Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

O Bidamie, który jeździł koleją. Transsyberyjską.


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

***************************************************

EWF zapewnia mi wyżywienie.

Dziękuję EWF za dobrą żywność.

Bidam na spotkaniu z fanami, 20 czerwca 2013 roku

***************************************************

 

 

 

***************************************************

Transsib. Część 1

Z Warszawy do Moskwy

***************************************************

 

 

Ale trzęsło! Kto by przypuszczał, że to tak będzie. Miałem sen niedawno, że leciałem samolotem linii Pan Am. Nie było w nic dziwnego, gdyby Pan American World Aiways nie jebły w cholerę w 1991 roku. Może to jakiś znak? Skoro w śnie leciałem nieistniejącymi liniami to może trafię do nieistniejącego państwa? Czyżby Związek Radziecki miał zmartwychwstać na mych oczach? Głowa Lenina stanęła przede mną, a później korowód ludzi trzymających się za ręce, Trockiego, Stalina, Berii, Chruszczowa, Breżniewa, Gorbaczowa, a na końcu Putina. Wyjrzałem przez okno... no nie, ruskie flagi, rasyjski trikolor, biel, błękit, czerwień. Nie ma sierpa, nie ma młota, nie ma Kimów - to tylko w domu, w Korei... ale Korea nie jest już dawno domem. Teraz jest nim Mongolia, jest też Polska i niech tak będzie. Kiedy inni wybrali miłą drogę lotniczą, ja Bidam Bidamowski bez faktycznego nazwiska, ruszyłem pociągiem. Dlaczego? Dlaczego też mam dyktafon w dłoni? Ano dlatego, że ostatnim razem wyszło to bardzo ciekawie. Cassandra Tisserant była zadowolona i zaproponowała współpracę. Jest miła, ładna, więc dlaczego nie? Ja pomogę jej, ona pomoże mi, a może coś z tego będzie. Jestem w końcu opalonym Azjatą, pasujemy do siebie. Ups, nie powinienem chyba tego nagrywać. Nie obraź się Cassandro, ale masz fajną i kształtną dupę, no nic, powiedziałem, słowo się rzekło, zrób z tą informacją, co tylko chcesz. Jadę pociągiem, popierdalam wręcz, tzn. mógłbym popierdalać, gdybym był maszynistą, ale nie jestem. Jestem tylko trybikiem w maszynie zwanej koleją Transsyberyjską, a moją jedyną rolą jest zapłacić i siedzieć. Do tego mam mnóstwo wolnego czasu, naprawdę. Wiecie ile taka podróż trwa? Wyjeżdżamy z Warszawy o 10:38. Warszawę Centralną pożegnałem bez żalu, bo śmierdzi tam strasznie i to od lat. Nawet odpicowanie tego syfu na Euro2012 nic nie pomogło. Wygląda nadal i śmierdzi jak ruina. O dziwo, wyjechaliśmy bez opóźnienia, to cud na polskiej kolei. O 16:00, z pięciominutowym opóźnieniem wyjechaliśmy z Terespola i witaj Białorusi! Witaj baćka Łukaszenko! Nadjeżdżam! Dawno cię nie widziałem! Twój wąs zachwycał mnie przez wszystkie lata. Tęskniłem. Niestety białoruski gospodarz już pewnie leżał w łóżku, bo na pewno się nie przemęcza, gdy o 23:13 wjechaliśmy do Mińska. Dwadzieścia minut czekania na odjazd. Wyszedłem z pociągu by kupić coś do żarcia od babuszek.

 

- Młady czławiek, młady czławiek! - To do mnie. Jestem w końcu młody. - Ty z naszych? Z naszej krasnej imperii?

 

Co miałem babuszce odpowiedzieć? Że nie ma już czerwonego imperium? Że już go nigdy, dzięki Bogu, nie będzie? Że ta biedna kobieta, nie mając pieniędzy, sprzedając bułki podróżnym na dworcu, wciąż wierzy, że chociaż nie ma co do garnka włożyć, to jest chociaż imperium. W imię tego imperium można klepać biedę i zdychać, a ona głoduje, sprzedaje na dworcu, ale robi to dla dzierżawy, a jak kiedyś pójdzie dobrze, bo musi kiedyś pójść dobrze, to na Kremlu będą wiedzieli co robić? Nic to, że Białoruś jest niepodległa, że nie ma już sajuza. Nic, nic, nic, nic. Kupiłem od niej bułkę i wróciłem do wagonu. Dałem 40 ruskich rubli, w które zawinąłem w bonusie 50 euro. Niech się cieszy, to najdroższa bułka jaką kupiłem. Stać mnie, to mogę, a komu się to nie podoba, to niech spieprza. O 23:40 opuściliśmy Mińsk. Zjadłem bułkę i zasnąłem. Obudziłem się o 8 rano. W sam raz, bo za półtorej godziny mieliśmy być w Moskwie. Ach Moskwa, cóż to za miasto. To jest miasto! Jedyne takie miasto w Europie, prawdziwe miasto, a nie te nadęte podróbki, w stylu naszej Warszawy, pretensjonalnego Paryża, głupiego Berlina, antycznego Rzymu. Nie... Moskwa jest miastem, bo ona krwawiła i na krwi została zbudowana. W Moskwie kupa czasu, bo odjazd dopiero o 13:00. Dworzec Białoruski jest bardzo ładny. Podziwiam jego błękit, jego wieżyczki, podziwiam perony, podziwiam turystów, którzy w miasto by to ich pochłonęło i owładnęło. Handlowałem w Moskwie bielizną ponad dziesięć lat temu, więc wiem jak jest. Mieli mnie tu za Tungusa, co za różnica, Tungus, Buriat, Mongoł, Koreaniec, Kitajec - a nam wsio rawno. W sumie co robić? Zacząłem śpiewać:

 

A nam wsio rawno, a nam wsio rawno,

Pust' boimsia my wołka i sowu.

Dieło jest' u nas -

w samyj żutkij czas,

My wołszebnuju,

Kosim tryn-trawu.

 

Obcokrajowcy zaczęli patrzeć na mnie jak na wariata, ale Rosjanie nie, bo to dla nich kultowa pieśń przecież. Jakiś młodzieniec z gitarą, który śpiewaniem zarabia na życie, zaczął mi przygrywać, bo każdy zna melodię. Jakaś babcinka rzuciła mi się na szyję i zaczęła mnie całować. Niech całuje, a co tam! Do Nowosybirska droga daleka!

 

 

***************************************************

Transsib. Część 2

Nazwy i sobory

***************************************************

 

 

Pożegnaliśmy Moskwę Białoruską o 13:20. Pociąg odjechał punktualnie. Kolej Transsyberyjska, to jest to! Tłuc się trzeba trzy dni, to w końcu nie kilka godzin w samolocie, ale warto, jakże warto! Zwłaszcza jeśli otrzymuje się na Wrestlepaloozie Transsib match. Jakże nie skorzystać z okazji? Jakże nie przeżyć Transsibu na własnej skórze? Trzeba! Ale pojedziemy! Ile ciekawych stacji po drodze! Murom, co za piękna nazwa! Mieli chyba tam jakieś księstwo kiedyś. Fajnie byłoby być księciem muromskim. Kojarzy się z grzybami chyba. Jest Arzamas 2! Wyjrzałem przez okno, faktycznie Arzamas 2. A gdzie jedynka? Dlaczego się tam nie zatrzymamy? To ci tajemnica. Po Arzamasie o numerze drugim przyszła noc. Poszedłem do wagonów klas niższych by znaleźć prawdę o Bubbie. Wróciłem po kilku godzinach. Trochę miałem wypite, a co tam! Ale sobie pospałem, miałem zapasy kurczaków na trzy dni, ale i tak musiałem oszczędzać. Nic ciekawego nie było po drodze, a o 7:49 powitał mnie Sarapul. Kolejna cudowna mieścina, chciałbym się tu urodzić.

 

- Gdzie się urodziłeś? - Spytałaby mnie.

- W Sarapulu - Odpowiedziałbym.

- Acha - Odparłaby.

 

Niestety nie urodziłem się Sarapulu. Chyba w Pjongangu-Phenianie, tak mi zawsze mówili, tak też stało w moich koreańskich papierach, ale to nigdy nie wiadomo w totalitarnym państwie. Sarapul, och Sarapul... do tego Sarapul w Udumurcji, kolejna superowa nazwa. Ale czad! Później Krasnoufimsk, też spoko. Szkoda, że nie przejeżdżamy przez Ufę. Mogliby mieć fajne hasła promocyjne po polsku "Zaufaj Ufie", "W tobie Ufo zaufałem", "Ufam Ufie". O 16:00 wtoczyliśmy się na dworzec w Jekaterynburgu. Czterdzieści minut wytchnienia. Znów kupiłem bułkę od babuszek. Ktoś kiedyś w polskim wrestlingu lubił bułki kupować za euro. Ja płacę więcej, bo mam dobre serce. Dla mnie i dla EWF to nic, a dla tych kobiet? To miesięczny dochód. Jak nie większy! EWF miało kiedyś galę w Jekaterynburgu, ale mnie tu nie było. Zadebiutowałem na kolejnej Wrestlepaloozie. Przegapiłem Jekaterynburg, no przegapiłem! Wyobraziłem sobie te nieistniejące już sobory jekaterynburskie, co to kiedyś je mieli, a bolszewicy wyjebali je w kosmos. To znaczy nie poleciały one razem z Łajką, o nie, gdzie cerkwie w kosmos wysyłać? Co za pomysł, prawdziwe absurdalite! Absurd! Po prostu je wysadzili. I kto nie powiedział, że oni stoją wyżej od małp? Ja tak samo wysadzę Bubbę i Szakala. Spojrzałem na miasto, wyobraziłem sobie dwie wieże zniszczonych soborów. Stare, dawne, archaiczne, piękne, cudowne, olśniewające, perełki architektury. Ich już nie ma. Musiały ustąpić nowemu. Musiały ustąpić sile. Musiały ustąpić barbarzyństwu. Zalewowi plugastwa, biedy, antykultury, zniszczenia i antyżycia. Szakal i Bubba są jak te sobory. Wyniośli, dumni i starodawni. Stoją pewnie na ringu EWF i myślą, że stać będą zawsze. Bo któż ośmieli się podnieść rękę na takie legendy?

 

Ja się ośmielam.

Słyszycie?

Ja podniosę na was rękę.

Ja odbiorę wam pasy.

Odbiorę wam wszystko.

Wysadzę w powietrze.

 

Nie ma już soborów, bo w nowym świecie nie było dla nich miejsca. To nie kwestia piękna, lecz kwestia zmiany. EWF się zmienia, a Szakal i Bubba chcą dalej trwać. Myślą sobie pewnie, że to nadal rok 2001, może 2002, 2003 lub od biedy 2004. Otóż nie koledzy soborowi. To nie te late. To nie ten wiek. Epoka przeminęła, a wy już nie jesteście tacy jak byliście. Świat się zmienia, a rewolucja przychodzi nagle i zmiata wszystko. Rewolucja bowiem nie należy do nowego świata, a do starego. Dlatego nie wywoła jej jakiś Prinse, MN Rater, szwagier Grabarza z Bhutanu czy Bane. Oni pojawili się za późno. Wywoła ją ktoś, kto już chwilę w EWF przeżył, ale nie tak długo, nie za długo. Ja jestem w EWF krótką chwilę, ale nie zdążyłem wrosnąć, nie zapuściłem korzeni. Zapuszczając korzenie zatrułbym się, bo jest w krwiobiegu EWF coś co zatruwa. Coś co zniewala umysł, duszę, ciało i serce. Ja nie chce być zniewolony, lecz pozostać tam, gdzie jestem. Jestem Bidamem, nie jestem Szakalem, nie jestem Bubbą. Nie jestem legendą, nie jestem gwiazdą, nie umiem walczyć, więc nie jestem talentem. Przypadek rzucił mnie do EWF i przypadek sprawi, że osiągnę sukces. Stare sobory trzeba wysadzić. Można płakać nad ich pięknem, którego już nie ma. Można przeklinać barbarzyńskie akty zniszczenia, ale EWF potrzebuje nowego człowieka i nowej idei. Tak jak sobory w Jekaterynburgu zostały rozpierdolone, tak jak obalę dwie wieże tego biznesu. Stoją dumnie, ale upadną. Szakal i Bubba... Upadniecie...

 

Upadniecie.

 

O 22:20 jesteśmy już w Tiumeni. Kolejna świetna nazwa. W Tiumeni człowiek się leni. Ha! Dziś nie śpię, dlaczego nie śpię? Wyszedłem z przedziału. Wpadłem na jakąś młodą kobietę, która wylała mi na koszulę szampana. Zaczęła mówić coś po angielsku, z amerykańskim akcentem, przepraszać i tak dalej. Koniecznie chciała mi pomóc i zaprosiła mnie do salonki swojej. Salonki? To jakaś wyższa klasa pewnie. Świetnie! Będzie można zanalizować jak żyją klasy próżniacze, czyli Szakal. Nie opierałem się długo. O 2:28 jesteśmy w mieście Iskitim. Cygańska stolica syberyjskiej Rosji. Mnóstwo ich tutaj. Przemyt kwitnie, handel kwitnie. Jakie biznesy się tu kiedyś robiło! Zarobiłem sporo, ale prawie mnie zabili. Do dzisiaj mam bliznę na ramieniu, gdzie jakiś Cygan dziabnął mnie nożem. Ile krwi z tego było! Nigdy nie wiedziałem, że tyle mam jej w sobie. Polizałem i nawet mi smakowała. Dobra, ciepła. To że mi smakowała, nie znaczy przecież, że jestem koreańskim wampirem, prawda? No chyba nie, bo rzadko pijam. Do tego nie każda jest dobra. Zresztą jaka to dobra nazwa: krew. Jaka to dobra nazwa: Iskitim. To już obwód nowosybirski! Dojeżdżamy! Dojeżdżamy! Czy naprawdę? Nie tak szybko. Obwód nowosybirski jest wielki jak pół Polski, więc nie ma co się cieszyć. Godzinę później jesteśmy w Maslaninie. Stoimy dwie minuty, nie ma czasu na wycieczki, ale nie mogłem się powstrzymać. Po prostu nie mogłem. Kupiłem trzy kostki masła od babuleńki! Jedna dla mnie, druga dla Szakala, trzecia dla Bubby.

 

3 kostki masła, tylko nie płacz proszę

3 kostki masła w zębach tu przynoszę

3 kostki masła, tylko nie płacz proszę

3 kostki masła w zębach tu przynoszę

Dla ciebie Szakal!

Dla ciebie Bubba!

I dla mnie!

 

Coś mi się pojebało z mapą. Ślepy chyba byłem albo za dużo szampana wypiłem. To nie był Iskitim i nie to Maslanino. Ot powtórzyła się nazwa. Nie jesteśmy jeszcze w obwodzie nowosybirskim. O 6:20 wjechaliśmy do Omska. A w jakim obwodzie leży Omsk? W omskim rzecz jasna! Jakżeby inaczej! O 8:57 jesteśmy w Tatarsku. Oto obwód nowosybirski! Jesteśmy tutaj! Do Nowosybirska już tylko kilka godzin! Ale będzie! Tam na mnie czekają... Bubba... Szakal... EWF FTW title... a ja mam dla nich masło! O 10:56 jesteśmy w Barabińsku. Tłumów tutaj nie ma, mieścina malutka, ale stoimy ponad pół godziny. Poszedłem rozprostować nogi. Kupiłem bułkę i jajko na twardo przyrządzone na miejscu. Bardzo smaczne. Zapiłem kwasem. Dawno nie piłem prawdziwego ruskiego kwasu. Czadowy! Około 13:00 jesteśmy w Czułymiu. Nie chcę mi się patrzeć przez okno. Po co? Te same widoki. Nie jestem głodny, czasu nie ma, niczego nie kupię.

 

14:55

14:55

Pociąg z Moskwy

do Nowokuźniecka

przez Nowosybirsk

14:55

14:55

 

14:55, pociąg z Moskwy do Nowokuźniecka, przez Nowosybirsk, właśnie wjechał. Jestem! Jestem! Oto Nowosybirsk! Kolej Transsyberyjska, co za przeżycie! Co za podróż! Ale to nie koniec, to dopiero początek. To tutaj czeka mnie Transsib match. A jak lepiej przygotować się do Transsib matchu jak nie pojechać Transsibem? Tak właśnie zrobiłem. Trzy dni w pociągu i jestem. Jestem!

 

 

***************************************************

Część 3

Bubba

***************************************************

 

 

Wybacz Cassandro, ale zrobiłem to specjalnie. Pogrzebałem trochę w nagraniu. Niby dojechałem do Nowosybirska, ale nie. To będzie retrospekcja. Jestem nadal w pociągu, kilka godzin temu wyjechaliśmy z Moskwy. Zapada wieczór. Siedzę w swoim przedziale, bo wykupiłem cały dla siebie. Wiem, wiem. Mówią, że tak nie robić, że warto się z Rosjanami pobratać, bo atmosfera takiej podróży jest niezapomniana. Prawda jest inna: ja to przeżyłem już kiedyś, wprawdzie nie na tak długich dystansach, ale wiem, co to znaczy podróżować ruską koleją i wiem jak to jest z Rosjanami się bratać. Nie potrzebuję ich w swoim przedziale. Chcę spać sam, pierdzieć sam, chrapać sam i mieć święty spokój. Kupiłem w Moskwie kilka butelek wódki, bo czasu mnóstwo, na pieniądze też nie narzekam. No i co? Mam to wypić. Otóż nie. Czas ruszyć do źródeł, czyli odkryć Bubbę. Biorę dwie flaszki do torby i wychodzę. Patrzę przez okno, zmrok zapada. Pociąg turkocze. To właśnie robią chyba pociągi, turkoczą. Nie trzęsie za bardzo, bo oni wiedzą jak robić pociągi, nawet jeśli ten z pewnością pamięta czasy radzieckie, a może nawet Breżniew oglądał jego produkcję w ramach jakiegoś planu stuletniego. Plan się powiódł, sajuz nie, ale pociąg jeździ i spełnia swoje zadanie. Zamykam swój przedział, po drodze mijam panią odpowiedzialną za nasz wagon i uśmiecham się do niej ładnie. Pytam o drogę do wagonu niższych klas, bo ja sobie proszę państwa, pierwszą klasę sprawiłem. Raz na rok można zaszaleć. Druga klasa mnie nie interesuje, idę dalej. Idę, mijam wagony, witam się z paniami, bo każdy wagon ma swoją własną konduktorkę, takie to u nich ruskie zwyczaje. Proponują mi herbaty z samowaru, odmawiam, bo mam coś innego do picia. W końcu jestem. Wielki wagon dla ubogich. Sporo osób śpi, ale widzę około czterdziestoletniego, no może troszkę starszego gościa, siedzącego pod oknem. Dlaczego wybrałem jego? Bo z kieszeni wystaje mu, chyba już wypita, ćwiartka wódki. Siadam, spoglądam mu w oczy.

 

- Szukam człowieka - Tak zapytałem.

- Człowieka? Ludzi u nas mnogo - Odpowiedział. - Iwan Iwanowicz jestem.

- Bidam Bidamowicz - Przedstawiłem się.

 

Wyciągnąłem butelkę wódki. On wyciągnął kieliszki. Po chwili pojawił się jakiś staruszek z własnym kielonkiem. Na piersi mnóstwo orderów. Wojak pewnie. Weteran!

 

- A pan, ile ma lat? - Spytałem go, bo o czymś gadać trzeba.

- U nas nie ma już panów, wybiliśmy ich po 1917 - Odpowiedział z uśmiechem. Ciekawe czy sam strzelał do kogoś. Jak ma ordery to pewnie strzelał, ale są różne formy strzelania. Można to robić na wojnie, a można też w plutonie egzekucyjnym, w tył głowy. Później trupy do dołu i koniec. Wiem, przeżyłem, zakopywałem.

- No to ile... - Zawahałem się. - Towarzyszu?

- U nas nie ma już towarzyszy, zaginęli po 1991 - Znów się uśmiechnął.

- To co w takim jest?

- Wot, Rassija.

- Ona jest zawsze - Wtrącił się Iwan Iwanowicz.

- Budiet wsiegda! - Polałem staruszkowi wódki, bo był wyraźnie rozochocony. Może lepiej by się napił. To dobre dla zdrowia.

- No to ile macie lat?

- Władimir Nikołajewicz - Przedstawił się.

- Ile macie lat Władimirze Nikołajewiczu?

- Osiemdziesiąt siedem. Miałem szesnaście lat, gdy na wojnę poszedłem. Warszawu my brali, Berlin my brali, wszystko było nasze. Wot, ordery moje! - Wskazał na ordery. Faktycznie miał ich dużo.

- Bidam Bidamowicz szuka człowieka - Wyjaśnił mój cel wizyty Iwan Iwanowicz.

- A po co?

- Mam konflikt.

- Konflikt? Z kim?

- Z człowiekiem. Z dobrym człowiekiem, tak sądzę. Bubba tak ma na imię, to innostraniec, nie przejmujcie się dziwnym imieniem. Ja sądzę, że on jest człowiekiem, bo ma dobre serce. Od 2001 roku wiele osób go podziwia. Ciężką pracą, ale to naprawdę ciężką, zaszedł na sam szczyt. Walczył, pocił się, przelewał krew, cierpiał, robił wszystko, co trzeba. Nigdy nie zatracił kompasu moralnego, nigdy się nie sprzedał, zawsze stał po stronie dobra i prawdy. Gdzie on chodził, chodziło dobro. Jak walczyć z takim człowiekiem? Wyrósł z dołów, a zaszedł na szczyt. Nie obrażając nikogo, ja jestem teraz w dole, przyszedłem sprawdzić jak to jest. Czy da się z tego wygrzebać? Jak wyjść stąd by dojść tam? Jak z niczego osiągnąć sukcesy? Ciężka praca to nie wszystko... chyba nie. Nie wiem, nie wiem, naprawdę nie wiem. Próbowałem raz się do niego dobrać, raz się za niego zabrać, nie udało się, przegrałem. Taktyka zastosowana zawiodła. Postanowiłem udać się do źródeł, bo jeśli Bubba jest z nizin, to trzeba sprawdzić, co dokładnie takiego wyniosło go na szczyty. Trzeba sprawdzić w jakim środowisku naturalnym się obracał. Po jakim gównie hasał.

- A ty Bidamie Bidamowiczu, skąd jesteś? - Zapytał Władimir Nikołajewicz.

- Nie wiem...

- Ty też jesteś z nizin, widzę to po tobie. Wot, zobacz. Mi dali na imię po wielkim Leninie. Czy on był wielki, ja nie wiem. Mój brat, dostał po Stalinie, my za niego bilim się, życie oddawalit, ale to nie było za niego, a za kraj. Mój ojciec Nikołaj Aleksandrowicz dostał po batiuszce carze naszym Mikołaju II, a ojciec mego ojca, dostał po Aleksandrze II Oswobodzicielu. Czy wiesz po kim ja dałem swojemu synowi imię?

- Po Chruszczowie? Breżniewie?

- Dałem mu na imię Siergiej, bo na chuj dawać po kimś, kto w jednej chwili jest wielki, jak Lenin i Stalin albo Mikołaj. Chodzisz na pochód majowy i wielbisz ich albo jak dziad mój chodził do cerkwi i modlił się za cara. Po co mam dawać imię po kimś znanym jak mogę sam wymyślić. Dałem mu Siergiej, bo tak, i już, tak chciałem. Podziwiasz tego Bubbę?

- To świetny zawodnik.

- Ale czy dałbyś swojemu synowi na imię Bubba?

- Nie.

- Musiałbyś być mocno pijany! - Wtrącił się Iwan Iwanowicz, który sam obrabiał butelkę.

- To chuj z Bubbą, tak ci powiem - Trzasnął kieliszkiem o rozkładany stolik staruszek - Chuj z Bubbą. Pluj mu w ryj!

- Ale to dobry człowiek.

- Teraz mówią dobry, a później powiedzą, że zły. Tak było z Leninem, Stalinem, a później przyjdą znowu i powiedzą, że jednak byli dobrzy, tak jak z Mikołajem II. To się zmienia, ale twoje uczucia się nie zmieniają. Szanuj sobie tego Bubbę, ale miej go w dupie.

- To można połączyć? - Wahałem się. Ta mądrość ludowa mnie zaskoczyła. No, ale mówią, że to w końcu kraj kontrastów.

- A rób jak chcesz. To twoje życie. Możesz nienawidzić, szanować, a na końcu i tak zdechniesz - Zadumał się Władimir Nikołajewicz i nalał sobie kolejny kieliszek.

- Walczyłem z Bubbą i przegrałem. Dałem z siebie wszystko i przegrałem. Widziałem go w kapliczce, widziałem tłuszcz, widziałem gwiazdy, widziałem szansę na sukces, ale i tak przegrałem. Miałem spotkać go znowu, ale się nie udało. Oddaliło się, przeniosło, i teraz jest ta walka. Ten pojedynek transsyberyjski, a ja metafizycznie chyba przemierzam Rosję Transsibem by spotkać się z Bubbą w Transsib matchu. Taki to trening sobie wybrałem. Bo jeśli nie umiem walczyć, to niech chociaż Duch będzie ze mną. Królestwo Ducha jest moim królestwem, ale ten Bubba... przyszedłem tu do was, bo chciałem spotkać człowieka z nizin. Bubba był kiedyś na dnie łańcucha EWF, ale wyszedł z tego. Doszedł go gwiazd. Chciałem więc zobaczyć, gdzie był. Co czuł walcząc z Answerami, Kid Novami, Morgionami, Thunderami, Shagrathami, Monkami i innymi D Exelami. Był nikim, czyli był tutaj. W Transsibie on był w najgorszym, najbardziej zapchlonym, najtańszym wagonie dla biedoty. Taki właśnie był Bubba, a ja przyszedłem tutaj by odnaleźć jego źródła. Skąd wypłynął Bubba, który stał się wielki? Z jakiej nory wylazł? Z jakiej dupy się wyczłapał? Dlatego jestem tutaj. Szukam człowieka wśród ludzi, którzy mają niewiele, lecz są najbardziej ludzcy.

- Władimirze Nikołajewiczu - Odezwał się Iwan Iwanowicz - Ja sądzę, że Bidam Bidamowicz jest pijany, bo strasznie smęci. Zawsze mówiłem, że wódka... - Tu pokręcił palcem przed moją twarzą - Nie jest dla wszystkich. Wy ludzie wschodu, Czukcze, nie jesteście dla niej stworzeni. Macie swoje szamańskie wywary i powinniście przy nich zostać, a nie przy ruskiej wódce.

- Pozwolę zauważyć Iwanie Iwanowiczu, że to ja przyniosłem wódkę, którą z taką radością pijesz - Pozwoliłem sobie zauważyć.

- To prawda, ale strasznie smęcisz! Powiedz coś wesołego! Zaśpiewaj nam jakąś czukocką pieśń!

- Nie znam żadnej - Nie znałem, bo przecież nie jestem Czukczem. Nigdy nawet nie odwiedziłem Czukotki.

- Musisz Bidamie Bidamowiczu spojrzeć na to z innej strony - Dziadowi wzięło się na doradzanie. Niech będzie. W końcu szukam człowieka, to niech mi pomoże - Szukasz tego Bubby na dnie, ale chyba ci powiedziałem, że sam też tam byłeś albo i jesteś. Nie musisz szukać odpowiedzi na swoje pytania, kim był Bubba wtedy, bo ty to wiesz. Był w pewien sposób tobą.

- Każdy wrestler jest na początku słabeuszem, to prawda, no może oprócz Kravena.

- Kraven z Russian Pro Wrestling?! - Podniecił się Iwan Iwanowicz. - Znasz go? Znasz go?

- Znam, ale nie przeszkadzaj mi tylko pij w swoim kąciku.

 

Spojrzałem na niego groźnie. Wprost czułem, że moje oczy są lodowate. Twarz Iwana Iwanowicza, który buńczucznie prawił mi przed chwilą o Czukczach i piciu wódki, od razu zmieniła się. Pojawił się strach. Przejmujący strach.

 

- Każdy jest w dupie, ale niewielu potrafi z niej wyjść. Bubba jest takim dziwnym przypadkiem, który przez lata siedział przycupnięty pod miotłą by nagle wystrzelić.

- To wystrzel też. Zrób emulację Bubby - Tak próbował pomóc weteran Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

- Robilibyście emulację Hitlera w czasie wojny? Tu trzeba iść swoją drogą, ale mechanizm, sam mechanizm jest ciekawy, warto zwrócić na niego uwagę. Oto szukam człowieka, bo chcę pokonać Bubbę. Chcę obalić majestatyczną więżę jego soboru. Chce być bolszewikiem EWF, który rozpierdoli przeszłość i zbuduje nowego człowieka. Zrobię to, bo teraz wreszcie się nauczyłem, jak to trzeba zrobić. Widłami, bez czci, bez pokłonów, z pochodnią. Palić, gwałcić, rabować. Grabić zagrabione. Tak robi ciemny lud. Bubba wyszedł z ludu, ale jest wśród elity. Jest panem, a panom będziemy podrzynać gardła. Będziemy kąpać się w ich krwi. Będziemy gwałcić ich piękne i czyste panie, ich dziewicze córki, mordować ich synów. Zabijemy wszystkich, aż zostaniemy tylko my. Ja i Franko. A wtedy zabijemy siebie nawzajem, skoczymy sobie do gardeł, bo każda rewolucja pożera własne dzieci. Nie będzie to jednak wielkie żarcie, a czysty mord. Nim jednak do tego dojdzie, zginą oni wszyscy. Bubba, Szakal, SR-Crazy, Kraven, Tool i Scyther na emeryturze, Sandman w Konstantynopolu, Game w Japonii, Hangman w krainie krabów, Nas Jazzowski w trójkącie z WAMP i z Żóławskim, Snake w Iranie, Y2J w pudełku cukierków, Tanatos w trumnie, Juice pod prysznicem, Psycho i Marco w worku heroiny, Wolf na leżaku, Vaclav na kiblu, Lord DeMarco gdziekolwiek by nie był, Gangsta na plaży, Felix Castro w grobie, Midnight Blue w burdelu, Sixter w Jibie i każdy, kto kiedykolwiek znaczył coś w polskim wrestlingu. Każdemu poderżnę gardło i zrobię sobie kąpiel. Jak bolszewik będę mordował. Bez opamiętania, bez wytchnienia, aż do utraty tchu albo utraty życia.

 

 

***************************************************

Transsib. Część 4

Szakal

***************************************************

 

 

Salonka to specjalnie umeblowany, komfortowy wagon kolejowy przeznaczony do użytku wysokich urzędników, arystokracji, władców, bogatych ludzi. W Transsibie była też salonka, coś lepszego od pierwszej klasy. Jechali nią amerykańscy turyści, którzy chcieli przeżyć przygodę życia w luksusowych warunkach, a także jacyś bogaci Rosjanie. Siedzimy sobie właśnie w przedziale, nie wiem jak to nazwać, salonowym. Jest stół do bilarda, panowie w garniturach palą cygara, panie pięknie ubrane. Szampan leje się strumienia, jest kawior. Jak tu trafiłem? Nie wiem, chyba spodobałem się córce jakiegoś Amerykanina, bo mnie tu zaprosiła. Zaczęło się od wylania szampana na moją koszulę, a później to samo jakoś poszło. Podałem się za członka wygnanej koreańskiej rodziny cesarskiej. Siedzimy z panami i gramy w karty. Nie wiem nawet, co to za gra. Kelnerka podaje szampana.

 

- Dear prince... - Zwrócił się do mnie gruby Amerykanin.

- Count, I'm just a simple and humble count - Odpowiedziałem z akcentem z południa Stanów, co ucieszyło moich gospodarzy.

- Humble indeed... - Piękna młoda dama, której wpadłem w oko uśmiechnęła się do mnie uroczo. No dobra, nie była może zbyt piękna. Ładna, typowa pretensjonalna amerykańska uroda. W sam raz na rozkładówkę Playboya albo na karierę w Hollywood. Do tego pierwszego musiałaby sobie chyba jednak powiększyć cycki. Nie ma co się bawić w angielszczyznę, droga Cassandro. Post factum będę robił za lektora, w sumie robiłem tak też z Rosjanami, więc nie ma, co się dziwić. Lektor w polskiej telewizji to cudowny wynalazek, a niektórzy nawet uwielbiają go. Nie rozumiem popularności plików filmowych w wersach z lektorem. Kto to ogląda? Po co się tak katować?

- Drogi hrabio. To bardzo miłe, że zgodził się pan do nas dołączyć. Ta podróż jest taka nudna - Tym razem odezwał się brzuchaty Amerykanin.

- Piękna salonka panie Buchanan. To prawdziwe dzieło sztuki. Widzi pan te sowieckie oznakowania na boazerii? Zgaduje, że powstała tuż przed śmiercią Jakowa Swierdłowa. Piękna - Blefowałem z tym Swierdłowem, ale kto mi tu udowodni?

- Mów mi Bob, proszę. Mary - Tu wskazał na swoją przaśną córkę - i ja bardzo się nudzimy. Ci Rosjanie bywają zabawni, ale prawdziwy koreański hrabia! To jest dopiero zabawa i atrakcja. Prawda, Mary?

- Prawda, tatku - Uśmiechnęła się do mnie. Po co? Brylanty lśniły na jej szyi. Grab zagrabione, podrzynaj gardła i gwałć ich córki w bieli, tak sobie właśnie pomyślałem, po bolszewicku.

- To świetnie, że Mary spotkała pana, panie hrabio. Wręcz doskonale. Napijemy się, pogramy w karty. Jedziemy do Nowokuźniecka. Robimy business w tamtejszym Zagłębiu Węglowym. A pan, panie hrabio?

- Do Nowosybirska, to po drodze - Odpowiedziałem i popiłem szampanem.

- Doskonale, doskonale! - Mary klasnęła w dłonie - To w Korei nie macie już monarchii?

- O, już ze sto lat. Dawno temu nas Japończycy obalili, a później jakoś tak się potoczyło. Rodziny królewskie czy tam cesarskie muszą jednak dalej żyć. Nie poradzę na to, że urodziłem się w takiej rodzinie i przysługuje mi jakiś tytuł.

- Tak. Ja muszę panu powiedzieć, że jestem republikaninem, tak jak mój ojciec i jego ojciec przed nim. Co pana sprowadza do Rosji?

- Inwestuję w wrestling. Państwo wiedzą, jesteście ze Stanów, więc rozumiecie. To ciekawy biznes, a ja mam - Wyciągnąłem 50 euro i dałem dziewuszce tylko dlatego, że podała mi nowy kieliszek szampana - spore możliwości. Natrafiłem jednak na spore problemy. Mój rywal w tym biznesie to znana persona. Nie tylko znana, ale prawdziwa klasa wyższa, jak państwo. Z takimi nie jest łatwo wygrać, zwłaszcza kiedy mają wsparcie polityczne.

- Wsparcie polityczne, tak... - Zadumał sie Bob Buchanan.

- Mimo, że jestem hrabią to na wygnaniu, więc nie znam się za bardzo na tym wszystkim. Pieniądze odziedziczyłem i jakoś sobie żyję. Mój wróg, Mister Szakal...

- Oh mon Dieu, to jakiś Francuz? - Zajechała luizjańską francuszczyzną Mary.

- Powiedzmy, że na swój sposób jest nim, ale jego teren działania ogranicza się do Polski, a niedługo także do Rosji. Już kiedyś spotkaliśmy się by porozmawiać o biznesie i... - Tu uśmiechnąłem się czarująco, jak najlepiej potrafiłem. - Zgniótł mnie, rozdeptał jak robaka, jak jakiegoś łysofoba. Ja mam dorodną czuprynę, a on jest łysy, może to dlatego. Walczyłem dzielnie, ale to była tylko walka, ona się nie liczy, bo wszyscy wiemy, że najważniejsze jest zwycięstwo. Można sobie dominować, wierzgać nogami, a jak przychodzi, co do czego to jest to prosta sprawa: albo zwycięstwo albo porażka. W moim przypadku padło na porażkę i była to porażka zasłużona. Mister Szakal to senator, polityk, znana persona, w pewnych kręgach nawet legenda. A ja? Nędzny robak korzący się u jego stóp.

- Znam to uczucie - Uśmiechnął się Bob Buchanan i napił się szampana.

 

O tak tłusta, amerykańska świnio. Nie mam wątpliwości, że znasz to uczucie. Właśnie dlatego jestem tutaj. W twoim cholernym, nawet nie przedziale, a w całym wagonie, w pieprzonej salonce. Klasa wyższa, to właśnie jest Szakal. To ich reprezentant. To ich delegat. On nie jest jak Bubba, który wyszedł z błota i wywalczył sobie szacunek, prestiż i chwałę. Szakal w zasadzie od początku istnienia EWF jest jedną z gwiazd, wielkich gwiazd. Od 2001 roku, od cholernych dwunastu lat zatruwa EWF swoją łysą obecnością. Nie jest to jednak zatruwanie w negatywnym sensie. Nie, to pozytywne trucicielstwo. Trudno to sobie wyobrazić, ale bez Łysego EWF byłoby takie ubogie. Szakal stoi na szczycie, czasem blisko szczytu, czasem tuż pod nim, potem znów na szczycie. Czy to jako wrestler, komisarz, honorowy komisarz, radny, senator. Jest gwiazdą i ważną osobistością. Tak jak ty Bob, pieprzony amerykański milionerze. Tak żyje ta klasa próżniacza, przekonana o własnej wartości, z poczuciem absolutnej wyższości, wobec nas - tych malutkich. Maciupeńkimi robaczkami, oto kim jesteśmy dla ciebie Bob. Gdybym nie przedstawił się jako hrabia, gdybym nie udawał cholernej arystokracji, to nigdy nie dałbyś splugawić mi twojego cholernego wagonu czy zbliżyć się do twojej córeczki. Kto wie, może się zbliżę jeszcze bardziej, z miłości to ja już się chyba wyleczyłem. Szakal jest dokładnie taki sam jak ty, Bob. Kropka w kropkę, toczka w toczkę. Arystokracja wrestlingowa także ma w dupie biedotę wrestlingową. Czeka nas Transsib match, a to jest podróż koleją Transsyberyjską. Mam tu wszystko, najpierw doły społeczne i błoto, z którego wyszła żaba, z której przy pocałunku Esmeraldy Martinez wykształcił się Bubba. Są też Szakale, Bob i Mary. Mają pieniądze, więc myślą też, że mają świat u swych stóp. Szakal jest łysym próżniakiem, chociaż sam pewnie o tym nie wie. Nie jestem rzecz jasna łysofobem, sam też się kiedyś ogoliłem na łyso, dawne to czasy, obozowe. Na szczęście dla mnie obóz ten nie skończył się zagładą, lecz dla większości kolegów-numerów z dzieciństwa, niestety tak było. Szakal to barwny człowiek, ale mimo wszystko to próżny prymitywny gbur, który stoi na szczycie federacji. Jak wieża soboru katedralnego w Jekaterynburgu i on runie. Dziki bolszewizm, który ja reprezentuję, a którego nikt nie jest w stanie powtórzyć, wysadzi go i wyśle w niebyt historii.

 

Szakal miał FTW title, tak jak Marysia miała białego baranka.

 

Jak się kończy historia z Marysią? Baranek zostaje zarżnięty i trafia na stół. To w wersji optymistycznej, gdzie baranina jest użyteczna. Zjada go mama, zjada tata, zjada braciszek, starsza siostra, zjada też mała Marysia, little Mary, która choć miała łzy w oczach, to nie mogła sobie odmówić, bo on był taki smaczny. Płacząc, mięso wypadało jej z ust, ale baranek był smaczny, więc żuła go i żuła. Szakal przeżuwa swój FTW title już długo, a Vaclav wpierdolił mu mini-świnię. Jedno i drugie nie ma sensu. Szakal nie ma sensu, bo nie powinien mieć FTW title. Po co mu on? Już go miał przed dekadą, do tego nie raz. Po co mu była mini-świnia? Takich zwierząt się nie trzyma. Vaclav rozwiązał problem, wpierdalając świnię. Ja rozwiążę drugi problem, zabierając mu FTW title. Szakal zostanie sam z paprotką, lecz ta historia ma akurat happy end, bo paprotka jest wieczna i nikt jej nie wpierdoli. Z tego wszystkiego zapomniałem o pesymistycznej historii z barankiem. Marysia poszła do lasu z barankiem, gdzie wpierdolił ich wilk. Ja będę właśnie takim wilkiem w czasie Transsib matchu. Wpierdolę Bubbę, wpierdolę Szakala i przejmę pas. Zapoluję na nich, a znam pieprzone azjatyckie techniki polowań. Uczyli nas tego w obozie treningowym, choć nie na zwierzątka nie polowaliśmy, lecz na nieprzydatne dzieci, małych wrogów ludu. Kolos Szakala zachwieje się i upadnie jak wieża jekaterynburskiego soboru. Bolszewizm nadciąga. Zarżnięcie baranka jest bliskie.

 

- Pan hrabia zamyślił się? - Mary przerwała moją kontemplację, którą oczywiście nagrałem później na dyktafon. Tzn. nagrałem mój wywód, a nie głos amerykańskiej pannicy.

- Tak, przepraszam, ale jestem trochę zmęczony - Ziewnąłem i odstawiłem kieliszek na stolik.

- Ależ musi pan jeszcze zapalić cygaro, drogi hrabio! Nalegam!

 

Bob Buchanan nalegał, cóż mogłem zrobić? Nie można odmówić takiemu Bobowi. Zwłaszcza jeśli nosi on biały garnitur. W Stanach pewnie ma swój własny pociąg i na lokomotywie jebnął sobie te rogi bawoła, co to oni lubią trzymać na maskach samochodów. Pewnie ma też prywatny odrzutowiec i tam też je ma. Cały Szakal! Tylko w amerykańskim stylu.

 

- Ten pana wróg, ten Francuz, rozprawy się pan z nim? - Zapytał Buchanan pykając cygarko.

- Z pewnością - Też pyknąłem, a co! Potrafię!

- Życzę panu powodzenia.

- Moi wrogowie upadną jak wieże.

- To mi się podoba! Ha! Wieże! Ha! - Był wyraźnie zadowolony.

- Państwo wybaczą, ale jestem już zmęczony.

- Oczywiście panie hrabio, oczywiście.

- Dobranoc - Uśmiechnąłem się pięknie i pożegnałem Boba.

 

Jego córka odprowadziła mnie do drzwi. Widać takie mają zwyczaje na południu Stanów, a jak wiadomo the south will rise again! Nie można ich więc lekceważyć.

 

- Przyjdę do pana przedziału za godzinę, dobrze? - Wyszeptała mi do ucha i oddaliła się zwiewnym krokiem.

 

Dobrze, dobrze, dlaczego by nie? To w końcu kolej Transsyberyjska! Ona jedzie, mknie, podąża, jedzie, posuwa się, przesuwa i prowadzi mnie ku przyszłości. Bubba i Szakal czekają. Transsib match czeka. EWF FTW title czeka. Przegrałem z Szakalem, przegrałem z Bubbą, zremisowałem z Vaclavem. Nie jestem już popierdółką dla main-eventerów. Fakt nie wygrałem jeszcze z żadnym z nich w solowej walce, ale to nie powód by mnie lekceważyć. Głupi śmieszny Bidam, co to zapomniał wszystkich ciosów. Bidok, co nie, mister Szakal? Bubba wyszedł z błota, niczym Wenus z piany, on narodził się z błota i tłuszczu, po czym zdominował EWF. Szakal był na szczycie EWF prawie od zawsze. Walczył na początku z kilkoma podrzędnymi wrestlerami, ale szybko wspiął się na wyżyny. Pół świata zdycha i cierpi, a ten burżuj sprowadza dla swojej paprotki wodę z Himalajów, bo jej smakuje! Paproci smakuje woda z Himalajów! Trzymajcie mnie! Jeden z błota stał się burżujem, drugi zawsze nim był. Nadchodzi jednak bolszewizm. Błyśnie w mym ręku sztylet. Będą gwałty, krew i śmierć. Ja nie wyszedłem z błota, nie wyszedłem z burżujstwa. Jestem dzieckiem obozów zagłady, produktem systemu totalitarnego. Czas wreszcie by dolna część karty powstała z kolan i rzuciła wyzwanie największym gwiazdą. Dwukrotnie przegrałem, raz zremisowałem, teraz czas na zwycięstwo! Transsib match się zbliża, a ja mknę koleją Transsyberyjską, gadając do dyktafonu. Nagrywając swoje myśli jak jakaś medialna prostytutka. Robię to, a zwycięstwo będzie moje. Tutaj się to zacznie. Była kiedyś historia o psie, co jeździł koleją. Teraz jest historia o Bidamie, co jeździł koleją. Wszyscy bowiem tu jesteście. W tym długim pociągu przemierzającym wielką Rosję i wielki Sybir. Świat w miniaturce i EWF w miniaturce.

 

 

 

 

 

 

***************************************************

Koniec

***************************************************

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...