Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Usmażyć EWF!


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

***************************************************

W murowanej piwnicy

tańcowali zbójnicy.

***************************************************

 

 

Zabłądziłem w Himalajach. I po co było się tu ładować? Można było przecież grzecznie zapakować się na pokład służbowego samolotu czy innego środku transportu, który EWF zapewniło i spokojnie odlecieć. Ale nie! Zachciało mi się pójść na przechadzkę w góry. Przecież to taki barwny kraj, mili ludzie, pogoda niezła, więc co? Dlaczego by nie? Warto zwiedzać, bo w końcu jak często, całkowicie za darmo, i to w sprawach służbowych do tego, można sobie polecieć do egzotycznego kraju? Pod tym względem to mamy w EWF szczęście. Oczywiście mielibyśmy, gdybym nie zabłądził w tych Himalajach! A miało być ta pięknie. Wyszedłem akurat na ryneczek z hotelu, ot w kapciach i ze szklanką soczku w ręku. Na nosie okulary przeciwsłoneczne, rozpięta koszula, lansik. Szkoda, że nie mam włosów na klacie, to bym mógł zaimponować Bhutańczykom. Na ryneczku chciałem dopaść kurczaki, niewiele przywożą, więc trzeba się rzucić nim wszystko ta azjatycka banda zdąży zjeść. Ja też jestem z Azji, ale innej. Zresztą, to nie miejsce na rasizm. Na ryneczku kurczaka nie było, więc kupiłem jakąś kapustę. No i zaczepił mnie mnich. Próbował zagadać coś po bhutańsku, ale ja nie kumam tej czaczy, więc przeszliśmy na chiński.

 

- Panie, drogi, może przechadzka w góry? Tanio! Tanio! - Mnich były łysy jak Szakal, ale gruby i o głupim uśmiechu.

- Góry? Jakie góry? - Odpowiedziałem, udając głupiego.

- Himalaje! Tylko u nas! Najlepsze! - Zachwalał swój towar narodowy, energicznie wymachując rękoma.

 

Jakie to ich góry? Są też w Nepalu, Pakistanie, Chinach, Indiach chyba też. I tu niby mają być najlepsze? Nie mam nic do Bhutanu. Cudny kraj, ale ten marketing? Nachalny jak wszędzie.

 

- Pan z Chin? Chiny Wielki Brat! Tylko komunistyczny, to niedobrze, niedobrze. Dalejlamę prześladujcie, dranie.

- Ja nie z Chin, tylko z Mongolii - Żaden ze mnie Chińczyk, niech mnie nie obraża łysol.

- A! Mongolia! Piękny kraj! Pan kupi talon! Wyjście w góry, nocleg w dowolnym klasztorze. Tanio! Okazja! Dziś wyjdzie, wieczorem dojdzie, gdzie chce, rano wróci. Himalaje! Przeżyj to tu!

- Dobra, dawaj. Kurczaków nie ma?

- Nie ma.

- A będą?

- Może pojutrze.

- Jak wy tu nic nie macie. Na szczęście poklepie jeszcze, okej? - Wyciągnąłem dłoń i zacząłem klepać warchlaka po łysinie. Mocno, niech wie, że to pańska ręka.

- Dobry pan! Dobry talon! Nie pożałujesz!

 

Pożałowałem. Poszedłem sobie w góry, taka wycieczka. Wziąłem plecak, klapki, trochę wody i wio, idziemy. Poszedł Bidamczyk po betonie, w tym przypadku po kamieniach, bo to przecież góry, a one muszą być kamieniste co do zasady. Szedł sobie i szedł. Wziął dyktafon, bo ta cała Agnieszka Sorel powiedziała, żeby zabierać i nagrywać przemyślenia. Później będą wrzucać to do sieci i kompilować jakieś materiały. Dobrze, że nie kazali jeszcze Twittera założyć czy innego badziewia. Co mógłbym tam pisać? Wpierdalam kurczaki, zjadam kurczaki, konsumuje kurczaki, wydalam kurczaki, na obiad kurczaki, śpię w szafie - no i to całe moje życie. Kwietniowa Anarchia był paskudna, pomyślałem, gdy kopnąłem palcem w kamień. Bolało. Mogłem zabrać jakieś buty porządne, a nie iść w klapkach, kto to widział w klapkach w góry? Jak polski turysta w Miasta Stołecznego Warszawy na zboczach Tatr. Fakt, że większość tych turystów to zbocza Tatr zna chyba tylko z puszek po piwie. Ciekawe co Vaclav myśli o Tatrach? Tatrze? No, o tym piwie! Chyba jakieś szczyny, ale on wypije wszystko, bo to beczkowóz na piwo. Wrócił strasznie gruby swoją drogą, morda nalana, wzrok nieobecny, brzuch wystaje spod koszulki. Widać, że tankuje cały dzień te piwa. Dobrze, że już nie ma Piratów z Somalii, bo jeszcze by go wzięli za tankowiec... i wydymali mówiąc brutalnie. Bez mydełka, za to z chmielem. Palec bolał, bo nie ma to jak się kopnąć. Idę sobie zadowolony, że jestem w Himalajach, pierwszy raz w życiu! Idę, idę, bo fajna ścieżka. Bujam się niczym tygrys albo inny azjatycki wojownik. A może EWF to nagrywa? Później będzie, że się garbiłem albo drapałem po dupie. Ja ich znam! Oni są sprytni, wszystko przewidzą. Idę dostojnie, bo czeka mnie niedługo kolejna ważna walka. Nas, Vaclav i Bubba. Idę, idę jak król Salomon. Wyprostowany jak przedwojenny kelner! Włosy odpowiednio zaczesane i mój perlisty uśmiech. To idzie sukces, to idzie wojownik! Szkoda tylko, że sukcesów nie ma, bo Bubba skopał mi dupę aż bolało. Nie tak to miało wyglądać, nie tak. Miał być sukces, miał być triumf, miał być alkohol i jakieś dupy bhutańskie po walce. Niby się zakochałem, ale człowiek jakoś żyć musi. Nie mogę gonić fantomu, nie chce mnie, to nie, co poradzę? Idę ścieżką, robi się kręta i idzie pod górę. Ufffff.... trzeba było potrenować przed takim spacerkiem, bo kondycja nie jest taka znowu świetna. Drapię się, nie po głowie i nie po dupie, ale pod górę. Jazzowski na pewno zrobiłby to dostojniej. On jest celebrytą, wielkim panem, arystokratą wrestlingu można by powiedzieć. Rucha panienki z pierwszych stron gazet, no, no, pozazdrościć. Piję wódkę Baczewski, którą w akcjach promocyjnych pewnie nawet Jaruzelskiemu posłali. Elitarna wódka! Ja widziałem, że nie był zadowolony, że od Kravena dostał tylko Stolicznają. Pewnie liczył na coś lepszego, a tu nie, normalna wódka ludowa. On przecież taki wysublimowany! Och ach! Jak francuskie mydło do tyłka. On by szedł tą ścieżynką dostojnie. Bubba miałby problem. Jest większy i grubszy, mógłby się zmęczyć. Zresztą myślę sobie, że on nigdzie by nie właził. Nie po to cholera wygrywa się EWF World title by łazić po górach! Najlepiej miałby SR-Crazy, bo jego wnieśliby na lektyce, ale to inna bajka, z nim nie walczę. Walczę z Bubbą, Jazzowskim i Vaclavem. Jakby Vaclav wchodził na górę? Nie wchodziłby, to jasne. Byłby tak najebany, że nie wyszedłby z hotelu. A jakby nawet wyszedł to nie poszedł by w góry, tylko w doliny. A nawet jakby udało mu się pójść w góry, to spadłby z pierwszej przełęczy. Ale takiej małej, bo nisko, więc nic by się mu nie stało. Po prostu - zasnąłby w krzakach i tak do wytrzeźwienia. Taki z niego Vaclowojownik piwny. Myślę nawet, że on zamiast krwi ma piwo, a sra chmielem. Mógłby iść na pole i ta-dam! Plantacja gotowa! Uzdrowiłby gospodarkę polską w taki prosty sposób. Stalibyśmy się potentatem piwnym, a wszystko za sprawą Vaclava. Mówię "my", bo lubię Polskę i życzę jej jak najlepiej. Wyobrażam sobie te pola malowane i kucającego Vaclava biegającego to tu, to tam i dostarczającego chmielu. Byłby to widok bardzo poetycki. Ja nie widzę w tym obrzydliwej odrazy, nie. To jest poezja, poezja życia. Vaclav srający. Ten widok nie tylko przyprawiałby o mdłości, dreszcze, ale rozpalał zmysły. Bo poezja ma to do siebie, że może nas zaatakować w każdym momencie.

 

Pola rozmaite!

Pozłacane Vaclavem!

I przez Vaclava!

 

W przypadku Vaclava były to atak nagły. Bo z opuszczonymi portkami. Tak, spodnie są integralnym elementem tej wizji. Nie można bowiem zakładać, że Vaclav zechce naprawiać świat bez spodni i srać chmielem ot tak sobie, z gołą dupą. Nie. Vaclav musi to robić po królewsku, jak prawdziwy smakosz. Za każdym razem opuszcza spodnie, robi swoje, podnosi, przenosi się w inne miejsce, opuszcza, robi swoje, podnosi, przenosi, opuszcza, robi, podnosi, przenosi, opuszcza, robi, podnosi, przenosi....

 

Vaclavie, jak możesz!

Otrzyj łzy,

Nie słyszysz?

To piwo!

Wyciąga swą dłoń,

To piwo!

Oplata cię całego,

To piwo!

Za udo chwyta,

I ciągnie! I ciągnie!

Złośliwi rzeczą,

Nic nam do vaclavowskiej strzechy

 

Vaclavie! Larum grają! Wojna! Nieprzyjaciel w granicach! T ty się nie zrywasz? Piwa nie chwytasz? Na świnię nie siadasz? Co się stało z tobą? Na świnię nie wsiądzie, bo ją wpierdolił. Co się stało z Vaclavem? Vaclav Chmielem Srający, taki powinien być jego przydomek. Vaclav Rycerz Nieociosany. Wielce szlachetna nie jest ta jego postawa ostatnio. Lecz nagle, spojrzałem, skała. Ale jaka skała!

 

Skała Vaclava profil przybrała!

 

To ona, tak to on! I on w niej i ona w niej. I jakby tak pomyśleć, awangardowo, to stało się to trochę przypadkiem. Była w tym kwestia herbertowskiego smaku. Podszedłem, pana Cogito nie ma, lecz profil Vaclava jak żywy. Cud natury to sprawił, że tu w Himalajach, tu na tej ziemi, wyrosła przed setkami tysięcy lat twarz Vaclava. I oto w 2013 roku pojawił się w tej okolicy Vaclav prawdziwy. Skała była jego predestynacją, jego swoistą vaclavofanią. Vaclav objawił się w naturze czy to natura objawiła się w Vaclavie? Skąd mogła wiedzieć, że w 2013 roku będzie tu człowieczy Vaclav. Tak spotkała się skała z człowiekiem. Klęczałem przed skałą w kształcie twarzy Vaclava i zapłakałem. Bo jego tu nie było, a powinien być. To był widok przeznaczony dla niego. Skalny brat z człowiecznym bratem powinni się tu spotkać. Pamiętacie Dragon Balla? Zrobili by "fusion" jak to w tle francuski dubbing wymawiał. Vaclav natarłby, to taka jego pijana natura, w stronę skały i staliby się jednym. Hiptertonia tego wydarzenia zmieniłaby EWF całkowicie. Vaclav próbuje znaleźć siebie, jest brutalem, odmienionym, ale chujowym, dlaczego? Dlaczego się zmienił... ale tu... tu mógłby!

 

Mógłby!

 

Mógłby?

 

Tak, mógłby. Przybiegłby tylko, szybko, nie piłby tego dnia. Wpadł na ganek, chwycił za cycka Zosię niczym Tadeusz młody, a pierś jej nastoletnia i dorodna. Vaclav chwyciłby za skałę i stałaby się fuzja. Nikt już nigdy nie śmiałby się z Vaclava, bo byłby on

 

Człowiekiem ze skały

 

Tak, prawdziwym. Wzrok jego kamienny. Wzrok jego beznamiętny. Oblicze poważne, lecz milczące. Zawsze milczące, zawsze pewne, zawsze suche. Tylko na tej ziemi Vaclav mógłby odkryć nową rolę przeznaczoną dla swej osoby. Mógłby, ale spierdolił sprawę. Zapił się. Przepił. Upił. Wszystko przepił i w konsekwencji przegrał swoje życie. Myślisz Vaclavie, że trwogę we mnie wzbudzasz? Przecież ty się zabijasz o własne nogi. Wpierdoliłeś świnię, gratulacje. Pobiłeś Pana Wojtka i rozrzuciłeś kiełbaski na lewo i prawo. Gratulacje. Osiągnąłeś apogeum piwnej głupoty. Bo oto byłą ci inna rola pisana. Lepsza. Wystarczyło iść w góry. Tak wiele, a tak niewiele. Obawiać się go nie mogę obawiać, bo takie obawianie zakrawa raczej o kpinę, a nie prawdziwą obawę. Obława, obława, na pijanego Vaclava obława! Myślisz, że jesteś brutalem? Jaki z ciebie brutal. Ty nie widziałeś nigdy prawdziwej brutalności. Ja, proszę ciebie, jestem nawet lekarzem. Tak, nie tylko lekarzem wrestlingowych serc, ale prawdziwym. Wyspecjalizowałem się w Korei w jednym fachu - aborcyjnym. Fajnie wymiatam skalpelem, choć to brzmi jakbym miał ciągoty do Scotty'ego Whipeda, a nie mam, bo on stał się Nabeshimą, ale za japońską szlachta nie przepadam. I wiesz Vaclavie jak łatwo usunąć ciążę, chcianą czy niechcianą - mniejsza już o to - za pomocą takiego skalpela? Łatwo. Potrafię wyciąć, wyskrobać, wyssać. Potrafię zrobić tak by matka przeżyła albo zdechła w agonii. Potrafię wyciągnąć żywe dziecko albo martwe. Tak nas szkolili, bo ktoś to kurwa musiał robić!! Ja nie mam żalu, naprawdę, ja wiem, że to było złe? Ale co mogłem zrobić... co mogłem?

 

Przepraszam.

 

Chyba za gorąco, a nie mam już wody. Wypiłem wszystko, gdzie ten jebany klasztor? Przeklinam ładnie po polsku! Czy to mnie zbliża do ludu? Czy jestem jak oni? Nigdy nie będę Polakiem, bo jestem żółty. Udawałem parę razy Tatarów, nawet działało. Stop, miałem powiedzieć Tatara, jak można być stadem Tatarów?

 

Tatar to smaczna potrawa.

 

Chyba ktoś niedawno o tym wspomniał w EWF? Ja? Nie wiem kto, nie pamiętam. Ostatnio wielu rzeczy zapominam. Byłem kiedyś na Legii, wzięli mnie chłopaki na Żyletę i powiedzieli, że jestem dobry ziomek, że mamy zgodę z klubem z Mongolii. Staruch poklepał mnie po plecach. Piotrek, za co cię tak prześladują? Chcesz naprawdę cierpieć za poglądy? Olej to, baw się z Walterownią.

 

Piotr Włodarczyk strzeli dziś znowu gola.

 

Wody, wody, wody! Może by się napić? Ale skąd? Ścieżka prowadzi, prowadzi pod górę, kręta ścieżka jak szatan złośliwa. Kamień wbił mi się w stopę, krew, moja? Moja? Nie moja? Czyja? Moja. Krew, krew, krew, tyle krwi, morze krwi, a ja w niej brodzę. Chciałem wyjść, ale nie mogłem. Drzwi były zamknięte. Zgubiłem się w Himalajach. Dlaczego gadam do dyktafonu? A jakby tak jebnąć nim w przepaść? A jeśli zamontowali w nim geolokację i mnie Alienor opierdoli po powrocie do Polski? Ma fajną dupę, ale co ja mogę? Jestem żółty. To się nazywa geolokacja czy geolokalizacja? Chyba to drugie. Przegrałem z Bubbą. Jak mogłem. Wyobraziłem sobie kapliczkę. Znamy takie, prawda? Stoją przy drogach. Dawno zapomniane pamiątki czasów, gdy ludzie byli lepsi, bo wierzyli w Boga. W kapliczce tej, białej, co w niej? Od początku. Podszedłem do niej. To było na poboczu, wśród traw. Nie miałem butów, a ona była za mną, trzymałem ją za rękę. Wiosną, wiosną trzymałem ją za rękę. Piękna polska wiosna, piękna polska ręką. Biała kapliczka, jak śnieg. Czy modlitwy tworzą sacrum? Czy to sacrum tworzy modlitwy? Podszedłem do kapliczki. Ona mnie zostawiła, poszła zbierać kwiaty. Ja podszedłem do kapliczki. Spodziewałem się ujrzeć tam Najświętszą Pannę. Ale nie... nie było już trawy, nie było zieleni, były góry, był znowu Bhutan. I kapliczka... w kapliczce tej Bubba. Słońce świeciło, a Bubba był jakby totem, bożek perfidny. Siedział tam i patrzył na mnie swoimi dobrymi oczyma. Bo Bubba jest chyba dobrym człowiekiem. Przegrałem, a on mi pogratulował. Odwzajemniłem. Przegrałem. Odwzajemniłem. Bubba w Bhutanie, porażka w Bhutanie, kapliczka w Bhutanie. Siedział tam, brzuch jego wylewał się z kapliczki. Wiem, że on nie jest już gruby, może nigdy nie był, że to tylko propaganda perfidna była. Ale w mojej wizji on taki był. Przerysowany, karykaturalny, z wykrzywioną gębą. Brzuch wylewał się z kapliczki. Nie był to jednak tłuszcz w stylu Fat Boya czy Tugboata, o nie. Miał on w sobie coś metafizycznego.

 

Tłuszcz Bubby najcenniejszym tłuszczem w EWF! Kupujcie tylko dziś! Promocja!

 

Powrót Bubby to jest pewien rodzaj promocji, a ja jestem w górach. Przespałem promocję? Szukam klasztoru, bo chcę odpocząć, ale nie mogę, bo zgubiłem się w Himalajach. Ja na promocję powrotu Bubbowskiego się nie spóźniłem, o nie, byłem jak pieprzona perfekcyjna pani domu, z jędrnym tyłkiem dostałem miejsce w pierwszym rzędzie, tuż przed zamrażarkami. Skoczyłem... ale nie mieli kurczaków. To mnie zmiotło, bo co to za promocja? Co to za supermarket? Przegrałem, przegrałem, przegrałem. To nie wstyd przegrywać z Bubbą. Chciałoby się powiedzieć. Tak sobie mówię, bo co innego mi pozostało? Przegrałem w uczciwej walce. Przegrałem ze świętym tłuszczem. Widzę go w tej kapliczce. Tam gdzie miało być sacrum, jest profanum. Bubba nie mieści się w niej, musi siedzieć, radośnie przebiera nogami jak jakiś Humpty Dumpty. Twarz jego jest jednak wychudzona, nie ma niej tłuszczu. Jest brzuch, święty brzuch Bubbowskiego.

 

Od tłuszczu jeszcze nikt nie umarł.

I przed świętym jego obliczem,

przed świętym tłuszczem,

padną na kolana,

ja też padnę,

i adorował będę,

Bubbę,

byłego World Champa,

mojego pogromcę

 

Słońce świeci, rodzą się dzieci. Bubba siedzi gdzie siedział, ale te jego oczy! Te dobre oczy, te mądre oczy. Obawiam się go, bo wiem, że nigdy z nim nie wygram. W nim nie ma fałszu, to szermierz dobra. Dobro jest z nim, za nim, pod nim, obok niego, na przekątną od niego i w nim, przede wszystkim jest w nim. Czy ja jestem dobry? Chciałbym? Czy Franko jest dobry? Mam nadzieję. Wiele mi pomógł, wiele mu zawdzięczam. Jesteśmy razem EWF Tag Team Champami i mam nadzieję, że nimi pozostaniemy. Chciałbym. W tym słońcu przeklętym. W tych himalajskich szczytach. Jakich szczytach ofermo? Wyszedłeś na kilometr za miasto i zaraz myślisz, że wdrapujesz się na cholerne K2. Po co psuję sobie taką dobrą przemowę? Przecież to tak ładnie zabrzmiało "w himalajskich szczytach"! Była w tym poezja, nie vaclavowska poezja, nie srająca chmielem, lecz prawdziwa. Bubba to mój pogromca, były EWF World Champion, ideał.

 

Bo dziś, poza spontanicznością, mam też spokój ducha, który wynika z tego, że mimo iż dużo przeżyłam, nie mam wiele na sumieniu. Nie kłamię. Tak zostałam wychowana. Jestem prawdomówna, choć wiem, że czasem na tym tracę.

 

Powiedziała WAMP w wywiadzie. Mówią, że ta Weronika to ladacznica, ale to przecież buddyjsko poślubiona żona Nasa Jazzowskiego! Nas to Nas, San czytając od tyłu. Razem tworzą więc San Veronique - nowy twór na mapie EWF, nowy port, nowe, nowe, nowe, nowe - wszystko musi być nowe. Dlaczego raz coś nie może być stare? Mamy celebrytę zamiast wrestlera, ale mi to nie przeszkadza. Ała!

 

Kamień kopnął mnie.

Czy ja kopnąłem kamień?

Jak to w końcu było?

Zgubiłem się w Himalajach.

Bez wody.

Słońce.

Słońce.

Słońce.

 

Walka z San Veronique nie będzie prosta. Bo nawet jeśli oni założą do walki bieliznę z Victoria's Secret to nic to nie znaczy, bo mają siłę. W nich jest siła, której mi brakuje. Och jakbym padł przed obliczem San Veronique i poprosił o ułamek tej siły, którą oni mają. Ta siła zapewnia im zwycięstwa. Nie ma już Nasa, nie ma Weroniki, jest San Veronique. Ta złośliwa mutacja, gdy pierwszy raz zaatakowała EWF to mówiło się, że to nic takiego. Później infekcja rozprzestrzeniła się. To jak SARS. Nie Nas, nie Jazz, nie Weronika, nie Passent, ale SARS, w ich przypadku SASQRS. To prawie jak to z ludem rzymskim i senatem, senatus bla bla, populus, bla bla, queromanus, bla, bla. Oni tacy są. Oni są przeciwnikiem. Są mesjaszem polskiego wrestlingu. San Veronique zbawi EWF, ja w to wierzę. Będzie EWF World Champem, w to też wierzę. Ale ja też nim będę, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Wejdź na ścieżkę i patrzaj na ścieżkę. Słońce, spiekota, słońce, spiekota. Przecież to kwiecień, dlaczego tu tak gorąco? Nie, to nawet nie gorąco, to słońce i zaduch. Może ja po prostu nie nadaje się do takich wspinaczek. Zazdroszczę San Veronique zwycięstw. On wie jak zwyciężać, jest skuteczny, jest zwycięski, victorious, vittoria, victoria, on wie jak to robić. Bubba był legendą, ale powracającą, chyba nawet trochę bez formy. Szakal to senator, ale czy jest on jeszcze świetnym wrestlerem? Nie wiem. To wszystko są ludzie z przeszłości, ale San Veronique w gaciach od Victoria's Secret to jest przeciwnik! To jest rywal! To nie jakiś pieprzony Nigel Moron, z którym potykałem się tysiące razy, to nie Aero, to poważny rywal. To teraźniejszość, to człowiek, który buduje teraz, a nie który budował kiedyś. Przed nim narody klaskają w dłonie, bo on zbawia wrestling w Polsce. Nie ma obecnie, oprócz SR-Crazy'ego, lepszego wrestlera w EWF od San Veronique. Czy powinienem używać liczby mnogiej może? Wszak nie jest to Nas Jazzowski i nie jest to Weronika Passent, to jedność, ale nie jedność fizyczno seksualna, nie jedność umysłowa, lecz filozoficzna i teologiczna. Nas jest mesjaszem, ale zbawienie nie będzie pełne bez kobiety.

 

Tajemnica zbawienia dopełnia się

w pierwiastku męskim

i pierwiastku

żeńskim.

 

Nas nie zbawiłby EWF gdyby był sam. Nie zbawiłby EWF z Ponurym Grabarzem, ale ma ze sobą Weronikę. Ucieleśnienie głupoty mediów, głupoty naszych czasów, głupoty telewizji. I oto pierwiastki łącza się

 

jak jebane ying i yang

 

łączą się i narodził się nam zbawca! Zbawiciel EWF. Padnijmy na kolana? Nie. Nie padniemy? Nie. Słońce, słońce, spiekota, żar, gar. Dlaczego mam padać na kolana przed samozwańczym mesjaszem i jego głupią lafiryndą? Mogę ich docenić. Doceniam razem. Doceniam osobno. Mogę wyciągnąć z nich pierwiastek kwadratowy. Mogę? Mogę. Ale padać na kolana? Nie, San Veronique, nie uznam w tobie mesjasza, jeszcze nie teraz. Zrób wreszcie coś!

 

Zrób coś!

Słyszysz?

 

Czekamy na zbawienie. Od stycznia słyszę o mesjaszu! Ghule w kafeterii wyśpiewują o księciu z rodu Dawida, o Nasie Machabeuszu. I co? Co zrobił? Wdał się w ni to konflikt, ni to romans ze Scytherem. Odesłał biedaka na emeryturę i wszystkim zrobiło się żal Scythera. Tak go potraktował. Niepoważnie, niepoważnie, niepoważnie. Gdzie jest naprawa? Gdzie reforma? Gdzie sanacja? Gdzie jest nasze zbawienie? Co zrobiłeś Nas? Co zrobiłeś San Veronique? Co zrobiłeś Victoria's Secret? Co? Pytam się?

 

Co?

 

Srający chmielem Vaclav, człowiek z kamienia...

Kaplicza z wylewającym się tłuszczem Bubby...

San Veronique...

 

Oto moi rywale.

A teraz?

Góry...

 

Żar, żar, żar. Spiekota, słońce, spiekota, słońce. Praży, a ja w górach. Zgubiłem się w Himalajach! Cholerne gorąco, a żeby tak... usmażyć EWF!

 

 

***************************************************

Jakiś czas później,

jeden z nielicznych szpitali w Thimphu

***************************************************

 

 

U węzgłowia (ale fajne słowo!) Bidama widzimy Cassandrę Tisserant. Bidamczyk właśnie się przebudził.

 

- Co? Co się stało? - Odezwał się Bidam. Jego wargi były spękane, twarz spieczona.

- Poszedłeś w góry... w klapkach - Opowiedziała Cassandra.

- Myślałem, że to sen. To nie był sen?

- Poszedłeś w góry, zabłądziłeś, zemdlałeś. Znaleźli cię dzień później w jakiejś rozpadlinie.

- Żyję? Mam do tego talent. Spadłem z czegoś? Ze szczytu? Skały? Urwiska? - Uśmiechnął się wdzięcznie, choć niewyraźnie.

- Nie, ale mam twój... - Tu wyciągnęła z torebki dyktafon - Twój dyktafon. Interesujące przemyślenia. Mogę z tego zmontować materiał? Proszę! To dla mnie ważne!

- Bierz, ale to pewnie jakieś brednie - Bidam machnął tylko ręką i przekręcił się z jednego boku na drugi.

- Co czujesz po porażce z Bubbą? - Cassandra widać postanowiła skorzystać z okazji i przeprowadzić krótki wywiad. Co ciekawe uruchomiła bidamowski dyktafon, czyżby swojego nie miała?

- Marnie się czuję, bo nikt przegrywać nie lubi - Znów się uśmiechnął. Dlaczego on się tak uśmiecha? Ile pytań!

- Na najbliższej gali walczysz z Vaclavem, Bubbą i Nasem Jazzowskim. Co ta walka dla ciebie znaczy?

- Kolejny krok w karierze. Liczę na sukces. Zawsze. Z Franko nie przegrywamy, zwycięstwo mamy we krwi.

- Współpracować będziecie musieli jednak z Bane'm? Jak to widzisz?

- Mam go w dupie.

- Niektórzy podejrzewają, że to ty możesz stać za ostatnimi porwaniami.

 

Odpowiedziała cisza.

 

- Bidam? Halo? - Cassandra zaczęła się denerwować, że być może jej "pacjent" umarł.

- To nie ja. To jakieś bzdury.

- Na pewno? - Dociekliwa ta haitańska bestia. Ładna do tego.

- Tak.

- Dziękuję.

- To ja dziękuję - Uśmiechnął się Bidamczyk - Są tu kurczaki?

- Nie wiem.

- To idź, popytaj, sprawdź.

- Ale ja... - Cóż, Cassandra nie była chyba nastawiona na funkcje służebne.

- No co ty? - Bidam uśmiechnął się i zrobił oczy jak szczeniaczek - Choremu nie pomożesz?

- No dobrze, poczekaj tu.

 

 

**********************************

Koniec.

**********************************

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...