystko wydaje mi się, że lekceważysz Bane’a. A mówimy tutaj przecież o pogromcy Psycho, zawodniku określanym przez wielu mianem największego talentu w obecnym EWF!

 

Rzeźnik obrzuca kandydatkę na reporterkę przeciągłym, wypranym z emocji spojrzeniem.

 

- W temacie jego „zwycięstwa” nad Psycho wypowiadałem się już tyle razy, że po prostu nie ma sensu nic tutaj dodawać. Naświetliłem tę sprawę jasno i wyczerpująco. Natomiast co do talentu – czy ja mu go kiedykolwiek odmawiałem? Nie przypominam sobie. Nazywałem go tchórzem, głupcem, słabeuszem i ścierwojadem, ale nigdy nie twierdziłem, że brakuje mu talentu. Bane ma go od groma, tak samo jak Chickasaw, albo Znajda. Ale czy to oznacza, że jest ode mnie lepszy? Że może marzyć o pokonaniu Butchera? Pomarzyć może, zgoda. Ale na radosnym fantazjowaniu się skończy. Bo nie ma nic – ani jednego aspektu wrestlingowego rzemiosła – w którym Bane mógłby mi zagrozić. Właściwie to powinienem po prostu milczeć i ze złośliwym uśmiechem przyglądać się temu, jak „Zguba” pogrąża sam siebie, ośmieszając się raz za razem. No ale mamy trochę czasu, więc czemu nie? Popastwię się nad nim trochę, co powinno być dobrą rozgrzewką przed tym, co wydarzy się w ringu. W końcu w moim fachu zwykło się kopać leżących, no nie?

 

Franko uśmiecha się wrednie, jak to ma w zwyczaju.

 

- Kim tak właściwie jest Bane? Nie pytam o to, co widać na pierwszy rzut oka, bo to dosyć oczywiste. Moje pytanie brzmi: kim jest? Skąd pochodzi? Co sobą reprezentuje? Bane jest „Synem Anarchii”. Co to znaczy? Tego nie wie nikt. Czy walczy z systemem? Próbuje coś zmienić? Należy do motocyklowego gangu? Cokolwiek, co sprawiałoby, że ten jego chwytliwy przydomek ma jakieś przełożenie na rzeczywistość? Czy Bane w ogóle wie, co oznacza słowo „anarchia”?

 

Pytające spojrzenie prosto w obiektyw kamery. No i wredny uśmiech, który nie schodzi naszemu bohaterowi z ust.

 

- Nic z tych rzeczy. Przydomek pozostaje tylko zlepkiem słów: bez żadnego przełożenia na rzeczywistość, bez historii, bez sensu. No, ale przynajmniej mógł sobie chłopak taki zajebisty tatuaż wydziarać, i przez chwilę poczuć się jak twardziel. Wiadomo, wizerunek. Sposób na nadrobienie ringowych braków, jak sądzę. W ogóle Bane to taka śmieszna wydmuszka, która przez jakiś dziki zbieg okoliczności zaistniała w Extreme Wrestling Federation. Wszystko, co z nim związane, jest wydumane i nieodparcie zabawne. „Kwintesencja Extremy”. Kto to kurwa wymyślił? W federacji, w której walczy Vaclav i Szakal, w której swoje hardcorowe szlify zdobywa Bidam, w tej samej federacji pojawia się jakiś chłystek, który już na starcie określa się takim mianem? A może by tak na to miano, czy ja wiem... zasłużyć? Stoczyć więcej niż dwie ekstremalne walki i pokazać, z czego jest się zrobionym? Głupi pomysł, wiem. Strasznie czasochłonny. A tu przecież zajebistość wzywa. Do wyższych celów: teraz, natychmiast. Tylko ten Butcher zawadza. O mamusiu, jak on strasznie zawadza. Właściwie... właściwie to jest przeszkodą nie do pokonania.

 

Franko poważnieje nieco.

 

- Kim jest Bane? Powiem ci, Cassandro. Bane jest produktem, jak Aero. Postacią odgrywaną przez aktora, a nie prawdziwym człowiekiem. Nie ma korzeni ani przeszłości, po prostu pojawił się znikąd. Może stworzył go sztab fachowców którzy uznali, że EWF potrzebny jest młody, wyszczekany skurwiel? A może młody pan X porzucił niewygodną, pełną upokorzeń przeszłość i postanowił zostać kimś zupełnie innym? Nie wiem, ale to w gruncie rzeczy nieważne. Liczy się to, że wydmuszka nie pokona Butchera. To nie produkty osiągają sukcesy w EWF, tylko prawdziwi ludzie. Nie liczę Psycho, on utożsamił się ze swoją rolą w sposób, o którym Bane mógłby tylko pomarzyć. Może kiedyś osiągnie ten poziom, ale jeszcze nie teraz. W tej chwili jest tylko marnym naśladowcą który bardzo stara się nie wyjść z roli skurwysyna, ale płacze za każdym razem, kiedy ponosi tej roli konsekwencje. No bo ludzie posądzają go o różne złe rzeczy, biedaczka. A dlaczego mieliby nie posądzać? I dlaczego sam zainteresowany się tym faktem tak okrutnie przejmuje? W końcu jest tym nieczułym skurwielem, czy nie? Cóż, pewnie jest. Po prostu robi z siebie ofiarę. Zapewne z wyrachowania. I to pozowanie na samotnego wojownika, któremu obce są wszelkie kalkulacje... zabawne. Facet, który z wyrachowaniem wkręcił mnie w nasze pierwsze starcie, który już wtedy miał przygotowany plan walki, który skrupulatnie zrealizował – ten sam facet twierdzi, że chłodna kalkulacja jest mu obca? Kogo on chce oszukać? Albo kompletnie zaplątał się w swoich gierkach, albo wychodzi z roli. Ciekawe, czy on sam jeszcze wie, kim tak naprawdę jest i do czego dąży...

 

Zamaskowany wzrusza ramionami – ten gest ma już opanowany do perfekcji.

 

- Fakty są takie, że to „Zguba” rozpoczął konflikt ze mną, a nie na odwrót. Teraz musi się czuć naprawdę chujowo, bo tak naprawdę ta nasza rywalizacja jest dla niego zjazdem pochyłą w dół. Pierwsza walka – planowanie, konsekwentne wykonanie, tona szczęścia, zwycięstwo. I jeszcze na tej samej gali dałem mu krótką lekcję latania, kończąc jego przygodę z Battle Royal. Kolejne starcie: Bane daje z siebie wszystko, walczy na 110% swoich możliwości i w szaleńczym akcie desperacji doprowadza do remisu. Wygrać nie był już w stanie - ten remis to wszystko, na co było go wtedy stać. Kolejna walka – tym razem jesteśmy w drużynie, teoretycznie po tej samej stronie: Bane jest największym przegranym. Zostaje odliczony, ja utrzymuję pasy. Ostatnio znowu mieliśmy walkę drużynową, ale już naprzeciw siebie. I co? Z wielkim zapałem okopywał Franza, żeby przypadkiem nie zdążyć z pomocą dla swojego partnera. Dzięki czemu może teraz mówić, że to SeBa przegrał, a nie Bane. Widzisz to, Cassandro? Równia pochyła. Ale ta podróż powoli zmierza ku końcowi. Jeszcze tylko ostateczny upadek w Main Evencie zbliżającej się „Wrestlepaloozy”, i nasza seria sparringów zostanie zakończona. Złamię jego wiarę we własne umiejętności, zdepczę dumę i ukrócę butę. Czyniąc to, wyświadczę mu przysługę.

 

- Przysługę? - Haitanka podsyca wywody Rzeźnika jak na rasową reporterkę przystało. Mimo to, jest rozmówca przez chwilę milczy. Później podejmuje temat z zupełnie innej strony:

 

- Kiedy przybyłem do EWF, byłem gotowy na wszystko. Wiedziałem, ze jestem tylko jednym wielu anonimowych zapaśników, którzy przewinęli się przez tą federację. Zdawałem sobie sprawę z faktu, że początkowo nikt nie będzie zwracał na mnie uwagi, Liczyłem się tym, że będę musiał pazurami walczyć o każdy wywiad, każdą sensowniejszą walkę. Wiedziałem, że w tym biznesie rozpoznawalność wiele znaczy i miałem zamiar uczynić wszystko co konieczne, żeby mnie zapamiętano.

 

Cassandra próbuje coś powiedzieć, ale Franko ucisza ją ruchem ręki.

 

- Sęk w tym, że... nie musiałem. Szybko okazało się, że w EWF po prostu wystarczy robić to, co do ciebie należy. To naprawdę bardzo proste: jeżeli jesteś wystarczająco dobry, otrzymasz swoją szansę. To wszystko. Nie trzeba nic więcej. Ja bardzo szybko to zrozumiałem, i odpuściłem sobie te wszystkie tanie zagrania mające na celu podnieść moją rozpoznawalność przez kontrowersyjność. Dlaczego? Bo to jebana dziecinada. Droczenie się z reporterami, zastraszanie techników, odpryskiwanie się na zdobyczną kanapę... jak to inaczej nazwać? Gdybym chciał podążać tą drogą, to pewnie właśnie odlewałbym się na zdjęcie Bane’a i zakończyłbym wywiad wystawiając do kamery swój włochaty tyłek, co byłoby tylko preludium do podpalenia siarczystego pierda, który to akt świetnie oddawałby mój stosunek do przeciwnika. On jest tak zajebiście arogancki i przeświadczony o własnej wielkości, że to aż stopuje jego rozwój, wiesz? Dlatego ktoś w końcu musi mu pokazać miejsce w szeregu i odebrać pas, na który w gruncie rzeczy nie zasłużył. I już samo to – uświadomienie Bane’owi że nawet na Daemusin Title trzeba sobie ZASŁUŻYĆ – będzie kolosalną zmianą w jego sposobie myślenia. On tego naprawdę potrzebuje, bo to talent najczystszej próby. Ale od nawet najbardziej obiecującego talentu do w pełni ukształtowanego zawodnika prowadzi długa i wyboista droga, której nie da się przebyć na skróty. Dlatego to, co uczynię swojemu przeciwnikowi podczas zbliżającej się gali będzie dla niego dobre. I potrzebne.

 

Od pewnego czasu wokół zamaskowanego lata wyjątkowo uparta mucha. Franko wydaje się nie zwracać na nią uwagi, ale to tylko pozory – w pewnym momencie jego zwodnicza ospałość zamienia się w błyskawiczny ruch i... owad jest uwięziony w zaciśniętej dłoni naszego bohatera. Sądząc z bzyczenia – wciąż żyje. Rzeźnik kontynuuje, jak gdyby nigdy nic:

 

- Ta jego „wygrana” z Psycho tylko mu zaszkodziła bo chłopak teraz myśli, że jest nie wiadomo kim. Nieprawda. Bane jest człowiekiem, który uważa Znajdę za najgorszego Evolution Champa w historii i zdaje się przy tym zapominać, że ten „najgorszy z najgorszych” pokonał go z ośmieszającą łatwością. Później ja z taką samą łatwością pokonałem Znajdę. I jaki z tego wniosek? No, jaki? Tak naprawdę, Bane jest jak ta mucha.

 

Franko potrząsa pięścią, wzbudzając tym gniewne bzyczenie. Uśmiecha się.

 

- Jest uparty i trochę uciążliwy. Może nawet denerwujący. Ale nigdy nie będzie realnym zagrożeniem, bo to po prostu fizycznie niemożliwe. Wcześniej czy później skończy rozłożony na ringu i zdany na moją łaskę.

 

Włochata dłoń otwiera się i skołatana mucha odlatuje w sobie tylko znanym kierunku.

 

- To tyle, jeżeli chodzi o akty miłosierdzia z mojej strony. Bane nie może liczyć na podobną uprzejmość w trakcie naszego pojedynku. Jego los jest przesądzony.

 

- Skopiesz mu tyłek? – Pyta Cassandra z porozumiewawczym uśmiechem.

 

- Zmiażdżę go. – Odpowiada Rzeźnik.

 

 

 

Epilog (Syria).

 

Wnętrze hotelu wypełnia duszna atmosfera pełna nerwowego, męczącego oczekiwania. Nie przysłania jej ani luksusowe wyposażenie wnętrza, ani ciche dźwięki dochodzące ze stojącego w kącie telewizora. Henryk siedzi przy bogato rzeźbionym stole i w skupieniu wpatruje się w ekran swojego telefonu komórkowego. Naprzeciw Velvet wytrząsa ostatnie krople ze swojego dzbanka. Helenka przemierza pomieszczenie tam i z powrotem, spacerując po nim jak rozdrażniona tygrysica po wnętrzu klatki. Na jednym z krzeseł przycupnęła Berenika, której nieobecny wzrok sugeruje, że dziewczyna znajduje się teraz daleko stąd. W tle słychać tykanie zegara.

 

Słyszymy odgłos ciężkich kroków i dźwięk otwieranych drzwi. Wszyscy członkowie „świty” Rzeźnika zrywają się na równe nogi, a on sam pojawia się w asyście dwóch funkcjonariuszy GRU.

 

- Dziękuję za zapewnienie mi eskorty, Panowie. Może się czegoś napijecie?

 

- Musimy podziękować, Panie Butcher – odpowiada jeden z mężczyzn – ale obowiązek wzywa, a komisarz Kraven nie toleruje obijania się.

 

- Rozumiem.

 

Franko ściska dłoń każdego z funkcjonariuszy, po czym odprowadza ich do drzwi. Kiedy te zamykają się, do naszego bohatera doskakuje Helenka:

 

- I co?

 

- Co ma być?

 

- Co ma być, co ma być – to niedługo twój nowy catchprase będzie, wiesz? Jak poszło spotkanie z tym duchownym?

 

- A jak miało pójść?

 

- Na miły bóg, Franko, ja cię kiedyś uduszę! Opowiadaj, do ciężkiej cholery!

 

- Helenko, język. – Wtrąca Velvet bardzo spokojnym głosem. W odpowiedzi Hela wydaje z siebie coś na kształt warknięcia.

 

- No, spotkałem się z gościem – rozpoczyna swoją opowieść zamaskowany – to był, zdaje się, jeden z Alawitów. Taki starszy, brodaty facet po którym od razu było widać, że swoje w życiu już przeszedł.

 

- No i co?

 

- No i nic. Napiliśmy się herbaty i posiedzieliśmy trochę. On nie był zbyt rozmowny, więc tłumacz się nie napracował. Właściwie to przemilczeliśmy tą godzinę, po prostu siedząc i pijąc herbatę.

 

Helenie opadły ręce.

 

- Ryzykowałeś życiem, żeby się z nim spotkać i nie zamieniłeś z nim ani jednego słowa?!

 

Franko spogląda na przyjaciółkę z czymś na kształt zdziwienia:

 

- A o czym ja miałbym z nim gadać, Hela?

 

Bezsilny jęk menadżerki zlewa się z ostatecznym końcem transmisji.

 

 

 

 

 

Epilog 2 (gdzieś, kiedyś).

 

- Tutaj masz te materiały – powiedziała Cassandra Tisserant do Avona Tschornego – część z nich poszła już na wizję w materiałach reklamujących nową galę, ale zostało całkiem sporo nie wyemitowanych jeszcze rzeczy.

 

- Autoryzowane? – Zapytał haitański murzyn.

 

- Większość. – Bez cienia wstydu odpowiedziała jego kuzynka.

 

- Palisz za sobą mosty, Cass.

 

- Cel uświęca środki, Avon. To wszystko jest jeszcze bardzo surowe, więc daj mi namiary na tego speca od obróbki. Trzeba wstawić napisy, muzykę, jakieś klipy z walk pomiędzy poszczególnymi scenami... załatwisz to?

 

- Nie ma sprawy. Gość wisi mi przysługę. Zadzwonię do Ciebie jak już będę wiedział, co i jak. Ale na razie muszę iść... wracamy do strefy wojny, Cass.

 

- Nie ma jak w domu, Avon.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
    • MattDevitto
      Kompletnie mnie te RR nie interesuje, ale będę musiał rzucić okiem na walkę Stylesa to też przy okazji zobaczę pewnie oba RR matche. Nie przekonują mnie jednak te zapowiedzi i obiecanki za pięć dwunasta
×
×
  • Dodaj nową pozycję...