Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

eRP


Anapolon

Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  877
  • Reputacja:   0
  • Dołączył:  23.01.2011
  • Status:  Offline
  • Styl:  Klasyczny

Wczoraj dostałem w pysk. Nie ma co się czarować, w mojej pracy nie jest to nic nadzwyczajnego, ani niespotykanego. Czy zatem można uznać, że nic się nie stało? Nie do końca. Wiem co mówią ci wszyscy śmieszni pseudo-twardziele - ryj nie szklana się nie zbije, jeden cios w mordę to nic takiego. Ja się z tym nie zgadzam. Silny lewy prosty zawsze jest czymś. Najwcześniej silnym lewym prostym. Bezbłędna logika. Często słyszę słowa: stary, jesteś wrestlerem, obity ryj jest wpisany w ten zawód. Ale to nie prawda. W żadnej umowie, którą podpisywałem, w żadnym kontrakcie, który otrzymałem nie ma zapisku, przypisu, czy Bóg jeden wie czego, w którym byłoby zdanie: zawodnik ma dostać w ryj. Wrestler ma walczyć, wrestler ma wygrywać. To są jego jedyne zadania. Ociekająca krwią morda lecąca ciurkiem ze złamanego nosa, rozcięty łuk brwiowy, czy pęknięta warga to nie są warunki występu na ringu. To wypadkowe gdy ściera się ze sobą dwóch zapaśników o podobnym poziomie umiejętności. Ja tak rozległych obrażeń nie doznałem, prawda jest jednak jedna - dostałem w pysk. Dlaczego? Wina umiejętności? Przypadku? Tuska? Może granica między nami nie jest, aż tak znacząca? Nie... Przecież zwyciężyłem z łatwością.

 

Jeden z lewej mi mówi, więcej trenuj, przestań palić. Ale on chyba nie słyszał o przetrenowaniu, siedzi i chrzani o swoich głupotach, dietach, kondycjach. Pić surowe jajko? Kompletne bzdury, nie ma nawet sensu przytaczać tego co mówi. Nie próbuje udawać, że go słucham, ale jemu to nie robi różnicy. Zatracił się w swoich elokwentnych wywodach zapominając, że ja mam gdzieś jego dobre rady. Wyskoczyłem tylko na parę kieliszków, bo była okazja. Jaka? A co to za różnica... Świętowanie wygranej? Niech będzie... mi to nie robi różnicy. Darmowa wódka, fajki i paskudna oranżada 2 litry za 99 groszy z Biedronki. Taki obraz z niczym wam się nie kojarzy? Mi do głowy wpada tylko jedno - akademik.

 

Zgadza się. Siedziałem w akademiku. Za nim zaczniesz zachodzić w głowę co ja tam robię, przypomnij sobie ile mam lat. Tak, więc... byłem w akademiku. Lubie te scenerie. Nie ma tu zbędnych dupereli i pierdół, absolutne minimum z minimum rzeczy niepraktycznych. Ta surowość pięknie komponuje się z przepełnionym stołem. Co prawda na liście obecności nie ma wykwintnych dań i potraf, co najwyżej okropne chipsy, ale i tak jest ok. Czemu? Wódka jest? Obecna. Reszta nikogo już nie obchodzi. Siedziałem na pieńku i rozlewałem następną kolejkę. Tak... to chyba pieniek. Skąd on się tu wziął? Nie mam pojęcia. Prawdopodobnie zabrakło krzeseł. Te cztery kąty mają to do siebie, że zawsze jest tu ktoś kto pije i pali. Rozlewałem kolejkę i mimo to, że gdy zaczynaliśmy pić półlitrowa butelka starczał na dwa rozlania, tym razem nie dotarłem nawet do połowy. Nie wiem, czy to ja widzę podwójnie, właściwie to poczwórnie, czy właśnie tyle razy więcej kieliszków w tym momencie stoi na stole. Pomyłka. Szklanek. Pijemy ze szklanek, nie z łakomstwa (jeśli w ogóle można w tym wypadku mówić o łakomstwie), a z najzwyklejszego braku kieliszków. Nie tracąc czasu chwyciłem kolejną połówkę i już mam ją zamiar odkręcić, ale zostaje powstrzymany.

 

- Nie wypędziłeś Szatana. - odzywa się nagle kobiecy głos z prawej strony.

 

Bez słowa zabieram się do wykonania tej czynności, nie wiem w sumie dlaczego. Ona prawdopodobnie uznaje to jako rytuał bez którego nie mogłaby spokojnie wlać w siebie procentów. Nie mam zamiaru jej tego utrudniać. Rozglądam się tylko w około patrząc, czy nie ma w pobliżu satanistów, oni chyba wolą jak się tego Szatana w butelce zostawia. Zresztą nieważne. Puk! Jedno uderzenie łokciem w denko butelki. I można ją już ku radości wszystkich, tych którzy nie mieli jeszcze polane, i tych co już dawno wlali przezroczysty napój bogów do własnych gardeł, otworzyć. Odwracam się w stronę dziewczyny, która mi przerwała, z wiadomym zamiarem, ale ta odmawia. Subtelnie bierze łyka kawy. Dlaczego w takim wypadku mi przerwała? Co ją to obchodzi? Może żartowała. Każdy ma własne poczucie humoru. Próbuje dolać jej kilka kropel do kawy, kawa z prądem... wiem.. taka jest herbata, ale to teraz nie ma znaczenia. Znów odmawia. Trochę zbiła mnie z tropu. Wymownie pytam: dlaczego?

 

- Po alkoholu mam problemy z nogami. - mówi z błogim uśmiechem.

 

- Uginają się?

 

- Nie, rozkładają.

 

Zaskoczyła mnie tą odpowiedzią, gdyby słowa były strzałami, te dostałyby miano headshotów. Zastygłem w bezruchu. Nikomu się to nie spodobało, czekali przecież na wódkę, a ja siedzę bez słowa zamiast zacząć polewać.

 

- Wódki? - pyta znajomy chwytając butelkę, wyrywając mnie tym samym z dziwnego stanu.

 

- Gospodarzowi nie można odmówić. - odpowiadam i podstawiam mu szklankę.

 

Chlip. Gul, gul, guul. Błyskawicznie opróżniliśmy szklanki, chwyciłem jeszcze za popitkę. Nie wiem, co to było, ale wykrzywiało ryj bardziej niż Vodka, którą sekundę wcześniej wlałem do gardła. Po znajomym było widać to samo, choć usilnie udawał, że to wina przezroczystego napoju. Kiepski z niego aktor. Nigdy więcej nie będzie odpowiedzialny za zorganizowanie popitki.

 

- Mocna... - chwycił 0.5 litra wódki w rękę, a następnie zręcznie zakręcił - Procenty uciekają.

 

Zdawał sobie sprawę, że mnie to nie przekonało.

 

- Widzę, że poznałeś już Zuzie. Mówiłem ci o niej, studiuje dziennikarstwo i chce z tobą przeprowadzić wywiad. - szybko zmienił temat.

 

Faktycznie. Coś wspominał, że zjawi się gryząca, giętka, gadatliwa laska. Teraz wszystko się zgadza. Dwa pierwsze przymiotniki nie pasowały do ostatniego. Gryząca temat, giętka w tematach i gadatliwa - ma sens. Mógł od razu powiedzieć czym się zajmuje... a przynajmniej chce zajmować. Słyszałem, że po dziennikarstwie można robić wszystko, nawet stać za ladą. Widziałem ten ostatni wywiad Franko, chłopak po studiach dziennikarskich został operatorem kamery. To jak studiować prawo i zostać komornikiem. Teraz rozumiem, nie chciał jej robić czarnego PR-u.

 

- To co, znajdziesz chwilkę? - rozpięła bluzkę odsłaniając swój dekolt - Trochę tu gorąco.

 

Wiedziała, że musi użyć największych argumentów by mnie przekonać, a te dwa, trzeba przyznać, były całkiem spore.

 

- Zmieńmy lokal. Tu jest trochę za głośno. - rzuciłem tylko i zabierając paczkę chipsów zalegającą na stole skierowałem się ku wyjściu.

 

Minęło ledwie 5 sekund, a ja byłem już za drzwiami. Ona nie była zbyt wysoka, zwykłym krokiem nie nadążyłaby za mną, musiała poradzić sobie inaczej. W półbiegu wyminęła mnie i pokierowała w piąte, albo szóste pomieszczenie od popijawy. Nie jestem pewny, mój wzrok utkwił na wysokości jej klatki piersiowej. Fajna, ruchata, cytata. Idealna kobieta dla faceta, pomyślałem. Oburzeni? Oczywiście, że podoba mi się to, że jesteś brzydką deską, która chce wytrzymać w celibacie aż do ślubu. Powiedział Facet. Nigdy.

 

- Oczy mam tutaj. - powiedziała zmuszając mnie do podniesienia wzorku i spojrzenia w jej niebieskie źrenice.

 

Trwało to ledwie ułamek sekundy. Bez słowa wszedłem do pokoju. To był jej pokój. Skąd to wiem? Jej zdjęcie na szafce nocnej? Otwarta oficjalna strona EWF w laptopie? Przygotowała się pomyślałem i uśmiechnąłem się do siebie.

 

- Jak ci się podoba mój pokój? - zapytała i wyszła do jakiegoś innego pomieszczenia, prawdopodobnie przygotować jakieś urządzenia do naszej rozmowy.

 

Logika. Znów mnie nie myliła. Był to jej pokój, niby schludny, ale czegoś w nim brakowało. Lubie surowy wystrój, jednak nie byłbym wstanie w nim mieszkać. Tu było podobnie jak u mojego znajomego. Wszystko co udało się sprzedać, a nie było niezbędne do egzystencji było wymienione na alkohol.

 

- Brzydki jak noc, mała. - odpowiedziałem szczerze i rozsiadłem się wygodnie na kanapie

 

- Mała to jest twoja pała! Ha! - szybko krzyknęła z podnieceniem jakby właśnie spełniało się jej marzenie życia. - Nie wszyscy zarabiają wielką kasę pracując tylko raz w miesiącu. - dodała po kilku sekundach, widocznie czuła moje zażenowanie ostatnim wypowiedzianym przez nią zdaniem. - Taki Psycho... Mnóstwo wolnego, a dorobił się kilku hoteli.

 

Wiedziałem, że mnie podpuszcza, ale nie zamierzałem pozostawić tego bez komentarza.

 

- Dzięki mnie, będzie miał jeszcze kilkanaście dni rocznie wolnego więcej. Szczerze mówiąc szefostwo prosiło mnie bym zafundował mu urlop macierzyński, nie mógł przecież walczyć z brzuchem. Na moje oko, 3 miesiąc jak nic.

 

- Dobra, już dobra. Zaczekaj aż zacznę nagrywać.

 

Wróciła. Widocznie była już gotowa do pracy. Rozsiadła się wygodnie obok mnie.

 

- Gotowy?

 

Komuś mogłoby się wydawać, że to nierozsądne. Wywiad po pijaku, oczywiście. Ale ja nie jestem pijany. Jestem wstawiony. Wypiłem przecież tylko troszeczkę. Ile to jest troszeczkę? Więcej niż jeden kieliszek, za mało by go zwrócić.

 

- Odepnij jeszcze jeden guzik przy koszulce i śmiało możesz pytać.

 

Uśmiechnęła się sztucznie. Było widać, że nie przepada za takimi tekstami, ale nie zareagowała jakąś szybką odzywką. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Może bała się, że nagle wyjdę i z jej wymarzonego wywiadu będą nici. To musiało być to. Wracając... nie spełniła mojej prośby. Wręcz przeciwnie. Zapięła się.

 

- Do rzeczy. - odchrząknęła. - Drodzy państwo, jest tu ze mną jeden z wrestlerów najpopularniejszej polskiej federacji zapaśniczej Extream Wrestling Federation, Bane. Pierwsze pytanie. Jak wyglądały twoje początki z wrestlingiem, kto był twoim wzorem i kiedy narodziła się twoja miłość do tej dyscypliny?

 

- Serio? Chcesz słuchać takich odpowiedzi? To są pytania, o które pyta 99% dziennikarzy. Najbardziej sztampowe ze wszystkich. Jak pytają cie 100 raz o to samo, to ten 101 jakoś specjalnie nie będzie się różnił. Trochę kreatywności, kobieto. Myślisz że usłyszysz coś innego niż w zakochałem się we wrestlingu gdy pierwszy raz oglądałem Mordobicie, moim wzorem był Tony Rock, podziwiałem go od małego bla, bla, bla...?

 

- yyy...

 

- I masz racje! Usłyszy coś innego, bo ja mam w dupie tych wszystkich staruchów. Nigdy nie chciałem być tak dobry jak John Hangman gdy zabijał Felixa Castro, nigdy nie chciałem być tak dobry jak Kraven gdy wygrywał World Tittle. Czemu? Bo to by mi nie wystarczyło. Chciałem być o wiele lepszy... i wiesz co? Jestem. Gdyby jakiś dziadek postanowił wrócić z nadzieją, że jeśli pół wieku temu potrafił skopać dupę main eventerom to teraz będzie robił to równie łatwo, to szybko zderzyłby się z rzeczywistością. Wróciłby tam gdzie jego miejsce. Do Domu Seniora w Ciechocinku na przykład.

 

- Wspomniałeś o wydarzeniach z Wrestlepaloozy I. Najbliższa gala odbędzie się dokładnie w rocznie powstania EWF i będzie swego rodzaju symulacją pierwszej show. Jak myślisz, jakie są twoje szansa na podzielenie losów Kravena i wygranie Wielkiego Battle Royalu?

 

- Losów Kravena nie podzielę. Nie ważne czy wygram, czy przegram. Stawką nie jest World tittle, więc nie da się powtórzyć jego sukcesu. Fakt, na szali postawione są wszystkie inne pasy, ale to nie to samo. zwłaszcza, że nie wiadomo w jakich okolicznościach można je zdobyć lub stracić. Co jeśli trzeba będzie wybrać między zwycięstwem w battle royalu,a tytułem? Ciężki wybór... A jak ja oceniam swoje szanse? Trudno powiedzieć... Battle royal to zawsze loteria. Tu nie do końca liczą się umiejętności, ważna jest taktyka, doświadczenie, spryt i oczywiście szczęście.

 

- Czyli nie wierzysz w swoje zwycięstwo?

 

- Tego nie powiedziałem. Jak już mówiłem, battle royal to loteria, tu może wygrać każdy. Moje szanse to 1 do 8... właściwie to do 7. Nie róbmy sobie jaj z pogrzebu. Nikt sobie nie wyobraża wygranej takiego Franza.

 

- To może pytanie z innej beczki. Wiele osób było w szoku gdy 24 godziny temu pokonał...

 

- W szoku? W szoku to byliby ludzie gdyby Somalijśki Pirat zgarnął World Tittle. W szoku to byłabyś ty, malutka, gdybyś włożyła mi rękę w spodnie. Ale dla nikogo, absolutnie nikogo taki rezultat nie mógłby być zaskoczeniem. Żaden racjonalny myślący człowiek nie obstawiał zwycięscy naszej walki, kurs był za niski, obstawiano minute i wiesz co? Na porażka Psycho w 3 można było zarobić dychę stawiając 10 razy tyle. Nie ma co się oszukiwać, nikt się nie mógł dorobić. Odwrotnie stawiając na Białego. A więc... Czy ktoś postawił na triumf Psycho? Pewnie. Można było zgarnąć konkretne pieniądze, nawet stawiając te o niskich nominałach. Szkoda tylko, że z wyjątkiem nadziei, a może jednak weźmie się w garść, a może jednak spali trochę tego tłuszcza z brzucha, a może jednak coś tam... nie szło nic innego. Jak to mówią... nadzieja matką głupich. Te bzdury o szokującej wygranej to zwyczajny ból dupy matołów liczących na łatwy zarobek. Wygrałem. Myślisz, że było ciężko? - nie daje jej dojść do słowa. - Było cholernie łatwo. Tak cholernie łatwo, że gdyby nie zażenowanie jego fatalną postawą, leżałby na ringu bez jedynek ledwo co oddychając do momentu przybiegnięcia sanitariuszy.

 

- Mówi się, że zakończyłeś jego karierę.

 

- Heh... ja wysłałem go tylko na przymusowy urlop. Niech sobie wróci do domku, odpocznie, przemyśli wszystko, potrenuje... i wróci. Zawsze wracał.

 

- I co wtedy?

 

- Kopne go w dupę, niech się szkoli jeszcze kilka miesięcy dodatkowo. - po krótkiej przerwie - Dobra, kochanie... kończymy już. Musze się dotlenić.

 

- W takim razie ostatnie pytanko. Fanatycy PCW twierdzą, że przywłaszczenie ring name'u "Bane" to swoista profanacja pierwszego w historii PCW Polish Champa. Jak się do tego odniesiesz?

 

- A jak mam się odnieść? Szczam na ich profanacje i pierwszego w historii PCW Polish Champa. Gdybym chciał sobie przywłaszczyć jakiś fajny ring name to zapowiadaliby mnie jako SuperMarek, czy Great Marian. Wiem, imienia się nie zgadzają, ale to nie ma znaczenia. Na początku chciałem nazywać się Kosmicznie Umięśniony Rozpierdalator Wszystkich Atakujących, ale było za długie i zaproponowali skrót z pierwszych liter. Tyle, że KURWA mi się nie podobało.

 

- Dziękuje za wywiad. - kliknęła w przycisk na dyktafonie - I... koniec.

 

- Nareszcie... Masz ognia? - spytałem z nadzieją licząc, że mnie poratuje. Uprzednie przeszukanie własnych kieszeni nie dało zadowalających efektów.

 

- Co?! - spytała ze zdziwieniem.

 

- No zapalniczkę... moja się gdzieś zapodziała.

 

- Tutaj się nie pali. Zresztą, ja już muszę się kłaść. Rozumiesz... wcześnie mam wykład. Musze się wyspać. - podeszła do drzwi wejściowych i otworzyła je. - Narazie. cześć!

 

Wyszedłem bez słowa. Widocznie dla tej kobiety bardzo liczyło się wnętrze. Jakby nie patrzeć płuca są jego częścią. Chciałem ponownie skierować się na imprezę do znajomego. Wypić kilka szybkich i zapomnieć o zmarnowanym czasie, który właśnie spędziłem. Wyszedłem przez drzwi na korytarz, ale moje oczy go nie ujrzały. Nie byłem na korytarzu. Nagle stałem na środku boiska. Właściwie był to stadion. Były trybuny. Puste. Stadion był jednak inny niż wszystkie, które dotąd widziałem. Był niewielki. 22 chłopa nie mogłoby tu grać.

 

- To będzie wielki mecz. - powiedziałem cicho do siebie.

 

W tym momencie pod moje nogi dotoczyła się piłka. Chciałem nawet oddać, ale ktoś kto ją tu kopnął na pewno tu przyjdzie. W końcu to boisko. Miałem racje. Na murawę wybiegli "zawodnicy". Było ich 6 i mieli około 14 lat. Chyba ustalali składy, bo panowała żywiołowa dyskusja.

 

- Ja z Matim, na resztę! Ale dajcie nam Grubego na bramę. - powiedział jeden z chłopaków.

 

Gruby jak na rozkaz popędził między dwa słupki. Biegł trochę śmiesznie, nogi mu się mylił, czy coś... Gleba! Chłopak potknął się o kępę trawy i upadł na ziemie. Jego koledzy wybuchli krótkim śmiechem, szybko jednak stłumionym rozpoczynającą się rozgrywką.

 

- Przypomina mi tego Franza. - Gruby wyciągnął nie wiadomo skąd "japko" i najzwyklej w świecie zaczął je jeść, regenerując tym samym siły witalne, które stracił w tym niemiłosiernie długim biegu. - Chłopak, jest bo jest. Spójrzcie na niego.

 

Wskazałem ręką na otyłego i w tym momencie spostrzegłem, że trzymam w niej markera, w drugiej zaś trzymałem listę z wszystkim członkami rosteru. Po krótkiej konsternacji kontynuowałem.

 

- Gra, bo ciężko było znaleźć kogoś innego. Gra, bo nikt inny się nie zgłosił. Analogicznie jest z Fanzem. Jest, bo do federacji wrestlingowej, zwłaszcza w czasie kryzysu, nie ma specjalnej selekcji. Przyjmują każdego. Franz tu jest... ale nikt nie traktuje go poważnie.

 

Niczym trener ustalając skomplikowane rozwiązania taktyczne skreśliłem markerem Franza z listy.

 

- Nie ma dla ciebie miejsca wśród zwycięzców.

 

Mecz toczy się w najlepsze. Jeden z chłopaków właśnie drybluje. Dobry jest. Jest niewielki, zwinny, zwody nieźle mu wychodzą. Mija jednego, drugiego i... rosły przeciwnik odbiera mu jednak piłkę. Próbuje coś wskórać. Próbuje odebrać. Nic z tego. Nie daje rady.

 

- Ten mi przypomina Bidama. Dobry zawodnik. Wielki talent. Wszyscy go chwalą i wróżą mu wielką karierę. Taki zabawny Azjata z kraju trzeciego świata, który tu się uśmiechnie, tam wygra walkę, innym razem wystąpi w komediowym segmentcie z Szakalem. Cały Bidam. Fajny koleś. Szkoda tylko, że gorzej u niego z wrestlingiem. Jak można traktować kogoś poważnie, jeśli ten ktoś zapomniał wszystkich swoich akcji? Nie powiem, że mi to przeszkadza. Ale Bidaku... ty tego nie wygrasz... Możesz talent wystarcza by poradzić sobie ze słabeuszami. Może pokonujesz ich raz za razem, ale w momencie, w którym spotykasz prawdziwego przeciwnika punche to za mało. Udowodnił ci to Szakal, udowodnię i ja.

 

Tak samo jak w przypadku Franza zamazałem markerem ring name Bidama i na liście pozostała już tylko szóstka.

 

- Nie ma dla ciebie miejsca wśród zwycięzców.

 

Rosły małolat nadal jest przy piłce. Jest duży, łysy i ogólnie wygląda nad kilka lat starszego od reszty. Próbuje podać do swojego partnera z drużyny. Takiego kudłatego. Koleś ma długie włosy. Wygląda trochę jak dziewczyna. Niestety piłka nie dociera do "adresata". Rywal przejmuje futbolówkę. Ale "kudłatego" to wcale nie obchodzi. Stoi pod bramką rywala, na tak zwanego "sępa" i czeka na podanie.

 

- O! Ten jest jak Franek. - wskazuję ręką na długowłosego nastolatka. - Co prawda on jest łysy, ale zachowują się identycznie. Ten chłopaka, to rasowy napastnik, stoi pod bramką i strzela. Wykorzystuje najprostsza z możliwych taktyk. Nie trzeba się zbytnio wysilać, wystarczy dołożyć nogę, a statystyki idą w górę. Franko jest taki sam. Wychodzi na ring i napierdala. Nie ważne gdzie, nie ważne kiedy. Byle mocniej. On uznaje to za atut. Prawda jest jednak taka, że jest wręcz przeciwnie. Rzeźniku nie zastanawiasz się czasem czemu cały czas zajmuje miejsce na samym dole karty? Wygrywasz walkę za walką, a jednak nie dostajesz szans starcia z lepszymi rywalami. Ja znam odpowiedz, każdy oprócz ciebie ją zna. Taki game plan wystarcza tylko na zwykłych leszczy, więc tylko takich możesz dostawać. W pojedynku z kimś lepszym poległbyś błyskawicznie. Podczas battle royalu będzie podobnie, skupisz się na obijaniu jakieś mordy, a ja chwycę cie niespodziewanie za kark i pofruniesz ponad górną liną. Ale ty nie przejmujesz się absolutnie niczym, więc to chyba nie będzie problem?

 

Z lekkim uśmiechem postąpiłem identycznie jak w przypadku dwóch poprzednich ring name'ów. Marker zrobił swoje, a na liście pozostała tylko piątka.

 

- Nie ma dla ciebie miejsca wśród zwycięzców.

 

Gra nie przerwanie trwa. Właściwie była krótka przerwa, bo po niecelnym podaniu rosłego nastolatka drużyna straciła bramkę. Smutne, ale taki jest sport. Ktoś musi wygrywać, ktoś musi przegrywać. Choć nikt nie lubi być tym drugim. "Wyrośnięty"" ma pretensje do "kudłatego", że ten się nie cofnął. Nie dopuszcza do świadomości, że gol wpadł przez jego winę. Przeklina. Wścieka się. Wyzywa. Kurwa goni kurwę.

 

- A ten to czysty Senator Szakal. - wskazuje na kurwującego - Od razu słychać, że chłopak zrobiłby karierę polityczną. Potrafi tak odwrócić kota ogonem, że wyjdzie na to, że on zrobił dobrze, ale reszta wszystko zjebała. Szakal się tego nauczył. I teraz jest Wielkim Panem Senatorem. Śmieszne... Tyle lat oszukiwał samego siebie, że jest najlepszym wrestlerem w EWF, że wreszcie opanował kłamstwo do perfekcji. Jest wstanie wcisnąć każdy kit. Nawet to, że wygra battle royal. Szkoda tylko, że on nawet nie będzie próbował. Zabiegany jest. Nie zdziwię się jak sam opuści ring, bo akurat świnia mu ucieknie, albo mszyce zaatakują paprotkę. Komedia. Idź pan w chuj z takim przeciwnikiem!

 

Pisak zrobił swoje, zamiast "Szakal" została tylko czarna kreska.

 

- Nie ma dla ciebie miejsca wśród zwycięzców.

 

Minuty nieubłaganie biegną, a mecz toczy się dalej. Wymiana ciosów z każdej ze stron. Raz jedna drużyna, raz druga. Ale ogólnie nic wartego uwagi się nie dzieje. Tak mecz trwa i trwa...

 

- Cześć chłopaki. - odzywa się głos z trybun. - Pani od polskiego kazała mi napisać coś o zabawie na świeżym powietrzu. Mogę popatrzeć jak gracie? Może będzie mi łatwiej.

 

- Ta, ta. Tylko nie przeszkadzaj. - odzywa się jeden z chłopaków.

 

Chłopak rozsiadł się wygodnie na trawie za końcową linią boiska i zaczął coś kreślić długopisem po kartce. Wygląd? Stereotypowy kujon - na nosie duże okulary, sweterek itp.

 

- A ten... - uśmiechnąłem się szeroko - to chyba klon Jazzowskiego. Zastanawia mnie jedno. Wszyscy na dźwięk słowa "pisarz" mają wizję Hanka Moody'ego z Marlboro w ustach, butelką Whisky w ręce i piękną laską w łóżku. Naoglądali się Californication i sądzą, że takiej jest życie. Gówno prawda. Znam prawdę. Nas zanim zaczął walczyć siedział z skręconym własnymi rękami ćmiku, butelką bimbru w ręce i walił konia nad zdjęciem byłej małżonki. Minęło kilka lat i teraz mianował się Mesjaszem, który walczy dla ludu... ale nie macie się co łudzić, on walczy tylko dla swojej żony. Liczy, że tym samym ją odzyska. Przykro mi Nass, ale to się nie uda. Cokolwiek byś zrobił. Cokolwiek byś wygrał. Nawet World Tittle. To twoja ślubna nigdy do ciebie nie wróci. Wiesz dlaczego? Bo ty nie jesteś prawdziwym mężczyzną. Nie ma znaczenia jak wiele sterydów łykniesz, ile przeciwników pokonasz. Bo męskość, to cecha charakteru. Nie dostaje się jej wraz z mistrzostwem świata. Trzeba mieć ją w głębi duszy, a ty wewnątrz jesteś tylko malutką dziewczynką okrytą powłoką dorosłego człowieka.

 

Skreśliłem kolejny ring name. Nass Jazzowski już nie widniał na mojej liście. Została jeszcze trzech.

 

- Nie ma dla ciebie miejsca wśród zwycięzców.

 

Mecz się już zakończył. A może jest przerwa? Nie wiadomo. Wynik to też znak zapytania. Prawie wszyscy chłopacy zmyli się już z boiska. Usiedli za bramką i popijając wodę wpatrywali się w dwójkę "piłkarzy", która pozostała na murawie. Pojedynek jeden na jeden. Widać, że każdy z nich bardzo chce wygrać. Trwa zacięta walka. Cios za cios. Bramka za bramkę.

 

- Przypominają Toola i Super Crazy'ego. - Obaj są bardzo dobrzy, obaj mają świetną technikę, każdy z nich mógłby przechylić szale zwycięstwa na korzyść swojej drużyny. Gdyby tylko chcieli... podczas meczu woleli walczyć między sobą... woleli rozstrzygnąć kto jest lepszy niż poprowadzić drużynę do zwycięstwa. Analogicznie będzie w battle royalu. Będą walczyć między sobą, będą próbowali rozstrzygnąć kto jest lepszy, kto zasługuje na World Tittle aż ktoś ich wyrzuci. Zostaną pokonani przez własną próżność i próbę połechtania własnego ego. Dla mnie to i lepiej. Wyczekam na dogodny moment i pozbędę się was z pojedynku. Skoro interesujecie się innymi sprawami, nie mam zamiaru wam przeszkadzać. Ale załatwiajcie sobie je kiedy indziej, ewentualnie w innym miejscu.

 

Kolejny już raz skreśliłem czarnym markerem ring name zawodnika. Tym razem zrobiłem to dwukrotnie, "Tool" i "Super Crazy" byli teraz czarnymi kreskami. Pozostał tylko jeden.

 

- Zatem zostałem tylko ja.

 

Wszyscy piłkarze oraz młody pisarz momentalnie stanęli jak do musztry. I wszyscy jak jeden mąż spojrzeli w moją stronę.

 

- Logika zakłada zwycięstwo.

 

Powieki zamknęły mi się na ułamek sekundy, a kiedy je otworzyłem na boisku nie było już nikogo.

 

- Ona się nie myli.

 

Ponownie zamknąłem powieki, a kiedy je otworzyłem nie byłem już na boisku. Ujrzałem stół w pokoju akademickim mojego znajomego. W ręku nie trzymałem już listy i markera, miałem te samo pół litra, które piłem wcześniej tego wieczoru.

 

- Nie, rozkładają. - odpowiedziała dziewczyna, która przeprowadziła ze mną wywiad.

 

Wszyscy czekali na rozlanie, a ja zastygłem w bez ruchu. Dokładnie tak samo jak wcześniej.

 

- Déjà vu? - powiedziałem nagłos do siebie i spojrzałem na butelkę Vodki, której zaraz miałem się napić. Czeska. To wszystko tłumaczy powiedziałem w myślach.

 

- Wódki? - pyta znajomy chwytając butelkę.

 

 

--------------------------------------------------

Przepraszam za spóźnienie. :)

Dont Take it personally.. Im just that much smarter than you...

9753791175058a11dcc0cd.jpg

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Anapolon

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • Mr_Hardy
    • MattDevitto
    • MattDevitto
      Gdyby nie chodziło o AJ'a to jeszcze może bym się łudził, ale Styles nie należy do osób w tym biznesie, które rzucają słowa na wiatr. Poza tym z wieloma zawodnikami z AEW AJ i tak przecinał się przez lata na różnym etapie swojej kariery...
    • KPWrestling
      Trzecia pula biletów trafiła do sprzedaży! KPW Arena 32: Sprawiedliwość i prawo 13 marca 2026 Klub Nowy Harem Gdynia Bilety: https://kpwrestling.pl/ (Feed generated with FetchRSS)Przeczytaj na oficjalnym fanpage KPW.
    • Attitude
      Nazwa gali: NJPW Road To The New Beginning 2026 - Dzień 4 Data: 29.01.2026 Federacja: New Japan Pro Wrestling Typ: Event Lokalizacja: Morioka, Iwate, Japan Arena: Iwate Prefectural Gymnasium Publiczność: 1.040 Karta: Wyniki: Powiązane tematy: New Japan Pro Wrestling - dyskusja ogólna
×
×
  • Dodaj nową pozycję...