Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  40
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  01.04.2010
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

**********---(*)(*)---**********

 

- Wie pan, że Andrzej został EWF World Champem?

- Przecież Tool jest mistrzem świata EWF.

- Faktycznie, zapomniałem. Zawsze mi się myli, kto jest mistrzem, a kto nie.

- Naprawdę? Rozumie pan, że to może być symptom.

- Żartuję przecież. Dobrze wiem kto ma pas, a kto nie.

- Trafił pan do nas, bo Franko i EWF martwią się o pański stan.

- Jestem zdrowy!

- Ale miewa pan zaniki pamięci.

- To się zdarza.

- Nie w pana wieku.

- Jestem już stary.

- Urodził się pan w 1981 roku, trudno to nazwać starością.

- W przyszłym roku trzaśnie mi wiek Chrystusowy. To dobry wiek na śmierć.

- Ma pan stany depresyjne?

- Jestem z natury wesołym człowiekiem.

- Lęki?

- Nie boję się niczego i nikogo.

- Omamy?

- Co mamy?

- Omamy.

- U czyjej mamy?

- Omamy!

- Ja nie mam mamy! Nie żyje!

- Halucynacje.

- Nie można było tak od razu? Widać przecież po mordzie, że nie jestem Polakiem.

- Mógłby pan być Tatarem.

- Co takiego? Pan mnie chyba obraża. Jadłem tatara i na pewno nie nie pozwolę by ktoś określał mnie mianem potrawy. Nawet jeśli jest ona bardzo smaczna.

- Tatarzy, mieliśmy w Polsce Tatarów. Żyją do dzisiaj, to muzułmanie.

- Czy ja wyglądam na islamistę?

- W naszej klinice z zasady nie pytamy o religię, narodowość i poglądy społeczno-polityczne.

- To po co pan wspomina o muzułmanach?

- To miała być taka ciekawostka.

- Ciekawostka, ciekawostka. Dziękuję nie wiedziałem... A można sobie u was skrobankę machnąć?

- Słucham?

- No wie pan, jeśli dziewczyna ma problem...

- Nie, nie można.

- Ulżyło mi. Wie pan, ja jestem trochę staromodny i wierzę w życie od poczęcia aż do naturalnej śmierci. Życie trzeba chronić, szczególnie tych bezbronnych. To dziwne, że niektórzy bronią drzewa, ptaszki i roślinki, a biedne dzieci to dla nich tylko kawałek mięsa, w sumie nie jeden, bo kilka. Wie pan, że je się rozrywa? Brzydki widok. Oglądałem. Można nawet powiedzieć, że asystowałem w Korei przy takich zabiegach. Straszne, to niszczy sumienie. Zwykłego człowieka można zastrzelić, to tak nie przeraża, ale dziecko? Życie trzeba chronić, wie pan, trzeba. Szczególnie w naszej upadłej cywilizacji. Tego nauczyłem się w monasterze prawosławnym w Buriacji.

- Porozmawiajmy o Buriacji. Spadł pan tam z dzwonnicy.

- Bardzo dynamiczny upadek. Pan wie jakie to ciekawe uczucie? To głupota co mówią, że życie przelatuje przed oczyma. Ino śmigłem i nawet nie zauważyłem jak byłem na dole, a po chwili bum i zemdlałem. Mnisi się mną zajęli. Wykurowali mnie. Zawdzięczam im życie.

- Czy udzielono panu fachowej pomocy medycznej wówczas?

- Odwiedziłem lekarza w okolicy Ułan Ude.

- Co powiedział?

- Mam powtórzyć? To było po rosyjsku, nie wiem czy pan zrozumie.

- Proszę powiedzieć po polsku.

- Że wszystko haraszo, zapić wódką i na Dzień Zwycięstwa się zagoi.

- I zagoiło się? Jak się pan czuje?

- Przecież Dzień Zwycięstwa dopiero w maju! To pewnie się zagoi, czuje się dobrze, dziękuje. Wódka pomogła. Niezła, całkiem zacna, buriacka.

- Czym się różni wódka buriacka od innej?

- A czym się różni Belvedere od Lodowej? To wódka i to wódka, a jednak...

- A jednak?

- Tak samo jest z wrestlingiem, wie pan. Ten wrestler i tamten wrestler, a jednak...

- A jednak?

- Co mi pan pytania podchwytliwe zadaje?

- Jestem lekarzem, za to mi płacą.

- Jestem wrestlerem, za to mi płacą.

- Co to ma do rzeczy? Zresztą nieważne. Jest pan zadowolony z pracy?

- Mogę zapalić?

- Proszę.

- Naprawdę?

- Proszę się nie krępować.

- Wie pan, ja wiele w życiu robiłem. Urodziłem się w Korei, byłem synem ważnych notabli, a później wrogów ludu. Takie rzeczy się zdarzają. Masz zabawki, a później ich nie masz. Masz tatę, a później go nie masz. Masz mamę, a później jej nie masz. Taka to zmiana była. Spędziłem dzieciństwo w łagrze, miałem numerek zamiast imienia, tata i mama nie żyją, z rodzeństwem nie wiem co się dzieje. Byłem w wojsku - a to się często nie zdarza dla nas łagrowych - i to nawet w jednostce specjalnej. Dosłużyłem się porucznika i spieprzyłem przez Jalu do Chin i dalej, jak najdalej od tamtego przeklętego miejsca. To piekło na ziemi.

- Miał pan ciężkie dzieciństwo i młodość mówiąc krótko.

- Miałem chujowe dzieciństwo, zjebaną młodość i dopiero później wyszedłem na ludzi.

- Nie odpowiedział pan na pytanie. Czy życie wrestlera pana zadowala?

- Dobrze mi płacą, jeździmy po kraju i świecie, jestem rozpoznawalny, a za pieniądze, które zarobię mogę wspierać buriackich ojczulków.

- Ile pan im oddaje?

- Wszystko.

- Wszystko?!

- Trochę zostawiam sobie na jedzenie i na jakieś bilety komunikacyjne. Czasem trzeba się też gdzieś przespać, a Franko użyczy szafy albo Helenka, albo styliści, albo ewentualnie EWF jakiś hotel załatwi. Rozumieją moją sytuację.

- W Buriacji są wdzięczni?

- Są, ale moje datki to kropla w morzu potrzeb.

- Więc walczy pan...

- By spłacić dług wdzięczności, odpłacić się dobrem za dobro.

- Nie dla pieniędzy?

- Nie.

- Dla sławy może?

- Po co mi sława?

- Większość ludzi chciałoby być sławnymi.

- Sława to rzecz ulotna, lepiej być dobrym człowiekiem.

- Naprawdę?

- Naprawdę.

- Niech pan mi opowie o EWF.

- To miłe miejsce, ciekawe wręcz, sporo interesujących ludzi, ciekawe rzeczy się tam dzieją.

- Na przykład jakie?

- Wyjeżdżamy do Bhutanu niedługo. Nigdy tam nie byłem, a byłem w wielu miejscach. Podobno czarujące i urocze miejsce. Ładne widoki, niezłe jedzenie, ludzie są mili i mają króla. Bo ja to czasem myślę, że jestem monarchistą. Zresztą nieważne. Jedziemy tam albo lecimy, jak kto woli, by walczyć i pokazać Bhutańczykom wrestling. Podobno tak im się spodobało w 2005 roku, że otworzyli własną federację Bhutan Pro Wrestling - BPW. Fajnie brzmi, co nie? Teraz odwiedza ich EWF, będzie wielkie święto, cudowna atmosfera i wspaniałe walki.

- Pan walczy z Bubbą. Pamiętam go, to legenda, były mistrz świata.

- Bubba pozbawił mnie sukcesu na ostatniej gali. Choć sam sobie też jestem winny.

- W jaki sposób to zrobił?

- Miał nieskoordynowane ruchy i przypadkiem trzasnął mnie swoim znakiem STOP prosto w mój cudaczny pysk. Ale jak mówię, moja wina, mea culpa madafaka - o zrobię sobie z tego hasło na koszulki - zagapiłem się, nie wiem o czym myślałem i bum, dostałem w paszczę i wyleciałem z ringu. Głupio trochę, trzeba przyznać, nawet bardzo głupio. Chociaż z drugiej strony, bądź co bądź pierdalła mnie w pysk legenda, najprawdziwsza legenda polskiego wrestlingu! Do tej pory miałem przyjemność walczyć z Szakalem, to była chwila dla której wrestler żyje. Żadne Nigele Morony czy inne Aero i Znajdy z którymi się użerałem tego nie zmienią. Przegrałem wtedy, ale z kim, drogi panie, z kim? Z Szakalem! Wyleciałem z Battle Royalu, ale za czyją sprawą? Bubby! Kto tam też nie walczył? Crazy, zawsze świetnie go spotkać, Tool, Jazzowski, same gwiazdy. Z Franko zaprezentowaliśmy się nieźle, wstydu sobie nie przynieśliśmy chyba, zebraliśmy doświadczenie, kolejną cegiełką do budowy lepszej przyszłości w EWF i już, nie ma co rozpamiętywać.

- Porażki pana nie bolą?

- Bolą, ale to dopiero moja druga, więc za bardzo się nie przyzwyczajam.

- Czyli jest pan zadowolony z przebiegu swojej kariery?

- Jestem wytrwały w tym co robię i cierpliwy. Nie jestem Bane'em, który od razu chce wskoczyć do jacuzzi z najfaniejszymi dupami, najpierw trzeba się przemęczyć z tymi średnimi. Taka jest moja taktyka. Powoli, spokojnie, cierpliwie. Chyba działa, bo walczyłem niedawno z Szakalem, a niedługo czeka mnie pojedynek z Bubbą.

- Co jeśli przegra pan z Bubbą?

- Bubba to zawsze Bubba, ikona wrestlingu, hardcoru, legenda EWF. Z takimi można przegrywać.

- Nie brak panu czasem ambicji?

- Jakiej ambicji?

- Żeby pokonać Bubbę.

- Nie rozumiem.

- Pan prezentuje jakąś wielką uniżoność wobec starych wyjadaczy. Szakal wspaniały, świetny Crazy, Tool, Jazzowski, legendarny Bubba.

- Trzeba ich szanować.

- To są już dziady. Nie sądzi pan, że czas na zmianę pokoleń?

- Młyny EWF wolno mielą, coś jak w Watykanie chyba.

- Pan się interesuje tym, co dzieje się w Watykanie?

- Nie bardzo, nie jestem ochrzczony.

- To skąd to porównanie?

- Uznałem, że będzie trafne.

- Może pan się ich boi?

- Dlaczego miałbym się ich bać?

- To typowy strach przed zrobieniem kolejnego kroku. Był pan uznawany za wielki talent i nadzieję EWF. W swojej, nazwijmy to kategorii, nie miał pan sobie równych, wygrywał pan wszystko. Ile tego było? Dziesięć zwycięstw z rzędu chyba. Później przyszła porażka z Szakalem, znowu obijanie słabeuszy, teraz porażka w Battle Royalu i nadchodzi walka z Bubbą. Pan się tu asekuracyjnie wypowiada, że to przecież nie wstyd z nim przegrać, ale moim zdaniem to pewien rodzaj obawy. Podświadomie obawia się pan zrobić następny krok w swojej karierze. Teraz właśnie przychodzi czas by walczyć i pojedynkować się z najlepszymi, to szuka pan wymówek, niczym reprezentacja Polski, dlaczego może nie wyjść. Tak się w sporcie nie osiągnie sukcesów. Trzeba być pewnym swego, swych umiejętności, znać własną wartość.

- Ja znam własną wartość, a co do umiejętności, to cóż, ja przecież zapomniałem wszystkich ciosów. Trenuje, choć muszę przyznać, że niezbyt ciężko, bo trochę się rozleniwiłem, próbuje sobie przypomnieć, Franko mi w tym pomaga - on ma złote serce - ale nic, nic! Pustka! Czasem, czasem coś wpadnie do głowy, uda mi się wykonać jaki cios, ale kilkanaście minut... i już nie potrafię, zapominam. Więc jakich umiejętności mam być pewien? Podejrzewam, że nawet SeBa walczy lepiej ode mnie i zna więcej chwytów. Jestem wrestlingową miernotą, a swoje braki nadrabiam charyzmą. Pan wie, co o mnie piszą na forach internetowych? Ze może i umiem się ładnie wysławiać, jak na Mongoła oczywiście, jest we mnie pewien czar i urok osobisty, jestem dobry przy mikrofonie, ale wrestlingowo... wrestlingowo jestem zerem. Kaleczę ten sport, i za to mnie znawcy nie lubią. Lubili mnie kiedyś, gdy potrafiłem wiele, ale dzisiaj? Dzisiaj jestem uważany za pomyłkę w EWF. Taka jest prawda. Ja tego wcale nie ukrywam. Pan wie, że sporo wrestlerów nie potrafi się przyznać, że tak naprawdę to marnie walczą. Jest w nich jakaś swego rodzaju pycha, ale nie u mnie, o nie, nie u mnie. Ja wiem, co potrafię, a nie potrafię nic, albo co najwyżej mało. I co? Myśli pan, że to przyjemne? Czytać albo słuchać negatywnych komentarzy pod moim adresem? Że miło mi jest? Wesoło? Ja się nie oburzam, inni, ci zadufani w sobie by się oburzali, ale ja? Ja wiem, że to wszystko prawda! Że oni się nie mylą. Jestem kiepskim wrestlerem i jak na razie pozostanę kiepskim. No i co? Co mam z tym zrobić? Skończyć z wrestlingiem? Nie mogę, potrzebuje pieniędzy dla brodatych ojczulków w Buriacji. Ale czy pan myśli, że łatwo mi się ze sobą żyje? Że to wszystko jest przyjemne?

- Dobrze, że potrafi pan to sobie uzmysłowić.

- Dobrze, dobrze, pewnie, że dobrze. Pan się myli, doktorze, ja się nie boję tych legend. Okazywanie szacunku nie jest strachem. Czego ja mam się bać? Pan wie co ja widziałem w Korei? Trupy, śmierć, głód, zniszczenie, głód, trupy, trupy, trupy, wszędzie te trupy!!!

- Niech się pan uspokoi, spokojnie.

- Czy pan kiedyś oglądał śmierć? Nie taką nagłą, w jakimś wypadku albo w szpitalu, gdzie się po prostu zasypia. Nie, myślę o śmierci w męczarniach, w głodzie, w brutalnej agonii, albo po prostu w mordach... wszędzie krew, flaki, tortury. Pan to musi oglądać, bo jak nie, bo jak odwróci wzrok, bo jak tylko okaże słabość, to te flaki, w których pan brodzi, zaraz mogą się okazać pańskimi. Czy wyrwanie nerki na żywca jest przyjemne? Na pewno nie? Próbował pan własnymi rękoma? Ja mam pewną wiedzę anatomiczną i przyznam się, że potrafię to zrobić. Potrafię nie dlatego, że chciałem, lecz dlatego, że musiałem. I ja mam się bać? Bubby? Szakala? Crazy'ego? Toola? Nasa? W porównaniu z Koreą to są sympatyczne ludki, można ich na niedzielny obiad zaprosić. Wrestlingu może zapomniałem, ale jakbym.... jakbym tylko chciał... to mógłbym...

- Co?

- Nieważne.

- Niech pan dokończy.

- Pan nie chce bym dokończył, bo pan wie, co chciałem powiedzieć. Tak to pozostawmy.

- Zatem Bubba.

- Bubba.

- Były EWF World Champion.

- Mogę znowu zapalić?

- Proszę. Od dawna pan pali?

- Och, od dzieciństwa, ale tylko rozrywkowo, gdy mam na to ochotę. Potrafię rok albo dwa lub trzy tego nie robić i później zacząć, a następnie z dnia na dzień przerwać.

- Ma pan jakieś inne nałogi?

- Nie.

- A miłość do kurczaków?

- Pan to przedstawił jak jakąś kurczakofilię. No co? Nie można mieć ulubionej potrawy? Pół Polski wpierdala schabowego z ziemniakami i kapustą. Pan też im wmawia, że mają schabo-ziemniako-kapusto-filię?

- Nie.

- To proszę się odpieprzyć od moich kurczaków z łaski swojej.

- Przepraszam.

- Dziwny z pana doktor.

- Dziwny z pana człowiek.

- Tak się powinno traktować pacjenta? Nazywać go dziwnym? Co to za metody?

- Proszę się od pieprzyć od moich metod z łaski swojej. To ja mam dyplom, a nie pan.

- Przepraszam. Oczywiście ma pan rację.

- Nie ma pan więc żadnych obaw przed walką z Bubbą?

- Mam, to legenda, a ja zapomniałem ciosów. Jakże mogę nie mieć żadnych obaw? Szanuję Bubbę, bo to wielki mistrz, wielka gwiazda, ikona, a przede wszystkim człowiek. Widzi pan, panie doktorze, w EWF mieliśmy naprawdę mnóstwo wielkich gwiazd, każdy to powie i potwierdzi. Kraven, Sandman, Game, Szakal, Hangman, Scyther, Tool... to tylko niektórzy. Ale ilu z nich mają w sercu dobro? Z osób wymienionych powyżej... chyba nikt, żaden. Obecnie? Crazy na pewno, może Jazzowski, tego ostatnio ciężko rozgryźć. Nie ma dobra w sercu. Crazy ostatnio wspominał o rozróżnianiu dobra od zła. Wspominał i co? Rozróżniliśmy? Ja naprawdę chce żyć dobrze, z kodem moralnym, ale to się nie udaje. Przynajmniej próbuję. Są tacy, co nie próbują. To ich sprawa. Bubba próbował i chyba mu się to udawało. Publiczność go kochała, bo był autentyczny, bo pomagał, bo chronił, bo nie dał się omotać pieniądzom i sławie. Pan oglądał archiwalne gale EWF? Nie? Jest tam swego rodzaju kuszenie Bubby, gdy zostaje World Champem. Ma pas, ale może mieć więcej - wsparcie ówczesnych tuzów federacji, jeszcze większe pieniądze, kontrakty reklamowe, karierę w kinie i telewizji. I co robi Bubba? On to odrzuca, bo ma w sercu dobro. A teraz on wraca, a ja staję z nim do walki. Rozumiem, że w myśl zarządu EWF, bo przypadkowym spotkaniu w czasie Battle Royalu ma to być swego rodzaju rozgrzewka dla niego. Bubba się rozgrzewa i może pokazać na co go w obecnej formie stać. Ja natomiast mam szansę na kolejny pojedynek z legendą. Ciosów nie przypomnę sobie na żmudnych treningach i choćby Franko starał się najlepiej jak chce, to mi się to nie uda i tyle. Natomiast na ringu, to już inna sprawa. Walka z prawdziwego zdarzenia to zupełnie inne zawody, inny rodzaj motywacji. Wchodzę na ring z wielkim mistrzem, jak mam więc się nie obawiać? Przecież to może skończyć się jednym wielkim upokorzeniem. Co się stanie jeśli przegram z kretesem? Bubba nie walczył od lat, a ja niby to walczę, jestem więc w jakimś cyklu - czy jak to fachowo nazwać. Co będzie jeśli on mnie zniszczy i wgniecie? To może być upokorzenie i ośmieszenie na oczach świata, na oczach dobrych Bhutańczyków. Po tak ohydnej porażce mogę się nigdy nie podnieść i skończyć jako radosny pirat z Somalii. Tego przecież nie chcę, nie życzę sobie tego i nie mam na to ochoty.

- Z Szakalem przecież nie było takiej sytuacji. To była walka jak równy z równym. Szczęście zadecydowało.

- Tak, niby tak, ale z drugiej strony tamta walka to było Złomowisko match. Taka hardcorowa stypulacja mogła ukryć wszystkie moje wrestlingowe braku. Do ręki dostałem oręż, te wszystkie wraki tam się znajdujące, te wszystkie przedmioty, to mi niwelowało moją wrestlingową przeciętność. Sytuacja na Kwietniowej Anarchii VI będzie całkowicie inna. To zwykła walka, na zwykłym ringu, bez żadnych stypulacji. Tutaj niczego nie ukryje, bo niczego ukryć się nie da. Będzie albo triumf albo klapa.

- Może być też przecież porażka po dobrym meczu albo zwycięstwo po wyrównanej batalii. Spoglądasz na wszystko zbyt dramatycznie. Między świetną walką, a całkowitym gniotem są jeszcze stany pośrednie.

- Ma pan rację, panie doktorze, to w końcu nie dobro i zło, gdzie nie ma szarzyzny, a jest tylko białe i czarne. Z drugiej strony chce w ten sposób podbudować pewien dramatyzm tej walki. Powinna ona mieć jakąś głębie, a nie naprędce złożony pojedynek talentu z wielkim mistrzem.

- Myślę, że pańskie problemy psychiczne...

- No co pan? Ja nie mam problemów psychicznych.

- To psychologiczne.

- Nie pojmuje różnicy, bo to wszystko hochsztaplerka dla mnie, ale to pan jest lekarzem. Nie mam problemów. Żadnych.

- Czyżby? Pan wie, że Stefan nie żyje.

- Bzdury. Spotkałem go niedawno pod Stadionem Narodowym, a następnie zaprosiłem na gale. Sam go tam widziałem.

- Mam tu świadectwa od pana Franko i pana Rejdycha, że nie było tam żadnego Stefana, a pan rozmawiał sam ze sobą.

- Niemożliwe.

- Co więcej, mamy nagrania. Tam nikogo nie ma.

- Tak? Czy odpowiadałem sobie?

- Nie rozumiem.

- Czy jeśli Stefana tam nie było, a ja gadałem sam ze sobą to mówiłem jego kwestie? Czy tylko odpowiadałem?

- Nie wiem, nie mam tego...

- Widzi pan? Kiepski wywiad środowiskowy i co to za nagrania pan ma jak tego nie wie? A uważa się pan za takiego specjalistę!

- Pan natomiast nie dostrzega problemu. Nie było tam żadnego Stefana.

- Nonsens.

- Pański kolega Stefan zmarł na atak serca kilka lat temu. Proszę, oto akt zgonu.

- Bzdury.

- Niech pan się przyjrzy.

- Fotomontaż. Pan współpracuje z Bubbą i chce mnie zdezorientować.

- Bubba miałby się uciekać do takich metod?

- Faktycznie, to nie w jego stylu.

- Proszę sobie pomóc.

- Przecież tu jestem, prawda? Poddałem się tym wszystkim badaniom i innym hecom. Dobrze, że ja za to nie muszę płacić, bo ojczulkowie by chyba przelewu w tym miesiącu nie dostali.

- Czyli dostrzega pan, że jakiś problem istnieje.

- Robię to z grzeczności. No więc? Jak wyniki mojego rezonansu magnetycznego?

- W normie.

- Żadnego uszkodzenia? Żadnych zmian?

- Nic tam nie ma. Mózg w porządku, głowa w porządku.

- Widzi pan? Jestem zdrowy.

- Co nie zmienia faktu, że Stefan nie żyje. Nie istnieje!

- A pan?

- Co ja?

- Pan istnieje?

- Oczywiście.

- A jaki ma pan dowód? Może właściwie rozmawiam sam ze sobą?

- A może pan też nie istnieje?

- Może nie żyje? Śmierć jest wiecznym snem, a to wszystko jest sen. Może jestem w Buriacji, nieprzytomny, w śpiączce i śnię... może wciąż śnię...

- Może.

 

 

**********---(*)(*)---**********

 

 

Himalaje, Bhutan, Thimphu. Thimphu, Bhutan, Himalaje. Bhutan, Thimphu, Himalaje. Co za malownicze miejsce. Kraj to jednak słabo rozwinięty, ale za to szczęśliwy. Kto powiedział, że do szczęścia potrzebny jest dobrobyt w stylu zachodnim? Jesteśmy na terenie jednej ze stołecznych szkół. Tutaj EWF organizuje jakąś promocyjną galę. Walczą w zasadzie tylko wrestlerzy federacji Bhutan Pro Wrestling, a Tony Hogański uchodzi za nieoficjalnego patrona BPW. Niektórzy nawet traktują go jako ojca-założyciela bhutańskiego wrestlingu. Wrestlerów BPW mają jednak Bhutańczycy na co dzień, więc EWF zdecydowało się wysłać kilku znanych pracowników oraz wrestlerów tej wspaniałej polskiej federacji. To przyciągnęło fanów, którzy są szczerymi i energicznymi fanami wrestlingu. Jest w nich pewna dziecięca naiwność, oni wierzą, że wrestling, BPW, EWF to coś ważnego. A czy my w to jeszcze wierzymy? Na środku sali ustawiono ring, gdzie odbywają się pokazowe walki. Te akurat się skończyły, a po chwili zaczyna grać The Clash i ich fantastycznych utwór "London calling". Zza jakiejś kotary (z bhutańskim smokiem) wychodzi Bidam. Publiczność szaleje, bo jest szczera i ma dobre serca. Bidamowski spokojnie wychodzi na ring, ubrany jest w miejscowy strój ludowo-regionalny. Wywołuje to jeszcze większą radość i ekstazę fanów. Po chwili Tag Team Champ jest na ring, gdzie trzyma mikrofon i plik kartek papieru.

 

Bidam (w języku dzongkha, to jest po bhutańsku, ale dla Polaków są napisy): Drodzy Bhutańczycy! (Bidam czyta z kartki) Wprawdzie nie mówię w waszym języku, ale przetłumaczono dla mnie kilka słów, które mam wam zamiar powiedzieć. Drodzy Bhutańczycy!

 

Wielka radość.

 

Bidam (czyta, czasem coś źle wymówi, ale miejscowi mu to wybaczają): EWF po ośmiu latach powraca do Bhutanu ze swoją Kwietniową Anarchią.

 

Znów się cieszą.

 

Bidam: Ostatnim razem mnie tu nie było, nie byłem wtedy wrestlerem EWF, nie wiem więc co sądzicie o poprzedniej gali, ale mam nadzieję, że najbliższa nie sprawi wam zawodu. Kwietniowa Anarchia VI to wielkie wydarzenie, dla was, ale także dla mnie. Na ostatniej Anarchii, o numerze piątym, walczyłem z Ieshige i Gabrielem Iwanowem. Ten pierwszy uchodził za wielki talent, dostał nawet jakiegoś Felka, ale kolegi już z nami nie ma. Ten drugi był pokraką i też go nie ma. Była to moja trzecia walka na ringach Extreme Wrestling Federation. Zwyciężyłem i okazałem się lepszy. Mój triumfalny marsz przez EWF trwał i trwał. Wygrałem nawet dwa pasy, Daemusin Title, które Vaclav potraktował niecnie oraz Tag Team Title, który razem z niesamowitym Franko mam przyjemność dzierżyć!

 

Podnosi pas, żeby pokazać Bhutańczykom. Oni świętują, bo nigdy takiego czegoś nie widzieli. Widać pasy z Bhutan Pro Wrestling są znacznie skromniejsze.

 

Bidam: Moja druga Kwietniowa Anarchia, a ogółem szósta w historii, zbliża się wilkimi krokami. Tym razem nie dane mi będzie walczyć z pokrakami, wprost przeciwnie. Znacie Bubbę? Pamiętacie? To właśnie tutaj, w Bhutanie, stracił on swój World Title na rzecz Toola. Bubba teraz wraca i pewnie chce odbudować swoją karierę i udowodnić, że jeszcze wiele potrafi, że nie jest emerytem, a żywą, błyszczącą na firmamencie EWF gwiazdą. A ja? Czego ja chcę? Ja chcę pokonać Bubbę. Szanuje go jako człowieka i jako wrestlera. Jednak, gdy wejdziemy na ten ring, na ten błyszczący bhutański ring, wśród tysięcy wspaniałych fanów, będziemy tam tylko ja i on. Precz pójdą fani, wybaczcie, ale odrzucę was na bok. Precz pójdą animozje, choć tych akurat z Bubbowskim nie mam. Precz pójdą choroby, bo ja nie mam choroby psychicznej, ktoś stara mi się to wmówić, nie wiem jak ze zdrowiem Bubby, mam nadzieję, że wszystko w porządku. Precz pójdą dawno zdobyte pasy. Ja nie mam ich akurat wiele, ale Bubba, hoho, to jest dopiero mistrz. Precz pójdą triumfy i dawne walki. Znów, nie stoczyłem ich w karierze tyle co Bubba, ale z każdej jestem dumny. Wszystko zostanie odtrącone, wszystko będzie strącone do wrestlingowych piekieł. Najważniejsze będzie, że ja i on, że on i ja, stoimy na tym samym ringu i nasz cel jest jeden - zwycięstwo. Triumfator może być jednak tylko jeden, bo wolę porażkę od tandetnego No Contest. Każda porażka jest lepsza od durnego remisu. Liczy się jednak tylko zwycięstwo. To kolejny sprawdzian w mojej karierze. Kolejny krok na drodze do wielkości. Nie oszukujmy się, ja chcę zaistnieć. Chcę pokazać, że mogę być w EWF kimś. Wymiana pokoleń w federacji powoli się dokonuje. Jest Szakal, ale on tu jest chyba tylko z senatorskiej nudy. Nie ma Kravena, przynajmniej jako wrestlera, Sandmana, Game'a, Hangmana, Gangsty, nie ma ich. Druga generacja gwiazd też powoli przechodzi do historii. Nie ma Rottweilera, Scyther może zakończyć karierę już na bhutańskiej ziemi, Tool ostatnio nie jest w najwyższej formie, Crazy jest boski, ale to wyjątek, wydawało się też, że Bubba odszedł, no ale wrócił. Wrócił niepostrzeżenie, zakradł się tu znów, zaskoczył nas wszystkich. EWF potrzebuje i starców i młodzieży. Nie usłyszycie ode mnie słów o dziadach, dinozaurach, tetrykach. To bzdury, które wygaduje każdy młody wrestler. Prawda jest taka, że zdrowe EWF to takie w którym młodość przemieszana jest ze starością. Jako starość nie mam jednak na myśli sflaczałych emerytów, lecz po prostu wrestlerów z większym stażem. Nie oszukujmy się. Bubba debiutował za czasów Feliksa Castro, w 2001 roku. A ja? Ja dopiero w 2010 rok. W 2001 roku byłem nikim, handlowałem na Stadionie Dziesięciolecia...

 

Nie wiadomo dlaczego informacja o stadionie wywołała wybuch radości.

 

Bidam: Ale dzisiaj... dzisiaj... już wkrótce mogę wejść do czołówki polskiego wrestlingu, mogę wejść na szczyt. Nie stawiam sprawy na dramatycznym ostrzu noża. Ta walka o niczym nie przesądza. Porażka nie oznacza mojego upadku w czas, a zwycięstwo wniebowstąpienia. Karierę buduje się metodycznie, spokojnie, powoli. To wielka szansa dla mnie walczyć z Bubbą, którego podziwiałem i nadal podziwiam jako wrestlera i jako człowieka. Wielka szansa, ale też wielka odpowiedzialność. Nie zmarnuję jej i udowodnię, że już wkrótce będę mógł walczyć z najlepszymi jak równy z równym!

 

Radość Bhutańczyków i nawet okrzyki: Bidam! Bidam! Bidam!

 

Bidam: Wierzę w sukces, wierzę w zwycięstwo i że moje szczęście mnie nie opuści. Nie wiem czy wygram, chciałbym, ale to nie będzie takie łatwe. Bubba, niezależnie w jakiej jest obecnie formie, to legenda polskiego wrestlingu. To jeden z najbardziej charyzmatycznych wrestlerów w historii. To człowiek, który sam zbudował swoją karierę. Od walk w dolnej części karty aż po main-eventy i EWF World Title. Bubba może być przykładem dla każdego młodego wrestlera jak należy postępować. Chciałbym się nazwać jego uczniem, ale ja go nawet nie znam. Chciałbym powiedzieć, że biorę z niego przykład, ale złośliwi powiedzą, że liżę mu dupę. Niech mówią sobie co chcą, mnie to nie obchodzi. Bubba był wielkim wrestlerem, był wielkim mistrzem... ale czy jest nim jeszcze? Naprawdę nie chciałbym, żeby ten powrót okazał się wielką klapą. Życzę Bubbie jak najlepiej. Wygram jeśli będę lepszy. On wygra jeśli będzie lepszy. To jest takie proste. Tak działa wrestling, tak działa EWF.

 

Bhutańczycy ożywili się i zaczynają krzyczeć: EWF! EWF! EWF! EWF! EWF!

 

Bidam: Niech żyje król Bhutanu! Niech żyje Bhutan!

 

Wybuch radości wśród fanów. Znów zaczyna grać "London calling", a Bidam spokojnie opuszcza ring. Podchodzi do wielu fanów, pozuje z nimi to zdjęć, rozdaje autografy i opowiada o swojej walce.

 

 

 

 

**********---(*)(*)---**********

Koniec

**********---(*)(*)---**********

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Bidam

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Jeffrey Nero
      Słyszałem plotkę o kolejnym tajnym spotkaniu w Orlando T. Khana z niejakim Shanem McMahonem, który od marca ma zostać pierwszym w historii GM AEW.
    • Jeffrey Nero
      Nigdy nie mów nigdy w wrestlingu...
    • IIL
      AJ'a czeka co najwyżej transfer do TNA. Byłby to generalnie genialny pomysł - przegrana z Guntherem na Rumble i "odejście" od WWE, ale za to definitywne zakończenie kariery w ich rozwojówce. Styles mógłby zdobyć tam w poetycki sposób jeszcze raz główny pas, itd i pojawić się kilka razy w tym roku, co bardzo wywindowałoby ten brand do góry.  Na AEW i walkę z Omegą oraz reunion z Bucksami nie ma szans.  
    • Jeffrey Nero
      Tak tylko to wrzucę   
    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
×
×
  • Dodaj nową pozycję...