Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

BGW Podziemie #2


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  2 298
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  08.11.2007
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

30 marca, roku bieżącego, Nasjasz uznał że nie chce umierać. Owszem, śmierć heroiczna, bohaterskie kopnięcie w kalendarz, zazwyczaj bywa dla legendy postaci korzystne, ale legenda po śmierci jest już postaci zasadniczo zbędna, bo kiedy postać nie żyje, wszystkich korzyści płynących ze swojej legendy doświadczyć nie może, a jeśli w jakiś sposób jednak może, to z przekonaniem graniczącym z pewnością stwierdzić należy iż i tak docenić w pełni ich nie może. Nie sposób bowiem cenić estetykę ziemską, będąc już bytem zupełnie pozaziemskim, z poczuciem wrażliwości nie tyle zaburzonym, co wypaczonym zupełnie. Albowiem nawet krótki marsz przez piotrową bramę, jeden narkotyczny dźwięk trąby anielskiej, najmniej dostojne przywitanie wśród istot niebieskich i tak spycha wszystkie ziemskie zaszczyty na pozycję do tego stopnia marginalną, że aż uwłaczającą świeżemu nieboszczykowi – choćby miał on nawet za sobą żywot zawstydzająco przeciętny i śmierć najpospolitszą, lokującą go podług ziemskich kryteriów w nagrobku z lastryko najwyżej. Załóżmy jednak, że postać taka – przeciętna na wszystkich płaszczyznach, poczęta w dziewiątym miesiącu ciąży, uczulona na krowie mleko dokładnie do trzecich urodzin, ospą wietrzną naznaczona, różyczką także, z trądzikiem w wieku dojrzewania umiarkowanym, głosem ani niskim, ani tym bardziej wysokim, w podstawówce czwórkowa, w gimnazjum trójkowa, w liceum dwójkowa, z maturą zdaną na ni mniej, ni więcej a pięćdziesiąt procent, student dzienny wybitny, na utrzymaniu rodziców do 30 roku, na wybory nieuczęszczający, do kościoła w niedziele i święta, sakramentu spowiedzi dokonująca raz w miesiącu, kibicująca polskim sportowcom akurat święcącym triumfy, pijąca obficie w Wielkanoc, Boże Narodzenie i imieniny – swoje oraz swojej przeciętnej urody i intelektu małżonki - załóżmy iż tak osoba, wyzionęła ducha w wieku leciwym, zaraz przed pierwszą emeryturą, także bez cierpień specjalnych, po namaszczeniu uprzednim z ręki księdza ani charyzmatycznego, ani barwnego. Taka osoba – ze względu na brak przewinień istotnych – rychło do raju by trafiła i zachłyśnięta tamtejszymi luksusami, choćby pogrzeb z największymi honorami miała sprawiony, choćby pomniki i popiersia ku czci jej przeciętności stawiali, skwery a nawet ulice jej imieniem nazywali, patronem szkoły ogłosili, pośmiertnie ordery zarówno cywilne jak i wojskowe wręczali, to ta rozbestwiona istota pozaziemska nawet na te zaszczyty splunąć by nie zechciała, bowiem tej wspaniałej, naznaczonej rajem śliny szkoda by jej było.

 

Umierać nie chciał, niech to będzie punkt wyjścia do tej lotniskowej opowieści. Ostatnimi czasy krzywdy go liczne spotykały, a on chciał żyć im na przekór. Scyther szukał zemsty, służby specjalne umiłowanej Rzeczpospolitej szukały zemsty, Tusk ponoć sam, zupełnie osobiście szukał zemsty, Vaclav do EWF powrócił i on też z pewnością szukał zemsty. Za co szukał tej zemsty, do końca wiadomo nie było, być może za pogardę wobec piwa? Być może za pogardę wobec Luny? Być może nawet za ignorowanie potęgi Ragnaroku? Kto to wie? Za wszystko razem i z osobna postać ta zemsty niewątpliwie szukała. I Franz też szukał zemsty, z pobudek najwyższych zresztą, dopatrując w Nasie głównego sprawcy swojego tragicznie zmarłego brata. Mścić się na nim pragnęły wszystkie pokolenia i wszystkie gatunki, a on żył tylko po to aby je wkurwić. Zaiste szlachetna to była postawa, bo kto dziś zdolny jest do rezygnacji z życia wiecznego na rzecz życia wkurwiającego? Nikt, zupełnie nikt! Trudno w ogóle powiedzieć czy był ktokolwiek taki na świecie, jeśli był to z pewnością swój wkurwiający żywot wiódł właśnie w Polsce, a jego motto brzmiało mniej więcej tak – „Jak chcesz żyć, nie wsiadaj do polskich samolotów” – bardziej skomplikowanie, ale właściwie bliźniaczo. Toteż Nas myśl tą przywłaszczył jako swoją i jej realizację z zapałem wcielał w życie. Do Warszawy jechał pociągiem, pociągiem także stamtąd wracał. Innych wojaży nie uskuteczniał, gdyż jeździć nie miał właściwie gdzie i po co. Więź poczuł ze swoją małżonką zamkniętą przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, za korupcję w zakresie księgowości prywatno-państwowo-zegarkowej, i także zamknięty siedział w swoim nowym domostwie. Ogródek zasiewał kiedy inny zwykli spać, a kiedy inni ogródki zasiewali, on spał w najlepsze. Tym sposobem we śnie go nikt zaskoczyć nie mógł, a na jawie nie miałby odwagi. Inna sprawa, że nikt nie próbował ani tego, ani tamtego.

 

Co innego w samolocie, samoloty polskie bezpieczne nie są, gdyż są własnością państwa. Nie wolno własnością państwa latać kiedy jest się jego pierwszym wrogiem. Przede wszystkim i nade wszystko, jest to nietakt niebywały. W domu wroga nie robi się kawy, nie rozpija wódki, w jego ogródku nie sadzi brukwi – gdyż zgniją niechybnie – i nie adoptuje się dziecka splugawionego jego paskudnym nasieniem. Po drugie, istotne mniej, ale także bardzo – ułatwić takim postępowaniem można zamach na własne życie, i plan wiekuistego wkurwiania zaprzepaścić po wsze czasy. Dlatego też Nas postanowił iż najbezpieczniej będzie lecieć samolotem białoruskim, gdyż im na życiu jego zależało być może bardziej niż mu samemu – a pragnienie to było zaprawdę wielkie, bo i motywacja nie byle jaka. Łukaszenko na wieść o wystosowanej prośbie, rychło subskrybował twittera Sikorskiego i z wielką radością przydzielił Kresowiakowi najlepszy w państwie samolot, najlepszych w państwie pilotów i w ogóle wszystko co w jego mniemaniu najlepsze, chociaż jakości było to co najwyżej podłej. Nim jednak Radek się o tym dowiedział, nim zdołał wyrazić swe oburzenie, wiele czasu upłynęło i liczne przełomowe zdarzenia raczyły mieć miejsce. Jednym z nich był proces organizacji – ściśle tajny proces – drugiej w historii gali BGW Podziemie.

 

A działo się to w roku pańskim 2013, cztery dni przed Kwietniową Anarchią, trzy przed wylotem na Kwietniową Anarchię, dwa tygodnie po otworzeniu podróżnej walizki przez Weronikę Annę Miley Passent, trzynaście dni po uznaniu wyższości sukienki kusej nad krótką i krótszą oraz cycków wolnych nad ciemiężonymi stanikiem, co oczywiście nie było dylematem jedynie natury estetycznej, można by rzec iż nawet nie jedynie, a w ogóle, zupełnie nie, kwestia wyglądu to nie była nawet sprawa marginalna, ona w tym wypadku zupełnie nie istniała. Tu rozchodziło się o ideę wyższą, WAMP żywiła przekonanie iż ludność Bhutanu szczęśliwą nie jest, bo jak można być szczęśliwym w monarchii ergo dyktaturze? Cycki wyzwolone w jej mniemaniu stanowiły symbol ludności wyzwolonej, a widok cycków wyzwolonych miał stać się bodźcem bhutańskiego przewrotu.

 

Weronika Anna Miley Passent mianowicie, córa umiarkowanie znanego komunistycznego dygnitarza, od zawsze była wielką zwolenniczką demokracji, a jej siła sprawcza w polskiej polityce była tak znacząca, że wszelkie akta dokumentujące jej wpływ na upadek Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, a nawet bratniego Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, spalił osobiście sam Czesław Kiszczak w swoim prywatnym piecu, a zebrany popiół wrzucił do Wisły aby nikt, nigdy nie mógł tego wstydliwego dla władzy ludowej faktu odczytać i upublicznić, bo doprawdy było to zjawisko ze wszech miar szokujące. Skrawki przekazywane ustnie, wyznania anonimowych świadków pozwalają jednak określić co stało się pewnej kwietniowej nocy, roku 88, podczas wystawnej kolacji w domu I Sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Dariusz Passent, postać wówczas drugorzędna, ambasador Zimbabwe, kolega ubóstwianego na Zachodzie Roberta Mugabe, uznał że latorośl jego może być znaczącym atutem w politycznej walce o fotel wiceministra spraw zagranicznych. Pomysł ten, przebiegły nadzwyczaj, niechybnie zrealizował przyprowadzając na imprezę córę swą dwuletnią, Weronikę, która natychmiast zaskarbiła sobie sympatię Generalismussa. Zauroczony Sekretarz prowadzał ją za rękę po swojej okazałej posiadłości, pokazywał ukryte w altance rakiety balistyczne typu ziemia-powietrze, powietrze-ziemia, ziemia-ziemia, a nawet zakamuflowaną w oczku wodnym woda-powietrze! skrupulatnie wyjaśniając pojętnemu dziecku ich strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa umiłowanej, socjalistycznej ojczyzny. Dwuletnia Weronika chłonęła tą wiedzę łapczywie, apropobowała militarne osiągnięcia PRLu z podziwem zaciągając się smoczkiem, późną porą jednak zaniemogła, a I Sekratarz zakochany w niej bez pamięci, utulił ją do snu w swym własnym gabinecie, na swej prywatnej kozetce. Strzegł jej podczas snu jak demokracji ludowej, odwiedzał co pół godziny, poprawiał puchową kołderkę, przegapił jednak moment kiedy dziewczę się przebudziło, zerwało ze ściany mapę Układu Warszawskiego i niebieskim mazakiem przemalowało wszystkie czerwone punkty. Tragedia to była niebywała, tragedia tak wielka że kiedy Generalissmuss ujrzał to dzieło, z wrażenia podobno się zgarbił, bo już wiedział co się stanie. Daremne okazały się więc dotychczasowe krzyki milionów opozycjonistów, daremne po stokroć, puste po prostu, bo oto WAMP nie umiejąc jeszcze wypowiedzieć słowa, komunę obaliła.

 

To nie był jednak jej koniec kreowania polskiej polityki. W 2000 roku, Weronika Anna Miley Passent weszła w okres dojrzewania i buntu, który miał przede wszystkim charakter antyreligijny. Młode dziewczę uznało iż mroczny plakat Kurta Cobaina w żaden sposób nie licuje z jej obrazkiem pierwszokomunijnym, wiszącym na tej samej ścianie. Teoretycznie problem ten mógł zostać rozwiązany poprzez powieszenie owego plakatu na innej ścianie, ale wymagałoby to od Weroniki wyrzeczenia się kogoś z Wielkiej Trójki – Justina Timberlake’a, Britney Spears lub Andrzeja Piasecznego, co w żaden sposób nie wchodziło w rachubę, podobnie jak krzyżowanie Cobaina z kimkolwiek z wyżej wymienionych postaci. Co prawda utworzenie związku Spears – Cobain lub Piasek – Cobain, nie tworzyłoby seksualnych sprzeczności, ale WAMP chciała mieć gwiazdę Nirvany tylko dla siebie. Nie chciała się nim dzielić nawet z Matką Boską, zresztą sam Kurt nie byłby pewnie taką konfiguracją zachwycony i w ten właśnie sposób komunijny obrazek poszedł w odstawkę, co tam zresztą w odstawkę! on został zniszczony i zdeptany, a niespełna rok później los obrazka podzielił niezmiennie konserwatywny AWS polegając w wyborach parlamentarnych.

 

Rzecz jasna nadużyciem byłoby stwierdzenie iż moce Weroniki niosły za sobą wyłącznie skutki , jakby to powiedzieć… negatywne, a wręcz tragiczne dla jakiegoś szerszego grona, w żadnym wypadku tak nie było. W 2004 roku Weronika Anna Miley Passent , będąc w klasie maturalnej, wraz ze swoimi przyjaciółkami z elitarnego katolickiego liceum, które bardzo lubiła, oraz siostrą przeoryszą, którą lubiła nie mniej niż przyjaciółki, po raz pierwszy w życiu przekroczyła naszą zachodnią granicę, aby uprosić Matkę Boską Bawarską o powodzenie na zbliżającym się egzaminie. Wchodząc – być może niepotrzebnie – w niuanse, szło jej o obecność na maturze „Kamizelki” Prusa, ponieważ to dzieło krótkie, które można w dwa miesiące przeczytać, a co być może ważniejsze, tematyką swą dotykające mody i garderoby, rzeczy darzonych już wówczas przez WAMP miłością bezgraniczną ergo zapewniające lekturę przyjemną. Oczywiście nie wypada nawet wspominać iż życzenie panny Weroniki się spełniło, gdyż jakakolwiek niemożliwość jest niemożliwa, kiedy moce łączą Weronika Anna Miley Passent i Matka Boska Bawarska. Inna kwestia jest natomiast istotna, bowiem ledwie pielgrzymka przekroczyła granice, ledwie postawiła stopę na niemieckiej ziemi, a już mógł ją przekraczać każdy i każdy mógł stawiać stopę na niemieckiej ziemi ile sobie chciał, bez kontroli, bez paszportu, na życzenie po prostu.

 

Oczywiście wpływ pierwszej polskiej Diwy nawet na bieżącą politykę pozostaje znaczący, kiedy po serii burzliwych i niezbyt fortunnych związków, kończących się głośnymi, medialnymi rozstaniami, Weronika Anna Miley Passent postawiła na stabilność wiążąc się w 2007 z mężczyzną o 50 lat od niej starszym. Oczywiście nie była to stabilizacja w sensie ścisłym, wielopłaszczyznowym, wiekowy partner w pewnych aspektach, szczególnie anatomiczno-architektonicznych, nie przypominał solidnej, żydowskiej kamienicy, która stoi jak stała zawsze, był to raczej miotany wiatrem namiot, który raz po raz upadał, wystawiając na próbę anielską cierpliwość znanej już wówczas celebrytki, wymagając na niej częstą i intensywną renowację tegoż gruzu. Związek jednak trwał, a razem z nim trwała także rządząca koalicja. Kiedy trwać przestał, a niewdzięczny dziadzisko zaczął z zawiścią bajdurzyć o hollywoodzkich wieżowcach, z którymi obcowanie sprawiało WAMP rzekomą przyjemność, i rządząca koalicja się zachwiała. Miro, Grzechu oraz Zdzichu zostali wywaleni na zbity pysk, a kiedy Miley postanowiła wnieść sprawę do sądu i oni przed sądem stanęli. Rzekomo koalicja ocalała z tego WAMPowego, jedynie dzięki temu, że Tusk sprzedał swą duszę szatanowi, wyrzekając się po wsze czasy poglądów liberalnych.

 

W owym czasie, kiedy Weronika Anna Miley Passent dokonywała ostatnich korekt w układzie swoich wyzwolonych (bo hollywoodzkich) piersi, wieszcząc tym samym rychły upadek bhutańskiej monarchii i demokratyczne rozproszenie, jej obecny partner, Nas Jazzowski, z papierosem w ustach, dumał intensywnie nad obsadą drugiej w historii gali BGW Podziemie. Czynił to w swoim biurze, suterenie będącej równocześnie siedzibą konspiracyjnej federacji, konspiracyjną halą, konspiracyjnym korytarzem i - ze względu na brak działowych ścianek - publiczną szatnią. Oblicze jego strapione oświetlane było przenośnym odbiornikiem telewizyjnym, zasilanym dwoma bateriami r20 z wbudowanym odtwarzaczem DVD, w którym kręciła się płyta wytłoczona przez przedsiębiorstwo krakowskiego barona porno.

 

- Co ty tu robisz? – rzekł jeden z bohaterów, wchodząc do łazienki.

 

- Nic. – bełkotliwie zripostowała dama, trzymająca w ustach antyperspirant z gatunku kulkowych.

 

- To moje, oddawaj! – krzyknął mężczyzna, wyrywając jej z ust swoją własność.

 

- Przepraszam… – odpowiedziała nieśmiało

 

- Nigdy więcej tego nie rób – strofował ją jeszcze bardziej, grożąc przy tym złowrogo palcem – Możesz potrzymać inną kulkę – zwyczajowym gestem chwycił za rozporek.

 

- Oh, oh! – krzyknęła podekscytowana niewiasta – Kiedy tak robisz robię się mokra – zachichotała po kurewsku – jak jakaś Słodka Chwila Dr. Oetkera!

 

Na ekranie natomiast pojawił się ustawowy pasek, wypełniający obowiązek nałożony przez rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z 30 czerwca 2011r., informujący o lokowaniu produktu w emitowanej audycji. Co ciekawe, komunikat ze względu na swoje umiejscowienie, stanowił wobec wyświetlanego dzieła kompletną cenzurę. Westchnienie podziwu, jęk rozkoszy, błysk w oku, poszerzone źrenice, rozwarte usta, przyspieszone tętno, trzepot skrzydeł motyli fruwających w brzuchu – cała paleta emocji była zarówno widzialna jak i słyszalna, w czym pasek osłaniający w żadnym wymiarze nie przeszkadzał.

 

Wnet jednak ziemia zadrżała, a na dotychczas znużonej twarzy Jazzowskiego począł malować się najwyższy niepokój, który z każdym kolejnym drżeniem ewoluował w strach tak wielki, tak transparentny, że niedostrzegalny nigdzie poza gabinetem Rady Ministrów. Przerażony wrestler, po początkowym paraliżu, z impetem nadusił przycisk w swoim telewizorku, przerywając tym samym pasjonujący seans, padł na ziemię przewracając zawczasu drewnianą skrzynkę na której dotychczas siedział i kuląc się jej wnętrzu, opatulony żubrzym płaszczem, kamuflowany wysokiej klasy cieniem wytwarzanym przez stojące na półce zawekowane słoiki z ogórkami małosolnymi, marynowaną papryką, dżemem z czarnej porzeczki oraz wieprzowym smalcem, oddychał płytko, pociągając raz za razem legendarną wódkę Baczewski. Drżenie nie ustawało, co więcej, stawało się coraz intensywniejsze, a wraz ze wzrostem jego intensywności malała zawartość butelki, co stanowi równanie proste, aczkolwiek jeszcze nigdzie nieudokumentowane. Jazzowski swą roztrzęsioną dłonią intensywnie obmacywał podszewkę żubrzego płaszcza, szukając zakamuflowanej kieszeni, w której od pewnego czasu maniakalnie skrywał przed światem swojego iPhone’a. Paranoja ta nie była spowodowana – a przynajmniej nie w głównym stopniu – świadomością wszechobecnej inwigilacji, jej przyczyna miała podłoże zgoła inne, a co za tym idzie, o wiele bardziej rozsądne. Mianowicie w połowie kwietnia, Nassjasz szukał nowego przyjaciela w kręgach dyktatorskich, a dyktatorów na świecie jest coraz mniej – poumierali, poginęli, pouciekali, różne krzywdy biedaków spotkały. Ocalało niewielu, kilku wręcz, czarnych głównie, paru żółtych, białych niemal w ogóle, co zrobić? Skoro czarnych najwięcej, to czarnego najłatwiej. Dariusz Passent, jeden z dwójki rodzicieli Weroniki Anny Miley Passent, znał niegdyś Mugabe, ale Mugabe już stary, nie pamięta nic, na samo wspomnienie o wspólnych wojażach do burdeli się wzdryga, krzyczy, złorzeczy, poza tym zaraz umrze, a po co komu znajomość z prawie trupem? Ostatecznie oczywiście, mógłby być, tym bardziej że moskiewskie mauzoleum odrzuciło oficjalną ofertę zakupu tamtejszego trupa. Ambasador w porę sobie jednak przypomniał, że za wspomniane wcześniej przewinienia swojej córy wobec ustroju socjalistycznego, zamiast teki wiceministra został oddelegowany na chwilę do Suazi, gdzie zdążył zawrzeć koleżeńskie stosunki z młodym monarchą Mswatim III, który o dziwo ocalał do dziś, doprowadził kraj do ruiny, posiadł 14 żon, dorobił się 30 potomków i ciągle goni w tej materii swego wielce produktywnego ojca, mającego żon 70 i synów 200, córek nikt nawet nie liczył. Jazzowski swym stylem życia natychmiast podbił serce władcy Suazi, otrzymał nawet zaproszenie na coroczne obchody jego urodzin 19 kwietnia, jako oficjalny doradca ds. wyboru nowej małżonki, ale odmówił uznając to za zbyt wielką odpowiedzialność.

 

Jednak tego dnia, tegoż tragicznego dnia Nassjasz uznał, że czas nabyte wpływy wykorzystać celem samo ocalenia przed rychłą zagładą, nadchodzącą śmiercią duszy, ciała, butelki Baczewskiego i zawekowanych słoików z marynowaną papryką, które spożyłby jeszcze z wielkim smakiem. Wygrzebawszy z kieszeni iPhone’a posłał wiadomość o następującej treści:

 

„Umiłowany Panie Całego Suazi, ruscy wywołują u mnie w domu trzęsienie ziemi, błagam, zbierz Armię swą liczną i ocal mnie!”

 

Ledwie telefon zdołał przesłać wiadomość, a cud się stał niebagatelny i wstrząsy ustały, Jazzowski z podziwem dla możliwości monarchy Suazi gwizdnął pod nosem, ale bynajmniej nie oznaczało to końca koszmaru, bowiem drzwi piwniczne zaskrzypiały demonicznie, a ściśle konspiracyjną siedzibę Blood Guts Wrestling oświetliła wąska smuga światła. Nassjasz zamarł, zamarł jeszcze intensywniej niż zamierał do tej pory, przysłuchując się wywołanym przez jego wrogów ruchom sejsmicznym. Z dynamizmem Stephana Hawkinga ośmielił się odwrócić głowę, aby po raz pierwszy i być może ostatni spojrzeć w oczy nadchodzącemu oprawcy. Ten natomiast się nie spieszył, pierw stuknął czymś o ziemię, rozejrzał się po ciemnym pomieszczeniu i powoli, kulejąc złowieszczo począł zbliżać się do włącznika. I włączył, co dziwne, okazał się on być Ponurym Grabarzem.

 

Ponury Grabarz – Nas? – spojrzał podejrzliwie na chowającego się w skrzynce Jazzowskiego – Dobrze się czujesz?

 

Nas – Cóż to w ogóle za pytanie? – gwałtownie opuścił swoje schronienie – Wszystko jest w jak najlepszym porządku, sprawdzałem jedynie wygodnie się w takich skrzynkach pije.

 

Ponury Grabarz – I co?

 

Nas – Nie. Nie do końca, nie można odpowiednio głowy odchylić. Chociaż wentylacja jest całkiem całkiem.

 

Ponury Grabarz – No cóż, trudno. – wskazał głową na drzwi – Masz gościa.

 

Nas – NIE! – krzyknął z przerażeniem – Niemożliwe. Cóż to za wielka niespodzianka!

 

Ponury Grabarz - Doprawdy, wielka – krzyknął w kierunku drzwi -Wprowadzić!

 

Wstrząsy sejsmiczne powróciły, powróciły jeszcze silniejsze niż wcześniej, konstrukcja letniej rezydencji rodu Branickich chwiała się raz w prawo, raz w lewo, jakby jej architektem był sam Palikot. Kataklizm nadchodził, w powietrzu czuć było odór potu, sapanie stawało się coraz głośniejsze, zabytkowy budynek doświadczony w podejmowaniu szlacheckich orgii wołał o zmiłowanie, betonowe schody uginały się od każdego jego kroku, Fat Boy nadchodził. Nim jednak nadszedł, nim przekroczył próg piwniczny, musiał stanąć bokiem, musiał wciągnąć powietrze gdyż framugi nie były przystosowane do gości tego kalibru.

 

Nas – Chyba będę rzygał – zazieleniony na twarzy szepnął na ucho Grabarzowi – Mam niezdiagnozowaną chorobę morską.

 

Ponury Grabarz – Wal na posadzkę, potem ktoś posprząta.

 

Nassjasz zrezygnowanym wzrokiem spojrzał na Grabarza, gdyż najwyraźniej nie zdawał on sobie sprawy z powagi pomieszczenia, w którym przebywa. Jakiekolwiek czynności wydalnicze w konspiracyjnej siedzibie Blood Guts Wresling nie były jedynie wykroczeniem przeciw placówkom kulturowym tylko zbrodnią najwyższego rzędu. Tym bardziej na oczach Fat Boy’a, jawne wydalanie jedzenia mogłoby wzbudzić w nim co najmniej pogardę wobec Jazzowskiego, a negocjowanie z pozycji człowieka pogardzanego z miejsca skazane jest na niepowodzenie.

 

Nas – Przeszukali go? – po raz kolejny szepnął do ucha Grabarzowi.

 

Ponury Grabarz – Oględnie – odszepnął, utrzymując ton rozmowy na poziomie bardzo niskim.

 

Nas – Niedobrze – cmoknął z dezaprobatą – Spójrz na ten jego brzuch… Może coś tam skrywa?

 

Ponury Grabarz - Mam kazać przeszukać jego fałdy? – zniesmaczony pomysłem, demonstracyjnie spuścił wzrok – To jakieś takie nietaktowne.

 

Nas – Wszystkie, co do jednej – zripostował stanowczo.

 

Ponury Grabarz – Co tam masz? – rzekł pod naporem Nasa, wskazując przy tym łopatą na brzuch grubego gościa.

 

Fat Boy – Koszulkę – z dumą zademonstrował naszyte na niej logo – Najlepsza pizza w stanie Wisconsin, na grubym cieście, dużo dodatków, mięsa nie żałujemy – demonstracyjnie pogładził się po brzuchu – Mniam, mniam. Zapraszam!

 

Ponury Grabarz – A pod koszulką? – pozostał niewzruszony na agitację Fat Boy’a

 

Fat Boy – Podkoszulkę – spojrzał na twarz Grabarza i świadom niesatysfakcjonujących efektów swojej wypowiedzi, kontynuował wywód – noooo i… skórę… - ciągle nie potrafił wyzbyć się swojego zawstydzenia – Na skórze pory, ale zamknięte, bo brałem przed wyjściem zimną kąpiel, poza tym kilka włosów, ale naprawdę niewiele i w dodatku niezbyt długie, tylko pod pachami dłuższe, ale to od zawsze, taka już moja uroda.

 

Nas – Nie golisz się pod pachami?- zapytał nie kryjąc ogromnego zdziwienia.

 

Fat Boy – Po co? Żeby dłuższe odrosły? – odparł oburzony

 

Ponury Grabarz – Zdejmuj koszulkę. – rzekł wykonując agresywny ruch łopatą w górę, przerywając tym samym ciekawą dyskusję.

 

Fat Boy – Ale… - mlasnął zasmucony – Grabarzu, ile my się znamy?

 

Ponury Grabarz – Zdejmuj.

 

Onieśmielony Fat Boy, ruchem początkującej striptizerki zaczął ściągać z siebie mokrą koszulkę, w której mimo wszystko wyglądał zdecydowanie lepiej aniżeli nago. Przy okazji, zza paska wypadły mu dwie pizze własnej roboty, zapakowane w folie kuchenną.

 

Ponury Grabarz – No nic nie ma.

 

Nas – Powiedziałem, fałda po fałdzie – odrzekł, nie odrywając wzroku od brzucha Fata – wszystkie – licząc palcem z bezpiecznej odległości – raz, dwa, trzy, cztery.. cztery!

 

Ponury Grabarz – Przeszukać fałdy, jedna po drugiej, centymetr po centymetrze – wydał rozkaz próbującemu wymknąć się z pomieszczenia funkcjonariuszowi GRU, który wcześniej eskortował Fat Boy’a.

 

Pracownik Extreme Wrestling Federation, niewolnik konspiracyjnego Blood Guts Wrestling, wyjął z kieszeni foliową rękawiczkę, uzbroił w nią swoją dłoń i pokornie rozpoczął wypełnianie rozkazu Grabarza.

 

Nas – A my tymczasem udajmy się może na jednego – nie podejrzewawszy odmowy, wykonał obrót na pięcie i skierował w stronę jednej ze skrzynek.

 

Ponury Grabarz –W zasadzie jestem na służbie – spojrzał z politowaniem na swojego podwładnego, który niebagatelny wysiłek wkładał w przeczesywanie fatowych fałd - ale nie widzę przeciwwskazań.

 

Jazzowski zasiadł na skrzynce, przy drewnianej łódce nakrytej ceratą w loga BGW, będącej przede wszystkim stołem komentatorskim, a po godzinach biurkiem konspiracyjnego Komisarza. Rozstawił dwie szklanki, po czym do połowy wypełnił je Baczewskim

 

Nas – Jak to mawiają, jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa. Druga mała, ale silna i wrócimy też do Wilna. I najmniejsza, ale żwawa - jebać Janka Komisarza.

 

Na to pobożne życzenie, które w gruncie rzeczy stało się ciałem na długo przed toastem, obaj panowie wychylili wódkę z polowych kieliszków.

 

Nas – Mamy pośród nas kreta – rzekł krzywiąc się pod nosem – Bez wątpienia, ktoś poinformował Kowalskiego o naszej konspiracyjnej działalności, o mobilizacji struktur, dlatego zrezygnował, odpowiedzialności się przestraszył, sądu rychłego się zlękł! – dalej kontynuował szeptem – Właśnie z tego powodu należy zachować najwyższe środki ostrożności, tym bardziej teraz, kiedy Rosjanie przejęli w EWF wpływy i obsadzili stanowiska swoimi ludźmi. Dopóki nie urośniemy w siłę, wszystko musi pozostać ściśle tajne. Nassjasz nie zbawi polskiego wrestlingu, jeżeli każą mu opłacać za każdego zawodnika ZUS i składkę zdrowotną! – oburzony uderzył kieliszkiem o blat łódki.

 

Ponury Grabarz – Pamiętam ja czasy komunistów, oj pamiętam – popadł w nostalgię – Na Sybir mnie zesłali, nuda straszna, ziemia zmarznięta, wykopać nic nie szło, no bo strach, łopata się wygnie, albo co gorsza złamie i co? Sam zostaniesz, jak palec sam, bez towarzystwa żadnego, z nikim pogadać, z nikim pożartować, tylko na śmierć czekać… Ale co to za śmierć? Bez pochówku, bez rozkładu…

 

Nas – Dlatego nie możemy milczeć. Ciągle wierzę w powrót Esmeraldy, ciągle wierzę w Extreme Wrestling Federation – ujął to wyjątkowo patetycznie – i liczę, że prawda zwycięży, natomiast Kowalski to zaprzaniec, to kłamca, to zdrajca narodu, a co gorsze – wydał się zszokowany – on mnie nie lubi!

 

Ponury Grabarz – A niech nie lubi, co on może?

 

Nas –Może wiele, jako komentator gusta masowe kreuje, rzeczywistość tworzy, co jeśli zacznie rozmywać przekaz? Kłamać? Manipulować? Co jeśli - dajmy na to ja zrobię Clothesline’a a on powie, że ja zrobiłem Dropkicka? Co ludzie sobie pomyślą?

 

Ponury Grabarz – No co pomyślą?

 

Nas – Za jakąś małpę mnie wezmę, co skacze i kopie albo co gorsze, kopie skacząc. On ze mnie wariata zrobi! – sfrustrowany uderzył pięścią w stół, sprawiając iż kieliszki podskoczyły, co zresztą wprawiło go w pewną zadumę – Gdyby były pełne, to by się nie powywracały…

 

Ponury Grabarz – Ano nie…

 

Nas – No to polejmy – jak powiedział, tak też uczynił a potem wychylił i wskazał palcem na swego kumpla – Ja już podjąłem decyzję i powziąłem kroki, które zapobiegną manipulacji. Wystosowałem do Kravena anonimowe, konspiracyjne pismo iż nie życzę sobie aby Jan Kowalski był komenatorem. W sensie ścisłym, dziesięć tysięcy anonimowych pism, od zatroskanych fanów, którzy sobie tego nie życzą. -

 

Nim Grabarz zdążył trzykrotnie puknąć się w głowę, nim zdołał wyrazić głośno swą dezaprobatę, do ucha jego przyssał się funkcjonariusz GRU z informacją wagi najwyższej

 

Nas – Co powiedział? – zwrócił się z zaciekawieniem do Grabarza – Znalazł coś?

 

Ponury Grabarz – W brzuchu czysto – odparł tonem zdecydowanym, sugerującym pełne zaufanie do podwładnego.

 

Nas – Niemożliwe, niemożliwe – strapił się nie na żarty - Czy aby sprawdził dokładnie? Niczego nie przeoczył? Czy znane są mu wszystkie nowoczesne technologie? Rozumiesz Grabarzu, to wcale nie musi być widoczne od razu, w tym świetle, to może być tylko lekko uwypuklone albo nieuwypuklone zupełnie. Czy aby na pewno nie należy użyć promieni rentgenowskich? Tudzież psa tropiciela, psy mają podobno dobry węch. Nie! Nie! To zły pomysł, żadnych psów, psy lubią mięso, co jeśli go ukąsi i swoim ukąszeniem sprokuruje wybuch?

 

Ponury Grabarz – Nas… To jest GRU.

 

Nas – Niemożliwe, nieprawdopodobne… - spojrzał z nieufnością na rozpromienionego Fat Boya – A pępek, czy na pewno pępek sprawdził? Widziałeś jaki on ma pępek ?! Taki – mówiąc to, pokazał palcami jaki, ale coś mu chyba nie wyszło – Palce mam kurwa za krótkie żeby pokazać jaki! Ty wiesz co tam może być?

 

Ponury Grabarz – Nie ma nic, zapewniam cię. Prosić?

 

Nas – Nie wiem, nie wiem… - po raz kolejny spojrzał na Fat Boya i rozpoczął wyjątkowo intensywny słowotok – Dlaczego on się tak cieszy? I po co w ogóle tu przylazł? Na litość boską, jest czwarta rano! Kto normalny o czwartej rano wpada w odwiedziny? To niegrzeczne, zupełnie nietaktowne, co by było gdybym spał? Może on chciał żebym spał?! Dlatego tak się skradał, dlatego właśnie, żeby mnie nie obudzić… Nie, mój Boże, nawet nie chcę sobie tego wyobrażać, co by było gdybym wtedy spał!

 

Ponury Grabarz – Kurwa. – westchnął głęboko – Koniec?

 

Nas – Spójrz na niego, no spójrz, jakiż on jest zdeterminowany! Chciało mu się to przyjść, chociaż waży z 200 kilogramów…

 

Fat Boy – dwieściepientnaście! – wtrącił z dumą Grubas, przysłuchujący się z boku całej dyskusji.

 

Nas – Czemu on podsłuchuje? Dlaczego nie zamknąłeś drzwi? - rozejrzał się wokół – Należy niezwłocznie wstawić drzwi. – wstał ze swojego fotela i zaczął krążyć wzrokiem po pomieszczeniu – Tu. – wskazał dłońmi na miejsce obok swego stanowiska – Tu będą drzwi. Ty, chodź tutaj – zawołał stojącego nieopodal funkcjonariusza GRU – Wyglądasz mi na takiego co z niejednego pieca chleb jadł, wstaw drzwi, tutaj, raz, raz!

 

Funkcjonariusz ponownie przyssał się do ucha Grabarzowi, przekazując mu jakąś informację.

 

Ponury Grabarz - Nas, tu nie ma ściany…

 

Nas – Rzeczywiście, ściana jest niezbędna do wstawienia drzwi, ale… - opadł na skrzynkę i złapał się za głowę – Przecież tu jest ring! Nie można wybudować ściany w ringu, nie można tworzyć antagonizmów pomiędzy naszymi zawodnikami, roztaczać w ringu żelaznej kurtyny!

 

Ponury Grabarz – Właściwie to Fat Boy po to tu przyszedł…

 

Nas – Po co? – podniósł głowę znad blatu – Aby roztaczać antagonizmy? Pokój zakłócać? Jakiż on jest bezczelny! – pokazał palcem na Grubego – Zobacz jak on się uśmiecha!

 

Ponury Grabarz – Wysłałeś mu ofertę pracy w konspiracyjnym BGW. Na rozmowę kwalifikacyjną przyszedł.

 

Nas – Doprawdy? – popadł w krótką zadumę – Tak to przemyślałem? Dam mu chleb, a on nie odważy się ukąsić ręki, która go karmi? Genialne, zaiste, genialne! – prześwietlił wzrokiem Fata - W jakim charakterze mam go zatrudnić?

 

Ponury Grabarz – Zawodnika, EWF go przez lata ośmieszało, niedoceniany był, nic nie zdobył, jest głodny sukcesów!

 

Nas – Ale – zmartwił się po raz kolejny – Przecież BGW ma tylko jednego zawodnika – zmartwił się jeszcze bardziej – Mnie. – wzdrygnął się na wspomnienie z ostatniej gali, tyczące się dwóch brzuchów - Czy to oznacza, że będę musiał z nim walczyć?

 

Ledwie Jazzowski myśl swoją strachliwą zdołał dokończyć, a zgrzyt stali rozszedł się echem nagłym po konspiracyjnej siedzibie Blood Guts Wrestling i pieśń donośna dobiegła uszu wszystkich obecnych.

 

Nas dla wstał z martwych syn boży,

Wierzyż w to człowiecze zbożny,

Iż przez trud Bog swoj lud

Odjął diablej strożej.

 

Przydał nam zdrowia wiecznego,

Starostę skował pkielnego,

Śmierć podjął, wspominął

Człowieka pirwego.

 

Do pomieszczenia wgramolili się natomiast znani powszechnie ewf-owscy Krzyżacy.

 

Thunder – Bądź pozdrowiony Nasjaszu z rodu Dawida!

 

Morgion – Tyś zbawicielem polskiego wrestlingu, tyś nadzieją naszą i naszą szansą!

 

Thunder – Myśmy Krzyżacy na wieść o twej potędze, od zachodu po wschód się ciągnącej, oporządek swój porzucili i rychło ku twej twierdzy ruszyli iżby zaszczytów w twej federacji najwspanialszej nazdobywać.

 

Morgion – Plugactwu wszelakiemu łby odcinając! – wypowiadając te słowa spojrzał wymownie na Fat Boy’a i wyciągnął zardzewiały miecz ze swej pochwy – Rozpuście kres położyć!

 

Wtem okrzyk bojowy Morgion wydał z siebie i mieczem swym pordzewiałym w ramię Grubasa uderzył. Broń jego od ramienia właściciela pizzeri się odbiła, a jej fragment od uderzenia wyszczerbiony na ziemię spadł.

 

Fat Boy – Aua – zagroził Morgionowi palcem – Uważaj sobie!

 

Thunder – Miecz twój Morgionie wyszczerbić się raczył! Siły Grubasa tyś nierozważnie ocenił! Porzuć ty swe zamiary!

 

Morgion – Prawdę li powiadasz Thunderze. – ze smutkiem spojrzał na swój szczerbiec – Lecz jam rycerz stanowczy, cirzpial będę nieustannie, krew przelewał za nasze zamiary póty Grubasa poskromić nie poskromię i zaszczytów w Blood Guts Wrestling nie zaznam.

 

Fat Boy – Hola, hola! - dobył z kieszeni otwieracza do konserw i przytknął go Morgionowi do gardła – Nie z takimi ja sobie radziłem!

 

Ponury Grabarz – Kazać ich wypierdolić? – szeptem zwrócił się do podekscytowanego całą sytuacją Nasa.

 

Nas – Oh nie! – twarz jego wprost promieniała z radości – Nie możemy tłumić ich instynktów! To najwspanialszy konflikt jaki w życiu widziałem, to konflikt który wybawi polski wrestling! I gdzież on się zrodził? W BGW! W konspiracyjnym BGW! Tu też niech ma swoje rozwiązanie. Grabarzu, zawołaj ich niezwłocznie do mojego gabinetu.

 

Życzenie to, na wskroś dziwne się mogło wydawać, gdyż zawodnicy ciągle w owym gabinecie przebywali, dwa metry co najwyżej od stanowiska Jazzowskiego. Grabarz jednakże je spełnił bez zbędnych ceregieli, chwycił za kark jednego, za hełm drugiego i imponując siłą swoją niebywałą przyciągnął oponentów przed oblicze Nasjasza.

 

Fat Boy – Mogę sobie usiąść? – rzekł wskazując palcem na jedną z wolnych skrzynek, pełniących w konspiracyjnym BGW rolę fotela.

 

Nas – Proszę, proszę, oczywiście. Rozgość się.

 

Morgion – Zniewagą byłoby bym siadł ja przed twem obliczem.

 

Natomiast uradowany Fat Boy z gracją wyuczoną w irackiej szkole baletu, nie robiąc sobie nic klapnął dupą na skrzynię, a skrzynia klapnęła pod dupą jego i drzazgami się stała.

 

Fat Boy - To ja może też postoję – oznajmił ociężale podnosząc się z ziemi.

 

Nas – Zaiste panowie, Nasjasz docenia iż chcecie wziąć udział w jego dziele.. w dziele zbawianiu polskiego wrestlingu.. Znamiennym jest iż to właśnie wy.. talenty czystej wody.. – spojrzał wymownie na Fat Boy’a – talenty kalibru największego.. nigdy w Extreme Wrestling Federation nie odniosły znaczącego sukcesu.

 

Morgion – Iżby na to nie zasłużyłem? – obrócił się, pokazując fragment swoich bokserek w smoki, które winny być zakryte culetem, z którego niegdyś powstał Dark Division Championship – Przez pobratymca tegoż Rozpustnika, Tugboatem zwanego, fragment swej zbroi stracić raczyłem i zaszczyt z niego znamienity powstał, jam raz go dostąpił acz rychło mi go w ogrodzie Dagmary Zielińskiej, na terenie grząskim i wrogim odebrano.

 

Fat Boy – Nie narzekaj, ja nie wygrałem nic – rzekł tonem wyjątkowo przygnębionym, po czym pogłaskał się po brzuchu – Prześladowali mnie za tuszę, ale co ma tu tusza do rzeczy?

 

Nas – Bez obaw, u nas tytułów dostatek – z dumą odsłonił, jak ekshibicjonista, swój żubrzy płaszcz pod którym zawieszone zostały BGW World Title, Prid i Tag Team titles – Był jeszcze jeden pas, ale gdzieś zgubiłem

 

Fat Boy – Naprawdę? Będę mógł coś wygrać? – spojrzał na Jazzowskiego podejrzliwie - I żreć ile sobie zechcę?

 

Nas – Ba! Ty nie tylko będziesz mógł żreć – podniósł się z miejsca i podszedł do półki z różnymi przetworami, wziął z niej dwa słoiki ze smalcem i postawił naprzeciw Grubego – Ja cię będę dokarmiał! Przyjmij te oto dwa słoiki ze smalcem jako mój gest dobrej woli i skromną zaliczkę za

 

Morgion – Jam niegodzień być może, ale czy zaliczka taka i mnie nie przysługuje?

 

Nas – Oczywiście, oczywiście – wstał, wyjął z szafy jakieś zawiniątko i przekazał je na ręce Krzyżaka – Przyjmij tę oto szablę, która twój pordzewiały oręż zastąpi i w nową epokę zbrojenia pozwoli wejść. Niech łby twym wrogom odcina gładko.

 

Morgion – Dzięki ci panie – mówiąc to przyklęknął na kolano – Niech niebiosa zaszczytami wszelakimi twoją federację ściśle konspiracyjną obdarzą!

 

Nas – No, no. Nie ma co się rozwodzić i w zachwyty przedwczesne popadać. Obaj zawalczycie na najbliższej gali BGW Podziemie, a stawką walki waszej będzie Pride title. Proponuję aby mecz wasz odbył się w dżungli.

 

Morgion – Przebacz mi panie mą zuchwałość, ale jam nie przywykł do walki na terenie grząskim i wilgotnym. Siły natury klęskę mi rychłą przynieść mogą.

 

Fat Boy – W dżungli? Tam nie ma co żreć.

 

Ponury Grabarz- Są pewnie jakieś małpy.

 

Fat Boy – Małpy? A ile tam mięcha?

 

Nas – Fakt, głupi to był pomysł. To może w samolocie niech walka wasza się odbędzie?

 

Ponury Grabarz – Nas… - zwrócił uwagę świdrując swym przenikliwym spojrzeniem nowych zawodników Blood Guts Wrestling – Fata ten samolot może nie unieść, a jeśli nawet uniesie, czy szybko nie spadnie?

 

Nas – Przecież to wspaniałe! Czyż nie tak powinny wyglądać ekstremalne stypulacje?!

 

Ponury Grabarz – Poza tym… - nie odpuszczał – Czy tam nie ma jakieś innego ciśnienia? Żeby Morgiona z… - popadł w zamysł – trzewików nie wyjebało.

 

Nas – Nie, nie! Postanowione, koniec dyskusji. Na następnej gali BGW Podziemie #2, Morgion vs. Fat Boy, w samolocie lecącym do Bhutanu, w wielce ekstremalnej stypulacji, o BGW Pride Title. – podekscytowany zerwał się z miejsca – Wszyscy się posrają z wrażenia!

 

 

BGW Podziemie 2

Fat Boy vs. Morgion

 

Nim się wszyscy obejrzeli, tak i dzień dzisiejszy nastał. Chwila obecna, tak bardzo wyczekiwana, ciałem się okazała. W samolocie cała śmietanka konspiracyjnej federacji się zebrała – komisarz Nas Jazzowski, jego kompan Ponury Grabarz, Weronika Anna Miley Passent, duet komentatorów Blood Guts Wrestling – Bogusław Montana i Konrad Ochucki. Wszyscy z niecierpliwością wiercili się w fotelach i wyczekiwali na drugą w historii galę BGW Podziemie.

 

Nas – Panowie, czy czujecie jak wiekopomnej chwili jesteście świadkami?

 

WAMP – (zasmucona) Panowie?

 

Konrad Ochucki – (przerywając WAMP) Niesamowicie! To pierwsza w historii walka o BGW Pride title! Tyleż było wokół tego tytułu zawirowań, tyle komplikacji! Ostatecznie Izzy Nilsen miał się zmierzyć z Franko, ale upadek pokrzyżował nasze plany, a teraz Fat Boy i Morgion kontynuują ich dzieło. Wspaniałe, doprawdy wspaniałe.

 

Bogusław Montana – (wyjmuje z kieszeni średniej wielkości kufel) Nas, kiedy zaczniesz polewać?

 

WAMP – (zwracając się do Nasa) Dlaczego powiedziałeś „panowie”? Nie interesują cię moje odczucia?

 

Bogusław Montana – (zwracając się do WAMP) Ja chętnie posłucham, ale nie o walce!

 

WAMP – A ja chcę o walce! Mam ciekawe spostrzeżenia, np. Morgion ma zachwycający, awangardowy strój. Widziałam taki na paryskich wybiegach, fajnie by było żeby wygrał.

 

Bogusław Montana – (zaglądając WAMP w dekolt) Co panienka nie powie?

 

WAMP – No serio, chciałam kupić taki Nasowi, ale powiedzieli że nie na sprzedaż. Czy Morgion jest lepszym wrestlerem od Nasa?

 

Bogusław Montana – (niezmiennie podziwia cycki Weroniki) Tak, tak.

 

Ponury Grabarz – (pukając łopatą w plecy Montany) …

 

Nas – O! Wychodzą!

 

Konrad Ochucki – Jakże wspaniale oni wychodzą, jak dostojnie!

 

Faktycznie, wychodzą. Czy dostojnie, to na zawsze pozostanie kwestią sporną. Powoli niebywale, ale czy dostojnie? Morgion niczym kapitan Błasik – z kabiny pilotów, natomiast Fat Boy z luku bagażowego. Im bliżej ten drugi jest środka samolotu, tym bardziej stabilny wydaje się być obraz, nic już się nie przekrzywia, nic nie chwieje. Przedmioty różnorakie wracają na swoje miejsce, kieliszki na ten przykład pod nosy pijących. Jazzowski korzystając z okazji polewa do każdego z nich Baczewskiego.

 

Nas – Kondziu, a ty nie pijesz?

 

Konrad Ochucki – W pracy nie pijam.

 

Ponury Grabarz – (przechyla kieliszek) To tak jak ja.

 

WAMP – Nas, a czemu mnie nie zapytasz?

 

Bogusław Montana – (wychyla wódkę ze swojego kufla) W mojej pracy nie da się nie pić.

 

Nie zapytał, bo pochłonięty przez emocje zwyczajnie zapomniał. Pytania nie usłyszał z tego samego powodu, ale cóż to ma teraz za znaczenie? Zawodnicy są już na środku samolotu i gotują się do boju. Morgion znak krzyża wykonuje, modlitwę pod nosem szepce, Fat Boy natomiast kanapkę z szynką i serem kończy, drugą ręką brzuch swój głaszcząc delikatnie. Obaj zacietrzewieni nienawiścią, zupełnie ignorują instrukcje udzielane im przez sędziego dzisiejszego pojedynku Filipa Borsuka.

 

Nas – Weroniko, to już czas! Czy możesz uderzyć w gong?

 

WAMP - (podnosi z podłogi garnek i łyżkę) Spoko, ale mocno uderzyć czy delikatnie?

 

Nas – Najmocniej jak umiesz.

 

WAMP – (uderza łyżką w garnek najmocniej jak umie) Walczyć!

 

Wpływ Weroniki Anny Miley Passent jak widać nie jest znaczący tylko dla losów polskiej polityki, ale również dla przebiegu pierwszej w historii walki o Pride title. Zawodnicy momentalnie po jej poleceniu dopadają do siebie i rozpoczynają brutalny brawl! Precyzyjnie rzecz ujmując, brawl zaczyna Fat Boy, ale kontynuuje go Morgion, gdyż tego pierwszego pięść rozbolała po uderzeniu w metalowy hełm. Rycerza natomiast nic nie boli, wali swoją metalową rękawicą w oblicze przeciwnika, a ten od tego czynu puchnie w oczach, co w jego przypadku jest nie lada wyczynem.

 

Bogusław Montana – Nie chcę zgrywać eksperta, bo na wrestlingu nie znam, ale czy ta jego rękawica nie powinna być zabroniona ?

 

Nas – Nie! To jest ekstremalna stypulacja.

 

WAMP – Oh Nas, już wiem dlaczego mówią na ciebie Mecenas Extremy!

 

Morgion nie jest chyba jednak usatysfakcjonowany efektem swojego ataku, bo postanawia trochę to wszystko urozmaicić. Obejmuje nadgarstek oponenta i z największym trudem whipuje go w stronę kabiny pilotów! Jak nie trudno przewidzieć, samolot zaczyna lawirować, dziób jego pochyla się do przodu a kieliszki z hukiem spadają na ziemię.

 

Nas – (dramatycznie próbuje złapać upadające naczynia) To jest najbardziej brutalne starcie w historii wrestlingu!

 

Morgion natomiast szybko zjeżdża po owej pochyłej równi i z impetem przypierdala Fatowi clotheslinem! Czyni to tak mocno, że obaj wpadają do kabiny pilotów, tworząc tam zresztą niemały zamęt.

 

Ponury Grabarz – (niewzruszonym wzrokiem spogląda w kierunku kabiny) Wypierdolić ich stamtąd?

 

Nas – Nie, nie, to doda tylko dramatyzmu naszemu starciu. Nie czujesz napięcia? Być może zaraz się rozbijemy! Wspaniałe, wspaniałe!

 

WAMP – (wiesza się Jazzowskiemu na szyi) Oh Nas! Jakież to będzie romantyczne jak zginiemy! Jakie romantyczne! Jak w tym filmie Titanic!

 

Zawodnicy opierdoleni przez pilotów, sami pokornie z kabiny wyszli. I w tym momencie, zupełnie nagle i niespodziewanie jakaś siła wyższa zatrzęsła samolotem, obaj zawodnicy zaczęli się chwiać, Fat Boy, choć stanowi zwykle najbardziej stabilny element otoczenia, z desperacją chwycił za jeden z foteli, ale ten ułamał się pod jego ciężarem i wraz z zawodnikiem runął na ziemię! Cóż to za dramatyczna sytuacja się zrodziła! Mocno już podpity Bogusław Montana całkiem przypadkiem wpadł swoją głową w wyzwolone cycki Weroniki Anny Miley Passent, co wywołało natychmiastową reakcję Grabarza. Nas zafascynowany walką pozostał oczywiście niezwruszony. Obaj natomiast zawodnicy leżą na ziemi i mimo ustabilizowanego już lotu, podnieść się w żaden sposób nie mogą! Oczywiście, desperacko próbują, ale jak to zrobić skoro jeden zakuty jest w metalową zbroję ograniczającą ruchy do maksimum, a drugi nie ma wystarczającej siły aby podnieść swój brzuch.

 

Konrad Ochucki – Cóż za dramatyczne okoliczności towarzyszą dzisiejszej walce!

 

Bogusław Montana – (zwraca się do WAMP) Przepraszam panienkę, ale ja chcę tylko spytać, czy mi się wydawało czy panienka stanika nie uważa?

 

WAMP – Za co nie uważam?

 

Bogusław Montana – Za stosowane… to znaczy (odbija mu się cichutko) przepraszam najmocniej, za stosowne ?

 

Ponury Grabarz – (dyskretnie przypierdala Montanie łopatą w łeb, tak że ten traci przytomność) No i padł.

 

Fat Boy zrozumiał, że nie sposób będzie się podnieść i w normalny sposób tą walkę dokończyć, dlatego postanowił się schytrzyć i dojechać na dupie do swojego oponenta, a następnie go spinować. To właśnie czyni, porusza się powoli, chociaż nie wolniej niż zazwyczaj, ale kiedy jest już blisko dostaje kopa prosto w udo! Morgion wyczuwając zbliżające się zagrożenie postanowił trzymać je na dystans, właśnie przez kopanie, a raczej niezbyt energicznie machanie nogą w górę i w dół. Fat oczywiście nie pozostaje dłużny, także podnosi swoją masywną stopę i młotkowymi uderzeniami piętą, powoli acz systematycznie oklepuje udo swojego oponenta. Parterowy brawl nożny trwa dłuższą chwilę, która wyjątkowo destrukcyjna okazuje się dla jednego z Krzyżaków. Spod jego zbroi, mocno już wgniecionej sączyć zaczyna się krew!!!

 

Nas – (niemal mdleje z zachwytu) Krew! Cóż za brutalność! Kiedy w EWF ostatni raz widzieliście krew?

 

Konrad Ochucki – Oh nigdy Komisarzu najmilszy, nigdy! (wstaje z miejsca) BGW! BGW! BGW!

 

Nas – (przekazuje Ponurakowi swojego iPhone’a) Grabarzu! Uwiecznij to, uwiecznij to proszę!

 

WAMP – A mnie? Mnie też może?

 

Nas – Oczywiście, seks i krew, co za konfiguracja!

 

Grabarz przejmuje od Nasa iPhone’a, włącza w nim aparat i na cel obiektywu bierze krwawiącą nogę Morgiona, po chwili w kadr wchodzi także Weronika Anna Miley Passent i przybliżając swój policzek do tegoż makabrycznego widowiska wykonuje dziubek!

 

Ponury Grabarz – Nie ruszajcie się. (strzela fotkę) Jeszcze chwila. (strzela kolejną) Ciągle niewyraźnie, Gruby, nie machaj tą nogą! (robi trzecią i cmoka ponuro) Od biedy ujdzie. Dobra, możecie już sobie walczyć.

 

Weronika Anna Miley Passent ucieszona tą niebywałą fotografią natychmiast wstawia je na swojego Instagrama z dopiskiem #krew #Nas #BGW!BGW! #nadBhutanem #FashionWeek #dziubek #adoptujemurzynka #profilaktycznamastektomia. Opisy istotne były nadzwyczaj, gdyż zdjęcie to już za sekund kilka obiegnie wszystkie brukowe portale zarówno w Polsce jak i w Hollywood. To jednak teraz, przy tak znaczącym starciu ma znaczenie drugorzędne. Fat Boy i Morgion nadal leżą na plecach i nadal się okopują. Ciągle to samo. Zero zmian.

 

Nas – (unosi w górę butelkę Baczewskiego) Komu polać?

 

Bogusław Montana – (półprzytomny zakrywa dłonią swój kufel i ponownie zwraca się do WAMP) Panieneczka nie pije, czemu nie pije, czy z tego powodu co stanika nie ciemięży? (pcha ręce do sukienki WAMP) Nie trzeba się wstydzić, ja to już w filmie widziałem (ponownie pada uderzony przez Grabarza)

 

WAMP – (fuka ze złością) Co za natręt, za kogo on się ma, że do moich piersi tak lgnie?

 

Nas – (nalewa ostatecznie tylko Grabarzowi) Kurwa, Ponuraku, tempo spadło, zapytaj może panów pilotów czy się nie napiją.

 

Ponury Grabarz – Przepisy, konwencje, nie pozwalają im pustego kokpitu zostawić. Poza tym jak się rozjebiemy, moją pamięć zbeszczeszcza.

 

Nas – Racja, racja (popada w zadumę) To weź tego (pokazuje głową na Montanę) Miejsce tylko zajmuje.

 

Grabarz chwyta za kark zapitego do nieprzytomności Bogusława i ciągnąc go po ziemi, najpierw omija niezmiennie walczących Fat Boya i Morgiona, po czym wchodzi do kokpitu, gdzie zastaje dwóch wesołych pilotów.

 

Ponury Grabarz – Dzień dobry, pan Jazzowski zaprasza was na jednego (wskazuje głową na nieprzytomnego Montanę) Ten o tutaj przypilnuje interesu.

 

Pilot Starszy – Szto on gawarit ?

 

Pilot Młodszy – Jebat jego, ja nie znaju.

 

Ponury Grabarz – (ponad barierami językowi uderza się w szyję) Na wódkę zaprasza! (pokazuje na miejsce gdzie siedzi Jazzowski) Tamten! Jeżeli jednak panowie nie piją na służbie, to ja to doskonale rozumiem.

 

Pilot Starszy – (bystrzeje błyskawicznie) Szto? Wódkie?

 

Pilot Młodszy – (wyciąga z jakiegoś schowka pustą, litrową butelkę) Eta wódka?

 

Ponury Grabarz – (teraz to on jest zaskoczony, chociaż mimo wszystko pozytywnie) Da, da.

 

Uradowani piloci natychmiast, rozpinają pasy i wstają z miejsca.

 

Pilot Starszy – My idiem! Gdie wódku?

 

Ponury Grabarz – (znowu pokazuje na Jazzowskiego) No tam.

 

Wszyscy panowie, krokiem chwiejnym

 

Pilot Starszy – (patrzy z pogardą na Morgiona, który tarasuje mu przejście) Pocziemu on tu zdiech?

 

Lotnik nie zastanawiając się długo chwyta wyczerpanego Morgiona za zbroję i zarzuca go na leżącego obok Fat Boy’a. Znużony już przebiegiem starcia Filip Borsuk, jak to ma w zwyczaju, przysnął sobie gdzieś na fotelu obok, ale przebudzony dramatycznymi krzykami Fat Boy’a, budzi się, przeciera oczy i przechodzi do klepania 1…2…3 (zwycięzcą walki i nowym BGW Pride champem jest Morgion)

 

Nas – Koniec! Koniec! Gdzie jest pas? Weroniko czy masz pas?

 

WAMP – (grzebie w swojej podręcznej torebce) Już, już! Chwilka!

 

Damskie torebki pojemne są wyjątkowo, fakt to znany nie od dziś, nie dziwota więc że zamiast pasa, najpierw Weronika Anna Miley Passent wygrzebała ze swojej koperty inną kopertę, list znaczy.

 

WAMP – O! (pokazując Nasowi kopertę z napisem „Orzeł Morze”) Dostaliśmy zaproszenie od Pana Bronka na tą wspaniała akcję

 

Nas – Orzeł Morze? (przygląda się kopercie) Nie, nie, po stokroć nie, ja mam niezdiagnozowaną chorobę morską.

 

WAMP – Nas no weź, nie bądź taki! Będzie spoko.

 

Nas – Nie i basta. Nigdzie nie pójdę, prezydent jest naszym wrogiem, on nowe władze EWF z pewnością wspiera. To jakiś podstęp!

 

WAMP – Czemu ma wspierać? Przecież oni wszyscy nie lubią EWF.

 

Nas- Kravena lubią, w końcu bratnia dusza.

 

Konrad Ochucki – Przepraszam, czy sugerujesz teorię Rosjanina Szczynukowa, który wytłukł rodzinę Komorowskich i ukradł im tytuł szlachecki?

 

Nas- Co? (zdziwiony) Nie, nie słyszałem o niej, ale Kraven to Łowca, pewnie strzelają razem do danieli Głódzia.

 

WAMP –Nie! Serio? Bankowo? On zabija zwierzątka?

 

Nas – Całe masy zwierzątek.

 

WAMP – To nie jest spoko ej, to niesprawiedliwe, ja nie ide, (tupnęła nóżką) ja to bojkotuję!

 

Nas – Masz pas?

 

Morgion – (podśpiewuje pod nosem) Pokonałem ja rozpustę i Grubasa do klęski doprowadziłem, zaszczyt wielki mnie spotka za chwilę!

 

Fat Boy – Zamknij się! (wyjmując z kieszeni otwieracz do konserw) Jak tylko wstanę to cię zjem!

 

Nas dostojnie, już z tytułem w ręku jednym, z zaproszeniem od prezydenta w ręku drugim, podchodzi do Morgiona i z należnymi honorami uściska jego metalową rękawicę, a potem wręcza ergo kładzie na nim BGW Pride Title. Krzyżak oczywiście się raduje, podśpiewuje pod nosem Bogurodzicę, unosi w górę tytuł, pewnie wolałby to zrobić na stojąco, ale nikt mu pomagać nie zamierza.

 

Nas – (zwraca się do Fat Boya) W ramach wdzięczności za wspaniałą postawę, przyjmij te oto zaproszenie na romantyczny rejs organizowany przez Prezydenta umiłowanej Rzeczpospolitej. Możesz wziąć nawet partnera, Tugboata na przykład, żarcia wystarczy wam obu, klawo co?

 

Fat Boy – (humor mu się momentalnie poprawił) Niech żyje Nas! Nowy Lew Judy!

 

Morgion – Wybawiciel z rodu Dawida! Nas Machabeusz! Niech nam żyje!

 

Fat Boy – Niech nam żyje i dużo żre!

Nie płakałem po CM Punku

18909757064dbdb1458cbe1.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • nasjazz

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
    • KPWrestling
      Druga pula biletów już w sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...