Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska Unplugged


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

Na ekranie pojawia się obraz pochodzący z amatorskiej kamery. Przez chwilę możemy podziwiać przyozdobione firankami, lekko uchylone okno, parapet na którym stoi opróżniona do połowy butelka wody, i ławeczkę pod tym parapetem. Jakość materiału jest taka sobie, a oświetlenie bardzo słabe. Za oknem panuje noc. Otrzymujemy chwilę na zaznajomienie się z tym obrazkiem, po czym zza kadru wyłania się niezgrabna, zamaskowana postać.

 

- Mam nadzieję, że to cholerstwo działa – mówi Franko siadając na ławeczce. – Głupio byłoby gdyby się okazało, że strzępiłem język na próżno.

 

Nikt nie odpowiada na te słowa co prawdopodobnie oznacza, że nasz bohater jest sam. Również położenie kamery nie zmieniło się w żaden sposób, co tylko potwierdza tę hipotezę. Rzeźnik przymyka okno (pozostawiając je jednak nieco uchylone), po czym spogląda w naszą stronę. Unosi wyprostowany palec i przemawia na pozór poważnym, ale jednak trochę kpiącym tonem:

 

- W życiu każdego zawodnika Extreme Wrestling Federation przychodzi moment, w którym wygłasza on mniej lub bardziej porywający monolog, w którym to poddaje wiwisekcji swoje wnętrze i wywleka na światło dzienne wszystkie tajniki swojej duszy. Zawsze uważałem, że tego typu wynurzenia są raczej nudnawe, ale przypomniałem sobie o nich dzisiaj. Brak prądu, uwierzycie? W dwudziestym pierwszym wieku, w całkiem przyjemnie prezentującym się hotelu. Oświetlenie awaryjne, telewizja nie działa, laptop został u Heli, a mnie nie chce się spać. To pomyślałem, że trochę się powynurzam i powiwisekcjonuję. A co, nie wolno mi? Wolno. Jedyny problem w tym, że ja tak po prawdzie nie mam jakichś większych tajemnic, może poza swoją „sekretną tożsamością”. Ale co to za tajemnica? Kto ma wiedzieć, ten i tak wie, kim jestem. Całej reszty nie kryję, bo po co? Jestem, jaki jestem. Śmieszności się nie boję, opinię ogółu mam w głębokim poważaniu, a swoje słabości noszę przed sobą jak sztandar. Dzięki czemu przestają być słabościami. Czasami aż żal mi moich przeciwników, bo cóż oni odkrywczego mogą o mnie powiedzieć? Że wyglądam jak małpa? Ano, wyglądam. Cieszcie się, że maski nie straciłem, bo mordę też mam raczej niewyjściową. Że jestem niezgrabny? Nogi może mam trochę krzywe, ale zwinności mi to jakoś nie ujmuje, a siła w tych łapskach (tutaj Butcher podnosi dłonie do twarzy i uważnie je ogląda) jest całkiem – całkiem. No to co jeszcze? Że śmierdzę? Kurde, w sumie nikt jeszcze tego o mnie nie powiedział, ale słyszałem już takie rzeczy w ustach main eventerów. Że niby ich przeciwnicy śmierdzą, wrażliwcy się znaleźli. A oni to niby co? Kwiatkami pachną? Perfumami? Olejkami eterycznymi? Przykro mi odzierać ze złudzeń młodych adeptów naszego fachu, ale to jest cuchnąca robota. Najczęściej towarzyszący nam zapach to smród potu i krwi. U niektórych dochodzi do tego jeszcze odór na wpół przetrawionej gorzały i piwa, co nie polepsza ostatecznego efektu. No i co z tego? Po walce wszyscy śmierdzimy do czasu skorzystania z prysznica. To ma być niby jakiś argument? Naprawdę? Więc co jeszcze? Że jestem samoukiem? Że po rozwodzie? Że kibicuję Wisełce? To wszystko ma mnie niby zawstydzić? Ośmieszyć? Niby kurde dlaczego?

 

Zamaskowany wzrusza ramionami.

 

- Inni są bardziej bojowi. A to nazwą mnie chujem, a to Helenkę kurwą, różnie to bywa. Widać że jakoś tam poprawia to ich samoocenę. No i co z tego? Nic z tego. Chujem bywam, nie przeczę. A kurwami zasadniczo jesteśmy wszyscy – my, czyli zawodnicy EWF - jakby ktoś tego nie zauważył. Sprzedajemy swoje ciała, swoje zdrowie i swoją prywatność dla ulotnej sławy i materialnych korzyści. Zupełnie jak córy Koryntu, więc o co tyle krzyku?

 

Ponowne wzruszenie ramion.

 

- Już niedługo naszych klientów czeka prawdziwa orgia: kolejna „Wrestlepalooza”. Ja też odegram w niej swoją rolę, a wraz ze mną inni.

 

Franko zaciska dłoń w pięść i wystawia kciuk.

 

- Vaclav, który już kiedyś mnie pokonał.

 

Do kciuka dołącza palec wskazujący.

 

- Jazzowski, do którego mam coś na kształt urazy.

 

Teraz przyszła kolej na środkowy palec.

 

- Bubba, legenda która powróciła.

 

I kolejny palec, chociaż tego nie dało się wyprostować do końca.

 

- Bidam, którego nazywam przyjacielem.

 

Piąty palec.

 

- I Bane, sojusznik który wcale nie jest sojusznikiem.

 

Butcher przez chwilę trzyma rozcapierzoną dłoń na wysokości piersi, po czym opuszcza ją.

 

- Jest sporo do obgadania, ale nie jestem śpiący. Szykuje się raczej przydługi wywód, więc mam streszczenie dla niecierpliwych. Z grubsza sprowadza się ono do prostego: wygram. Dziękuję za uwagę i dobranoc państwu. Możecie wyłączyć telewizor.

 

Zamaskowany przez chwilę milczy, po czym kontynuuje:

 

- Skoro niecierpliwych mam już z głowy, mogę mówić dalej. Zbliża się walka. Niełatwa. Jej dokładne zasady poznamy dopiero w trakcie gali, więc trudno tutaj coś sensownego zaplanować. Trzeba po prostu zwyciężyć, choćby nawet okazało się, że wspólnie z Bidamem tak naprawdę stawiamy czoła czterem przeciwnikom, nie trzem. Przykra sprawa, ale po ostatnich wydarzeniach raczej wykluczam jakąkolwiek formę zaufania w moich kontaktach z Bane’m. Nawet jeśli chodziłoby o prostą wiarę w jego zdrowy rozsądek. Ciężko będzie. Człowiek, który próbuje zaatakować Rzeźnika poza ringiem jest idiotą albo samobójcą i nie ma nic wspólnego z tym, co za zdrowy rozsądek uważamy. Gdzieś tam, w głębi tych nieruchawych zwojów mózgowych wykształciło się zgubne przeświadczenie, że z Butcherem można sobie w ten sposób pogrywać. A to już przeczy, kurde, podstawowej logice. Powinienem cię zajebać od razu, kiedy leżałeś bezbronny, ale Bidam i Elegance wstawili się wcześniej za tobą. W porządku, niech im będzie. Dostałeś pierwsze i ostatnie, jedyne ostrzeżenie, Bane. Kolejnego nie będzie. Chcesz mnie dopaść? Chcesz zdobyć moją maskę? Musisz się bardziej postarać. Chętnie przyjmę wyzwanie, Naprawdę. Polubiłem ten błysk desperacji, który pojawia się w twoich oczach kiedy zaczynam podkręcać tempo naszych starć. Kiedy już wiesz, że jeśli natychmiast czegoś nie wymyślisz, to będzie po tobie. Nasz następny pojedynek sprawi mi dużo przyjemności, bo zaprowadzi nas dalej – do momentu, w którym ta desperacja ustąpi miejsca bezsilności. Czekam na ten moment z pewną dozą niecierpliwości, którą jednak w tej chwili muszę odsunąć na bok. Na kolejnej „Paloozie” będziemy nominalnymi partnerami. Taki to już los zawodników EWF. Szefostwo podsyca emocje i trzeba to zaakceptować. A ja jestem nawet trochę ciekawy, co przeważy u ciebie, Bane – chęć przyczynienia się do zwycięstwa nad drużyną złożoną z zawodników, którzy stoją wyżej od nas w rankingu, czy jednak chęć rewanżu na niżej podpisanym? A może spróbujesz upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i zaatakujesz mnie już po walce? Nie wiem, a to takie ciekawe. Zobaczymy.

 

Franko rozkłada ramiona w geście udawanej bezradności. Na jego ustach błąka się cień szyderczego uśmiechu.

 

- Nasi rywale będą mocni. Udowodnili to już nie raz, nawet w przegranych starciach. Jest z nich cholernie zróżnicowana zbieranina, ale nie mam w tej kwestii złudzeń – trzeba na nich uważać. Każdy z tych gości potrafi rozstrzygnąć walkę jedną zaskakującą akcją. A to oznacza...

 

Wywód Rzeźnika zostaje przerwany przez coś, co brzmi jak energiczne pukanie do drzwi. Zamaskowany wstaje i opuszcza kadr. Po chwili słyszymy jego stłumiony głos.

 

- Tak? Niczego nie zamawiałem.

 

- To ja, Helenka – głos menadżerki Butchera jest ledwo słyszalny, ale i tak można w nim wyczuć zdenerwowanie – wpuść mnie, głupio tak stać tu po ciemku.

 

Słyszymy metaliczny dźwięk, jakieś szuranie, i odgłos zamykanych drzwi. Przez chwilę sporo się dzieje poza kadrem, ale my nic z tego nie widzimy. Musimy się zdać na słuch.

 

- Stało się coś, Hela?

 

Dziewczyna odpowiada dopiero po chwili, a jej głos brzmi dosyć... niepewnie.

 

- Obudziłam się, było ciemno, nic nie działało, pomyślałam że prądu brakło i chwilę później przypomniałam sobie o tych wszystkich porwaniach... no i... tak jakoś... straszno się zrobiło. Przenocujesz mnie u siebie?

 

- Jasne. Rozgość się. I tak nie mogę spać.

 

- To do ciebie niepodobne. Może ciebie też dopada... to wszystko.

 

Franko wraca na swoje poprzednie miejsce, a zza kadru dobiega lekkie skrzypienie sugerujące, że Helenka usiadła (albo położyła się) na łóżku. Po chwili jej głos rozlega się ponownie - jest już całkiem wyraźny:

 

- To wszystko jest po prostu chore. Dotknęłam tego palca, wiesz? Tego odciętego. Zimny taki jakiś. W ogóle nie przypominał czegoś, co jest... co było częścią Elegance’a. Nawet teraz mam dreszcze, kiedy o tym myślę... potrzebny ci ten koc?

 

- Nie.

 

- To skorzystam. Kto robi takie rzeczy? Przecież to tylko wrestling. To ma być rozrywka, a nie jakaś rzeźnia. Kto były do tego zdolny?

 

- Świr albo desperat. A EWF zawsze było strefą wojny. Nie wiedziałaś?

 

- Nawet nie próbuj mi wmawiać, że to coś normalnego, dobra? Od początku lekceważyłeś te porwania. I co? Okazało się, że to jednak nie są żarty. Może gdybyś wziął to na poważnie, Elegance nie zostałby okaleczony. Może...

 

- Daj sobie spokój, Hela. Rozumiem twój punkt widzenia, ale niczego nie zmienisz zastanawiając się nad tym, „co by było gdyby”. Ten cały porywacz – albo porywacze – ktoś wyraźnie chciał dać nam do zrozumienia, że to poważna sprawa. Fakt, jest poważna. Ten skurwysyn nawet nie wie, w jakie szambo wdepnął. Ja jestem zwolennikiem rzetelnego wyrównywania rachunków. Nie w gniewie, nie pod wpływem chwilowych emocji. Na zimno. Oko za oko, ząb za ząb. Palec za palec. Co mi przypomina, że musimy zajrzeć do sklepu ogrodniczego.

 

- Hmm? A to znowu po co?

 

- Po sekator.

 

Helenka chyba nie czuje się na siłach do ciągnięcia tego tematu, więc po chwili milczenia zmienia go:

 

- Przeszkodziłam ci w czymś, czy tak po prostu siedzisz i nic nie robisz?

 

- Próbowałem wygłosić jakieś promo – Butcher niedbałym gestem wskazuje w stronę kamery – ale trochę dziwnie się z tym czułem. Tak jakoś pierdołowato. Jak jeden z tych kolesiów, co to strzelają przemowy siedząc pod ścianą z ilomaś tam promilami we krwi, bełkoczą co im ślina na język przyniesie i myślą, że są tacy głębocy, dojrzali i zajebiści. Pamiętasz Vaclava z czasów, kiedy ciągle ocierał się o szpital psychiatryczny? On był akurat na prochach i nawet nie ukrywał swojego oddalenia od spraw tego świata, ale zasada jest z grubsza ta sama. To nie dla mnie. Wychodzi na to, że ci wszyscy reporterzy w EWF jednak się na coś przydają. Ta nowa – Cassandra – ciągle do mnie wydzwania i chce się umówić na wywiad. Pytała też, czy nie jestem czasem zainteresowany zrobieniem jakiegoś dokumentu na mój temat. Z tego co mówił Bidam, jego też o to pytała. Obrotna z niej dziewczyna.

 

- Z pewnością.

 

Głos Heli wyraża coś, co z braku innego określenia można nazwać lodowatą uprzejmością. Od razu słychać, że przyjaciółka Rzeźnika nie jest zainteresowana roztrząsaniem również i tej kwestii.

 

Nie jest, i już.

 

Bo nie.

 

Franko to rozumie, albo po prostu nie ma nic do dodania. Przez chwilę przygląda się panującym za oknem ciemnościom, a później na nowo odwraca do swojej rozmówczyni (kamera beznamiętnie wykonuje swoją pracę, chociaż od pewnego czasu jest trochę przekrzywiona).

 

- W sumie Vaclav może teraz wrócić do korzeni. Wyobrażasz sobie, jak siedzi pod jakimś mostem i werbalnie miażdży swoich przeciwników, przerywając tylko raz na jakiś czas, żeby puścić pawia? To by się świetnie mieściło w jego obecnych standardach. Co samo w sobie nie jest oczywiście niczym złym – opowiadałem ci kiedyś, jak jeden żul spod mostu uratował mi życie?

 

- Nie kojarzę...

 

- Prawdziwy bezimienny bohater, mówię ci. Kiedyś ci o tym opowiem. W tej chwili idzie mi o to, że naprawdę nie mam nic do żuli w ogólności, chociaż w pewien sposób smuci mnie fakt, że Vaclav poszedł w tym kierunku. Jego zniknięcie sprawiło mi pewnego rodzaju przykrość, bo liczyłem na rewanż za tą przegraną z czasów BGW. Zawsze byłem ciekawy, czy Vacek jest naprawdę taki dobry, czy mu się po prostu poszczęściło? Później pomyślałem sobie, że może to dobrze, że na chwilę odpuścił. Wróci wypoczęty, odświeżony... a wróci na pewno, bo przecież ciągnie wilka do lasu.

 

- Trochę ten „wilk” sparszywiały. A kiedyś taki był z niego ładny chłopak – Helenka wzdycha z autentycznym żalem - teraz strach do niego podchodzić, bo jeszcze pchły człowieka oblezą...

 

- Może to taka taktyka na co wrażliwszych rywali - Franko chyba się nawet uśmiechnął – zabawne, że o tym mówisz, bo przed twoim przyjściem pogadałem sobie trochę do kamery o tym, że wrestling to śmierdząca robota. Tak czy tak, Vaclav powrócił. Trochę bardziej zarośnięty, trochę z higieną na bakier, trochę się ślini i pluje, ale umiejętności nie stracił. To jest nadal Mecenas Extremy w pełnej krasie i naprawdę nie mogę się doczekać konfrontacji z nim. Ostatnio toczyliśmy wyrównany pojedynek i już zacząłem go przełamywać, kiedy... wystarczyła chwila nieuwagi i jeb! – leżę i jestem odliczony. To była gorzka lekcja, ale myślę, że ją sobie przyswoiłem. On miał wtedy straszne wahania formy – raz toczył naprawdę świetne walki, a innym razem praktycznie kładł się przed przeciwnikami. To te hektolitry Perły, które wlewa w siebie aż do dzisiaj. Przez jakiś czas myślałem, że Mecenas idzie we właściwym kierunku – w końcu zamienił tabletki na piwo, a to jednak pewien postęp – ale okazuje się, że to jednak ślepa uliczka. Trudno, nie mój problem. Nie jestem siostrą miłosierdzia, a Vaclav jest dorosły i tak dalej. Skoro chce walczyć, chociaż mu to nie służy, to ja na pewno nie będę go przed tym powstrzymywał. Spróbujemy się jeszcze raz, moczymordo. Różnica pomiędzy zbliżającą się, a poprzednią walką jest taka, że ja rozwijam się jako zapaśnik, a ty się cofasz w rozwoju. Trochę szkoda, bo lubię stawiać czoła zawodnikom będącym w pełni formy, ale jak się nie ma, co się lubi... na pewno wiesz, jak to dalej leci. Wpierdolę ci niezależnie od tego, czy wypijesz za mało, za dużo, czy w sam raz. Nie oddam swojego pasa przypadkowemu pretendentowi który musiał sobie zrobić przerwę w karierze, bo walka dla EWF przeszkadzała mu w chlaniu. I nawet stępiona latami picia wrażliwość nie pomoże ci, kiedy dorwę cię w swoje ręce i zapewnię dawkę bólu w stylu Rzeźnika. Możesz sobie być „mecenasem extremy”, ale po tej walce będziesz musiał na nowo zdefiniować to określenie, i to bez użycia przeze mnie dodatkowych akcesoriów. Wystarczą te dwie ręce, łokcie, kolana i podeszwy butów.

 

Franko zaciska pięści i lekko je unosi. Spoza kadru słyszymy śmiech Helenki:

 

- Widziałeś, do jakiej przemowy cię sprowokowałam?! To ja powinnam być reporterką, a nie jakaś lafirynda z Haiti! Ta kamera to jest w ogóle włączona?!

 

- Chyba tak.

 

Helenka podnosi kamerę i zaczyna przy niej manipulować, co skutkuje chwilowym rozchwianiem obrazu. W końcu jednak wyostrza go i robi zbliżenie na rozmówcę.

 

- Ha! Widzisz, za kamerzystkę też mogłabym robić, gdybym tylko chciała! Co powiesz na temat Bubby, Rzeźniku?!

 

- Pokonał Bidama – Franko nie ma problemu z dostosowaniem się do sytuacji – co oznacza, że jest w dobrej formie. To się dobrze składa, bo odkryłem coś bardzo ważnego.

 

Helenka wczuwa się w rolę i daje jeszcze większe zbliżenie. Spoglądamy prosto w wyprane z emocji ślepia Butchera i słuchamy jego beznamiętnych słów:

 

- Lubię, kiedy walka jest dobra. Kiedy moi przeciwnicy coś sobą reprezentują. Kiedy podejmują wyzwanie, a nie uciekają. To jest esencja tego, co robimy w EWF. Oczywiście nigdy nie będę przedkładał widowiskowości nad skuteczność. Nigdy też nie będę przedłużał walki na siłę, żeby popisać się przed publicznością jakąś efektowną akcją. Nie, takich rzeczy nie będę robił. Ale lubię, kiedy mój oponent potrafi walczyć. Kiedy zmusza mnie do wysiłku. Wtedy czuję, że żyję. A zwycięstwa okupione wysiłkiem, krwią i potem smakują mi najbardziej. Po prostu lubię wyzwania. A Bubba to wyzwanie prawdziwe. Mistrz. Monolit. Fundament, na którym niegdyś wznoszono świetność tej federacji. Legenda, która zstąpiła pomiędzy rzesze swoich fanów i naśladowców. Nie zawsze jest nam dane skonfrontować się z kimś takim. Sprawdzić, czy na powierzchni monolitu nie ma jakichś rys albo pęknięć. Może zaczyna poddawać się erozji? Może płynie pod nim mały, ale uparty strumień, który podmywa całą konstrukcję? Zobaczymy. Czy kości Bubby są tak twarde jak kiedyś? Co tak naprawdę oznacza jego legendarna siła? A zwinność? Zostało z niej coś jeszcze? W walce z Bidamem wyglądał dobrze, ale pozory często mylą. Muszę samemu się przekonać, jak wygląda walka z ikoną. Muszę własnoręcznie wystawić ją na próbę. Sprawdzić, czy ten płomień, który podobno na nowo w niej rozgorzał, jest coś wart. Czy nie jest płomieniem świecy, który jest najjaśniejszy tuż przed swoim bezpowrotnym zniknięciem. A ja chcę Bubby prawdziwego – silnego i zdeterminowanego. Tylko wtedy będę w pełni usatysfakcjonowany naszym starciem. Bidamowicz godnie powitał starego mistrza w nowej rzeczywistości i chyba już najwyższa pora, żebym dorzucił coś od siebie. Jestem Franko The Butcher, panie Bubbowski. Po tej walce mnie sobie zapamiętasz. Nawet jeśli monolit zdaje się nienaruszony, ja znajdę słaby punkt. I załatwię cię na cacy, jak to powiedział mój dziadunio jednemu hitlerowcowi. Trzymamy te pasy z Bidamem i nie oddamy ich niedzielnemu wrestlerowi – emerytowi, który wpadł do federacji na chwilę, żeby przypomnieć sobie dawne czasy. Żeby nam zagrozić – naprawdę zagrozić – musisz zrozumieć, że to nie zabawa. I że nikt nie padnie w ringu na kolana przed majestatem twoich dawnych osiągnięć. Tu nikt nie da ci czasu na sentymentalne wycieczki, tutaj musisz udowodnić, że dalej zawierasz co najmniej sto procent Bubby w Bubbie. Musisz się też liczyć z tym, że to najpewniej nie wystarczy. Bo pomimo całego szacunku dla tego, co niegdyś dokonałeś, pomimo szczerego podziwu dla sposobu w jaki pokonałeś Bidama, pomimo tego wszystkiego, zamierzam skopać ci dupsko. W swoim stylu – rzetelnie i boleśnie. Jestem Evolution Championem i Tag Team Championem, chociaż akurat na tobie ma prawo nie robić to wrażenia. Mam to, i chcę czegoś więcej. Ty i twoi partnerzy gracie w wyższej lidze, do której i ja pragnę awansować. Pokonywanie takich jak wy to część drogi, którą muszę przebyć. Już wkrótce zorientujesz się, że nie są to tylko bezpodstawne mrzonki.

 

- Dobra, wiadomość dla Bubby jest chyba w miarę klarowna. Masz coś do przekazania Jazzowskiemu?

 

- Jasne, że tak. Jak już wspomniałem wcześniej, mam do ciebie drobną urazę, playboyu. To w gruncie rzeczy nic szczególnego, ale może kosztować cię trochę zdrowia. Bo widzisz, byłem pracownikiem BGW. Twoim pracownikiem. Płaciłeś mi dobrze i w terminie. Wziąłem udział w paru galach i dobrze wspominam to doświadczenie. Na ringu i poza nim zostawiłem trochę zdrowia – swojego i przeciwników. Uganiałem się za pasami, okaleczyłem tego i owego... to były dobre czasy. Zamknąłeś federację bez słowa wyjaśnienia, ale nie mam ci tego za złe. Miałeś do tego prawo. Wpierdol od Rzeźnika należy ci się z innego powodu, „mesjaszu”. Nie przeczę, że to była twoja federacja. Że mogłeś zrobić z nią to, co chciałeś. Ale mogłeś uszanować wysiłki tych, którzy dla ciebie pracowali. Nie uszanowałeś. To co wyrabiasz ostatnio z pasami BGW to profanacja, do której oczywiście masz prawo. Tak samo jak ja mam prawo wpierdolić ci z tego powodu. Miałem też prawo do pasów, które ty ośmieszyłeś. Czyniąc to, ośmieszyłeś również moje wysiłki mające na celu ich zdobycie. Innymi słowy, ośmieszyłeś mnie. A ja jestem zobligowany do tego, żeby tego typu sytuacje kończyły się bardzo boleśnie dla ośmieszającego. Bo za głupotę się płaci. Zawsze.

 

Wzrok zamaskowanego niesie ze sobą chłód i coś na kształt ponurej obietnicy. Helenka odzywa się zza kamery:

 

- W sumie jak tak o tym mówisz to myślę sobie, że Jazzowski rzeczywiście nieładnie postąpił. Masz coś jeszcze do niego, Franko? Robię się śpiąca.

 

- To przestań się bawić w kamerzystkę i idź spać. Tylko ustaw wcześniej ten złom tak, żebym był widoczny.

 

- Chyba rzeczywiście tak zrobię.

 

Słyszymy stłumione ziewnięcie i kamera wraca do pozycji przypominającej tą z początku zapisu. Trwa to dłuższą chwilę, ale w końcu sytuacja stabilizuje się.

 

- Dobra. Chyba jest w porządku. Położę się. Możesz mi opowiedzieć bajkę na dobranoc. O tym, jak pokonasz mesjasza polskiego wrestlingu.

 

- To nie będzie bajka, tylko przepowiednia. Jazzowskiego czeka konkretna młócka, bez dwóch zdań. Ta jego świeżo poślubiona żona („kolejna lafirynda” – mruczy Helenka w tle) będzie musiała zażyć przed walką coś na uspokojenie, bo kiedy to wszystko już się skończy, jej chłoptyś nie będzie taki ładniutki jak przed początkowym gongiem. Jak tylko dorwę go w swoje ręce, to wytoczę z niego trochę krwi. Albo go połamię. Może zdążę zrobić i to, i to? Trudno powiedzieć, zapowiada się spory tłok w ringu i jego okolicach. Zobaczymy, jak się rozwinie sytuacja. Uraza urazą, ale celem numer jeden będzie tutaj utrzymanie pasów. Reszta to zadania poboczne. Subquesty, jak by powiedział dawny Vaclav. W przypadku Nasa nie powinno to być takie trudne, bo przecież nie interesuje go zdobycie pasów innych niż jego wyśniony World Title, prawda? Taak, akurat uwierzę w to, że Nas nie skorzysta z możliwości zdobycia jednego z pomniejszych trofeów. Poza pozą, a zapach złota zapachem złota, więc nie liczę na to zbytnio. Zresztą, nasz „mesjasz” lubi wygrywać, jak każdy. Na pewno nie odpuści tej walki. No i bardzo dobrze, bo i w tym przypadku ma zastosowanie to, co powiedziałem przy okazji Bubby. Zobaczymy, na co stać Jazzowskiego – człowieka, który nadmuchał swój balon do niebotycznych wręcz rozmiarów. Zawodnika, który wypruwa z siebie flaki żeby przekonać wszystkich, że idzie na mistrza. Tworzącego wokół siebie otoczkę straceńca, którego nikt i nic nie powstrzyma w osiągnięciu zamierzonego celu. Ot, gra pozorów. Zastanawiam się tylko, czy nasz „następny mistrz świata” zdaje sobie sprawę z faktu, że po zdobyciu upragnionego trofeum Nas jakiego znamy przestanie istnieć? Że skoro wszystkie siły poświęci na zdobycie pasa, to zabraknie mu ich na to, co będzie się działo później? Czy Nas Jazzowski zastanawiał się nad tym kiedyś? Nie, nie sądzę, żeby obecnie był zdolny do tego typu refleksji. Może zbliżająca się walka da mu trochę do myślenia. Może. Bo co by o naszej ekipie nie powiedzieć – nie można nas lekceważyć. Tak, Bane’a też. Jeżeli Nas zlekceważy nas, tak jak nie tak dawno temu SeBę, to nie skończy się tylko na analnym rozdziewiczeniu. I zrobi się bardzo, ale to bardzo brzydko. To zresztą tyczy się wszystkich naszych rywali. Zlekceważycie nas i już po was. Potraktujecie poważnie, to będziemy mieli ładny, wyrównany pojedynek, który przegracie z honorem. Wybór należy do was, ja tylko dostosuję się do zaistniałej sytuacji. Z pomocą, albo i bez...

 

Tu wtrąca się Helenka (zaspanym głosem):

 

- Skopiesz dupska sukinsynom?

 

- Skopię.

 

- No i bardzo dobrze (zieeew). Oni się za bardzo panoszą w naszej federacji. Urlopy sobie biorą, a później od razu wskakują do walk o pasy. I ta... (zieew) takie tam. I strasznie zadzierają nosa. Nie cierpię takich (ziewnięcie).

 

- Śpij, Hela. Ci goście zasłużyli sobie na swoją pozycję w EWF. Mój staż przy ich stażu jest śmiechu wart. Już sam fakt, że mogę z nimi powalczyć, jest sporym wyróżnieniem.

 

- Nie udawaj skromnego – mamrocze Helenka coraz bardziej słabnącym głosem – to do ciebie nijak nie pasuje. Franko?

 

- Tak?

 

- Ty ufasz Bidamowi, prawda?

 

- Zdecydowałem się mu ufać.

 

- Jest jakaś różnica?

 

- Tak. Lubię tego kolesia i będę go wspierał w ringu i poza nim. Ale wiem, że potrafi być śmiertelnie niebezpieczny. I nie mam pewności, czy nie maczał przypadkiem palców w tych porwaniach – to trochę dziwne, że tak zniknął akurat wtedy, kiedy odwiedził cię porywacz, nie sądzisz?

 

- To tylko głupi przypadek.

 

- Możliwe. Mam wątpliwości, ale nie będę wyskakiwał z niczym nieprzemyślanym. W końcu nie mam dowodów, lubię faceta i jestem z nim w drużynie. A z tag teamami jest taka dziwna sprawa, że brak zaufania rozwala je niezawodnie. Podobnie jest z przyjaźnią. Więc... zaczekam na rozwój wydarzeń. Mój instynkt podpowiada mi, że coś jest cholernie nie tak, ale zdarzało mu się już wprowadzać mnie w błąd. Poczekam.

 

- Franko?

 

- Co?

 

- Dziwny jesteś.

 

Zapada cisza która sugeruje, że Helenka chyba zasnęła. Jest to jednak mylne wrażenie:

 

- Franko?

 

- Tak?

 

- Czemu my nigdy... no wiesz?

 

Zamaskowany milczy przez chwilę. W końcu odpowiada:

 

- Pewnie traktuję cię jak siostrę, albo coś podobnego.

 

- Aha. (Głos Helenki jest już ledwie słyszalny). Moja siostra jest nieznośna.

 

- Fakt. Myślisz, że obejrzy ten materiał?

 

Helenka chichocze sennie.

 

- Ona nie lubi wrestlingu.

 

- No to nie mamy się o co martwić.

 

- Franko?

 

- Tak?

 

Cierpliwość zamaskowanego zdaje się być niezmierzona, jednak spodziewane pytanie nie nadchodzi. Wszystko wskazuje na to, że Helenka wreszcie zasnęła.

 

Przez chwilę panuje cisza, a my oglądamy pogrążonego w bezruchu Rzeźnika.

 

Niedługo później rozlega się głośne pukanie do drzwi.

 

- Porywacz! – Wrzeszczy na wpół przytomna Helenka błyskawicznie zrywając się z łóżka i rozkładając wyciągniętą skądś pałkę teleskopową (?!)

 

- Gdzie?! – Dobiega spanikowany głos z korytarza.

 

- Nigdzie – uspokaja sytuację Franko – spokojnie Velvet, już otwieram.

 

Zamaskowany znika nam z pola widzenia, pozostawiając w nim swoją przyjaciółkę – ubraną w szlafrok, uzbrojoną i niebezpieczną. Ponownie słyszymy szuranie i dźwięk otwieranych drzwi.

 

- Co jest, Lee? Ty też się boisz ciemności?

 

- Nie traktuj mnie jak dziecko, Franko! Ciemność to nic, ale wódka mi się skończyła. Nie masz czasem?

 

- Coś za bardzo nam się do Pocieszycielki przyzwyczajasz. Przerzucimy cię na jakieś ziółka, bo skończysz jak Jazzowski, albo inny Scyther.

 

- Czyli jak wielka, kochana przez miliony fanów i rozpoznawalna w całej Europie Wschodniej, jak i również w wielu egzotycznych zakątkach świata, gwiazda wrestlingu?

 

- Nie. Jak alkoholik, przez którego częściej przemawia wóda niż zdrowy rozsądek. Kupimy ci coś na bazie melisy, albo czegoś w tym rodzaju.

 

- W porządku. Ale teraz nie masz wódki?

 

- Nie mam.

 

- Aha.

 

Zapanowała niezręczna cisza, którą przerywa dopiero Helenka.

 

- Daj spokój biedakowi, Franko. Przecież widać, ze on też nie czuje się dobrze z tym wszystkim. Chodź, Velvet – razem jakoś dotrzymamy do rana. Franko nie ma nic przeciwko temu. Prawda?

 

- Prawda. Pewnie zdrzemnę się w samochodzie.

 

- Czyli będziesz tutaj tak... czuwał nad nami? – Głos Velveta jest bardzo, ale to bardzo niepewny.

 

- Będę. Śpijcie, jeśli chcecie.

 

- Tylko trzymaj ręce przy sobie, Lee! – Helenka z głośnym klaśnięciem uderza pałką w dłoń, podkreślając w ten sposób wagę swoich słów. – Niech nie wędrują zbyt daleko! A tą kamerę to chyba już pora wyłączyć?

 

Ktoś – zapewne Franko – podnosi urządzenie. Przez chwilę oglądamy jeszcze kawałek hotelowego pokoju i Helenkę z jej szlafrokiem i pałką.

 

Obraz gaśnie.

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...