Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Wesoły Autobus


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Wcześniej.

 

Stukot obcasów Helenki wybija żwawy rytm, kiedy wraz z Franko i Velvetem przemierza podziemny parking. Towarzysze ledwie za nią nadążają.

 

- Co jest, cholera?! Za taką kasę nie powinien się spóźniać, tak?! – Hela nerwowo grzebie w swojej torebce, wyciągając w końcu paczkę papierosów. – Co za człowiek, już nigdy nie dam mu szansy!

 

- Podobno miałaś rzucać. – Franko ubrany jest lekko - w czarny podkoszulek, tego samego koloru spodnie i takież buty. Twarz zasłania mu maska, a na ramieniu niesie sportową torbę. – Po „Kwietniowej Anarchii”, o ile mnie pamięć nie myli.

 

- Nie powiedziałam, po której – mówi menadżerka zapalając papierosa.

 

- Fakt. Nie powiedziałaś. Witam, panno Cassandro.

 

Cassandra Tisserant wyłania się spomiędzy samochodów, nie zapominając przy tym o swoim firmowym uśmiechu. Z kolei to, co zagościło przez chwilę na obliczu Helenki, bynajmniej uśmiechem nie było.

 

- Chyba nie byliśmy umówieni – mówi zimno.

 

- Najmocniej przepraszam – odpowiada Haitanka słodkim głosem, śmiało spoglądając przy tym na swoją rozmówczynię – zresztą, Panu Butcherowi to chyba nie przeszkadza, prawda?

 

- Jemu nic nie przeszkadza – Hela nie daje dojść zamaskowanemu do głosu – a my naprawdę nie mamy czasu.

 

- Pracowite tygodnie, Panie Butcher? – Cassandra zdecydowała się zignorować niewygodną pośredniczkę. – Tak właściwie to co Panu daje udział w galach takich jak dzisiejsza?

 

- House Shows są w porządku – odpowiada Franko nie zwracając przy tym uwagi na coraz bardziej zirytowaną Helenkę – za każde coś tam na konto wpadnie. Ludzie wiedzą, że następna „Wrestlepalooza” odbędzie się w Rosji, więc garną się do EWF i zachowują przy tym, jakbyśmy już mieli nie wracać do Polski. Dajemy im to, czego chcą, chociaż kiedyś było to dużo zabawniejsze. Teraz nie obijam już mord lokalnych jobberów, tylko zaglądam na chwilę, pokazuję pasy, strzelam jakieś przemówienie i to jest wszystko. W sumie mniej więcej tego się spodziewałem, kiedy...

 

W pobliżu zatrzymuje się czarna limuzyna i Helenka natychmiast rusza w jej stronę. Velvet idzie za nią, spoglądając przy tym niespokojnie na Rzeźnika.

 

- ... kiedy zdecydowałem się na pracę w federacji. Muszę kończyć, panno Cassandro. To był męczący wieczór, a my i tak jesteśmy umówieni po gali w Nowosybirsku, prawda? Ten pani projekt jest nadal aktualny?

 

- Tak, oczywiście – mówi kandydatka na reporterkę – będę dozgonnie wdzięczna za pomoc.

 

- Nie ma problemu, przecież zrealizowanie tego filmu leży też w moim interesie. Do widzenia.

 

Franko spokojnym krokiem udaje się do limuzyny, w której czeka już jego, jakże okrojona, „świta”. Cassandra spogląda za nim ponurym wzrokiem.

 

- Suka. – Mówi tak cicho, że prawie nie da się tego dosłyszeć.

 

Limuzyna opuszcza teren hali.

 

 

 

 

 

Później.

 

- Hej! Hej!! Hej sokoły!!!

 

Popularna pieśń biesiadno – podróżna wypełnia wnętrze autobusu. Kamera pokazuje nam siedzenia zajęte przez roześmianych, rozśpiewanych pasażerów. Są tam zarówno kobiety, jak i mężczyźni, są młodzi i ci nieco starsi. Ich spocone twarze błyszczą od zadowolenia, a kieliszki i butelki z wódką przechodzą z rąk do rąk. Przez to wszystko przebija się hałas silnika i stukot kropel deszczu rozbijających się o dach i okna. Na zewnątrz panuje ulewa, ale tutaj nie ma to większego znaczenia.

 

- Pani Helenko, Pani zostawi kamerę i się z nami napije! – Szpakowaty, wąsaty mężczyzna uśmiecha się ukazując bezwstydnie swoje braki w uzębieniu – Pani się nie da prosić!

 

- Nie teraz, Panie Kaziu! Może później! – Helenka krzyczy spoza kadru i nawet nieźle ją słychać – kamerzystka musi być trzeźwa!

 

Na te słowa wnętrze pojazdu wypełnia się gorącymi protestami i namowami. Śpiew powoli cichnie i po chwili kontynuuje go już tylko pewien zażywny jegomość, któremu brak towarzystwa chyba nie przeszkadza. Jego twarz wręcz nabrzmiała czerwienią – zdawać by się mogło, że za chwilę wytryśnie z niej fontanna krwi.

 

- Hej! Hej! Heeej sokoooły!

 

- Pan się napije, Panie Pawle – sąsiad śpiewaka zachowuje czujność – chluśniem, bo uśniem!

 

Pan Paweł zajął swe gardło inną, godniejszą pracą. Helena twardo opiera się namowom, kierując jednocześnie zainteresowanie zgromadzonych w inną stronę.

 

- Może Franko się napije! No, nie daj się prosić, to ci dobrze zrobi przed twoim przemówieniem!

 

Kamera koncentruje się na Rzeźniku, który siedzi z tyłu autobusu wciśnięty pomiędzy tęgiego brodacza i czarnowłosą kobietę w rogowych okularach. Strój naszego bohatera jest przemoczony. Na twarzy ciągle ma maskę. Zauważamy też Velveta, który śpi na pobliskim siedzeniu. Ubiór Azjaty nosi ślady wilgoci, a pusta butelka w dłoni sugeruje, że stylista ponownie oddał się pod opiekę Pocieszycielki Strapionych. Zamaskowany spokojnie przyjmuje od okularnicy kieliszek i czeka, aż brodacz go napełni. W tym momencie pojazdem trochę zarzuca i część wódki wylewa się. Budzi to kolejną falę protestów.

 

- Panie kierowco! Pan trochę zwolni, bo tu się tragedie zdarzają!

 

Nie wiemy, czy kierowca posłuchał. Franko chwyta butelkę i pomimo niesprzyjających warunków dolewa do kieliszka.

 

- Pozazdrościć pewnej ręki, Panie Franku! – Sąsiadka uśmiecha się przymilnie, bezwstydnie wtulając przy tym w ramię naszego bohatera. – Od razu widać, że Pan dobrze wie, czego mu w życiu potrzeba!

 

Butcher bez nadmiernych emocji spogląda na nie grzeszącą urodą wielbicielkę, po czym nie bawiąc się w żadne toasty wlewa wódkę do gardła.

 

- Hej! Hej! Hej sokoły!

 

- Pan się napije, Panie Pawle.

 

- Przemówienie! Przemówienie!

 

Autobus jedzie, szampański nastrój trwa. Rzeźnik dźwiga się z siedzenia i przemierza całą długość autobusu, docierając aż do stanowiska kierowcy. Wymagało to wyminięcia Helenki, co zaowocowało efektem „wirującej kamery”, zostało jednak przeprowadzone w miarę sprawnie. Zamaskowany wyciąga mikrofon, którego zazwyczaj używają piloci wycieczek i pozdrawia wszystkich zebranych, co owocuje falą przeplatanego śmiechem entuzjazmu.

 

- Wyświadczyliście nam uprzejmość, więc muszę spełnić wasze życzenie – mikrofon działa całkiem nieźle i głos Butchera wypełnia wnętrze autobusu – nie wyglądało to zbyt dobrze, kiedy nasz samochód rozkraczył się na tym bezludziu. To przez to, że nie ma z nami Henia. Gdybym był przesądny to bym powiedział, że ci wynajęci kierowcy po prostu przynoszą pecha. No, ale nieważne – pojawiliście się, i chwała wam za to. Swoją drogą nie sądziłem, że w naszym kraju jest tylu fanów wrestlingu. Ja wiem, że mamy piękną tradycję, ale żeby cały autobus?

 

- Każda „Paloozka” to dla nas święto!

 

- Po wódce każdy jest fanem wrestlingu!

 

- Niektórych walk nie da się oglądać na trzeźwo!

 

- To jak z meczami naszych piłkarzy!

 

- I koszykarzy!

 

- I szczypiornistów!

 

- I hokeistów!

 

- To my mamy w Polsce jakichś hokeistów?!

 

- EWF! EWF!

 

- Hej! Hej! (...)

 

- Pan się napije, Panie Pawle.

 

Franko ucisza narastający gwar i kontynuuje swoją wypowiedź:

 

- Niedawno dowiedziałem się, co czeka mnie na kolejnej „Wrestlepaloozie”...

 

- Main Event z Banem!

 

- Załatw go, Franko!

 

- Anarchista jebany!

 

- Jaki tam z niego anarchista?!

 

- Taki sam, jak ikona hardkoru!

 

- Nie, on jest mecenasem extremy!

 

- Głupoty Pani opowiada, Pani Zosiu! Mecenasem Extremy jest Vaclav! A Ikona Hardcore to Bubba!

 

- To się nam tych ekstremistów namnożyło!

 

- Araby jebane!

 

- Że co?! Sandman wrócił?!

 

- To kim on w końcu jest?!

 

- Sandman?!

 

- Nie, Bane!

 

- Bucem!

 

- Niech się Pan nie wyraża Panie Adolfie!

 

- Ja jestem Włodzimierz, Adolf to ten, który śpi!

 

- Najmocniej przepraszam!

 

- Pani mnie nigdy nie dostrzegała, Pani Janino! A ja...! Ja...!

 

- Ależ Panie Włodku... !

 

Franko dostrzega, że słuchacze troszeczkę wyrywają mu się spod kontroli. Chrząka znacząco, grzebiąc tym samym bezpowrotnie niepowtarzalną szansę Pana Włodzimierza na wyjawienie skrywanego od lat afektu.

 

- Hej! Hej! Hej sokoły!

 

- Pan się napije...

 

Butcher chrząka ponownie i ponawia próbę przykucia uwagi swojego niesfornego audytorium.

 

- Main Event z Banem będzie później. W Nowosybirsku walkę wieczoru stoczą SR-Crazy i Nas Jazzowski. Moja walka będzie zupełnie inna.

 

- Nowosybirsk?! No to już jest skandal, żeby nasze dobra narodowe do Rosji wywozili!

 

- To z winy rządu! To przez te prześladowania!

 

- Jazzowski?! Fałszywy prorok!

 

- Bluźnierca!

 

- Żaden z niego mesjasz! To antychryst!

 

- Pewnie tak, bo przystojny jak diabli!

 

Po ostatniej uwadze kilka ze zgromadzonych w pojeździe pań wybucha śmiechem, którego nie powstydziłyby się wiedźmy w trakcie sabatu. Z bliżej niesprecyzowanych powodów obruszyło to męską część załogi.

 

- Geje są zawsze przystojni!

 

- Jaki tam z niego gej, Panie Maćku! Przecież on puka panienkę za panienką jak ten, nie przymierzając, dzięcioł!

 

- Bo on jest gejem ukrytym! Mówię wam, on się ożenił dla zmyłki!

 

- Niech Pan już więcej nie pije, Panie Maćku!

 

- Będę pił ile będę chciał i kiedy będę chciał!

 

- W takim razie... jeszcze jednego?!

 

- A Super Crazy wcale nie jest taki super! On uznaje pańszczyznę! Mój dziadek pochodził ze Spiszu i...

 

- Proszę o uwagę.

 

W głosie Butchera pojawiło się coś, co skłania pasażerów do pożądanej przez niego reakcji. Uciszają się wzajemnie, szturchając i posykując. Franko chyba jest usatysfakcjonowany, bo kontynuuje:

 

- Co ja wam tutaj będę ściemniał: szykuje się piękna rozpierducha!

 

Na te słowa zgromadzonych ogarnia radość, bo cieszą się szczęściem Rzeźnika. Kieliszki znowu idą w ruch.

 

- Tornado Tag Team Match to jeden z moich ulubionych rodzajów walk drużynowych, bo nie ma tam tego nużącego czekania w narożniku. Wszyscy od razu stają naprzeciw siebie i zaczyna się mordobicie. Takie walki to ja rozumiem, doceniam i popieram w całej rozciągłości. Naprzeciw mnie i mojego partnera staną dwie drużyny, więc roboty będzie w bród.

 

- To kim są ci kandydaci do zmielenia na karmę dla zwierząt?! – Zainteresował się przebudzony Pan Adolf. – Bo zmielicie ich tam z Bidamem, no nie?!

 

Franko odpowiada z charakterystyczną dla niego cierpliwością:

 

- Bidamowicz zawalczy o FTW Title, a moim partnerem będzie Franz.

 

Na te słowa w autobusie nagle zapada cisza. Słychać tylko szum silnika, padający na zewnątrz deszcz i brzęczenie jakiejś natrętnej muchy. To, co gości na twarzach pasażerów, można wyrazić jednym słowem: konsternacja.

 

- Hej! Hej! Hej sokoły!

 

- Zamknij się, Paweł.

 

- Widzę, że go znacie – ciągnie niezrażony Franko – chłopak może i jest niedoświadczony, ale ma swoje zalety.

 

Pomruki niedowierzania.

 

- Silny, zdeterminowany, z ogromnym sercem do walki. Czegóż chcieć więcej od partnera?

 

- Rozumu! – Zagrzmiało kilka głosów.

 

- Poruszyliście tutaj bardzo ważny aspekt: ta siła i determinacja nie są jeszcze właściwie ukierunkowane. Ale popracujemy nad tym. Jeżeli Franz ma chociaż odrobinę zdrowego rozsądku, będzie ze mną współpracował. I zaliczy największe zwycięstwo w swojej dotychczasowej karierze. Przeciwko nam staną ekipy złożone z Bane’a i SeBy, oraz Vaclava i Chickasawa.

 

- Ten Indianin wcale nie jest taki pewny, Franko – wtrąca się zza kamery Helenka – najpierw musi wygrać z Batemanem!

 

Butcher spogląda na swoją przyjaciółkę.

 

- Sknerus jak do tej pory nic jeszcze nie wygrał, i raczej tak już mu zostanie. Nie przełamie swojej złej passy w walce z Indianinem O Wielu Imionach. To wymagałoby cudu, który jest zarezerwowany dla zawodników bardziej doświadczonych, utalentowanych i mądrzejszych od niego. O ile nie dojdzie do jakiegoś dziwnego przetasowania przed samą walką, Vaclav stworzy drużynę z Chicko. Można to uznać za pewnik.

 

Któryś z pasażerów wydał z siebie coś, co w założeniu miałoby być chyba indiańskim okrzykiem wojennym. Nasz bohater ignoruje tą drobną niedogodność.

 

- Nie zamierzam odmawiać pierwszemu Indianinowi w EWF talentu, ani zapału. W moim odczuciu prezentuje się całkiem nieźle, ale bądźmy szczerze – chłopak dopiero raczkuje w tym biznesie. Ponoć wydymał Katrinę, ale chyba nie o huragan tutaj chodzi. Raczej o jakąś przelataną panienkę do towarzystwa, która poświęciła mu minutkę, albo dwie. Spokojnie, indiański chłopcze. Ten problem powinien w końcu minąć.

 

Ostatnia uwaga ogromnie rozbawiła znane już nam „wiedźmy”, których śmiech bezlitośnie urąga młodemu wojownikowi.

 

- Właściwie to przykro mi się to mówi, bo nic do ciebie nie mam, ale brakuje ci czegoś bardzo ważnego żeby zaistnieć w tej federacji. Brakuje ci jaj. Człowiek, który daje sobą pomiatać poza ringiem, nie budzi respektu również we wnętrzu kwadratowego pierścienia. To taka zasada, wiesz? Musisz pokazać z czego jesteś zrobiony. Wezwać na pomoc duchy swoich przodków. Cokolwiek. Bo na razie walczysz może i z czymś na kształt zapału, ale bez prawdziwej ikry. Gdzie jest twoja agresja, wojowniku? Uszła z dymem skręta gdzieś w Nowym Orleanie? Zdaję sobie sprawę z faktu, że w moich ustach brzmi to trochę dziwnie, jako że słynę z anielskiej cierpliwości. Ale cierpliwość to jedno, brak widocznego wroga drugie, a upokarzająca spolegliwość to już jednak coś zupełnie innego. Na Batemana twoje umiejętności wystarczą, ale jest jeden drobny problem. Na tego kolesia wystarczyłyby umiejętności mojej babci, gdyby tylko biedaczka wstała z grobu. Dlaczego mówię to wszystko? Dlaczego poświęcam ci tyle czasu? Bo to jeden z tych przypadków, w których szczerość boli najbardziej. Każdy z pozostałych uczestników walki jest w stanie roznieść cię na strzępy i chyba tylko Franz i SeBa trochę się przy tym spocą. Ja wiem, że prawda boli. Życie też boli. Praca w EWF boli. Przyzwyczajaj się do tego. A, i jeszcze jedno: występy w największej federacji wrestlingowej w Europie nie są najlepszym sposobem na uniknięcie niepożądanej uwagi ze strony nasłanych przez złą macochę siepaczy.

 

Franko podkreśla ostatnie zdanie porozumiewawczym mrugnięciem i typowym dla siebie grymasem, który oznacza uśmiech. Pasażerowie nie ograniczają się do półśrodków i ich gromki śmiech ponownie wypełnia wnętrze autobusu. Mówca kontynuuje:

 

- Właśnie okazałem ci więcej zainteresowania, niż okaże ci twój tag partner. Przykro mi Chicko, ale ze strony Vaclava nie możesz liczyć na dobre słowo, czy pomocną dłoń. Prędzej czeka cię struga ciepłego moczu spływająca po twarzy, bo były Mecenas Extremy olewa teraz wszytko i wszystkich. Czasami dosłownie, więc nie mów, że cię nie ostrzegałem.

 

Na wzmiankę o Vaclavie śmiechy zebranych zamieniają się w buczenie.

 

- Ja Vaclava nawet trochę rozumiem, bo sam się zdziwiłem tym, jak łatwo przylgnęła do niego łatka zdrajcy. A co on takiego zrobił? Wystąpił w „Antipaloozie” i gadał nawet z sensem. Czy to powód, żeby od razu skreślać człowieka, który od lat wykrwawia się dla fanów?

 

- Zaatakował senatora Szakala! – Zakrzyknął ktoś.

 

- No i co z tego? To jest EWF. Tutaj każdy kogoś atakuje. Czasami trzeba komuś przypierdolić ot tak, żeby zwrócić jego uwagę. A głosy mówiące o tym, że jest zdrajcą, odzywały się już wcześniej. Od „Kwietniowej Anarchii” sprawa stała się jasna, ale przed nią? Nie rozumiem tego, a co dopiero Vaclav – swego czasu naczelny wrażliwiec każdej federacji, w której się pojawiał. Nie ma się co dziwić, że poczuł się rozżalony, chociaż sposób w jaki to okazuje jest, oględnie rzecz ujmując, żałosny.

 

Franko wygląda na zniesmaczonego i rozczarowanego – co jest niezłym wyczynem, kiedy nosi się maskę - a pasażerowie buczą ochoczo.

 

- Hej! Hej! Hej sokoły!

 

- Pij Paweł, nie przeszkadzaj.

 

- Myślałem, że Vaclav coś sobą reprezentuje. Że rozumie, na czym to wszystko polega. Łaska fanów na pstrym koniu jeździ i wie to każdy, kto ma chociaż trochę poukładane pod sufitem. Ale nie Ostatni Łukowianin. Jego fani ZDRADZILI. On to PRZEŻYWA. Przeżywa CAŁYM SOBĄ ale tak, żeby czasem ktoś nie pomyślał, że mu ZALEŻY. Zamiast wzruszyć ramionami i robić to, co do niego należy, zamiast wyjaśnić sprawę i udowodnić swoje prawdziwe intencje, on się OBRAŻA na fanów. No i dobra, niech mu tam będzie. Ale po pierwsze: to strasznie słabe, po drugie: to naprawdę słabe, i po trzecie: to jest, kurwa, słabe!

 

Ostatnie, wzmocnione mikrofonem słowa, wbiły pasażerów w fotele. Velvet budzi się na chwile, rozgląda zamglonym i jakby zaniepokojonym wzrokiem, zauważa naszego bohatera i w widoczny sposób odpręża. Później zasypia ponownie.

 

- I żeby to wszystko jeszcze kierowało się jakąś logiką, ale gdzie tam. Fani zawiedli Vaclava? Już Vaclav im pokaże. Najpierw przestanie się myć – o, jak im to dopiecze! Później zacznie pluć, parskać i toczyć pianę z pyska żeby pokazać, jaki jest groźny. I wtedy, kiedy już zrozumieją bezmiar nienawiści, jakim są darzeni, nadejdzie czas na kolejny etap, którym będzie pokazanie pracownikom technicznym EWF ich miejsca. Ludzie, czy was naprawdę nie stać na nic więcej? Czy ostatni Łukowianin musi być ofiarą losu, jak Aero? Tupanie nogą i obrażanie się na cały świat – pamiętacie? Czy musi stać się tchórzem większym niż Bane? Bo dalej uważam za tchórzostwo znęcanie się nad tymi, którzy w ciszy i z pochyloną głową, w milczeniu i w pocie czoła pracują na wielkość EWF. Myślicie, że to was czyni takimi skurwysynami? O to zadbały wasze mamusie, więc nie musicie się napinać. Myślicie, że czyni to was niebezpiecznymi? Przerażającymi? Godnymi podszytego lękiem szacunku? Nie, to czyni was tylko żałosnymi pizdami, w oczach fanów i całego świata. Słucham? Mówicie, że to takie kurewsko zabawne? Robicie co robicie, bo możecie to robić? Chyba was, chłopcy, do reszty pojebało. Zapomnieliście, że poza EWF istnieje coś takiego jak PRAWDZIWY ŚWIAT. W tym świecie stan konta bankowego nie powiększa się sam z siebie, po każdej „Wrestlepaloozie”. W tym świecie musisz zgiąć kark, albo stracić jedyne źródło utrzymania. Ten świat jest mi bardzo dobrze znany, z niego wyrosłem i nigdy o nim nie zapomnę. A was, skurwysyny, trzeba sprowadzić na ziemię.

 

- Brzydko! – Krzyczy Pan Kazimierz.

 

- Brutalnie! – Wydziera się Pan Maciej.

 

- Boleśnie. – Kończy Franko. – Wracając do Vaclava: nie zamydlisz mi oczu tym udawaniem złego matkojebcy, Vacuś. I tak wiem, że pod tym wszystkim ukrywa się zdesperowana, rozdarta emocjonalnie istotka – jakże miękka i podatna na ciosy – która marzy tylko o tym, żeby ją ktoś wreszcie przytulił. Taki byłeś, jesteś i będziesz – przez chwilę myślałem, że zaczynasz coś sobą reprezentować, ale wychodzi jednak na to, że się po prostu myliłem. Ta twoja cała przemiana to jakaś jebana parodia. I znowu duch Aero unosi się nad federacją. On też był parodią „tego złego”. Może i masz umiejętności, może i nie brak ci doświadczenia, ale to niczego nie zmienia. W chwili próby - w ringu - twoje braki wyjdą na jaw. Jesteś tylko zapijaczonym cieniem dawnego Mecenasa Extremy i z każdą stoczoną przez ciebie walką coraz wyraźniej widzę pożerające cię zmęczenie. Ja się nie męczę, wręcz przeciwnie. Z każdą kolejną walką nabieram sił i ochoty na kolejne starcia. Nie jesteś w stanie mnie zatrzymać, już nie. Będę napierdalał w ciebie z taką częstotliwością, że nie będziesz miał innego wyjścia jak zrozumieć to, co dla mnie jest oczywiste. Możesz temu zaprzeczać i możesz próbować to odwlec, ale to nic nie da. I tak skończysz skowycząc z bólu, z odciskiem mojego buta na dupie. Nie zgadzasz się z tą diagnozą? Chcesz mi coś udowodnić? No to chodź. Wiesz gdzie mnie znaleźć, moczymordo.

 

Okrzyki poparcia ze strony słuchaczy zachęcają Butchera do dalszego ciągu:

 

- Bane. „Popatrzcie jaki ze mnie skurwysyn” Bane. Kolejny „anarchista” który myśli, że plucie na wszystkich wokół upoważnia go do tego miana. Następny z domorosłych siewców chaosu, których ta federacja przerabiała już na pęczki. Koleś, który ciągle napawa się swoim pseudo zwycięstwem nad Psycho i jednocześnie nieudolnie próbuje wejść w jego buty. Przykro mi, chłopie. Są na ciebie za duże. A to, że uważasz inaczej, jest dla mnie źródłem nieustającego rozbawienia. Myślisz, że już jesteś wielki? Że dorównujesz najlepszym? Człowieku, ty nawet Evolution Title nie zdobędziesz, bo rozbryzgniesz się o Rzeźnika jak gówno o stalową ścianę. Zresztą, na cholerę ci tytuł, którego i tak nie będziesz poważał? Rok 2020. Wrestlerzy EWF walczą o zimnioki. Ale nie ma już zimnioków, bo zżarli je tacy jak Bane. Zżarli, chociaż nie lubią zimnioków. I nie ma już wrestlerów EWF, bo nie ma już federacji. Za dużo było w niej Bane’ów i za dużo Vaclavów. Teraz nie ma już nic – tylko głód, halucynacje z niedożywienia i śmierć.

 

Franko przerywa na chwilę i spogląda na swoich słuchaczy, którzy natychmiast przepijają do niego i okrzykami zachęcają do kontynuowania przemowy. Zamaskowany nie ma nic przeciwko temu:

 

- To, co wydarzyło się na ostatniej „Wrestlepaloozie”, też jest niezwykle zabawne. Mogłeś tam sporo osiągnąć, Bane. Mogłeś mnie wystawić i doprowadzić do utraty pasów, albo przynajmniej zmusić do mało chwalebnej ucieczki przed przeważającymi siłami wroga. Mogłeś mi pomóc, i zaliczyć zwycięstwo nad dwoma topowymi zawodnikami, którzy jak do tej pory załatwiali swoje sprawy wysoko nad twoją głową. Jaki był twój plan? Tego się już nigdy nie dowiemy, bo swoją szansę koncertowo spierdoliłeś. Niezdara z ciebie, „Zgubo”. Było tyle możliwości, a ty po prostu dałeś się odliczyć. Ani mi tym nie dopiekłeś, ani sobie nie przysporzyłeś chwały. Po prostu przegrałeś za nas obu. Chociaż jestem pewny, że jakoś tam sobie to wszystko wytłumaczysz. Kto wie – może nawet znajdziesz sposób na obarczenie mnie winą? Nieważne. Czeka nas kolejny sparring, tym razem w większym towarzystwie. No i dobrze, nigdy zbyt wiele obijania twojej mordy. I wysłuchiwania tych zabawnych kwiknięć, które z siebie wydajesz po przyjęciu ciosu. Doprawdy, nie mogę się doczekać, bo ostatnimi czasy mało co w tej federacji dostarcza mi tyle niczym nie skrępowanej frajdy. Więc... czekam i na ciebie, i na Vaclava. Postarajcie się nie spóźnić.

 

Nasz bohater trochę już ochrypł od tego ciągłego gadania, więc robi przerwę na opróżnienie podanej mu przez któregoś z pasażerów butelki z wodą. Po zakończeniu tej czynności mikrofon znowu idzie w ruch:

 

- Został już tylko Feldmarszałek Prus Wschodnich, który podobno ma szansę na zdobycie mojego pasa. Musi mnie tylko – uwaga – odliczyć. SeBa. Człowiek, którego ukoronowaniem wieloletniej kariery w EWF jest zdobyty niedawno Puchar Szczęściarza. Któremu napuchnięty od piwska bamber niedługo zacznie sięgać do kolan. Który żeby wygrać, musi obowiązkowo użyć tego swojego hełmu. SeBa. Odliczyć. Mnie.

 

Rzeźnik nie mówi już nic więcej, ale tak po prawdzie to i nie musi tego robić. Jego audytorium wybucha niekontrolowanym śmiechem. Śmieją się wszyscy, niezależnie od wieku i płci. Śmieją się tak, że aż łzy ciekną im po poczerwieniałych od wypitego alkoholu twarzach. Zaśmiewają się do rozpuku, trzymając za bolące od tego śmiechu brzuchy. Rżą, ryczą, rechoczą i trzęsą się w niekontrolowanych spazmach. Ktoś wymiotuje do podsuniętej mu przez sąsiada torebki, a później śmieje się dalej. Śmiech trwa i trwa, a później trwa jeszcze trochę. W końcu zamiera, a wyczerpani i wciąż rozbawieni pasażerowie długo jeszcze ocierają łzy.

 

- Widzę, że rozumiecie. Feldmarszałek to bardzo sympatyczna postać, ale beznadziejny wrestler. Jego partner w niczym tu nie pomoże, nawet gdyby mu się chciało. I naprawdę nie ma sensu więcej na ten temat rozprawiać. Wygram tą walką – z Franzem, czy bez niego. Wolałbym „z” jeśli miałbym wybór. Co mi szkodzi? We dwójkę lżejsza robota. Myślę, że ten tag team może zadziałać. Bo jednego jestem akurat co do Franza pewny – on chce zwyciężać. Skoro tak, to mamy po drodze – przynajmniej na najbliższej gali. I to by było w zasadzie wszystko. Dziękuję za podwiezienie i poczęstunek. Helenka i Velvet też dziękują.

 

Na te słowa wstaje Pan Kazimierz – z uroczystym wyrazem twarzy, podkręcając wąsa i próbując zapiąć guzik przy kołnierzyku koszuli. To drugie mu się nie udaje. Pomimo to, mężczyzna podchodzi do naszego bohatera i przejmuje mikrofon. Podnosi urządzenie do ust, jednak przegrywa z ogarniającym go wzruszeniem. Bierze kilka głębokich oddechów. Ociera łzę z policzka. Franko jest trochę zdezorientowany, ale w końcu niezgrabnie poklepuje starszego mężczyznę po ramieniu. Ten w końcu zdołał się odezwać, chociaż jego głos niebezpiecznie się załamuje:

 

- Franek! Ty przecież nie musisz dziękować! Nie trzeba! Tyś przecież nasz jest! Nasz! Syn najukochańszy! Zawodnik ulubiony! Tyś Rzeźnik! Tyś Czarna Maska! Tyś z błota się wydźwignął i z brudu, żeby przypomnieć o nas EWF!

 

Pan Kaziu chwyta naszego bohatera i bez cienia skrępowania całuje go najpierw w jeden, a później w drugi zamaskowany policzek. W autobusie zapadła cisza i nawet Pan Paweł przygląda się temu wszystkiemu z jakimś przerażającym skupieniem. Zresztą, wszyscy się przyglądają. A Pan Kazimierz przemawia dalej, przemawia z ogniem i pasją:

 

- Franek! Ja wiem, że ty mi nie dowierzasz, że myślisz, że to wódka, ja wiem! Ale powiedz mi ty, ale tak szczerze: kto oprócz Ciebie w tej federacji ujął się za prostym człowiekiem?! Bubba?! On jest uczciwy, jako jeden z niewielu uczciwy, ale gdzie on jest teraz?! Przybył ten wielki, nieulękły i sprawiedliwy Bubba, i czy spojrzał pod swoje mocarne stopy?! Czy pochylił się nad losem tych, którzy tej sprawiedliwości najbardziej potrzebują?! Czy pochylił się nad bezbronnymi?! Nie! Bubba, jak wszyscy tutaj – patrzył w górę! On może nawet nie zdaje sobie z tego sprawy, bo to dobry, prawdziwie dobry człowiek, ale: czy spojrzał?! Nie spojrzał! On będzie teraz walczył o sprawiedliwość w EWF, nurzając się w kłamstwach i intrygach, cały ubabrany tym szlamem, który zwiemy władzą! I nawet on! Nawet on! Nawet monumentalny Bubba jest chory, nawet on zaczyna odrywać się od ziemi! Oni wszyscy są zbyt wysoko, Franku! Zbyt wysoko! Wszyscy ci, którzy mianują się orędownikami dobra, którzy uważają się za ludzi prawych i szlachetnych! Ci, którzy uważają, że to właśnie ONI zmienią EWF na lepsze podczas kiedy są zwykłymi – nie bójmy się użyć tego słowa – zwykłymi skurwysynami! Hipokryzja jest ich chorobą, a kłamstwo jest ich bronią! Bo czy może się zwać sprawiedliwym człowiek, który żyje z wyzysku innych?! Żywiący się potem maluczkich?! Czy może uznawać się za mesjasza ten, który goni tylko za przyjemnościami tego świata?! Ten, który sprzedał duszę za butelkę wódki! Nie mesjasz on, tylko antychryst! Świnia tarzająca się w brudzie! A jeśli już o świniach mowa: czy może być sprawiedliwym człowiek, którego nie interesuje los tych, którzy mu zaufali?! Który odleciał tak daleko, że „zwykły człowiek” jest dla niego tylko pustym frazesem odczytywanym z kartki przy okazji kolejnych wyborów?! Którego interesuje tylko dobro własne i ulubionej roślinki?! Czy taki człowiek zasila grono prawych?! Nie! Po trzykroć: nie! Ja go nie wybierałem, a nawet gdybym to zrobił, wyrzekłbym się tego nie mogąc znieść palącego mnie wstydu! I są jeszcze zdrajcy, i są zwykłe gnoje, i są kłamcy, i są przeniewiercy! Vaclav, Bane, Kraven, Szakal – długo by ich wymieniać! Patrzące tylko w górę, zakłamane śmiecie! I są ci, którzy się trochę pogubili, jak Bidam! I jesteś Ty, Franek – jedyna ostoja prawdy w tym całym kurwidole! Ja wiem, Franiu – ja wiem! Ludzie chcą być oszukiwani, bo prawda jest bezlitosna, i jest okrutna, i boli! Dlatego zajęło trochę czasu, zanim naprawdę cię dostrzegli! Ale to się już zaczęło, tego się nie da powstrzymać! Ludzie Cię widzą, Franko, i wystawiają Ci rachunek! Oto jest ten, który przybył do EWF uginając się pod brzemieniem swoich niedoskonałości! Czy je odrzucił?! Próbował ukryć?! Nie! Żył z nimi i pomimo ich! I nie kłamał – nigdy nie kłamał! Nawet kiedy prawda bolała, nawet kiedy przynosiła szkodę, nawet kiedy narażała Cię na niechęć lub pogardę – Ty byłeś prawdą! Czy okazywałeś okrucieństwo?! Tylko wtedy, kiedy musiałeś! Czy byłeś brutalny?! Nigdy ponad miarę! Czy byłeś szczery?! Zawsze, aż do bólu! I oto jesteś tutaj z nami i pijesz, i rozmawiasz z nami! Jesteś tutaj! Tutaj! Nie trzeba nam niedosiężnych mesjaszów! Nie potrzebujemy gwiazd, które świecą daleko, poza naszym zasięgiem! Potrzeba nam kogoś, kto nie wstydzi się drogi, którą przebył! Ostoi! Opoki! Kogoś, kto nas nigdy nie zawiedzie! Człowieka, który zawsze będzie prawdziwy! Który nie udaje, że jest bez skazy! Którego możemy nazywać bratem! Ty jesteś tym człowiekiem, Franko! I uwierz mi, że nie tylko my tak myślimy, bo każdy z szeregowych pracowników EWF dałby się za Ciebie pociąć! Tylko dlatego, że wspomniałeś o ich sytuacji! Że o nich nie zapomniałeś! Tylko, i aż dlatego! Ja to wiem, Franko! Jak mam krewnych, którzy pracują w federacji! W razie czego proś, a będzie Ci dane! Będzie dane! Więc powiedz mi teraz, Franko, powiedz mi szczerze, tak od serca, tak jak to tylko Ty uczynić potrafisz: CZY SKOPIESZ DUPSKA SUKINSYNOM?!

 

Pytanie zawisło w powietrzu. Nasz bohater rozgląda się, omiatając swoim zimnym wzrokiem wpatrzone w niego twarze. Z jego zamaskowanego oblicza nie da się nic wyczytać. W końcu odpowiada:

 

- Skopię.

 

Na te słowa w autobusie rozpętuje się prawdziwe szaleństwo – ludzie wstają z siedzeń i rzucają się sobie w ramiona śmiejąc się i płacząc na przemian, błogosławiąc Rzeźnika i przeklinając jego wrogów. Autobus zatrzymuje się i kierowca przyłącza się do ogarniętego uniesieniem tłumu. Każdy chce dotknąć zamaskowanego i zamienić z nim parę słów. A Franko uspokaja rozhisteryzowanych pasażerów i zapewnia ich, że zrobi dokładnie to, co do niego należy. A oni mu wierzą. Po prostu. I właśnie w tym momencie, kiedy wydaje się, że zamieszanie jest już opanowane...

 

... kamera odmawia posłuszeństwa.

 

 

 

 

 

Epilog (jeszcze później).

 

- Cześć, Aśka. (...) Wiem, że późno dzwonię. Jak wam tam? (...) To jak u nas. (...) U nas też teraz upały. Niczego wam nie brakuje? (...) Dobrze. Pamiętaj: nikomu nie mów, gdzie jesteście. (...) SZCZEGÓLNIE twojej matce. (...) Tak długo, jak będzie trzeba. Uznaj to za zaległe wakacje, czy coś. (...) Nic się nie martw, wszystko zapłacone. (...) To przedłużysz pobyt. Nie przejmuj się. (...) A po cholerę ja wam tam jestem potrzebny? (...) Aha. To pozdrów ją ode mnie. (...) Nie, nie przyjadę. Muszę znaleźć tego skurwysyna i w końcu wyrównać rachunki. Co do palca. (...) Nie, nie da się inaczej. (...) No. Trzymaj się.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...