Skocz do zawartości
  • Witaj na forum Attitude

    Dołączenie zajmie Ci mniej niż minutę – a zyskasz znacznie więcej!

    Dostep do bota wrestlingowego AI
    Rozbudowane zabawy quizowe
    Typowanie wyników nadchodzących wydarzeń
    Pełny dostęp do ukrytych działów i treści
    Możliwość pisania i odpowiadania w tematach oraz chacie
    System prywatnych wiadomości
    Zbieranie reputacji i rozwijanie swojego profilu
    Członkostwo w najstarszej polskiej społeczności wrestlingowej (est. 2001)


    Jeżeli masz trudności z zalogowaniem się na swoje konto, to prosimy o kontakt pod adresem mailowym: forum@wrestling.pl

     

Czarna Maska i Bój o Warszawę


Rekomendowane odpowiedzi


  • Posty:  502
  • Reputacja:   14
  • Dołączył:  17.08.2010
  • Status:  Offline
  • Urządzenie:  Windows
  • Styl:  Ciemny

„Cromie... nigdy się do Ciebie nie modliłem. Nie miałem na to czasu.”

 

 

Odwiedzamy Rzeźnika w jego domowych pieleszach, w trakcie czynności, którą on i jego znajomi uważają za bardzo intymną. Tak, tak – Franko ogląda film. I jest to film nie byle jaki. To „Conan Barbarzyńca”. Możecie padać na kolana.

 

Franko nie ma maski, więc realizator zastosował sprawdzoną w tego typu sytuacjach receptę – naszego bohatera widzimy od tyłu, a w pomieszczeniu panuje półmrok rozświetlany tylko blaskiem ekranu telewizora. Przez chwilę napawamy się widokiem łysej czaszki i „kalafiorów” Butchera, a do naszych uszu dochodzi podniosła muzyka autorstwa Basila Poledourisa. Później pomiędzy patetyczne dźwięki wkrada się nieprzyjemny zgrzyt – dźwięk telefonu komórkowego.

 

Dzwonek jest najprostszy z możliwych – żadne tam udziwnione melodyjki – i brzmi dosyć natarczywie, zmuszając w końcu Butchera do zatrzymania filmu i odebrania telefonu.

 

- Co jest, Bidamowicz? Film oglądam. „Conana Barbarzyńcę”. Nie, nie tego w 3D. Ja odmawiam uznania istnienia tego szajsu. Dlaczego, pytasz? Bo próbą męskości dla cymmeryjskich młodzieńców jest w tym filmie bieganie dookoła wioski z jajkami w ustach. No sam powiedz, jak to kurwa brzmi? No właśnie, też tak uważam. To o co chodzi? Aha... Aha... Rozumiem. Teraz cię dopadły wątpliwości? To do ciebie nie pasuje. Może i zapomniałeś, jak się walczy, ale jakoś szczególnie tego po tobie nie widać. Aha... No ja rozumiem, że to jest jakieś tam obciążenie psychiczne, ale jest tak, jak juz ci kiedyś mówiłem: nie musisz znać pięćdziesięciu ciosów, grunt żebyś umiał z piąchy przypierdolić. Albo z kolana. To żadna filozofia – tym bardziej, że tego swojego cuttera pamiętasz. No właśnie. Teraz nie pamiętasz? Nie martw się, przypomnisz sobie. Zawsze sobie przypominasz.. Otóż to. Nie, nie idę z tobą na żadne kurczaki. Bo nie. Muszę nad formą popracować. Przykro mi stary, nie przekonasz mnie. Bo moje kardio jest do dupy. Widziałeś moją walkę ze Znajdą? No ja wiem, że wygrałem, ale i tak dałem ciała na początku. Bo ten pojedynek powinien się skończyć jakoś tak w drugiej minucie, kiedy już zaczynałem zamieniać jego twarz w miazgę. A ja co? Dostałem zadyszki, jak ostatnia sierota. Tak nie może być. Wznawiam ostrzejsze treningi, bo jakiś zapuszczony jestem. No, treningi – przypakuję trochę, pobiegam, poboksuję, takie tam. Nie, nie rezygnuję z kurczaków, po prostu będzie z nimi jak z piwem. Czyli tylko od święta. Dokładnie. Spotkać na pewno się jeszcze spotkamy, trzeba by jeszcze o strategii pomówić. Tej na Battle Royal. Aha. Dokładnie. Jasne, że razem mamy większe szanse. No to trzymaj się. Cześć.

 

Nasz bohater odkłada komórkę i ponownie włącza film. Nad cymmeryjską wioską właśnie zawisło widmo zagłady, ale wyrok zostaje odroczony – dźwięk telefonu ponownie każe Rzeźnikowi spauzować.

 

- Czego tam, Hela? „Conana” oglądam. Co z tego, że sześćdziesiąty raz? Masz mi coś konkretnego do powiedzenia, czy tak sobie chciałaś pochlipać w słuchawkę? Martwisz się o Wellingtona? Że co? Czy ja się martwię? Ty mnie widziałaś kiedyś zmartwionego? To skąd myśl, że teraz zobaczysz? Nie dosłyszałem, powtórz. Aha. A o co tu się do cholery martwić? Zostawili wiadomość, że się odezwą, czyli jakiejś wielkiej krzywdy nie zamierzają mu zrobić. No właśnie. Pewnie będą chcieli jakiś okup, albo żebym dał dupy w czasie którejś walki. Jasne, że się przeliczą. Co mówisz? Co ty mnie nie znasz, żeby mi tutaj takimi epitetami rzucać? Aha. Że nic nie robię? Poprosiłem o pomoc jednego znajomego. Co mówisz? Nie, detektyw z niego marny, ale ma facet znajomości. Bidamowicz też tam jakieś swoje kanały uruchamia. No. Znajdziemy ich i ukarzemy. Przykładnie. Artystycznie. Dobrze słyszałaś: artystycznie. Pogadałem sobie z Velvetem i Elegancem, więc wiem, o czym mówię. Najpierw wspólnie z Bidamem weźmiemy tych porywaczy i normalnie nogi im z dup powyrywamy. Później wsadzimy im je tam z powrotem, w zupełnie losowy sposób. I to będzie coś, co się nazywa „performance”. Dokładnie. Później przyozdobimy ich zbezczeszczonymi szczątkami okolicę. To będzie „instalacja”. Rozumiesz teraz? Dobrze. To wszystko? To wracam do filmu, trzymaj się.

 

Franko ponownie odkłada telefon i sięga po pilota. Zanim jednak zdążył go użyć, rozbrzmiewa dźwięk telefonu. Trzeba przyznać, że po Butcherze nie widać śladów jakiejkolwiek irytacji.

 

- Słucham. Lee? Czego chcesz? Strój, powiadasz? Przeprosili za opóźnienia? A wygląda tak, jak chciałem? Tandetne bezguście? Czyli wygląda tak, jak chciałem. Dobrze, przyślę kogoś po niego, najpewniej Henia. No. Nie, nie martwię się o Wellingtona, od zamartwiania się mamy Helę. Aha. No to do zobaczenia.

 

Nasz bohater kończy rozmowę i wybiera nowy numer.

 

- Heniek? Cześć, tu Franko. Co tam się u ciebie dzieje, jakaś strefa wojny? To twoje dzieciaki tak się wydzierają? Temu starszemu wróżę karierę wokalisty w Canibal Corpse albo czymś takim. To nie on, tylko małżonka? Coś ty tam znowu nachlapał? Rzeczywiście, nie moja sprawa. O czym to ja miałem? A, właśnie – mógłbyś odebrać mój nowy strój od Velveta? Jasne, że zapłacę za paliwo. Tak, też mam nadzieję, że tym razem będzie już wszystko w porządku. Aha... Czyli przywieziesz go jutro? No to świetnie, do jutra. Pozdrów żonę. Cześć.

 

Franko kończy rozmowę i z namysłem spogląda na trzymany w ręku telefon. W końcu zamienia go na pilota i wciska przycisk „play”. Tym razem nic mu nie przeszkadza. Już wkrótce wioska ulegnie zagładzie, a Conan wkroczy na ścieżkę swego przeznaczenia.

 

 

 

 

 

„Nikt – nawet Ty – nie będzie pamiętał, czy byliśmy dobrymi ludźmi, czy złymi, dlaczego walczyliśmy i jak umieraliśmy.”

 

 

- O naszym pierwszym gościu mówi się, że jest urodzonym wojownikiem! Że poradziłby sobie zarówno jako gladiator na arenie w starożytnym Rzymie, jak i neandertalski łowca w boju z innym neandertalskim łowcą toczonym o jakąś neandertalską niewiastę! Jest wielki, włochaty i groźny, jest mistrzem i dorobił się już pierwszego fanklubu! Przed Wami ulubieniec kobiet, bożyszcze tłumów i ambasador prawdziwej męskości, zawodnik Extreme Wrestling Federation... Frrrraaannnkooo The Buuutcherrr!!!

 

Gospodarz programu „Huba Gminny Show” robi to, co wychodzi mu najlepiej – robi z siebie idiotę. W tle słyszymy sztucznie wygenerowaną, żywiołową reakcję wirtualnej publiczności. Rozbrzmiewa „1rst Regiment” Chrome Division i w studiu pojawia się Franko. Jest ubrany w czarną, sportową marynarkę i całkiem nieźle dopasowane do niej, szerokie sztruksy. Oczywiście ma też na sobie maskę. Obojętnym wzrokiem taksuje wystrój studia i siada na miękkiej, obitej skórą kanapie. Gospodarz programu nie traci czasu i atakuje z pierwszym, dowcipnym i błyskotliwym pytaniem:

 

- Chodzą słuchy, że pochodzisz z Mołdawii: jak to jest pochodzić z krainy mlekiem i winem płynącej?

 

- Nie wiem, Pochodzę z Polski.

 

- Aha, czyli jednak spotkałem rodaka! To wielka ulga, bo nie ma tej, wiesz... bariery kulturowej.

 

- Cieszę się twoim szczęściem, Huba.

 

(Uwaga Rzeźnika zostaje nagrodzona kolejną porcją wirtualnego cheeru. Dla ułatwienia każdy tego typu przerywnik oznaczę jako [śmiech].)

 

- Słyszałem, że jesteś trudnym rozmówcą. To wyzwanie, wiesz? Słyszałem też, że to senator Szakal rozgłasza takie oszczerstwa – czym mu podpadłeś, ale tak szczerze? A może on się ciebie boi i w ten sposób pomniejsza twoje znaczenie w federacji? Może pomyślał, wiesz: „kurde, ten Rzeźnik to jest gość, w nim jest coś strasznego. To ja wezmę i mu doczepię taką łatkę, żeby było mu się trudniej przebić w federacji. Mołdawianin... kogoś takiego nikt nie weźmie poważnie.” Myślisz, że tak mogło być?

 

- Nie sądzę. Szakal to taki dusza – człowiek, on generalnie zawsze mówi to, co mu akurat ślina na język przyniesie. Ostatnio się ogranicza ze względu na wyborców, ale widać, że się z tym męczy. Więc kiedy ten gość palnie jakiś idiotyzm, to robi to tak zwyczajnie, z prostej, naiwnej i w pewien sposób szlachetnej głupoty. Bez złośliwości, czy ukrytych motywów. Poza tym jest to osobnik, w którym nie ma strachu. Jemu zwyczajnie w głowie nie postanie, że mógłby odczuwać coś takiego.

 

- Czyli jest to człowiek nieulękły?

 

- Powiedzmy, że gdyby nagle zadrżał ze strachu, pomyślałby że to przeziębienie. [śmiech]

 

- Niedługo staniesz z nim w ringu. Jakie to uczucie? No bo wiesz, niedługo będziesz mógł przywalić pięścią senatorowi – ty wiesz, ilu ludzi w tym kraju o tym marzy? Nie boisz się, że będziesz miał nieprzyjemności? Że senator Szakal ma immunitet? A tak w ogóle to nie myślałeś może o karierze w polityce?

 

- Nie. Nie myślałem.

 

- Ale dlaczego? Szlak masz już przetarty, niedawno powstał twój pierwszy oficjalny fanklub, to jest polityczny kapitał, człowieku ty idź w politykę!

 

- Nie. Mam jeszcze resztki godności. [śmiech]

 

- Może masz rację: dwóch łysych, spoconych zapaśników w senacie to byłoby już dla nas chyba trochę za dużo! No ale różnice zdań pomiędzy wami mogłyby być ciekawe. „Senat RP Krwawa Łaźnia Match” – czujesz to? [śmiech] A co z innymi twoimi przeciwnikami? Czy któryś ma zadatki na polityka?

 

- Trudno powiedzieć. SR-Crazy ładnie przemawia i ludzie go kochają. Może on by się nadał.

 

- To mamy obsadzony Main Event jednego z najbliższych posiedzeń senatu? [śmiech]

 

Franko nie odpowiada, bo mu się nie chce. Huba uznaje chyba, że jego gościowi zaschło w gardle, bo wzywa dziewuszkę od noszenia wody. Po tym sympatycznym przerywniku rozmowa toczy się dalej:

 

- No ale jak myślisz, dlaczego ktoś taki jak SR-Crazy w ogóle powrócił na ring? Facet ma już swoje lata, wystające brzucho i powiększające się zakola, [śmiech] swoje już na wrestlingu zarobił, ma jakieś hektary w Mandżurii – jak to jest, Franko? W czym rzecz? O co tutaj chodzi?

 

- Czy ja wiem? Pewnie o to, że ciągle jest dobry. Może też o to, że w kolekcji swoich trofeów nie ma jeszcze World Title. A taki Tool zdobył ten pas już dwa razy.

 

- Myślisz, że niesłusznie?

 

- Nie ma „niesłusznie” zdobytych tytułów. Jeżeli masz pas w garści to znaczy, że na niego zasłużyłeś. W tej kwestii nie ma żadnych „ale”. Inna sprawa, że Crazy zasłużył na ten pas jak mało kto. Ale teraz to już zależy tylko od niego. On musi ten pas Toolowi wyszarpać, nie ma innej opcji.

 

- No dobra, zapytam wprost: nie miałbyś ochoty zająć miejsca któregoś z nich? Powalczyć o to samo, co oni?

 

- Jasne, że tak. Chyba nie oczekiwałeś innej odpowiedzi?

 

- Nie no, przecież zawsze mogłeś zapiszczeć jak przestraszona dziewczynka i powiedzieć: „nie, tylko nie to! Na to jest jeszcze za wcześnie! Nie jestem gotowy na takie obciążenie! Oni mnie tam zabiją!” [śmiech]

 

- Walczyłem już z Crazym. I żyję. Nawet noszę pas, który wcześniej do niego należał. Chociaż przyznaję, że Szaleniec zrobił na mnie wrażenie. Dobry jest.

 

- Szacunek dla przeciwnika? Nie boisz się, że ktoś odbierze to jako przejaw słabości? Że to do ciebie nie pasuje?

 

- Umniejszając swoich wrogów, umniejszam swoje osiągnięcia. Po co mi to? Niektórzy aż się o to proszą – tacy są słabi – ale są też ci, którzy naprawdę coś sobą reprezentują. Co oczywiście nie oznacza, że są niepokonani albo poza moim zasięgiem. Tak nie jest.

 

- No ale Franko, ty bój się boga człowieku! Gdzie ty, a gdzie oni!? Z jednej strony legendy poorane niezliczonymi bliznami, po wielokrotnych złamaniach, z wieloletnim doświadczeniem, a z drugiej ty – bidok taki, nowicjusz, gość któremu do niedawna słoma jeszcze z butów wystawała! [śmiech]

 

- Powiem ci coś o legendach, Huba. Bywa taki moment w karierze niektórych – tych najlepszych – zawodników, kiedy facet wydaje się niepokonany. Ja w tej chwili pamiętam dwa takie przypadki. Pierwszym z nich był Scyther, kiedy wygrywał turniej o World Title. No, ale to nie trwało długo. Drugim przypadkiem był Tool kiedy zaliczył ten epizod w BGW. Wtedy to był gość. Kiedy przybył do federacji, to wszystko się tam, kurde, zatrzęsło. Tynk się sypał z sufitu. Taką generował wtedy aurę niezniszczalności. Pas federacji trzymał wtedy ktoś inny, ale nie było wątpliwości, kto tam naprawdę rządzi. Ale to też była tylko chwila, mgnienie. Teraz jest już inaczej. „Niezniszczalność” nigdy nie trwa wiecznie.

 

- Dążysz do czegoś konkretnego, czy się pogubiłeś? [śmiech]

 

- Dążę do tego, że to tylko ludzie. Jacy utytułowani by nie byli, czego by nie osiągnęli w przeszłości, ile walk by nie stoczyli – nie są maszynami. Męczą się, mają chwile zwątpienia. Życie ich dopada. Bo niełatwo jest być ciągle na szczycie. W końcu pojawia się ktoś, kto strąca legendę z piedestału.

 

- Ktoś taki jak Bane?

 

- Nie, nie jak Bane. On dokonał eutanazji, uśpił starego i schorowanego członka naszego stada. Psycho sam „strącił się z piedestału”, dosyć dawno temu. „Zguba” tylko go dobił, zakopał i naszczał na jego grób. [śmiech]

 

- No ale wiesz, on ma title shot na twój pas! Niewykluczone, że wkrótce spotkacie się w walce jeden na jeden! Nie obawiasz się, że on... no wiesz... odstrzeli cię, zakopie i tak dalej?

 

- Nie za bardzo. Nie jestem stary ani schorowany, i nie dymi się ze mnie jak z komina. Zaryzykuję stwierdzenie, że Bane nie walczył jeszcze z kimś takim jak ja. I że powinien się modlić, żeby do naszego starcia jednak nie doszło.

 

- No strasznie poważnie się zrobiło, a to przecież program rozrywkowy! [śmiech] Dlatego zadam trochę niespodziewane pytanie: czy to prawda, że otrzymałeś propozycję zagrania w filmie pornograficznym?

 

- Prawda.

 

- I co, i co?!

 

- Odrzuciłem ją.

 

- Ale dlaczego, Franko?! Jakby na to nie spojrzeć, nie jest to najgorsza robota pod słońcem! A ty przecież znany jesteś z tego, że żadnej pracy się nie boisz! [śmiech]

 

- Nie było ich na mnie stać. Ale dałem im namiary na Jazzowskiego. On teraz taki tryb życia prowadzi, że kto wie? Może da się przekonać do takiego... eksperymentu? Albo będzie tak nawalony że podpisze kontrakt nie wiedząc nawet co robi? Może nawet przeżycia na planie zdjęciowym wylecą mu z głowy? Może stanie się gwiazdą kina fikanego nawet o tym nie wiedząc?

 

- Kurczę Franko, a mówili mi, że jesteś facetem bez wyobraźni! [śmiech]

 

- No. Tak mówią. A Jazzowski jest na swój sposób fascynujący. Dokładniej mówiąc, fascynuje mnie jego pęd ku samozniszczeniu. Zresztą, wpisuje się to w pewnego rodzaju trend. Ostatni mistrzowie to jacyś pieprzeni kamikaze, którym zdobycie pasa tak naprawdę złamało życie. Scyther – kontuzja, rehabilitacja, więzienie, permanentne kłopoty z alkoholem. Psycho – ćpun i alkoholik, dał się zwolnić z federacji pierwszemu obszczymurowi, który się go nie przestraszył. Tool – on ma jakieś problemy psychiczne, wiesz? Prawie przykro patrzyć, jak się chłopisko wypala. Niby niszczy swoich przeciwników poza ringiem, niby broni pasa... ale to już nie to, co kiedyś, coś zżera naszego mistrza od środka. Ciekawe, czy Crazy okaże się odporny na klątwę World Title? Nawet trochę mnie to interesuje i kibicuję mu w tym ich konflikcie.

 

- Poruszyłeś tutaj bardzo ciekawą kwestię: wasz tryb życia, tryb życia wrestlerów, on nie jest zbyt zdrowy, prawda? Ciągle walki, szafowanie zdrowiem, życie na walizkach... za to trzeba zapłacić. Jak ty sobie z tym radzisz, Franko?

 

- Nie odczuwam zmęczenia, ani żadnych negatywnych skutków życia, jakie wiodę. Szczerze mówiąc stało się ono dużo lepsze od egzystencji, którą jak dotąd prowadziłem. No, ale ja walczę w EWF od stosunkowo niedawna i od niedawna odnoszę sukcesy. Nie jestem odpowiednią osobą do zadawania takich pytań.

 

- Cholera, niepotrzebnie tracę czas! [śmiech] To powiedz mi jeszcze na zakończenie: co sądzisz o pierwszym medium EWF, Franzu? Eksperci wysoko ocenili jego debiut, a niektórzy posunęli się nawet do nazwania jego pierwszego pojedynku „Gombrowiczowskim”. Cokolwiek miałoby to znaczyć. [śmiech]

 

- I co ja mam o tym człowieku powiedzieć? To jeden z tych, o których wcześniej wspominałem. Chłopak sam wystawia się na ciosy i długa droga przed nim. Na tę chwilę nie mam pewności, czy Somalijscy Piraci zdecydowaliby się przyjąć go w swoje szeregi. W końcu nawet oni chyba mają jakieś standardy. Jeżeli ceni swoje zdrowie, niech nie plącze się pod nogami, kiedy lepsi od niego załatwiają swoje sprawy. To może brutalne, ale niestety prawdziwe. „Japkowy” odegra w Battle Royal rolę najwyżej epizodyczną.

 

- Tyle pytań miałem jeszcze zadać – o sens życia, orientację polityczną, dietę i ulubiony kolor! Niestety zabrakło nam czasu, więc muszę podziękować ci za rozmowę, Franko! Dziękuję! Dziękuję! Dziękuję! A już po przerwie młoda dama, której śpiewająca łechtaczka robi zawrotną karierę w Internecie! Bądźcie z nami po reklamach!

 

 

 

 

 

„Nie. Jedyne co się liczy to to, że dwóch stanie naprzeciw wielu. Odwaga Cię raduje, Cromie, więc spełnij moją prośbę: pozwól mi się zemścić.”

 

 

- Mon dieu! – Zadziwiające, ile można zawrzeć w tych dwóch słowach: bezmiar niesmaku, niedowierzania i niechęci, podszyty rozczarowaniem, obrzydzeniem, a nawet rozpaczą. Elegance Choi przygląda się Butcherowi, a jego twarz wyraża wszystkie wyżej wymienione uczucia. Stojący obok Velvet Lee milczy, ale wygląda jakby zwalczał mdłości.

 

- No, ten jest wreszcie dopasowany – Franko kompletnie ignoruje niezadowolenie stylistów – i nie ściska w strategicznych miejscach. Jeżeli się nie rozleci na treningach, to założę go w Warszawie.

 

- Mon dieu! – Powtarza Elegance słabnącym głosem. Na więcej nie ma siły.

 

Strój wcale nie jest taki zły – typowo zapaśniczy, czarny, przyozdobiony metalicznymi czaszkami o czerwonych oczodołach. Tandetne? Może trochę. Ale dobrze wygląda na Rzeźniku. I chyba dobrze pasuje – nasz bohater przegląda się w lustrze, robi kilka skłonów i przysiadów, po czym ledwo dostrzegalnie się uśmiecha, co w jego przypadku oznacza pełnię satysfakcji.

 

- Co to ma być? – Pyta Velvet, który chyba w końcu zwalczył swoją słabość – jakieś nawiązanie do „Terminatora”? Że niby jesteś taki niezniszczalny i nieustępliwy? Czy ty wiesz jaką krzywdę nam robisz, wkładając to na siebie?

 

- Żadnych nawiązań. Taki strój po prostu mi się podoba. A wy przeżyjecie. Ja jakoś przeżyłem te damskie torebki, które nosicie. - Franko uśmiecha się paskudnie słysząc zgodny chór oburzonych, zaprzeczających jego słowom głosów. Torby, które noszą styliści są oczywiście męskie. Bez dwóch zdań. Bez cienia wątpliwości.

 

Z pewnością.

 

Dalszą rozmowę przerywa energiczne pukanie do drzwi. Po chwili w pomieszczeniu pojawia się Mariusz Max Kolanko.

 

- Masz czas na parę pytań, Franko?

 

- Mogę mieć, ale spróbuj się streścić – zamaskowany drapie się po nieogolonym podbródku – mam dzisiaj jeszcze parę załatwień. Więc od razu wal tym, co uważasz za najważniejsze.

 

- Spróbuję. Niektórzy dziennikarze już ochrzcili zbliżającą się „Wrestlepaloozę” mianem „Bitwy o Warszawę”. Wiąże się to oczywiście z zapowiedzianym na tą galę Battle Royal, w trakcie którego na szali postawione zostaną prawie wszystkie pasy EWF – także te posiadane przez Ciebie. Jak możesz opisać swoje wrażenia w tym temacie? Czy czujesz presję? Dostrzegasz stawkę, o jaką będzie toczyła się walka?

 

Butcher najpierw spogląda na zegarek, a później siada na ławeczce. Teraz jesteśmy już prawie pewni, że rozmowa toczy się w czymś w rodzaju szatni. Kolanko siada na podsuniętym mu przez asystenta krześle. Przez chwilę panuje milczenie, a Franko zbiera myśli. W końcu odpowiada:

 

- Battle Royal uważam za szansę, a nie zagrożenie, więc o presji nie może być mowy. Nie boję się utraty swoich pasów. Wręcz przeciwnie: wspólnie z Bidamem zamierzamy przejąć kontrolę nad wydarzeniami w ringu i urządzić sobie polowanie na każde trofeum, jakie tylko będziemy mieli szansę zdobyć. Jesteśmy najlepszym tag teamem w tej federacji i już niedługo ponownie to udowodnimy. Jako nieliczni z walczących będziemy wzajemnie kryli sobie plecy, a to już ogromna przewaga.

 

- Czyli liczysz na pomoc Bidama? A co z nieuchronnymi rozbieżnościami interesów? Nie boisz się, że wykorzysta Twoje zaufanie, żeby zdobyć Evolution Title?

 

- Trudne pytanie, ale nie niespodziewane. Taka jest naturalna kolej rzeczy – wcześniej czy później drużyny się rozpadają i najczęściej okazuje się, że indywidualne zdobycze są tymi najważniejszymi. Taka rozbieżność rozbiła już wiele mocnych ekip. A ja jestem z natury nieufny. Z pozoru wygląda to więc dosyć niepokojąco... ale tylko z pozoru. Bo najlepszym sposobem na wygranie tej walki jest bezwarunkowa współpraca. Czy mógłbym sam wygrać Battle Royal? Tak, jak najbardziej. Ale po co pozować na „samotnego wilka”, kiedy mogę mieć u boku sprawdzonego partnera? Wyczyścimy ten cholerny ring pokazując, że nikt nie jest w stanie zagrozić naszym pasom. Później stoczymy pojedynek, który wyłoni ostatecznego zwycięzcę. Prosty, przejrzysty plan. Najlepsze jest to, że wcale nie musimy się z nim kryć. Bo kiedy już zaczniemy go realizować, to nikt, po prostu NIKT nie będzie w stanie nas powstrzymać. Bezwarunkowa współpraca to klucz do bezwarunkowego zwycięstwa. Dlatego Bidam może na mnie liczyć. Jeżeli będę miał szansę, spróbuję zdobyć FTW Title. Cholera, jeżeli to będzie możliwe, schylę się nawet po Daemusin Title. Ja nie wybrzydzam, jak co poniektórzy samozwańczy mesjasze. Lubię zdobywać tytuły, lubię je trzymać i lubię zgarniać wiążące się z nimi premie. Pomimo to, Bidam może na mnie liczyć. Będę miał szansę, to ją wykorzystam. Jeżeli jednak zobaczę, że to mój partner ma szansę – wtedy nie będę tracił czasu na zastanawianie się, ani zbędne kalkulacje. Pomogę mu. Bez wahania. A kiedy zostanie nas tylko dwóch... cóż, wtedy wygra lepszy. Nie mam nic przeciwko temu. Powoli, bez pośpiechu i prawie niezauważalnie odciskamy z Bidamem swoje piętno na Extreme Wrestling Federation. Zwyciężamy i zdobywamy tytuły. Teraz mamy okazję żeby udowodnić, że droga na szczyt wcale nie jest dla nas jakaś strasznie długa.. Jesteśmy już blisko. Cholernie blisko. A ci, którzy do niedawna czuli się bezpieczni, czują teraz na karkach nasze oddechy. To, co zrobimy w Warszawie, urasta do rangi symbolu. Wielu o tym mówi, ale to my wprowadzimy tę ideę w czyn. Czas na zastrzyk świeżej krwi. Czas na zmianę warty. TERAZ MY.

 

- Nie boisz się, że na toczoną przez Ciebie i Bidama walkę będą miały wpływ wydarzenia spoza ringu? Chociażby tajemnicze porwanie Joshuy Chana...

 

- Takie rzeczy po prostu się zdarzają. Mam tą sprawę na uwadze, ale na pewno nie pozwolę, żeby przeszkadzało mi to w walce. Zobaczymy, jak się to wszystko rozwinie. W tej chwili można tylko mnożyć domysły i przypuszczenia. Atak piratów? Raczej nie, te patałachy działają otwarcie. Pierwszy ruch ze strony Bane’a? To w sumie w jego stylu, ale on chyba powinien wiedzieć, że nie doczeka się pożądanej reakcji z mojej strony. Chociaż... może go przeceniam? A może to sam Wellington sfingował swoje uprowadzenie? Po tym co o nim wygadywali, to nawet możliwe. Teorii może być wiele, a każda dziwniejsza od poprzedniej. Tylko po co tracić czas na rozmawianie o tym? Wcześniej czy później dowiemy się, kto za tym stoi i podejmiemy odpowiednie środki. Takie rzeczy trzeba załatwiać szybko, skutecznie i brutalnie – w innym przypadku ktoś mógłby pomyśleć, że z Rzeźnikiem można sobie pogrywać i nie ponieść przy tym konsekwencji. Myślę, że odpuszczę sobie toczenie piany z pyska i przetaczanie się w dzikim amoku przez cały backstage w poszukiwaniu winowajców. Na pewno jednak postaram się, żeby porywacze już nigdy nie popełnili ponownie błędu, jakim niewątpliwie są próby wyprowadzenia mnie z równowagi. Takie rzeczy po prostu się nie udają i wiążą się z nieuchronnym wpierdolem. I to na razie tyle, jeżeli chodzi o ten temat. Ostatnie pytanie, Max.

 

- Może po prostu przekaż wiadomość swoim przeciwnikom. To dobry, uświęcony tradycją zwyczaj.

 

Drgnięcie ust zamaskowanego może być cieniem uśmiechu.

 

- W porządku. Wy wszyscy, którzy spotkacie się ze mną w Warszawie – podczas Battle Royal i jeszcze później. Niektórzy z was stoją niżej w hierarchii EWF, inni są uwielbianymi przez tłumy gwiazdami, ale to w gruncie rzeczy bez znaczenia. Każdy z was chce czegoś od Rzeźnika. Niektórzy chcą moich pasów, inni po prostu sprawdzają, czy są w stanie stawić mi czoła. Jeszcze inni desperacko pragną udowodnić sobie samym, że są daleko ponad mną, że nie jestem żadnym zagrożeniem. Wszyscy zamierzacie wywyższyć się moim kosztem. Wiadomość jest bardzo krótka i w gruncie rzeczy prosta: nie uda się wam. W tej walce nikt nie wzniesie się wyżej niż Butcher i Bidam. Sprowadzimy was na ziemię: Brzydko. Brutalnie. Boleśnie.

 

Butcher wygłasza swój nowy catchprase w niewymuszony, naturalny sposób. Później wstaje, żegna się z reporterem i opuszcza pomieszczenie. Velvet i Elegance idą za nim, starając się nie patrzyć na jego strój dłużej, niż jest to absolutnie konieczne.

 

 

 

 

 

„A jeśli nie słuchasz... to idź do diabła.”

  • Odpowiedzi 0
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

  • Grishan

    1

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Przywróć formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Recent Posts

    • GGGGG9707
      Mi się właśnie wydaje że to doprowadzi do odejścia Balora. Od kontuzji Doma było mówione że do RR zdąży wrócić więc jego wejście w walce jest niemal pewne (co nie będzie jakąś dużą niespodzianką bo wszystkie informacje podawały że na Rumble wróci). Balor nie przypadkowo dowiedział się na RAW że nie ma dla niego miejsca w RR Matchu a do tego te promo Liv do Balora. Typuję że albo Dom będzie w RR Matchu i go koncertowo przegra co zdenerwuje Finna że znowu Dom dostaje szansę mimo że ma już pas albo
    • Bastian
      Czyżby to było ostatnie RAW w karierze AJ Stylesa? Nadrabiamy!  Było kilkanaście miesięcy na to, aby ogarnąć pierwszą w historii WWE walkę CM Punk - AJ Styles. Jedyne, na co było stać federację to walka na RAW niemal na koniec kariery AJ'a, którą przerwał w dodatku Finn Balor  Irlandczyk będzie chyba takim przyjemnym przystankiem dla Punka aż do WM42. Na Royal Rumble walki Phil nie dostał, Elimination Chamber w Chicago, więc trzeba coś ogarnąć.   Swoją drogą, szkoda, że po tym, jak odebrano
    • IIL
      Ciampa is All Elite 🙂
    • Attitude
      Nazwa gali: AEW Dynamite #330 Data: 28.01.2026 Federacja: All Elite Wrestling Typ: TV-Show Lokalizacja: Cedar Park, Texas, USA Arena: H-E-B Center At Cedar Park Format: Live Platforma: TBS Komentarz: Excalibur, Taz, Tony Schiavone, Don Callis & Stokely Karta: Wyniki: Powiązane tematy: All Elite Wrestling - dyskusja ogólna AEW Dynamite - dyskusje, spoilery, wrażenia AEW Saturday Collision - ogólne dyskusj
    • Jeffrey Nero
      Ash by Elegance też jednak nie skończyła kariery od początku to było podejrzane żadnych przecieków co jej było.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...